rozwiń zwiń

Przechytrzyć historię. Niezwykłe przygody człowieka, który ocalił milion książek w jidysz

Okładka książki Przechytrzyć historię. Niezwykłe przygody człowieka, który ocalił milion książek w jidysz
Aaron Lansky Wydawnictwo: Smak Słowa biografia, autobiografia, pamiętnik
286 str. 4 godz. 46 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Outwitting History: The Amazing Adventures of a Man Who Rescued a Million Yiddish Books
Data wydania:
2020-05-18
Data 1. wyd. pol.:
2020-05-18
Liczba stron:
286
Czas czytania
4 godz. 46 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366420144
Tłumacz:
Agnieszka Nowak-Młynikowska
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Przechytrzyć historię. Niezwykłe przygody człowieka, który ocalił milion książek w jidysz w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Przechytrzyć historię. Niezwykłe przygody człowieka, który ocalił milion książek w jidysz

Średnia ocen
7,3 / 10
43 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
28
24

Na półkach:

Podchodziłam do tej pozycji sceptycznie ale okazała się niesamowicie wciągająca opowieścią!
Delikatnie nakreśla tło historyczne i język jidysz oraz sylwetki ludzi. Idealna dla ludzi lubiących biografię, historię lub po prostu wciągające opowieści z życia wzięte.

Podchodziłam do tej pozycji sceptycznie ale okazała się niesamowicie wciągająca opowieścią!
Delikatnie nakreśla tło historyczne i język jidysz oraz sylwetki ludzi. Idealna dla ludzi lubiących biografię, historię lub po prostu wciągające opowieści z życia wzięte.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

182 użytkowników ma tytuł Przechytrzyć historię. Niezwykłe przygody człowieka, który ocalił milion książek w jidysz na półkach głównych
  • 127
  • 52
  • 3
31 użytkowników ma tytuł Przechytrzyć historię. Niezwykłe przygody człowieka, który ocalił milion książek w jidysz na półkach dodatkowych
  • 16
  • 7
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Żółty dom. Wspomnienia Sarah M. Broom
Żółty dom. Wspomnienia
Sarah M. Broom
„Żółty dom” to jedna z najlepszych książek, jakie od dawna trafiły mi w ręce. Pisarzom często radzi się, by pisali o tym, co znają – Broom zastosowała się do tej rady i opisała to, co jej najbliższe: swoją rodzinę oraz rodzinny dom. „Żółty dom” nie zaczyna się jednak od ckliwego przedstawienia dzieciństwa autorki – najpierw poznajemy jej przodków, rodziców oraz jedenastkę starszego rodzeństwa. To jednocześnie historia całej rodziny, tytułowego żółtego domu, autobiografia autorki i analiza funkcjonowania Nowego Orleanu. Dość dużą część zajmuje relacja dwojga braci, którzy przetrwali huragan Katrina, zostawszy w mieście. Broom po mistrzowsku kreśli portret miasta podzielonego – słynnej Dzielnicy Francuskiej, odpowiadającej wyobrażeniom turystów, i New Orleans East, które są prawdziwą małą ojczyzną familii Broomów. Przeciwstawia uliczki rozbrzmiewające muzyką, pełne pocztówkowych kamienic z balustradami z kutego żelaza, z rzeczywistością, w jakiej się wychowała: odciętym od funduszy ogromnym obszarem, który był domem dla ludzi podtrzymujących magię Vieux Carré, pracujących w restauracjach, kawiarniach i hotelach. Dualizm i niejednoznaczność przewijają się przez całą powieść: sama Sarah Broom wyjeżdża z Nowego Orleanu i do niego wraca. Żółty dom także nie jest jednoznacznym monolitem: chociaż udziela schronienia całej rodzinie, jest miejscem, „w którym inni nie czują się dobrze”. Jednocześnie się go kocha i wstydzi, bo nie wygląda tak dobrze, jak powinien. Przez strony przebija pasja i wiedza.
