Przeprowadzki

Okładka książki Przeprowadzki
Jola Czemiel Wydawnictwo: SEQOJA literatura piękna
152 str. 2 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2022-10-19
Data 1. wyd. pol.:
2022-10-19
Liczba stron:
152
Czas czytania
2 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788396239952
Średnia ocen

                8,2 8,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Przeprowadzki w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Przeprowadzki



książek na półce przeczytane 1062 napisanych opinii 857

Oceny książki Przeprowadzki

Średnia ocen
8,2 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
8
5

Na półkach:

Po książkę sięgnąłem z ciekawości. Powieść została wydana przez małe wydawnictwo, jest krótka, przeczytałem ją niemal jednego dnia.
Na początku mamy życie dwojga zwykłych ludzi, żyjących w małżeństwie. Ona chce rozmowy, on nie ma ochoty rozmawiać, co – jak się okazuje – nie jest wynikiem jego niechęci do samego podmiotu rozmowy, ale to kwestia ogólnego zebrania sił. Gdy w końcu on decyduje się na rozmowę, jej już nie ma, znika. Na chwilę? Może dłużej?
Dalej to nieco surrealistyczna powieść, gdzie przeplatają się dwa wątki widziane oczami jej i jego. Ale narracja nie ogranicza się do punktu widzenia dwóch osób. Narrator jest wszechwiedzący, który wnika w umysły pozostałych bohaterów. Czy to dobrze? W zasadzie to nie przeszkadzało, choć pewnie książka przez to straciła nieco „dwóch punktów widzenia” na rzecz ogólnego obrazu. W tym surrealistycznym widzeniu ona „trafia do” Hadesu, a on próbuje ją odnaleźć.
Powieść składa się z dwóch wątków, które łączą się, ale mam wrażenie, że połączenie ich nastąpiło na siłę. Bo wyraźnie czuję, jak wątek, który przydarza się jemu, jest przyklejony, choć – co podkreślam – na koniec łączy się w jedno.
Tekst jest napisany dobrze, choć wyłapałem ze dwie literówki i jedno zgubienie podmiotu. Ale nie ma książki bez błędów, więc tę uważam za naprawdę napisaną dobrze.
Ogólnie rzecz ujmując, tekst czytał się dobrze, bez zgrzytów, nawet czułem zaciekawienie, co będzie dalej.
Plusem jest dwustronność spojrzenia na problem, choć nie rozumiem, jak się ma jego realistyczne poszukiwanie jej, do jej surrealistycznego „świata”. A może w tym jest siła tej książkę, że mężczyzna działa, a kobieta buja w obłokach…? Patrząc w ten sposób, to wydaje się nawet ciekawe, jednak na ten pomysł wpadłem dopiero teraz, po przeczytaniu, a nie w trakcie, co jest minusem.
Na koniec mamy zaskoczenie, które wrzyna się w emocje ułożone w trakcie czytania, i ta zmiana emocjonalności jest dla mnie najsilniejszym punktem powieści. I zarazem czymś, co zmienia rozumienie. Za to wielki plus.
Ogólnie powieść oceniam na pięć w skali do dziesięciu.

Po książkę sięgnąłem z ciekawości. Powieść została wydana przez małe wydawnictwo, jest krótka, przeczytałem ją niemal jednego dnia.
Na początku mamy życie dwojga zwykłych ludzi, żyjących w małżeństwie. Ona chce rozmowy, on nie ma ochoty rozmawiać, co – jak się okazuje – nie jest wynikiem jego niechęci do samego podmiotu rozmowy, ale to kwestia ogólnego zebrania sił. Gdy w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

52 użytkowników ma tytuł Przeprowadzki na półkach głównych
  • 30
  • 22
10 użytkowników ma tytuł Przeprowadzki na półkach dodatkowych
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Przeprowadzki

Inne książki autora

Jola Czemiel
Jola Czemiel
Jola Czemiel, Białostoczanka, absolwentka SGH. Pisanie tkwiło w niej od zawsze. Ukończyła kursy kreatywnego pisania i szkołę pisania thrillerów Dana Browna. Członek grupy literackiej Verte i Write Clubu. Wielbicielka podróży, książek, muzyki, powieści sensacyjnych i astronomii. W przygotowaniu kolejna powieść OKO HORUSA. Miejsca w sieci: https://jolaczemiel.com https://www.facebook.com/JolaCzemiel/ https://www.facebook.com/SkrybaiJa/ Instagram: @jolaczemiel
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pani K. Marta Knopik
Pani K.
Marta Knopik
Skończyłam czytać i nie mogę przestać o niej myśleć - genialnie skonstruowana, poruszająca, nieoczywista, mroczna, pełna niepokoju, ale też piękna :) Dodatkowo mnie na koniec wzruszyła.. Jawa przeplata się ze snami, wspomnieniami, halucynacjami i myślę, że nawet jakimś rodzajem prekognicji. Czas się zapętla, wszystko jest cykliczne- przysłowiowy wąż zjada swój ogon. Ja tu widzę dwa koła czasu, które obracając się mają punkt styczny w windzie, i na przestrzeni balkon-balkon :) Inspiracją dla autorki musiał być czas pandemii, z tą całą izolacją, paniką, niepokojącą atmosferą lekkiego odrealnienia, pustką na ulicach, teoriami spiskowymi i wrażeniem zatrzymania czasu. Wąż i jego jad też jest tu symbolem zatruwania poprzez sianie paniki w mediach. Pani K szuka ukojenia we wspomnieniach, które przywoływane są poprzez smak, zapach, grę światła. Wszyscy to mamy, ale u niej jest to ekstremalne, przybiera formę halucynacji. Woli nie zażywać leków, żeby znów przeżywać te szczęśliwe chwile, które dają jej poczucie bezpieczeństwa. Kalina, bo tak ma na imię pani K, nie miała łatwego dzieciństwa, a kotwicą “normalności” była jej babcia. Po jej śmierci rozsypała się.. Można ta powieść odczytywać na kilka różnych sposobów, a ja mam swoją teorię- w komentarzu spojler :) UWAGA SPOJLER ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. …………………….……………………. ……………………. …………………….…………………….…………………….…………………….…………………….…………………….……………………. - Pani K, mając problemy psychiczne od wczesnych lat młodości, po śmierci babci wpadła w poważną chorobę psychiczną, która się ujawniała i była w remisji ( cyklicznie). - Pani K mieszka w zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego lub domu opieki i jest osobą starszą ( przesiedlenie, nie można wychodzić, jedzenie jest dostarczane, łóżko pościelone i posprzątane następnego dnia) - Ta cała akcja z wojną na zewnątrz, to jej mechanizm obronny przed świadomością, że jest zamknięta i poważnie chora ( choć ma tego przebłyski) - mieszka sama, a znajomość z panem K zakończyła się na etapie pierwszego spotkania. ( czarny notesik z pismem pani K, tylko jedna osoba zameldowana, obraz który malował to obraz z filmu, jaki pani K ogląda) - Uroiła go sobie jak zaczęła brać leki- pan K przyszedł i odszedł wraz z lekami. Leki/pan K wprowadziły porządek, rutynę - jak odszedł - w momencie jak przestała brać leki to pan K znika ( wchodzi do obrazu) a ona może jeść w łóżku i następuje "luz") - Ostatnie sceny to ucieczka pani K, idzie przez ogród szpitala/ zakładu, zasypia na ziemi i śni jej się sen o babci, która opowiada jej "tę prawdziwą historię o niej", czyli uświadamia jej jak bardzo jest chora. Dlatego mówi ona do dziewczyny-studentki: "Kalinko byłaś dzielna" - bo ciężko żyć z taką chorobą ( tu się wzruszyłam..) - Sama końcówka jest moim zdaniem niejednoznaczna. Albo pani K popełnia samobójstwo zdając sobie sprawę, że nie chce żyć z chorobą, albo ( skoro sukienka sama leci i się zawiesza) to jest opcja, że jest to symboliczne wyjście z mroków choroby, zyskanie wolności i początek zdrowienia.: skłaniam się ku temu drugiemu, bo jak pani K wraca parkiem to widzi światła w domach i ludzi ❤️
urfreyalusse - awatar urfreyalusse
ocenił na 10 1 rok temu
Kukolka Lana Lux
Kukolka
Lana Lux
Opowieść zaczyna się tam, gdzie większość z nas boi się nawet spojrzeć – w realiach skrajnej nędzy postsowieckiej Ukrainy lat 90. Lana Lux z przerażającą precyzją odtwarza życie na ulicach, gdzie codzienność definiowana jest przez głód, przeszywający mróz i nieustanne zagrożenie. To świat „niewidzialnych” dzieci, dla których domem jest dworzec, a jedyną rodziną inni wyrzutkowie. Autorka nie szczędzi nam opisów ludzkiego nieszczęścia w jego najbardziej pierwotnej formie: od odurzania się klejem, by choć na chwilę zapomnieć o rzeczywistości, po brutalną przemoc, która jest jedynym znanym tu językiem komunikacji. W samym sercu tego chaosu poznajemy Samirę – siedmioletnią dziewczynkę, której los wydaje się przesądzony. To, jak bohaterka odnajduje się w zaistniałej sytuacji, jest zarówno fascynujące, jak i przerażające. Samira nie jest bezbronną ofiarą w klasycznym tego słowa znaczeniu. Posiada niezwykłą, instynktowną zdolność do adaptacji. Uczy się manipulować emocjami dorosłych, rozumie, że jej uroda i dziecięca niewinność to jedyna waluta, jaką dysponuje w walce o przetrwanie. Odnajduje w sobie siłę, by znosić upodlenie, karmiąc się marzeniem o lepszym życiu, które uosabia postać tajemniczej „matki” lub wizja bogatych Niemiec. Największym atutem Kukolki jest sposób, w jaki Lana Lux prowadzi narrację. Styl jest surowy, niemal dokumentalny, co potęguje wrażenie autentyzmu. Autorka nie ocenia Samiry; pozwala nam widzieć świat jej oczami – dziecka, które zbyt wcześnie dorosło i nauczyło się, że miłość zawsze ma swoją cenę, zazwyczaj zbyt wysoką. Powieść jest genialnym studium syndromu sztokholmskiego i psychologii ofiary, która w oprawcy widzi jedyną szansę na ratunek. Przemiana bohaterki z zagubionej dziewczynki w „Kukolkę” – lalkę w rękach handlarzy ludźmi i pedofilów – jest opisana z bolesną szczerością. To historia o tym, jak systematyczne niszczenie godności prowadzi do całkowitego rozmycia własnego „ja”. Jednak w tej ciemności tli się iskra woli życia, która sprawia, że kibicujemy Samirze mimo wszystkich błędnych decyzji, jakie podejmuje. Moja wysoka ocena odzwierciedla literacką doskonałość w portretowaniu trudnych tematów. Lana Lux stworzyła książkę, która zostaje w człowieku na zawsze. To nie jest „przyjemna” lektura, ale jest mistrzowsko skonstruowana. Jedyne, co powstrzymuje mnie przed wystawieniem pełnej dziesiątki, to emocjonalny ciężar, który pod koniec staje się wręcz nie do zniesienia, co może przytłoczyć nawet najbardziej odpornego czytelnika. Kukolka to potężny głos w obronie tych, których nikt nie słyszy. To powieść o przetrwaniu za wszelką cenę i o tym, że ulica może zabrać ciało, ale walka o duszę trwa do samego końca. Lana Lux napisała dzieło wybitne, choć straszne w swojej wymowie.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Kobieta, która kochała owady Selja Ahava
Kobieta, która kochała owady
Selja Ahava
Selja Ahava w "Kobiecie, która kochała owady" konstruuje opowieść, w której czas przestaje być linearny, a staje się narzędziem poznania. Nielinearność pozwala obserwować przemianę świata z perspektywy jednej, niezwykle uważnej świadomości — Marii, bohaterki zawieszonej między rytmem natury a rytmem cywilizacji. Owady żyją w cyklach, człowiek w historii, a ona… w przestrzeni pomiędzy, gdzie metamorfoza staje się jedyną stałą. Ahava wykorzystuje tę konstrukcję, by zderzyć trwałość natury z kruchością ludzkiego doświadczenia. Motyw przemiany — biologicznej, duchowej, egzystencjalnej — oplata całą powieść, czyniąc z niej medytację nad wiedzą, ciałem, pasją i sposobami patrzenia na świat. Jednocześnie czas pełni funkcję krytyczną: odsłania, jak konsekwentnie marginalizowano kobiece doświadczenie. Wpisując Marię w nurt herstorii, autorka przywraca głos tym, które patrzyły na świat z naukową wnikliwością, lecz zostały pominięte w oficjalnych dziejach. Inspiracją jest tu życie Marii Sibylli Merian — przyrodniczki, artystki i prekursorki entomologii, etymolożki w renesansowym sensie: badaczki źródeł i przemian natury. Jej los staje się figurą ceny, jaką płaci się za wybór nieoczywistej ścieżki. Ahava pokazuje też, jak pasja potrafi pochłonąć całe istnienie i jaką cenę trzeba czasem za to zapłacić. W jednym z najbardziej wymownych momentów Maria mówi: „Są chwile, w których nie ma we mnie miejsca na nic innego jak obserwowanie i niezbędne do niego skupienie.” (s. 80) To powieść, która nie opowiada o czasie — czasem się posługuje, by odsłonić głębsze prawdy o naturze, wolności i człowieczeństwa. Subtelna, poetycka, a zarazem intelektualnie odważna, staje się laboratorium przemyśleń dla czytelnika, który szuka w literaturze nie tylko historii, lecz także sensu.
Agnieszka Beresińska - awatar Agnieszka Beresińska
oceniła na 7 2 miesiące temu
Niecierpliwe Djaïli Amadou Amal
Niecierpliwe
Djaïli Amadou Amal
Książka podzielona na trzy segmenty - w każdym z nich do głosu dochodzą trzy kobiety, żyjące w Sahelu, które w jakiś sposób (jako rodzina, lub wspólny mąż) są ze sobą powiązane. Poznajemy ich trudne losy, jako kobiet wychowywanych w duchu Islamu. I tutaj postawię kropkę. Może wam zdradzić, że bardzo trudno się to czyta, kiedy bohaterki opisują to jak są traktowane przez mężów, a z nikąd nie mogą otrzymać pomocy. Każda z kobiet jest w innej sytuacji. Każda pragnie mimo wszystko walczyć o swoje, jednak tradycja i wierzenia są oczywiście przeciwko. Przecież muszą być posłuszne mężowi. Słowo klucz, które mnie za każdym razem dobijało MUNYAL! - Cierpliwość. W tym słowie widziałam nie tylko cierpliwość, ale i uległość, brak własnego zdania, brak zmiany swojego losu, brak ratunku wobec cierpienia. Książka poruszająca do głębi, wywołuje złość i pytania bez odpowiedzi. Daje poczucie dyskomfortu, beznadziei. Wbija w fotel. Cieszy mnie fakt jednak, że autorka pokazuje obraz kobiet w Kamerunie, daje głos tym, którym jest to odbierane. Dzięki autorce mogłam znowu poznać jak wygląda sytuacja kobiet w krajach muzułmańskich i jak warto walczyć o prawa kobiet. Kochani, jeśli macie okazję i możliwość to przeczytajcie tę książkę. Czyta się to naprawdę jak opowieść prawdziwych kobiet (książka jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami), jesteśmy z nimi blisko i możemy czuć ich ból i cierpienie. Czasami warto po prostu sięgnąć po taką literaturę, za taką dawkę emocji i refleksji, które z niej wynikają.
ksiazki_na_kolkach - awatar ksiazki_na_kolkach
ocenił na 8 1 rok temu
Halandża. Opowiadania modernistów węgierskich praca zbiorowa
Halandża. Opowiadania modernistów węgierskich
praca zbiorowa
W 2023 roku Węgrzy będą obchodzić 115 rocznicę powstania „Nyugatu”, najważniejszego w tym kręgu kulturowym czasopisma literackiego, które swój ostatni numer opublikowało w 1941 roku (co było związane ze śmiercią Mihály Babitsa). W „Nyugacie” pisali czołowi węgierscy poeci i pisarze, pragnący zerwać z nurtem ludowo-narodowym, obecnym w literaturze węgierskiej jeszcze na początku XX wieku. Jak sama nazwa czasopisma wskazuje (Nyugat oznacza Zachód), ideą pracy podejmowanej przez artystów było nadanie rodzimej literaturze nowego, wielowymiarowego oblicza. Przez lata działalności „Nyugat” stał się oknem na świat dla swoich czytelników, nie tylko ze względu na liczne tłumaczenia z języka francuskiego, rosyjskiego, niemieckiego angielskiego czy polskiego, ale także z uwagi na mnogość tropów i stylów swoich autorów. Inauguracyjne numery koncentrowały się wokół problematyki schyłkowość monarchii i chęć politycznej odnowy (Endre Ady), kultu jakości (Erno Osvát) i koncepcji wolności twórczej (Ignotus Hugó). Tom „Halandża. Opowiadania modernistów węgierskich” to praca przekrojowa. Zawarto w niej utwory piętnastu artystów powiązanych z czasopismem „Nyugat”. Są tu autorzy dobrze znani polskiemu czytelnikowi (Dezső Kosztolányi, Gyula Krúdy czy Géza Csáth), wcześniej wydawani, ale już raczej zapomniani (Mihály Babits, Margit Kaffka, Endre Ady, Sándor Bródy, Zsigmond Móricz, Frigyes Karinthy) oraz zupełnie nowe twarze (Emma Ritoók, Lovik Károly, László Cholnoky, Viktor Cholonok, Károly Pap, Sándor Hunyady). Niektórzy z nich dostali sporo miejsca i zaprezentowano kilka-kilkanaście ich utworów (Endre Ady, Károly Pap i Frigyes Karinthy), zaś w przypadku bardziej rozpoznawalnych nazwisk, udział jest wyłącznie symboliczny (Margit Kaffka, Dezső Kosztolányi, Gyula Krúdy czy Géza Csáth). Zwraca też uwagę znacząca liczba opowiadań (ponad 60), a co za tym idzie niewielki ich rozmiar (przeciętnie jest to 5 stron). Trudno na łamach jednej recenzji, która ma za zadanie przede wszystkich wyrazić opinię i zachęcić do lektury, zobrazować wszystkie poruszane przez autorów tematy. Każdy z nich miał swój własny styl, osobiste spojrzenie na rzeczywistość, zainteresowania, które wplatał w zdarzenia trafiające się jego bohaterom. Dezső Kosztolányi w „Tylko małym białym psie” odmalował scenę oczekiwania bezimiennego narratora na przyjazd pociągu. Jego spokój zburzyło pojawienie się psa, który nie miał o nim najlepszego zdania. W „Ostatniej wieczerzy” Zsigmond Móricz nakreślił losy umierającej kobiety, która za wszelką cenę chciała znaleźć opiekę dla swojego męża i dzieci. Kobiecą bohaterkę poznajemy także w „Siostrze Anuncjacie”, tym razem jednak postanawia ona udać się na roczną pracę do zakonu. Duże wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie Emmy Ritoók („Obce mury”), które w symboliczny sposób opowiada o wyobcowaniu, niemożliwości znalezienia nici porozumienia czy utracie. Również drugi tekst autorki („To nie jest noc zakochanych”) należy do jednych z ciekawszych w zbiorze. Tym razem sentymentalny bohater, dawniej porzucony przez niejaką Edit, idzie wieczorem przez miasto. W pewnym momencie dochodzi do niego nieznana kobieta, która boi iść się sama. Razem zmierzają więc na przystanek, w międzyczasie nawet nie próbując zadzierzgnąć jakiejś kruchej relacji. To bardzo ciekawa opowieść o samotności i ułomności czasu. Mógłbym tak mnożyć tych wyliczeń. Bo są tu przecież wątki przemocy rodzinnej („Córki Rubina”), manifest pokoleniowy („Noc poetów”), trochę oniryzmu i grozy („Taniec cieni”), kolonizacja i wyzyskiwanie ludności tubylczej („Oko Trivulzia”) a nawet odwołania do mezopotamskiego Boga Słońca („Tammuz”). Jest tego bardzo dużo, co może rodzić pewne problemy dla czytelnika. Przeskakiwanie z jednej rzeczywistości w drugą, z jednego bohatera (o konkretnym wieku, zapatrywaniu na życie/śmierć, zawodzie i ambicji) na kolejnego, bywa kłopotliwe. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę rozbieżne stylistyki – od tekstów brzmiących nowocześnie, odessanych z ówczesnych miazmatów, aż po takie, które chciały się przypodobać dyktatowi wysokiego języka. Najlepiej czytać to powoli, maksymalnie kilka tekstów jednego dnia. Inaczej szybko zniechęcimy się miłosnymi rozczarowaniami bohaterów Adyego, nie dotrwamy do najlepszych w zbiorze próz braci Cholnoky, nie ujrzymy rozwoju zjawiska modernizmu na Węgrzech (co dodatkowo komplikuje rozkład tekstów – nie chronologiczny, a po autorze). Ulotni się nam cała niejednoznaczność tekstów, która była przecież fundamentem pisma i ruchu. Czytelnicy szukający wciągających fabuł i silnych, przerysowanych emocji, nie znajdą w „Halandży” rozrywki. Będą jak ci naiwniacy z baru, którzy nie są w stanie zrozumieć fenomenu zmyślonego języka – tytułowej halandży. Ten tom wymaga skupienia, rozrysowania mapy kontekstów, doszukiwania się nieoczywistej symboliki. Jest to nie lada gratka dla fanów literatury węgierskiej w ogólności, a dla sympatyków „Opium”, „Miasta uśpionych kobiet” i „Domu kłamczuchów” w szczególności. To przede wszystkim zbiór przekrojowy, ukazujący pewne zjawisko, zyskujący na jakości dzięki spojrzeniu w makroskali. Są tu też literackie perełki, niewielkie opowiadania, które poruszają zmysły, przekraczają szablony, poruszają ważne i uniwersalne tematy. Trudno o nich zapomnieć. Te dwa powody, w połączeniu z pięknym wydaniem i esejem Elżbiety Cygielskiej, sprawiają, że „Halandża. Opowiadania modernistów węgierskich” trafia na moją listę najlepszych zbiorów opowiadań 2022 roku. Recenzja ukazała się pod adresem http://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2023/01/recenzja-halandza-opowiadania.html
Melancholia  codzienności - awatar Melancholia codzienności
ocenił na 7 3 lata temu
Słoń z Étretat Joanna Stoga
Słoń z Étretat
Joanna Stoga
O skutkach faworyzowania dzieci. Ola, zwana przez wszystkich Kassi, co z kolei jest skrótem od mitologicznej Kassandry, zmuszona jest do tego, aby samotnie opiekować się ojcem, który po tragicznej śmierci ukochanego syna kilkanaście lat wcześniej przeszedł ciężkie załamanie i zapadł na chorobę psychiczną, wskutek czego cofnął się w rozwoju do poziomu mniej więcej trzyletniego dziecka. Treść tej książki jest zaskakująco przyziemna. To właściwie zapis zwykłej, szarej codzienności, jaka mogłaby być udziałem każdego z nas. Niemal nie ma tu bardzo dramatycznych wydarzeń, wielkich namiętności czy niesamowitych zwrotów akcji. Dni upływają bohaterce na pracy, przygotowywaniu posiłków, zajmowaniu się ojcem (opis tej relacji jest jednym z najmocniejszych i najbardziej wzruszających elementów książki), sporadycznych spotkaniach ze znajomymi. Tym co sprawia, że nie jest to nudne, są bohaterowie. Świetnie sportretowani, pełnokrwiści i w większości z miejsca budzący sympatię. Książka opowiada o relacjach w rodzinie, przeżywaniu żałoby i poczuciu winy, ale też o odkupieniu, wybaczaniu i otwieraniu się na nowych ludzi i nowe doświadczenia. I o tym, że przy odrobinie wsparcia można znieść naprawdę wiele, a to, co z początku wydawało się ciężarem może okazać się cennym, wzbogacającym przeżyciem. Pewnym minusem jest nieco nazbyt hollywoodzkie zakończenie oraz spora ilość błędów redakcyjnych - korekta zdecydowanie mogła postarać się lepiej. Jednak jak na debiut powieściowy, jest to pozycja zdecydowanie godna uwagi.
niedź - awatar niedź
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Rodzeństwo Monika Wojciechowska
Rodzeństwo
Monika Wojciechowska
Autorka pokazuje nam marzenia młodych ludzi, ich wyjazd do Stanów Zjednoczonych i próba realizacji stereotypowego amerykańskiego snu, a przede wszystkim odnalezienie celu w życiu. Choć Albert dość szybko wie, że będzie kucharzem, ale to Sandra swojej drogi szuka przez wiele lat m.in. pracując w amerykańskiej telewizji czy pisząc w Polsce artykuły o seksualności kobiet. Kazirodztwo to nie jedyny temat, który zostaje tu poruszony. Główna bohaterka doświadcza formy molestowania seksualnego będąc nastolatką, a swoją traumę omawia dopiero lata później na terapii w Stanach Zjednoczonych. Intrygująca jest także tu relacja dzieci z rodzicami, którzy wcześnie przestają ingerować w życie potomków. Rodzeństwo dzięki temu tworzy swój własny świat i całkowicie ufają tylko sobie. Bardzo wciągnął mnie ten psychologiczny aspekt powieści, gdzie widzimy z jakimi problemami mierzą się Sandra i Albert i na tej podstawie możemy wywnioskować, skąd wzięła się między nimi toksyczna relacja. Ta książka nie ma happy endu i emocjonalnie wpływa na czytelnika, pokazując pozornie piękne życia dwójki młodych ludzi, którzy jednak mieli problem z znalezieniem swojego miejsca. Sporą częścią książki są opisy seksualne, które momentami mogą odrzucać. Można było zredukować ich ilość, aby wyeksponować inne wątki. Książkę uważam za mocną, ale jest to udany debiut autorki, która z wielowątkowością i trudnymi tematami poradziła sobie bardzo dobrze.
Katarzynaa97 Kupijaj - awatar Katarzynaa97 Kupijaj
ocenił na 7 1 rok temu
Do pierwszej krwi Amélie Nothomb
Do pierwszej krwi
Amélie Nothomb
Chyba najsłabsze opowiadanie w dorobku Nothombe jakie dotychczas czytałam. Opowieść rozlanie się przede wszystkim w warstwie fabularnej, przez co sprawia wrażenie, jakby autorka chciała upchnąć za dużo w tak krókiej formie literackiej. Fabuła rozpięta jest na przestrzeni 30 lat pomiędzy końcówka lat 30-tych XX wieku a końcem lat 60- tych tego samego stulecia. Bohaterem jest dziedzic dwóch szlachetnych rodów belgijskicha raczej tych z najczystszymi rodowodami. W tym miejscu jeden szablon się kończy. Drugi to dość popularny wizerunek bardzo starych i bardzo zubożałych rodzin ziemiańskich żyjących w skrajnej nędzy, którym brakuje wszystkiego oprócz hordy dzieci, którymi nikt się nie zajmuje, nie wychowuję, nie karmi i nie leczy. Najszlachetniejsi ze szlachetnych osiągnęli społeczne dno bez żadnej walki klas. Trzecia klisza, typowa dla literatury francuskiej: ztekniecie się świata bogatej burzuazji brukselskiej ze światem ziemiańskim. Mały chłopczyk przed pójściem do 1 klasy podstawówki zalicza we wakacje spartańskie wychowanie, które bardzo mu się podoba, tyle że to są dla niego wakacje. Dla hordy kuzynów i kuzynek to znienawidzona, niechciana codzienność, która chętnie zamieniliby na ciepłe dostatnie mieszkanie w Brukseli. Dziecko cywilizacji odwiedza utopijny świat dzikich ludzi. Bardziej dziki niż trwająca w Europie II wojna. Ta nie ma dla żadnego dziecka, ani żadnego dorosłego znaczenia i niczego nie zmienia w ich życiu. Zmienia natomiast wiele koniec epoki kolonialnej. Mały Nothomb już jako dyplomata na placówce przechodzi szkołę życia jako zakładnik w Stanleyville w Kongu dawnej Kolonii belgijskiej. Spartanskie wychowanie wreszcie się przydaje w dyplomacji. I nie chodzi tu o ten rodzaj dyplomacji uprawianej na salonach, ale o trudne rozmowy o uwolnienie zakładników z pozycji, kiedy samemu jest się zakładnikiem. Opowiadanie buzuje znaczeniowo w warstwie sensów naddanych i dopiero tutaj widać funkcje schematyczności. W zasadzie można śmiało powiedzieć, że opowiadanie jest przede wszystkim o tym, czego nie ma w jego warstwie treściowej. Schematyczność przestaje denerwować, bo zaczyna generować dwuznaczność co najmniej. Nothomb wzięła na warsztat trzydziestolecie będące schyłkowym okresem europejskiego kolonializm jako okres, w którym ustalony porządek rzeczy oraz ludzi zaczyna się walić nieodwołalnie. Zdaniem niektórych historyków to właśnie upadek kolonializm przyspieszył proces jednoczenia się Europy, by stworzyć coś, co stanowiłoby przeciwwagę gospodarcza i polityczną dla powstających właśnie postkolonialnych organizmów państwowych. Dzieciństwo I młodość ojca autorki, o którym ona opowiada przypada właśnie na tę epokę, w której oprócz generałów potrzebni są także najzdolniejsi negocjatorzy. Generałowie wygrywają wojny, dyplomaci decydują o tym, kto je przeżyje, nawet jeżeli mdleją na widok krwi z nosa. W tle lekkie zmiany społeczne w zabetonowanych głowach szlachciców, których jedyna własność stanowi zrujnowany zamek i herb nad jego drzwiami. Ale tylko lekkie. Czyta się dobrze. Alenie Nothomb ściśle trzyma się swojego precyzyjnego stylu. Mówi dokładnie to, co chce powiedzieć według reguł klasycznej retoryki. Panowanie nad językiem wypowiedzi jest absolutne i nakierowane wyłącznie na znaczenia. Bez watowania, bez przesady, z bardzo oszczędnymi środkami wyrazu. Efekt klaustrofobiczny. 30 lat życia bohatera dostajemy widziane w straszliwym skrócie, ciasno upchane. Wszystkiego jest za dużo w zbyt małym opakowaniu. Myśli tłoczą się jak chmury na barokowych obrazach. Natłok jest taki, że można zgubić się wśród tych chmur bez możliwości ogarnięcia całości. I to jest chyba pierwszy raz, kiedy miałam wrażenie, że słynna logika wypowiedzi zawiodła Amelie Nothomb. Poza tym wydaje mi się, że tak ciekawy motyw zasługuje na coś więcej niż powiastke filozoficzną w stylu oświeceniowych.
Mysza - awatar Mysza
oceniła na 6 8 miesięcy temu
Nie wchodź tak szybko w tę ciemną noc António Lobo Antunes
Nie wchodź tak szybko w tę ciemną noc
António Lobo Antunes
Z kategorii „takie lubię najbardziej”, czyli stanowiąca niezłe wyzwanie. Całość została podzielona na 7 części, każda z nich rozpoczyna się cytatem z Księgi rodzaju. Niewątpliwie jest tu nawiązanie do stworzenia świata. Narratorką jest Maria Clara, która pod wpływem choroby ojca i jego pobytu w szpitalu opowiada historię swojej rodziny, na tle historii Portugalii za czasów Salazara. Ale nie jest to zgrabna narracja mieszcząca się w ramkach. Maria Clara uwalnia swój umysł i dostajemy zapis jej strumienia świadomości, któremu to zapisowi bliżej do poezji niż do prozy. Powtórzenia, liczne metafory, tekst rwany, w którym czytelnik przy chwili nieuwagi i braku skupienia gubi się w przestrzeni i czasie. Wszystko się tutaj miesza, teraźniejszość z przeszłością i z wydarzeniami fikcyjnymi. Miejsca i osoby. Pojawia się wielogłosowość, w jednym fragmencie wypowiadają się różne osoby i tylko czujność pozwala zorientować się kto jest kim i kiedy rzecz się dzieje. Jednak nie ma tu rozpasania językowego, jest za to bardzo staranny dobór słów. Jak refren pojawiają się całe frazy, które zapadają w pamięć. Antunes nawiązuje do niechlubnej historii Portugalii. Do reżimu Salazara, handlu bronią z krajami Afryki i Bliskiego Wschodu, współpracy z generałem Franco, zamachu na króla, w którym zginał też następca tronu Luis Filipe. Przez całą opowieść pojawiają się goździki, symbol „Rewolucji goździków”. Książka „Nie wchodź tak szybko w tę ciemną noc” na pewno stanowi wyzwanie, ale jej czytanie daje niesłychaną przyjemność. Melodia języka, piękno metafor, płynność opowieści. Tak, wymaga skupienia, ale w zamian czytelnik dostaje coś wyjątkowego.
mabre - awatar mabre
ocenił na 10 1 rok temu
W ciszy Alžběta Bublanová
W ciszy
Alžběta Bublanová
Bohaterką subtelnej i dusznej powieści Alžběty Bublanovej „W ciszy” jest młoda kobieta, która w pewnym momencie swojego życia decyduje się na radykalny krok – całkowite zamilknięcie. To, co zaczyna się jako eksperyment lub próba odnalezienia wewnętrznego spokoju, szybko przeradza się w fascynujące i niepokojące studium alienacji. Fabuła koncentruje się na tym, jak otoczenie – mąż, rodzina, przypadkowi ludzie – reaguje na tę nagłą pustkę w komunikacji. Okazuje się, że milczenie bohaterki działa jak lustro, w którym inni zaczynają widzieć własne lęki, agresję i niezdolność do prawdziwego bycia z drugim człowiekiem. Moja ocena tej książki to solidne 7/10. Czeska autorka stworzyła prozę niezwykle oszczędną, niemal ascetyczną, która idealnie koresponduje z tematem utworu. To lektura wymagająca skupienia, niemal medytacyjna, ale podszyta narastającym napięciem. Bublanová udowadnia, że brak słów może być głośniejszy niż krzyk i bardziej prowokujący niż najbardziej brutalna kłótnia. Hałas nieporozumień Największym atutem powieści jest jej psychologiczna głębia. Autorka genialnie pokazuje, jak bardzo nasze relacje oparte są na gadatliwości, która często służy jedynie do zagłuszania prawdy. Kiedy bohaterka przestaje mówić, maski jej bliskich zaczynają opadać. Milczenie staje się bronią, ale i ciężarem. Bublanová z chirurgiczną precyzją analizuje mechanizm władzy w związku – kto kontroluje rozmowę, ten kontroluje relację. Gdy jedna strona wycofuje głos, cały system ulega awarii. Klimat: Powieść jest duszna, kameralna i klaustrofobiczna, co świetnie oddaje stan izolacji bohaterki. Styl: Bublanová pisze krótkimi zdaniami, unikając ozdobników. To „literatura mięsa”, w której liczy się każde słowo, bo jest ich tak niewiele. Uniwersalność: To nie tylko historia o kobiecie, która przestała mówić, to opowieść o współczesnej niezdolności do słuchania i o tym, jak bardzo boimy się ciszy. Warsztatowo „W ciszy” to książka bardzo sprawna, choć jej specyficzne tempo może nie przypaść do gustu czytelnikom szukającym wartkiej akcji. To raczej zapis procesu, powolne zanurzanie się w głąb psychiki osoby, która uznała, że słowa straciły swoją moc sprawczą. Momentami narracja wydaje się zbyt chłodna, co sprawia, że dystans między czytelnikiem a bohaterką staje się trudny do przebycia, jednak ten dystans jest wpisany w samą koncepcję utworu. „W ciszy” to ważny głos w literaturze środkowoeuropejskiej, dotykający tematu kobiecej podmiotowości i granic asertywności. Alžběta Bublanová napisała książkę, która zostaje w głowie na długo, zmuszając do refleksji nad tym, ile z naszych codziennych rozmów ma jakąkolwiek wartość. To proza, która nie daje łatwych odpowiedzi, ale za to stawia niezwykle trafne diagnozy.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Przeprowadzki

Więcej
Jola Czemiel Przeprowadzki Zobacz więcej
Więcej