-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać183 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać16 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać127
forum Oficjalne Akcje i konkursy
Moja pierwsza miłość - wygraj książkę "24 godziny kochania".
Jeden dzień i 24 luźno splecione ze sobą historie ludzi, którzy kochają. Autor tka fabułę w wielu miejscach świata, a jej osnową jest miłość. Podjęte w przeszłości decyzje, które rzutują na dzisiaj; powierzchowna szarość, pod którą pulsuje namiętność.
Ile serc, tyle historii miłosnych. Spełnionych lub nieszczęśliwych. Pełnych namiętności albo skrywanych w głębi duszy. Napiszcie nam o tym, kiedy po raz pierwszy poczuliście się zakochani.
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
24 godziny kochania
Autor : Krzysztof Popławski OP
Regulamin
- Konkurs trwa 8 marca do 17 marca włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce i posiadające konto na portalu lubimyczytać.pl.
- Prace zamieszczane na serwerze portalu powinny spełniać następujące wymagania: Maksymalna waga ilustracji - 100 KB. Maksymalna szerokość - 300 px. Format pliku graficznego: .jpeg. Wymagania nie dotyczą grafik pochodzących z serwerów zewnętrznych
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane osobowe uczestnika (imię, nazwisko, adres korespondencyjny i numer telefonu) przetwarzane będą przez administratora serwisu lubimyczytać.pl w celu przeprowadzania konkursu, wysyłki nagród oraz analizy i statystyki . Dane osobowe zwycięzcy mogą zostać przekazane w celu wysyłki nagrody partnerowi konkursu - Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów "W drodze". Więcej informacji o przetwarzaniu Twoich danych osobowych znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
- Adres i numer telefonu zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [71]
Książe z bajki,już jest, bo na to właśnie czekałaś mała księżniczko.
Pierwszy pocałunek,ty jako słońce.
Pierwsze kocham cię, odlatujesz do nieba
Pierwsze czułości, czujesz się jak anioł
Pierwsza miłość to ta dająca tak długie skrzydła że czasami nie wiemy
jak ich do końca używać.
Czujesz,że to na zawsze.
Nic nie może się stać.
Twoje życie to bajka
Ale,ale ...Mała księżniczko zamiast księżniczką okazałaś się żabą
Książe z bajki,już jest, bo na to właśnie czekałaś mała księżniczko.
Pierwszy pocałunek,ty jako słońce.
Pierwsze kocham cię, odlatujesz do nieba
Pierwsze czułości, czujesz się jak anioł
Pierwsza miłość to ta dająca tak długie skrzydła że czasami nie wiemy
jak ich do końca używać.
Czujesz,że to na zawsze.
Nic nie może się stać.
Twoje życie to bajka
Ale,ale ...Mała...
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Jędrek
Inka
Nemezis
Nygusia28
Edyta Konsek
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Jędrek
Inka
Nemezis
Nygusia28
Edyta Konsek
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Nieopodal blokowiska w którym mieszkałem był wąwóz na którym dzieciaki zrobiły ślizgawkę .. idąc tym tropem z dziewczyną postanowiłem ją złapać i zjechać z całkiem pokaźnej górki a co by nie połamała sobie nóg przy samym końcu zjeżdżalni wąwozowej postanowiłem zrobić wywrotkę kontrolowaną z upadkiem na plecy przytrzymując ją na sobie,,, całość skończyła się dobrze bo tylko rozbitym wyświetlaczem telefonu nokia 5110 w tylnej kieszeni spodni i wtedy coś zaiskrzyło !
Nieopodal blokowiska w którym mieszkałem był wąwóz na którym dzieciaki zrobiły ślizgawkę .. idąc tym tropem z dziewczyną postanowiłem ją złapać i zjechać z całkiem pokaźnej górki a co by nie połamała sobie nóg przy samym końcu zjeżdżalni wąwozowej postanowiłem zrobić wywrotkę kontrolowaną z upadkiem na plecy przytrzymując ją na sobie,,, całość skończyła się dobrze bo tylko...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
było to na początku gimnazjum
kiedy kochałam się w Sherlocku, Hamlecie, Heathcliffie i innych, u których nie miałam szans
On siedział na korytarzu
całkiem sam
z pochyloną głową i włosami ukrywającymi błyszczące oczy
jego świat kończył się wraz z kablem słuchawek.
jeden chłopak zagadał do mnie, chciał być śmieszny albo nie,
nie wyszło mu.
tłukło się w moich myślach jedno pytanie. gdzie jesteś...?
z westchnieniem odpowiedział
machnął ręką, nie pamiętam. nie-śmieszny
serce skierowało mnie w Twoją stronę.
zobaczyłam skuloną postać, tak pięknie niepewną swojego istnienia.
wyglądałeś jak anioł, wiesz?
zraniony za bardzo, żeby powstać,
zraniony za bardzo, żeby latać.
i w tamtej chwili złożyłam przysięgę całemu światu
i wszystkim, którzy chcieliby wysłuchać moich modlitw.
na nowo nadam kształt Twoim skrzydłom.
niech zdolne Cię będą unieść w przestworza,
niech nigdy więcej Twoja dusza w samotności nie zgubi nadziei.
będę przy Tobie.
było to na początku gimnazjum
kiedy kochałam się w Sherlocku, Hamlecie, Heathcliffie i innych, u których nie miałam szans
On siedział na korytarzu
całkiem sam
z pochyloną głową i włosami ukrywającymi błyszczące oczy
jego świat kończył się wraz z kablem słuchawek.
jeden chłopak zagadał do mnie, chciał być śmieszny albo nie,
nie wyszło mu.
tłukło się w moich myślach jedno...
Zakochanie to przedziwny stan, kiedy widzimy życie w innych barwach, patrzymy przez różowe okulary, do wszystkiego jesteśmy nastawieni optymistycznie i kompletnie zapominamy o sprawach przyziemnych. Żyjemy wtedy od rozmowy telefonicznej do rozmowy, od smsa do smsa, od spotkania do spotkania z TYM/TĄ jedyną. Ja taki stan przeżyłam jak miałam jakieś 18/19lat. Śmiałam się wtedy sama do siebie gdy tylko pomyślałam o NIM. Chidziłam cały czas uśmiechnięta i z tego zakochania schudłam nawet parę kilo. Na szczęście ten stan z czasem mija. I albo nasze zakochanie się kończy pozostawiając tylko wspomnienie albo przeradza się w coś trwalsze i silniejszego-miłość. Ja miałam szczęście, że przerodziło się w to drugie.
