Single

Okładka książki Single
Meredith Goldstein Wydawnictwo: Wydawnictwo M literatura piękna
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Singles
Data wydania:
2013-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2013-01-01
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375955569
Tłumacz:
Agnieszka Kisiel
Średnia ocen

                5,5 5,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Single w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Single



książek na półce przeczytane 2167 napisanych opinii 864

Oceny książki Single

Średnia ocen
5,5 / 10
94 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1924
1923

Na półkach:

Czegóż to ja nie oczekiwałam po tej książce, sugerując się tytułem!
Miałam nadzieję wejść w życie osób samych (ale nie samotnych!) z wyboru, ze skłonnością do monogamii seryjnej, czyli bez stałego partnera i podpatrzeć ich „hajlajf” w barwnej sferze towarzyskiej. Tyle że moje bardzo zawężone pojęcie singla różniło się diametralnie od tego, co autorka miała na myśli. Dla niej singlem był każdy, kto przybył na ślub Matta z Beth Eleanor Evans, którą "przyjaciele – z racji inicjałów – nazywali Bee", bez osoby towarzyszącej. A to wcale, ale to wcale, nie oznaczało, że poza weselem byli sami. Chociaż to ostatnie z kolei nie oznaczało, że byli związani z ludzkim partnerem. Przewrotność i zwodniczość zakresów pojęciowych w tej historii zmieniała się wraz z poznawaniem kolejnych jej głównych bohaterów. Joego, mężczyzny po czterdziestce, właściciela firmy wyposażającej restauracje i wujka panny młodej, związanego z Sarah, która go… drażniła. Można było więc być singlem emocjonalnym w związku fizycznym. Roba, pracownika uniwersyteckiej biblioteki, od lat zakochanego w Bee i od tych samych lat utrzymującego "sekretny, pasywno-agresywny romans z jej przyjaciółką", który niespełnioną miłość przelał na… psa. Tak zakręcony świat człowieczych uczuć musiał skończyć się na prostym do kochania zwierzaku. Hannah, druhna Bee, specjalistka od castingu żyjąca w świecie filmu i przenosząca go na życie, emocjonalnie związana z Tomem, który fizycznie już do niej nie należał, chociaż cały czas miała nadzieję, że mężczyzna zrozumie swój błąd i wróci w jej szeroko otwarte ramiona. Najlepiej na kolanach, która to wizja ewoluowała w fantazję na temat odrzucenia i zemsty, możliwą do zrealizowania na organizowanym ślubie. Postawa między być z nim, czy nie być i właściwie w obu przypadkach bez sprecyzowanej odpowiedzi na pytanie – po co i czego ty właściwie dziewczyno od życia chcesz? Vicki, projektantki wnętrz, przyjaciółki panny młodej, oczarowanej miłością bohaterów z cyklu "Kwiaty na poddaszu" V. C. Andrews i poszukującej jej w kolejnych partnerach, a znajdującej tylko rozczarowanie, a ostatecznie… depresję. Stałą partnerkę życia karmioną antydepresantami i naświetlaną lampą solarną. I wreszcie Phila, przypadkowego uczestnika wesela, oddelegowanego na nie przez własną matkę, która była przyjaciółką przyszłej teściowej Bee. Mężczyznę uzależnionego emocjonalnie od rodzicielki, co nie pozwalało mu na tworzenie udanych związków z innymi kobietami.
Każdy z tych bohaterów przybył na ślub z bagażem życiowych doświadczeń, określonych nastawień, z góry zaplanowanych zachowań i pielęgnowanych uprzedzeń, mających tragikomiczny wpływ na kierunek toczących się wydarzeń, których prędkość wzrastała wraz z ilością pitego alkoholu i zażywanych środków dopingujących. Świadomie lub nie. Ich skutki były katastrofalne, ale jak się potem okazało, koniecznie właśnie takie, by zmienić sposób myślenia i postrzegania własnej sytuacji przez bohaterów oraz w ostateczności pryzmat patrzenia na życie i przyszłość każdego z nich.
Całość historii, która toczyła się wokół przygotowań weselnych, a potem już na samym przyjęciu, została opowiedziana przez każdego z pięciu singli, tworząc jedną, zazębiającą się wydarzeniami oraz postaciami i przenikającą się wątkami, spójną, jednolitą całość. Dzięki temu wiedziałam, co czują i co myślą wszyscy bohaterowie o sobie nawzajem, jak zmienia się ich nastawienie i jak ulęgają przemianom ich poglądy i postawy, tworzące barwny kalejdoskop zachowań, nadający akcji coraz szybszego tempa.
Miałam wiele okazji do uśmiechu i śmiechu!
To właśnie humor wynikający z sytuacji komicznych, lapsusów językowych, złośliwych komentarzy i dwuznacznych zdarzeń, nadawał powieści komediowy charakter. Jednak pod tą warstwą dobrej zabawy, autorka ukryła prawdziwy sens – tak naprawdę każdy człowiek jest przez większość życia singlem. Fizycznie, psychicznie lub mentalnie. W większości przypadków na własne życzenie, szczęśliwym tylko bywając.
I pomyśleć – lekka, przyjemna komedia, po której zrobiło się mi tak jakoś smutno.
naostrzuksiazki.pl

Czegóż to ja nie oczekiwałam po tej książce, sugerując się tytułem!
Miałam nadzieję wejść w życie osób samych (ale nie samotnych!) z wyboru, ze skłonnością do monogamii seryjnej, czyli bez stałego partnera i podpatrzeć ich „hajlajf” w barwnej sferze towarzyskiej. Tyle że moje bardzo zawężone pojęcie singla różniło się diametralnie od tego, co autorka miała na myśli. Dla...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

180 użytkowników ma tytuł Single na półkach głównych
  • 117
  • 63
88 użytkowników ma tytuł Single na półkach dodatkowych
  • 54
  • 15
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Single

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ciotki Anna Drzewiecka
Ciotki
Anna Drzewiecka
Książka „Ciotki” Anny Drzewieckiej naczekała się na mnie długo na Regale Czytelniczej Hańby… Wciąż wydawało mi się, że skoro to tylko 150 stron, to w każdej chwili mogę zacząć czytać. Zaczęłam dzisiaj w poczekalni u dentysty. I skończyłam zaraz po powrocie do domu. Całość przypomina sagę, gdyż autorka opisuje losy kilku pokoleń swojej rodziny, jednak akcja płynie linearnie tylko na początku. Potem Anna Drzewiecka skupia się na konkretnych postaciach - babci, dziadku, rodzicach i tytułowych ciotkach, których było osiem (w tym jedna „gorszego sortu”, bo ...okazała się nie siostrą mamy, a bratową 😉 ). Dużo tu także skojarzeń związanych z konkretnymi przedmiotami, miejscami, zapamiętanymi zapachami i smakami. Te wspomnienia układają się we wzruszające opowieści i reminiscencje. Raz bywa nostalgicznie i nastrojowo, innym razem – zabawnie, a także groźnie. Część opisanych historii ma rozbrajający charakter, gdyż świat jest tu często widziany i poznawany oczyma dziecka, ale opisany z perspektywy dorosłej osoby. Okazuje się, że po latach niektóre zdarzenia rozumie się i ocenia inaczej. Są też fragmenty poświęcone dzieciom autorki, jej samej w roli matki i miłośniczki zwierząt Czytało mi się bardzo przyjemnie i z nutką tęsknoty za dzieciństwem oraz pierwszą młodością. Sentymentalnej lekturze sprzyjają wyjątkowa atmosfera i piękny język. Polecam z czystym sumieniem !!!
allison - awatar allison
ocenił na 7 1 rok temu
Sztuka uprawiania róż z kolcami Margaret Dilloway
Sztuka uprawiania róż z kolcami
Margaret Dilloway
Oto książka, która latami spoglądała na mnie z wyrzutem, a ja - mimo gorących zapewnień znajomej - bałam się po nią sięgnąć, by nie doznać w takiej chwili nic poza kolejnym rozczarowaniem. Tak długo niepotrzebnie odwlekałam tę podróż. A może to właśnie dzięki temu trafiłam na wyjątkowy moment, by móc w pełni cieszyć się jej treścią? Może czytając ją w szpitalu zyskała inny wymiar? Filtrujemy treści przez własne doświadczenia, emocje czy tego chcemy czy nie, a co też niesie niebagatelny wpływ na walory czytanego tekstu. Książka staje się pocieszeniem w chwilach zwątpienia, książka potrafi odciągnąć uwagę od problemów, czasem daje słodką satysfakcję jak po zjedzeniu ciastka. "Sztuka uprawiania róż z kolcami" w pierwszej chwili wydawała się być lekką opowiastką o zamiłowaniu do pielęgnacji kwiatów, w toku zyskiwała coraz większy potencjał na dramat chorego człowieka. Jest tutaj wszystkiego po trochu, jak w życiu, podróż nie jest jednostajna i nie odbywa się jednym torem. Bohaterka wiedzie życie dyktowane pobytami w szpitalu, uciążliwymi dializami i oczekiwaniem. Nie da się tego zepchnąć na margines, chociaż pasja do hodowli róż i tworzenia nowych odmian zdaje się przyćmiewać tę niewygodną prawdę. Zawodowo Galilee Garner to zasadnicza nauczycielka biologii w prywatnej szkole, która nie chce iść na ustępstwa. Jest świadoma, iż wymagania względem uczniów owocują sukcesami w dalszej edukacji. Nie chce rezygnować z czegokolwiek ze względu na swój stan, nie daje forów innym, nawet przyjaciółce Darze. Taka już jest, bezkompromisowa. Na pewno nie można jej odmówić pasji w działaniu. Jest oschła, trzyma ludzi na dystans i myślę, że to charakterystyczne dla tych, którzy zmagają się z bólem na co dzień, bo ten zdecydowanie nas osłabia zarówno fizycznie jak psychicznie. (...) "Sztuka uprawiania..." jest ciekawa również z tego powodu, iż przedstawiana obecnie sytuacja staje się skomplikowana przez podesłanie do rodziny na kilka miesięcy Riley. Trzydziestosześcioletnia kobieta, żyjąca wedle ustalonego schematu zyskuje kolejny obowiązek. Pogubiona nastolatka nie może być tym, co uwzniośli jej życie, prawda? Uczymy się przez całe życie właśnie dzięki ludziom, którzy stają na naszej drodze. I to właśnie dzięki obecności Riley nasza bohaterka może pewne sytuacje i zachowania siostry poddać ponownej głębszej analizie i mimo iż dostrzega niesprawiedliwość w ocenie to nadal będzie ją uważać za nieodpowiedzialną. Z przyjemnością śledzi się poczynania bohaterów, którzy nie są nachalni wobec siebie, co czyni fabułę spowolnioną, jednocześnie lekko kreślącą zawiłości powstające między nimi. George Morton - nowy nauczyciel, który pojawia się w tym samym czasie w szkole, gdy przybywa siostrzenica Gal i wcale nie zamierza jej we wszystkim przytakiwać. Mark Walters - starszy pacjent, który zyskuje pierwszeństwo w kolejce po przeszczep nerki, co powoduje ogromny sprzeciw bohaterki na taką niesprawiedliwość. Do tego dr O'Malley, która wydaje się być jej nieprzychylna i działa jakby z zamiarem pozbawienia jej ratunku. Różne zdarzenia, nawet te związane z hodowlą róż i dzieleniem się swoją wiedzą pokazują, ze czasem zostajemy oszukani przez tych, którym zawierzamy. Ale Margaret Dilloway wskazuje też drugą dobrą stronę natury ludzkiej, bo przecież gdy trzeba to potrafimy się jednoczyć, zawsze ktoś przy nas jest, wystarczy poprosić i przyjąć pomoc. "Sztuka uprawiania róż z kolcami" to wyważona historia, z której nie wylewa się żal i rozpacz, a cierpienie jest okraszone słońcem i tym szczególnym promieniem płynącym od ludzi. Całość: https://nakanapie.pl/recenzje/pielegnacja-roz-pielegnacja-ludzkich-serc-sztuka-uprawiania-roz-z-kolcami
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na 8 10 miesięcy temu
Arisjański fiolet. Cisza Pola Pane
Arisjański fiolet. Cisza
Pola Pane
„Arisjański fiolet. Cisza” Pola Pane. „Jeśli rozpacz jest bez złudzeń, trzeba postępować tak, jakby się miało nadzieję albo się zabić.” Albert Camus. Książkę Poli czytałam dwadzieścia dni. Dużo? Mało? W samych wolnych chwilach, oczywiście, co skutkowało tym, że niekiedy nie sięgałam po nią wcale. Czemu od tego zaczynam? Bo to niezłe tomiszcze jest. Niezłe tomiszcze, które czyta się wbrew pozorom szybko, gładko i przyjemnie. Serio. A skoro już skończyłam, to napiszę kilka słów na jej temat i wszystko, co przeczytacie, jest wyłącznie moją opinią, moim wypracowanym przez 400 stron zdaniem. Jak zawsze. Lecimy zatem od garstki myśli z notatek robionych na bieżąco. Podobają mi się dobrane do treści cytaty innych twórców, umieszczone jak u Poli – przed rozdziałami. Fajnie się je czyta i fajnie wyglądają. Są jakby zapowiedzią, mini wstępem, sugerującym co znajdziemy dalej. Odnośnie zaś utworów muzycznych, bo do książki dołączono płytę, mam mieszane odczucia. Jako autor popieram przypisywanie scen odpowiedniej muzyce, ponieważ sama tak robię. Natomiast jako czytelnik – już niekoniecznie. Przecież każdy słucha czegoś innego, nie tak łatwo trafić w gust muzyczny jednej obcej osoby, a co dopiero mnóstwa czytelników. Dlatego tu, według mnie, powstawał przez to zbędny chaos, no ale to muzyka nie w moim stylu, fakt. Wiem jednak, że taki zabieg tworzy specyficzny klimat, wprowadza w ten bardziej właściwy nastrój, gdyby ktoś miał trudności z wyczuciem albo wczuciem się, być może sugerując przy tym emocje towarzyszące autorowi. Z pewnością jest to pewnego rodzaju urozmaicenie, które na jednych zrobi większe wrażenie, na innych mniejsze. Spokojna i przejrzysta okładka zaciekawia, chociaż nic tak naprawdę nie ujawnia. I ten druk. Mimo wielu wad, a praktycznie wyłącznie samych wad „organu wydającego”, ten druk po prostu uwielbiam. Zobaczycie co mam na myśli, jak sięgniecie po książkę. Przechodząc niemal do rzeczy muszę się przyznać, że znów powieść zaczęła mnie wciągać, zaciekawiać dopiero po setnej stronie. Ostatnio ciągle tak mam, ze wszystkimi, które czytam. Tragedia. :D Może więc lepiej pomarudzę trochę o treści. Co my tu mamy? Kometę, katastrofę, wulkaniczny pył, prawie że zagładę, ocalałych i obcych. Tak, obcych – Arisjan. Kosmitów, znaczy się. No, już od razu byście chcieli zielonych! A tu taki zaskok, ha! Świetnie pomyślane, tak na marginesie. O miłości, seksie… i seksie… ^^ i kilku przygodach chyba nie muszę wspominać, to się rozumie samo przez się. Dodajmy jeszcze nowe środowisko po życiu w odosobnieniu, uwięzieniu, szkołę, nowych przyjaciół… Przypomina Wam to coś? :D Główna bohaterka jest dość typową nastolatką. Dość i nie dość. Mnie nie irytowała ona sama, bo zakładam, że taka właśnie miała być, ale jej „matematyczność”, co zaraz wyjaśnię. Jest uparta, nieco łatwowierna, impulsywna (ta cecha najbardziej mi się w niej podobała, lubię nieprzewidywalne kobiety), za bardzo otwarta, zbyt „szybka”. Była zamknięta 10 lat w schronie, niektóre reakcje są jak dla mnie niezbyt logiczne, nawet jeśliby je zwalić na owe zamknięcie… ale zwalam, a co! Po jakimś czasie rzuca się w oczy to, że książkę pisała osoba dobrze zaznajomiona z matematyką (zazdrocha…). Myślenie nastolatki nieco różni się od tego przedstawionego w innych, podobnych książkach. Jest „ułożone”. Jak ze wzoru. Wyjaśniając wcześniej wspomnianą matematyczność, podam przykład, który podzielę na dwie części, abyście zobaczyli, o co mi chodzi. „Czyżbym naprawdę się zakochała?” – pytanie. „A może to tylko burza młodzieńczych hormonów, które do tej pory uśpione, teraz dawały o sobie znać ze zdwojoną siłą?” – odpowiedź. Tym sposobem autorka odpowiada na pytania czytelnika, zanim ten zdąży choćby pomyśleć o własnych odpowiedziach. I kiedy z jednej strony to wyjaśnianie od samego początku jest pomocne, bo wszystko świetnie rozumiemy, to z drugiej odbiera nieco przyjemność czytania. Ja na przykład lubię czasem nie wiedzieć. Owszem, wszędzie bohaterowie rozważają swoje reakcje, ale moim zdaniem nie aż tak często. Na szczęście Pola pozostawia jeszcze sporo miejsca dla wyobraźni. Zanim przejdę do Arisjan, chciałabym wspomnieć, że szeroka jest wiedza autorki i to da się zauważyć. Matematyka, biologia, geografia, genetyka, astronomia… I pewnie więcej, ale będąc pod wrażeniem tak dobrego przygotowania Poli z tych dziedzin właśnie wymienionych, zwyczajnie nie odnotowałam. Szczerze. Moje gratulacje. A teraz fioletowa wisienka na pomarańczowym torcie. Arisjanie. Obcy bez uczuć wyższych, genialnie poprowadzeni, równie genialnie utrzymani w ryzach. Fascynujący. Przyznam, że dziś miałam przypadkową okazję wyczaić na mapie Alfa Centauri. Wow. Wiele razy, jak chyba większość z nas, zastanawiałam się, czy gdzieś tam istnieje inne życie. Powiem Wam, że jak dla mnie Arisjanie mogliby istnieć rzeczywiście. Byłoby co prawda więcej złamanych serc, ale cóż… W imię nauki! Polecam powieść Poli między innymi za to ciekawe spojrzenie w kosmos. Kupiła mnie tym. Bezsprzecznie. Tym oraz zakończeniem. „Jedyna różnica między mną a wariatem to fakt, że ja wariatem nie jestem.” Salvadore Dali. Osobiście zazdroszczę im na przykład tego opanowania, braku niektórych emocji. Tam, gdzie jest praca, jest praca, gdzie seks, tam seks, pożądanie. Takie idealne rozdzielanie bez niepotrzebnych odczuć, jak choćby tęsknota, z pewnością ułatwia życie. Jednak życia im nie zazdroszczę. Ba, nawet współczuję, poniekąd. Wszystko poukładane, żadnych rozrywek, niczego wyższego… Z ich perspektywy to wygląda inaczej, oni tego po prostu nie znają. Nie są jak ludzie i to trudno sobie wyobrazić, ale sprawia niebywałą frajdę. Domyślam się, jak trudno było ich w takiej bezuczuciowej formie utrzymać. Szacun. Wychodzi jednak na to, że jestem człowiekiem, stąd też to współczucie. Nie znają prawdziwej istoty życia. Dla nich ona jest czymś innym. Życie bez miłości? Bez pasji? Bez tego… TEGO, no. Wiecie co, to ja już wolę być wybuchowa, zazdrosna, zaborcza, złośliwa, wolę tęsknić i szlochać, wzdychać, cieszyć się i… kochać. Pieprzyć idealizm. Na temat zalet Ziemian i Arisjan w jednym zestawieniu można by dyskutować w nieskończoność. Tyle samo mam argumentów na ich obronę, co na atak. Są mega interesujący i żałuję, że Pola bardziej się w nich nie zagłębiła. Przechodząc do rzeczy, wreszcie, powiem tak – jedno wielkie wprowadzenie. Tym dla mnie stał się „Arisjański Fiolet”. To dobrze. Akcja jest umiarkowana, często spokojna, z nielicznymi, drobnymi odchyłami od normy i tak aż do końca. Miłość platoniczna, seks, przyjaźń, szkolne i pozaszkolne zwyczajne życie, wyjaśnianie tajemnic krok po kroku. Wystarczy zapamiętać, nie trzeba się głowić. A koniec? Proszę Państwa… Do tej pory myślę o tym, co będzie dalej, do cholery! :D Na koniec otrzymujemy zapowiedź czegoś extra. Pola pozostawia czytelnika w oczekiwaniu z duszą na ramieniu i pytaniami, tym razem bez odpowiedzi. Ja mam co najmniej dwa. Jedno dotyczy Korina i jego zachowania – co zrobi, czy cokolwiek poczuje (i tysiąc innych wariantów tegoż pytania)? A drugie dotyczy Profesora. Podstawowe – kim on jest?? Czy to czasem nie jej… (i tysiąc innych domysłów). Okej, tu następuje chwila ciszy i zaczyna obowiązywać pakt milczenia… Albo cokolwiek tam innego, z milczeniem związanego. :D Co ja mogę jeszcze powiedzieć? Czekam. Na drugi tom. Z tego, co mi wiadomo, pierwszy ma mieć swoje drugie pięć minut, czyli drugie wydanie, na co też czekam, bo z przyjemnością doszukam się różnic. I wszystkiego innego. :D No, ale drugi… Cholera! :D Pola Pane swoją powieścią rozbudza apetyt, wyostrza zmysły, urzeka. Cóż… Zapraszam! „Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym umieć Cię kochać.” Zapraszam na stronę autorki: https://www.facebook.com/PolaPaneArisjanskiFiolet Oraz na swoją: https://www.facebook.com/A.M.Chaudiere
Anna Chaudiere_Kovska - awatar Anna Chaudiere_Kovska
oceniła na 7 10 lat temu
Przeczekać ten dzień Anna Maria Jaśkiewicz
Przeczekać ten dzień
Anna Maria Jaśkiewicz
Mam ogromny problem z oceną tej książki, gdyż jest bardzo nietypowa. Dziwny temat, dziwna konstrukcja, bez jakiejkolwiek akcji. Po prostu jeden facet cały czas mówi o sobie i swoim życiu. A wszystko przeplatane poezją, refleksjami o życiu i umieraniu, o różnych wartościach, do tego dylematy moralne. Karol, nauczyciel języka polskiego w liceum po śmierci żony, Marty wiedzie samotnicze życie. Pracuje jako nauczyciel języka polskiego w liceum i praca ta najwyraźniej mocno go frustruje, bo młodzież bywa trudna i niewdzięczna i można sobie żyły wypruwać a i tak ciężko coś z licealistów wykrzesać. Poza nielicznymi wyjątkami jak na przykład uczeń Wiśniewski. W dodatku Karol zapuścił się jako facet, trochę chyba zdziwaczał. Pewnego dnia orientuje się, że zaginął mu notatnik, w którym zapisuje sobie różne osobiste i zawodowe notatki. Odnajduje zeszyt w szkolnej ławce i ze zdumieniem spostrzega, że pod jedną z dat pojawił się dopisek: “śmierć”. Najpierw się przestraszył, a potem pomyślał, że może któryś z uczniów zrobił mu taki makabryczny żart. Miał też dziwny, bardzo realistyczny sen związany ze śmiercią. Zresztą temat śmierci jakoś dziwnie wokół niego krąży w różnych okolicznościach. Karol zaczyna rozważać czy może rzeczywiście zagraża mu utrata życia i w związku z tym podejmuje pewne działania, nakierowane na to aby podomykać pewne sprawy życiowe. Bywały w książce momenty, które mnie nudziły, jak choćby ogromnie długi i szczegółowy wywód Karola ( skierowany do wspomnianego już Wiśniewskiego, ucznia startującego w olimpiadzie polonistycznej) na temat grzechu pierworodnego i różnych jego interpretacji: filozoficznych, teologicznych. A jednocześnie przez cały czas intrygowało mnie pytanie: “jak to wszystko się zakończy?” Ciekawiło mnie czy główny bohater rzeczywiście umrze w dniu zaznaczonym w notatniku i o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. Jako takiej akcji nie ma tu w ogóle. Są scenki z życia Karola w klasie podczas lekcji, w pokoju nauczycielskim, czy inne wycinki z jego życia, ale poza tym to nic się tu nie dzieje, a z drugiej strony w powietrzu cały czas wyczuwa się jakieś napięcie. Natomiast zakończenie zaskakujące, dramatyczne, wbiło mnie w fotel i mocno zdołowało. Polecam tę książkę. Jest mądra, wartościowa, ma nowatorską formę i bardzo wyróżnia się na plus od tandety jakia od dłuższego czasu zalewa księgarski rynek. Aż trudno uwierzyć, że tak młoda osoba (19 lat) wydała tak dojrzałą i dobrą książkę. Przeczytajcie koniecznie.
Agafitness - awatar Agafitness
ocenił na 8 3 lata temu
Accabadora. Ta, która pomaga odejść Michela Murgia
Accabadora. Ta, która pomaga odejść
Michela Murgia
"Accabadora.Ta, która pomaga umrzeć" jest jedną z tych książek, które zmuszają nas do refleksji nad życiem i moralnością. Śmierć jest tematem tabu, podobnie jak seks. Wiadomo, że Kościół stoi na straży moralności i wprost potępia aborcję. W włoskiej wiosce, mieszka kobieta, która zajmuje się krawiectwem. Jednak tak naprawdę pomaga ludziom w odchodzeniu z tego świata. Jej podopieczna nie ma pojęcia czym zajmuje się jej ciocia. Pewnego razu, młody człowiek zostaje pozbawiony nogi. Jego życie się zmienia i staje się nieznośny dla otoczenia. Wiedząc czym zajmuje się kobieta prosi ją o pomoc. Kobieta podejmuje decyzję, która zmieni życie wszystkich osób z jej najbliższego otoczenia. Eutanazja jest w Polsce zakazana. Z tym motywem spotkałam się w "Zanim się pojawiłeś"i to jest dopiero druga książka z tym motywem przeze mnie przeczytana. Nie jest to typowa książka o której można łatwo zapomnieć ze względu na temat jaki ona porusza. Książka zmusza nas do refleksji nad sobą i nad życiem. Często mówimy, że nigdy byśmy tak nie postąpili i potępiamy tych co coś takiego zrobią. Jednak czasami bywa tak, że postępujemy dokładnie tak jak te osoby, które potępilismy. Kim my jesteśmy, żeby pouczać innych o moralności? Moralność nie obowiązuje na wojnie, gdzie trzeba zabijać ludzi i czy wtedy powinniśmy krytykować te osoby? Często zapominamy o tym, że życie nie jest ani czarne ani białe. Zapominamy, że są takie sytuacje w których trzeba postąpić inaczej niż byśmy chcieli i o tym przekonuje się Maria, duchowa córka Accabadory. Książka jest krótka można ją spokojnie przeczytać na jednym posiedzeniu. Dla tych co interesują się psychologią bohaterów oraz o tematach o których się głośno nie mówi będzie idealną pozycją.
Klaudia Sowa - awatar Klaudia Sowa
oceniła na 7 1 rok temu
Smak hiszpańskich pomarańczy Kim Lawrence
Smak hiszpańskich pomarańczy
Kim Lawrence Kathryn Ross Chantelle Shaw
"Wakacje w Andaluzji" Ciekawe opowiadanie, opisujące dużo emocji i gorących uczuć. Bohaterka została postawiona przed trudną sytuacją, która niesie za sobą szereg wspomnień z przeszłości. To, jak sobie z tym radzi pokazuje kobietę z bardzo silnej strony, a za razem jako istotę bardzo kruchą i delikatną. Bardzo podobały mi się wyraźne opisy bohaterów, dzięki czemu mogłam sobie ich dokładnie wyobrazić. Po za tym, odrobina miłości i tzw. erotyzmu też była miłą niespodzianką w tym typowym Harlequinie. Daje ocenę dobra - 5/10. "Wino, słońce, Barcelona" Drugie opowiadanie w tej książce, jednak o wiele lepsze od pierwszego. Bardzo spodobała mi się "nieprawdziwa" atmosfera stworzona przez bohaterów, co znacznie dodawało "pikanterii" i tajemnicy. Carrie i Maks to niezła parka dwóch "przekrętów", którzy brnąc wciąż w stek kłamstw nieświadomie się w sobie zakochują...Ocena: 6/10. "Tylko w Madrycie" Moim zdaniem najlepsze opowiadanie w tej książce: niepowtarzalny klimat jak zza dawnych czasów, dzięki cudownemu zamkowi i wielopokoleniowym tradycjom rodziny Herrera. Młoda dziewczyna, kochając ponad wszystko ojca stara się wyciągnąć go z długów. Sprawy biorą nieoczekiwany obrót i wychodzi za mąż za powiernika, którego oszukał właśnie ojciec... To jak potoczyły się losy młodej Grace, domyślałam się do samego końca opowiadania, i się nie domyśliłam. Naprawdę fajne opowiadanie! Ocena: 7/10.
nika1401 - awatar nika1401
ocenił na 6 11 lat temu
Adam i Ewy Monika Orłowska
Adam i Ewy
Monika Orłowska
Przeczytałam wcześniej dwie książki Moniki Orłowskiej i znów mnie poniosło do kolejnej, która wcale nie jest przyjemną lekturą o słodkim życiu, historią wymyśloną na potrzeby szerszej publiki dla ukojenia własnych nerwów. "Adam i Ewy" to wykładnia zmagań z życiem jakie sobie obrałyśmy. My, bo książka pisana z punktu bohaterki, pod którą może "podłożyć się" każda kobieta z własnym życiem. Powieść jest refleksyjna, dająca wiele powodów do dyskusji i to nie koniecznie w temacie przemyśleń, co do wyborów poruszanych przez Ewę, ale rozważań o własnych - mniej lub bardziej świadomych - decyzjach. Ktoś może powiedzieć, że ta książka jest nudna, mało w niej barw, mimo iż bohaterka wraca również do wspomnień, kiedy żyli na wyspie, w warunkach diametralnie innych niż w polskiej rzeczywistości krakowskich dzielnic. Ja powiem, że jest przyziemna, bo dotyka zwykłych problemów, codziennych spraw, drobiazgów, które nie mają w sobie nic z romantycznych uniesień bohaterów bajkowych scenerii. Ewa - macocha, Ewka - pasierbica, Karolina - córka oraz teściowa, to układ scalony opowieści Orłowskiej. Mężczyzna pojawia się tu na chwilę, choć trwa niejako na stałe w ich świadomości. One, chociaż niedoskonałe, popełniające błędy, startujące w życie, czy też u jego schyłku, mają w sobie więcej odwagi i godności niż ów mężczyzna, który na odległość wydaje dyspozycje i jeszcze czasem ma pretensje. Problem szeroki jak świat i od wielu lat aktualny, gdzie niejedna rodzina boryka się z rozłąką. Na ile można się odnaleźć przebywając większą część roku w oddaleniu od bliskich, w innym kraju, obcej kulturze, bez namacalnego wsparcia? Bo pytanie na ile jest się w takiej sytuacji rodziną jest dla mnie retoryczne, skoro już sześciolatka po zajęciach w przedszkolu raczyła mnie uświadomić, iż jej tatuś jest tatusiem, ale to nie rodzina, bo rodzina mieszka razem. Co uzmysławia, że nawet najmłodsi mają świadomość czym są więzi rodzinne, ze to bliskość i wzajemne wspieranie się buduje rodzinę. Jedyne, co w tej książce jest tandetne to okładka. To chyba syndrom obecnych czasów, żeby "zasłodzić" czytelniczkę przynajmniej poprzez okładkę, skoro autorka uwzięła się by opisać realistycznie żywot wcale nie jednej takiej Ewy, ale setek kobiet, które w imię dobra rodziny coś poświęcają, a do tego nie mają skłonności narzekać czy też egzekwować prawa do zaspakajania własnych potrzeb. Czasem bardzo łatwo zagalopować się w ogarnianiu rzeczywistości domowej kosztem samej siebie. Trzeba jakiegoś impulsu by przeorganizować to, co do tej pory tkwiło na głowie, czyli barkach żony, by i ten mężczyzna partycypował w obowiązkach i najtrudniejszych chwilach. A wracając jeszcze do okładki, która oczywiście przekłamuje co do zawartości, jaką możemy ujrzeć wewnątrz, to była ona czynnikiem, który odpychał mnie od zapoznania się z treścią. To tak, jakbym wyśmienitą czekoladkę zapakowała w szary papier, a krówkę w pozłotko. I na początku tylko czekałam, aż bohaterzy zaczną przeżywać słodkie chwile, będzie mdło, aż nie naturalnie, a tu okazało się, że dosięgła mnie bogata szara rzeczywistość. Oto kolejna książka, która przekonuje mnie do autorki, jak i rynku księgarskiego, gdzie nie muszą pojawiać się powielane historyjki snute na temat rozkosznie przeżywanych chwil pośród nagromadzonych katastrof spadających jedna za drugą na jedną bohaterkę/rodzinę. Nie ma potrzeby by polskie autorki budziły do życia sztuczne sytuacje, powoływały się kolejny raz na te same motywy, żeby tylko odegrać przed czytelnikiem niebywałe dramaty. Można prościej i przede wszystkim prawdziwie oddać sytuacje i emocje bohaterów.
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na 7 8 lat temu

Cytaty z książki Single

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Single