rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: , , ,

Powieść „Malarz” autorstwa Piotra Chomczyńskiego to moje drugie spotkanie z autorem i muszę powiedzieć, że już z niecierpliwością czekam na kolejną jego powieść. Mam nadzieję, że jeszcze o Marcinie Kochu coś przeczytam...
Autor książki jest uznanym kryminologiem, więc z pewnością miał wielokrotnie styczność z zorganizowana przestępczością narkotykową i dzieli się swoją wiedzą z nami.
Narkotyki i wszelkiego rodzaju używki są obecnie plagą a ich dostępność jest zbyt łatwa, mimo wielu ograniczeń. Istnieje czarny rynek, na którym można dostać wszystko...
Mimo tego, że "Malarz" jest odrębną powieścią, to jednak są w niej ci sami bohaterzy, co w książce "Kucharz", lecz można ją czytać bez znajomości poprzedniej.

Marcin Koch jest wykładowcą na uczelni i chociaż lubi tę pracę, to jednak brakuje mu adrenaliny. Wykłady wydają się mu mało intrygujące, chwilami monotonne. Jednak po ostatnich wydarzeniach związanych z Kucharzem, gdy omal nie stracił życia, trudno dojść mu do siebie, choć się do tego nie przyznaje. Stara się być twardy i być opoką i pocieszeniem dla Natalii, która bardziej przeżywa te wydarzenia, gdyż dotyczyły jej najbliższej osoby - ojca. Bogusław Klein, znany jako Kucharz, odsiaduje swoją karę w więzieniu we Wronkach.

"Toksykolog, przestępca, profesor, zbrodniarz, mentor i ojciec jego narzeczonej - jak jedna osoba jest w stanie mieć tak wiele twarzy?"
W Lesie Kabackim znaleziono martwą kobietę, lecz jej ciało zostało tak uformowane, że na pierwszy rzut oka wyglądało jak żywe, tuż obok obraz z jakimś cytatem.
Komisarz Marzena Branicka postanawia o tym poinformować Kocha. Ma nadzieję, że również i tym razem będą mogli współpracować i Marcin pomoże jej w śledztwie.
Chociaż minął już niemal rok od ich współpracy przy sprawie Kucharza, to wspomnienia tego śledztwa wciąż były dla Marcina Kocha żywe. Nawet miał zamiar nie mieszać się do kolejnej sprawy, w końcu od tego jest przecież policja, ale jego uzależnienie od adrenaliny i mocnych przeżyć ponownie wzięło górę i postanowił pojechać do Warszawy...

"Mam przeczucie, że coś wymyślisz, i oboje wiemy, że potrzebujesz innych wyzwań niż etat na uczelni. A przede wszystkim jesteś świetnym kryminologiem."
Okazuje się, oboje nie podejrzewali, że będą kolejne zabójstwa. Podejrzewają więc, że to seryjny zabójca, tym bardziej, że kolejne zwłoki również są tak upozowane i ucharakteryzowane, że wyglądają jak dzieła sztuki, a przy okazji idealnie pasują do umieszczonego przy ofierze obrazu. Co zabójca chce przekazać śledczym, układając zwłoki w sposób niemal artystyczny i dodatkowo co znaczą te obrazy, które nawiązują do Beksińskiego, są nawet bardzo dobrze odwzorowane, choć różnią się drobnymi szczegółami od oryginału. Zatem sprawcą musi być ktoś, kto potrafi idealnie kopiować dzieła Beksińskiego...

"To jest dobre pytanie, dostosował sztukę do człowieka czy człowieka do sztuki."
Marzena Branicka zmuszona jest prosić Kleina o pomoc. Czy toksykolog będzie w stanie pomóc w tym zagadkowym śledztwie? Co łączy ofiary? Kto zabija w tak specyficzny sposób?

Bardzo dobra i wciągająca lektura, z której dowiemy się tez nieco o sztuce malarstwa i o artystach.
Polecam, ta książka jest nieodkładalna!


Książkę przeczytałam dzięki Pani Kalinie z Wydawnictwa MUZA.

Powieść „Malarz” autorstwa Piotra Chomczyńskiego to moje drugie spotkanie z autorem i muszę powiedzieć, że już z niecierpliwością czekam na kolejną jego powieść. Mam nadzieję, że jeszcze o Marcinie Kochu coś przeczytam...
Autor książki jest uznanym kryminologiem, więc z pewnością miał wielokrotnie styczność z zorganizowana przestępczością narkotykową i dzieli się swoją...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

„Roślinne historie. Planer” Dawida Oleszko to bardzo praktyczny poradnik dla każdego miłośnika roślin doniczkowych. I nieważne czy masz jedną roślinkę, czy sto, porady zawsze się przydadzą. Ja tak naprawdę lubię wszystkie rośliny, więc podobnie jak książki, tak i doniczki z różnego rodzaju kwiatami ściągają do mojego domu, jakby miały jakiś magnes. Nie mogę się oprzeć ładnej roślinie, i nie jest ważne, czy to nadaje się do ogrodu czy tylko do domu. Gdy wpadnie mi w oko, muszę ją po prostu mieć. Mój mąż mówi, że zawsze do domu wracam albo z książką albo z jakimś badylem..., że jestem książkoholiczką i roślinoholiczką... No cóż, jakieś nałogi trzeba mieć. A moje choroby wykluczają wszystkie inne używki, więc zostają mi tylko książki i rośliny, no jeszcze mam też manię puzzlową, kolorowankową czy hafciarską, ale to już inna bajka.

"Zaplanuj swoim badylom cztery pory roku!"
Na moich przyokiennych parapetach ciągle panuje chaos, wciąż dostawiam kolejną doniczkę z nową roślinką, którą "musiałam" po prostu mieć. Dzięki poradom Dawida Oleszko powoli udaje mi się nad tym zapanować. Jeszcze wiele pracy przede mną, ale już widzę poprawę wyglądu nie tylko wizerunkowego, ale na pierwszy rzut oka moje roślinki jakby zaczynają się odnawiać i odnajdują się w nowym towarzystwie. Możliwość robienia notatek i zapisków sprawia, że nie zapomnę, w którym miejscu ma stać konkretna doniczka, jakie mieć naświetlenie, jak często ją podlewać czy nawozić, i jak zapewnić jej możliwość rozrostu i obfite kwitnienie.

"Pamiętaj, że szyba działa jak filtr. Nawet południowe okno w mieszkaniu da zupełnie inne warunki niż te, które panują po drugiej stronie szyby."
Ten niesamowity planer zdecydowanie ułatwia wszystkim badylarzom w pielęgnowaniu roślin nie tylko w zależności od pór roku, ale również od miejsca, w którym je umieszczamy.
Jak wszystkie nałogi, tak i ten z doniczkami również zaczyna się niewinnie, od jednej roślinki, a potem to już trudno czasem się ogarnąć, zwłaszcza wtedy, gdy nie mamy zbyt dużej wiedzy o roślinach i ich potrzebach. Często sama coś ładnego przywlokę do domu, a po dwóch dniach piękna roślinka okazuje się marnym badylem. I co z nią wtedy robić? Moja mama potrafiła przywrócić do życia niemal każde zielsko. Ja wyrzucałam, ona przesadziła u siebie i po jakimś czasie ja zachwycałam się pięknym okazem. Mama się tylko śmiała, że nie mam "ręki" do roślin i nie traktuję ich poważnie. Zauważyłam, że gdy zaczęłam je poważniej traktować i bardziej rozsądnie ustawiać w domu, chaos się zmniejsza coraz bardziej.

"Rośliny wyniesione wiosną i latem na zewnątrz muszą kiedyś wrócić do domu.

Oprócz wielu przydatnych porad, w książce znajdziemy wiele tabel pomagających w pielęgnacji roślin i przekonać się, co jest nam niezbędne do tego, co może się przydać, ale nie musi, krótkie i tematyczne przypominajki o zabiegach a na końcu książki szczegółowe opisy kilkudziesięciu roślin.
Ciekawe są też możliwości kolorowania twarzy autora, który sugeruje, że możemy mu również coś dorysować śmiesznego.


To będzie mój ulubiony przewodnik po doniczkowych roślinach na wiele, wiele lat.

Polecam.

"Roślinne historie. Planer" mogłam poznać dzięki BONITO i serwisowi Dobre Chwile

„Roślinne historie. Planer” Dawida Oleszko to bardzo praktyczny poradnik dla każdego miłośnika roślin doniczkowych. I nieważne czy masz jedną roślinkę, czy sto, porady zawsze się przydadzą. Ja tak naprawdę lubię wszystkie rośliny, więc podobnie jak książki, tak i doniczki z różnego rodzaju kwiatami ściągają do mojego domu, jakby miały jakiś magnes. Nie mogę się oprzeć...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Przeczytałam właśnie prequel powieści „Nocny łowca” Jarosława Szczyżowskiego i od razu chciałabym poznać dalszą część tej zapowiadającej się ciekawie historii. Autor rozpalił chęci czytelnicze tak bardzo, że zaczynam odliczać dni do premiery książki.
Rok 1906, w małej górskiej wiosce zaczynają znikać ludzie. Nikt nie wie co się dzieje, lecz po wsi krąży legenda o Nachtjagerze, który zesłał na ziemię Nocnego Łowcę, swojego anioła zemsty. A że strach jest zaraźliwy, więc ludzie boją się o swoje życie. Mężczyźni wyznaczają nawet dzienne i nocne patrole. Jednak w nocy ginie matka dziesięcioletniego Johanna, który cudem ocalał, chowając się pod łóżkiem. Dziwnym trafem, tej samej nocy zaginął też jego ojciec, który patrolował okolicę.
Lokalna policja próbowała szukać zaginionych, ale nie znaleziono żadnych śladów, ich poszukiwania nic nie dały a rozmowy z miejscowymi zamiast rozjaśnić sytuację coraz bardziej ją zaciemniały, bo ludzie wciąż opowiadali różne plotki i legendy. Ludzie wierzyli, że do wsi zło przyszło z gór...

"Wieś na pierwszy rzut oka wyglądała na wymarłą. Wieści o tym, że od jakiegoś czasu w okolicy dzieją się dziwne rzeczy, dotarły aż do Waldenburga. Komisarza o szczegółach listownie poinformował wójt Reimswaldau, Brauer."
Wójt wiedział, że bez pomocy Kryminalpolizei się nie obędzie. Komisarz Keller przyjeżdża żeby poprowadzić śledztwo. Niewiele jednak wskóra, bo ludzie boją się rozmawiać. Keller zdawał sobie sprawę z tego, że strach rodzi milczenie, a milczenie bywa gorsze od kłamstwa. Ludzie widzą duchy tam, gdzie nie chcą widzieć winnego.

Mijają lata...

Rok 2026, podczas prac budowlanych koparka wykopuje prawdopodobnie ludzkie kości..., budowa zostaje wstrzymana, śledczy zaczynają swoją pracę. Szybko okazuje się, że znalezione szczątki nie są pochodzenia zwierzęcego...