Zakochanie to przedziwny stan, kiedy widzimy życie w innych barwach, patrzymy przez różowe okulary, do wszystkiego jesteśmy nastawieni optymistycznie i kompletnie zapominamy o sprawach przyziemnych. Żyjemy wtedy od rozmowy telefonicznej do rozmowy, od smsa do smsa, od spotkania do spotkania z TYM/TĄ jedyną. Ja taki stan przeżyłam jak miałam jakieś 18/19lat. Śmiałam się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMoja historia jest inna niż wszystkie. Nie jest to zwykłe love story, a miłość i zobowiązanie na całe życie. Głównie dlatego, że nie zakochałam się w człowieku. Moją pierwszą i największą miłością było lotnictwo. Pierwsza wizyta na lotnisku sprawiła, że serce zabiło mocniej. Moment, w którym samolot podchodził do lądowania tuż nad moją głową sprawił, że studia zmieniły się w pasję, a wyuczony zawód lotniska pozwolił na nieustanny kontakt z samolotami. Każdy lot sprawia, że czuję w brzuchu motylki, a już sam dźwięk silników przyprawia mnie o gęsią skórkę. Ludzie mnie zawiedli, a lotnictwo nigdy. Pochmurny dzień w pracy rozjaśnia się już w momencie wejścia na teren lotniska, a wolna chwila spędzona z aparatem przy lotnisku jest bardziej relaksująca niż wakacje na rajskiej wyspie, nawet gdy termometry pokazują syberyjskie zimno.
Moja historia jest inna niż wszystkie. Nie jest to zwykłe love story, a miłość i zobowiązanie na całe życie. Głównie dlatego, że nie zakochałam się w człowieku. Moją pierwszą i największą miłością było lotnictwo. Pierwsza wizyta na lotnisku sprawiła, że serce zabiło mocniej. Moment, w którym samolot podchodził do lądowania tuż nad moją głową sprawił, że studia zmieniły się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Przeszklony świat, powolne przechodzenie, stąpanie do drodze, mówienie szeptem, obrazy na każdym kroku, zwarte myśli, drżenie rak, czyjś glos, dym, zapach, poszarpane słowa, odlatujące myśli w nicość, gwar. Oczy niemogące dostrzec tego, co widać, ludzie siedzący, ich kształty przypominają jedną masę, skupiona zbita. Cisza zawarta w jednej chwili, pusta docierająca do wnętrza. Obracam powoli głowę. Świat się zatrzymał. Ludzie siedzą, stoją, zatrzymani w bezruchu, w jakiś dziwnych pozycjach, z uśmiechem na twarzy, z grymasem bólu, zdziwieniem, zadowolenia, uśmiechu. Z czego? O czym myślą? Mogę dotykać powietrza, czuje jak zapala się pod moim palcem. Jasne czyste światło dopala się spokojnie na ich twarzach, idę dalej. Oglądam ich, wychodzę. Świat się zatrzymał. Wszystko stoi. Czas. Nie ma czasu. Jest tylko stan. Stan bezruchu, stan pokazania ze nic już się nie dzieje. Idę. Staje na środku ulicy, nie czuje nawet wiatru, nie ma zapachów, nie ma dźwięków. Nie ma nic. Bezmiar uczuć pomieszany z pragnieniem, pragnieniem czegoś nieokreślonego, pragnieniem szukania, pragnieniem tęsknoty za kimś. Za kimś czy za uczuciem? Za uczuciem, które może dać ten ktoś.
Kochać. Czasami szczere, czasami obłudne, czasami cicho mówione, cichutko tak żeby nikt nie usłyszał, lub krzyczy się je bardzo głośno żeby słyszeli wszyscy. Miłość sprawiła, że ktoś kiedyś do kogoś poczuł dziwny dreszcz, dziwną niemoc, dziwny stan ducha, drżenie rak, suchość w gardle, tęsknotę, ból, lek, rozkosz, pragnienie, pożądanie, wiarę, umiłowanie. Tyle wyrazów, tyle określeń, a znaczy to tylko jeden wyraz – Kocham.
Przeszklony świat, powolne przechodzenie, stąpanie do drodze, mówienie szeptem, obrazy na każdym kroku, zwarte myśli, drżenie rak, czyjś glos, dym, zapach, poszarpane słowa, odlatujące myśli w nicość, gwar. Oczy niemogące dostrzec tego, co widać, ludzie siedzący, ich kształty przypominają jedną masę, skupiona zbita. Cisza zawarta w jednej chwili, pusta docierająca do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPowoli tkała swoją pajęczą sieć, przeplatała nitki z jego miękkich włosów. Ja niebawem miałam stać się jej ofiarą. Misternie wplatała jego zapach, który docierał do najdalszych zakamarków ciała. Wabiła mnie, kusiła jego namiętnymi pocałunkami. Każde jego spojrzenie, każdy dotyk powodował drżenie. Każda moja myśl była nim wypełniona. Czy tego chciałam? Nie opierałam się. Jej moc przyciągania była zbyt silna. Nawet nie zdawałam sobie sprawy kiedy wpadłam w jej sieci. Zawładnęła mną kiedy osiągnęłam już pełnoletniość. On, nieco starszy, ale mnie to nie przeszkadzało. Codziennie snuliśmy się po różnych zakątkach miasta wtuleni. Lato powoli kończyło swoje panowanie nad miastem. A ja coraz bardziej wpadałam w macki miłości. Dla mnie to była miłość. Ale to było tylko młodzieńcze zakochanie, które miało swój początek jak i swój koniec. Aby przyszło kolejne zauroczenie.
Powoli tkała swoją pajęczą sieć, przeplatała nitki z jego miękkich włosów. Ja niebawem miałam stać się jej ofiarą. Misternie wplatała jego zapach, który docierał do najdalszych zakamarków ciała. Wabiła mnie, kusiła jego namiętnymi pocałunkami. Każde jego spojrzenie, każdy dotyk powodował drżenie. Każda moja myśl była nim wypełniona. Czy tego chciałam? Nie opierałam się. Jej...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejOczywiście, że w przedszkolu! Nie pamiętam, jak mój wybranek miał na imię, ale wiem, że szalały za nim wszystkie dziewczyny. Skąd wiedziałam, że jest to wielkie uczucie? Zalotne spojrzenia, kiedy siedzieliśmy na dywanie podczas rytmiki, dzielenie się słonymi paluszkami, głośne rozmowy w czasie leżakowania do tego stopnia, aż wywędrowałam z moim leżakiem przy biurku przedszkolanki, wreszcie mocne pacnięcia w plecy podczas zabawy w berka. A i na zdjęciu grupowym też blisko siebie - koleżanki zazdrościły mi tych przyprawionych rogów jego dłonią! No i niech ktoś mi powie, że to nie przejawy prawdziwej miłości!
Oczywiście, że w przedszkolu! Nie pamiętam, jak mój wybranek miał na imię, ale wiem, że szalały za nim wszystkie dziewczyny. Skąd wiedziałam, że jest to wielkie uczucie? Zalotne spojrzenia, kiedy siedzieliśmy na dywanie podczas rytmiki, dzielenie się słonymi paluszkami, głośne rozmowy w czasie leżakowania do tego stopnia, aż wywędrowałam z moim leżakiem przy biurku...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Chodziłam wtedy do przedszkola. Byłam pulchną dziewczynką z warkoczem, a do moich rodziców przychodzili robotnicy na budowę.
Miał na imię Krzysztof (dla mnie: Pan Krzysztof). Był młody, przystojny, opalony, często chodził bez koszulki, prężąc swoją klatę i nosił ciężkie cegły. I zawsze pięknie się uśmiechał na mój widok, gdy mówiłam mu "dzień dobry".
