Politycy PRL prywatnie

Okładka książki Politycy PRL prywatnie
Sławomir Koper Wydawnictwo: Fronda biografia, autobiografia, pamiętnik
296 str. 4 godz. 56 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2023-04-24
Data 1. wyd. pol.:
2023-04-24
Liczba stron:
296
Czas czytania
4 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380798717
Średnia ocen

                6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Politycy PRL prywatnie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Politycy PRL prywatnie

Średnia ocen
6,1 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1136
1035

Na półkach:

Specyficzne, częściowe biografie sześciu osób z drugiego rzędu. Nie byli to ludzie z pierwszych stron gazet, ale raczej z drugich lub trzecich. Jakieś tam znaczenie mieli w powojennej Polsce, ale raczej środowiskowe niż państwowe.

- Maciej Szczepański – propagandysta czasów Gierka, szef telewizji czyli Radiokomitetu. Pijak, dziwkarz, autorytarny, arogancki przełożony. Miał wiele naprawdę ciekawych pomysłów na programy telewizyjne, które robiły furorę w latach siedemdziesiątych.

- Jarosław Iwaszkiewicz – latami prezes Związku Literatów Polskich, co oznaczało automatycznie wysoką ocenę jego twórczości, która, delikatnie mówiąc, była nierówna; tytuł jednej z bardziej znanych książek Iwaszkiewicza pogardliwie zmieniano na „Słaba i chała”. Żonaty, dwie córki, pederasta.

„Przed wojną mawiano w Warszawie, że młody mężczyzna ma do wyboru dwie drogi kariery literackiej. Pierwsza z nich prowadziła przez łóżko Nałkowskiej, a druga – Iwaszkiewicza. /…/ Nałkowskiej dużo zawdzięczali Michał Choromański, Bruno Schulz i Bogusław Kuczyński, natomiast Iwaszkiewicz nawiązał romans z malarzem Józefem Rajnfeldem oraz Czesławem Miłoszem”.
Koper cytuje Jarosława Iwaszkiewicza, który jednoznacznie i nostalgicznie wspomina w swoich „Dziennikach 1911-1955” (s. 450), jak to „chędożył Czesia Miłosza” w Wilnie. Natomiast nie każdemu pewnie znany Bogusław Kuczyński był redaktorem czasopisma „Studio” oraz sekretarzem Zofii Nałkowskiej; także pisarzem, ale niezbyt wysokiego lotu.

Kiedy czytałem o tym łóżku Nałkowskiej i Iwaszkiewicza skojarzyłem, że ja to znam, gdzieś już te zdania czytałem. Poszperałem w swoich notatkach i okazało się, że mam rację – te same słowa znaleźć można w książce „Kobiety władzy PRL”. No i dobrze, po co się wysilać i w różnych książkach wymyślać inne sformułowania, argumenty, ploteczki.

- Włodzimierz Sokorski – generał brygady Wojska Polskiego, pisarz, dziennikarz, publicysta, i polityk. Minister kultury i sztuki, przewodniczący Komitetu ds. Radia i Telewizji. Komunista od 1924 roku. W książce rozdział mu poświęcony traktuje głównie o kilku żonach i dziesiątkach albo i setkach kochanek (np. Krwawa Luna).

- Bolesław Piasecki – polityk nacjonalistyczny, prawnik i publicysta. Wściekły antysemita, próbował kolaborować z Niemcami. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia „Pax”. Znany chyba głównie z tego, że porwano i zamordowano jego syna, prawdopodobnie w odwecie za akcje mordowania Żydów, w których uczestniczył, ale sprawców nigdy nie odnaleziono.

- Adam Ważyk – poeta, prozaik, eseista, tłumacz. Autor piosenki marszowej „Marsz 1 Korpusu” (znanej także jako „Spoza gór i rzek”). W 1939 roku podpisał oświadczenie pisarzy polskich akceptujące przyłączenie Zachodniej Ukrainy do Ukrainy Radzieckiej. Publikował m.in. w gazecie „Czerwony Sztandar”. Będąc sekretarzem Związku Zawodowego Literatów Polskich był jednym z głównych propagatorów socrealizmu. Po śmierci Stalina złagodził postawę, a nawet pozwolił sobie na krytykę Nowej Huty. W 1964 Ważyk podpisał się pod protestacyjnym Listem 34, a gdyby żył dłużej, zapewne całkowicie przeszedłby na stronę przeciwników komunizmu.

- Jerzy Putrament – pisarz, poeta, publicysta, komunista, (członek PPR i PZPR) prawdopodobnie zwerbowany przez NKWD. Autor powieści „Odyniec”, „Bołdyn”, „Piaski” i mnóstwa innych. Oportunista – jak zresztą wielu z nich.

