rozwiń zwiń

Projektantka

Okładka książki Projektantka autorstwa Rosalie Ham
Rosalie Ham Wydawnictwo: W.A.B. Seria: Don Kichot i Sancho Pansa literatura piękna
416 str. 6 godz. 56 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Don Kichot i Sancho Pansa
Tytuł oryginału:
The Dressmaker
Data wydania:
2016-05-30
Data 1. wyd. pol.:
2016-05-30
Data 1. wydania:
2000-01-01
Liczba stron:
416
Czas czytania
6 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328014077
Tłumacz:
Katarzyna Wdowska
Zemsta jest kwestią stylu!
Błyskotliwa powieść Rosalie Ham niedawno doczekała się wersji filmowej, z Kate Winslet w roli tytułowej!
Gdy do domu stojącego na szczycie wzgórza na obrzeżach Dungatar po długim wygnaniu powraca Tilly Dunnage, mieszkańcy miasteczka są oburzeni. Nie mieści im się w głowach, że po tragedii, którą spowodowała lata temu, ma czelność pokazać im się na oczy. Są gotowi zrobić wszystko, by uprzykrzyć jej życie. Ona jednak nie daje się zastraszyć, a dzięki doskonałym umiejętnościom krawieckim, które zdobyła w europejskich stolicach mody, powoli zyskuje akceptację sąsiadów. Prowincjonalne Dungatar zapełnia się brzydkimi ludźmi w przepięknych kreacjach.

I kiedy wydaje się, że wszystko wreszcie zaczyna zmierzać ku dobremu, zaradną Tilly dopada przeznaczenie. Śmierć, która podąża za nią krok w krok, gdziekolwiek się uda, dociera również do Dungatar. Szereg dziwnych wypadków ujawnia jak brudne sekrety skrywają mieszkańcy miasteczka.
Średnia ocen
6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Projektantka w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki  Projektantka i



1096
48
165

Opinia społeczności książki  Projektantka i



Książki 1090 Opinie 168

Oceny książki Projektantka

Średnia ocen
6,4 / 10
260 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1570
1329

Na półkach: , , , , ,

Cokolwiek robisz, trzeba to robić ze stylem.
'Projektantkę' niesamowicie się czyta - strony 'pochłania się', aż byłam pod wrażeniem, że w ciągu pierwszego kontaktu z książką aż tyle treści sobie przyswoiłam. Bardzo lubię fabułę umiejscowioną w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają, dlatego byłam cały czas zainteresowana, co będzie dalej. Hm, przyznam się, że wiele razy autorka mnie zaskakiwałam, ale jest coś, do czego muszę się przyczepić - zakończenie powieści kompletnie mi nie pasuje do całości. Jest dla mnie takie... od czapy, ponieważ myślałam, że Tilly zrobi zupełnie coś innego. Niektóre wątki został również gwałtownie zakończone (zwłaszcza te, które mnie zaintrygowały, a jak!), natomiast o niektórych istotnych faktach dowiadujemy się w dziwny sposób, tak jakby autorka nagle przypomniała sobie, że 'przecież muszę o tym wspomnieć, jest ważne dla zrozumienia postaci, to wcisnę to gdzieś, aby było'. Rozumiem, że to debiutancka powieść Rosalie Ham, i mogły zdarzyć się jej takie błahostki, ale mam nadzieję, że w innych książkach już to naprawiła.
To został mi tylko film z jedną z moich ulubionych aktorek, czyli Kate Winslet. A niedawno miałam okazję zobaczyć 'Projektantkę' w telewizji, ale uznałam, że tylko się zanudzę. Teraz wiem, że pewnie byłoby inaczej.

Cokolwiek robisz, trzeba to robić ze stylem.
'Projektantkę' niesamowicie się czyta - strony 'pochłania się', aż byłam pod wrażeniem, że w ciągu pierwszego kontaktu z książką aż tyle treści sobie przyswoiłam. Bardzo lubię fabułę umiejscowioną w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają, dlatego byłam cały czas zainteresowana, co będzie dalej. Hm, przyznam się, że wiele razy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

713 użytkowników ma tytuł Projektantka na półkach głównych
  • 380
  • 324
  • 9
118 użytkowników ma tytuł Projektantka na półkach dodatkowych
  • 78
  • 11
  • 9
  • 6
  • 5
  • 5
  • 4

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Księga wieszczb Erika Swyler
Księga wieszczb
Erika Swyler
Dla Eriki Swyler „Księga wieszczb” była debiutem i to dość ambitnym, to muszę przyznać. Pomysł główny był taki – dwie linie czasowe. W tej starszej śledzimy życie obwoźnego cyrku, w którym rolę dyrektora i mentora pełni pan Peabody. Człowiek o nieograniczonej wyobraźni, który nawet z niemowy zrobi przepowiadacza przyszłości, a w niemowlęciu już widzi możliwości zarabiania. Pan Peabody prowadzi coś w rodzaju „dziennika okrętowego”, czyli księgi, w której zapisuje wszystko - co, kto, za ile, kto przyjechał, gdzie byli, czy stało się coś niesamowitego. Do tego szkicuje pomysły na scenografię, występy, czasami jakieś scenki z życia cyrku. W nowszej linii czasowej Simon, młody bibliotekarz bez świetlanej wizji na przyszłość, dostaje od nieznajomego człowieka przesyłkę, a w niej starą, lekko zniszczoną księgę o życiu cyrku. Tą samą? Tą samą! Życie Simona nie jest łatwe. Matka popełniła samobójstwo, kiedy był młody, ojciec w zasadzie zasmucił się na śmierć po jej odejściu i Simon został sam z siostrą i rozpadającym się domem. Dom podmywały fale oceanu, a do tego od lat nikt nawet palcem w nim nie kiwnął. Słowo „ruina” w życiu Simona niejedno ma znaczenie. Czy Simon dziwi się, że księga o cyrkowym życiu trafiła w jego ręce? I tak, i nie. Dziwi go to, że nieznajomy wysłał ją właśnie jemu, ale podobno odszukał związki między jednym z nazwisk, a Simonem, bo w księdze wspomina się o jego babce. Ale Simon wie, że kobiety z jego rodziny od lat miały związek z cyrkiem i występowały jako syreny, które potrafiły przez całe minuty wstrzymać oddech (on też to umie, bo nauczyła go mama). Tym bardziej zadziwiające jest to, że w zasadzie każda z nich umiera, topiąc się, w różnym wieku, ale zawsze wybierają na odejście 24. lipca. A Simon ma siostrę i zbliża się ta data. Czy uda się zdjąć klątwę wiszącą nad kobietami z tej rodziny? Dobry pomysł na powieść? Dobry! Jest specyficzna atmosfera cyrkowych wozów i dawnych czasów, jest mnóstwo o kartach Tarota i przepowiadaniu przyszłości. Współcześnie są bohaterowie, którzy walczą z przeznaczeniem, z problemami, z rodzinną historią. Jest mrocznie, duszno, nieco niepokojąco. Są rodzinne tajemnice. Są dziwne powiązania bohaterów sięgające dziesiątek lat wstecz. To co? 8/10? 9/10 gwiazdek? Niestety, bo wracamy do tego, co napisałam na początku – to był bardzo ambitny pomysł na debiutancką powieść i nie wszystko wyszło tak, jak powinno. 6/10. I przyznam się Wam, że długo zastanawiałam się, co mnie w tej powieści tak męczy. Dość szybko doszłam do wniosku, że po pierwsze nie wszystko jest tam logiczne. Czasami autorka tworzyła kolejny etap historii, a czytelnika zostawiała w stanie: „ale dlaczego?”. Ale dlaczego księga trafia do Simona, musiało być w niej dziesiątki nazwisk, a nadawca stwierdził, że imię babki Simona jest najciekawsze? I wiadomo, że nie, ale nawet nie ma sugestii, że chodzi o coś głębszego. Bo co innego, kiedy czytelnik nie wie, ale ma poczucie, że autor świadomie zostawia go takiego zawieszonego i pełnego podejrzeń, wyjaśni mu później. A tutaj - nie wie i nawet nie ma poczucia, że się dowie. Raczej ma wrażenie, że tak jest, bo tak wymyśliła pisarka, ale dlaczego… Simon rozmawia z sąsiadem i ten jest pełen troski o stan domu, a sekundę później pluje złością, prawie krzyczy na młodego człowieka i nie wiadomo, co się stało, że humor zmienił mu się tak szybko (podobna scena z tak natychmiastowo zmieniającą się atmosferą i nastawieniem jednej z kobiet wobec trupy cyrkowej jest w tej starszej linii czasowej) i można się domyślić, o co chodzi, ale jak na tak gwałtowne zmiany nastrojów, to troszkę za mało zostawić czytelnika z „gołym” dialogiem i domysłami i nie obudować go jakimiś opisami, wyjaśnieniami, nawet tymi spekulacjami, nawiązując do tytułu. Ale warsztatu zabrakło autorce jeszcze w innej kwestii i to chyba nawet bardziej znaczącej. Otóż jej bohaterowie są nijacy, niby tyle w nich emocji, ale napisanie emocjonalnej, poruszającej sceny to sztuka, a tej umiejętności autorce zabrakło i okazuje się, że potencjał był, ale postacie niczego nie wzbudzają w czytelniku. W starszej linii czasowej Swyler stworzyła taką plejadę bohaterów, że aż miło. Każdy z nich to osobowość, potencjalnie… Chociaż przy opisywaniu tych ówczesnych bohaterów i tak jest lepiej. Ale już z tymi współczesnymi jest źle. Są jak bardzo letnia woda w kranie. Bo jeśli o Simonie jedyne, co można powiedzieć to to, że jest marudny, bierny i jakiś taki niezdecydowany, a przecież według opowieści prowadzi badania nad księgą, konferuje z jej nadawcą, robi wszystko, żeby uratować siostrę i zrozumieć rodziców, to znaczy, że jednak coś poszło nie tak. A jeśli nie można wykrzesać z siebie sympatii lub antypatii wobec ludzi, to i cała historia zaczyna być płaska, a momentami wręcz nudna. Czy „Księga wieszczb” to coś, co warte jest Waszego czasu? Nie wiem. Na pewno nie zasugeruję, że macie rzucać wszystko i szukać swojego egzemplarza. Jednak podejrzewam, że osoby, które lubią ten specyficzny klimat podróżujących trup cyrkowych, opisy życia w kolorowych wozach oraz ci, którzy mają słabość do kart Tarota jako znaczącego rekwizytu w opowieści, to te osoby mogą się jednak zainteresować tym tytułem. Na pewno co najmniej spore partie książki (i to pewnie te ze starszej linii czasowej) będą ich zostawiały z miłym poczuciem, że zanurzyli się w świat, który lubią. TA I INNE RECENZJE NA www.intensywni.pl
Intensywni - awatar Intensywni
ocenił na 6 26 dni temu
Dom na skraju nocy Catherine Banner
Dom na skraju nocy
Catherine Banner
Wdrążałam się w tę historię powoli, niczym Amedeo Esposito w życie na prowincjonalnej włoskiej wyspie, poznając jej klimat oraz panujące tam zwyczaje. Każdy krok był ostrożny, badawczy, gdzie zaczynałam martwić się, iż ten świat nie chce przyjąć mnie w swoje skromne progi. Niepotrzebnie: powieść chwyciła mnie za ręce, wciągając bez reszty w to zamknięte, pozornie nudne społeczeństwo. Bo choć zdarzają się nieco usypiające momenty, jakby czas próbował zatrzymać swój bieg, to trochę się tutaj działo. Trochę... Całkiem sporo! Nieraz myślałam, że nie nadążę za wszelkimi konfliktami, sojuszami czy plotkami, rozpychającymi się na stronach, naznaczające upływające lata, wiszące nad kolejnymi pokoleniami. Nieraz ciężko było brnąć dalej, czekając na nieuniknione, lecz właśnie to ukazuje ta powieść: nie da się uciec przed pisanym nam losem, lecz to właśnie my decydujemy, na jakich warunkach potoczą się dzieje tuż przed wiecznym spoczynkiem. Możemy popełniać błędy lub naprawiać cudze, możemy uciekać w nieznane lub tkwić w tym, z czym mamy do czynienia od zawsze... Jesteśmy niedoskonali, ale wyjątkowi na swój sposób. Catherine Banner, w jednej książce, zmieściła cztery pokolenia familii Esposito, gdzie każde z nich miało to coś, co wyróżniało je, podkreślając jego wyjątkowość. Co więcej, połączyła codzienność, zwyczajne zmagania z elementami baśniowości, zręcznie wplecionymi w historię wyspy i pojawiających się tam ludźmi, nadając temu nowy wydźwięk, nakreślając to magią. I choć czasami mnogość bohaterów, wszelakich imion, starała się zakłócić odbiór, a wspomniana wcześniej nuda zakradała się w progi, to i tak nie da się po prostu oderwać od „Domu na Skraju Nocy”. Przypuszczam jednak, iż nie każdy zdoła odnaleźć się w tej powieści, lecz myślę, że warto dać jej szansę i odkryć, co ma do zaoferowania przesiąknięta plotkami, a zarazem dość rodzinna wysepka Castellamare!
Szczera_Panna - awatar Szczera_Panna
oceniła na 7 1 rok temu
Przepisy na miłość i zbrodnię Sally Andrew
Przepisy na miłość i zbrodnię
Sally Andrew
Powieść Sally Andrew „Przepisy na miłość i zbrodnie” trafiła do mnie przypadkowo. Zaczęłam ją czytać bez przekonania, ale po około trzydziestu-czterdziestu stronach akcja mnie wciągnęła, by potem trzymać w napięciu do końca, mimo iż nie pędzi ona z zawrotną prędkością. Główna bohaterka, Tannie Maria, mieszka w południowoafrykańskim miasteczku. Jest kobietą po przejściach i wdową, której śmierć męża wcale nie zmartwiła, gdyż mężczyzna znęcał się nad nią fizycznie i psychicznie. Tannie prowadzi w lokalnej gazecie kulinarną rubrykę i bardzo przykłada się do swojej pracy. Uwielbia gotować i wierzy w to, że jedzenie nie tylko zaspokaja głód, ale również koi duszę, a nawet może pomóc kogoś w sobie rozkochać. Pewnego dnia wraz z koleżankami z pracy kobieta zostaje uwikłana w kryminalną intrygę. Postanawia odkryć, kim jest zabójca pięknej kobiety, nie mając świadomości, że w ten sposób wplącze się w niebezpieczną przygodę, a także pozna pewnego przystojnego policjanta… Perypetie Tannie śledzi się z zainteresowaniem, tym bardziej, że nie tylko opowiada ona o swojej codzienności i udziale w śledztwie, ale dzieli się z czytelnikami różnymi przemyśleniami. Nieraz to tematy lekkie, żartobliwe… Innym razem bardzo poważne. Należy do nich przemoc wobec kobiet, która w miasteczku nie należy do rzadkości. Intrygujący jest klimat powieści – momentami, przede wszystkim w drugiej części, przypominała mi ona książki Fannie Flagg, zwłaszcza wówczas, gdy poczucie humoru łączy się z powagą oraz podczas opisów szalonych perypetii bohaterów. Są tu też, zwłaszcza na początku, słabsze fragmenty, jednak całość czyta się przyjemnie i z emocjami. Atmosferę na pewno podgrzewają też ciekawe kreacje postaci oraz nieprzewidywalność akcji.
allison - awatar allison
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Wersje nas samych Laura Barnett
Wersje nas samych
Laura Barnett
Widzę tutaj same recenzje kobiet, więc pora na opinię o książce "Wersje nas samych" faceta. Trzeba przyznać jedno - sam pomysł na książkę jest bardzo dobry i unikalny. Trzy różne historie, które łączy taki sam początek i koniec niekiedy się przenikają i są bardzo do siebie podobne, lecz z mniejszymi, bądź większymi szczegółami. To dość interesujący zabieg, dzięki któremu można porównać poszczególne "obrazy" (bo tak autorka nazywa trzy różne historie) do siebie. "Obrazy" te są jednak niestety rozwleczone. Jako samodzielna powieść żadna z nich nie byłaby dostatecznie interesująca. To dopiero ich przedstawienie obok siebie i możliwość porównywania sprawia, że nabierają tego czegoś. Jako, że cała historia toczy się na przestrzeni kilkudziesięciu lat, a książka ma określoną długość autorka musiała całość skondensować. A przynajmniej takie jest moje wrażenie. Wygląda to tak, że rozdziały poszczególnego "obrazu" toczą się niekiedy kilka lat po sobie. Jest to w porządku, ale odniosłem wrażenie, że nawet gdybym pominął jakiś konkretny rozdział to nadal rozumiałbym fabułę. A miałem na to ochotę, bo już pod koniec książka zaczęłą mi się dłużyć. Po prostu w niektórych momentach jeden rozdział nie ma większego wpływu na kolejny, a do niektórych wydarzeń bohaterowie nigdy się nie odniosą. W "Wersjach nas samych" są dość często obecne ekspozycje, które przybliżają losy postaci z czasów pomiędzy konkretnymi rozdziałami. Same ekspozycje są bardzo dobre i - w przeciwieństwie do niektórych filmowych - nie odnosi się wrażenia, że bohaterowie tłumaczą sobie rzeczy, które i tak wiedzą. Jedna z opinii na tym portalu mówi o tym, że łatwo jest pogubić się w bohaterach opowieści. Nie odniosłem takiego wrażenia. Co prawda w późniejszej części książki liczba imion znacznie wzrasta, jednak fakt, że ci sami bohaterowie powtarzają się w różnych "obrazach" dość łatwo pozwala zapamiętać kto jest kim i dla kogo. Moja opinia może mieć wydźwięk negatywny, jednak nie żałuję czasu poświęconego na lekturę książki. Całość ma przyjemny, powiedziałbym nawet, że miejscami melancholijny klimat. Jest to ciepła opowieść, która chwilami potrafi zasmucić, albo wywołać delikatny uśmiech na twarzy. Pozycja w sam raz na takie długie, chłodne i ciemne jesienne wieczory. Lekka, niezobowiązująca i do pochłonięcia w kilka wieczorów.
Coral - awatar Coral
ocenił na 6 5 lat temu
Czarownice z Pirenejów Luz Gabás
Czarownice z Pirenejów
Luz Gabás
Choć książka jest przedstawiona jako romans to nie do końca tak bym ją nazwała. Owszem, wątek romantyczny jest tu ważnym elementem historii, ale nie uświadczysz tu narastającego pożądania, czy budowania relacji między dwójką bohaterów. Miłość się po prostu im przydarza, trochę znikąd, a my nie jesteśmy w stanie wczuć się w to, co się dzieje i choć zwykle nie przepadam za romansem w książkach, tak uważam, że jeśli już jest, to warto, żeby był godnie przedstawiony. Tutaj mi zabrało emocji, budowania relacji i powodów, dla których ta dwójka się w sobie nawzajem zakochała. Z drugiej strony, cieszę się, że autorka bardziej skupiła się na tytułowych czarownicach - na sytuacji tych kobiet. Fajnie, że wreszcie są sprawiedliwie pokazane w popkulturze. Kilka razy wkurzyłam się na tę książkę. Czas akcji skacze ze współczesności do XVI wieku i byłoby to w porządku, gdyby nie fakt, że style pisarskie bardzo się różnią. We współczesności historia jest poprowadzona tak, że wczuwamy się w to, co się dzieje, natomiast ta z dawnych czasów jest przedstawiona po łebkach, jakby były to suche fakty okraszone dialogami. Wszystko też dzieje się bardzo szybko. Choć zdecydowanie ciekawiło mnie, co działo się w przeszłości, czytałam to z wielką irytacją, czekając aż nastąpią znowu czasy współczesne. Zawiodła mnie też końcówka. Trochę słabe było to, co się Briandzie przydarzyło po przeczytaniu dzienników. Czułam się zażenowana tymi scenami. Zakończenie też dość słabe, jeśli mówimy tu o ich relacji. Na wiele pytań brak nam odpowiedzi. W ogóle relacje między bohaterami - szczególnie te z przeszłości - kompletnie płaskie, jak i zresztą sami bohaterowie. Mam więc dwojakie podejście do tej powieści. Historia była dla mnie interesująca i bardzo mnie wciągnęła, jednak styl pozostawił wiele do życzenia.
lekkim piórem - awatar lekkim piórem
ocenił na 6 11 miesięcy temu
Miłość i kłamstwa Cecelia Ahern
Miłość i kłamstwa
Cecelia Ahern
W czasach nastoletnich jedną z moich ulubionych autorek była Cecelia Ahern. Jej książki opowiadały o ludziach, ale zawsze było w nich coś więcej — pewien magiczny, wyróżniający element, który zostawał w pamięci na długo po lekturze. Po latach wróciłam do twórczości autorki, a moim powrotem była książka „Miłość i kłamstwa”. Patrząc na okładkę, można by pomyśleć, że to romans — w końcu głównym motywem jest przytulająca się para. Tymczasem treść nie ma wiele wspólnego z romantyczną historią. Oryginalny tytuł brzmi „The Marble Collector” i uważam, że jest on zdecydowanie bardziej adekwatny do treści niż propozycja wydawnictwa Muza. W książce śledzimy dwie perspektywy. Pierwsza należy do kobiety, która utknęła w monotonii życia — dosłownie i w przenośni obserwuje je z brzegu basenu, pracując, jako ratowniczka w domu pomocy. Kiedy w końcu trafia jej się dzień wolny od obowiązków domowych, dzieci i pracy, postanawia przejrzeć pudełka z rzeczami osobistymi ojca, przebywającego w domu opieki po udarze, który przeszedł rok wcześniej. Pudełka zwierają coś, co sugeruje, że jej ojciec prowadził inne życie — takie, o którym ani ona, ani jej matka nie miały pojęcia. Ten jeden wolny dzień postanawia poświęcić na odkrycie prawdy. Jej mała detektywistyczna przygoda prowadzi ją do wielu ludzi i miejsc, które pomagają jej poskładać historię — i dowiedzieć się czegoś nie tylko o ojcu, ale także o samej sobie. Druga perspektywa prowadzi nas przez życie mężczyzny, który od dziecka poświęcił się grze w marmurki. To gra, która pomagała mu przetrwać trudne chwile i towarzyszyła w najważniejszych momentach życia. Szklane kulki przynosiły mu pocieszenie, ale były też nośnikami wspomnień — o dzieciństwie, matce, braciach, przyjaciołach, ukochanej i sukcesach wśród entuzjastów tej gry i stratach, które przyszło mu ponieść. Śledzenie jego losów było naprawdę interesujące. Fergus sprawił, że świat marmurków i pasja do ich kolekcjonowania stały się dla mnie zaskakująco fascynujące. Sednem tej historii jest jednak opowieść o ludziach — o stracie, miłości, rodzinie. O tym, jak trudno czasem przyznać się do swojej pasji, która dla innych może wydawać się śmieszna. I jak coś, co dla jednej osoby jest przełomowe i kluczowe, dla innej może być zupełnie bez znaczenia. To także historia o wstydzie i lęku przed odrzuceniem, które stają się początkiem kłamstw, budowania murów i niewierności. Książkę czyta się bardzo przyjemnie — płynie się przez nią szybko i lekko. W ciekawy, nienachalny sposób mówi o życiu zwykłych ludzi. Warto było wrócić do tej autorki, okazuje się, że nadal czytam jej książki z przyjemnością. Pojawia się tu sporo powtórzeń — scen z przeszłości i przywoływanych wspomnień, — ale w pewien sposób współgra to ze stylem i rytmem narracji. Mnie osobiście to nie przeszkadzało. Spodziewałam się może jakiegoś magicznego elementu, charakterystycznego dla wcześniejszych książek autorki, ale tym razem dostałam solidną powieść obyczajową. Jeśli szukacie romansu — to nie ta książka. Jeśli jednak macie ochotę przeczytać historię o irlandzkiej rodzinie z krwi i kości, ta pozycja może być dla Was odpowiednia.
Izabela - awatar Izabela
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu Anna McPartlin
Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu
Anna McPartlin
O tym, czego nie powinien robić dobry, porządny młodzieniec, jeśli chce wciąż uchodzić za dobrego i porządnego. Główna bohaterka podczas spotkania autorskiego opowiada historię zaginięcia i śmierci swojego syna, które miały miejsce 20 lat wcześniej, a którą opisała w wydanej właśnie książce. Jest to prawdopodobnie największy marketingowy strzał w kolano z bazuki w historii promowania książek, bo kto kupi dzieło, którego treść właśnie szczegółowo poznał? Ale ponieważ rozumiem, że to tylko pretekst dla opowieści i nie można być aż tak czepialską bułą, to nie będę się na ten temat szczególnie rozwodzić. To jest taka idealna książka do tego, żeby nad nią chlipać w garść. Nie mam nic przeciwko książkom smutnym, przygnębiającym czy wprost depresyjnym (powiedziałabym, że wręcz przeciwnie), ale tutaj miałam wrażenie jakiegoś takiego naddatku - wydaje mi się zresztą, że autorka niejako specjalizuje się w wyciskaczach łez; jej "Ostatnie dni Królika" były skonstruowane w bardzo podobny sposób. I chociaż książka kończy się wyraźnym, może nieco zbyt nachalnie wyłożonym, ale potrzebnym i ważnym morałem, zwłaszcza dla młodszych czytelników, którzy chyba są jej głównym targetem, to jednak mam wrażenie, że głównym zamysłem autorki podczas pisania było to, żeby jej czytelnik płakał. No bo to wszystko leci mniej więcej tak. Głównym wątkiem jest zaginięcie i śmierć bardzo młodego chłopaka (temat który zawsze na mnie działa przytłaczająco), który przedtem zmagał się ze swoją seksualnością i tym, że zakochał się w swoim najlepszym przyjacielu. Okoliczności tej śmierci odsłaniają się stopniowo, a im więcej o niej wiemy, tym bardziej wydaje się ona tragiczna, bezsensowna, niesprawiedliwa i bolesna, także dlatego że chłopak jest typem o dość ujmującej osobowości. Wspomniany przyjaciel ma ojca heroinistę i matkę, która zaginęła lata temu w niewyjaśnionych okolicznościach i teraz zdany jest wyłącznie na siebie. Matka zaginionego wychowuje jego i jego młodszą siostrę samotnie, po tym jak rozstała się z ich ojcem, który dał się poznać jako toksyczny przemocowiec już na pierwszej randce. Oprócz tego musi się opiekować chorującą na demencję matką. Przeżywa też ciężkie dylematy na temat swojego ewentualnego nowego związku, a potem także poczucie winy w związku z tym, że zbyt późno zorientowała się, że jej syn zaginął, a także musi mierzyć się z medialną nagonką. Ogólnie jest to książka skonstruowana zgodnie z hasłem: jest źle, a kiedy myślisz, że nie może być gorzej, jest. I autorka ewidentnie świadomie pisze to w ten sposób, bo przez całą książkę przewijają się, wypowiadane ustami różnych postaci, zdania w stylu "tej rodzinie przydarzają się wyłącznie złe rzeczy" i inne podobnie emocjonalnie nacechowane frazy. I jak ogólnie lubię smutne książki i naprawdę nie trzeba się starać, żeby mnie zmusić do płaczu, tak tutaj wyczuwałam w tym wszystkim jakiś fałsz. Ale trzeba też oddać sprawiedliwość, że jest to czytadło napisane sprawnie i całkiem wciągająco.
niedź - awatar niedź
ocenił na 6 7 miesięcy temu
Akuszerka Katja Kettu
Akuszerka
Katja Kettu
Po przemyśleniu uznałem, że muszę wystawić tej książce pozytywną oceną, mimo iż potrafi być odpychająca i odechciewa się jej czytać. Autorka kreśli naturalistyczny (aż do bólu) obraz stosunków między ludźmi w strasznym miejscu i czasie - końcówki II Wojny Światowej, gdy Niemcy z sojusznika stają się wrogiem Finlandii. Narracja jest prowadzona z różnych perspektyw - bohaterów i punktów w czasie. Przez to lektura, zwłaszcza na początku, jest trochę trudna, a wątki mogą wydawać się z sobą niepowiązane, ale w miarę rozwijania się historii sporo się rozjaśnia. Bohaterów tej książki nie da się lubić, ale można zrozumieć. Główna bohaterka jest bardzo prostą osobą, która dla swojego szczęścia gotowa jest poświęcić albo skrzywdzić słabszych. Do szczęścia potrzebuje miłości ze strony żołnierza SS wiernego swojej formacji. Miłość ta to głównie żądza i chuć, o czym autorka nie ustaje czytelnikowi przypominać. Stąd więc - tak się domyślam - mnóstwo wulgarności i obscenicznych skojarzeń (głównie w myślach głównej bohaterki), przez które czasem miałem ochotę odłożyć książkę z zażenowania. Myślę jednak, że język taki pasuje do scenerii i czasu akcji - skoro autorka opisuje jeden z najgorszych dla mieszkańców Laponii okres historii i przedstawia sceny okrutne i odrażające, to język bohaterów wpisuje się w tę formę. Dlatego zdecydowanie odradzam osobom lubiącym estetyczną polszczyznę.
FvT25 - awatar FvT25
ocenił na 7 3 miesiące temu

Cytaty z książki Projektantka

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Projektantka