-
Artykuły
Czytamy w weekend. 1 maja 2026
LubimyCzytać425 -
Artykuły
Literacki fenomen z Zurychu. „Lázár” hitem roku i międzynarodowym sukcesem!
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Najpierw książka, później film - nadchodzące ekranizacje (30.04)
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Przeczytaj fragment nowej powieści szpiegowskiej Roberta Michniewicza!
LubimyCzytać2
Biblioteczka
2026-03-29
Dotyk i szept Anety Podolskiej - Kamińskiej
zdecydowanie należy do tej kategorii poezji, którą się przeżywa. Nie jest to tomik,
który w kilka godzin czytasz od początku do końca. To książka, do której się wraca fragmentami, zdaniami, czasem jednym słowem, które trafia dokładnie tam, gdzie trzeba. pierwsze strony, a nawet wersy, dają od początku odczuć, że to poezja bardzo osobista, ale nie zamknięta w prywatności autorki. Wręcz przeciwnie ona działa jak lustro. Odbija doświadczenia wielu kobiet: tych, które kiedyś czuły intensywnie, głęboko, bez filtra… a potem nauczyły się to wyciszać. Czasem z konieczności. Czasem dla przetrwania. właśnie o tym jest ta książka. Właściwie to Droga, a nie zbiór wierszy.Tomik został podzielony na sześć części i to jest bardzo dobry zabieg, bo dzięki temu nie mamy wrażenia przypadkowości. To nie są luźne teksty wrzucone obok siebie. To jest proces.
Od ciszy. Od zamrożenia. Od życia w rolach.
Do momentu, w którym pojawia się coś bardzo delikatnego, ale wyraźnego powrót.
Powrót do ciała, do czucia, do własnego głosu. To wszystko dzieje się spokojnie, bez patosu.
Nie ma tu krzyku ani wielkich deklaracji. Jest raczej szept i to dokładnie taki, który potrafi być bardziej
poruszający niż najgłośniejsze słowa. Czułość i ból w jednym miejscu.
Największą siłą tej poezji jest jej autentyczność. Nie ma tu sztuczności ani „poetyckiego udawania”.
Język jest prosty, momentami bardzo oszczędny, ale właśnie dlatego trafia mocniej.
Autorka dotyka tematów, które są bliskie wielu kobietom: utraty kontaktu ze sobą życia pod oczekiwania innych dziedziczenia emocji i schematów potrzeby bliskości i jednoczesnego lęku przed nią. Robi to w sposób, który nie przytłacza. To ważne, bo łatwo byłoby tu popaść w ciężar.
A jednak Dotyk i szept zostawia raczej przestrzeń niż przygniata. Poezja ciała i pamięci.
To, co bardzo wybrzmiewa, to obecność ciała. Nie jako dodatku, ale jako głównego bohatera tej historii.
Ciało pamięta. Ciało reaguje. Ciało prowadzi z powrotem do siebie.
To piękne, bo ta książka nie zatrzymuje się tylko na poziomie „myślenia o sobie”.
Ona schodzi głębiej do odczuwania. I robi to bardzo subtelnie.
Dla kogo jest ta książka?
To nie jest tomik dla każdego i to jest jego zaleta.
Najmocniej trafi do kobiet, które: czują, że gdzieś po drodze zgubiły siebie żyły długo „dla innych”. I mają w sobie historię, której nie do końca nazwały tęsknią za spokojem, prawdą i autentycznością
Jeśli ktoś szuka dynamicznej, „efektownej” poezji może się tu nie odnaleźć.
Ale jeśli ktoś potrzebuje ciszy, zatrzymania i kontaktu ze sobą, to jest dokładnie to miejsce.
Jak się to czyta? Powoli. Naprawdę powoli.
