-
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać251 -
Artykuły
Za nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać4
Znów czytamy mniej. Czytelnictwo wróciło do stanu sprzed pandemii
Czytelnictwo w Polsce wróciło do poziomu sprzed pandemii, poinformowała Biblioteka Narodowa. Odnotowany w roku 2020 niewielki wzrost nie przełożył się zatem na trwały trend wzrostowy. Z badania wynika, że w minionym roku po książkę sięgnęło 38 procent Polek i Polaków.
lubimyczytac.pl
Biblioteka Narodowa opublikowała najnowsze badanie dotyczące stanu czytelnictwa w Polsce w pierwszym kwartale 2022 roku. Wstępny – jak zaznaczyła BN – raport obrazuje powrót do znanego sprzed pandemii zatrzymania trendu spadkowego, ale i koniec niewielkiego wzrostu czytelnictwa, który odnotowano w 2020 roku.
W marcu 2022 roku na pytanie o przeczytanie przynajmniej jednej książki w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie twierdząco odpowiedziało 38 proc. respondentów. „Wynik ten nie zaskakuje, jeśli za referencyjny przyjąć rok 2019, ostatni przed nadzwyczajnymi okolicznościami spowodowanymi pandemią COVID-19”, piszą twórcy raportu, Roman Chymkowski i Zofia Zasacka.
Podkreślono, że związane z epidemią ograniczenia, jak choćby edukacja zdalna czy praca zdalna, w pierwszym roku pandemii przyniosły nieco większe zainteresowanie czytaniem. W drugim zaś – zauważalne zmęczenie. Wspomniany wzrost nie stał się tym samym zalążkiem trwałego trendu wzrostowego.
Źródła czytanych książek
„Najczęstszym źródłem czytanych książek są zakupy”, poinformowano. W czasie pandemii wzrosło zwłaszcza znaczenie sprzedaży online.
Na dostęp do książek osób rzadziej kupujących lektury przełożyło się z kolei zamknięcie bibliotek w związku z restrykcjami z lat 2020-21. Jego ograniczenie mogło wpłynąć na niższy poziom czytelnictwa. Spadek czytelnictwa jest bowiem podobny do zmniejszenia przypadków wypożyczeń – z 18 do 13 procent. Dowodzi to, jak istotną rolę w utrzymaniu poziomu czytelnictwa pełnią biblioteki publiczne, ocenia Biblioteka Narodowa.

Brak książek w domach
Analizując stan czytelnictwa, istotne jest również wspomnienie domowych księgozbiorów. Jak wynika z raportu, około jedna trzecia Polek i Polaków nie ma w domu książek lub ma tylko podręczniki szkolne. Nie ma ich również co czwarta osoba mająca dzieci do 18 roku życia.
Najrzadziej jakiekolwiek książki mają rodzice dzieci poniżej 4. roku życia. Autorzy raportu dodają, że dla części Polek i Polaków to właśnie posiadanie dziecka w wieku przedszkolnym wiążę się z pierwszymi zakupami ksiażkowymi. Część osób nieczytających uważa bowiem, że ich dzieci powinny mieć kontakt z lekturą.
Co więcej, mało który polski dom może ponadto pochwalić się imponującymi biblioteczkami. Posiadanie zbiorów liczących od 501 do 1000 woluminów deklaruje tylko 1 procent właścicieli biblioteczek. Zbiory od 201 do 500 książek, a także od 101 do 200 posiada odpowiednio – 4 i 8 procent. Najczęściej (45 procent) deklarowano posiadanie kolekcji liczącej od 11 do 50 pozycji.


Wiek, wykształcenie i sytuacja bytowa
Poziom czytelnictwa kształtuje się różnie w zależności od wieku, płci czy statusu materialnego. Podobnie jak w latach poprzednich, według nowego raportu czytelnicy książek to przede wszystkim osoby najlepiej wykształcone. Ponadto, częściej czytają kobiety niż mężczyźni.
Szansa na sięgnięcie po książkę jest tym mniejsza, im wyższy jest wiek osoby badanej. Czytanie najrzadziej deklarują osoby starsze.
Istotnym czynnikiem jest również poczucie bezpieczeństwa bytowego, a zatem subiektywna ocena własnej sytuacji materialnej. Osoby lepiej oceniające swe położenie materialne czytają częściej. Podobnie kształtuje się zależność w przypadku korzystania z audiobooków i podcastów.

[kw]
źródło: Biblioteka Narodowa
Tagi i tematy
Powiązane artykuły
komentarze [55]
W moim rodzinnym domu się czytało i teraz też się czyta. Książki się walają... nie, jednak w miarę porządnie stoją na półkach. Moje dzieci, kiedy budowaly w minecraft domy, to w każdym pokoju wstawiały łóżko, dywanik przed łóżkiem i regał z książkami 😁 Niestety, dopóki w szkole będzie się czytało W pustyni i w puszczy oraz Kamienie na szaniec, przeplatane żywotem i myślami Wojtyły i Wyszyńskiego, to odsetek czytających się nie zmieni. Lektura szkolna powinna być czymś, czego dziecko samo prawdopodobnie nie wzięłoby do ręki, i powinna być wymagająca intelektualnie, ale odejdźmy już od tych narodowo-wyzwoleńczych i martyrologicznych ramot.
Biblioteki są świetne, zupełnie inne niż to, co pamiętamy z PRL i lat 90-tych, ale trzeba jeszcze do nich zabłądzić...
W moim rodzinnym domu się czytało i teraz też się czyta. Książki się walają... nie, jednak w miarę porządnie stoją na półkach. Moje dzieci, kiedy budowaly w minecraft domy, to w każdym pokoju wstawiały łóżko, dywanik przed łóżkiem i regał z książkami 😁 Niestety, dopóki w szkole będzie się czytało W pustyni i w puszczy oraz Kamienie na szaniec, przeplatane żywotem i myślami...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNo ale polska literatura taka właśnie jest. Mnie lektury szkolne nie zniechęcały do czytania. Niektóre z nich przeczytałam z zainteresowaniem, a niektóre to była masakra, więc nie chodzi o lektury, a o to że ludzie mają lepsze rzeczy do roboty niż czytanie.
No ale polska literatura taka właśnie jest. Mnie lektury szkolne nie zniechęcały do czytania. Niektóre z nich przeczytałam z zainteresowaniem, a niektóre to była masakra, więc nie chodzi o lektury, a o to że ludzie mają lepsze rzeczy do roboty niż czytanie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTo też racja, że rozrywek albo pracy nie brakuje, więc książki schodzą na dalszy plan. Ale w sprawie polskiej literatury się nie zgadzam. A co do lektur.... myślałam, że dobrze by było, gdyby zachęcały do czytania, z drugiej strony nauczyciele mogą przecież znaleźć inne sposoby na zainteresowanie uczniów książka.
