Początkowo myślałam, że klimatem będzie jej blisko do Gromyko czy Rudej, bo sam koncept akademii i humoru mocno to zapowiadał.
Niestety, jakże srodze się rozczarowałam.
Dawno nie czytałam niczego tak szkodliwego. Jedna z postaci w powieści doświadcza napaści seksualnej, a jej przyjaciel raczy ją uświadomić, ze w sumie to sama ją sprowokowała (idąc do domu ciemną ulicą), sama dziewczyna też ma jakieś chore pomysły, że to niby jej wina. Zresztą przemoc, postępowanie bez zgody zainteresowanych i przedmiotowe traktowanie kobiet, to tutaj jakiś temat przewodni.
Ale do rzeczy - humor bardzo Gromykowo-Rudy, jak już pojawiają się żarciki, czy to sytuacyjne, czy językowe, to można się uśmiechnąć pod nosem. Główna bohaterka jest kreowana na rezolutną. Do tego mamy tutaj próbę rozwiązania pewnych nierówności społeczno-ekonomicznych, które na pierwszy rzut oka nie są tak oczywiste i to jest jak najbardziej OK. Reformy wprowadzone przez dyrektora w akademii faktycznie mają sens. Sama akademia jest bardzo Potterowa - ot, jeśli uczą się o jakiejś klątwie, czy uroku, to prawdopodobnie gdzieś dalej będzie on użyty. To bardzo mało subtelne wprowadzenie.
Bardzo zatarta jest granica między studentami, a kadrą wykładowczą.
Poza tym - festiwal czerwonych flag, w który aż ciężko było mi uwierzyć. Sceny intymne, czy romantyczne są przecringe'owe. Nikt, nigdzie, nigdy nie wytłumaczył jednej z postaci (tej napadniętej), że to nie jej wina, a do kontaktów trzeba ZGODY. Aż zastanawiam się, czy autorka przypadkiem nie wspiera kultury gw*łtu, i czy to, co tam przepycha, to nie są jej prywatne poglądy na kwestie tego typu.
Początkowo myślałam, że klimatem będzie jej blisko do Gromyko czy Rudej, bo sam koncept akademii i humoru mocno to zapowiadał.
Niestety, jakże srodze się rozczarowałam.
Dawno nie czytałam niczego tak szkodliwego. Jedna z postaci w powieści doświadcza napaści seksualnej, a jej przyjaciel raczy ją uświadomić, ze w sumie to sama ją sprowokowała (idąc do domu ciemną ulicą),...
Początkowo myślałam, że klimatem będzie jej blisko do Gromyko czy Rudej, bo sam koncept akademii i humoru mocno to zapowiadał.
Niestety, jakże srodze się rozczarowałam.
Dawno nie czytałam niczego tak szkodliwego. Jedna z postaci w powieści doświadcza napaści seksualnej, a jej przyjaciel raczy ją uświadomić, ze w sumie to sama ją sprowokowała (idąc do domu ciemną ulicą), sama dziewczyna też ma jakieś chore pomysły, że to niby jej wina. Zresztą przemoc, postępowanie bez zgody zainteresowanych i przedmiotowe traktowanie kobiet, to tutaj jakiś temat przewodni.
Ale do rzeczy - humor bardzo Gromykowo-Rudy, jak już pojawiają się żarciki, czy to sytuacyjne, czy językowe, to można się uśmiechnąć pod nosem. Główna bohaterka jest kreowana na rezolutną. Do tego mamy tutaj próbę rozwiązania pewnych nierówności społeczno-ekonomicznych, które na pierwszy rzut oka nie są tak oczywiste i to jest jak najbardziej OK. Reformy wprowadzone przez dyrektora w akademii faktycznie mają sens. Sama akademia jest bardzo Potterowa - ot, jeśli uczą się o jakiejś klątwie, czy uroku, to prawdopodobnie gdzieś dalej będzie on użyty. To bardzo mało subtelne wprowadzenie.
Bardzo zatarta jest granica między studentami, a kadrą wykładowczą.
Poza tym - festiwal czerwonych flag, w który aż ciężko było mi uwierzyć. Sceny intymne, czy romantyczne są przecringe'owe. Nikt, nigdzie, nigdy nie wytłumaczył jednej z postaci (tej napadniętej), że to nie jej wina, a do kontaktów trzeba ZGODY. Aż zastanawiam się, czy autorka przypadkiem nie wspiera kultury gw*łtu, i czy to, co tam przepycha, to nie są jej prywatne poglądy na kwestie tego typu.
Początkowo myślałam, że klimatem będzie jej blisko do Gromyko czy Rudej, bo sam koncept akademii i humoru mocno to zapowiadał.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety, jakże srodze się rozczarowałam.
Dawno nie czytałam niczego tak szkodliwego. Jedna z postaci w powieści doświadcza napaści seksualnej, a jej przyjaciel raczy ją uświadomić, ze w sumie to sama ją sprowokowała (idąc do domu ciemną ulicą),...