Te niecałe pięćdziesiąt stron okazało się niezłym smaczkiem, który zachęci do dalszej lektury. Mnie zdecydowanie zachęciło. Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy.
Lubię takie historie, w których przeszłość i jej głęboko ukryte tajemnice po latach wychodzą na światło dzienne.
Mam nadzieję, że dalsza część tej opowieć będzie równie intrygująca i przykuwająca uwagę.

Prequel mogłam przeczytać dzięki Pani Bognie Piechockiej z Prart-Media.pl oraz Wydawnictwa Znak.

Przeczytałam właśnie prequel powieści „Nocny łowca” Jarosława Szczyżowskiego i od razu chciałabym poznać dalszą część tej zapowiadającej się ciekawie historii. Autor rozpalił chęci czytelnicze tak bardzo, że zaczynam odliczać dni do premiery książki.
Rok 1906, w małej górskiej wiosce zaczynają znikać ludzie. Nikt nie wie co się dzieje, lecz po wsi krąży legenda o...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Duma i wstyd. O historii i potrzebie pamiętania Emil Marat, Tomasz Szarota, Michał Wójcik
Ocena 7,7
Duma i wstyd. O historii i potrzebie pamiętania Emil Marat, Tomasz Szarota, Michał Wójcik

Na półkach: , , ,

Po książkę "Duma i wstyd. O historii i potrzebie pamiętania" sięgnęłam z ogromną ochotą, bo lubię tego typu publikacje. Historia związana z II wojną światową jest mi bardziej bliska, gdyż jako dziecko słuchałam wspomnień o niej od mojego dziadka i mamy, chociaż wtedy robiłam to niezbyt uważnie. I chociaż teraz tego żałuję, to jednak część usłyszanych wówczas historii zostało w mojej pamięci.
Wywiad z profesorem Tomaszem Szarotą prowadzą Emil Marat i Michał Wójcik, myślę, że już te trzy nazwiska zapowiadają ciekawą rozmowę. A trochę intrygujący a nawet może prowokujący tytuł również zachęca do lektury, lecz też do rozważań i dyskusji.
Profesor Szarota znany jest z tego, że historyczna prawda jest dla niego ważna. Zarówno czyny chwalebne, ale też i te złe, wstydliwe powinny być pamiętane. Nie można pamiętać tylko o wydarzeniach godnych dumy i szczycić się nimi a o sprawach wstydliwych zapominać i pomijać je.

Profesor Szarota przez pryzmat własnych wspomnień opowiada nam historię II wojny światowej oraz czasy powojenne. To bardzo ciekawa opowieść, bo przyszło mu spędzić dzieciństwo i młodość w czasach niespokojnych. Czas PRL-u również nie są powodem do chwały, chociaż nie wszystko wtedy było złe. Kilka faktów z życia profesora znam z życia mojej rodziny, a chodzi przede wszystkim o... wiarę katolicką.

" W pierwszej klasie mama wysłała mnie na parę miesięcy do Otwocka. Mieszkał tam mój dziadek i tam też ja - Tomuś Szarota - poszedłem do pierwszej komunii. To było bardzo charakterystyczne, że towarzyszki partyjne wysyłały dzieci do pierwszej komunii nie w Warszawie, bo to niebezpieczne, tylko gdzieś dalej, poza zasięgiem wzroku reszty towarzyszy."
Do mojej małomiasteczkowej parafii również zjeżdżali się kuzyni, których rodzice byli w jakikolwiek sposób związani z PZPR-em, żeby przyjąć chrzest, komunię czy bierzmowanie a nawet wziąć ślub kościelny. Taki był wtedy czas...
Może nie jest to aż taki wielki powód do wstydu, ale zauważyłam, że teraz część osób twierdzi, że przyjeżdżali tu, żeby przy okazji pobyć z rodziną.
My, Polacy nie lubimy gdy nam się przypomina o złych momentach z naszego życia, chcielibyśmy tylko pamiętać o powodach do zachwytu i lubimy pochwały. Myślę, że nie jesteśmy w tym odosobnieni, lecz w tej chwili mówimy o nas.
Z pewnością powodem do wstydu jest nasza relacja z Żydami, bo chociaż wielu Polaków ratowało ich przed zagładą, to jednak byli i tacy, którzy przyczynili się do ich zguby. Przykładem jest nie tylko Jedwabne, ale i wiele innych miejsc. Mój dziadek był kolejarzem i opowiadał jak niektórzy pomagali przewożonym wagonami ludziom, ale też jak inni utrudniali tę pomoc.
Profesor Szarota wspomina też o Berlinie podzielonym na wschód i zachód oraz o stosunku Niemców do Polaków. Niemcy z NRD czuli się od nas lepsi. Kulturalniejsi.

"Na Alexanderplatz była słynna restauracja na szczycie wieży telewizyjnej. Kręciła się wokół własnej osi i dzięki temu można było zobaczyć cały Berlin z góry. Wieczorem zachodnia część miasta lśniła tysiącami świateł. Tymczasem Berlin wschodni - ciemny, smutny. Niby to samo miasto, ale dwa różne światy."
Mieszkam teraz na Mazurach, więc sama spotkałam się z tymi, którzy wyjechali do NRD, gdy tu przyjeżdżali to faktycznie traktowali Polaków jako tych gorszych, mniej inteligentnych, biedniejszych, co przecież mijało się z prawdą. Teraz, gdy przyjeżdżają, chwalą i niektórzy żałują, że wyjechali...
Sama też pamiętam to, jak wpajano nam, że Niemcy są źli i odwiedzają te tereny po to, żeby odzyskać swoje włości. Moja rodzina zawsze mnie ostrzegała, żebym się nie osiedlała na ziemi niemieckiej, bo oni wrócą i zabiorą mi dom. Teraz, po latach, ponownie wraca ten temat.

"Antyniemieckie komunikaty otaczały mnie dosłownie z każdej strony. Zaczynając od słynnej bajki o Wandzie, co nie chciała Niemca. Powiedzonko sławne: "jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem"."
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy sięgną po tę książkę a powinien każdy poznać wywiad z profesorem Szarotą. Lecz on sam mówi, że większość nie będzie chciała tego czytać, uznając za sprawę mało istotną. Większości nie interesuje nie tylko prawda, ale tak naprawdę nic ich nie interesuje oprócz siebie i swojego podwórka. Oraz propagandy i wywoływania różnych tematów powodujących zamieszanie. Samych siebie zawsze wybielają, to inni postępują źle, to inni są złymi. A przecież powinniśmy się łączyć a nie dzielić.
A historii nie można wybielać, historia to my wszyscy, nie tylko ci wybitni, którzy są powodem do dumy. Pamiętać należy też o sprawach wstydliwych.

Książkę czytało mi się lekko i szybko. Mimo poruszanych w niej trudnych historycznych tematów, nie sprawiała wrażenia nudnej czy trudnej w odbiorze.
Polecam wszystkim, warto przyjrzeć się prawdziwej historii. Umiejętność otwartego mówienia o czarnych kartach swojej historii świadczy o dojrzałości narodu. Dyskusja bardzo ciekawa, chociaż jej uczestnicy nie są we wszystkim jednomyślni, to właśnie dzięki temu rozmowa tym bardziej zyskuje.


Książkę przeczytałam dzięki BONITO i serwisowi Dobre Chwile.

Po książkę "Duma i wstyd. O historii i potrzebie pamiętania" sięgnęłam z ogromną ochotą, bo lubię tego typu publikacje. Historia związana z II wojną światową jest mi bardziej bliska, gdyż jako dziecko słuchałam wspomnień o niej od mojego dziadka i mamy, chociaż wtedy robiłam to niezbyt uważnie. I chociaż teraz tego żałuję, to jednak część usłyszanych wówczas historii...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Po książkę "Społeczne życie ptaków" sięgnęłam, bo lubię przyrodę, więc i ptaki (choć nie wszystkie), zwłaszcza te zwykłe, pospolite, jak wróbelki, które gniazdują w moim żywopłocie oraz pod dachem altany, pomagają mi też w walce z różnymi gąsienicami, które niszczą moje sadzonki. Chociaż mój kot potrafi je wypłoszyć, lecz nie zbyt się nim przejmują, bo jest w szelkach i na smyczy, więc nie może wszędzie dotrzeć.
Ptaki żyją w stadach i koloniach, ale potrafią też zakładać super rodziny, czyli kilka gatunków zamieszkuje obok siebie i nie wchodzą sobie w drogę, a pomagają i mogą ostrzegać się wzajemnie przed wrogiem.

"Stada to najpowszechniejsza forma ptasiej społeczności często spotykana podczas porannego spaceru..."
Ja rankiem często spotykam dzięcioła, który stuka codziennie w drzewo w pobliskim lesie, ale czasem też wrony czy kawki potrafią zbudzić mnie nad ranem stukając w dach altany.
Autorka tej książki jest profesorem biologii na Uniwersytecie Waszyngtońskim oraz członkinią Narodowej Akademii Nauk oraz Amerykańskiej Akademii Sztuk i Nauk, a także kilku stowarzyszeń. W swojej publikacji skoncentrowała się przede wszystkim na ptakach zamieszkujących obie Ameryki oraz Australię. Z tego powodu część ptaków możemy po prostu nie znać, ale może właśnie dlatego warto je poznać. Takie niecodzienne informacje mogą niekiedy zaskoczyć w czasie towarzyskiej pogawędki lub pomóc dzieciom w uzyskaniu lepszej oceny w szkole. Wiedza wykraczająca poza ramy podręcznika często jest nagradzana przez nauczycieli. Moje wnuki korzystają z moich opowiadań i chętnie słuchają, a ja przy każdej okazji zachęcam je do lektury książek przyrodniczych, które mam w swojej biblioteczce. Korzyści więc są obopólne.
Wracając do społecznego życia ptaków, to możemy się czasem zdziwić, jak one potrafią ze sobą współpracować i jak potrafią też kombinować. Wszyscy pewnie wiemy o tym, co robi nasza znajoma kukułka. Nie tylko kuka, ale tez podrzuca jajka innym ptakom.

"Kukułki nie wychowują własnych młodych - składają jaja w gniazdach innych ptaków. Pisklę kukułki wykluwa się szybciej niż reszta i żwawo wyrzuca przez brzeg gniazda wszystkie pozostałe jaja, aż zostanie samo. Widok małego trzciniaka karmiącego ogromne pisklę kukułki jest naprawdę zdumiewający."
Zastanawiające jest też życie morskich ptaków. Chociaż żyją i żywią się w morzu, to żeby się rozmnażać, zmuszone są wrócić na ląd i znaleźć bezpieczne miejsce na gniazdo, by znieść jajo, ogrzać je, a potem zająć się pisklęciem. Muszą też zapewnić sobie dostęp do bogatych łowisk.

Książka ciekawa, chociaż moim zdaniem zabrakło w niej fotografii, dzięki którym można by było zobaczyć poszczególne gatunki ptaków. Czytałam wcześniej książkę "Głupie ptaki Polski. Przewodnik świadomego obserwatora", w której zdjęć było mnóstwo, więc i lektura była bardziej ekscytująca.

