Królowa Attolii

Okładka książki Królowa Attolii autora Megan Whalen Turner, 9788363523022
Logo Lubimyczytac Patronat
Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Królowa Attolii
Megan Whalen Turner Wydawnictwo: Ars Machina Cykl: Złodziej Królowej (tom 2) fantasy, science fiction
392 str. 6 godz. 32 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Złodziej Królowej (tom 2)
Tytuł oryginału:
The Queen of Attolia
Data wydania:
2012-06-23
Data 1. wyd. pol.:
2012-06-23
Liczba stron:
392
Czas czytania
6 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-63523-02-2
Tłumacz:
Dominika Rycerz-Jakubiec
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Królowa Attolii w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki  Królowa Attolii i



Przeczytane 2479 Opinie 64 Oficjalne recenzje 61

Opinia społeczności książki  Królowa Attolii i



Książki 837 Opinie 329

Oceny książki Królowa Attolii

Średnia ocen
6,9 / 10
133 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
7
7

Na półkach: , , ,

Odebrało mi mowę. Ze WSZYSTKICH książek które przyczytałam TA jest N A J L E P S Z A.
Główny bohater - kocham❤️
Cała akcja zaczyna się już od pierwszych stron. Genialna. Ksiązka przy której -płakałam
-śmiałam się
-przeżywałam każdą stronę razem z bohaterem.

Krótko mówiąc - GENIALNA❤️

Odebrało mi mowę. Ze WSZYSTKICH książek które przyczytałam TA jest N A J L E P S Z A.
Główny bohater - kocham❤️
Cała akcja zaczyna się już od pierwszych stron. Genialna. Ksiązka przy której -płakałam
-śmiałam się
-przeżywałam każdą stronę razem z bohaterem.

Krótko mówiąc - GENIALNA❤️

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

449 użytkowników ma tytuł Królowa Attolii na półkach głównych
  • 285
  • 164
147 użytkowników ma tytuł Królowa Attolii na półkach dodatkowych
  • 85
  • 13
  • 10
  • 10
  • 9
  • 8
  • 6
  • 6

Inne książki autora

Megan Whalen Turner
Megan Whalen Turner
MEGAN WHALEN TURNER to amerykańska pisarka książek fantasy dla dzieci i młodzieży. Najbardziej znana jest ze swojego cyklu o złodzieju Eugenidesie, który fani ochrzcili mianem Złodzieja Królowej. Autorka uzyskała w 1987 roku tytuł licencjata z literatury angielskiej. Na rynku wydawniczym zadebiutowała w 1996 roku książką Złodziej (ang. The Thief). Od tego czasu jej kolejne pozycje wyczekiwane są przez fanów z nieciepliwością. W 2010 roku na rynek trafiła ostatnia część przygód Eugenidesa, The Conspiracy of Kings (Spisek królów), który trafił m.in. na listę bestsellerów NY Timesa. Obecnie mieszka w Ohio wraz ze swoim mężem. Mają trzech synów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sto Tysięcy Królestw Nora K. Jemisin
Sto Tysięcy Królestw
Nora K. Jemisin
Oczarował mnie pałac Sky wybudowany w mieście o tej samej nazwie, położony w sercu Stu Tysięcy Królestw. Bielejący murami w kształcie kwiatu bezcennej róży baldachimowej, których chłód łamał perłowy odcień i ciepły efekt blasku wieczornego ognia, odbitego w lśniącej powierzchni pokrywającej je miki. Pociągał mnie labirynt marmurowych wnętrz korytarzy, do których ścian można było przyłożyć rozpalone czoło i przestrzeń oszklonych sal, których ascetyzm łagodził koloryt i faktura drewnianych elementów i bursztynowej podłogi. Kusiły drzwi obiecujące kolejną niespodziankę odkrywaną w sali, w której wiatr grał muzykę rozpuszczającą duszę, uciszając rozbiegane myśli i ból cierpiącego ciała lub prowadzące do biblioteki pełnej długich korytarzy między regałami wypełnionymi od podłogi do sufitu książkami, kryjącymi w szczelinach styku ich boków niebezpieczne tajemnice. Pociągała winda kierowana siłą myśli i przestrzenie między oficjalnymi pomieszczeniami zwanymi martwymi punktami, w których zdarzyć mogło się wszystko. Nie odstraszał mnie nawet mrok zapadający o zmierzchu, wpełzający powoli na ściany pałacu, które w tym czasie pożerały nieostrożnych ludzi, nieposiadających sigila. Znaku umieszczanego na czole przysługującego członkom rodu Aramerich, na którego czele stał Dekarta. Władca absolutny krainy Stu Tysięcy Królestw. Również nad bogami uwięzionymi w ludzkich ciałach zwanych Enefadeh, o których prawda stała się z czasem legendą zamienioną w zakazany mit. Obowiązywał kult jednego boga, Świetlistego Pana, Boskiego Ojca, władcy nieba i ziemi oraz Porządku – Itempasa. Tych, którzy wierzyli w świat sprzed Wojny Bogów, oddawali cześć uwięzionemu Panu Ciemności, bogu Chaosu – Nahadothowi lub bogini Życia i Śmierci – Enefie, ogłaszano heretykami i skazywano na śmierć. Do takiego właśnie miejsca, którego piękno bezwiednie wstrzymywało oddech, została wezwana przez Dekartę główna bohaterka opowieści, dziewiętnastoletnia Yeine. Była jego wnuczką. Miała stanąć do walki o tron i władzę z kuzynką Sciminą i kuzynem Reladem, która szybko okazała się być również krwawą walką o własne życie i bezwzględną wojną między ludźmi a bogami. Autorka stworzyła niezwykły świat, którego uroda dorównywała okrucieństwu zamieszkujących ją istot. Rzeczywistość, w której nic nie było stałe i pewne tak, jak zmienną była człowiecza natura ją kreująca. Ten, kto dzisiaj był wrogiem, jutro mógł być sojusznikiem i sprzymierzeńcem w dążeniu do celu, by pojutrze stać się mordercą. Zagubienie Yeine było całkowicie uzasadnione, a stojące przed nią zadanie trudne do wykonania, ale to pozwoliło na stworzenie fabuły, której toku i kierunków rozwoju nie byłam w stanie przewidzieć, a samo zakończenie było całkowitym zaskoczeniem. To zagubienie i niepewność, które i ja odczuwałam, potęgowała narracja przeplatana dialogiem, o którym początkowo myślałam, że był skierowany do mnie, a okazał się zupełnie czymś innym. Jednak byłabym niedokładna w przekazie swoich wrażeń, gdybym nie wspomniała o przebogatym i intensywnym świecie emocji, od nienawiści do pożądania, czającym się w tej powieści i starannie ukrywanym przed innymi istotami. Jednak kiedy autorka pozwoliła bohaterom na odrobinę zaufania, na osobistą chwilę słabości z tymczasowym przyjacielem czy na moment intymny z kochankiem, świat doznań emocjonalnych nie ograniczał się tylko do odczuć fizycznych. Byłam świadkiem przeżyć wykraczających poza zmysły, nabierających wymiaru metafizycznego, po których można było już tylko umrzeć. Do tego popychało "esui, żądza życia i żądza krwi, chwała i głupota w jednym", bez którego jednak nie było po co żyć. Ta pięknie namalowana opowieść o odważnej dziewczynie, w której autorka używa słów jak pędzla, jest tak naprawdę opowieścią o ludziach i ich ułomnościach, którzy dążąc do idealnego porządku według własnego wyobrażenia i naruszając równowagę natury, w której ciemność i światło, porządek i chaos, życie i śmierć, tworzenie i destrukcja, musi współistnieć na równych prawach, czynią więcej zła niż dobra. Właśnie to przesłanie zrozumiała Yeine, a przywrócenie starego porządku i równowagi w krainie Stu Tysięcy Królestw sprzed Wojny Bogów stanie się jej nowym celem. Już innej Yeine, zmienionej, doświadczonej, dojrzałej, która o sobie mówi: "Nie jestem już taka jak dawniej. Oni mi to zrobili. Złamali mnie i wydarli mi serce z piersi. Nie wiem, kim już jestem. Muszę to sobie na nowo przypomnieć". I wcale nie zdradzam zakończenia powieści. To dopiero początek tej baśni. Tymi słowami bohaterka rozpoczyna pierwszą część Trylogii Dziedzictwa. Na koniec zostawiłam sobie dwa brakujące piksele w tym pięknym obrazie. Pierwszy z nich to nie tyle nadużywanie, ile w ogóle używanie słowa „idiotka” i jego odmian, które zupełnie nie pasują do stworzonej rzeczywistości, a które chętnie zastąpiłabym o wiele bardziej współgrającym z tekstem określeniem – „postradać zmysły”. A druga to nagminność i jednostajność reakcji Yeine na widok makabrycznych scen – mdłości i wymioty. A jeśli nie robiła tego dziewczyna, to torsji dostawał ktoś z otoczenia. Od połowy książki, na widok kolejnej reakcji wymiotnej, nabrałam niebezpiecznego manieryzmu przewracania oczami połączonym z ciężkim westchnieniem. No ale, to doprawdy tylko dwie delikatne, maluteńkie rysy, usprawiedliwione debiutem autorki. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 4 lata temu
Złodziej Megan Whalen Turner
Złodziej
Megan Whalen Turner
Gen trafił do więzienia za kradzież królewskiej pieczęci. Wydaje mu się, że przyjdzie spędzić mu tam wieczność, gdy mag i prawa ręka władcy składa mu ofertę. Jeśli chłopak pomoże w zdobyciu niezwykle cennego przedmiotu, będzie mógł odejść wolny. „Złodziej” Megan Whalen Turner nigdy nie trafiłby w moje ręce, gdyby nie fakt, że już lata temu zakupiłam i przeczytałam jego kontynuację. „Królowa Attolii” nie podobała mi się jakoś szczególnie, niewiele z niej też chyba zrozumiałam i niewiele pamiętam (czytałam ją jakoś w 2013 roku), ale skoro nadarzyła się okazja to uznałam, że uzupełnie sobie serię. I w gruncie rzeczy… spodziewałam się, że moje spotkanie z tą książką wypadnie dużo gorzej. Ta książka to dość klasyczne, młodzieżowe high fantasy, wydane po raz pierwszy w 1996 roku. Nie jest to więc książka najnowsza i to trochę czuć – kreacja świata przedstawionego jest tu raczej w „starym stylu”. Nie jest to nic wychodzącego poza ramy zwyczajnego fantasy, nie ma tu szczególnie intrygującego pomysłu na uniwersum, ale jednocześnie powieść daje takie poczucie dobrze osadzonego, tradycyjnego, choć przeciętnego jakościowo świata. Nie powiem, ma to swój urok. Mam wrażenie, że gdybym natrafiła na „Złodzieja” mając 11-13 lat to po prostu by mi się spodobał. „Królowa Attolii” była tomem drugim, czytałam ją bez znajomości części pierwszej i jednak w 2013 byłam nieco starsza, toteż nie dziwi mnie, że wówczas miałam ochotę na nią jedynie narzekać. Pierwszy tom jednak ma w sobie pewien urok. Jest napisany dość lekko i ma pewne problemy (o których zaraz), ale generalnie to całkiem solidnie napisane, rozrywkowe fantasy ze średniej półki. Jednakże ja, jako dorosły czytelnik, który ma za sobą już naprawdę sporo fantastyki z różnych półek jakościowych, targetów i gatunków, nie byłam w stanie się w pełni na tej książce dobrze bawić. Zacznijmy od Gena. Główny bohater tej książki to młody człowiek o niedookreślonym wieku. Jego początkowa kreacja na pierwszych stronach naprawdę przypadła mi do gustu, choć sam pomysł na fabułę (najlepszy na świecie złodziej jest potrzebny władcy) nie jest dla mnie niczym świeżym. Sceny w więzieniu naprawdę miały pewien klimat. Im jednak dalej w las, tym Gen bardziej mnie drażnił. Okazało się, że jest po prostu narzekającym dzieciakiem, który non stop myśli o jedzeniu, a w którego zachowaniu nie do końca widać tego legendarnego złodzieja. I to ostatecznie MA SENS w ramach całej fabuły, ale po prostu było dla mnie trochę męczące. Zwłaszcza że otaczający go bohaterowie też do najbardziej przyjemnych nie narzekali. Drugim problemem jest fakt, że… w tej książce niewiele się dzieje. „Złodziej” ma około trzystu stron, jest więc stosunkowo krótki jak na przygodową powieść high fantasy, a ponad połowa tej historii to tak naprawdę zawiązanie akcji i podróż do miejsca, w którym Ged ma wykonać swoje zadanie. Oznacza to, że przez ponad 150 stron bohater tak naprawdę ani przez chwilę nie pokazuje swoich złodziejskich umiejętności i ja jako czytelnik przestałam na tym etapie w to już wierzyć. Następnie, po tej dość długo trwającej i nudnawej podróży, dostajemy krótką porcję akcji, która też nie została rozpisana w szczególnie emocjonujący i wciągający sposób i stopniowo zmierzamy do finału. Gdybym miała te naście lat to prawdopodobnie ostateczny zwrot akcji naprawdę by mi się spodobał. Obecnie jednak: nie jest dla mnie niczym nowym i mogę jedynie docenić fakt, że autorka naprawdę nieźle to od początku zaplanowała, mimo pewnych niedomagań „Złodzieja”. Jak już mówiłam, sam świat przedstawiony jest raczej sztampowy. Autorka nawiązuje tu trochę do mitologii greckiej, choć świat osadzony jest raczej w quasi-średniowieczu. Na przestrzeni powieści dostajemy tez – dla mnie raczej nudnawe – mity rozbudowujące nieco to uniwersum. Nie powiedziałabym, że „Złodziej” to książka, którą koniecznie trzeba przeczytać, ale jednocześnie mam poczucie, że na tle innych, nowszych powieści młodzieżowych tego typu nie wypada wcale aż tak źle. Jeśli komuś tęskno do nieco bardziej tradycyjnego podejścia do fantasy i chce powieści napisanej w zdecydowanie lekki sposób to jest to na pewno jakiś wybór. Ale osoby poszukujące wyłącznie naprawdę wybitnej literatury z tego gatunku mogą sobie debiut Megan Whalen Turner odpuścić.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na 6 1 rok temu
Obsydianowe serce. Część 1 Ju Honisch
Obsydianowe serce. Część 1
Ju Honisch
Według okładki: Fascynujące postacie i akcja, która osiąga wbijający w fotel punkt kulminacyjny. Obsydianowe serce łączy to co najlepsze w romansie historycznym i fantastyce. Tanya Huff Najlepszy hotel w Monachium. Damy i gentlemani, nienaganne maniery i styl. A pod blichtrem wyższych sfer – starcie sił, których istnienia nie uznaje oświecone społeczeństwo. Spiskowcy-patrioci kradną zwój, którego moc pozwala zmienić rzeczywistość. Jednak potężny artefakt znika... Na poszukiwania ruszają oficerowie bawarskiego króla oraz mistrzowie wiedzy tajemnej. I nie tylko oni – także tajemnicze Sí – istoty, o których wspominają tylko gusła oraz równie zagadkowe, kościelne Bractwo Światła. Czy z mocą artefaktu odmienią świat na obraz własnej, okrutnej wyobraźni? Bezwzględna, bezpardonowa walka zrodzi wielkie tragedie... i płomienną miłość. Zbliża się zmierzch wieku rozumu. Rodzi się nowa epoka – romantyzm. *** Akcja książki dzieje się w Monachium, stolicy Królestwa Bawarii, gdzie bale, spotkania towarzyskie i tajemne pojedynki to codzienność. Opowieść rozpoczyna się spotkaniem niemal wagi państwowej, gdzie dyskutuje się o tajemnym artefakcie, który został ukradziony, a który ma ogromne znaczenie dla losów świata. Zadanie odnalezienia rękopisu, bo to o niego chodzi, trafia w ręce trzech dżentelmenów (... i kobiety), którzy za cenę własnego życia postanawiają go odnaleźć. *** Opowieść dość ciekawa, ale nie aż tak jak się na początku spodziewałam. Całość kręci się wokół kilku wątków, które wydają nam się nie związane ze sobą. PO PIERWSZE: wątek panny Corrisande Jarrencourt, jej przyzwoitki i służącej, DRUGI: wątek dżentelmenów: podporucznika Udolfa von Görenczy, podporucznika Asko von Orvena i pułkownika Delacroix TRZECI: śpiewaczki operowej Cerise Denglot i jej tajemniczego wielbiciela. Niby powinno się to wydawać ciekawe i w ogóle, ale czasami jest to zbyt długie. Wątki przeplatają się ze sobą, niestety czasami nie wiadomo o co chodzi Książka oczywiście nie jest beznadziejna, ale na te 450 stron, akcji może było 100. Reszta to niepotrzebne wydłużanie, powieść bez tego byłaby ciekawsza, troszkę krótsza, ale prawdopodobnie lepsza. Jedną z "fajniejszych" rzeczy było pokazanie tamtejszej mentalności. Mężczyzn uczono, aby nigdy nie obrazili damy albo żeby ona nie czuła się niekomfortowo. Pokazanie, że dżentelmeni odgrywają ważną rolę w społeczeństwie. Kobiety ukazane są jako damy, które mają się rumienić i uśmiechać, nie pokazywać po sobie, że coś im się nie podoba, lub że nie chcą z kimś rozmawiać.
Camillie - awatar Camillie
ocenił na 6 9 lat temu
Smocza droga Daniel Abraham
Smocza droga
Daniel Abraham
Jeśli podobał Wam się klimat Drogi Królów Sandersona, to Smocza droga będzie dla Was świetną rozrywką. Ja uważam, że to dobra, złożona, zaskakująca opowieść o władzy, dojrzewaniu, kształtowaniu postaw i życiowych wyborach. Fabuła osadzona jest w czasach, które możemy określić jako średniowiecze – to fantastyka, a nie powieść historyczna, dlatego nie pokuszę się o stwierdzenie, że to jest w ogóle jakaś konkretna epoka. Mamy więc rycerzy, królów, magów, ciężki sprzęt, prymitywne narzędzia, i wszędzie, gdzie chcemy się dostać, podróżujemy konno (a wędrówki jest tam dużo). Powieść zaczyna się od czwórki bohaterów – na początku nie mających ze sobą nic wspólnego, ale ich losy szybko splata wojna Wolnych Miast z Rozdartym Tronem. Sądzę, że właśnie bohaterowie są siłą tej powieści – oni nadają charakter zdarzeniom. Zatem nie będę się o nich rozwodzić, żebyście mogli sami odkryć ich historię. Powiem kilka zdań o mojej ulubionej bohaterce – Cithrin. Poznajemy ją jako sierotę wplątaną w proceder przemytu skarbu przez strefę działań wojennych, żeby ustrzec je przed grabieżą i pozostawienie krainy bez środków. Cithrin robi to, ponieważ jest własnością banku, opiekują się nią władze głównego skarbca jednego z królestw. W toku całej powieści Cithrin dorasta, napotyka na swej drodze różnych ludzi, z których czerpie życiową naukę i siłę. Oczywiście nie ma ideału – spotyka nie tylko tych dobrych i tylko tych miłych… ale każde z tych spotkań jest ważne i niesie ze sobą konsekwencje. Bardzo mi się podobało, w jaką stronę ewoluowała dziewczyna i jak autor ją opisał w „dorosłym życiu”. W tle losów Cithrin trwają przygotowania do wojny – chociaż nikt sytuacji nie traktuje jako groźną, mimo że gęsto w powietrzu. Ciekawie Abraham pokazuje nam wymyślony przez siebie świat – widać, że nie poznajemy wszystkich zakamarków, ale to, jak przechadzamy się po tej krainie daje nam spore wyobrażenie z czym mamy do czynienia. Bardzo podobało mi się jak potraktowana jest w powieści smocza droga – jest swoistym jedwabnym szlakiem, który z różnych powodów jest ważny dla fabuły. Technicznie książka jest podzielona na rozdziały, które zatytułowane są imionami bohaterów, których losy w danym momencie śledzimy – raz, że akcja dzieje się w różnych miejscach; dwa, że każdy z bohaterów ma swoją funkcję i znaczenie dla historii. Podobało mi się to, bo dzięki tej różnorodności postaci można łatwo się utożsamić z ich postawami. Książkę czyta się szybko – ilość bohaterów pozwala na swobodne śledzenie akcji bez obaw, że zgubimy się gdzieś po drodze. Wydarzenia nie galopują w zawrotnym tempie, aczkolwiek dzieje się sporo. Świat przedstawiony też nie zabija ilością nazw, krain, etc., do tego dość łatwo poruszać się po mapie umieszczonej na początku książki. Powieść jest godna polecenia, chociaż mistrzostwem świata nie jest – niektóre sceny są przegadane, przekombinowane i trudno mi było przebić się przez nie bez zmęczenia. Jedna z kluczowych postaci z kolei potraktowana jest w zbytnim uproszczeniu – ponieważ od początku widzimy do czego zmierza autor opisując jej losy. Mimo to chciałabym znać koniec całej serii, bo jednak końcówka tego tomu bardzo mi się podobała i myślę, że warto dać jej szansę.
fmds - awatar fmds
ocenił na 6 5 lat temu
Tae ekkejr! Eleonora Ratkiewicz
Tae ekkejr!
Eleonora Ratkiewicz
"Marna sprawa, to ratowanie elfów. Uratujesz, a potem raptem się okazuje, że masz wieczny cień, nieodłączne towarzystwo - jednym słowem: osobistego elfa." "Tae ekkejr!" to historia idealna na 5-cio godzinnego one shota! Są ludzie, elfy, krasnoludy - i to całkiem stereotypowe, nie w złym znaczeniu. No i właśnie człowiek - książę Lermett wyrusza z poselstwem do Doliny Elfów, jednak plany krzyżuje mu górska lawina, a w niej... o dziwo, jeszcze żywy elf. Lermett ocala Enneariego, a ten czuje, że ma wobec niego dług. Wkrótce okazuje się, że cele podróży tej dwójki są ze sobą ściśle powiązane, a my obserwujemy ich przygodę z rozwijająca się w tle przyjaźnią. Autorka sprawnie oddaje emocje i charaktery postaci, a początek znajomości księcia i elfa pełen jest bardzo nietrafnych (przy czym bardzo zabawnych :D) prób zrozumienia zwyczajów rasy tego drugiego - rozdziały dzielone są na bohaterów i ciekawie się przeplatają, dzięki czemu poznajemy ich myśli. Niekiedy akcja jest wartka, by zaraz zwolnić i dać im czas na lepsze poznanie siebie. Raz dialogi i wydarzenia są zabawne, a parę stron dalej opisane jest pogorzelisko, skatowane elfy czy głębokie rozterki postaci. Rzeczy ważne potrafią nagle przerodzić się w przydługie dygresje, które wydają się zbędne, jednak po chwili okazuje się, że były one kluczowe, by załapać inny wątek. Zazwyczaj. Raczej nie ma w tym nudy, ale da się odczuć zmiany tempa. Historia nie jest epicka, pompatyczna, tak naprawdę jest to jedna przygoda i nie na wielką skalę, choć zignorowana mogłaby dać tragiczne skutki. Książkę czytało się raz szybciej, raz wolniej, ale był w tym fun, nawet będąc poza docelową grupą (bo to definitywnie fantastyka dla młodzieży). Jestem w trakcie czytania drugiego tomu, a w nim gra się toczy już na znacznie większą skalę, ale ilość nowych postaci przytłacza! Jednak o tym innym razem :P Recenzja pochodzi z instagrama @ofeti_fetio - tam możesz przeczytać ją w całości i zobaczyć zdjęcia oraz cytaty z powieści! :)
ofeti_fetio - awatar ofeti_fetio
ocenił na 8 7 miesięcy temu
Goliat Scott Westerfeld
Goliat
Scott Westerfeld
Finał trylogii, z którego po latach z pierwszego czytania nie pamiętałem kompletnie nic, więc do oceny podchodzę bez nostalgii. Goliat poszedł w stronę zupełnie inną niż można byłoby się spodziewać. Skoro w Behemocie mieliśmy krakeny, niemieckie okręty wojenne, tajne organizacje i efektywne sceny akcji z machinami kroczącymi w roli głównej, to wydawać by się mogło, że finale tempo będzie po amerykańsku (bo nawet w fabule do gry wchodzi w końcu USA) podkręcone na maksa. Zamaist tego, autor skupia się na relacji głównych bohaterów. Za to potwory i steampunkowe mechy... schodzą na dalszy plan. Czy to dobrze? Według mnie - jak najbardziej. Zdecydowanie wolę historię, w której rolę pierwszoplanową odgrywają konflikty wewnętrzne oraz filozoficzne postaci zamiast pustej nawalanki, z której i tak niewiele zostanie w głowie po zakonczeniu lektury. Paradoksalnie - stawka nadal jest wysoka. Wprowadzona do gry postać pewnego legendarnego naukowca i jego śmiercionośnego wynalazku całkowicie zmienia zasady wojny i staje się pewnego rodzaju deus ex machiną dla rozgrywek światowych mocartw. Przy tym, walki machin kroczących z Behemota na ulicach Istambułu zdają się być igraszką blaszanymi zabawkami. Zresztą, autor sprawne unika pokazywania okropności wojny, ale to YA, więc takie bezpieczne podejście nie powinno dziwić. Niestety, Goliat wydawał mi się powieścią nieco rozwleczoną i poleganie tylko na wspomnianej deus ex machinie, trywializuje inne wojenne "przystanki" na drodze do nieuchronnego finału. Postacie "odklepują" kolejne fronty i lecą dalej, do przewidywalnego finału. Co więcej, mam wrażenie że nie wszystkie wątki się zazębiły, jak choćby na przykład - nie spojlerując - lemury, które, choć urocze, to koniec końców sprawdziły się tylko w jednej scenie, jak gdyby autor wymyślił je wcześniej, a potem zawiódł w dopisaniu właściwej im roli. Takich wątków jest niestety sporo, ale nie będę ich wymieniał nie chcąc psuć zabawy spojlerowaniem. Podczas lektury bawiłem się nieźle, choć przyznam że po finale spodziewałem się więcej. Mam wrażenie, że świat łączący WW1 i steampunk (choć porawniej chyba byłoby to nazwać dieselpunkiem), który stworzył p. Scott Westerfeld miał dużo większy potencjał. Przecież historia naszej realnej wersji WW1 jest niesamowicie interesująca, a co dopiero, gdy dołożymy do niej genetycznie zmodyfikowane potwory i zbyt zaawansowaną jak na swoje czasy technologię. Podsumowując - jest nieźle, choć mogłoby być duużo lepiej. Mimo wszystko - polecam!
Emil - awatar Emil
ocenił na 6 1 dzień temu

Cytaty z książki Królowa Attolii

Więcej
Megan Whalen Turner Królowa Attolii Zobacz więcej
Megan Whalen Turner Królowa Attolii Zobacz więcej
Więcej