Rycerze Sidonii #1

Okładka książki Rycerze Sidonii #1
Tsutomu Nihei Wydawnictwo: Kotori Cykl: Rycerze Sidonii (tom 1) komiksy
182 str. 3 godz. 2 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Rycerze Sidonii (tom 1)
Tytuł oryginału:
Sidonia no Kishi
Data wydania:
2016-04-08
Data 1. wyd. pol.:
2016-04-08
Liczba stron:
182
Czas czytania
3 godz. 2 min.
Język:
polski
ISBN:
9788363650780
Tłumacz:
Tomasz Molski
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rycerze Sidonii #1 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rycerze Sidonii #1

Średnia ocen
6,7 / 10
74 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
668
664

Na półkach:

Seriale anime, a zwłaszcza te w nowoczesnym wydaniu, i to w gatunku ogólnego sci-fi lub sci-fi w połączeniu z motywami Space Opera, czy też fantastyki naukowej w otoczeniu dynamicznej akcji z pierwiastkiem suspsensu na dokładkę, to taki niezwykle specyficzny i żywiołowy świat - graficznie na pewno wyjątkowy, mimo stosowania w kreowaniu takiej rzeczywistości bogatości technik komputerowych, mający swój styl, raz subtelny a raz nie, ukazujący szerokie wątki w fabule wychodzące często poza motyw eksploracji kosmosu, poszukiwania życia, rozwoju ludzkości w innych obszarach wszechświata i jak to mówił Star Trek ,, docierania tam, gdzie nie dotarła jeszcze cywilizacja".

Bardzo szczególne miejsce w omawianym zestawieniu zajmują serie pt. "Kosmiczny Pancernik Yamato 2199", "Generał Daimos" sprzed prawie 50 lat i coś bardzo, bardzo szczególnego, co wizualnie prezentuje nowy styl a fabularnie sercem i duchem, co uważam osobiście, jest z latami 1970-1998, gdy w otwartym gatunku sci-fi w anime powstawały same ikoniczne dziś tytuły. I tym czymś szczególnym jest dwusezonowa serii odcinkowa pt. "Sidonia no Kishi", w Polsce tłumaczona poprzez inne media jako: "Rycerze Sidonii". I co istotne pamiętam, że to właśnie "Rycerze Sidonii" jako Uniwersum przykuło dobitnie moją uwagę: anime to zauważyłem, jako gdzieś tam umieszczoną na rozpisce Netflixa odpowiednią pozycję na liście. Tak to wyglądało z początku. Ale jak to w życiu bywa, to właśnie ten tytuł, który zrealizowano w latach 2014-15 wśród współczesnych tytułów, zajmuje dla mnie to konkretne miejsce w serduchu: w duszy i umyśle fana; nie ma zmiłuje, za każdym razem, gdy o nim wspominam robi się tak bardzo przyjemnie i ciepło na fanowskich gustach. A w kwestii tego, jak na ,,Sidonię" natrafiłem: jak wspomniałem częściowo odbyło się to przypadkiem... bardzo, bardzo przypadkiem. I tak, zacząłem oglądać pierwszy, potem drugi odcinek i... tak minęły dwa sezony. I to są dla mnie do dziś wspaniałe wspomnienia - dowód na to, że warto często zawierzyć losowi i dokonać takich a nie innych wyborów. I tak się zastanawiam czy przeczytanie pierwszego tomu mangi z tego Uniwersum nie nakłoni mnie do powrotu do tego tytułu. Wspaniały motyw eksploracji przestrzeni kosmicznej, trochę z dodatkiem post-apokaliptycznego nurtu, czy lekkiego ,,sosu gatunkowego" z dystopii, której nie brakuje mroku. Renderowanie i tworzenie CGI i innych efektów specjalnych, kreujących szatę graficzną "Rycerzy Sidonii", które te elementy gatunku i fabuły to niniejszym podkreślają - to wszystko tu jest, w tym anime właśnie, a w samej mandze, doświadczając ją po raz pierwszy, zdajemy sobie na dobre sprawę z jak wybitnych źródeł korzystał ten serial. Mogę jedynie gryźć się w zęby, obgryzać sobie paznokcie do krwi, jak na jakichś wywiadowczych torturach, że tak późno zorientowałem się o istnieniu tego komiksu właśnie.