Wiedziałam, że to kawaler. Rodzice już jakiś czas temu wytłumaczyli mi, że jak dorosnę, to znajdę sobie kawalera i założę z nim rodzinę. Poczułam, że znalazłam właśnie idealnego kandydata.
Chcąc zrobić na nim dobre wrażenie ubrałam się moje najlepsze czerwone dresy z Królem Lwem i ruszyłam na podryw. Siadłam okrakiem na metalowej beczce, w której przywożono wodę ze stawu do podlewania fundamentów na budowie i prężąc się jak Beyonce na scenie, zalotnie łapałam wzrok Krzysztofa. Bez skutku!
Postanowiłam wyprowadzić cięższą artylerię - rozpuściłam warkocz i prężąc się jak kot (wciąż na tej beczce) pomyślałam, że pokażę mu, jaka jestem nieustraszona. Sięgnęłam do beczki, żeby wyłowić ślimaka! Moja odwaga nie może teraz obejść się bez echa!
Mama:
- Dziecko! Co Ci się stało? Robaków w tyłku dostałaś, czy po prostu złapałaś wilka od siedzenia dupskiem na beczce. I jeszcze ślimakami się bawisz w najlepszych dresach! Złaź mi stamtąd, ale już!
Czar prysł - wdrapałam się tam z myślą, że wyglądam jak Beyonce, a zeszłam z beczki jako "dziecko z robakami w tyłku". Jak się sami domyślacie – ciężko poderwać na to kawalera.
Chodziłam wtedy do przedszkola. Byłam pulchną dziewczynką z warkoczem, a do moich rodziców przychodzili robotnicy na budowę.
Miał na imię Krzysztof (dla mnie: Pan Krzysztof). Był młody, przystojny, opalony, często chodził bez koszulki, prężąc swoją klatę i nosił ciężkie cegły. I zawsze pięknie się uśmiechał na mój widok, gdy mówiłam mu "dzień dobry".
Wiedziałam, że to...
Moja pierwsza miłość pojawiła się, gdy miałam 15 lat. Wcześnie. Odkrywaliśmy ją powoli, małymi krokami. Pierwsze pocałunki, pieszczoty. Zawirowania w życiu, sploty różnych zdarzeń spowodowały, że nasze drogi się rozjechały... ale i tak myśleliśmy, że to tylko chwilowo. Były listy (w tamtych latach nie było tel. komórkowych),spotkania nie tak częste jak chcielibyśmy i tęsknota. Dzisiaj z perspektywy czasu myślę, że były to najpiękniejsze chwile w moim życiu. Niestety nasza miłość nie przetrwała próby czasu. Byłam za młoda. Dziś jestem osobą w średnim wieku, niedawno spotkałam go przed galerią handlową. Poznaliśmy się, uśmiechnęliśmy się do siebie, na więcej nie wystarczyło odwagi. Choć moje życie jest dobre i spełnione, jednak tamta miłość nigdy nie opuści mego serca.
Moja pierwsza miłość pojawiła się, gdy miałam 15 lat. Wcześnie. Odkrywaliśmy ją powoli, małymi krokami. Pierwsze pocałunki, pieszczoty. Zawirowania w życiu, sploty różnych zdarzeń spowodowały, że nasze drogi się rozjechały... ale i tak myśleliśmy, że to tylko chwilowo. Były listy (w tamtych latach nie było tel. komórkowych),spotkania nie tak częste jak chcielibyśmy i ...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Moje 33 lata obfitowały w różne znajomości, od takich które okazywały się wyłącznie koleżeńskie czy przyjacielskie po takie w których wydawało mi się, że jest "chemia"... no właśnie wydawało mi się... bo dokładanie dwa lata temu pierwszy raz tak naprawdę zrozumiałam czym jest prawdziwa miłość... pierwszy raz w życiu zobaczyłam czym jest bezgraniczne szczęście jakie może dać drugi człowiek. A co najpiękniejsze okazało się, że całe moje życie był tak blisko...
Każdemu życzę przeżycia "TEGO STANU", jestem pewna, że jak traficie na odpowiednią osobę to będziecie wiedzieć, że to jest TO... w moim przypadku nawet śmierć jednego z nas tego nie zmieniła...
Moje 33 lata obfitowały w różne znajomości, od takich które okazywały się wyłącznie koleżeńskie czy przyjacielskie po takie w których wydawało mi się, że jest "chemia"... no właśnie wydawało mi się... bo dokładanie dwa lata temu pierwszy raz tak naprawdę zrozumiałam czym jest prawdziwa miłość... pierwszy raz w życiu zobaczyłam czym jest bezgraniczne szczęście jakie może dać...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Większość ludzi uważa, że zakochać się można tylko w drugim człowieku. Miłość do przedmiotów jest odbierana jako dziwactwo. O ile miłość do pluszowego misia jest normalna u dziecka, o tyle 20 – letnią kobietę posiadającą ukochanego pluszaka uważa się za coś anormalnego. Pomimo tego uparcie twierdzę, że nie tylko w ludziach można się zakochać. Przedmioty i miejsca mają nam często znacznie więcej do zaoferowania niż oni.
Sama jestem tego idealnym przykładem. Doskonale pamiętam dzień, w którym zakochałam się po raz pierwszy. Rodzice zabrali nas wówczas na rodzinne wakacje. Byłam zmęczona, przepocona, bolały mnie nogi, plecak był za ciężki. Na domiar złego burczało mi w brzuchu, okropnie, a do jedzenia mieliśmy tylko kanapki. Krótko mówiąc myślałam, że za raz umrę.
Właśnie wtedy usłyszałam głos taty mówiącego, żebym na coś spojrzała. Niechętnie podniosłam wzrok i to co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach. Dookoła nas nie było praktycznie nic, gdzieś w oddali majaczyły jakieś szczyty. Górowały nad nami, ale nie miało to znaczenia. To co znajdowało się pod nami sprawiało, że czułam przyjemne ssanie w żołądku (o ile nie pomyliłam tego, z głodem). Wszystko było takie maleńkie: budynki, pola, drzewa. Miałam wrażenie, jakbym znalazła się w innej rzeczywistości. Jakbym siedziała obok samego Stwórcy i razem z nim obserwowała co się dzieje na ziemi.
Właśnie tego dnia przepadłam bez reszty. Z biegiem czasu zakochanie zmieniło się w miłość: pierwszą, prawdziwą i ogromną. Miłość do gór.
Większość ludzi uważa, że zakochać się można tylko w drugim człowieku. Miłość do przedmiotów jest odbierana jako dziwactwo. O ile miłość do pluszowego misia jest normalna u dziecka, o tyle 20 – letnią kobietę posiadającą ukochanego pluszaka uważa się za coś anormalnego. Pomimo tego uparcie twierdzę, że nie tylko w ludziach można się zakochać. Przedmioty i miejsca mają nam...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Powoli podnosi dłoń, spod moich piersi. Lekko schodzi z łóżka, koncentrując się w pełni na tym co robi. Tak bardzo nie chcę, zakłócić moich snów. Przekręcam się na bok, w jej stronę. Udaje, że śpię. To takie zabawne, kiedy widzę jak zastyga w bezruchu, a ona nasłuchuje czy znowu mój wdech i wydech nabrały spokojnego rytmu. Uchylam lekko powieki, obserwując jak krząta się po kuchni i nastawia wodę na herbatę. Niespodziewanie odwraca się w moją stronę. Szybko zamykam oczy, nadal nie wychodząc z roli. Mam nadzieje, że nie zostałam zdemaskowana. Nasłuchuje jak idzie w moją stronę i nagle łóżko ugina się pod jej ciężarem. Jej czarne włosy przemykają po mojej twarzy, aby w końcu zmieszać się z moimi złotymi spiralami. Nachyla się nade mną. Czuje jak jej usta dotykają moich ust.
- Kocham Cię.- Szepczę, a ja już wiem, że ona od początku wiedziała, że nie śpię.
Powoli podnosi dłoń, spod moich piersi. Lekko schodzi z łóżka, koncentrując się w pełni na tym co robi. Tak bardzo nie chcę, zakłócić moich snów. Przekręcam się na bok, w jej stronę. Udaje, że śpię. To takie zabawne, kiedy widzę jak zastyga w bezruchu, a ona nasłuchuje czy znowu mój wdech i wydech nabrały spokojnego rytmu. Uchylam lekko powieki, obserwując jak krząta się po...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPierwszy raz naprawdę zakochana poczułam się w szkole średniej. Był to chłopak z równoległej klasy. Miał piękne niebieskie oczy i ciemne włosy. Gdy patrzyłam na niego motylki latały mi w brzuszku, ciągle myślałam o nim i nie wiem co się działo wokół mnie. Niestety po 1 randce nic nie wyszło, chłopak nie odwzajemnił uczucia ale wspomniania są bardzo miłe.
Pierwszy raz naprawdę zakochana poczułam się w szkole średniej. Był to chłopak z równoległej klasy. Miał piękne niebieskie oczy i ciemne włosy. Gdy patrzyłam na niego motylki latały mi w brzuszku, ciągle myślałam o nim i nie wiem co się działo wokół mnie. Niestety po 1 randce nic nie wyszło, chłopak nie odwzajemnił uczucia ale wspomniania są bardzo miłe.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Moja pierwsza miłość pamiętam jak dziś miałam 15 lat, on odprowadził mnie po dyskotece do domu i wtedy też nastąpił mój pierwszy pocałunek, ach jak ja wtedy byłam zakochana, dobrze że to były wakacje bo nie wiem co by były ze szkołą.
Ale moja taka prawdziwa dojrzała miłość zdarzyła mi się jak byłam już dorosła i pracującą. Ostrzegam historia jest długa ale warta przeczytania.
Był styczeń zabawa sylwestrowa na której ja byłam ze swoim narzeczonym i jego znajomymi. Wszyscy bawili się świetnie, ja tak nie do końca bo mój narzeczony nie konieczne lubił tańczyć , a ja uwielbiałam. Trochę potańczyłam w tzw. kółeczkach ale grali melodię dla par to my siedzieliśmy przy stoliku. Tak gdzieś około godz. 23:00 może wcześniej może później, nie ważne. Na salę wszedł chłopak jak z filmu czarna czupryna, wysoki, przystojny w mundurze. Wszyscy zwrócili na niego uwagę bo po pierwsze mundur a po drugie było to świeżo zaraz po zniesieniu Stanu Wojennego. Okazało się, że niespodziewanie dostał przepustkę i postanowił odwiedzić swoją siostrę, która wraz z mężem była na tym balu (zaznaczam, że o komórkach wtedy nikt jeszcze nie słyszał). Towarzystwo siostry postanowiło jednogłośnie, że chłopak zostaje z nami na baletach. Od razu przypadliśmy sobie do gustu, chłopak zapytał mojego narzeczonego, czy może poprosić mnie do tańca a że mój narzeczony nie tańczył to oboje ucieszyliśmy się że będę mogła sobie potańczyć. I tak z chłopakiem w mundurze przetańczyliśmy i przegadaliśmy całą noc. Mój narzeczony jakoś nie specjalne był zazdrosny. Po skończonych baletach ja ze swoim narzeczonym udałam się do swojego domu, on natomiast do domu swojej siostry. Nie wymieniliśmy żadnych adresów, nic- przecież ja byłam zaręczona a on kończył służbę wojskową i tak o to się rozstaliśmy każdy poszedł w swoją stronę. Po tym balu coś między mną a narzeczonym zaczęło się psuć. Sama nie wiem z czyjej przyczyny, czy dlatego że chłopak w mundurze zagościł w mojej głowie na stałe, ciągle o nim myślałam. Bardziej zaczęłam zastanawiać się nad moim związkiem z obecnym narzeczonym, a im więcej myślałam tym bardziej miałam wątpliwości. Latem tego samego roku, już nie pamiętam które z nas zaczęło ale zgodnie doszliśmy do wniosku że musimy dać sobie więcej swobody i czasu żeby się przekonać czy na pewno jesteśmy sobie przeznaczeni. I tak od czerwca do października byłam wolnym ptakiem,oddałam pierścionek i rozstałam się ze swoim narzeczonym ale nie paliłam się do nowego związku.
- Jest jesień ciepły październik siedzę na przystanku czekam na autobus a tu niespodziewanie, pojawia się chłopak w mundurze (tzn. już wtedy bez munduru, bo już nie był w wojsku), poznaje mnie, wita się serdecznie,cieszymy się z przypadkowego spotkania. I tak od tego momentu już nigdy się nie rozstaliśmy, byliśmy tak sobą oczarowani, było nam tak z sobą dobrze, wiedzieliśmy że to jest to, że to jest ta druga połówka. W ciągu trzech miesięcy zaplanowaliśmy ślub, bo wtedy bez ślubu nie mieszkało się razem. Rodzice nasi trochę oponowali, kazali poczekać ale nas nic nie mogło powstrzymać. Nadal jesteśmy szczęśliwym zakochanym w sobie małżeństwem, nadal nie możemy bez siebie żyć, ufamy sobie bezgranicznie, uwielbiamy razem spędzać czas, przede wszystkim szanujemy się nawzajem, mamy wspólne pasje, stworzyliśmy wspaniałą rodzinę. W tym roku mija 35 rocznica naszego wspólnego życia i mam nadzieję że przeżyjemy drugie tyle.
Moja pierwsza miłość pamiętam jak dziś miałam 15 lat, on odprowadził mnie po dyskotece do domu i wtedy też nastąpił mój pierwszy pocałunek, ach jak ja wtedy byłam zakochana, dobrze że to były wakacje bo nie wiem co by były ze szkołą.
Ale moja taka prawdziwa dojrzała miłość zdarzyła mi się jak byłam już dorosła i pracującą. Ostrzegam historia jest długa ale warta...
Moja historia była dość nietypowa w pełnym tego słowa znaczeniu, ale zacznijmy od początku. Swoją pierwszą miłość zobaczyłam... na próbie przed bierzmowaniem. Chłopak wyglądał jak ideał. Te blond włosy, złote w promieniach słońca, niebieskie jak ocean oczy, średni wzrost, który był niemal perfekcyjnie dopasowany do dziewczyny niskiego wzrostu, takiej jak ja. Wpadł mi w oko od razu jak go zobaczyłam, jednak widząc, że otacza się dość sporym kręgiem popularnych znajomych, nie chciałam próbować zagadać. Wielkim szokiem dla mnie był wieczór następnego dnia, którego to po powrocie czekała na mnie wiadomość od Niego. Napisał, że także zauważył mnie w trakcie próby i przy pomocy znajomych dowiedział się kim jestem. Byłam zaskoczona, ale jednocześnie szczęśliwa. Następne 3 miesiące były jak z bajki. Utrzymywaliśmy stały kontakt, kilka razy spotkaliśmy przed jego wyjazdem na wakacje, jednak potem zaczęło być źle. Po pewnym czasie słyszałam o nim wiele niezbyt pochlebnych plotek, które wkrótce miały okazać się prawdą. Po 2 miesiącach wakacji wrócił do rodzinnej miejscowości i wraz z tym dniem zerwał ze mną kontakt. To było dla mnie okropne, obwiniałam siebie, jednak z czasem zrozumiałam, że byłam zabawką tylko na czas, gdy był z dala od kolegów. Miesiąc później dowiedziałam się, że ma dziewczynę. I tu leży morał mojej historii, który może być dla kogoś pożyteczny. Teraz wiem, że nie należy kierować się jedynie miłością, a dopuszczać do głosu też rozum.
Moja historia była dość nietypowa w pełnym tego słowa znaczeniu, ale zacznijmy od początku. Swoją pierwszą miłość zobaczyłam... na próbie przed bierzmowaniem. Chłopak wyglądał jak ideał. Te blond włosy, złote w promieniach słońca, niebieskie jak ocean oczy, średni wzrost, który był niemal perfekcyjnie dopasowany do dziewczyny niskiego wzrostu, takiej jak ja. Wpadł mi w oko...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Kochać, to ogromne szczęście…chociaż niesie ze sobą często ból, rozczarowanie, cierpienie…ale są i chwile pełne radości, kiedy czujesz, że dla tych chwil warto żyć…
Moja miłość trwa już prawie 30 lat a zaczęła się 30 lat temu…
Jest to miłość bezwarunkowa ..miłość do syna…
Kiedy sięgam myślami wstecz i analizuję swoje życie to zawsze dochodzę do wniosku, że nie praca, nie dobra tzw. materialne, ale syn.. z niego jestem dumna, nim się cieszę, o nim myślę…syn jest jedynakiem i często słyszałam, że jest maminsynkiem;)
Ale ten jedynak nie dostawał markowych butów a nieduże kieszonkowe odkładał, żeby kupić rodzicom prezenty pod choinkę…
..więc, tak myślę sobie, że udał mi się syn ..nie jest egoistą, ma serce dla ludzi, jest wykształcony , ma pracę , mieszkanie…
..gdyby nie…
Nigdy nie wiemy, kiedy nagle w naszym życiu stanie się… ..coś…
..ale zawsze trzeba myśleć, że szklanka, jest w połowie pełna….
Kochać, to ogromne szczęście…chociaż niesie ze sobą często ból, rozczarowanie, cierpienie…ale są i chwile pełne radości, kiedy czujesz, że dla tych chwil warto żyć…
Moja miłość trwa już prawie 30 lat a zaczęła się 30 lat temu…
Jest to miłość bezwarunkowa ..miłość do syna…
Kiedy sięgam myślami wstecz i analizuję swoje życie to zawsze dochodzę do wniosku, że nie praca, nie...
Pierwszy raz zakochałam się na studiach. Wcześniej przeżyłam wiele zauroczeń i fascynacji nazywając je 'zakochaniem'. Ale dopiero kiedy poznałam tamtego chłopaka zrozumiałam, jak bardzo się myliłam co do tego, jak wygląda zakochanie. Kiedy widziałam płaczącą przyjaciółkę po zerwaniu nie potrafiłam w pełni zrozumieć jej rozpaczy, wydawała mi się czasem nawet lekko wyolbrzymiona. Bo jak można tak rozpaczać po utracie kogoś praktycznie obcego, kogo znało się tak krótko? Nie wierzyłam, że można zakochać się od pierwszego spojrzenia. No cóż... Teraz rozumiem.
Czwartek, zajęcia od ósmej rano do ósmej wieczorem. Ciągiem... W tym ostatnie w oborze. Wracam śmierdząca i wypompowana. Ale przyjaciółka nie ma litości, obiecałam tydzień wcześniej wyjście z nią do klubu. Słowo się rzekło;). Pierwsza impreza - kompletny zawód. Muzyka, do której nie da się tańczyć i ludzi tyle, że nie da się ruszyć. Wspólną decyzją idziemy do sąsiadującego obok klubu. Wchodzimy na parkiet i widzę go. Zwrócił od razu moją uwagę. On zauważa nas dopiero po kilku minutach. Podchodzi i wyciąga do mnie dłoń,a ja czuję się, jakbym wygrała w totolotka. Tańczymy kilka godzin, rozmawiamy przed klubem. Tańczymy przytuleni. I ten moment, kiedy czuję jego palce pod podbródkiem unoszące moją twarz w górę. I pocałunek. Nie mój pierwszy, ale pierwszy raz czułam, jakby świat się zatrzymał, umilkł. Nie jesteśmy już razem, jednak to on sprawił, że znam uczucie zakochania się. I jestem mu za to niewymownie wdzięczna.
Pierwszy raz zakochałam się na studiach. Wcześniej przeżyłam wiele zauroczeń i fascynacji nazywając je 'zakochaniem'. Ale dopiero kiedy poznałam tamtego chłopaka zrozumiałam, jak bardzo się myliłam co do tego, jak wygląda zakochanie. Kiedy widziałam płaczącą przyjaciółkę po zerwaniu nie potrafiłam w pełni zrozumieć jej rozpaczy, wydawała mi się czasem nawet lekko...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMiałam niecałe 16 lat...on 23,ja zaczynałam szkołe średnią on miał prace od kilku lat i poukładane życie.Broniłam sie i długo nie mogłam zrozumieć jak tak wiele może nas dzielić a mimo to bardzo ciągnie nas do siebie.Po tygodniu znajomości i zaledwie kilku przypadkowych spotkaniach nie mogliśmy żyć bez siebie.Wszystko robiliśmy razem,To samo nas śmieszyło,mieliśmy takie same plany na przyszłosć.Zakochałam sie na zabój,nie sądziłam ze 16 latka moze prawdziwie pokochać a jednak dziś jesteśmy małżeństwem od 9 lat a pod sercem nosze nasze 3 dziecko.Niczego nie żałuje mimo że wiele ludzi było przeciwko nam próbowali nas skłócić, poróżnić ale to co nas łączy jest o wiele silniejsze.Ciesze sie że nie spanikowałam,nie uciekłam przed miłością.On jest odpowiedzią na wszyskie moje pytania,moim ukojeniem,spokojem,jest moim domem na wieki.
Miałam niecałe 16 lat...on 23,ja zaczynałam szkołe średnią on miał prace od kilku lat i poukładane życie.Broniłam sie i długo nie mogłam zrozumieć jak tak wiele może nas dzielić a mimo to bardzo ciągnie nas do siebie.Po tygodniu znajomości i zaledwie kilku przypadkowych spotkaniach nie mogliśmy żyć bez siebie.Wszystko robiliśmy razem,To samo nas śmieszyło,mieliśmy takie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJa po raz pierwszy zakochałam się w 1 klasie podstawówki (tak, wiem, że bardzo szybko). Ale zacznę od początku. Na wstępie wspomnę, że byłam strasznie rozgadanym dzieckiem (w sumie mam tak do dziś). Na lekcjach mi się nudziło bo nie mogłam rozmawiać z innymi. No i w pierwszej klasie podstawówki, do mojej klasy przyszedł taki Igor. Na początku nie zwróciłam na niego zbytniej uwagi, ale to się zmieniło zaraz po feriach zimowych. Otóż, jak to ja, na lekcji zaczęłam rozmawiać z koleżanką w ławce, pani nas przyłapała i rozsadziła. Jako, że Igor był stosunkowo nowy to siedział sam więc pani mnie do niego przesadziła. Na początku miałam wrażenie jakby się mnie bał i cały czas się na mnie patrzył, a ja na niego i wtedy to się stało, zatraciłam się w jego oczach. Były nieproporcjonalnie duże i ciemne. Do dziś je podziwiam.
Ja po raz pierwszy zakochałam się w 1 klasie podstawówki (tak, wiem, że bardzo szybko). Ale zacznę od początku. Na wstępie wspomnę, że byłam strasznie rozgadanym dzieckiem (w sumie mam tak do dziś). Na lekcjach mi się nudziło bo nie mogłam rozmawiać z innymi. No i w pierwszej klasie podstawówki, do mojej klasy przyszedł taki Igor. Na początku nie zwróciłam na niego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJa po raz pierwszy zakochałam się w 1 klasie podstawówki (tak, wiem, że bardzo szybko). Ale zacznę od początku. Na wstępie wspomnę, że byłam strasznie rozgadanym dzieckiem (w sumie mam tak do dziś). Na lekcjach mi się nudziło bo nie mogłam rozmawiać z innymi. No i w pierwszej klasie podstawówki, do mojej klasy przyszedł taki Igor. Na początku nie zwróciłam na niego zbytniej uwagi, ale to się zmieniło zaraz po feriach zimowych. Otóż, jak to ja, na lekcji zaczęłam rozmawiać z koleżanką w ławce, pani nas przyłapała i rozsadziła. Jako, że Igor był stosunkowo nowy to siedział sam więc pani mnie do niego przesadziła. Na początku miałam wrażenie jakby się mnie bał i cały czas się na mnie patrzył, a ja na niego i wtedy to się stało, zatraciłam się w jego oczach. Były nieproporcjonalnie duże i ciemne.
Ja po raz pierwszy zakochałam się w 1 klasie podstawówki (tak, wiem, że bardzo szybko). Ale zacznę od początku. Na wstępie wspomnę, że byłam strasznie rozgadanym dzieckiem (w sumie mam tak do dziś). Na lekcjach mi się nudziło bo nie mogłam rozmawiać z innymi. No i w pierwszej klasie podstawówki, do mojej klasy przyszedł taki Igor. Na początku nie zwróciłam na niego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Kiedy po raz pierwszy się zakochałem? Całe szczęście z wiekiem człowiek staje się mądrzejszy. Mam na myśli mądrość emocjonalną. To co we wcześniejszych latach, w tamtych chwilach wydawało się zakochaniem tak naprawdę nie było niczym innym jak nic nie znaczącym zauroczeniem. Kiedy poznaje się prawdziwą miłość wtedy dopiero oczy Twojego serca się otwierają. I zaczynasz rozumieć. Zrozumiesz, że to jest to.
Zakochałem się dzięki technologii XXI wieku. Znana wielu aplikacja na telefon łącząca ludzi w pary i umożliwiająca pierwszy kontakt. Nerd spotkał nerda. Najpierw w głęboko w sieci rozmawiając codziennie. Godzinami. Miałem nieodparte wrażenie, że rozmawiałem sam ze sobą. Kojarzycie to uczucie kiedy spotykacie pokrewną duszę? Miałem to samo. Okazało się, że mamy wspólne hobby, wspólne tematy do rozmowy, a co najważniejsze - wspólny język. Dość szybko spotkaliśmy się w świecie rzeczywistym. To było niewinne spotkanie przy kawie, którą jak się okazało oboje lubimy. Ale to było za mało. Za krótko. Czas płynął dalej, a my zdecydowaliśmy się spędzić go w swoim towarzystwie grając w kręgle i robiąc durne zakłady o to kto co komu zrobi jeśli wygra. To był ostatni dzień roku. Ja nie miałem planów, a Ona ze swoich zrezygnowała. Wspólny czas, który płynął wokół nas zdawał się szeptać, żeby go nie zatrzymywać. Popchnięci jego sugestią razem odliczając minuty do godziny zero weszliśmy w Nowy Rok.
***
Minęło 10 miesięcy od spotkania, 7 miesięcy od wspólnego zamieszkania. Wiele kłótni, nieporozumień i smutku. Jeszcze więcej radości, szczęścia, uśmiechu i wspólnie spędzonych chwil.
Przed nami był wyjazd na długi weekend. Zwiedzanie Pragi. Obowiązkowy punkt do odhaczenia to punkt widokowy z panoramą na całe miasto.
- Chodź na tę wieżę - powiedziałem
- Nie, za wysoko, dużo schodów nie musimy.
A musieliśmy, bo plan był niecny i szpetny jak Wujek Fester. Po 20 minutowym spacerze i namawianiu, w końcu udało się wypracować kompromis. Nie wejdziemy, tylko wiedziemy. Windą. 4 razy drożej, ale co tam. W końcu muszę zrealizować swój plan.
Na szczycie Małej Wieży Ajfla, oszklony tarasik mieścił maksymalnie 10 osób. Zero intymności. Schodzimy więc na otwarty taras na półpiętrze. Piździ jak w Kieleckim. Wiatr łeb urywa przy samej dupie, a gile z nosa chowają się od mrozu.
- Chodźmy stąd, strasznie zimno - powiedziała, zatapiając się coraz głębiej w wełniany szalik.
- Mam coś dla Ciebie.
Wyjąłem czerwone pudełko w kształcie serca. Otworzyłem, a jej oczom ukazał się srebrny pierścionek z niebieskim topazem.
Łzy wezbrały się w jej oczach.
- Naprawdę? - zapytała
Z duszą romantyka odpowiedziałem:
- Chcesz czy nie?
Cisza. Nic nie mówi. Albo nie słyszę przez pizgający wiatr albo nie chce, więc mówię jeszcze raz:
- Chcesz czy nie?!
- Ale powiedz to normalnie! - odpowiedziała przez łzy
- Wyjdziesz za mnie?
...
I tak o to szykujemy się do ślubu w Maju.
Kiedy po raz pierwszy się zakochałem? Całe szczęście z wiekiem człowiek staje się mądrzejszy. Mam na myśli mądrość emocjonalną. To co we wcześniejszych latach, w tamtych chwilach wydawało się zakochaniem tak naprawdę nie było niczym innym jak nic nie znaczącym zauroczeniem. Kiedy poznaje się prawdziwą miłość wtedy dopiero oczy Twojego serca się otwierają. I zaczynasz...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Pierwsze zakochanie zdarzyło mi się bardzo wcześnie bo... w zerówce;p
Z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że musiało być strasznie zabawnie widzieć parkę takich maluchów, którzy nie denerwują się słysząc piosenkę "Zakochana para Jacek i Barbara" i dalej spacerują "za rączkę" szkolnym korytarzem;)
Darzyliśmy się przeogromną sympatią, którą musieliśmy odpowiednio dozować, bo pani groziła że za karę nie będziemy bawić się z innymi dziećmi:
"Mam chusteczkę haftowaną, wszystkie cztery rogi, kogo KOCHAM, kogo LUBIĘ, rzucę mu pod nogi..."
W naszym przypadku wybór był prosty, więc tak sobie rzucaliśmy tą chusteczkę nawzajem, a reszta dzieci śpiewała piosenkę znudzonym głosem dopóki ktoś się nie wyłamał i nie poleciał na skargę:
"Pse pani, a oni znowu rzucają sobie (np.) chusteczkę cały czas"
czy
"Pse pani, a oni nie bawią się z innymi dziećmi"
-tak wyglądały wszystkie nasze zabawy grupowe.
Pamiętam też nasze pierwsze wyznanie miłosne gdy dzieliliśmy się mandarynką;)
W ogóle wszystkim się dzieliliśmy- kredkami, cukierkiem, kanapką, wycinanką, bibułą, nożyczkami, farbkami- wszystko to była nasza "wspólna masa majątkowa";)
I pamiętam ten smutek gdy okazało się że mój "przysły mąs" przeprowadza się do miasta.
W ten okrutny sposób zostaliśmy rozdzieleni ale ogromny uśmiech na wspomnienie zerówki pozostaje do dziś;)
Pierwsze zakochanie zdarzyło mi się bardzo wcześnie bo... w zerówce;p
Z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że musiało być strasznie zabawnie widzieć parkę takich maluchów, którzy nie denerwują się słysząc piosenkę "Zakochana para Jacek i Barbara" i dalej spacerują "za rączkę" szkolnym korytarzem;)
Darzyliśmy się przeogromną sympatią, którą musieliśmy odpowiednio dozować,...
Nie pamiętam jak to było z moją pierwszą miłością. To było tak dawno temu. Jakby w innym życiu, lub śnie, którego wspomnienie niby mgła otacza mnie podczas wczesnych poranków i wilgotnych nocy. A może nie chcę pamiętać?
Do opisania takiej miłości świetnie nadaje się tekst popularnej piosenki Budki Suflera, Balu Wszystkich Świętych. Pozwolę więc sobie go sparafrazować.
Zakochanie to było jak niskobudżetowy film klasy B, a może nawet i C. Szamotałem się w nim jak ryba bez wody i nie miałem żadnego pojęcia co mam robić, ani jak mam zagrać. Zupełnie jakby scenariusz był pełen luk, a na dodatek scenarzysta zapił gdzieś pod płotem tej szkoły, w której była ona oraz ja i nie dał rady donieść mi tekstu.
Była nieco starsza ode mnie. Niewiele wyższa ode mnie, ale przez to traktowała mnie trochę jak niedojrzałe dziecko, co teraz widzę było oznaką tylko jej niedojrzałości. Najbardziej w pamięci zapadły mi jej włosy. Długie, proste w kolorze suchego, letniego siana. Przywodziły na myśl dziewiętnastowieczne obrazy z epoki romantyzmu ukazujące piękno wiejskiego życia i uroki drewnianych chałup. Kiedy powiewały na wietrze podczas gdy szła obok mnie czułem rozpływające się po mnie zrelaksowanie i odprężenie, zupełnie jakbym się położył w cieniu dębu pośrodku pola po ciężkim dniu zbierania zboża.
Miała swoje kompleksy, była bardzo wycofana, ale nie przeszkadzało mi to, albo nie zdawałem sobie sprawy z powagi jej osobistych problemów. Wyróżniała się na tle całej klasy, pewnie dlatego wpadła głęboko w moją duszę, niczym odprysk metalu z wybuchającego granatu.
Była to miłość czysto platoniczna, wolna od zmysłowości, od pożądania, od podniecenia. Może byłem za młody na takie odczucia na tle seksualnym w stosunku do drugiej osoby? Może czułem, że łączenie seksu z miłością to nieodpowiednia mieszanka? Wydawało mi się, że wtedy to nieskalane uczucie straci swoją biel. Jednak było to zakochanie, a raczej coś co wtedy za takie uważałem. Byłem wobec niej wierny, lojalny do upadłego, gotowy do jakiejkolwiek pomocy i wsparcia. Chciałem być jej najbliższym i prawdziwym przyjacielem. Zbliżyć się do jej duszy najbardziej jak się tylko da. Nie wiedziałem tylko jak to zrobić. Nie umiałem wyrazić swoich emocji. Bałem się, albo po prostu wstydziłem. I do dziś nie wiem co ona czuła do mnie. Czy w ogóle coś czuła? Potem musiałem wyjechać, wyprowadziłem się. Utrzymywałem z nią sporadyczny kontakt telefoniczny przez dwa lata. Następnie zaś przestała się do mnie odzywać. Po jakimś czasie na Facebooku, zauważyłem, że wzięła ślub, a pięć miesięcy potem urodziła synka. Nie odpowiedziała nawet na moje gratulacje i zniknęła całkowicie. Nie chce być znaleziona, więc szukać ją przestałem.
Tyle więc zostało z mojej pierwszej miłości. Wspomnienie mglistego poranka i zapach wysuszonego siana.
Trzeba jednak zauważyć, że pierwsza miłość bardzo rzadko jest tą prawdziwą. Tak było także w moim przypadku. Prawdziwa miłość przyszła kilka lat po pierwszej. Jednak, jest to opowieść na zupełnie inną okazję. Powiem tylko, że za tą prawdziwą miłość oddałbym i sto tych pierwszych.
Nie pamiętam jak to było z moją pierwszą miłością. To było tak dawno temu. Jakby w innym życiu, lub śnie, którego wspomnienie niby mgła otacza mnie podczas wczesnych poranków i wilgotnych nocy. A może nie chcę pamiętać?
Do opisania takiej miłości świetnie nadaje się tekst popularnej piosenki Budki Suflera, Balu Wszystkich Świętych. Pozwolę więc sobie go sparafrazować.
...
Jak dotąd mogłam myśleć, że wiem, czym jest miłość? Ta prawdziwa dopadła mnie niespodziewanie, w momencie, kiedy wcale jej nie szukałam- ale kiedy spojrzeliśmy sobie w oczy, wiedzieliśmy już że to jest to. Każda chwila razem była przygodą, znajomi nas nie poznawali- kwitnęliśmy. Nie było żadnej niepewności: "czy on też?", "czy mnie nie opuści?". Gdzieś kiedyś przeczytałam, że każda miłość jest pierwsza. Myślę, że ta ostatnia jest tą prawdziwą. Gdybym straciła Jego, nie mogłabym już pokochać- wiąże nas sporo przeżytych lat, nie zawsze dobrych, emocje, które spowodowałyby erupcję wulkanu i pomimo najgorszych kłótni- niezawiedzione zaufanie. Kiedy się kłócimy, gdy mnie krzywdzi, mam ochotę zrobić coś, żeby trafić go w samo serce, żeby jak najmocniej zabolało. Jednak nie robię nic- jego ból jest moim bólem, jak mogłabym zranić kogoś, kto stanowi część mnie?
Kiedyś przeczytałam, że miłość to fascynująca drugą osobą, szacunek, namiętność i zaufanie. Niby takie proste, ale jak się zastanowić, kto spełnia wszystkie te warunki? Tylko ukochany, który dla mnie jest pierwszą miłością- o poprzednich związkach nawet nie pamiętam...
Jak dotąd mogłam myśleć, że wiem, czym jest miłość? Ta prawdziwa dopadła mnie niespodziewanie, w momencie, kiedy wcale jej nie szukałam- ale kiedy spojrzeliśmy sobie w oczy, wiedzieliśmy już że to jest to. Każda chwila razem była przygodą, znajomi nas nie poznawali- kwitnęliśmy. Nie było żadnej niepewności: "czy on też?", "czy mnie nie opuści?". Gdzieś kiedyś przeczytałam,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZawsze do podrywu podchodziłem na luzie tutaj było inaczej byłem spięty i zestresowany, kiedy ją ujrzałem moja pierwsza miłość ta piękna niebiesko oka dziewczyna wychodziła ze sklepu pod moim blokiem piękna kobieta z inteligentnym spojrzeniem trzymała książkę w ręce wiedziałem że musi lubić czytać dokładnie tak jak ja stwierdziłem ze musimy się umówić widywałem ją parę razy w sklepie stwierdziłem ze, jak nastepnym razem się spotkamy podejde do niej i zagadam. Stało się weszła do sklepu ja w tym momencie wybierałem coś na obiad mój wzrok powędrował prosto na jej oczy podeszła do jednej z półek i zaczęła coś wybierać więc ja powoli udając ze cały czas poszukuje jakiegoś produktu zmierzałem w jej strone w końcu byłem tak blisko że stuknęliśmy barkami spojrzeliśmy na siebie wiedziałem ze jak nie teraz to nigdy-co robisz -zapytałempo prostu głupszego tekstu nie mogłem wymyślić-no zakupy jak widać a Ty? -odpowiedziała-a ja szukam czegoś na obiad-na stoisku z perfumami? -zapytała śmiejąc sieo dwróciłem wzrok faktycznie byliśmy na dziale z perfumami i tak o to zostaliśmy szczęśliwą partą : ) historie zmyśliłem, ale znając mnie przypuszczam ze coś podobnego może mi się przydarzyć dziękuje za uwagę miłego czytania : )
Zawsze do podrywu podchodziłem na luzie tutaj było inaczej byłem spięty i zestresowany, kiedy ją ujrzałem moja pierwsza miłość ta piękna niebiesko oka dziewczyna wychodziła ze sklepu pod moim blokiem piękna kobieta z inteligentnym spojrzeniem trzymała książkę w ręce wiedziałem że musi lubić czytać dokładnie tak jak ja stwierdziłem ze musimy się umówić...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Bez miłości uschlabym jak prymulka.
Całe życie, może pomijając przedszkole, byłam zauroczona jakimś chłopakiem. Wtedy chłopczykiem. Później chłopcem. Moje serce zawsze było zapracowane bo... kochało.
Podobnie jak ktoś przede mną w tym konkursie, dzielę ten stan w zależności od mocy z jaką kochałam. Zauroczenie, zakochanie i miłość. Napiszę więc o zakochaniu.
Mając 16-lat pojechałam z bratem, babcią i jej mężem na wczasy do swinoujscia. Mieliśmy jechać z rodzicami ale ojciec zawałowiec wylądował w szpitalu.
Napisałam tutaj : I dobrze!!! Ale nie dlatego, że taka że mnie wyrodna córka tylko dlatego że cieszyłam iż rodzice zostaną w domu. Nie dawali nam wiele swobody. Z babcią był luz.
Andrzeja poznałam na plaży. Był z kolegą. Oboje uwielbialiśmy pływać. Już na drugi dzień mnie pocałował gdy leżeliśmy na piasku, zmęczeni igraszkami w wodzie. Do dziś pamiętam słony smak jego ust. To był pierwszy chłopak, który tak mnie adorował.
Spędziliśmy razem całe dwa tygodnie. Znajomość nie przetrwała jednak należy do tych, które pielęgnuję w pamięci.
Bez takich chwil moje życie byłoby puste.
Bez miłości uschlabym jak prymulka.
Całe życie, może pomijając przedszkole, byłam zauroczona jakimś chłopakiem. Wtedy chłopczykiem. Później chłopcem. Moje serce zawsze było zapracowane bo... kochało.
Podobnie jak ktoś przede mną w tym konkursie, dzielę ten stan w zależności od mocy z jaką kochałam. Zauroczenie, zakochanie i miłość. Napiszę więc o zakochaniu.
Mając 16-lat...
Nie wierzyłam w miłość, a tak właściwie to w to, że to ja jestem zdolna do takich uczuć. Miałam jednego chłopaka, lubiliśmy się. Wyznał mi miłość, pomyślałam, że to może już czas, więc też to powiedziałam. Związek się zakończył po niecałych dwóch latach. Drugi chłopak, jeszcze mniej uczuć. Byłam pewna, że to moja wina. Koniec z chłopakami!
Kilkanaście dni temu siedziałam i oglądałam komedię romantyczną, marząc o zaznaniu tego wspaniałego stanu zakochania, jaki przedstawiają w filmach. Założyłam Tindera. Aplikacja ma złe opinie, ale czemu by nie spróbować? Po kilku minutach miałam kilkanaście sparowań, a pośród nich był On. Chłopak, którego przesunęłam na "Tak" od niechcenia. Chłopak, który nie oczarował mnie na pierwszym spotkaniu, ani drugim, lecz na trzecim skradł moje serce.
Nie mogę spać, nie mogę jeść, nie mogę się skupić.
Jestem zakochana...
Nie wierzyłam w miłość, a tak właściwie to w to, że to ja jestem zdolna do takich uczuć. Miałam jednego chłopaka, lubiliśmy się. Wyznał mi miłość, pomyślałam, że to może już czas, więc też to powiedziałam. Związek się zakończył po niecałych dwóch latach. Drugi chłopak, jeszcze mniej uczuć. Byłam pewna, że to moja wina. Koniec z chłopakami!
Kilkanaście dni temu siedziałam i...