Stacja Aniołów

Okładka książki Stacja Aniołów
Walter Jon Williams Wydawnictwo: Mag fantasy, science fiction
427 str. 7 godz. 7 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Angel Station
Data wydania:
2000-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2000-01-01
Liczba stron:
427
Czas czytania
7 godz. 7 min.
Język:
polski
ISBN:
83-87968-06-4
Tłumacz:
Grażyna Grygiel, Piotr Staniewski
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Stacja Aniołów w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Stacja Aniołów

Średnia ocen
6,6 / 10
27 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
20
17

Na półkach:

Książka bardzo fajna, chociaż inspirowana sztuką Ubu Roi, to nie ma wielu nawiązań.

Po części space opera, trochę cyberpunk, bardziej połaczenie powieści pierwszokontaktowej z powieścią marynistyczną (tu uwaga, Admirality court to Izba Morska, już od biedy może być Izba Kosmiczna/Żeglugi Kosmicznej, nie Sąd Admiralicji, innych błędów tłumaczeniowych nie wyłapałem, choć nie wymagam od tłumacza nie będącego prawnikiem znajomości instytucji marynistycznych, więc Luzik).

Jak zwykle u Williamsa mamy sporo ciekawych spostrzeżeń dotyczących ludzi, kosmitowatości kosmitów, kosmos opiera się na handlu i przemyśle a ten jest pokazany bardziej realistycznie niż widzi się to zazwyczaj.

Polecam, chociaż zalecam zapoznanie się ze sztuką Król Ubu oraz Okablowanymi Williamsa, zanim sięgniecie po tę pozycje.

Książka bardzo fajna, chociaż inspirowana sztuką Ubu Roi, to nie ma wielu nawiązań.

Po części space opera, trochę cyberpunk, bardziej połaczenie powieści pierwszokontaktowej z powieścią marynistyczną (tu uwaga, Admirality court to Izba Morska, już od biedy może być Izba Kosmiczna/Żeglugi Kosmicznej, nie Sąd Admiralicji, innych błędów tłumaczeniowych nie wyłapałem, choć nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

83 użytkowników ma tytuł Stacja Aniołów na półkach głównych
  • 45
  • 37
  • 1
20 użytkowników ma tytuł Stacja Aniołów na półkach dodatkowych
  • 14
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Stacja Aniołów