,,O la Boga, o rety kotlety!" Przybyłem,. zobaczyłem i zwyciężyłem - ,,dobra moja!", że zdecydowałem się na pierwszy (kolejny na pewno wjedzie na czytelniczy ruszt, i to niedługo! Na pewno wpisuję go na listę ,,must read, ASAP!) tom mangi w polsko tłumaczonym Uniwersum: "Rycerze Sidonii". I jaka to była mimo wszystko pozytywna niespodzianka! Nie wiedziałem, kompletnie z czapy nie miałem o tym tej potrzebnej mi świadomości i pojęcia, że "Sidonia no Kishi" w aspekcie medium mangowego będzie tak konsekwentnym komiksem, z dość dobrze poprowadzoną ogólną ,,Space Opera" opowieścią. Okazałem się geekowskim zwycięzcą, że trafiłem zarówno na ów serial jak i archetypową dla niego mangę, które fabularnie i graficznie (koncept sci-fi tu poprowadzony był bardzo w porządku, choć odniosłem wrażenie, że pilotowe rozdanie komiksu... to dopiero przetarcie, jakby wrzucenie pierwszego biegu do dalszych opowieści, których będziemy świadkami w kolejnych cyklach i rozdziałach), spisały się (anime w dwóch swoich sezonach, a komiks w pierwszym tomie) dość konsekwentnie, mimo iż w serii odcinkowej jak i w mandze zdarzały mi się momenty, jakby miało mi tu... czegoś brakować. Ale, tak na młodzieżowo i energicznie podkreślę jedno: ,,Sidonia to Uniwersum na pełnej pompie!”. Do czystej graficznej i narracyjnej, tj. fabularnej ,,zajebiaszczości” to jeszcze tu niezbyt dużo, ale jednak, brakuje. Okazało się to na tyle dobre wydanie (krój zewnętrzny, wielkość mangi, ilość stron i jakość papieru - krótko: Wydawnictwo Kotori spełniło swoje zadanie ,,wydawnicze" wyśmienicie!) jak i fabularne zaprezentowanie się, że mogę sam zapytać się nieco fanowsko-retorycznie: no i co by było, gdyby ,,Sidonii" nie było?! Uniwersum Rycerzy Sidonii zostało stworzone na potrzeby pełnej, dynamicznej, nie pozbawionej tajemnic rzeczywistości Space Opery z olbrzymimi możliwościami eksploatacyjnymi w opcji ,,mangowej". Autorem tak niezwykłego Wszechświata rozrywki opartego o aspekty futurologiczne, związane z eksploracją przestrzeni kosmicznej w fantastyce naukowej, jest Tsutomu Nihei, jeden z najbardziej popularnych i rozpoznawalnych poza Japonią mangaków. To twórca cholernie ambitnego i mocnego, bo agresywnego i intensywnego swą akcją Uniwersum "Blame!" oraz omawianego niniejszym Świata. I to co już z początku mnie zaskoczyło w tomie pierwszym ,,Rycerzy" to to, że stylem graficznym ów tom 1 (a zapewne i cała późniejsza seria) nie przypomina stereotypowej mangi, nawet z charakterystycznym ujęciem rysu fizyczności twarzy bohaterów japońskiego komiksu: zero spiczastości, zbyt słodkich uszu, oczu, dragonballowych fryzur czy specyficznych proporcji całego ciała. Ba! Rysunek i cała szata wizualna jest tu takim swego rodzaju odpowiednikiem zwykłego amerykańskiego lub europejskiego komiksu, lecz w tym przypadku czarno-białego, czytanego od prawej do lewej. Przygody na ,,Sidonii" są w sam raz dla tych, którzy kochają narracje graficzne w konwencji gatunku sci-fi, także dla tych, którzy cenią sobie oryginalność, ale nie są przekonani w żadnym stopniu do mangi, którą uważają za podpierdółkę dla młodych, zinfantylizowanych ludzi.

