Zimny ogień

Okładka książki Zimny ogień
Dean Koontz Wydawnictwo: Prószyński i S-ka horror
520 str. 8 godz. 40 min.
Kategoria:
horror
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Cold fire
Data wydania:
2004-08-26
Data 1. wyd. pol.:
1992-01-01
Liczba stron:
520
Czas czytania
8 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
8373377794
Tłumacz:
Paweł Korombel
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zimny ogień w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Zimny ogień



książek na półce przeczytane 5943 napisanych opinii 1295

Oceny książki Zimny ogień

Średnia ocen
6,5 / 10
707 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
489
453

Na półkach:

Jestem wielką fanką Koontza od kilkunastu lat. Często wracam do jego książek, które mają specyficzny klimat, bywają intrygujące, klimatyczne a niektóre wręcz nieodkładalne. I jest to opinia o wszystkich jego książkach, które czytałam (a sporo tego było 🙂)Koontz kreuje oryginalnych bohaterów, przeciwstawia dobro i zło, które wciąż się ze sobą ściera. Wplatanie przez autora zdarzeń paranormalnych lub nieco fantastycznych wychodzi mu tak dobrze, gładko i sprytnie, że czytając jego książki można by się zastanowić czy oby napewno są to wydarzenia niemożliwe?😉 W powieściach Koonza napięcie jest budowane w szczególnie emocjonujący sposób, akcja dynamiczna a tajemniczość powala. Ten człowiek ma orginalne, niepowtarzalne i genialne pomysły na fabuły w swoich książkach 😀 Bardzo polecam.

Jestem wielką fanką Koontza od kilkunastu lat. Często wracam do jego książek, które mają specyficzny klimat, bywają intrygujące, klimatyczne a niektóre wręcz nieodkładalne. I jest to opinia o wszystkich jego książkach, które czytałam (a sporo tego było 🙂)Koontz kreuje oryginalnych bohaterów, przeciwstawia dobro i zło, które wciąż się ze sobą ściera. Wplatanie przez autora...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1470 użytkowników ma tytuł Zimny ogień na półkach głównych
  • 1 065
  • 390
  • 15
289 użytkowników ma tytuł Zimny ogień na półkach dodatkowych
  • 219
  • 26
  • 19
  • 9
  • 6
  • 5
  • 5

Tagi i tematy do książki Zimny ogień

Inne książki autora

Dean Koontz
Dean Koontz
Pisarz amerykański, autor licznych thrillerów i horrorów. Zaczął pisać pod koniec lat lat 60 skupiając się początkowo na powieściach science fiction. Później porzucił ten gatunek i częściowo pod prawdziwym imieniem, częściowo pod pseudonimami zajął się pisaniem thrillerów i horrorów. Przełomowym okazał się rok 1980, kiedy to ukazała się powieść "Szepty" (Whispers). Kolejne stawały się również wielkimi bestsellerami. Obecnie mieszka z żoną Gerdą w Kalifornii.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nemesis Shaun Hutson
Nemesis
Shaun Hutson
Jedna wielka orgia makabry, przemocy i seksu. Ale co tam. Lubię takie książki. Świetna jest fabuła. Mroczne, nieetyczne eksperymenty, dzieci o morderczych skłonnościach to jest coś co w takich książkach zawsze cenie. Książka opowiada o małżeństwie któremu dwójka zwyrodnialców zamordowała córkę. Na małżeństwo spadają też inne kłopoty natury małżeńskiej. Ostatecznie wyprowadzają się oni do miejscowości Hinkston. Tam dzieją się dziwne rzeczy z dziećmi. Dzieciaki w miejscowości wykazują sadystyczne skłonności, malują makabryczne rysunki, torturują zwierzęta (sic!) itp. Jednak prawdziwy koszmar zaczyna się gdy Sue decyduje się podać dziwnemu zabiegowi sztucznego zapłodnienia. Akcja książki jest prowadzona w ciekawy sposób. Już na samym początku mamy pokazane jak wyglądały eksperymenty z przyśpieszaniem rozwoju embrionów, w latach 40 XX wieku. Sceny eksperymentów przeplatają się z czasami współczesnymi pokazującymi perypetie małżeństwa i scenami krwawych morderstw w Hinkston. Wszystkie wątki są prowadzone ciekawie, a zakończenia historii nie sposób przewidzieć. A końcówka, dynamiczna i pełna ciągłego napięcia jest genialna. Książka zawiera na prawdę dużą dawkę wszelkiej makabry, przemocy, wyuzdanego seksu. Czasami czułem się tym nieco przytłoczony, niemalże tak jak czytając twórczość Edwarda Lee. Nie jest to typowa B klasowa pulpa, gdzie choć pojawia się, przemoc i golizna to nawet jak się człowiek skrzywi, przy jakiejś scenie to i tak ma się banana na ustach. Całości bliżej do prozy ekstremalnej, niż do radosnej twórczości Smitha, czy innych mu podobnych. Żeby nie było tak różowo, a raczej czerwono :)Książka ma też wady. Czasem denerwują zachowania bohaterów. Ich działania bywają często głupie i podejmowane od czapy. Np. gdy mąż Susan próbuje dopaść na własną rękę mordercę ich dziecka. Rozumiem że gość nie jest żadnym detektywem, ani policjantem, ale do zlinczowania morderców i gwałcicieli swojej córki powinien się konkretnie przygotować. Zwłaszcza że gość wie że bandytów było dwóch. Logiczne zatem jest że wiedząc jak wygląda jeden z nich, to powinien próbować od razu wyśledzić tego drugiego psychopatę, a następnie przystąpić do działania. Zamiast tego facet gania po mieście, za niebezpiecznym zwyrodnialcem, aż ten wyląduje na torach. Genialna robota, nie? Ten wątek jest w całości durny i jak dla mnie można by go zastąpić go kolejnymi eksperymentami na Embrionach, lub scenami morderstw dokonywanymi przez dzieciaki w Hinkston. Ogólnie postać męża Susan jest maksymalnie durna i odpychająca. I to nie jest głupota która jest bynajmniej zabawna, jak w twórczości Smitha. Gdzie gburowaci, przerysowani, nierzadko durni bohaterowie byli fajni i pocieszni w tych swoich wyskokach. Tej postaci nie da się lubić za nic w świecie. O ile Susan da się jeszcze po ludzku zrozumieć, że po śmierci dziecka obsesyjnie pragnie mieć drugie. To jego zachowania nikt nie zrozumie nigdy i niech tak zostanie. Ogólnie świetna powieść grozy, z pogranicza horrory ekstremalnego i literatury klasy B. Kto lubi takie klimaty i ma silny żołądek będzie w niebo wzięty. Inni cóż... To książka nie dla nich. :)
Marcin Fryncko - awatar Marcin Fryncko
ocenił na 8 6 lat temu
Przy blasku księżyca Dean Koontz
Przy blasku księżyca
Dean Koontz
"KLUB KSIĘŻYCOWY" Ruszamy do Arizony, aby przekonać się po raz kolejny, że zła nie można zwalczyć. Koontz wprowadza nas w świat trójki bohaterów, gdzie granica czasu jest bardzo niewyraźna. Zapoznamy się bliżej z opiekuńczym malarzem i jego bratem cierpiącym na autyzm. Nie zabraknie również zakompleksionej dziewczyny z kwiatem. Dylan O'Conner zostaje porwany i zakneblowany. W jego żyłach płynie tajemnicza substancja, którą porywacz, szalony doktor, nazywa „szprycą” i „dziełem jego życia”. Napastnik daje możliwość ucieczki Dylanowi i jego bratu; ostrzega go również przed ścigającymi. Jillian Jackson jest komikiem, jednak ostatnia sytuacja, w jakiej się znalazła nie należy do zabawnej. Kobieta zostaje porwana i zakneblowana, podobnie jak w przypadku Dylana, zostaje poddana naukowemu eksperymentowi wbrew woli. Cała trójka łączy siły, by zmierzyć się z niepojętym złem i zachwianiem czasoprzestrzennym; pragną również znaleźć odpowiedź na nurtujące pytanie pytanie: kim był doktor, szalony naukowiec? Nie mają wiele czasu, w ślad za nimi podążają niebezpieczni ludzie w czarnych chevroletach. Przyznam, że z początku w ogóle nie mogłam się odnaleźć w tej fikcyjnej opowieści. Było to dla mnie niepojęte, absurdalne, a przy tym głupie, że czytam o szalonym naukowcu, wstrzykującym (wydawałoby się) nieznajomym tajemniczą substancję, którą ten uparcie nazywa szprycą. Moje chwilowe i początkowe zniechęcenie zaczęło ustępować na rzecz niezwykłej energii, którą zaczął doświadczać Dylan, późniejszego stanu Jilly i niesamowitej akcji, której pisarz nam nie szczędził. Profil psychologiczny jest doskonale zbudowany, poznajemy bliżej bohaterów, odkrywamy ich historię, co przyczynia się do niejednego wstrząsu. Opis śmierci matki braci O’Conner był dla mnie druzgocący. Natomiast mam za złe autorowi, że tak zaprzepaścił znaczenie najemników i Parisha Lanterna. Gdyby akcja byłaby opisana również z ich strony, książka mogłaby jedynie zyskać. „Pozytywne myślenie. Przewaga umysłu nad materią. Bóg stworzył niebo i ziemię, powołując je do istnienia tylko myślą. Najpotężniejszą siłą wszechświata jest siła woli.”
Aneta-Wiola - awatar Aneta-Wiola
oceniła na 6 5 lat temu
Mnich William H. Hallahan
Mnich
William H. Hallahan
"- Widzicie przed sobą potęgę nienawiści - powiedział. I wyruszył sam do Edenu. Rozpoczął się bój między niebem a piekłem." "Mnich" to opowieść o wiecznej tułaczce i walce aniołów z demonami. Anioł Tytmoteusz musi tułać się po świecie dopóki rasa ludzka mu nie wybaczy. Jednak jednostek zdolnych do takiego wybaczania rodzi się niewiele, w dodatku sokolica Szatana zawsze jest szybsza od anioła i zabija wszystkie dzieci z purpurową aurą zanim jeszcze zaczną mówić... Nie do końca tego spodziewałam się po książce, ale finalny efekt wzbudził moją sympatię. Na wstępie przypomnę, że motyw aniołów i demonów jest jednym z moich ulubionych, nic więc dziwnego, że książka mnie wciągnęła. Bardzo spodobało mi się specyficzne przedstawienie Szatana - historia jaka go spotkała pokazuje go jako tego najbardziej pokrzywdzonego przez Boga i anioły. To on jest tym zdradzonym i to jemu chcemy kibicować przez większość książki. Przerażający, aczkolwiek kapitalny zabieg rzucający nowe światło na nauki kościoła. Przedłużeniem tej sztuczki jest nasze nastawienie do Tymoteusza. Ja na początku książki bardzo go nie lubiłam. Stopniowo jednak zyskiwał w moich oczach i pod koniec zaczęłam mu nawet kibicować. Bardzo lubię takie zmiany i ewolucję uczuć w książkach. Było jednak parę rzeczy, które mnie irytowały. Na przykład przeskoki w czasie, które były nagłe i ciężko było się zorientować co się zmieniło i ile główny bohater ma teraz lat. Poza tym stanowczo brakowało tu horroru. Było to mroczne fantasy, ale zdecydowanie nie czułam tu grozy. A szkoda. Zakończenie mnie zaskoczyło - było dziwne i niekonwencjonalne, pozostało otwarte, przez co można jedynie snuć domysły, co się wydarzyło i co będzie działo się dalej. Nie uważam tego jednak za minus - wszystko, co w książkach oryginalne zyskuje moje poparcie. Ogólnie rzecz biorąc polecam książkę fanom tego motywu oraz gatunku. Jeśli szukacie grozy, próżno szukać... Ale jak chcecie poczytać o potyczkach Nieba i Piekła - zachęcam do lektury!
Nietuzinkowy - awatar Nietuzinkowy
ocenił na 7 3 lata temu
Wyznawcy płomienia Graham Masterton
Wyznawcy płomienia
Graham Masterton
Ogień, żywioł określany jako dawca życia, ale i taki, który może je równie łatwo odebrać. Śmierć w ogniu zawsze przerażała człowieka. Nie sposób sobie wyobrazić jaki ból przeżywa osoba, która płonie na naszych oczach skoro zaledwie oparzenie to okropny ból. Ogień też stał się w wielu przypadkach symbolem, który miał wzmagać ten strach. W końcu nie bez powodu wybierano taką śmierć kiedy palono dawniej na stosach. Gdy w desperacji ktoś chce zwrócić uwagę innych na problem też jest gotowy na taką śmierć. Nie brakowało przypadków jak ludzie byli gotowi podpalać się na placach byle zwrócić na coś uwagę. Mimo tych wszystkich potworności ogień również fascynuje. Nie raz kiedy widzę zabawę żywiołami w grach czy innych podobnych zabawach zwykle ludzie wybierają właśnie ogień pośród innych żywiołów do wyboru. W owej książce autor dosłownie zastosował myśl o płomieniach, które dają i odbierają życie. Wykonanie jednej z najbardziej potwornych do wyobrażenia śmierci w odpowiednich warunkach ma za cel dawać wieczne życie. Jak wiadomo nie brakuje przy tym chętnych gotowych na takie poświęcenie, zwłaszcza kiedy czują śmierć na karku. Oczywiście nie brakuje też zwykłych postronnych ludzi, którzy kończą śmiercią w płomieniach, bo znaleźli się w złym miejscu lub czasie albo zainteresowali się czymś czym nie powinni. Opisy tych śmierci mamy dramatyczne, bo samo wyobrażenie ofiar, które są powoli opiekane, aż skończą niczym żywe pochodnie potrafi przysporzyć bólu. W całym wątku spalania tych ofiar nie brakuje oczywiście zabarwienia erotycznego, co też jest typową wizytówką Mastertona. Jak jednak można łączyć erotykę ze spalaniem kogoś żywcem? No cóż, to zostawiam dla tych co chcą zgłębić temat poruszony w książce. Poza płomieniem, który pali ludzi i fanatykami gotowymi samym się spalić mamy też nawiązania do rzeszy niemieckiej i ich planu stworzenia rasy panów, wbrew pozorom idealnie łączy się to z całością historii. Nie zabrakło tu także magii rdzennych amerykanów, którą jak zauważyłem autor też lubi stosować, ale w moim uznaniu nie została tu umieszczona na siłę, a całkiem dobrze została umiejscowiona. Myślę, że jest to kolejna historia warta przeczytania i zadania sobie pytania jak wiele jest warte życie wieczne i co można za nie poświęcić. Choć zapewne większość stwierdzi, że nie dałaby się zmanipulować, to jestem pewny, że nie brakowałaby też takich, którzy byliby gotowi oddać naprawdę wiele za taką możliwość. Jedyna rzecz, która mi nie pasowała to brak wytłumaczenia czemu Celia kłamała Loydowi co do śmierci rodziców. Jedyne co przychodzi mi do głowy to fakt, że nie chciała aby ci przypadkowo się wygadali na punkcie jej obsesji religijnej, którą przed nim ukrywała. Jeśli jednak tak było, to nie pojmuje po co podawała im adres zamieszkania Loyda.
Magus - awatar Magus
ocenił na 7 1 rok temu
Impuls Michael Weaver
Impuls
Michael Weaver
Czy warto wracać do książek? Kilka lat temu zachwyciłam się książką – tak to pamiętam- byłam urzeczona, oczarowana, zakochana. Uważałam że jest to najlepszy thriller jaki udało mi się w życiu przeczytać, że watka akcja, niesamowite zwroty akcji, postacie takie nieszablonowe, a psychopatyczny morderca erotoman to przecież ,to słodziak do przytulania, pogłaskać go trzeba, a gdzie tam go karać! No i postanowiłam książkę odświeżyć po kilku dobrych latach (czas, inne lektury robią swoje) no i tak. No tak. Nie wiem. Niby fajna, niby się coś dzieje, a może za dużo od niej jednak wymagałam? Może podświadomie wiedziałam, a przynajmniej wmawiałam sobie, że pamiętam co się stanie, dlatego też nie cieszyła mnie w pełni jej lektura? Oczywiście czas, inne lektury, filmy sprawiły, że ewoluowałam. Sama z siebie jakoś podrosłam i chyba zaczęłam wymagać więcej. Niemniej wydaje mi się, że jeśli ktoś po nią sięgnie to całkiem rozczarowany, czy niezadowolony nie będzie, a wręcz wydaje mi się, że się spodoba. W książce mamy wszystko co w dobrym thrillerze być powinno, psychopatyczny morderca, ofiarę-bohatera, dobrego glinę, piękną panią kurator i zagęszczającą się atmosferę w miarę czytania. Czego chcieć więcej? Książka wydaje mi się być mało znana, nie wiem co jest tego przyczyną. Na pewno różni się od modnych i poczytnych dziś skandynawskich kryminałów/thrillerów, więc jeśli ktoś chciałby odpocząć od deszczowego i nostalgicznego klimatu Szwecji, zachęcam do sięgnięcia po tą pozycję.
Litsa - awatar Litsa
oceniła na 6 10 lat temu
Dzień śmierci Shaun Hutson
Dzień śmierci
Shaun Hutson
Energiczny pulpowy zombie horror, w którym żywa akcja i dużo grozy pozwalają przejść do porządku nad brakami logicznymi i wadami warsztatowymi. + Podczas porządkowania terenu przycmentarnego dwaj robotnicy odnajdują miejsce pochówku straconej przed laty czarownicy. Jeden z nich zabiera z grobu tajemniczy medalion. Magiczna moc artefaktu zamienia go w monstrum - po przybyciu do domu morduje żonę i córkę. Kolejnej nocy ginie sąsiadka. Potwór wyrywa oczy swym ofiarom. Policja wkrótce osacza zbrodniarza - w ciągu dnia jest on niezwykle osłabiony i łatwo zostaje schwytany. Gdy zapada ciemność, odzyskuje on siły i wpada w morderczy szał. Wyrywa się z uwięzi w szpitalu, do którego został przewieziony, by ostatecznie, wypadając z okna, zginąć wraz z pilnującym go pielęgniarzem. To jednak dopiero początek koszmaru. Ciała obu mężczyzn wracają do życia i w niezmiernie efektownej scenie wydobywają się ze świeżych grobów, mordując przy okazji miejscowego księdza. Od tej pory w mieście znikają kolejni ludzie. Okazuje się, że każdy zabity natychmiast dołącza do rosnącej hordy krwiożerczych, bezokich zombie. Potwory, kierowane przez grabarza atakują dom szefa miejscowej policji, w którym jego żona bada przeklęty medalion. Na szczęście w walce przeciw nim skuteczna okazuje się bron palna. Policjanci rozpoczynają szukanie kryjówki potworów... + "Dzień Śmierci" Shauna Hutsona lokuje się wpół drogi pomiędzy twórczością Guya N.Smitha a Grahama Mastertona. Od tego pierwszego Hutson zapożyczył angielską prowincję z jej niepowtarzalnym klimatem, od drugiego dynamiczną, pełną makabry i przemocy akcję. W rezultacie powstał zgrabny, pełen akcji horror, który powinien przypaść do gustu sympatykom obu wspomnianych autorów. Jasne, w powieści nie ma nic odkrywczego, motywy przeklętego artefaktu, zemsty po latach, ataki zombie - wszystko to było już wałkowane w horrorze ze sto razy. Ale też nie w nowatorskich pomysłach siła Hutsona, a w werwie, z jaką opowiada on swoją historię, w stężeniu makabry i grozy, w dynamicznej akcji. I tutaj Hutson wypada bardzo korzystnie. Historia szybko mknie naprzód, mnożą się kolejne jump scare'y a żywe trupy wypadają niezmiernie efektownie, przywołując echo znanych z filmowego cyklu hiszpańskich templariuszy (podsobne jak kinowe monstra, zombiaki Hutsona są pozbawione oczu). Overall radosny, pulpowy fun bez szczególnych ambicji czy pretensji. Słabiej wypada konstrukcja postaci. Bohaterowie "Dnia Smierci" są papierowi do bólu, a opisy relacji międzyludzkich młodemu Hutsonowi wyszły pociesznie. Podczas gdy taki Guy N. Smith potrafi, tworząc swych bohaterów, cedzić złośliwości kwaśne jak zeschła cytryna, to idylliczne opisy małżeńskiego szczęścia szefa policji, upływającego pomiędzy młodzieńczym seksem i wzajemnym szeptaniem "kocham cię" niepomiernie śmieszą. Jest też powieść fabularnie niechlujna, nawet uwzględniając jej pulpowy charakter. Zupełnie nie wiadomo, po co w prologu pojawia się torturowana i stracona czarownica (jej postać już później nie wraca). Zniknięcie kilkuset osób w miasteczku obchodzi, wydaje się, wyłącznie grupkę miejscowych policjantów. Do tego dochodzi jeszcze banalny, generyczny finał. No i te dwumiesięczne badania, w wyniku których udało się ustalić, że "Mortis Dei" oznacza "Dzień Śmierci" - nie dziwota, że Anglicy sobie Brexit przegłosowali. Tytani intelektu normalnie... Pomijając wyżej wymienione mankamenty (większość z nich złożyć można na młody wiek autora - pisząc "Dzień Śmierci" Hutson miał, jak sam pisze, dziewiętnaście lat) całość opisana jest całkiem zręcznie i czyta się piorunem. Dużo horroru w horrorze, dynamiczna akcja, efektowne żywe trupy i do tego wszechobecny pulpowy klimat. Byłby fajny oldschoolowy film z tego. Fani Mastertona i Guya nie powinni być rozczarowani. Trochę naciągane 7/10.
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na 7 7 lat temu
Odrodzony F. Paul Wilson
Odrodzony
F. Paul Wilson
Kontynuacja bestsellerowej „Twierdzy”, a tak naprawdę restart, początek nowej historii, z istotną zmianą tonacji; już nie ma wampirycznej opowieści o uwięzionym w karpackim zamku demonie, teraz pojawiają się kultyści i quasi sataniczne klimaty znane z „Dziecka Rosemary”. + W katastrofie samolotowej ginie bajecznie bogaty naukowiec, laureat nagrody Nobla z genetyki. Nieoczekiwanie jedynym spadkobiercą jego fortuny okazuje się pewien młody, początkujący autor powieści grozy (taki żarcik Wilsona). Wychował się on w rodzinie adopcyjnej, wszystko zatem wskazuje na to, że zmarły milioner był biologicznym ojcem pisarza. Mężczyzna wraz ze swą śliczną żoną wprowadza się do ogromnej posiadłości, odziedziczonej po naukowcu. Odnalazłszy w niej jego pamiętniki zaczyna je studiować w nadziei odnalezienia swej matki. To, co udało mu się odkryć wprawia go w ogromną depresję i konsternację; nie chce tego za nic zdradzić ukochanej żonie. Ta zwraca się po pomoc do ich wspólnego przyjaciela, katolickiego księdza. Tymczasem grupa (w zasadzie można napisać - sekta) fanatycznych katolików pod przewodem mnicha przybyłego z Francji poszukuje Antychrysta, który jakoby objawił się w Nowym Jorku. Wyczuwają jego obecność w okolicy posiadłości naukowca. Kiedy w brukowcu ukazuje się sensacyjny materiał na temat prawdziwego pochodzenia młodego pisarza, kultyści jego uznają za wcielenie Szatana. Rozpoczynają manifestacje pod bramą posesji…. + F. Paul Wilson tworząc swą sagę o Rasalomie efektownie wykorzystuje schematy i archetypy obecne w literaturze grozy. Po „draculicznej” opowieści o Wampirze („Twierdza”), tym razem sięga po inny klasyczny motyw - narodziny syna Szatana (znany przede wszystkim z „Dziecka Rosemary” Iry Levina i cyklu filmowego „Omen”). „Odrodzony” ani przez chwilę nie ucieka od porównań z „Dzieckiem Rosemary” - mało, Wilson od początku świadomie to ogrywa, parokrotnie wprost, „z nazwy” przywołując słynnego poprzednika. Akcja powieści toczy się w roku 1968, kiedy książka Levina była na szczytach list przebojów (i list sprzedaży). Bohater „Odrodzonego” marzy o powtórzeniu jej sukcesu, a jego redaktor wysyła do niego list z poradą, by „porzucić horror, bo to ślepy zaułek, a Levin jest tylko wyjątkiem, taką overnight sensation, która zaraz przeminie”. To udany żart Wilsona, zważywszy, że właśnie od „Dziecka Rosemary” rozpoczęła się trwająca ponad dwie dekady „złota era horroru”, która przyniosła gatunkowi mnóstwo wspaniałych tytułów (w tym „Twierdzę” samego Wilsona) a piszącym horrory autorom sławę i dobre pieniądze. Ale pal sześć gatunkowe żarciki - „Odrodzony” nawiązuje do Rosemary na poziomie samego głównego pomysłu. Podobnie jak w arcydziele Levina mamy do czynienia z rzekomym przybyciem do naszego świata Antychrysta, mającym oznaczać koniec czasów i upadek ludzkości. Wreszcie, szukając „rosemarowych” tropów nie sposób nie przywołać finału „Odrodzonego” Wilson tutaj po raz kolejny doskonale się bawi, praktycznie cytując zakończenie powieści odwracając je jednak o 180 stopni, bowiem o ile Rosemary ucieka przed mroczna sektą satanistów czczących jej dziecko, to Carol ucieka przez sektą… fanatycznych katotalibów planujych jego……aborcję (sic!). No ihaaaaa, przyznać trzeba, że to twist arcyostry - prawdziwa jazda na szklance ostra kpina z katolickiego antyaborcjonizmu. W ogóle dobrze ten finał wypadł, naprawdę dużo i energicznie się tutaj dzieje. Jest krwawo, ostro, z suspensem - a do tego świetna zabawa gatunkowa. Fajny, konieczny (to początek trylogii!) bad ending, efektowne granie na emocjach czytelników, zróżnicowane, wiarygodne motywacje bohaterów. Tym chętniej czeka się na kolejne powieści cyklu : „Odwet” i „Świat Mroku”. Do dobrych stron Odrodzonego należy sprawny, gładki styl narracji - doskonale warsztatowo napisana powieść bardzo dobrze się czyta. Postaci wykreowane są ciekawie, budzą sympatię i przyciągają uwagę czytelnika. Natomiast gorzej jest z akcją. Po prostu przez większość czasu niewiele się dzieje. Jest do tego stopnia blado, że, w pewnym momencie, żeby jakkolwiek ożywić fabułę autor wprowadza krwawą (acz mało sensowną ) bójkę uliczną. To generalnie mało - na szczęście wspomniany już znakomity finał sporo w końcowej ocenie „Odrodzonego” poprawia. Dobro i zło w człowieku, religijny fanatyzm, kultyści (! Ihaaa!), aspekty i wątpliwości moralne dotyczące aborcji - w sumie warto poznać „Odrodzonego” - lektura obowiązkowa dla tych, którzy szczególnie polubili „Twierdzę” i ciekawi są dalszego ciągu historii. PS. Okładka Steve Crispa jest śliczna, bardzo „złoto-erowa”, ale z czapy całkowicie, bez krzyny związku z fabułą powieści.
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na 6 4 lata temu

Cytaty z książki Zimny ogień

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zimny ogień