To też racja, że rozrywek albo pracy nie brakuje, więc książki schodzą na dalszy plan. Ale w sprawie polskiej literatury się nie zgadzam. A co do lektur.... myślałam, że dobrze by było, gdyby zachęcały do czytania, z drugiej strony nauczyciele mogą przecież znaleźć inne sposoby na zainteresowanie uczniów książka.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamCałkowicie się zgadzam. Lektury powinny być zgodne z obecnymi zainteresowaniami dzieci, żeby je zachęcić do czytania. Jakiś powiew świeżości musi być.
Całkowicie się zgadzam. Lektury powinny być zgodne z obecnymi zainteresowaniami dzieci, żeby je zachęcić do czytania. Jakiś powiew świeżości musi być.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Kiedyś inaczej patrzyłem na takie statystyki, teraz mnie troszkę irytują.
Raz, że czytanie nie jest obligatoryjnym hobby - to jest jakaś forma spędzania wolnego czasu, uważam że warto czytać, ale tak samo warto uprawiać sport czy dokształcać się przez całe życie, ale ile z nas to robi.
Druga sprawa - argument o nieczytaniu bo książki drogie: to jest argument, ale tylko w miejscowościach gdzie nie ma bibliotek, albo jest jedna, niedofinansowana; w miastach i w dużych miastach można sobie wsadzić w buty takie usprawiedliwienie, a jak ktoś czyta tylko nowości to już jest jego czy jej problem.
Wreszcie jak już się czyta, to jeszcze fajnie jakby to było wartościowe; argument że "trzeba czytać, nieważne co", do mnie nie przemawia. Owszem, czytam głupoty, ale przynajmniej staram się je przeplatać czymś wartościowszym, a i te głupoty staram się czytać różnorodne.
A, i jeszcze akcje promujące czytelnictwo - fajnie że są, ale kończą się na takich wpisach jak ten, albo plakatach w bibliotekach, albo jakichś akcjach w księgarniach, więc trafiają do tych którzy i tak czytają, czyli trafiają kulą w płot, co najwyżej my, czytający, możemy sobie podnieść samoocenę.
Kiedyś inaczej patrzyłem na takie statystyki, teraz mnie troszkę irytują.
Raz, że czytanie nie jest obligatoryjnym hobby - to jest jakaś forma spędzania wolnego czasu, uważam że warto czytać, ale tak samo warto uprawiać sport czy dokształcać się przez całe życie, ale ile z nas to robi.
Druga sprawa - argument o nieczytaniu bo książki drogie: to jest argument, ale tylko w...
Moja znajoma nauczycielka opowiadała, że kiedś zasugerowała jednej z matek, aby sama przeczytała lekturę swojemu dziecku, które miało problem z samodzielnym czytaniem, ale za to wysłuchany tekst pamiętało w najdrobniejszych szczegółach. Matka stwierdziła, że woli, aby dziecko dostało jedynkę.
Moja znajoma nauczycielka opowiadała, że kiedś zasugerowała jednej z matek, aby sama przeczytała lekturę swojemu dziecku, które miało problem z samodzielnym czytaniem, ale za to wysłuchany tekst pamiętało w najdrobniejszych szczegółach. Matka stwierdziła, że woli, aby dziecko dostało jedynkę.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Trzeba przyznać, że jest kilka czynników, które ten spadek tłumaczą. Ceny książek i ebooków są często za wysokie - autorzy twierdzą, że dostają grosze, więc wychodzi na to, że to chciwość wydawnictw i pośredników. Po drugie abonamenty na ebooki i audiobooki są również za wysokie i zbyt bardzo zróżnicowane w różnych planach cenowych. Wydaje mi się, że 20zł/mc za dostęp do pełnej biblioteki audioboków i ebooków przyciągnie znacznie więcej ludzi niż za 40zł/mc- większość jest już cyfrowa i nagrana, więc zarabia się tylko na udostępnieniu, ale wychodzi na to, że podział z zysków jest nierówny skoro tyle kosztuje dostęp- autor chce na przykład dychę to wydawnictwo bierze 40, bo 30 dla siebie. Z wielu opinii wiem, że sporo ludzi by słuchało podczas jazdy autem czy pociągiem/autobusem, ale 40zł to za dużo, bo przeważnie przez miesiąc idzie przesłuchać 4-5 książek (1-2 godziny dziennie). Taniej po prostu wypożyczyć z biblioteki, na którą składają się i tak wszyscy aktywni podatnicy.
Dzieci trudno zachęcić do czytania skoro nawet streszczenia lektur nie chce się im przeczytać. Też nie lubiłem czytać lektur, bo nie interesowały mnie dawne dzieje czy nudne lata minionych epok.
Miałem cztery godziny jazdy dziennie do pracy, więc zamiast słuchania tej samej muzyki wybrałem książkę, żeby ten czas urozmaicić. Poznałem wiele wspaniałych powieści, które oszlifowały moje wymagania dotyczące dobrej książki.
Jeżeli przeczytam jakąś ciekawą pierwszą część wypożyczoną z miejskiej biblioteki to przeważnie kolejne czytam dopiero po nabyciu własnej i tak powstała moja biblioteka domowa. Severski, King, Larsson, Clancy i inne pojedyncze egzemplarze stanowią moją kolekcję po to, żebym mógł wrócić do nich po czasie i w każdym momencie.
Trzeba przyznać, że jest kilka czynników, które ten spadek tłumaczą. Ceny książek i ebooków są często za wysokie - autorzy twierdzą, że dostają grosze, więc wychodzi na to, że to chciwość wydawnictw i pośredników. Po drugie abonamenty na ebooki i audiobooki są również za wysokie i zbyt bardzo zróżnicowane w różnych planach cenowych. Wydaje mi się, że 20zł/mc za dostęp do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
40 zł to koszmarnie dużo. Poza tym nie chcę korzystać ze wszystkich ofert, nieograniczony dostęp do ebooków najzupełniej wystarczy. Dostępu do gazet nie potrzebuję, np.
Zastanawiam się nad audiobookami, ale z tych korzystam wtedy, gdy nie ma dostępu do innych wersji książki.
40 zł to koszmarnie dużo. Poza tym nie chcę korzystać ze wszystkich ofert, nieograniczony dostęp do ebooków najzupełniej wystarczy. Dostępu do gazet nie potrzebuję, np.
Zastanawiam się nad audiobookami, ale z tych korzystam wtedy, gdy nie ma dostępu do innych wersji książki.
Dokładnie. Wkłada się się wszystko do jednego worka i daje się dużą cenę i krzyczy "Tysiące audiobooków i ebooków za jedyne 40zł/mc".
Dokładnie. Wkłada się się wszystko do jednego worka i daje się dużą cenę i krzyczy "Tysiące audiobooków i ebooków za jedyne 40zł/mc".
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Myślę, że jeśli dziecka z książką się nie zapozna, nie przyzwyczai, nie zobaczy ono co jest w książkach, o czym mogą mówić, jakie różnorodne ciekawe światy, postacie, historie opowiadać to tacy późniejsi dorośli raczej po książkę nie sięgną dla przyjemności.
W badaniu widać, że jedno co łączy ludzi o słabej kondycji finansowej z tymi o świetnej kondycji to rozmijanie się z książkami, tylko w mniejszym lub większym stopniu. I podejrzewam, że ci lepiej zarabiający raczej idą w kierunku samodokształcania ze względu na pracę, a nie wielkich przyjemności obcowania z literaturą. Na pewno człowiek mniej wypchany pieniędzmi odczuwa przyjemność tak samo jak ten, któremu kabza kieszeń wypycha. Nie dziwi jednak, że kiedy człowiek z trudem dopina domowy budżet to nie myśli o książkach poza tymi niezbędnymi do edukowania siebie lub dzieci. Ludzie nie garną się jednak do bibliotek, gdzie wszystko jest za darmo, a więc wracamy do pierwszego akapitu.
Znaczącej różnicy pomiędzy poziomem wykształcenia a wpływem na obycie, zdolność odczuwania empatii, kulturę wypowiedzi, uprzejmość, chęć niesienia pomocy, uśmiech - nie zauważyłem. Ja, sam osobiście, nie zauważyłem, na co dzień żyjąc między ludźmi - może jakieś badania co innego by wykazały. I wykształcony i ten ledwie po podstawówce może być chamem do kwadratu i szubrawcem pierwszej wody, jak i człowiekiem dobrym, godnym szacunku i poważania. Jednak szubrawcy lepiej wykształceni, po studiach starają się jednak częściej ubierać białe rękawiczki gry pozorów, gdy ewidentnie babrają się w gnoju. Gnój nazywają wtenczas jakoś poetycko, górnolotnie i wszyscy kiwają zgodnie głowami, że to "coś więcej", "takie jest życie" . Mniej wykształceni machają na to ręką, bo i tak się pobrudzą i gnój nazywają gnojem, nie udając, że bawią się w piaskownicy. Jasno dają do zrozumienia, że śmierdzi. Oczywiście pod pojęciem "gnoju" mam tu na myśli wszystkie te codziennie gierki uprawianie, by przetrwać w społecznej dziczy i nie wylądować na końcu łańcucha pokarmowego. Wywyższających się - poniżyć, poniżonych - łaskawie wynieść na wyżyny, by następnie - znów poniżyć. Wspominam o tym, ponieważ teoretycznie książki powinny tu być jednak tym czynnikiem łagodzącym obyczaje, cywilizującym, ale nie dostrzegłem. Płeć też nie ma tu znaczenia. Wszystko zależy od danego człowieka, bo to tak jak z instrumentem: jeden jest doskonale nastrojony i książka, niczym dobry muzyk, zagra w nim piękną melodię, a w innym każda struna gra sobie i wyjdzie kakofonia za każdym razem, niezależnie od tego, ile tych melodii i ilu muzyków próbowało na takim kiczu grać.
Czyli nie przekładałbym za bardzo wpływu uposażenia i/lub ukończonych szkół oraz ilości lektury na jakość człowieka. Z życia wzięte mam przykłady, jak takie spojrzenie jest mylące. Ale to takie moje rozważania i luźna uwaga, bo badanie chyba nie miało niczego takiego udowadniać.
Biblioteki faktycznie dostały po tyłku przez pandemię. Każde zamknięcie to w mojej rodzinie był mały dramat. Głównie dlatego, że mamy wielki przerób książek dla dzieci. Do dziś nie rozumiem sensu zamykania bibliotek w lockdownie, bo obostrzenia były sensowne i przestrzegane, a nikt w bibliotece nie organizował spędów jak na stadionie, zaś ewentualne większe wydarzenia dla kilkunastu osób były odwołane. Ot, zamówić e-mailem, oddać, odebrać, do widzenia.
Cieszy fakt, że ludzie po narodzeniu się dziecka dbają o jego rozwój i dają do ręki książeczki. Sami też na tym korzystając. Mam nadzieję, że robi tak większość tych, co na dzieci się zdecydowała. Okaże się za kilkanaście lat. Sugerowałbym jednak nie sięgać po książeczki, gdy dziecko ma 4 lata, ale znacznie wcześniej - nawet mniej niż roczek. Są takie śmieszne, z miękkiego tworzywa z ilustracjami i gwizdkiem, że dziecko może wziąć do buzi, obślinić, tłuc w nie rączką (wtedy wydają dźwięki). Ale może już przewracać strony 😊.
A prawdziwym szokiem jest fakt, że 23% badanych w ogóle nie ma w domu książki. Ani jednej. Nie wiem jak to jest możliwe. Ani JEDNEJ?! 😖
Myślę, że jeśli dziecka z książką się nie zapozna, nie przyzwyczai, nie zobaczy ono co jest w książkach, o czym mogą mówić, jakie różnorodne ciekawe światy, postacie, historie opowiadać to tacy późniejsi dorośli raczej po książkę nie sięgną dla przyjemności.
W badaniu widać, że jedno co łączy ludzi o słabej kondycji finansowej z tymi o świetnej kondycji to rozmijanie się z...
Niestety w Polsce nie robi się nic, żeby ludzie więcej czytali.
Dziecko, któremu rodzice czytali bajki przed zaśnięciem ma szansę przekonać się, że książka może być czymś fajnym-atrakcyjnym bo oprócz tego, że uczy, pozwala odkrywać świat, poszerza horyzonty, często również bawi. A o tym się u nas nie pamięta. W opinii publicznej całkowicie pomijana jest rozrywkowa funkcja książki, co dyskredytuje ją całkowicie w porównaniu z innymi formami rozrywki.
Dla dużej części populacji książka ma funkcję edukacyjną-czyli jest nudna. A takie przekonanie zaczyna pojawiać się u dziecka, które nie czytało do tej pory, a które ma za zadanie przeczytanie lektury w szkole. (Co bardzo trafnie zostało opisane w poniższych wypowiedziach). Lektura-coś co muszę przeczytać, nawet jeżeli mnie nie interesuje i jest totalnie nieaktualne w naszych czasach. I mamy prosty wniosek-książki są nudne.
Ja miałam to szczęście, że rodzice czytali mnie i mojemu bratu przed snem (Harry'ego Pottera, Powieść wigilijną, Opowieści z Narnii). Wiedziałam więc, że istnieją piękne książki, które wystarczy tylko odkryć. Lekturami w szkole nigdy się nie przejmowałam. Jeżeli dana lektura mi się nie podobała, nie katowałam się czytaniem tego, bo wiedziałam, że czytanie na siłę zabija moją pasję, jaką są książki.
Niestety w Polsce nie robi się nic, żeby ludzie więcej czytali.
Dziecko, któremu rodzice czytali bajki przed zaśnięciem ma szansę przekonać się, że książka może być czymś fajnym-atrakcyjnym bo oprócz tego, że uczy, pozwala odkrywać świat, poszerza horyzonty, często również bawi. A o tym się u nas nie pamięta. W opinii publicznej całkowicie pomijana jest rozrywkowa funkcja...