Pod względem tworów popkultury z kraju kwitnącej wiśni, ich popularności na świecie i wpływie na resztę kultury masowej, cóż można by powiedzieć, iż przyszło nam żyć w dość dziwnych czasach: z jednej strony bardzo zadowalających, bo "Chłopiec i Czapla" Mizayakiego wywalczyło Oscara w kategorii najlepszej animacji, a z drugiej w zbyt rozdartych latach ewolucji kultury masowej, gdzie produkcji anime tworzy się za dużo, tak samo mangi - ilość nie jest tu problemem, lecz jakość wykonania i odbiór tytułów przez czytelnika bądź widza; jakość bo często same animacje wyglądają generycznie, wtórnie niczym wypluwane przez zaawansowane programy graficzne z algorytmicznymi sieciami neuronowymi, gdzie ręka ludzka się nie liczy, co może poświadczyć i nieco udowodnić sam aspekt redukcji kosztów i etatów w Studiu/Firmie, która zatrudnia multum pracowników pracujących nad danym anime do zaharowania się na śmierć. Mamy 2024 rok, dlatego też na to zmącenie i niepewność pośród wyboru danego anime czy mangi, moim zdaniem idealnym lekarstwem byłoby - tak też się stało ze mną, co polecam spróbować i Wam - zabranie się za watching tytułu takiego jak "Rycerze Sidonii", także za czytanie mangi, która jest tu pierwowzorem. Takowy eksperyment wyszedł mi obronną ręką. I znowu to podkreślę: jak w wielu mangach, które przeczytałem tak i tu brak głębi koloru czy nawet odcieni bieli i czerni nie jest w obrazie problemem. Nie wiem jak to do końca opisać: ale ta ,,monochromatyczność" przy tym gatunku, tego rodzaju zagrożeniu, z którym boryka się ludzkość czasów tego Uniwersum, cholibka, pasuje piekielnie dobrze! I jestem w stu procentach pewny, że geek, który widział anime ,,Sidonii” a potem zabrał się za mangę, jest szansa, że na 99% ta manga wybrzmi lepiej niż w odwrotnej kolejności: zaczynając od źródła komiksowego… chociaż patrząc się na sam styl koloru i specyficzny kontur, być może samo zaznajomienie się z mangą dla wymiaru rozrywki takiego jak ten ,,sidoński” wystarczy, aby zatrzymać po tomie 1 tą mangę w swoim serduchu, czytając i czytając kolejne jej tomy.

Krótko i treściwie, oraz tak slangowo: ,,kurnia balans", Sidonia w wersji mangowej, to jest taki ,,kurłaaaa" dziwny Świat. Podstawowy motyw fabularny jest bardzo oryginalny mimo iż dotyczy Space Opery. Częściowo stanowią go Gauny czy inaczej Pustelniaki, które to kolonii ludzkiej przeszkadzają w przetrwaniu na wiele stuleci po katastrofie - katastrofie, która zrobiła z Cywilizacji planetarnej... swego rodzaju niedobitki. Obraz jak i scenariusz, same postaci, które zdają się być żywe w tej opowieści, pchać fabułę do przodu, współgrają ze sobą należycie. Tom 1 pewne historie przyspiesza, anime, czy to część odcinków czy to 2 sezony w całości, trochę je spowalnia, poświęca im nieco więcej czasu; omawiany mankament to mało znaczący kosmetyczny minus dla oceny recenzowanego tomu - finalnie wszystko i tak zależy od punktu widzenia i subiektywnej oceny fana. Niniejsza ,,futurologia" zaskakuje pozytywnie: istoty ludzkie egzystujące w trzech płciach, fotosyntezujące, rozmnażające się bezpłciowo, potrafiące wybierać tożsamość płciową taką jaką chcą?! Specyficzne i rewelacyjne! Tak, taki zresztą okazał się tom 1, co przyznaję szczerze: mogę powtarzać aż do zatracenia!

Seriale anime, a zwłaszcza te w nowoczesnym wydaniu, i to w gatunku ogólnego sci-fi lub sci-fi w połączeniu z motywami Space Opera, czy też fantastyki naukowej w otoczeniu dynamicznej akcji z pierwiastkiem suspsensu na dokładkę, to taki niezwykle specyficzny i żywiołowy świat - graficznie na pewno wyjątkowy, mimo stosowania w kreowaniu takiej rzeczywistości bogatości...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

127 użytkowników ma tytuł Rycerze Sidonii #1 na półkach głównych
  • 99
  • 28
86 użytkowników ma tytuł Rycerze Sidonii #1 na półkach dodatkowych
  • 37
  • 29
  • 5
  • 4
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Rycerze Sidonii #1

Inne książki autora

Tsutomu Nihei
Tsutomu Nihei
Sławę przyniosła Nihei'owi seria BLAME!, której początków upatruje się w tzw. one-shocie, który był autorskim debiutem artysty. Już w niej widać charakterystyczny dla niego cyberpunkowy styl, połączony z monumentalnymi budowlami, które pokazują fascynację mangaki architekturą. Charakterystyczne dla twórczości Nihei'a, oprócz jego stylu, są nawiązania między poszczególnymi mangami. Autor nie mówi nic wprost, ale sugeruje, że akcja jego komiksów może dzieć się w tym samym świecie, co akcja BLAME!, lecz w różnym czasie. W różnych światach pojawiają się te same nazwy bądź znane już twarze u nowych postaci. Nihei jest dość popularny w Japonii i Ameryce, a także wśród Europejczków. Tworzył nawet komiksy dla amerykańskiego wydawnictwa Marvel. Jest autorem serii Wolverine: Snikt! (oficjalnego crossoveru świata BLAME! i Wolverine'a) oraz Breaking Quarantine - jednej z sześciu historii zawarych w komiksie Halo Graphic Novel, opartego na popularnej grze video
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Hotel  Boichi
Hotel
Boichi
Mu-jik Park znany też jako „Boichi” to mangaka znany w Polsce głównie z serii shonen „Dr. Stone”. Jednakże ma na swoim koncie też parę mniejszych projektów. Tom „Hotel” zbiera właśnie jego krótsze formy. Tytułowy „Hotel” opowiada historię świata, który stanął wobec widma kompletnej zagłady życia na Ziemi. Naukowcy tworzą jednak supernowoczesną wieżę zwaną „Hotelem”, która ma przechować DNA większości ziemskich gatunków aż do polepszenia się warunków na Ziemi. Historia przypominała mi trochę opowiadanie „Nadejdą ciepłe deszcze” Raya Bradbury’ego pokazujące niszczenie supernowoczesnego domu pod nieobecność właścicieli. Tutaj jest podobnie, tylko że skala zagrożeń wobec wieży jest o wiele większa – warunki klimatyczne robią się coraz bardziej ekstremalne, a stawką są losy życia na Ziemi. W mandze historii towarzyszy narracja komputera wieży, który okazuje się zaskakująco ludzki – tęskni za swoimi twórcami i po latach zaczyna doskwierać mu samotności. Jest to najlepszy i najbardziej przejmujący tekst w tomie. Swego rodzaju epilog stanowi krótka historia „Dola” o ostatnim człowieku na Ziemi. Dosyć smutno-gorzka-opowieść. Następną dłuższą opowieścią jest „Prezent”, który opowiada o młodej kobiecie, która budzi się ze śpiączki i usiłuje porozumieć się ze swoim mężem. Początkowo nie byłem specjalnie przejęty, ale kiedy dochodzi do pewnego zwrotu akcji, to naprawdę się wzruszyłem. Bardzo dobrze przemyślany tekst. Niestety kolejna krótsza forma czyli „Migrena” zupełnie do mnie nie trafiła. W kolejnej historii czyli „Wszystko dla tuńczyka” ludzkość musi przeżyć w świecie po… wyginięciu tuńczyka. Fabuła jest bardzo groteskowa i czasami można się szczerze uśmiechnąć. Niestety w pewnym momencie zaczyna się robić męcząca. Trochę skróciłbym tekst. Tym razem epilogiem jest krótka historia o… Ryba-Rangerze czyli parodii japońskich superbohaterów. Niestety zamiast śmieszne wypada głupkowato. Dosyć dziwnym przypadkiem jest „Stephanos”. Zaczyna się jak ciekawy dramat o ciąży urojonej, by potem stać się pełnoprawnym horrorem. Elementy dramatyczne wypadają bardzo dobrze, ale niestety horror jest tu dosyć niedorzeczny. Miłą niespodzianką okazał się króciutki „Kenji, król wynalazków”. Dowcip tu zaprezentowany jest dosyć oklepany, ale dalej bawi. Zamykający tom „Diadem” to typowe fantasy o młodej dziewczynie, która na czele wielkiej armii stawia czoło imperium. Niestety jest to bardzo sztampowa opowieść i wypada z głowy szybko po lekturze. Zupełnie nie pasuje do reszty tomu. Rysunki są bardzo ładne i szczegółowe. Autor radzi sobie w różnych konwencjach i w projektowaniu różnych fantastycznych wynalazków jest bardzo pomysłowy. Najgorzej narysowany jest „Diadem”, w którym twórca chyba nie do końca się odnalazł. Jest to dosyć nierówny zbiór. Parę historii jest naprawdę bardzo dobrych, ale są też takie zupełnie niepotrzebne. Jednakże dwie opowieści były dla mnie na tyle udane, że sięgnę po inne tytułu tego autora.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 6 1 rok temu
Mushishi #4 Yuki Urushibara
Mushishi #4
Yuki Urushibara
Mushishi #4 to kolejna część mocno nietuzinkowej mangowej serii, która w niebywały wręcz sposób, potrafi zapewnić czytelnikowi chwilę wyciszenia i gigantyczną dawkę relaksu. Jeśli chce ktoś oddać się błogiej przyjemności i przez moment zapomnieć o troskach otaczającego go świata, to zdecydowanie powinien sięgnąć właśnie po ten tytuł. Czwarta odsłona to kolejna porcja krótkich historii, których motywem przewodnim jest baśniowa opowieść o tajemniczych Mushi. Nadprzyrodzonych bytach, które można spotkać dosłownie wszędzie, chociaż nie każdy je widzi. Można się ich bać albo starać polubić, na pewno trzeba umieć z nimi koegzystować. Tematycznie fabuła jest więc dokładnie taka sama jak we wcześniejszych odsłonach. Yuki Urushibara od samego początku kreśli emocjonalną i dającą wiele do myślenia opowieść, w której raczej nic się nie zmieni. Nie będzie tutaj fabularnych zaskoczeń, widowiskowych akcji, ani nawet świetnie nakreślonych bohaterów. Wszystko od samego początku otoczone jest mgiełką tajemnicy, która ma fascynować odbiorcę, zapewniając mu jednocześnie cały czas ten sam sprawdzony jakościowy scenariusz. W recenzowanej części znajdujemy pięć spokojnych, wręcz melancholijnych historii, które jednak nie zawsze dążą do „pozytywnego” finału. W „Zbierając puste kokony” twórca stara się pokazać trudną do wypełnienia pustkę po stracie kogoś bliskiego, jednocześnie odkrywając sposób porozumienia się z tytułowymi Mushishi podróżującymi po całym fantazyjnym kraju. „Most jednej nocy” to z kolei historia silnej miłości, na której drodze staje nie tylko rodzina, ale również „Mushi”. „Bujda o wiośnie” to obraz oczekiwania ludzi na nadejście wiosny, symbolizującej tutaj „lepsze czasy”. Przedostatnia z historii „W klatce” to kolejna mocno emocjonalna opowieść o ludziach i ich ciągłym darzeniu do poznania czegoś nowego, nie doceniając tego, co już się posiada. Na sam koniec autor w „Dźwięk deptanej trawy” kolejny raz stara się dość enigmatycznie zaprezentować przeszłość Ginko, pokazując jego losy przez pryzmat historii góry, pod którą płynie życiodajna żyła, napełniająca okoliczne tereny swoją esencją. Cała recenzja na: https://popkulturowykociolek.pl/recenzja-mangi-mushishi-4/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 8 5 lat temu
Acony Kei Toume
Acony
Kei Toume
„Nie starzeję się, nie muszę też spać ani jeść. Bo już jestem martwa” Im dłużej zajmuję się mangami, tym wyraźniej zauważam, jak trudno czasem ocenić, do jakiego gatunku w zasadzie należy dana pozycja. Niekiedy coś wydaje się horrorem, a po otwarciu okazuje się, że trochę nie do końca tak jest. Problem tego typu miałam w przypadku jednotomówki Waneko pod tytułem „Acony” (historia ta pierwotnie została wydana w trzech tomach pomiędzy 2009, a 2010 rokiem). Stworzona przez Kei Toume opowieść zawiera wprawdzie drobne elementy grozy, jednak skupia się głównie na komedii. Przeprowadzki z reguły nie są szczególnie przyjemne – szczególnie te wymuszone życiowymi zawirowaniami. Motomi Utsuki przenosi się do dziadka, gdy jego matka podejmuje się zagranicznej pracy wymagającej ciągłych zmian miejsca pobytu. Trzynastolatek od początku swojego przyjazdu zauważa dziwne i niezwykłe zjawiska związane z kilkudziesięcioletnim budynkiem. Zdaje się on żyć, przyciągać niezwykłych lokatorów, a także powodować paranormalne zjawiska w swojej okolicy. Chłopiec prędko poznaje Acony, swą rówieśniczkę, która twierdzi, że tak naprawdę jest martwa… Znajomość ta wciąga Motomiego w świat pełen niebywałych ludzi, duchów i zmiennokształtnych istot. Opowieść składa się z ponad pięciuset stron nieustannie przeplatających się perypetii bohaterów. Każda wprowadzana postać wnosi swą obecnością zupełnie nowe gagi, a im dalej, tym więcej humoru. Wprawdzie da się wyróżnić pewien główny wątek, jednak szczerze powiedziawszy… fabuła tak naprawdę dąży donikąd. Liczą się tylko coraz to nowsze przygody w nawiedzonej rezydencji. Ot takie „okruchy życia”, które mają być niezobowiązującą lekturą. Manga nie sili się na zmuszanie do żadnych przemyśleń, zapewnia wyłącznie rozrywkę. W pewien sposób może nasunąć również skojarzenie z „Rodziną Addamsów”, lecz niezaprzeczalnie autorka rzadziej i mniej odważnie sięga po elementy grozy niż historia najsłynniejszej gotyckiej rodziny. Między innymi z tego powodu przygody Acony zdecydowanie nadają się dla młodzieży, którą może zafascynować pokraczny świat pełen fantastycznych istot. Wykorzystana kreska jest przyjemna dla oka, bohaterowie silnie przyciągają uwagę swymi nieszablonowymi projektami postaci (Aozaemon Numata wprost skradł moje serce!). Niektóre plansze w ciekawy sposób bawią się przestrzenią, całkowicie zmieniając jej wymiary, co zdecydowanie urozmaica dość jednolitą scenerię budynku. Zdziwiła mnie bardzo liczba kolorowych ilustracji! Jest ich ponad dwadzieścia i to raczej rekord w mojej dotychczasowej przygodzie z japońskimi komiksami. Nie czuję za to zadowolona z okładki kryjącej się pod obwolutą… Wypada ona zupełnie nieciekawie w porównaniu z kolorową „nakładką”. Nie znajduję się w szczególnie korzystnej pozycji, by ocenić tę mangę. „Acony” to dobra pozycja, jednak zupełnie nie należę do grupy docelowej, do której jest ona kierowana. Sprawę pogarsza fakt, że jednak szukałam horroru lub przynajmniej odrobinę mrocznej komedii z mocno zaakcentowanymi elementami grozy. Dostałam zabawną opowieść, fakt. Jednak duchy czy jakiekolwiek okołofantastyczne elementy są tu wyłącznie tłem kolejnych zwariowanych przygód, przez co czuję delikatny zawód. Mimo tego przyznaję jej ocenę 6/10 – przy czym, gdybym była trochę młodsza lub gustowała w innych gatunkach… Najpewniej odebrałabym ją zupełnie inaczej i po prostu lepiej.
KrukNagrobny - awatar KrukNagrobny
ocenił na 6 1 rok temu

Cytaty z książki Rycerze Sidonii #1

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Rycerze Sidonii #1