Sztuka znikania

Okładka książki Sztuka znikania
Monika Lech Wydawnictwo: 4generations Cykl: Droga Smoka (tom 3) fantasy, science fiction
685 str. 11 godz. 25 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
e-book
Cykl:
Droga Smoka (tom 3)
Data wydania:
2021-07-19
Data 1. wyd. pol.:
2021-07-19
Liczba stron:
685
Czas czytania
11 godz. 25 min.
Język:
polski
ISBN:
9788395883750
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sztuka znikania w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Sztuka znikania

Średnia ocen
7,5 / 10
13 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
667
561

Na półkach:

Pod koniec zeszłego roku miałam przyjemność przeczytać drugi tom serii Droga smoka, pod tytułem “Pracowite wakacje w Rzymie”. Teraz nadszedł czas na kolejny tom tej genialnej serii. Nie tylko nie mogłam się jej doczekać, lecz również tak mocno kibicuję autorce, że mam ochotę głośno krzyczeć, jak dobra jest ta seria i chciałabym, żeby każdy miał przyjemność ją przeczytać. Monika Lech stworzyła niepowtarzalny świat, w którym odnajduję się, jak bym była w nim cały czas, jakbym towarzyszyła Olegowi, Andy i Alexowi. Dlatego tak bardzo moje serce krwawiło podczas czytania “Sztuki znikania”, autorka zapewniła mi multum emocji i niejedno załamanie. Do dzisiejszego dnia, gdy przypomnę sobie pewną scenę mam łzy w oczach i czuję siłę gestu Andrei i uważam, że była to scena bardzo potrzebna tej książce. Pokazała nam prawdziwą miłość i niech was nie zwiedzie ten szczegół, książka nie jest tylko o miłości, jest o wielowymiarowej wojnie, która toczy się nie tylko na polach bitwy, lecz potrafi się również toczyć w bardzo zawoalowany sposób. Jednym słowem polecam całym serduchem i po cichu liczę na wydanie książki w papierze.



“Dla Ludzi to brzmi może dziwnie, może nawet trochę obrzydliwie, ale w zapachu ciała nie ma nic obrzydliwego, zwłaszcza takiego ciała, które należy do ukochanej osoby.”



W Rzymie działo się wiele, lecz co się tam wydarzyło już nie zostaje tylko w pamięci Andrei Niwiński. Tym razem Andy współdzieli swoje doświadczenia ze swoimi ukochanymi. Do domu Andy wprowadzają się Oleg Tsun i Alex Fitzwilliam, do domu, który do tej pory był pełen mężczyzn, jej przyjaciół, jej braci. Teraz Andy musi się zmierzyć z nowym wyzwaniem, jakim jest miłość do dwóch mężczyzn, lecz nie jest to jej jedyne wyzwanie. Jej noce są pełne koszmarów, dochodzi do dwóch napadów na Andy, do tego problemy jej ukochanych również ją martwią. Nagłe szaleństwo jakie opanowuje niektórych zmiennych jest sprawą niecierpiącą zwłoki a Oleg odnajduje nowe powołanie, dzięki któremu okazuje się nieodzownym wsparciem w próbie uleczenia zmiennych.



Tym razem autorka ukazuje nam w pełni świat, w którym żył Alex i Oleg. Zapoznała nas z zmiennokształtnymi i magicznymi, uchyliła nam rąbka tajemnicy przemian ludzi w zmiennokształtnych. Poznaliśmy lepiej Hyeon Ju, który do tej pory był bardzo tajemniczą i intrygującą postacią. Pokazała nam jak wygląda miłość, chyba każdy chciałby poczuć tak silne uczucie do kogoś, a tu, w “Sztuce znikania” otrzymaliśmy tą miłość pomnożoną razy trzy. Miłość tej trójki jest tak silna, tak piękna i magiczna, że czytało się o niej z wielką przyjemnością.

Tajemnicza przepowiednia rządzi Andy i jej ukochanymi, i to ona będzie miała swoją chwilę w kolejnym tomie. W końcu poznamy jej znaczenie i już nie mogę się tej chwili doczekać. Przyznaję się szczerze, że jestem w stanie brać książki Moniki Lech w ciemno, ponieważ wiem, że nie stracę czasu, wręcz przeciwnie, będę się świetnie przy nich bawić.

Czytam często młodzieżówki, romanse i ostatnio zdarza mi się sięgnąć po obyczajówki, lecz to fantastyka w moim sercu ma szczególne miejsce, a ta, która jest brutalna, nie ma w niej owijania w bawełnę. Autorka w bardzo barwny i rzeczywisty sposób opisuje brutalność, używając wulgarnego języka i nie oszczędzając czytelnika. Muszę się wam przyznać, że nie wyobrażam sobie tej serii bez tej brutalności i wulgarności. To jest nieodzowny element osobowości Andrei Niwiński, bez tych elementów była by nie pełna i nijaka. Autorka potrafi tworzyć bohaterów, każdy z nich jest inny, niepowtarzalny, każdy z nich wnosi do książki inne emocje i dopełniają się idealnie, tworząc prawdziwe arcydzieło.

Mam nadzieję, że udało mi się was zachęcić do lektury tej książki i całej serii. Znajdą się tu pewnie miłośnicy książek w formie E-booka, dlatego to właśnie do was kieruje swoją recenzję, ponieważ tylko w takiej formie książki są dostępne. Nie przedłużając zakończę swoją recenzję słowami: Jest to najlepsza książka jaką czytałam w tym roku. Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu 4GENERATIONS.

