-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać333 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać24 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać131
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Magiczne miejsce - wygraj książkę "Szczęście pachnące wanilią"
Cukiernia założona przez Adę, bohaterkę powieści Magdaleny Witkiewicz, jest miejscem, w którym pocieszenie znajdują pozostałe bohaterki, kobiety na życiowym rozdrożu. Tu w trudnych chwilach znajdują dobre słowo, mogą poczuć się swobodnie. A Wy, macie takie miejsce, gdzie chodzicie, kiedy jest Wam smutno i źle?Czekamy na teksty o objętości do 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorów pięciu najciekawszych tekstów nagrodzimy egzemplarzami książki.
Szczęście pachnące wanilią
Autor : Magdalena Witkiewicz
Regulamin
- Konkurs trwa od 20 do 26 czerwca włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Filia.
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [125]
Gratuluje wszystkim wygranym:)
Gratuluje wszystkim wygranym:)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam:) Bardzo dziękuję.
:) Bardzo dziękuję.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamDziękuje :) Bardzo zależało mi na tej książce.
Dziękuje :) Bardzo zależało mi na tej książce.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Dziękujemy za podzielenie się Waszymi miejscami, gdzie znajdujecie pocieszenie! Książki otrzymują:
UkontentowanyKot
katka_94
onika
Ola
zann4
Serdecznie gratulujemy. Z laureatami skontaktujemy się poprzez PW.
Dziękujemy za podzielenie się Waszymi miejscami, gdzie znajdujecie pocieszenie! Książki otrzymują:
UkontentowanyKot
katka_94
onika
Ola
zann4
Serdecznie gratulujemy. Z laureatami skontaktujemy się poprzez PW.
Dziękujemy za wszystkie teksty. Laureatów ogłosimy w przyszłą środę.
Dziękujemy za wszystkie teksty. Laureatów ogłosimy w przyszłą środę.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGdy smutno mi i źle, chcę pozbyć się wszelkiego zbędnego nadmiaru. Oczyścić jednocześnie umysł swój i ciało, co by nie rozrastało się w nim ciężkie, bo przytłaczające poczucie rozpaczy i by nie przygniatała mnie do ziemi świadomość brudów i smrodów tego świata, który atakuje zewsząd nieprzyjemnościami zatruwającymi głowę mą i żołądek. Wychodzę więc do miejsca ustronnego, zamykam drzwi i oddaję się rytuałowi wypróżnienia, by zarówno fizyczne, psychiczne i duchowe odchody opuściły me ciało i moje myśli. I to właśnie zazwyczaj się dzieje, a ja, oczyszczona, z lekkością ruszam w świat!
Gdy smutno mi i źle, chcę pozbyć się wszelkiego zbędnego nadmiaru. Oczyścić jednocześnie umysł swój i ciało, co by nie rozrastało się w nim ciężkie, bo przytłaczające poczucie rozpaczy i by nie przygniatała mnie do ziemi świadomość brudów i smrodów tego świata, który atakuje zewsząd nieprzyjemnościami zatruwającymi głowę mą i żołądek. Wychodzę więc do miejsca ustronnego,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Gdy mam moment kiedy jest mi smutno i źle to wybieram się na zakupy. Pomaga mi to wyzwolić się od złej energii. Jestem wówczas szczęśliwa,że nie myśląc o tym co mnie spotkało negatywnego.
Po zakupach wracam tu na portal,aby czerpać inspiracje na następne konkursy. Z radością biorę w nich udział. Zmęczona, ale zadowolona,że mam ochotę pisać. Odwagą jest pisanie. Przekazujemy własne myśli wszystkim czytającym, tworząc przy tym coś z niczego.
Gdy mam moment kiedy jest mi smutno i źle to wybieram się na zakupy. Pomaga mi to wyzwolić się od złej energii. Jestem wówczas szczęśliwa,że nie myśląc o tym co mnie spotkało negatywnego.
Po zakupach wracam tu na portal,aby czerpać inspiracje na następne konkursy. Z radością biorę w nich udział. Zmęczona, ale zadowolona,że mam ochotę pisać. Odwagą jest pisanie....
polskie morze
dużo humoru trochę wigoru
towarzystwo odlotowe
i hasło ortograficzne:
Morze na wszystko pomoże!
polskie morze
dużo humoru trochę wigoru
towarzystwo odlotowe
i hasło ortograficzne:
Morze na wszystko pomoże!
Gdy jest mi źle – to szukam miejsca, w którym mogę samotnie przemyśleć minione wydarzenia. Gdzie?
Nie jest miejsce ważne, tylko to, co tedy tworzę. Gdy jest mi źle – oddaję się moim pasjom – gotowaniu, wypiekom, pisaniu czy czytaniu książek. Szukam ucieczki od tak trudnego i skomplikowanego świata, który po raz kolejny okazał się być czarno-biały.