To nie jest książka na jeden wieczór (choć można ją przeczytać szybko). Ale jej sens pojawia się dopiero wtedy, kiedy dasz sobie czas. Jedno zdanie. Przerwa. Powrót. I nagle okazuje się, że to nie tylko czytanie to rozmowa. Ze sobą. Nie daje gotowych odpowiedzi. Nie mówi, kim masz być. Ale robi coś znacznie ważniejszego przypomina, kim już jesteś. Dotyk i szept to poezja miękka, ale nie słaba. Delikatna, ale odważna. Intymna, a jednocześnie bardzo uniwersalna.
Dlatego interpretacja tańcem wydaje się być idealna, gdyż tancerze muszą być świadomi swego ciała. Tancerka jest wybitna gdy
tańczy całą sobą. Wie bardzo dobrze, że to jak traktuje siebie widać w każdym ruchu ciała. Taniec jest doskonały tylko wtedy,
gdy zna siebie i swoje możliwości. Ciało bowiem pokazuje jej wrażliwość i to co odczuwa. Autorka pięknie wyraża to słowem.
I robi to tak, że trudno przejść obok tej książki obojętnie.
Dotyk i szept Anety Podolskiej - Kamińskiej
zdecydowanie należy do tej kategorii poezji, którą się przeżywa. Nie jest to tomik,
który w kilka godzin czytasz od początku do końca. To książka, do której się wraca fragmentami, zdaniami, czasem jednym słowem, które trafia dokładnie tam, gdzie trzeba. pierwsze strony, a nawet wersy, dają od początku odczuć, że to poezja...
Nie sięgam często po brutalne fantasy. Nie szukam w literaturze krwi, piasku areny i bezwzględnych bohaterów. A jednak „Dziedzictwo Smoczej Krwi” przeczytałam z autentycznym napięciem i rosnącą fascynacją. I to już samo w sobie jest dla mnie znaczące. Nie jest opowieść, która próbuje być przyjemna. Nie ma tu sentymentalnych przystanków ani emocjonalnych wygładzeń. Świat stworzony przez Adama Lamczyka jest surowy, momentami brutalny, rządzi się twardymi zasadami. Każda decyzja ma konsekwencje, a słabość bardzo szybko zostaje zweryfikowana.
Ragros nie jest bohaterem, którego łatwo pokochać. I właśnie w tym tkwi jego siła. To postać zbudowana na sprzecznościach: niewolnik, gladiator, banita, demonolog. Człowiek obciążony dziedzictwem, którego nie wybrał, a które płynie w jego żyłach jak ogień. Smocza krew nie jest tu romantycznym symbolem mocy. To ciężar. To instynkt. To potencjalne zniszczenie.
Tempo narracji jest szybkie, zdecydowane, chwilami bezlitosne. Autor nie prowadzi czytelnika za rękę. Rzuca go w sam środek wydarzeń i pozwala mu nadążyć. Ten zabieg wymaga uważności, ale daje w zamian intensywne doświadczenie. Fantastyka została tu zbudowana konsekwentnie i z rozmachem. Demonologia, zakazane księgi, tajemnice dawnych rytuałów – to nie dekoracja, lecz fundament świata. Jako czytelniczka od lat zafascynowana smokami, podeszłam do tej powieści z pewnym oczekiwaniem. I dostałam coś zupełnie innego, niż się spodziewałam. Smoki w tej historii nie są baśniowe ani oswojone. Są pierwotne, groźne, obce. Nie podlegają człowiekowi. To żywioł, który nie negocjuje. Dzięki temu świat nabiera głębi i wiarygodności. Brutalność tej książki nie jest epatowaniem przemocą dla efektu. Ona buduje prawdę tego uniwersum. Pokazuje, że wielkość ma cenę. Że siła nie rodzi się z wygody. I że ambicja potrafi być równie niszcząca, co motywująca.
