Historie łajdackie

Okładka książki Historie łajdackie
Jacek Dehnel Wydawnictwo: Znak Literanova literatura piękna
176 str. 2 godz. 56 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2026-02-25
Data 1. wyd. pol.:
2026-02-25
Liczba stron:
176
Czas czytania
2 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383677576
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Historie łajdackie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Historie łajdackie



książek na półce przeczytane 3770 napisanych opinii 2838

Oceny książki Historie łajdackie

Średnia ocen
6,6 / 10
63 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
406
379

Na półkach:

Bardzo niepokojące, bardzo osobliwe. Jackowi Dehnelowi z całą pewnością nie można odmówić sprawnego pióra, a jego opowiadania czyta się naprawdę dobrze. Mimo to, nie potrafiłam "Historii łajdackich" mocno przeżywać. Były to opowiadania krótkie, z wyjątkiem jednego raczej nie zapadły w mojej pamięci. Warto po nie sięgnąć, ale czuję, że nie będę do nich wracać myślami

Bardzo niepokojące, bardzo osobliwe. Jackowi Dehnelowi z całą pewnością nie można odmówić sprawnego pióra, a jego opowiadania czyta się naprawdę dobrze. Mimo to, nie potrafiłam "Historii łajdackich" mocno przeżywać. Były to opowiadania krótkie, z wyjątkiem jednego raczej nie zapadły w mojej pamięci. Warto po nie sięgnąć, ale czuję, że nie będę do nich wracać myślami

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

245 użytkowników ma tytuł Historie łajdackie na półkach głównych
  • 168
  • 66
  • 11
28 użytkowników ma tytuł Historie łajdackie na półkach dodatkowych
  • 16
  • 5
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Romantyczność 2022. Współczesne ballady i romanse inspirowane twórczością Adama Mickiewicza Kacper Bartczak, Miłosz Biedrzycki, Dariusz Bugalski, Helena Burdzińska, Aleksandra Byrska, Łukasz Cabajewski, Jacek Dehnel, Michał Domagalski, Janka Harasimowicz, Anouk Herman, Roman Honet, Kamila Janiak, Aleksandra Kasprzak, Bogusław Kierc, Katarzyna Klein, Adrian Korlacki, Jakub Kornhauser, Maria Krzywda, Jakub Kurzyński, Natalia Malek, Karol Maliszewski, Piotr Matywiecki, Joanna Mueller, Katarzyna Ożgo, Zofia Pacześna, Edward Pasewicz, Anna Podczaszy, Jakub Pszoniak, Natalia Roguz, Bianka Ronaldo, Joanna Roszak, Karolina Sałdecka, Piotr Śliwiński, Katarzyna Szaulińska, Daniel Tamkun, Maciej Topolski, Antonina Tosiek, Grzegorz Wróblewski
Ocena 7,0
Romantyczność 2022. Współczesne ballady i romanse inspirowane twórczością Adama Mickiewicza Kacper Bartczak, Miłosz Biedrzycki, Dariusz Bugalski, Helena Burdzińska, Aleksandra Byrska, Łukasz Cabajewski, Jacek Dehnel, Michał Domagalski, Janka Harasimowicz, Anouk Herman, Roman Honet, Kamila Janiak, Aleksandra Kasprzak, Bogusław Kierc, Katarzyna Klein, Adrian Korlacki, Jakub Kornhauser, Maria Krzywda, Jakub Kurzyński, Natalia Malek, Karol Maliszewski, Piotr Matywiecki, Joanna Mueller, Katarzyna Ożgo, Zofia Pacześna, Edward Pasewicz, Anna Podczaszy, Jakub Pszoniak, Natalia Roguz, Bianka Ronaldo, Joanna Roszak, Karolina Sałdecka, Piotr Śliwiński, Katarzyna Szaulińska, Daniel Tamkun, Maciej Topolski, Antonina Tosiek, Grzegorz Wróblewski
Okładka książki Piękno rzeczy. Książka do pisania Tessa Capponi-Borawska, Jacek Dehnel, Andrzej Franaszek, Joanna Franaszek, Grzegorz Piątek, Michał Urbaniak, Marcin Wicha
Ocena 5,7
Piękno rzeczy. Książka do pisania Tessa Capponi-Borawska, Jacek Dehnel, Andrzej Franaszek, Joanna Franaszek, Grzegorz Piątek, Michał Urbaniak, Marcin Wicha
Jacek Dehnel
Jacek Dehnel
Poeta, prozaik, felietonista, tłumacz, zajmuje się również malarstwem i rysunkiem. Absolwent V LO im Stefana Żeromskiego w Gdańsku Oliwie oraz Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Laureat licznych konkursów poetyckich. Autor książek poetyckich, powieści i opowiadań. Publikował m.in. w "Studium", "Toposie", "Tytule", "Kwartalniku Artystycznym", "Zeszytach Poetyckich", "Akcencie" oraz "Przeglądzie Powszechnym". Jak sam przyznaje jest gejem, co znajduje wyraz w jego poezji. Tłumaczył m.in. wiersze Osipa Mandelsztama (niepublikowane) i Philipa Larkina. Od września 2006 do lipca 2009, wraz z muzykiem Tymonem Tymańskim i dziennikarzem Maciejem Chmielem, prowadził w Telewizji Publicznej program kulturalny "ŁOSssKOT". Zasiada w Radzie Programowej Galerii Zachęta. Jest felietonistą portalu Wirtualna Polska (dział Książki) i Polityki (dział "Kawiarnia literacka"). W 2005 laureat Nagrody Kościelskich. W 2007 został laureatem Paszportu Polityki za rok 2006 w kategorii literatura. W listopadzie 2008 roku otrzymał od Rady Języka Polskiego tytuł Honorowego Ambasadora Polszczyzny, w maju 2011 roku tytuł Młodego Ambasadora Polszczyzny. W marcu 2009 roku przyznano mu nagrodę kulturalną miasta Gdańsk Splendor Gedanensis, za wydanie książki "Balzakiana", a także przekłady poetyckie Philipa Larkina. W 2009 roku został laureatem nagrody Śląski Wawrzyn Literacki (za rok 2008) za powieść "Balzakiana". W 2009 roku nominowany do Nagrody Nike za "Balzakiana", w 2010 za "Ekran kontrolny", a w 2012 za "Saturna". Prowadzi blog o zbrodniach międzywojennych - "Tajny detektyw". Mieszka w Warszawie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Revolterium Bernard Gromek
Revolterium
Bernard Gromek
„Oficjalnie jestem emisariuszem Towarzystwa Demokratycznego, lecz chcę złożyć to wszystko na powrót do kupy na własną rękę i potrzebuję do tego ludzi”. Książki z historią powstańczą w tle? Ja jestem na tak, dlatego kiedy dostałam propozycję zrecenzowania debiutu Bernarda Gromka od razu się zgodziłam. „Revolterium” opowie nam o XIX- wiecznym Krakowie krótko po powstaniu, które miało miejsce w tym mieście. Dwaj główni bohaterowie, Maksymilian Krom i hrabia Hipolit Zdański, pokażą nam jak wygląda Kraków po i przed rewolucją, kto i jak krzyczy o wolność. Zobaczymy różnice w wyborach państwa i biedoty, usłyszymy krzyk uciśnionych i śmiech tych, którym na pozór dobrze się żyje. Jestem ciekawa czy ta łatwość odnajdywania się przez naszych bohaterów w tłumie, odnajdywanie miejsc pobytu było takie w rzeczywistości czy to tylko nasze współczesne wyobrażenia. Bernard Gromek w swej debiutanckiej książce bardzo dobrze oddał realia tamtych czasów, czułam wręcz oblepiające błoto na stopach, zaduch podrzędnych spelun i perfuma hrabiego Zdańskiego. Język też sprawił, że z łatwością przenosiłam się do opisywanych czasów, widać, że autor poświęcił dużo czasu i energii na oddanie atmosfery Krakowa pod zaborem austriackim. Dość dużo czasu upłynęło zanim książka zdołała mnie zaciekawić to bardzo się cieszę, że się nie poddałam, bo teraz odczuwam tęsknotę za bohaterami. Uważam, że jest to bardzo udany debiut, ponieważ w ogóle nie czuć, że „Revolterium” nim jest. Doskonałe przygotowanie, idealne oddanie realów XIX-wiecznego Krakowa, dobrze wykreowani bohaterowie, historia spójna, może z początku wydająca się długa, jednak po lekturze nagle stała się za krótka. Bardzo cenię takie pracę i cieszę się, że ten talent nie zostanie zmarnowany. Gratulacje dla autora i wielka polecajka dla czytelników. P.S. Przed lekturą polecam odświeżyć sobie trochę historii, bo choć to mój ulubiony przedmiot ze szkolnych czasów, to bardzo wiele pozapominałam, szczególnie z czasów zaborów.  
aska_taka_ja - awatar aska_taka_ja
oceniła na 7 3 dni temu
Wymieranie Ireny Rey Jennifer Croft
Wymieranie Ireny Rey
Jennifer Croft
Jennifer Croft to autorka angielskiego przekładu Ksiąg Jakubowych, Olgi Tokarczuk. Napisała tę powieść, w której zagadka kryminalna łączy się z satyrą i opowieścią o procesie przekładu. Do domu pisarki Ireny Rey w Białowieży przyjeżdża ośmioro tłumaczy na plenum translatorskie, by wspólnie pracować nad przekładem jej nowej powieści. Sami nazywają się między sobą od języków, na które tłumaczą: Serbska, Szwedzki i tak dalej. Nagle znika pisarka i jej mąż Bogdan. To punkt wyjścia, który uruchamia lawinę. Trudno pisać o tej książce bez wymienienia nieobecnego. W Polsce postać Ireny Rey będzie nieuchronnie przywodziła na myśl Olgę Tokarczuk — genialną, uwielbianą pisarkę, obiekt wręcz bałwochwalczego kultu, mieszkającą na prowincji, blisko natury, z wiedzą o niej, która ma w końcu dostać Nobla. Jeśli chodzi o formę, mamy tu do czynienia z prawdziwą wieżą Babel. W pierwszych zdaniach powieści dowiadujemy się, że czytany przez nas tekst jest tłumaczeniem na angielski zaginionego oryginału, napisanego po polsku przez Argentynkę. Poczucie zagubienia towarzyszy przez cały czas czytania i taki był cel Croft. Serce książki to jednak nie zagadka zniknięcia, lecz portret zbiorowy tłumaczy. Autorka od lat przekonuje, że o tłumaczeniu warto myśleć raczej jako o czymś z natury wspólnym . I jako felietonistka i aktywistka literacka stara się odkleić od tłumaczy łatkę tych „gorszych" rodziców tekstu. Powieść jest przedłużeniem tego manifestu w fikcji. Jest to odważna i bardzo ważna powieść o ludziach niewidzialnych. Tytułowe wymieranie ma wiele znaczeń. Croft z goryczą połączoną ze specyficznym poczuciem humoru zwraca uwagę na istotę pracy kogoś, kto często bywa niewidzialny. Kiedy Irena znika, tłumacze powoli uwalniają się spod jej toksycznego wpływu, zyskują sprawczość i na własną rękę zastanawiają się nad swoją pozycją w literackim ekosystemie. Czy są tylko pasożytami żerującymi na pracy prawdziwych twórców? A może przeciwnie — bywają od nich pożyteczniejsi? Niezwykle istotną rolę odgrywa Puszcza Białowieska, która jest tutaj czymś więcej niż tylko tłem. Jest to żywy, zagrożony organizm, którego los współgra z tematem wymierania języków i kultur. Croft umiejętnie łączy wątek ekologiczny z literacką zagadką, sugerując, że zniknięcie Ireny Rey jest nierozerwalnie związane z degradacją świata natury. Atmosfera jest gęsta od symboliki grzybów i grzybni. Croft pisze bowiem o tworzeniu, ale także o pasożytnictwie i niszczeniu, zarówno w świecie przyrody, jak i w tym, w jaki sposób postępujemy z językiem. Powieść zachwyca błyskotliwością konstrukcji i ironicznym poczuciem humoru. Zachwyca precyzją opowieści i meta-literackimi zabiegami, takimi jak sarkastycznie zabawne przypisy narratorki, które dodają opowieści głębi i ironii. Wymieranie Ireny Rey to debiut powieściowy nieoczywisty i odważny. Literatura o literaturze, tłumaczenie o tłumaczeniu, zniknięcie jako metafora niewidzialności. Croft napisała książkę, która bawi, prowokuje i uwiera, i która, paradoksalnie, najlepiej smakuje tym, którzy znają świat, z którego wyrasta.
magdalena - awatar magdalena
oceniła na 7 2 dni temu
Tydzień, zanim umrę Seo Eun-chae
Tydzień, zanim umrę
Seo Eun-chae
Zaintrygował mnie pomysł tej książki, oparty na koreańskiej legendzie, według której Śmierć przychodzi po człowieka pod postacią ukochanej osoby, którą wcześniej stracił. W tradycyjnych wierzeniach Korei, szczególnie tych związanych z szamanizmem, świat żywych i zmarłych nie jest od siebie całkowicie oddzielony. Dusze mogą powracać, odwiedzać bliskich, a nawet prowadzić ich „dalej”. To poruszający motyw - taki „posłaniec z zaświatów” może przybrać postać kogoś bliskiego, osoby, której śmierć szczególnie nas dotknęła, albo kogoś, komu bezgranicznie ufaliśmy. Ludowe wierzenia mówią, że miłość jest silniejsza niż granica życia i śmierci. „Tydzień, zanim umrę” Seo Eun-chae, choć czyta się błyskawicznie i lekko, pozostawił jednak moje czytelnicze serce obojętnym. Możliwe, że stało się tak dlatego, że niedawno sama straciłam bliską osobę i tej pustki nie potrafię zapełnić słowami tej powieści. A przecież bardzo chciałabym wierzyć w to przenikanie światów, w to, że „tam” ktoś na nas czeka. Hee-wan niespodziewanie spotyka Nam-u, co jest o tyle niezwykłe, że sześć lat wcześniej zginął on w wypadku. Kochała go, ale odszedł, zanim zdążyła mu to wyznać. Oboje dostają siedem wspólnych dni. Tylko siedem dni, by nadrobić stracony czas. Muszę przyznać, że historia tych młodych ludzi nie poruszyła mnie tak, jak się spodziewałam. To ładna opowieść, ale w moim odczuciu dość powierzchowna. Świetny punkt wyjścia, który jednak nie wybrzmiał we mnie tak mocno, jak mógł. A jednak coś w niej musi być, skoro książka stała się bestsellerem i została przetłumaczona na dziesięć języków. Wydawca zapowiada ją jako „wzruszającą opowieść o stracie, miłości i drugiej szansie, która rozdziera serce, daje nadzieję na pogodzenie się z utratą bliskiej osoby i pokazuje, że nigdy nie jesteś tak samotny, jak myślisz”. Na mnie jednak nie zadziałała. 🤷 Być może potrzebowałam czegoś głębszego, bardziej dotykającego tego, co niewyrażalne. Nie mam jednak wątpliwości, że dla wielu czytelników powieść Seo Eun-chae może okazać się dokładnie tym, czego szukają - cichą pociechą i namiastką nadziei. Próbujcie.
Park2Read - awatar Park2Read
ocenił na 7 14 dni temu
Dziesięć lat romansu Erin Somers
Dziesięć lat romansu
Erin Somers
Erin Somers w swojej powieści odchodzi od lekkich schematów, którymi często karmi nas literatura o romansach. Tutaj nie ma miejsca na urokliwe schadzki czy beztroskie porywy serca. Jest za to duszna atmosfera kłamstwa, która rozciąga się na całą dekadę. Moja ocena to 7/10 – to książka trudna, momentami wręcz frustrująca, ale niezwykle trafna w portretowaniu emocjonalnego kosztu zdrady. Cora i Sam to dwoje ludzi, którzy na pierwszy rzut oka osiągnęli wszystko. Mają stabilne domy, małżonków i dzieci – fundamenty, które powinny dawać spokój. Jednak pod tą warstwą normalności tętni ich równoległy świat. Przez dziesięć lat budują relację opartą na wykradzionych chwilach i nieustannym oszukiwaniu najbliższych. To, co w tej książce uderza najbardziej, to brak romantycznego blichtru. Somers pokazuje, że długofalowy romans to nie tylko namiętność, ale przede wszystkim logistyka, stres i powolna erozja sumienia. Autorka stawia pytanie: jak to możliwe, że dwoje ludzi potrafi przez tak długi czas funkcjonować w rozdarciu, nie niszcząc przy tym (pozornie) swoich oficjalnych żyć? Książka jest fascynująca jako zapis psychologicznej wytrzymałości, ale jej ciężar gatunkowy sprawia, że jest to lektura wymagająca określonego nastroju. Bezkompromisowość: Somers nie próbuje wybielać Cory ani Sama. Pokazuje ich egoizm i sposób, w jaki racjonalizują swoje wybory. Czytelnik może czuć do nich niechęć, ale nie może odmówić autorce realizmu w kreśleniu tych postaci. Obraz konsekwencji: Powieść świetnie oddaje to, jak podwójne życie wpływa na relacje z dziećmi i partnerami. Nawet jeśli prawda nie wychodzi na jaw od razu, kłamstwo zatruwa codzienność, tworząc mur nie do przebicia. Narracyjna gęstość: To nie jest lektura, którą czyta się dla rozrywki. Momentami atmosfera staje się tak gęsta od napięcia i poczucia winy, że aż klaustrofobiczna. Brak tu momentów oddechu, co z jednej strony jest zaletą (buduje klimat), z drugiej może przytłaczać. „Dziesięć lat romansu” to brutalnie szczera opowieść o tym, co dzieje się, gdy chwilowe zauroczenie zamienia się w wieloletnie więzienie z wyboru. Erin Somers stworzyła portret dwojga kochanków, którzy mimo uporządkowanego życia rodzinnego, decydują się na egzystencję w cieniu. To siedem punktów za odwagę w pokazaniu, że romans to nie tylko „motyle w brzuchu”, ale często żmudna i niszcząca praca nad utrzymaniem fasady. Książka zostawia czytelnika z gorzką refleksją nad naturą lojalności i ceną, jaką płacimy za próby posiadania wszystkiego jednocześnie. To zdecydowanie pozycja dla tych, którzy szukają w literaturze prawdy o mroczniejszych stronach ludzkich relacji.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 3 dni temu
Pamięć drzewa Tina Valles
Pamięć drzewa
Tina Valles
​To, co wyróżnia Vallès, to jej niesamowita zdolność do mówienia o rzeczach najtrudniejszych jak choroba Alzheimera i odchodzenie, w sposób subtelny i pozbawiony sentymentalizmu. Pisarka nie atakuje czytelnika dramatem ale sączy go małymi dawkami poprzez perspektywę 10-letniego Jana, który obserwuje postępującą chorobę dziadka co nadaje historii unikalny rytm. Autorka nie serwuje nam medycznych opisów tylko skupia się na wspólnym świecie dziadka i wnuka – świecie pełnym spacerów, opowieści o drzewach i prób zatrzymania uciekających wspomnień. Chłopiec mimo początkowej ekscytacji wywołanej zamieszkaniem nowych domowników, z czasem zauważa drobne pęknięcia w codzienności, których dorośli często nie chcą widzieć lub które próbują ukryć. Mamy tu metaforę tytułowego drzewa które możemy odbierać jako symbol stabilności bo nawet gdy „pamięć drzewa” zaczyna szwankować, jego korzenie/rodzina wciąż trzymają wszystko w pionie. Nie była to łatwa lektura i mimo krótkich rozdziałów ktore przelatują jak migawki z życia Jana to autorka udowadnia, że nie trzeba 500 stron, by opisać cały wszechświat rodzinnych emocji. To lektura o odchodzeniu, powolnym zanikaniu i pożegnaniu, które odbywa się powoli, w rytmie natury. @odnaleziona.w.ksiazkach *współpraca barterowa z @znak 🌿🌿🌿🌿🌿🌿 #tinavallés #pamięćdrzewa #literaturapiękna #wydawnictwoznak #
Odnaleziona_w_ksiaz - awatar Odnaleziona_w_ksiaz
ocenił na 6 16 godzin temu
Vaim Jon Fosse
Vaim
Jon Fosse
Wszystko zaczyna się od igły i nici. Jatgeir przypływa do Bjørgvin na swojej łodzi Eline, nazwanej tak na cześć jego nastoletniej miłości. Cel jest jasno określony: musi kupić brakujące przyrządy do przyszywania guzików i wrócić. Do tej małej miejscowości przyjeżdżał już wcześniej, więc nie jest to jego pierwsza wyprawa. Tym razem jednak nie wraca do siebie od razu. Postanawia zostać na noc. Niespodziewanie budzą go odwiedziny prawdziwej Eline na jego łodzi. Kobieta ma własny plan. Chce uciec od męża i jest gotowa zrobić to natychmiast. W tej bardzo krótkiej opowieści, podzielonej na trzy części, poznajemy historię mężczyzn biernych, nieśmiałych, płynących z falą wydarzeń, oraz kobiety dominującej, wprowadzającej własne scenariusze wszędzie tam, gdzie się pojawi. To też opowieść o tym, jak drobne zdarzenia potrafią namieszać w życiu kilku osób. Nie jest to moja pierwsza styczność z twórczością tego autora, więc spodziewałam się podobnego klimatu. Fosse pisze w sposób, który dla jednych będzie fascynujący, wręcz elektryzujący, a dla innych zbyt spokojny, niemal hipnotyczny. Przypomina to słuchanie wewnętrznych monologów, takich, które nie zawsze muszą mieć sens ani prowadzić do wyraźnego celu. Fabuła jest prosta, wręcz oszczędna, ale sposób narracji sprawia, że wszystko wydaje się głębsze. Nie jestem ogromną fanką takiej formy opowiadania, ale było to dla mnie ciekawe doświadczenie literackie. Zaskoczyło mnie też, że momentami wzbudziła we mnie silne emocje, czy to w ostatniej części, przy decyzjach Franka, czy w chwilach, gdy próbowałam zrozumieć, jaka tak naprawdę jest Eline. Jeśli macie ochotę na nietypową prozę, Vaim może wam się spodobać. Do moich ulubieńców ta książka raczej nie dołączy, ale zostawiła po sobie kilka refleksji. [współpraca barterowa]
bibliotekaliv - awatar bibliotekaliv
ocenił na 6 4 dni temu
Absolucja Jeff VanderMeer
Absolucja
Jeff VanderMeer
To zdecydowanie jedna z najbardziej pokręconych serii, jakie książkowy świat widział. I mam wrażenie, że z każdym kolejnym tomem robi się… jeszcze bardziej ekstremalnie. To już nie jest zwykła jazda bez trzymanki — to jazda w totalnym chaosie, niezrozumieniu i ciągłym poczuciu, że zaraz coś się wyjaśni… tylko że się nie wyjaśnia. Wręcz przeciwnie — każdy kolejny tom zamiast dawać odpowiedzi, dokłada tylko kolejne pytania. Ten tom jest pod tym względem jeszcze bardziej wymagający niż poprzednie. I niestety — również bardziej męczący. Mamy tutaj ogromną ilość bardzo długich, szczegółowych opisów, które momentami skutecznie utrudniają czytanie i odbiór całej historii. Szczerze? Nie mam pojęcia, co autor miał w głowie, pisząc tę część 😅 Bo jeśli poprzednie tomy były już pokręcone, to tutaj wchodzimy na zupełnie inny poziom absurdu i… antylogicznego hardcore’u. Jednocześnie — i to jest w tym wszystkim najdziwniejsze — ta seria ma w sobie coś takiego, co nie pozwala jej porzucić. Mimo chaosu, mimo braku odpowiedzi, mimo momentów totalnego zagubienia… chce się czytać dalej. To są książki, które potrafią w jednej chwili sprawiać wrażenie spójnych i logicznych, a za moment wrzucają czytelnika w sceny, które wyglądają, jakby zostały wyjęte z zupełnie innego uniwersum. To jest jednocześnie fascynujące i potwornie frustrujące. Największym problemem jest jednak to, że jesteśmy już przy czwartym tomie, a fabuła… praktycznie stoi w miejscu. Nie dostajemy odpowiedzi na pytania, które pojawiły się już na początku serii. Nic się nie wyjaśnia, a mętlik w głowie tylko się pogłębia. Ale może właśnie w tym tkwi fenomen Strefy X? Tego nie da się łatwo wytłumaczyć — to trzeba po prostu przeczytać i samemu tego doświadczyć. To historia, po której zostaje w głowie chaos, setki pytań i poczucie, że nic tutaj nie jest oczywiste. Mimo wszystkich wad, ta seria wyróżnia się na tle innych jak mało która. Jest specyficzna, wymagająca i zdecydowanie nie dla każdego. To książki dla czytelników, którzy lubią eksperymenty, dziwność i historie „inne niż wszystkie”. Ja zdecydowanie należę do tego grona… więc zostaję w Strefie X dalej 😄
z-ksiazkoholiczka - awatar z-ksiazkoholiczka
oceniła na 7 11 dni temu
Parasolki Dominika Buczak
Parasolki
Dominika Buczak
Czasem trafiamy na książkę, która nie pozwala o sobie zapomnieć, bo każda jej strona parzy aktualnością. Dominika Buczak w „Parasolkach” zabiera nas do lat 1908–1920 – epoki, w której polskie kobiety przestały czekać na zaproszenie do stołu i same zaczęły go budować. To czas wielkiej wojny, odzyskiwania kraju, ale przede wszystkim narodzin nowej kobiecej świadomości. To, co w tej powieści najcenniejsze, to tchnięcie życia w postacie, które znamy jedynie z czarno-białych fotografii. Autorka zdejmuje z piedestału takie postacie jak Maria Dulębianka czy Zofia Nałkowska, pokazując je w wirze walki o prawo do samostanowienia. Niesamowite wrażenie robi historia Wandy Gertz – dziewczyny, która skróciła włosy i pod męskim imieniem ruszyła na front, bo jej pragnienie wolności nie mieściło się w gorsecie epoki. Obok historycznych gigantek mamy losy fikcyjne, które są jak klamra spinająca tamte czasy z dzisiejszymi. Relacja Ireny i Stasi to dla mnie majstersztyk – pełna tarć, a jednak niezwykle lojalna więź między kobietami różnych pokoleń, które mimo różnic zawsze skoczą za sobą w ogień. Dominika Buczak pisze z ogromną odwagą. Czuć, że ta książka to jej osobisty manifest. Nie ucieka od tematów bolesnych – biedy, niesprawiedliwości czy trudnych decyzji o aborcji. To opowieść o buncie, który był koniecznością, a nie kaprysem. Autorka umiejętnie pokazuje, że dawne „parasolki” to te same symbole, które znów kilka lat temu widzieliśmy na naszych ulicach. Przyznam jednak, że moja czytelnicza natura czuła pewien niedosyt. Ta historia jest tak gęsta od faktów, że momentami forma powieściowa wydaje się dla niej zbyt ciasna. Szybkie zmiany perspektywy sprawiały, że czasem brakowało mi czasu, by w pełni zżyć się z bohaterkami i poczuć ich prywatne dążenia. Paradoksalnie, jako reportaż o pionierkach emancypacji, ta książka mogłaby być jeszcze mocniejsza. Mimo moich uwag co do konstrukcji, „Parasolki” to lektura obowiązkowa. Przypominają nam, że żadne prawo nie jest dane na zawsze, a nasza obecna wolność została wywalczona uporem, krzykiem i solidarnością. To książka o każdej z nas, która dziś chce z dumą powiedzieć: „Jestem!”. Jeśli szukacie lektury, która zostawi Was z głową pełną pytań o to, jak my dziś dbamy o to dziedzictwo – koniecznie po nią sięgnijcie. To hołd dla odwagi, której echa słyszymy do dziś.
Czytadła_Czekadełka - awatar Czytadła_Czekadełka
oceniła na 7 21 dni temu
Hungerstone Kat Dunn
Hungerstone
Kat Dunn
Miesiąc zamykam recenzją książki, która jest retellingiem Carmilli. Samą Carmillę czytałam niedawno i zrobiła na mnie duże wrażenie i z lekką obawą wzięłam do ręki Hungerstone. Warto było. Hungerstone to bardzo dobra książka, chociaż nie jest do końca o wampirach. Hungerstone to powieść o kobiecej sile, o zemście, o pożądaniu. Nie da się nie porównać obu książek, bo mamy wspólną postać – piękną, tajemniczą, zmysłową Carmillę. Carmillę, która pobudza zmysły i wpływa na główną bohaterkę – tutaj Lenorę (w oryginale Laurę). Na pewno plusem jest fakt, że w przypadku Hungerstone mamy pewność co do wieku głównej bohaterki. W Carmilli ten temat był nieco kontrowersyjny. Lenore to trzydziestoletnia mężatka. Jej mężem jest Henry, stalowy magnat, a ich relacja tak naprawdę nie istnieje. Małżeństwo nie ma potomstwa i nic nie wskazuje na to, by to się zmieniło, ponieważ od dłuższego czasu Henry nie odwiedza Lenory w sypialni. Wszystko się zmienia, gdy Henry ratuje Carmillę i kobieta zostaje u nich przez jakiś czas, aż dojdzie do siebie. Wtedy u Lenore zaczynają pojawiać się nowe uczucia, nowe żądze i pragnienia. Postać Carmilli w jednej i drugiej powieści nie jest jednoznaczna. Bohaterka odpowiada na pytania raczej zagadkami. Nigdy nie mówi wprost. Zadaje niewygodne pytania. Irytujące i dla Lenory, i czasem dla czytelnika – chciałoby się już znać odpowiedzi. Jak wspomniałam, samego wampiryzmu nie ma tutaj za wiele. To historia o rozpadzie małżeństwa i próbie postawienia na siebie. Lenore chce żyć po swojemu, chce odkryć czego tak naprawdę pragnie. Czego jest głodna? Pod koniec powieści dostajemy pokazu siły kobiecego wampiryzmu. Podobało mi się. Jestem zadowolona, że autorka Hungerstone nie zmieniła za dużo w przypadku samych wampirów. Carmilla jest wspaniała właśnie z tego powodu, kim i jaka jest. Miałam obawy, co do tej lektury, a okazuje się, że to bardzo dobra książka. Polecam. I myślę, że spokojnie można czytać ją bez znajomości oryginału. Chociaż samą Carmillę wam polecam!
BiblioteczkaAgi - awatar BiblioteczkaAgi
ocenił na 8 6 dni temu
Ciała niebieskie. Powieść o Annie Schilling i Mikołaju Koperniku Maja Wolny
Ciała niebieskie. Powieść o Annie Schilling i Mikołaju Koperniku
Maja Wolny
O Annie Schilling po raz pierwszy dowiedziałam się czytając podtytuł do niniejszej książki, w zestawieniu z jednym z najsłynniejszych Polaków, czyli Mikołajem Kopernikiem. Mamy więc kolejną historyczną postać kobiecą, o której współcześnie niewiele wiemy, a szkoda. Autorka przybliża też postać Kopernika, odrywając go od ikonicznej roli autora „O obrotach ciał niebieskich” i nadając mu bardziej ludzki wymiar – mężczyzny zdolnego do kochania i targanego wątpliwościami. Pokazuje też, że, podobnie jak w przypadku rozprawy o gatunkach Karola Darwina, dzieło zmieniające sposób myślenia o kosmosie nie powstało z dnia na dzień, ale było tworzone w określonych warunkach społecznych przez wiele lat. Jednak główną bohaterką tej powieści jest Anna, żona Arenda, brutalnie przez niego traktowana, próżno szukająca pomocy w Kościele i z jedyną przyjaciółką Johaną. Pojawienie się w jej życiu Niklasa, sporo starszego dalekiego krewnego wyzwala ciąg wydarzeń, który pozwala jej wyrwać się z kręgu przemocy i zaznać w końcu szczęścia. I choć jest to biografia mocno sfabularyzowana i nie jestem pewna wszystkich przedstawionych faktów, to rzeczywistość życia kobiet w tamtych czasach jest tu oddana bardzo wyraziście – i nie jest to miły obraz. Podoba mi się styl, w jakim książka została napisana – wyważony, spokojny, a równocześnie z uczuciem, z wyraźnie kobiecą perspektywą. To nieznana szerzej polska historia opakowana w bardzo atrakcyjną formę. Polecam!
aredhela - awatar aredhela
oceniła na 9 12 dni temu

Cytaty z książki Historie łajdackie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Historie łajdackie