Inne książki autora

Okładka książki Księga mieczy Daniel Abraham, Elizabeth Bear, C.J. Cherryh, Gardner Dozois, Kate Elliott, Robin Hobb, Cecelia Holland, Matthew Hughes, Ellen Kushner, Rich Larson, Ken Liu, Scott Lynch, George R.R. Martin, Garth Nix, K.J. Parker, Lavie Tidhar, Walter Jon Williams
Ocena 6,6
Księga mieczy Daniel Abraham, Elizabeth Bear, C.J. Cherryh, Gardner Dozois, Kate Elliott, Robin Hobb, Cecelia Holland, Matthew Hughes, Ellen Kushner, Rich Larson, Ken Liu, Scott Lynch, George R.R. Martin, Garth Nix, K.J. Parker, Lavie Tidhar, Walter Jon Williams
Okładka książki Łotrzyki Joe Abercrombie, Daniel Abraham, David Ball, Paul Cornell, Bradley Denton, Gardner Dozois, Phyllis Eisenstein, Gillian Flynn, Neil Gaiman, Matthew Hughes, Joe R. Lansdale, Scott Lynch, George R.R. Martin, Garth Nix, Cherie Priest, Patrick Rothfuss, Steven Saylor, Michael Swanwick, Lisa Tuttle, Carrie Vaughn, Walter Jon Williams, Connie Willis
Ocena 5,8
Łotrzyki Joe Abercrombie, Daniel Abraham, David Ball, Paul Cornell, Bradley Denton, Gardner Dozois, Phyllis Eisenstein, Gillian Flynn, Neil Gaiman, Matthew Hughes, Joe R. Lansdale, Scott Lynch, George R.R. Martin, Garth Nix, Cherie Priest, Patrick Rothfuss, Steven Saylor, Michael Swanwick, Lisa Tuttle, Carrie Vaughn, Walter Jon Williams, Connie Willis
Okładka książki Dzikie karty Edward Bryant, Michael Cassutt, George R.R. Martin, John Jackson Miller, Lewis Shiner, Melinda M. Snodgrass, Hunter S. Thompson, Carrie Vaughn, Howard Waldrop, Walter Jon Williams, Tom Wolfe, Roger Zelazny
Ocena 6,5
Dzikie karty Edward Bryant, Michael Cassutt, George R.R. Martin, John Jackson Miller, Lewis Shiner, Melinda M. Snodgrass, Hunter S. Thompson, Carrie Vaughn, Howard Waldrop, Walter Jon Williams, Tom Wolfe, Roger Zelazny
Walter Jon Williams
Walter Jon Williams
Walter Jon Williams, (ur. 15 października 1953 r. w Duluth, Minnesota, USA), amerykański pisarz sf i fantasy. Jest autorem 20 powieści i dwóch opowiadań. Jego pierwsze prace były opowieściami żeglarskimi, podpisywanymi Jon Williams. Pierwszą książką, która zwróciła uwagę opinii publicznej była Hardwired (Okablowani, 1986), określona przez Rogera Zelazny'ego jako "mocny, lśniący kawał prozy, zaakcentowanej przez stroboskopowe efekty, pulsującej w rytm odrzutowych efektów i brzęku stalowych gitar". Jego najczęściej wznawiane opowiadanie Dinosaurs (Dinozaury, 1987) otrzymało nominację do Nagrody Hugo w kategorii Najlepsza Nowela Roku. Tematyka twórczości Williamsa ma niezwykle szeroki zasięg, a obejmuje gładkie, błyszczące powierzchnie z Hardwired, bogato zdobione gobeliny z Aristoi, ponurą, zabarwioną nauką "powieść policyjną" Days of Atonement (Dni pokuty) oraz melancholijną młodą Mary Shelley w noweli Wall, Stone, Craft (Ściana, Kamień, Kunszt). Powieść fantasy Metropolitan (Metropolita), która została nominowana do Nebuli, rozpoczyna serię kontynuowaną w City of Fire (Miasto w ogniu). Williams powiększył swój krąg zainteresowań o The Rift (Rift), "olbrzymią katastroficzną epikę". Pisze również dla filmu i telewizji. Wraz z żoną, Kathleen Hedges, mieszka w Nowym Meksyku, USA.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Gobeliniarze Andreas Eschbach
Gobeliniarze
Andreas Eschbach
Gdzieś, daleko, wysoko, kiedyś, na innych planetach powstają wspaniałe kobierce z ludzkich (kobiecych) włosów. Tkają je mężczyźni - jeden gobelin to jedno życie - tyle czasu trzeba, by powstał i ozdobił cesarski pałac. Nikt nie wierzy, by, jak głoszą stopniowo obcy, cesarz dawno został obalony. Ludzie nie potrafią uwolnić się "od dławiącej wiary w boskość cesarza". Wszak żeglarze monarchy wciąż zabierają gobeliny, zbierają podatki i nakładają kary w imię władcy. Nie jestem entuzjastką science fiction, ale zachęcona przez córkę z dużym zainteresowaniem przeczytałam tę powieść o potędze władzy, strachu przed nią, zniewoleniu, religii i zwykłych ludzkich pragnieniach. Daleko w kosmosie czy blisko na ziemi, obok nas wciąż pozostają one takie same. Można omotać ludzi jakąś ideą, niedorzecznymi wymaganiami, można zastraszyć, narzucić własną wizję świata. Potęgą swej władzy można nawet stworzyć ruch rebeliantów. W powieści cesarz mówi: "władza jest obietnicą, trwającą dopóty, dopóki dążąc do niej napotykamy przeszkody", i dalej: "Łatwo jest narzucić duchowe jarzmo, ale trudno je wyrwać z ludzkich umysłów". Archiwum cesarskie skrywa wiele tajemnic, do których nie jest łatwo dotrzeć rebeliantom. W końcu uda się wyjaśnić historię królestwa Gheery. Trop zdradzi archiwista Emparak, który zna tajemnicę, za włosianymi kobiercami kryje się historia zemsty. Zanim to nastąpi, poznamy wielu ciekawych bohaterów, przemieścimy się w przestworzach kosmicznymi statkami, będziemy przyglądać się Wielkim Mistrzostwom czy słuchać koncertu na trójflecie. To bardzo zajmująca opowieść w siedemnastu rozdziałach z epilogiem. Czy, jak obiecuje to autor, "nigdy nie zapomnimy historii włosianych kobierców"? Tego nie jestem pewna, wiem natomiast, że zapamiętam ją na długo.
wiesia - awatar wiesia
oceniła na 7 1 rok temu
Człowiek w labiryncie / Stacja Hawksbilla Robert Silverberg
Człowiek w labiryncie / Stacja Hawksbilla
Robert Silverberg
Dwie niewielkie powieści napisane w końcówce lat sześćdziesiątych. Z dzisiejszej perspektywy to era "klasycznej" amerykańskiej literatury science fiction. Człowiek w labiryncie Jest opowieścią o odludku, obdarzonym przez obcych *skazą* psioniczną odstręczającą innych ludzi. Gdy ludzkość zacznie go jednak znowu potrzebować - takim, jaki jest - trzeba go skłonić do opuszczenia dobrowolnie wybranego odosobnienia-azylu. To zagadkowe miasto-labirynt, nigdy z powodzeniem nie spenetrowane i nie zbadane. Twór zapomnianych, *pradawnych* obcych, najeżony mnóstwem pułapek zabijających wszelkich intruzów. Choć okrzyknięta najlepszym dziełem Silverberga, trochę razi *strasznymi* a (jak dla mnie) raczej tandeciarskimi rekwizytami. Te wszystkie zapadnie, pola ognia, mrowia ostrzy i miażdżące bramy od lat sześćdziesiątych trochę się już chyba opatrzyły. Choć może tylko mnie (z racji wieku)? Niewykluczone, że w badziewiastym filmie z Netflixa wciąż budziłyby entuzjazm. Swoją drogą, trochę dziwne, że nigdy tego nie sfilmowano. Ani zmagania ze *strasznymi* pułapkami, ani nieprzesadne wyrafinowanie *psychologicznych* podchodów z odmawiającym współpracy Richardem Mullerem, nie rzuciły mnie na kolana nad finezją i głębią tej powieści. Ot - taką właśnie masówkę SF wtedy pisano. Czytano. I tyle. Większe wrażenie wywarła na mnie: Stacja Hawksbilla Miłośnikom wyskakujących ostrzy i miażdżących bram należy się ostrzeżenie, że to - dla odmiany - niespieszna, refleksyjna opowieść pozbawiona dramatycznej akcji. Narracja prowadzona dwutorowo: Pierwszoplanowa - o przywódcy obozu zesłańców politycznych. Podstarzałych weteranów-wichrzycieli stopniowo tracących rozum po przeniesieniu przez władze w czasie o miliard lat wstecz. Pozostawieni sami sobie w zamierzchłej, jałowej kambryjskiej przeszłości, bez nadzorców czy strażników, skoro nie mają dokąd uciec i dla nikogo (poza sobą) i niczego nie stanowią zagrożenia. Drugi plan to retrospektywa historii życia "zawodowego rewolucjonisty" Jima Barretta, przez lata konspirującego przeciwko totalitarnym rządom, które przejęły władzę w USA. Niestrudzenie - choć z coraz mniejszym zasobem wiary i złudzeń - "przygotowującego grunt" dla rewolucji (wciąż tak samo odległej - jak horyzont) mającej przywrócić prawa człowieka i starą konstytucję. Datowanie epok geologicznych i ich realia nie zgadzają się z obecnym stanem wiedzy paleontologicznej. Jednak ta powieść ujęła mnie swoim specyficznym klimatem i melancholijnym nastrojem. Niespieszne tempo, bez fajerwerków (poza materializacjami przy transferach z "górnoczasu"). Ale ma w sobie to nieuchwytne *coś*, co zapamiętuje się trochę dłużej, niż zajmuje zamknięcie okładki książki po przeczytaniu.
Krzysztof - awatar Krzysztof
ocenił na 7 1 rok temu
Aristoi Walter Jon Williams
Aristoi
Walter Jon Williams
Wspaniała książka. Od razu ostrzegam, ma bardzo wysoki próg wejścia. Williams rzuca nas zupełnie bez ostrzeżenia w niesamowity i skomplikowany świat przyszłości, w którym każdy ma wszczepione "reno" czyli cyberwszczep umożliwiający łączenie się Hiperlogosem (rodzajem uberinternetu) oraz kontrolowanie daimones czyli subosobowości. Mamy tchliniowe łącza natychmiastowej komunikacji i nieograniczonym zasięgu oraz rozszerzoną rzeczywistość w postaci oneirochrononu. Mnóstwo nazw i technologii, zachowań charakterystycznych dla kultury wyższej Logarchii. Słowa greckie i chińskie. To wszystko może porządnie skołować, zniechęcić do czytania, wstrząsnąć nawet. Dodajmy do tego niestandardowy układ tekstu, obrazujący działania równoległe... i mamy niesamowity koktajl udziwnień. Nie każdy ma na tyle wyporności by do tego podejść i nie odpuścić. Ale zachęcam by nie odpuszczać. Po 25% fabuły zaczynamy się już dobrze orientować a różnorodność i udziwnienia zaczynają sprawiać przyjemność. Dość niezwykła wizja świata przyszłości opartego na klasach społecznych i technologii. Ktoś pisze, że naiwny? Ale czy na pewno? Przecież to wizja oświeconego absolutyzmu technokratycznego. To już było, nie mieliśmy jeszcze takiej technologii. inżynierii genetycznej, ponadprzestrzennej komunikacji, nanotechnologii, wydajnych procesorów, napędu grawitacyjnego. IMO nie ma w tym nic naiwnego, to po prostu fantastyka naukowa. Czytałem tę książkę ponad 20 lat temu i już nie pamiętałem dokładnie fabuły. Dzisiaj odbiera się nią nieco inaczej. Powstałe przez ostanie lata zjawiska społeczne mogą wykrzywić nieco odbiór. Jednak zobrazowane preferencje seksualne Aristoi świadczą o wyższym rozwoju duchowym, gdzie cielesność jest jedynie materializacją emocji. Takie podejście do tematu ma sens i absolutnie nie jest rażące To złożona i inspirująca książka, zarówno w fabule jak i formie.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na 9 1 rok temu
Milenium John Varley
Milenium
John Varley
Uwaga bełkotliwy zbiór uwag. Zazwyczaj piszę w punktach co mi się podobało, ale tu nie da rady: Hej Przed dobraniem się do tej książki przeczytałem Porwanie tego samego autora, jeśli po przeczytaniu w/w utworu uważasz, że wiesz o czym będzie ta książka, to prawdopodobnie się mylisz Niemniej początek książki przedstawia sytuację od 3 strony tzn obserwatorów efektu porwania czyli komisji wypadków lotniczych To co uderza, to realizm i szczegółowość opisów. Jednocześnie potrafi wprawić człowieka w dość senny nastrój, ma się wrażenie, że historia Smitha nigdy się nie skończy Niemniej nawet ta część jest napisana realistycznie, po prostu wierzysz w tego bohatera, relacje w zespole... Ot po prostu jego praca jest umiarkowanie nudna ( o prawdziwie nudnej to nawet ciężko coś napisać, ale nie o tym) Drugim tematem jest szefowa zespołu ds. Porwań. I tu drobna uwaga, uwielbiam tę postać, jest krwista, wkur**ona, zestresowana i nieszczęśliwa tak bardzo jak JA. A jednocześniewewnętrzna powinność napędza ją by działać pomimo zmęczenia, bólu i niechęci do tej całej biurokratycznej machiny i pracy które jednocześnie uwielbia. Co do jej zadań to w trakcie porwań wszystko się pieprzy, a ona próbuje wszystko naprostować. Świetnie opisana rola kierownika, skala jego odpowiedzialności i sposób myślenia operacyjnego. Ogromne plusy należą się autorowi za świat przedstawiony Istnieje tu przerażająca, ale interesującą wizja przyszłości gdzie można robić prawie wszystko co się chce i nie trzeba pracować, ale takie życie bez celu prowadzi najczęściej do samobójstwa Mamy okaleczone chore społeczeństwo żyjące krócej niż 30 lat, bez kończyn twarzy etc. Mamy podróże w czasie w celu pozyskania siły żywej dla przyszłości Mamy całe cmentarzysko niepotrzebnych pojazdów porwanych z przyszłości Mamy "gnomy" postaci bez cial, które zarządzają porwaniami, i ponoszą odpowiedzialnośc, czują stres, żartują jak prawdziwi dyrektorzy Mamy wszechwiedzący komputer K, który i tak wykorzystuje ekscentryczną Radę po to by pomagała mu podjąć decyzję i wpadać napomysły na które sam by nie był w stanie wpaść. Mamy też najbardziej spójną teorię podróży w czasie w której nie można oglądać, ani przenosić sié do przeszłości w której zamierza się dopiero być, gdzie można zmieniać rzeczywistość ale tylko trochę, aby wszystko potem wróciło na właściwe tory, a wraca, zazwyczaj wraca, gdzie istotne zmiany zmieniają czas z określoną czasoprędkością, gdzie pojawianie się różnych czasomożliwości jest kwestią płynna, gdzie można dostać paradoksalna wiadomość listem z przyszłości w celu wykonania czynności w przeszłości, bo świat akceptuje niektóre paradoksy I mamy Michaela speca od fluktuacji czasu, który nienawidzi rady bo przypominają mu czym pewnie się stanie, oraz który chciałby być historykiem choć wie że nie ma to sensu w wieku ostatnim Piękna sekwencja ścierania się ludzkości z konsekwencją końca świata plastycznie opisane masowe samobójstwo Pesymistyczne podsumowanie pozornie dobrego związku dwojga ludzi, miłe złego początki, ludzie jednak są hujowi. Tylko ten Bóg na końcu mi nie gra... Choć klimat całości trochę jak z End of Ewangelion. Unikalna powieść Miazga, psychodelia, no super.
Malachit - awatar Malachit
ocenił na 10 5 miesięcy temu
Lata ryżu i soli Kim Stanley Robinson
Lata ryżu i soli
Kim Stanley Robinson
Uwielbiam historie alternatywne. Nie tylko dlatego że fajne jest takie gdybanie typu jak wyglądałby świat w przypadku wygrania II wojny światowej przez Hitlera (można czymś takim nieźle się wystraszyć) ale przede wszystkim ze względu na dostarczane przez ten koncept możliwości spekulowania nad ewentualnie innym modelem rozwoju cywilizacji, co stanowi przyczynek do głębokiej refleksji nad kondycją ludzkiego społeczeństwa i nad samą naturą człowieka. Tak tez jest w przypadku obszernej powieści Kima Stanleya Robinsona. Pojawia się tu też równie ważki aspekt profetyczny. Z tych powodów uważam, że dzieło amerykańskiego pisarza SF to najlepsza powieść z gatunku historii alternatywnych, jakie dane było mi przeczytać w tym pokręconym żywocie. W paru krótkich zdaniach poniżej postaram się uzasadnić ten sąd. Powieść Robinsona przynosi wyjątkowo rozległe spojrzenie na inną możliwą historię świata. W XIII czarna śmierć, epidemia dżumy w Europie nie jedną trzecią populacji naszego kontynentu, jak w naszym świecie, ale niemal wszystkich jego mieszkańców. Efekt tego jest niesamowity: powstaje świat bez dominującej roli cywilizacji europejskiej i chrześcijaństwa, a głównymi siłami kształtującymi rozwój ludzkości stają się Chiny i islam. Alternatywna historia ukazana jest tu w ujęciu wręcz panoramicznym: siedem jej wieków przesuwa się przed naszymi oczami z niezwykle wizjonerskim wyczuciem. Przyczynia się do tego znakomicie przemyślana konstrukcja fabularna utworu oparta na doktrynie reinkarnacji. Nie jest ważne czy sam autor w nią wierzy i czy wierzy w nią czytelnik. Należy tu spojrzeć na tę koncepcję nie jako przedmiot religijnej wiary, ale jako wyśmienite tworzywo literackie. Dzięki reinkarnacji w kolejnych księgach wracają ci sami bohaterowie w coraz to zmieniających się uwarunkowaniach historycznych. Możemy wraz z nimi przyglądać się dziejom odkryć naukowych i geograficznych, obserwować toczone wojny, uczestniczyć we wzlotach i kryzysach. Mamy przy tym dynamiczną akcję ozdobioną czasami rozważaniami dotyczącymi religii, filozofii i historii. Wszystko to łączy się w pasjonującą lekturę na co najmniej kilka dni, bo jest to grube tomiszcze, prawie 700 stron. Książka rzuca wyzwanie naszemu europocentryzmowi i przyzwyczajeniu, że to my jesteśmy najważniejsi. Moment, w którym ukazała się ta książka też jest znaczący. Właśnie dziś żyjemy w czasach gdy uśpiona dobrobytem Europa zdaje się słabnąć, natomiast wigoru i rozpędu nabiera ekspansjonistyczny islam i dynamicznie się rozwijające się nader liczne społeczeństwo chińskie. Czy przyszłość świata została tu w przewrotny sposób przewidziana? Ano zobaczymy.
romeo - awatar romeo
ocenił na 10 5 lat temu
Będą im świecić gwiazdy James Blish
Będą im świecić gwiazdy
James Blish
James Blish jest jednym z kultowych północnoamerykańskich twórców klasycznej fantastyki naukowej. Jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że to pisarz przyćmiony przez wielkie nazwiska z połowy XX wieku, jak chociażby Arthur C. Clarke czy Isaac Asimov. Bez wątpienia wpływ na to miała także przedwczesna śmierć Blisha – zaledwie w wieku 54 lat zmarł na raka płuc. Niemniej w Stanach jego powieści cieszyły się sporą popularnością, co pozwoliło mu porzucić pracę biologa, by żyć wyłącznie z pisania. Za powieść „Kwestia sumienia” (wznowioną w Polsce w 2021 roku w serii Wehikuł czasu wydawnictwa Rebis) otrzymał w 1959 roku nagrodę Hugo, czyli jedno z najważniejszych wyróżnień dla pisarza sf w USA. W Polsce Blish jest niemal zapomniany. Oprócz wspomnianej nagrodzonej powieści i pojedynczych opowiadań, w latach 90. ubiegłego wieku za sprawą wydawnictwa Amber (Wielka Seria SF) wydany został czterotomowy cykl „Latające miasta”, zapoczątkowany książką „Będą im świecić gwiazdy”. W tej krótkiej powieści, w zasadzie można ją określić nowelą, pisarz przedstawił niedaleką dla jego czasów przyszłość (2013 rok), w której nauka doszła do ściany, zdaje się niemożliwej do przebicia. Brak jakichkolwiek postępów, przy jednoczesnych niebotycznych kosztach badań, niejako zmuszają naukowców do zrewidowania dotychczasowej wiedzy i szukania alternatywnych dróg i rozwiązań – „przeproszenia” teorii wcześniej odrzuconych. Szybko okazuje się, że może to przynieść efekty daleko poważniejsze w skutkach, niż ktokolwiek mógł przypuszczać, wprowadzając ludzkość w nową erę i przekształcając ją w pełnoprawną cywilizację typu II według skali Kardaszowa (oczywiście Blish w momencie pisania nie mógł jej jeszcze znać). „Będą im świecić gwiazdy” ukazała się w 1956 roku, na 13 lat przed pierwszym lądowaniem na księżycu. Mogłoby się więc wydawać, że powieść zestarzała się co najmniej źle, jak niektóre wizje innych klasyków, w tym wspomnianych Clarke’a i Asimova. Tymczasem Blish staje się więcej niż aktualny, zwłaszcza kiedy spojrzymy na świat nauki. Na dobrą sprawę problemy, z którymi mierzymy się dzisiaj, są tymi samymi, jakie przedstawiono w powieści: rzeczywistość praktycznie z roku na roku udowadnia nam, że jest bardziej złożona i tajemnicza niż jesteśmy w stanie pojąć. Kolejne teorie naukowe i wykonywane wokół nich eksperymenty pochłaniają olbrzymie środki, a efektów – takich, jakich oczekujemy – zdecydowanie brak. Ponadto Blish, mimo że przedstawił wizję świata wysoko rozwiniętego, w którym ludzkość skolonizowała cały Układ Słoneczny, odkrywając przy tym dziesiątą planetę (wtedy nikt jeszcze nie spinał się o Plutona), uniknął – przynajmniej w pierwszym tomie – rozbudowanego futuryzmu technologicznego, który najszybciej i najboleśniej potrafi się zestarzeć w klasycznych powieściach sf. W „Będą im świecić gwiazdy” tego nie ma. Ot, statki kosmiczne latają na Jupiter V (Amaltea, księżyc Jowisza) i inne kolonie, po których ludzie poruszają się w skafandrach, a wszelkie prace wykonują za pomocą zdalnie sterowanych maszyn i robotów. No i świetnie, w ogóle tu nie czuć kurzu i retro stylu, charakterystycznego chociażby dla Stanisława Lema. Choć książka posiada głównych bohaterów i przedstawia ich losy, tak naprawdę opowiada wiele złożonych historii (co przy 176 stronach jest czymś imponującym). Całość napakowana jest rozważaniami z dziedzin medycyny, fizyki i astrofizyki, zgłębianymi poprzez eksperymenty związane z owymi alternatywnymi, niegdyś odrzuconymi teoriami (np. Paula Diraka czy Johna Wheelera). Mnie urzekł przede wszystkim Most – monumentalna konstrukcja, największa i najbardziej skomplikowana budowla, jakiej podjęła się ludzkość. Powstaje on na Jowiszu, z wykorzystaniem materiałów całkowicie odmiennych dla ziemskich standardów budowlanych, biorąc pod uwagę warunki, jakie panują na gazowym olbrzymie. To zdecydowanie najlepsze fragmenty powieści, spektakularne i widowiskowe (bo któż nie chciałby z powierzchni Amaltei chociaż przez chwilę popatrzeć na przepotężnego Jowisza, który wypełnia niemal całe niebo). No i cóż, nie pozostało mi nic innego, jak poznać dalsze losy „Latających miast”, jednocześnie licząc, że cykl zostanie wznowiony przez jedno z polskich wydawnictw (a mamy przecież kilka serii skupionych wokół klasyki sf). Tymczasem szukajcie amberowych wydań z drugiej ręki, można je zdobyć za kilka złotych… https://statekglupcow.pl/2025/10/01/czasami-trzeba-zrobic-krok-wstecz-beda-im-swiecic-gwiazdy-james-blish/
Maciej Szmajdziński - awatar Maciej Szmajdziński
ocenił na 8 5 miesięcy temu
Zderzenie czołowe Bruce Bethke
Zderzenie czołowe
Bruce Bethke
Rok 1984, George Orwell. Pierwsze skojarzenie czym inspirował się autor w pierwszych rozdziałach "Zderzenia". I na inspiracji się skończyło. I w sumie dobrze. Nie miałem ochoty na moralizowanie czytelnika tylko na nieskrępowaną rozrywkę. I nie zawiodłem się! Bohater wywalony z bezdusznej korporacji zaczyna bawić się na własną rękę w wirtualnej rzeczywistości. Tak zaczyna się odjechany cyberpunk jakim jest opisywany tytuł. Okulary wirtualne, rękawice sensoryczne, skarpety sensoryczne i pewna... hmm... zabawka (także sensoryczna, a jakże) od zespołu projektowego ProctoProd TM. Książka ta pisana z perspektywy pierwszej osoby położyła mnie na łopatki. Czyta się ją jak żywy pamiętnik, przemawia do nas osobiście. Powieść napisana w 1995 r. (2002 r. wydanie PL) daje mocno w kość odrobinę chybionymi wizjami roku 2005. w sferze zabawy w wirtualnej rzeczywistości. W sferze środków są nietrafione. Jednak pojawiające się schematy działają jak najbardziej. Nie przytaczam własnych porównań aby nie psuć zabawy przyszłym czytelnikom. Jedyne co mogę powiedzieć to, że wątek samochodu bohatera ciągnący się całą powieść rozśmieszał mnie za każdym razem. Powiem tylko tyle, dzieje się grubo, dzieje się szybko i wszystko po bandzie. Zakończenie lekko przewidziałem ale nie zepsuło mi to luźnej zabawy ani trochę. Jedyne co mogę zarzucić to moja niezaspokojona chęć głębszego poznania świata. Niektóre momenty bezczelnie przegadane gdzie chciałbym poznać więcej szczegółów. No może jeszcze drugim minusem jest w sumie brak głębszego sensu. Zapaleńcy pewnie znajdą ten morał, sens, nadzieję na lepsze jutro. Po co? - pytam się. Dużo się dzieje, z humorem, prosty język, cięte riposty, bohater nawiązuje kontakt z czytelnikiem i w sumie nie zanudza go. Mocna, dobra, (nawet bardzo dobra, niech zaryzykuję) pozycja rozrywkowa. Polecam! Aha, ocenę na BDB przyklepał fakt, że zdołałem tę książkę połknąć w dwa dni. Wchłonąłem ją jak Bugatti Veyron cały bak paliwa czekając na jeszcze. A stacji paliw po prostu NI MA...
WojteK - awatar WojteK
ocenił na 7 11 lat temu

Cytaty z książki Stacja Aniołów

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Stacja Aniołów