„Politycy PRL prywatnie” czyta się lekko i łatwo. Może dlatego, że nie jest to opracowanie historyczne – nawet temat czyjegoś prywatnego życia można opracować rzetelnie – ale składanka plotek i sensacji albo raczej sensacyjek. Do tego garść informacji o przedwojennej i powojennej historii Polski, jednak jest to głównie pozycja rozrywkowa, taka mniej więcej, jak znakomity i ambitny periodyk „Fakt”.

Specyficzne, częściowe biografie sześciu osób z drugiego rzędu. Nie byli to ludzie z pierwszych stron gazet, ale raczej z drugich lub trzecich. Jakieś tam znaczenie mieli w powojennej Polsce, ale raczej środowiskowe niż państwowe.

- Maciej Szczepański – propagandysta czasów Gierka, szef telewizji czyli Radiokomitetu. Pijak, dziwkarz, autorytarny, arogancki przełożony. Miał...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

42 użytkowników ma tytuł Politycy PRL prywatnie na półkach głównych
  • 23
  • 19
14 użytkowników ma tytuł Politycy PRL prywatnie na półkach dodatkowych
  • 5
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Sławomir Koper
Sławomir Koper
Historyk, absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Autor m. in.: "Tajemnic i sensacji świata antycznego", "Miłości, seksu i polityki w starożytnej Grecji i Rzymie", "Śladami pierwszych Piastów", "Wędrówek po Polsce piastowskiej", "Spaceru po Lwowie", "Życia prywatnego elit II Rzeczypospolitej". Aktualnie specjalizuje się w okresie międzywojennym dziejów Polski i historii polskiej obyczajowości XIX stulecia. W swoich książkach stara się pokazać historię „z ludzką twarzą”; ważne osobistości w dziejach naszego kraju w życiu codziennym, nie unikając drażliwych tematów. Wychodząc z założenia, że życie prywatne, z jego wszystkimi składnikami jest ważną częścią biografii każdego człowieka, porusza tematy z reguły pomijane przez innych badaczy. A polityk czy artysta ukazany „w szlafroku i kapciach” zyskuje tylko na autentyczności. Nic tak bowiem nie fałszuje obrazu jak tworzenie posągowych postaci, pozbawionych uczuć, wad czy zwykłych ludzkich słabości. Sławomir Koper mieszka w Legionowie, oprócz historii pasjonuje się muzyką i sportem.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