panika - awatar panika
oceniła na 10 4 lata temu
Piękne zielone oczy Arnošt Lustig
Piękne zielone oczy
Arnošt Lustig
Hanka Kauders miała piękne zielone oczy, równie piękne rude włosy, gdyby ich jej nie zgolili w Auschwitz, rodzinę, która nie przeżyła wojny i sporo szczęścia. Albo wcale - zależy jak spojrzeć. 15-latka trafiła do wojskowego burdelu, naznaczona tatuażem na ręce i brzuchu ("ku*wa polowa") przyjmowała codziennie dwunastu mężczyzn. Czasem więcej. Udawała, że jest starsza, że nie jest Żydówką, że ma większe doświadczenie niż żadne. Lustig nie szczędzi nam opisów. Dwie wizyty dwóch oficerów - Hentschela i Sarazina z Einsatzkommando obfitują w szczegóły, których wolałoby się nie znać. I nawet nie o fizyczność tu tylko chodzi, ale o zachowanie Niemców, przedstawicieli samozwańczej rasy panów, którzy na każdym kroku muszą swą wyjątkowość podkreślać. Autor przeplata historie dziewcząt używanych przez Niemców (inaczej chyba nie da się tego nazwać), ich balansowanie na granicy życia i śmierci z historiami z Auschwitz, tymi, które znamy już z innych opowieści, chociaż Lustigowi udało się parę razy mnie zaskoczyć. Jest tu też wątek powojenny, w którym odnajdujemy próby zrozumienia tego, co się wydarzyło, próby życia z piętnem wytatuowanym na brzuchu, próby życia z piętnem ofiary wdrukowanym w serce i umysł. Mocna to powieść, dobra, chociaż chyba trochę przegadana. Wizyty oficerów ciągną się w nieskończoność, a część środkowa, czyli wątek rabina, zupełnie do mnie nie przemówił. Natomiast pojawiająca się jak refren wyliczanka 12 ciągle nowych nazwisk każdego dnia mocno mnie poruszyła.
ola_gratka - awatar ola_gratka
oceniła na 7 1 rok temu
Auroville. Miasto z marzeń Katarzyna Boni
Auroville. Miasto z marzeń
Katarzyna Boni
Auroville to eksperymentalne miasto w Indiach. Miejsce z założenia wolne od polityki czy religii, skupione na braterstwie, a wszystko to by odnaleźć duchową ścieżkę w zgodzie ze światem. Po latach starań, starć z korporacjami oraz państwem, stało się kulturową enklawą, odrębnym terytorium, które jest samowystarczalne pod względem energii, edukacji, opieki medycznej i wytwarzanych towarów. Wiele początkowych założeń na pewnym etapie uległo erozji — powstał kult Matki-założycielki, miasto stało się popularnym miejscem dla turystów, a starcia z państwem oraz wielkimi korporacjami udowodniły, że nie da się pozostać całkowicie wolnym od polityki czy dzisiejszego świata — ale miasto zachowało swój duchowy wymiar. Niektórych zawiodło, dla innych okazało się miejscem, którego od zawsze poszukiwali i postanowili tam już zostać. Niezależnie jednak od emocji — Auroville to marzenie o utopijnym mieście przyszłości, które ciągle dąży do postępu, ale najważniejsza dla jego mieszkańców jest duchowa równowaga. Katarzyna Boni odwiedziła Auroville kilka razy. Mieszkała tam dłuższy okres, poznawala ludzi, rozmawiała z tymi, co zostali oraz zdecydowali się odejść, zbierała doświadczenia własne oraz cudze, a to by na kartach książki odbić życie i mentalność, jaka wypełniła to miejsce. Z mojego punktu widzenia wykonała kawał dobrej roboty, a na szczególną uwagę zasługuje odbicie kultu matki i zgubienie wcześniejszych ideałów, gdy doszło do koniecznej walki o niezależność. Zabrakło mi w tym wniknięcia w pewne elementy, pogłębienia codziennych tematów, ale jako całość zostałam pozytywnie zaskoczona. Dobry reportaż o temacie, który budzi wiele emocji oraz przemyśleń.
Czytajacamewa - awatar Czytajacamewa
oceniła na 8 11 miesięcy temu
Moja osoba. Eseje i przygody Łukasz Najder
Moja osoba. Eseje i przygody
Łukasz Najder
