Złodziej

Okładka książki Złodziej
Megan Whalen Turner Wydawnictwo: Poradnia K Cykl: Złodziej Królowej (tom 1) fantasy, science fiction
302 str. 5 godz. 2 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Złodziej Królowej (tom 1)
Tytuł oryginału:
The Thief
Data wydania:
2023-06-28
Data 1. wyd. pol.:
2012-02-15
Liczba stron:
302
Czas czytania
5 godz. 2 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367195874
Tłumacz:
Dominika Rycerz-Jakubiec
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Złodziej w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Złodziej



książek na półce przeczytane 837 napisanych opinii 329

Oceny książki Złodziej

Średnia ocen
6,5 / 10
285 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1203
959

Na półkach: , , , , , ,

Gen trafił do więzienia za kradzież królewskiej pieczęci. Wydaje mu się, że przyjdzie spędzić mu tam wieczność, gdy mag i prawa ręka władcy składa mu ofertę. Jeśli chłopak pomoże w zdobyciu niezwykle cennego przedmiotu, będzie mógł odejść wolny.

„Złodziej” Megan Whalen Turner nigdy nie trafiłby w moje ręce, gdyby nie fakt, że już lata temu zakupiłam i przeczytałam jego kontynuację. „Królowa Attolii” nie podobała mi się jakoś szczególnie, niewiele z niej też chyba zrozumiałam i niewiele pamiętam (czytałam ją jakoś w 2013 roku), ale skoro nadarzyła się okazja to uznałam, że uzupełnie sobie serię. I w gruncie rzeczy… spodziewałam się, że moje spotkanie z tą książką wypadnie dużo gorzej.
Ta książka to dość klasyczne, młodzieżowe high fantasy, wydane po raz pierwszy w 1996 roku. Nie jest to więc książka najnowsza i to trochę czuć – kreacja świata przedstawionego jest tu raczej w „starym stylu”. Nie jest to nic wychodzącego poza ramy zwyczajnego fantasy, nie ma tu szczególnie intrygującego pomysłu na uniwersum, ale jednocześnie powieść daje takie poczucie dobrze osadzonego, tradycyjnego, choć przeciętnego jakościowo świata. Nie powiem, ma to swój urok.
Mam wrażenie, że gdybym natrafiła na „Złodzieja” mając 11-13 lat to po prostu by mi się spodobał. „Królowa Attolii” była tomem drugim, czytałam ją bez znajomości części pierwszej i jednak w 2013 byłam nieco starsza, toteż nie dziwi mnie, że wówczas miałam ochotę na nią jedynie narzekać. Pierwszy tom jednak ma w sobie pewien urok. Jest napisany dość lekko i ma pewne problemy (o których zaraz), ale generalnie to całkiem solidnie napisane, rozrywkowe fantasy ze średniej półki.
Jednakże ja, jako dorosły czytelnik, który ma za sobą już naprawdę sporo fantastyki z różnych półek jakościowych, targetów i gatunków, nie byłam w stanie się w pełni na tej książce dobrze bawić. Zacznijmy od Gena. Główny bohater tej książki to młody człowiek o niedookreślonym wieku. Jego początkowa kreacja na pierwszych stronach naprawdę przypadła mi do gustu, choć sam pomysł na fabułę (najlepszy na świecie złodziej jest potrzebny władcy) nie jest dla mnie niczym świeżym. Sceny w więzieniu naprawdę miały pewien klimat.
Im jednak dalej w las, tym Gen bardziej mnie drażnił. Okazało się, że jest po prostu narzekającym dzieciakiem, który non stop myśli o jedzeniu, a w którego zachowaniu nie do końca widać tego legendarnego złodzieja. I to ostatecznie MA SENS w ramach całej fabuły, ale po prostu było dla mnie trochę męczące. Zwłaszcza że otaczający go bohaterowie też do najbardziej przyjemnych nie narzekali.
Drugim problemem jest fakt, że… w tej książce niewiele się dzieje. „Złodziej” ma około trzystu stron, jest więc stosunkowo krótki jak na przygodową powieść high fantasy, a ponad połowa tej historii to tak naprawdę zawiązanie akcji i podróż do miejsca, w którym Ged ma wykonać swoje zadanie. Oznacza to, że przez ponad 150 stron bohater tak naprawdę ani przez chwilę nie pokazuje swoich złodziejskich umiejętności i ja jako czytelnik przestałam na tym etapie w to już wierzyć.
Następnie, po tej dość długo trwającej i nudnawej podróży, dostajemy krótką porcję akcji, która też nie została rozpisana w szczególnie emocjonujący i wciągający sposób i stopniowo zmierzamy do finału. Gdybym miała te naście lat to prawdopodobnie ostateczny zwrot akcji naprawdę by mi się spodobał. Obecnie jednak: nie jest dla mnie niczym nowym i mogę jedynie docenić fakt, że autorka naprawdę nieźle to od początku zaplanowała, mimo pewnych niedomagań „Złodzieja”.
Jak już mówiłam, sam świat przedstawiony jest raczej sztampowy. Autorka nawiązuje tu trochę do mitologii greckiej, choć świat osadzony jest raczej w quasi-średniowieczu. Na przestrzeni powieści dostajemy tez – dla mnie raczej nudnawe – mity rozbudowujące nieco to uniwersum.
Nie powiedziałabym, że „Złodziej” to książka, którą koniecznie trzeba przeczytać, ale jednocześnie mam poczucie, że na tle innych, nowszych powieści młodzieżowych tego typu nie wypada wcale aż tak źle. Jeśli komuś tęskno do nieco bardziej tradycyjnego podejścia do fantasy i chce powieści napisanej w zdecydowanie lekki sposób to jest to na pewno jakiś wybór. Ale osoby poszukujące wyłącznie naprawdę wybitnej literatury z tego gatunku mogą sobie debiut Megan Whalen Turner odpuścić.

Gen trafił do więzienia za kradzież królewskiej pieczęci. Wydaje mu się, że przyjdzie spędzić mu tam wieczność, gdy mag i prawa ręka władcy składa mu ofertę. Jeśli chłopak pomoże w zdobyciu niezwykle cennego przedmiotu, będzie mógł odejść wolny.

„Złodziej” Megan Whalen Turner nigdy nie trafiłby w moje ręce, gdyby nie fakt, że już lata temu zakupiłam i przeczytałam jego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1167 użytkowników ma tytuł Złodziej na półkach głównych
  • 814
  • 344
  • 9
216 użytkowników ma tytuł Złodziej na półkach dodatkowych
  • 128
  • 19
  • 18
  • 15
  • 14
  • 14
  • 8

Inne książki autora

Megan Whalen Turner
Megan Whalen Turner
MEGAN WHALEN TURNER to amerykańska pisarka książek fantasy dla dzieci i młodzieży. Najbardziej znana jest ze swojego cyklu o złodzieju Eugenidesie, który fani ochrzcili mianem Złodzieja Królowej. Autorka uzyskała w 1987 roku tytuł licencjata z literatury angielskiej. Na rynku wydawniczym zadebiutowała w 1996 roku książką Złodziej (ang. The Thief). Od tego czasu jej kolejne pozycje wyczekiwane są przez fanów z nieciepliwością. W 2010 roku na rynek trafiła ostatnia część przygód Eugenidesa, The Conspiracy of Kings (Spisek królów), który trafił m.in. na listę bestsellerów NY Timesa. Obecnie mieszka w Ohio wraz ze swoim mężem. Mają trzech synów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sto Tysięcy Królestw Nora K. Jemisin
Sto Tysięcy Królestw
Nora K. Jemisin
Oczarował mnie pałac Sky wybudowany w mieście o tej samej nazwie, położony w sercu Stu Tysięcy Królestw. Bielejący murami w kształcie kwiatu bezcennej róży baldachimowej, których chłód łamał perłowy odcień i ciepły efekt blasku wieczornego ognia, odbitego w lśniącej powierzchni pokrywającej je miki. Pociągał mnie labirynt marmurowych wnętrz korytarzy, do których ścian można było przyłożyć rozpalone czoło i przestrzeń oszklonych sal, których ascetyzm łagodził koloryt i faktura drewnianych elementów i bursztynowej podłogi. Kusiły drzwi obiecujące kolejną niespodziankę odkrywaną w sali, w której wiatr grał muzykę rozpuszczającą duszę, uciszając rozbiegane myśli i ból cierpiącego ciała lub prowadzące do biblioteki pełnej długich korytarzy między regałami wypełnionymi od podłogi do sufitu książkami, kryjącymi w szczelinach styku ich boków niebezpieczne tajemnice. Pociągała winda kierowana siłą myśli i przestrzenie między oficjalnymi pomieszczeniami zwanymi martwymi punktami, w których zdarzyć mogło się wszystko. Nie odstraszał mnie nawet mrok zapadający o zmierzchu, wpełzający powoli na ściany pałacu, które w tym czasie pożerały nieostrożnych ludzi, nieposiadających sigila. Znaku umieszczanego na czole przysługującego członkom rodu Aramerich, na którego czele stał Dekarta. Władca absolutny krainy Stu Tysięcy Królestw. Również nad bogami uwięzionymi w ludzkich ciałach zwanych Enefadeh, o których prawda stała się z czasem legendą zamienioną w zakazany mit. Obowiązywał kult jednego boga, Świetlistego Pana, Boskiego Ojca, władcy nieba i ziemi oraz Porządku – Itempasa. Tych, którzy wierzyli w świat sprzed Wojny Bogów, oddawali cześć uwięzionemu Panu Ciemności, bogu Chaosu – Nahadothowi lub bogini Życia i Śmierci – Enefie, ogłaszano heretykami i skazywano na śmierć. Do takiego właśnie miejsca, którego piękno bezwiednie wstrzymywało oddech, została wezwana przez Dekartę główna bohaterka opowieści, dziewiętnastoletnia Yeine. Była jego wnuczką. Miała stanąć do walki o tron i władzę z kuzynką Sciminą i kuzynem Reladem, która szybko okazała się być również krwawą walką o własne życie i bezwzględną wojną między ludźmi a bogami. Autorka stworzyła niezwykły świat, którego uroda dorównywała okrucieństwu zamieszkujących ją istot. Rzeczywistość, w której nic nie było stałe i pewne tak, jak zmienną była człowiecza natura ją kreująca. Ten, kto dzisiaj był wrogiem, jutro mógł być sojusznikiem i sprzymierzeńcem w dążeniu do celu, by pojutrze stać się mordercą. Zagubienie Yeine było całkowicie uzasadnione, a stojące przed nią zadanie trudne do wykonania, ale to pozwoliło na stworzenie fabuły, której toku i kierunków rozwoju nie byłam w stanie przewidzieć, a samo zakończenie było całkowitym zaskoczeniem. To zagubienie i niepewność, które i ja odczuwałam, potęgowała narracja przeplatana dialogiem, o którym początkowo myślałam, że był skierowany do mnie, a okazał się zupełnie czymś innym. Jednak byłabym niedokładna w przekazie swoich wrażeń, gdybym nie wspomniała o przebogatym i intensywnym świecie emocji, od nienawiści do pożądania, czającym się w tej powieści i starannie ukrywanym przed innymi istotami. Jednak kiedy autorka pozwoliła bohaterom na odrobinę zaufania, na osobistą chwilę słabości z tymczasowym przyjacielem czy na moment intymny z kochankiem, świat doznań emocjonalnych nie ograniczał się tylko do odczuć fizycznych. Byłam świadkiem przeżyć wykraczających poza zmysły, nabierających wymiaru metafizycznego, po których można było już tylko umrzeć. Do tego popychało "esui, żądza życia i żądza krwi, chwała i głupota w jednym", bez którego jednak nie było po co żyć. Ta pięknie namalowana opowieść o odważnej dziewczynie, w której autorka używa słów jak pędzla, jest tak naprawdę opowieścią o ludziach i ich ułomnościach, którzy dążąc do idealnego porządku według własnego wyobrażenia i naruszając równowagę natury, w której ciemność i światło, porządek i chaos, życie i śmierć, tworzenie i destrukcja, musi współistnieć na równych prawach, czynią więcej zła niż dobra. Właśnie to przesłanie zrozumiała Yeine, a przywrócenie starego porządku i równowagi w krainie Stu Tysięcy Królestw sprzed Wojny Bogów stanie się jej nowym celem. Już innej Yeine, zmienionej, doświadczonej, dojrzałej, która o sobie mówi: "Nie jestem już taka jak dawniej. Oni mi to zrobili. Złamali mnie i wydarli mi serce z piersi. Nie wiem, kim już jestem. Muszę to sobie na nowo przypomnieć". I wcale nie zdradzam zakończenia powieści. To dopiero początek tej baśni. Tymi słowami bohaterka rozpoczyna pierwszą część Trylogii Dziedzictwa. Na koniec zostawiłam sobie dwa brakujące piksele w tym pięknym obrazie. Pierwszy z nich to nie tyle nadużywanie, ile w ogóle używanie słowa „idiotka” i jego odmian, które zupełnie nie pasują do stworzonej rzeczywistości, a które chętnie zastąpiłabym o wiele bardziej współgrającym z tekstem określeniem – „postradać zmysły”. A druga to nagminność i jednostajność reakcji Yeine na widok makabrycznych scen – mdłości i wymioty. A jeśli nie robiła tego dziewczyna, to torsji dostawał ktoś z otoczenia. Od połowy książki, na widok kolejnej reakcji wymiotnej, nabrałam niebezpiecznego manieryzmu przewracania oczami połączonym z ciężkim westchnieniem. No ale, to doprawdy tylko dwie delikatne, maluteńkie rysy, usprawiedliwione debiutem autorki. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 4 lata temu
Goliat Scott Westerfeld
Goliat
Scott Westerfeld
Finał trylogii, z którego po latach z pierwszego czytania nie pamiętałem kompletnie nic, więc do oceny podchodzę bez nostalgii. Goliat poszedł w stronę zupełnie inną niż można byłoby się spodziewać. Skoro w Behemocie mieliśmy krakeny, niemieckie okręty wojenne, tajne organizacje i efektywne sceny akcji z machinami kroczącymi w roli głównej, to wydawać by się mogło, że finale tempo będzie po amerykańsku (bo nawet w fabule do gry wchodzi w końcu USA) podkręcone na maksa. Zamaist tego, autor skupia się na relacji głównych bohaterów. Za to potwory i steampunkowe mechy... schodzą na dalszy plan. Czy to dobrze? Według mnie - jak najbardziej. Zdecydowanie wolę historię, w której rolę pierwszoplanową odgrywają konflikty wewnętrzne oraz filozoficzne postaci zamiast pustej nawalanki, z której i tak niewiele zostanie w głowie po zakonczeniu lektury. Paradoksalnie - stawka nadal jest wysoka. Wprowadzona do gry postać pewnego legendarnego naukowca i jego śmiercionośnego wynalazku całkowicie zmienia zasady wojny i staje się pewnego rodzaju deus ex machiną dla rozgrywek światowych mocartw. Przy tym, walki machin kroczących z Behemota na ulicach Istambułu zdają się być igraszką blaszanymi zabawkami. Zresztą, autor sprawne unika pokazywania okropności wojny, ale to YA, więc takie bezpieczne podejście nie powinno dziwić. Niestety, Goliat wydawał mi się powieścią nieco rozwleczoną i poleganie tylko na wspomnianej deus ex machinie, trywializuje inne wojenne "przystanki" na drodze do nieuchronnego finału. Postacie "odklepują" kolejne fronty i lecą dalej, do przewidywalnego finału. Co więcej, mam wrażenie że nie wszystkie wątki się zazębiły, jak choćby na przykład - nie spojlerując - lemury, które, choć urocze, to koniec końców sprawdziły się tylko w jednej scenie, jak gdyby autor wymyślił je wcześniej, a potem zawiódł w dopisaniu właściwej im roli. Takich wątków jest niestety sporo, ale nie będę ich wymieniał nie chcąc psuć zabawy spojlerowaniem. Podczas lektury bawiłem się nieźle, choć przyznam że po finale spodziewałem się więcej. Mam wrażenie, że świat łączący WW1 i steampunk (choć porawniej chyba byłoby to nazwać dieselpunkiem), który stworzył p. Scott Westerfeld miał dużo większy potencjał. Przecież historia naszej realnej wersji WW1 jest niesamowicie interesująca, a co dopiero, gdy dołożymy do niej genetycznie zmodyfikowane potwory i zbyt zaawansowaną jak na swoje czasy technologię. Podsumowując - jest nieźle, choć mogłoby być duużo lepiej. Mimo wszystko - polecam!
Emil - awatar Emil
ocenił na 6 1 dzień temu
Iskra Kristin Cashore
Iskra
Kristin Cashore
"Iskra" to książka, która długo tli się pod skórą, a potem nagle wybucha emocjami, pytaniami i moralnymi dylematami. Drugi tom cyklu "Siedem Królestw" zdecydowanie przebił dla mnie "Wybrańców" i zrobił to w sposób cichy, ale bardzo skuteczny. Największą siłą tej historii jest sama Iskra. To bohaterka, która absolutnie skradła moje serce. Potwór w ludzkiej skórze, dziewczyna obdarzona pięknem i mocą, której wolałaby się pozbyć, bo wie, jak łatwo może stać się przekleństwem. Jej zdolność kontrolowania umysłów to jeden z najciekawszych motywów w książce, nie jest tu prostym narzędziem do zwyciężania, ale ciężarem, źródłem strachu i ciągłego pytania: czy cel usprawiedliwia środki? Bardzo podobało mi się to, że Iskra nie chce tej mocy używać i za każdym razem, gdy musi, płaci za to emocjonalną cenę. Fabuła rozwija się w sposób nieoczywisty. Przez długi czas nie wiemy, kto tak naprawdę jest dobry, a kto zły, komu można ufać i o co tak naprawdę toczy się gra. Co więcej długo nie da się jednoznacznie określić, jaki jest główny motyw tej opowieści. I właśnie to uważam za ogromny plus. Chaos, niedopowiedzenia oraz zmieniające się perspektywy sprawiają, że książka nie pozwala czytelnikowi się rozleniwić. Każdy kolejny rozdział dokłada nowy element układanki i napędza historię, zamiast ją porządkować zbyt szybko. W porównaniu do pierwszego tomu relacje między bohaterami są bardziej naturalne, bardziej dojrzałe i mniej czarno-białe. Emocje nie są podane na tacy, one powoli się rodzą, ewoluują, czasem bolą. Romans nie dominuje fabuły, ale pięknie ją dopełnia, a więzi między postaciami wydają się prawdziwe, pełne wahań i niepewności. Z elementów, które bardzo mi się spodobały, jest sposób przedstawienia rodziny królewskiej. Zamiast wyniosłych, chłodnych władców, jak to często bywa w książkach, dostajemy postacie ciepłe, rodzinne i pełne wyrozumiałości. Dzięki temu są znacznie bardziej ludzcy i autentyczni, a ich relacje dodają historii uroku i emocjonalnej głębi. Jest to zdecydowanie miła odmiana i powiew świeżości. W książce nie brakuje również brutalnych scen, między innymi z udziałem zwierząt, dlatego sięgając po tę historię, warto przygotować się na to, jeśli jesteście na tym punkcie wrażliwi. Po przeczytaniu "Iskry" jestem po prostu zachwycona i po wydarzeniach, które znam z tego tomu, jak i z "Wybrańców" mogę śmiało stwierdzić, że autorka stworzyła świetne uniwersum, które politycznie dobrze jest poprowadzone i opiera się na mocach Obdarzeńców, którzy odgrywają tutaj kluczową rolę. Spotkanie Iskry i Lecka sprawiło, że w mojej głowie pojawiło się mnóstwo pytań, ale także odpowiedzi i jeszcze lepiej zrozumiałam układ sił, wrogość i wojny między poszczególnymi królestwami oraz regionami. To właśnie ten tom pozwolił mi lepiej odnaleźć się między granicami. "Iskra" to nie tylko fantastyka o wojnie, spiskach i królach walczących o tron. To historia o strachu przed własną naturą, o odpowiedzialności za dar, którego się nie chciało i o cienkiej granicy między potworem a człowiekiem. Drugi tom serii okazał się dla mnie bardziej wciągający, głębszy i po prostu lepszy, zarówno pod względem bohaterów, jak i emocjonalnego ciężaru historii. Całą sobą, już od samego początku czułam, że jest to książka dla mnie, zarówno pod kątem fabuły jak i charakteru bohaterów. To książka, która nie daje prostych odpowiedzi, ale za to zostawia z poczuciem, że właśnie takie opowieści zapamiętuje się na długo. Jeśli "Wybrańcy" byli tylko obietnicą, "Iskra" jest jej spełnieniem
BookandGame_Paradise - awatar BookandGame_Paradise
ocenił na 9 2 miesiące temu
Lare-i-t'ae Eleonora Ratkiewicz
Lare-i-t'ae
Eleonora Ratkiewicz
Tae ekkejr! & Lare i t’ae - Eleonora Ratkiewicz . Te dwa tytuły to dylogia Najliss. O pierwszym tomie pisałam wam w poprzednim poście, teraz czas na opinię o całej historii. . To fantastyka, gdzie jest wiele królestw, oraz jedna elficka dolina, która nie jest dostępna dla ludzi. Chyba, że sama ich tam wpuści. Elfy mają zakaz opuszczania doliny, ale nie każdy trzyma się zakazu, szczególnie jeśli jest młodym elfem, który szuka przygód. . W tej dylogii, poczytacie o elfach, ludziach, krasnoludach, odrobinie magii, niesamowitych koniach, zdradzie, intrygach, wojnie i przyjaźniach na całe życie między ludźmi, elfami i krasnoludami. A najważniejsza z nich, jest pomiędzy Lermettem a Ennearim. Ich relacja jest piękna - taka początkowo niezdarna, niepewna, pełna nieporozumień. Później przeradza się w coś, czego nikt nie jest w stanie zniszczyć. Piękna męska przyjaźń. . Uwielbiam charaktery bohaterów, dzięki ich dialogom nie raz parskałam śmiechem. Historia wydaje się lekka, ale przy drugim tomie popłakałam się z rozpaczy, więc nie spodziewajcie się tutaj cukierkowej historii. . Wątki miłosne SĄ. Nie lubię ich, ale tutaj tak naprawdę pojawiły się dopiero w drugim tomie, i naprawdę miały sens. Nie były napisane na siłę i nie było głupiutkich bohaterek. Dobrze się czytało, było dużo emocji. . Jeśli chodzi o miejsce, to w pierwszym tomie bohaterzy troszkę podróżowali, ale w drugim akcja rozgrywa się w jednym pałacu. Co też jest ciekawe, bo mamy tutaj zgraję władców, którzy są w jednym miejscu, i muszą podjąć ważną decyzję. Nie lada wyzwanie dla gospodarza. . Polecam z całego serducha i cieszę się, że poleciła mi te serie @re_telling, bo inaczej nie sięgnęłabym po nią - przyznam, że okładka mnie raczej zniechęcała 🤣.
marysza - awatar marysza
oceniła na 8 2 lata temu
Tae ekkejr! Eleonora Ratkiewicz
Tae ekkejr!
Eleonora Ratkiewicz
"Marna sprawa, to ratowanie elfów. Uratujesz, a potem raptem się okazuje, że masz wieczny cień, nieodłączne towarzystwo - jednym słowem: osobistego elfa." "Tae ekkejr!" to historia idealna na 5-cio godzinnego one shota! Są ludzie, elfy, krasnoludy - i to całkiem stereotypowe, nie w złym znaczeniu. No i właśnie człowiek - książę Lermett wyrusza z poselstwem do Doliny Elfów, jednak plany krzyżuje mu górska lawina, a w niej... o dziwo, jeszcze żywy elf. Lermett ocala Enneariego, a ten czuje, że ma wobec niego dług. Wkrótce okazuje się, że cele podróży tej dwójki są ze sobą ściśle powiązane, a my obserwujemy ich przygodę z rozwijająca się w tle przyjaźnią. Autorka sprawnie oddaje emocje i charaktery postaci, a początek znajomości księcia i elfa pełen jest bardzo nietrafnych (przy czym bardzo zabawnych :D) prób zrozumienia zwyczajów rasy tego drugiego - rozdziały dzielone są na bohaterów i ciekawie się przeplatają, dzięki czemu poznajemy ich myśli. Niekiedy akcja jest wartka, by zaraz zwolnić i dać im czas na lepsze poznanie siebie. Raz dialogi i wydarzenia są zabawne, a parę stron dalej opisane jest pogorzelisko, skatowane elfy czy głębokie rozterki postaci. Rzeczy ważne potrafią nagle przerodzić się w przydługie dygresje, które wydają się zbędne, jednak po chwili okazuje się, że były one kluczowe, by załapać inny wątek. Zazwyczaj. Raczej nie ma w tym nudy, ale da się odczuć zmiany tempa. Historia nie jest epicka, pompatyczna, tak naprawdę jest to jedna przygoda i nie na wielką skalę, choć zignorowana mogłaby dać tragiczne skutki. Książkę czytało się raz szybciej, raz wolniej, ale był w tym fun, nawet będąc poza docelową grupą (bo to definitywnie fantastyka dla młodzieży). Jestem w trakcie czytania drugiego tomu, a w nim gra się toczy już na znacznie większą skalę, ale ilość nowych postaci przytłacza! Jednak o tym innym razem :P Recenzja pochodzi z instagrama @ofeti_fetio - tam możesz przeczytać ją w całości i zobaczyć zdjęcia oraz cytaty z powieści! :)
ofeti_fetio - awatar ofeti_fetio
ocenił na 8 7 miesięcy temu
Wybrańcy Kristin Cashore
Wybrańcy
Kristin Cashore
„Wybrańcy” to książka, która nie rzuca czytelnika od razu w wir bitew, spisków i fajerwerków fabularnych. Ona raczej zaprasza do świata, w którym wszystko dzieje się krok po kroku, powoli, czasem aż zbyt spokojnie, ale konsekwentnie. To opowieść, która bardziej skupia się na wnętrzu bohaterki niż na zewnętrznych wydarzeniach, a akcję traktuje jako tło dla dojrzewania, decyzji i prób zrozumienia samej siebie. I przyznaję, że na początku miałam problem, żeby się w nią "wgryźć", ale gdy brnęłam dalej, nim się obejrzałam, a wpadłam w nią całą sobą. Katsa, główna bohaterka, od pierwszych stron wydaje się kimś, kogo łatwo zaszufladkować: silna, niepokonana, obdarzona śmiercionośnym talentem. Autorka jednak szybko podkopuje ten obraz. Jej Dar nie jest błogosławieństwem ani powodem do dumy, jest ciężarem, który bohaterka dźwiga każdego dnia. I właśnie ten wewnętrzny konflikt staje się sercem powieści. Katsa nie uczy się, jak walczyć lepiej, tylko jak żyć ze sobą, jak oddzielić to, kim jest, od tego, do czego została zmuszona. Jej rozwój jest powolny, miejscami bolesny i nie zawsze satysfakcjonujący, ale przez to bardzo ludzki. Relacje między bohaterami również nie wybuchają nagle. Przyjaźń i bliskość rodzą się stopniowo, w rozmowach, drobnych gestach i wspólnych doświadczeniach. Po nie jest tu klasycznym księciem-ratownikiem, męskim, chcącym spalić świat i rzucającym wszystko dla tej jedynej. Jest raczej kimś, kto towarzyszy, słucha i czasem kwestionuje wybory Katsy. Ich relacja bywa ciepła, bywa niezręczna, czasem sprawia wrażenie przyspieszonej, ale nigdy nie przytłacza głównej osi fabuły. Opiera się przede wszystkim na przyjaźni i to raczej dodatek do drogi bohaterki niż jej cel. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć: „Wybrańcy” potrafią być przegadani. Długie wędrówki, rozważania i dialogi sprawiają, że tempo momentami siada, a książka bardziej się snuje, niż pędzi do przodu. Nie każdy odnajdzie w tym przyjemność, osoby szukające dynamicznego fantasy, pełnego zwrotów akcji mogą poczuć znużenie. To historia, którą czyta się cierpliwie, a nie zachłannie. Świat przedstawiony nie epatuje rozmachem, ale ma swój specyficzny klimat. Siedem królestw istnieje bardziej jako idea niż szczegółowo rozrysowana mapa - wiemy wystarczająco dużo, by zrozumieć zależności władzy, strach przed Obdarzonymi i kruchość porządku politycznego. To fantasy oszczędne, które nie próbuje przytłoczyć nadmiarem magii, tylko wykorzystuje ją jako narzędzie do opowiedzenia historii o kontroli, manipulacji i strachu. Zakończenie nie jest wybuchowe ani spektakularne. Raczej domyka historię w sposób spokojny, nawet lekko melancholijny. Daje poczucie zamknięcia, ale też zostawia przestrzeń na dalsze opowieści w tym świecie. To finał, który pasuje do całości, bez dramatycznych fajerwerków, za to z naciskiem na wybory i ich konsekwencje. Mimo tych niedoskonałości, powieść ma w sobie coś kojącego. Styl jest prosty, świat nieprzeładowany nadmiarem detali, a polityczne i magiczne elementy stanowią raczej ramę niż sedno opowieści. Najważniejsze pozostaje pytanie o wolność, wybór i prawo do decydowania o własnym życiu, zwłaszcza w świecie, który próbuje sprowadzić bohaterkę do roli narzędzia. Ciekawym elementem jest sam Dar, który jest niejednoznaczny, momentami niepokojący i celowo pozostawiony w półcieniu. Nie wszystko zostaje jasno wyjaśnione i można odnieść wrażenie, że autorka bardziej interesuje się konsekwencjami posiadania mocy niż jej zasadami. Dzięki temu Dar przestaje być „supermocą”, a zaczyna przypominać piętno, które wpływa na sposób, w jaki bohaterowie są postrzegani i traktowani. "Wybrańcy” nie są książką idealną i nie próbują taką być. Czasem nużą, czasem drażnią, czasem zmuszają do cierpliwości. Ale jeśli pozwoli się im płynąć własnym tempem, można odnaleźć w nich historię o dorastaniu, wolności i próbie wyrwania się z roli, którą narzuca świat. To powieść, która nie krzyczy, ona mówi cicho, a czasem właśnie takie historie zostają z czytelnikiem na dłużej. To książka spokojna, momentami nierówna, ale szczera w tym, co chce opowiedzieć. Nie zachwyci wszystkich, ale dla czytelników, którzy cenią historie o dojrzewaniu, poszukiwaniu tożsamości i relacjach rozwijających się bez pośpiechu, może okazać się zaskakująco wartościową lekturą. Jeśli spojrzeć na „Wybrańców” z dystansu, łatwo zauważyć, że to książka bardziej o byciu niż o działaniu. Owszem, pojawiają się misje, zagrożenia i tajemnice, ale nie one zostają w pamięci najdłużej. Najważniejsze są momenty ciszy, te, w których Katsa zastanawia się, kim byłaby, gdyby nikt niczego od niej nie oczekiwał. Autorka często pozwala bohaterce myśleć, analizować, wątpić, a czytelnik zostaje zaproszony do jej głowy, nawet jeśli oznacza to wolniejsze tempo i powtarzalność emocji
BookandGame_Paradise - awatar BookandGame_Paradise
ocenił na 7 2 miesiące temu
Siła trucizny Maria V. Snyder
Siła trucizny
Maria V. Snyder
„Poison Study” autorstwa Marii V. Snyder to wciągający pierwszy tom serii, który wprowadza czytelnika w mroczny i niebezpieczny świat Iksji. Główna bohaterka, Yelena, jest postacią fascynującą – silna, dojrzała i zdeterminowana, by przetrwać w brutalnej rzeczywistości, w której przyszło jej żyć. Skazana na śmierć za zabicie swojego oprawcy, otrzymuje nieoczekiwaną propozycję – może zostać testerem jedzenia komendanta Iksji, co wiąże się z opuszczeniem lochów i zamieszkaniem w pałacu. Jej nowe życie to jednak nie sielanka, lecz balansowanie na granicy życia i śmierci. Yelena codziennie narażona jest na zatrucie, a żeby tego uniknąć, musi regularnie przyjmować antidotum na truciznę zwaną Motylim Pyłem. Powieść zaczyna się rewelacyjnie. Początkowa atmosfera napięcia i niepewności, a także intrygujący rozwój postaci Yeleny, sprawiają, że trudno oderwać się od lektury. Snyder z powodzeniem buduje świat Iksji – miejsce rządzone żelazną ręką, pełne niebezpieczeństw i politycznych intryg. Szczególnie interesujące jest obserwowanie, jak Yelena radzi sobie z nową rolą i nawiązuje relacje z innymi postaciami, takimi jak tajemniczy i chłodny Valek, prawa ręka komendanta. Niestety, w drugiej połowie książki coś się zmienia. Akcja przyspiesza, a fabuła zaczyna sprawiać wrażenie zbyt pospiesznie napisanej. Wątki, które mogłyby zostać rozwinięte i pogłębione, zostają zaledwie zarysowane, co odbiera powieści częściowo jej urok i spójność. Mimo to „Poison Study” ma wiele do zaoferowania, szczególnie jeśli chodzi o kreację bohaterów. Yelena to postać, z którą łatwo się utożsamić, a jej walka o przetrwanie, odkrywanie własnych mocy i stawianie czoła przeszłości dodają jej charakteru i głębi. Podsumowując, „Poison Study” to interesujący początek serii, który choć nie jest pozbawiony wad, potrafi wciągnąć czytelnika w świat pełen magii, intryg i niebezpieczeństw.
clairzagaj - awatar clairzagaj
ocenił na 6 3 miesiące temu
Żelazny cierń Caitlin Kittredge
Żelazny cierń
Caitlin Kittredge
Aoife Grayson to przyszła pani inżynier twardo stąpająca po ziemi, gotowa jednak w każdej chwili uwierzyć w coś nie z tego świata. Za wszelką cenę próbująca udowodnić ludziom, że inna nie znaczy gorsza. We krwi ma szaleństwo, tak jak i jej matka, tylko czeka, aż nekrowirus dosięgnie i ją. Nie może przed tym uciec. Wszystko zmienia listu od obłąkanego brata, który prosi ją o pomoc. Opuszcza akademię wraz ze swym przyjacielem i wyrusza do posiadłości zaginionego ojca, gdzie prowadzi ją nowy dziwny człowiek o imieniu Dean. Po drodze i kilku przygodach docierają do danego domostwa, które skrywa więcej tajemnic, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. "Żelazny cierń" to połączenie mitologii Lovecrafta, fantastyki naukowej i antyutopii. W mieście Lovecraft nikt nie posiada wolnej woli - każdy przejaw ludzkiej fantazji i oderwania od rzeczywistości jest tępiony. Pełno tu nakazów i zakazów, które są jej siłą napędową - czytelnik zastanawia się, jak dalej potoczą się losy Aoife, Deana i Cala. Książka jest dobra, świat maszyn wydawał mi się na początku nieciekawy. Ale na szczęście pierwsze strony książki rozwiały wątpliwości. Minusem jest fakt, iż główni bohaterowie książki mają po piętnaście lat. A wielki plus to okładka zapowiadająca mrok :) "Żelazny cierń" to pierwszy tom z cyklu "Żelazny kodeks", wydaje mi się że szybko nie sięgnę po kolejny tom, gdyż książka nie zaciekawiła mnie na tyle, żebym nie mogła się doczekać dalszych losów.
Stos_książek - awatar Stos_książek
ocenił na 6 4 lata temu

Cytaty z książki Złodziej

Więcej
Megan Whalen Turner Złodziej Zobacz więcej
Megan Whalen Turner Złodziej Zobacz więcej
Megan Whalen Turner Złodziej Zobacz więcej
Więcej