70 lat mojego dzieciństwa, czyli niech pan powie coś wesołego Stefan Friedmann
70 lat mojego dzieciństwa, czyli niech pan powie coś wesołego
Stefan Friedmann
"Siedemdziesiąt Lat Mojego Dzieciństwa, czyli Niech Pan Powie coś Wesołego" to poruszająca i niezwykle osobista książka, w której Stefan Friedman dzieli się swoimi wspomnieniami z okresu dzieciństwa i rozwoju kariery zawodowej. To głęboko wzruszające wspomnienia, którymi dzieli się z czytelnikami. Friedman zawsze stara się znaleźć coś wesołego w otaczającej go rzeczywistości. Jego siła i determinacja są niewiarygodnie inspirujące, a czytelnik odnajduje się w jego doświadczeniach, włączając się w podróż emocjonalną. Narracja Friedmanna jest przystępna, a styl pisania lekki, co czyni tę książkę dostępną dla szerokiego grona czytelników. Autor wplata smakowite szczegóły z codziennego życia, a także zabawne anegdoty, które stanowią odpowiednie równowagę dla ciężkich tematów, jakie porusza. Choć "Siedemdziesiąt Lat Mojego Dzieciństwa, czyli Niech Pan Powie coś Wesołego" to historia jednego człowieka, to zawiera w sobie uniwersalne przesłanie o sile ludzkiego ducha i znaczeniu nadziei w najtrudniejszych chwilach. Ta książka nie tylko dostarcza wiedzy historycznej, ale również inspiruje do refleksji nad ludzką kondycją. Jest ona poruszającą, mądrą i inspirującą lekturą. To wyjątkowe wspomnienia, które przypominają nam o sile ludzkiego ducha w obliczu największych tragedii. Gorąco polecam tę książkę wszystkim czytelnikom, którzy poszukują książki na prezent. Bardzo dobrze wydana, z pięknymi zdjęciami, ładnie wygląda na półce. To niezwykła lektura, która pozwala nam zrozumieć, jak wielką siłę ma człowieczeństwo i jak ważne jest, by nigdy nie zapominać o tragicznych wydarzeniach z przeszłości. To prawdziwe świadectwo o przetrwaniu i o sile ludzkiego ducha. A teraz przy okazji wojny warto o tym pamiętać, aby taka tragedia się nie powtórzyła. Moim zdaniem warto przeczytać tę książkę z ciekawości, bo często zapominamy, że aktorzy i inni sławni to też ludzie z krwi i kości. Brawa dla autora za podzielenie się nim z nami. Jego niezłomna determinacja, by odnaleźć radość i nadzieję w najtrudniejszych chwilach, jest niezwykle inspirująca.
Bettygreen - awatar Bettygreen
ocenił na 7 1 rok temu
Bieg po linie. O sztuce, polityce i świecie rozmawiała Maria Malatyńska Jerzy Stuhr
Bieg po linie. O sztuce, polityce i świecie rozmawiała Maria Malatyńska
Jerzy Stuhr Maria Malatyńska
Publikacja ta nie jest typową biografią, lecz głęboką, intelektualną wiwisekcją artysty, który przez całe życie balansował między różnymi rolami – nie tylko tymi teatralnymi czy filmowymi, ale także społecznymi i politycznymi. Tytułowy bieg po linie to metafora życia twórczego, wymagającego nieustannej czujności, precyzji i odwagi, by nie ulec konformizmowi. W rozmowie ze Stuhrem Malatyńska porusza tematy fundamentalne. Artysta dzieli się swoimi przemyśleniami na temat warsztatu aktorskiego, ewolucji kina oraz etyki zawodowej. Stuhr jawi się tutaj jako twórca niezwykle świadomy, który z rzadką w dzisiejszych czasach powagą traktuje swoją misję. Analizuje on relację między artystą a władzą, wskazując na niebezpieczeństwa, jakie niosą ze sobą ideologiczne uwikłania. Jego refleksje na temat polityki są wyważone, ale stanowcze – aktor podkreśla, że sztuka musi pozostać przestrzenią wolności, nawet jeśli cena za tę niezależność jest wysoka. Niezwykle ciekawa jest dynamika tej rozmowy. Maria Malatyńska nie jest jedynie bierną słuchaczką; jej pytania prowokują Stuhra do odkrywania kart, których nie pokazywał w innych wywiadach. Dużo miejsca poświęcono krakowskiemu środowisku artystycznemu, specyfice pracy w Starym Teatrze oraz współpracy z takimi gigantami jak Krzysztof Kieślowski czy Andrzej Wajda. Czytelnik ma okazję zajrzeć za kulisy powstawania najważniejszych dzieł polskiego kina moralnego niepokoju, rozumiejąc kontekst, w jakim rodziły się kultowe dziś kreacje. Książka ma charakter uniwersalny – choć osadzona w konkretnych realiach polskiej kultury, dotyka problemów bliskich każdemu myślącemu odbiorcy: odpowiedzialności za słowo, granic kompromisu i roli autorytetu w zmieniającym się świecie. Stuhr z właściwą sobie inteligencją i ironią komentuje współczesność, nie unikając tematów trudnych, jak choroba czy starość. „Bieg po linie” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto ceni intelektualną uczciwość i chce zrozumieć, co to znaczy być artystą zaangażowanym, a jednocześnie wiernym sobie. To portret człowieka, który mimo upływu lat i zmieniających się ustrojów, wciąż z pasją i niepokojem spogląda na świat, nie przestając zadawać najważniejszych pytań.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 3 miesiące temu
