Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Beata-Chiara 
Na imię mam Beata, lat "ponad trzydziesci" i mieszkam w Warszawie. Czytam odkąd nauczyłam się składać litery w słowa, a słowa- w zdania. Przez moje ręce przeszły najróżniejsze książki, z resztą ciężko powiedzieć, bym była fanką jakiegoś konkretnego gatunku. Ostatnio czytam najwięcej kryminałów, thillerów, uwielbiam dobry horror, ale zaczytuję się także książkami z tzw literatury kobiecej i powieściami obyczajowymi. Lubię również szeroko pojętą fantastykę (choć ciężko powiedzieć, bym lubiła twarde scie-fi), w tym zdarza mi się nawet sięgnąć po paranormal-romance. Niezależnie od beletrystyki lubię także książki o zwierzętach, co wynika z mojej pasji- kocham zwierzęta, mam 4 psy i ptaki egzotyczne. W mojej biblioteczce znajduje się sporo książek o zwierzętach (szczególnie psach i ptakach, ale nie tylko). Chętnie przyjmę zaproszenia do Grona Znajomych- w końcu po to jest forum, żeby poznać nowych ludzi :) (i zerknąć do ich biblioteczek ;)).
kobieta, Warszawa, status: bibliotekarka, dodała: 195 książek i 75 cytatów, ostatnio widziana 2 dni temu
Teraz czytam
  • Koniec
    Koniec
    Autor:
    Siedemnastoletnia Janie i jej chłopak Caleb mają nadzieję, że podczas wakacji zdołają zapomnieć o swoim przekleństwie: że nie będą ich prześladować cudze sny. Ale romantyczną sielankę przerywa wiadomo...
    czytelników: 2563 | opinie: 82 | ocena: 6,73 (1314 głosów)
  • Mumia
    Mumia
    Autor:
    Pani X, mumia przypadkowo znaleziona w bostońskim muzeum, to medialna sensacja. Archeolodzy, z Josephine Pulcilla na czele, szacują jej wiek na 2000 lat. Jakie jest więc ich zdziwienie, kiedy podczas...
    czytelników: 5932 | opinie: 247 | ocena: 7,54 (3010 głosów) | inne wydania: 1
  • Naśladowca część 2
    Naśladowca część 2
    Autor:
    Pięć lat wcześniej w małym miasteczku w Illinois zostały zamordowane trzy dziewczynki - wszystkie we własnych sypialniach, wszystkie w tym samym wieku. Na miejscu zbrodni nie znaleziono żadnych śladów...
    czytelników: 1327 | opinie: 89 | ocena: 7,35 (626 głosów)
  • Trochę większy poniedziałek
    Trochę większy poniedziałek
    Autor:
    Mądra książka o tym co ważne! Katarzyna Grochola zabiera nas w literacką podróż pełną przygód, cudownych chwil, niespodzianek i życiowych wskazówek. Uwielbiana przez czytelników autorka — z przym...
    czytelników: 2026 | opinie: 196 | ocena: 6,47 (967 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-07-18 00:58:58
Wypowiedziała się w dyskusji: Oceń utwór wyżej.

Daj spokój, co ja przeżyłam 😂... Naprawdę to za mną chodziło.

więcej...
 
2017-07-07 01:58:14
Autor:
Cykl: Sen (tom 2)

Ta część podobała mi się jeszcze bardziej niż pierwsza z cyklu "Sen". Janie coraz lepiej uczy się kontrolować swoją moc, próbuje żyć normalnie, w czym dzielnie sekunduje jej Caleb- jedyna osoba, która zna wszystkie tajemnice Janie. Ci dwoje tworzą dobraną parę, podobał mi się sposób, w jaki Autorka pisze o związku okaleczonych uczuciowo nastolatków. Zarówno Janie, jak i Caleb są momentami zbyt... Ta część podobała mi się jeszcze bardziej niż pierwsza z cyklu "Sen". Janie coraz lepiej uczy się kontrolować swoją moc, próbuje żyć normalnie, w czym dzielnie sekunduje jej Caleb- jedyna osoba, która zna wszystkie tajemnice Janie. Ci dwoje tworzą dobraną parę, podobał mi się sposób, w jaki Autorka pisze o związku okaleczonych uczuciowo nastolatków. Zarówno Janie, jak i Caleb są momentami zbyt dojrzali jak na swój wiek, a zarazem bardzo potrzebują kogoś, kto się o nich zatroszczy. Jednak póki co temat rodzin obydwojga zostaje zepchnięty na daleki plan i występuje tylko jako uzupełnienie codzienności. A ta nie jest łatwa... Tematem, dookoła którego kręci się akcja, jest wykorzystywanie seksualne uczennic. Janie ma tutaj odegrać kluczową rolę, tropiąc sny nauczycieli... i nie tylko. Jak zniesie to Caleb? Temat jest poważny, dobrze że pisze się o takich rzeczach w książkach skierowanych do młodzieży. Przyznam, że w tej części polubiłam panią Kapitan- policjantkę z jajami większymi niż większość facetów. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie fragment, kiedy Janie sięgnęła po notatnik Marthy Stubin- swojej poprzedniczki. Miałam już wcześniej pewne podejrzenia co do ceny, jaką trzeba zapłacić za tak szczególny dar, jednak prawda ujawniona przez Marthę przeraża. Nie wiem, jak bym i się zachowała na miejscu dziewczyny. Tak strasznie mną to wstrząsnęło, że opinię (mam nadzieję w miarę sensowną) jestem w stanie napisać dobre kilka godzin po zakończeniu książki (a później zedytować). W zaistniałych okolicznościach jak mogę od razu nie sięgnąć po tom trzeci i ostatni? I robię to z dużą obawą- tym większą, że jest zatytułowany "Koniec"...
Książka ta ma jedną wadę- jest o wiele za krótka!

pokaż więcej

 
2017-06-24 04:55:52
Autor:
Cykl: Sen (tom 1)

Oryginalny pomysł na fabułę i główną bohaterkę. Janie ze swoim darem wnikania w sny osób, które znajdują się blisko niej, ma problemy z samą sobą- nie potrafi opuścić czyjegoś snu, a im jest gorszy,tym jest to trudniejsze. Od początku byłam ciekawa, jak dziewczyna poradzi sobie z brakiem kontroli nad wnikaniem w sny. Książeczka jest cienka, niespełna 200 stron, dlatego też mam wrażenie, że... Oryginalny pomysł na fabułę i główną bohaterkę. Janie ze swoim darem wnikania w sny osób, które znajdują się blisko niej, ma problemy z samą sobą- nie potrafi opuścić czyjegoś snu, a im jest gorszy,tym jest to trudniejsze. Od początku byłam ciekawa, jak dziewczyna poradzi sobie z brakiem kontroli nad wnikaniem w sny. Książeczka jest cienka, niespełna 200 stron, dlatego też mam wrażenie, że historia dopiero się rozkręca (w końcu to trylogia), zresztą nawet gdybym nie wiedziała o pozostałych częściach, zakończenie nie pozostawia wątpliwości.
Książka dobra na odprężenie w jedno niedługie popołudnie. Jest młodzieńcza miłość, są całkiem udane uwagi Autorki nt. bohaterów, kreacja postaci także przyzwoita, nie ma tutaj osobowości nijakich. "Fajna" młodzieżówka. Co mnie w niej urzekło? Styl pisania Lisy McMann- jakiś taki surowy, bez zbędnych ozdobników i słodzenia, chciałoby się napisać: prawdziwy. Mam nadzieję, że dalsze dwie części będą w tym samym tonie, bo o ile wątek poboczny splatający się z wątkiem Janie i Cabela nie bardzo mnie zainteresował, to z chęcią poczytam sobie jeszcze dwie równie cienkie książeczki o podobnym klimacie. Styl ten jest o wiele bardziej dojrzały niż przedstawiona historia, ale też dodaje jej jakiejś melancholii i głębii.. A w tym, że nie mogę wczuć się w literaturę dla nastolatków, nie ma nic dziwnego i pod tym względem proszę moją ocenę traktować z przymrużeniem oka (choć oceniam opowieść na 6 gwiazdek, a chciałabym na jeszcze więcej).

pokaż więcej

 
2017-06-20 03:34:59

Całkiem ciekawie ułożona fabuła, w której pozorne zbiegi okoliczności okazują się czasem nadto brzemienne w skutki. Chciałam bać się podczas lektury i choć były momenty podczas których odczuwało się napięcie, we wciągnięciu się w akcję przeszkadzał mi układ książki- równoległe prowadzenie dwóch oddzielnych wątków, które łączą się dopiero na samym końcu. Tymczasem, kiedy wciągnęłam się w... Całkiem ciekawie ułożona fabuła, w której pozorne zbiegi okoliczności okazują się czasem nadto brzemienne w skutki. Chciałam bać się podczas lektury i choć były momenty podczas których odczuwało się napięcie, we wciągnięciu się w akcję przeszkadzał mi układ książki- równoległe prowadzenie dwóch oddzielnych wątków, które łączą się dopiero na samym końcu. Tymczasem, kiedy wciągnęłam się w opowieść o Katrin, Lif i Gadnarze (który to wątek jednak- przynajmniej przez większą część powieści- podobał mi się bardziej), musiałam "przeskoczyć" do świata Freyra, opłakującego synka. Z drugiej strony mamy trójkę bohaterów: parę i ich przyjaciółkę- owdowiałą niedawno Lif, którzy postanawiają płynąć do osady na północy, żeby remontować zakupiony dom. Od początku nie podobały mi się stosunki Gardnera i Lif, te ich wspólne wypady... Jednak prawda była jeszcze gorsza, a zakończenie sprawiło, że zastanawiam się, czy Katrin spotkał taki los jak wcześniej Bernodusa? Niepokoją mnie ostatnie zdania książki, wraz z zapowiedzią, że Freyr zamierza wprowadzić się do domu, w którym trójka bohaterów była wcześniej nawiedzana... Niestety, Autorka nawet nie wyjaśniła co dokładnie stało się z Katrin, co może podsyciło zakończenie książki, ale osobiście mnie wkurzyło. Zresztą w wielu miejscach pani Yrsa stosuje zabieg skrótu myślowego- ma to owszem wpływ na to, że czytamy dalej, by za najdalej kilka stron znaleźć odpowiedź, bywa jednak denerwujące- szczególnie dlatego, że się to powtarza. Znalazłam też jeden dość poważny błąd rzeczowy-
wcześniej była mowa o tym, że komórki Gadnara, Katrin i Lif się rozładowały i nie mogli zadzwonić do szypra, by wcześniej ich stamtąd zabrał. Tymczasem kilka rozdziałów później Katrin robi zdjęcia piwnicy komórką Lif...
Jeżeli chodzi o bohaterów, to z trójki z Hesteyri polubiłam jedynie Katę, na długo przed jakimikolwiek wyjaśnieniami wzajemnych stosunków. Jeżeli chodzi o bohaterów wątku równoległego- w zasadzie wszystko kręciło się dookoła Freyra, jednak Ursula wydała mi się postacią może nawet nie drugoplanową, ale zapadającą w pamięć.
W skrócie- nie jest to tak przerażający horror, jakiego się spodziewałam. Ale może ja mam już nieco wypaczony gust, poza tym jeszcze nie bardzo odnajduję się w klimatach skandynawskich (czy tutaj nawet około- podbiegunowych). Niemniej, jak już wspominałam, pomysł na intrygę uważam za świetny, a niektóre fragmenty zapadną mi w pamięć. W podsumowaniu możnaby napisać: gdyby tak wszystkie dzieci
i mówiły prawdę, nie byłoby problemów...
Yrsa Sigurdardottir nie wyjaśniła do końca wszystkiego, co, oprócz losu Katrin, ma swój urok. Wielbiciele powieści grozy powinni być zadowoleni jeżeli nie będzie im przeszkadzało niezbyt szybkie tempo rozwoju akcji w większej części.

pokaż więcej

 
2017-06-17 16:49:47

Druga część "Wielkiej Encyklopedii Zwierząt" dalej opisuje ssaki, jednak muszę przyznać, że nie bardzo rozumiałam z początku dobór opisywanych grup. A mamy tutaj tak zróżnicowane zwierzaki jak małpy człekokształtne, jak również tzw "latawce"- latające koty itp., ryjkonosy i wiewióreczniki. Tuż za nimi Autor zaczyna pisać o lemurach i małpiatkach, by po nich przejść do małp właściwych. O ile od... Druga część "Wielkiej Encyklopedii Zwierząt" dalej opisuje ssaki, jednak muszę przyznać, że nie bardzo rozumiałam z początku dobór opisywanych grup. A mamy tutaj tak zróżnicowane zwierzaki jak małpy człekokształtne, jak również tzw "latawce"- latające koty itp., ryjkonosy i wiewióreczniki. Tuż za nimi Autor zaczyna pisać o lemurach i małpiatkach, by po nich przejść do małp właściwych. O ile od lemura do małpy nie jest wcale tak bardzo daleko w systematyce, to z początku nie bardzo wiedziałam, co mają wspólnego tapaje (czyli wiewióreczniki) z lemurami. Dowiedziałam się, że ma, i to sporo. O ile ryjkonosy to małe ssaki owadożerne, to wiewióreczniki (tapaje) mają nieco niejasną sytuację- część naukowców zalicza je do ssaków owadożernych, z kolei inni twierdzą, że powinny być zaliczane do rzędu naczelnych. W rzeczywistości zwierzęta te mają cechy pośrednie pomiędzy obydwoma grupami. Jeżeli więc chodzi o systematykę, Autor zgrabnie poradził sobie z przedstawieniem przeróżnych zwierząt w sensowny sposób.
Poszczególne tomy encyklopedii mają format A4, twarde oprawy, papier kredowy- są wydrukowane w formie albumów. W dobrych albumach powinny być ciekawe zdjęcia (czy inne obrazy), tutaj także mamy na każdej stronie minimum jedno zdjęcie, z większości patrzą na nas zwierzęta, które przeciętny człowiek widzi pierwszy raz w życiu- wyjąwszy może dział o małpach czy lemurach. Niestety, opisy są stanowczo zbyt krótkie jak na encyklopedię, zawierają jedynie najważniejsze informacje, ale to wszystko. Rozumiem że ilość stron ogranicza i jeżeli o to chodzi, trżeba przyznać, że opisy są konkretne, bez zbędnych "wypełniaczy", zawierają nawet informacje o długości ciąży i rozrodzie poszczególnych zwierząt.
Najbardziej w tym tomie podoba mi się część poświęcona lemurom- od dziecka uwielbiam te tajemnicze stworzenia, szczególnie lemura katta. Bardzo spodobała mi się małpiatka o wdzięcznej nazwie sifaka- musi robić w naturze niesamowite wrażenie.
Małpom właściwym poświęcono ponad połowę tej cienkiej książki, a i tak mam wrażenie że jest to bardzo mało. Nie zabrakło jednak informacji o rzadszych gatunkach, takich jak langury czy marmozeta. Chociaż temat małp został właściwie ledwie muśnięty, trudno oczekiwać więcej miejsca dla tych zwierząt w antologii, która w zamyśle ma obejmować całe królestwo zwierząt.
Niewątpliwie skompletowanie "Wielkiej Encyklopedii Zwierząt" da powód do satysfakcji, mnie osobiście ciekawi jeszcze, w jaki sposób Autor będzie prezentował gatunki. Jeżeli jednak chodzi o wartość merytoryczną książki, warto poszerzyć wiedzę, która tutaj z oczywistych względów jest znacznie okrojona, o wydawnictwa poświęcone szczególnie nas interesującym gatunkom.

pokaż więcej

 
2017-06-12 02:55:52

Niewątpliwie najlepsza z książek nt. akwarystyki, jaką ostatnimi czasy miałam przyjemność czytać (a przeglądałam ich sporo, gdyż postanowiłam znów założyć akwarium). O ile może od strony technicznej mamy tutaj podstawy-gdyż jak tytuł mówi- jest to książka skupiająca się na rybach. Opisane gatunki należą do mieszkańców wód słodkich, ciepłych. Jak Autor napisał w przedmowie- wybrał gatunki... Niewątpliwie najlepsza z książek nt. akwarystyki, jaką ostatnimi czasy miałam przyjemność czytać (a przeglądałam ich sporo, gdyż postanowiłam znów założyć akwarium). O ile może od strony technicznej mamy tutaj podstawy-gdyż jak tytuł mówi- jest to książka skupiająca się na rybach. Opisane gatunki należą do mieszkańców wód słodkich, ciepłych. Jak Autor napisał w przedmowie- wybrał gatunki odpowiednie do akwarium towarzyskiego, rezygnując z niektórych gatunków sumowatych, pyszczaków i in., a także z ryb które wymagają innych warunków bytowych (np ryb morskich czy tych z akwarium o wodzie "zimnej"). Taki dobór gatunków wskazuje na pewne doświadczenie, gdyż żadna książka nie pomieści wszystkich gatunków spotykanych w handlu. Jeżeli chodzi o opisy gatunków- choć właściwie nie musiałam ich czytać, robiłam to z czystą przyjemnością- wiadomości podawane są w sposób zarówno konkretny, jak i wzbudzający ciekawość. Autor dokładnie opisuje każdy gatunek, a że jest ich wiele, tym bardziej uważam tę książkę za udaną, a na tle innych o tej tematyce- wręcz wybitną. Opisy poszczególnych gatunków opatrzone są zdjęciami formy nominalnej i jeśli występują- także mutacjami (dzięki czemu dowiedziałam się np., że brzanka mszysta jest w rzeczywistości mutacją barwną brzanki sumatrzańskiej). W przypadku innych gatunków pokazane są formy wielkopłetwe, długopłetwe czy o zmienionym kolorze. Zdjęcia są dobrej jakości i widać na nich ładne ryby. W opisach nie zabrakło nawet wskazówek dotyczących rozmnażania przeróżnych gatunków, a informacje takie bywają bardzo przydatne nawet dla bardziej zaawansowanych doświadczeniem akwarystów. Opisy gatunków podzielone są według systematyki. Charakterystyka poszczególnych gatunków sprawia, że książka ta wyróżnia się bardzo na korzyść spośród wielu innych- pozornie podobnych- tytułów.
Dodatkowo warto wspomnieć o atrakcyjnym wydaniu- twarda oprawa, kredowy papier, wielkość A4. Podsumowując to wszystko, mogę "Poradnik encyklopedyczny..." jedynie polecić tym, których interesuje akwarystyka, lub którzy chcą mieć źródło rzetelnych informacji o rybach akwariowych.

pokaż więcej

 
2017-06-08 04:21:55
Cykl: Program (tom 2)

Przyznam, że miałam obawy, jak Autorka poprowadzi dalszą historię- bałam się, na że będzie albo cukierkowo słodko, albo zawiedzie wszelkie nadzieje i może będzie oryginalnie, ale jako że niektórym bohaterom po cichu kibicowałam- będzie mi ich szkoda... Udało się- choć książka wciągnęła mnie tak naprawdę dopiero, kiedy zaczęły się prawdziwe kłopoty- a wraz z nimi rozłąka. Emocji w tym tomie... Przyznam, że miałam obawy, jak Autorka poprowadzi dalszą historię- bałam się, na że będzie albo cukierkowo słodko, albo zawiedzie wszelkie nadzieje i może będzie oryginalnie, ale jako że niektórym bohaterom po cichu kibicowałam- będzie mi ich szkoda... Udało się- choć książka wciągnęła mnie tak naprawdę dopiero, kiedy zaczęły się prawdziwe kłopoty- a wraz z nimi rozłąka. Emocji w tym tomie było więcej niż w części pierwszej cyklu "Program". Poznajemy też nowych bohaterów- nie wszyscy są to ludzie, jakich chciałabym spotkać, ale w życiu też bywa różnie. Wydaje mi się, że część druga "Programu" była nawet lepsza od pierwszej- wszystko to za sprawą umiejętnego oddania całego wachlarza emocji kierujących młodymi ludźmi, szczególnie jeśli dodać tutaj- jako wisienkę na torcie- uczuciowe "perypetie" Sloane i Jamesa. Podobała mi się także charakterystyka poszczególnych bohaterów- wszystkie główne postacie mają swój niepowtarzalny rys, ich sylwetki stworzone zostały wiarygodnie. I choć nieco rozczarowała mnie działalność buntowników, to dalsza akcja wynagrodziła momenty, które troszkę "przemęczyłam" (choć Dallas w końcu polubiłam, kiedy już poznałam historię dziewczyny). Jeśli chodzi o bohaterów, najbardziej polubiłam Jamesa- jego buntowniczy charakter, uczucie jakim dążył Sloane, śmiało mogę powiedzieć, że ten chłopak miał w sobie "coś", myślę że niełatwo stworzyć tak wyrazistą postać. Opisano też wydarzenia traumatyczne, pokazujące, że nikt nie stoi ponad panującym prawem- chodzi mi o los, jaki spotkał Arthura Pritcharda i jemu podobnych (ale jakie to życiowe, niestety).
Najbardziej mnie zdziwiło, że cykl "Program" jest debiutem Suzanne Young, bardzo ciekawa jestem, jak rozwinie się kariera literacka tej młodej pisarki. Jak na razie do przeczytania mam ostatnią część "Programu" na którą czekam aż pojawi się w sprzedaży i dwa dodatki do cyklu, ale przeczytam je chyba dopiero na końcu. Szczerze mówiąc, jako że "Kuracja samobójców" zakończyła się w sposób, gdzie moglibyśmy już zostawić bohaterów z ich mniejszymi i większymi problemami, a całość wygląda na "domkniętą", trochę się obawiam tej trzeciej części- mam nadzieję że nie będzie to odgrzewanie przysłowiowego kotleta. Bądźmy dobrej myśli.
Wracając do "Kuracji..."- zawiera ona dodatek bonus w postaci epilogu, który ma kilka rozdziałów i jest opowieścią o najbardziej chyba kontrowersyjnym bohaterze- ciężko było go polubić, a tutaj zostaje rzucone nowe światło na tę postać. W moim przypadku jednak zdobyłam się jedynie na żal i współczucie w stosunku do tego bohatera.
Co podobało mi się najbardziej? Nie będę ukrywać, że wzajemne relacje na linii Sloane-James. Pani Young udało się wykreować wiarygodnych bohaterów, których każdy chętnie widziałby wśród swoich znajomych, a łączące ich uczucie... Skłamię, jeśli napiszę, że nie lubię czytać o tego typu związkach- wcale nie idealnych, ale w których obecne są prawdziwe uczucia.
Z niecierpliwością czekam na wydanie ostatniego tomu, ale jak już pisałam- także z pewną obawą, w końcu nie trudno jest "przedobrzyć".

pokaż więcej

 
2017-06-03 19:49:55
Autor:
Seria: 1001...

Czy można ułożyć uniwersalny spis książek, które trzeba przeczytać? Jak się okazuje- owszem. Książka ta już kilka lat stała na półce w rodzinnym domu i dzisiaj, będąc u Mamy, postanowiłam się w nią zagłębić (wcześniej już kilka razy czytałam tę książkę wyrywkowo- to pozycja której raczej nie czyta się "od deski do deski", a wraca do niej co jakiś czas).
Liczyłam na dużą liczbę tytułów, które...
Czy można ułożyć uniwersalny spis książek, które trzeba przeczytać? Jak się okazuje- owszem. Książka ta już kilka lat stała na półce w rodzinnym domu i dzisiaj, będąc u Mamy, postanowiłam się w nią zagłębić (wcześniej już kilka razy czytałam tę książkę wyrywkowo- to pozycja której raczej nie czyta się "od deski do deski", a wraca do niej co jakiś czas).
Liczyłam na dużą liczbę tytułów, które dodam do półki "chcę przeczytać"- dodałam tylko jedną. Nie znaczy to, że książka jest zła, proszę mnie źle nie zrozumieć. Jest po prostu.... subiektywna, nie zawiera wielu dzieł "wielkiej literatury", a niespodzianką są np książki, o których autorach czytałam pierwszy raz. Myślę, że każdy z nas mógłby ułożyć taki spis, gorzej już z uzasadnieniem, dlaczego przeczytać akurat te, a nie inne książki (zresztą Autor również nie stara się nas przekonać, jedynie w przypisach przy każdym tytule z listy pisze, czego możemy się po konkretnej książce spodziewać- a to już wymaga pewnej wiedzy). Czasami rzuci jakąś ciekawostką a propos okoliczności powstania dzieła, innym razem- po prostu opisze zwięźle treść książki. Poziomu nie mogę uznać za wyrównany, gdyż rzecz jasna ciekawostki na temat genezy powstania lubianych przeze mnie książek podobały mi się o wiele bardziej, niż oczywiste informacje, o czym np jest "Księga tysiąca i jednej nocy" (którą również lubię, ale jeszcze sama w całości nie czytałam). Co jednak uderzyło mnie najbardziej? Subiektywizm tego poradnika (potraktowałam tę książkę jako poradnik z rodzaju "książki o książkach"). Zabierając się do pisania tak zobowiązującego dzieła, powinno się uwzględnić nie tylko własny gust, ale wartości przekazywane w książkach, swoiste fenomeny, a także szerokie grono odbiorców. Nie uważam się za osobę o ograniczonych gustach literackich, jestem otwarta na nowości. Ale tytuł zobowiązuje... Ciężko to wszystko pogodzić i za pewne dlatego wyszło tak, jak wyszło- zbyt dużo bardzo starych książek, wręcz starożytnych, a z nowości- wiele tytułów "odkrywczych" (dla Autora) i polecanych nam. Jako że książka ta wydana została ponad 10 lat temu, śmiem twierdzić, że wiele "obowiązkowych" książek przeszło bez echa, a pojawiły się nowe, które "wstrząsnęły" wręcz środowiskiem czytelniczym.
Jeżeli o mnie chodzi, tysiąc (i jeden) książek, przyjmując- z pewnym zaniżeniem na własną lekturę- ilość 50-ciu książek przeczytanych rocznie, da nam wynik 20-stu lat czytania "książek, które musimy przeczytać". Wolę w tym czasie czytać to, co lubię. Jednocześnie cieszy mnie, że jest książka, w której mogę coś sprawdzić, "doczytać"- w ten sposób np postanowiłam, że chcę przeczytać "Zwierzę-człowiek"- w Polsce wydane pod innym tytułem.
Podziwiam Autora za to, że podjął się pracy nad tą książką. Taką listę musiała zrobić osoba oczytana, z wyrobionym własnym gustem literackim i pewnymi wiadomościami (wrażenie robi też bogata bibliografia).
A jeśli chodzi o dobór tytułów... Chyba właśnie o to chodzi, że każdemu się nie dogodzi.

pokaż więcej

 
2017-05-30 20:26:47

Jedna z wielu książek poświęconych akwarystyce, zawiera zarówno porady ogólne, jak i opisy poszczególnych gatunków ryb nadających się do hodowli w niewoli. Niestety, nie dowiedziałam się dzięki tej książce niczego nowego, ciężko też byłoby mi ją polecić jako jedną z lepszych publikacji dotyczących akwarystyki. Opisy gatunków są bardzo skąpe, kilkuzdaniowe, zabrakło również wiadomości nt. wielu... Jedna z wielu książek poświęconych akwarystyce, zawiera zarówno porady ogólne, jak i opisy poszczególnych gatunków ryb nadających się do hodowli w niewoli. Niestety, nie dowiedziałam się dzięki tej książce niczego nowego, ciężko też byłoby mi ją polecić jako jedną z lepszych publikacji dotyczących akwarystyki. Opisy gatunków są bardzo skąpe, kilkuzdaniowe, zabrakło również wiadomości nt. wielu znanych ryb. Dziwi także dobór opisywanych gatunków- ryby podzielono wd rodzin, jakimi objęte są poprzez systematykę, jednak o tym, jakie gatunki w obrębie tych rodzin zostaną zaprezentowane, zadecydował Autor najwyraźniej według własnych upodobań, a nie choćby popularności ryb w naszych akwariach czy też jej cech, które mogą "wypromować" mniej znany, a ciekawy i nadający się do zbiornika ogólnego gatunek. Otóż- najdokładniej został opisany rząd sumokształtnych (Siluriformes), w której skład wchodzą sumiki, kiryśniki, bocje- a więc- z wyjątkiem kirysków i zbrojników (najpopularniejszych glonojadów) ryby agresywne, atakujące mniejsze gatunki nocą, a przy tym głównie mięsożerne (osobiście miałam okazję przekonać się jak ostre zęby ma niespełna 15cm sumik P. pictus, który uśmiercił większość współlokatorów- musiałam rybę oddać do akwarium z dorosłymi pielęgnicami). Tymczasem zamiast np opisać gatunki takie jak gupik Endlera, danio różowy czy malabarski, czy wiele innych ryb, nadających się dla osób nie specjalizujących się w konkretnym rzędzie, pan U. Schliewen postanowił zaprezentować sumokształtne w całej ich krasie. Dziwi mnie to, gdyż jest to człowiek który napisał już wiele książek dotyczących akwarystyki.
Równocześnie, poza tym specyficznym raczej doborem gatunków, książka nie wyróżnia się niczym specjalnym i osobiście czytałam wiele publikacji napisanych ciekawszym językiem (a także lepiej wydanych, ale to sprawa drugorzędowa). Książki tej nie uważam nawet za "przeciętną", stąd też taka moja niska ocena.

pokaż więcej

 
2017-05-27 03:29:48

Niewątpliwie jedna z bardziej efektownych i aktualnych publikacji o tematyce hodowli ptaków egzotycznych i europejskich, jaka została dotąd wydana w Polsce.
Wrażenie na pewno robi wygląd książki- trochę mniejsza niż A4, w twardej oprawie, kartki z kredowego papieru z dużą ilością zdjęć.
Opisy gatunków dokładne, Autor korzystał z wielu publikacji, dzięki czemu książka jest napisana rzetelnie...
Niewątpliwie jedna z bardziej efektownych i aktualnych publikacji o tematyce hodowli ptaków egzotycznych i europejskich, jaka została dotąd wydana w Polsce.
Wrażenie na pewno robi wygląd książki- trochę mniejsza niż A4, w twardej oprawie, kartki z kredowego papieru z dużą ilością zdjęć.
Opisy gatunków dokładne, Autor korzystał z wielu publikacji, dzięki czemu książka jest napisana rzetelnie (nie ma bowiem hodowcy, który równie dobrze znałby się na kanarkach, co na gołębiach egzotycznych i w dodatku- na astryldy i drozdach). Bogata bibliografia podana jest na końcu książki i są to dzieła znanych postaci w światku ornitologów.
Niby wszystko pięknie... Książka idealna. A jednak mam zastrzeżenia. Nieskromnie przyznam tutaj, że mając już "jakąś" wiedzę na temat kanarków i astryldów (oraz nieco mniejszą jeśli chodzi o papugi) w oczy rzuciło mi się kilka rażących pomyłek- głównie przy oznaczaniu mutacji przedstawionych na zdjęciach (i mam tutaj na myśli tylko te gatunki, na których się znam- u reszty mogę jedynie podejrzewać, że coś jest błędem, znając ogólne cechy pewnych mutacji- np izabelowatej czy "ino"). A szkoda, gdyż zdjęcia w tej książce są naprawdę piękne, w niektórych przypadkach pokazują odmiany trudne do zdobycia dla przeciętnego hobbysty. Niestety, w wielu przypadkach są one źle opisane, a w innych- została zastosowana dziwna nomenklatura (w prawdzie zrozumiała, lecz nieużywana przez miłośników ptaków). Błędów tych jest stanowczo za dużo, ale kilka kilka z nich dla przykładu przytoczę. Na stronie 10-tej zdjęcie czerwonych papug, opisane jako "lory karmazynowe"- tutaj jest to już błąd merytoryczny, gdyż ptaki że zdjęcia to samice lory wielkiej, gatunku, którego dymorfizm płciowy polega właśnie na czerwonym ubarwieniu samic i zielonym samców. Strona 34- mewki japońskie opisane jako przykład typowych ziarnojadów, podczas gdy są to astryldy. Na stronie 10-tej forma mutacyjna aleksandretty obrożnej opisana jako nominalna (dzika). W opisie łąkówek turkusowych jako mutację z kolei pokazano inny gatunek rodzaju Neophema (czyli łąkówki i lilianki). Ponadto sposób pisania nazw- nazwa łacińska jest pierwszą, natomiast polska- w nawiasie (a powinno być dokładnie odwrotnie wd międzynarodowej nomenklatury). Z innej bajki- na stronie 12-ej w rozdziale o pielęgnacji ptaków zdjęcie ryżowca mutacji białej i samic zeberek marmurowych- ryżowiec że zdjęcia ma okropnie przerośnięte pazurki, co razi, a mając na uwadze w jakim dziale umieszczono zdjęcie jest to wręcz niedbalstwo? Niedopatrzenie? Dużo błędów w opisie zdjęć kanarków, szczególnie melaninowych- choćby agat czerwony opisany jako "brązowy" (w rzeczywistości nie ma kanarków "brązowych", lecz brunatne, "brązowe" to skrót od kanarków czarno-czerwonych, z czym jednak kłóci się wygląd ptaka- rysunek skrzydeł i inne melaninowe znaczenia). Z kolei "czarny onyks czerwony nieintensywny" to- jeśli chodzi o lipochrom- to czerwona mozaika, nie czerwony (w prawdzie tutaj różnica polega na typie lipochromu, który może być intensywny, nieintensywny oraz mozaikowy w dwóch wersjach- "samczej" i odpowiedniej dla samic- i o ile pomiędzy intensywnością upierzenia różnica polega na rozłożeniu ziaren lipochromu w piórach- u intensywnych są one rozłożone gęściej, gdyż pióro tych kanarków jest węższe i nieco krótsze, to już mozaika jest całkiem biała z plamami-czerwonymi bądź żółtymi w określonych miejscach- dlatego też nie można pomylić mozaiki z kanarkiem o podstawie "pełnej"). Kolejne błędy przy opisach zdjęć kanarków- nie ma czegoś takiego jak "izabelowaty satynet z białym" (str.106)- ptak że zdjęcia wygląda mi na izabelę pastelową albo nawet zwykłą izabelę o białej podstawie, jednak zapis aż krzyczy... (a jeśli chodzi o melaninę- "satynet" to jest mutacja która nie występuje razem z izabelowatą w fenotypie, ale od niej się wywodzi). Nie wiem także co oznacza termin "czerwony ROAN brązowy phaeo"- zdjęcie pokazuje ptaka mającego coś z phaeo, przy tym chyba białoskrzydłego (o czerwonej podstawie). Również przy zeberkach zdenerwowałam się- niemal co drugie zdjęcie opisa​ne jest nieprawidłowo. Podobnie przy papużkach falistych błędów tych jest o wiele, o wiele za dużo- i to zarówno w podpisach zdjęć, jak i fragmencie opisującym mutacje barwne papużek falistych. Nie ma np mutacji "szarej" jeśli chodzi o prążkowanie, jest za to szaroskkrzydła, a termin "szara" odnosi się do koloru podstawy. Nie ma także czegoś takiego jak "fioletowe falowanie"! (Jest to efekt kombinacji mutacji falistości- prawdopodobnie jasnoskrzydła opalowa- inna sprawa, że konkretna papużka nie ma w sobie genu fioletowego (!), ma za to gen przyciemniający kolor podstawy- inaczej mówiąc, jest to kobalt (akurat kobalty są najlepsze do łączenia z osobnikami z genem fioletowym, gdyż u nich barwa ta jest najwyraźniejsza- niestety nie dotyczy to ptaszka z fotografii). Paraniebieskie, o których już od jakiegoś czasu jest dość głośno wśród hodowców falistych, potraktowane zostały dosłownie "po macoszemu". Pominę już to, że nie wspomniano nawet że występują trzy różne typy mutacji paraniebieskiej różniące się pomiędzy sobą dość znacznie dla wprawionego oka, to tutaj nawet nie pada nazwa "paraniebieskie", a "żółtolice"(!)- co wzięło się nie wiadomo skąd (owszem, istnieją bardzo rzadkie jeszcze faliste czarnolice, ale obszar zmiany koloru w obrębie twarzowym papugi jest tam inny- zresztą wątpię żeby stąd Autor czy tłumacz wziął tę dziwną nazwę... A szkoda, bo paraniebieskie papużki faliste w kombinacji z innymi mutacjami dały tak znane i piękne odmiany jak Rainbow czy Painted- polecam poszukać w internecie zdjęć tych ptaków. Jeśli chodzi o szeki, przy zdjęciu wypadałoby dodać, że jest to szek dominujący jednofaktorowy zielony- dwufaktorowy wygląda jak ptak żółty z wyjątkiem zielonej plamy nad kuprem (niebieski- jak biały z plamą niebieską lub inną, zaliczaną do mutacji niebieskich- fioletową, szarą czy niebieską z jednym lub dwoma faktorami mutacji przyciemniającej upierzenie- kobalt lub mauve), natomiast recesywny wugląda już zupełnie inaczej (!), nie wspominając o mechanizmie dziedziczenia mutacji, który opisuje sama nazwa mutacji. Brak jest także informacji o tym, jak poszczególne mutacje falistości wpływają na kolor podstawy- a dla osoby zaczynającej przygodę z hodowlą często są to bardzo istotne informacje (wiele mutacji prążkowanie powoduje rozmycie koloru podstawy nawet o ponad połowę- wypadałoby przynajmniej wspomnieć, które mutacje działają w ten sposób.) Podobnie jest w wypadku nimf- Autor najwyraźniej nie wie nic o istnieniu mutacji białogłowej, bladogłowej czy cynamonowej, a lutino nazywa "żółtą". Co ciekawe, błędy w opisach jakby "powtarzają się", co pozwala wysnuć wnioski co do braku wiedzy Autora w pewnych kwestiach- szczególnie jeśli chodzi o papugi (które same w sobie zostały potraktowane po sierocemu- dziwny nieco dobór gatunków, np jest opis papugi z rodzaju zwisogłówek, o których jeszcze nie słyszałam, by były dostępne poza ogrodami zoologicznymi, natomiast nie ma nawet jednego gatunku wróbliczki- z których to hoduje się osiem gatunków, a cztery są wręcz dość często spotykane.) Przy papugach sporo jest także niedopowiedzeń (choćby brak informacji o dwóch podgatunkach żako czy aleksandretty obrożnej afrykańskiej i azjatyckiej). Barnard nazywany jest rozellą (ustalono, że nie jest to prawidłowe), katarzynka zamiast ajmarką prążkowaną czy stokówką, ma tutaj drugą nazwę: "papużka prążkowana" (i tutaj znów złe opisy mutacji- szara to "fiołkowa", żółta czarnooka- "lutino"). Rubino (np przy liliankach, jeśli jesteśmy przy mutacjach typu INO) to najwyraźniej nieznany autorowi termin. Jeżeli nie zna się mutacji, czy nie lepiej napisać "papugi gatunku (...) różnych mutacji barwnych"? Poprzez całe to silenie się na nazywanie różnych gatunków "fachowymi" terminami mutacji ksiąźka bardzo straciła w moich oczach- pozostaje pytanie, czy winny jest Autor, czy tłumacz? To jest bardzo wąska specjalizacja, łatwo o pomyłkę, nawet hodowcy ptaków ozdobnych też nie znają się na mutacjach wszystkich gatunków, ale przy tak bogatym materiale zdjęciowym aż się prosi, by ksiąźka zawierała równie pożyteczne informacje nt. pokazanych odmian! Duży nakład pracy, piękne zdjęcia (gdyby nie czytać opisów), porządne wydanie- mogłoby być rewelacyjnie, wybitnie wręcz, a tymczasem... niestety, w obecnym wydaniu, bez korekty, publikacja ta może bardziej zaszkodzić początkującym hodowcom, aniżeli im pomóc i wzbogacić ich wiedzę. Z tego też powodu tak trudno jest mi ocenić tę książkę, jak również zdecydować, czy ją polecić. Napiszę więc zupełnie subiektywnie- mnie błędne opisy zdjęć drażniły, ale całość wynagradzały piękne zdjęcia, które wystarczyłoby prawidłowo opisać i zmienić fragment o mutacjach gatunku (czy może przetłumaczyć poprawnie?- tego się pewnie nie dowiem). Mam wrażenie, jakby Autor próbował na siłę pisać o gatunkach, które ledwo a co zna- jest to duży błąd.
Polecam tym, którzy mają już jakieś doświadczenie w hodowli ptaków egzotycznych- na pewno dostrzegą tak oczywiste błędy i docenią piękne ptaki na zdjęciach, natomiast osobom, które na podstawie tej książki chcą rozróżniać mutacje ptaków- stanowczo odradzam! A szkoda, bo zebrano tu piękne zdjęcia, np. zeberki Triple Black (opisanej oczywiście inaczej) czy wiele, wiele innych. Podoba mi się fakt, iż Autor odważył się napisać o rzadszych mieszkańcach wolier- szpakach, kosach, drozdach, kardynałach, szlarnikach i innych- niestety nie umiem tych wiadomości ocenić (oby nie było tak jak w przypadku kanarków, astryldów i papug).

pokaż więcej

 
2017-05-17 21:12:47
Cykl: Anna Rogozińska (tom 2)
 
2017-05-13 01:43:16
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Kuzynki (tom 4)
 
2017-05-11 05:39:41
Autor:

Książka ta, napisana przez lekarza weterynarii, opisującego​ przypadki z którymi rzeczywiście zetknął się podczas swojej praktyki lekarskiej, przedstawia Czytelnikowi jeden dzień z życia weterynarza. Oczywiście jest to dzień pracy, od rana do późnego wieczora (a nawet i dłużej, bo doktor zostaje wezwany do "nagłego przypadku"). Przyznam, że początkowo czytałam tę książkę szybko, natomiast... Książka ta, napisana przez lekarza weterynarii, opisującego​ przypadki z którymi rzeczywiście zetknął się podczas swojej praktyki lekarskiej, przedstawia Czytelnikowi jeden dzień z życia weterynarza. Oczywiście jest to dzień pracy, od rana do późnego wieczora (a nawet i dłużej, bo doktor zostaje wezwany do "nagłego przypadku"). Przyznam, że początkowo czytałam tę książkę szybko, natomiast później, w miarę czytania o kolejnych pacjentach doktora Nicka Trouta, momentami musiałam znaleźć sobie czas na refleksję. Najbardziej w tej książce podoba mi się to, że Autor nie robi ze swojej profesji niczego szczególnego, ma do siebie dystans i duże poczucie humoru, choć przy tym podaje statystyki z USA, gdzie zawód weterynarza jest ceniony i w rankingach uchodzi za trzeci lub czwarty- w zależności od roku- jeśli chodzi o najbardziej szanowane zawody- zna więc powagę tematu, którego kulisy postanowił uchylić. Mamy tutaj okazję przyjrzeć się tym, którzy szczepią nasze psy i koty, a kiedy trzeba- są dla nich jedynym ratunkiem. Jeśli chodzi o to ostatnie, bardzo bym chciała chodzić z moimi psami do lekarza takiego jak pan Trout. Chociaż sam pisze, że wie, kiedy musi "odpuścić" i pozwolić choremu zwierzęciu odejść, jest to człowiek pełen empatii w stosunku do zwierząt i ich właścicieli. Opisując jeden dzień ze swojego zawodowego życia, za pewne niejednego zaskoczył, jak bardzo jest to wymagający zawód- i nie chodzi jedynie o ilość czasu spędzanego w przychodni, ale też o kontakty z właścicielami, które często nie układają się tak, jak powinny, czy w końcu- o bagaż emocjonalny, który zabiera się z pracy do domu... Poznajemy tutaj kilku pacjentów doktora Trouta, z których to mnie najbardziej martwił przypadek Sage i jej właściciela- starszego mężczyznę, wdowca, pana Hartmana. Autor przedstawia nam też kilka osób, które nigdy nie powinny mieć zwierząt. Całość okraszona jest anegdotami z życia weterynarza, ciekawostkami czy statystykami, które mogą zaszokować. Nie sposób nudzić się przy tej książce- jest to jedyny w swoim rodzaju przekaz lekarza weterynarii, który zupełnie szczerze pisze o swojej pracy. O niepowodzeniach i chwilach szczęścia (przy czym dodaje zwracając się do koleżanki po fachu: "Wiesz, że pamięta się nie te przypadki, za które dostaje się kwiaty, ale właśnie takie jak ten. To one zostają z tobą na zawsze. Prawdziwe wyzwania, które żłobią się głęboko w korze i pozostawiają na pniu trwały ślad".)
Polecam tę książkę każdemu miłośnikowi psów i kotów, a także zwierząt w ogóle.

pokaż więcej

 
2017-05-09 20:48:24
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-05-09 04:36:43
Cykl: Program (tom 1)

Jestem miło zaskoczona pierwszą częścią cyklu "Program". Pomimo wieku, w którym już "młodzieżówek" się nie czytuje, ja czasem lubię przeczytać którąś, jeśli wydaje mi się być interesująca. W tym miejscu też przyznam, że często te eksperymenty są nieudane, ale tym razem- jestem wyjątkowo zadowolona i chcę więcej (na szczęście tom drugi czeka na półce). Warto przy okazji zaznaczyć, że jest to... Jestem miło zaskoczona pierwszą częścią cyklu "Program". Pomimo wieku, w którym już "młodzieżówek" się nie czytuje, ja czasem lubię przeczytać którąś, jeśli wydaje mi się być interesująca. W tym miejscu też przyznam, że często te eksperymenty są nieudane, ale tym razem- jestem wyjątkowo zadowolona i chcę więcej (na szczęście tom drugi czeka na półce). Warto przy okazji zaznaczyć, że jest to książka debiutantki, dlatego wyrazy uznania należą się Autorce całkiem zasłużenie- ten debiut wróży całkiem udaną przyszłość jako pisarki.
Przechodząc do książki- jest do literatura, którą na pewno możemy zaliczyć do fantastyki, a jeśli chodzi o ściślejszy podział- będzie to chyba dystopia, przynajmniej tak gdzieś przeczytałam (osobiście, poza podstawowymi nurtami, w fantastyce się gubię). Głównym tematem jest epidemia samobójstw wśród nastolatków i wdrożony przez władze Program, leczący tych, którzy mogli ulec "zarażeniu". Narratorką powieści jest Sloane, dziewczyna, którą zdążyłam polubić czytając "Plagę samobójców". Autorka nie sili się na szczegółowe opisy, a pomimo to wszystko jest jakoś naturalnie przedstawione- ciężko było mi uwierzyć, że książka ta jest debiutem. Głównym zmartwieniem naszej bohaterki i jej uroczego (na swój sposób) chłopaka Jamesa, jest obawa, by nie wpaść w sidła ludzi z Programu. Jest to błędne koło, gdyż młodzi ludzie nie mogą okazywać przygnębienia, smutku, żałoby- nauczeni na co dzień nosić maski- zarówno w szkole jak i w domach- często pękają, co prowadzi do targnięcia się na własne życie- wolą to, niż pranie mózgu zrobione w placówce Programu. Paradoks polega tutaj na tym, że cały czas zastanawiałam się, czy to Program spowodował wzrost liczby samobójstw wśród nastolatków, bo jakoś w teorię o "wirusie" nie chce mi się wierzyć. Jak jest naprawdę, dowiemy się za pewne w następnej części, gdyż Program sam w sobie skrywa wiele tajemnic...
Tutaj będziemy świadkami pięknej młodzieńczej miłości. Prawdziwej miłości, nie zauroczenia czy młodzieńczej "burzy hormonów". Fragmenty poświęcone uczuciu Sloane do Jamesa są dowodem na to, że ich miłość- pozornie taka sama jak wiele związków innych nastolatków- jest naprawdę silna i pochodzi z głębi serca. Wyrosłam może z oblewania się rumieńcem na widok "tego jedynego", ale wierzę w prawdziwą miłość, a Suzanne Young bardzo wiarygodnie opisuje uczucia siedemnastoletniej Sloane. Czy uda się jej i Jamesowi uchronić przed Programem? Tego nie mogę zdradzić, natomiast jeżeli lubicie tego typu książki- gorąco polecam ten cykl. Ja, mająca więcej lat niż Sloane i James razem wzięci, momentami nie mogłam oderwać się od lektury. A po skończeniu od razu sięgnęłam po drugi tom.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
2625 195 7935
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (340)

Ulubieni autorzy (12)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (248)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd