Noc w Caracas

Okładka książki Noc w Caracas
Karina Sainz-Borgo Wydawnictwo: Zysk i S-ka literatura piękna
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
literatura piękna
Tytuł oryginału:
La hija de la espaňola
Wydawnictwo:
Zysk i S-ka
Data wydania:
2021-05-25
Data 1. wyd. pol.:
2021-05-25
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381169110
Tłumacz:
Magdalena Olejnik
Tagi:
Wenezuela literatura wenezuelska
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama
Tania Książka
bestsellery TaniaKsiazka.pl

Oceny

Średnia ocen
7,3 / 10
48 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
137
137

Na półkach:

„Zbieram swoje wspomnienia i układam je na kupkę, tak jak to robiliśmy pod wieczór w Ocumare de la Costa z liśćmi do spalenia” mówi Adelaida Falcon, narratorka i główna bohaterka „Nocy w Caracas”, debiutanckiej powieści Kariny Sainz Borgo, młodej wenezuelskiej dziennikarki. Trudno znaleźć jakieś bliższe informacje na temat autorki, ale śmiało można powiedzieć, że jest to bardzo dojrzały i interesujący debiut. Możemy przy tym założyć, że życie w Caracas nie jest jej obce, że przerażające sceny, jakie rozgrywają się na kartach powieści mogła obserwować własnymi oczami. To wstrząsający obraz komunizmu w wydaniu Komendanta Chaveza. Systemu, który obiecywał wszystko, a nie dotrzymał nic. Wenezuela to obecnie państwo, które nie działa, w którym „jedynym sprawnie działającym systemem była machina zabijania i grabienia, inżynieria rabunku”. Adelaida właśnie pochowała matkę. Nie może pogodzić się z jej śmiercią, gdyż, jak sama pisze: „Rodzinę stanowiłyśmy mama i ja. Trzymałyśmy się razem niczym źdźbła trzciny albo liście aloesu, roślin zdolnych rosnąć gdziekolwiek”. Od tej pory z każdym dniem będzie mierzyć się samotnie. Jak zresztą większość mieszkańców Caracas, miasta – piekła, gdzie strach wyjść na ulicę, by nie dosięgła człowieka zbłąkana, albo właśnie celnie wystrzelona, kula. Terror przybiera na sile w marę rosnącego oporu ludności. Co dnia słychać strzały, rozpylany przeciwko demonstrantom gaz łzawiący i gaz pieprzowy nie pozwala swobodnie oddychać. W każdej chwili można zostać wciągniętym do „suki”, pobitym czy zgwałconym przez wszechobecne groźne bojówki Synów Rewolucji, bądź jej Córek, grubych od zagrabionego ludziom jedzenia i pijanych wściekłą brutalnością. Pod parasolem reżimu czują się bezkarni. Brakuje jedzenia i podstawowych artykułów, „pieniądze spadły do poziomu budulca w fantasmagorycznym mieście”, banknotów używa się na rozpałkę. Ludzie głodują, chorują, są przerażeni i tak naprawdę nikogo nie obchodzą. Ziemia, która jest ich ziemią „odrzuca swoich ludzi z wielką siłą i z równie wielkim impetem ich pochłania”. Życie w Wenezueli jest obecnie jak rosyjska ruletka, jutra może już nie być. Uderzył mnie w książce niezwykle naturalistyczny opis rozkładu ludzkiego ciała po śmierci. Ciała takie leżą dziesiątkami na ulicach Caracas i nikt się o nie nie troszczy. Nikt nie myśli o tym, że „Mięśnie i narządy skisną. Wydzielą się gazy i kwasy. Krosty i małe nabrzmiałe pęcherze przyciągną do gnijącego mięsa wielkie muchy”. Z takim obrazem ludzie już się oswoili. Jednocześnie zaś wydaje się on być czymś znacznie więcej – przerażającą alegorią miasta. Ono też jest martwe, a na jego gnijącej tkance pożywiają się żarłoczne, zdegenerowane ludzkie larwy.

Uderzające jest wszechobecne w książce poczucie osamotnienia, wyobcowania, bycia poza. Towarzyszy ono bohaterom na co dzień. Wydają się z nim pogodzeni, być może dlatego, że inni ludzie wzbudzają w nich lęk. „Zastąpiliśmy pazernością solidarność” mówi Adelaida, i dodaje „Nagle stałam się swoją jedyną rodziną”. W świecie przemocy, brudu, nienawiści, trzeba mieć jakąś kotwicę, jakiś jasny punkt, w którym można „zniknąć”, by zaczerpnąć sił. Taką rolę, mimo deklaracji, jakie składa Adelaida, mówiąc o sobie i matce: „nie pochodziłyśmy od nikogo ani do nikogo nie przynależałyśmy”, pełni w jej życiu Ocumere de la Costa. Miejsce niezwykłe, świat dziecięcych swawoli, pławienia się w miłości i poczuciu bezpieczeństwa. „W Ocumare wszystko było inne”. To wenezuelska prowincja lat 70-tych. Obrazy, które Adelaida przywołuje otulają ją ciepłym, miękkim kokonem, stają się schronieniem. Czytelnikowi przywodzą zaś na myśl niepowtarzalną atmosferę iberoamerykańskiej prozy, z magicznym współistnieniem baśniowości, zwiewnej eteryczności i namacalnego, realnego życia. To przenikanie się ducha i materii jest tu bardzo wyraźne. Cierpienie i radość, ciało i dusza, ziemia i powietrze. Wszystko to razem składa się na życie skąpane w lirycznym, zamglonym świetle wenezuelskiego pejzażu. Adelaida wzdycha „śliwki o cierpkim i żylastym miąższu (…) po dziś dzień owiewają moje wspomnienia cierpko-słodką bryzą”. I tak, przewracając kolejne strony, składamy wraz z Adelaidą z okruchów jej wspomnień, listów oraz z tego, co widzi w chwili obecnej z okna mieszkania, krajobraz kraju „szczodrego w urodzie i przemocy”. W mieście, w którym „strata stała się słowem zrównującym wszystkich” Adelaida również traci wszystko. Zostaje zapędzona do narożnika, niczym przerażona mysz w pułapkę. Musi zdecydować: poddać się, czy walczyć. Wie, że to bardzo nierówna walka z systemem, który w swoich trybach potrafi zgnieść wszystko to, co w człowieku dobre, złamać niezłomnego, przemielić każdego i wypluć go odmienionym na swoje podobieństwo.

Język książki jest prosty i liryczny, zapada głęboko w serce, tchnie smutkiem, by za chwilę kipieć gniewem lub obojętnie, reportersko relacjonować wstrząsające wydarzenia. Nie ma w nim przesady, egzaltacji, wielkich słów. Jest za to prawda. I my ją czujemy. Porównania są tak obrazowe, że od razu rysują się cienką kreską ołówka pod powiekami. Adelaida jest silna, jest jedną z tych kobiet „niczym skały, z sercem z czerstwego chleba i skórą wygarbowaną od słońca i żaru paleniska”. Jest córką swojej dzielnej matki. Adelaidą córką Adelaidy. Rozpoczyna więc swoją własną grę. Pojedynek z Wenezuelą, z krajem, który, jak sama mówi „mnie odrzucił i do którego wciąż należałam, nie stanowiąc jego części”.
Książkę mogłam przeczytać dzięki portalowi: https://sztukater.pl/

„Zbieram swoje wspomnienia i układam je na kupkę, tak jak to robiliśmy pod wieczór w Ocumare de la Costa z liśćmi do spalenia” mówi Adelaida Falcon, narratorka i główna bohaterka „Nocy w Caracas”, debiutanckiej powieści Kariny Sainz Borgo, młodej wenezuelskiej dziennikarki. Trudno znaleźć jakieś bliższe informacje na temat autorki, ale śmiało można powiedzieć, że jest to...

więcej Pokaż mimo to

avatar
240
20

Na półkach:

„Noc w Caracas” to powieściowy debiut Wenezuelki Kariny Sainz Borgo. Debiut, którym w literackim świecie fikcji poprzeczkę zawiesiła niesłychanie wysoko. Wiem, że takie słowa powinno się zachować na koniec, ale napiszę to już teraz: z niecierpliwością wyczekuję kolejnych jej książek na polskim rynku wydawniczym.
Bohaterką „Nocy w Caracas” jest Adelaida Falcón, trzydziestokilkuletnia kobieta, o której już od pierwszych zdań wiemy, że właśnie pochowała matkę, będącą jej jedynym rodzicem, jedyną bliską osobą. We wspomnieniach kobiety przewijają się również siostry jej matki – wiekowe bliźniaczki Clara i Amelia, różne od siebie jak dzień i noc. Ale są one jedynie wspomnieniem, ponieważ mieszkają w odległej od Caracas nadmorskiej mieścinie, a to właśnie Caracas jest centrum wydarzeń. Caracas w samym środku rewolucji, wojny domowej, szalejącej rekordowej inflacji, braków towarów w sklepach, grabieży i, przede wszystkim, przemocy występującej pod każdą postacią – porwań, wymuszeń, pobić, gwałtów, najbrutalniejszych do wyobrażenia zabójstw.
To wszystko dzieje się na co dzień, trupy leżące na ulicach widać z okien mieszkań, strach paraliżuje wszystkich – nawet we własnych czterech ścianach człowiek boi się zapalić wieczorem światło, skorzystać z łazienki, cichutko rozmawiać – zachowanie w tajemnicy obecności w swoim (jeszcze swoim) domu, to najwyższa konieczność, by przeżyć.
I w tym wszystkim, w całym tym spływającym krwią chaosie, świat się jednak nie zatrzymał – życie zwykłych mieszkańców stolicy Wenezueli wciąż wymusza na nich wyjścia do sklepu po towary pierwszej potrzeby (często ich nie ma, lub ceny mają niebotyczne), odwiedziny w szpitalach u chorych, których choroby nie mają nic wspólnego z toczącą miasto jak rak przemocą, wreszcie, jak u bohaterki – pochówek bliskich, na których przyszedł czas. Wszystko to jednak trzeba robić dyskretnie, przemykać ulicami dokładnie obserwując okolicę i innych ludzi.
Adelaida Falcón również jest ofiarą – jej mieszkanie zostaje przejęte przez bandę zbuntowanych, niebezpiecznych, prostackich kobiet. Nie ma mowy o kobiecej solidarności, o jakimkolwiek „siostrzańskim” zrozumieniu. Adelaida do mieszkania dostać się już nie może, choć bardzo chciałaby zabrać stamtąd choć kilka pamiątek po ukochanej mamie. To piękna zastawa stołowa, książki ze wspólnej biblioteczki (matka, nauczycielka, zaszczepiła w córce miłość do dóbr kultury), dokumenty. Niestety, jej mieszkanie nie jest już jej, a dostępu do środka strzegą pięść i pistolet zatknięty za pasek.
Dokąd ma się udać? Przebywanie na ulicy, także w dzień, jest niebezpieczne, rodziny w stolicy nie ma, jedyna jej przyjaciółka postradała zmysły po zaginięciu swojego młodszego brata. Zresztą, przeprowadzka do kogokolwiek nie wchodzi w rachubę – to ściąganie kłopotów na siebie i na domowników. Zupełnym przypadkiem okazuje się, że drzwi sąsiedniego do Adelaidy mieszkania nie są zamknięte na klucz. Zrządzenie losu! Kobieta nie zastanawia się długo – pozostanie na klatce schodowej to niepotrzebne zwracanie na siebie uwagi. Wchodzi do mieszkania i …
I tu już więcej nie powiem, ale w końcu rozumiem skąd hiszpański tytuł powieści „La hija de la española” czyli „Córka Hiszpanki”.
Powieść Kariny Sainz Borgo przeczytałam jednego dnia. Wciągnęła mnie od pierwszych zdań, choć nie spodziewałam się, że w taki sposób zostanie poprowadzona. Kipi od emocji, które wylewają się z każdej wręcz strony. Nie jest to literatura łatwa, ściska za serce, odbiera ufność. Każe doceniać (s)pokój, który mamy na co dzień, choć w obecnych czasach i sytuacji w Ukrainie, ledwie kilkaset/kilkadziesiąt kilometrów od nas, nie sposób nie porównywać fikcji literackiej (choć zaczerpniętej z życia) z bolesną prawdą.
„Noc w Caracas” to piękna literatura piękna.


Recenzja ukazała się pierwotnie na blogu MBP Katowice.

„Noc w Caracas” to powieściowy debiut Wenezuelki Kariny Sainz Borgo. Debiut, którym w literackim świecie fikcji poprzeczkę zawiesiła niesłychanie wysoko. Wiem, że takie słowa powinno się zachować na koniec, ale napiszę to już teraz: z niecierpliwością wyczekuję kolejnych jej książek na polskim rynku wydawniczym.
Bohaterką „Nocy w Caracas” jest Adelaida Falcón,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1764
1248

Na półkach:

To była bardzo trudna książka, przez którą nie umiałam przejść, choć nie jest obszerna. Jest za to tak naładowana emocjami, że trudno było mi je unieść. Z jej stron wylewa się cierpienie. Były momenty, gdy czułam, jak napływają mi do oczu łzy i chciałam krzyczeć z bezsilności.

Adelaida na początku wydawała mi się pozbawiona emocji, jakby wszystko z niej spływało, ale im bardziej zagłębiałam się w treść powieści, tym lepiej ją rozumiałam. Wiedziałam, dlaczego zachowuje się w taki sposób. Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że niektórzy czytelnicy mogą mieć problem z odbiorem jej postaci, może wzbudzać niechęć, ale postarajcie się dać jej szansę.

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to książka dla każdego. To ogromny kaliber. Potrafi rozerwać serce na strzępy. Teoretycznie wiedziałam, na co się piszę, sięgając po tę książkę, ale ogrom cierpienia, jaki tam znalazłam, dość mocno mnie przytłoczył.

Zdecydowanie odradzam czytanie jej w środkach komunikacji miejskiej, bo trudno jest utrzymać emocje w ryzach w trakcie lektury. Ja w każdym razie tak miałam. Nie żałuję jednak, że sięgnęłam po tę książkę. Dała mi lekcję pokory i siły. Polecam, jeśli szukacie wymagającej powieści, która emocjonalnie Was rozjedzie. Ta właśnie taka jest.

To była bardzo trudna książka, przez którą nie umiałam przejść, choć nie jest obszerna. Jest za to tak naładowana emocjami, że trudno było mi je unieść. Z jej stron wylewa się cierpienie. Były momenty, gdy czułam, jak napływają mi do oczu łzy i chciałam krzyczeć z bezsilności.

Adelaida na początku wydawała mi się pozbawiona emocji, jakby wszystko z niej spływało, ale im...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
474
339

Na półkach: ,

„Życie było tym, co się wydarzyło. Tym, co zrobiliśmy i co nam zrobiono. Jego ostrze rozpruło nas z góry na dół niczym chleb, który nie zdążył wyrosnąć.”
.
Caracas, miasto widmo, „zastraszone miasto brudnych chodników, wiecznie pełnych gnijących pomarańczy i wody zaplamionej olejem napędowym” gdzie „morze wyzwala i naprostowuje ścieżki, połyka ciała i je wypluwa”. Miasto, które miesza się bez różnicy ze wszystkim. Brak prądu w mieście, strzały na ulicach. Chaos i noc wyznaczające własną godzinę policyjną. Chudzi, nieszczęśliwi ludzie. Nędza. Snujący się po ulicach mężczyźni z przewieszoną bronią, w mundurach wywiadu wojskowego. W domach schowani ludzie, mur ślepoty i milczenia. W powietrzu swąd spalonych pieniędzy, złowróżbne zapowiedzi. Zgaszone światła a w tle serie z karabinów maszynowych. Smród gazów łzawiących. Ogromne spustoszenia i ta ciągła niepewność. Wojskowe represje i narodowa rzeźnia. Kraj szczodry w urodzie i przemocy, cudowny w swoich psychozach. Synowie Rewolucji z zakazem zagranicznej waluty, skazujący kraj na na obcość i ciążący grzech ocalałych z poczuciem winy i wstydu. „Wypisać się ze wspólnego cierpienia to inna forma zdrady”
Kraj w którym jedynym sprawnym działającym systemem jest machina zabijania i grabienia, inżynieria rabunku. Kraj któremu obiecywano aż do przesytu, że wszystko będzie dla ludu. „Niewysłuchane błagania spopieliły się w żarze urazy, które je podsycała” . Ludzie zapominający co to współczucie, nade wszystko pragnący uszczknąć dla siebie jakiś łut z cudzego nieszczęścia. W mieście bez przyszłości walczący o miejsce na śmierć. W mieście gdzie rządzi jedenaste przykazanie „będziesz milczał” i gdzie strach przenika przez ściany.

A w środku tego wszystkiego Adelaida Falcon, z nazwiskiem które było jej tarczą obronną przed pospolitością, ignorancją i głupotą. Postawiona przed szansą na nowe życie, czy z niej skorzysta?
.
Pomimo trudnego tematu, pozycja napisana z niezwykłą lekkością. Krótkie rozdziały, emocjonalne zdania i metafory które czyta się niezwykle szybko. Ciekawi, oburza i zostawia ślad w sercu.

„Życie było tym, co się wydarzyło. Tym, co zrobiliśmy i co nam zrobiono. Jego ostrze rozpruło nas z góry na dół niczym chleb, który nie zdążył wyrosnąć.”
.
Caracas, miasto widmo, „zastraszone miasto brudnych chodników, wiecznie pełnych gnijących pomarańczy i wody zaplamionej olejem napędowym” gdzie „morze wyzwala i naprostowuje ścieżki, połyka ciała i je wypluwa”. Miasto,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
213
213

Na półkach:

Ameryka Południowa.Caracas.Stolica Wenezueli.
Adelajda Falcón jest młodziutką dziewczyną, która żyje w kraju ogarniętym bezprawiem, chaosem i rewolucją.
Nieustające zamieszki, nędza, niesprawiedliwość oraz niebezpieczeństwo czyhające na każdym rogu, przyczyniły się do tego, że kobiety nawet za dnia boją się wyjść z domu...
Pewnego dnia kobieta doświadcza ogromnej straty - umiera matka dziewczyny, wywołując tym samym lawinę nieszczęśliwych wypadków...Adelajda w jednej chwili traci dosłownie wszystko: rodzicielkę, dom, dobra materialne, godność oraz tak ważną w tamtych "czasach" żywność.Główna bohaterka rozpoczyna walkę o godne życie!
Ile w stanie jest poświęcić kobieta by ocalić własne życie?
~"Noc w Caracas" to emocjonujący debiut Kariny Saniz Borgo przez, który po prostu się płynie, za sprawą pięknego poetyckiego języka. I chociaż sama książka ma zaledwie 200 stron to jest w stanie pobudzić w czytelniku ogromny wachlarz niezapomnianych emocji.
~Akcja powieści rozgrywa się w ogarniętej rewolucją i chaosem Wenezueli, ukazując jej najgorsze okrucieństwo.
W takim właśnie świecie żyje nasza bohaterka, która pomimo wielu przeciwności losu, bólu, cierpienia, szalejącego bezprawia, przemocy nie poddaje się, tylko walczy o swoje normalne i bezpieczne życie
Autorka z wielką precyzją opisała emocje, które towarzyszyły naszej bohaterce, dzięki czemu mogliśmy doświadczać ich wspólnie.
~W książce oprócz pięknego portretu walczącej kobiety, znajdziemy również wzmianki na bardzo trudne tematy takie jak: ruchy polityczne, władza, tyrania, przestępczość wandalizm, bezprawie i śmierć.
~Na temat tej książki mogłabym pisać w nieskończoność, ale tym samym zdradziła bym wam za dużo 🙈 Uważam, że pomimo tego, że książka nie jest łatwa i przyjemna, powinien przeczytać ją każdy!
Gorąco polecam!

Ameryka Południowa.Caracas.Stolica Wenezueli.
Adelajda Falcón jest młodziutką dziewczyną, która żyje w kraju ogarniętym bezprawiem, chaosem i rewolucją.
Nieustające zamieszki, nędza, niesprawiedliwość oraz niebezpieczeństwo czyhające na każdym rogu, przyczyniły się do tego, że kobiety nawet za dnia boją się wyjść z domu...
Pewnego dnia kobieta doświadcza ogromnej straty -...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1577
1560

Na półkach:

Bardzo dobrze napisana, mocno poruszająca, wręcz przeczołgująca czytelnika emocjonalnie historia. Tym trudniej się to czyta, iż jest to prawda, a nie literacka fikcja. Takie sprawy, dramaty mają nadal w XXI wieku miejsce, w centrum cywilizowanego zdawałoby się świata.
Akcja rozgrywa się w Caracas, stolicy Wenezueli, w miejscu gdzie wiele się dzieje (w negatywnym tego słowa znaczeniu), gdzie mieszkańcy (szczególnie kobiety) boją się nawet za dnia wyjść z domu.
W takim miejscu żyje młoda kobieta Adelaida. Nagle spada na nią wielkie nieszczęście. Umiera jej mama. Oprócz przeżycia żałoby Adelaida musi sobie poradzić jeszcze z jednym, z przeżyciem tak w ogóle. Ani miasto, ani dzielnica, w której mieszka, ani realia społeczno-gospodarcze nie dają nadziei na lekkie, spokojne, beztroskie życie. Wręcz przeciwnie.
W Caracas wiele się dzieje, nędza, niesprawiedliwość, zamieszki, które z każdym dniem są potężniejsze. To wszystko sprawia, iż kto może emigruje, a ci co zostaną żyją w strachu, nędzy, niewoli i giną na ulicach.
Na Adelaide szybko spadają kolejne nieszczęścia. W ciągu kilku chwil zostaje pozbawiona wszystkiego. Walczy o godność, o życie. Pewnego dnia kobieta staje przed koniecznością podjęcia najważniejszej w jej życiu decyzji. Jaka to decyzja i co z tego wyniknie dowiecie się w trakcie lektury tej niesamowitej i niezwykle poruszającej książki.
Opisy życia w rozpadającej się, targanej złem, przemocą i nędzą Wenezueli poruszają, podobnie jak opis życia w nędzy, strachu, poniżeniu milionów mieszkańców, których przedstawicielem jest Adelaida. Czyta się zaciskając kciuki i kibicując bohaterce, a jednocześnie mając ściśnięte ze strachu gardło.
Noc w Caracas szokuje, chwyta za serce tym bardziej, iż patrząc na okładkę nic nie zapowiada tak dramatycznej treści.
Lektura uświadamia nam, mieszkańcom Europy, niezależnie od tego, w którym jej kraju żyjemy, mniej czy bardziej demokratycznym i dostatnim, jak wielkie mamy szczęście, jacy wygrani jesteśmy w stosunku do setek milionów ludzi na całym świecie.
Warto, ba trzeba przeczytać i choć na chwilę zwolnić i zastanowić się nad tym, jak i gdzie żyjemy, ile mamy i co tak naprawdę jest człowiekowi potrzebne. Polecam.

Bardzo dobrze napisana, mocno poruszająca, wręcz przeczołgująca czytelnika emocjonalnie historia. Tym trudniej się to czyta, iż jest to prawda, a nie literacka fikcja. Takie sprawy, dramaty mają nadal w XXI wieku miejsce, w centrum cywilizowanego zdawałoby się świata.
Akcja rozgrywa się w Caracas, stolicy Wenezueli, w miejscu gdzie wiele się dzieje (w negatywnym tego słowa...

więcej Pokaż mimo to

avatar
353
351

Na półkach:

W ogniu rewolucji

Są takie książki, o których będzie się długo pamiętać. Takie, które zapadają głęboko w serce i duszę czytelnika. I taką powieścią jest na pewno debiut Kariny Sainz Borgo "Noc w Caracas".

Adelaida Falcón niedawno pożegnała swoją mamę. Została z dnia na dzień sama w mieście ogarniętym ogniem rewolucji. Nigdzie nie może czuć się bezpieczna. Na ulicach panuje chaos i przemoc. Ludzie z Caracas znają dobrze jedno uczucie - strach.

Pogrążona w żałobie Adelaida prowadzi nas przez swoje miasto, które zmieniło się w piekło na ziemi, a także wraca myślami do czasów dzieciństwa i młodości, wspomina. Mamy okazję poznać jej przeszłość jak i teraźniejszość.

Gdy nasza bohaterka traci mieszkanie, zaanektowane przez rewolucjonistów, nieoczekiwanie los wyciąga do niej pomocną dłoń. Znajduje schronienie i szansę na całkowitą zmianę swojego życia. Ale zmiana ta wymaga od niej porzucenia wszystkiego co zna i dokonania trudnego wyboru.

"Noc w Caracas" to bardzo depresyjna i przygnębiająca książka. Maluje obraz kraju pełnego zwierzęcej, dzikiej, bezsensownej przemocy, nienawiści i chaosu spowodowanego rewolucją w Wenezueli. Bohaterka przytłoczona tragediami, które spadają na jej głowę, a także strachem osaczającym z każdej strony, czuje się jak zaszczute zwierzę. Chce uciec z kraju, który był jej domem, a na jej oczach zamienił się w piekło, z kraju, który odebrał jej wszystko.

Autorka bardzo sugestywnie oddaje emocje, które towarzyszą bohaterce na co dzień. Myśli, przemyślenia Adelaidy są mroczne, smutne i pełne żalu, gniewu, samych negatywnych emocji. Brak w niej radości z życia, jest wyzuta ze wszelkich pozytywnych emocji, jak sama mówi o sobie, jest pusta, martwa za życia. Ale zaskakuje siła głównej bohaterki i jej wola życia. To, że nie poddaje się i działa, by dać sobie szansę na normalne, bezpieczne życie.

Powieść ta wstrząsa, porusza czytelnikiem. Przyznam, że przed lekturą tej książki nic nie wiedziałam o rewolucji w Wenezueli, ale po lekturze "Noc w Caracas" chętnie dowiem się na ten temat więcej. To książka trudna, smutna, ale myślę, że dla Polaków powinna być w jakiś sposób bliska, w końcu nasz kraj doskonale zna ucisk okupacji, wojny, przemocy, systemu. Nie jestem pewna czy wrażliwi czytelnicy powinni po nią sięgać, jeśli nie lubisz pełnych przemocy i przygnębiających książek to nie sięgaj po "Noc w Caracas", ale jeśli masz ochotę zmierzyć się z kolejnym obrazem piekła na ziemi to czytaj jak najbardziej.

"Noc w Caracas" to nie tylko powieść o niszczącej sile rewolucji, o śmierci i strachu, to powieść o nadziei, która trzyma przy życiu, daje siłę do walki i przeżycia kolejnego dnia, a także o woli życia, która jest silniejsza od śmierci. Wstrząsająca i zapadająca głęboko w pamięć, ze mną zostanie na długo. Polecam tym, którzy nie boją się trudnych książek !

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.

W ogniu rewolucji

Są takie książki, o których będzie się długo pamiętać. Takie, które zapadają głęboko w serce i duszę czytelnika. I taką powieścią jest na pewno debiut Kariny Sainz Borgo "Noc w Caracas".

Adelaida Falcón niedawno pożegnała swoją mamę. Została z dnia na dzień sama w mieście ogarniętym ogniem rewolucji. Nigdzie nie może czuć się bezpieczna. Na ulicach...

więcej Pokaż mimo to

avatar
553
453

Na półkach:

Debiutancka powieść Kariny Sainz Borgo „Noc w Caracas” od razu wpadła mi w oko. Akcja umiejscowiona w Ameryce Południowej – a dokładniej Wenezueli – jest zawsze dobrym wabikiem na mnie. Przyznam, że gdyby tytułowe Caracas okazało się metaforą czegokolwiek, to chyba wyszłabym z siebie. Opis również sugeruje, że to powieść w moim guście. Adelaida Falcón – uwielbiam, kiedy bohaterką jest kobieta – zostaje sama w ogarniętym rewolucją kraju. Traci wszystko: ukochaną matkę, dom, dobra materialne. „(…) świat w takiej postaci, w jakiej go znałam, właśnie zaczął się rozpadać.”[1] mówi bohaterka. Staje przed trudnymi wyborami, aby nie pochłonął ją chaos, który rozprzestrzenia się po kraju.

„Noc w Caracas” to przepiękny portret kobiety. W kraju, w którym „(…) jedynym sprawnie działającym systemem była machina zabijania i grabienia, inżynieria rabunku.”[2] ona, jedna z wielu chcących normalnie żyć, musi zmierzyć się z żałobą, ze wspomnieniami, a towarzyszy jej powszechna przemoc i bezprawie. Obserwujemy życie, które było, co prawda biedne, ale spokojne i uczciwe i to ono sypie się jak domek z kart. Adelaida może planować kolejne kroki w strategii przetrwania, ale nie może być pewna sukcesu. Napędza ją desperacja, bo to właśnie ona „(…) czyni nas geniuszami”[3].

Niewątpliwą zaletą tej książki jest język. Karina Sainz Borgo bez ogródek, a zarazem z dużą gracją opisuje okrucieństwo wenezuelskiej rewolucji – piękne założenie, które przerodziły się w pasmo nadużyć, brutalności i odczłowieczenia. Udaje się jej stworzyć niezwykle emocjonalny utwór i to najbardziej mi się w nim podoba. Bez trudu wyczuwamy piękno, smutek, brud czy wątpliwości trawiące bohaterów. Nie są nazwane wprost, ale niezwykle czytelne. Słowa, które wyszły spod pióra tej pisarki bardzo mocno trafiają do głowy i serca czytelnika.

Miałam nosa, że „Noc w Caracas” będzie w moim guście. Akcja nie jest skomplikowana, ale nasycona wydarzeniami. Opiera się na jednaj kobiecie, a pokazuje cierpienie wielu. To wszystko jest opisane pięknym, nieco poetyckim językiem. Ogromna przyjemność czytania.

[1] Karina Sainz Borgo, „Noc w Caracas”, tłum. Magdalena Olejnik, wyd. Zysk i s-ka, Poznań 2021, s. 17.
[2]Tamże, s.54.
[3] Tamże, s. 102.

Debiutancka powieść Kariny Sainz Borgo „Noc w Caracas” od razu wpadła mi w oko. Akcja umiejscowiona w Ameryce Południowej – a dokładniej Wenezueli – jest zawsze dobrym wabikiem na mnie. Przyznam, że gdyby tytułowe Caracas okazało się metaforą czegokolwiek, to chyba wyszłabym z siebie. Opis również sugeruje, że to powieść w moim guście. Adelaida Falcón – uwielbiam, kiedy...

więcej Pokaż mimo to

avatar
275
26

Na półkach:

Z jednej strony dramatyczna historia kobiety, która straciła matkę, a w dodatku musi sama sobie radzić z wenezuelskim dramatem, ale z drugiej miałam wrażenie, że główna bohaterka podchodzi do tego bardzo obojętnie - trochę jakby cała ta tragedia ją obeszła.

Z jednej strony dramatyczna historia kobiety, która straciła matkę, a w dodatku musi sama sobie radzić z wenezuelskim dramatem, ale z drugiej miałam wrażenie, że główna bohaterka podchodzi do tego bardzo obojętnie - trochę jakby cała ta tragedia ją obeszła.

Pokaż mimo to

avatar
122
117

Na półkach:

Wenezulea to jedno z miejsc, które od lat chciałabym zobaczyć. Czasami śni mi się po nocach gdy ciepłym wieczorem idę brzegiem morza wypatrując zachodu słońca. Tropiki rozbudzające zmysły nie jednego turysty.

‘’Noc w Caracas’’ uświadomiło mi jak błędny obraz miałam zawsze przed oczyma gdy myślałam o Wenezueli. Zaczęłam szperać w internecie informacji, chciałam je wszystkie pochłonąć i zrozumieć ‘dlaczego?’. Najbardziej zdumiewa wiadomość jak ludzie tam żyją i jak udaje im się przetrwać.

Ta książka mnie przerosła. Sięgałam po nią z podejściem, że to będzie coś lekkiego, że będę się przy niej dobrze bawić. I koniec końców tak się też stało. Ale trochę inaczej niż przypuszczałam. Ta książka boli. Zdumiewa. Frustruje. Ukazuje nam, że jednak czasami w życiu wcale nie mamy tak źle jak się nam wydaje. Ta pozycja jest niepozorna. Za tą piękną okładką czeka nas historia pełna smutku i łez.

Wyobraźcie sobie sytuacje, że wracacie z pracy i chcecie otworzyć drzwi do swojego domu. Zamki są wymienione, a Wasze mieszkanie już do Was nie należy. Co robicie? Jak byście się zachowali? Co byście zrobili aby zawalczyć o swoje życie? Żeby przetrwać to piekło, które spadło na Was jak grom z jasnego nieba.

‘’Noc w Caracas’’ ma ledwie ponad 200 stron ale pobudza wszystkie emocje. Czułam się jakbym była zmieszana z błotem po przeczytaniu 50 z nich. Płakałam bo inaczej nie potrafiłam. Musiałam wyrzucić z siebie ten żal, który tak bardzo mi zalegał. W niektórych chwiach czułam się jakbym to ja była główną bohaterką w tej pozycji.

Nie chce pisać więcej. Nie chce zdradzić za dużo. Za to chciałabym aby ta książka dotarła do każdego czytelnika. Przecież nie tylko ja powinnam mieć tak zszargane nerwy. 😉

A tak na serio to.. rozumiem, że niektórzy czytelnicy nie odbiorą tej historii w ten sam sposób co ja. To jest piękne w mniemaniu swoich gustów.

Wenezulea to jedno z miejsc, które od lat chciałabym zobaczyć. Czasami śni mi się po nocach gdy ciepłym wieczorem idę brzegiem morza wypatrując zachodu słońca. Tropiki rozbudzające zmysły nie jednego turysty.

‘’Noc w Caracas’’ uświadomiło mi jak błędny obraz miałam zawsze przed oczyma gdy myślałam o Wenezueli. Zaczęłam szperać w internecie informacji, chciałam je wszystkie...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Karina Sainz-Borgo Noc w Caracas Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd