Trzeci kraj

Okładka książki Trzeci kraj
Karina Sainz-Borgo Wydawnictwo: Noir sur Blanc literatura piękna
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
El Tercer Pais
Data wydania:
2026-03-18
Data 1. wyd. pol.:
2026-03-18
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788384031094
Tłumacz:
Adam Elbanowski
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Trzeci kraj w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Trzeci kraj



książek na półce przeczytane 1730 napisanych opinii 625

Oceny książki Trzeci kraj

Średnia ocen
7,5 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
700
534

Na półkach: ,

„Trzeci kraj” Kariny Sainz Borgo to poruszająca i trudna książka o przetrwaniu, stracie i nadziei, która pojawia się nawet w najciemniejszych momentach życia. Autorka pokazuje świat zniszczony przez zarazę odbierającą ludziom pamięć, ale jeszcze bardziej przejmujący jest obraz ludzkiej samotności, lęku i walki o godność.

Historia młodego małżeństwa uciekającego z bliźniętami staje się opowieścią o bólu, którego nie da się opisać prostymi słowami. Śmierć dzieci całkowicie zmienia życie Angustias, odbiera jej poczucie sensu i bezpieczeństwa, zostawia ją w świecie, w którym wszystko trzeba budować od nowa. Jej siła nie jest spektakularna, rodzi się powoli, z cierpienia i konieczności dalszego życia.

Mezquite, przygraniczna osada pełna przemocy i bezprawia, wydaje się miejscem bez nadziei, a jednak to właśnie tam bohaterka zaczyna odnajdywać siebie. Szczególną rolę odgrywa Visitación Salazar, kobieta, która pomaga innym zachować godność i daje im wsparcie. Dzięki niej Angustias uczy się, że nawet w najtrudniejszych warunkach można pomagać innym i odnaleźć nowy cel.

Styl autorki jest prosty i oszczędny, a jednocześnie bardzo sugestywny. Książka momentami jest brutalna, ale właśnie dzięki temu wydaje się niezwykle autentyczna i prawdziwa, nie pozwala czytelnikowi odwrócić wzroku od cierpienia bohaterów.

„Trzeci kraj” to opowieść smutna, ale ważna, pokazująca, że nawet po największej stracie można odnaleźć sens i siłę do dalszego życia.

„Trzeci kraj” Kariny Sainz Borgo to poruszająca i trudna książka o przetrwaniu, stracie i nadziei, która pojawia się nawet w najciemniejszych momentach życia. Autorka pokazuje świat zniszczony przez zarazę odbierającą ludziom pamięć, ale jeszcze bardziej przejmujący jest obraz ludzkiej samotności, lęku i walki o godność.

Historia młodego małżeństwa uciekającego z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

143 użytkowników ma tytuł Trzeci kraj na półkach głównych
  • 121
  • 22
20 użytkowników ma tytuł Trzeci kraj na półkach dodatkowych
  • 8
  • 6
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Isola Allegra Goodman
Isola
Allegra Goodman
Kiedy sięgnęłam po Isolę, nie spodziewałam się, że to będzie tak ciekawa lektura. To jedna z tych książek, które czyta się z zapartym tchem, a jednocześnie co chwilę zatrzymuje, żeby pomyśleć, poczuć. Dla mnie była to przede wszystkim opowieść o sile – tej cichej, rodzącej się w człowieku wtedy, gdy zostaje zupełnie sam. Historia Marguerite od początku porywa czytelnika. Z jednej strony mamy świat bogactwa, piękna i przywilejów – zamki, winnice, życie, które wydaje się bezpieczne i przewidywalne. Z drugiej strony bardzo szybko okazuje się, jak kruche są te rzeczy, jak nic nie znaczą. Pewnego dnia nasza bohaterka traci wszystko, rodziców, dom, majątek. A to dopiero początek. To, co najgorsze dopiero przed Marguerite. Mimo tragizmu sytuacji, podobało mi się, jak autorka pokazała, że los potrafi zmienić się nagle i bez ostrzeżenia, a człowiek musi odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości. Najbardziej poruszyła mnie jednak przemiana głównej bohaterki. Marguerite nie jest od początku „silną heroiną” – jest młodą kobietą, trochę zagubioną, zależną od innych, wychowaną w określonych realiach XVI-wiecznej Francji. Kiedy zostaje pozbawiona wszystkiego, porzucona na bezludnej wyspie, widzimy, jak krok po kroku uczy się przetrwać – nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Jej walka z naturą, samotnością i własnymi lękami była dla mnie pasjonująca. Bardzo doceniam też sposób, w jaki książka porusza temat miłości. To nie jest cukierkowa, infantylna opowieść, nic z tych rzeczy. Uczucie, które się pojawia jest piękne, ale też tragiczne w skutkach. Pokazuje, że miłość potrafi być zarówno siłą, jak i źródłem cierpienia. Dla mnie to jeden z najbardziej przejmujących wątków tej historii. Nie mniej ważna jest wiara – rozumiana nie tylko religijnie, ale też jako wewnętrzne przekonanie, że warto walczyć dalej. W najtrudniejszych momentach Marguerite nie poddaje się i to właśnie daje nadzieję czytelnikowi. Ta książka przypomina, że nawet w najbardziej beznadziejnych sytuacjach można znaleźć w sobie coś, co pozwala przetrwać. Ogromne wrażenie zrobił na mnie również klimat całej opowieści. Surowa przyroda, zimno, głód, cisza wyspy – wszystko to jest opisane tak sugestywnie, że momentami miałam wrażenie, jakbym sama tam była. Autorka świetnie buduje napięcie i emocje, nie potrzebując do tego przesadnych środków. Dodatkowo Goodman bardzo zręcznie splata fakty, które miały miejsce z fikcją literacką. W ten sposób powstałą wyjątkowa historia. Na minus zasługuje nie najlepszy moim zdaniem język, odrobinę niepasujący do tej historii. Ale to minus, który mimo wszystko nie przeszkadza w odbiorze i fascynacji historią. Isola to dla mnie książka o buncie – przeciwko narzuconym rolom, przeciwko niesprawiedliwości, ale też przeciwko własnym ograniczeniom. To historia, która pokazuje, że nawet jeśli świat próbuje nas złamać, zawsze mamy wybór, jak na to zareagujemy. Rozumiem, dlaczego ta powieść została tak doceniona na świecie. Jest ponadczasowa, poruszająca i bardzo ludzka. Po jej przeczytaniu zostałam z wieloma przemyśleniami i poczuciem, że była to naprawdę wartościowa lektura. Poleciłabym Isolę każdemu, kto lubi historie o silnych emocjach, przemianie i walce o przetrwanie – ale przede wszystkim tym, którzy szukają książki, która zostaje w głowie i sercu na dłużej. https://www.instagram.com/pasje_fascynacje_ksiazkowe/
AnetaMaciejewska - awatar AnetaMaciejewska
oceniła na 8 3 dni temu
Dzień, w którym umarł Nils Vik Frode Grytten
Dzień, w którym umarł Nils Vik
Frode Grytten
To książka, którą zapewne inaczej odbiorą czytelnicy młodzi, tacy do trzydziestki. To wiek, kiedy człowiek czuje się niezniszczalny i niepokonany, kiedy ma plany, sny i marzenia. Oraz siłę do podejmowania prób ich realizacji. Dla nich decyzja Nilsa wyda się niezrozumiała, może dziwaczna, niepotrzebna. Zupełnie inaczej spojrzą na Nilsa i jego ostatni krok ci starsi, mocno starsi, kiedy zorientują się, że to, co mieli zrobić - zrobili, albo ...już nie zrobią. A marzenia? Ano, żeby nie bolało i dzieci odwiedzały nas częściej. No, i żeby jak najdłużej być samodzielnym. To także czas, gdy otacza nas więcej duchów i wspomnień, niż żywych… W takiej sytuacji znalazł się Nils Vik, bohater i zarazem narrator powieści. Autor stworzył dość niezwykłą postać. Nils, właściciel swego rodzaju taksówki wodnej na fiordzie norweskim właściwie stoi w miejscu a tylko świat się przetacza wokół niego. Mieszka w domu rodzinnym od pokoleń, używa przez kilkadziesiąt lat tej samej łodzi, którą przerobił z żaglówki na motorową, bo mus zawodowy był. Chodzi jedynie trasą z domu do przystani, w okolicznych miejscowościach bywa rzadko i z konieczności. I co? I jest szczęśliwy. Oraz spokojny niesłychanie. Raz się tylko wzburzy, czując się zagrożony w tym szczęściu i spokoju, jakie mu daje niewzruszona powtarzalność każdego dnia, tygodnia, miesiąca, roku. Jaki jeszcze jest Nils, możemy się przekonać z kilku zdań wypowiadanych przez innych, na końcu opowieści. Nie wiem, czy polubiłabym go, ale budzi szacunek. Jest jak taki stojący od wieków dąb, silny, nienaruszalny. Ale i drzewa się kiedyś starzeją... Dobrze się to czyta, mimo smutku, jaki budzi ten ostatni dzień Nilsa, mimo jego decyzji…
Mavia2033 - awatar Mavia2033
ocenił na 8 5 dni temu
Antropolodzy Ayşegül Savaş
Antropolodzy
Ayşegül Savaş
„Antropolodzy” autorstwa Ayşegül Savaş - najgłośniejsza powieść 2024 roku, podbija obecnie polski rynek czytelniczy. Książka wydana nakładem Wydawnictwa Filtry, w przekładzie Agnieszki Walulik przyciąga wzrok i zdumiewa swoją skondensowaną formą. Ale na czym polega jej fenomen? Asya i Manu to para migrantów, którzy przybyli do Europy Zachodniej, by zdobyć wykształcenie, a potem tu zostali i stopniowo wrastają w miejscową kulturę. Nie chcą wracać tam, skąd przybyli, dlatego wybierają miasto. Tylko, czy tak naprawdę można poczuć się jak u siebie w miejscu, w którym nie do końca jesteśmy sobą? „Antropolodzy” to proza, która działa ciszą. Nie znajdziemy tu dramatycznych zwrotów akcji ani spektakularnych wydarzeń - zamiast tego dostajemy uważną (jak na dokumentalistkę przystało) obserwację codzienności, drobnych gestów i napięć, które narastają gdzieś pod powierzchnią. To literatura, która wymaga skupienia, ale odwdzięcza się subtelną głębią. Asya i Manu funkcjonują trochę jak tytułowi antropolodzy: analizują otaczającą ich rzeczywistość, próbując ją zrozumieć i jednocześnie dopasować się do niej. Problem w tym, że im bardziej się starają, tym bardziej oddalają się od samych siebie. Ich poszukiwania własnego mieszkania, które w istocie poszukiwaniami nie są, to kwintesencja współczesnego podejścia młodych dorosłych do życia, do świata i do otaczających ich ludzi. Miasto, w którym żyją, nie ma konkretnej nazwy, co tylko potęguje uniwersalność tej historii. To może być Paryż, Berlin, Amsterdam - każde miejsce, które obiecuje nowy początek, ale nie daje pełnego zakorzenienia. Autorka świetnie pokazuje ten stan zawieszenia: między językami, kulturami i różnymi wersjami samych siebie. „Antropolodzy” to opowieść o poszukiwaniu tożsamości, o ciągłym negocjowaniu tego, kim jesteśmy i gdzie jest Nasze miejsce na ziemi. Subtelna proza, a jednak trafia w samo sedno. 👌
z_kultury_ - awatar z_kultury_
ocenił na 10 10 dni temu
Karawele António Lobo Antunes
Karawele
António Lobo Antunes
Tuż przed śmiercią pisarza Antonio Lobo Antunesa otrzymałam jego powieść „Karawele”. Jest to wznowienie w nowym tłumaczeniu i wydaje mi się, że wielce trafione. Kto jeszcze do tej pory nie spotkał się z twórczością autora to gorąco do tego zachęcam. Co może się stać? Albo się Go pokocha, albo odłoży jego książki w najciemniejszy zakątek domowej biblioteczki a półki w księgarni z jego książkami będą omijane z daleka. Ja należę do tej pierwszej grupy zatem jedyne co mogę to zachęcić Was do sięgnięcia po „Karawele”, które są nieszablonowe. Portugalscy przeszli bohaterowie są obdarci z chwały. Żyją współcześnie a wspominają czasy wypraw pierwszych odkryć geograficznych. Ich życie już nie jest pełne wzniosłych czynów i dokonań Sami muszą się tym chwalić bo nikt nawet nie pyta o ich osiągnięcia, które są zrównane do dokonań zwykłego człowieka ze zwykłej pracującej warstwy społecznej. A cała akcja zaczyna się w 1975 roku, kiedy to portugalska zamorska potęga upada i do macierzystego kraju powracają koloniści. Karawelami, które zmuszone są zawijać do portu w Lizbonie i stawać obok wycieczkowców. Wspomnę jeszcze, że „Karawele” są dla ludzi o otwartym umyśle i gotowych zmierzyć się z chaosem, bo tylko osoby lubiące nieznane i zaskakujące historie i niekonwencjonalne myślenie będą w stanie w pełni zrozumieć geniusz lektury. Polecam. Współpraca barterowa z Oficyna Literacka Noir sur Blanc.
mag-tur - awatar mag-tur
ocenił na 7 10 dni temu
Obdarowana Suzumi Suzuki
Obdarowana
Suzumi Suzuki
🌃🩶 Obdarowana autorstwa Suzumi Suzuki to powieść cicha, surowa i jednocześnie niezwykle poruszająca. Już od pierwszych stron wciąga w świat, który nie próbuje niczego upiększać. Autorka z chirurgiczną precyzją pokazuje codzienność bohaterki – powtarzalną, mechaniczną, pozbawioną złudzeń. To historia, w której emocje nie wybuchają gwałtownie, lecz są tłumione, ukryte pod warstwą rutyny i pozornie zwyczajnych czynności. 🌃🩶 Główna bohaterka to młoda kobieta pracująca jako hostessa, funkcjonująca w rzeczywistości, gdzie ciało staje się narzędziem i towarem. Jej życie toczy się według ustalonego rytmu, który daje jej namiastkę kontroli. Jednak wszystko zmienia się w momencie, gdy do jej niewielkiego mieszkania wprowadza się ciężko chora matka. Ich relacja, naznaczona przeszłością pełną bólu i przemocy, staje się centralnym punktem opowieści. 🌃🩶 Suzumi Suzuki niezwykle odważnie porusza temat ciała – jego wartości, granic i znaczenia. Ciało bohaterki, pokryte tatuażami, skrywa ślady dawnych ran, a jednocześnie staje się symbolem jej tożsamości i doświadczeń. Autorka zadaje pytania o to, do kogo tak naprawdę należy ciało i ile jest warte w świecie, który nieustannie je ocenia i wykorzystuje. To refleksja trudna, ale bardzo potrzebna. 🌃🩶 Relacja matki i córki została przedstawiona w sposób daleki od uproszczeń. Nie ma tu łatwego przebaczenia ani jednoznacznych emocji. Jest za to napięcie, niedopowiedzenia i próba współistnienia w ograniczonej przestrzeni – zarówno fizycznej, jak i emocjonalnej. Opieka nad umierającą matką staje się serią powtarzalnych gestów, które zamiast zbliżać, często tylko podkreślają dystans między bohaterkami. ㅤ 🌃🩶 Styl Suzumi Suzuki zasługuje na szczególne wyróżnienie. Oszczędny, momentami wręcz chłodny język sprawia, że każda scena nabiera autentyczności. Autorka nie epatuje dramatyzmem, nie próbuje wzruszać na siłę. Zamiast tego pozwala, by emocje wybrzmiały w ciszy, w detalach i w niedopowiedzeniach. Dzięki temu historia staje się jeszcze bardziej przejmująca i prawdziwa. ㅤ 🌃🩶 Obdarowana to książka, która nie daje łatwego ukojenia. To opowieść o relacji, która nigdy nie była prosta, o stracie, która nie przynosi oczyszczenia, i o codzienności, która bywa ciężarem. Suzumi Suzuki stworzyła historię skromną w formie, ale niezwykle mocną w przekazie. To lektura wymagająca, ale zostawiająca po sobie ślad – cichy, lecz trudny do zapomnienia.
KawkaNK - awatar KawkaNK
ocenił na 8 3 dni temu
Wymieranie Ireny Rey Jennifer Croft
Wymieranie Ireny Rey
Jennifer Croft
Jennifer Croft to autorka angielskiego przekładu Ksiąg Jakubowych, Olgi Tokarczuk. Napisała tę powieść, w której zagadka kryminalna łączy się z satyrą i opowieścią o procesie przekładu. Do domu pisarki Ireny Rey w Białowieży przyjeżdża ośmioro tłumaczy na plenum translatorskie, by wspólnie pracować nad przekładem jej nowej powieści. Sami nazywają się między sobą od języków, na które tłumaczą: Serbska, Szwedzki i tak dalej. Nagle znika pisarka i jej mąż Bogdan. To punkt wyjścia, który uruchamia lawinę. Trudno pisać o tej książce bez wymienienia nieobecnego. W Polsce postać Ireny Rey będzie nieuchronnie przywodziła na myśl Olgę Tokarczuk — genialną, uwielbianą pisarkę, obiekt wręcz bałwochwalczego kultu, mieszkającą na prowincji, blisko natury, z wiedzą o niej, która ma w końcu dostać Nobla. Jeśli chodzi o formę, mamy tu do czynienia z prawdziwą wieżą Babel. W pierwszych zdaniach powieści dowiadujemy się, że czytany przez nas tekst jest tłumaczeniem na angielski zaginionego oryginału, napisanego po polsku przez Argentynkę. Poczucie zagubienia towarzyszy przez cały czas czytania i taki był cel Croft. Serce książki to jednak nie zagadka zniknięcia, lecz portret zbiorowy tłumaczy. Autorka od lat przekonuje, że o tłumaczeniu warto myśleć raczej jako o czymś z natury wspólnym . I jako felietonistka i aktywistka literacka stara się odkleić od tłumaczy łatkę tych „gorszych" rodziców tekstu. Powieść jest przedłużeniem tego manifestu w fikcji. Jest to odważna i bardzo ważna powieść o ludziach niewidzialnych. Tytułowe wymieranie ma wiele znaczeń. Croft z goryczą połączoną ze specyficznym poczuciem humoru zwraca uwagę na istotę pracy kogoś, kto często bywa niewidzialny. Kiedy Irena znika, tłumacze powoli uwalniają się spod jej toksycznego wpływu, zyskują sprawczość i na własną rękę zastanawiają się nad swoją pozycją w literackim ekosystemie. Czy są tylko pasożytami żerującymi na pracy prawdziwych twórców? A może przeciwnie — bywają od nich pożyteczniejsi? Niezwykle istotną rolę odgrywa Puszcza Białowieska, która jest tutaj czymś więcej niż tylko tłem. Jest to żywy, zagrożony organizm, którego los współgra z tematem wymierania języków i kultur. Croft umiejętnie łączy wątek ekologiczny z literacką zagadką, sugerując, że zniknięcie Ireny Rey jest nierozerwalnie związane z degradacją świata natury. Atmosfera jest gęsta od symboliki grzybów i grzybni. Croft pisze bowiem o tworzeniu, ale także o pasożytnictwie i niszczeniu, zarówno w świecie przyrody, jak i w tym, w jaki sposób postępujemy z językiem. Powieść zachwyca błyskotliwością konstrukcji i ironicznym poczuciem humoru. Zachwyca precyzją opowieści i meta-literackimi zabiegami, takimi jak sarkastycznie zabawne przypisy narratorki, które dodają opowieści głębi i ironii. Wymieranie Ireny Rey to debiut powieściowy nieoczywisty i odważny. Literatura o literaturze, tłumaczenie o tłumaczeniu, zniknięcie jako metafora niewidzialności. Croft napisała książkę, która bawi, prowokuje i uwiera, i która, paradoksalnie, najlepiej smakuje tym, którzy znają świat, z którego wyrasta.
magdalena - awatar magdalena
oceniła na 7 2 dni temu
Blisko domu Michael Magee
Blisko domu
Michael Magee
„Miasto pamięta więcej, niż ludzie chcieliby przyznać.” W swojej pierwszej powieści Michael Magee kreśli autentyczny obraz młodych ludzi z robotniczych środowisk, należących do pokolenia urodzonego już po zakończeniu konfliktu w Belfaście. Pokazuje ich niespełnione marzenia, trudną codzienność, narastającą frustrację oraz poczucie braku przyszłości. “Blisko domu” to także swoisty hołd dla miasta naznaczonego śladami dawnych walk, gdzie wciąż pobrzmiewają echa bolesnej i brutalnej historii. W tej historii najmocniej uderzyło mnie poczucie ‘odziedziczonego ciężaru’ – bohaterowie sami nie przeżyli The Troubles, a jednak żyją w ich cieniu. Nie ma tu bezpośredniej przemocy, jest coś bardziej podskórnego: napięcie, które przenika codzienność, sposób myślenia, ograniczenia, których nikt wprost nie nazywa. W debiucie Magee porusza też bezradność młodych ludzi – to, jak bardzo chcą czegoś więcej, a jednocześnie czują, że startują z miejsca, z którego naprawdę trudno się wyrwać. Nie ma tu wielkich dramatycznych zwrotów, raczej powolne osuwanie się w frustrację, w gniew, który staje się niemal naturalnym stanem. Brak perspektyw niesie za sobą upust wszelkiej energii, powodując stan, który zaczyna przybierać kształt w destrukcji, zobojętnienia. Nie dlatego, że bohaterowie są słabi, tylko dlatego, że systemowo są przyblokowani. Miałam wrażenie, że Sean i jego koledzy utknęli w pewnym rodzaju smutnego stygmatyzmu - jakby ich życiorysy były z góry naznaczone, jakby startowali z etykietą, której nie da się odkleić. I nawet jeśli próbują coś zmienić, świat wokół wciąż przypomina im, skąd są i ile to znaczy. Nie ma tu jednak wyraźnego momentu buntu czy przełomu. To raczej powolne wypalanie ambicji, nadziei, a z czasem nawet relacji. Jest w tym coś głęboko przygnębiającego… i przywodzi na myśl klimat “Shuggie Bain” Douglasa Stuarta- tam również wyraźnie czuć ciężar środowiska i poczucie, że możliwości są od początku ograniczone. W powieści istotny jest również sam Belfast, pokazany nie tylko jako tło, ale niemal żywy organizm. Stolica Irlandii Północnej jest tu miastem pełnym sprzeczności: z jednej strony próbuje iść do przodu, z drugiej nie potrafi odciąć się od przeszłości. To napięcie czuć w każdej relacji, w każdej decyzji bohaterów. “Blisko domu” to historia o pochodzeniu, tożsamości i traumach, które w nas zostają. O młodym pokoleniu szukającym zapalnej iskry nowego początku - takiej, która nie odcina się od ciężaru przeszłości, lecz tli się pomimo środowiska, historii i ograniczeń. Magee nie podsuwa swoim bohaterom konkretnego rozwiązania, nie zmienia nagle rzeczywistości, ale daje nadzieję na swego rodzaju ‘minimalne przesunięcie’. Takie poczucie, że może jednak istnieje inna ścieżka, choćby w zalążku. Można wręcz odnieść wrażenie, że to nie tyle szansa na ‘lepsze jutro’, co raczej pierwsza próba wyobrażenia sobie, że jutro w ogóle może być inne. I to w tej historii naprawdę dużo. Mocno polecam!
Park2Read - awatar Park2Read
ocenił na 8 1 dzień temu
Vaim Jon Fosse
Vaim
Jon Fosse
Wszystko zaczyna się od igły i nici. Jatgeir przypływa do Bjørgvin na swojej łodzi Eline, nazwanej tak na cześć jego nastoletniej miłości. Cel jest jasno określony: musi kupić brakujące przyrządy do przyszywania guzików i wrócić. Do tej małej miejscowości przyjeżdżał już wcześniej, więc nie jest to jego pierwsza wyprawa. Tym razem jednak nie wraca do siebie od razu. Postanawia zostać na noc. Niespodziewanie budzą go odwiedziny prawdziwej Eline na jego łodzi. Kobieta ma własny plan. Chce uciec od męża i jest gotowa zrobić to natychmiast. W tej bardzo krótkiej opowieści, podzielonej na trzy części, poznajemy historię mężczyzn biernych, nieśmiałych, płynących z falą wydarzeń, oraz kobiety dominującej, wprowadzającej własne scenariusze wszędzie tam, gdzie się pojawi. To też opowieść o tym, jak drobne zdarzenia potrafią namieszać w życiu kilku osób. Nie jest to moja pierwsza styczność z twórczością tego autora, więc spodziewałam się podobnego klimatu. Fosse pisze w sposób, który dla jednych będzie fascynujący, wręcz elektryzujący, a dla innych zbyt spokojny, niemal hipnotyczny. Przypomina to słuchanie wewnętrznych monologów, takich, które nie zawsze muszą mieć sens ani prowadzić do wyraźnego celu. Fabuła jest prosta, wręcz oszczędna, ale sposób narracji sprawia, że wszystko wydaje się głębsze. Nie jestem ogromną fanką takiej formy opowiadania, ale było to dla mnie ciekawe doświadczenie literackie. Zaskoczyło mnie też, że momentami wzbudziła we mnie silne emocje, czy to w ostatniej części, przy decyzjach Franka, czy w chwilach, gdy próbowałam zrozumieć, jaka tak naprawdę jest Eline. Jeśli macie ochotę na nietypową prozę, Vaim może wam się spodobać. Do moich ulubieńców ta książka raczej nie dołączy, ale zostawiła po sobie kilka refleksji. [współpraca barterowa]
bibliotekaliv - awatar bibliotekaliv
ocenił na 6 4 dni temu
Mrok i światło Pierre Lemaitre
Mrok i światło
Pierre Lemaitre
Pędzi czas nad Paryżem i oto jesteśmy w roku 1959, wśród wszystkich członków rodziny, która rozrasta się w coraz bogatszej, rozwijającej się ekonomiczne i technologicznie Francji. Trzeci tom "Lat chwały" jednoczy pokolenia. Niepokoje w Algierii sprawiają, że rodzice wracają z Bejrutu i nieopodal Paryża wiodą szczęśliwe życie, opiekując się wnuczką. Bywają u nich dzieci i pozostałe wnuczęta, świat wreszcie zdaje się być łaskawy dla Pelletierów. Tyle, że to cykl Pierra Lamaitre'a, który z pasją opowiada o tym, co społecznie, obyczajowo i politycznie brudne, co zabiera radość i wystawia na dramatyczne próby. Opowiada z dowcipem i ironią, ale też z dosłownością, która przebija każdą odporność. Paryskie niebo nie na długo jest u niego bezchmurne. Tak więc, książka się toczy, a ja milknę. wstrząśnięta, pokonana życiem. Raz, gdy dziesięcioletnia Colette natyka się na potwora w ludzkiej skórze. Drugi, gdy frustracja prowadzi do najgorszych, krwa*ych czynów. Trzeci, gdy łaska matki i żony na pstym koniu jeździ i niszczy delikatne uczucia, po wielokroć wystawione już na próbę. Czwarty, gdy Zimna Wojna wpada z impetem w życie rodziny i siecze bez opamiętania strachem i brutalnością. Piąty, gdy choroba zbiera żniwo, choć nikt nie jest na to gotowy. Szósty, gdy dziecko musi sięgać po agresję, by bronić siebie i kogoś jeszcze słabszego. W tych momentach zastygałam, zapominałam oddychać i tkwiłam we współczuciu i przejęciu. Lamaitre pisze doskonale o tym, co obyczajowe, ale nie byłby sobą, gdyby nie spoglądał w ciemność na rzecz sensacyjnej, trzymającej w napięciu przyjemności czytelniczej. Rozbudowany wątek szpiegowski zabiera nas do socjalistycznej Pragi, którą autor opisuje z podziwem, ale też czyni sceną dramatycznych, gwałtownych wydarzeń. Pojawia się zatajanie zagrożenia atomowego i szantaż. Nie znika postać morde*cy kobiet, teraz przenika ona także do telewizji. Wraca sprawa zalanej wioski, która tak mocno poruszyła Helène w poprzednim tomie. Dzięki audycjom radiowym, na światło dzienne wychodzą skrywane dramaty i krzywdy, w tym jedna wypowiedziana przez syna Pelletierów. Nie można się tutaj nudzić, nie można pielęgnować ulgi, życie szybko prostuje wyobrażenie pozornego spokoju i szczęścia. Po świetlanej stronie "Mroku i światła" stoi odwaga François, empatia Hélene, zatroskanie babci, czułość dziadka, pszczelarska pasja Colette i jej niezwykle dorosła postawa, stoją też decyzje podejmowane dla kraju, ale i dla rodziny bezradnej wobec choroby i więzienia. Ciemna strona ma zaś swoje ulubione postaci i zachowania - bezwzględność Geneviève, dwoistość Jeana, strach przyniesiony przez sąsiada, priorytety władz i służb wywiadowczych. Tylko kot Joseph, przemykający bezszelestnie pomiędzy tomami wie, że jego miejsce jest zawsze tam, gdzie trzeba troski i miłości. Autor przeprowadził nas przez trzy części sagi, zmienił zachowania bohaterów i wystawił ich na wiele prób. Podarował i odebrał życie, Francję pokolorował zmieniającą się historią. I choć epilog zamyka okres przewidziany dla trylogii, pewne sprawy pozostały niedomknięte. W styczniu ukazała się we Francji książka, która raz jeszcze prowadzi w kierunku rodziny. I bez względu na to, czy będzie kontynuacją czy odrębnym 'bytem', nie mogę się doczekać jej przekładu. Tymczasem zachęcam gorąco do podróży przez "Mrok i światło" i całe "Lata chwały". To jedna z tych serii, która zostanie ze mną na zawsze. Katarzyna dziękuję Wydawnictwu Albatros
Pani_Ka - awatar Pani_Ka
oceniła na 9 21 dni temu
Oto słońce Gunnhild Øyehaug
Oto słońce
Gunnhild Øyehaug
Zanim fabuła zacznie się rozwijać, odczuwamy puls. Delikatne drżenie powietrza, jak wtedy, gdy zasłona unosi się od ciepła kaloryfera. Powieść nie rozpoczyna się od zdarzenia, a od wrażliwości. Od napięcia skóry, od myśli, która jeszcze nie ma wyraźnego kształtu, tylko temperaturę. W samym centrum tego drżenia znajduje się Helga— pisarka, kobieta u progu menopauzy, intelektualistka przyzwyczajona do analizowania świata, która nagle staje się zjawiskiem do analizy. Nie jest naiwną bohaterką romansu. Jest osobą, która zna literaturę, mechanizmy narracji i własne przyzwyczajenia. Jednak nie rozumie nowego przyspieszenia, które ogarnia ciało, gdy zakochuje się w sąsiedzie, również pisarzu, zwyczajnym i przez to niemal nieprawdopodobnym.To zakochanie nie jest dla niej „przygodą”. Jest zakłóceniem struktury. Helga żyje w dwóch rejestrach jednocześnie: jako kobieta w wieku eleganckim, która czuje — i jako pisarka, która natychmiast zaczyna analizować to rozbrajające ją uczucie. Rozkłada na części własne reakcje, bada język, którym mogłaby je opisać, poddaje w wątpliwość autentyczność swoich impulsów. Czy to jeszcze życie, czy już materiał literacki? Czy pragnienie jest spontaniczne, czy podszyte wyobraźnią karmioną lekturami i chęcią zobaczenia, jak to jest w alkowie z żonatym mężczyzną? W tej podwójności kryje się coś poruszającego. Helga nie pozwala sobie na czystą emocję, ale nie potrafi jej też powstrzymać. Jej ciało, które wchodzi w czas zmian hormonalnych, reaguje gwałtownie, niemal młodzieńczo. Staje się polem napięcia między przemijaniem a nagłym przypływem energii. Øyehaug nie romantyzuje tego stanu: ukazuje pot, wstyd, niepewność, nadwrażliwość. A jednocześnie pozwala Heldze być kimś więcej niż matką i „kobietą w kryzysie wieku średniego”. Główna bohaterka jest świadoma swojej śmieszności i powagi. Potrafi jednocześnie wyobrażać sobie sceny pełne patosu i demaskować je w tej samej chwili. W jej myśleniu pojawiają się literackie odniesienia, filozoficzne dygresje, gry z konwencją. Ona wie, że każda historia miłosna została już kiedyś opowiedziana .Jednak pragnie ją przeżyć, nawet jeśli ma to być historia z przypisami, auto cytatem i autoironią. Najbardziej przejmujące jest to, że nie szuka tylko mężczyzny,a potwierdzenia własnej widzialności. Czy można być pożądanym, gdy ciało się zmienia? Czy można być bohaterką romansu, gdy przestajemy mieścić się mieścić w jego klasycznych ramach? Jej uczucia są więc także buntem przeciwko narracyjnemu wykluczeniu.Forma powieści — rozszczelniona, skręcająca, chwilami niemal oniryczna, odzwierciedla stan jej świadomości. Pojawiają się przesunięcia rzeczywistości, szczeliny w porządku świata, jakby sama struktura fabuły ulegała hormonalnym wahaniom. To nie jest kaprys formalny. To sposób, by pokazać, że Helga funkcjonuje w świecie, który nagle stał się niestabilny, poruszony od środka. A jednak pod tą migotliwą konstrukcją kryje się czułość widoczna w wiadomościach do przyjaciółki. Helga nie jest ironicznie zdystansowaną figurą. Jest krucha. Jej potrzeba bliskości jest realna i niezwykle uniwersalna w wyrazie, nawet jeśli natychmiast zostaje przefiltrowana przez intelekt. To napięcie między refleksją a instynktem czyni ją postacią tak współczesną: kobietą, która nie może już „po prostu” kochać, bo wie zbyt wiele, ale która mimo to ryzykuje. Po lekturze pozostaje pod powiekami obraz jednostki, która pozwala sobie na przesunięcie. Na zmianę kąta padania światła. Helga Mork nie odzyskuje młodości. Nie przechodzi spektakularnej przemiany. Ona przesuwa granicę tego, co uważała za możliwe. Słońce w tej powieści nie jest metaforą szczęścia, a ekspozycji.W jego świetle Helga dostrzega swoje ambicje, złudzenia i potrzebę bycia dotkniętą — dosłownie i symbolicznie. Ostatecznie lektura kończy się pytaniem, które kobieta zostawia także nam: czy odważymy się jeszcze raz stanąć w świetle, nawet jeśli wiemy już, jak działa cień?
Efemerycznoscchwil - awatar Efemerycznoscchwil
ocenił na 7 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Trzeci kraj

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Trzeci kraj