Eseje o tematyce społecznej bardzo osobistej dla fanów współczesnego układu nieidealnego świata. Autor, przewyższający intelektualnie przeciętnego zjadacza chleba, ubolewa nad pustą rzeczywistością. Dopatruje się z rozdrażnieniem otaczającej go rzeczywistości i z ironią fenomenalnie komentuje próżność. Najder przygląda się czasom przełomu najnowszego wyzwolenia Polski z perspektywy zmian i podnosi alarm w stosunku do otaczającego nas wszechobecnego hałasu i szumu, upadku kulturalnego i otumanienia. Każdy rozdział to drwiące spojrzenie na pustkę umysłową i biedę uczuciową. Najpierw wspomnienia z dzieciństwa i lat młodzieńczych poprzez szarą rzeczywistość kraju skomponowaną przy użyciu rytmów polskiej muzyki. Później wręcz wyśmienita opowieść o CISZY, którą dzisiaj raczej trudno uświadczyć, ponieważ - dlaczego dzwon głośny – bo pusty. Wrażliwość autora podnosi ponowny alarm, kiedy kusi się na omówienie menu telewizyjnego „pomstując na blichtr i pustotę show-biznesu”, w tym programów prowadzonych przez zadufanego bez osobowości prezentera zachowującego się, jak wieczny niedojrzały student, dzięki któremu konkretna platforma telewizyjna stwarza wrażenie „platformy usługowo-towarzyskiej”. Strach powinien panować, kiedy z przyzwoleniem zaniżany poziom jest jedynym dostępnym elementem kulturotwórczym. Słabość autora do lektury i filmu została ujęta w książce w postaci absolutnie dobrze przygotowanej analizy psychologicznej bohaterów znanych ekranizacji. Najder dokonuje interpretacji bohaterów z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, która sprowadza się do tego, że obecny stan rzeczywistości niczym się nie różni. Mimo, że minęły dekady pewien model zachowania narzucony przez hity kinowego ekranu się nie zmienił. William Foster (Upadek) „symbol realnych zmian społeczno-obyczajowo-ekonomicznych”, Paul Kersey (Życzenie śmierci), Travis Bickle (Taksówkarz) przerażeni „skalą nieprawości, zbrodni, nierządu i agresji”, Samuel Bicke (Zabić prezydenta) „wpadający w spiralę paranoi i wściekłości (…) nie może zrozumieć czemu kłamstwo pozostaje bezkarne, a nawet stanowi środek do osiągnięcia władzy i pieniędzy”, Bob Maconel (Spokojny człowiek), w którego wnętrzu „buzują gorycz i nienawiść. Cierpliwie znosi obelgi i poniżenia kolegów z korpoporacji”. W efekcie sfrustrowany Frank z „Boże, błogosław Amerykę”, którego do szaleństwa doprowadza hałas i „idiotofobia”, „nie może znieść, że ludzie żyją fizjologią celebrytów (…) Trwają w iluzji poufałości z gwiazdami i sądzą, że są kumplami Brada Pitta i Angeliny Jolie, bo czytają o nich w tabloidach i na portalach plotkarskich”, jest zły, bo „spada na niego lawina debilizmu i otacza go karnawał kretyńskich rozrywek.” W efekcie autor podsumowuje naszą rzeczywistość, choć takie ujęcie ludzkiej egzystencji przypisuje swojemu filmowemu bohaterowi, tyrady dotyczące „wulgarnych rozrywek, przeżartej narcyzmem i chciwością współczesności, odmóżdżających programów bazujących na najniższych instynktach.” Ostatecznie autor odnosi swoje przemyślenia do uwielbianego Adasia Miauczyńskiego (Dzień świra), który jest „monadą pośród tysięcy innych monad na gigantycznym blokowisku” utożsamiając go ze sobą „wściekłym polskim humanistą”, który zgoła rozpamiętuje nie „Polskę dobrobytu i potęgi, ale własną młodość”. Literat tak dobrze konstruujący swoje przemyślenia, jak Najder, używający bogatych form języka ojczystego musi czuć się niejednokrotnie oburzonym przeglądając współczesną pustą „twórczość”, opartą wyłącznie na marketingu i tematach wzbudzających ciekawość czytającego bez zrozumienia głębokiej istoty dobrej literatury. Autor tego świetnego społecznego spojrzenia na czerpanie wiedzy z książek jest nałogowym czytelnikiem, „pożeraczem – nigdy dość sytym, zawsze łaknącym” i uważa, że książki są „teleportem, który wiedzie do innego, lepszego wymiaru, tunelem ułatwiającym wymknięcie się z podłej rzeczywistości”. Cały rozdział poświęcił Najder czytelnictwu. Powołał się na statystyki. Dla wprawnego poszukiwania dobrej bazy intelektualnej od razu staje się widoczne, że nawiązuje do CZYTANIA, a nie „czytania”. To jakby prowokował do sięgnięcia po dobrą lekturę, albowiem „CZYTANIE jest pożyteczne, dzięki tej czynności można solidnie pogimnastykować mózg, wyostrzyć koncentrację, usprawnić pamięć, posiąść wiedzę z wielu dziedzin, wyciszyć się, popracować nad cierpliwością”. Taką lekturą jest zdecydowanie „Moja osoba”. Absolutnie i z całą pewnością książka jest obiektywnym obrazem ludzkiej egzystencji, a także intelektualnym wyzwaniem złożonym całej populacji. Pisze: „Czytanie tak, jak oddychanie, to nasza podstawowa funkcja”. Nawiązując do rzeczywistości, w której pokolenie „nowoczesnych technologii” już rozpoczęło swoją karierę zawodową, warto wspominać o czasach, kiedy dostrzec można było zwykłe odruchy ludzkie, kiedy były tematy rozmów, powody spotkań i spacerów po parku, kiedy zdawanie egzaminów wymagało choć odrobiny wiedzy, a podstawą była odpowiedzialność. Wszystko się zmieniło i intelektualista-humanista jest skazany na samotność. Najgorszy jednak w tym wszystkim jest fakt, że obecnie pracując nikt nas nie woła po imieniu, każdy pracownik to numer bez osobowości. „Z planów, ego i wartości nie zostaje bowiem nic w konfrontacji z turbokapitalistycznym światem dosłownie nic. Jesteśmy tylko pozycją w czyimś Excelu, sumą kosztów, wymienionym etatem, cyfrą w prezentacji, paproszkiem na mankiecie bankierów, drobną zmarszczką na fali finansowego krachu.” Lektura „Mojej osoby” jest niezwykle wciągająca. Autor nawiązuje do znacznie więcej tematów, by ostatecznie przyrównać życie szczęśliwej rodziny do życia rodzinnego popularnego sklepu z artykułami wyposażenia mieszkań i gospodarstwa domowego. Można się tam zupełnie zatracić. Można wejść rano i wyjść wieczorem, między czasie zjeść, wypić, posiedzieć, obejrzeć i oczywiście notorycznie kupować napełniając kieszenie twórcom świetnego marketingu, nie dostając nic w zamian. Przez hale z uporządkowanym deptakiem z wystawami po obu stronach, tak skomponowanym, aby nie można było ani zawrócić, ani nawet go skrócić, przewija się dziennie tysiące przedstawicieli różnych grup społecznych. Każdy coś sprawdza, ogląda, kupuje, obserwuje i wkręca się w ten serial codzienności, przeżywa przygody i wierzy bezwzględnie w pijarowskie banały. W górę serca, otwórzcie oczy! Bowiem „Ikea to wielki epos kapitalizmu, nordycka saga wymieszana z poezją basenu Morza Śródziemnego, a jego bohater – Smalandczyk o imieniu Ingvar i nazwisku Kamprad, dyslektyk, wizjoner, kutwa i sympatyk nazizmu – swoje imperium stylu i drewna wzniósł na zapałce…” pisze autor. POLECAM – książka napisana z dużą dozą żartu i ironii, w najlepszym stylu, dosadnie i celująco. Przy niej niejedna „literatura” traci blask. Agata Kosmalska, Dookoła Świata
Aga - awatar Aga
oceniła na 8 2 lata temu
Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii Małgorzata Sidz
Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii
Małgorzata Sidz
Właśnie dlatego uwielbiam reportaże wydawane przez wydawnictwo Czarne, bo wymykają się schematom pisania o innych krajach, gdzie wyobrażenia są kreowane poprzez pewnego rodzaju intuicje, które przychodzą na myśl, kiedy myśli się o danym miejscu. W tej książce Małgorzata Sidz wchodzi daleko głębiej w to, czym Finlandia naprawdę jest. Uczestniczy bowiem w życiu codziennym zwyczajnej społeczności, wchodzi w relacje, nawiązuje znajomości, zaprzyjaźnia się, po to tylko, żeby lepiej poznać mieszkańców tego kraju, a przez to sam kraj. Większości osób Finlandia kojarzy się jako cicha, spokojna, nieco zimna oaza położona gdzieś na uboczu historii, gdzie piękno przyrody przeplata się z literackim wyobrażeniem jej tematu poprzez pryzmat przede wszystkim Muminków. Autorka widzi daleko więcej, dostrzega samotność, przemoc domową, traumy wynikające z trudnych historycznych doświadczeń i bieżących problemów, alkoholizm – wszystko to, co wydawałoby się nie pasuje do wizerunku tego kraju, a jednak tam jest. Autorka pisze bardzo oszczędnym językiem, opowiada historie, ale stara się ich nie komentować, nie staje po  żadnej ze stron, pozwalając aby to historie opowiadane przez życie zwykłych Finów wybrzmiały najmocniejszą opowieścią. Książka pokazuje wielowymiarowość Finlandii, która już po lekturze nie będzie mi się kojarzyła tylko z dobrobytem i pięknem Skandynawii, ale także z trudami dnia codziennego, który nie jest wolny od cierpienia spotykanego pod każdą szerokością geograficzną.
Arek - awatar Arek
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Z niejednej półki. Wywiady Michał Nogaś
Z niejednej półki. Wywiady
Michał Nogaś
Lubię czytać wywiady z wielu różnych powodów. Głównie jednak dlatego, że jest to sposób na minimalne poznanie autora, ale bez głębokiego wnikania w jego całą biografię. Zbiór Z niejednej półki: wywiady Nogasia to rozmowy z plejadą gwiazd i ciekawa oraz przyjemna lektura, choć długa. Dobry wywiad nie jest łatwo przeprowadzić. Trzeba się świetnie przygotować, przemyśleć pytania, żeby nie były sztampowe i takie same, jakie już były zadawane setki razy. Widać, że Nogaś odrobił pracę domową i literatura, czy też najnowsze książki rozmówców są tylko punktem wyjścia do rozważań nad stanem świata, polityką, bliższym i dalszym otoczeniem rozmówców. Wszelkimi okolicznościami tychże książek powstawania. ✒️ Rozmowy o świecie I są to rozmowy ciekawe, jednocześnie wzbudzające u mnie odruch niechęci i zmęczenia. Większość tekstów ma smutny, lub nawet pesymistyczny wydźwięk. Współczesny świat, choć w pewnych wymiarach jest lepiej niż kiedykolwiek, to także schodzi na psy. Chociaż w sumie nigdy nie był za wysoko, więc to schodzenie niżej to tylko jakaś forma przenośni. Gdzieniegdzie jest coraz lepiej pod pewnymi względami, np. prawa kobiet, dzieci czy ekonomia. Są też miejsca, gdzie jest coraz gorzej. A wspólna dla wszystkich jest zmiana klimatyczna oraz zwiększające się poparcie dla populistów. Niektóre z tych tekstów lub historii źle się zestarzały. Np. ta historia o poszukiwaniu Alice Munro, albo wywiad z Llosą o wierze, że Trump upadnie po pierwszej kadencji. Że niby ludzie się ockną. Nie ocknęli, jak wiadomo. ✒️ O świecie Ostatecznie Z niejednej półki: wywiady to mnóstwo słusznych obserwacji świata i społeczeństw, trochę psychologii i uwag na temat dzisiejszych czasów. Stricte informacji o literaturze jest tu w sumie mało, choć na niektórych autorów zerknę uważniejszym okiem, bo jeszcze nie czytałam, a mnie zaciekawili. Trzeba przyznać, że Nogaś odwalił kawał rzetelnej roboty, chociaż zebrane w jeden tom mogą się te wywiady wydawać o tym samym. A jednak każdy z rozmówców ma trochę inne poglądy, spojrzenie, doświadczenia, mimo że wnioski podobne. To ważne, żeby o takie rzeczy pytać. [Na stronie bloga jest spis wszystkich nazwisk]
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 7 7 miesięcy temu
Wiele tytułów. Eseje przygodne Ryszard Koziołek
Wiele tytułów. Eseje przygodne
Ryszard Koziołek
“O pożytkach i rozkoszach z czytania płynących” - tak najkrócej można by streścić książkę (dla mnie już kolejną, choć poznawaną achronologicznie?) profesora Koziołka. Albo prościej jeszcze: książka o czytaniu, o przymusie i przywileju czytania; o zaszczycie tworzenia i rozumienia symboli. I czyściec się bowiem z literatury wziął (najpierw Dante, potem papieże!), i obraz della Francesca uzupełnia jedynie biblijny opis literacki z Nowego Testamentu. Książka jest swoistą polifonią; tematy poszczególnych esejów zdają się dość odległe i trudno by w nich szukać wspólnego mianownika, gdyby nie… literatura. To o niej to wszystko, to ona przyczyną tego zamieszania. Więc to, co początkowo wydaje się wadą książki i potencjalnym polem do tworzenia zarzutu (nim się na dobre rozpędzi, to już kończy i idzie dalej - czasem w dość odległe regiony!), po pewnym przemyśleniu okazuje się może właśnie jej zaletą. Jak komuś rozważania o europejskim egzystencjalizmie nie pasują, to za chwilę porozmyśla o polskich pisarzach dziewiętnastowiecznych; jak nie jest fanem “Chłopów”, to może “Lalka” okaże mu się bliższą; a może chce się zagłębić w “małe ojczyzny” i poznać przemyślenia Autora na tak gorący ostatnio temat “śląskości”? Choć sądzę, że niezainteresowanych kulturą słowa tu nie ma, więc i każdy zainteresuje się niejednym z prezentowanych esejów. A tak bardziej konkretnie? Zestawia nam tu profesor Koziołek w jednym z esejów postaci Camusa i Sartre’a i pokazuje, jak z ich literaturą obszedł się czas; pierwotnie niedoceniany i obśmiewany pierwszy okazuje się poczytnym i żywym moralnie i intelektualnie i dziś, a ten drugi - król egzystencjalizmu - nie dość że zbiera swymi dziełami kurz na półkach, to i sam okazał się blagierem i egzystencjalistą pozorowanym. Sienkiewicza i Conrada zestawia już nie na zasadzie antynomii, a pewnych paraleli zarówno w warstwie kronikarsko-reporterskiej jak i beletrystycznej; afrykańska mini-przygoda każdego z nich - każdorazowo nieomal przypłacona śmiercią - okazuje się przeżyciem przełomowym i formacyjnym, a ich narracje zaskakująco zbieżne. Tyle że Sienkiewicza wszechmoc białego człowieka na Czarnym Lądzie raczej upaja i zachwyca, Conrada zaś przeraża i brzydzi. Pisząc o “Lalce” (ależ obsesyjnie krąży wokół tego arcydzieła!), szuka w niej tym razem tropów narodowo-wyzwoleńczych, polską zaś wieś z rejmotrowowskich “Chłopów” czyni terenem eksploracji okruchów narracji narodowościowych, a pomija tradycyjne odczytanie powieści jako wielkiej alegorii o losie człowieka wplecionego w kołowrót zmian pór roku i jego związków z ziemią. Lubi Autor przybierać nowe kąty spoglądania, nowa optykę wymyślać do oglądania przez te aparaty dawno już wyeksplorowanych terytoriów. A przy tym doskonale ma rozeznane tomy opracowań już omawiających zgłębiane tu dzieła; czasem przytacza je by się zgodzić, czasem polemizuje. Może to właśnie oryginalność ujęcia i świeżość spojrzenia na tematy znane i wielokrotnie już brane na literaturoznawcze warsztaty innych jest - jak to u Autora - najbardziej zaskakująca i decyduje o ogólnej ożywczej zawartości książki. W eseju o “pożegnaniu z Europą” (dla którego powstania powodem pośrednim miałoby być jakieś przegrane 1:27 głosowanie) jawi się podróżujący po Europie (geograficznie i mentalnie: socjologicznie i kulturowo) Koziołek jako kolejny “barbarzyńca” przemierzający nieosiągalny (znów wkrótce) dlań ogród i delektuje się jego zakazanym pięknem. I jest to piękne właśnie. Tylko, że - panie Profesorze - tamta “dama” witana kwiatami już chyba znów przy swoim codziennym obrządku z bydlątkami (a kto wie, gdzie jeszcze wkrótce zechce skierować ją trzecia władza?), a katedry w Geui i Reims jak stały, tak stoją i nawet się nam nie dziwią. Wciąż też jeszcze - jako obywatele strefy Schengen - możemy być przy nich po dwóch-trzech godzinach lotu samolotem. Nie wywalili nas jednak (jeszcze)! Porusza mnie i podoba mi się esej o śląskości i rozumieniu tych kwestii własnej tożsamości przez profesora Koziołka (szczególnie w powiązaniu z “dwureligijności” rodziny i pięknym opisie własnych autora babek z tym powiązanym); wierzę mu bardziej niż Twardochowi i Rokicie, choć mam na myśli ich telewizyjne wypowiedzi (w “Czarno na białym” niedawno na przykład) o tożsamości, bo tak w ogóle, to literaturą spójnie mówią i ów krótki esej zbieżny jest i z narracją “Kajś”, i z ulubionym moim “Drachem”. Może więc jednak pisarze powinni się wypowiadać głównie poprzez literaturę, a nie na szklanym ekranie? Autor tej pozycji uważa, że słowo ma moc. Może nie przerobi nas - zjadaczy chleba - od razu w aniołów, ale choć odmieni nam jakość debaty, przyda nam empatii. Czy to nie naiwne aby? Mnie przekonuje pogląd, że to humanizm jest tym, co w człowieku byłoby interesujące i dla obcej cywilizacji (no przecież nie matematyka, która u kosmicznych przyjaciół byłaby jakaś tam taka sama z grubsza!); to tam też pewnie należy upatrywać ostatniego bastionu obrony człowieka w konflikcie z AI (polecam odcinek 200. Radia Naukowego na YouTube). Z pewnością zaś przykłady wokół nas liczne na to, iż “nie ma granic dla permatywości i każde słowo może stać się ciałem, czyli urzeczywistnić się jako byt lub zdarzenie”. Trudnością, jaką stawia przed nami pozycja jest jej język, który precyzyjny, literacko piękny choć i o akademickość zahaczający - do łatwych nie należy. By go zrozumieć - potrzeba skupienia i spokoju. Profesor Koziołek godzi niezgadzalne: z jednej strony pisze książkę popularną dla dość jednak szerokiego czytelniczego grona, a z drugiej strony - traktując nas z szacunkiem - zawiesza poprzeczkę na wysokości naszych ramion (czasem może obojczyków, jak kto niższy trochę). Prawdziwe ucztowanie, prawdziwe rozsmakowywanie się w słowie. Nie dziwią wszędy porozkładane tropy literackie; uważny i dociekliwy czytelnik odnajdzie z Profesorem jednię we współobcowaniu z Rilke’m, Mannem i Remarque’m (a inni jeszcze i z Tolkienem). Szczerze jednak podziwiam grację, z jaką Autor porusza się po licznych innych polach kultury (kino, serial, literatura - wiadomo!, poezja i obraz), ale czyni to w dostępnym i naszemu poznaniu zakresie pojęciowym (a jeśli nie do końca, to obejrzenie “Młodego papieża” czy stosownego odcinka cyrku Monty Pythona nie będzie taką znów karą czy torturą). Bardziej więc to o kulturze słowa i znaku, niż czysto o literaturze; Koziołek porusza się po myślach i słowach Sloterdijka, Agambena, Brzozowskiego, Arendt. Gdy zaś staje wraz z nami w swej opowieści przed stadionem PGA Arena w Gdańsku, to i tam ma nam do ukazania pewne tropy kultury słowa. Nam zaś udowadnia, że ta cała literatura, ta cała miłość słowa może być i o naszej codzienności. A jeszcze ile nowych lektur przybywa na półce “do przeczytania” po lekturze tej niezwykłej pozycji; życia nie starczy, Panie Profesorze! Choć w jednym się Pan myli, opisując losy francuskiego egzystencjalizmu: jazz nie umarł; zdawać by się jeszcze niedawno mogło, że gdzież mu tam do Zenona czy Sławomira, a teraz - tamtych niesławnych panów już nie ma, a jazz (w tym i nasz rodzimy jaki dobry!) wciąż jest i ma się nieźle. Wielka to przyjemność - móc wysoko ocenić pozycję nie beletrystyczną, a z dziedziny eseju czy reportażu. Objętość książki wam tego nie zapowie, okładka nie zasugeruje, a to ogromna i strasznie potężna księga! Księga zaklęć, grubsza może niż Biblia.
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na 9 1 rok temu
Bruno. Epoka genialna Anna Kaszuba-Dębska
Bruno. Epoka genialna
Anna Kaszuba-Dębska
Muszę, ze wstydem przyznać, że poza lekturą Sklepów cynamonowych i małej notki na lekcjach polskiego, niewiele wiedziałem o Brunonie Schulzu. Aż do teraz. Bruno. Epoka genialna to biografia aspirująca do bycia totalną i są ku temu powody. Fajnie, że zaczyna się nielinearnie, bo artystę poznajemy jako dorosłego mężczyznę,  podczas pobytu w Paryżu, następnie poznajemy historię jego rodziny by zagłębić się w fakty, które go ukształtowały jako twórcę, pisarza, malarza, rysownika. Jak się okazuje z tego portretu był jedną z barwniejszych postaci artystycznego świata dwudziestolecia międzywojennego. To obraz barwny, niepokorny ale i niepokojący, o czym przekonujemy się, kiedy autorka, napracowawszy się, analizuje poszczególne dzieła artysty i poddaje je swoistej analizie i tłumaczy nam co i kto wpłynął na jego twórczość. Jest to bardzo ciekawe, bo sam Schulz zafascynowany był psychoanalizą między innymi i gdy przyjrzymy się jego tekstom i rysunkom widać tą fascynację. Książka dostarcza też historycznych faktów i dat, bo był to burzliwy czas i również kształtował go jako prozaika. Ostatnia część książki jest najsmutniejsza. Przedstawia sceny śmierci autora Sanatorium pod klepsydrą, a właściwie ich kilkanaście wersji, bo tego jak było nie możemy być pewni, tak niewiele z dorobku i życia Schulza zostało, że trochę dalej pozostaje on dla nas zagadką, także to jak umarł i tym większe należą się Annie Kaszubie-Dębskiej wielkie brawa i podziękowania, że uraczyła nas tą książką i teraz tacy ignoranci jak ja, mogą powiedzieć, że znają choć trochę życiorys Bruna Schulza. Serdecznie polecam!!! Za egzemplarz dziękuję @takczytam.poznan
jackspear217 - awatar jackspear217
ocenił na 7 11 miesięcy temu
Miron, Ilia, Kornel. Opowieść biograficzna o Kornelu Filipowiczu Justyna Sobolewska
Miron, Ilia, Kornel. Opowieść biograficzna o Kornelu Filipowiczu
Justyna Sobolewska
Opowieść biograficzna o Kornelu Filipowiczu Lubię, jak książki same do mnie przychodzą. Podczas tegorocznej wyprawy sylwestrowej do Krakowa, ta książka czekała na mnie w księgarni. Dokładnie kilka lat temu również w Krakowie nabyłem „ Byliśmy u Kornela. Rzecz o Kornelu Filipowiczu” . Filipowicz całe powojenne życie spędził w Krakowie. Wielka chwała Justynie Sobolewskiej za ten tom i przypominanie tego polskiego pisarza, prawdziwego Mistrza literatury, a i pewnie życia. Autorka, poza pokazaniem nowatorstwa Jego twórczości i zachwytów Mu współczesnych, jak choćby Szymborska, Różewicz czy Pilch, pokazuje, jak Filipowicz wyprzedzał swoje czasy w literaturze, pokazując choćby zwierzęta, poruszając wtedy temat uchodźców, podzielonej Polski czy użyczając głosu w literaturze innym, słabszym. To także fantastyczna opowieść o skomplikowanych losach jednostki na tle Polski XX. wieku. Obie wojny, socrealizm i u kresu życia pisarza pierwsze wolne wybory w roku 1989. Fascynująca jest postać pisarza: niezależny, autorytet, wręcz ostoja dla młodych, ekolog, prekursor na wielu polach, niby abnegat, związany z Jaremianką i Szymborską, przyjaciel Przybosia i Różewicza, do tego, zdaniem wielu, niedoszły polityk i prawdziwy fachowiec w kwestiach technicznych. Filipowicz żył z kotami, to po Jego śmierci Szymborska napisała wstrząsający wiersz „ Kot w pustym mieszkaniu”, którego nigdy nie chciała czytać na spotkaniach autorskich. To kotka wypowiada w opowiadaniu „ Rozmowy na schodach” kluczowe zdania, które może być mottem całej twórczości Filipowicza : „To wszystko jest śmiechu warte, a może nawet niewarte śmiechu . Najmądrzej jest po prostu być. Nieważne, w jakim miejscu czasie- jeśli w ogóle coś takiego jak czas istnieje. Nic lepszego nie wymyślisz „. Piękne zdanie i świetna książka Justyny Sobolewskiej.
Achim - awatar Achim
ocenił na 10 2 miesiące temu
Ginczanka. Nie upilnuje mnie nikt Izolda Kiec
Ginczanka. Nie upilnuje mnie nikt
Izolda Kiec
Obszerna biografia jednej z najbardziej intrygujących poetek dwudziestolecia międzywojennego. Autorka podejmuje próbę przywrócenia równowagi między legendą artystki a realnym obrazem jej życia i dorobku literackiego. Książka nie jest jedynie rekonstrukcją faktów – to także interpretacja, polemika ze źródłami i refleksja nad mechanizmami pamięci kulturowej. Publikacja ukazuje Ginczankę jako postać złożoną: młodą, niezwykle utalentowaną poetkę, która fascynowała się m.in. Tuwimem i czerpała inspiracje z poezji Skamandra czy Leśmiana. Jednocześnie jej wizerunek – pięknej, egzotycznej kobiety – przez lata przesłaniał wartość samej twórczości. Kiec stara się ten stereotyp przełamać, pokazując bohaterkę jako świadomą uczestniczkę życia literackiego Warszawy, ale też osobę uwikłaną w napięcia społeczne i narastający antysemityzm. Na szczególną uwagę zasługuje warsztat badawczy autorki. Kiec korzysta z licznych dokumentów, wspomnień i relacji świadków, zestawia je ze sobą i poddaje krytycznej analizie, proponując własne interpretacje. Dzięki temu biografia nie sprawia wrażenia hagiografii – przeciwnie, pozostawia miejsce na wątpliwości i niedopowiedzenia, podkreślając, że wiele fragmentów życia poetki nadal pozostaje niejasnych. Taka strategia zwiększa wiarygodność narracji i pokazuje trud pracy biografa, który musi mierzyć się z niepełnymi lub sprzecznymi źródłami. Książka jest zarazem portretem epoki. Fotografie, dokumenty oraz wspomnienia ludzi kultury pomagają odtworzyć atmosferę międzywojennego środowiska literackiego i zrozumieć kontekst, w którym rozwijał się talent Ginczanki. Tragiczny finał jej życia – aresztowanie przez gestapo i rozstrzelanie w 1944 roku – nadaje całej opowieści wymiar dramatyczny i każe patrzeć na niespełniony potencjał poetki jako na jedną z wielu strat wojennego pokolenia. Mocną stroną książki jest także próba demitologizacji bohaterki. Kiec nie unika tematów trudnych, takich jak doświadczenie zdrady czy powojenne zapomnienie twórczości Ginczanki, wynikające m.in. z uprzedzeń wobec jej pochodzenia. Dzięki temu książka staje się nie tylko biografią jednostki, lecz także opowieścią o tym, jak historia i ideologia wpływają na literacki kanon. Jeśli można wskazać potencjalną trudność lektury, jest nią momentami akademicki charakter narracji. Szczegółowość analiz i bogactwo materiałów źródłowych wymagają od czytelnika skupienia, ale jednocześnie stanowią ogromną wartość dla osób zainteresowanych historią literatury. Nie jest to biografia sensacyjna ani fabularyzowana – jej siła tkwi raczej w rzetelności i interpretacyjnej głębi. Ostatecznie „Ginczanka" jawi się jako ważna próba przywrócenia pamięci o poetce, której talent nie zdążył w pełni rozkwitnąć. To książka o kruchości kariery artystycznej, o niesprawiedliwości historii, ale też o potrzebie nieustannego reinterpretowania przeszłości.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na 7 2 miesiące temu

Cytaty z książki Przechytrzyć historię. Niezwykłe przygody człowieka, który ocalił milion książek w jidysz