rozwiń zwiń

Tam, gdzie byłam

Okładka książki Tam, gdzie byłam
Elżbieta Dzikowska Wydawnictwo: Bernardinum literatura podróżnicza
408 str. 6 godz. 48 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Data wydania:
2013-05-01
Data 1. wyd. pol.:
2013-05-01
Liczba stron:
408
Czas czytania
6 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378231721
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tam, gdzie byłam w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Tam, gdzie byłam

Średnia ocen
6,6 / 10
50 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
90
83

Na półkach:

To moja pierwsza przeczytana książka Elżbiety Dzikowskiej. Bardzo podziwiam tę podróżniczkę za jej wytrwałość, podążanie za pasją i przeżycie tak wielu podróżniczych przygód. Podczas czytania tej książki zorientowałam się jednak, że nie pałam aż tak wielką miłością do tej konkretnie kultury i jej osiągnięć. Książka jest moim zdaniem bardzo rzeczowa, zawiera ogromną ilość informacji i rzetelnych opisów. Zauważyłam więc, że najbardziej interesowały mnie fragmenty związane ściśle z ludzkimi zachowaniami, kulturą bardziej współczesną, doświadczeniami autorki i jej towarzyszy, natomiast te ustępy, które zawierały bardzo dużo specjalistycznych określeń, egzotycznych nazw czy opisów historycznych, błyskawicznie wylatywały mi z głowy. Niektóre rzeczy też trudno mi było sobie wyobrazić, na pewno większa liczba zdjęć byłaby pomocna, jednak domyślam się, że ta książka to swoistego rodzaju wstęp bądź "scenariusz" do konkretnych odcinków serii "Pieprz i wanilia". Myślę, że ta pozycja to nie lada gratka dla miłośników kultury i historii Ameryki Środkowej, jednak ja następnym razem sięgnę po nieco inne pozycje.

To moja pierwsza przeczytana książka Elżbiety Dzikowskiej. Bardzo podziwiam tę podróżniczkę za jej wytrwałość, podążanie za pasją i przeżycie tak wielu podróżniczych przygód. Podczas czytania tej książki zorientowałam się jednak, że nie pałam aż tak wielką miłością do tej konkretnie kultury i jej osiągnięć. Książka jest moim zdaniem bardzo rzeczowa, zawiera ogromną ilość...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

123 użytkowników ma tytuł Tam, gdzie byłam na półkach głównych
  • 62
  • 57
  • 4
25 użytkowników ma tytuł Tam, gdzie byłam na półkach dodatkowych
  • 16
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Tam, gdzie byłam

Inne książki autora

Elżbieta Dzikowska
Elżbieta Dzikowska
(ur. 19 marca 1937 w Międzyrzecu Podlaskim) - historyk sztuki, sinolog, podróżniczka, reżyserka i operatorka filmów dokumentalnych, autorka wielu książek, programów telewizyjnych, audycji radiowych, artykułów publicystycznych oraz wystaw sztuki współczesnej. Wraz z mężem, Tonym Halikiem, zrealizowała około 300 filmów dokumentalnych ze wszystkich kontynentów dla Telewizji Polskiej oraz prowadziła popularny podróżniczy program telewizyjny Pieprz i wanilia. (wikipedia.pl)
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pół świata z plecakiem i mężem Danuta Gryka
Pół świata z plecakiem i mężem
Danuta Gryka
Przyznam szczerze, że podczas lektury tej książki miotały mną sprzeczne uczucia. Otóż, to co należy bezsprzecznie pochwalić, to zdjęcia. Dużo, wysmakowane i świetnie obrazujące opisane historie. A co mi się nie podobało? Swoista schizofrenia autorki. Jej żądza obejrzenia kolejnych atrakcji turystycznych nawet kosztem popełnienia przestępstwa. Niby wchodzenie przez płot na teren jakiegoś zabytku lub korzystanie z cudzych biletów to nic takiego, ale... to się właśnie nazywa kradzież. Co więcej, takie zachowanie mogłoby mieć dużo poważniejsze reperkusje dla osób zatrudnionych do pilnowania obiektu niż dla niej. Jeżeli mnie nie stać, to nie korzystam (tak zachowywał się jej mąż). A co poza tym? Wyraźnie widać, że zwiedzanie zabytków, a może tylko ich opisywanie jej nie idzie. Jest suche i lakoniczne, a przeludnione miasta przytłaczają wędrowców. Książka odżywa dopiero, gdy bohaterowie znajdą się w górach, na trekingu. Kolorów nabiera również podczas podróży po Tajlandii. Jeszcze fajniejsza, pełna życia, jest relacja z podróży po Nowej Zelandii. Niestety, każdy z rozdziałów pozostawił niedosyt, za dużo informacji o podróżnikach (ich chorobach, odwołanych rezerwacjach, problemach komunikacyjnych) w stosunku do ilości opowieści o krajach które odwiedzają. Ciekawie czyta się ich sprawozdania ze spotkań z tubylcami, lecz na przykład, o Australii dużo lepsza jest książka Marka Tomalika pt: „Gdzie kwiaty rodzą się z ognia”. Jeśli miałabym ocenić tę pozycję w skali pięciostopniowej, to zasługuje na uczciwą czwórkę. Solidny kawał prozy, lecz bez euforii.
ilo99 - awatar ilo99
ocenił na 6 8 lat temu
Cisza Stefan Czerniecki
Cisza
Stefan Czerniecki
OCENA - 9/10 WYBITNA Znakomita książka podróżnicza o charakterze poznawczym. Autor „CISZY” Stefan Czerniecki, zabiera nas w egzotyczną wyprawę w głąb Ameryki Południowej a konkretnie do Peru i Ekwadoru. Dzięki tej relacji przeżyjemy wielką przygodę bez wychodzenia z domu. Będziemy wędrować po Limie stolicy Peru, która wyłania się jako miasto brzydkie i mało apetyczne. Lima to przysiółek biedoty, rozpadających się kamienic i zdezelowanych ulic. Na szczęście nie cała Lima jest taka. Dzielnica Miraflores dla odmiany jest enklawą bogactwa innymi słowy miasto dużych kontrastów. Odwiedzimy Cruz del Condor w którym usłyszmy przeraźliwy piskliwy jazgot, a chwilę później naszym oczom ukaże się kondor wielkie ptaszysko lawirujące w poszukiwaniu ciepłych prądów wstępujących. Dalej przed nami Białe Miasto - Arequipa mówią, że to bez wątpienia jedno z najpiękniejszych peruwiańskich miast pokolonialnej zabudowie w której triumf świecą wszelkiego rodzaju krużganki i zamknięte dziedzińce, pełno tu domków z białego wulkanicznego tufu. Odwiedzimy Puno niewielką mieścinę ulokowaną nad samym brzegiem największego jeziora Ameryki Łacińskiej - Titicaca, które owiane jest nutą tajemniczości. Słowo klucz, gdy mówimy o Titicaca, bowiem dotyczy to wielu aspektów od geologii po archeologię oraz patrząc na zbiór legend, wierzeń i mitów. Będziemy przemierzać targi, wąskie uliczki, place, parki, zajadać się rodzimymi specjałami, rozmawiać z tubylcami wysłuchując ich historii oraz przyglądać się w co są odziani czyli wyszukanej modzie, która łączy tradycje z nowoczesnością, czy regionalizm z awangardą. Spotkamy Indian z plemienia Uru, a dokładniej pana Antonio, który uległ nowoczesności i nie żyje zgodnie z tradycją przodków. Wyruszymy do Machu Picchu jednego z siedmiu cudów świata. Zajrzymy do Cuzco, które było stolicą Państwa Inków, powiadają, że to najsłynniejsze i najpiękniejsze miasto w całym Peru, czy tak jest rzeczywiście? No właśnie!!!. Postawimy nogę w Andach, najdłuższej górskiej ścianie świata, bowiem pasmo to rozciąga się na długości blisko 9000 kilometrów. Andy są majestatyczne i różnorodne, np. pokrywa je bujna zieleń ale również przybierają lodowcowe formy, poskręcane, z bajkowymi pióropuszami, ze wspaniałymi śnieżnymi wyżłobieniami. Ale to nie wszystko są piękne dla oka, cechuje je bowiem ciepła gama kolorów, kalejdoskop purpury, czerwieni i brązu. Ponadto Patagońskie Andy kuszą przybyszów niezwykłymi skalnymi grzebieniami, zębami wyrastającymi tak nagle z przeogromnej równinnej przestrzeni pampy. Andy są po prostu magiczne i fascynujące nie można temu zaprzeczyć. Dalej wdrapiemy się na dwa pasma górskie i rozpoczniemy bajeczną przygodę na Cordillera Blanca i Cordillera Huayhuash z pozoru mogłoby się wydawać, że to nic nadzwyczajnego, ale tak nie jest. Dlaczego? Otóż w pierwszym paśmie usłyszymy tytułową „CISZĘ” na tle przepięknych krajobrazów otoczeni szczytami pięcio i sześciotysięcznymi. Zaś w drugim przypomnimy sobie o Joe Simpsonie i jego książce „DOTKNIĘCIE PUSTKI”, który rozsławił do pasmo oraz szczyt Siula Grande (6344m) z którym stoczył walkę na śmierć i życie i wyszedł z niej zwycięsko choć był w dramatycznym położeniu. W końcu dobiegniemy do końca peruwiańskiej wycieczki i znajdziemy się w nadgranicznym Tumbes aby czmychnąć do Ekwadoru. Zapraszam do lektury po naprawdę warto. Przeczytałem tę książkę w ciągu jednego dnia bo była niezwykła, pełna pasji oraz miłości do podróżowania. Styl lekki, przystępny, wyczuwało się głód przygody, takie książki czyta się z prawdziwą przyjemnością. Oprócz ciekawego reporterskiego tekstu książka również oferuję galerię przepięknym kolorowych zdjęć, które były dopełnieniem tej ekscytującej lektury. Polecam. Pozdrawiam. Jack_
Jack_ Mc_sky - awatar Jack_ Mc_sky
ocenił na 9 1 rok temu
Pojechane podróże. Szalone wyprawy Trzech Żywiołów Piotr Trybalski
Pojechane podróże. Szalone wyprawy Trzech Żywiołów
Piotr Trybalski Anna Czerwińska Jarek Sępek Ryszard Czajkowski Marek Tomalik Robert "Robb" Maciąg Marta Owczarek Tomasz Grzywaczewski Andrzej Mazurkiewicz Marcin Obałek Mikołaj Golachowski Arek Ziemba Katarzyna Gembalik Mikołaj Książek Jarosław Kuźniar Katarzyna Mazurkiewicz Claudia Cardenas Dominik Bac Piotr Ganczarski Bartek Skowroński Jacek Szymczak
Było kolorowo, pięknie i zachwycająco nie tylko dzięki opowieściom dyktowanym sercem i pasją, ale i ich licznym ilustracjom tak, jak tylko potrafi być książka o podróżach wydana w formie albumowej, na kredowym papierze, z dołączoną płytą zawierającą 4 filmy je dokumentujące. I chociaż przy tytule tej książki umieściłam tylko jedno nazwisko redaktora, który, zebrawszy te wszystkie pojechanie i szalone wyprawy, pomysłowo ją opracował, to tak naprawdę autorów jest 21, w pełni zaprezentowanych na okładkowych skrzydełkach. To są właśnie wszyscy uczestnicy 17 relacji z podróży do miejsc ludnych w Maroku i bezludnych w Australii, gorących jak Indie i zimnych jak Antarktyka, wiejskich na Madagaskarze i miejskich w Kathmandu, położonych wysoko w górach Kolumbii i ukrytych w głębinach wielkiego błękitu mórz i oceanów. A wszystkie tak różnorodne, wielobarwne, wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju tak, jak tylko potrafi być planeta Ziemia. W tym zachwycie wszystkimi nie miałam jednak problemu, od czego zacząć, a ponieważ formuła publikacji nie narzucała mi kolejności, otworzyłam ją najpierw na stronie 118. Dlaczego, napiszę później, bo to trochę dłuższa historia, a przecież czeka jeszcze pozostałych 16 opowieści, które łączyło jedno – podróżnicza pasja, a wszystko pozostałe było tak odmienne i indywidualne, jak potrafi być sam człowiek. Sposób narracji od ogromnego luzu i stoickiego spokoju miłośników motocykli nawet w obliczu legendarnego ducha górskiego, których nic nie dziwiło i nie zaskakiwało, poprzez przekazywaną miłość, serdeczność i zachwyt dla mieszkańców Madagaskaru, atmosferę niebezpieczeństwa stwarzaną przez lodowe przepaście Antarktyki, kruchy lód na rzecznym szlaku w Czadarze, wojnę w Kongu czy spotkanie z maoistami w Himalajach, aż po kuchenne smaki świata, które zawsze ostatecznie przypominały kurczaka czy zachwyt australijską naturą przypominającą pradawne czasy sprzed tysięcy lat. A każdy z autorów wspomnień przemieszczający się na ulubionych i odmiennych środkach transportu. Zarówno tych tradycyjnych jak własne nogi, samochód, samolot, motocykl, łódka czy rower, jak i mniej tradycyjnych jak koń, i bardzo nietradycyjnych, jak pakistańska ciężarówka, która w nocy świeciła niczym choinka, a także bardzo niekonwencjonalny, jak poczciwy, polski traktor. Można więc podróżować na wszystkim, co tylko myśl podsunie, by dotrzeć tam, gdzie serce dyktowało, przygoda wzywała, zrządził przypadek i sprzyjające okoliczności lub przewidywał plan lub program. Do krajów czasami niebezpiecznych, również tych zniszczonych przez człowieka, gdzie cywilizacja afiszowała się workami foliowymi roznoszonymi przez wiatr, czasami do miejsc nieistniejących, które pozostały już tylko na fotografii tak , jak krater wulkanu Merapi na Jawie,a czasami do krainy jak z bajki, której krajobraz, jak napisał autor - "powalił nas na kolana". Zamarzyło mi się być chociaż raz, przez moment, częścią tego Korytarza Wachańskiego i poczuć to samo albo poczuć jedność z dzikim światem zwierząt tak ufnych, bo jeszcze nieznających drapieżnej, ludzkiej natury. Jedna ze scen jest dla mnie symbolem przesłania prostego przekazu, że żyjemy w ziemskim raju, w którym dzikie zwierzę może przytulić się do największego drapieżnika – człowieka, jeśli tylko mu na to pozwolimy, jeśli tylko damy sobie taką szansę. Zwiedzanie, bo tylko tak mogę określić moją przygodę z tą książką, zaczęłam jednak od wyjątkowej dla mnie wyprawy, o czym wspomniałam na początku. Wyprawy, z powodu której sięgnęłam po tę pozycję. To opowieść Tomasza Grzywaczewskiego, który z dwoma towarzyszącymi mu kolegami, pod wpływem przeczytanej książki "Długi marsz" Sławomira Rawicza, wybrał się szlakiem jej bohatera Witolda Glińskiego. W podobne mapki podróży, pozwalające mi na śledzenie szlaku, wyposażony był każdy rozdział. To dzięki tej wyprawie wzruszyłam się, słysząc niezwykłe pożegnanie polskiej ekipy, z ust rodowitego Jakuta, wypowiadane płynną polszczyzną – "Jeszcze Polska nie zginęła, chłopcy!!!" To tak, jakbym odebrała ustny list przekazany za pośrednictwem tubylców od tych wszystkich Polaków skazanych, wywiezionych i zamordowanych w łagrach sowieckich. Chciało mi się odpowiedzieć – Nie zginęła, jesteśmy, trwamy i nie oddamy! Może usłyszą… Wróciłam do rzeczywistości z innego wymiaru, w którym dzięki różnorodności osobowości autorów i ich sposobu patrzenia na świat, jego przyglądaniu się i pojmowaniu, mogłam nie tylko dotrzeć tam, dokąd nigdy nie wybrałabym się (chociażby na dno morza), ale i zachwycić się, zadumać i po prostu wzruszyć. Ta cząstka świata zamknięta między okładkami to pokłosie Festiwalu Podróżników Trzy Żywioły, który premierę miał w 2004 roku, skupiający znanych i mniej znanych, zawodowców i początkujących globtroterów, chcących podzielić się swoimi przeżyciami na krańcach świata. Autor opracowania miał więc w czym wybierać, by podzielić się z tym ze mną, zapowiadając kontynuację tej formy pokazywania świata. Jego młodszym bratem są Trzy Żywioły Festiwal Filmów Świata prezentujący filmy dokumentalne z wypraw. Cztery z nich dołączono do książki na płycie CD, wśród których jest "Długi marsz 70 lat później". To książka, która inspiruje do ruszenia się z domu, kusząc pięknem widoków i mamiąc radością kontaktu z odmiennym sposobem myślenia ludzi z różnych krajów. Pozwala również uwierzyć, że wędrować każdy może, przestrzegając przed nieodłącznym niebezpieczeństwem i ryzykiem czekającym na podróżniczych żółtodziobów, ale przede wszystkim ukazuje spektrum możliwości, otwierając szeroko bramę świata na oścież. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 4 lata temu
Pomarańcze w śniegu. Pierwsza zima na Majorce Peter Kerr
Pomarańcze w śniegu. Pierwsza zima na Majorce
Peter Kerr
Na początku jesieni trafiłam na niezwykle intrygującą książkę, która bardzo mi się spodobała! Autor - Peter Kerr - to wielokrotnie nagradzany, szkocki autor humorystycznego majorkańskiego pamiętnika podróżniczego pt.: "Pomarańcze w śniegu". To także były muzyk jazzowy, producentem muzycznym i rolnik. Miałam możliwość przeczytać o dobrych ( i nie tylko takich), przygodach jego szkockiej rodziny, która postanawia przeprowadzić się na Majorkę, aby uciec od zima, deszczu i wilgotności. Małżeństwo kupuje farmę i zaczyna, razem z synami, nowe życie, uprawiając pomarańcze na śródziemnomorskiej wyspie. Peter i jego żona nie mogą uwierzyć własnym oczom, gdy Majorka wita ich bielą śniegu i dziwacznym krajobrazem pełnym cytrusowych choinek i pomarańczowych kul śniegowych. Autor pisze o krajobrazie wyspy i samej farmie i robi to z prawdziwą pasją i oryginalnością. "Zatoka Palmy nigdy nie wyglądała wspanialej./.../południowe słońce, złota kula zawieszona na tle błękitnej zasłony, zalewająca blaskiem bezmiar Morza Śródziemnego, na którym skrzyły się cekiny odbitego światła. Śnieg odświeżył krajobraz. Zielone, zalesione wzgórza, które otaczały beżową,okrągłą bryłę zamku Bellver, odbijały przejrzyste światło słoneczne i oferowały subtelne zapachy sosny i mirtu" Dodatkowo czytelnik otrzymuje zabawne anegdoty o żonie pisarza, sąsiadach oraz o tym, jak został oszukany przez poprzedniego właściciela. Większość opisanych interakcji z tubylcami dostarcza mnóstwo momentów śmiechu, głównie z powodu barier językowych, zwyczajów i różnic w stylu życia. Nie muszę dodawać, że nic nie idzie gładko, a kłopoty z językiem hiszpańskim tylko potęgują zamieszanie. Ale pomimo wszystkich nieszczęść - a nawet toalety, która przestaje działać w Boże Narodzenie - opisy widoków, ludzi i ogólnego poczucia joie de vivre ( radości życia) dają czytelnikowi prawdziwe, dobre samopoczucie. Polecam przeczytać tę pełną humoru i ironii książkę , w której głównym bohaterem jest wyspa! Książka bierze udział w wyzwaniu tematycznym-20-ksiazek-na-rok-2024 Pkt 8. Książka, która ma w tytule owoc.
Strusiowata - awatar Strusiowata
oceniła na 7 1 rok temu

Cytaty z książki Tam, gdzie byłam

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Tam, gdzie byłam