Czytając tę powieść, uświadomiłam sobie coś jeszcze. Często przypisujemy sobie określone literackie tożsamości – sięgam po takie gatunki, unikam innych, to jest „moje”, tamto już niekoniecznie. Tymczasem dobra historia potrafi otworzyć drzwi, których istnienia nawet nie podejrzewamy. Dziedzictwo Smoczej Krwi było dla mnie właśnie takim doświadczeniem. Wejściem w mrok, w dynamikę, w brutalność, której teoretycznie nie szukam. A jednak znalazłam w niej konsekwencję, autentyczność i rozmach, które mnie przekonały. Być może każdy z nas ma w sobie dwa oblicza. Jedno, które wybiera światło i miękkość. I drugie, które potrafi spojrzeć w ogień bez odwracania wzroku. Ta książka pozwoliła mi sprawdzić, czy potrafię balansować między nimi. I okazało się, że tak. To fantasy, które nie próbuje przypodobać się każdemu. Jest konkretne, mroczne, bezkompromisowe. A jednocześnie wciągające i konsekwentne w swojej wizji. Czytałam z napięciem, chcąc zobaczyć, jak daleko Ragros jest w stanie się posunąć i czy smocza krew okaże się jego siłą, czy ostatecznym przekleństwem. Nie spodziewałam się, że ta historia mnie tak zaangażuje. A jednak chciałam więcej. I to chyba najlepsza rekomendacja, jaką mogę dać.
https://www.tiktok.com/@danutaparkinson/video/7613117226828254486?is_from_webapp=1&sender_device=pc&web_id=7574784599349282326
https://www.tiktok.com/@danutaparkinson/video/7613325699943861526?is_from_webapp=1&sender_device=pc&web_id=7574784599349282326
https://www.tiktok.com/@danutaparkinson/video/7613344635821313283?is_from_webapp=1&sender_device=pc&web_id=7574784599349282326
Nie sięgam często po brutalne fantasy. Nie szukam w literaturze krwi, piasku areny i bezwzględnych bohaterów. A jednak „Dziedzictwo Smoczej Krwi” przeczytałam z autentycznym napięciem i rosnącą fascynacją. I to już samo w sobie jest dla mnie znaczące. Nie jest opowieść, która próbuje być przyjemna. Nie ma tu sentymentalnych przystanków ani emocjonalnych wygładzeń. Świat...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Tajemnica rodu Ashencroft to kryminał osadzony w klimatycznej Kornwalii, gdzie stare mury rezydencji pamiętają więcej niż jej mieszkańcy chcieliby zdradzić. Już sam punkt wyjścia działa świetnie: tajemnicze zaproszenie, pisarka kryminałów jako bohaterka i śmierć, która pojawia się niemal natychmiast. Autorka buduje historię spokojnie, ale konsekwentnie. Nie ma tu pośpiechu ani tanich zwrotów akcji. Napięcie rodzi się z relacji między bohaterami, spojrzeń, niedopowiedzeń
i tego, co zostaje przemilczane. Eliza, jako obserwatorka i jednocześnie uczestniczka wydarzeń, prowadzi czytelnika przez labirynt rodzinnych sekretów. Najmocniejszą stroną książki jest klimat. Rezydencja Ashencroft Hall niemal staje się osobnym bohaterem: elegancka, chłodna, pełna historii i cieni przeszłości. Postacie są różnorodne i niejednoznaczne, a każdy wydaje się mieć coś do ukrycia. Jest to taki kryminał, który czyta się powoli i z przyjemnością. Nie goni, tylko wciąga. Trochę jak wejście do starego domu, gdzie wszystko wygląda pięknie, ale czujesz, że coś jest nie tak. Bardzo lubię takie historie, bo zamiast krzyczeć akcją, budują napięcie ciszą. Jeśli lubisz eleganckie tajemnice i bohaterki, które myślą, a nie tylko biegną. książka będzie dobrym wyborem dla osób, które lubią atmosferę i psychologiczne napięcie niż brutalną akcję. Idealny na spokojny wieczór z herbatą, kiedy chce się zanurzyć w tajemnicy, a nie tylko śledzić kolejne pościgi.
