Dzieci Wołgi

Okładka książki Dzieci Wołgi
Guzel Jachina Wydawnictwo: Noir sur Blanc literatura piękna
450 str. 7 godz. 30 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Дети мои
Data wydania:
2022-10-06
Data 1. wyd. pol.:
2022-10-06
Liczba stron:
450
Czas czytania
7 godz. 30 min.
Język:
polski
ISBN:
9788373927827
Tłumacz:
Henryk Chłystowski
Średnia ocen

                7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dzieci Wołgi w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Dzieci Wołgi



książek na półce przeczytane 3007 napisanych opinii 1262

Oceny książki Dzieci Wołgi

Średnia ocen
7,9 / 10
64 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1104
475

Na półkach: ,

Książka przeczytana w ramach sierpniowego wyzwania LC.
Już tak wiele zostało powiedziane na temat tej pozycji, więc ja krótko. Fantastyczny pomysł na książkę, na jej realizację i zakończenie. Piękny język, ciekawi i charakterystyczni bohaterowie, śliczne opisy przyrody, ludzi i ich charakterów a do tego kawał historii w tle. Bardzo polecam.

Książka przeczytana w ramach sierpniowego wyzwania LC.
Już tak wiele zostało powiedziane na temat tej pozycji, więc ja krótko. Fantastyczny pomysł na książkę, na jej realizację i zakończenie. Piękny język, ciekawi i charakterystyczni bohaterowie, śliczne opisy przyrody, ludzi i ich charakterów a do tego kawał historii w tle. Bardzo polecam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

252 użytkowników ma tytuł Dzieci Wołgi na półkach głównych
  • 178
  • 74
43 użytkowników ma tytuł Dzieci Wołgi na półkach dodatkowych
  • 20
  • 5
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki Dzieci Wołgi

Inne książki autora

Guzel Jachina
Guzel Jachina
Rosyjska pisarka, autorka powieści o rozkułaczaniu w latach 30. XX wieku „Zulejcha otwiera oczy”, laureatka nagrody „Wielka Księga” (Большая Книга) i „Jasna Polana” (Ясная Поляна). Urodziła się w Kazaniu, ukończyła Kazański państwowy instytut pedagogiczny, wydział języków obcych; od 1999 roku mieszka w Moskwie, pracowała w branży PR, reklamy, marketingu. Ukończyła wydział scenariuszy Moskiewskiej Szkoły Filmowej (2015). Publikowała w czasopismach „Newa”, „Oktiabr'”. W czasopiśmie „Syberyjskie światła” ukazały się fragmenty jej debiutanckiej powieści „Zulejcha otwiera oczy”. Po nieudanych próbach samodzielnego znalezienia wydawcy powieści przypadkowo spotkała właścicielkę agencji literackiej Elkost Jelienę Kostiuchowicz – w rezultacie za pośrednictwem tej agencji książka ujrzała światło dzienne i okazała się sukcesem. W lutym 2016 r. agencja TASS poinformowała, że powieść zostanie przetłumaczona na 16 języków świata.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ruda Kejla Isaac Bashevis Singer
Ruda Kejla
Isaac Bashevis Singer
W młodości zaczytywałam się w prozie Izaaka Bashevisa Singera. Jako świat żydowskiej Warszawy był dla mnie czymś magnetycznym, pełnym życia i barw. Zanurzałam się w nim oczarowana bogactwem kultury żydowskiej, zwyczajów i licznych świąt, których opisy na długo zostały w mej pamięci. Zapragnęłam to przeżyć raz jeszcze, dlatego sięgnęłam po książkę "Ruda Kejla", której pierwszy polski przekład ukazał się zaledwie kilka lat temu, bo w 2022 roku. Widzimy w tej powieści Warszawę, której już nie ma. Ulica Krochmalna, gdzie czytelnik czuje zapach rynsztoku i słyszy gwar jidysz to centrum żydowskiego półświatka, miejsce pełne kontrastów, gdzie obok siebie żyją pobożni Żydzi, biedni rzemieślnicy oraz przedstawiciele półświatka. Tam też poznajemy Rudą Kejlę, byłą prostytutkę oraz jej męża Jarmego, złodzieja, który właśnie wyszedł z więzienia. Para ma marzenia aby zacząć uczciwe, spokojne życie, najchętniej za oceanem, jednak jak się okazuje przeszłość nie daje im o sobie zapomnieć. Trudno zmienić swoje życie, gdy jest się uwięzionym w klatce własnych instynktów, nawyków i społecznych oczekiwań. Dla mnie "Ruda Kejla" to przede wszystkim opowieść o przejmującej samotności. Choć warszawskie ulice tętnią życiem, krzykiem handlarzy czy szmerem modlitw to nad wszystkim postaciami unosi bezwzględne uczucie osamotnienia. Bohaterka, mimo swoich relacji z mężczyznami pozostaje w gruncie rzeczy sama ze swoimi lękami. To samotność kogoś, kto czuje, że nigdzie tak naprawdę nie pasuje, ani do świata porządnych ludzi, ani do rynsztoka, z którego próbuje się wyrwać. Głównym motywem, który uderza podczas czytania jest całkowita niemożność zmiany własnego życia. Autor ukazuje bohaterów, którzy szarpią się z losem, planują nowe otwarcie, chcą być kim innym, by ostatecznie wrócić do punktu wyjścia. Widzimy postacie, którym brakuje siły, by zerwać ze starymi nawykami, co pokazuje, że środowisko w którym żyjemy, bezlitośnie determinuje to kim jesteśmy. Izaak Bashevis Singer pokazuje, że dom, ulica na której dorastamy, ludzie z którymi się na co dzień spotykamy wbijają nas w konkretne role, będące niewidzialnym więzieniem, w którym tkwimy. "Ruda Kejla" to lektura, która zostawia czytelnika z pytaniem, czy faktycznie mamy jakikolwiek wpływ na swoje życie. To mocna, surowa książka, która przypomniała mi jak brutalnie prawdziwa potrafi być proza autora. Polecam! Audiobook (czytał Marcin Popczyński)
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Wiek czerwonych mrówek Tania Pjankowa
Wiek czerwonych mrówek
Tania Pjankowa
Wielki Głód w Ukrainie w latach 1932-1933 nie był klęską żywiołową ale precyzyjnie zaplanowaną zbrodnią polityczną, która miała na celu złamanie oporu ukraińskiego chłopstwa i narzucenie mu kolektywizacji. Szacuje się, że Hołodomor, według najnowszych szacunków, pochłonął blisko 4 miliony ofiar. Określany jako zbrodnia ludobójstwa jest jedną z najmroczniejszych kart XX wieku. Tanja Pijankowa w swojej książce "Wiek czerwonych mrówek" podejmuje się zadania niemal niemożliwego nadając tej masowej zbrodni ludzką twarz. Wielką historię zamyka w losach trójki bohaterów rzucając czytelników w sam środek tego piekła. Buduje opowieść o granicach ludzkiej wytrzymałości i moralności w czasach, gdzie ideologia staje się ważniejsza od ludzkiego życia. Książka jest lekturą wstrząsającą, brutalnie naturalistyczną a poszczególne sceny zostają w głowie długo po odłożeniu lektury. Autorka kontrastuje ze sobą dwa skrajnie odmienne światy: umierającą z głodu wieś i partyjne elity żyjące w dostatku i traktujące chłopów z pogardą i obrzydzeniem. Główna oś fabularna skupia się na losach postaci, których tragedie wzajemnie się dopełniają. Historia Jawdochy, młodej wiejskiej dziewczyny, jest naznaczona głodem i walką o przetrwanie każdego kolejnego dnia. To tutaj Tanja Pijankowa nie szczędzi czytelnikowi scen i opisów, które porażają: puchnących ciał, jedzenia rzeczy niejadalnych czy aktów kanibalizmu. Z kolei postać Swyryda, przedstawiciela wiejskiej władzy to ucieleśnienie człowieka złamanego przez system, któremu sam służył. Jako lojalny aparatczyk jest trybikiem w tej maszynie. Jego lojalność wobec partii i ślepe posłuszeństwo powodują, że traci on resztki człowieczeństwa, pokazując jak ideologia potrafi zaślepić człowieka. Mnie najbardziej poruszył jednak wątek Soli, żony radzieckiego komisarza, która zostaje wysłana do zamkniętego sanatorium dla elit aby przejść kurację odchudzającą. Ironia jest tu porażająca: gdy miliony ludzi marzą o choćby o kromce chleba, ona zmaga się z otyłością, która jednak nie jest wynikiem zwykłego łakomstwa a formą ucieczki. Kobieta zajada ból po stracie dziecka. Jedzeniem wypełnia emocjonalną pustkę. Ta historia unaocznia jak totalitaryzm izoluje elity od rzeczywistości. "Wiek czerwonych mrówek" to proza gęsta, mroczna i duszna. Tanja Pijankowa udowadnia, że o tragedii narodu można pisać używając do tego nie statystyk a historii pojedynczych bohaterów. Jedzenie w tej powieści to nie paliwo dla organizmu a narzędzie władzy. Książka ta to wstrząsające świadectwo tamtych wydarzeń, pozwalająca zrozumieć skalę okrucieństwa, jakie człowiek potrafi zgotować drugiemu człowiekowi. Choć ta lektura bolała, nie mogłam się od niej oderwać. Polecam! Audiobook (czytali: Hanna Chojnacka, Kim Grygierzec oraz Maciej Jabłoński)
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na 9 1 dzień temu
Niecierpliwe Djaïli Amadou Amal
Niecierpliwe
Djaïli Amadou Amal
Książka podzielona na trzy segmenty - w każdym z nich do głosu dochodzą trzy kobiety, żyjące w Sahelu, które w jakiś sposób (jako rodzina, lub wspólny mąż) są ze sobą powiązane. Poznajemy ich trudne losy, jako kobiet wychowywanych w duchu Islamu. I tutaj postawię kropkę. Może wam zdradzić, że bardzo trudno się to czyta, kiedy bohaterki opisują to jak są traktowane przez mężów, a z nikąd nie mogą otrzymać pomocy. Każda z kobiet jest w innej sytuacji. Każda pragnie mimo wszystko walczyć o swoje, jednak tradycja i wierzenia są oczywiście przeciwko. Przecież muszą być posłuszne mężowi. Słowo klucz, które mnie za każdym razem dobijało MUNYAL! - Cierpliwość. W tym słowie widziałam nie tylko cierpliwość, ale i uległość, brak własnego zdania, brak zmiany swojego losu, brak ratunku wobec cierpienia. Książka poruszająca do głębi, wywołuje złość i pytania bez odpowiedzi. Daje poczucie dyskomfortu, beznadziei. Wbija w fotel. Cieszy mnie fakt jednak, że autorka pokazuje obraz kobiet w Kamerunie, daje głos tym, którym jest to odbierane. Dzięki autorce mogłam znowu poznać jak wygląda sytuacja kobiet w krajach muzułmańskich i jak warto walczyć o prawa kobiet. Kochani, jeśli macie okazję i możliwość to przeczytajcie tę książkę. Czyta się to naprawdę jak opowieść prawdziwych kobiet (książka jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami), jesteśmy z nimi blisko i możemy czuć ich ból i cierpienie. Czasami warto po prostu sięgnąć po taką literaturę, za taką dawkę emocji i refleksji, które z niej wynikają.
ksiazki_na_kolkach - awatar ksiazki_na_kolkach
ocenił na 8 1 rok temu
Najskrytsza pamięć ludzi Mohamed Mbougar Sarr
Najskrytsza pamięć ludzi
Mohamed Mbougar Sarr
Powieść Mohameda Mbougara Sarra, Najskrytsza pamięć ludzi, to literackie zjawisko, które zasłużenie zdobyło Nagrodę Goncourtów, stając się jednym z najważniejszych głosów współczesnej frankofonii. Moja ocena to entuzjastyczne 8/10 – to książka totalna, labiryntowa i oszałamiająca swoją erudycją, choć wymagająca od czytelnika pełnego zaangażowania i intelektualnej czujności. Punktem wyjścia jest historia Diégane’a Latyra Faye’a, młodego senegalskiego pisarza mieszkającego w Paryżu, który trafia na trop legendarnej, niemal mitycznej książki z 1938 roku pt. Labyrinthe de l'inhumain (Labirynt nieludzkości). Jej autor, T.C. Elimane, okrzyknięty niegdyś „czarnoskórym Rimbaudem”, zniknął z radaru opinii publicznej po skandalu związanym z oskarżeniami o plagiat. Faye staje się obsesyjnym poszukiwaczem prawdy o Elimane’u, co rzuca go w wir podróży przez trzy kontynenty (Afrykę, Europę i Amerykę Południową) oraz przez tragiczne karty historii XX wieku – od kolonializmu, przez II wojnę światową, aż po współczesność. Sarr konstruuje swoją powieść jako szkatułkową narrację. Głosy bohaterów, listy, wywiady i fragmenty odnalezionych tekstów nakładają się na siebie, tworząc gęstą strukturę. To nie jest tylko opowieść o człowieku; to opowieść o samej literaturze, o jej niszczycielskiej sile i o tym, jak pisanie może stać się zarówno przekleństwem, jak i jedyną formą ocalenia. Największym atutem powieści jest sposób, w jaki Sarr mierzy się z problematyką postkolonialną. Robi to jednak bez publicystycznego zacięcia. Interesuje go relacja między pisarzem afrykańskim a „zachodnim kanonem”. Czy autor z Senegalu musi zawsze pisać o swojej „afrykańskości”, by zostać dostrzeżonym w Paryżu? Elimane jest tu symbolem buntu przeciwko takiemu szufladkowaniu, ale i ofiarą systemu, który najpierw go wykreował na egzotyczną ciekawostkę, a potem brutalnie zniszczył. Autor z niezwykłą swobodą porusza się między stylami. Potrafi być ironiczny, gdy opisuje paryskie salony literackie, by za chwilę uderzyć w ton niemal mityczny, gdy akcja przenosi się do Senegalu. Najskrytsza pamięć ludzi to hołd dla wielkich mistrzów: od Roberto Bolaño (któremu książka jest dedykowana), przez Borgesa, aż po Yambo Ouologuema. Sarr gra z czytelnikiem, ukrywając liczne nawiązania i sprawiając, że lektura staje się procesem odkrywania kolejnych warstw znaczeń. Ocena odzwierciedla mój podziw dla odwagi stylistycznej Sarra. To książka napisana z niesamowitym rozmachem, gęsta od idei i emocji. Jednak ta gęstość bywa momentami wyzwaniem. Dla czytelnika nieprzyzwyczajonego do narracji nielinearnej, liczne dygresje i długaśne zdania (momentami przypominające styl Prousta) mogą być barierą nie do przebicia. Niektóre partie tekstu wydają się niemal przeładowane znaczeniami, co sprawia, że tempo lektury znacząco spada. Jest to jednak cena, którą warto zapłacić za obcowanie z literaturą tak wysokiej próby. Najskrytsza pamięć ludzi to powieść o „poszukiwaniu absolutnego tekstu”, która sama pretenduje do tego miana. Mohamed Mbougar Sarr udowodnił, że literatura wciąż ma moc budowania mostów nad przepaściami historii i kultury. To książka bolesna, piękna i niezwykle inteligentna. Jeśli szukasz lektury, która nie pozwoli Ci zasnąć i zmusi do przemyślenia wszystkiego, co wiesz o sztuce pisania, Sarr będzie Twoim najlepszym przewodnikiem.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Towarzysz Nachman Izrael Joszua Singer
Towarzysz Nachman
Izrael Joszua Singer
Spodziewałam się, że będzie to jednak literatura podobna w duchu do twórczości wielkiego noblisty Izaaka Singera, młodszego brata pisarza. Ale nie, to zupełnie inny typ prozy. Mimo że też pisany w jidysz. Moim zdaniem, znacznie bardziej uniwersalny. Opowiada o życiu żydowskich biedaków z małego miasteczka, Warszawy, Moskwy, ale w gruncie rzeczy to przypowieść ukazująca okrutne prawa rządzące światem, w którym nie ma sprawiedliwości. Bohaterem powieści jest bieda. Szczegółowy, wręcz reporterski opis życia bardzo biednej rodziny żydowskiego w podlubelskiej miejscowości, w Zaułku Nędzarzy. Mates Riter pracuje jako domokrążny handlarz, sprzedając i skupując towary w okolicznych wsiach. Całe tygodnie o głodzie przemierza zakurzone drogi, dźwigając wór pełen towarów. Tylko na szabas wraca do rodziny, idzie do łaźni, do synagogi, zjada coś i odpoczywa. Utrzymuje żonę i sześć córek, w końcu rodzi mu się upragniony syn. Rodzina żyje w tak skrajnej nędzy, że trudno to sobie wyobrazić. W izbie brak sprzętów, głodowe posiłki, nędzne zarobki, życie niewiele różniące się od życia zwykłych żebraków. Właściwie niczym się nie różniące, bo różne kwestie życiowe rozwiązywane są przy pomocy bogatszych sąsiadów. A chleb otrzymywany z czyjejś łaski boli i upokarza. Ale za to rodzina jest niezwykle pobożna i nędzarz Mates nie żałuje nigdy grosza ze swych głodowych zarobków na rytualną łaźnię, ofiarę w synagodze czy wsparcie dla ubogich. Sam przyjmuje z pokorą swój los, nie buntuje się, ale również nie próbuje nauczyć się jakiegoś fachu, by może trochę lepiej zarabiać. Jedyne, na co sobie pozwala, to wykształcenie dla syna Nachmana w szkółce religijnej. Marzeniem ojca jest, by syn został uczonym chasydem, a może nawet rabinem. Marzenie jego spełnia się w bardzo przewrotny sposób. Nachman, czeladnik piekarski, zostaje zauroczony ideologią komunistyczną, gdzie jest mowa o wyzysku mas pracujących przez wrednych kapitalistów, o konieczności walki z systemem na wzór doskonałego Kraju Rad, pierwszego państwa, gdzie robotnicy rządzą. Zauroczenie to przypomina religijność ojca, a jeszcze bardziej – wiarę serwowana w każdej sekcie religijnej. Nachem nie dostrzega, jak jego ideologia rozmija się z rzeczywistością, aż do tragicznego końca. W imię walki z wyzyskiem podcina korzenie, na których opiera się byt jego rodziny. Pracuje bardzo ciężko, z pełnym oddaniem, jest uczciwy do bólu, zachowuje swoją godność, a jednak traci wszystko. Ostatnia scena, kiedy wykończony Nachman przekracza granicę państwową i zmordowany pada obok konającego, zamęczonego pracą konia, którego po wykorzystaniu do końca właściciel porzucił na śmierć pod rozgwieżdżonym niebem, jest jedną z najmocniejszych scen, jakie zdarzyło mi się czytać kiedykolwiek. Obraz komunizmu w wydaniu radzieckim jest tu ukazany w bardzo krzywym zwierciadle, ale do bólu prawdziwie. Slogany o walce ze światowym wyzyskiem, wygłaszane do ludzi, którym mimo katorżniczej pracy nie starcza na chleb. Naiwna wiara w system wbrew temu, co oczy widzą, wiara w szczerą prawdę słowa pisanego w lewicowych gazetkach, w demagogiczną agitację rozmaitych guru komunizmu z towarzyszem Danielem na czele. Warunki życia i pracy w Związku Radzieckim, wyzysk nie mniejszy niż gdzie indziej, kreowanie spisków, oskarżenia o sabotaż i szpiegostwo, polowanie na wrogów klasowych… Przedwojenna Polska też nie wygląda dużo lepiej w oczach pisarza. Szef policji Konrad Łempicki, śledczy Słupek, sędzia Brzygowski – to zaiste indywidua spod ciemnej gwiazdy. Satyra Singera jest cienka, złośliwa i niezwykle trafna. Oczywiście rzecz toczy się w środowisku niezamożnych Żydów, ale obraz przedstawicieli władzy nie ma charakteru klasowego ani narodowościowego. Towarzysz Daniel, sprawca wszystkich nieszczęść Nachmana, to też przecież Żyd. Teza powieści to przeświadczenie, że biedni, ciężko pracujący ludzie nigdy nie osiągną dostatku, bo by coś osiągnąć, trzeba porzucić zasady moralne, oszukiwać, kłamać i wysługiwać się władzy. W gruncie rzeczy egzystencja żydowskiego sztetla, gdzie też przecież są wygrani i przegrani, bogaci i biedni, wydaje się być bardziej egalitarna, a przede wszystkim bardziej nastawiona na współdzielenie się dostatkiem. Musze też powiedzieć, że styl powieści starszego Singera jest wspaniały, oszczędny, mocny, trafny aż do bólu. Mimo wielu złośliwie opisanych spraw i osób, powieść „Towarzysz Nachman” to właściwie moralitet. Żywot Nachman od narodzin do finałowej przegranej, prowadzi czytelnika do uświadomienia sobie, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Imię Nachman znaczy „pocieszenie”. Prawie jak żywot świętego dwudziestego wieku, mimo że wierzy on w komunizm. A tłumaczenie powieści to mistrzostwo świata!
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na 10 2 miesiące temu
Królowa piękna z Jerozolimy Sarit Yishai-Levi
Królowa piękna z Jerozolimy
Sarit Yishai-Levi
„Błogosławione niech będą Twoje ręce, które przyniosły nam tę dziewczynkę. Niech wyrośnie na dumną córkę Izraela, piękną jak sama Jerozolima”. Ten cytat, choć pełen nadziei, stanowi jedynie fasadę dla skomplikowanych i często bolesnych losów kobiet z rodu Ermoza. Sarit Yishai-Levi w swojej epickiej powieści Królowa piękna z Jerozolimy tka gęstą sieć miłości, nienawiści i rodzinnych klątw, rzucając je na tło burzliwej historii Izraela – od czasów panowania osmańskiego, przez brytyjski mandat, aż po współczesność. Moja ocena tej sagi to mocne 8/10; to literatura, która pachnie szafranem, smakuje chałwą, ale i piecze jak sól na otwartych ranach. Fabuła koncentruje się na losach czterech pokoleń kobiet. Poznajemy prababkę Mercadę, surową strażniczkę tradycji, jej synową Rosę, która poślubiła mężczyznę kochającego inną, oraz tytułową „królową piękna” – Lunę, kobietę o magnetycznej urodzie, która pod maską próżności skrywa głębokie traumy. Narratorką jest Gabriela, najmłodsza z rodu, która próbuje posklejać kawałki rodzinnej historii, by zrozumieć chłód bijący od jej własnej matki. To opowieść o tym, jak niewypowiedziane słowa i źle ulokowane uczucia potrafią zatruć krew kolejnych pokoleń, tworząc „klątwę”, przed którą nie ma ucieczki. Największą siłą powieści Sarit Yishai-Levi jest jej niezwykła zmysłowość. Autorka nie tylko opisuje Jerozolimę – ona ją przed nami buduje. Czytelnik niemal słyszy gwar na targowisku Mahane Yehuda, czuje szorstkość kamiennych murów i smak sefardyjskich potraw. Język ladino, wpleciony w narrację, nadaje książce unikalnego, nostalgicznego charakteru. To rzadki wgląd w kulturę Żydów sefardyjskich, ich obyczajowość, przesądy i dumę, która bywa równie budująca, co niszcząca. Autorka pokazuje, że Jerozolima to nie tylko miejsce na mapie, ale stan ducha, w którym sacrum nieustannie miesza się z profanum. Yishai-Levi po mistrzowsku kreśli tło historyczne. Wielka historia – wojny, zamachy, powstawanie państwa – nie jest tu tylko dekoracją. Wpływa ona bezpośrednio na intymne życie bohaterów, determinuje ich wybory i łamie kręgosłupy. Szczególnie poruszające są fragmenty dotyczące walki o niepodległość i tego, jak podziały polityczne przenikają do sypialni i kuchni, dzieląc braci i małżonków. Autorka nie unika tematów trudnych: biedy, przemocy domowej czy skomplikowanych relacji żydowsko-arabskich, które w tamtym czasie miały zupełnie inny, często sąsiedzki wymiar. Dlaczego 8/10? Powieść jest momentami nierówna. Niektóre wątki, zwłaszcza te dotyczące współczesnej Gabrieli, wydają się nieco bledsze w porównaniu z ognistą i dramatyczną przeszłością Luny czy Rosy. Autorka ma też skłonność do powtarzania pewnych motywów, co przy tak dużej objętości może wywoływać u czytelnika lekkie znużenie. Niemniej jednak, emocjonalny ładunek tej książki jest tak potężny, że drobne mankamenty konstrukcyjne schodzą na dalszy plan. Królowa piękna z Jerozolimy to saga o kobietach, które kochają za mocno i mężczyznach, którzy nie potrafią kochać wcale. To bolesna lekcja o tym, że uroda bywa przekleństwem, a milczenie najgorszą zbrodnią. Sarit Yishai-Levi napisała książkę, która jest jak sama Jerozolima: piękna, okrutna, pełna sprzeczności i niemożliwa do zapomnienia. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto kocha sagi rodzinne z wyrazistym rysem historycznym i kulturowym. Po jej odłożeniu jeszcze długo będziecie czuć na wargach smak słodko-gorzkiej herbaty serwowanej w domu Ermozów.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 23 dni temu
Koliber Sandro Veronesi
Koliber
Sandro Veronesi
👓 „O tym Marco nie pomyślał, nie rozpamiętywał, nie próbował się bronić, pozwolił rzeczom toczyć się ich własnym rytmem, jeszcze jeden raz (trzeci? czwarty?), i opowiedział jej o chaosie, który zapanował w jego życiu, o miłości, którą był przepełniony, o smutku, sile, o zmęczeniu (…)”. Sandro Veronesi w „Kolibrze” kreśli przed Czytelnikiem obraz - wydawać by się mogło - zwykłego życia. Bohater - lekarz okulista - wiedzie na pozór zwyczajne życie, ale pod powierzchnią powszedniości kryje się splot dramatycznych wydarzeń. Marco posiada jednak niezwykłą umiejętność - zastygnięcia w bezruchu, gdy wokół eksploduje świat. Stąd też, między innymi odczytaniami, bierze się tytułowy koliber. To opowieść o sile charakteru kształtowanej granicznymi przeżyciami, o miłości, która nigdy nie doczeka spełnienia, rozpisanej w listach przez lata słanych pocztą. 👓 Czytelnik poznaje życie Marco fragmentarycznie - opowieść jest snuta bowiem tak, jak prowadzą ścieżki pamięci - nielinearnie, bez chronologii, bez wyrazistego porządku. Bohater jest pokazany przez pryzmat relacji z bliskimi - żoną, rodzicami, ukochaną, córką, wnuczką, bratem i siostrą, przyjaciółmi. Dużo tu fabularnych zaskoczeń wywołujących wzruszenie, ale jednocześnie emanujących spokojem i akceptacją cierpienia. Marco niemal z hiobową uległością przyjmuje wyroki losu, bo na przekór złu, które go spotkało, trwa dzięki miłości. Powieść jest utkana z psychologicznych analiz, ale Czytelnik odnajdzie tu też mitologię, filozofię i dylematy etyczne. To taka patchworkowa saga, w centrum której stoi Marco, jego postać zszywa bowiem wszystkie skrawki. Bardzo wzruszające i symboliczne zakończenie pozostawi z refleksją. To książka, o której dużo się myśli - w trakcie lektury i po jej skończeniu. Mało jej tu na bookstagramie, a szkoda, bo warto ją poznać.
anna_polonistka - awatar anna_polonistka
oceniła na 7 1 rok temu
Skąd Saša Stanišić
Skąd
Saša Stanišić
„Pochodzenie to to, co się najpierw wymyśla! Pochodzenie to szatnia, ale zawsze ma się na sobie to, co się w niej włożyło” – ten cytat z książki Skąd Sašy Stanišicia idealnie oddaje istotę tej niezwykłej, nielinearnej narracji. Autor, laureat Niemieckiej Nagrody Książkowej, stworzył dzieło, które wymyka się prostym klasyfikacjom gatunkowym. To jednocześnie autobiografia, esej o pamięci, reportaż z nieistniejącego już kraju i gra literacka. Moja ocena to mocne 7/10 – to książka błyskotliwa i ważna, choć jej fragmentaryczna forma może być dla niektórych czytelników wyzwaniem. Stanišić zabiera nas w podróż do swojej młodości w Višegradzie, przerwanej przez brutalny wybuch wojny w Jugosławii, a następnie do Niemiec, gdzie jako nastolatek musiał na nowo zdefiniować swoje „ja”. Tytułowe pytanie „Skąd?” nie doczekuje się tu jednej, prostej odpowiedzi. Dla autora pochodzenie nie jest bowiem statycznym punktem na mapie, lecz dynamicznym zbiorem wspomnień, zapachów, anegdot i językowych potknięć. Kluczową postacią w tej opowieści jest babcia autora, chora na Alzheimera. Jej tracona pamięć staje się metaforą rozpadającego się świata i ulotności korzeni. Stanišić z ogromną czułością opisuje ich relację, pokazując, że pochodzenie to także wspólny język, który znika wraz z odchodzącymi bliskimi. Największym atutem książki jest jej styl. Stanišić pisze z niesamowitą lekkością, używając humoru i ironii jako tarczy przeciwko traumie wygnania. Jego fraza jest nowoczesna, pełna popkulturowych odniesień i błyskotliwych metafor. Autor bawi się formą – w pewnym momencie książka zmienia się nawet w grę paragrafową, pozwalając czytelnikowi decydować o losach bohaterów. To zabieg ryzykowny, ale w tym kontekście genialnie podkreślający, jak bardzo nasze losy zależą od przypadku. Z jednej strony doceniam wysoką jakość literacką i intelektualną głębię utworu. Stanišić stworzył jedną z najciekawszych diagnoz współczesnej emigracji. Dlaczego zatem nie wyżej? Momentami fragmentaryczność tekstu bywa nużąca. Autor tak mocno ucieka od chronologii i klasycznej fabuły, że niektóre rozdziały wydają się nieco oderwane od całości, przypominając raczej luźne notatki z szuflady. Dla czytelnika szukającego spójnej opowieści o wojnie na Bałkanach, ta literacka żonglerka może być momentami irytująca. Skąd to książka, która zmusza do refleksji nad własnymi korzeniami. To hołd dla wielokulturowości i dowód na to, że domem może być język, w którym decydujemy się opowiedzieć swoją historię. Solidna siódemka za innowacyjność, emocjonalną szczerość i udowodnienie, że o sprawach najtrudniejszych można pisać bez patosu.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Silva Rerum IV Kristina Sabaliauskaitė
Silva Rerum IV
Kristina Sabaliauskaitė
Fabuła czwartego i finałowego tomu monumentalnej sagi „Silva Rerum” Kristiny Sabaliauskaitė przenosi nas w drugą połowę XVIII wieku – czas oświeceniowego wrzenia, schyłku Rzeczypospolitej Obojga Narodów i bolesnego rodzenia się nowoczesności. Centralną postacią, wokół której autorka rzetelnie tka gęstą sieć narracji, jest Franciszek Ksawery Narwojsz, matematyk, jezuita i filozof. Jego zmagania to nie tylko walka o naukę w świecie zdominowanym przez religijne dogmaty, ale przede wszystkim wewnętrzne rozliczanie się z dziedzictwem rodu, który przez stulecia był świadkiem i uczestnikiem wzlotów oraz upadków Litwy. Narwojsz podróżuje po Europie – od Paryża po Londyn – chłonąc idee postępu, jednocześnie niosąc w sobie ciężar prowincjonalnych kompleksów i wielkich ambicji. Jego życie to ciągły balans między chłodnym okiem naukowca a gorącym sercem patrioty, który widzi, jak świat jego przodków nieuchronnie odchodzi w niebyt. Kristina Sabaliauskaitė po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzynią historycznego detalu i głębokiej analizy psychologicznej, tworząc epilog, który domyka losy rodziny Narwojszów z niespotykanym profesjonalizmem. Architektura losu i zmierzch epoki W „Silva Rerum IV” autorka rzetelnie rekonstruuje epokę stanisławowską, pokazując ją bez popkulturowego lukru. Zmagania Franciszka Ksawerego splatają się z losami innych barwnych postaci, w tym samego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Sabaliauskaitė fachowo kreśli obraz dworu pełnego intryg, ale i autentycznej tęsknoty za reformą. Największym dramatem bohaterów jest świadomość nadchodzącej katastrofy – rozbiorów, które rozerwą ich ojczyznę na strzępy. Fachowość autorki objawia się w sposobie, w jaki łączy ona wielką politykę z intymnymi przeżyciami jednostki. Narwojsz, mierząc gwiazdy za pomocą teleskopu, próbuje jednocześnie zmierzyć moralny upadek społeczeństwa, które zamiast jedności wybiera prywatę. Atuty: Fachowość stylu i bogactwo detali Największą siłą powieści jest niezrównany warsztat literacki. Sabaliauskaitė pisze językiem gęstym, barokowym w swej precyzji, a jednocześnie oświeceniowo klarownym. Każdy opis – czy to paryskiej ulicy, czy wileńskiego uniwersytetu – jest rzetelnie udokumentowany. Profesjonalizm autorki widać w dbałości o szczegóły epoki: od konstrukcji ówczesnych zegarów po zawiłości ówczesnej mody i kuchni. To nie jest tylko powieść historyczna; to fachowo przygotowana rekonstrukcja ducha czasu, w którym stary porządek (barok) ściera się z nowym (klasycyzm i racjonalizm). Autorka wykazuje się ogromną empatią wobec swoich bohaterów. Zmagania Narwojsza z własną wiarą i nauką są przedstawione w sposób niezwykle współczesny, co pozwala czytelnikowi utożsamić się z dylematami sprzed dwustu lat. To rzetelna lekcja pokory wobec historii, podana w formie porywającej literatury pięknej. Mimo bardzo wysokiej noty, książka posiada cechy, które mogą być wyzwaniem dla części odbiorców: Przeładowanie faktami: Momentami rzetelność historyczna Sabaliauskaitė sprawia, że akcja grzęźnie w długich opisach sporów filozoficznych czy naukowych, co może nużyć czytelnika szukającego szybkiej fabuły. Hermetyczność: Znajomość poprzednich tomów jest kluczowa, by w pełni docenić liczne nawiązania i klamry kompozycyjne, co czyni czwarty tom pozycją wyłącznie dla wiernych fanów cyklu. „Silva Rerum IV” to profesjonalne i godne pożegnanie z jedną z najważniejszych sag historycznych ostatnich lat. Kristina Sabaliauskaitė wykonała fachową pracę, pokazując, że historia to nie tylko daty, ale przede wszystkim „las rzeczy” – splątane losy ludzi, którzy w obliczu zagłady próbowali zachować godność i jasność umysłu. To rzetelna, mądra i piękna książka, która zostaje w pamięci niczym echo dawnych dzwonów wileńskich kościołów.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Lunia i Modigliani Sylwia Zientek
Lunia i Modigliani
Sylwia Zientek
Porwałem się na „Lunię” Sylwia Zientek, bo o Modiglianim Amadeo wiedziałem tyle co nic, czyli wstyd i hańba, a że kochliwy Włoch wyskakiwał z wcześniejszych książek autorki tu i ówdzie, między innymi w zacnym towarzystwie niejakiego Kislinga, którego prace miałem przyjemność oglądać w Muzeum Pabianic (zaiste godna wystawa!), chwyciłem księgę w dłoń i tyle mnie widzieli. I nie wiem teraz czy od początku chwalić czy narzekać, więc może zacznę od minusów – niestety nie porwała mnie miłosna historia, która jest głównym wątkiem książki. Rozległe jak pola pod Grunwaldem uczucie Luni Czechowskiej, narratorki powieści, mierziło mnie okrutnie. Nie wiem, na ile w pensjonarskiej naturze pani Czechowskiej było prawdy a ile kreacji literackiej autorki, lecz postać ta okazała się najsłabszym charakterologicznie ogniwem układanki. Można pokusić się o stwierdzenie, że w takim towarzystwie jak Amadeo, Kisling czy Picasso trudno błyszczeć, skoro zewsząd same „artysty”, modelki, marszandzi i ludzie wyszczekani po francusku, a pani Lunia nie należała do specjalnie przebojowych, to jednak po zakończeniu lektury gdy sięgnąłem do internetowych zasobów, okazało się, że była z niej kobieta całkiem roztropna, a nawet mocno stąpająca po ziemi (bo np. certyfikowała malarskie falsyfikaty Modiglianiego), co nieco kłóciło się z jej obrazem – nomen omen – wymalowanym przez autorkę. Natomiast towarzyskie tło, paryski artystyczny świat został przez panią Zientek oddany znakomicie. Właśnie tu, gdy autorka pisze o artystach, warunkach ich życia i szarej codzienności widać, że swobodnie i z gracją żongluje informacjami, jakby były jej znane od urodzenia. Zaglądamy do ich łóżek, kuchni i do pracowni. Za ramy obrazów i na kanapę, gdzie na miękkiej poduszce spoczywa głowa dziewczyny, podążając ich wzrokiem sunącym po liniach ciała. Napięcie, erotyzm, sztuka. Wybiegamy na ulice i do kawiarni, odurzamy się kiepskim winem i zachwycamy zieloną wróżką wylatującą z butelki absyntu. Natomiast Amadeo to żywioł, który Sylwia Zientek oddała bezbłędnie, choć znów w scenach z Lunią „coś” się kruszy, a Włoch traci temperament południowca. No ale może i tak było? Podsumowując – można czytać „Lunię” jako książkę o miłości, romans wreszcie – i tu nie zawiedzie się nikt, bo ociera się on o melodramat, a kto lubi smutne zakończenia, ten wie. Można, choć wymaga to pewnej ekwilibrystyki, czytać powieść jako historię o diabelskiej duszy artysty, którego spalał wewnętrzny żar. O straceńcu z sercem poczciwym ale i okrutnym, idącym własną, kamienistą drogą, pod prąd, wbrew trendom i uśmiechom wyrażającym powątpiewanie. To opowieść o niezrozumieniu artyzmu i o tym, że los winduje kogoś na wyżyny sławy, by innych doświadczać klęską przez całe życie. Decyzja należy do Was.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 6 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Dzieci Wołgi

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dzieci Wołgi