Irena Santor. Tych lat nie odda nikt Jan Osiecki
Irena Santor. Tych lat nie odda nikt
Jan Osiecki
„…Sygietyńscy byli wymagającymi nauczycielami. Zwłaszcza Tadeusz, który szlifował każde słowo w komponowanym utworze, wymagał, by śpiewany tekst w pełni docierał do odbiorcy. Późniejsza nienaganna dykcja Ireny Santor to w dużej mierze jego zasługa…” Przed Wami książka Jana Osieckiego. Moim zdaniem, ta publikacja jest moim pozytywnym zaskoczeniem. Irena Santor na estradzie była obecna dłużej niż Tina Turner. Występowała między innymi przed Elżbietą Bowes – Lyon, Królową Matką, Stalinem, Mao Zedongiem i Janem Pawłem II. Santor stała się ikoną, a jednocześnie pozostała sobą. Jej rodzina nie była zamożna, ale „tworzyła szczęśliwy dom”. Czy rozmowa z mediami odsłania słabości artysty czy wręcz przeciwnie – odkrywa prawdziwą twarz? Wszak naprawdę „…Nie zawsze się do tego przyznajemy, ale lubimy historie, które są tak niesamowite, że aż nierealne…”. To dziewczyna z robotniczej rodziny, urodzona na „zapadłej” wsi. To, co osiągnęła zawdzięcza talentowi i uporowi w dążeniu do celu. Oficjalnie ogłosiła zakończenie kariery. Głos i talent dla Ireny Santor były przepustką do gimnazjum z internatem i wyżywieniem. Stały się biletem wstępu do „Mazowsza”. Znaczące stają się także te słowa: „…Czy dziś uda się najeść do syta? Tylko tyle i aż tyle…”. Partnerem życiowym był Zbigniew Korpolewski – wybitny znawca współczesnej muzyki rozrywkowej. Jerzy Waldorff, po wygranym przez Irenę Santor w 1961 roku festiwalu w Sopocie, okrzyknął ją pierwszą damą polskiej piosenki. W 2017 roku Łódzka Akademia Muzyczna przyznała Irenie Santor – pierwszej artystce estradowej tytuł honoris causa. Pani Irena Santor jest jedną z najbardziej znanych i lubianych osobowości twórczych w historii polskiej estrady. Jej nagrania bronią się mimo upływu lat. Santor stała się ikoną muzyki, jednocześnie pozostała sobą. Wychowana wg. przysłowia: „…Siedź w kącie, a znajdą cię”. To nauczyło ją pokory i skromności. Śpiew towarzyszył Irenie Santor od dzieciństwa. Jej rodzice byli muzykalni. Matka była krawcową, a ojciec pracował fizycznie. Mama śpiewała córce w czasie wspólnych zabaw i do snu. Irena lubiła i szanowała obie babcie, chodziła do nich. Smakowały jej warzywa i owoce. Lubiła mleko od krowy. Z Popowa, rodzice przeprowadzili się do Solca Kujawskiego. W Solcu Irena spędzała czas w ochronce. Lubiła śpiewać już od dziecka. Trzymała sztamę z tatą. Wojna tragicznie ją doświadczyła i spowodowała, że musiała szybko wydorośleć. Ojciec zginął w październiku 1939 roku. Matka zachorowała na gruźlicę. Wygnana z domu do baraku. Ciągle panowała obawa, czy następnego dnia będzie miała coś do jedzenia. Wojna powoduje, że trzeba dorosnąć szybciej. Obecnie Irena Santor może jeść słodyczy ile chce. Czerpie radość z tego, co przynosi każdy dzień. Żyje. Swoje pamiątki przekazała miejskiej bibliotece w Solcu i jest także honorową obywatelką tego miasta. Lubiana w historii estrady. Ikona i wyjątkowa osobowość. Gorąco polecam – przeczytajcie książkę, a zrozumiecie, jak spełniają się marzenia małej, pracowitej dziewczyny. Katarzyna Żarska https://zarska18.blogspot.com/ Wydawnictwo: Prószyński i S – ka (Fakt biografie) Premiera: 17.10.2024 r. Projekt okładki: Mariusz Banachowicz Oprawa: miękka Liczba stron: 288 (nowość wydawnicza) w mojej prywatnej biblioteczce
Katarzyna Żarska - awatar Katarzyna Żarska
oceniła na 10 5 miesięcy temu
Nina i Józef. Sceny z życia, które minęło. Liliana Śnieg-Czaplewska
Nina i Józef. Sceny z życia, które minęło.
Liliana Śnieg-Czaplewska
Sylwetki bohaterów tej opowieści, Niny Andrycz i Józefa Cyrankiewicza, to obrazy niemal mityczne, wykute w granicie oficjalnej propagandy i towarzyskich plotek okresu PRL-u. Ona – „pierwsza dama polskiej sceny”, posągowa, wyniosła i oddana sztuce aż po granice egoizmu. On – „wieczny premier”, polityczny kameleon o gładkiej głowie i równie gładkich manierach, który przez dekady trzymał się u szczytu władzy w systemie, który innych ścinał bez litości. Razem tworzyli duet niemal filmowy: socjalistyczną wersję rodziny królewskiej, w której blichtr teatru mieszał się z mrokiem rządowych gabinetów. W swojej książce „Nina i Józef. Sceny z życia, które minęło” Liliana Śnieg-Czaplewska podejmuje próbę zajrzenia za tę grubą, aksamitną kurtynę. Fabuła tej biograficznej opowieści to mozaika wspomnień, listów i anegdot, które mają za zadanie odczarować wizerunek tej niezwykłej pary. Autorka nie kreśli suchej kroniki politycznej ani teatrologicznej; interesuje ją przede wszystkim to, co działo się w ich wspólnym mieszkaniu w alei Róż. To opowieść o małżeństwie niemożliwym, w którym dwie silne, narcystyczne osobowości próbowały stworzyć wspólny front, negocjując między swoimi pasjami, ambicjami a wymaganiami bezlitosnego czasu. To pasjonujący, choć miejscami nazbyt intymny portret małżeństwa, które stało się symbolem pewnej epoki. Śnieg-Czaplewska ma dar do odnajdywania ludzkiego pierwiastka w postaciach, które historia zamknęła w sztywnych ramach. Największym atutem książki jest jej klimat. Autorka po mistrzowsku oddaje atmosferę powojennej Warszawy, w której elity władzy i kultury tworzyły hermetyczny świat pełen luksusu, ale i podszyty strachem. Sceny, w których Nina Andrycz odmawia posiadania dzieci, by nie psuć swojej sylwetki i nie odciągać uwagi od roli królowej, są opisane z fascynującą bezstronnością. Czytelnik ma szansę zrozumieć tragizm obu stron: kobiety, która wybrała teatr zamiast życia, i mężczyzny, który kochał ją na tyle mocno, by akceptować jej chłód. Research: Książka opiera się na licznych rozmowach z Niną Andrycz, co nadaje jej rys autentyczności, choć momentami sprawia, że narracja staje się jednostronna. Detale obyczajowe: Opisy podróży, strojów i przyjęć są ucztą dla miłośników historii codzienności PRL-u. Ludzka twarz premiera: Cyrankiewicz, postać historycznie kontrowersyjna, tutaj jawi się jako człowiek o dużej kulturze i słabości do piękna, co tworzy ciekawy kontrast z jego politycznym wizerunkiem. Warsztatowo publikacja jest sprawna, choć chwilami autorka zbyt łatwo ulega czarowi swojej bohaterki. Narracja bywa rwana, przeskakując między wspomnieniami a analizą dokumentów, co może nieco wybijać z rytmu. Niemniej jednak, jako zapis świata, który bezpowrotnie przeminął, książka broni się doskonale. To lektura dla tych, którzy chcą poczuć zapach perfum Niny i dymu cygar Józefa. Choć nie jest to biografia polityczna sensu stricto, pozwala zrozumieć cenę, jaką płaciło się za bycie na szczycie w „wieku, który minął”.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu
Piękne skandalistki. Przedwojenne Miss Polonia Marek Teler
Piękne skandalistki. Przedwojenne Miss Polonia
Marek Teler
Kiedy byłam dzieckiem wybory Miss Polonia to było prawdziwe wydarzenie w telewizji, zawsze oglądaliśmy je w domu, a ja podziwiałam piękne sukienki uczestniczek. Wiele lat temu, w jednej z gazet, które czytała moja mama, ukazał się artykuł o historii wyborów Miss Polonia z pięknymi zdjęciami ówczesnych laureatek, jakież wielkie było moje zdumienie, gdy okazało się, że pierwsze wybory najpiękniejszej Polki zorganizowano jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej. Przed lekturą książki Marka Telera znałam tylko dwa nazwiska przedwojennych miss - Władysławy Kostakówny i Zofii Batyckiej, ale nie wiedziałam nic o ich dalszych losach, czy udział w konkursie wpłynął na ich życie, zmienił je i czy udało się im przeżyć wojnę... Piękne skandalistki. Przedwojenne Miss Polonia to fascynująca historia genezy konkursu zorganizowanego w Polsce po raz pierwszy w 1929 roku, o jego nietuzinkowych i pięknych uczestniczkach, których życiorysy ułożyły się bardzo różnie - część z nich zaangażowała się w pomoc polskiemu podziemiu podczas wojny, inne wybrały kolaborację z Niemcami, znalazły się wśród nich przyszłe gwiazdy filmowe przedwojennej kinematografii, jak na przykład Maria Bogda i jedna z najsłynniejszych kobiet - szpiegów - Krystyna Skarbek, której postać zainspirowała samego Iana Fleminga, twórcy Jamesa Bonda, gdy tworzył postać Vesper Lynd w pierwszej odsłonie przygód agenta 007 – Casino Royale. Konkursy piękności cieszyły się przed wojną ogromną popularnością, oprócz wyborów Miss Polonia organizowano również wybory Królowej Pracy, Urody i Cnoty, Najmilszego Podlotka czy też wybory Miss Judea- piękności pochodzenia żydowskiego. Nasze laureatki startowały też z powodzeniem w konkursie Miss Europy, którego finał w pierwszych latach istnienia odbywał się w Paryżu. Świetna, bogato udokumentowana, zawierająca mnóstwo zdjęć i fascynujących życiorysów nietuzinkowych kobiet książka! Polecam!
basia_k_14 - awatar basia_k_14
ocenił na 7 1 rok temu
Żyć jak Wielki Szu. Biografia Jana Nowickiego Beata Biały
Żyć jak Wielki Szu. Biografia Jana Nowickiego
Beata Biały
„Żyć jak Wielki Szu. Biografia Jana Nowickiego”. Na tę książkę czekałam z ogromną niecierpliwością, bo wiedziałam że będzie to bardzo dobra i obiektywna literatura. Nie mogło być inaczej, skoro autorką jest Beata Biały, dziennikarka, tłumaczka, psycholożka, mająca niesamowite „pióro” do biografii znanych ludzi, a po drugie, bohater taki jak Jan Nowicki, sam w sobie jest już gwarantem ciekawej historii. Bo tym też było jego życie: fascynującą, pełną marzeń, dobrych miejsc i ludzi historią, niestety już zakończoną… Mawiał o sobie, że jest jak wagabunda, że ludzie i przedziwne koleje losu same niosą go przez życie, a wybory – nie zawsze oczywiste, często podyktowane były zupełnym przypadkiem (jak chociażby pójście do szkoły teatralnej). Wielki erudyta, gawędziarz, wiecznie zakochany admirator kobiet, nie zawsze obecny ojciec i nie do końca wykorzystany aktor. Spokojnie patrzący na rzeczywistość, „z dystansem mędrca, który wszystko wie, wszystko widział, niczemu się nie dziwi. Akceptuje. Ma w sobie zgodę na to, co przynosi życie. I dobre, i złe. Choć jemu przynosi głównie dobre. Ale może urodził się w czepku…” To opowieść o miejscach, wydarzeniach i najważniejszych ludziach w życiu, wśród których nawet po wielu latach zawsze najcieplej, wręcz z pietyzmem, wspominał matkę, za którą tęsknił już do końca życia: „W przypadku śmierci matki tęsknoty nigdy nie da się oswoić. Mężczyzna w każdym aspekcie jest bardziej predysponowany do umierania. Zginął, poległ, kipnął – te rzeczy. Kobieta mniej. A już śmierć matki to dramat i wyraźny sygnał, że po niej musimy my. Ja po śmierci mamy nie mogłem pozbierać się przez rok bez mała”. W wytartym kapeluszu, z nieodłącznym papierosem w dłoni, zawsze nienagannie ubrany, władający piękną polszczyzną, do rana sączący wódkę w towarzystwie przyjaciół i zachwyconych nim rozmówców (nigdy się tak naprawdę nie upijał, co potwierdził syn Łukasz, nawet nie próbujący dorównać ojcu w tej materii), a jednocześnie tak normalny, swojski, „brat łata”, nasz człowiek i co dzisiaj już rzadko spotykane, do bólu szczery, ponad wszystko ceniący prawdę, nawet tę najokrutniejszą. Jak wspomina Łukasz Nowicki: „ Potrafił być niezwykle celny. Bardzo hojny w komplementach, ale też okrutny w sądach”. Do dzisiaj zresztą Łukasz pamięta, że mimo pozornego luzu w podejściu do życia, jego tata nie znosił bylejakości, słabości: „Miałem tendencję do bycia byle jakim, co ojca drażniło. Właśnie ta bylejakość. Jego nie drażniły momenty moich porażek, tylko bylejakość”. Wybitny aktor, który wymościł sobie miejsce w panteonie największych polskich gwiazd, a jego role w filmach takich jak „Spirala”, „Wielki Szu, „Sztos” czy „Jeszcze nie wieczór” zapisały się w pamięci widzów już na zawsze, bo chociaż nie grał tyle, ile by mógł, to każda jego rola wyznaczała dobre trendy, była jak perła wrzucana do kinowej ruletki, zawsze mocna, odważna, charakterystyczna i przewrotna. Książka ta więc prowadzi przez losy Nowickiego od lat dzieciństwa, po okres dorastania, czas wyborów zawodowych i relacje damsko-męskie, aż po trudną starość, o której wypowiadał się z pewną akceptacją podszytą goryczą: „Wszystkie dekady mojego życia, ze względu na intensywność uprawianego zawodu, temperament czy wręcz jego nadmiar i wreszcie głupotę, przebiegły mi w sposób niezauważony [...] Aktor ma to do siebie, że żyje czasem zapożyczonym i zapożyczonymi egzystencjami. Bywa kimś innym. W związku z tym zapomina o sobie, ile ma lat, co go boli. Nie wiem, kiedy przeleciała mi pięćdziesiątka, siedemdziesiątka". W książce wspominają go najbliżsi z rodziny, znajomi, ludzie którzy zaznaczyli swój udział w jego życiorysie. Syn, Márta Mészáros, Anna Seniuk, Andrzej Grabowski, Jacek Fedorowicz, Krzysztof Zanussi, Marek Kondrat i wielu innych. Milczy ostatnia żona, Anna Nowicka, bo słowa same grzęzną w gardle…To przy jej boku znalazł spokojną, ostatnią przystań. Trochę brakuje mi w tej biografii poszerzenia wątku przyjaźni z Piotrem Skrzyneckim, a to był ważny kawałek życia bohatera. Zwłaszcza w późniejszym okresie życia, Skrzynecki i przyjacielskie rozmowy z nim, wywarły kolosalne wrażenie i wpływ na postrzeganie rzeczywistości przez Pana Jana. Śmierć przyjaciela wywarła na Nowickim ogromne piętno. Po odejściu szefa Piwnicy pod Baranami pisał do niego listy wydane w książkach „Dwaj Panowie” i „Między Niebem a Ziemią”, próbując się w nich uporać z brakiem, z tęsknotą za kimś dla niego bliskim i ważnym, ze śmiercią. Niby jej zaprzeczał, odsuwał, ale doskonale wiedział od najmłodszych lat, że jest to jedyna stała w życiu. Może zresztą myślał o niej więcej niż mijani ludzie, „pieszczotliwie nazywał ją przemijaniem, żeby nie brzmiała tak surowo i ostatecznie”. Marek Kondrat na pogrzebie Jana Nowickiego wypowiedział takie słowa: „Patrząc na nas, Janek powiedziałby: „Nie przesadzajcie z tą żałobą dzisiaj, dlatego, że pod tym uczuciem może niebezpiecznie kryć się pycha, że nas to nigdy w życiu nie spotka. A tak, jak wiemy, się nie stanie”. To słowa świadomego, pogodzonego z losem człowieka. Bo mimo całego dorobku aktorskiego oraz literackiego, z tej opowieści wyłania się przede wszystkim człowiek z krwi i kości, i to ta rola była aż do samego końca najważniejsza. RECENZJA JEST MOIM AUTORSKIM TEKSTEM. ZAKAZ KOPIOWANIA, POWIELANIA I WYKORZYSTYWANIA CAŁOŚCI LUB CZĘŚCI PUBLIKACJI, BEZ MOJEJ WCZEŚNIEJSZEJ ZGODY. WSZYSTKIE RECENZJE POCHODZĄ ZE STRONY, NA KTÓRĄ ZAPRASZAM: https://www.facebook.com/TatraLang/
Mona - awatar Mona
oceniła na 8 1 rok temu
Ukrywałam Anne Frank. Wszystkie tajemnice Elisabeth Joop van Wijk-Voskuijl
Ukrywałam Anne Frank. Wszystkie tajemnice Elisabeth
Joop van Wijk-Voskuijl Jeroen De Bruyn
Książka została napisana przez dwóch Holendrów. Młodego dziennikarza zafascynowanego od dziecka dramatyczną historią żydowskiej rodziny Franków oraz Joopa van Wijk-Voskuijl syna kobiety, która podczas okupacji hitlerowskiej była najmłodszą pomocnicą zaangażowaną w ukrywanie dwóch żydowskich rodzin i powierniczką Anne Frank. Autorzy podjęli próbę opowiedzenia tej przejmującej historii niejako z drugiej strony regału na książki, który skrywał wejście do Tajnej Kryjówki znajdującej się w niewielkiej oficynie firmy "Opecta", w której w okresie od 6 lipca 1942 do 4 sierpnia 1944 ukrywała się rodzina Franków oraz czwórka innych Żydów. Opowieść o tym jak trudne było życie ukrywających się tam ludzi świat poznał dzięki ocalonym i opublikowanym po wojnie dziennikom Anne Frank. Teraz możemy poznać tę historię z relacji drugiej strony. Tytuł tej publikacji jest jednak mylący, gdyż narrację snuje nie Elizabeth Voskuijl, a jej najmłodszy syn. Dostajemy więc historię od pośrednika, który zna ją tylko z opowieści, podobnie jak okupację hitlerowską, gdyż urodził się po wojnie. Historia matki skłoniła go do dogłębnego studiowania dziejów minionej wojny i propagowania wśród młodzieży "pro publico bono" wiedzy na temat Holokaustu oraz działalności ruchu oporu podczas II wojny światowej. Nie ma więc powodu nie ufać tej relacji, tym bardziej, że książka została zaopatrzona w szczegółowe przypisy wskazujące źródła, z których autorzy korzystali. Ta część publikacji, która przedstawia kulisy całego przedsięwzięcia - wybranie i urządzenie miejsca na kryjówkę, sprytne zamaskowanie go oraz codzienne starania, aby zapewnić ukrywanym osobom bezpieczeństwo - była dla mnie niezwykle interesująca. Tym bardziej, że autorzy przedstawiali rzetelnie tło historyczne. W tej części publikacji możemy dowiedzieć się m.in. o tym, jak trudno było zdobyć jedzenie dla tylu "dodatkowych" osób. W okupowanej Holandii panował głód, żywność była reglamentowana i organizatorzy Tajnej Kryjówki musieli zdobywać fałszywe kartki na żywność lub kupować ją nielegalnie u rolników. Zbyt duża ilość jedzenia kupowana za jednym razem zawsze budziła niezdrowe zainteresowanie. A uliczne rewizje posiadanego przy sobie bagażu przeprowadzane przez żandarmów lub esesmanów nie należały do rzadkości. Przedsięwzięcie było więc trudne a Niemcom skwapliwie pomagali holenderscy urzędnicy oraz niemałe grono złodziei pożydowskiego mienia i szmalcowników. Również wśród najbliższych krewnych Elizabeth znalazła się osoba kolaborująca z nazistami i to właśnie ona była przez wszystkich członków rodziny obwiniana o wydanie Niemcom rodziny Franków, chociaż nie ma na to dowodów. 🔰" Na przekór iluzji, w której dorastaliśmy Voskuijlowie nie różnili się zbytnio od innych amsterdamskich rodzin czasu wojny, w których członkowie ruchu oporu i kolaboranci często żyli pod jednym dachem." (s. 15) Autorzy nie upiększają obrazu okupacyjnej rzeczywistości i bez ogródek piszą o tym, jak wielu Holendrów kolaborowało z nazistami. 🔰"Niemcy zarządzali holokaustem w Holandii, ale to Holendrzy byli jego wykonawcami i chodzili przy tym - by posłużyć się słowami Adolfa Eichmana - "jak w zegarku". Historycy ujawnili skalę naszej kolaboracji, w której uczestniczyło, według jednego z wyliczeń, pół miliona obywateli. Z kolei niemieckich oficerów w żadnym momencie okupacji nie przebywało w Amsterdamie więcej niż sześćdziesięciu (choć duża ilość poborowych czyniła niemiecką obecność zauważalną). Co oznacza, że - ogólnie rzecz biorąc - to Holendrzy zatrzymywali Żydów, to holenderscy biurokraci sporządzali mapy i listy umożliwiające ich zlokalizowanie, to holenderscy urzędnicy przejmowali ich majątek i wbijali literę"J" do ich dokumentów tożsamości. (...) Jeżeli nie liczyć kilku bohaterskich wyjątków, przedstawiciele holenderskich służb porządkowych skwapliwie zaakceptowali swoje nowe obowiązki łowców Żydów. "Gdy idzie o kwestię żydowską - powiedział w 1942 roku Johann Rauter, urodzony w Austrii szef amsterdamskiego SS, do swojego przełożonego Heinricha Himmlera - policja holenderska spisuje się znakomicie, pracuje w dzień i w nocy i łapie setki Żydów". Jak stwierdził po wojnie inny oficer SS, Willy Lages: "nie bylibyśmy w stanie aresztować nawet dziesięciu procent Żydów "bez pomocy miejscowych policjantów." (s. 25/26) Do dzisiaj nie ustalono, jednoznacznie i ponad wszelką wątpliwość, kto ujawnił istnienie Tajnej Kryjówki. Historia ukrytych tam Żydów miała dramatyczny finał w momencie, gdy już powszechnie wiedziano, że Hitler wkrótce poniesie klęskę. Po wojnie, gdy jedyny z całej rodziny ocalały z Holokaustu Otto Frank założył Fundację Domu Anne Frank i opublikował ocalałe dzienniki córki, los dziewczynki stał się ważnym świadectwem Zagłady, chociaż nie brakowało prób podważania autentyczności jej zapisków i negowania Holokaustu w ogóle. Ale jak powiedziały Szymon Wiesenthal: 🔰"Dziennik Anne Frank wywarł znacznie większe wrażenie niż wszystkie procesy norymberskie. Bo nikt nie potrafi utożsamić się ze stosami trupów. Natomiast to zwyczajne czternastoletnie dziecko... Ludzie czytający ten dziennik pomyślą: "To mogła być moja córka albo moja wnuczka, albo siostra". (s. 140) W dalszej części książki znajdujemy obszerne relacje o losach aresztowanych Żydów i powojennym śledztwie, które nie wykryło sprawcy ujawnienia Tajnej Kryjówki, informacje o badaniach kryminalistycznych "Dziennika" Anne Frank, które potwierdziły jego autentyczność i ustaliły ponad wszelką wątpliwość, że wszystkie naniesione w nim zmiany zostały zapisane przez jego autorkę oraz opowieść o powojennych losach Holendrów, którzy ukrywali rodzinę Franków. Jak wynika z relacji syna, Elizabeth Voskuijl nigdy nie pogodziła się ze śmiercią Anne Frank i nigdy nie zapomniała o przeszłości, przez lata zmagała się z epizodami ostrej depresji. Według mnie na tych informacjach książka powinna zostać zakończona. Tymczasem Joop van Wijk-Voskuijl nie może zamilknąć i niestrudzenie opowiada o nieudanym małżeństwie matki, kolejnych dzieciach, które wydawała na świat, kłótniach i niesnaskach w rodzinie, zmusza nas do poznawania swojej biografii oraz historii nieudanego małżeństwa, do oglądania fotografii z familijnych uroczystości, podobizn wujków, ciotek, babci, swojej córki, wnucząt itp., itd. Ta rodzinna telenowela bez związku z tematem książki budzi naprawdę duży niesmak. 🇵🇱 Wspominane są hitlerowskie obozy koncentracyjne na terenie Polski, do których wywożeni byli holenderscy Żydzi.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 7 6 miesięcy temu

Cytaty z książki Politycy PRL prywatnie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Politycy PRL prywatnie