Tajemnica wzgórza 117

Okładka książki Tajemnica wzgórza 117
Janusz Przymanowski Wydawnictwo: Nasza Księgarnia literatura dziecięca
62 str. 1 godz. 2 min.
Kategoria:
literatura dziecięca
Format:
papier
Data wydania:
1974-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1974-01-01
Liczba stron:
62
Czas czytania
1 godz. 2 min.
Język:
polski
Średnia ocen

                5,1 5,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tajemnica wzgórza 117 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Tajemnica wzgórza 117

Średnia ocen
5,1 / 10
34 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1556
943

Na półkach: , , , ,

Książka Tajemnice wzgórza 117 przez przypadek trafiła w moje ręce i nie wiedziałem czego mogę spodziewać się po niej. Miałem nadzieje na przyjemną i ciekawą tematycznie pozycje, przy której miło spędzę czas.

Książka Tajemnice wzgórza 117 jest opowieścią dotyczącą końca drugiej wojny światowej, gdzie lotnicy walczyli z okupantem nie tylko na ziemi, ale również w powietrzu. Dotyczy wydarzeń z marca 1945 roku opowiadając o lotnictwie Wojska Polskiego na Wschodzie walczącym z przeciwnikami próbując zestrzelić wrogie samoloty. Na bazie tamtych wydarzeń autor przedstawia nam historie o przygodach pilota Jana Łubina i Janka, którzy zaintrygowani wzgórzem próbują odkryć jego tajemnice. Nie brakuje tutaj walk powietrznych, zasadzek nieprzyjaciela i próby powstrzymania wroga. Poruszając tematykę odwagi, poświęcenia i walki za ojczyznę z przeważającymi siłami okupanta. Jednocześnie autor postanowił wprowadzić motywy współpracy polsko – radzieckiej, czyli żołnierza z żołnierzem co widać podczas czytania. Mogli różnić się od siebie swoimi poglądami lub nawet nie trafiać z nimi, ale dogadywali się ze sobą walcząc razem przeciwko niemieckim wrogom. Inaczej sprawa miała się z relacjami polsko-radzieckimi, które nie zawsze były na dobrej drodze w swoich relacjach. Przygody dwójki bohaterów odkrywających tajemnice wzgórza były ciekawe i wciągające. Wprowadzając motyw przyjaźni między Jankiem i zwierzątkiem prowadziło do miłych i zabawnych sytuacji. Przyjemna opowieść od autora ukazująca nie tylko walkę, ale też przyjaźń, odwagę i poświęcenie. Odkrywanie niemieckiego sekretu wzgórza ze wszystkim było ciekawym pomysłem i intrygującym.

Książka Tajemnice wzgórza 117 jest pozycją przygodową o tematyce wojennej dotyczącej lotnictwa Wojska Polskiego, którą skierowano bardziej do młodego czytelnika. Bohaterowie występujący tutaj w głównych rolach zostali zarysowani dobrze. Pilot Jan Łubin jest doświadczonym pilotem, który nie jedną wyprawę w przestworzach ma za sobą. Z kolei Janek jest osobą młodą, garnącą się do walki, odważną i mający swojego pupilka. Tworzący z nim ciekawy duet wzbudzający wiele miłych i zabawnych momentów. Oprócz nich spotykamy postacie na drugim i dalszym planie dobrze wykreowanych mających do odegrania rolę w fabule przewidzianą przez autora. Nie uświadczymy papierowych bohaterów, lecz mają w sobie głębie mimo długości opowieści. Wzbudzają sympatie i dają się polubić od samego początku. Sama fabuła jest poprowadzona szybko i akcja leci do przodu bez zatrzymywania się wraz z postępującymi wydarzeniami. Napisana przystępnie, przyjemnie, lekko i wciągająco przez autora. Tajemnice wzgórza 117 jest propozycją dla młodego czytelnika, lecz także ktoś starszy może przeczytać przeżywając przygodę z bohaterami książki. Nie wiedziałem się co mogę dostać, lecz mimo krótkości i prostoty bawiłem się przy niej bardzo dobrze. Miło spędziłem czas i szybko przeczytałem. Książka dobra i przygody bohaterów wciągają od początku do samego końca. Finał do przewidzenia jeśli chodzi o zakończenie, lecz nie przeszkadzało mi to wcale. Może jeszcze wrócę do niej jak będę miał ochotę, a jak będę miał okazje to na pewno po jakieś książki autora jeszcze sięgnę w przyszłości.

Książka Tajemnice wzgórza 117 przez przypadek trafiła w moje ręce i nie wiedziałem czego mogę spodziewać się po niej. Miałem nadzieje na przyjemną i ciekawą tematycznie pozycje, przy której miło spędzę czas.

Książka Tajemnice wzgórza 117 jest opowieścią dotyczącą końca drugiej wojny światowej, gdzie lotnicy walczyli z okupantem nie tylko na ziemi, ale również w powietrzu....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

68 użytkowników ma tytuł Tajemnica wzgórza 117 na półkach głównych
  • 53
  • 14
  • 1
26 użytkowników ma tytuł Tajemnica wzgórza 117 na półkach dodatkowych
  • 19
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Tajemnica wzgórza 117

Inne książki autora

Janusz Przymanowski
Janusz Przymanowski
płk Janusz Przymanowski - polski wojskowy, pisarz, poeta, dziennikarz i scenarzysta filmowy. Rodowity warszawiak. Uczestnik kampanii wrześniowej. Po wojnie wstąpił do PZPR. Pracował w czasopismach związanych z wojskiem: "Skrzydlata Polska", "Żołnierz Polski", "Wojsko Ludowe". Absolwent UW (historia). Poseł na Sejm (1980-1985). Zwolennik wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Autor wielu książek przygodowych. Jednak najbardziej zasłynął z napisania "Czterech pancernych i psa". Na podstawie tego dzieła powstał kultowy już dziś serial pod tym samym tytułem. Był również twórcą książek dla dzieci i tłumaczem literatury radzieckiej. Wybrane książki autora: "Czterej pancerni i pies" (pierwsze wydanie: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1964), "Rycerze srebrnej tarczy" (Wydawnictwo Literackie, 1976), "Fortele Jonatana Koota" (Nasza Księgarnia, 1978), "Kto za?" (MAW, 1978), "Bombowa Buki" (Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1984). Żona: Aleksandra (do 04.07.1998, jego śmierć), córka Danuta.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wyprawa po złote runo Jadwiga Żylińska
Wyprawa po złote runo
Jadwiga Żylińska
Matactwa i inne "kombinacje" osób będących u władzy wcale nie są wymysłem czy domeną naszych czasów. Już bowiem w starożytności król Pelias obiecał Jazonowi zwrot podstępnie odebranej jego rodzicom korony - jeśli tylko ten ostatni wykaże się jakimś znamienitym czynem. Np. przywiezie z odległej Kolchidy mityczne "Złote Runo". Jednak nikczemny monarcha wcale nie zamierzał spełnić danego słowa... Niczego nie podejrzewający Jazon ogłosił tymczasem nabór ochotników na tę niebezpieczną wyprawę. Z całego kraju nadciągali wszelkiego rodzaju "nieustraszeni", by przeżyć "przygodę życia", a może i dokonać bohaterskich czynów. Ze wszystkich chętnych wybrano najlepszych, prawdziwą elitę. Takich "starożytnych komandosów". Wśród nich był Polideukes... Wraz z bratem bliźniakiem - Kastorem pochodzili z królewskiego domu w Sparcie. Jest "nieco" wątpliwości, co do ich narodzin, jedna z wersji mówi nawet o tym, że wykluli się z...jaja. To mogłoby w jakimś sensie potwierdzać, że kiedyś Ziemię zamieszkiwały różne "inteligentne rasy" - nie tylko ta obecnie dominująca ... W każdym razie bracia, zwani Dioskurami, uważani byli za "dzieci Zeusa", zaś w Sparcie otrzymali twarde, "żołnierskie" wychowanie... Niestraszne im były później żadne niebezpieczeństwa, a wyprawa po "Złote Runo" pełna była takowych... Przykładowo król jednej z mijanych wysp -  Bebrycji, słynny siłacz Amikos- zażądał, by jeden z Argonautów stanął z nim do walki na pięści. Dopiero wtedy miał "przepuścić" przyjezdnych, uzupełniając niejako "przy okazji" ich zapasy żywnościowe. Ale tylko w przypadku własnej porażki... Do pojedynku zgłosił się Polideukes. Odważny młodzian prócz "spartańskiego chowu" miał za sobą także zwycięstwo w igrzyskach olimpijskich. Był więc "zaprawiony w bojach". Po kilku rundach bezpardonowej wymiany ciosów, górę wzięła strategia oraz technika walki. Polideukes w końcu powalił większego i silniejszego oponenta, "umożliwiając" tym samym kompanom dalszą podróż do wymarzonego celu... "Po wszystkim" zaś nie wrócił z innymi do Grecji. Wraz z bratem popłynął tratwą na północ Morza Czarnego. W jednej z małych zatoczek Dioskurowie rozbili obóz, i żywili się tym, co upolowali bądź złowili. A gdy jeszcze paru co bardziej napastliwych tubylców "nauczyli moresu" i zdyscyplinowali - miejscowi uznali ich za swoich przywódców. Podróżując wcześniej po świecie i widząc, co się na nim "wyprawia" bracia zdali sobie sprawę, że nie zmienią "wszystkiego". Ale na niektóre pomniejsze sprawy, jak własne losy - mieli wpływ. Więc założyli osadę, Dioskurię, która z czasem stała się jednym z ważniejszych portów ówczesnego świata...
Robwier - awatar Robwier
ocenił na 6 3 lata temu
Trójkolorowa kokarda Jadwiga Chamiec
Trójkolorowa kokarda
Jadwiga Chamiec
W streszczeniu zdanie „fabułę uatrakcyjnia motyw porwania dziecka” wypadło dziwnie. Przeczytałam raz pierwszy w podstawówce. Janek wędruje z listem do Lajosa (czyli Ludwika) Csokoi, właściciela ziemskiego i filantropa. Po dotarciu do jakiegoś miasteczka Janek poznaje wędrowne trio: skrzypka Johanna, będącego w jego wieku, młodszą śpiewaczkę Laurę i jej małpkę Perditę (co po włosku znaczy Utracona). Zachłanny drab Allopeo zgarnia zyski za ich występy. Podniecony powodzeniem przebiera małpkę za honweda (węgierskiego wojaka) i każe jej maszerować bębniąc. Widownia wygląda na zawiedzioną, jak z spod ziemi wyrasta prawdziwy honwed i odpowiednio ruga draba. Janek nie znał węgierskiego, lecz domyślił się z łatwością o co chodzi. Po występie spróbował zagadnąć Laurę, znał tylko niemiecki. – Kim jesteś? – zapytała. – Przyjacielem. – Przecież ja ciebie nie znam. – Czy przyjaciół koniecznie trzeba znać? Ja też mam takich, których prawie nie znam. Przez ścianę pokoju w zajeździe Janek słyszy, jak drab wrzeszczy na swe trio. Po jego wyjściu Janek wchodzi tam przez okno i namawia do wspólnej ucieczki. Drab już niemal ich doścignął, gdy zjawia się Csokoi w towarzystwie dwu honwedów wyższych stopniem. Ponieważ często wyrzucam innym nieumiejętność cytowania, zaznaczam, że skracam, lecz sens zachowuję: - Porwano moją córeczkę – zaczyna drab – jestem Aleksandro Allopeo, a ty jesteś moją córeczką, prawda? Laura potwierdza, lecz oczami mówi co innego. - Prze panów, on kłamie, wcale nie jest jej ojcem – zawołał Johann – To oszust, przywłaszczył mojego Stradivariusa. - A ty mały, skąd miałbyś Stradivariusa? Stradivariusy są rzadkie, dla odróżnienia od innych noszą własne imiona, gdy mowa o takim instrumencie należy spytać o jego miano. Skrzypce, na których rzępolił Holmes, też podobno były Stradivariusem, co prawda Watsonowi, nie znającemu się na instrumentach muzycznych, łatwo było to wmówić, a może to licentia poetica. Tu zapewne też. - Odziedziczyłem po ojcu, sławnym muzyku. - Poważnie? A maestro cóż na to? - A tak, ów muzyk powierzył bezcenny instrument mej opiece. - Acha... a ma jakieś zaświadczenie tożsamości? - Gdzieś miałem, musiałbym poszukać. - Przypominam, że toczymy wojnę, radziłbym się pospieszyć. Drab gorączkowo przetrząsa kieszenie. - Proszę. - Tak myślałem. Paszport wystawiony został na jakiegoś Alfreda Peltza. Maestro zechce to wyjaśnić? - Allopeo to mój pseudonim artystyczny. - Zatem, jak sam przyznaje, nie jest Włochem. Nadal będzie obstawać, że jest ojcem tej małej? - Ja ... ten tego... - Starczy tego gadania. Maestro pozwoli z nami. - Panie władzo, ja przecież... - Na komendzie się będzie tłumaczył. Drab zostaje zamknięty za konszachty z wrogiem, raczej marnym był szpiegiem, skoro przyciągał uwagę. Następnie Janek spotyka Margo, zwaną Królową Amazonek ...
Piratka - awatar Piratka
oceniła na 7 4 lata temu
Filip i jego załoga na kółkach Janina Broniewska
Filip i jego załoga na kółkach
Janina Broniewska
Książkę Janiny Broniewskiej czytałem niedawno i wpadła mi kolejna skierowana do dzieci pozycja, która zapowiadała się dobrze. Sam byłem ciekawy co tym razem dostanę i miałem nadzieje na coś miłego, przygodowego i wciągającego. Książka Filip i jego załoga na kółkach jest opowieścią o wojennych perypetiach konia ciągnącego wóz z kuchnią dla żołnierzy prowadzoną przez Woźnicę i Kucharza. Po drodze przeżywają wiele przygód i spotykają małego zagubionego chłopca. Autorka skupiła się nie na samej walce wojsk i potyczkach z przeciwnikiem. Fabuła dotyczy dwójki bohaterów karmiących żołnierzy, którym po drodze z dala od walk mają za zadanie dostarczyć jedzenie. Koń imieniem Filip jest postacią, która nie bojąca się niczego, ale czasami mająca swoje zdanie wyrusza w podróż. W krótkiej historii dostajemy obraz wojenny, ale zarysowany delikatnie i skupiający się na kuchennych momentach, czasami wyłania się z tego pobitewne sceny lekko tylko opisane i widok spotykanych ludzi. Dobrym pomysłem było wprowadzenie młodocianego bohatera ukrywającego się przed niemieckim wrogiem, który bierze udział w podróży w poszukiwaniu rodziny. Wszystko sprawia, że opowieść z czasów drugiej wojny światowej skierowana do młodego czytelnika czyta się szybko. Same przygody po drodze wypadają ciekawie i potrafiły wciągnąć. Zarysowanie poszczególnych sylwetek postaci jest dobrze przedstawione i można ich polubić. Na pewno Woźnica, Kucharz, chłopak i sam koń są główniejszymi bohaterami jakich tutaj spotkałem. Na dalszym planie pojawiają się inne osoby mające tym razem do odegrania rolę w fabule w mniejszym lub większym stopniu. Autorka potrafiła wykreować ciekawych i dobrze nakreślonych postaci jakich spotykamy na kartach krótkiej powieści. Relacje pomiędzy nimi są ukazane lekko, potraktowane z dozą humoru i troszkę poważne. Dialogi sprawnie napisane i nie przeszkadzające, ale mające w sobie lekkość przez cały czas. Zakończenie książki jest dobre i pasujące do krótkiej opowieści jaką dostajemy. Finał może mnie nie zaskoczył za mocno, ale właśnie skupiając się na obrazie wojennym, przygodach bohaterów, poszukiwaniu rodzinny przez chłopca i jego perypetie fabuła potrafi wciągnąć. Mający w sobie pozytywne przesłanie dla wszystkich dotyczące, że po uwolnieniu będzie żyło się lepiej niż pod zaborem wojsk niemieckich. Książka Filip i jego załoga na kółkach jest moim drugim spotkaniem z autorką, której pierwsza powieść spodobała mi się bardzo. Również skierowana była do młodego czytelnika, lecz nawet mimo tego dobrze się przy niej bawiłem. Sięgając po kolejną pozycję z jej dorobku miałem nadzieje też na przyjemną i lekko podaną opowieść. Okazuje się, że autorka sięga po motywy drugiej wojny światowej ukazując losy bohaterów gdzieś na tyłach wojsk skupiając się na pokazaniu obrazu po bitwach i odzyskiwania niepodległości okupioną ciężką przeprawą w potyczkach. Jednak nie brakuje naleciałości po czasach w jakich powstawała i jest zarazem wadą książki. Wojska rosyjskie są ukazane jako wyzwoliciele naszego kraju wraz wspólnie z polskimi napisanej w propagandowy sposób. Pomimo wszystko dostajemy przyjemną, lekką opowieść z happy endem na końcu o szansie na życie po odzyskaniu wolności w dużo lepszych czasach. Filip i jego załoga na kółkach jest skierowaną do młodego czytelnika pozycją jaką czyta się szybko i przyjemnie. Mającą szybko poprowadzoną akcję i wydarzenia wciągające od samego początku. Nie przynudza i nie sposób nudzić się przy niej. Kolejna książka autorki za mną i po pierwszej Filip i jego załoga na kółkach jest tylko dobrą pozycją z ciekawą fabułą do przeczytania. Może kiedyś jeszcze będę miał okazje do sięgnięcia po książki autorki, lecz nie będę na siłę szukać.
Magnis - awatar Magnis
ocenił na 6 7 miesięcy temu
Wodzu, wyspa jest twoja Ryszard Liskowacki
Wodzu, wyspa jest twoja
Ryszard Liskowacki
Książka która mnie ominęła w dzieciństwie, a szkoda, z pewnością podobała by mi się o wiele bardziej. Usłyszałem od niej podczas spotkania literackiego, na którym gościłem z kolegą. Wspominał ją jako lekturę swojego dzieciństwa. Koniecznie musiałem ją poznać. Akcja ma miejsce w Szczecinie, pojawia się Odra, tramwaj numer 8, Las Arkoński, Park Kasprowicza, jednak mam nadzieję, że to innym, mglisty Szczecin. Znam Odrę w pasie od stoczni do Inoujścia i jedyne miejsce, które mi pasuje to okolice Gocławia. Nie ma tam jednak możliwości dojścia przez bagna. Ale skoro jechali tramwajem 8, to może chodzić o Siedlińską Kępę albo Bryniecki Ostrów... gdzieś na Międzyodrzu. Dawniej ósemka miała pętlę na Basenie Górniczym. Nie ma to aż tak wielkiego znaczenia. Szczecin jest tylko tłem, znajomym i miłym, ale jednak tłem. O wiele bardziej istotna jest owa wyimaginowana "Wyspa Szczęścia", na której dzieją się cuda. Czary? Nie. Przemiany charakterów. Książka ma wszystko co mogło się podobać czytelnikowi z tamtego czasu (lata 60/70): trochę swojskości, zgrana paczka kumpli, bandy podwórkowe, dalekie a bliskie miejsce, przygoda, draki i bijatyki. Przypominają mi się moje pierwsze komiksy klasowe, a były to właściwie same potyczki. One w większości odbywały się w naszej wyobraźni. Marzenia odgrywały wtedy o wiele większą rolę. W nich wysepka mogła zamienić się w dziki ląd, konkurencyjna banda w piratów a wrony... w kurę na rosół. Nie pierwszy to raz wyobraźnia przenosiła szczecińskich marzycieli i poszukiwaczy przygód w inne krainy. Jezioro Dąbie potrafiło zmienić się w Mare Dambiensis... gdzieś tam, na swojej wyspie mieszka kot Umbriaga. Książka całkiem niezła, ale nie ma szansy przebić Niziurskiego czy Bahdaja. Ciekawe jest to, że autor poświęcił ją swemu synowi - Arturowi Liskowackiemu, który jest postacią znaną w Szczecinie, o bogatym dorobku literackim. Dla mnie to lokalna ciekawostka, związana z moim miastem i czasem, który nie należał do mojego pokolenia.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na 6 7 miesięcy temu
Wielka wojna z czarną flagą Wiktor Zawada
Wielka wojna z czarną flagą
Wiktor Zawada
Drugi tom serii o KAKTUSACH, czyli świetna lekcja historii dla młodzieży, ale i dla dorosłych. Wiktor Zawada wykreował bardzo silne charaktery, a ich przygody, choć czasem mogą wydawać się wręcz absurdalne w realiach wojennych - to są wyjątkowo celnym przeniesieniem walki o wolność dorosłych. WIELKA WOJNA Z CZARNĄ FLAGĄ opisuje trzeci rok okupacji, a drużyna Kaktusów musi poradzić sobie ze zdradą, z niesprawiedliwością i z brutalnym agresorem. Ta książka, to fikcja - ale fikcja, która się zdarzyła... w wersji bardziej przerażającej. Mimo jednak lżejszego tonu - tej opowieści nie można posądzić o choćby najmniejsze banalizowanie wojny. Mamy tu prawdzie emocje, prawdziwe cierpienie i prawdziwą moralność - honor w tej historii nie jest tylko słowem. Bardzo cenię tę serię - został mi do nadrobienia jeszcze tom trzeci. Uważam, że pokazana tu współpraca, przyjaźń, jedność, determinacja, którą widać w małych rzeczach, czasem w drobnostkach - sprawia, że człowiek zaczyna rozumieć, czym jest patriotyzm i prawdziwa odwaga. W tej części nasza ekipa stanie oko w oko z Hitlerjugend i będzie to starcie pamiętne. Czy pokonają wroga? Czy pozostaną sobą, pomimo rozmaitych rozczarowań - a może rozczarowanie przekują w złoto? Skąd wezmą nadzieję, w świecie pozbawionym nadziei? Ach! I humor! Przecież humor jest tu czynnikiem wiodącym, który pozwala z zachwytem przewracać stronę po stronie. Książka została fantastycznie wydana. Piękna tasiemka jako zakładka, twarda okładka, klasyczna spójność, eleganckie szycie i oczywiście ilustracje Ludwika Paczyńskiego, które to ilustracje w swej prostocie są karykaturalnym i celnym odbiciem wojennej rzeczywistości. za wolność! za Polskę! 8/10 tom 2 KAKTUSY Wydawnictwo Zysk i S-ka
πPi - awatar πPi
ocenił na 8 4 lata temu
Kaktusy z Zielonej ulicy Wiktor Zawada
Kaktusy z Zielonej ulicy
Wiktor Zawada
„Kaktusy z Zielonej Ulicy” Wiktora Zawady to książka, którą odkryłem zupełnym przypadkiem gdzieś w gimnazjum. Pomijając lektury, czytałem już wtedy całkiem sporo. Chociaż rysował się mocno kierunek prowadzący w stronę fantastyki, to sięgałem też po inne rzeczy. I tym sposobem, przeglądając u dziadków szafkę z książkami mojej mamy i ciotek trafiłem na taki skarb. Powieść ta jest to świetna młodzieżowa przygodówka osadzona w trudnych realiach II wojny światowej. Autor dokonał niesamowitej sztuki, jaką jest pokazanie wojny z perspektywy dzieci przy zachowaniu daleko idącego autentyzmu życia społecznego i tragizmu okupacji. Wspominam lekturę naprawdę dobrze. Już wtedy interesowałem się historią i zdawałem sobie sprawę z tego, czym była wojna i jakie były jej konsekwencje, więc lektura była ciekawym doświadczeniem. Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że fabuła weszła mi w głowę, a książkę czytałem kilkukrotnie. Sam fakt, że teraz po latach wciąż siedzi mi w głowie jest chyba dość znaczący. Wiktor Zawada, a właściwie Witold Welcz umieścił swoją opowieść w Zamościu, co na pewno też nie pozostało bez wpływu na mój odbiór, bo chociaż sam pochodzę z Tomaszowa Lubelskiego, to Zamość odwiedzałem wielokrotnie. No i na koniec mój dom rodzinny mieści się przy ulicy Zielonej. Innej, ale jednak. Nie wydaje mi się, żebym specjalnie utożsamiał się z bohaterami powieści, jednak gdzieś ta koincydencja była ciekawa. Tytułowe Kaktusy to grupa przyjaciół, których najlepszy czas dzieciństwa to zabawa w Indian. Wrzesień 1939 roku sprawia, że zamiast zabawy w wojnę muszą stawić czoła prawdziwym wydarzeniom. Obserwują jak zmienia się życie codzienne ich, rodziny i wszystkich wokół pod niemiecką okupacją. Dotychczasowe psikusy i zabawy ustępują pomysłom, jak rzeczywiście mogą zaszkodzić wrogom. Spotykają się z dramatami, takimi jak rozbicie rodziny oraz realnym niebezpieczeństwem. Dziecięce kłótnie odchodzą na bok z racji poczucia braterstwa oraz strachu, który odczuwają mimo okazywanej odwagi, a czasem nawet buty. Dzidek, Bysiek, Milka oraz Jędrek to główni bohaterowie książki, ale ważną rolę odgrywał także Jasiek Cielebąk, który nieco starszy od pozostałych dzieciaków, szybciej i bardziej świadomie wyrabiał sobie zdanie na temat sytuacji. Niesamowitą postacią jest Polcia, pomoc domowa rodziny Centów. Dziewczyna, która potrafiła zrugać Niemca, tak że wziął nogi za pas. Oj, pamiętna scena. No właśnie, są też Niemcy. Zarówno osiedlani na Zamojszczyźnie zwykli ludzie z III Rzeszy, jak i żołnierze. W tym ostatnim gronie znajduje się Herr Pacurek, niepożądany lokator w domu Dzidka, główny wróg Kaktusów. Na konflikcie z nim skupia się lwia część akcji książki. Postacie nie są przerysowane, nie mają cudownych zdolności ani nadmiernego szczęścia. To zwyczajne dzieciaki i ich rodziny oraz znajomi, którzy po ludzku muszą zmierzyć się z potężnymi przeciwnościami losu. I to chyba właśnie ta autentyczność sprawia, że wciąż mam mocne wspomnienia związane z tą książki i co jakiś czas wracają one do mnie i rozpamiętuję sobie tę historię. Styl autora jest bardzo specyficzny, łączący lekkość lektury dla młodzieży z powagą wojennej tematyki. To rzadka sztuka i umiejętność, by tak połączyć te kwestie bez uszczerbku dla którejkolwiek. Świadczę własnym doświadczeniem, bo to dość znaczące, że mimo upływu bodaj 20 lat tak dobrze pamiętam tę książkę i czuję echo emocji, jakie zostały w niej zawarte. To jest moc literatury. Taką literaturę powinna czytać młodzież. Chociaż rozumiem zmiany pokoleniowe oraz zmianę trendów, to „Kaktusy z Zielonej Ulicy” powinny być szerzej znane i promowane. To nie tylko książka przesiąknięta niezwykłym klimatem przyjaźni i zagrożenia. Jest tu wspaniały, nieprzesadny patriotyzm oraz wiele mądrych postaw i zachowań. Co ciekawe, mimo że powieść ukazała się pod koniec lat 60., to nie pamiętam, żeby wciśnięto tam propagandę komunistyczną. Jeśli jest, to wtedy jako dzieciak jej nie dostrzegłem. Z całego serca polecam tę książkę zarówno młodym, jak i starszym czytelnikom. Wszystkie powody wymieniłem wyżej, więc nie będę się powtarzał. Wspomnę tylko, że jest to pierwszy tom trylogii i co dziwniejsze mimo mojego zachwytu nad tym tomem, nigdy nie miałem okazji przeczytać kolejnych. W szkolnej bibliotece ich nie było, w publicznej chyba nie pytałem, a kupić tego nie szło, bo internetowy rynek handlu wtórnego książkami nie był tak rozwinięty jak dziś. Plan uzupełnienia kolekcji będzie dopiero zrealizowany. Wtedy pewnie wrócę z pełną recenzją i okaże się czy z perspektywy starszego, obciążonego większą wiedzą człowieka też będzie tak świetnie. Tekst opublikowany pierwotnie na stronie: https://www.facebook.com/SoFiK.DamianPodoba
SoFiK - awatar SoFiK
ocenił na 7 4 miesiące temu
Czy foka jest biała? Czesław Centkiewicz
Czy foka jest biała?
Czesław Centkiewicz
To bez wątpienia rewelacyjna książka. Choć twórczość Centkiewicza znałem wcześniej, głównie dzięki opowiadaniom dla dzieci związanych z kręgami polarnymi, Arktyką i Grenlandią, które czytałem w czasach szkoły podstawowej, ta książka wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie. Uwielbiam książki pisane z pasją - ta właśnie taka jest. Przez całą lekturę czuć, że autor żył tym co opisał, dzięki czemu jego opowiadanie pełne jest wrażeń i wyrazu. Historia myśliwych ze statku "Isfiell" jest niezwykła. Nieraz pełna wrażeń i trudności, czasami wzruszająca, ale przede wszystkim niezwykle ciekawa, rozbudza moją ciekawość i chęć dalszego zgłębiania tematu. Uważam, że to nie jest książka dla dzieci. Są w niej momenty brutalne, ale prawdziwe. Jedną z bardziej ciekawych rzeczy w niej opisanych jest zmaganie się z przeciwnościami natury, których przecież na Morzu Arktycznym pełno. Ta książka to również ciekawe charakterystyki ludzi, marynarzy, których nie sposób nie polubić. Książka pełna jest również nietuzinkowego humoru. Reasumując - naprawdę warto przeczytać tę książkę. Choć autor był związany po wojnie z kręgami komunistycznymi (czego nie promuję) to jego twórczość zasługuje na ogromną pochwałę. Sięgając po tę książkę warto sobie uświadomić trud tych ludzi, którzy nieraz walcząc o byt swój i swojej rodziny narażali własne życie. Autor odpowiada nam również na zabawne pytanie postawione w tytule - czy foka jest biała? Tak, jest biała, ale tylko wówczas gdy jest malutka. Dzisiaj tego świata już nie ma - wraz z rozwojem technologicznym ludzkość utraciła tę niesamowitą romantyczność takich przeżyć. Można już o nich jedynie czytać - czytajmy więc.
maly1394 - awatar maly1394
ocenił na 8 2 lata temu

Cytaty z książki Tajemnica wzgórza 117

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Tajemnica wzgórza 117