Dzisiejsze problemy niestety trzeba rozwiązywać samemu – najlepiej udając, że wszystko jest w porządku. Każdy z nas zna siebie najlepiej i wie, jak samemu może sobie pomoc – przynajmniej ja takie mam podejście i póki co, z tymi gorszymi i tragicznymi chwilami daję sobie radę.
Wystarczy usiąść, oddać się pasji, wypić herbatkę z owocową nutą… i wierzyć, że będzie lepiej.
Gdy jest mi źle – to szukam miejsca, w którym mogę samotnie przemyśleć minione wydarzenia. Gdzie?
Nie jest miejsce ważne, tylko to, co tedy tworzę. Gdy jest mi źle – oddaję się moim pasjom – gotowaniu, wypiekom, pisaniu czy czytaniu książek. Szukam ucieczki od tak trudnego i skomplikowanego świata, który po raz kolejny okazał się być czarno-biały.
Dzisiejsze problemy...
Jestem wyznawczynią kultu wanny
Choć pożeracz wody to zachłanny
Ale nic mi nie zrekompensuje
Chwil, kiedy w pianie nurkuję
Czasu, który poświęcam samej sobie
Peelinguję ciało, maski robię
Albo obstawiona przysmakami
Oraz ciekawymi gazetami
Nurzam się w odmętach kultury...
Który inny zakątek mi zapewni to, no który?
Jestem typem wannowym sybaryty
To mój azyl dawno temu odkryty :D
Jestem wyznawczynią kultu wanny
Choć pożeracz wody to zachłanny
Ale nic mi nie zrekompensuje
Chwil, kiedy w pianie nurkuję
Czasu, który poświęcam samej sobie
Peelinguję ciało, maski robię
Albo obstawiona przysmakami
Oraz ciekawymi gazetami
Nurzam się w odmętach kultury...
Który inny zakątek mi zapewni to, no który?
Jestem typem wannowym sybaryty
To mój azyl dawno temu...
Dla mnie szczęściem pachnącym wanilią jest mój syn a wyjątkowym miejscem jest każde miejsce, w którym jest on. Może to być plac zabaw, brzeg jeziora nad którym spacerujemy, podłoga w salonie gdzie najczęściej się bawimy lub moje łóżko na którym zasypia. To dzięki niemu niezależnie od tego gdzie jesteśmy uczę się na nowo cieszyć się z małych rzeczy, przypominam sobie schowane gdzieś na dnie pamięci ludowe piosenki, które kiedyś śpiewała mi babcia, wracam do zapomnianych już gier, wyliczanek i smaków. W każdym miejscu w którym go przytulę, usłyszę od niego słowo mama czy zobaczę jego szczery uśmiech wszystko co złe i smutne mija bo to dzięki niemu niezadowolenie szefa, dzwoniący nawet po pracy służbowy telefon, kłótnia z koleżanką, boląca głowa czy zmęczenie stają się nieważne. Dzięki niemu wszystko jest magiczne: każde miejsce i każdy dzień. I nawet w tym zapachu z tytułu książki coś jest bo stale czuję od niego słodki zapach mleka i ciasteczek.
Dla mnie szczęściem pachnącym wanilią jest mój syn a wyjątkowym miejscem jest każde miejsce, w którym jest on. Może to być plac zabaw, brzeg jeziora nad którym spacerujemy, podłoga w salonie gdzie najczęściej się bawimy lub moje łóżko na którym zasypia. To dzięki niemu niezależnie od tego gdzie jesteśmy uczę się na nowo cieszyć się z małych rzeczy, przypominam sobie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejKiedy jest Mi smutno i źle staram się oderwać od rzeczywistości, wybieram się do parku znajdującego się na drugim końcu miasta tam gdzie mam pewność, że nie spotkam nikogo znajomego i zanurzam się w lekturze zapominając o całym otaczającym mnie świecie. Tylko czytając dobrą książkę potrafię odprężyć się i zapomnieć o swoich problemach przenosząc się w inny świat a wtedy moje problemy nabierają innego znaczenia i na chwilę po prostu znikają...
Kiedy jest Mi smutno i źle staram się oderwać od rzeczywistości, wybieram się do parku znajdującego się na drugim końcu miasta tam gdzie mam pewność, że nie spotkam nikogo znajomego i zanurzam się w lekturze zapominając o całym otaczającym mnie świecie. Tylko czytając dobrą książkę potrafię odprężyć się i zapomnieć o swoich problemach przenosząc się w inny świat a wtedy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Mieszkam na wsi, więc mam wokół siebie dużo przestrzeni. Gdy mi smutno uciekam tam, gdzie mogę pobyć sama, gdzie nikt mi nie będzie przeszkadzał. Idę do miejsca, w którym wszystko będę mogła spokojnie przemyśleć. Zawsze, gdy mam wszystkiego dość idę do niedużego lasu jakieś 100-200m od mojego domu. Pomiędzy drzewami jest mały staw i od kilku lat przewrócone drzewo na którym zazwyczaj przesiaduję. Mam wrażenie, że tam nie sięgają moje problemy, że jestem tylko ja. Często udaje się tam z książką, lub słuchawkami, bo na poprawę humoru najlepsze jest czytanie lub słuchanie muzyki, a bynajmniej w moim przypadku.
Wśród drzew jest cicho, spokojnie, nie ma nikogo, a dla takich osób jak ja, które lubią samotność, to takie miejsce jest idealne.
Mieszkam na wsi, więc mam wokół siebie dużo przestrzeni. Gdy mi smutno uciekam tam, gdzie mogę pobyć sama, gdzie nikt mi nie będzie przeszkadzał. Idę do miejsca, w którym wszystko będę mogła spokojnie przemyśleć. Zawsze, gdy mam wszystkiego dość idę do niedużego lasu jakieś 100-200m od mojego domu. Pomiędzy drzewami jest mały staw i od kilku lat przewrócone drzewo na którym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
-Babciu pijemy kako? Wiesz to z tajemniczej receptury. Na produkcję endorfin - Zapytałam wchodząc do małego pokoju. Przygarbiona staruszka uśmiechnęła się do mnie odsłaniając rząd śnieżnobiałych zębów. Od roku nosiła protezę. Jakoś nie potrafiłam się do niej przyzwyczaić, ale na sam widok mojej babuleńki zrobiło mi się jakoś lepiej.
-O znowu jakieś problemy - zaskrzeczała - siadaj dziecko, siadaj - dodała, dreptając dookoła i podstawiając mi pod nogi krzywy stołek. Opowiadaj a ja pójdę do komórki po mleko. Sąsiadka mi przyniosła całkiem niedawno, jeszcze ciepłe, będzie w sam raz.
Nie minęło 5 minut kiedy wróciła jeszcze bardziej rozpromieniona z garnkiem w ręce. Powoli zaczęła krzątać się przy piecu tak starym jak ona sama a może i jeszcze starszym. Ciepły ogień zaskwierczał wesoło pochłaniając kolejne sosonowe gałązki i rozrzucając iskry wokoło.
-Wiesz babciu, tak się zastanawiam..czy ludzie za twoich czasów byli tacy jak teraz? - zapytałam kiedy usiadła obok mnie.
-To zależy o co ci konkretnie chodzi.
-No czy byli tacy zamknięci w sobie i nakierowani na siebie...no wiesz o co mi chodzi - dodałam.
-Myślę że wiesz sama to i nie musisz mnie pytać.
-Gdybym wiedziała nie pytałabym - obruszyłam się robiąc nadąsaną minę.
-To pozwól mi tobie zadać pytanie. Czy ludzie się zmieniają?
Nie wiedziałam, zastanawiałam się, momentami kłóciłam z własnymi myślami. Kiedy dopiłyśmy resztki kako babcia odprowadziła mnie całując na pożegnanie i zamykając za sobą drzwi drewnianej chatki. Mimo że żyłyśmy w XXI wieku ona nadal nie chciała się stąd wyprowadzić, a nawet pozwolić moim rodzicom na remont.. Ściany zapadały się pod własnym ciężarem a drewno gniło wydzielając nieprzyjemną woń rozkładu. Patrząc na drewniany dom już zrozumiem co babcia chciała mi powiedzieć. Odchodząc cieszyłam się że mam takie miejsce, w którym rozwiązują się wszystkie moje problemy, a jednocześnie bałam się jak długo będzie to miejsce istnieć.
-Babciu pijemy kako? Wiesz to z tajemniczej receptury. Na produkcję endorfin - Zapytałam wchodząc do małego pokoju. Przygarbiona staruszka uśmiechnęła się do mnie odsłaniając rząd śnieżnobiałych zębów. Od roku nosiła protezę. Jakoś nie potrafiłam się do niej przyzwyczaić, ale na sam widok mojej babuleńki zrobiło mi się jakoś lepiej.
-O znowu jakieś problemy - zaskrzeczała -...
Kiedy byłam mała, tato zabierał mnie na spacery po lasach i łąkach.
Któregoś razu trafiliśmy na polane otoczoną lasem , było to również tuż przy rzece i słychać było szum wody. U boku polanki w cieniu drzew stała altanka. Cała łąka była pokryta kwiatami i słychać było śpiew ptaków.
Gdy już miną czas 'spacerów z rodzicami', rozpoczął się czas 'problemów'.
Były ich dużo: związane ze szkołą, z przyjaciółmi, z rodziną.
Odnalazłam to miejsce - tym razem sama.
Poszłam tam i ani trochę nie przypominało to moich wspomnień związanych z tym miejscem. Miejsce było opuszczone, łąka cała była w chaszczach. Altanka była zarośnięta i praktycznie niewidoczna. Tak jakby to miejsce odzwierciedlało mój stan psychiczny. Zaczęłam tam przychodzić regularnie. Było to dosyć daleko, jednak rodzice cieszyli się że się dotleniam, nie mówiłam im jednak gdzie idę. To miejsce stało się moim tajemniczym ogrodem . Wyrywałam chwasty i dbałam o altankę. Ptaki wróciły i witały mnie śpiewem, owady - motyle i pszczoły zawzięcie pracowały w kwiatkach, a ja leżąc na trawie albo siedząc w altance podziwiałam to magiczne miejsce. Szum wody mnie uspokajał, widząc tak ładnie zadbaną ziemie, czułam się lepiej. Dzięki temu wiedziałam że jeśli da rade uratować ogród ,który teraz pełni życiem , to z moimi problemami (które stają się malutkimi problemikami) z pewnością sobie poradzę.
Kiedy byłam mała, tato zabierał mnie na spacery po lasach i łąkach.
Któregoś razu trafiliśmy na polane otoczoną lasem , było to również tuż przy rzece i słychać było szum wody. U boku polanki w cieniu drzew stała altanka. Cała łąka była pokryta kwiatami i słychać było śpiew ptaków.
Gdy już miną czas 'spacerów z rodzicami', rozpoczął się czas 'problemów'.
Były ich dużo:...
Pozwól, że opowiem Ci o moim magicznym miejscu...
Nie pamiętam, kiedy trafiłam tam po raz pierwszy. W przedszkolu? Może w gimnazjum? Powinnam pamiętać, przecież ten dzień zmienił całe moje życie, zaczynając na sposobach spędzania wolnego czasu, na charakterze kończąc!
To małe, prywatne miejsce ofiarowało mi wszystko: miłość i czas, których zawsze brakowało moim rodzicom, cierpliwość i zrozumienie, których nigdy nie zaznałam od "przyjaciół". To miejsce wypełniło puste miejsce w mojej duszy dźwiękiem.
To miejsce to muzyka.
Może brzmi to naiwnie, ale tylko muzyka jest w stanie mnie uspokoić, pocieszyć, pomóc zapomnieć. Im głośniejsza, tym ciszej robi się w moim umyśle; słowa utworów pomagają mi przywrócić właściwy bieg życiu. W tłumie ludzi nakładam słuchawki i nagle jestem sama, lecz jest to dobra samotność; taka samotność, która wyznacza właściwą ścieżkę. Muzyka obdarowała mnie cudownymi "znajomymi" (brak mi lepszego słowa na określenie tej relacji, może ktoś coś zaproponuje?), których miałam przyjemność spotkać na koncertach, i takimi, których na oczy nie widziałam, a jednak prawie codziennie nasze rozmowy przywracają mi uśmiech. Muzyka dała mi coś, czego nikt nie był w stanie mi ofiarować; świadomość, że nie jestem sama, i cokolwiek by się działo, nie będę... bo gdzieś, może blisko, a może na innym kontynencie, jest ktoś, kto napisał piosenkę i ktoś, kto jej słuchał, może nawet słucha tym samym momencie co ja, i doskonale rozumie, przez co przechodzę. To wystarczy.
Pozwól, że opowiem Ci o moim magicznym miejscu...
Nie pamiętam, kiedy trafiłam tam po raz pierwszy. W przedszkolu? Może w gimnazjum? Powinnam pamiętać, przecież ten dzień zmienił całe moje życie, zaczynając na sposobach spędzania wolnego czasu, na charakterze kończąc!
To małe, prywatne miejsce ofiarowało mi wszystko: miłość i czas, których zawsze brakowało moim rodzicom,...
Choć znany jest wśród młodzieży w moim wieku pogląd, że prawdziwy przyjaciel, to taki, do którego gdy jest ci smutno możesz zawsze zadzwonić, nawet o czwartej nad ranem, a on odbierze i cię pociesz, to ja się do niego nie stosuję. Gdy jest mi smutno i prawie mm łzy w oczach, zachodzę do kościoła, klękam w jednej z tylnych ławek i zaczynam rozmawiać z Bogiem. Proszę Go o spokój, o wyciszenie. Gdy wstając mówię „Dziękuję Ci, Panie Boże”, już zaczynam się delikatnie uśmiechać i wracam do domu. Ale co o tej czwartej nad ranem? Leżąc w łóżku myślę przed zaśnięciem. Kiedy poruszę w głowie tematy, od których cieknie mi po policzkach, już wiem, że będzie to kolejna bezsenna noc, przyprawiona nasyconym roztworem soli w oczach. Przypomina mi się wtedy fragment pięknej pieśni „Niech Cię błogosławią wszystkie me niemoce, ból skrzętnie skrywany po bezsennej nocy”. I zaczynam się modlić. Może niektórzy nie wierzą, że top działa, ale ufający Jemu wiedzą, jak bardzo to pomaga. Prócz kościoła nie wskazałam żadnego miejsca, bo to trudne. Bóg jest wszędzie. W moim sercu. Czy po pocieszenie można udać się do wnętrza siebie, do serca? Jak najbardziej, bo tam jest On!
Choć znany jest wśród młodzieży w moim wieku pogląd, że prawdziwy przyjaciel, to taki, do którego gdy jest ci smutno możesz zawsze zadzwonić, nawet o czwartej nad ranem, a on odbierze i cię pociesz, to ja się do niego nie stosuję. Gdy jest mi smutno i prawie mm łzy w oczach, zachodzę do kościoła, klękam w jednej z tylnych ławek i zaczynam rozmawiać z Bogiem. Proszę Go o...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejDn 13.06.2013 w nietypowych okolicznościach, na Świat przyszła moja mała córeczka. Wywróciła nasze życie do góry nogami. Jej starszy 4-letni brat zmienił się w małego łobuziaka. Mąż w pracy do późna, a ja wojuję cały dzień z dwoma kochanymi urwisami. Bywają chwile, że mam już całkowicie dość i właśnie wtedy uciekam do mojej pustelni! Parzę sobie swoją ulubioną caffe latte i siadam w pokoiku synka otoczona magiczną, szklaną kulą. Ten czas jest tylko dla mnie! Mój synuś już się nauczył, że mama siedzi w magicznej kuli i pije kawkę i teraz trzeba być grzecznym. Przerywa wtedy swoje harce, bierze kubek z sokiem, siada koło mnie i tak razem przytuleni opowiadamy sobie różne historie.Niedługo, kiedy podrośnie córeczka, zaprosimy ją do naszej bezpiecznej, magicznej kuli.
Dn 13.06.2013 w nietypowych okolicznościach, na Świat przyszła moja mała córeczka. Wywróciła nasze życie do góry nogami. Jej starszy 4-letni brat zmienił się w małego łobuziaka. Mąż w pracy do późna, a ja wojuję cały dzień z dwoma kochanymi urwisami. Bywają chwile, że mam już całkowicie dość i właśnie wtedy uciekam do mojej pustelni! Parzę sobie swoją ulubioną caffe latte i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Tomek znowu wrócił z pracy z pretensjami.
"Zapomniałaś oddać mój garnitur do pralni."
"Zupa jest przesolona."
"Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, że twoja mamusia przyjeżdża?"
Nie wytrzymałam. Chwyciłam torebkę i wyszłam z domu ostentacyjnie trzaskając drzwiami. Zbiegłam po schodach, a gdy znalazłam się na ulicy, wiedziałam dokąd pójdę nawet się nad tym nie zastanawiając. Z zamyślenia ocknęłam się dopiero, gdy stanęłam przed gmachem biblioteki.
W środku przywitał mnie tak dobrze mi znany i lubiany przeze mnie zapach książek. Na widok ich grzbietów wystających z półek, humor od razu mi się poprawił. Przez dobre pół godziny dreptałam między regałami, aż znalazłam pozycję odpowiednią na dzisiejszy dzień. Zdjęłam ją z półki, a następnie udałam się do kącika do czytania. Do rzeczywistości przywrócił mnie dopiero głos stojącej za mną bibliotekarki informującej mnie, że za 10 minut wybije 19, godzina zamknięcia biblioteki. Chwyciłam więc książkę, której połowę miałam już za sobą i pożyczyłam ją, by móc zabrać ją w domu.
Kiedy wróciłam, byłam spokojna jak nigdy. Nie dałam Tomkowi odczuć mojej złości i tylko usiadłam na kanapie z książką w ręce. Wyraźnie nie chciał mi przeszkadzać i przez cały ten czas nie odzywał się. Kiedy odłożyłam powieść, przeprosił mnie i przytulił. Wszystko wróciło do normy. Gdybym wtedy nie wyszła, prawdopodobnie nadal byśmy się kłócili. Książki potrafią zdziałać cuda, naprawdę!
Tomek znowu wrócił z pracy z pretensjami.
"Zapomniałaś oddać mój garnitur do pralni."
"Zupa jest przesolona."
"Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, że twoja mamusia przyjeżdża?"
Nie wytrzymałam. Chwyciłam torebkę i wyszłam z domu ostentacyjnie trzaskając drzwiami. Zbiegłam po schodach, a gdy znalazłam się na ulicy, wiedziałam dokąd pójdę nawet się nad tym nie...
Kolejny dzień, który miał być cudowny, a skończył się wielką katastrofą. Nic mi się nie udało, nie zrobiłam niczego, co wcześniej zaplanowałam, nie zdałam egzaminu i po raz kolejny listonosz spóźnił się z przesyłką, przez co nie mogłam dotrzymać słowa danego przyjacielowi, bowiem tam było coś dla niego. Na domiar złego pokłóciłam się z mamą, która kazała mi, "jeśli się nie zmienię", wyprowadzać się czym prędzej z domu... Dlaczego nigdy nie przytrafi mi się nic dobrego, tylko wciąż i wciąż rzucane mi są kłody pod nogi?!
Hmmm...chyba wiem co zrobię i gdzie to wszystko przemyślę. Będzie tam miękko i przytulnie. Nikt mnie nie pozna i nie oceni. Jeśli zachce mi się tańczyć, będę pląsać w rytm muzyki w mojej głowie, jeśli z kolei zapragnę pisać niestworzone historie, za mną będzie mnóstwo miejsca na bezgroły. A co, gdy ktoś wpadnie na pomysł, aby tam zajrzeć? Nie wpadnie! Ale, jeśli jednak przyjdzie, to, co wówczas zrobię? Nic, schowam się, ot co!
Będę sama ze sobą, bez niczyjego zrzędzenia, plotkowania, obrażania i "pomocy". Pomarzę o lepszym świecie, zaplanuję kolejne kroki i porozmyślam o niebieskich migdałach. Zapomnę. Odpocznę. Wyciszę się. Czegóż chcieć więcej?
Dobrze, to idę do łóżka.
Kolejny dzień, który miał być cudowny, a skończył się wielką katastrofą. Nic mi się nie udało, nie zrobiłam niczego, co wcześniej zaplanowałam, nie zdałam egzaminu i po raz kolejny listonosz spóźnił się z przesyłką, przez co nie mogłam dotrzymać słowa danego przyjacielowi, bowiem tam było coś dla niego. Na domiar złego pokłóciłam się z mamą, która kazała mi, "jeśli się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejŹródło. Nazywam je źródłem życia. Jest wspaniałe. Z gęstwin górskiego, leśnego obszaru, wysnuwa się niewielki zaułek, przy którym jest położone owo niebiańskie zjawisko. Gdy tylko się je zobaczy, ma się wrażenie, że czas się dla nas zatrzymał i jesteśmy jedynymi ludźmi, którzy mają szansę podziwiać ten widok. Czuję się tam bliżej nieba. Bliżej raju.
Źródło. Nazywam je źródłem życia. Jest wspaniałe. Z gęstwin górskiego, leśnego obszaru, wysnuwa się niewielki zaułek, przy którym jest położone owo niebiańskie zjawisko. Gdy tylko się je zobaczy, ma się wrażenie, że czas się dla nas zatrzymał i jesteśmy jedynymi ludźmi, którzy mają szansę podziwiać ten widok. Czuję się tam bliżej nieba. Bliżej raju.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJednym z takich miejsc gdzie uciekam gdy jest mi źle jest plaża i to tam gdzie jest najmniej ludzi oddalona wpatrując się w morze i ze złości ściskając piasek który przelatuje przez palce jak łzy na policzkach, wiatr osusza słońce przygrzewa szum morze i bezkresna dal powodują opadanie moich emocji, uspokojenie wyciszenie zastanowienie się nad sytuacja spojrzenie daleko w przeszłość jak i przyszłość powodują że lepiej się czuję wracam do równowagi i wracam do domu do męża, dzieci spokojna wyciszona...
Jednym z takich miejsc gdzie uciekam gdy jest mi źle jest plaża i to tam gdzie jest najmniej ludzi oddalona wpatrując się w morze i ze złości ściskając piasek który przelatuje przez palce jak łzy na policzkach, wiatr osusza słońce przygrzewa szum morze i bezkresna dal powodują opadanie moich emocji, uspokojenie wyciszenie zastanowienie się nad sytuacja spojrzenie daleko w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTakim miejscem jest mój dom rodziny. Położony jest on na wsi i otoczony przyrodą. Gdy tam jestem udaje się do pobliskiego lasu a towarzystwo drzew i zwierząt działa na mnie kojąco.Poza tym uwielbiam chwile ,gdy w piżamie mogę wyjść na podwórko wypić kawę i nie przejmować się etykietą. Ponadto zawsze znajduję oparcie w rodzicach a ich towarzystwo działa na me ciało i duszę jak najlepsze lekarstwo. Ich dom to taki mój magiczny azyl w którym kryje się gdy jest mi źle i smutno i o dziwo za każdym razem smutek mija.
Takim miejscem jest mój dom rodziny. Położony jest on na wsi i otoczony przyrodą. Gdy tam jestem udaje się do pobliskiego lasu a towarzystwo drzew i zwierząt działa na mnie kojąco.Poza tym uwielbiam chwile ,gdy w piżamie mogę wyjść na podwórko wypić kawę i nie przejmować się etykietą. Ponadto zawsze znajduję oparcie w rodzicach a ich towarzystwo działa na me ciało i duszę...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Gdy jest mi smutno i czuję, że zrobi się zbyt słono staram się odgrodzić się od świata. Pewnie dlatego, że nie lubię gdy ktoś jest świadkiem moich łez. Azylem w takich sytuacjach był dla mnie pokój w domu rodzinnym. Wchłoną w swoje cztery ściany wiele niewypowiedzianych zażaleń, skarg, niemych krzyków, wołania do losu, by był choć trochę łaskaw. Ten pokój nie raz był świadkiem rozpaczliwego łapania powietrza, próbą zapanowania nad drżeniem głosu i zrozumienia własnego postępowania.
Potem nadszedł czas na samodzielność i wyjazd z rodzinnego domu. Smutki wyjechały razem ze mną i trzeba było szukać nowego miejsca, gdzie będzie można zaszyć się, wyciszyć, uspokoić. Czasem zdarza się, że na chwilę wstępuję w mury kościelne. Zapach kadzidła, szepty ludzkich modlitw, aura tajemniczości. Poczucie braku osamotnienia w samotności. Czasem pomaga.
Jest jeszcze jedno miejsce. Moja wyobraźnia. Miejsce, gdzie nie istnieją granicę, gdzie mogę czuć i tworzyć to co tylko wymarzę. A potem przelać to na papier. I w ten sposób pozbyć się wszelkich smutków.
Gdy jest mi smutno i czuję, że zrobi się zbyt słono staram się odgrodzić się od świata. Pewnie dlatego, że nie lubię gdy ktoś jest świadkiem moich łez. Azylem w takich sytuacjach był dla mnie pokój w domu rodzinnym. Wchłoną w swoje cztery ściany wiele niewypowiedzianych zażaleń, skarg, niemych krzyków, wołania do losu, by był choć trochę łaskaw. Ten pokój nie raz był...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Dla mnie istnieje jedno miejsce, w którym problemy zdają się znikać. Mój tata od dziecka był zapalonym żeglarzem, dlatego też ja (chcąc, nie chcąc) spędziłam dość dużą część mojej młodości żeglując. Nie ma nic piękniejszego niż wiatr we włosach, promienie słońca na twarzy i ten unikalny zapach wody roztaczający się dookoła. To pamiętam z dzieciństwa.
Sama wprawdzie nie mam patentu żeglarskiego, jednak nie sam rejs jest najważniejszy. Najpiękniejszym miejscem dla mnie jest nasza rodzinna działka nad jeziorem, a konkretnie pomost. Latem, bo tylko wtedy tam przyjeżdżam, stoi przy nim zacumowana żaglówka. Buja się na falach, sztucznie tworzonych przez przepływające skutery i motorówki. Najważniejszym elementem (poza wiatrem, słońcem i zapachem), który mnie uspokaja, są dźwięki. Przede wszystkim dźwięk uderzającego fała (lina, którą wciąga się żagiel) o maszt i wcześniej wspomnianych skuterów wodnych.
To jest właśnie moje najpiękniejsze miejsce na świecie. W momencie kiedy kładę się na pomoście z książką, wszystko inne przestaje istniej i zostaję sama z moją wyobraźnią i zmysłami. Chyba nie ma innego miejsca na świecie, w którym czułabym się równie szczęśliwa i beztroska.
Dla mnie istnieje jedno miejsce, w którym problemy zdają się znikać. Mój tata od dziecka był zapalonym żeglarzem, dlatego też ja (chcąc, nie chcąc) spędziłam dość dużą część mojej młodości żeglując. Nie ma nic piękniejszego niż wiatr we włosach, promienie słońca na twarzy i ten unikalny zapach wody roztaczający się dookoła. To pamiętam z dzieciństwa.
Sama wprawdzie nie mam...
Wchodzę cicho do pokoju
i nie mówiąc nic nikomu
zanurzam się powoli w spokoju.
Akwarium moje pod oknem stojące
zmienia się w wielkie jezioro błyszczące.
Pluskają się w nim małe ryby
oraz te całkiem duże wieloryby.
Światło żarówki w oczy rażące
to wielkie, ciepłe słońce świecące.
Miękki dywan przez me nogi deptany
jest niczym trawa o źdźbłach rozkołysanych.
Figurki z półki porcelanowe zmieniają się
w prawdziwe zwierzęta lądowe.
Koło mnie przebiegnie żyrafa,
nad głową motylek polata,
ptaszek zaśpiewa do ucha,
pod nosem przeleci mucha.
Lew groźny z kąta zaryczy,
a zebra ucieknie mu w ciszy.
Obrazy na ścianie wiszące
to okna świat pokazujące.
W moim pokoju wszystko się przemienia
bo taką siłę mają marzenia.
Nie mają tu wstępu smutki,
ich żywot jest bardzo krótki.
Wchodzę cicho do pokoju
i nie mówiąc nic nikomu
zanurzam się powoli w spokoju.
Akwarium moje pod oknem stojące
zmienia się w wielkie jezioro błyszczące.
Pluskają się w nim małe ryby
oraz te całkiem duże wieloryby.
Światło żarówki w oczy rażące
to wielkie, ciepłe słońce świecące.
Miękki dywan przez me nogi deptany
jest niczym trawa o źdźbłach rozkołysanych.
Figurki z...
Gdy jest mi smutno i źle, idę do lasu. Do miejsca, które również zdaje się takie być. Smutne, ale jednocześnie silne. Ogromne drzewa, ale też takie malutkie. Te większe chronią te mniejsze. I ja czuję się takim malutkim drzewkiem. Skrywam się w cieniu starych i mocnych drzew i czuję się bezpiecznie. Natura działa kojąco i przekazuje mi ogromne pokłady energii. Ronię łzy, co przynosi ulgę.
Las... to jest to miejsce, które daje mi siłę i które zawsze na mnie czeka. O jakiejkolwiek godzinie bym go nie potrzebowała, on zawsze będzie obok. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Mój niemy przyjaciel.
Gdy jest mi smutno i źle, idę do lasu. Do miejsca, które również zdaje się takie być. Smutne, ale jednocześnie silne. Ogromne drzewa, ale też takie malutkie. Te większe chronią te mniejsze. I ja czuję się takim malutkim drzewkiem. Skrywam się w cieniu starych i mocnych drzew i czuję się bezpiecznie. Natura działa kojąco i przekazuje mi ogromne pokłady energii. Ronię łzy, co...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejKiedy w moim życiu pojawiają się momenty, które mnie przerastają, i czuję, że nie daję rady , mam dosyć rzeczywistości biorę książki. Moja wyobraźnia wtedy działa tak, że nikt nie byłby w stanie tego pojąć. Wkroczyć w świat książek to zatopić się w życiu bohaterów , możesz być tam kim chcesz. Można wkroczyć do takiego świata gdzie np. główna bohaterka jest szczęśliwie zakochana a może do takiego gdzie jako tajna agentka rozwiązuje konflikty na skale światową. Dzięki książkom można wybrać się do takiego drugiego pozaziemskiego świata. To jest miejsce gdzie uciekam gdy jestem smutna. To drugi świat. To książki.
Kiedy w moim życiu pojawiają się momenty, które mnie przerastają, i czuję, że nie daję rady , mam dosyć rzeczywistości biorę książki. Moja wyobraźnia wtedy działa tak, że nikt nie byłby w stanie tego pojąć. Wkroczyć w świat książek to zatopić się w życiu bohaterów , możesz być tam kim chcesz. Można wkroczyć do takiego świata gdzie np. główna bohaterka jest szczęśliwie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejW sumie, chyba każdy ma takie miejsce, może nawet o tym nie wiedząc, tak jak i ja. Dopóki nie zastanowiłam się nad tym, po zobaczeniu tematu konkursu, nie zdawałam sobie z tego sprawy. I wiecie co? Ku mojemu zdziwieniu, tym magicznym miejscem jest są dla mnie świat książek, muzyki, seriali, filmów. To jest jakby równoległa przestrzeń, w którą wchodzę, gdy nie mam ochoty myśleć o dręczących mnie sprawach w prawdziwym życiu, chcę choć na chwilę od nich uciec. Choć na większą skalę, to nie jest zbyt dobre, bo łatwo mogę się w tym zatracić, ale i tak uwielbiam ten stan, kiedy na krótki moment znika ta granica między fikcją a rzeczywistością.
W sumie, chyba każdy ma takie miejsce, może nawet o tym nie wiedząc, tak jak i ja. Dopóki nie zastanowiłam się nad tym, po zobaczeniu tematu konkursu, nie zdawałam sobie z tego sprawy. I wiecie co? Ku mojemu zdziwieniu, tym magicznym miejscem jest są dla mnie świat książek, muzyki, seriali, filmów. To jest jakby równoległa przestrzeń, w którą wchodzę, gdy nie mam ochoty...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejKiedy otwieram białe drzwi to udaję się do błękitnej krainy, która potocznie nazywana jest przez wszystkich "pokojem Kini". Dokładnie to mój pokój. Dla większości z Was to pewnie nic nadzwyczajnego jednak dla mnie to miejsce gdzie czuję się bezpieczna, a wszelkie smutki odchodzą w niepamięć. Przekraczając granice mego magicznego miejsca mogę dać upust moim emocjom. Właśnie w tym pokoju płaczę wtulona w mojego ukochanego misia, którego podarował mi mój chłopak na osiemnaste urodziny. Spoglądając na stolik nocny widzę zdjęcie dwóch uśmiechniętych dziewczyn kąpiących się w morzu. To moja przyjaciółka Asia i ja. Ten widok zawsze poprawia mi humor bo wiem że mam na kogo liczyć! W moim magicznym miejscu strzeże mnie Koziołek Matołek...! Namalowany na ścianie bohater wraz z tobołkiem baczni spogląda na moje łóżko. W nocy spoglądam przez niezasłonięte okna na piękne gwiaździste niebo. Czasem nawet księżyc jest moim gościem :) A ściany mojego pokoju znają wszystkie moje sekrety,słyszą rozmowy z ukochanym trwające do późnych godzin nocnych... Widok na morze, góry, piękne zagraniczne krajobrazy mogą konkurować z moją błękitną "komnatą", jednak w moich oczach i sercu nigdy nie zajmą tego pierwszego zaszczytnego miejsca, magicznego miejsca...
Kiedy otwieram białe drzwi to udaję się do błękitnej krainy, która potocznie nazywana jest przez wszystkich "pokojem Kini". Dokładnie to mój pokój. Dla większości z Was to pewnie nic nadzwyczajnego jednak dla mnie to miejsce gdzie czuję się bezpieczna, a wszelkie smutki odchodzą w niepamięć. Przekraczając granice mego magicznego miejsca mogę dać upust moim emocjom. Właśnie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej