Taniec niedźwiedzia. Powieść o ostatnich tygodniach życia Jarosława Haszka

Okładka książki Taniec niedźwiedzia. Powieść o ostatnich tygodniach życia Jarosława Haszka
Irena Dousková Wydawnictwo: Stara Szkoła literatura piękna
284 str. 4 godz. 44 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2022-10-03
Data 1. wyd. pol.:
2022-10-03
Liczba stron:
284
Czas czytania
4 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366013759
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Taniec niedźwiedzia. Powieść o ostatnich tygodniach życia Jarosława Haszka w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Taniec niedźwiedzia. Powieść o ostatnich tygodniach życia Jarosława Haszka

Średnia ocen
7,4 / 10
22 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
611
75

Na półkach: , ,

Kto z nas nie zna gamoniowatego Szwejka, służącego w austro-węgierskiej armii? Książka-klasyk. Mówimy: Haszek – myślimy Szwejk i vice versa.
Przygody dobrego wojaka Szwejka jednoznacznie kojarzą się z autorem. Tak naprawdę większość z nas niewiele wie o Jaroslavie Haszku, o tym jakim był człowiekiem, co przeżył, w jakich warunkach funkcjonował, tworzył i żył. [...]

→ czytaj dalej:
https://discrust.diy.net.pl/recenzje/irena-douskova-medvedi-tanec

Kto z nas nie zna gamoniowatego Szwejka, służącego w austro-węgierskiej armii? Książka-klasyk. Mówimy: Haszek – myślimy Szwejk i vice versa.
Przygody dobrego wojaka Szwejka jednoznacznie kojarzą się z autorem. Tak naprawdę większość z nas niewiele wie o Jaroslavie Haszku, o tym jakim był człowiekiem, co przeżył, w jakich warunkach funkcjonował, tworzył i żył. [...]

→...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

69 użytkowników ma tytuł Taniec niedźwiedzia. Powieść o ostatnich tygodniach życia Jarosława Haszka na półkach głównych
  • 42
  • 27
20 użytkowników ma tytuł Taniec niedźwiedzia. Powieść o ostatnich tygodniach życia Jarosława Haszka na półkach dodatkowych
  • 7
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Taniec niedźwiedzia. Powieść o ostatnich tygodniach życia Jarosława Haszka

Inne książki autora

Okładka książki O kobietach... Czeskie opowieści Irena Dousková, Daniela Fischerová, Eva Hauserová, Ivan Klíma, Věra Nosková, Halina Pawlowská, Michal Viewegh
Ocena 5,4
O kobietach... Czeskie opowieści Irena Dousková, Daniela Fischerová, Eva Hauserová, Ivan Klíma, Věra Nosková, Halina Pawlowská, Michal Viewegh

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Czekając na kota Michaela Klevisová
Czekając na kota
Michaela Klevisová
„Czekając na kota” to zbiór wspaniałych opowiadań Michaeli Klevisovej. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej czeskiej pisarki i na pewno nie ostatnie. Poznawałam sobie niespiesznie tę książkę w formie audiobooka i była to dobra decyzja, gdyż Kaja Walden jest świetną lektorką. Dodatkowym smaczkiem jest pojawiający się często w tle podkład muzyczny. Zbiór zawiera krótsze i dłuższe utwory. Jedne są bardzo zabawne, inne nieco nostalgiczne, czasem nieco smutne, w jeszcze innych powaga przeplata się z poczuciem humoru. To, co łączy opowiadania, to motyw kota. Koty są tu bohaterami, nieraz narratorami, z których perspektywy poznajemy świat. Bywa i tak, że rozmawiają z ludźmi (i to w sposób dosłowny). Czasem obok kotów pojawiają się inne zwierzęta (np. konie), a ich wzajemne relacje okazują się bardzo zaskakujące. Koty chadzają w opowiadaniach własnymi drogami, ale najczęściej pragną bliskości człowieka, znają się na ludziach, rozpoznają ich emocje, a nawet złe zamiary. Bywają kochane, przygarniane, ale i nielubiane. Słuchając tej książki, przenosiłam się w świat głębokich uczuć, emocji, życiowych wyborów, trudnych decyzji. Dlaczego proza Klevisovej poprawia nastrój, nawet jeśli porusza trudne tematy? Dlatego, że jest bardzo życiowa, a każde opowiadanie niesie ostatecznie ze sobą nutkę optymizmu. Często przyłapywałam się na tym, że słuchając audiobooka, uśmiecham się do siebie… Zaletą książki na pewno jest też różnorodność tematyczna. Bohaterowie są w różnym wieku, pochodzą z różnych środowisk, różnych krajów europejskich. To na pewno urozmaica treść. Prosty, ale ujmujący styl też sprzyja lekturze. Polecam z czystym sumieniem, nie tylko kociarom i kociarzom.
allison - awatar allison
ocenił na 8 1 rok temu
Ostatnia podróż Winterberga Jaroslav Rudiš
Ostatnia podróż Winterberga
Jaroslav Rudiš
Trochę to będzie impresja z podróży, trochę opis wrażeń po lekturze. Zabrałem bowiem Rudiša na wakacyjną wyprawę i ku mojemu zaskoczeniu jej część pokrywała się z trasą, jaką odbyli bohater „Podróży” oraz jej inicjator – pocieszny, choć niekiedy temperamenty wielbiciel historii, tytułowy Winterberg. Choć potężnych rozmiarów księga okazała się mało praktyczna (być może w pociągu lepiej by się sprawdziła), przenosiła mnie z miejsca na miejsce szybciej niż rozpędzony samochód produkcji niemieckiej. Czechy, Austria, Słowenia i Włochy wreszcie (z Triestem włącznie!) przemykały za oknami, a ja, urzeczony opowieścią i pogonią za utraconą miłością, dałem się jej ponieść i porwać. Co noc inne miasto, inne łóżko, smutne, smutne, ale jest coś, co wszystko to łączy. "Podróż" to gigantycznych rozmiarów pigułka, esencja, wyciąg z Europy Środkowej i historii, która ją tyle już razy przemieliła, wypluwała i sklejała przez wieki całe!, aż ulepiła to, co kiedyś było CK Austrią, a późnej rozpadło się z hukiem. To przestrzeń zaorana wojnami – „to jedna wilgotna, głęboka mogiła”, cmentarzysko historii, po którym wszyscy chodzimy. Nie dziwmy się zatem, że Winterberg ma napady historii (które serdecznie wszystkim zaleca), a poszczególne wydarzenia „przenikają jego serce” – trudno ich uniknąć, jeśli zda się sprawę z tego, po czym się stąpa. My zaś jesteśmy nieco jak Jan Kraus – początkowo wątpimy w poczytalność wiekowego staruszka (skądinąd cudownie postawionego na nogi przez Jana pielęgniarza), by po jakimś czasie zrozumieć jego przenikliwość i umiejętność obserwacji płynącego czasu. Wentzel nieustannie się powtarza („beautiful landscape of battlefields cemeteries and ruins”, "kultowe" wątki spopielarni czy tajemniczy "cornus sanguinea"), jest jak niezdzierająca się płyta, której nie da się zatrzymać (kiedy ma "napad historii" - mówi, płynie, odlatuje i nic ani nikt nie może na to poradzić; trzeba milczeć i pokornie go słuchać), a swe opowieści zaczyna (i kończy) w najmniej oczekiwanych momentach. Z nieodzownym bedekerem w ręku (szukam takiego!), który jest jak magiczny wehikuł czasu, ogorzały od emocji i wspomnień opowiada o świecie, który widnieje tylko na kartkach przewodnika, po czym niezapowiedzianie zasypia. A przecież każda nowa kolejowa stacja, każdy hotel czy gospoda to próba stawienia czoła upływowi czasu. Ten zaś jest nieprzenikniony i ciągle płynie, skubany. Ściera najtrwalszy kamień, czymże zatem jest wspomnienie, kim jest dla niego jeden poszukujący szczęścia człowiek, czym prawdziwa miłość, a czym odkupienie win? „Piękna”- to chyba najpełniejsze słowo, które opisuje tę książkę. Bo wypełniona jest nie tylko „czeskim poczuciem humoru”, które najpełniej objawia się przy kuflu piwa, ale hipnotyczną gawędą o ludzkim życiu i o tym, co kształtuje nasze serca i dusze. Rudiš nie ucieka od przeszłości, ona wypełnia każdą przestrzeń powieści, jest z nią sprzężona tak samo mocno, jak los, który nas z nią wiąże, nieuświadomionych mieszkańców Europy. To także ballada o męskiej, trudnej przyjaźni, o kobietach i ich wielbieniu, dobrym posiłku przed snem, śniadaniach i wygodnych pokojach hotelowych. Rudiš dorzuca podróżowanie koleją, którą ukochał ponad życie i która sama w sobie jest opowieścią. Na koniec pozostaje mi przypomnieć, że trzeba na wszystko patrzeć przez pryzmat historii. Polecam. „Tak, tak, smutne, smutne, czy to nie piękne, że tu jesteśmy?” Przekład Małgorzaty Gralińskiej, okładka: Wojtek Świerdzewski
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 7 miesięcy temu
To, co najistotniejsze o panu Moritzu Vlastimil Třešňák
To, co najistotniejsze o panu Moritzu
Vlastimil Třešňák
„To, co najistotniejsze o panu Moritzu” Vlastimila Třešňáka to książka osobliwa – jednocześnie intrygująca i frustrująca. Nie da się jej odmówić charakteru, bo to literatura, która ma własny rytm, własny styl i specyficzny klimat. Ale to właśnie te same cechy sprawiają, że nie jest to lektura dla każdego. Třešňák miesza satyrę z autobiograficzną nutą, groteskę z traumą, absurd z historią czeskiej emigracji. Porównania do Kafki, Becketta czy nawet Mrożka nie biorą się znikąd – rzeczywiście znajdziemy tu humor podszyty smutkiem, a całość jest napisana w duchu ironicznego dystansu do świata. Jednak momentami ta ironia staje się pułapką – zamiast być literackim narzędziem, zaczyna dominować, przez co emocje bohaterów wydają się spłycone, a niektóre dramatyczne wątki pozostają jakby niedopowiedziane. Historia pana Moritza – malarza żyjącego gdzieś między codzienną rutyną a cieniem przeszłości – ma potencjał. Zniknięcie jego rodziców zagadkowo zawisa nad fabułą i stanowi tło dla refleksji o emigracji, wykorzenieniu i braku przynależności. Problem w tym, że książka częściej dryfuje niż płynie do przodu. Narracja jest poszatkowana, epizodyczna, pełna scen, które wydają się bardziej anegdotami niż elementami konstrukcji fabularnej. Czyta się to ciekawie, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że autor bardziej bawi się formą niż przejmuje opowiadaną historią. Jest tu jednak kilka mocnych momentów – takich, które nagle trafiają w punkt i przypominają, że absurd często bywa jedyną możliwą reakcją na rzeczywistość. Opisy emigracyjnych ucieczek, wspomnienia z dzieciństwa Moritza czy realistyczne tło historyczne to elementy, które nadają książce głębię. Szkoda tylko, że całość jest tak nierówna. Raz wciąga, innym razem nuży i wywołuje chęć odkładania jej „na później”. Styl Třešňáka bywa błyskotliwy, ale bywa też chaotyczny. Fabuła wydaje się bardziej pretekstem do refleksji autora niż faktyczną opowieścią o losach bohatera. A może taka była intencja? Pokazać fragmentaryczność pamięci i tożsamości na emigracji? Jeśli tak – to zamysł się udał, choć kosztem czytelniczej przyjemności. Podsumowując – książka ma coś w sobie, ale nie jest to dzieło wybitne ani niezapomniane. Jest ciekawa, trochę dziwaczna, trochę męcząca. Literacko odważna, ale niekonsekwentna. Zostawia kilka refleksji, zwłaszcza o stracie i poczuciu obcości, jednak trudno uznać ją za lekturę, którą chciałoby się polecać każdemu. Raczej – specyficzna pozycja dla tych, którzy lubią literaturę pogranicza absurdu i egzystencji.
Antares - awatar Antares
ocenił na 6 6 miesięcy temu
Prawo i pięść. Toast Józef Hen
Prawo i pięść. Toast
Józef Hen
Oryginalnie książkę wydano w latach sześćdziesiątych pod tytułem „Toast”. Sam autor zaadaptował ją na scenariusz polskiego czarno-białego „westernu” pt. „Prawo i pięść” (z balladą autorstwa Krzysztofa Komedy i Agnieszki Osieckiej śpiewaną przez Edmunda Fettinga) i pod tymże tytułem opublikował ją obecny wydawca, oczywiście aby zwiększyć sprzedaż. W stosunku do filmu powieść (nowela?) zawiera sporo zmian. Bohater ma na imię Henryk, a nie Andrzej, pojawia się ocalony z Zagłady Żyd Cukierman, inaczej też wyglądają kontakty z ocalonymi więźniarkami obozów. Sporo przemyśleń pochodzących od głównego bohatera nie mogła być też wprost oddana na taśmie filmowej. I nie ma co się oszukiwać – to zalety książki, (jeszcze) lepszej od filmowej adaptacji. Autor ukazał rzeczywistość tuż powojenną bez blichtru i upiększeń. Widać, że doświadczenia obozowe nie ze wszystkich uczyniły aniołów, a i bagaż wspomnień tego co było i tego, dzięki czemu się przeżyło wcale nie ułatwiał powrotu do normalności. „Szeryf” Koenig też niewątpliwie ma coś za sobą. Bandyci nie są jakimiś skrajnymi potworami (no może poza jednym), a ich motywacje są zaskakująco logiczne i oczywiście nieetyczne. Za to tłumaczone w sposób, w który im samym (a i zapewne nie tylko w tych czasach) łatwiej było uwierzyć. Fabułą rozgrywa się w ściśle ograniczonym czasie i zasadniczo w jednym mieście (jeśli nie liczyć początku), niewątpliwie po zakończeniu wojny, na Ziemiach Odzyskanych, a na razie póki co opuszczonych i co za tym idzie niczyich. Widać wszechobecny chaos, dezorganizację i erozję wartości. Wojna spowodowała, że celem stało się samo przeżycie, zabezpieczenie sobie jakiś dóbr materialnych, chociażby kosztem innych oraz hmmm... powiedzmy zabawa. Ludzie, którzy przez kilka lat widzieli przemoc i śmierć na co dzień, łatwiej może nie tyle ją akceptują, co nauczyli się je ignorować, jeśli ich nie dotyczą. Inni, także ci po obozach, chcą się odegrać, ale oczywiście nie na prześladowcach, tylko na słabszych od siebie. Bardzo dobra proza nestora polskich pisarzy. Przeczytane w ramach wyzwania marcowego – książka, która została sfilmowana.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 8 1 miesiąc temu
W szafie Tereza Semotamová
W szafie
Tereza Semotamová
Zaczynając recenzować tę powieść, już wiem, że moje myśli popłyną dziwnym meandrem słów. Bo „W szafie” wymyka się normalności – i życia i czasu i człowieka w ogóle. „(...) Każdy ze swoją dziwnością stanowi wkład w historię cyrku, jakim jest życie(...) Dramaturgia zasadniczych momentów w życiu wcale nie jest poetycka.” Bolesne, acz czasem tak bliskie każdemu z nas. „Światło, które codziennie pada na przedmioty, człowiek może absorbować tylko przez ograniczony czas, a potem się cieszy kiedy te wszystkie eksponaty (włącznie z nim samym) przez chwilę nie są tak bardzo widoczne... noc pożera świat” A czym jest „W szafie” Terezy Semotamovej? Bo prócz tego, że to powieść na wzór i podobieństwo kostki Rubika, to stanowi ona połączenie pamiętnika, literackiej degradacji duszy i sztuki teatralnej w jednym. To także pewnego rodzaju poradnik psychologiczny, w którym – co zaskakujące – dostrzegasz brak wyjaśnień niektórych pojęć. To poradnik, który trzeba uzupełnić własnymi wpisami. To jak wizyta u psychologa, który nagle zostawia pacjenta samego i wychodzi z gabinetu. Oto Hana, pogubiona w życiu i zagubiona psychicznie dziewczyna, która nie potrafi żyć. Hana to rozbitek wypluty na brzeg plaży zwanej „życie”, która nie wie, czy chce wrócić do wody, czy jednak zostać na lądzie. Ciągle tkwi pomiędzy – pomiędzy dniem, a nocą, pomiędzy piętrami bloku, mężczyznami, pomiędzy rodziną, a siostrą i jej dziećmi, a niczym w sobie. Nie umie siebie odnaleźć na mapie własnego bytu. Nie chce być, jak inni, nie chce iść tą samą drogą, co każdy - drogą zwaną normalność. Normalność ją mierzi, irytuje i do niej kompletnie nie pasuje. Kroczenie po drodze „normalności” rani jej stopy i pięty, a udając, że nią kroczy, okłamuje samą siebie – i bliskich też. „Świat jest rozparcelowany. Wszystko do kogoś należy. Każdy ma kilka swoich metrów kwadratowych, ale niektórzy tylko snują się między cudzymi parcelami. (…) Człowiek to zwierzę społeczne! Potrzebuje innych i dzięki nim poznaje samego siebie, często samego siebie przeżywa przez innych. Sam w swojej jamce staje się bezradny.” Hana nie potrafi żyć. Czuje, że nie pasuje do bycia tu i teraz i do tego, co stanowi jej życie. Pewnego dnia zamieszkuje w szafie, którą siostra chce wyrzucić, a która dla niej stanowić będzie mieszkanie. Stawia ją w podwórzu kamienicy niewidocznym z ulicy i wciska w kąt, by nikt się nią nie interesował. W tej szafie tylko śpi zawinięta w śpiwór. Żyje namiastką życia, a wszystkich wkoło okłamuje. Powracają do niej wspomnienia, słowa, osoby, powraca przeszłość i pytanie – co dalej? Bo coś przecież musi być. Zawsze jest. „(...) Tak bardzo chciałam być sama, nikomu nie przeszkadzać, i teraz, kiedy to mam, sama sobie przeszkadzam”. „W szafie” nie czyta się łatwo. Treść poszatkowana nie niedługie rozdziały wywołuje u ciebie wachlarz emocji ciekawość, irytację i zadumę. Czasem nie wiesz czy to jawa, czy sen, czy majaki na granicy bycia i pustki. Ta historia oplata cię jak bluszcz. Ta powieść pęta cię i coraz bardziej zaciska. Czasem masz ochotę odrzucić ją i nie wracać do dziwnych słów dziwnej i niedojrzałej bohaterki. Irytują cię postacie, jakie ta spotyka na swej drodze, czasem i ona sama, ale... „W szafie” ma w sobie jakiś absurdalny magnes, który sprawia, że i tak – własnym tempem – doczytasz do końca. Ta książka wydziera dla siebie czas na wyłączność. Jest albo treść, albo nic. Rozgryzasz ją na swój sposób i tak też ją interpretujesz. Wymyka się zapuszkowaniu. To konglomerat myśli, wizji, marzeń i poszukiwań. To dramat młodej kobiety, która musi coś zrobić, a jedyne, co jej wychodzi to kroki w tył. Jeden do przodu, trzy do tyłu... Życie to dziwnie apatyczny reżyser. Podobnie rzeczywistość, która jest chorobą, a ta tyle samo człowiekowi daje, co odbiera. I o tym jest poniekąd ta powieść. T „(...) Życie jest trucizną, jeśli się w nie nie wierzy. Trucizną jeśli jest jedynie narzędziem do zaspokajania próżności, ambicji czy zazdrości”*. * „Siostra” Sandor Marai #agaKUSIczyta
Agnesto - awatar Agnesto
ocenił na 7 1 rok temu
Halandża. Opowiadania modernistów węgierskich praca zbiorowa
Halandża. Opowiadania modernistów węgierskich
praca zbiorowa
W 2023 roku Węgrzy będą obchodzić 115 rocznicę powstania „Nyugatu”, najważniejszego w tym kręgu kulturowym czasopisma literackiego, które swój ostatni numer opublikowało w 1941 roku (co było związane ze śmiercią Mihály Babitsa). W „Nyugacie” pisali czołowi węgierscy poeci i pisarze, pragnący zerwać z nurtem ludowo-narodowym, obecnym w literaturze węgierskiej jeszcze na początku XX wieku. Jak sama nazwa czasopisma wskazuje (Nyugat oznacza Zachód), ideą pracy podejmowanej przez artystów było nadanie rodzimej literaturze nowego, wielowymiarowego oblicza. Przez lata działalności „Nyugat” stał się oknem na świat dla swoich czytelników, nie tylko ze względu na liczne tłumaczenia z języka francuskiego, rosyjskiego, niemieckiego angielskiego czy polskiego, ale także z uwagi na mnogość tropów i stylów swoich autorów. Inauguracyjne numery koncentrowały się wokół problematyki schyłkowość monarchii i chęć politycznej odnowy (Endre Ady), kultu jakości (Erno Osvát) i koncepcji wolności twórczej (Ignotus Hugó). Tom „Halandża. Opowiadania modernistów węgierskich” to praca przekrojowa. Zawarto w niej utwory piętnastu artystów powiązanych z czasopismem „Nyugat”. Są tu autorzy dobrze znani polskiemu czytelnikowi (Dezső Kosztolányi, Gyula Krúdy czy Géza Csáth), wcześniej wydawani, ale już raczej zapomniani (Mihály Babits, Margit Kaffka, Endre Ady, Sándor Bródy, Zsigmond Móricz, Frigyes Karinthy) oraz zupełnie nowe twarze (Emma Ritoók, Lovik Károly, László Cholnoky, Viktor Cholonok, Károly Pap, Sándor Hunyady). Niektórzy z nich dostali sporo miejsca i zaprezentowano kilka-kilkanaście ich utworów (Endre Ady, Károly Pap i Frigyes Karinthy), zaś w przypadku bardziej rozpoznawalnych nazwisk, udział jest wyłącznie symboliczny (Margit Kaffka, Dezső Kosztolányi, Gyula Krúdy czy Géza Csáth). Zwraca też uwagę znacząca liczba opowiadań (ponad 60), a co za tym idzie niewielki ich rozmiar (przeciętnie jest to 5 stron). Trudno na łamach jednej recenzji, która ma za zadanie przede wszystkich wyrazić opinię i zachęcić do lektury, zobrazować wszystkie poruszane przez autorów tematy. Każdy z nich miał swój własny styl, osobiste spojrzenie na rzeczywistość, zainteresowania, które wplatał w zdarzenia trafiające się jego bohaterom. Dezső Kosztolányi w „Tylko małym białym psie” odmalował scenę oczekiwania bezimiennego narratora na przyjazd pociągu. Jego spokój zburzyło pojawienie się psa, który nie miał o nim najlepszego zdania. W „Ostatniej wieczerzy” Zsigmond Móricz nakreślił losy umierającej kobiety, która za wszelką cenę chciała znaleźć opiekę dla swojego męża i dzieci. Kobiecą bohaterkę poznajemy także w „Siostrze Anuncjacie”, tym razem jednak postanawia ona udać się na roczną pracę do zakonu. Duże wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie Emmy Ritoók („Obce mury”), które w symboliczny sposób opowiada o wyobcowaniu, niemożliwości znalezienia nici porozumienia czy utracie. Również drugi tekst autorki („To nie jest noc zakochanych”) należy do jednych z ciekawszych w zbiorze. Tym razem sentymentalny bohater, dawniej porzucony przez niejaką Edit, idzie wieczorem przez miasto. W pewnym momencie dochodzi do niego nieznana kobieta, która boi iść się sama. Razem zmierzają więc na przystanek, w międzyczasie nawet nie próbując zadzierzgnąć jakiejś kruchej relacji. To bardzo ciekawa opowieść o samotności i ułomności czasu. Mógłbym tak mnożyć tych wyliczeń. Bo są tu przecież wątki przemocy rodzinnej („Córki Rubina”), manifest pokoleniowy („Noc poetów”), trochę oniryzmu i grozy („Taniec cieni”), kolonizacja i wyzyskiwanie ludności tubylczej („Oko Trivulzia”) a nawet odwołania do mezopotamskiego Boga Słońca („Tammuz”). Jest tego bardzo dużo, co może rodzić pewne problemy dla czytelnika. Przeskakiwanie z jednej rzeczywistości w drugą, z jednego bohatera (o konkretnym wieku, zapatrywaniu na życie/śmierć, zawodzie i ambicji) na kolejnego, bywa kłopotliwe. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę rozbieżne stylistyki – od tekstów brzmiących nowocześnie, odessanych z ówczesnych miazmatów, aż po takie, które chciały się przypodobać dyktatowi wysokiego języka. Najlepiej czytać to powoli, maksymalnie kilka tekstów jednego dnia. Inaczej szybko zniechęcimy się miłosnymi rozczarowaniami bohaterów Adyego, nie dotrwamy do najlepszych w zbiorze próz braci Cholnoky, nie ujrzymy rozwoju zjawiska modernizmu na Węgrzech (co dodatkowo komplikuje rozkład tekstów – nie chronologiczny, a po autorze). Ulotni się nam cała niejednoznaczność tekstów, która była przecież fundamentem pisma i ruchu. Czytelnicy szukający wciągających fabuł i silnych, przerysowanych emocji, nie znajdą w „Halandży” rozrywki. Będą jak ci naiwniacy z baru, którzy nie są w stanie zrozumieć fenomenu zmyślonego języka – tytułowej halandży. Ten tom wymaga skupienia, rozrysowania mapy kontekstów, doszukiwania się nieoczywistej symboliki. Jest to nie lada gratka dla fanów literatury węgierskiej w ogólności, a dla sympatyków „Opium”, „Miasta uśpionych kobiet” i „Domu kłamczuchów” w szczególności. To przede wszystkim zbiór przekrojowy, ukazujący pewne zjawisko, zyskujący na jakości dzięki spojrzeniu w makroskali. Są tu też literackie perełki, niewielkie opowiadania, które poruszają zmysły, przekraczają szablony, poruszają ważne i uniwersalne tematy. Trudno o nich zapomnieć. Te dwa powody, w połączeniu z pięknym wydaniem i esejem Elżbiety Cygielskiej, sprawiają, że „Halandża. Opowiadania modernistów węgierskich” trafia na moją listę najlepszych zbiorów opowiadań 2022 roku. Recenzja ukazała się pod adresem http://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2023/01/recenzja-halandza-opowiadania.html
Melancholia  codzienności - awatar Melancholia codzienności
ocenił na 7 3 lata temu
Ruda Kejla Isaac Bashevis Singer
Ruda Kejla
Isaac Bashevis Singer
W młodości zaczytywałam się w prozie Izaaka Bashevisa Singera. Jako świat żydowskiej Warszawy był dla mnie czymś magnetycznym, pełnym życia i barw. Zanurzałam się w nim oczarowana bogactwem kultury żydowskiej, zwyczajów i licznych świąt, których opisy na długo zostały w mej pamięci. Zapragnęłam to przeżyć raz jeszcze, dlatego sięgnęłam po książkę "Ruda Kejla", której pierwszy polski przekład ukazał się zaledwie kilka lat temu, bo w 2022 roku. Widzimy w tej powieści Warszawę, której już nie ma. Ulica Krochmalna, gdzie czytelnik czuje zapach rynsztoku i słyszy gwar jidysz to centrum żydowskiego półświatka, miejsce pełne kontrastów, gdzie obok siebie żyją pobożni Żydzi, biedni rzemieślnicy oraz przedstawiciele półświatka. Tam też poznajemy Rudą Kejlę, byłą prostytutkę oraz jej męża Jarmego, złodzieja, który właśnie wyszedł z więzienia. Para ma marzenia aby zacząć uczciwe, spokojne życie, najchętniej za oceanem, jednak jak się okazuje przeszłość nie daje im o sobie zapomnieć. Trudno zmienić swoje życie, gdy jest się uwięzionym w klatce własnych instynktów, nawyków i społecznych oczekiwań. Dla mnie "Ruda Kejla" to przede wszystkim opowieść o przejmującej samotności. Choć warszawskie ulice tętnią życiem, krzykiem handlarzy czy szmerem modlitw to nad wszystkim postaciami unosi bezwzględne uczucie osamotnienia. Bohaterka, mimo swoich relacji z mężczyznami pozostaje w gruncie rzeczy sama ze swoimi lękami. To samotność kogoś, kto czuje, że nigdzie tak naprawdę nie pasuje, ani do świata porządnych ludzi, ani do rynsztoka, z którego próbuje się wyrwać. Głównym motywem, który uderza podczas czytania jest całkowita niemożność zmiany własnego życia. Autor ukazuje bohaterów, którzy szarpią się z losem, planują nowe otwarcie, chcą być kim innym, by ostatecznie wrócić do punktu wyjścia. Widzimy postacie, którym brakuje siły, by zerwać ze starymi nawykami, co pokazuje, że środowisko w którym żyjemy, bezlitośnie determinuje to kim jesteśmy. Izaak Bashevis Singer pokazuje, że dom, ulica na której dorastamy, ludzie z którymi się na co dzień spotykamy wbijają nas w konkretne role, będące niewidzialnym więzieniem, w którym tkwimy. "Ruda Kejla" to lektura, która zostawia czytelnika z pytaniem, czy faktycznie mamy jakikolwiek wpływ na swoje życie. To mocna, surowa książka, która przypomniała mi jak brutalnie prawdziwa potrafi być proza autora. Polecam! Audiobook (czytał Marcin Popczyński)
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Różnia i inne opowieści ze wsi obok Mirosław Miniszewski
Różnia i inne opowieści ze wsi obok
Mirosław Miniszewski
"Różnia i inne opowieści ze wsi obok" Mirosław Miniszewski Na pierwszą część tej książki trafiłam zupełnym przypadkiem. Miałam wielką ochotę na drugą część, która znów mnie ubawiła, a audiobook w interpretacji Macieja Stuhra jest po prostu genialny. Dzięki głosowi Macieja Stuhra opowieści te nabierają jeszcze większej mocy i intensywności. To nie tylko czytanie - to prawdziwe aktorstwo, które potęguje zawarty tam absurd i groteskową atmosferę. I tym razem uśmiech nie schodził mi z ust. Bawiło mnie to wszystko okrutnie. Opowiadania są dość lekkie, poszło mi bardzo szybko. Książka dobra na relaks, na chwilowe oderwanie się od prozy życia codziennego i "nicnierobienie". Podlaska rzeczywistość znów była pełna absurdów pomieszanych z fantazją i miejscowymi zabobonami. Dopatrzyłam się jeszcze więcej magicznych zdolności Baby Chwałpa Bantu i Małej Chechły - strażniczek lasów i moczar, broniących okolicznych mieszkańców przed niegodziwcami. Znalazłam tu masę czarnego humoru, ale też odrobinę BDSM i LGBT. Faszyści, geje i politycy też się pojawiali, bo to chyba już cechy charakterystyczne dla wsi obok. Mimo wszystko jednak można się tu doszukać "drugiego dna" i pewnej refleksji nad naszym społeczeństwem. Nie będzie to idealna rozrywka dla każdego, ale zdecydowanie dla tych, którzy cenią sobie nietuzinkowy humor i mają dystans do siebie. Zaczęłam też słuchać podcastów na stronie autora i choć nie czyta ich Maciej Stuhr to i tak jest zabawnie. Ja ze swojej strony polecam. Słuchajcie audiobooka!
Agnieszka_Sz - awatar Agnieszka_Sz
ocenił na 8 1 rok temu
Spaleni w ogniu Jaume Cabré
Spaleni w ogniu
Jaume Cabré
Po lekturze wcześniejszych monumentalnych dzieł Jaume Cabré, takich jak "Wyznaję" czy "Głosy Pamano" trudno mi było uwierzyć, że jedna z najnowszych powieści tego katalońskiego pisarza jest tak krótka a przez to bardziej kameralna. Jak większość czytelników mam problem z jednoznaczną oceną tej powieści. To lektura, która przypomina gęsty, duszny sen, z którego trudno się wybudzić. Jak każda powieść autora jest gęsta od emocji i literackich gier, jednak koniec końców bardziej mnie zmęczyła niż zachwyciła. Bohaterem tej historii jest Ismael, człowiek, którego życie poznajemy jedynie fragmentarycznie. Poznajemy tego cichego nauczyciela łaciny, gdy w pasmanterii przypadkowo spotyka swoją koleżankę z dzieciństwa Leo. To spotkanie uruchamia lawinę zdarzeń, która prowadzi do tragicznego wypadku. Od tego momentu fabuła staje się labiryntem, po którym błądzi czytelnik. Ismael budzi się w szpitalu, nie wiedząc kim jest. Jaume Cabré po mistrzowsku oddaje ten stan amnezji, gdzie każde wspomnienie jest ulotne, na pograniczy snu i jawy. Czytelnik dryfuje razem z bohaterem. W jednym akapicie jesteśmy w szpitalnej sali, by za chwilę znaleźć się w przeszłości Ismaela lub obserwować surrealistyczne wędrówki stadka dzików, które to staje się niemym świadkiem jego zmagań z życiem. Fabuła jest jak rozsypane puzzle. Czujemy się zagubieni tak samo jak bohater "Spalonych w ogniu". Zaciera się granica między "tu i teraz" a "kiedyś", co jest charakterystyczne dla śnienia. Wszystko dzieje się naraz, a logika zdarzeń ma tu najmniejsze znaczenie. Zamiast jasnej puenty autor zostawia nas z pytaniem kim jest człowiek, gdy odbierze mu się jego wspomnienia. Książka ta to pozycja wymagająca, która wzbudza intelektualny niepokój. Nie daje łatwych odpowiedzi, wciągając czytelnika w grę, która jednak może zmęczyć. Audiobook (czytał Filip Kosior)
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na 6 16 dni temu
Przeprowadzki Jola Czemiel
Przeprowadzki
Jola Czemiel
Po książkę sięgnąłem z ciekawości. Powieść została wydana przez małe wydawnictwo, jest krótka, przeczytałem ją niemal jednego dnia. Na początku mamy życie dwojga zwykłych ludzi, żyjących w małżeństwie. Ona chce rozmowy, on nie ma ochoty rozmawiać, co – jak się okazuje – nie jest wynikiem jego niechęci do samego podmiotu rozmowy, ale to kwestia ogólnego zebrania sił. Gdy w końcu on decyduje się na rozmowę, jej już nie ma, znika. Na chwilę? Może dłużej? Dalej to nieco surrealistyczna powieść, gdzie przeplatają się dwa wątki widziane oczami jej i jego. Ale narracja nie ogranicza się do punktu widzenia dwóch osób. Narrator jest wszechwiedzący, który wnika w umysły pozostałych bohaterów. Czy to dobrze? W zasadzie to nie przeszkadzało, choć pewnie książka przez to straciła nieco „dwóch punktów widzenia” na rzecz ogólnego obrazu. W tym surrealistycznym widzeniu ona „trafia do” Hadesu, a on próbuje ją odnaleźć. Powieść składa się z dwóch wątków, które łączą się, ale mam wrażenie, że połączenie ich nastąpiło na siłę. Bo wyraźnie czuję, jak wątek, który przydarza się jemu, jest przyklejony, choć – co podkreślam – na koniec łączy się w jedno. Tekst jest napisany dobrze, choć wyłapałem ze dwie literówki i jedno zgubienie podmiotu. Ale nie ma książki bez błędów, więc tę uważam za naprawdę napisaną dobrze. Ogólnie rzecz ujmując, tekst czytał się dobrze, bez zgrzytów, nawet czułem zaciekawienie, co będzie dalej. Plusem jest dwustronność spojrzenia na problem, choć nie rozumiem, jak się ma jego realistyczne poszukiwanie jej, do jej surrealistycznego „świata”. A może w tym jest siła tej książkę, że mężczyzna działa, a kobieta buja w obłokach…? Patrząc w ten sposób, to wydaje się nawet ciekawe, jednak na ten pomysł wpadłem dopiero teraz, po przeczytaniu, a nie w trakcie, co jest minusem. Na koniec mamy zaskoczenie, które wrzyna się w emocje ułożone w trakcie czytania, i ta zmiana emocjonalności jest dla mnie najsilniejszym punktem powieści. I zarazem czymś, co zmienia rozumienie. Za to wielki plus. Ogólnie powieść oceniam na pięć w skali do dziesięciu.
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na 6 2 lata temu

Cytaty z książki Taniec niedźwiedzia. Powieść o ostatnich tygodniach życia Jarosława Haszka

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Taniec niedźwiedzia. Powieść o ostatnich tygodniach życia Jarosława Haszka