Mimo to warto przeczytać tę książkę i poznać ptasie zwyczaje.


Książkę przeczytałam dzięki BONITO i serwisowi Dobre chwile.

Po książkę "Społeczne życie ptaków" sięgnęłam, bo lubię przyrodę, więc i ptaki (choć nie wszystkie), zwłaszcza te zwykłe, pospolite, jak wróbelki, które gniazdują w moim żywopłocie oraz pod dachem altany, pomagają mi też w walce z różnymi gąsienicami, które niszczą moje sadzonki. Chociaż mój kot potrafi je wypłoszyć, lecz nie zbyt się nim przejmują, bo jest w szelkach i na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Po książkę "Turcja. Od imperium do republiki" sięgnęłam z ciekawości. Kraj ten, znany z wielu atrakcji turystycznych , znany jest też z wielu filmów. Mnie kiedyś spodobał się serial nawiązujący do wydarzeń związanych z Sułtanem Sulejmanem I, który pokochał i poślubił kobietę pochodzącą z części Rusi podległej ówcześnie Królestwu Polskiemu. Mimo tego, że była jego czwartą żoną, to właśnie ona stała się tą jedyną, prawowitą. Urodziła mu szóstkę dzieci. Sułtan nadał jej imię Hürrem i tak stracił dla niej głowę, że tworzył dla nie poezję miłosną. Te listy pozostały do dziś.
Wbrew pozorom, osmańskie kobiety miały też sporą władzę. Oczywiście nie wszystkie, ale na przykład matka lub siostry sułtana miały wiele uprawnień a nawet czasem miały wpływ na politykę państwa.
"Poezja była najwyżej cenionym gatunkiem literackim w obszarze kulturowym rozciągającym się od Bałkanów po Bengal. Osmanowie początkowo kontynuowali tradycję tworzenia po persku i arabsku, jednak po zdobyciu Konstantynopola przez Mehmeda poeci osmańscy zaczęli wykazywać większa pewność siebie, tworząc coraz częściej w języku tureckim."
Turcja była wielokrotnie najeżdżana przez inne państwa, odbudowywana, ale też sama wielokrotnie najeżdżała inne kraje. Historia Turcji znajduje odzwierciedlenie w bogactwie jej dywanów, bo właśnie one kojarzą się najbardziej z Turcją. Te pięknie tkane lub wiązane wzory pokazują bezpośredni związek z koczowniczymi korzeniami narodu Turków.
Sułtanat trwał w Turcji sześć wieków, a mimo to jego panowanie zakończyło się błyskawicznie. Upadł sułtanat, a imperium wielokulturowe zostało wyparte państwo narodowe zasadzające się na jedności etnicznej. Stambuł został zepchnięty na boczny tor, przynajmniej w wymiarze politycznym, przez prowincjonalne miasto. Nową stolica republiki została Ankara, która szybko stała się wizytówką kraju. Powstanie Republiki Turcji zapoczątkowało wielkie zmiany, co wręcz mogło przyprawiać o zawrót głowy.

Turcja położona jest na przepięknym obszarze, na dwóch kontynentach: część w Europie, a część w Azji, otacza je kilka mórz, Morze Czarne od północy, od zachodu Morze Egejskie i Morze Marmara a od południa Morze Śródziemne. To wyżynno-górzyste państwo graniczy z ośmioma krajami.
Lecz właśnie takie ukształtowanie terenu sprawia, że na obszarze Turcji dosyć często występują trzęsienia ziemi. Niekiedy niosą ze sobą tragiczne skutki.

Autor opisuje dzieje Turcji od powstania Imperium Osmańskiego i jego upadku, do powstania na jego gruzach po I wojnie światowej Republiki Tureckiej, obecnie rządzonej przez prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana. Turcja jest też jedną z dwudziestu największych gospodarek świata, na co wpływ ma głównie wielkość tego kraju.


Miałam okazję poznać historię Turcji dzięki BONITO i serwisowi Dobre Chwile.

Po książkę "Turcja. Od imperium do republiki" sięgnęłam z ciekawości. Kraj ten, znany z wielu atrakcji turystycznych , znany jest też z wielu filmów. Mnie kiedyś spodobał się serial nawiązujący do wydarzeń związanych z Sułtanem Sulejmanem I, który pokochał i poślubił kobietę pochodzącą z części Rusi podległej ówcześnie Królestwu Polskiemu. Mimo tego, że była jego czwartą...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

„Dom bestii” Katarzyny Bondy to jedna z najbardziej emocjonujących książek, które czytałam w ostatnim czasie. To książka, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Tym bardziej, że oparta na prawdziwych wydarzeniach, w dodatku w naszym kraju. To historia człowieka, który z ofiary stał się potworem, katem, który to wszystko, co robił, robił dla dobra ukochanej, chciał stworzyć z nią i dla niej idealny dom.

"Mam dosyć bycia takim tułaczem jak teraz. Po prostu chciałbym mieć dom"
Norbert wychowywał się w biednym domu, w trudnych warunkach, był cichy i spokojny. Starał się być dobrym synem, lecz jego styrana matka nie radziła sobie w życiu. Chociaż jego ojczym stara się być optymistycznie nastawionym do życia i wykrzykiwania żony stara się obrócić w żart, to często bywa trudne. Matka Norberta ma ciężki charakter, chociaż nie jest złą kobietą, po prostu przez te wszystkie lata biedy, zrobiła się zgorzkniała i zrzędliwa. Chłopak pamięta czas, kiedy miał matkę tylko dla siebie, i był to najpiękniejszy okres w jego życiu...
W ich małym mieszkaniu trudno się pomieścić. Wieczorem stół, przy którym bawi się przyrodni brat Norberta musi być złożony, bo on śpi na starym materacu w tym miejscu. Największym marzeniem Norberta jest stworzenie domu idealnego, bezpiecznego i szczęśliwego. Domu z prawdziwego zdarzenia.
Norbert ma piękny głos i dlatego jest czołowym solistą w przykościelnym chórze. Proboszcz, znając sytuację chłopaka, proponuje mu pokoik na plebanii. Norbert z chęcią się tam przenosi. Wie też, że i dla matki będzie to jakaś ulga, ale i jemu powinno lepiej.
Nie podejrzewa nawet, jak bardzo pomylił się w swojej ocenie. Mieszkając wśród księży Norbert poznaje osoby, przez które jego młodość staje się pasmem przemocy i upokorzeń. Traktowany często jak przedmiot, nie daje się złamać, ale te doświadczenia dodają mu sił, wzmacniają go i hartują na wszelkie zło.
To właśnie w kościele i na plebanii poznaje bliżej Juliana a później jego żonę. Marlena niemal od razu staje się jego ideałem, marzy o niej i z nią chciałby iść przez życie. To pragnienie staje się coraz bardziej obsesyjne. Gdy zamieszkuje u nich, stając się jakby częścią rodziny, Norbert coraz bardziej jest pod wpływem Marleny, fascynuje go, a Julian to z chęcią wykorzystuje. Okazuje się, że relacje małżonków nie są normalne, lecz Norbert już przywykł do nienormalnych sytuacji.

"W końcu w każdym domu jest taki ciemny kąt, który rodzina stara się ukrywać przed obcymi, bo nie chce, żeby ten brud był widziany. W takich właśnie rejonach Norbert przebywał jako dziecko, młodzieniec i nastolatek, a kilkanaście lat później świat zobaczył go jako straszliwego agresora."
Norbert coraz bardziej oddala się od własnej rodziny i coraz bardziej stara się być jak najbliżej Marleny. Jego obsesja często doprowadza do szału zarówno Juliana jak i Marlenę, ich córka również zauważa, że Norbert chce rozbić ich rodzinę.
Lecz Norberta nic nie powstrzymuje, on cały czas dąży do jednego celu, chce mieć własny, normalny, prawdziwy dom. I nic i nikt nie może mu w tym przeszkodzić. Gotów jest zrobić wszystko, nawet gdyby miał kogoś pozbawić życia. Nie zawaha się.

Książka, którą trudno odłożyć na potem, chociaż wiadomo, kto jest w tej historii zły a kto mniej zły, to intryguje samo dochodzenie. Możemy przekonać się, jak bardzo trudna jest praca śledczych i jak czasem trudno jest skazać osobę, o której niemal wszyscy wiedzą, że jest winna, ale brakuje niezbitych dowodów zbrodni.

"Gdyby nie czujność i katorżnicza praca śledczych zakrawająca na obsesję, Norbertowi te zbrodnie mogłyby ujść płazem."

Warto przeczytać tę książkę. Polecam.


Dziękuję Pani U. Bartkowskiej z Wydawnictwa MUZA za możliwość przeczytania książki.

„Dom bestii” Katarzyny Bondy to jedna z najbardziej emocjonujących książek, które czytałam w ostatnim czasie. To książka, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Tym bardziej, że oparta na prawdziwych wydarzeniach, w dodatku w naszym kraju. To historia człowieka, który z ofiary stał się potworem, katem, który to wszystko, co robił, robił dla dobra ukochanej, chciał stworzyć...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

„Pola makowe” to moim zdaniem, piękna i bardzo emocjonująca historia, która bardzo mnie poruszyła. Niby jest to spokojna i ciepła, momentami wręcz melancholijna, ale jednocześnie wzbudza wiele różnych emocji. Lubię książki, które zmuszają do refleksji i po lekturze mam wiele pytań, na które sama muszę sobie odpowiedzieć.
Czy można przespać żałobę? Czy długi sen (przez miesiąc) może przynieść ulgę? Moim zdaniem, raczej nie. Miałam takie epizody w swym życiu i nie przyniosły mi korzyści.
Lecz może w Polach Makowych jest zupełnie inaczej?

"Ale serio, przesypianie żałoby? Nie słyszysz, jak to brzmi?"
Poznajemy troje bohaterów, którzy zamierzają lecieć do Kalifornii, żeby udać się do nowatorskiej kliniki pod nazwą Pola Makowe. Poznajemy ich historię i powody, dlaczego właśnie tam się udają. Gdy już są na lotnisku, nadchodzące tornado nie pozwala im odlecieć. Loty zostają odwołane. Trójce zmierzających do Pól Makowych nie udaje się zdobyć biletu na najbliższy lot. Nie chcąc zbyt długo czekać, wynajmują samochód i ruszają w drogę. Ava, Sasha i Ray mimo tego, że wcześniej zupełnie się nie znali, lecz pod wpływem impulsu postanowili razem udać się w podróż do Pól Makowych, czują się jednak dobrze ze sobą. Każde z nich ma inny powód żeby się tam udać, to po pewnym czasie zwierzają się sobie, lecz nie do końca. Każde z nich zostawia część prawdy o sobie w sekrecie.

"Słońce powoli zsuwało się za horyzont, a samochód oddalał się już od Szczerego Pola, pędząc w stronę zupełnie innego..."
"Choć sprawiali wrażenie dobrych ludzi, wciąż byli nieznajomymi."
"Jeśli dzięki klinice w Kalifornii mogła poczuć się mniej nieszczęśliwa, to dlaczego miałaby nie spróbować?"
Podróż trójki bohaterów przebiega niemal zgodnie z planem, a my (oraz oni sami) w jej trakcie poznajemy ich bliżej. Każde z nich ma inne problemy, każde ma własną historię i każde wybrało się w tę podróż w innym celu. Ava ukrywa, że jedzie na Pola Makowe żeby odnaleźć siostrę, która tak naprawdę je stworzyła i jest szefową całej kliniki. Ray chce osobiście sprawdzić co się tam dzieje, bo jego młodszy brat był tu i wrócił zadowolony, lecz wkrótce wydarzyła się tragedia. Sasha chce się upewnić, dlaczego jej prośba o pobyt w Polach Makowych została odrzucona. W trasie spotykają Skay, młodą dziewczynę, z którą spotkali się na lotnisku. Ona nawet nie słyszała o takiej terapii, po prostu wybrała się w podróż. Jej młodzieńcze i z pozoru lekkomyślne zachowanie wprowadza lżejszy i bardziej towarzyski nastrój. Chociaż Skay towarzyszy im tylko przez pewien czas, to z nią przyjemnie mija im czas.
Czy Pola Makowe spełnią wszystkie oczekiwania naszych bohaterów? Czy Ava pogodzi się z siostrą? Czy Ray odczuje wreszcie ulgę, gdy pozna jak przebiega czas w ośrodku? Czy Sasha zrozumie dlaczego otrzymała decyzję odmowną?

Chociaż każdy z nas wie, że zdrowy i mocny sen jest ważny i potrzebny każdemu, lecz nie każdy człowiek może spać spokojnie, wielu śnią się złe sny i koszmary. Dlatego nie wiem, czy tak długi sen może przynieść ulgę. Nie wiem, czy zdecydowałabym się na taką terapię, raczej nie, chociaż wszystko zależy od okoliczności. Ja uważam, że żałobę trzeba przepracować, przeżyć i szukać wsparcia wśród rodziny i przyjaciół a nie zasypiać na całe miesiące. Ale to tylko moje zdanie. Gdyby w pobliżu była klinika takiego rodzaju to może....

Warto przeczytać tę poruszającą i pełną emocji powieść, która zmusza do refleksji.

Książkę przeczytałam dzięki Pani Bognie Piechockiej z Prart-Media.pl i Wydawnictwu ZNAK.

„Pola makowe” to moim zdaniem, piękna i bardzo emocjonująca historia, która bardzo mnie poruszyła. Niby jest to spokojna i ciepła, momentami wręcz melancholijna, ale jednocześnie wzbudza wiele różnych emocji. Lubię książki, które zmuszają do refleksji i po lekturze mam wiele pytań, na które sama muszę sobie odpowiedzieć.
Czy można przespać żałobę? Czy długi sen (przez...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

"Koszmary senne. Skąd się biorą, jakie mają znaczenie dla twojej psychiki i jak odzyskać nad nimi kontrolę" to nie jest kolejna książka typu sennika, ale zupełnie coś innego.
To publikacja, dzięki której możemy dowiedzieć się więcej na temat snów. Sny od dawna ciekawiły ludzi i chętnie je interpretowali, chociaż nie zawsze w prawidłowy sposób.

" Sny od wieków bywały inspiracją dla niezliczonych artystów i wynalazców. "
" Jedno wiem na pewno: ludzie uwielbiają mówić o swoich snach. "
Zdrowy i mocny sen jest potrzebny każdemu człowiekowi. Jednak nie każdy człowiek może spokojnie spać. Wielu osobom śnią się koszmary, a one nie pozwalają nie tylko na zdrowy sen, ale burzą również spokój na całe dnie. Ciągłe myślenie o złych snach nie jest dobre dla każdego. Może odbijać się na zdrowiu zarówno psychicznym jak i fizycznym, bo człowiek niewyspany jest zmęczony i sfrustrowany. Nie funkcjonuje tak, jak należy.
A różni badacze snu, ale też i lekarze powtarzają ciągle, że sen jest zdrowy i potrzebny człowiekowi a marzenia senne mogą być nawet formą nocnej terapii.
Ludzie lubią rozmawiać o snach a jest to temat dosyć ciekawy. A rozmowy o snach mogą ułatwiać poruszanie nawet trudnych tematów, co może powodować głębszą więź i empatię. Przecież tak naprawdę to przesypiamy jedną trzecią doby i nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że przez dużą część tego czasu śnimy. Po prostu niektórzy nie potrafią przypomnieć sobie o czym śnili.
Gdy jednak śnią się komuś koszmary i dodatkowo powtarzają się niemal co noc, wtedy nie ma już mowy o spokojnym śnie i wypoczynku. Koło się zamyka, bo ciągle wtedy myśli krążą wokół tego koszmaru i trudno o nim zapomnieć.
Autorka pracując w laboratorium snu przytacza naukowe badania, dzięki którym łatwiej można zrozumieć nie tylko specyfikę samego śnienia, ale też zrozumieć dlaczego jedni mają miłe sny a inni zaś koszmary. Podobno można nawet ćwiczyć świadome śnienie...

" Burzliwe i niepokojące sny wywołują w organizmie realny stres, który przenosi się potem do życia na jawie. "
" Przede wszystkim śnienie można traktować jako zachowanie wyuczone. Każdy z nas przyzwyczaja się z biegiem lat śnić w określony sposób. "
Autorka bez naukowej przesady wyjaśnia dlaczego złe sny mogą się pojawiać w danym okresie i jak sobie z tym radzić. Nauka stwarza coraz więcej możliwości korzystania ze snów.
Książka bardzo ciekawa, tak zresztą jak i sam temat. Bo pewnie każdy z nas zastanawiał się kiedyś nad tym, dlaczego śnimy i czy to ma jakieś znaczenie. Czy sny mogą przepowiadać przyszłość? Niektórzy tak twierdzą i interpretują sny po swojemu. Czy to jest prawidłowe? Nie wiem. Ja bardzo rzadko sobie przypominam o czym śniłam, a koszmary mnie nie dopadają, więc nie mam z tym problemu.


Książkę przeczytałam dzięki BONITO i serwisowi Dobre Chwile.

"Koszmary senne. Skąd się biorą, jakie mają znaczenie dla twojej psychiki i jak odzyskać nad nimi kontrolę" to nie jest kolejna książka typu sennika, ale zupełnie coś innego.
To publikacja, dzięki której możemy dowiedzieć się więcej na temat snów. Sny od dawna ciekawiły ludzi i chętnie je interpretowali, chociaż nie zawsze w prawidłowy sposób.

" Sny od wieków bywały...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Winda do miłości Alek Rogoziński, Magdalena Witkiewicz
Ocena 6,5
Winda do miłości Alek Rogoziński, Magdalena Witkiewicz

Na półkach: , ,

„Winda do miłości” to lekka i z dawką humoru opowieść, bo dość zgrabnie łączy ze sobą dwa style, czyli Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego. Bardzo lubię komedie kryminalne, więc sięgnęłam po tę książkę licząc na jakąś zabawną intrygę, które serwuje Alek Rogoziński. Zdecydowanie wolę czytać kryminały, chociaż lubię też powieści obyczajowe, więc przeczytałam również kilka książek autorstwa Magdaleny Witkiewicz, lecz chyba wolę twórczość tej dwójki osobno, nie w duecie. Chociaż czytało mi się tę książkę dosyć lekko i szybko. Tym bardziej, że to krótka opowieść.

Nie wiem, czy wszyscy wierzą w obecnych czasach w klątwy, ale ja pamiętam jeszcze czasy, gdy w moich okolicach krążyły tabory Cyganów, a wróżby i różne zaklęcia i klątwy były często stosowane. Sama podchodzę do tego dosyć sceptycznie, bo wiele wróżb mijało się wtedy z prawdą. Jednak w mniejszych środowiskach nadal niektórzy wierzą w rzucane przez kogoś klątwy, które mogą działać nawet przez wiele lat.
Gdy ktoś wpadł na pomysł, żeby zburzyć mały dom przy ulicy Miłosnej, w którym mieszkali Cyganie, a na jego miejscu wybudować pięciopiętrową kamienicę (z windą), stara Cyganka rzuciła klątwę na powstający dom. Klątwa miała nie pozwolić mieszkającym tu ludziom zaznać miłości.

"Klątwa została rzucona.
I czekała cierpliwie na swoje pierwsze ofiary."
I choć może wydawać się to nieprawdopodobne, to taka klątwa rzucona na miejsce, jest podobno o wiele bardziej poważna niż rzucona na konkretną osobę...
Klara wprowadzając się do jednego z mieszkań, które kupiła po dosyć okazyjnej cenie, nie podejrzewała nawet, że czekają ją tu ciekawe wydarzenia.

"Kamienica przy ulicy Miłosnej na pierwszy, drugi i nawet kolejne rzuty oka wydawała się urocza. Klatka schodowa pachniała lawendą."
Większość mieszkańców to starsze osoby. Już pierwszego dnia Klara została zaproszona na... pogrzeb jednej z byłych już lokatorek. Tak naprawdę to chyba od tego pogrzebu Klara stała się pełnoprawną mieszkanką kamienicy przy ulicy Miłosnej.
W kamienicy zamieszkał też młody dziennikarz, który szukając ciekawego tematu, natknął się na informację o klątwie sprzed pięćdziesięciu lat. Ma zamiar napisać o tym artykuł.

"Zrobię z tego artykuł roku! Zobaczysz! Może mnie nawet zaproszą do "Sprawy dla reportera". Zawsze chciałem zobaczyć, czy Jaworowicz ma własne nogi, czy też dopinają jej sztuczne, rozciągnięte na czas programu."
Czy faktycznie klątwa jeszcze działa w tej kamienicy? Czy Klarę również dosięgnie jej moc? Czy uda się mieszkańcom kamienicy znaleźć szczęście i miłość?
Jakie sekrety ukrywają mieszkańcy kamienicy? Dlaczego nie działa winda? Jakie jeszcze tajemnice skrywają się w tych murach?

"Cygańskie klątwy są jak guma do żucia. Jak się przyklei, to koniec."

Warto przeczytać lub posłuchać dla miłego relaksu.

„Winda do miłości” to lekka i z dawką humoru opowieść, bo dość zgrabnie łączy ze sobą dwa style, czyli Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego. Bardzo lubię komedie kryminalne, więc sięgnęłam po tę książkę licząc na jakąś zabawną intrygę, które serwuje Alek Rogoziński. Zdecydowanie wolę czytać kryminały, chociaż lubię też powieści obyczajowe, więc przeczytałam również...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Z pewnością każdy z nas ma swoich ulubionych autorów, po ich książki sięgamy bez większego zastanowienia. Ja też mam kilku. Wśród nich jest Wojciech Wójcik. Dlatego też nie mogłam się doczekać momentu, aż jego "Kapsuła" trafi w moje ręce. Jego książki są charakterystyczne już z samej objętości, chociaż okładki przyciągają również do siebie.
Zagadkowy tytuł skojarzył mi się od razu z wydarzeniami z przeszłości. Przeszłość zawsze ma wpływ na teraźniejszość i chociaż czasami wiele tajemnic jest ukrywanych głęboko, to jednak najczęściej wychodzą na jaw w najmniej sprzyjających i nieoczekiwanych okolicznościach.

Legionowo to dla mnie również powrót do przeszłości, mam wiele wspomnień ze szkolnych lat. A właśnie w szkole w Legionowie autor umiejscowił fabułę tej powieści.
Wszyscy bohaterzy książki realistyczni, tylko jak dla mnie, Justyna - bibliotekarka jest osobą dość specyficzną, nie dało mi się jej polubić.
Justyna zajmuje się organizacją obchodów czterdziestej rocznicy szkoły. Tak naprawdę, to została do tego zmuszona.

"Ta kapsuła czasu była felerna. Czułam to od samego początku, ale swoje podenerwowanie kładłam na karb stresu. Nie lubię publicznych wystąpień, jednak w tym wypadku niewiele mogłam zrobić. Polecenie dyrektora to rzecz święta.
Także dla nauczyciela takiego jak ja, czyli szkolnej bibliotekarki."
Może niektórym wydaje się, że taka organizacja rocznicowych uroczystości to nic trudnego, ale gdy robi się to jeszcze pod przymusem, nic nie przychodzi łatwo.
Przypadkiem bibliotekarka dowiedziała się o szkolnej kapsule czasu, która została zakopana kilkadziesiąt lat temu. To może być gwóźdź całej imprezy. Zamknięte wspomnienia w kapsule czasu to jak przesłanie z przeszłości... To musiało chwycić? Przynajmniej w teorii. Tym bardziej, że wszyscy lubimy lubimy wracać do wspomnień, a nawet wzruszamy się i ronimy przy nich przysłowiową łezkę. A takie wydarzenia sprzed lat, pokryte kurzem i zapomniane mogą być miłym akcentem na takiej imprezie.
Jeden z nauczycieli, który pomaga Justynie w prezentacji ocalałych pamiątek, organizuje projektor, na którym będą wyświetlane stare zdjęcia. Wszystko początkowo idzie bardzo dobrze, ale nieoczekiwanie na jednym ze slajdów jest... naga dziewczyna a właściwie kobieta. Uroczystość zostaje przerwana a Justyna wezwana na dywanik...

"Nie wiedziałam jeszcze, że dywanik u szefa to pikuś. Prawdziwe problemy, to najpoważniejsze z poważnych, miały dopiero nadejść.
Czaiły się tuż za rogiem."
Tylko to nie ona przygotowywała zdjęcia do pokazu. Kto więc to zrobił? Kto podmienił zdjęcia?
Justyna podejrzewa uczniów, którzy mieli pomagać w tej prezentacji. Zaczyna prowadzić małe dochodzenie.
Gdy w pożarze na terenie szkoły ginie nauczyciel pomagający jej w organizacji imprezy a uczennica przygotowująca slajdy do wyświetlenia zniknęła i nie ma o niej żadnej informacji, wszystko powoli zaczyna wymykać się prostym wytłumaczeniom.
Kto i dlaczego zepsuł szkolną uroczystość? Kim była naga kobieta ze zdjęcia? Dlaczego zginął nauczyciel zajmujący się przygotowaniami do tej uroczystości? Gdzie zniknęła sumienna uczennica? Jakie tajemnice ukrywają się w przeszłości?

Opowieść wciągnęła mnie tak bardzo, że mimo sporej objętości, książkę przeczytałam w dwa wieczory. Zagadka ciekawa, sporo wątków przeplatających się wzajemnie oraz szkolna atmosfera sprzyjała lekkiej i szybkiej lekturze.

Polecam.

Z pewnością każdy z nas ma swoich ulubionych autorów, po ich książki sięgamy bez większego zastanowienia. Ja też mam kilku. Wśród nich jest Wojciech Wójcik. Dlatego też nie mogłam się doczekać momentu, aż jego "Kapsuła" trafi w moje ręce. Jego książki są charakterystyczne już z samej objętości, chociaż okładki przyciągają również do siebie.
Zagadkowy tytuł skojarzył mi się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

„Wichrowe Wzgórza” Emily Brontë to ponadczasowa powieść i można powiedzieć, że jest klasyką, który powinien poznać każdy. Czytałam ją po raz pierwszy wiele lat temu, lecz gdy teraz zrobiło się ponownie o niej głośno (z powodu kinowej premiery), postanowiłam po latach przeczytać ją po raz kolejny. Zresztą mam do tej powieści pewien sentyment...
Może nie jest to zbyt łatwa lektura, pełna mroku i niepokojącej atmosfery, lecz to przecież całkiem inny rodzaj powieści, niż te, które powstają współcześnie, ale mimo to nie można się oderwać od niej. To nie tylko opowieść o tragicznej miłości, ale też o nienawiści i zemsty, które przeplatają się wzajemnie.
Za każdym razem inaczej odbierałam tę historię, gdy po raz pierwszy ją czytałam wydawała mi się niemal piękną, choć trochę zbyt mroczną baśnią, Teraz, po wielu latach również książka mi się podobała, ale ten mroczny klimat nie wydawał mi się już baśniowy. Pewnie dlatego, że mam inny pogląd na ówczesne czasy i z pewnością nie chciałabym przenieść się w czasie do tamtych lat. Te wszystkie układy i zawierane związki z powodów majątkowych nie podobają mi się, chociaż i obecnie jeszcze się zdarzają. Podobnie jak nienawiść i chęć zemsty też jest obecnie wszechstronna, ale jednak ja w obecnych czasach czuję się bezpieczniej, bo po prostu mam przynajmniej więcej praw do podejmowania własnych decyzji.

Właścicielem sąsiadujących posiadłości w Yorkshire, Wichrowych Wzgórz i Drozdowej Ostoi, jest Heathcliff, który już na pierwszy rzut oka wywiera tajemnicze wrażenie. Lockwood został najemcą Drozdowej Ostoi, więc przybywa do drugiej posiadłości, żeby spotkać się z właścicielem. Heathcliff jest nie tylko tajemniczym mężczyzną, ale wręcz niesympatycznym, nieprzystępnym i złośliwym. Wszystkich traktuje z wyższością i pogardą. Lockwooda zaintrygowali pozostali mieszkańcy Wichrowych Wzgórz, lecz gospodarz nie ma ani chęci rozmowy, ani tym bardziej przedstawienia mu przebywających w posiadłości osób.
Zaintrygowany tą mroczną atmosferą w Wichrowych Wzgórzach pyta gospodynię Drozdowej Ostoi o Heathcliffa i jego rodzinę. Ellen Dean bardzo chętnie obiecuje mu opowiedzieć całą historię o obu posiadłościach i ich gospodarzach, lecz uprzedza, że będzie to długa opowieść.

"Właśnie wróciłem z wizyty u mego gospodarza, samotnego sąsiada, z którym będę miał teraz do czynienia. To niewątpliwie piękna okolica! Nie sądzę, bym w całej Anglii mógł znaleźć miejsce tak bardzo odległe od zamętu towarzyskiego."
"Siedziba Heathcliffa zwie się Wichrowe Wzgórze. Bo też musi być tu dobry wygwizdów."
Ellen opowiada historię o burzliwej i toksycznej miłości, zrodzonej w dzieciństwie, która połączyła córkę Earnshawa, Catherine z przygarniętym przez niego bezdomnym chłopcem Heathcliffem. To młodzieńcze uczucie od początku nie miało szansy na powodzenie, obowiązujące normy środowiskowe i układy po prostu nie zezwalały na to.
Syn Earnshawa jako przyszły dziedzic, od samego początku prześladował Heathcliffa i był jego największym wrogiem. Chociaż jego ojciec od momentu przywiezienia bezdomnego chłopca do domu chciał, żeby jego dzieci potraktowały go jak brata. Jednak tak się nie stało...
Drozdowa Ostoja była we władaniu Lintonów, którzy również nie traktowali Heathcliffa zbyt poważnie. Dla nich był przybłędą i sługą niegodnym ich uwagi.

Co sprawiło, że po latach właścicielem obu posiadłości stał się właśnie Heathcliff?

Dobrze się stało, że dzięki kolejnej ekranizacji, powieść ponownie wzbudziła zainteresowanie. Moje również. Warto ją przeczytać.


Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

„Wichrowe Wzgórza” Emily Brontë to ponadczasowa powieść i można powiedzieć, że jest klasyką, który powinien poznać każdy. Czytałam ją po raz pierwszy wiele lat temu, lecz gdy teraz zrobiło się ponownie o niej głośno (z powodu kinowej premiery), postanowiłam po latach przeczytać ją po raz kolejny. Zresztą mam do tej powieści pewien sentyment...
Może nie jest to zbyt łatwa...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

„Odpowiedź kryje się w tobie” Katarzyny Wolwowicz, to kolejna książka autorki, która mnie ponownie wciągnęła w swoją fabułę. Od jakiegoś czasu jej książki biorę po prostu w ciemno. Najbardziej polubiłam chyba serię z Olgą Balicką, chociaż każda zostawiła mi w sercu jakiś ślad. Autorka nie boi się trudnych tematów, tego, co kryje się w ludzkiej psychice w zderzeniu z różnymi traumami, które często nas doświadczają. Ta historia nie jest tylko thrillerem psychologicznym, ale też opowieścią o rozterkach kobiety, której wszyscy zazdroszczą idealnego życia, a o na czuje ciągle ból i nie potrafi odnaleźć się w życiu. Pani Wolwowicz kolejny raz wprowadza nas w mroczne zakamarki kobiecego umysłu.

"Wszystko, co chciałaby, żeby pozostało jedynie sennym koszmarem, wydarzyło się naprawdę."
Aneta pozornie wydaje się być szczęśliwą mężatką i matką dorastającej córki, lecz nie wszystko jest takie, jak inni to widzą. W życiu osiągnęła praktycznie wszystko, nie narzekają z mężem na brak gotówki, ale to nie pieniądze dają szczęście. Aneta ciągle nosi na twarzy maskę, ciągle gra, pewnie dlatego wszyscy myślą, że jest szczęśliwa. A ona tylko czeka na odpowiedni moment, gdy ich córka wyjedzie na studia, ma zamiar wtedy zacząć życie od nowa. Chce uciec i zostawić wszystko za sobą. Dlaczego?

"Miała już dosyć tego udawania. Nie dałaby rady położyć się dzisiaj do łóżka obok niego. Nie po tym, jak znów wcielił się w rolę cudownego i opiekuńczego mężczyzny, którego zazdrościła jej każda koleżanka. Gdyby wiedziały... Gdyby tylko wiedziały, co zrobił..."
Co takiego zrobił mąż Anety, że nie może już z nim być, że planuje tak drastyczne zmiany w życiu nie tylko swoim, ale i męża?
Po pogrzebie matki i wyjeździe córki, Aneta pewnego ranka nie informując nikogo wyjeżdża nad morze. Ma wiele wspaniałych wspomnień z tamtych stron, gdyż wtedy jej mama była uśmiechnięta. Pracowała sezonowo w ośrodku wczasowym i zawsze zabierała ze sobą Anetę, która tam spędzała wakacje. Pewnie dlatego właśnie tam Aneta skierowała swoje kroki. Wypłaciła ze wspólnego konta sporą kwotę pieniędzy, która powinna wystarczyć na kupno mieszkania w nowym apartamentowcu. Poznaje mieszkająca tam młoda dziewczynę - Monikę, która również mieszka w tym samym bloku. Monika jest wesoła i nie sposób oprzeć się jej urokowi. Kobiety powoli zaprzyjaźniają się.

"Spojrzała na niebieski bezkres przed sobą i po raz pierwszy w życiu poczuła się wolna."
Spacerując po plaży w Dziwnowie Aneta spotyka mężczyznę z psem o ciekawym i niespotykanym imieniu. Pies wabi się Pijak... Okazuje się, że on też mieszka w tym apartamentowcu.
Maksymilian ostrzega Anetę przed samotnym spacerowaniem, bo na osiedlu zamordowano jedną z mieszkanek apartamentowca.
Gdy Aneta zaprasza Monikę i Maksymiliana na kolację, nieoczekiwanie mężczyznę odwiedza policja. Aneta jest przerażona. Okazuje się, że Maks był już kiedyś oskarżony o zabójstwo żony. Czy on faktycznie jest zabójcą?
Jakby tego było mało, to Monika zwierza się Anecie, że ma romans z żonatym facetem. Coś w tej opowieści nie gra Anecie, zaczyna czuć jakiś dystans do Moniki. Do Dziwnowa przyjeżdża również mąż Anety, co ja niemal wyprowadza z równowagi.
Gdy dochodzi do kolejnej zbrodni, Aneta już nie wie sama, komu może ufać...

Ta historia poruszyła we mnie wiele różnych emocji, zwłaszcza gdy już dowiedziałam się, co spotkało Anetę.


Mam tylko jedno ważne zastrzeżenie dotyczące grup krwi, niektórzy mogliby być tym zaskoczeni. Myślę, że należałoby to skorygować.

„Odpowiedź kryje się w tobie” Katarzyny Wolwowicz, to kolejna książka autorki, która mnie ponownie wciągnęła w swoją fabułę. Od jakiegoś czasu jej książki biorę po prostu w ciemno. Najbardziej polubiłam chyba serię z Olgą Balicką, chociaż każda zostawiła mi w sercu jakiś ślad. Autorka nie boi się trudnych tematów, tego, co kryje się w ludzkiej psychice w zderzeniu z różnymi...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Nie czytałam wcześniejszych powieści Anety Kisielewskiej, lecz okładce tej książki nie mogłam się oprzeć. Zresztą sam tytuł również do siebie przyciąga, obiecuje jakiś dramatyczny wybór, zamianę czyjegoś życia za inne życie. Po przeczytaniu książki "Życie za życie" mam ogromną ochotę na poznanie wcześniejszych pozycji autorki.

W powieści poznajemy trzy kobiety, których losy zupełnym przypadkiem (czy na pewno) splotły się w niemal jedną fabułę. W dodatku dość tragiczną.
Diana jest kobietą sukcesu, która ma niemal wszystko, męża, sławę, i masę osób obserwujących jej kanały jak również fanów telewizyjnych, powinna zatem być bardzo szczęśliwa, lecz czasem ogarniają ją mroczne myśli dotyczące przeszłości. Jej wspomnienia poznajemy z jej pamiętnika, którego fragmenty przeplatają fabułę książki.

"Promieniała, lśniła, błyszczała niczym rozświetlony neon. Była w swoim żywiole. Występy na żywo przynosiły jej nie tylko ogromną popularność, ale i morze satysfakcji."
Diana zdaje sobie sprawę z tego, że zwróciła na siebie uwagę fanów nie tylko swoją ksywką i różowym kolorem, ale że to wszystko , co osiągnęła zawdzięcza własnemu samozaparciu i katorżniczej wręcz harówce i żelaznej dyscyplinie. Jednak ta ciężka praca nad sobą się opłaciła, bo doprowadziła ją na szczyt.

Dziennikarka Julia jest piękną kobietą, razem z architektem Marcinem tworzą zgodne małżeństwo. Do pełni szczęścia brakuje im tylko dziecka. Nie ustają w walce o to, żeby zostać rodzicami, chociaż właśnie to pragnienie kładzie się dużym ciemnym cieniem na ich związku.

"Nigdy nie była zbyt aktywna. Od klubów fitness wolała zaciszne miejsca, kubek parującej herbaty z cytryną i książkowych bohaterów lub notatnik w grubej oprawie, z którym nie rozstawała się od czasów liceum."
Kaja do Krakowa przyjechała tuż po maturze, uciekła z podkarpackiej wsi, bo nie chciała żyć w ciągłej patologii, w której się wychowała. Żeby zacząć żyć na własnych warunkach nie miała innego wyjścia. Trudne dzieciństwo i życie w biedzie oraz w świecie, gdzie pijaństwo i przemoc były normalną codziennością i traktowano to jak coś zwyczajnego, z czym nikt nawet nie próbował walczyć. Kaja nie wyniosła z domu dobrych wzorców, w swojej zabitej dechami wiosce nie miała żadnych możliwości.

" Po miesiącach rozważań pojęła, że jedynym sposobem na wyrwanie się z tego piekła jest ucieczka, spalenie za sobą wszystkich mostów. Wiedziała też, że jeśli odejdzie, musi zapomnieć o powrocie. Tutaj, na wsi nie będzie dla niej miejsca."
Z pomocą koleżanki udaje się dziewczynie znaleźć nie tylko pracę, ale jeszcze jakieś lokum za niewielkie pieniądze. Pewnego dnia spotyka mężczyznę, który zawrócił jej w głowie. Wydaje się jej, że wreszcie znalazła swoje szczęście...

Jak potoczy się dalej życie Diany, Julii i Kai? Co połączy te trzy kobiety? Dlaczego ich losy się splotły?

Muszę Wam powiedzieć, że nie mogłam się oderwać od tej książki, ale nie było mi szkoda zarwanej nocy, warto było.
Fabuła świetnie poprowadzona, narracja kilkuosobowa, dzięki temu poznajemy wydarzenia z perspektywy różnych postaci, więc łatwiej nam poznać ich motywacje. Autorka zgrabnie przeplata różne wątki z przeszłości z teraźniejszością, próbując nieco namieszać, a że każdy z bohaterów nie do końca mówi prawdę, każdy coś ukrywa, chwilami można wyciągnąć fałszywe wnioski.
Zakończenie przewidywalne, ale satysfakcjonujące. Historia ciekawa i szybko wciąga, czyta się lekko. Bohaterowie intrygujący i charakterni.
To opowieść o marzeniach, o miłości, o wybaczaniu i o mrocznych tajemnicach skrywanych głęboko oraz o tym, że wyjawienie prawdy jest bardzo trudne.
Lektura emocjonująca i zmuszająca do przemyśleń.
Polecam.

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

Nie czytałam wcześniejszych powieści Anety Kisielewskiej, lecz okładce tej książki nie mogłam się oprzeć. Zresztą sam tytuł również do siebie przyciąga, obiecuje jakiś dramatyczny wybór, zamianę czyjegoś życia za inne życie. Po przeczytaniu książki "Życie za życie" mam ogromną ochotę na poznanie wcześniejszych pozycji autorki.

W powieści poznajemy trzy kobiety, których...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

„Panie kocie, jak żyć? Przewodnik po równowadze, odpoczynku i codziennych przyjemnościach” to lekki, dość krótki i z przymrużeniem oka poradnik o naszym życiu widzianym z kociej perspektywy. Mnie do lektury oczywiście przyciągnęła oczywiście okładka, kot siedzący na fotelu jak król na tronie...
Ja lubię koty od zawsze i zawsze w moim domu był jakiś kot lub nawet dwa. Tak przyzwyczaiłam się do obecności kota, że nie wyobrażam sobie życia bez kota. Chociaż nie znalazłam w książce zbyt wielu nowości, lecz nawet się ich nie spodziewałam. I chociaż każdy kot jest inny, to w moim domu ja ustalam zasady, co im wolno a czego nie i koty starają się chociaż temu podporządkować. Chociaż mój obecnie rezydujący kot ciągle stara się chociaż o centymetr wydłużyć zasięg swojego obszaru, a że robi to małymi kroczkami i wykorzystuje do tego innych członków rodziny, coraz bardziej mu się to udaje.

"Oczywiście, że każdy kot ma swoje zasady. Jeden kot leży na stole, inny na fotelu, a jeszcze inny zawsze w nogach człowieka."
Autorka lekko i z humorem, ale tez z ogromnym przekonaniem próbuje przekazać nam, że naprawdę warto brać z kociego zachowania przykład. Tym bardziej obecnie, w tym świecie, gdzie każdy wciąż gdzieś pędzi, czegoś szuka, coś musi natychmiast zrobić. Wiele prawdy kryje się w tym przekazie, zwłaszcza, że wypowiedzi autorki poparte są naukowymi badaniami. Owszem, zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy tak doskonali jak koty, lecz nawet gdybyśmy zaczęli tak żyć jak one, to chyba nic dobrego by z tego nie wyszło...

"My, koty, lubimy przyjemności, co tu kryć. Bez wątpienia: głaskanie, ugniatanie, spanie w ciepłym miejscu, ulubione smaczki, nawet patrzenie na swoich ludzi. Przyjemna jest dla nas również zabawa i, rzecz jasna, nicnierobienie. Nie mamy z tego powodu żadnych wyrzutów, czego nie można powiedzieć o was, ludziach."
Gdybyśmy tak wszyscy położyli się i zwinięci w kłębuszek, w ciepełku zapomnieli o całym świecie i jego problemach, to i tak raczej nic by to nie dało. A problemy zrobiłyby się pewnie jeszcze większe. Po prostu jesteśmy tylko ludźmi a nie tak idealnymi zwierzętami jak koty. I nic na to nie poradzimy. Chyba tylko to, że zamieszkamy z kotem...
Koty potrafią zaskakiwać i chociaż mają swoje stałe rytuały, to zdarza się im je zmieniać według własnego widzimisię. Warto mieć kota, bo sami dzięki niemu możemy nauczyć się jako takiej rutyny, innego podejścia do wielu spraw oraz nauczyć się doceniać przyjemności.

"Kot nie wyleczy depresji, ale może czasem mruczeniem naprawić humor. Nie bójmy się mieć kota. Cieszmy się, że wybrał nas na swojego człowieka."
"Jedno jest pewne - warto mieć kota, bo życie z nim to niezwykła przygoda."
Dla mnie mój kot jest lekarstwem dla duszy, jego mruczenie i przytulanie pozwalają mi zapomnieć o chorobie i problemach.
Chociaż czytało mi się tę książkę lekko i szybko, to w sumie nic nie wyniosłam z tego poradnika i pewni szybko o nim zapomnę.

„Panie kocie, jak żyć? Przewodnik po równowadze, odpoczynku i codziennych przyjemnościach” to lekki, dość krótki i z przymrużeniem oka poradnik o naszym życiu widzianym z kociej perspektywy. Mnie do lektury oczywiście przyciągnęła oczywiście okładka, kot siedzący na fotelu jak król na tronie...
Ja lubię koty od zawsze i zawsze w moim domu był jakiś kot lub nawet dwa. Tak...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

"Obietnica" Agnieszki Peszek to kolejna książka, od której bardzo trudno było mi się oderwać. To dobrze napisany i dość intrygujący thriller psychologiczny, w którym nie brakuje zabójstwa i śledztwa policji, ale znajdziemy również sporą dawkę mrocznych i zagadkowych tajemnic. Tytułowa "obietnica", bezmyślnie kiedyś wypowiedziana, ma kluczowy wpływ na rozwój wydarzeń.
Chociaż to druga część z nowego cyklu autorki "Konieczna", lecz można obie książki traktować jako odrębne powieści. Łączą je tylko policjanci prowadzący dochodzenia, Tobiasz Michalski oraz Renata Konieczna.

Weronika jest szczęśliwą mężatką, od kilku lat mieszka w dużym domu poza miastem, gdzie może spokojnie pracować. Weronika jest autorką kilku bestsellerowych kryminałów, w których nie brakuje krwawych i makabrycznych zbrodni. Pewnego ranka nieoczekiwanie coś ją wybudziło ze snu. Nie podejrzewając niczego złego próbuje przytulić się do śpiącego obok męża. Lecz Grzegorz jest martwy. Na domiar złego został zamordowany. Lecz Weronika nie może sobie uzmysłowić, jak to się stało? Przecież w domu byli tylko oni. Kto więc zamordował jej męża? Czyżby ona sama zabiła Grzegorza? To niemożliwe...
Lecz okazuje się, że Grzegorz został pozbawiony życia w sposób opisany przez Weronikę w jej najnowszej książce, która jeszcze nie została wydana. Poznało ją tylko kilka osób.
Policjanci przybyli na wezwanie, zatrzymują Weronikę i proszą o wykaz osób, które mogą znać treść jej nowej powieści.

" Już sam fakt, że jest pisarką kryminałów, sugerował im, że jest ta złą, a jak do równania dodadzą jeszcze jej niewierność wobec ofiary... Coraz bardziej obawiała się, że mając taki zestaw, policja nie podejmie jakichkolwiek działań, aby znaleźć prawdziwego mordercę. "
Weronika razem z Grzegorzem oraz Aneta i Wojtkiem stanowili zgraną paczkę jeszcze z czasów liceum, ale do tej pory ich przyjaźń trwa nierozerwalnie. Chociaż po aresztowaniu Weroniki coś zaczyna się psuć między przyjaciółmi... Każda osoba z tej czwórki ukrywa przed innymi wiele prawdy o sobie i swym życiu.
Autorka prowadzi narrację z perspektywy kilku postaci i jednocześnie przeplata wątki z przeszłości z wydarzeniami bieżącymi. Pozwala to na lepsze poznanie bohaterów oraz na motywy ich postępowania.
Co naprawdę stało się w mieszkaniu Weroniki? Kto i dlaczego zamordował jej męża? Jakie tajemnice skrywają jej przyjaciele? Co ukrywa Weronika, czy ona może być mordercą?
Nawet policjantka Renata Konieczna jest zaskoczona pewnymi tajemnicami, do których dotarła...

" Nie sądziła, że w przeszłości zamordowanego może być coś tak szokującego. "
Moim zdaniem to bardzo dobry kryminał, który przykuwa uwagę i nie pozwala oderwać się od lektury.

Polecam.

"Obietnica" Agnieszki Peszek to kolejna książka, od której bardzo trudno było mi się oderwać. To dobrze napisany i dość intrygujący thriller psychologiczny, w którym nie brakuje zabójstwa i śledztwa policji, ale znajdziemy również sporą dawkę mrocznych i zagadkowych tajemnic. Tytułowa "obietnica", bezmyślnie kiedyś wypowiedziana, ma kluczowy wpływ na rozwój...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

"Zasadzka" to druga część z serii "Głupia baba" Anny Kleiber. I jak wskazuje tytuł, to ja również dałam się wciągnąć w tę zasadzkę...
Może nie jest to zła książka, lecz już po pierwszej stwierdziłam, że główna bohaterka jest naprawdę "głupia babą", ale miałam nadzieję, że chociaż trochę zmądrzała. Tymczasem Natalia ponownie wdaje się w dość dziwny romans, chociaż wszystko wskazywało na to, że będzie tego gorzko żałować. Całe szczęście, że nie dała się tak aż zbałamucić jak jej szefowa, która tez wplątała się w romans i straciła mieszkanie..., dobrze chociaż, że pomógł jej wyjść jako tako z kłopotów - mąż.
Natalia po zerwaniu wszelkich kontaktów z Wiktorem, postanawia wyjechać na wieś, do przyszywanej ciotki. Może tam odzyska jakiś spokój.

Ludziom mieszkającym w mieście wydaje się często, że na wsi jest spokojnie, sielsko i anielsko. Nic bardziej mylnego, bo chociaż na pozór nic się dzieje, to jednak dzieje się i to aż czasem zbyt wiele a nawet jeszcze więcej. Tu wszyscy się znają i o sąsiadach wiedza nawet więcej niż oni sami. Czasem jest to dobrze, ale zazwyczaj jest uciążliwe.
Gdy Natalia pojawia się w Starych Strzelbach, wszyscy już wiedzą, że wróciła, zastanawiają się tylko nad tym, dlaczego i czemu na dłuższy czas. Co się stało? Czy wyrzucili ją z pracy? Bo o tym, że nie powiodło się jej z kolejnym mężczyzną, to wszyscy wiedzą...
Natalia zauważa, że ciotka jest nieco zdenerwowana. Ona i jej kilkoro znajomych mieli świetny plan na interes, ale przeszkadza im jedna złośliwa sąsiadka, która tylko z przekory nie chce pozbyć się kawałka ziemi biegnącej przez środek działki, na której chcieli wybudować dom weselny.
Próbowali już i prośby i groźby, ale to wszystko na nic. Uparła się jak przysłowiowa koza i nie chce nawet rozmawiać o sprzedaży gruntu.
Gdy Natalia wpada na pewien pomysł, początkowo zarówno ciotka jak i jej przyjaciele są dosyć sceptyczni, lecz po chwili zgadzają się. Plan jednak spalił na panewce, bo wredna sąsiadka nie dała się wciągnąć w zasadzkę. Kolejny pomysł Natalii bardziej podoba się spiskowcom a nawet ksiądz proboszcz daje na to błogosławieństwo.
A Natalia chce upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Chce zemścić się na Wiktorze i jednocześnie pomóc ciotce i jej zwolennikom w realizacji wymarzonej inwestycji.
Postanowiła sprowadzić podstępem Wiktora i namówić go, żeby pomógł przekonać uprzykrzoną już sąsiadkę do zmiany planów.
Czy pomysł Natalii się powiedzie? Czy Wiktor zechce przyjechać na tę zabitą dechami wieś? Czym go skusić, żeby zechciał im pomóc?

Nie obędzie się nadal od swatania przez ciotkę Natalii i od wiejskich plotek, ale to jest normalne w tego typu środowiskach.

Fabuła dość przewidywalna, ale jako audiobook w czasie prac porządkowych może się sprawdzić. Lekki, nie trzeba się zbytnio skupiać, końcówka bardziej ekscytująca. Nie jest to całkiem zła książka, chociaż raczej za kolejną część (o ile się pojawi) raczej się nie wezmę, bo jest tyle ciekawszych pozycji.
Lecz gdy już zaczęłam jej słuchać, to chciałam do końca poznać, bo nie lubię przerywać lektury. Może też jestem taka "głupia baba"?

"Zasadzka" to druga część z serii "Głupia baba" Anny Kleiber. I jak wskazuje tytuł, to ja również dałam się wciągnąć w tę zasadzkę...
Może nie jest to zła książka, lecz już po pierwszej stwierdziłam, że główna bohaterka jest naprawdę "głupia babą", ale miałam nadzieję, że chociaż trochę zmądrzała. Tymczasem Natalia ponownie wdaje się w dość dziwny romans, chociaż wszystko...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

"20 000 kotów! Wykreślanka niemal nie do rozwiązania" to, jak wskazuje już tytuł, nie jest książka do czytania, ale mimo to nie można się z nią nudzić, lecz spędzić miłe chwile.
Mnie do tego typu rozrywki zachęcił wnuczek, ja czasami w jakiejś gazecie gdy były wykreślanki, to je rozwiązywałam, lecz bez entuzjazmu, nie było to moje ulubione zajęcie. Wolałam bardziej krzyżówki, najbardziej typu: Jolka. Teraz znów dałam się namówić maluchom, podobnie jak do kolorowanek namówiła mnie wnuczka, to do wykreślanek tym razem wnuczek. On je uwielbia, ma całe zbiory różnego rodzaju, więc gdy u mnie przebywał, też się z nim w to bawiłam. Gdy otrzymałam tę książkę w prezencie, to niemal opadła mi szczęka, nie spodziewałam się, że to będą tylko same zadania i w dodatku jedynym słowem do wykreślania jest KOT... Jednak to prezent od wnusia, więc nie wybrzydzałam i zabrałam się za szukanie tych KOTÓW, a nie jest to taka prosta sprawa.
Dwieście stron, na których są tylko trzy litery (K,O,T) oczywiście w różnej kombinacji, należy tylko znaleźć tę odpowiednią. Na pierwszej stronie szukamy jednego słowa KOT, na każdej kolejnej o jednego więcej, czyli na dwusetnej musimy ich znaleźć 200 sztuk. Wydaje się Wam, że to łatwe? Nie powiedziałabym tego, ale od czegoś trzeba zacząć.

Myślę, że każdy miłośnik kotów powinien spróbować tej zabawy, zresztą to niebanalny pomysł na spędzenie weekendu czy popołudnia. O tyle jest to ciekawe zajęcie, że jednocześnie można przy okazji robić jeszcze coś innego, na przykład - oglądać film lub teleturniej lu słuchać muzyki, można też słuchać audiobooka z lekką komedią, przy której nie musimy się zbytnio skupiać. Bo skupiać się trzeba nad tymi KOTAMI, żeby je odnaleźć.

"Słowa "kot" mogą na siebie nachodzić [na przykład dwa koty mogą dzielić tę samą literę "k"]."
I chociaż już nawet tytuł ostrzega nas, że to zadanie "niemal nie do rozwiązania", to nie należy się zniechęcać, bo wiadomo już, że zadania są wręcz ekstremalnie trudne i to jest dodatkowy plus, gdy uda się rozwiązać chociaż część z tych zadań.
Czasem potrzeba takich kreatywnych rozrywek żeby nasz mózg się nie nudził jednostajnymi i monotonnymi zajęciami. Owszem, ta zabawa wymaga wiele cierpliwości, lecz tego też możemy się przecież nauczyć...

To świetna zabawa na nudę. I nie musimy robić tego sami, ja podzieliłam się z wnukiem i część KOTÓW szukał on. Dodam, że jemu to zdecydowanie szybciej wychodziło...

Dla niecierpliwych i zdesperowanych na końcu książki są odpowiedzi.
Naklejki z czarnymi kotami to dodatkowy gratis dla kociarzy.

"20 000 kotów! Wykreślanka niemal nie do rozwiązania" to, jak wskazuje już tytuł, nie jest książka do czytania, ale mimo to nie można się z nią nudzić, lecz spędzić miłe chwile.
Mnie do tego typu rozrywki zachęcił wnuczek, ja czasami w jakiejś gazecie gdy były wykreślanki, to je rozwiązywałam, lecz bez entuzjazmu, nie było to moje ulubione zajęcie. Wolałam bardziej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

,,WYSTARCZYSZ?" to książka, która poruszyła we mnie wiele emocji. Jednocześnie przypomniała mi, że ja też niemal przez całe życie żyłam dla innych. Gdy jednak dopadła mnie choroba, okazało się, że niewiele osób zostało przy mnie. Nie licząc najbliższej mi rodziny, tylko kilkoro prawdziwych przyjaciół okazało się godnymi tej nazwy.
Ta książka to nie tylko poradnik, to bardziej pamiętnik kobiety, która chciała udowodnić swoją wartość, w końcu pokazała siebie taką, jaka jest naprawdę i jest z tego dumna.
Nie można całego swojego czas poświęcać innym, chociaż większość kobiet jest tak niemal zakodowanych. Ja sama taka byłam, lecz jestem z innego pokolenia, gdzie kobiety kształtowano tak, żeby były tylko dobrymi i grzecznymi córkami, potem oddanymi żonami i troskliwymi matkami. Oczywiście powinny być również przyjaciółkami, dla których powinny zrobić wszystko. A siebie i swoje potrzeby zawsze stawiać na dalszej pozycji.

"Od dzieciństwa jesteśmy uczone, że nasze potrzeby są mniej ważne niż potrzeby innych. "Nie bądź egoistką", "Najpierw pomóż innym", "Nie myśl tyle o sobie" - takie komunikaty utwierdzają w nas przekonanie, że troska o siebie jest czymś niewłaściwym."
W książce "Wystarczysz?" Jagoda Urban opisuje szczerze i ze wzruszeniem swoją drogę do odkrycia wartości siebie. Nie jest to historia tylko jej, bo część opisanych sytuacji niemal każda kobieta znajdzie w swoim życiu. Większość kobiet żyła i nadal żyje z poczuciem, że nie zrobiły czegoś dobrze, że nie wystarczająco zajęły się swoja rodziną czy pracą.
W tej książce znajdziemy głos wielu kobiet żyjących w poczuciu, że powinny więcej i lepiej, nie tylko samej autorki.
Tej książki nie stworzyła tylko Jagoda Urban, zaprosiła też kilku gości, dzięki temu opowieść staje się bardziej inspirująca i autentyczna.

"Autentyczność wynika z radości robienia rzeczy, które się kocha robić."
Przeżyłam już wiele lat w poczuciu, że nie jestem wystarczająco dobra we wszystkim, ale czy muszę taka być? NIE. Nie muszę udowadniać innym, że jestem we wszystkim najlepsza i ze wszystkim sobie poradzę. Mogę sobie pozwolić na "nicnierobienie", i niczego nie muszę udowadniać innym. Bo nie jest ważne to, jak wypadam w oczach innych i co oni o mnie myślą, ważne jest to, co ja myślę o sobie i to, co innym daję z siebie. Nie zapominam już, że dla samej siebie jestem wystarczająca. Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem obecnie na zdecydowanie lepszej pozycji, niż niektóre kobiety. Nie zabiegam o czyjąś przyjaźń i zainteresowanie moją osobą. Już jakiś czas temu odkryłam, że samotność nie jest zła, jeśli samemu się tego chce. Spędzanie czasu tylko ze sobą, gdy mam na to ochotę jest dla mnie relaksem, wtedy czuję się lepiej, nikt mnie nie ocenia. To moja własna, relaksacyjna przestrzeń, z której często korzystam, gdy mam ochotę na spacer, na lekturę, kolorowanie, prace w ogrodzie czy słuchanie muzyki. Po prostu lubię to robić sama...
Często to, co jest dla nas najlepsze, najzdrowsze, wręcz uzdrawiające, okazuje się bardziej trudne...
Oczywiście, każdy ma swoje problemy ,z których nie chce zwierzyć się nikomu, nie chce też współczucia i oceniania. Wile rzeczy możemy same zmienić i z wieloma sobie poradzić, lecz czasem przydaje się ktoś, kto wyciągnie do nas pomocna dłoń i pomoże w rozwiązaniu problemu. Dobrze jest, gdy możemy liczyć na kogoś.

To nie jest typowy poradnik, to bardziej spotkanie i rozmowa z przyjaciółką, do której mamy zaufanie i możemy jej wszystko powiedzieć.

W książce znajdziemy też spora dawkę ćwiczeń pomagających lepiej zrozumieć siebie i własne potrzeby oraz swoją wartość. Trzeba zatrzymać się na chwilkę i zastanowić nad swoim życiem. To książka dla wszystkich kobiet, nie tylko dla tych, które myślą, że są niewystarczające...

"Powtórz za mną: WYSTARCZAM.
I uwierz, że WYSTARCZASZ.
Zawsze. I wszędzie."

Książkę przeczytałam w ramach Akcji Recenzenckiej serwisu Lubimy Czyatać.pl oraz Wydawnictwa NieZwykłe.

,,WYSTARCZYSZ?" to książka, która poruszyła we mnie wiele emocji. Jednocześnie przypomniała mi, że ja też niemal przez całe życie żyłam dla innych. Gdy jednak dopadła mnie choroba, okazało się, że niewiele osób zostało przy mnie. Nie licząc najbliższej mi rodziny, tylko kilkoro prawdziwych przyjaciół okazało się godnymi tej nazwy.
Ta książka to nie tylko poradnik, to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

"Rezydencja Konstancin" przyciągnęła mnie tajemniczą okładką, jak to zazwyczaj u mnie bywa, ale nie tylko. Konstancin, a tym bardziej rezydencja, od razu wzbudza skojarzenia z bogactwem, przepychem, pięknymi starymi willami (tymi nowymi też...) i oczywiście snobistycznym towarzystwem, które tam zamieszkuje. Oczywiście, że nie wszyscy są tacy.

"Widok z okna był dosłownie jak kroplówka relaksu podłączona przez oczy bezpośrednio do mózgu. Był też, w połączeniu z własną linią brzegową jeziora, istotną częścią składową absurdalnej ceny, którą zapłacili za ten dom dwa lata temu."
"Mieszkała w Konstancinie już od wielu lat, ale nie przesiąkła wszechobecną tu potrzebą epatowania zamożnością."
Ciekawa lektura, chociaż to bardziej powieść psychologiczno-obyczajowa niż kryminał, lecz mimo to czyta się książkę z ciekawością.
Dla mnie jedyną wadą debiutanckiej książki Elżbiety Marczuk była bardzo niewielka ilość dialogów. W sumie fabuła książki skupia się na emocjonalnych rozmyślaniach postaci, chociaż dzięki temu poznajemy je bliżej.
Pieniądze i bogactwo psuje charaktery, potrafią nawet zniszczyć życie niejednego człowieka, ich nadmiar może wpływać na zachowanie ludzi, zwłaszcza wtedy, gdy otrzymuje się je bez pracy.

"Nikt tu nie badał drzew genealogicznych do piątego pokolenia wstecz. W całym tym konstancińskim światku chodziło tylko o pieniądze. O nic więcej. To one były przepustką. Ich pochodzenie miało drugorzędne znaczenie. Okej, budziło zainteresowanie, ale to była zwykła ludzka ciekawość i tyle."

Filip mieszka z rodzicami w jednaj z konstancińskich willi, ma wszystko czego tylko zapragnie, brakuje mu tylko miłości i przywiązania rodziców. Tak naprawdę, już od dziecka wychowywały go nianie, matka niezbyt interesowała się nim, pewnie więc dlatego jego emocjonalna więź z matką jest taka krucha. Dla świętego spokoju pozwalano mu na wszystko, gdy nie otrzymał tego, co chciał, zazwyczaj wpadał w szał. Matka nie jeden raz po prostu się go bała. Nawet teraz, już jako maturzysta nadal potrafi manipulować rodzicami żeby osiągnąć swój cel. A wszelkie problemy, które syn sprawiał nie tylko w szkole, ojciec łatwo potrafił załatwić za pomocą pieniędzy i znajomości. Problemy zamyka się w czterech ścianach willi, za zamkniętymi drzwiami gdzie nie rozmawia się o tym, a po prostu zamiata pod dywan.
Jędrzej od lat jest przyjacielem Filipa. Całkowicie inaczej się zachowuje, jest wrażliwy i spokojny. Dlaczego akurat zaprzyjaźnił się z Filipem? Czy sąsiedztwo miało na to wpływ?
Po organizowanej prze Filipa imprezie Jędrzej dzwoni do swojej matki i mówi: "Mamo, zrobiłem coś strasznego"...
Co takiego wydarzyło się w tej willi?

Narracja przedstawiona jest z perspektywy kilku osób, najczęściej Alicji i Anny Klary, których życie zmieniło się diametralnie w ciągu jednego wieczora. Jednym z narratorów jest też Jędrzej oraz jedna z Ukrainek pracujących w willach w Konstancinie. Relacje Tani idealnie spajają te wątki, z których wyłania się wyłania się zakłamany świat idealnego świata.

"Wyjechała do obcego kraju za lepszym życiem, musiała sobie radzić sama. Nieraz trzeba było walczyć o swoje. Ale zawsze brała życie takim, jakie jest. Świat nie jest miejscem, w którym wszystko zostało dobrze urządzone."
"Każda z nich, dziewczyn pracujących u bogaczy, sporo się napatrzyła na brudy ukryte za fasadą ze złota."
Chociaż ta książka opowiada o zabójstwie i motywach sprawcy, ale nie ma tu opisu dochodzenia i śledczych. O wszystkim dowiadujemy się tylko z relacji bohaterów.
Charaktery postaci i ich przemyślenia są opisane realnie, taka historia mogłaby się naprawdę wydarzyć...

"Rezydencja Konstancin" przyciągnęła mnie tajemniczą okładką, jak to zazwyczaj u mnie bywa, ale nie tylko. Konstancin, a tym bardziej rezydencja, od razu wzbudza skojarzenia z bogactwem, przepychem, pięknymi starymi willami (tymi nowymi też...) i oczywiście snobistycznym towarzystwem, które tam zamieszkuje. Oczywiście, że nie wszyscy są tacy.

"Widok z okna był dosłownie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to