Stylowy kryminał z klimatem angielskiej rezydencji, gdzie każdy uśmiech coś ukrywa. Tajemnica rodu Ashencroft wciąga atmosferą niedopowiedzeń, elegancją i powolnym odkrywaniem prawdy. To historia dla osób, które lubią zagadki bez chaosu,
za to z klasą i napięciem budowanym krok po kroku.
Tajemnica rodu Ashencroft to kryminał osadzony w klimatycznej Kornwalii, gdzie stare mury rezydencji pamiętają więcej niż jej mieszkańcy chcieliby zdradzić. Już sam punkt wyjścia działa świetnie: tajemnicze zaproszenie, pisarka kryminałów jako bohaterka i śmierć, która pojawia się niemal natychmiast. Autorka buduje historię spokojnie, ale konsekwentnie. Nie ma tu pośpiechu...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
„Szklana jabłoń” to książka, która wstrząsa i koi jednocześnie, odsłaniając historię kilku pokoleń kobiet. Lektura, która porusza głęboko, dotykając tematów pozornie oczywistych, a w rzeczywistości skomplikowanych i często niedocenianych, kobiecej siły ukrytej pod maską kruchości, trudów przekazywanych z matki na córkę i nadziei na odrodzenie. Autorka opisuje pięć kobiet, ukazując ich przeżycia, decyzje, ból i milczenie… oraz to, jak wszystko to zostaje i przechodzi dalej. Książka bardzo mocno pokazuje, że przeszłość nie znika. Ona się odkłada i wpływa na kolejne pokolenia.
Nie jest to tylko historia o traumie. Porusza wiele istotnych momentów życia, wzajemnej pomocy i radzenia sobie z tym, co przynosi codzienność.
Pokazuje kobietę jako osobę silną, odpowiedzialną, wielozadaniową, a jednocześnie bardzo wrażliwą. Taką, która często jest krucha jak szkło, szczególnie wtedy, gdy musi być silna. Dźwiga więcej, niż widać z zewnątrz, a mimo to każdego dnia się podnosi.
Jest jak tytułowa jabłoń, która na wiosnę zawsze zakwita. Ten obraz bardzo dobrze oddaje sens tej historii mimo trudności, mimo ciężaru, zawsze jest w niej siła do dalszego życia.
Relacje między kobietami tworzą tu spójną całość jak matrioszki. Wzajemna opieka, wpływ i przenikanie doświadczeń są widoczne na każdym kroku. Często ze względu na dzieci. Niestety bardzo często dopiero na końcu dla siebie.
Motyw akwareli , użytej przeze mnie grafice jest w pełni świadomy. Symbolizuje delikatność, niedoskonałość, coś rozmytego, a jednocześnie prawdziwego. Życie trochę przypomina malowanie, nie zawsze mamy wpływ na to, co się wydarzyło, ale możemy zdecydować, co z tym zrobimy dalej. Jakie kolory wybierzemy i na co się zgodzimy.
Zostaje też bardzo mocna refleksja:
Za późno zaczynamy dbać o siebie.
Za późno stawiamy granice.
Za późno wybieramy siebie.
A jednak ta historia pokazuje, że mimo wszystko warto. Symbol szkła podkreśla kruchość, która towarzyszy nam niezależnie od siły, jaką pokazujemy na zewnątrz.
„Szklana jabłoń” przypomina, że nigdy nie jest za późno, aby zacząć żyć na swoich warunkach.
Jestem głęboko poruszona tą historią. To coś więcej niż książka to lustro kobiecych doświadczeń i przypomnienie, że zawsze jest w nas miejsce na odrodzenie.
„Szklana jabłoń” to książka, która wstrząsa i koi jednocześnie, odsłaniając historię kilku pokoleń kobiet. Lektura, która porusza głęboko, dotykając tematów pozornie oczywistych, a w rzeczywistości skomplikowanych i często niedocenianych, kobiecej siły ukrytej pod maską kruchości, trudów przekazywanych z matki na córkę i nadziei na odrodzenie. Autorka opisuje pięć kobiet,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to