-
Artykuły
"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać441 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać16
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Tajne znaki - wygraj zestaw książek Katarzyny Puzyńskiej.
Tajne znaki - wygraj zestaw książek Katarzyny Puzyńskiej.
Saga Katarzyny Puzyńskiej powraca. W siódmym tomie kryminalnej serii z rozbudowanym wątkiem psychologicznym Klementyna Kopp wraca w rodzinne strony pierwszy raz po czterdziestu latach. Na prośbę matki ma rozwiązać sprawę morderstwa sprzed lat. Była komisarz nigdy nie dotarła do Złocin. Aspirant Daniel Podgórski, mimo zapewnień mieszkańców, że nie widzieli Klementyny, odkrywa inną wersję wydarzeń. Jaki jest związek między zaginięciem komisarz a egzekucją dokonaną w 1939 roku?
W Złocinie ktoś maluje czarne szubienice i podrzuca martwe ptaki. Wyobraźcie sobie, że jesteście antagonistyczną postacią w kryminałach Katarzyny Puzyńskiej. W jaki tajemniczy i zakamuflowany sposób próbowalibyście przestraszyć niechcianych przyjezdnych, żeby chronić tajemnicę sprzed lat?
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają zestaw książek Katarzyny Puzyńskiej: "Dom czwarty", "Łaskun", "Utopce".
Regulamin
- Konkurs trwa od 9 listopada do 18 listopada włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Prószyński i S-ka .
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
|
Nagrody ufundowało wydawnictwo: |
|
![]() |
|
odpowiedzi [81]
Witam czy ktoś otrzymał już nagrodę?
Witam czy ktoś otrzymał już nagrodę?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Joanna
Anula
sautte
moonlight
Fantasy_World
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Joanna
Anula
sautte
moonlight
Fantasy_World
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
A dlaczego konkurs jeszcze trwa, miał być do 18, tak? Chyba że redakcja sobie zapomniała :-) Dziwne.
A dlaczego konkurs jeszcze trwa, miał być do 18, tak? Chyba że redakcja sobie zapomniała :-) Dziwne.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
- Czy On się już domyślił? Nie, chyba nie, ale jest blisko.. Czuję Jego ukradkowe spojrzenia. Spokojnie. Nie panikuj. On nie może Go znaleźć. Co robić?! Myśl! Mam tylko jedną szansę... On jutro o brzasku znowu pójdzie do lasu, aby szukać... Powiem sąsiadce, aby skierowała Go w to przeklęte miejsce...
Wyruszamy. On idzie przodem, a ja kilka metrów za nim, klucząc między drzewami. Wieje halny, co znacznie ułatwi mi zadanie. Nawet niebiosa są po mojej stronie. On raz po raz odwraca głowę z niepokojem. Wchodzimy coraz głębiej w mroczny beskidzki las. Kończy się zasięg komórki i zaczyna szwankować nawigacja. Jesteśmy już blisko... Słyszę szum leśnego strumyka i niedługo stajemy na rozstaju dróg. Rozwidleń jest cztery, a pośrodku stoi opalona od pioruna sosna z zawieszoną na niej kapliczką z figurką Jezusa. Przechodząc tędy zawsze słyszę słowa dziadka: „Pomódl się tutaj w intencji nienarodzonych i zabitych dzieci. Wtedy złe duchy nie zwiodą Cię na manowce”. Znam historię: matka utopiła tutaj swoje dziecko, które do dzisiaj płacze w zakamarkach lasu. On waha się przez chwilę przed sosną, ale wkrótce szybko odchodzi jedną z dróg. W oddali słyszę cichy płacz małego dziecka… Zimny dreszcz przebiega mi po ciele. Odmawiam modlitwę za Dziecko i moją Miłość spoczywającą niedaleko w leśnym grobie. Oddycham z ulgą i ruszam w stronę wsi.
Dwa dni później spacerujący po lesie grzybiarz odnajduje wycieńczonego i przerażonego mężczyznę, majaczącego coś o płaczącym dziecku i zakrwawionym młodym chłopaku…
- Czy On się już domyślił? Nie, chyba nie, ale jest blisko.. Czuję Jego ukradkowe spojrzenia. Spokojnie. Nie panikuj. On nie może Go znaleźć. Co robić?! Myśl! Mam tylko jedną szansę... On jutro o brzasku znowu pójdzie do lasu, aby szukać... Powiem sąsiadce, aby skierowała Go w to przeklęte miejsce...
Wyruszamy. On idzie przodem, a ja kilka metrów za nim, klucząc między...
Myślę, że podrzucałabym książki.
Nie byle jakie. Odnoszące się do poszczególnych osób.
Śledziłabym je bardzo dokładnie, podrzuciła podsłuch i monitoring w ich okolicy. A później? Zostawiała co rano przed drzwiami czarną kopertę z podniszczoną, poplamioną czymś ciemnoczerwonym książką w środku. Im straszniejszy tytuł, im większa częstotliwość słów "strach", "śmierć", "niebezpieczeństwo" czy zawarte w tytule proste przesłania jak "wynoś się", tym lepiej. Ale nie tylko. Ofiara ubrała się dziś na niebiesko? "Dziewczyna w błękitnej sukience". Synek ma na imię Mikołaj? "Nieznane przygody Mikołajka". Pan szukał czegoś w Internecie na temat Elona Muska? Proszę, oto jego biografia. A może pękł panu zegarek? "Zegary idą do nieba".
A po pewnym czasie, w kopercie pojawiałyby się spreparowane zdjęcia, które zrobiłabym ofiarom. Ale przerobione w Photoshopie. Jak? Ano tak, że wyglądałoby, jakby zginęli tragiczną śmiercią albo popełnili samobójstwo. Nie, pani wczoraj nie siedziała w parku dokarmiając gołębie. Przecież na zdjęciu nie ma ręki, tylko strzępy, z których wylewa się krew.
Myślę, że podrzucałabym książki.
Nie byle jakie. Odnoszące się do poszczególnych osób.
Śledziłabym je bardzo dokładnie, podrzuciła podsłuch i monitoring w ich okolicy. A później? Zostawiała co rano przed drzwiami czarną kopertę z podniszczoną, poplamioną czymś ciemnoczerwonym książką w środku. Im straszniejszy tytuł, im większa częstotliwość słów "strach",...
Nie wierzę, ta wścibska dziennikarka nadal tu jest… Nasz Złocin to nie miejsce na jakieś jej śledztwa! Wypytuje ludzi, zagląda, gdzie nie trzeba, węszy… Ostatnio znalazła tą mogiłę za murem cmentarza, na niepoświęconej ziemi. Jeżeli by się dowiedziała kto, i dlaczego tam leży, zaraz by nam tu kogoś sprowadziła na kark. A co się stało w naszym Złocinie, to u nas zostanie! Co najgorsze, niczym nie mogę jej wystraszyć. Z tego co wiem wysiłki innych też spaliły na panewce. Podrzucanie martwych zwierząt, listów z pogróżkami, wybijanie szyb w wynajętych pokojach, mazanie po samochodzie, wydaje się, jakby ta dziennikarka miała to wszystko gdzieś. Obrała sobie za cel odkryć, co ukrywamy, i uparcie do tego dąży. Ostatnio przeszedłem samego siebie w moich staraniach! Podrzuciłem jej list, w którym otwarcie groziłem morderstwem, i to z użyciem siekiery! Następnej nocy podkradłem się pod jej kolejną wynajętą chałupę i dotąd rąbałem drzwi siekierą, aż rozpadły się w drzazgi. Nie spełniłem jednak groźby do końca, po zniszczeniu wejścia uciekłem, chciałem ją tylko wystraszyć. Nie jestem mordercą… Ten chłopak przy cmentarzu to nie moja robota. Jednak jeśli ta kobieta nie przestanie się wtrącać, mieszkańcy Złocina już niedługo będą musieli dodać nowy grób przy murze cmentarnym!
Nie wierzę, ta wścibska dziennikarka nadal tu jest… Nasz Złocin to nie miejsce na jakieś jej śledztwa! Wypytuje ludzi, zagląda, gdzie nie trzeba, węszy… Ostatnio znalazła tą mogiłę za murem cmentarza, na niepoświęconej ziemi. Jeżeli by się dowiedziała kto, i dlaczego tam leży, zaraz by nam tu kogoś sprowadziła na kark. A co się stało w naszym Złocinie, to u nas zostanie! Co...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejŚledziłabym obcych,żeby wiedzieć gdzie chodzą z kim się spotykają i co mogą już wiedzieć. Mając te informacje pora na kolejny krok. Gdzie oni tam ja,natrętna do bólu. W kawiarni oblanie gorącą kawą,albo upuszczenie ciastka z kremem na ramię intruza. Na ulicy potrącanie,delikatne zaczepki. W parku wścibskie pytania,opowiadanie o tym jakie to bujdy ludzie opowiadają o jakiejś niby wielkiej tajemnicy. Wiedząc gdzie intruzi mieszkają,pukanie do drzwi i w nogi. Pukanie do okien, hałas w nocy,wycie,jęki,skrobanie. Poprostu byłaby to taktyka pt wykończę Was psychicznie.
Śledziłabym obcych,żeby wiedzieć gdzie chodzą z kim się spotykają i co mogą już wiedzieć. Mając te informacje pora na kolejny krok. Gdzie oni tam ja,natrętna do bólu. W kawiarni oblanie gorącą kawą,albo upuszczenie ciastka z kremem na ramię intruza. Na ulicy potrącanie,delikatne zaczepki. W parku wścibskie pytania,opowiadanie o tym jakie to bujdy ludzie opowiadają o jakiejś...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Miasto X. od lat skrywało mroczną tajemnicę. Mieszkańcy poznawali ją z pokolenia na pokolenie, jednak nie mogli jej nikomu zdradzić, bo w ten sposób mogliby narazić się na zemstę zza światów. Mimo zachowania szczególnych środków ostrożności, nierozgarnięta Kasia po upojnej nocy z przygodnym facetem, w chwili przypływu miłości opowiedziała mu mroczną historię X. Okazał się on być dziennikarzem brukowca, więc już następnego dnia do X. zjechała cała gromada żądnych sensacji osób. Kaśka się załamała: przez nią całe miasto jest narażone na niebezpieczeństwo!
– Mamo, co ja zrobiłam, nie wiem jak to wszystko odkręcić, pomóż mi!
– Trzeba było myśleć, a nie pchać się do łóżka pierwszemu lepszemu pismakowi – matka nie szczędziła jej złośliwości. – Ale cóż, mleko się wylało, teraz musimy tak posprzątać, aby nikt się nie dowiedział prawdy! Zrobimy tak… (szepnęła Kaśce na ucho mroczny plan).
Rano dziennikarze po krótkim śnie w pobliskim hotelu postanowili dalej węszyć. Łudzili się, że uda im się zdobyć nieco informacji od mieszkańców i sprawdzić, czy historia jest prawdziwa. Jednak gdy zobaczyli swoje auta ociekające krwią, a niej napis „WON” musieli poważnie się zastanowić na tym, co robią. Decyzję o odwrocie pomogły im podjąć gałki oczne, które znaleźli na siedzeniach …
– Wiesz, chyba musimy stąd spadać, najwyraźniej nie jesteśmy mile widziani – rzekł reporter do kolegi, z obrzydzeniem wyciągając gałki. Wydawało mu się, że oko czujnie się im przygląda.
Tajemnica pozostała tajemnicą.
Miasto X. od lat skrywało mroczną tajemnicę. Mieszkańcy poznawali ją z pokolenia na pokolenie, jednak nie mogli jej nikomu zdradzić, bo w ten sposób mogliby narazić się na zemstę zza światów. Mimo zachowania szczególnych środków ostrożności, nierozgarnięta Kasia po upojnej nocy z przygodnym facetem, w chwili przypływu miłości opowiedziała mu mroczną historię X. Okazał się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
- Zasada jest jedna: nic o nas bez nas. Nie może być tak, że ktoś tu sobie przyjeżdża, rozpycha się łokciami i myśli, że świat do niego należy. Może i świat tak, ale na pewno nie nasz – powiedział zachrypniętym głosem Pierwszy.
- Pijesz do tych pseudo poszukiwaczy swoich niby-korzeni? – wtrącił Drugi.
- No a do kogo? – zirytował się Trzeci. – Chodzą, pytają się, pokazują stare zdjęcia… Niektórym z Naszych czasami rozplątuje się język, choć póki co tylko potwierdzają, że Człowiek Z Fotografii kiedyś tu mieszkał.
- Póki co – powtórzył Pierwszy. – Obawiam się, że jeszcze trochę tego ogólnowiejskiego spoufalania i przyjezdni dowiedzą się prawdy o Wydarzeniu. Musimy temu zaradzić.
- Nie oni pierwsi, a i pewnie też nie ostatni – dodał Trzeci. – Panowie, pora wdrożyć nasze stare metody. Drugi, pamiętasz jeszcze coś?
- Tego się nigdy nie zapomina – uśmiechnął się mężczyzna. – Opcja nr 1: najmniej brutalna, rzadko przynosi efekt. Wpuszczamy im łomot, a za tydzień to powtarzamy. Ty, Pierwszy, jesteś mózgiem, to wymyślisz nam jakieś alibi.
- No problemo – oznajmił Pierwszy.
- Opcja nr 2 – kontynuował Drugi. – Dajemy im wyraźnie znać, oczywiście incognito, że nie są tu mile widziani. Trzeci, pozbieraj puste butelki, spuścimy trochę benzyny z twojego samochodu, a i jakieś szmaty się znajdą. Ogień to już żaden problem, prawda?
- No a jak! – krzyknął podnieconym głosem Trzeci.
- I nasza ulubiona, opcja nr 3. Działa stuprocentowo. Skończą jak Człowiek Z Fotografii.
Wszyscy zamilkli w skupieniu.
- Zasada jest jedna: nic o nas bez nas. Nie może być tak, że ktoś tu sobie przyjeżdża, rozpycha się łokciami i myśli, że świat do niego należy. Może i świat tak, ale na pewno nie nasz – powiedział zachrypniętym głosem Pierwszy.
- Pijesz do tych pseudo poszukiwaczy swoich niby-korzeni? – wtrącił Drugi.
- No a do kogo? – zirytował się Trzeci. – Chodzą, pytają się, pokazują...
Należy zacząć od miejscowych. Wystraszyć ich tak bardzo by bali się nawet pomyśleć o danym wydarzeniu, a co dopiero wspomnieć. Kilka zabójstw nieproszonych gości, klątwy, nawiedzanie w domu i śmierć tych którzy choć trochę zbliżyli się do odkrycia tajemnicy sprzed lat,. Sprawić by zaczęli bać się własnego cienia, by myśleli że cały czas są obserwowani i nigdy nie czuli się pewni. Przez jakiś czas śledzić przypadkowych ludzi, a gdy ktoś wspomni należy go zabić. Ale nie tak od razu. Wcześniej należy go przestraszyć, by zaczął wierzyć w klątwę, by inni tez zaczęli w nią wierzyć. Każdą ofiarę zabijać tak samo i pozostawiać znak rozpoznawczy by wszyscy wiedzieli, że to za sprawą klątwy. Gdy mieszkańcy będą tak zastraszeni by choć pomyśleć o rozwiązaniu tajemnicy można zająć się przyjezdnymi. Najlepszym sposobem jest poszczucie na nich miejscowych, lub okaleczanie gdy śpią, czy zostawione lalki z ich podobiznami z oderwaną głową. Za każdym razem gdy jakiś przyjezdny choć spyta o morderstwa sprzed lat miejscowi przerażą się i sami zajmą się przybyszem. Pozbędą się go tak by nikt więcej o nim nie usłyszał. A to wszystko za sprawą klątwy, przez którą stają się obłąkani. Oczywiście klątwa nie będzie prawdziwa ale oni będą w nią wierzyć. W strachu o siebie czy rodzinę nie pozwolą się nikomu zbliżyć prawdy. Bo jeśli w przeciągu 24 godzin przejezdny nie zniknie z tego świata, karę ponosi rodzina osoby która rozmawiała z nią ostatnia. Tym sposobem można łatwo manipulować miejscowymi by zrobili wszystko co zapragniemy, a co najważniejsze nikt nie odważy się nawet zbliżyć do wioski szaleńców i tajemnica będzie bezpieczna.
Należy zacząć od miejscowych. Wystraszyć ich tak bardzo by bali się nawet pomyśleć o danym wydarzeniu, a co dopiero wspomnieć. Kilka zabójstw nieproszonych gości, klątwy, nawiedzanie w domu i śmierć tych którzy choć trochę zbliżyli się do odkrycia tajemnicy sprzed lat,. Sprawić by zaczęli bać się własnego cienia, by myśleli że cały czas są obserwowani i nigdy nie czuli się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej"Niech im się w życiu wszystko rozwali". Wydaje mi się, że ludzie boją się czarnej magii, widma niekończącego się nieszczęścia i śmierci. Rozpowiedziałabym, że w okolicy zjawił się wróżbita- szeptuch. Nikt go jeszcze nie widział, bo przybiera różne postacie i potrafi się zakamuflować. Jeżeli ktoś mu się nie spodoba, od razu może rzucać klątwy i uroki. Jedyne antidotum to wyjazd jak najdalej od niego, ponieważ jego energia działa tylko w tym miejscu, w którym mieszka. Podrzucałabym karty tarota z symbolami śmierci, mieczy, wieży itp. oraz kamienie z runami. Ludzie na ogół myślą, że są to jakieś złe, dziwne znaki. To mogłyby być również zdjęcia niechcianych przejezdnych z symbolami wymalowanymi na ich postaciach i przepowiednią, że zginą albo przytrafi im się coś złego, jeżeli jeszcze tu zostaną. To mógłby być np. taki tekst: "Osobę na zdjęciu spotka klątwa śmierci, niech najpierw zachoruje i dodatkowo niech zdarzy się jej wypadek samochodowy". Pukałabym w nocy do ich drzwi lub dzwoniła do domofonów.
"Niech im się w życiu wszystko rozwali". Wydaje mi się, że ludzie boją się czarnej magii, widma niekończącego się nieszczęścia i śmierci. Rozpowiedziałabym, że w okolicy zjawił się wróżbita- szeptuch. Nikt go jeszcze nie widział, bo przybiera różne postacie i potrafi się zakamuflować. Jeżeli ktoś mu się nie spodoba, od razu może rzucać klątwy i uroki. Jedyne antidotum to...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Chodziłbym na spacery z psem w okolice zbrodni i przestałbym używać torebek typu Poop Bags. Efekt murowany.
-----
Pierwszy cios siekierą trafił w drzewo, zostawiając głęboką szramę na korze. Drugi rozłupał czaszkę. Zakopałem zwłoki pod drzewem. Byłem wolny.
A teraz po latach przyjechała ta wścibska baba i węszy. Już wie, że ostatni raz widziano moją matkę koło parku. Mam psa. Zacząłem chodzić tam na częste spacery, żeby trzymać rękę na pulsie. Torebek na odchody nie używam, mam w tym plan.
***
Detektyw szła przez park rozglądając się uważnie. Nagle nadepnęła na coś miękkiego. Soczyste przekleństwo wyrwało się z jej ust. Nienawidziła tego. Powinni za to wsadzać właścicieli psów na dożywocie. Cofnęła się do hotelu i walcząc z obrzydzeniem wyczyściła but.
Wróciła do parku, ale teraz była już ostrożniejsza i częściej spoglądała pod nogi. Nawet nie zauważyła znajdującego się o pół metra od niej drzewa, z widniejącym na wysokości głowy głębokim rzazem po siekierze.
Wracała rozczarowana. Wszystko wskazywało na to, że trzeba szukać gdzie indziej.
Chodziłbym na spacery z psem w okolice zbrodni i przestałbym używać torebek typu Poop Bags. Efekt murowany.
-----
Pierwszy cios siekierą trafił w drzewo, zostawiając głęboką szramę na korze. Drugi rozłupał czaszkę. Zakopałem zwłoki pod drzewem. Byłem wolny.
A teraz po latach przyjechała ta wścibska baba i węszy. Już wie, że ostatni raz widziano moją matkę koło parku. Mam...
Uwaga! opowieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami!
Wchodząc do piwnicy miał nieodparte wrażenie, że dzieje się tu coś złego, stropy przejść pomiędzy poszczególnymi pomieszczeniami zmuszały go do pochylenia głowy. Zewsząd zwisały nieprzyjazne i zakurzone pajęczyny świadczące o tym, iż na pewno nie jest tu sam. Już miał schylić się po opał w celu wrzucenia go to kotła opałowego gdy nagle rury przebiegające tuż nad jego głową zatrzęsły się i zadzwoniły jakby przebiegło po nich jakieś stworzenie. Zlękniony spojrzał na górę, na szczęście nie zauważył nic niepokojącego. Po chwili dźwięk się powtórzył. Zaintrygowany zaczął poszukiwać źródła tego zjawiska. Po dłuższej analizie odkrył, iż przyczyną jego lęku był duży pobór wody, która wprawiała w ruch chwiejną instalację. Już prawie odetchnął z ulgą, gdy katem oka zauważył, iż coś przelatuje obok niego z dużą szybkością. Odruchowo zrobił unik, marne światło żarówki nie pozwoliło mu rozpoznać tego latającego obiektu. Postanowił czym prędzej dokończyć swoje zadanie i wrócić na górę. Ponownie schylił się po drewno, złapał polano i z pod starty opały nagle coś wyskoczyło! Jego wcześniejsze rozdrażnienie i pobudzone nerwy sprawiły, że z krzykiem wypuścił drewno i odskoczył. Nie czekając ani chwili dłużej czym prędzej wybiegł z piwnicy i słuch po nim zaginął.
Tak, to jest moja piwnica pełna okropnych pajęczyn i dużych pająków z trzęsącymi się rurami, panującym w niej wiecznym mrokiem, z latającym nietoperzem i ropuchą mieszkającą w drewnie. Nic więcej już nie potrzeba aby przepłoszyć niechcianych gości.
Uwaga! opowieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami!
Wchodząc do piwnicy miał nieodparte wrażenie, że dzieje się tu coś złego, stropy przejść pomiędzy poszczególnymi pomieszczeniami zmuszały go do pochylenia głowy. Zewsząd zwisały nieprzyjazne i zakurzone pajęczyny świadczące o tym, iż na pewno nie jest tu sam. Już miał schylić się po opał w celu wrzucenia go to kotła...
Należy zacząć od wzbudzania lekkiego ...dyskomfortu. Rzucane w przelocie informacje o niewyjaśnionych nieprzyjemnych zdarzeniach, czyli ktoś został skrzywdzony, zabity, zgwałcony... gdzieś czai się zło i czeka.
Dalszym etapem byłoby budzenie niepokoju, można głuchym telefonem powtarzanym regularnie o tej samej porze,zostawianiem pisemnych informacji pod drzwiami ,,obserwuje cię", ,,poznasz mnie" itd.
Stąd niedaleka droga do strachu i lęku a wtedy jakieś ślady krwi na progu i zamordowane zwierzę na klamce. Wiadomości w stylu ,,chcę wiedzieć jak smakuje twoja krew" , ,,już niedługo się poznamy"
Jeśli potem dołożyć śledzenie i to w sposób aby delikwent na pewno to zauważył jest duża szansa, iż straci ochotę na dalszy pobyt a tajemnica pozostanie tajemnicą...
Należy zacząć od wzbudzania lekkiego ...dyskomfortu. Rzucane w przelocie informacje o niewyjaśnionych nieprzyjemnych zdarzeniach, czyli ktoś został skrzywdzony, zabity, zgwałcony... gdzieś czai się zło i czeka.
Dalszym etapem byłoby budzenie niepokoju, można głuchym telefonem powtarzanym regularnie o tej samej porze,zostawianiem pisemnych informacji pod drzwiami ,,obserwuje...
- Marek, co to za intruzi wprowadzili się do domu po starym Biernackim? - spytałam męża, czytającego miejscową gazetę na wysłużonej drewnianej werandzie.
- Co ty kobieto pleciesz!... Znowu byłaś w lesie na grzybobraniu?! Przecież tyle razy mówiłem ci, że nie znasz się na grzybach i żebyś pod żadnym pozorem nie zbierała halucynek. - warknął, siląc się, żeby mi dokopać.
- Odezwał się mikolog...- syknęłam. I pomyślałam, że jeśli mam się pozbyć przyjezdnych, będę musiała poradzić sobie z tym sama.
Jutro z samego rana pójdę do lasu. Wrócę do domu z koszyczkiem wypełnionym po brzegi magicznymi grzybkami i zrobię z nich pyszną zapiekankę. I udam się z nią do nowych sąsiadów, bo tego wymaga sąsiedzka życzliwość. ;)
- Dzień Dobry, nazywam się Maria Piekiełko i mieszkam tuż obok. - powiedziałam do młodej, zgrabnej kobiety, która siedziała na przydomowej ławce.
- Witam. Bardzo mi miło Panią poznać. Mam na imię Jolanta Dworska i cieszę się, że będziemy sąsiadkami.- wstała, wyciągnęła do mnie chuderlawą dłoń na powitanie, a ja szybko wręczyłam jej poczęstunek.
Rozmawiałyśmy tak chwilę, po czym każda z nas udała się do swojego domu. Nie do końca wiem, co się stało potem. Para podobno biegała na golasa po wsi, siejąc wszechstronne zgorszenie wśród starszych i dzieci. Oboje rozczochrani, ubabrani w błocie, tworzyli wizerunek dwójki niecywilizowanych Neandertalczyków, domagających się kopulacji tu i teraz, zgarnęła ich policja. A nazajutrz spakowali się i wyjechali. Tyle po nich zostało.
- Marek, co to za intruzi wprowadzili się do domu po starym Biernackim? - spytałam męża, czytającego miejscową gazetę na wysłużonej drewnianej werandzie.
- Co ty kobieto pleciesz!... Znowu byłaś w lesie na grzybobraniu?! Przecież tyle razy mówiłem ci, że nie znasz się na grzybach i żebyś pod żadnym pozorem nie zbierała halucynek. - warknął, siląc się, żeby mi dokopać.
-...
- Panie Mietku, co pan myśli o tej nowej? - spytałam starego pijaka, siedzącego pod sklepem „U Kryśki” i sączącego jabola.
- Tej miastowej? Łazi, wydra jedna, a po co, a na co, a kto... - mruknął niechętnie, marszcząc brwi. - Da kierowniczka złocisza?
- Dam. Mnie ona też drażni. A gdyby tak...
Układ z Mietkiem był prosty. Siedział na swoim posterunku, to jest pod sklepem „U Kryśki”, w którym wydra zaopatrywała się w produkty spożywcze i papierosy (najdroższe). Ilekroć go mijała, uśmiechał się swoim bezzębnym uśmiechem i mamrotał słowa przepowiedni, dyktowane przez jabola (a może siłę wyższą). Wydra uciekała, ale to wcale go nie zrażało. Ja z kolei nawiązałam z nią kontakt, wcielając się w rolę małomiasteczkowej plotkary, dogrzebując się do prywatnych brudów sąsiadów i odwracając jej uwagę od moich własnych ciemnych sprawek. Wyciągałam z szafy przysłowiowe trupy i opowiadałam o dziwnych okolicznościach zgonu starej Adamiukowej, o klątwie Kaczorka, która sprawiała, że podczas pełni miasteczko nawiedzały zmory, o skażonej wodzie, która tutejszym co prawda nie szkodziła (przywykli), ale obcych wykańczała w ciągu dwóch tygodni. Z każdym dniem wydra stawała się coraz bledsza i bardziej znerwicowana, byle szelest wyprowadzał ją z równowagi, a kiedy Mietek zaczął kreślić na piasku dziwne znaki i mamrotać coś o świeżej krwi, którą niedługo nasyci się ziemia, wydra wrzuciła wszystkie rzeczy do wypasionego Jeepa i wyjechała bez słowa. Nie ma to jak współpraca z oswojonym panem spod sklepu.
- Panie Mietku, co pan myśli o tej nowej? - spytałam starego pijaka, siedzącego pod sklepem „U Kryśki” i sączącego jabola.
- Tej miastowej? Łazi, wydra jedna, a po co, a na co, a kto... - mruknął niechętnie, marszcząc brwi. - Da kierowniczka złocisza?
- Dam. Mnie ona też drażni. A gdyby tak...
Układ z Mietkiem był prosty. Siedział na swoim posterunku, to jest pod sklepem „U...
niechcianych przejezdnych odstraszyć i skutecznie poskromić ich ciekawość to nie lada wyzwanie, bo najlepiej zrobić to skutecznie i tak by wieść ponieśli w świat by inni również się zniechęcili do odkrywania tajemnicy sprzed lat. Zwierzęca krew ( wiadomo śmierdząca ) na drzwiach pensjonatu układająca się w napis "odejdź"; na spacerze po lesie mogą towarzyszyć jakieś takie dziwne odgłosy i co raz wyłaniająca się zza drzewa gnijąca twarz; podczas kąpieli w jeziorze ktoś złapać za nogę może, później okaże się że to tylko wodorosty ale niepokój w głowie zostanie; dziwne pukanie w ścianie, szuranie na strychu.Dla tych bardziej odpornych można ukradkiem wsypać dużo środka przeczyszczającego do napoju a później przekonywać że woda w studni jest całkiem zdrowa skoro cała wieś z niej pije " hmm a może wszyscy mieszkańcy to zombie", dla jeszcze bardziej opornych więcej środka przeczyszczającego ( skuteczny sposób nie tylko na problemy gastryczne naprawdę uwierzcie na słowo) albo grzybka halucynogennego o to jest myśl i najlepiej jeszcze takie lustro w którym niby będzie widział siebie ale za chwile zobaczy tę panią z obrazu w hallu tylko taka bardzo nieżywą szepczącą by odszedł i nie wracał.O albo może takiego przejezdnego obudzić nocny hałas i okaże się że to mieszkańcy wsi odprawiają jakieś rytuały w lesie przy ognisku i gotują w kotle jakieś ludzkie kończyny, a podpytana ukradkiem pani z poczty mówi że ostatni mieszkańcy pensjonatu zniknęli tak nagle bez pożegnania.....
niechcianych przejezdnych odstraszyć i skutecznie poskromić ich ciekawość to nie lada wyzwanie, bo najlepiej zrobić to skutecznie i tak by wieść ponieśli w świat by inni również się zniechęcili do odkrywania tajemnicy sprzed lat. Zwierzęca krew ( wiadomo śmierdząca ) na drzwiach pensjonatu układająca się w napis "odejdź"; na spacerze po lesie mogą towarzyszyć jakieś takie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJak to dobrze, że mój dom stoi w tak strategicznym miejscu naszego małego miasteczka. Naprzeciwko stoi jedyny sklep w okolicy i nie ma opcji, żeby przyjezdni się tam nie zjawili. Obserwuję więc bacznie to miejsce i zacieram ręce. Krzysiek - sklepikarz to mój brat, sklep ma zatem odpowiednio mroczną aurę, a produkty na półkach pozostawiają wiele do życzenia. Nie zależy nam na utargu, bo to tylko przykrywka dla wieloletnich, lewych interesów naszego ojca. Ławeczka pod sklepem też robi swoje, "moherowy monitoring" czyli nasza babcia i jej znajome wiedzą jak wielką siłę ma plotka. Niby przypadkiem wspominają o więzionej tu przez lata kobiecie, która teraz mści się na mieszkańcach miasteczka za ich obojętność i przymykanie oczu na jej zniknięcie. Motel mojej mamy istnieje, ale nigdy nie otwiera swoich podwoi, przyjezdni nie mają więc wyjścia, muszą gdzieś mieszkać , a przede wszystkim muszą coś jeść. Atrakcyjności naszego miasteczka nie pomaga fakt krążącej w bieli kobiety, przemykającej niby mimochodem obok hotelu, targającej ogrodzenie, aby jej ktoś w końcu otworzył, bo po tylu latach chce być wolna (moja siostra wie jak zagrać na duszy człowieka). Przyjezdni uciekają zatem w popłochu, a mieszkańcy wiedzą, że muszą siedzieć cicho, bo "dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie". Tatuś też znalazł ciche grzeszki każdego z nich, a rodzinny interes kwitnie.
Jak to dobrze, że mój dom stoi w tak strategicznym miejscu naszego małego miasteczka. Naprzeciwko stoi jedyny sklep w okolicy i nie ma opcji, żeby przyjezdni się tam nie zjawili. Obserwuję więc bacznie to miejsce i zacieram ręce. Krzysiek - sklepikarz to mój brat, sklep ma zatem odpowiednio mroczną aurę, a produkty na półkach pozostawiają wiele do życzenia. Nie zależy nam...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Dwa drewniane domostwa przycupnęły na skraju wsi Złotów tuż przed wojną. Zmurszałe chałupy ledwie odróżniały się od ściany pobliskiego lasu, który rok po roku zdawał się je pochłaniać. Zakątek wyglądał na wymarły, tylko dym z jednego z kominów zdradzał oznaki życia.
Józef Gąska dokładał do pieca, kiedy dostrzegł ruch na podwórku Lemiaszki. Porzuciwszy swoje zajęcie, wybiegł powitać intruzów.
- Panowie ostrożnie! Miny! Stary wariat zwłóczył niewypały z lasu. Nie wiadomo gdzie pochował. Nie wbijajcie tych palików! Sami zobaczcie!
Gąska dla potwierdzenia swoich słów wytoczył zza rogu chaty minę przeciwczołgową wielkości dużej miednicy. To zrobiło wrażenie na widzach, zawsze robiło... Uciekli w popłochu.
Kłopoty Gąski zaczęły się zaraz po śmierci sąsiada, który nie posiadał spadkobierców. Przejęta przez gminę nieruchomość trafiła na sprzedaż, a wraz z nią zwłoki ukryte pod klepiskiem stodoły.
Pracownica Providenta miała pecha zakłócając sąsiedzką libację. Mężczyźni niewiele pamiętali z zajścia, dlatego postanowili podzielić się zbrodnią po połowie. Pożyczkę wziął Gąska, pieniądze przepili wspólnie, ciało więc ukryli u Lemiaszki.
-Łatwiej dźwigać ciężar tajemnicy we dwoje. Dość już tego teatru. – Pomyślał Gąska i jeszcze tej samej nocy przeniósł zwłoki do dołu w lesie. Miejsce wybrał idealne, omijane przez grzybiarzy i spacerowiczów, gdyż wokół walały się stosy zużytych pieluch i tym podobnych śmieci.
Rankiem spadł pierwszy śnieg. Gąska stał w oknie i obserwował okolicę, uśmiechał się.
Dwa drewniane domostwa przycupnęły na skraju wsi Złotów tuż przed wojną. Zmurszałe chałupy ledwie odróżniały się od ściany pobliskiego lasu, który rok po roku zdawał się je pochłaniać. Zakątek wyglądał na wymarły, tylko dym z jednego z kominów zdradzał oznaki życia.
Józef Gąska dokładał do pieca, kiedy dostrzegł ruch na podwórku Lemiaszki. Porzuciwszy swoje zajęcie,...
Spróbowałabym robić to co oni, tylko w nieco innej formie. Malowałabym takie same szubienice tylko, że z wisielcem. Zamiast martwych ptaków podrzucałabym maskotki ptaków z wyciętymi napisami, które miałyby ostrzegać nieproszonych gości.
Spróbowałabym robić to co oni, tylko w nieco innej formie. Malowałabym takie same szubienice tylko, że z wisielcem. Zamiast martwych ptaków podrzucałabym maskotki ptaków z wyciętymi napisami, które miałyby ostrzegać nieproszonych gości.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Nie ma to jak spokojne, do bólu przeciętne miasteczko, w którym największą sensacją jaką mogą sobie wyobrazić mieszkańcy to ślub TEJ dziewczyny z TYM chłopakiem (no bo oni przecież ani troszeczkę do siebie nie pasują, jak oni ze sobą tyle wytrzymali?). Co ciekawego może zdarzyć się w takim miejscu? Większość ludzi będzie omijać to miejsce szerokim łukiem. Niestety, są też osoby, które właśnie takich miejsc szukają. Wtedy do akcji wkraczają subtelne, ledwo zauważalne szczegóły, takie jak delikatne dzwonki wietrzne rozwieszone na pobliskich drzewach. Wydają one cichy dźwięk, który w połączeniu z ciemną nocą budzi niepokój. Płoszy też zwierzynę, przez co w bezwietrzne dni panować będzie głucha cisza. Jest też strach na wróble, samotnie broniący swojego terytorium. Jednak potrafi już tylko stać. Ma na sobie stare, postrzępione ubrania i coś co kiedyś było kapeluszem. Pod kapeluszem, na jego zbyt realistycznej twarzy, widnieje groteskowy uśmiech. Kawałki drutu kolczastego porozrzucane w okolicach drzew też nie sprawiają przyjaznego wrażenia, tym bardziej jeśli miejscami pokryte są ceglastoczerwoną rdzą.
Jeśli jednak ktoś przeoczyłby te wszystkie szczegóły i rozpoczął wędrówkę w stronę mojego domu, odnajdzie stare, kamienne, zniszczone figury. Kilka gargulców i trolli strzegących lasu, a najbliżej domu, ludzi o pustych, zimnych twarzach. Z reguły ludzie wolą przebywać w mniej sztywnym towarzystwie, więc to powinno ich zniechęcić wystarczająco.
Nie ma to jak spokojne, do bólu przeciętne miasteczko, w którym największą sensacją jaką mogą sobie wyobrazić mieszkańcy to ślub TEJ dziewczyny z TYM chłopakiem (no bo oni przecież ani troszeczkę do siebie nie pasują, jak oni ze sobą tyle wytrzymali?). Co ciekawego może zdarzyć się w takim miejscu? Większość ludzi będzie omijać to miejsce szerokim łukiem. Niestety, są też...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Rok 1996. Czteroosobowa rodzina X mieszkająca w domu pod lasem, na skraju wsi Y znika bez śladu.
Z czasem we wsi narasta legenda, że miejsce jest przeklęte, zaginieni popadli w obłęd, a w końcu weszli do lasu i już nigdy nie wrócili.
Są osoby, które nie chcą by zagadka została rozwiązana.
Gdy po 20 latach działka ma zostać sprzedana, starają się temu zapobiec i aranżują zjawiska mogące uchodzić za paranormalne, wykorzystując zdobycze techniki.
Instalują w okolicy urządzenie zagłuszające sygnał telefonów komórkowych oraz emiter dźwięków o bardzo niskiej częstotliwości, niesłyszalnych dla ucha ludzkiego. Dźwięki te działają na człowieka poza świadomością. Wywołują uczucie dyskomfortu, silnego niepokoju, rozdrażnienia, a po dłuższej emisji nawet apatii czy smutku. Płoszą zwierzęta powodując, że dziwnie się zachowują i unikają tego miejsca. Wokół domu panuje więc przejmująca cisza, nie śpiewają nawet ptaki.
By spotęgować atmosferę grozy, osoby te, regularnie ukrywają w okolicznych zaroślach i na skraju lasu martwe gryzonie. W okolicy bez przerwy unosi się przykry zapach rozkładających się zwłok, ale jego źródło jest niewidoczne.
Trawnik i rośliny przed domem spryskują wodą wymieszaną z silnymi detergentami. Zieleń wokół domu schnie, obumiera i nie odrasta.
A do tego wszystkiego, od czasu do czasu wieczorem, z lasu dobiega płacz lub śmiech dziecka, chociaż żadne dzieci nie mieszają w pobliżu... Tylko Oni wiedzą, że źródłem dźwięku jest nagranie odtwarzane z magnetofonu na baterie.
Rok 1996. Czteroosobowa rodzina X mieszkająca w domu pod lasem, na skraju wsi Y znika bez śladu.
Z czasem we wsi narasta legenda, że miejsce jest przeklęte, zaginieni popadli w obłęd, a w końcu weszli do lasu i już nigdy nie wrócili.
Są osoby, które nie chcą by zagadka została rozwiązana.
Gdy po 20 latach działka ma zostać sprzedana, starają się temu zapobiec i aranżują...
Kupiłam okazyjnie stary dom, który wynajmuję turystom. Okazał się całkiem niezłym interesem. Klienci płacą z góry za cały pobyt, a uciekają stąd często już po jednej nocy... Dom znajduje się pod lasem na uboczu. Wraz z moimi koleżankami-wariatkami umilamy klientom czas. Haloween trwa u nas cały rok.Poprzebierane w prześcieradła chodzimy po pobliskim lesie.
Z magnetofonu na poddaszu o drugiej w nocy można słyszeć nasze jęki...Brzmi to upiornie. W nocy ukazujemy się naszym gościom w oknach odziane w prześcieradła i odstraszający makijaż. Budzi to powszechny strach i zazwyczaj jest bardzo skuteczne. Goście od razu pakują manatki i wracają stamtąd skąd przyjechali...
Niestety zeszłej nocy pan Heniek dostał zawału i wylądował w szpitalu. Trochę nam było głupio z tego powodu, bo nawet miły był z niego gość. Mam nadzieję, że jak wyzdrowieje, to odjedzie stąd jak pozostali goście.
Największy śmiałek mieszkał u mnie 5 dni, tylko dlatego,że pił codziennie i nie straszne mu były upiory. Zobaczywszy nas w oknie nawet próbował się do nas zalecać...Ach, ci mężczyźni.
Moja kwatera cieszy się olbrzymim zainteresowaniem, zrobiła się nawet sławna. Ostatnio przyjechali tu egzorcyści, którzy rzecz jasna nic nie znaleźli.
Będę robić to nadal, będę straszyć gości po nocach, bo chcę odwrócić uwagę od tego co mamy ukryte w lesie. Jest to prawdziwa kopalnia złota o której nikt nie może się dowiedzieć..
Zrobię wszystko, by ukryć prawdę.
Kupiłam okazyjnie stary dom, który wynajmuję turystom. Okazał się całkiem niezłym interesem. Klienci płacą z góry za cały pobyt, a uciekają stąd często już po jednej nocy... Dom znajduje się pod lasem na uboczu. Wraz z moimi koleżankami-wariatkami umilamy klientom czas. Haloween trwa u nas cały rok.Poprzebierane w prześcieradła chodzimy po pobliskim lesie.
Z magnetofonu na...
Najgorszym więzieniem jest przeszłość. Czas wyswobodzić się z okowów i rozwiązać zagadkę czasów minionych. Czas to zakończyć – jak mantrę powtarzała sobie te słowa.
Zanim jednak zabrała się do pracy wyszła na krótki spacer. Postanowiła kupić ulubioną drożdżówkę oraz sok. Nic nie dawało jej większego zastrzyku energii niż pożywne śniadanie, połączone ze świeża kawą, konieczne parzoną.
Uśmiech na jej twarzy zgasł jednak natychmiast po wyjściu z domu. Po drugiej stronie ulicy na płocie dostrzegła klepsydrę.
- Ktoś zakończył swój ziemski żywot – pomyślała ze smutkiem. Przebiegła przez jezdnię, podeszła pod ogrodzenie i poczuła jak nogi uginają się pod nią a puls gwałtownie przyspiesza. Przetarła oczy, drżącymi rękoma ledwo złapała się za sztachety płotu. Nie dowierzała. Klepsydra informowała o śmierci i dacie pogrzebu jej samej... Zerwała ją i schowała do kieszeni. Łzy pociekły jej po policzkach. Biegiem ruszyła w kierunku hotelu.
Obudziła się we własnym pokoju.
A może to był tylko sen – cicho powiedziała do siebie.
Leżąca na szafce zmięta kartka w charakterystycznych biało-czarnych barwach rozwiewała jednak wątpliwości. To się działo naprawdę, choć wydawało się irracjonalne. Ktoś zawiadamiał mieszkańców miasteczka o jej nagłej śmierci.
- Przecież jestem tutaj od trzech dni? Nikt nie tutaj nie zna więc kto pozwolił sobie na tak makabryczny żart? A może to nie żart? Może ktoś naprawdę grozi mi śmiercią? Tylko dlaczego? Co takiego zrobiłam? - pytania piętrzyły się w jej głowie.
Najgorszym więzieniem jest przeszłość. Czas wyswobodzić się z okowów i rozwiązać zagadkę czasów minionych. Czas to zakończyć – jak mantrę powtarzała sobie te słowa.
Zanim jednak zabrała się do pracy wyszła na krótki spacer. Postanowiła kupić ulubioną drożdżówkę oraz sok. Nic nie dawało jej większego zastrzyku energii niż pożywne śniadanie, połączone ze świeża kawą,...
Listopadowe wieczory z pewnością nie należały do jej ulubionych. Temperatura nie przekraczająca 5 st.C i silny wiatr potęgowały jej awersję do tej pory roku. W myślach pytała samą siebie, skąd ten upór w rozwiązaniu zagadki.Na domiar złego zaczęło padać... Zacinający deszcz skutecznie utrudniał jej widzenie, lecz w odległości około 30 metrów przed nią dostrzegła dziecko. Samotne dziecko, stojące w deszczu późnym wieczorem. Ciało przeszył jej zimny dreszcz, a każdy kolejny krok tylko potęgował niepokój. Przeciwdeszczowy płaszczyk powiewał na wietrze, a mała istota nie reagowała na zbliżająca się postać. Gdy zbliżyła się na odległość kroku wyciągnęła trzęsącą się ze strachu dłoń i szybkim ruchem zdjęła kaptur małego deszczaka. Przed oczyma miała w tej chwili naturalnej wielkości dziecko-manekina z przebitym szpilką karaluchem na ustach. Mimo, że martwe, spojrzenie plastikowych oczu przeszyło ją na wylot. Po kilku sekundach, w których czasie próbowała pozbierać myśli, ruszyła w dalszą drogę, co chwila oglądając się przez ramię. Pełna domysłów, gorąca od myślenia i strachu głowa mówiła jej jedno: "Znikaj z tego przeklętego miejsca". Cały czas próbowała wywnioskować, kto mógłby chcieć ją nastraszyć, komu zależałoby na tym by się stąd wyniosła, co znaczył ten tajemniczy karaluch na ustach dziecka? Z każdym kolejnym krokiem przybywało pytań. Lecz, gdy tylko dotarła do swojego pokoju emocje narosły osiągając punkt wrzenia. Na kanapie, w miejscu, w którym każdego wieczora zasiadał z książką siedziało dziecko...
Listopadowe wieczory z pewnością nie należały do jej ulubionych. Temperatura nie przekraczająca 5 st.C i silny wiatr potęgowały jej awersję do tej pory roku. W myślach pytała samą siebie, skąd ten upór w rozwiązaniu zagadki.Na domiar złego zaczęło padać... Zacinający deszcz skutecznie utrudniał jej widzenie, lecz w odległości około 30 metrów przed nią dostrzegła dziecko....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMyślę,że sposobów na wystraszenie potencjalnych niechcianych gości znalazłoby się wiele.Na przykład pomalowanie czerwoną farbą drzwi wejściowych.Palenie znicza w najbardziej nieoczekiwanych miejscach.Dzwonki włączające się i dzwoniące w najmniej oczekiwanych chwilach.Ogniska rozpalane w środku nocy czy strachy na wróble poustawiane pod drzewami z zawieszonymi dzwonkami do kapoty ,które hałasują przy najmniejszym wietrze.No,a by do domu nie wprowadził się niechciany lokator wystarczy zamurować w ścianie nieświeże jajo.Smród wygoni z domu nawet duchy!/
Myślę,że sposobów na wystraszenie potencjalnych niechcianych gości znalazłoby się wiele.Na przykład pomalowanie czerwoną farbą drzwi wejściowych.Palenie znicza w najbardziej nieoczekiwanych miejscach.Dzwonki włączające się i dzwoniące w najmniej oczekiwanych chwilach.Ogniska rozpalane w środku nocy czy strachy na wróble poustawiane pod drzewami z zawieszonymi dzwonkami do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
I pomyśleć, że tak bardzo się bał...
Już kiedy wjeżdżał do naszego miasteczka pełen był przeczuć, że nie czeka go tutaj nic dobrego. - Co za bzdury, po prostu jestem zmęczony - powiedział do siebie, gdy pomagałem mu wnieść walizki na piętro naszego hotelu, a wieczorny deszcz wystukiwał na starych oknach otępiałe crescendo.
O trzeciej nad ranem usłyszał pukanie do drzwi, za którymi czekała na niego Eliza, patrząca smutno swoimi wielkimi oczami. Szkoda, że nie mogłem stać wtedy obok niej i patrzeć na to jej patrzenie, które nawet na mnie często robi wrażenie, gdy ćwiczymy "śniadaniową scenę", przekomarzając się zaraz potem, czy lepszy będzie syrop malinowy czy syntetyk z AliExpress.
- Co... co się stało? - zapytał dziewczynkę, która tak bardzo przypominała mu postać z nekrologu powieszonego w hallu wśród dziewiętnastowiecznych gazet piszących o morderstwie ośmiolatki.
Para ciemnych oczu wpatrywała się w niego nieruchomo, aż w końcu i on zaczął im się przyglądać, nie mogąc dać wiary, że rosnące wokół nich plamy to nie cienie rzucane przez krzywą świecę, ale sunące poprzez policzki czarne łzy, łączące się w okolicy ust z gęstą, brunatną cieczą.
Już kiedy uciekał z naszego miasteczka, pełen był przeczuć, że lepiej byłoby nigdy nie dowiedzieć się o skarbie naszego rodu i że nie czeka go już w życiu nic dobrego.
- Co za bzdury, po prostu jestem zmęczony - powtarza często do siebie, gdy pielęgniarze ściskają pasy na jego łóżku.
I pomyśleć, że tak bardzo się boi...
I pomyśleć, że tak bardzo się bał...
Już kiedy wjeżdżał do naszego miasteczka pełen był przeczuć, że nie czeka go tutaj nic dobrego. - Co za bzdury, po prostu jestem zmęczony - powiedział do siebie, gdy pomagałem mu wnieść walizki na piętro naszego hotelu, a wieczorny deszcz wystukiwał na starych oknach otępiałe crescendo.
O trzeciej nad ranem usłyszał pukanie do drzwi,...
Z „Poradnika odstraszacza roku (ku wygnaniu niepotrzebnych istot!)”. Wyd. PWN. Wyd. I. Grunwald. 1410r.:
1. A kiedy ludzkość zmorzy nocą sen, przemieniaj z prawej na lewą zawiasy w domostw wejściowych drzwiach, ażeby w dni parzyste otwierały się do wewnątrz, w nieparzyste na zewnątrz.
2. A kiedy kto kupi kota czarnego jak węgiel, pod osłoną nocy podmień na śnieżnobiały egzemplarz, ażeby zdziwienie właściciela o poranku nie miało końca.
3. A kiedy kto mieszkający w wielorodzinnej osadzie [dziś: bloku – przyp. tłum.] zostawi na wycieraczce buty, pozamieniaj prawe z sąsiadem jego, aby żadne do pary nie stały obok siebie.
4. A kiedy kto zaparkuje pojazd silnikowy, przepchnij za najbliższe krzaki, a na miejscu jego postaw rower z tekturką „bądź eko albo przygotuj się na gniew matki natury”.
5. A kiedy kto do miejskiej biblioteki zapuści ciekawskie gały, by poznać historię miasta, którą własną krwią pisałeś, podmień jego kartę biblioteczną na ulotkę proszków nasennych.
6. A kiedy kto wyda się nie dość przestraszony, ukryj w jego izbach zardzewiałą zbroję [dziś: głośnik bezprzewodowy- przyp. tłum.] i nocą nadawaj wyjące melodie [zbroja trzeszczy sama- przyp. tłumacz], a trzeciej z rzędu nocy nadaj w rury komunikat, że historia- jak człowiek- wraz z upływającym czasem coraz więcej spokoju potrzebuje.
7. A kiedy utrudzisz serce swe odstraszaniem, zamieść w regionalnej gazecie ogłoszenie „gania kot za ogonem zawsze swoim, nie przystoi wściubiać się w historię cudzą”.
Z „Poradnika odstraszacza roku (ku wygnaniu niepotrzebnych istot!)”. Wyd. PWN. Wyd. I. Grunwald. 1410r.:
1. A kiedy ludzkość zmorzy nocą sen, przemieniaj z prawej na lewą zawiasy w domostw wejściowych drzwiach, ażeby w dni parzyste otwierały się do wewnątrz, w nieparzyste na zewnątrz.
2. A kiedy kto kupi kota czarnego jak węgiel, pod osłoną nocy podmień na śnieżnobiały...
Pan Heniek jest najczęściej pytaną o drogę osobą w naszej wiosce. Siedząc od rana do wieczora na ławeczce pod gruszą, tylko przypadkiem znajdującą się w pobliżu sklepu spożywczo-monopolowego, popija piwo, tak jak popijaliby swoje wino nowobogaccy pragnący przeprowadzić się do Złocina. Droga do centrum wsi jest całkiem ładna, wójt dba o ulice, ale jeśli pan Heniek pokieruje nowych przybyszy drogą przy sadach, gdzie asfaltu jest może dziesięć procent, to może nawet im przez myśl nie przejdzie zostać tu dłużej.
Część druga. Sprzedawcy w sklepikach i na stacji benzynowej. Muszą narzekać. Jak najwięcej. Miasto jest daleko, szkoły daleko, wszystko daleko. A jeśli to jest powód, dla którego ci miastowi tu przyjechali, to zmienić taktykę. Za dużo przyjezdnych. Masa ludzi wybiera naszą wieś i wszystko się zmienia. Nie jest już tak cicho, jak kiedyś. Kiedyś to owszem, spokojnie było, ale wie pan, niedługo to tu będzie popularny kurort.
No dobra, ale to nie zniechęci wszystkich. Już ich się tu trochę przybłąkało, cholera wie, czego chcą tutaj. Trzeba ich nastraszyć, może wybić okno albo dwa. Włamywać się do domów i przestawiać rzeczy. Zniszczyć płot. Nikt nie będzie chciał zostać w miejscu, w którym nie można czuć się bezpiecznie. Policja będzie załamywać ręce i tylko wypełniać papiery, a nowi mieszkańcy zmienią zdanie o urokliwej wiosce.
Pan Heniek jest najczęściej pytaną o drogę osobą w naszej wiosce. Siedząc od rana do wieczora na ławeczce pod gruszą, tylko przypadkiem znajdującą się w pobliżu sklepu spożywczo-monopolowego, popija piwo, tak jak popijaliby swoje wino nowobogaccy pragnący przeprowadzić się do Złocina. Droga do centrum wsi jest całkiem ładna, wójt dba o ulice, ale jeśli pan Heniek pokieruje...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
22:15
– Spotkaliśmy się tu w bardzo pilnej sprawie… – zaczął niewysoki mężczyzna o jajowatej głowie i wypielęgnowanych wąsach
– Jestem tak podekscytowany, że cały wczorajszy wieczór spędziłem grając na skrzypcach – przerwał mówiącemu drugi mężczyzna – wysoki i przystojny. Szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego zleceniodawca upiera się, byśmy pracowali razem. Z pewnością sam bym sobie świetnie poradził. No może z delikatną asystą mojego drogiego przyjaciela – doktora Wat…
– Ććććssssstttt… Szanowny kolego, bez nazwisk – niski mężczyzna upomniał wysokiego przystojniaka. – Również uważam, że bez problemu rozwiążę każdą zagadkę indywidualnie. Ewentualnie, poprosiłbym o drobne wsparcie mojego dzielnego druha kapitana… – w ostatniej chwili ugryzł się w język.
W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi pokoju, w którym siedzieli mężczyźni. Ktoś nacisnął klamkę, drzwi uchyliły się, a mężczyźni zgromadzeni w pokoju ujrzeli zleceniodawcę…
00:05
– Nie mogę się uspokoić po tym, co usłyszałem w tym pokoju… – jęknął mężczyzna z wypielęgnowanym wąsem. Zleceniodawca twierdzi, że sama nasza obecność w tym… Złotkowie, Złocinie…, czy jak tam nazywa się ta miejscowość… odstraszy niechcianych przyjezdnych…
– Jego zdaniem, każdy z nas jest tak zadufany w sobie, a przez to antypatyczny dla otoczenia, iż trudno z nim dłużej wytrzymać. A już obecność takich dwóch jak każdy z nas… sprawi, że w Złotkowicach, Złocinach…, czy jak tam zwie się ta dziura… nie zawita na dłużej żaden przyjezdny – dodał wysoki...
22:15
– Spotkaliśmy się tu w bardzo pilnej sprawie… – zaczął niewysoki mężczyzna o jajowatej głowie i wypielęgnowanych wąsach
– Jestem tak podekscytowany, że cały wczorajszy wieczór spędziłem grając na skrzypcach – przerwał mówiącemu drugi mężczyzna – wysoki i przystojny. Szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego zleceniodawca upiera się, byśmy pracowali razem. Z pewnością sam...