Pod koniec zeszłego roku miałam przyjemność przeczytać drugi tom serii Droga smoka, pod tytułem “Pracowite wakacje w Rzymie”. Teraz nadszedł czas na kolejny tom tej genialnej serii. Nie tylko nie mogłam się jej doczekać, lecz również tak mocno kibicuję autorce, że mam ochotę głośno krzyczeć, jak dobra jest ta seria i chciałabym, żeby każdy miał przyjemność ją przeczytać....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

22 użytkowników ma tytuł Sztuka znikania na półkach głównych
  • 14
  • 8
7 użytkowników ma tytuł Sztuka znikania na półkach dodatkowych
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Sztuka znikania

Inne książki autora

Monika Lech
Monika Lech
Monika Lech urodziła się w Bochni, w 1969 roku. Autorka przez wiele lat związana z mediami elektronicznymi: najpierw z lokalnymi krakowskimi rozgłośniami radiowymi, potem z największymi, polskimi wydawcami, w mediach internetowych. Po prawie 20 latach pracy w mediach, postanowiła skupić się na pisaniu urban fantasy. Autorka "Morza krwi" ma szerokie zainteresowania: od historii po biologię ewolucyjną, antropologię i psychologię. Jest coachem niepraktykującym, ale ciągle pogłębiający wiedzę o ludzkiej naturze. Stale czyta książki lub ich słucha. Nie kręci nosem na żaden gatunek, oprócz horrorów. Jej guilty pleasures, to gadżety elektroniczne. Biega, jeździ na rowerze, chodzi po górach. Nie ma prawa jazdy i nie planuje go mieć. Wakacje spędza z plecakiem na włóczęgach po małych miasteczkach Włoch, gdzie kawa nie kosztuje 3 euro i gdzie sklepikarz zapamiętuje twarz klienta. Od lat kilkudziesięciu zamężna.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Niebieski las Grzegorz Bobin
Niebieski las
Grzegorz Bobin
Debiuty w literaturze fantasy bywają wyzwaniem - zarówno dla autora, jak i czytelnika. Grzegorz Bobin w swojej powieści „Niebieski Las” rzuca nas w sam środek konfliktu, który w swojej strukturze przypomina klasyczne dzieła gatunku sprzed kilku dekad, jednocześnie nie szczędząc odbiorcy brutalności właściwej współczesnemu dark fantasy. Oś fabularna kręci się wokół bezwzględnego maga Therona, którego ambicja nie zna granic. Jego celem jest monopol na magię - dosłownie i w przenośni. Antagonista poluje na osoby obdarzone mocą, by ją im odebrać, co staje się motorem napędowym tragicznych wydarzeń dotykających m.in. Meriel i jej dzieci: Odgera oraz Falle. Równolegle poznajemy królestwo Inis pod rządami Endalonii, krainę słynącą z hodowli koni, która jako jedna z niewielu stawia opór tyranii. Największym atutem książki jest bez wątpienia koncepcja świata. Tytułowy Niebieski Las, motywy druidyczne oraz unikalna flora i fauna (jak choćby relacja młodego chłopca z wilkiem) budują intrygujący, baśniowy, a zarazem duszny klimat. Autorowi udało się stworzyć miejsce, które chciałoby się zwiedzić, mimo czyhającego w nim mroku. Książka jest krótka i niezwykle intensywna. Autor nie marnuje czasu na zbędne wypełniacze, co sprawia, że przez historię wręcz się „płynie”. Połączenie sielankowości Inis z brutalnością działań Therona tworzy ciekawy kontrast. Opisy przyrody i magicznych artefaktów są plastyczne i sugestywne. Brak jednego, wyraźnego protagonisty to ryzykowny, ale interesujący zabieg. Pozwala on spojrzeć na konflikt z wielu perspektyw. Psychologia postaci to największy mankament pozycji. Bohaterowie bywają traktowani przedmiotowo - służą przesuwaniu akcji do przodu, ale brakuje im głębi emocjonalnej i wewnętrznych monologów. Trudno o empatię wobec postaci, których motywacje pozostają w sferze szkicowych deklaracji, a nie pogłębionego rysu psychologicznego. Niektóre czyny postaci (szczególnie młodego Odgera) wykraczają poza granice prawdopodobieństwa, nawet w ramach konwencji fantasy, co może wybijać z lektury. Dialogi momentami brzmią nienaturalnie, a styl bywa suchy, przypominając bardziej raport z pola bitwy niż literacką opowieść. Warsztat Bobina opiera się na oszczędności słowa i konkretnych komunikatach, co przy wysokiej fragmentacji tekstu ułatwia szybką konsumpcję treści, ale jednocześnie naraża strukturę powieści na brak narracyjnej spójności. Widać tu wyraźną inspirację klasyką - od Tolkiena po Sapkowskiego - jednak autor stara się zachować własny głos, szczególnie w fragmentach dotyczących zielarstwa i magii natury. „Niebieski Las” to lektura, która wywołuje we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony podziwiam wyobraźnię autora i odwagę w kreowaniu brutalnych scen startowych, które od razu budują wysokie napięcie. Z drugiej strony, czuję niedosyt wynikający z „papierowości” bohaterów. To książka idealna na jeden wieczór dla kogoś, kto szuka szybkiej przygody w ciekawym świecie, ale może rozczarować czytelnika szukającego głębokich przeżyć psychologicznych.
Marta Bazylczuk - awatar Marta Bazylczuk
ocenił na 7 3 miesiące temu
Malachitowe ostrze Aleksandra Pisarska
Malachitowe ostrze
Aleksandra Pisarska
🗡 RECENZJA 🗡 🗡 "Malachitowe ostrze" Aleksandra Pisarska 🗡 Ostatnio poczułam silną potrzebę przeczytania jakiejś pozycji fantastycznej. Ta powieść zachęciła mnie tym, że jest dość krótka i liczyłam na to, że również treściwa. Pod tym względem zdecydowanie się nie zawiodłam. 🥰 W książce ukazanej na zdjęciu wkraczamy do świata opowieści drogi, której schemat jest nam dobrze znany z takich dzieł jak np. "Hobbit, czyli tam i z powrotem". Główna bohaterka, Violet, będąca człowiekiem półkrwi elfickiej, posiadająca tragiczną przeszłość jest stawiana w pewnym momencie przed ogromnie trudnym zadaniem uratowania praktycznie całego świata. 🌏 Akcja w tej książce rozgrywa się niezwykle szybko, przez co momentalnie podczas lektury przenosimy się do krainy stworzonej przez autorkę. Do dalszego czytania zachęca brak nadmiernie rozwlekłych opisów przyrody i coraz to ciekawsze wątki odkrywane przez czytelnika. 😲 Mając świadomość, że jest to debiut autorki, mogę wybaczyć parę nieścisłości w opisywanych wydarzeniach. Robię to, mając nadzieję, że kolejne okazy twórczości @aleksandrapisarska będą bardziej dopracowane, ponieważ po tej lekturze widzę ogromny potencjał drzemiący w jej umyśle. 😊 Na pewno mogę jej pogratulować zakończenia. Nie było ono zbyt ckliwe. Czytając ostatnie strony wręcz czujemy się nieswojo wyrzuceni z historii bohaterów w takim momencie. Otwiera to drogę do kolejnych części, które nie wiem czy nastąpią. 😅 Niestety elementem pogarszającym jakość czytania były pewne literówki bądź błędy stylistyczne, które momentami odbierały chęć dalszego zgłębiania historii. Mam jednak dość starą wersję i nie jestem pewna czy nie została ona oddana do ponownej redakcji. 😉 Na pochwałę z kolei zasługuje wątek miłosny, który będąc miłym dodatkiem, nie stanowi większości rozważań bohaterki, dając możliwość prawidłowego przeżywania głównego tematu fantastycznego. W świetle aktualnych książek skupiających większość uwagi na romansie, traktujących fantasy jako element poboczny, było to miłe doświadczenie. 🫡 Jeżeli ktoś z Was szuka książki na jeden wieczór, czegoś co wciągnie i możliwe, że zachęci do powrotu w fantastyczne rejony książkowego świata, to ta pozycja jest czymś dla Ciebie! Coś przyjemnego, krótkiego, a jednocześnie odżywczego - idealne na przerwanie czytelniczej pustki! 🤩 #malachitoweostrze #aleksandrapisarska #fantasy #książkanaweekend #opowieśćdrogi #powroty #cośkrótkiego #trudnaprzeszłość #ciężkiedzieciństwo #trudnechwilezbliżają #każdyznascośukrywa #niebajkoweżycie #zmniejszamstoshańby #czytam #kochamczytać #lubięczytać #czytanie #książki #bookstagram #readthis #recenzja #goodvibe #przyjaźń #team #ratowanieświata #wartoczytać
Książkitopanaceum Łupkowska - awatar Książkitopanaceum Łupkowska
oceniła na 7 1 rok temu
Zefiryna i księga uroków Sasza Hady
Zefiryna i księga uroków
Sasza Hady
Uległam, pokusie poznania co skrywa nadany tajemniczo brzmiący tytuł książce należący do gatunku literackiego powieść pt. ''Zefiryna i księga uroków'' nieznanej mi do tej pory twórczości autorstwa Pani Sasza Hady. Pierwszą uwagę podczas analizy początkowej książki skupiłam na rozdziałach, a szczególnie zamieszczone w nich opisy treści. Nigdy nie miałam okazji spotkać księżniczki, do której należy Siedem Księstw, a na dodatek nie rozumiałam występujących u niej nietaktownych zachowań, co było ich przyczyną? Za to lubiłam u niej wyjątkową czujność, komunikatywność, nieprzewidywalność, dobrą relację z bratem bliźniakiem Narretesem, który stara się być nie tylko sympatycznym, ma poczucie humoru, które dodaje mu atrakcyjności. Wzbudza on, co prawda u mnie zaufanie, ale czy jednak wystarczy, aby zachować dobre książęce maniery, czy kieruje nim jeszcze niedojrzałość młodzieńcza, czy wczesna żądza królestw stanowiło to dla mnie zagadkę. Podobne miałam odczucia, co do prawdziwych zamiarów przyjaciółki Zefiryny – Linnei, bo nie mogłam jej rozszyfrować i związanych z nią intencji, czy cieszy się z wizyty Zefiryny, czy ona tak naprawdę kochała swoją siostrę, a może tylko udawała, że ją kocha, czy znała sekrety rodzinne, dlaczego nie zawsze była szczera, a może nie dostrzegała tego, co było widoczne dla tych, co od razu to widzą lub dobrze udają, kto jest naprawdę kim, a kto niej jest. Podoba mi się to, że opis przebiegu co poniektórych zdarzeń może wpłynąć tutaj wyjątkowo na wyobraźnie młodego czytelnika. Na uznanie zasługuje wątek z małą księżniczką Marią, jej mamą oraz w jaki sposób księżna Duszka, macocha Linnei traktowała swoich podwładnych, gdyż odsłania to prawdziwy obraz tego, jak wygląda praca w księstwie niezależnie od pełnionej w nim funkcji. Zaskoczeniem negatywnym największym było dla mnie opisanie mało występujących wątków miłosnych. Brakowało mi w nich czegoś, co przyciągnie w wyjątkowy wir odsłonięcia większego płonącego uczucia ze strony księżniczki Zefiryny i gwardzisty Scharfa. Nie podobają mi się w tej książce bohaterowie grający na zwłokę i na czas udający przyjaciół i mający od samego początku nie zawsze dobre intencje. Książki tej, co prawda nie czyta się szybko. Za to jest w niej coś takiego, że da, się wykryć może nie od razu kto działa dobrze, a kto źle. Czy prawda o małej księżniczce Marii odsłoni, dlaczego księżna Zefiryna czerpała tytułowe uroki, czy odczuwała, że ma któryś z uroków, komu zależy na władzy, a komu na mocach o tym warto, się przekonać czytając powieść ''Zefiryna i księga uroków'' autorstwa Pani Sasza Hady?
Anna - awatar Anna
oceniła na 7 4 miesiące temu
Brassel Tomasz Kocowski
Brassel
Tomasz Kocowski
„Brassel” to całkiem dobra powieść fantastyczno-historyczna. Opowiada o perypetiach mieszkańców tytułowego miasta, czyli Wrocławia, którzy żyli w nim w połowie XIX wieku. Poznajemy ówczesną sytuację geopolityczną w Europie oraz historię o tym, jak onegdaj Brassel prosperowało dzięki handlowi z krasnoludami, zamieszkującymi magiczną krainę w podziemiach miasta, lecz z powodu zaprzestania go popadło w biedę. Książka podzielona jest na dwie części – pierwsza z nich opowiada o niezadowoleniu mieszkańców, którzy przeprowadzają rewolucję w celu wyrwania się z okowów pruskiej władzy i przywrócenia handlu ze Zwergami, dzięki czemu miasto ostatecznie zaczyna rozkwitać jako niezależna kompania handlowa. Ta część bardzo mi się podobała i nawet trochę wciągnął mnie opis wędrówki kilku bohaterów w głąb Ziemi w celu odnowienia kontaktów handlowych z krasnoludami, podczas której autor plastycznie opisał wygląd podziemnego świata i grasujących w nim potworów. Część druga natomiast ma charakter obyczajowo-historyczno-wojenny i przedstawia walkę mieszkańców z armią pruską, która chce znów objąć władzę nad miastem. Element fantastyczny został tutaj całkowicie zepchnięty na margines, krasnoludy występują jedynie jako statyści w kilku wzmiankach, a głównym wątkiem są działania wojenne. Część ta zatem nie przypadła mi do gustu, gdyż ogólnie nie przepadam za zagadnieniami historycznymi ani wojennymi, które z reguły mnie nudzą. Pozbawienie fabuły motywu fantasy sprawiło, że powieść w moich oczach znacznie straciła na atrakcyjności i doczytałam książkę do końca bez wielkiej przyjemności, nieco nawet znużona. Uważam, że to wielka szkoda, iż Kocowski zdecydował się na takie rozwiązanie fabularne, gdyż w części pierwszej dał popis swych umiejętności w pisarstwie fantastycznym, a wychodzi mu ono na tyle dobrze, że cała powieść według mnie tylko by zyskała, gdyby nie pozbawiać ją tych elementów. Stworzony bowiem przez niego podziemny świat krasnoludów aż się prosił o dalszą eksplorację i rozwinięcie, oferując mnóstwo ciekawych wątków, jakie można by z nim powiązać – schodząc z bohaterami do podziemi czułam niedosyt i chętnie bym odkryła jeszcze jakieś jego zaskakujące cechy. Ogólnie jednakże „Brassel” napisane jest bardzo poprawnie, opisy są logiczne, a dialogi niewymuszone. Plusem także był dla mnie wątek miłosny – Kocowskiemu udało się uniknąć pretensjonalności i uczucie między dwójką młodych ludzi opisał w sposób bardzo szczery, naturalny i ciepły. Rzadko się zdarza, aby jakieś love-story, wplecione w fabułę, nie zalatywało naiwnym romansidłem, a tu autorowi udało się zachować równowagę i opisać miłość, że tak to ujmę, bez plastiku. W moim odczuciu zatem „Brassel” jest książką z nieco zmarnowanym potencjałem, ale myślę, że jeśli ktoś interesuje się tematyką historyczną, a do tego lubi fantasy, nie będzie zawiedziony.
Anksunamun - awatar Anksunamun
ocenił na 6 4 lata temu
Pracowite wakacje w Rzymie Monika Lech
Pracowite wakacje w Rzymie
Monika Lech
Zaraz po tym jak jakiś czas temu umieściłam moją opinię na temat pierwszej części serii Droga Smoka zatytułowanej „Morze krwi” dostałam od autorki kolejne dwie części do przeczytania. Ze wstydem muszę przyznać, że dopiero teraz udało mi się w pełni świadomie a nie „po łebkach” przeczytać część drugą noszącą tytuł „Pracowite wakacje w Rzymie”. Zaczyna się ona dokładnie w tym samym miejscu w którym kończy się tom pierwszy. Dwójka naszych bohaterów leczy rany po wyprawie do Kongo a tu nagle Andy dostaje telefon od rosyjskiego, urzędującego w Rzymie „Ojca Chrzestnego” Iwana Dmitrycza Dołhorukiego z prośbą o pomoc. Znają się z poprzedniej „przysługi” jaką wyświadczyła mu nasza bohaterka – odnalazła jego bratanka a teraz zaginęła jego 12-letnia córka Susana i niestety wszystkie środki zawiodły – pozostała tylko nasza ex-legionistka, jako ostatnia nadzieja zrozpaczonego ojca. Andy jak to Andy, nie potrafi odmówić pomocy przy szukaniu dziecka mimo, że w dalszym ciągu się regeneruje i nie jest w pełni sił. Jest jeden pozytyw w całym wyjeździe. Przez cały czas „na oku” będzie miał ją Alex. Postanowił także zaangażować się w poszukiwania dziewczynki, a żeby jakoś podnieść się wzajemnie na duchu nasza para bohaterów postanowiła wyprawę poszukiwawczą nazwać pracowitymi wakacjami w Rzymie. Na miejscu okazuje się, że łącznikiem pomiędzy nimi a Gospodarzem będzie inny Rosjanin Oleg, Zmienny tak jak Alex, jednak jego Bestia to Tygrys. I tak dwóch Zmiennych od swoich Bestii usłyszało: „Ja to on, on to ona, Ja to ona, ona to on”, no i nie wiedzieli jak to „ugryźć”. Zaintrygowani? Ja byłam niezmiernie, dlatego czytanie wciągało jak wir rzeczny. Muszę nadmienić, że W tej części dużo będzie Olega. Mam wrażenie, że przesłonił zupełnie Alexa, chociaż i on był na kartach powieści przez cały czas. Postać nowego bohatera namiesza a także zespawa całą trójkę w pewien sposób. Co mogę jeszcze powiedzieć o fabule? Dowiecie się z niej o co chodzi z tatuażami Alexa. Natomiast autorka tak samo jak w części pierwszej i tutaj porusza ważne tematy, ale w tym tomie skupia się na mafii i ich poczynaniach. Dowiemy się nieco więcej o przeszłości Andy w Legii a ona będzie skupiona na uczuciach i opiece swoich bliskich. Jak zwykle. Czego możecie się spodziewać po tym tomie? Walki, krwi, miłości, kłamstwa, okrucieństwa, przewrotności, czyli tego wszystkiego co dobra pozycja powinna zawierać. Zaintrygowani? Zatem sięgajcie po „Pracowite wakacje w Rzymie” a na pewno się nie zawiedziecie i gwarantuję Wam, że koniec wgniecie Was w fotel . Bo ze mną to się właśnie to się stało.
mag-tur - awatar mag-tur
ocenił na 9 4 lata temu
Vanth. Bitwa o Ziemię  K. C. Hiddenstorm
Vanth. Bitwa o Ziemię
K. C. Hiddenstorm
[ współpraca reklamowa ] Mogłabym powiedzieć tutaj po prostu: "Bierzcie i czytajcie, ponieważ to jest kawał dobrej książki". Czemu tego nie zrobię? Z prostej przyczyny, "Vanth" zasługuje na o wiele więcej niż jedno proste, ale rzecz jasna w pełni zasłużone i prawdziwe, stwierdzenie. To chyba pierwsza historia z tego gatunku na profilu i w ogóle przeczytana w ciągu całego mojego życia, bo jeśli mam być szczera to kompletnie nie ciągnie mnie do takich rzeczy. Kiedyś za dzieciaka trochę bardziej było mi z nimi po drodze, ale teraz jakoś się mijamy. Mimo to postanowiłam zaryzykować i po nią sięgnąć... No dobra, przyznaję się przeczytałam ją tylko dlatego, że napisała ją Karina, która należy do mojego małego grona autorek, po które sięgam po prostu w ciemno i czytam wszystko, co wyjdzie spod ich pióra. W tym miejscu muszę zaznaczyć jedną bardzo ważną rzecz to jest dopiero trzecia albo czwarta książka w tym roku, którą oceniam na pełne 5/5, w tym druga od tej autorki. Wróćmy jednak do samego "Vanth", które czytało mi się niesamowicie szybko oraz dobrze, gdy już znalazłam chwilę, aby po nią sięgnąć. Muszę przyznać, że książki tej autorki należą do mojej kolejnej małej grupki zwanej "comfort books". Po prostu nie ważne jak wielki będę miała zastój, gdy tylko wezmę je do ręki to mija chwila, a ja już przeczytałam ponad sto stron. Przez nie się płynie, mimo że właśnie nie zawsze akcja pędzi, bo miejscami to się trochę rozwleka. Tak też było i w tym wypadku. Bohaterów także jak zwykle nie dało się nie pokochać. Świetnie wykreowani, każdy czymś się wyróżniał. Jeśli już o nich mowa to kolejny wielki plus ogólnie powieści Kariny, nie tylko ten, jest fakt, że romans jest delikatny i nie wysuwa się za bardzo na przód, dzięki czemu nie psuje całej historii. Ten, kto czyta moje recenzje, wie jak często na to narzekam, ciągle powtarzam, że romans psuje wszystko, ale są tak świetne autorki, które ratują sytuację. Żeby jednak nie było tak pięknie to muszę też ponarzekać i no cóż... Czemu to jest takie krótkie? Ja znowu potrzebuję więcej, znacznie więcej.
Sarcastic Books - awatar Sarcastic Books
ocenił na 10 1 rok temu
Cena milczenia Jakub Pawełek
Cena milczenia
Jakub Pawełek
Cena milczenia Jakuba Pawełka to zbiór opowiadań skupionych na ciekawym świecie kanionu i 3 bohaterach; Wernar, Hakard i Maeida. Wernar ma najwięcej opowiadań ;efekt uboczny,w odmętach lazuru,dekret północy,które dzieją się po sobie i w sumie nie wiem czemu nie są 1 opowiadaniem . Wernar wplątał się w eksperyment czarodziejów i teraz jedni mówią że stał się odmieńcem , inni że został pobłogosławiony i powinien dziękować czarodzieja którzy ostatnio popadli w królewską niełaskę . Jego losy najlepiej mi się sledziło i myslałem że to będzie cała książka o nim . Najlepsze było opowiadanie cena milczenia luźniejsza historia w której Wernar grał główne skrzypce i które trochę przypomina mi dodatek krew i wino z wiedźmina,super. Hakard miał dwa opowiadania i są one trochę powiązane z wernarem być może kiedyś zawalczą naprzeciw siebie. Hakard jest do bulu honorowym i zgodny z prawem generałem i ma fajne wojenne klimaty ,ma też fajną relacje z inżynierem Erlikonem ,mocny spur ideologi ,a jednak współpraca. A własnie jest tu jeszcze konflikt między inżynierami ,a czarodziejami . Maeida miała tylko 1 opowiadanie i szczerze mówiąc nie wiem po co ono tutaj było bo ani nie było ciekawe ani powiązane z pozostałymi poza tym pełne głupotek i nielogicznie. Ot taka opowiastka w której dostajesz czego chcesz od tak bez wysiłku . Jak to zbiór opowiadań jedne są gorsze a inne lepsze ,ogólnie polecam
Cahir - awatar Cahir
ocenił na 7 2 lata temu
Ostatnia Sztuka Tadeusa Voldta Tomasz Marchewka
Ostatnia Sztuka Tadeusa Voldta
Tomasz Marchewka
Kolejny top "Miasta szulerów" okazał się dla autora literackim krokiem we właściwą stronę. Postacie są barwniejsze, akcja lepiej zarysowana i bardziej wartka, pomysł fajnie zaczerpnięty prosto z "Va banque", ale... O tym "ale" to zaraz, bo najpierw ocena TL;DR: to powinno być 7,5, czyli coś pomiędzy książką bardzo dobrą, a czymś jeszcze lepszym. Więc co z tym "ale"? Otóż ale mam takie, że wydaje mi się, że jest to powieść, która powieścią prawie nie jest. Książka ma 326 stronic pełnych tekstu, ale jeśli chodzi o warstwę fabularną to historia jest banalnie prosta. Jest słynny kasiarz, który wychodzi z mamra zrobić ostatni, wielki skok. Jest dwójka młokosów przypadkowo wrzucona w tryby wielkiego miasta. No i jest też sama sztuka. Sztuka, której - niestety - poświęcono zbyt mało miejsca. W filmach, gdzie napad na bank/kasyno/skarbiec stanowi główną oś historii, filmowy montaż wykonania sztuki często jest tym najsmaczniejszym kąskiem w całym dziele. Tutaj? Nie. Tutaj realizacja planu zajmuje ok. 20-30 stronic z 320, a prosi się o to, żeby było drugie tyle. Żeby było bardziej błyskotliwie, żeby wydarzyło się coś nieprzewidzianego, a fakap został z gracją rozpracowany i odwrócony na korzyść załogi włamywaczy. Tak nie jest. Zamiast tego mamy dwustustronicowy rozbieg i napad na bank, który idzie praktycznie idealnie z planem przez jest... nudny. Ostatecznie okazuje się, że ta sztuka jest tylko tłem dla rozgrywek osobistych poszczególnych postaci i nie tego się spodziewałem. Inna kwestia, która obniża ocenę powieści w moim mniemaniu udanej jest ilość ekspozycji. Sporo tutaj dygresji, czasami średnio udanych i wybijających z toku narracji. Widać, że autor stworzył sobie w głowie złożony świat, pełny zależności, dramatów i legend, ale nie zawsze to fajnie gra. Niektórych rzeczy wcale nie musimy wiedzieć, inne można by lżej wpleść w narrację, a nie zrzucać na czytelnika "info-bombę". Dwa, trzy takie dłuższe wtręty można zdzierżyć, ale kiedy taki pojawia się co rozdział albo dwa, zaczyna nużyć. I ostatnia sprawa - gdyby nie ten nadmiar ekspozycji właśnie, ta książka nie byłaby pełnoprawną powieścią, a materiałem na dłuższe opowiadanie lub najwyżej nowelkę. I to, mam wrażenie, miejscami trochę czuć. Są dłużyzny, są te dygresje, są rozwlekłe opisy. Miejscami zaś zabrakło odrobiny dodatkowych, nieprzewidzianych wydarzeń. Mimo tych minusów, mimo wszystko polecam, bo czyta się fajnie.
Thilus - awatar Thilus
ocenił na 7 1 rok temu
Tajemnica Wyspy Aleksandra Rak
Tajemnica Wyspy
Aleksandra Rak
Tajemnica Wyspy to powieść fantasy, która – już po raz drugi – oczarowała mnie szumem fal, pirackim okrętem oraz zupełnie niespodziewaną przygodą. I rumem. Dużą ilością rumu. Nim przejdę do właściwej recenzji, chcę zwrócić uwagę na motto utworu. Idealnie pasuje do historii i trafia w punkt z tym, czego można się po niej spodziewać. Istnieją trzy rodzaje ludzi Ci, którzy żyją, Ci, którzy umarli I ci, którzy pływają po morzu. Po tej książce możecie się spodziewać utarczek dwóch upartych postaci, niezwykłego rejsu (a właściwie misji ratunkowej) i wspomnianej w tytule niesamowitej wyspy piratów – Quaramonte. Nie sposób także zapomnieć o moim ulubionym wątku udawanego małżeństwa, który wywołał wiele śmiechu i wywarł na mnie duże wrażenie. Postacie są niezwykle różnorodne, co oczywiście jest na plus, jednak za słaby punkt uważam Eileen, główną bohaterkę, a także jej niekonsekwencję. Bez wątpienia ma silny charakter, ale zirytowało mnie to, jak zmienna bywała w uczuciach. Po drugiej stronie barykady znalazł się natomiast Daray zakochany w Eileen. Im lepiej go poznawałam, tym bardziej go nie lubiłam. Dlatego znalazłam innego faworyta i jest nim nikt inny jak Liam – pirat o niewyparzonym języku, który przez swą skrytość nie daje się od razu poznać czytelnikowi. Z czasem jednak da się zauważyć, jak czarujący jest. Żeby nie było jednak zbyt kolorowo, mogę Was zapewnić, że spotkacie tu również bohaterów na wskroś zepsutych i nacechowanych okrucieństwem, takich jak Carney. Niesamowicie podoba mi się również to, jak autorka podeszła do przedstawienia samych piratów. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że wszyscy są nieokrzesanymi bandytami, kilku z nich przełamuje jednak stereotyp, stając się dodatkowym atutem książki. Świat stworzony przez autorkę jest intrygujący i pełen tajemnic (oczywiście, w końcu sam tytuł już to sugeruje). Najciekawszą jego częścią według mnie są wyspy piratów. Każda z nich ma własny, niepowtarzalny klimat. Na uwagę zasługują także ich tradycje i unikalny język. Tę książkę mogę porównać do rollercoastera. W jednym momencie serce podchodziło mi do gardła ze strachu o bohaterów, a w drugim uśmiechałam się, czytając słowne utarczki Liama i Eileen. Klimat historii jest typowo baśniowy, co jedynie dodatkowo mnie zachwyciło. Fabuła jest spójna i odpowiednio dynamiczna. Odbiorca bezproblemowo dostrzega, że każda ze scen łączy się z poprzednią i następną. Niewątpliwie poleciłabym tę książkę każdemu, kto szuka lekkiej lektury na wieczór. Przez tekst płynie się z przyjemnością, więc dajcie się oczarować tej morskiej przygodzie. ~Gosia
krolestwo_slow - awatar krolestwo_slow
ocenił na 8 2 lata temu
Projekt Wolność Milena Pastuszak
Projekt Wolność
Milena Pastuszak
Kto czytał "Projekt Koniczyna" Mileny Pastuszak, ten wie, że nie jest to zwyczajna powieść obyczajowa z gatunku "lekka, łatwa i przyjemna". Miałam okazję z Autorką o tej właśnie książce dość poważnie porozmawiać. Teraz po długim okresie oczekiwania na światło dzienne wyszła kontynuacja tej niezwykłej historii, czyli "Projekt Wolność". To kolejna fabuła, przez którą nie zaśniecie. Jest tu dosłownie wszystko: zbrodnie, zdrady, zagadki, ponadprzeciętne umiejętności, tajne projekty, a wszystko to podszyte niewyobrażalnym cierpieniem, bólem oraz strachem. Nie zabraknie tu nawet śmierci. Sytuacja wyglądałaby tragicznie, gdy nie fakt, że wśród tych wybitnie negatywnych emocji autorka znalazła również miejsce na okazywaną sobie przez bohaterów uczciwość, miłość, oddanie, współpracę przyjaźń. Dopełniają je poświęcenie oraz heroizm. "Projekt Wolność" to więc istna mieszanka wybuchowa, która nie pozwoli się znudzić żadnemu czytelnikowi. Akcja rozpoczyna się od ucieczki Aleks, która uświadamia sobie, że gdyby nie jej niezwykle zdolności, nie zginęłoby tak wielu ludzi. Co prawda Projekt Koniczyna upadł, ale zemsta Jacka czai się za rogiem, o czym kobieta przekona się już niebawem. Na razie jednak będzie próbowała odkupić swoje winy i wybawić z opresji innych poddawanych eksperymentom. Gdy to okaże się zbyt trudne przez ujawnienie kolejnych faktów, akcja uwolnienia schodzi na dalszy plan. Teraz Aleks ma jeden cel: zniszczyć sadystycznego Jacka i aby to zrobić, musi sprostać jego oczekiwaniom. Czy jej się to uda? Przekonacie się, sięgając po lekturę. Mimo wielu niedomówień powieść zaskakuje, nie pozwala zapomnieć o fabule. Każe stawiać pytania o naturę ludzkiego umysłu. Tutaj nic nie jest proste, nawet miłość wydaje się nieosiągalna. Ważniejsza jest bowiem zemsta albo raczej sprawiedliwość niż cokolwiek innego. "Projekt Wolność", choć zawiera nielubiane przeze mnie wątki science fiction, jednak nie przypomina w niczym tych schematycznych powieści z kosmosem w tle. To historia, w której nie znajdziecie banałów pod tytułem "zabili go i uciekł". Napięcie jest trzymane do samego końca, do ostatniej strony i ani na chwilę nie odpuszcza. Emocji jest tu tyle, że nie da się nawet na moment obniżyć napięcia, oczekiwania na zakończenie. Zwroty akcji przebiegają z taką prędkością, iż głowa dosłownie eksploduje od ich nadmiaru. I to jest jedyny minus tej powieści. Wydaje mi się, że Autorka próbowała się ścigać z własnymi pomysłami, dlatego nie pozostawiła czytelnikowi przestrzeni na oddech oraz przemyślenie tego, co się właśnie wydarzyło. Akcja toczy się dalej już od pierwszego rozdziału. Autorka nie traci czasu na zbędną retrospekcję, więc kto chce przeczytać "Projekt Wolność", musi jak najszybciej nadrobić "Projekt Koniczyna". Inaczej nie zrozumie, o co chodzi. Mnie się takie rozwiązanie podoba – w końcu dylogia to dylogia. Dlatego też śmiem twierdzić, że to ta fabuła, która wymaga od czytelnika stuprocentowego zaangażowania. Przeżywa on bowiem każdą emocję, stratę czy euforię na równi z książkowym bohaterem. Szybka akcja powieści nie pozbawiła tej historii ważnych dla człowieka wątków: władzy, wojny, lojalności, oddania czy śmierci w imię wyznawanych wartości. Pastuszak obnaża naturę ludzką, której niedoskonałość nie pozwala na normalne podejmowanie decyzji. Często zabiera nam możliwość trzeźwej oceny sytuacji. Nasz umysł w końcu jest też naszą słabością i nic tego nie zmieni. A każda podejmowana decyzja ma swoje konsekwencje nie tylko dla jednostki, ale też dla całego społeczeństwa. Żyjemy w końcu w gromadzie i każdy musi ponosić odpowiedzialność za siebie oraz innych. Ma to więc idealne przełożenie na obecne czasy, co czyni powieść niezwykle uniwersalną, osadzoną w realiach "tu i teraz". Któż z nas nie stoi przed wyborami mającymi swoje konsekwencje w przyszłość? Mimo swojej ogromnej siły, determinacji oraz nadprzyrodzonych zdolności, nie potrafi ona tak do końca zjednoczyć innych przeciwko walce z wrogiem ludzkości. Nie umie się przeciwstawić. Dokładnie tak jak w życiu, w którym nie można jednoznacznie opowiedzieć się za jedną ze stron, aby zwalczyć drugą. To skomplikowana ludzka natura nie pozwala jej towarzyszom na radykalne rozwiązania. Dzięki dwutorowej narracji poznajemy te same sytuacje z perspektywy dwóch różnych osób. Dajemy się wciągnąć w wachlarz emocji i uczuć. Dowiadujemy się, że tak naprawdę nie ma człowieka bez wad i każdy ma swoje sposoby na walkę z niesprawiedliwym systemem. Nie wolno nam tego oceniać, ponieważ nie jest nam dane bycie w skórze innych. Musimy tylko starać się zrozumieć motywy postępowania, a nie oceniać fakty. Skomplikowana sieć intryg oraz idealnie ukazane postacie to ogromna siła tej powieści.
Sylwia  Cegieła - awatar Sylwia Cegieła
oceniła na 10 2 lata temu
Sztejer. Kroniki Torunium Robert Foryś
Sztejer. Kroniki Torunium
Robert Foryś
Choć polubiłam tego ironicznego gościa, który „zabija dla srebra i po to, by przeżyć”, to jednak w Sztejer. Gdzie miecze poniosą mnie nie zachwycił. Niemniej jednak sama książka pod kątem rozrywkowym wypadła dobrze, dlatego postanowiłam kontynuować przygodę z Vincentem z czwartej odsłonie cyklu Roberta Forysia pod tytułem Sztejer. Kroniki Torunium. Quelen i Sztejer. W tym świecie rządzą zasady stworzone na gruzach tego, co pozostawiła po sobie apokalipsa. Mutacje, zarazy, wyklęte miasta. Nikt już nie pamięta, jak było przed Zagładą, ale teraz granice między Dobrem a Złem wyznaczają prawa Torunium, ukryte w ich cieniu występki, żądza władzy, chciwość i pycha. Nazywam się Vincent Sztejer. Wracam do domu, by zrobić porządek. Vincent wraca do formy. Robert Foryś w Sztejer. Kroniki Torunium wraca z Vincentem „na właściwe tory” – czyli tam, gdzie trup ściele się gęsto, humor jest czarniejszy niż smoła, a moralność to raczej opcjonalny dodatek. Mój ulubiony, zmęczony życiem twardziel jest starszy, bardziej wredny i jeszcze lepiej uzbrojony. Do tego, jak zawsze pakuje się w kabałę, z której nikt normalny nie chciałby wyjść żywy – ale on, z uśmiechem na twarzy, nawet nie zamierza przepraszać za to, że wciąż chodzi po tym parszywym świecie. Fabuła się odrobinę „rozkrzaczyła”. Dzięki czemu mogłam obserwować Vincenta, który „z utęsknieniem” wraca w rodzinne strony. A także miałam okazję poznać Żmijkę – tropicielkę wiedźm, która prowadzi zagmatwane śledztwo i również jest ekspertką od pakowania się we wszelkiej maści kłopoty. Świat po zagładzie, jak zawsze u Forysia opisany jest fenomenalnie – brudny, brutalny i pełen mutantów, czyli taki, w którym nie chciałabym spędzić ani minuty. Zaś czarny humor i cięty język bohaterów to jest dokładnie to, „co tygryski lubią najbardziej”. I wszystko byłoby pięknie, gdyby autor nie zapomniał o trzymaniu jakiegoś sensownego tempa. Bo choć klimat wylewa się z każdej strony, to momentami akcja rozjeżdża się jak budżetowy horror klasy B. Mimo tego, Sztejer znów jest tym Sztejerem – wkurza mnie na maksa, ale gdzieś tam w głębi serducha i tak go lubię. Polecam i czekam na więcej! https://unserious.pl/2025/02/sztejer-kroniki-torunium/
Sylwka - awatar Sylwka
oceniła na 7 1 rok temu
Przezwykłe przygody nieboszczki Marysi Kamila Ciołko-Borkowska
Przezwykłe przygody nieboszczki Marysi
Kamila Ciołko-Borkowska
Książka to trafiła do mnie tak naprawdę tylko dlatego, że ja gapa nie zauważyłam, że nabór recenzentów trwał do tomu II. Na szczęście wydawnictwo przesyłając wspomniany tom, zaopatrzyło mnie także w "Przezwykłe przygody nieboszczki Marysi" za co bardzo dziękuję, bo dzięki temu poznałam naprawdę świetną historię, przy której bawiłam się wybornie. Zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda niebo? Czy spotykamy tam tych którzy odeszli przed nami? Czy możemy wykreować swój wymarzony zakątek? Czy anioł stóż nam tam towarzyszy, czy jego najtrudniejsza praca zaczyna się tuż po naszym "zejściu"? A co jeśli okazuje się, że tam jest tak samo jak tu? Marysia umarła i to jest niezaprzeczalny fakt. Zaskoczeniem dla niej samej jest, że budzi się w niebie, jednak okazuje się, że nie jest tam tak błogo i anielsko jakby się zdawało i rządzi tam własnymi prawami... biurokracja. Marysi towarzyszy Julian- jej Anioł Stróż. Wydawałoby się, że po załatwieniu wszystkich "formalności" Marysia uda się na wieczne odpoczywanie, ale pojawiają się pewne okoliczności, które wymagają natychmiastowej interwencji zarówno w tu w Niebie jak i na Ziemi... Jakie? Tego już nie zdradzę, ale gwarantuję, że będziecie się doskonale bawić, odkrywające je krok po kroku. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ta historia. Napisana została w niezwykle lekki i zabawny sposób, a poruszyła tak istotne kwestie, zmusiła do refleksji i przystanięcia na chwilę - zrobienia rachunku "niezałatwionych spraw" tu na ziemi, docenienia tego co się ma, bo nie wiadomo co stanie się jutro- czy będzie nam jeszcze dane cieszyć tym, co jest dziś- dlatego też pomysł na fabułę, w moim odczuciu jest strzałem w dziesiątkę. Książka jest bardzo przyjemna w odbiorze, napisana przystępnym językiem, podzielona na krótkie rozdziały, daje przy sobie odpocząć i zresetować się po ciężkim dniu. Pomysł na fabułę niebanalny i mocno trafiony- mało mamy takich historii na rynku (tak mi się wydaje). Akcja dzieje się dość szybko, potrafi momentami naprawdę zaskoczyć i zmienić swój bieg o sto osiemdziesiąt stopni, gwarantując tym samym stały dopływ adrenaliny. Bohaterowie są ciekawi i barwni, każdy z nich wnosi do tej historii sporą dawkę emocji. Jest ich nawet sporo, ale każdy z nich jest tam potrzebny, nikt nie jest zbędny, każdy ma jakieś ważne zadanie do wykonania. Błyskotliwe dialogi, spora dawka humoru, barwne i pobudzające opisy mocno działają na wyobraźnię, tworząc przy tym ciekawą emocjonalną mieszankę. Książkę przeczytałam dosłownie w jedno popołudnie, wciągłam się w tę historię od początku. Z ciekawością czekam na moment, w którym zacznę czytać kontynuację i poznam kolejne przygody Marysi i Juliana. Czy polecam? Zdecydowanie tak. Jest lekko, ale bardzo zabawnie i ciekawie. Książka wciąga i nie pozwala się odłożyć do ostatniej strony. Jeśli poszukujecie historii, która da chwilę relaksu, rozbawi i ukoi nerwy "Przezwykłe przygody nieboszczki Marysi" będzie doskonałym wyborem.
Ewelnaczyta - awatar Ewelnaczyta
oceniła na 8 2 lata temu
Amortach Izabela Grabda
Amortach
Izabela Grabda
Kolejny raz ważą się losy całego świata. Zło pragnie dosięgnąć władzy i dąży do tego, nie zważając na przeszkody. Brutalnie toruje sobie dojścia do ostateczności, a gdy ktoś spróbuje im w tym przeszkodzić, marny jego żywot. Dobro nie jest w stanie zapanować nad tworzącym się chaosem, szala przechodzi na stronę ciemności. Czy ktoś będzie w stanie pokonać siły nikczemności, czy jednak podłość zwycięży? Żałuję, że za czytanie tej lektury zabrałam się tak późno. To było fantastyczne przeżycie pełne magii, walki z czasem, zażartej bijatyki dobra i zła. Od razu autorka rzuca nas na głęboką wodę, akcja ani na moment nie zwalnia, przez co powieść się po prostu sama pochłania. Czytelnik obserwuje przemianę bohaterek, kroczy po niebezpiecznych terenach Przedpiekla, kibicuje postaciom, by ich wspólna przygoda zakończyła się sukcesem, jednak autorka ma dla nich wiele niespodzianek. Ich droga nie jest usłana różami, wije się, zatacza koło, trafia na ślepe uliczki, pełne trudnych do pokonania przeszkód. Mają swoje słabości, nie są grzeczne, potrafią odszczeknąć, kiedy coś nie idzie po ich myśli, odczuwają ogromny ciężar, który niespodziewanie spadł na ich barki. Nie są nieomylne, popełniają błędy i nie są idealne. Dlatego tak je pokochałam. Są charakterne, zadziorne, mają w sobie ten magnetyzm, który przyciąga. Najbardziej z całej trójki polubiłam Tosię, wulgarna, wyuzdana, mocna, nie da sobie w czachę dmuchać. Gdyby istniała naprawdę, chętnie bym się z nią zaprzyjaźniła. Również moje serce zaskarbił Mef, demon ciemności, który swoją aparycją przyciąga jak magnes. Sama nie potrafiłam mu się oprzeć pomimo tego, że jest zły. Zdarzy się, że niegrzeczni chłopcy są dla mnie bardziej apetyczni, ciekawsi niż ci dobrzy ;) Autorka doskonale wykreowała świat przedsionków nieba i piekła. Czytając, czułam się jakbym sama brała czynny udział w historii i mogła zobaczyć całe otoczenie na własne oczy. Czułam na karku oddech Lucyfera, włosy stawały dęba, a od uroku demonów i demonic nie byłam w stanie się uwolnić. Fabuła powieści jest bardzo oryginalna i jedyna w swoim rodzaju, dzięki czemu zyskuje w ostatecznej ocenie. Jeśli mieliście okazję przeczytać wcześniejsze powieści autorki, to myślę, że ta lektura mocno was zaskoczy. Wyśmienicie odnajduje się w innym gatunku niż w pierwotnym, z którym zdążyła wejść na rynek wydawniczy dwa lata temu. ,,Flawaris'' jest mocna, pełna ciekawych zwrotów akcji, zaskakujących postaci. Dajcie się porwać historii! Gorąco polecam!
Czytamybokochamy - awatar Czytamybokochamy
ocenił na 10 3 lata temu

Cytaty z książki Sztuka znikania

Więcej
Monika Lech Sztuka znikania Zobacz więcej
Więcej