Wojna polsko-bolszewicka. Konflikt który zmienił bieg historii

Okładka książki Wojna polsko-bolszewicka. Konflikt który zmienił bieg historii
Kacper Śledziński Wydawnictwo: Znak Horyzont historia
416 str. 6 godz. 56 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2020-08-03
Data 1. wyd. pol.:
2020-08-03
Liczba stron:
416
Czas czytania
6 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324078110
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wojna polsko-bolszewicka. Konflikt który zmienił bieg historii w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wojna polsko-bolszewicka. Konflikt który zmienił bieg historii

Średnia ocen
7,4 / 10
33 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
25
25

Na półkach: ,

Specjalnie poukładałem książki na półce względem tematyki, niedawno padło na mało znany dla mnie temat wojny polsko-bolszewickiej.
Również specjalnie przed TĄ książką przeczytałem również biografię Piłsudskiego pióra Bohdana Urbankowskiego aby stwierdzić różnice postrzegania perypetii tych wydarzeń… I wiecie co? -Są GIGANTYCZNE!

Co do omawianej pozycji - dobrze napisana, nie nudzi, masa ciekawych zdjęć a z minusów: stronnicza niechęć do Naczelnika (obecnie ciężko mi się wypowiedzieć czy rzetelna) i bardzo uboga w mapy. Totalnie inne spojrzenie niż w ww. biografii, sama książka pisana raczej na chłodno bez koloryzowania pewnych postaci.

Ciężko napisać coś więcej. Po przeczytaniu Marzyciela i Stratega pana Urbankowskiego mam mętlik w głowie ale to chyba dobrze, każdy musi wyrobić sobie swoją opinię i światopogląd nawet na historię tak „dawną”. Polecam te dwie książki czytać w pakiecie by zorać sobie mózg dwoma punktami widzenia, ponieważ jest ich tak wiele jak Patriotów w naszej trudnej, aczkolwiek pięknej historii.

Specjalnie poukładałem książki na półce względem tematyki, niedawno padło na mało znany dla mnie temat wojny polsko-bolszewickiej.
Również specjalnie przed TĄ książką przeczytałem również biografię Piłsudskiego pióra Bohdana Urbankowskiego aby stwierdzić różnice postrzegania perypetii tych wydarzeń… I wiecie co? -Są GIGANTYCZNE!

Co do omawianej pozycji - dobrze...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

120 użytkowników ma tytuł Wojna polsko-bolszewicka. Konflikt który zmienił bieg historii na półkach głównych
  • 76
  • 42
  • 2
34 użytkowników ma tytuł Wojna polsko-bolszewicka. Konflikt który zmienił bieg historii na półkach dodatkowych
  • 20
  • 7
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Wojna polsko-bolszewicka. Konflikt który zmienił bieg historii

Inne książki autora

Kacper Śledziński
Kacper Śledziński
Urodził się w Krakowie w 1975 roku. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po studiach rozpoczął współpracę m.in. z „Dziennikiem Polskim”, miesięcznikiem „Spotkania z Zabytkami”. Na łamach tych czasopism publikował teksty popularnonaukowe z architektury militarnej i historii. W 2004 roku ukazała się jego pierwsza książka (Zbaraż 1649), po trzech latach kolejna (Cecora 1620), w 2009 trzecia, (Wojowie i geody, Słowiańskie Barbaricum). II wojna światowa i historia polityczna XX wieku zdaniem autora to szerokie pole do snucia hipotez, ale również rzetelnych badań; zabawy historią alternatywną i surowa lekcja dla przyszłych pokoleń. Autor mieszka w Krakowie z żoną Joanną i synem Jakubem.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939 Robert Forczyk
Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939
Robert Forczyk
Są błędy. Np. Autor myli dwupłatowce obserwacyjne z górnopłatami albo nie zna losów i ilości polskich trałowców. Gdybologię "co by było" należało sobie darować bo wymaga uwzględnienia zbyt wielu danych. Ocena polityczna działań Francji i Wlk. Brytanii jest powierzchowna i emocjonalna, krzywdząca. Autor też nie powinien nazywać wiceprezydenta Wallaca "przygłupem". Ignorancja Kołymska 1944 była konsekwencją planów Roosevelta względem Stalina, magadańskiego złota i powojennego ONZ. Wallace miał nie widzieć "nic złego". Tak samo jak nikt nie dopytywał się o losy amerykańskich lotników, którzy wyskoczyli nad ZSRR i trafili do łagrów. Poza tym książka jest przydatna. Opisuje przygotowania Polski i Niemiec do wojny, rozwój ich przemysłów, koncepcję na armie... oraz polskie braki. Autor nie skupia się na skali taktycznej co od dekad robią polscy mitomani. Nie interesują go dokonania batalionów lecz grup armii, armii, korpusów i grup operacyjnych. Skala taktyczna pozwala Polakom kamuflować skalę porażki i amatorszczyzny Wojska Polskiego gdyż historycy skupiają się na tych wygranych potyczkach. W skali operacyjnej i strategicznej widzimy to jak bardzo było źle. Bez planu, bez talentu i umiejętności, bez wyszkolenia. Bez jakiejś koncepcji, gdy nie tylko armie ale same dywizje ulegały rozpadowi podczas odwrotu. Doceniam zwłaszcza podział na Północ, Centrum i Południe. Nic tak nie ukazuje dobrze porażki jak skupienie się w jednym rozdziale na niezsynchronizowanych działaniach armii "Łódź", "Poznań", "Kraków" i "Prusy", którymi nieudolnie próbował sterować Naczelny Wódz. Polacy mieli problemy nawet ze sterowaniem dywizjami, synchronizowaniem działań rodzajów broni. Co zresztą jest opisane w sekcji poświęconej BOS - Systemowi Bojowemu Wehrmachtu i Wojska Polskiego. Gdzieś tam jest też ZSRR ale w tej książce jego działania są epizodyczne, nieco mniej niż armii słowackiej. Ogólnie warto przeczytać jako sensowną odskocznię od krajowej "wrześniowej" literatury.
Telamon - awatar Telamon
ocenił na 7 23 dni temu
Czas Hitlera. Tom 1. Triumf 1933-1939 Frank McDonough
Czas Hitlera. Tom 1. Triumf 1933-1939
Frank McDonough
Klienci dobrze wyposażonych księgarń znajdą na półkach z książkami poświęconymi historii najnowszej, a konkretnie dwudziestoleciu międzywojennemu i drugiej wojnie światowej, kolejną pozycję poświęconą Adolfowi Hitlerowi. Wydawałoby się, że regały nie będą już w stanie przyjąć następnych wydawnictw poświęconych wodzowi Trzeciej Rzeszy, że o jego postaci napisano już wszystko, a historycy i publicyści rozłożyli życie Hitlera na czynniki pierwsze tak solidnie, iż temat został zgrany do granic możliwości. Mimo to Frank McDonough, związany obecnie z John Moores University w Liverpoolu brytyjski historyk, specjalizujący się w krótkich dziejach nazistowskiego państwa, postanowił zaryzykować i przedstawić rządy Hitlera w autorskim – i nowatorskim – spojrzeniu, próbując stanąć obok kolosów historiografii, jak Ian Kershaw czy Richard Evans, których prace o Trzeciej Rzeszy bez wątpienia można uznać za kanoniczne, i boleśnie się nie wywrócić. Na ile mu się to udało? Książka „Czas Hitlera”, której wydanie na polskim rynku przygotował Rebis (i zrobił to bardzo dobrze – twarda oprawa, kilkadziesiąt ilustracji i map, przyjemna dla oka czcionka i tłumaczenie, do którego nie można się przyczepić), jest pozycją dwuczęściową. „Triumf” zaczyna się w 1933 roku, kiedy splot różnych okoliczności i intryg, o czym wspomnę jeszcze poniżej, wynosi do władzy przyszłego Führera, a kończy na 1939 roku i wojnie z Polską. Chronologicznym finałem tomu „Katastrofa”, na który Czytelnicy muszą jeszcze poczekać, jak sama nazwa wskazuje, będzie rok 1945 i zakończenie drugiej wojny światowej na jej europejskim froncie. Każdy rozdział opowiada o jednym roku, dlatego można odnieść wrażenie, że konstruując książkę, Autor poszedł po linii najmniejszego oporu. Nic bardziej mylnego. Jak wyjaśnia sam McDonough, poszczególne fragmenty rozdziału omawiają różne tematy tak, aby ukazać szerszy kontekst opisywanych wydarzeń. „Dzięki temu czytelnik może zapoznać się z przebiegiem wypadków oraz ich wpływem na ewolucję rządów Hitlera” – przekonuje Autor. Do mnie akurat to tłumaczenie trafia. Narracja jest płynna, nawet wtedy, gdy historyk zbacza trochę z głównego kursu, aby wyjaśnić niuanse opowieści, przedstawić szerzej jej bohaterów, czy też krótko, acz z sensem, przeanalizować dany proces, istotny dla Hitlera rosnącego w siłę na niemieckiej scenie politycznej i arenie międzynarodowej. Szeroki dobór źródeł to atut książki. Z jednej strony pozwala nam zajrzeć za kulisy opisywanych wydarzeń z punktu widzenia jej autorów, a z drugiej – poznać efekty wprowadzania decyzji politycznych w życie z pierwszej ręki, bo ze wspomnień zwykłych ludzi. Autor korzysta z nich chętnie i często, wykorzystując także przemówienia NSDAP-owskiej wierchuszki, dokumenty rządowe i zachowane archiwa partyjne czy memoranda wojskowe. Cytowane są dokumenty SS i ministerstwa spraw zagranicznych, ale też dowody przedstawione w powojennych procesach zbrodniarzy hitlerowskich. Są oczywiście fragmenty gazet, wywiady ze świadkami wydarzeń i dzienniki z epoki. Można odnieść wrażenie, że od pewnego czasu autorzy książek historycznych biorą sobie za punkt honoru rozwiewanie narastających przez lata mitów i stereotypów. McDonough nie jest tutaj wyjątkiem, co sam podkreśla. I tak wódz Trzeciej Rzeszy jest z jednej strony „wszechpotężnym władcą”, a jednocześnie „słabym dyktatorem”, przewodzącym chaotycznemu systemowi politycznemu. McDonough nie jest też zwolennikiem tezy, że reżim hitlerowski bardzo przypominał Związek Radziecki Józefa Stalina. „W praktyce wszakże reżim hitlerowski był znacznie mniej totalitarny od tego w ZSRR. Niemiecka opinia publiczna mogła narzekać i krytykować rzeczywistość w o wiele większym stopniu, niż to wcześniej sugerowano” – przekonuje brytyjski historyk. Zdaniem Autora, gdyby Hitler nie doszedł do władzy w 1933 roku, to i tak rządy objęłaby jakaś grupa prawicowych nacjonalistów. Kwestią czasu było na tyle silne wsparcie takich środowisk przez armię oraz inne wpływowe kręgi społeczne i polityczne, gardzące demokracją w wydaniu Republiki Weimarskiej, żeby tak się stało. Bardzo wątpliwe jednak jest to, że taki reżim dokonałby ludobójstwa opartego o rasizm i antysemityzm, jak to zrobili naziści. Partia hitlerowska nie miałaby racji bytu, gdyby nie poczucie upokorzenia po porażce w pierwszej wojnie światowej oraz kryzys gospodarczy przełomu lat dwudziestych i trzydziestych. Nie pierwszy raz w takich sytuacjach historia zatoczyła koło, gdy społeczeństwo – nie mając zaufania do systemu demokratycznego, który w ich mniemaniu nie potrafiło zaradzić piętrzącym się problemom – zaczęło się oglądać za silnym przywódcą, który potrafiłby przewodzić państwu i narodowi w trudnych latach. Pojawił się Hitler, obiecując przywrócenie ładu i porządku oraz stworzenie stabilnej, zjednoczonej i bezklasowej wspólnoty narodowej. Jak stwierdza McDonough, żadna inna partia w dużym, nowoczesnym kraju demokratycznym, nie wydobyła się tak szybko z marginesu politycznego. Sam Hitler twierdził później, że w styczniu 1933 roku „zdobył władzę”, tak jakby doszło wówczas do gwałtownego przewrotu. W rzeczywistości został mianowany kanclerzem rządu koalicyjnego (!) w sposób całkowicie legalny i zgodny z konstytucją. Prezydent Hindenburg uległ perswazji wąskiego grona swoich konserwatywnych doradców, którzy przekonywali go, że Hitler powinien dostać szansę na rządy, a być może uda im się go wykorzystać do własnych celów. Rewolucji jeszcze nie było, bo kapitalizm nadal odgrywał kluczową rolę w systemie gospodarczym, konserwatyści na wielu polach trzymali się mocno, urzędnicy, jeśli nie byli Żydami lub nie mieli sympatii lewicowych, wciąż mogli pracować i awansować, a policja nadal była państwowa, choć wkrótce powstało Gestapo. Armia przez dłuższy okres czasu była niezależna, podobnie jak wielki biznes. „Hitler był często zmuszony iść na kompromisy i okazywać znacznie większą elastyczność, niż się powszechnie uważa. Hitler często działał z pełną premedytacją, ale czasami musiał reagować na wydarzenia, nad którymi nie miał kontroli. W latach 1933 – 1939 był raczej mistrzem elastyczności i improwizacji niż planowania” – zauważa McDonough. Przykładów demontażu mitów związanych z rządami Hitlera, związanych chociażby z „sukcesami” gospodarczymi nazistów czy też z Austrią jako „pierwszą ofiarą Hitlera”, mógłbym podać znacznie więcej, ale pozostawiam przyjemność z ich odnajdywania Czytelnikom. Co warto oddać Autorowi, to sposób relacjonowania wydarzeń z trzeciej dekady minionego wieku. Atrakcyjne pióro, czasami wręcz z zacięciem reporterskim, to z pewnością plus po stronie brytyjskiego historyka. Wielu jego polskich (i nie tylko) odpowiedników mogłoby pójść tym tropem w swoich publikacjach. To nie przytyk, ale podpowiedź. Czy warto zatem sięgnąć po pierwszy tom „Czasu Hitlera”? Zdecydowanie tak! Osobiście nie mogę się doczekać tomu drugiego, z nadzieją, że wysoki poziom publikacji zostanie utrzymany, nie tylko przez Autora, ale również przez wydawcę i tłumacza. Mimo iż Autor nie odkrywa rzeczy nieodkrytych, przyjemność płynąca z lektury, nawet jeśli opowiada ona o wyjątkowo mrocznych czasach, sprawia, że czasu i pieniędzy poświęconych tej publikacji z pewnością nie będzie można uznać za stracone.
mitobrave - awatar mitobrave
ocenił na 8 2 lata temu
Grunwald 1410 Jan Wróbel
Grunwald 1410
Jan Wróbel
Dla wydawnictw specjalizujących się w książkach historycznych ważne – i najlepiej okrągłe – rocznice są jak zaproszenie na urodziny do szwagra: nie można odmówić. Czyli w tym przypadku: nie wydać okolicznościowej publikacji. Z okazji, jaką przyniosło 610-lecie bitwy pod Grunwaldem, skorzystało chociażby Wydawnictwo Znak, wypuszczając na rynek książkę Jana Wróbla pod nieskomplikowanym tytułem „Grunwald 1410”. Autora raczej bliżej przedstawiać nie trzeba. Z wykształcenia historyk, zawodowo spełniający się w oświacie i dziennikarstwie, jest jednym z najbardziej wziętych publicystów w naszym kraju, a jego najnowszą książkę można w pewnym sensie określić mianem publicystycznej. Nie jest to bowiem traktat stricte historyczny, podsumowujący lata badań naukowych przeprowadzonych przez Autora. To raczej zręcznie przedstawiona konfrontacja (często sprzecznych) hipotez badaczy, którzy na relacjach polsko-krzyżackich zjedli zęby, a także zapisów z kronik produkowanych od pierwszych lat po bitwie. Jan Wróbel słusznie zauważa, że najważniejsza polska bitwa to „najcenniejszy eksponat Muzeum Niepewności”, a stereotypy, przez których pryzmat jeszcze dzisiaj patrzy się na starcie na grunwaldzkich polach, także w kontekście politycznym, wciąż trzymają się mocno. Skoro jesteśmy przy stereotypach… Bitwa pod Grunwaldem nie była więc starciem polsko-niemieckim. Wieloetniczność charakteryzowała armie po obu stronach. O Litwinach, Rusinach, Tatarach i wojskach zaciężnych między innymi z Czech po naszej stronie wiemy doskonale, ale także zastępy krzyżackie mówiły wieloma językami. W końcu obok rycerzy gości Zakonu z zachodniej Europy byli także najemnicy z Czech, Łużyc, Pomorza Zachodniego i Śląska (oraz chorągwie tamtejszych księstw, które nie wybierały „opcji niemieckiej”, ale korzystniejszą według nich polityczną drogę po ocenie bilansu potencjalnych zysków i strat), a przecież nie brakowało też etnicznych Polaków, czyli rycerstwa chociażby z Ziemi Chełmińskiej i Pomorza Gdańskiego. Finałem starcia nie było też pole zasnute biało-czarnymi płaszczami pokonanych Krzyżaków. Samych zakonników było w szeregach wojsk krzyżackich około 250, z czego ponad 200 z wojny już nie wróciło. Skąd taka zapiekłość po polsko-litewskiej stronie w zabijaniu członków Zakonu? Wszak korzystniej byłoby pojmać brata zakonnego, zwłaszcza tego z samej wierchuszki, i uzyskać sowity okup, niż zabijać ciężkozbrojnego rycerza, co przecież w sytuacji zakucia w stal od pięt po czubek głowy nie było tak prostym zadaniem. Zadecydowało zmęczenie bitwą zakonników, z których większość najlepsze lata miała już za sobą, czy może wspomniana zajadłość adwersarzy spod Krakowa i Wilna? Ze względów PR-owych, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, z całą pewnością śmierć tylu zakonników z wielkim mistrzem na czele, przez wieki hołubionych na dworach cesarskich, papieskich i królewskich zachodniej Europy, nie była Jagielle na rękę. Z drugiej jednak strony chęci polskiego króla, aby prowadzić wojnę zgodnie z kodeksem rycerskim, szybko zostały zweryfikowane przez zdobycie i zniszczenie Dąbrówna, co przyniosło śmierć Bogu ducha winnym mieszkańcom miasteczka. Grunwald, choć militarnie praktycznie niewykorzystany (Dlaczego Jagiełło tak długo szedł na Malbork? Skąd tak mizerny terytorialnie dla Polski efekt pokoju toruńskiego?), był istotnym krokiem do pozycji mocarstwowej polskiego królestwa w Europie Środkowo-Wschodniej. Sam Jagiełło z kolei awansował do elity europejskich władców. Już nie wypadało wytykać mu chrześcijański neofityzm, wybór na krakowski tron przez elekcję i drugoligowe znaczenie. Oczywiście nie było szans, aby po Grunwaldzie wysłać Krzyżaków na śmietnik historii. Ani wtedy, ani pół wieku później, kiedy syn Jagiełły, Kazimierz, po długiej i wyczerpującej wojnie trzynastoletniej ponownie pokonał braci z Malborka i odzyskał między innymi Pomorze Gdańskie. Wspomniałem już o mocnych „plecach” zakonników od Najświętszej Maryi Panny na Zachodzie. Zniszczenie Zakonu i zmiana układu sił nad Bałtykiem już na początku XV wieku z pewnością wywołałaby reakcję sąsiednich państw, mocno zaniepokojonych wzrostem polskiego znaczenia. Celem Wielkiej Wojny było przede wszystkim wymuszenie na Zakonie pewnych ustępstw, w tym terytorialnych. Potęga militarna Zakonu nie została złamana, ale był to początek jej końca, co prawda wydłużonego o sto lat, ale jednak. Grunwald oznaczał też załamanie ekonomiczne państwa zakonnego, dotąd opartego na zbrojnej ekspansji i osadnictwie. Skończyły się łupieskie wyprawy do sąsiednich krajów pod przykrywką chrystianizacji, a wojna coraz częściej toczyła się na obszarze krzyżackim. Bycie poddanym Zakonu wciąż podnoszącego podatki przestało się po prostu opłacać, co z czasem doprowadziło do buntu rycerstwa i mieszczan. Ci potrafili liczyć. Okazję na większy zarobek dawały swobodny spływ towarów Wisłą i kontakty gospodarcze z Polską, a do tego potrzebny był pokój lub… zmiana granic. Jeszcze dwie uwagi co do zawartości merytorycznej książki. Pisząc o zajęciu Gdańska i Pomorza przez Krzyżaków w listopadzie 1308 roku, Autor wspomina, że po zajęciu Gdańska i rzezi jego mieszkańców zakonnicy „zdobyli i podpalili” Tczew. Profesor Błażej Śliwiński, specjalista od średniowiecznych dziejów regionu, już dawno przekonująco udowodnił, że do takich wydarzeń nie doszło. Krzyżacy, owszem, zajęli i spalili książęcy gród tczewski z zamkiem, uprzednio bez walk i wolno puszczając jego załogę, ale do żadnej bitwy o miasto nie doszło. Mieszczanie tczewscy kilka miesięcy po tych wydarzeniach przepraszali na piśmie Krzyżaków za wyrządzenie im wielkich szkód, zobowiązując się do rychłego opuszczenia Pomorza. W rzeczywistości chodziło o pokajanie się przed nowymi władcami wystarczająco uniżenie, aby utrzymać stan posiadania i tyle przywilejów, ile się da. Do wygnania mieszczan tczewskich nie doszło, o czym świadczy przewijanie się tych samych nazwisk po 1308 roku co wcześniej, w epoce przedkrzyżackiej. Z kolei wspominając o liście wysłanym po grunwaldzkiej wiktorii przez Jagiełłę do małżonki, Anny, Wróbel przytacza plotki o rzekomej niewierności królowej, co miało się przełożyć na brak jagiellońskiej krwi w jego synach. Owszem, takie kalumnie w epoce się pojawiały, dotyczyły jednak nie królowej Anny Cylejskiej, ale ostatniej małżonki Jagiełły, Zofii Holszańskiej, która dała mu dwóch dziedziców – Władysława i Kazimierza. Z Anną, żoną numer dwa, Jagiełło miał tylko córkę – Jadwigę. Książkę Jana Wróbla można przeczytać, nie zaszkodzi, ale też lektura nie przyniesie przełomu w myśleniu tych Czytelników, dla których niuanse grunwaldzkiej wiktorii nie są czymś obcym. Dla całej reszty zainteresowanych lekturą publikacja może być wstępem do dalszych, bardziej dogłębnych analiz wydarzeń sprzed sześciu wieków. To wcale nie jest tak, że uważam, iż książka została wydana na siłę, bo po prostu nadarzyła się odpowiednia do tego, lekko okrągła rocznica. Ale w sytuacji, kiedy merytorycznie Autor nie wniósł nic specjalnie nowego, wydawca mógł – w pewnym sensie dla odwrócenia uwagi – pokusić się o więcej „fajerwerków” w warstwie wizualnej książki. Miękka okładka i czarno-białe ilustracje, mimo iż liczne, efektu „wow!” nie robią.
mitobrave - awatar mitobrave
ocenił na 6 2 lata temu
Powstania śląskie 1919-1920-1921 Ryszard Kaczmarek
Powstania śląskie 1919-1920-1921
Ryszard Kaczmarek
Dobra pozycja, choć moim zdaniem niepozbawiona delikatnych wad. Zaletą książki jest na pewno styl pisania autora, większość książki czytało się sprawnie, potrafił mnie zaciekawić różnymi szczegółami opisywanych wydarzeń. Wiele fragmentów książki było bardzo interesujących, np. rozważania i dyskusje nad kwestią śląską w Wersalu, przebieg kampanii plebiscytowej i samych powstań, jak wyglądała władza polska na zapleczu frontu podczas III powstania, jakie były skutki powstań. Rzeczywiście plusem jest też obiektywizm, nie czułem żeby autor chciał mnie przekonywać kto miał rację w sporze o Górny Śląsk, a raczej był tego sporu kronikarzem. Widać, że prof. Kaczmarek sporo czasu spędził na analizie źródeł oraz różnych wspomnień uczestników wydarzeń. Do minusów zaliczyłbym brak większej liczby mapek – trochę trudno mi to zrozumieć, bo w książce znalazły się mapki z zasięgiem wszystkich powstań, a zabrakło mapek z ostateczną granicą Śląska, z przebiegiem frontu w czasie III powstania, mapy z powiatami niemieckimi itd. Było to utrudnienie, bo autor posługiwał się zwrotami typu „wschodnia część powiatu bytomskiego” i żeby wiedzieć o jakie miejsca chodzi trzeba było znaleźć podział rejencji śląskiej na powiaty, co nie jest takie proste. Żebym mógł śledzić wydarzenia podczas kontrofensywy niemieckiej podczas III powstania, musiałem sobie zerkać na Google mapy. Sporym minusem dla mnie było to, że obstawiałbym, że pewnie nawet ok. 100 stron zajęło opisywanie zbyt dużych szczegółów związanych najczęściej z armią niemiecką. Były to najnudniejsze fragmenty książki: podział wojska na mniejsze jednostki, dowódcy, nazwy i miejsca stacjonowania oddziałów wojska, ilość i rodzaj uzbrojenia, niemieckie plany na wypadek polskiej inwazji w 1919 r. (której ostatecznie nie było, więc nie bardzo rozumiem czemu autor poświęcił temu aż tyle miejsca). Prof. Kaczmarek część tego typu „suchych” danych umieścił w tabelach na końcu książki, moim zdaniem spora część książki też mogłaby zostać przeniesiona do tabel. Miałem też wrażenie, że bardzo obszerne fragmenty dotyczyły planów i perspektywy niemieckiej, a jednak trochę mniej polskiej, mogłoby być ciut więcej informacji o motywach udziału powstańców w ruchu powstańczym, ich wspomnień. Mimo drobnych minusów całość oceniam wysoko, czuję, że moja wiedza o powstaniach śląskich znacznie się powiększyła, a taki był mój cel zapoznania się z tą pozycją. Czasem widzę komentarze, że Ślązacy nie bardzo czuli się związani z Polską, a jednak udział w działaniach wojskowych wielu tysięcy Ślązaków oraz ostatecznie niezły wynik plebiscytu dowodzi, że pewna ich część na pewno czuła się blisko Polski.
Bartłomiej Wojtas - awatar Bartłomiej Wojtas
ocenił na 7 3 miesiące temu
Krew i żelazo. Powstanie i upadek Cesarstwa Niemieckiego 1871-1918 Katja Hoyer
Krew i żelazo. Powstanie i upadek Cesarstwa Niemieckiego 1871-1918
Katja Hoyer
44/2024 „Jutro bedzie najnieszczęśliwszy dzień w moim życiu! Złożymy królestwo pruskie do grobu i jest to pańska wina, hrabio Bismarck!”. W taki sposób w przededniu koronowania króla Prus Wilhelma I na cesarza Niemiec w Wersalu po zwycięskiej wojnie z Francją przebiegała rozmowa pomiędzy monarchą, a premierem Prus Ottonem von Bismarckiem. Wilhelm był zżyty ze swoim ukochanym królestwem i nie dostrzegał szansy jaką niesie zjednoczenie Niemiec. Na jego szczęście szansę tę dostrzegał jego kanclerz i zjednoczenie, którego architektem był Bismarck się odbyło. Architekt zjednoczenia kanclerz Otton Von Bismarck był wielki wrogiem Polski i polskości. Jednak fakt ten nie może zmieniać faktu, że trzeba go uznawać za jednego z najwybitniejszych polityków w historii. Wilhelm I i Frydery III zdawali się na Bismarcka i stronili od aktywnego angażowania się w politykę. Zdecydowanie inny pogląd na rządzenie miał Wilhelm II, który chciał przywrócić blask swojemu urzędowi i panować jak królowie w przeszłości. Niemiecka scena polityczna stała się za ciasna dla obydwu osobowości i Bismarck 1890 roku po dwóch latach panowania Wilhelma II podał się do dymisji. Największym koszmarem planistów niemieckich była wojna na dwa fronty. Bismarck zabezpieczył się na tę ewentualność zawierając tajny pakt reasekuracyjny z Rosją, który wygasał w 1890 roku. Niestety ani Wilhelm, ani jego nowy kanclerz o tym nie wiedzieli i umowa wygasła, co stworzyło podwaliny pod okrążenie Cesarstwa. Reformy Cesarstwa stworzyły Niemiec nienasyconego kolosa, który bardzo szybko przegonił pod względem demograficznym swoich konkurentów. Niemcy stały się też centrum innowacji i przemysłu, notując nieprawdopodobny wzrost gospodarczy. W związku z tym, że dalsza ekspansja w Europie nie była już możliwa, a cały świat był już podzielony między rywali kolonialnych, to wojna majaczyła gdzieś na kontynencie. Wielkim marzeniem Wilhelma było rzucenie rękawicy Wielkiej Brytanii na morzu. Niemiecka flota stała się drugą największą na świecie po brytyjskiej. Grunt w tym, że Wielka Brytania była najpotężniejszym ówcześnie imperium, a Niemcy mieli pojedyncze kolonie w Afryce, Azji i Pacyfiku, ale były to obszary, które nie wpływały na potęgę Niemiec. Wszystko co najważniejsze znajdowało się na terytorium macierzystym. W międzyczasie w 1907 wybuchło kilka skandali z udziałem Wilhelma, przez co ten został praktycznie sam z rządzeniem, bo z własnego wyboru pozbył się swoich bliskich współpracowników. Przez to wpadł w ręce twardogłowych pruskich generałów. Droga do wojny była już bardzo prosta. To co wydarzyło się na wojnie już doskonale wiemy. Zmagania w których Niemcy przeszacowali swoje możliwości spowodowały, że Cesarstwie Niemieckie przetrwało tylko 47 lat. Jednak nie był to koniec niemieckiego militaryzmu... *** Katja Hoyer w bardzo ciekawy sposób kreśli genezę powstania i burzliwe wydarzenia wewnętrzne jakie miały miejsce w czasie funkcjonowania zjednoczonych Niemiec. Książka mogłaby być dłuższa (liczy raptem 235 stron), ale dla kogoś nieznającego tematyki i potrzebującego szybkiej „rozgrzewki” przed intensywniejszym pochyleniem się nad Niemcami na przełomie XIX i XX wieku jest w sam raz. Autorka w przystępny sposób przeprowadza nas przez najistotniejsze wydarzenia, dzięki czemu czyta się szybko i zapamiętuje się dużo faktów.
Ahura Mazda - awatar Ahura Mazda
oceniła na 8 1 rok temu
Wojna krymska 1853-1856. Ostatnia krucjata Orlando Figes
Wojna krymska 1853-1856. Ostatnia krucjata
Orlando Figes
Świetnie napisana książka o zapomnianym XIX-wiecznym konflikcie, a to była pierwsza nowoczesna wojna w Europie. Charakteryzowały tę wojnę: olbrzymie straty ludzkie, wykorzystanie potęgi przemysłu, ważna rola opinii publicznej, profesjonalna organizacja opieki medycznej na polu boju. Solidne 8/10. Orlando Figes jest znanym historykiem Rosji i ZSRR. Lubię go czytać, bo świetnie, jasno i zajmująco pisze, to dosyć rządka cecha wśród historyków. W tej książce zajmuje się wojną krymską, toczoną przez Anglię i Francję w sojuszu z Turcją przeciw Rosji. To ważny i zapomniany konflikt, o którym nic nie wiedziałem. Jak się okazuje, wojna krymska była niezwykła pod wieloma względami. Po pierwsze olbrzymie straty: „Co najmniej 750 000 żołnierzy zginęło w walce lub zmarło z powodu chorób.” Nikt nie liczył strat poniesionych przez ludność cywilną, ale też były olbrzymie. Dalej, miała charakter religijny: car Mikołaj I uważał, że „prowadzi wojnę religijną, krucjatę, wypełniając rosyjski obowiązek obrony chrześcijan w Imperium Osmańskim.” jego celem było rozciągnięcie prawosławnego imperium aż do Konstantynopola i Jerozolimy. Z kolei „Dla Brytyjczyków i Francuzów była to krucjata w obronie wolności i cywilizacji europejskiej przeciwko barbarzyńskiej i despotycznej Rosji, której agresywny ekspansjonizm stanowił realne zagrożenie nie tylko dla Zachodu, ale i całego chrześcijaństwa.” Była to też pierwsza wojna, którą prowadzono z wykorzystaniem nowych technologii przemysłowych, zaawansowanej broni, linii kolejowych, nowatorskiej logistyki i komunikacji, również z reporterami wojennymi i fotografami przebywającymi na polu boju. Dalej, była to pierwsza wojna, do której wybuchu doprowadziła presja ze strony prasy i opinii publicznej – chodzi głównie o opinię brytyjską, jednoznacznie antyrosyjską. Inna nowość tej wojny, to początki systematycznej organizacji opieki medycznej dla rannych na polu boju. Po stronie brytyjskiej zajmowała się tym sławna Florence Nightingale, po rosyjskiej – Nikołaj Pirogow, pionier systemu chirurgii polowej, przyjętego przez inne państwa dopiero w czasie I wojny światowej. Ciekawie opisuje Figes armię rosyjską, oto tworzyli ją głównie niepiśmienni i fatalnie wyszkoleni chłopi pańszczyźniani. Poza tym wojska carskie traciły ludzi w tempie znacznie szybszym od innych europejskich armii, bo słabo wyszkoleni oficerowie bez skrupułów szafowali życiem żołnierzy. Niemniej zdecydowana większość rosyjskich żołnierzy nie zginęła w bitwie, lecz zmarła od ran i z powodu chorób. Główną przyczyną chorób było potworne traktowanie żołnierzy: powszechnie ich bito w bestialski sposób. Poza tym fatalne żywienie sprawiało, że żołnierze byli wycieńczeni i podatni na choroby. Jakoś brzmi to znajomo... W tym nowoczesnym konflikcie Rosja ze swą zacofaną gospodarką opartą na pańszczyźnie stała na straconej pozycji. I rzeczywiście, wojnę przegrała, ale nie ucierpiała zbytnio pod względem terytorialnym, jedynie została poniżona i utraciła dominującą pozycję w Europie; odzyskała ją dopiero po 1945 roku. Jak już wspomniałem, książka jest znakomicie napisana, zwłaszcza olbrzymie błędy dowódców wojskowych mnie intrygują, opisuje ich Figes wiele. To bardzo ciekawa lektura mająca pewne odniesienia do czasów współczesnych.
almos - awatar almos
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Cud nad Potomakiem. Amerykańskie zwycięstwo w wojnie o niepodległość John Ferling
Cud nad Potomakiem. Amerykańskie zwycięstwo w wojnie o niepodległość
John Ferling
Szczerze polecam. Z plusów: + bardzo szerokie ujęcie tematu, autor pamiętał o takich sprawach "pobocznych", jak życie obozowe żołnierzy, gospodarkę nowopowstałego państewka, życie cywili w miastach, sytuacja kobiet i niewolników, + opisanie wojny na morzu, w tym rajdy na same Wyspy Brytyjskie, + opisanie starań podbicia Kanady - mimo że były one przydługie, to wydaje mi się, że temat jest raczej pomijany w tego rodzaju pracach popularnonaukowych, + opisanie sylwetek najważniejszych osób biorących udział w wydarzeniach - nie tylko po stronie amerykańskiej, + wyraźny brak faworyzowania którejkolwiek ze stron konfliktu, + wgląd w dyplomację i intrygi w Londynie i Wersalu, w historie osób, które brały udział w wojnie "zdalnie", bez stawiania stopy na kontynencie amerykańskim, a także nastroje opinii publicznej w UK i Francji. Z minusów: - zupełne zignorowanie Kongresu. Chodzi mi o to, że w tej książce Kongres to jest jakiś mityczny organ, nie wiadomo jaki, który po prostu "robi pod górkę", nie przyznając funduszy, albo nie zgadzając się na jakieś przedsięwzięcia Washingtona. W zasadzie więcej czytaliśmy o rządzie w Londynie, niż o władzach Ameryki, - miałem wrażenie, że autor po macoszemu potraktował historię wojny na Południu. Wyraźnie więcej było mowy o wojnie na Północy, szczególnie z (przy)długimi opisami nieudanych wypadów do Kanady. Tymczasem te lata 1778-1780, to jakby Washington siedział w tawernie i czekał, aż zacznie się oblężenie Yorktown. Zachwiało to w mojej ocenie punktem ciężkości opowiadanej historii, - brak Hiszpanii. Brała udział w wojnie, a w tej książce jakby się nie pojawiła, - mało map - musiałem posiłkować się googlami, ponieważ nie wiedziałem, gdzie leżą poszczególne miasta Karolin, albo którędy płyną jakieś rzeczki.
octocoala - awatar octocoala
oceniła na 9 10 miesięcy temu

Cytaty z książki Wojna polsko-bolszewicka. Konflikt który zmienił bieg historii

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wojna polsko-bolszewicka. Konflikt który zmienił bieg historii


Ciekawostki historyczne