Nie wyobrażam sobie, żeby nie przeczytać nawet 1 książki rocznie. Moja ostatnia lektura zajęła mi jakieś 4 godziny. I to była dobra książka.
Ale też nie robię na sobie presji, że muszę np. czytać minimum jedną książkę tygodniowo. Na czytanie mimo wszystko trzeba dosyć dużo czasu - ja go znajduję w trakcie drogi do pracy. W zależności od stopnia zainteresowania książką decyduję czy w domu też będę na czytanie poświęcać czas. Czasem wolę się po prostu relaksować z serialem, już nie wspominając, że warto mieć życie towarzyskie. ;)
Czy czytanie wyniosłam z domu? Prawdopodobnie - mama czytała zawsze sporo (wg mojego gustu wiele głupotek, ale czy ja też takich nie czytam?), a tata na przykład nie czytał wcale. Na pewno do czytania nikt mnie nie zmuszał, była to dla mnie przyjemność. Co więcej - lektury szkolne zazwyczaj mi się podobały, taka jestem dziwna. 😅 (p.s. poza Panem Tadeuszem i Weselem)
Nie wyobrażam sobie, żeby nie przeczytać nawet 1 książki rocznie. Moja ostatnia lektura zajęła mi jakieś 4 godziny. I to była dobra książka.
Ale też nie robię na sobie presji, że muszę np. czytać minimum jedną książkę tygodniowo. Na czytanie mimo wszystko trzeba dosyć dużo czasu - ja go znajduję w trakcie drogi do pracy. W zależności od stopnia zainteresowania książką...
Nauczyć się czytać i czytać samodzielnie to największe marzenie mojego dzieciństwa. Nie dość, że się spełniło, to jeszcze wbrew porzekadłu, okazało się prawdziwym błogosławieństwem.
Nauczyć się czytać i czytać samodzielnie to największe marzenie mojego dzieciństwa. Nie dość, że się spełniło, to jeszcze wbrew porzekadłu, okazało się prawdziwym błogosławieństwem.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamCieszę się, że odkąd pamiętam, czytanie książek nie sprawiało mi nigdy problemu. We wczesnym dzieciństwie rozpoczęłam szybką naukę czytania książek dzięki mojej mamie, której za to bardzo dziękuję. Spodobały mi się książki, bo do dziś pamiętam, co czytałam: Baśnie Andersena, Elementarze, a z dziadkiem czytaliśmy książki religijne i później mogłam poznawać świat postaci wówczas mało rozumianych przeze mnie świętych, o których można dowiedzieć się nieco później na lekcjach religii. Czytanie uważam, że pomaga nam na wielu płaszczyznach i dzięki niemu możemy poznawać, co dany autor chciał nam przekazać. Na szczęście ja lubię czytać każdy gatunek, a jak mi się spodoba, bardziej to uwielbiam ponownie powracać do niego. Były takie książki, co czytałam po 3 razy i chętnie powróciłabym po raz 4. Czytanie sprawia mi radość i cieszę się, że są miłośnicy czytelnictwa, wzajemnie się wspierają, pisząc swoje refleksje po przeczytaniu książek. 😀
Cieszę się, że odkąd pamiętam, czytanie książek nie sprawiało mi nigdy problemu. We wczesnym dzieciństwie rozpoczęłam szybką naukę czytania książek dzięki mojej mamie, której za to bardzo dziękuję. Spodobały mi się książki, bo do dziś pamiętam, co czytałam: Baśnie Andersena, Elementarze, a z dziadkiem czytaliśmy książki religijne i później mogłam poznawać świat postaci...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejFakt w tym roku czytam zdecydowanie mniej. Ja poprostu nie mam ochoty a i czas nie sprzyja. Sytuacja tuż " za ścianą" itd. kupuje nagminnie i wg badania byłabym w kategorii " nie wiem" ile mam książek ale naprwno ok 4 tys. Ale co z tego, skoro przeczytałam ok 1 tys. Tak mi mówi aplikacja - biblioteka. W moim domu jestem jedyną osobą która czyta od dziecka, to ja zaczęłam nabywać pierwsze książki, bylejakie ale dostępne w PRL-U ,w księgarni. To ja zmusilam rodziców aby zapisali mnie w "zerówce" do miejskiej biblioteki. Tata czytał na urlopie westerny, a mam zaczęła czytać będąc na emeryturze i tak jej dobrze idzie,że nawet " grę o tron " przeczytała. 😀😀 Liczę tylko w duchu,że coś się ustabilizuje i będę mogła w spokoju usiąść z książką i wrócić na " czytelnicze tory".
Fakt w tym roku czytam zdecydowanie mniej. Ja poprostu nie mam ochoty a i czas nie sprzyja. Sytuacja tuż " za ścianą" itd. kupuje nagminnie i wg badania byłabym w kategorii " nie wiem" ile mam książek ale naprwno ok 4 tys. Ale co z tego, skoro przeczytałam ok 1 tys. Tak mi mówi aplikacja - biblioteka. W moim domu jestem jedyną osobą która czyta od dziecka, to ja zaczęłam...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Niestety ludzie mało czytają. Sam niestety należę do grupy osób, która często nie ma czasu na przeczytanie 52 książek w roku. Na ten rok postanowiłem przeczytać minimum 24. Jak nie praca zawodowa, to zwyczajne przemęczenie. Ważniejsze jest się wtedy wyspać. Smutne to, ale prawdziwe.
Wiele głosów mówi, że chęć czytania wynosi się z domu rodzinnego. Tak to prawda. Mam takie szczęście, że moi rodzice prowadzili firmę poligraficzną. Książek miałem do woli. Naprawdę różnorodnych. Sam sięgałem po różne pozycje. I w mojej opinii tak wyrabia się nawyk czytania. Pamiętam jak kiedyś znajomy do mnie przyszedł i był komentarz ile tu książek.
Lektury szkolne no ok. Jest to część naszej kultury narodowej jak i światowej. Trzeba poznać, aby można było określić się jako kształconego człowieka. Tylko omawianie lektur w takiej formie, kiedy ja chodziłem do szkoły, mija się z celem. Jak jest obecnie podejrzewam, że bez zmian. Część lektur jest wprowadzana za wcześnie a uczeń nie ma prawa do własnego zdania o danym utworze. Obecnie nie wiem czy jest w kanonie lektur jakiś współczesny pisarz. Jak nie to powinien być.
Kolejna sprawa to różnego typu social media. Przyznaje się sam często przeglądam memy, fb. Uzależnienie, które staje się dużym problem. Posłużmy się statystyką z 2021 roku: Wśród mężczyzn jest to prawie 36%, natomiast w przypadku kobiet niewiele ponad 40%. Rzesza uzależnionych największa jest wśród najmłodszych. Wśród osób mających mniej niż 21 lat uzależnionych jest ponad 42%, natomiast w kategorii wiekowej 22-26 jest to ponad 34%. Straszne, co? @Rabarbar bardzo spodobała mi się Twoja wypowiedź na temat zmiany internetu na książki.
@Mariusz Miszke Podpinam się pod Twoim pomysłem aby poszły takie badania na temat obcowania Polaków z wszech pojętą sztuką. Też uważam, że nie można zaliczać anime komiksów, filmów i gier do tak zwanej kultury niskiej. Te formy sztuki są jakoś dziwnie nie poruszane w szkołach. Czemu? Pewnie z takiego powodu, że młodzież trzeba katować Nad Niemnem, Kordianem. W szkołach lać brąz i bić pokłony naszemu wielce zasłużonemu wieszczowi narodowemu Mickiewiczowi, który bazgrolił (bardzo nie wyraźnie pisał), brał się za mężatki, oraz był średnim ojcem. A o tym w szkołach się milczy... Tak jak o depresji Tuwima czy syfilisu Wyspiańskiego...
Niestety ludzie mało czytają. Sam niestety należę do grupy osób, która często nie ma czasu na przeczytanie 52 książek w roku. Na ten rok postanowiłem przeczytać minimum 24. Jak nie praca zawodowa, to zwyczajne przemęczenie. Ważniejsze jest się wtedy wyspać. Smutne to, ale prawdziwe.
Wiele głosów mówi, że chęć czytania wynosi się z domu rodzinnego. Tak to prawda. Mam takie...
Ogólnie czytają mało, ale nie powiedziałbym, że jak ktoś nie ma czasu na przeczytanie 52 książek w roku to jest to słaby wynik. Każdy prowadzi inny tryb życia, ma inny temperament. Domator, osoba na emeryturze albo pasjonat czytania może zaliczyć 200 pozycji i więcej. Ja np. lubię czytać, ale robię też wiele innych rzeczy, które także zabierają mi sporo czasu w tygodniu (oprócz pracy), a sprawiają przyjemność. Oczywiście, gdybym czytał szybciej poprawiłbym swoje wyniki, ale chyba nie chodzi w tym wszystkim o liczby, tylko o to co potrafimy wynieść z lektury. Pozdrawiam.
Ogólnie czytają mało, ale nie powiedziałbym, że jak ktoś nie ma czasu na przeczytanie 52 książek w roku to jest to słaby wynik. Każdy prowadzi inny tryb życia, ma inny temperament. Domator, osoba na emeryturze albo pasjonat czytania może zaliczyć 200 pozycji i więcej. Ja np. lubię czytać, ale robię też wiele innych rzeczy, które także zabierają mi sporo czasu w tygodniu...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej@Gekon, gdyby w szkole mówiono o romansach Mickiewicza i o rogach, które temu czy owemu przyprawił, z pewnością wielu licealistów popatrzyłoby nań bardziej przychylnym okiem. Kto wie... czy gdyby program w 7, 8 klasie nie zniechęcał nastolatków do "Pana Tadeusza", to czy w 3, 4 LO, nie zachwyciliby się koncertem Wojskiego?
@Gekon, gdyby w szkole mówiono o romansach Mickiewicza i o rogach, które temu czy owemu przyprawił, z pewnością wielu licealistów popatrzyłoby nań bardziej przychylnym okiem. Kto wie... czy gdyby program w 7, 8 klasie nie zniechęcał nastolatków do "Pana Tadeusza", to czy w 3, 4 LO, nie zachwyciliby się koncertem Wojskiego?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJa za to odniosłam mały sukces, jeśli chodzi o edukowanie moich rodziców. Przez większość życia byłam jedyną osobą czytającą w domu, przez co nie mogłam się z nikim dzielić swoimi przemyśleniami... Jakiś czas temu przekonałam do czytania mamę (uderzyłam po prostu w romanse, bo wiedziałam, że to z pewnością przeczyta, i tak się stało), a ostatnio udało mi się zmusić do czytania również ojca - jest uzależniony od seriali, spodobał mu się jeden sensacyjny, a ja wiedziałam, że seria o tym bohaterze ma z 30 części... Kupiłam mu jedną na próbę, od dwóch tygodni tata czyta po kilka/kilkanaście stron dziennie (i nawet pytał już o kontynuację) 😀 Zawsze coś. Za chwilę rodzice przejdą na emeryturę, to może inicjatywa czytelnicza zacznie wychodzić z ich strony :)
Ja za to odniosłam mały sukces, jeśli chodzi o edukowanie moich rodziców. Przez większość życia byłam jedyną osobą czytającą w domu, przez co nie mogłam się z nikim dzielić swoimi przemyśleniami... Jakiś czas temu przekonałam do czytania mamę (uderzyłam po prostu w romanse, bo wiedziałam, że to z pewnością przeczyta, i tak się stało), a ostatnio udało mi się zmusić do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejUważam, że masz super podejście :-) Wystarczy wybrać jedną ciekawą książkę dla jakiejś osoby i jest szansa, że "wsiąknie". Z dziećmi też warto zacząć np. od książek śmiesznych, zwariowanych, które sprawią im przede wszystkim frajdę.
Uważam, że masz super podejście :-) Wystarczy wybrać jedną ciekawą książkę dla jakiejś osoby i jest szansa, że "wsiąknie". Z dziećmi też warto zacząć np. od książek śmiesznych, zwariowanych, które sprawią im przede wszystkim frajdę.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZ ojcem było trudno znaleźć cokolwiek. Uwielbia Władcę Pierścieni, ale nigdy nie tknął książek, które mamy w domu... Historia aż tak go nie interesuje, żeby mu coś wybrać ciekawego, chyba że znalazłabym jakąś młóckę np: o wojnie w Wietnamie 😏 Ale jak już mu kupiłam tego Reachera, to siedzi i czyta, a ostatnio nawet stwierdził, że ten bohater ma spoko życie - emeryturka wojskowa przychodzi mu regularnie co miesiąc, facet chodzi sobie pieszo po Stanach, co jakiś czas z kimś się pobije, rozwiąże czyjś problem, idzie dalej, nie ma żadnych kredytów na głowie, ani nie musi się przejmować codziennymi sprawami... Więc zaraz się okaże, że zrobiłam z ojca nie tyle czytelnika, co podróżnika :)
Z ojcem było trudno znaleźć cokolwiek. Uwielbia Władcę Pierścieni, ale nigdy nie tknął książek, które mamy w domu... Historia aż tak go nie interesuje, żeby mu coś wybrać ciekawego, chyba że znalazłabym jakąś młóckę np: o wojnie w Wietnamie 😏 Ale jak już mu kupiłam tego Reachera, to siedzi i czyta, a ostatnio nawet stwierdził, że ten bohater ma spoko życie - emeryturka...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejDzięki czytnikowi czytam więcej 🙂😀😃
Dzięki czytnikowi czytam więcej 🙂😀😃
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ja też!
Ale jeśli książka zachwyci mnie pięknem języka, atmosferą czy "tym czymś", kupuję papierową.
Tylko poezji nie umiem na czytniku...
Ja też!
Ale jeśli książka zachwyci mnie pięknem języka, atmosferą czy "tym czymś", kupuję papierową.
Tylko poezji nie umiem na czytniku...
Zgadzam się po części z przedmówcami w kwestii wyrabiania nawyków od dziecka, ale w moim przypadku coś chyba poszło nie tak. Dziadek i babcia od książek nie odchodzili, rodzice mieli swoją małą biblioteczkę, a od kiedy byłem małym szkrabem coś tam mi czytali... Generalnie byłem tym pozytywnie zajarany, ale kiedy zacząłem podrastać (10-12 lat itd.) zaczęto mi na siłę wciskać do czytania to co mnie w ogóle nie interesowało. Dziadek wpychał mi "Przedwiośnia", "Pany Tadeusze" albo szeroko pojętą poezję czy o zgrozo książki na tematy prawne, a ojciec książki o ogrodnictwie, budownictwie, mechanice, religiach świata, astrologii i inne ciężkie zagadnienia, na które nie miałem jeszcze głowy. No może astrologia mnie ciekawiła, ale nie aż w takich dawkach. Dopiero wchodziłem w ten świat. Za to wszystko za co ja zabierałem się z przyjemnością było nazywane głupotami niewartymi uwagi i jak będę czytał takie pierdoły to nie będzie ze mnie pożytku. Nie mówię już o lekturach szkolnych, bo w większości podejście do ich omawiania mnie mierziło. Charakter mam uparty, więc jak sobie postanowiłem, że nikt mi nie będzie mówił co ja mam czytać, to tak było. Z tego powodu wieczna walka i nieprzyjemności. To wszystko sprawiło, że w pewnym momencie, mniej więcej z końcem edukacji nie dotknąłem żadnej książki przez około 8 lat. Dopiero po tym okresie zacząłem powoli do tego wracać. 1 książka w roku. 3 książki w roku. 8 książek... Teraz jestem na poziomie 35-50 w zależności od ich objętości i wiadomo... czasu. Żeby kogoś zarazić czytaniem trzeba mieć też odpowiednie podejście. Myślę, że inne do każdej osoby. :)
Zgadzam się po części z przedmówcami w kwestii wyrabiania nawyków od dziecka, ale w moim przypadku coś chyba poszło nie tak. Dziadek i babcia od książek nie odchodzili, rodzice mieli swoją małą biblioteczkę, a od kiedy byłem małym szkrabem coś tam mi czytali... Generalnie byłem tym pozytywnie zajarany, ale kiedy zacząłem podrastać (10-12 lat itd.) zaczęto mi na siłę wciskać...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej* chodziło mi o ''astronomię'', a nie ''astrologię'' ;)
* chodziło mi o ''astronomię'', a nie ''astrologię'' ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamDlatego mnie podoba się szwedzkie podejście do lektur szkolnych — to same dzieci wybierają, co będą "przerabiać" i dzielą się z grupą swoimi ulubionymi książkami. Pewnie mają tam też jakąś podstawę programową omawiającą style i fragmenty tzw. dzieł, ale najlepszy sposób na czytanie, to wybieranie samemu co nas kręci. Pamiętam, że mój ojciec dostawał spazmów na komiksy, a ja np. mojej dyslektycznej córce wypożyczam i kupuję masy komiksów, żeby wyrobić w niej nawyk czytania, którego unika, a jednak książki obrazkowe pochłania w szybkim tempie bardzo z siebie dumna i prosi o więcej.
Dlatego mnie podoba się szwedzkie podejście do lektur szkolnych — to same dzieci wybierają, co będą "przerabiać" i dzielą się z grupą swoimi ulubionymi książkami. Pewnie mają tam też jakąś podstawę programową omawiającą style i fragmenty tzw. dzieł, ale najlepszy sposób na czytanie, to wybieranie samemu co nas kręci. Pamiętam, że mój ojciec dostawał spazmów na komiksy, a ja...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Lepiej żeby człowiek zdobył nawyk czytania poprzez to co lubi, a wtedy z czasem będzie też próbował innych gatunków literackich, które wcześniej wydawały się nie do przebrnięcia. Kiedy "nauka czytania" rozpoczyna się od tego co najbardziej odpychające nie dziwię się, że tylu ludzi czuje potem do tego awersję.
W skrócie logika podpowiada mi: najpierw polubić czytanie, potem ewentualnie sięgać do korzeni literatury. System szwedzki wydaje się interesujący. Ciekawe jak to wygląda w praktyce. Wiadomo, zawsze pięknie tam, gdzie nas nie ma.
Lepiej żeby człowiek zdobył nawyk czytania poprzez to co lubi, a wtedy z czasem będzie też próbował innych gatunków literackich, które wcześniej wydawały się nie do przebrnięcia. Kiedy "nauka czytania" rozpoczyna się od tego co najbardziej odpychające nie dziwię się, że tylu ludzi czuje potem do tego awersję.
W skrócie logika podpowiada mi: najpierw polubić czytanie, potem...
Hmm, dziwne to badanie na stronie BN, bo nie ma statystyki tej najwalniejszej czyli ile ludzi przeczytało choć jedną książkę z rozbiciem na płeć.
Przypominam, że przy poprzednim było średnio 42%, w tym 51% kobiet i 33% mężczyzn (ogromna różnica miedzy płciami!).
Czepię się tez czegoś innego - ilość książek w domowej bibliotece.
Ostatni przedział: 501-1000 książek.
I autorzy badań NIE ZAŁOŻYLI, że ktoś może mieć więcej.
Czyli jeżeli ktoś ma 5000 książek (co wymaga już jednego pomieszczenia w domu/mieszkaniu przeznaczonego stricte na książki) to, moim zdaniem, mieści się w innej kategorii niż osoba, która ma 500 książek - które można upchać nawet na meblościance.
Jakie macie zdanie?
Hmm, dziwne to badanie na stronie BN, bo nie ma statystyki tej najwalniejszej czyli ile ludzi przeczytało choć jedną książkę z rozbiciem na płeć.
Przypominam, że przy poprzednim było średnio 42%, w tym 51% kobiet i 33% mężczyzn (ogromna różnica miedzy płciami!).
Czepię się tez czegoś innego - ilość książek w domowej bibliotece.
Ostatni przedział: 501-1000 książek.
I...
Ja tylko dodam, że jeśli te książki to e-booki, to nie trzeba pomieszczenia, bo 5000 i więcej da się upchnąć na karcie pamięci wielkości paznokcia.
Ale fakt, kategoria powyżej 1000 powinna się pojawić.
Ja tylko dodam, że jeśli te książki to e-booki, to nie trzeba pomieszczenia, bo 5000 i więcej da się upchnąć na karcie pamięci wielkości paznokcia.
Ale fakt, kategoria powyżej 1000 powinna się pojawić.
Obawiam się, że osoby w kategorii "posiadam 1000 książek papierowych" to po prostu na tyle niewielki odsetek Polaków, że został pominięty w badaniu czy też ujęty w kategorii "nie wiem/trudno powiedzieć", co zresztą jest kolejnym smutnym spostrzeżeniem.
Sama mam w domu ponad 600 książek (nie licząc podręczników) i biblioteczka zajmuje raczej pół salonu w kamienicy niż jedną meblościankę ;) Przy liczeniu księgozbioru za każdym razem gubię się gdzieś po pięćsetnym egzemplarzu i podziwiam tych, którzy są w stanie zliczyć prawidłowo takie ilości ;) Nie kataloguję książek, bo wolę ten czas przeznaczyć na ich czytanie. Ebooków również nie zliczam, mimo, że łatwiej to zrobić. Spora część dostępnych pod ręką książek to także półki na Legimi, czego własnością nazwać nie można - raczej traktuję tę aplikację niczym wirtualną bibliotekę.
Obawiam się, że osoby w kategorii "posiadam 1000 książek papierowych" to po prostu na tyle niewielki odsetek Polaków, że został pominięty w badaniu czy też ujęty w kategorii "nie wiem/trudno powiedzieć", co zresztą jest kolejnym smutnym spostrzeżeniem.
Sama mam w domu ponad 600 książek (nie licząc podręczników) i biblioteczka zajmuje raczej pół salonu w kamienicy niż...
Zostałem pominięty i jako mniejszość zamierzam walczyć o moje prawa. Idę pod Sejm z transparentem. Liczę na poparcie partii opozycyjnych. Moje hasło: "Precz z preczem"!
Zostałem pominięty i jako mniejszość zamierzam walczyć o moje prawa. Idę pod Sejm z transparentem. Liczę na poparcie partii opozycyjnych. Moje hasło: "Precz z preczem"!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMyślę, że ci którzy mają 500 i więcej, to są czytacze, mole książkowe, książkofile itp. i uznano, że nie ma już znaczenia, w jakim przedziale się mieszczą. Bardziej uderzające są te wyniki wcale / tylko podręczniki itp.
Myślę, że ci którzy mają 500 i więcej, to są czytacze, mole książkowe, książkofile itp. i uznano, że nie ma już znaczenia, w jakim przedziale się mieszczą. Bardziej uderzające są te wyniki wcale / tylko podręczniki itp.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Myślę, że tego typu badania powinny być podawane w ramach ciekawostki statystycznej, ale niekoniecznie w formie "moralizatorskiej". Sam tekst takiego wydźwięku nie ma, ale wnioski z niego płynące już niestety takie są.
Chciałbym natomiast zobaczyć badania, które dotyczą obcowania Polaków ze środkami kultury w ogóle; nie tylko literaturą, ale również kinem (czy w ogóle kinematografią), teatrem, filharmonią, grami wideo, anime, czy chociażby prasą (także internetową).
Zafiksowaliśmy się na literaturę dlatego- tak myślę- że w XX wieku była relatywnie tania (w przeciwieństwie np. do opery, czy teatru), nie tracąc przy tym swojego "ekskluzywnego" charakteru, a przy tym jedną z niewielu (w porównaniu do dzisiaj) form kontaktu z kulturą. Problem polega na tym, że środki przekazu poszły znacznie do przodu, podobnie jak i same dzieła. Są już nie tylko kina, ale również wiele serwisów VOD, Broadway dość szybko zrozumiał zmieniające się czasy i zaczął streamingować swoje spektakle, co było szczególnie widoczne w ostatnich dwóch latach. nie trzeba więc być w teatrze, żeby obcować z nim, a nawet z najlepszymi z nich. Pojawiły się komiksy, w ostatnich latach rośnie zainteresowanie mangą i anime- i tylko ignorant z góry założy, że jest to kultura "niska", w której nie można znaleźć wartościowych i intelektualnie treści, podobnie jak w grach wideo- z polskim "Wiedźminem 3" na czele.
Dlatego właśnie, choć osobiście cenię literaturę wysoko i jest dla mnie bardzo ważna, myślę, że powinniśmy przestać maniakalnie walczyć o "wzrost czytelnictwa", ale zastanawiać się, jak wielu Polaków ma styczność z kulturą w ogóle i czy potrafi znaleźć w niej coś wartościowego. Fan filmów Marvela, który nie czyta zbyt wiele nie jest kulturalnie uboższy od czytelników Mroza, czy Stephenie Meyer, nawet jeśli ci potrafią przeczytać setkę pozycji w ciągu roku.
Myślę, że tego typu badania powinny być podawane w ramach ciekawostki statystycznej, ale niekoniecznie w formie "moralizatorskiej". Sam tekst takiego wydźwięku nie ma, ale wnioski z niego płynące już niestety takie są.
Chciałbym natomiast zobaczyć badania, które dotyczą obcowania Polaków ze środkami kultury w ogóle; nie tylko literaturą, ale również kinem (czy w ogóle...
Ciekawie to przeanalizowałeś, możesz mieć rację. Myślę że to faktycznie zależy od tego co kto czyta. Choć wciąż widzę dużą wartość literatury ze względu na to ile myśli, przemyśleń jest w stanie pomieścić. Ale w innych formach kultury też znajdziemy wartościowe treści.
Ciekawie to przeanalizowałeś, możesz mieć rację. Myślę że to faktycznie zależy od tego co kto czyta. Choć wciąż widzę dużą wartość literatury ze względu na to ile myśli, przemyśleń jest w stanie pomieścić. Ale w innych formach kultury też znajdziemy wartościowe treści.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Czytanie to nie rozrywka dla każdego.
Znam ludzi u których w domu się nie czytało a oni sami z siebie zaczęli.
W naszym kraju czytanie kojarzy się z obowiązkiem więc niski wynik mnie nie dziwi.
Dobrze ,że od kilku lat jest na podobnym poziomie a nie ci spada.
Czytanie to nie rozrywka dla każdego.
Znam ludzi u których w domu się nie czytało a oni sami z siebie zaczęli.
W naszym kraju czytanie kojarzy się z obowiązkiem więc niski wynik mnie nie dziwi.
Dobrze ,że od kilku lat jest na podobnym poziomie a nie ci spada.
Otóż to. Duży wkład w taki stan rzeczy ma według mnie szkoła, wraz ze swoim dość ideologicznie tendencyjnym i mocno przestarzałym kanonem lektur. Dzieci w polskim systemie edukacji są raczej zniechęcani do literatury, poprzez serwowanie im dzieł mających próg wejścia niedostosowany do ich wieku i świadomości kulturowej.
Otóż to. Duży wkład w taki stan rzeczy ma według mnie szkoła, wraz ze swoim dość ideologicznie tendencyjnym i mocno przestarzałym kanonem lektur. Dzieci w polskim systemie edukacji są raczej zniechęcani do literatury, poprzez serwowanie im dzieł mających próg wejścia niedostosowany do ich wieku i świadomości kulturowej.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@Mariusz Miszke Trafna analiza i obserwacja, dobrze to ująłeś, zgadzam się.
@Mariusz Miszke Trafna analiza i obserwacja, dobrze to ująłeś, zgadzam się.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Czytanie to nawyk z dzieciństwa, ale też taka.. wewnętrzna chęć. Myśle, że duży wpływ maja współczesne social-media. Ludzie wolą godzinami przewijać Instagram, oglądać tiktok, a nie pomyślą, ze w tym samym czasie udałoby im się przeczytać kilkanaście stron książki. Co po pewnym czasie zmienia się w kilka sztuk.
Sama się na tym przyłapałam i postanowiłam to zmienić.
Sposób jest bardzo prosty. „za każdym razem kiedy chce sięgnąć po telefon/tablet wyciągam książkę lub czytnik”
Efekt? 20 książek w tym roku :) powtarzam to moim znajomym, namówiłam już męża i on tez zaczął czytać. Czytam bardzo dużo dziecku, żeby wzbudzić zainteresowanie książkami. Wszystko zależy od naszej chęci i motywacji do działania.
Czytanie to nawyk z dzieciństwa, ale też taka.. wewnętrzna chęć. Myśle, że duży wpływ maja współczesne social-media. Ludzie wolą godzinami przewijać Instagram, oglądać tiktok, a nie pomyślą, ze w tym samym czasie udałoby im się przeczytać kilkanaście stron książki. Co po pewnym czasie zmienia się w kilka sztuk.
Sama się na tym przyłapałam i postanowiłam to zmienić.
...
Moja znajoma jak wpada na kawę i widzi książkę z zakładką na stoliku to dziwi się, że takie grube książki można czytać.
Powtarza mi, że nie może czytać książek bo odkąd pamięta to ją zaraz głowa boli.
Może po prostu potrzebuje okulary ...
Moja znajoma jak wpada na kawę i widzi książkę z zakładką na stoliku to dziwi się, że takie grube książki można czytać.
Powtarza mi, że nie może czytać książek bo odkąd pamięta to ją zaraz głowa boli.
Może po prostu potrzebuje okulary ...
Zgadzam się z https://lubimyczytac.pl/profil/2157590/myszka w zupełności, u mnie było tak samo to po prostu pewien uświęcony rodzaj tradycji rodzinnej przekazywanej w tajemniczy sposób swojemu potomstwu: w moim przypadku Dziadek i Babcia fanatycy czytania, moi rodzice również, teraz schedę przejąłem ja (od ponad 40 lat czytam), oraz moja Córka. Czy to wojny czy pandemie po prostu czytamy z miłości do książek.
Zgadzam się z https://lubimyczytac.pl/profil/2157590/myszka w zupełności, u mnie było tak samo to po prostu pewien uświęcony rodzaj tradycji rodzinnej przekazywanej w tajemniczy sposób swojemu potomstwu: w moim przypadku Dziadek i Babcia fanatycy czytania, moi rodzice również, teraz schedę przejąłem ja (od ponad 40 lat czytam), oraz moja Córka. Czy to wojny czy pandemie po...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMoim zdaniem na czytelnictwo nie ma wpływu pandemia tylko nawyk czytania wyrobiony, że tak powiem w dzieciństwie. Gdy babcia i dziadek czytali książki, to czytali je swoim dzieciom a potem wnukom i tak dalej. Moja mama czyta ciągle (93 lata), ja teraz na emeryturze coraz więcej, moja córka też czyta w miarę możliwości dość dużo (bibliotekarka), a wnuki również chętnie czytają a młodsze słuchają. I tak to się kręci.
Moim zdaniem na czytelnictwo nie ma wpływu pandemia tylko nawyk czytania wyrobiony, że tak powiem w dzieciństwie. Gdy babcia i dziadek czytali książki, to czytali je swoim dzieciom a potem wnukom i tak dalej. Moja mama czyta ciągle (93 lata), ja teraz na emeryturze coraz więcej, moja córka też czyta w miarę możliwości dość dużo (bibliotekarka), a wnuki również chętnie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTo prawda. Ktoś musi zabrać to dziecko do biblioteki. Ktoś musi pomyśleć o książce w prezencie na urodziny. Tak samo jest ze wszystkim: z odrabianiem lekcji, z metodami nauki, ze sportem, z aktywnym spędzaniem czasu. Moim rodzicom nigdy się nie chciało np: jeździć na wycieczki rowerowe, chodzić na spacery w niedzielę, uprawiać jakikolwiek sport, więc sama zaczęłam poznawać wiele rzeczy już jako dorosła osoba. Czasem zastanawiam się nawet, jak wyglądałoby moje życie, gdyby np: rodzice zabierali mnie na łyżwy, jak byłam dzieckiem. Jazda figurowa bardzo mi się podoba, może nawet byłabym w tym dobra 😀
To prawda. Ktoś musi zabrać to dziecko do biblioteki. Ktoś musi pomyśleć o książce w prezencie na urodziny. Tak samo jest ze wszystkim: z odrabianiem lekcji, z metodami nauki, ze sportem, z aktywnym spędzaniem czasu. Moim rodzicom nigdy się nie chciało np: jeździć na wycieczki rowerowe, chodzić na spacery w niedzielę, uprawiać jakikolwiek sport, więc sama zaczęłam poznawać...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejSwego czasu do mojego syna przylgnęła łatka "dziwny" (na szczęście nie deprecjonowało go to w grupie), gdyż podczas każdego wyjścia do biblioteki z grupą przedszkolną, znał prawie każdą książkę - łącznie z nowościami - którą pani bibliotekarka prezentowała,
Swego czasu do mojego syna przylgnęła łatka "dziwny" (na szczęście nie deprecjonowało go to w grupie), gdyż podczas każdego wyjścia do biblioteki z grupą przedszkolną, znał prawie każdą książkę - łącznie z nowościami - którą pani bibliotekarka prezentowała,
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMam nadzieję, że syn się tym nie przejmował. Ja nawet lubiłam być nazywana "dziwną", bo to oznaczało, że różnię się czymś od reszty. Zresztą z czasem zaczęło wychodzić na jaw, że dzieciaki, które miały mnie za "dziwną" albo nazywały "kujonką" po prostu mi zazdrościły. Miałam super oceny, zero problemów w szkole, nauczyciele mnie lubili i szanowali, zwykle wiedziałam dużo więcej od reszty klasy i miałam jakieś wartości, cele. Pamiętam nawet, że niektóre próbowały mnie naśladować, ale wymiękały, bo pewne nawyki, jak np: czytanie książek na przerwach, trzeba w sobie wyrobić. Przeglądanie Internetu na przerwach jednak kusi... 😀
Mam nadzieję, że syn się tym nie przejmował. Ja nawet lubiłam być nazywana "dziwną", bo to oznaczało, że różnię się czymś od reszty. Zresztą z czasem zaczęło wychodzić na jaw, że dzieciaki, które miały mnie za "dziwną" albo nazywały "kujonką" po prostu mi zazdrościły. Miałam super oceny, zero problemów w szkole, nauczyciele mnie lubili i szanowali, zwykle wiedziałam dużo...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZapraszamy do dyskusji.
Zapraszamy do dyskusji.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam