Żertwy

Okładka książki Żertwy
Antonina Tosiek Wydawnictwo: Biuro Literackie poezja
40 str. 40 min.
Kategoria:
poezja
Format:
papier
Data wydania:
2024-11-18
Data 1. wyd. pol.:
2024-11-18
Liczba stron:
40
Czas czytania
40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368310016
Inne
Średnia ocen

                6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Żertwy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Żertwy

Średnia ocen
6,3 / 10
53 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
814
814

Na półkach:

„Żertwa” – całopalna ofiara ze zwierząt, u dawnych Słowian składana w rytualnej ceremonii przez żercę dla przebłagania bóstwa. W warcabach – poświęcenie pionka dla późniejszych korzyści. W szerszym znaczeniu – każda ofiara, również ta złożona z siebie.

I tak powyższa definicja z impetem wrzuca nas, kompletnie na to niegotowych, w problematykę poetyckiej metafory i w bardzo intymne zwierzenia (tak się tylko domyślam) Antoniny Tosiek. Starość, choroba, potrzeba opieki i konieczność zaopiekowania się, przy tym całkowite osamotnienie i brak pomocy systemowej ze strony państwa, ułomność, bieda, brzydota i wszystko co się z tym wiąże. To poezja niełatwa, nie mówi niczego wprost, nie epatuje czułością, nie zaklina rzeczywistości, ale jest jak ona – brutalna, niekiedy cyniczna, nie szczędząca nam szpetoty i smrodliwych wyziewów, denerwującej często bezradności, ułomności starczego ciała i błądzącego w alzheimerowskich mgłach umysłu. Bardzo zarazem w tym wszystkim ludzka. Człowiek nie jest tu bohaterem, a zaledwie słabo zdającym egzamin uczniem. Nikt go na takie trudne tematy nie przygotował, nie udzielił korepetycji, nie wpisał na praktyki. Nikt też nie da drugiej szansy. Egzaminu poprawkowego nie będzie. Więc drżymy, ucząc się, robiąc wszystko po raz pierwszy, z oporem buntującego się ciała i umysłu, oburzonego brakiem estetyki, bezpośredniością zetknięcia z „przykrym zapachem rozkładu”, z „workiem na tłuszcz i kości”.

AntoninaTosiek szuka nowych sposobów przedstawienia w poezji prozy życia tak, by nie popaść w banał, nie zagubić prostoty prastarych prawd, wręcz przeciwnie – pokazuje ich odwieczne trwanie, w poprzek czasu i oporu świata, sięgając do wątków mitycznych i biblijnych. Starość jest tym, co nieuchronnie nadejdzie, z czym musi zmierzyć się zarówno ten, kto będzie wymagał pielęgnacji, jak i ten, który winien jest, moralnie, prawnie i zwyczajowo, opiekę tę zapewnić. Żertwa, karma, życie. Chcemy być dobrzy, szlachetni, mówimy o naszym oddaniu, pamiętamy matczyne, ciepłe dłonie i bezpieczeństwo ojcowskich kolan. Rzeczywistość mówi jednak: sprawdzam.
„śnił ci się wers o trosce,
salonowych siostrzyczkach,
kawiorowych braciszkach,
patrzących w wiersz,
zakrywających oko kamery,

a na uwięzi tylko proste słowa:
przejścia podziemne, żarówki,
mydliny i kurz”

I tak codziennie, od rana do wieczora i od wieczora do rana. Zmęczenie. Poświęcenie prywatności. Codzienne trwanie z termometrem i pampersem, z tą samą odpowiedzią na powtarzające się pytania. Dziesięć kroków na osiem, szerokość i długość pokoju, wystarczy,
{…) smugi jak
Oznaczenie trasy łóżko-umywalka”.

Jest tu szczerość, bolesna i wstydliwa. Świadomość niejednej porażki, stania pod drzwiami, byle później, jeszcze trochę…My rozumiemy. Każdy, kto zaznał potwierdzi, że:
„Wina jest jak pestka
z ostrawym ogonkiem,
ssiesz, aż cię kaleczy,
ssiesz, żeby nie krzyknąć”.

Twoje myśli tak nieprawomyślne, twoje ciało spięte, zbite w bolesną kulę cierpienia i niechęci. Przekonujesz się o rzeczy strasznej i niestety prawdziwej, iż „ulga jest najstraszniejszym z uczuć”, którego się jednak nie wyprzesz, przynajmniej przed sobą. Widzimy całą masę sprzeczności, które składają się na skomplikowane osobiste relacje. Rodzic i dziecko w pewnym momencie życia po prostu zamieniają się miejscami i uczą się nowych ról:
„pomyśl jakie to dziwne
bać się gestów własnych rąk”.

To wiersze oszczędne, skromne, nie rozbuchane, lecz jakby skostniałe z chłodu, schowane do wewnątrz, wstydliwe. Nie opiewają, jak to zwykle poezja, wiosennej bujności, strzelistych kobiecych piersi i wrzących od uczuć pocałunków. Jeśli jest gorączka, to tylko taka, by ze wszystkim zdążyć. Jeśli jest ciało, to mapa odleżyn. A jeśli miłość, to:
„(…) ktoś wtedy bierze cię za rękę
i na moment przed tym, zanim
posikałabyś się w pościel,
prowadzi pierwszy raz
tego dnia do łazienki”.

Wielu z nas mocno przeżyje tę poezję, a to ze względu na bardzo osobiste konotacje, narzucające się siłą rzeczy wspomnienia, porównania, powrót traumy, poczucia winy, świadomości, że można było lepiej, więcej, wcześniej zauważyć, zapobiec… Strofy nie powiodą nas ku rozgrzeszeniu, którego tak bardzo pragniemy, pomogą nam jednak zrozumieć siebie i ukołysać wewnętrzne dziecko w nas, dziecko, które płacze.
„jesteś mi pismem,
Apokalipsą, liczbami, ciałem,
Z którego mnie wydobyto,
Dzieckiem w koszu i koszem”.
Im oszczędniejsze frazy, im więcej w nich surowości i niedopowiedzenia, tym większa przestrzeń dla nas, by się w niej rozgościć, odnaleźć, ukołysać. Zło równoważone jest przez dobro, lęk przełamywany desperacją, a sacrum i profanum, „twarze świętych w gotyckich kościołach” i ciało, którego „wydzieliny są gęste, lepkie” leżą ledwie o krok od siebie, w każdej chwili gotowe na wspólny taniec, być może ostatni.

Prostota zwykłych gestów, czynności zupełnie prozaiczne, niepiękne, niekiedy wstydliwe, warte są wysokiej poezji, utrwalenia w pieśni. Z nich składa się życie, z pojedynczych aktów miłości, z dawania i brania, z przełamywania oporów, z przekraczania własnych barier. Z odejść i powrotów, z uczenia się siebie i drugiego człowieka wciąż na nowo.
„nie wiem, gdzie się kończysz,
a ja zaczynam, dlatego
mnożę nas przez
dwie”.

To wyznanie bardzo ważne, kto wie, czy nie najważniejsze w „Żertwach”. Spostrzeżenie siebie w ciągłości, w jedni, jako kontynuacji bez końca. Tożsamość jest podstawą naszej egzystencji, oparciem i artykulacją, nazwaniem i trwaniem, świadomością i przenoszeniem całej bazy danych, pokoleniowego doświadczenia. Ona nas definiuje, wskazuje ścieżki postępowania. Żertwa jest jej składową, naturalną i oczywistą. Nigdy nie łatwą. Po prostu istnieje. Jest, była i będzie punktem, do którego dojdziemy i który musimy przekroczyć.
„co mnie dzieli-
Co mnie scala-”.
Za egzemplarz dziękuję: https://sztukater.pl/

„Żertwa” – całopalna ofiara ze zwierząt, u dawnych Słowian składana w rytualnej ceremonii przez żercę dla przebłagania bóstwa. W warcabach – poświęcenie pionka dla późniejszych korzyści. W szerszym znaczeniu – każda ofiara, również ta złożona z siebie.

I tak powyższa definicja z impetem wrzuca nas, kompletnie na to niegotowych, w problematykę poetyckiej metafory i w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

100 użytkowników ma tytuł Żertwy na półkach głównych
  • 64
  • 34
  • 2
30 użytkowników ma tytuł Żertwy na półkach dodatkowych
  • 9
  • 8
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Żertwy

Inne książki autora

Okładka książki Próby negocjacji. Szkice o laureatach Konkursu im. Jacka Bierezina Tomasz Fijałkowski, Monika Glosowitz, Karolina Górnicka, Weronika Janeczko, Paweł Kaczmarski, Marta Koronkiewicz, Dawid Kujawa, Agata Ludwikowska, Anna Mochalska, Sonia Nowacka, Przemysław Owczarek, Teresa Radziewicz, Rafał Różewicz, Karolina Sałdecka, Jakub Skurtys, Bartosz Suwiński, Mirosława Szott, Antonina Tosiek, Michał Trusewicz
Ocena 8,5
Próby negocjacji. Szkice o laureatach Konkursu im. Jacka Bierezina Tomasz Fijałkowski, Monika Glosowitz, Karolina Górnicka, Weronika Janeczko, Paweł Kaczmarski, Marta Koronkiewicz, Dawid Kujawa, Agata Ludwikowska, Anna Mochalska, Sonia Nowacka, Przemysław Owczarek, Teresa Radziewicz, Rafał Różewicz, Karolina Sałdecka, Jakub Skurtys, Bartosz Suwiński, Mirosława Szott, Antonina Tosiek, Michał Trusewicz
Okładka książki Romantyczność 2022. Współczesne ballady i romanse inspirowane twórczością Adama Mickiewicza Kacper Bartczak, Miłosz Biedrzycki, Dariusz Bugalski, Helena Burdzińska, Aleksandra Byrska, Łukasz Cabajewski, Jacek Dehnel, Michał Domagalski, Janka Harasimowicz, Anouk Herman, Roman Honet, Kamila Janiak, Aleksandra Kasprzak, Bogusław Kierc, Katarzyna Klein, Adrian Korlacki, Jakub Kornhauser, Maria Krzywda, Jakub Kurzyński, Natalia Malek, Karol Maliszewski, Piotr Matywiecki, Joanna Mueller, Katarzyna Ożgo, Zofia Pacześna, Edward Pasewicz, Anna Podczaszy, Jakub Pszoniak, Natalia Roguz, Bianka Ronaldo, Joanna Roszak, Karolina Sałdecka, Piotr Śliwiński, Katarzyna Szaulińska, Daniel Tamkun, Maciej Topolski, Antonina Tosiek, Grzegorz Wróblewski
Ocena 7,0
Romantyczność 2022. Współczesne ballady i romanse inspirowane twórczością Adama Mickiewicza Kacper Bartczak, Miłosz Biedrzycki, Dariusz Bugalski, Helena Burdzińska, Aleksandra Byrska, Łukasz Cabajewski, Jacek Dehnel, Michał Domagalski, Janka Harasimowicz, Anouk Herman, Roman Honet, Kamila Janiak, Aleksandra Kasprzak, Bogusław Kierc, Katarzyna Klein, Adrian Korlacki, Jakub Kornhauser, Maria Krzywda, Jakub Kurzyński, Natalia Malek, Karol Maliszewski, Piotr Matywiecki, Joanna Mueller, Katarzyna Ożgo, Zofia Pacześna, Edward Pasewicz, Anna Podczaszy, Jakub Pszoniak, Natalia Roguz, Bianka Ronaldo, Joanna Roszak, Karolina Sałdecka, Piotr Śliwiński, Katarzyna Szaulińska, Daniel Tamkun, Maciej Topolski, Antonina Tosiek, Grzegorz Wróblewski
Okładka książki Wiersze i opowiadania doraźne 2020. Nikt nie jest sobą nawet na wyspie Paweł Bień, Małgorzata Bożek, Kamila Cebulska, Wioletta Ciesielska, Łukasz Gamrot, Marianna Geniusz, Aglaja Janczak, Adam Kaczanowski, Miłosz Kamiński, Zofia Eufrozyna Kiljańska, Katarzyna Klakla, Jakub Kornhauser, Marek Kucak, Paweł Kusiak, Zbigniew Machej, Karol Maliszewski, Joanna Mueller, Sonia Nowacka, Nina Paśniewska, Anna Podczaszy, Marta Podgórnik, Agata Puwalska, Julek Rosiński, Magda Ruta, Karolina Sałdecka, Mariusz Sambor, Jakub Sęczyk, Jakub Skurtys, Aleksander Sławiński, Marta Stachniałek, Aleksandra Suława, Katarzyna Szaulińska, Małgorzata Szczecina, Antonina Tosiek, Patryk Zimny
Ocena 5,9
Wiersze i opowiadania doraźne 2020. Nikt nie jest sobą nawet na wyspie Paweł Bień, Małgorzata Bożek, Kamila Cebulska, Wioletta Ciesielska, Łukasz Gamrot, Marianna Geniusz, Aglaja Janczak, Adam Kaczanowski, Miłosz Kamiński, Zofia Eufrozyna Kiljańska, Katarzyna Klakla, Jakub Kornhauser, Marek Kucak, Paweł Kusiak, Zbigniew Machej, Karol Maliszewski, Joanna Mueller, Sonia Nowacka, Nina Paśniewska, Anna Podczaszy, Marta Podgórnik, Agata Puwalska, Julek Rosiński, Magda Ruta, Karolina Sałdecka, Mariusz Sambor, Jakub Sęczyk, Jakub Skurtys, Aleksander Sławiński, Marta Stachniałek, Aleksandra Suława, Katarzyna Szaulińska, Małgorzata Szczecina, Antonina Tosiek, Patryk Zimny
Okładka książki Ludzie ze stacji Anna Adamowicz, Rae Armantrout, Kacper Bartczak, Paweł Bień, Artur Burszta, Wojciech Chamier-Gliszczyński, Grzegorz Chojnowski, Michał Domagalski, Łukasz Dynowski, Konrad Góra, Jerzy Jarniewicz, Radosław Jurczak, Mundek Koterba, Michał Krawczyk, Natalia Kubicius, Paweł Kusiak, Elżbieta Łapczyńska, Filip Łobodziński, Karol Maliszewski, Nina Manel, Dawid Mateusz, Joanna Mueller, Bronka Nowicka, Grzegorz Nurek, Paulina Pidzik, Klaudia Pieszczoch, Anna Podczaszy, Marta Podgórnik, Jakub Pszoniak, Agata Puwalska, Jan Rojewski, Bianka Rolando, Robert Rybicki, Anna Sawicka, Krzysztof Schodowski, Urszula Sieńkowska-Cioch, Kamil Sipowicz, Rafał Skonieczny, Jakub Skurtys, Tadeusz Sławek, Marta Sokołowska, Katarzyna Szaulińska, Maciej Taranek, Antonina Tosiek, Aleksander Trojanowski, Anna Wasilewska, Grzegorz Wołoszyn, Bohdan Zadura, praca zbiorowa
Ocena 6,8
Ludzie ze stacji Anna Adamowicz, Rae Armantrout, Kacper Bartczak, Paweł Bień, Artur Burszta, Wojciech Chamier-Gliszczyński, Grzegorz Chojnowski, Michał Domagalski, Łukasz Dynowski, Konrad Góra, Jerzy Jarniewicz, Radosław Jurczak, Mundek Koterba, Michał Krawczyk, Natalia Kubicius, Paweł Kusiak, Elżbieta Łapczyńska, Filip Łobodziński, Karol Maliszewski, Nina Manel, Dawid Mateusz, Joanna Mueller, Bronka Nowicka, Grzegorz Nurek, Paulina Pidzik, Klaudia Pieszczoch, Anna Podczaszy, Marta Podgórnik, Jakub Pszoniak, Agata Puwalska, Jan Rojewski, Bianka Rolando, Robert Rybicki, Anna Sawicka, Krzysztof Schodowski, Urszula Sieńkowska-Cioch, Kamil Sipowicz, Rafał Skonieczny, Jakub Skurtys, Tadeusz Sławek, Marta Sokołowska, Katarzyna Szaulińska, Maciej Taranek, Antonina Tosiek, Aleksander Trojanowski, Anna Wasilewska, Grzegorz Wołoszyn, Bohdan Zadura, praca zbiorowa
Antonina Tosiek
Antonina Tosiek
Badaczka dwudziestowiecznej diarystyki ludowej, poetka i krytyczka. Doktorantka Szkoły Doktorskiej Nauk o Języku i Literaturze UAM. Laureatka Studenckiego Nobla w kategorii literatura i dziennikarstwo. Członkini redakcji naukowej kwartalnika „Czas Kultury”. Autorka „Przepraszam za brzydkie pismo” oraz tomów poetyckich „Storytelling” i „Żertwy”, z których ten drugi został uhonorowany Nagrodą im. Wisławy Szymborskiej oraz Nagrodę Literacką m.st. Warszawy.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Poltergeist Urszula Honek
Poltergeist
Urszula Honek
Widmowa intymność Urszuli Honek W tomiku „Poltergeist” Urszula Honek powraca do tego, co w jej poezji najmocniejsze: do szeptu, do ciszy po kimś, kto odszedł, a jednak wciąż jest. Do niewidzialnych ruchów powietrza, dzięki którym można odróżnić pustkę od obecności. To poezja pisana w przestrzeni między światem żywych a światem zmarłych – i o tym, jak bardzo oba się przenikają. Honek nie konstruuje klasycznej opowieści o żałobie. Jej język nie jest lamentem ani próbą uporządkowania doświadczenia straty. To bardziej ciąg rejestracji drobnych, czułych momentów, w których umarli – bliscy, ale też ich cienie, wspomnienia, echa – powracają materialnie: w cieniu na chodniku, w dreszczach, w skrzypieniu drzwi. „Chcę myśleć o niej jak o żywej” – pisze w jednym z wierszy i to zdanie wyznacza ton całego tomu. Bohaterka liryczna nie tyle rozpamiętuje, co zamieszkuje przestrzeń nawiedzoną, a nawiedzenie jest tu formą miłości. Motyw poltergeista, czyli ducha, który nie tyle straszy, ile komunikuje swoją obecność poprzez drobne zakłócenia codzienności, staje się metaforą pamięci o tych, którzy odeszli. Nie jest to pamięć monumentalna – raczej codzienna, krucha. Wiersze takie jak „Inni” czy „Dom na wzgórzu” rejestrują ten stan zawieszenia ze szczególną delikatnością. Lęk miesza się z potrzebą kontaktu, a nocne czuwanie z gestami miłości: przejściem do łóżka zwierzęcia, trzymaniem go „obiema rękoma za łapę”, wypowiadanym wreszcie po miesiącach „nie wierzę, że jej nie ma”. Dużą siłą tomu jest to, jak Urszula Honek łączy elementy realistyczne z widmowymi. Opis zwyczajnych przedmiotów – żelu do mycia, cieni do powiek, bezbarwnego błyszczyka – nabiera tu intensywności. W wierszu „Mama” te przedmioty stają się niemal relikwiami, a jednocześnie z brutalnością przywołują doświadczenia graniczne, o których bohaterka nie potrafi mówić wprost. Właśnie w takich momentach ujawnia się niezwykła wrażliwość poetki: jej świadomość, że przedmioty przechowują więcej niż słowa. W końcowych partiach tomu, zwłaszcza w wierszu oznaczonym „III”, widmowość zyskuje wymiar apokaliptyczny. Świat, w którym zostają tylko szkielety zwierząt i skrzypiące szafki, zdaje się projekcją skrajnej tęsknoty – tak intensywnej, że prowadzącej do fantazji unicestwienia wszystkiego, co nie jest miłością. Ten ton, choć mroczny, nie przytłacza – u Honek destrukcja jest zawsze drugą stroną przywiązania, a groza podszyta jest czułością. „Poltergeist” to tom niezwykle spójny, przejmujący i zaskakująco intymny. Urszula Honek nie potrzebuje metafor o wysokim napięciu – jej siła tkwi w tym, co nieoczywiste, w ruchach niemal niezauważalnych. To poezja pisana w półmroku, w którym widać nie tylko to, co realne, ale i to, co zostało utracone, lecz nadal – poprzez dźwięk, cień, przeciąg – istnieje. Nie dziwi więc, że wrażliwość tego tomu została dostrzeżona także przez kapitułę Nagrody im. Wisławy Szymborskiej, do której „Poltergeist” trafił jako nominowany. To potwierdzenie, że Urszula Honek tworzy dziś jedną z najważniejszych i najsubtelniejszych poetyk współczesnej literatury. Jeśli duchy istnieją, to właśnie takie jak u Honek: ciche, proszące o światło, utkane z miłości.
Czytadło - awatar Czytadło
ocenił na 9 2 miesiące temu
Piach Urszula Zajączkowska
Piach
Urszula Zajączkowska
Od włókien ciała po gwiezdny pył Tomik Urszuli Zajączkowskiej, poetki i badaczki biologii roślin, to książka, która wymyka się prostym kategoriom. Piach jest jednocześnie hymnem do ciała, zapisem zanurzenia w materii, a także medytacją nad czasem, śmiercią i wspólnotą istnienia. To poezja, która – łączy język biologii i filozofii z niezwykłą wrażliwością. Wiersz „aż wreszcie” wskazuje na główną oś tomu: cielesność. Podmiot liryczny zamieszkuje własne ciało, schodzi w jego tkanki, włókna, gruczoły, by odnaleźć się w żyłach i chrząstkach: „latami rozkrzewiam się w żyłach, chrząstkami kolan ugniatając ziemię, wydzielam gruczołami donikąd, wszystko w ciało, w siebie…” Ciało staje się tutaj kosmosem, pełnym zawiłości i ciemnych kanałów, a jednocześnie miejscem, w którym musi „być” każdy z nas. Zajączkowska w „Piachu” nieustannie zestawia mikro - i makroświat – od biologii po kosmologię. W wierszu „bańki mydlane” galaktyki zapętlają się w supły, a codzienny gest otwierania oczu staje się częścią kosmicznego żniwa: „Strzałka czasu zaciąga galaktyki w supły i wwierca je w mrok… O siódmej rano odklejam błonki powiek, rozciągam żółte ścięgna. Zaczynam żniwa dla przyszłej swej pamięci.” Ten nieustanny ruch między wszechświatem a drobiną, między gwiazdą a włóknem mięśnia czyni tom niezwykle dynamicznym, a zarazem organicznie spójnym. Ważnym motywem tomu jest przemijanie. W „poziomo” przedmioty, liście, kości, nasiona układają się wspólnie w kierunku kresu, linii horyzontu: „jeszcze trochę tu, a już bardziej tam, układają się do linii horyzontu – naszej wspólnej kreski…” Podobną medytację znajdujemy w wierszu „ogień. zgasł”, gdzie każda materia – sosna, katedra czy piórko – podlega temu samemu prawu: „Zawsze jest ten czas, punkt, kiedy gaśnie ostatni ze wszystkich już atom.” Urszula Zajączkowska posługuje się językiem oszczędnym, ale niezwykle gęstym. Każdy obraz jest zarazem sensualny i precyzyjny – widać w nim zarówno poetkę, jak i naukowca. W „różnicowaniu” zestawia muchy, szczypawki, wiśniowe płatki i sosny, by dojść do przewrotnej puenty: „Nie widzę różnicy.” Tom „Piach” to książka o wspólnocie – wspólnocie materii, ciała, natury i kosmosu. Nie ma tu granic między tym, co ludzkie i nieludzkie, małe i wielkie, ważne i błahe. Wszystko układa się w jeden pejzaż istnienia. To poezja wymagająca, gęsta, wielowarstwowa – czasem ascetyczna, czasem wręcz sensualnie nasycona. Czytelnik znajdzie tu zarówno chłód biologicznego opisu, jak i wzruszenie wspomnieniem matki w „czarnej sukience”: „więc tęsknię za tą swoją matką. za jej czarną sukienką. w której ukryć się można było na wieki.” „Piach” to książka wymagająca, ale też niezwykle konsekwentna. Zajączkowska – poetka i botaniczka – patrzy na świat oczami badaczki, a zarazem artystki. Jej język jest gęsty, nasycony terminologią biologiczną, a jednocześnie zmysłowy i poetycki. To twórczość, która łączy naukę i lirykę, materię i metafizykę. Nie jest to tomik, który koi – raczej zmusza do konfrontacji: z ciałem, czasem, skończonością. Ale też daje niezwykłe poczucie uczestnictwa w czymś większym niż pojedyncze „ja”. „Piach” – jak jego tytuł – rozsypuje się w drobne ziarenka obrazów i myśli, które dopiero w całości ukazują skalę zamysłu poetki. To poezja, która trwa długo po lekturze – jak drobny pył, którego nie sposób strząsnąć z dłoni.
Czytadło - awatar Czytadło
ocenił na 9 2 miesiące temu
Sierotka Marcin Świetlicki
Sierotka
Marcin Świetlicki
55 / 120 / 52 „Sierotka” Marcina Świetlickiego (wiersze 2019 – 2022), Wydawnictwo Wolno 2023, zakupione przed koncertem w „Krzemieniu” (Podjuchy, Szczecin) i opatrzone autografem Mistrza, który akurat wracał z papierosa… (kolejny autograf zdobyty w ten sposób) 1. Dlaczego? Kupione, to trzeba przeczytać (wiadomo, taki nieśmieszny żart, moje półki są pełne kupionych i nieprzeczytanych książek, one są na końcu, wypożyczone maja oczywiste pierwszeństwo, w końcu takie wysokie kary są w bibliotekach za przetrzymywanie tych jakże cennych i wyczekiwanych przez tłumy chętnych arcydzieł). 2. I jak? Graficznie piękne. Podoba mi się bardzo, że współcześnie książki są także po prostu pięknymi przedmiotami. Zawartość poetycka: Książka pięknie się zaczyna, tekstami z płyty, której słuchałam w pandemii, spacerując po lesie. „Jimi Czeczen” (piosenka o śmierci, jak została zapowiedziana podczas koncertu) – jako tekst broni się, takie ładne zabawy śmiertelno-gramatyczne-mickiewiczowskie, och ten tryb rozkazujący od czasownika „być”! I, niestety, wszystko mi się kojarzy (no tak, „Złe misie”…). Mickiewicz i Stachura nawet (szyk zdania to na pewno nawiązanie!). Dobrze się czyta te wiersze. Krótkie, treściwe i smutne. I takie na temat. Jutro pewnie w klasie wywieszę tekst „Szkoła poezji”, kulturę trzeba proponować (tak, to nie przejęzyczenie, promowanie do poezji nie pasuje, lepiej trochę subtelniej). Dobrze się tego wciąż słucha. Koncert-performance. Tylko zabawa podszyta takim niepokojem, na ile to zgrywa, na ile alkohol? Zostają ze mną jeszcze „Nie otwieraj nikomu” (ze wspomnianej płyty), „Popsuty kryminał” (akurat jestem po czytaniu „Procesu”) i „11 listopada 2022”. I „Sierotka” naturalnie. 3. Dokąd mnie to prowadzi? Jeśli nie zrobią tego wyższe szarże, to przywrócę Świetlickiego kanonowi lektur. Nawet jeśli tylko jako tzw. wybraną przez nauczyciela lekturę uzupełniającą. Bo czyż uzupełniające nie są ważniejsze od obowiązkowych? Bo uzupełniają to, czego nam brakuje. Czynią nas czułością, dążą do pełni. Pozwalają na zastanowienie się nad odpowiedzią na pytanie: „Jaki jest profil żywieniowy twojego stada?”
Kate Lost - awatar Kate Lost
ocenił na 8 1 rok temu
Rok ogrodnika Karel Čapek
Rok ogrodnika
Karel Čapek
"Człowiek ogrodnik z pewnością powstał na drodze ewolucji kulturalnej, nie naturalnej. Gdyby rozwijał się zgodnie z przyrodą, to wyglądałby inaczej: nogi miałby jak żuk, żeby nie musiał kucać, no i miałby skrzydła po pierwsze z powodów estetycznych, a po drugie po to, żeby móc zawisnąć nad swoimi rabatkami". 🌻🌱🌼🥀 Ogrodnik, co to za dziwne stworzenie? Całymi dniami potrafi dłubać w ziemi, przyglądać się niebu i utyskiwać na pogodę. Ma fioła na punkcie roślin, nasiona i szczepki potrafi przywieźć nawet z urlopu. Na jego rabatkach nie uświadczysz wolnej przestrzeni, a łacińskie nazwy roślin recytuje obudzony w środku nocy. Nic dla niego się nie liczy, tylko jego ogród i rośliny, o których może opowiadać godzinami, pochylony, przygrabiony, obolały. Ale co tam ból, kiedy można obserwować jak nieśmiało z ziemi zaczynają wybijać się liliowce, tojady, złocienie, draceny, latanie czy filodendrony. Kwiaty, ozdobne krzewy, których nazwy to sama poezja, które momentami brzmią jak imiona bajkowych stworzeń. Ogrodnik to akrobata podlewający na jednej nodze skalniaki, tak by broń boże, nie przydepnąć jakiegoś wystającego z ziemi listka. Doprawdy, to bardzo dziwna istota.  I jeśli chcecie poznać wszystkie jego sympatyczne dziwactwa to odsyłam do uroczej książki Karela Čapka "Rok ogrodnika". To dowcipne, czułe felietony, które ukazują codzienne zmaganie się człowieka-ogrodnika z przyrodą. Ogrodnik amator i jego kalendarz pracy, jego niesamowita energia, witalność i miłość do gleby. Wyrasta on z ziemi i ziemię pielęgnuje. Jest troskliwy, momentami szalony i zakochany w miejscu, które ciągle wymaga jego obecności.  Karel Čapek mistrzowsko opowiada o codzienności człowieka, którego serce wzrasta na grządkach, który obserwuje z fascynacją cykl natury i żyje zgodnie z jego rytmem. Jest melancholijnie, jest dowcipnie, jest lekko. Jest tu także ogromna mądrość i radość z życia.  I muszę przyznać, że daleko mi od ogrodniczych fascynacji, ale książkę czytałam z wielką przyjemnością. Dodatkowym atutem są rysunki Josefa Čapka, które uzupełniają i utrzymują klimat tej pięknej opowieści. 
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Ręka pszczelarza Tomasz Różycki
Ręka pszczelarza
Tomasz Różycki
„Żadnych wierszyków” „A najgorsza ze wszystkich jest poezja, nikt jej nie lubi, a czytanie wierszy to prawdziwy koszmar i nie wiesz nigdy co właściwie poeta miał na myśli(…) i z chytrą miną gryzmoli te swoje Listy do Kamyka, Hamleta, Kota w pustym mieszkaniu, do Ludożerców albo do Biednej Mowy, ale nie chce (…)” s. 7 Tomasz Różycki, ręka pszczelarza, Wyd. ZNAK, Kraków 2022. Niewielki tomik poetycki pod znakomitym tytułem ujawnia wielkość poetyckiego słowa AUTORA. T. Różycki poeta, tłumacz, znany z „Dwunastu stacji” (Nagroda im. Kościelskich), ale jest też laureatem Nagrody im. Josifa Brodskiego przyznawanej przez „Zeszyty Literackie”. A. „ręka pszczelarza” wyrasta z pandemii (poeta spędził ten czas w Berlinie). Nieprzypadkowo pojawia się wiele niemieckich nazw od: Tiergartenu, Charlottengrad, Gleisdreieck… • BERLIN MA SWOJĄ TWARZ „ JEZIORO DIABŁA” „ A co mnie podkusiło pchać się w nocy Nad Teufelsee, gdzie kładą się uchodźcy W śpiworach nad samą czarniutką wodą? Ki kwant mnie poruszył? Chciałem świętować.” (s.50) B. „ręka pszczelarza” mocno została osadzona w literackich kontekstach, już tytuły wierszy mówią wiele: „Kiklop”,”Gorgony” czy „Nefretete” i „Kirke”. • POWRÓT DO ŹRÓDEŁ BYWA INSPRUJĄCY „PRZEMIANY” „W lustrze drętwość. Rozmowa z nim daremna Wytarty widok odrasta na nowo Jak odrąbana właśnie Hydrze głowa. Celem ewolucji kamień. Bohater Po tygodniu ściętym łbom spogląda w twarz I sam siedmiokroć się obraca w głaz” ( s.24) C. „ręka pszczelarza”- to dotarcie do wnętrza przeżyć nazwanych z poetycką precyzją (bez zasłony): • POEZJA DOTYKA WNĘTRZA DWIE KORONY „(…)To mój anioł lewy Nawiedził mnie i założył koronę Schizofrenii, a to mój anioł prawy wygnał mnie z domu mojej melancholii bo jestem wychodżcą, uchodźcą, bezdomnym i obaj mi wrzucili po pieniążku”.( s.40) W „ręce pszczelarza” Różyckiego nie ma banalnych strof, jest zanurzenie się aż do głębi we współczesnej egzystencji bez taryfy ulgowej. Mocny tom poetycki. Na podobieństwo współczesnego życia. 8/10
zoe - awatar zoe
ocenił na 8 4 miesiące temu
Zimowe przepisy naszej wspólnoty Louise Glück
Zimowe przepisy naszej wspólnoty
Louise Glück
Ostatni tom Louise Glück, wydany niedługo przed jej śmiercią, jest lekturą przedziwną – rzadką, chłodną i niemal całkowicie pozbawioną ozdobników. Autorka, znana z tego, że potrafiła nadać mitologiczną rangę najprostszym gestom, tym razem schodzi do poziomu elementarnego. Przyznając tej książce ocenę 7/10, doceniam jej niesamowitą dyscyplinę językową i odwagę w mierzeniu się z nicością, choć przyznaję, że jej hermetyczność może stanowić dla czytelnika barierę trudną do pokonania. Tytułowe „przepisy” nie są instrukcjami kulinarnymi, lecz raczej rytuałami przejścia. Wspólnota, o której pisze Glück, to grupa ludzi przygotowujących się na zimę – nie tylko tę kalendarzową, ale i ostateczną. Wiersze są krótkie, rwane, przypominają szeptane instrukcje: jak zbierać mech, jak przygotować się na mróz, jak znosić starość. Autorka porzuca tu dawną, gwałtowną pasję znaną z „Dzikiego irysa” na rzecz tonu niemal beznamiętnego, co czyni lekturę doświadczeniem metafizycznym. To poezja „kości”, z której zeskrobano całe zbędne mięso metafor. Krajobraz po bitwie Wizualnie i emocjonalnie tom ten jest skąpany w bieli i szarości. Glück przygląda się procesowi znikania – zarówno fizycznego, jak i pamięciowego. Pojawiają się tu postacie starego rzemieślnika, siostry, niemego świadka. Wszystko jest tu wyciszone, jakby przykryte grubą warstwą śniegu. Noblistka mistrzowsko operuje ciszą między wersami; to, co niewypowiedziane, waży tu znacznie więcej niż same słowa. Jest w tej poezji coś z haiku – dążenie do uchwycenia istoty bytu w jednym, błyskotliwym, choć często bolesnym spostrzeżeniu. Siódemka to nota dla dzieła skończonego i spójnego, które jednak ze względu na swój skrajny minimalizm może wydawać się niektórym odbiorcom zbyt suche. To nie jest tom, który uwodzi czytelnika; on raczej stawia go przed lustrem i zmusza do patrzenia w ciemność. Brak tu emocjonalnych punktów zaczepienia, do których Glück przyzwyczaiła nas w swoich wcześniejszych pracach. „Zimowe przepisy...” to książka, którą się respektuje bardziej, niż kocha – jest imponująca jako intelektualny testament, ale bywa zbyt chłodna, by w pełni poruszyć serce przy pierwszej lekturze. „Zimowe przepisy naszej wspólnoty” to pożegnanie wielkiej artystki, która do samego końca pozostała wierna swojej surowej estetyce. To solidne 7/10 – pozycja obowiązkowa dla badaczy twórczości Glück i miłośników poezji esencjonalnej. To tomik o godności, jaką niesie ze sobą akceptacja końca, i o tym, że nawet w najgłębszej zimie istnieją zasady, których warto przestrzegać, by nie stracić człowieczeństwa.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 18 dni temu

Cytaty z książki Żertwy

Więcej
Antonina Tosiek Żertwy Zobacz więcej
Więcej