Dom na krańcu świata

Okładka książki Dom na krańcu świata autorstwa Dean Koontz
Okładka książki Dom na krańcu świata autorstwa Dean Koontz
Dean Koontz Wydawnictwo: Albatros horror
400 str. 6 godz. 40 min.
Kategoria:
horror
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The House at the End of the World
Data wydania:
2024-05-15
Data 1. wyd. pol.:
2024-05-15
Data 1. wydania:
2023-01-24
Liczba stron:
400
Czas czytania
6 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383611839
Tłumacz:
Cezary Frąc
ARCYMISTRZ SUSPENSU POWRACA Z KOLEJNĄ MROŻĄCĄ KREW W ŻYŁACH KSIĄŻKĄ. POWIEŚĆ O LĘKACH, KTÓRE ZNAMY… I TYCH, KTÓRYCH NIE ZNAMY. TAKICH, JAKICH NAWET SOBIE NIE WYOBRAŻALIŚMY. WKRÓTCE NIKT NIE ZNAJDZIE MIEJSCA NA ZIEMI, GDZIE BĘDZIE MÓGŁ SIĘ UKRYĆ.
Zmagająca się z druzgocącą stratą i chroniąca się przed miażdżącą niesprawiedliwością Katie mieszka samotnie w przypominającym fortecę kamiennym domu na odizolowanej od świata wyspie, Jacob’s Ladder. Niegdyś była wschodzącą gwiazdą świata sztuki – i teraz znajduje ukojenie w malarstwie. Na sąsiedniej wyspie Ringrock działa tajemnicza instytucja: rządowy ośrodek badawczy. Pewnego dnia na Jacob’s Ladder przybywa dwóch agentów w poszukiwaniu czegoś, o czym nie chcą rozmawiać. Chociaż budzą w Katie grozę, wkrótce na wyspie pojawia się nieskończenie większe zagrożenie, tak dziwne, że nawet mieszkające tam zwierzęta wpadną w śmiertelny popłoch. Katie staje w obliczu epickiej i przerażającej bitwy z tajemniczym wrogiem. Przegrana może oznaczać koniec świata. Na szczęście Katie nie stoczy jej sama: z gwałtownego szkwału na brzegu wyspy wyłania się odważna młoda dziewczyna.

Dean Koontz to znawca naszych najmroczniejszych koszmarów i literacki żongler. „The Times”

Jest kimś znacznie więcej niż po prostu twórcą literatury gatunkowej. Duszą jego książek są znakomicie zarysowane postacie i ich walka o znalezienie sensu życia. Dlatego powieści Koontza będą czytane jeszcze długo po tym, jak duchy i potwory większości autorów trafią na strychy. „Tampa Tribune”
Jeśli Stephen King to Rolling Stonesi literatury popularnej, Koontz jest Beatlesami. „Playboy”
W swoich powieściach Koontz wiele od siebie wymaga – unika stereotypów i ma genialne oko do szczegółu. Jego konkurenci zostają daleko w tyle. „Kirkus Reviews”
Średnia ocen
5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dom na krańcu świata w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Dom na krańcu świata



743 743

Oceny książki Dom na krańcu świata

Średnia ocen
5,9 / 10
247 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Dom na krańcu świata

avatar
185
73

Na półkach:

Spory zawód generalnie.
Początek świetny...Klimat, strach, tajemnica - świetnie mi się to czytało Ale im dalej w las, tym gorzej.
Pomysł na zagrożenie raczej słaby. Obdarcie z tajemnicy bez większego WOW. Końcowka głupia i niesatysfakcjonująca, a służby specjalne i cała instytucja tak nieudolne jak się tylko da.
A takie to było obiecujące... :(

Spory zawód generalnie.
Początek świetny...Klimat, strach, tajemnica - świetnie mi się to czytało Ale im dalej w las, tym gorzej.
Pomysł na zagrożenie raczej słaby. Obdarcie z tajemnicy bez większego WOW. Końcowka głupia i niesatysfakcjonująca, a służby specjalne i cała instytucja tak nieudolne jak się tylko da.
A takie to było obiecujące... :(

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
53
17

Na półkach:

Super

Super

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
367
21

Na półkach:

Książkę zacząłem czytać nic nie wiedząc na temat fabuły ani nie mając żadnych oczekiwań. Wciągnęła mnie, polubiłem postaci, nie ma się do czego przyczepić. Średnia ocena zaniżona.

Książkę zacząłem czytać nic nie wiedząc na temat fabuły ani nie mając żadnych oczekiwań. Wciągnęła mnie, polubiłem postaci, nie ma się do czego przyczepić. Średnia ocena zaniżona.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

457 użytkowników ma tytuł Dom na krańcu świata na półkach głównych
  • 280
  • 172
  • 5
103 użytkowników ma tytuł Dom na krańcu świata na półkach dodatkowych
  • 61
  • 15
  • 7
  • 6
  • 6
  • 4
  • 4

Inne książki autora

Dean Koontz
Dean Koontz
Pisarz amerykański, autor licznych thrillerów i horrorów. Zaczął pisać pod koniec lat lat 60 skupiając się początkowo na powieściach science fiction. Później porzucił ten gatunek i częściowo pod prawdziwym imieniem, częściowo pod pseudonimami zajął się pisaniem thrillerów i horrorów. Przełomowym okazał się rok 1980, kiedy to ukazała się powieść "Szepty" (Whispers). Kolejne stawały się również wielkimi bestsellerami. Obecnie mieszka z żoną Gerdą w Kalifornii.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Dom na krańcu świata przeczytali również

Debit C.J. Tudor
Debit
C.J. Tudor
„Debit” to thriller z nutą klimatu postapokaliptycznego. Historia zaczyna się od dramatycznego wydarzenia, grupa studentów zostaje ewakuowana z Akademii, a ich autobus ulega wypadkowi i zostaje uwięziony w śnieżnej zaspie. Główna bohaterka, Hannah, budzi się wśród chaosu, zniszczeń i ciał, próbując zrozumieć, co właściwie się wydarzyło. Szybko okazuje się, że sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. W tle pojawia się tajemniczy wirus, izolacja od świata i narastające napięcie między ocalałymi. To historia o przetrwaniu, strachu i o tym, jak ludzie zachowują się w ekstremalnych warunkach. Sięgając po tę książkę, miałam już pewne oczekiwania wobec autorki, bo wcześniej czytałam jej inne powieści. Niestety, „Debit” wypada na ich tle najsłabiej. Najbardziej wyróżnia się tutaj klimat. To zdecydowanie jeden z mocniejszych punktów książki. Dodatkowo pojawia się tajemnica i kilka niepokojących elementów, które budują napięcie i sprawiają, że chce się czytać dalej. Problem w tym, że całość nie do końca spełniła moje oczekiwania. To nie jest zła książka, ale zdecydowanie nie to, na co liczyłam. Po wcześniejszych lekturach tej autorki spodziewałam się czegoś mocniejszego i bardziej wciągającego. Na szczęście były elementy, które trzymały mnie przy tej historii, przede wszystkim tajemnica i ten lekko niepokojący klimat. Dzięki temu nie porzuciłam książki i chciałam dowiedzieć się, jak wszystko się rozwiąże.
VViolla - awatar VViolla
oceniła na61 miesiąc temu
Taniec piżmowych szczurów Krzysztof A. Zajas
Taniec piżmowych szczurów
Krzysztof A. Zajas
Oszpicyn” był arcydziełem. Po przeczytaniu chciałem poznać inną równie ciekawą opowieść albo kontynuację tej historii. “Taniec piżmowych szczurów” jest właśnie czymś takim. Czy jest równie dobry? Fabuła jest kontynuacją historii rozpoczętej w “Oszpicynie” i jego prawdziwym zakończeniem. Czytając można zauważyć, że autor mocno inspiruje się Stephenem Kingiem oraz powiela wiele schematów, które na początku mogą lekko odstraszać, ale potem stają się mocnym punktem powieści. Jest to horror gdzie dawkuje się strach i pokazuje, kto tak naprawdę jest największym potworem. Główny bohater to wygadany i wyluzowany pisarz, który nie jest obojętny na krzywdę innych. Można by rzec, że jest przeciwieństwem autora, który także jest jedną z postaci w książce. Dodajmy do tego przedstawicieli małego miasteczka, którzy dodają fabule klimatu i są powiązani z bohaterami “Oszpicyna”. Jak to zwykle bywa w tego typu historiach punkt kulminacyjny zakończenia to wielka bitwa dobra ze złem z której nie wszyscy wyjdą cało. Niestety dalsze losy postaci po niej wydają się lekko dziwne, ale nie psuje to odbioru całości. Historia zostaje zamknięta i zagadka rozwiązana, a to jest najważniejsze. Reasumując może nie jest tak dobrze jak w “Oszpicynie”, ale tu historia też trzyma poziom mimo kilku mankamentów. Osobiście wolę takiego Zajasa niż tego z trylogii grobiańskiej. Na spotkaniu autorskim do Wiktora Szczęsnego podchodzi czytelnik i chce mu ofiarować dom w małym miasteczku. Jedyny warunek jest taki, że ma w nim opisać jego historię. Początkowo autor odmawia, ale splot niefortunnych zdarzeń pozwala mu przystać na tę propozycje. Nie wie, że tym samym został wciągnięty w walkę sił nadprzyrodzonych, które chcą by rozwiązał ich tajemnice i pozwolił im odejść.
Hendoslaw - awatar Hendoslaw
ocenił na75 miesięcy temu
Uzdrowisko Konrad Chęciński
Uzdrowisko
Konrad Chęciński
W tej części, Pan Konrad, zawarł o wiele mniej wątków niż w swoim debiucie, ale nadal nie zrezygnował z mnogości postaci. Wciąż są małe niedociągnięcia, ale widzę duży potencjał u aktora i wierzę, że jeszcze nie raz, nie dwa zaskoczy mnie swoimi powieściami. Akcja rozgrywa się w niewielkiej, malowniczej miejscowości Dobrowola, nazywana przez miejscowych Uzdrowiskiem. Po raz kolejny teraźniejszość przeplata się, z wydarzeniami z przeszłości. W 1986 roku zaginęła młoda dziewczyna. Śledztwo szybko trafia do archiwum. Po latach oficer Piotr Werner prowadzi nieoficjalne dochodzenie dotyczące listów zawierających pogróżki, które nawiązują do zaginięcia dziewczyny. W tym samym czasie, w Dobrowoli, zostają odkryte zwłoki brzemiennej kobiety. Czy to możliwe, że morderstwo ma coś wspólnego ze zniknięciem z 1986? Przez kogo są wysyłane anonimowe pogróżki? Czy uda się znaleźć winnych zniknięcia dziewczyny? Dlaczego oficer odnosi wrażenie, że, komuś zależy, aby tajemnicze zaginięcie nigdy nie zostało wyjaśnione? Ten tom był zdecydowanie bardziej treściwy. Autor nie rozprawiał za dużo na temat zażyłości postaci i ich przeszłości. Wciąż mieliśmy wielu bohaterów, więc maksymalnie skupiłam się na nich, aby się nie pogubić. Pomimo to i tak chwilami nie mogłam się, zorientować o kim mowa. Być może, to przez to, że zdecydowałam się po raz kolejny na audiobooka. Fabuła i tym razem zawierała sporo wątków i motywów. Autor stworzył interesującą historię, która ani przez moment nie była dla mnie nużąca, ba, znalazły się plot twisty, które mnie powaliły na łopatki. Kilka słów o lektorze. W tej części swojego głosu użyczył Dariusz Klimek. Nie mam żadnych zarzutów do przedstawienia owej historii przez lektora. Czytał wyraźnie, akcentował dialogi i przejścia pomiędzy wątkami. Miły dla ucha głos i dykcja. „Uzdrowisko” to powieść o zbrodni, która nigdy nie miała zostać wyjaśniona. O poczuciu niesprawiedliwości i chęci odwetu. Historia o manipulacji oraz kłamstwie i ich konsekwencjach.
zaczytana_kobitka - awatar zaczytana_kobitka
oceniła na81 miesiąc temu
Kukułcze jaja z Midwich John Wyndham
Kukułcze jaja z Midwich
John Wyndham
Minęło wiele lat, odkąd przeczytałem “Dzień Tryfidów” Johna Wyndhama. Dziś nie pamiętam już fabuły, za to pamiętam emocje, jakie mi towarzyszyły. Zupełnie nie wiem dlaczego potem nie sięgałem po inne pozycje tego pisarza. Teraz jednak trafiła się okazja, zupełnym przypadkiem zobaczyłem Jego nazwisko w Wehikule Czasu od Rebisu (swoją szosą tryfidów też tu wznowili). Pełen nadziei na podobne emocje sięgnąłem po “Kukułcze jaja z Midwich”. Jedno się zupełnie nie zmieniło - talent Twórcy do prowadzenia fabuły. Jest dynamicznie, poznajemy wydarzenia poprzez wyraziste postaci, mające swoją charakterystykę, szybko czujemy, że są realnymi postaciami, prawdziwymi. Książka nie każe nam przedzierać się przez tony tekstu, który jest nie zawsze zrozumiały dla przeciętnego czytelnika (co się czasem zdarza w SF, a może nawet częściej niż czasem),całość zbudowana jest raczej na rozmowach, dialogach i na próbach adaptowania się bohaterów do szybko zmieniającego się otoczenia. Oto więc poznajemy postaci, które skupione są wokół miejscowości Midwich, gdzie pewnego dnia dzieje się coś dziwnego. Kontakt z miastem został utracony, a ktokolwiek próbuje się tam dostać - zasypia. Nim zapadły decyzje co w tej sytuacji robić, sytuacja wraca do normy. A jednak, niebawem, okazuje się… Ja wiem, że prawie siedemdziesiąt lat po napisaniu książki przez Autora trudno uniknąć spoilerów, mimo to i tak, a nawet tym bardziej, nie będę nic zdradzał. Prawdę mówiąc tytuł książki jest wystarczająco sugestywny, nie trzeba zbyt wiele dodawać. A im szybciej Czytelnik wpadnie na pomysł “o co chodzi” tym lepiej się poczuje, miłe emocje. Proszę, unikajcie czytania opisu, dziś blurby i opisy są tak łopatologicznie kreowane, że bardzo psują przyjemność czytania i poznawania, poważnie, unikajcie. Jest to jedna z tych powieści science fiction, która zamiast ostrzegać przed czymś, nawoływać do przygotowań, planów na każdą okazję, procedur i innych regulaminów (tfu!) raczej skłania do myślenia. Jaka jest moja moralność? A jaka jest Twoja? Wyndham pisze rzecz tak, że na koniec lektury pozostaje wyrwa w Czytelniku, niemal fizycznie odczuwalny brak czegoś, jakiegoś elementu. Co my byśmy zrobili? A co by zrobili nasi “rządzący”? Strach się bać. Zdecydowanie polecam, to jest łatwe w lekturze science fiction. Ale niełatwe po lekturze. Rewelacja.
Pablos - awatar Pablos
ocenił na84 dni temu
Grzechót Maciej Lewandowski
Grzechót
Maciej Lewandowski
Dzisiejsza recenzja dotyczyć będzie książki Macieja Lewandowskiego (wyd. Mięta),w której jestem totalnie oszołomiona tym, co przeczytałam, i gorąco polecam ją każdemu, kto lubi dreszcze, klimat lata pełnego tajemnic i historię, która nie chce wypuścić Cię ze swojego świata. „Grzechót” to opowieść, która wciągnie Was jak… no właśnie, to już sami odkryjecie. Jak myślisz, co może się stać, gdy w wakacyjne popołudnie nastolatek przekroczy ogrodzenie sąsiada, który jest trochę dziwny, trochę tajemniczy i ma legendy krążące o sobie od lat? Kuba, główny bohater książki, właśnie to robi, nieświadomie budząc coś, co powinno pozostać w spokoju. Ta jedna, niewinna kropla krwi na zardzewiałej karoserii starej, czarnej wołgi zmienia wszystko. Coś śpiącego… budzi się. I nie jest to przyjazne coś. Należąc do pokolenia, które słyszało o wołdze, ale jej nie widziało, muszę przyznać, że nie chciałabym jej zobaczyć. Jak w filmach, w których ktoś zostaje skaleczony, a ta jedna kropla uruchamia machinę zniszczenia. Mówię wam, akcja, że głowa mała. Już od pierwszych stron czułam, jak autor chwyta mnie za kark i mówi: „No to wchodzisz w to na całego”. Maciej Lewandowski nie owija w bawełnę; akcja pędzi, atmosfera gęstnieje jak mgła nad lasem o zmierzchu, a myśl o kolejnej stronie staje się uzależniającym oddechem. Dlaczego ta książka NIE JEST zwykłym horrorem? Owszem, horror… brzmi strasznie, prawda? Ale „Grzechót” to coś więcej niż tylko potwory i straszydła. To opowieść o ciekawości, która dla bohaterów okazuje się błogosławieństwem i przekleństwem jednocześnie. I właśnie to jest cool. To nie jest suchy horror rodem z filmów, które widziałeś tysiąc razy. Autor dodaje do tego coś swojsko-nostalgicznego legendę o czarnej wołdze, którą pewnie każdy słyszał w dzieciństwie, ale teraz w wersji czystej grozy. Postacie, które zostają w pamięci. Kuba, Maja i Sławek to nie są wykrzywione, nijakie postacie, które masz ochotę opuścić po kilku stronach. Wręcz przeciwnie, czujesz ich emocje, strach, ciekawość i siłę przyjaźni, która zostaje wystawiona na największą próbę. To trio przypomina grupę Twoich znajomych zabawnych, odważnych, czasem głupio odważnych, ale zawsze prawdziwych. Ich interakcje sprawiają, że fabuła nabiera głębszego sensu niż tylko „strach i potwory”. To opowieść o tym, co znaczy być młodym, gdy świat nagle nie jest taki bezpieczny jak myśleliśmy. I serio, to działa. 💥 Atmosfera od lata nad morzem do koszmaru w środku nocy. Jedną z rzeczy, które naprawdę mnie powaliły, jest klimat tej książki. „Grzechòt” ma ten perfekcyjny przepis zaczyna się jak spokojne, letnie lato (czyli ta sielanka przywodzi wspomnienia wakacji z dzieciństwa),a potem chwila nieuwagi = wszystko się zmienia. Dźwięk grzechotu w ciemności? To nie tylko metafora, to uczucie, które zostaje z Tobą po przeczytaniu ostatniej strony. Nieraz poczułam jak moje czytelnicze serce wali szybciej, a potem… uśmiecham się, bo to po prostu świetnie napisana historia. Szczerze mówiąc, jestem oszołomiona tym, jak bardzo ta książka mnie wciągnęła. To jedna z tych historii, które czytasz i długo o nich myślisz, nie tylko dlatego, że są straszne, ale dlatego, że czujesz je całym sobą. Jeśli lubisz lekkie, młodzieżowe, świetnie napisane horrorowe opowieści, które nie odpuszczają nawet na moment, „Grzechót” to pozycja obowiązkowa. Czy polecam? Zdecydowanie tak. Ta książka to jak jazda na rollercoasterze we mgle nie wiesz, co nadejdzie, ale nie możesz się doczekać, aby to odkryć.
Book_matula - awatar Book_matula
oceniła na102 miesiące temu
Obcy: Morze Boleści James Arthur Moore
Obcy: Morze Boleści
James Arthur Moore
"Obcy. Morze boleści" to ostatnia część serii o brutalnych Xenomrphach i ekspansji kosmosu korporacji Weyland-Yutani. Świadomie oznaczam tę pozycję jako ostatnią, choć została wydana jako tom drugi pod szyldem Kanonicznej Trylogii Obcych (czerwona seria),ale po kolei. Morze boleści to wydarzenia na planecie LV178, czyli to samo miejsce, które poznaliśmy z książki "Obcy. Wyjście z cienia", więc pewnie dlatego otrzymała pozycję drugiego tomu. Całą strukturę burzy tu jednak czas, bo wydarzenia z tej części rozgrywają się 356 lat później. Przez ten czas zdążyły popaść w zapomnienie losy bohaterów z książek "Obcy. Rzeka cierpień", "Obcy. Decydujące starcie", "Obcy 3", "Obcy. Zimna kuźnia" oraz "Obcy. Przebudzenie". W tym chronologicznie ułożonym szeregu powinniśmy przeczekać jeszcze sto lat, zanim Morze boleści wejdzie na scenę. Przewińmy ten czas. Jak już wcześniej wspomniałem, korporacja Weyland-Yutani wraca na planetę LV178 z kolejną misją złapania żywych lub martwych okazów obcych. Wiedza na temat tego gatunku jest już bardzo bogata, choć nadal dostępna tylko dla wyższego personelu firmy. Najemnicy zwabieni pokaźnymi nagrodami, obdarowani są minimalnym skrawkiem informacji, a tym bardziej wielkości czyhającego na nich zagrożenia. Do grupy poszukiwaczy zostaje "przekonany" niejaki Alan Decker - pracownik Izby Handlowej, mający specyficzne poczucie deja vu. Okazuje się, że jest z szóstego pokolenia Ellen Riplay (to jedyne nawiązanie) i stąd przebłyski oraz wyczuwanie dotąd niespotkanego zagrożenia. Decker trafia na LV178 wraz z oddziałem najemników, gdzie doświadcza nienawiści, która należy mu się przez wzgląd na minione czasy. "Obcy. Morze boleści" to niestety jedna ze słabszych pozycji z serii. Brakowało mi kluczowych postaci, a Alan Decker i jego szósta krew z krwi nie bardzo mnie przekonała w swojej roli. Klimat oczywiście został zachowany, bo tu się coś wykluwało, tu zabijało, wszystko niby działało bez zarzutu. Nawet został, po raz wtóry wyjaśniony cały proces rozwoju obcej rasy. Od królowej, poprzez jaja, moment "zapłodnienia" dawcy, po narodziny i gotowość do zabijania. To moje ósme spotkanie z serią, więc mogę być już bardziej wymagający. Zabrakło wielu elementów, jak chociażby wyraźnego antagonisty z ramienia Weyland-Yutani, bo ten przestawiony w książce, bardzo rzadko podkreślał swoją obecność. Większą presję można było odczuć poprzez pisemne komunikaty przesyłane do Zimnej Kuźni albo bezwzględne działania Asha - androida z Ósmego pasażera Nostromo. To ostatnia przeczytana przeze mnie książka, jaka wyszła z serii Obcy i wydawnictwa Vesper, ale mam nadzieję, że coś jeszcze się pojawi, a ja odpowiednio umieszczę tytuł na osi czasu.
Michał Laskowski - awatar Michał Laskowski
ocenił na63 miesiące temu
Przeklęte trumny zawsze są zamknięte Klaudia Zacharska
Przeklęte trumny zawsze są zamknięte
Klaudia Zacharska
Witajcie moi kochani Dziś przychodzę do Was z powieścią, która wywołała u mnie wiele emocji. Mam nadzieję, że i Wam przypadnie do gustu. A może już ją czytaliście? Jeżeli tak podzielcie się wrażeniami. Tytuł: Przeklęte trumny zawsze są zamknięte Autor: Klaudia Zacharska Wydawnictwo: Alegoria Natalia wiedzie idealne życie. Ma dwie wspaniałe córki, kochającego męża oraz liczną rodzinę, za którą wskoczyłaby w ogień. Jednak pewnego dnia wszystko diametralnie się zmienia. Bowiem przez zrządzenie losu odkrywa ich najmroczniejszy sekret. W brutalny sposób dowiaduje się dlaczego na każdym pogrzebie wszystkie trumny zawsze muszą być zamknięte. Postanawia zabrać córki i uciec tam, gdzie już nigdy ich nie znajdą. Nie wie jednak, iż oni zawsze je odnajdą. Zawsze. To była bardzo dobra lektura. Początkowo, gdy poznałam już całą rodzinę oraz zorientowałam się jak żyją to musiałam odłożyć książkę na kilka godzin. Przeraziło mnie to jak oni wszyscy wspólnie żyją. I z jednej strony to jest bardzo miłe, ale z drugiej od razu obudziła się moja introwertyczna część i powiedziała dość. Dlatego musiałam zrobić małą przerwę od lektury i odetchnąć, ponieważ samo czytanie o ich stopniu zażyłości budziło we mnie grozę i wywołało dyskomfort. Jednak, gdy już wróciłam do powieści to przepadłam. Musiałam dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi i oczywiście dlaczego te trumny zawsze muszą być zamknięte. Owszem miałam swoje podejrzenia, ale naturalnie nie zgadłam. Natomiast to co otrzymałam było dla mnie satysfakcjonujące. I naturalnie w kwestii samego wątku klątwy poczułam niedosyt. Tak to już jest przy dobrych historiach, zawsze mi ich mało. Jeżeli chodzi o wątek tragedii jakiej doświadczyła Natalia to bardzo trudno czytało mi się o niej. Nie mogłam tego zaakceptować. Urzekła mnie opowieść Róży i jej losów. Poczułam się jakbym osobiście wybrała się w nostalgiczną podróż w przeszłość. Bardzo lubię takie zabiegi w książkach. Gdy obok teraźniejszości znajduje swe miejsce i przeszłość. Także fabuła bardzo mnie zaciekawiła i z przyjemnością odkrywałam jej karty. I działo się to bardzo dynamicznie. Wiele się działo i nie musiałam długo czekać na rozwinięcie historii i przedstawienie prawdy. Także bardzo mnie to cieszyło, ponieważ niestety nie należę do osób cierpliwych. Wszystko było dla mnie idealnie wyważone. Pod względem bohaterów niestety było ich dla mnie zbyt wielu. I zostałam niby przytłoczona. Moja introwertyczna część przebudziła się i nie była w stanie poznać tych wszystkich ludzi jednocześnie. Także bardzo utożsamiam się z Kubą i doskonale go rozumiem. Zakończenie powieści zdecydowanie sprawiło, iż historia nabrała tempa oraz klimatu grozy. Naturalnie wyjaśniło ono wszystkie tajemnice, ale nie do końca jestem nim usatysfakcjonowana. Dlatego, że nie mogę pogodzić się z losem jednego z bohaterów. Jednakże mam nadzieję, iż to nie koniec historii. Chciałabym dowiedzieć się jak potoczyły się dalsze losy bohaterów. Reasumując „Przeklęte trumny zawsze są zamknięte” to bardzo dobra powieść nie tylko z gatunku grozy, ale również obyczajowa. Idealnie ukazuje do czego mogą prowadzić sekrety, kłamstwa, a nawet niestety tragedia z jaką musieli zmierzyć się główni bohaterowie. Dla mnie to była największa groza, a wątek klątwy stanowił osobliwy dodatek. Jednak nie mogę czytać o tego typu wydarzeniach. Mimo tego jestem bardzo zadowolona z lektury, ponieważ dostarczyła mi ciekawej rozrywki, a przede wszystkim wywołała skrajne emocje. Serdecznie polecam, strona.394
strona-394 - awatar strona-394
ocenił na713 dni temu
Jęk zamykanych bram Wojciech Wójcik
Jęk zamykanych bram
Wojciech Wójcik
Jęk zamykanych bram Wojciecha Wójcika to wielowarstwowy kryminał z elementami thrillera psychologicznego, który przenosi czytelnika w mroczne zakamarki współczesnej Warszawy, ukazując zarówno zewnętrzne niebezpieczeństwa, jak i złożone emocjonalnie relacje bohaterów. Historia rozpoczyna się od brutalnego morderstwa Arka Maja, ochroniarza klubu nocnego „Trzynastka”, którego śmierć uruchamia serię wydarzeń odsłaniających nie tylko mroczne tajemnice przestępczego świata, ale także skomplikowane powiązania w sferze legalnego biznesu. W śledztwo angażuje się były policjant Mateusz Krysiak, który zmaga się z własnymi traumami i moralnymi dylematami, a także Edyta – kelnerka z klubu, której odkrycia prowadzą do nieoczekiwanych konsekwencji. Narracja Wójcika łączy dynamiczną akcję z dokładnymi opisami, budując atmosferę napięcia i niepokoju. Warszawa staje się niemal osobnym bohaterem powieści – miasto pełne kontrastów, od eleganckich wieżowców po zrujnowane kamienice, skrywające sekrety i niebezpieczeństwa. Autor zręcznie wplata wątki społeczne, takie jak prostytucja, przemoc czy nielegalne przejęcia nieruchomości, pokazując, że mroczne sprawy kryminalne mają swoje źródło w codziennym życiu miasta i ludzkich słabościach. Bohaterowie są wyraziści, złożeni i pełni sprzeczności. Krysiak to postać z przeszłością pełną traum i zawodowych błędów, a jego wewnętrzne konflikty wpływają na przebieg śledztwa. Edyta natomiast jest przykładem bohatera, którego osobista ciekawość i determinacja w odkrywaniu prawdy wystawiają ją na ryzyko. Wójcik pokazuje, że każdy z bohaterów ma własne motywacje, lęki i tajemnice, co sprawia, że fabuła staje się nieprzewidywalna i angażująca. Fabuła jest wielowątkowa i pełna zwrotów akcji, co utrzymuje czytelnika w stałym napięciu. Autor zręcznie prowadzi historię, odsłaniając kolejne tropy stopniowo, pozwalając czytelnikowi samodzielnie układać elementy układanki. Jednocześnie niektóre fragmenty, szczególnie te poświęcone refleksji nad społecznymi problemami lub wewnętrznymi dylematami bohaterów, mogą wydawać się rozwlekłe, co wymaga od czytelnika cierpliwości i koncentracji. Mocną stroną powieści jest równowaga między akcją a psychologiczną głębią – Wójcik pokazuje, że kryminał może być zarówno wciągającą historią detektywistyczną, jak i refleksją nad moralnością, ludzkimi wyborami i konsekwencjami przeszłości. „Jęk zamykanych bram” nie jest jedynie opowieścią o morderstwie; to także analiza relacji międzyludzkich, siły tajemnic i wpływu środowiska na zachowania jednostki.
kamilreads - awatar kamilreads
ocenił na77 miesięcy temu
Nie zawiedź mnie, tato. Część pierwsza Stefan Darda
Nie zawiedź mnie, tato. Część pierwsza
Stefan Darda
Przeczytałam kilka horrorów pana Dardy i nawet nie były najgorsze. Później (dwa lata temu) przeczytałam jego "Zabij mnie, tato" i już w tamtej opinii stwierdziłam, że autorowi lepiej wychodzi pisanie kryminałów niż horrorów i zdanie to podtrzymuję. "Nie zawiedź mnie tato, to bardzo dobry kryminał z bardzo rozbudowaną warstwą społeczną, co jest w tym akurat wypadku bardzo na plus i wcale nie przeszkadza. Cieszę się też, że autor nie zdecydował się na wątek romansowy, co robi większość pisarzy kryminałów, a co mnie strasznie wnerwia. Bo jak zechcę sobie poczytać romansidło, to po nie sięgnę. Niestety jest też coś co mi się absolutnie nie podoba i za co będzie zdecydowanie mniej gwiazdek niż by było, bez tego. Otóż Pan Autor napisał tę książkę w 2024 roku (taka jest data wydania jej),książka ma prawie 450 stron. Wątków w niej kilka jak nie kilkanaście i ŻADEN nie został zakończony!. Bardzo mi się to nie podoba, zwłaszcza że druga część tego tytułu ma mieć premierę dopiero 01.06 2026, czyli tego roku. Całe szczęście, że ja tę "pierwszą" część przeczytałam dopiero teraz, więc pewnie nie będę miała kłopotu z przypomnieniem sobie, jakie to wątki pan pisarz powinien zakończyć w tej drugiej części. Jednak myślę sobie, że gdybym ją przeczytała wtedy w 2024 roku, kiedy została wydana, do teraz i po sporej ilości innych książek przeczytanych przez te dwa lata, niewiele bym z niej pamiętała i musiałabym pewnie jeszcze raz ją przeczytać, by w ogóle się połapać, o co w tym wszystkim chodzi. No i szkoda panie Darda, bo wątki zacne i ciekawe i z chęcią przeczytam, co tam się naprawdę wydarzyło i co dalej z Olo, Lasso no i z samym Mokryną, którego zdążyłam już nawet trochę polubić. A tymczasem, niestety ode mnie tylko sześć gwiazdek.
Żona_Pigmaliona - awatar Żona_Pigmaliona
oceniła na63 dni temu

Cytaty z książki Dom na krańcu świata

Więcej

- Jeśli martwisz się wpływem bydlęcych gazów na środowisko, to sobie odpuść. To mit. Tym, co nas wszystkich zabije, są wzdęcia polityków.

- Jeśli martwisz się wpływem bydlęcych gazów na środowisko, to sobie odpuść. To mit. Tym, co nas wszystkich zabije, są wzdęcia polityków.

Dean Koontz Dom na krańcu świata Zobacz więcej

...światem rządzą narcystyczni aroganci, którzy sprzedali duszę za obietnicę władzy i pomimo całego ich gadania o sprawiedliwości i lepszej przyszłości „ludu” nie dbają o nikogo prócz siebie. W swojej pysze są mistrzami destrukcji i wciskają różnorakie niszczycielskie macki w każdą rysę i szczelinę, wskutek czego nawet najodleglejszy azyl z czasem poniesie konsekwencje ich szaleństwa.

...światem rządzą narcystyczni aroganci, którzy sprzedali duszę za obietnicę władzy i pomimo całego ich gadania o sprawiedliwości i lepszej ...

Rozwiń
Dean Koontz Dom na krańcu świata Zobacz więcej

Cierpliwość jest jedyną cnotą diabła.

Cierpliwość jest jedyną cnotą diabła.

Dean Koontz Dom na krańcu świata Zobacz więcej
Więcej