Rodziewicz–ówna. Gorąca dusza
Rozczarowała mnie ta książka. Autorka, Emilia Padoł, podeszła do tematu bardzo rzetelnie, dotarła do mnóstwa materiałów pisanych i innych relacji, wywiadów, listów, wypowiedzi samej Rodziewiczówny i osób, które miały z nią jakąkolwiek styczność, wreszcie do obfitej działalności literackiej pisarki. W książce zamieszczone są wszystkie dostępne fotografie Marii Rodziewicz, która nie lubiła się fotografować i unikała styczności z kamerą i aparatem dosyć skutecznie. I tu uwaga: stare fotografie czarno-białe naprawdę wymagają retuszu, by można było na nich coś zobaczyć; w wielu wypadkach jedynie opis autorki tekstu pozwalał dojrzeć szczegóły, na oko niewidoczne.
A jednak – rozczarowanie. Rodziewiczówna była autorką niezwykle płodną, pisała łatwo i wydawała swoje książki jedna za drugą. Cieszyły się one dużym zainteresowaniem, miały liczne wznowienia i bez wątpienia dochód z tych publikacji stanowił znaczny udział w budżecie pisarki. Moim zdaniem, ich poczytność brała się nie tyle z wnikliwości i odkrywczego oglądu rzeczywistości, ale – wprost przeciwnie – z niemal baśniowej aury, ckliwie romansowego charakteru, mało pogłębionej psychologii postaci bohaterów, wyraźnie podzielonych na stuprocentowo pozytywne i całkowicie negatywne, ogólnej poczciwości opisanego świata. Najcenniejszym wkładem pisarki jest zanurzenie świata przedstawionego w opisach przyrody na polskich kresach, lasów, zwierząt, ptaków, mokradeł, błot… W tej dziedzinie Rodziewiczówna spokojnie może konkurować ze swą wielka poprzedniczka Elizą Orzeszkową.
Świat przedstawiony w książkach Rodziewiczówny jest jednak niesłychanie anachroniczny, jak z czytanek dla dzieci. Reprezentuje ona poglądy bardzo tradycjonalistyczne, uparcie broniąc sprawy z góry przegranej, czyli utrzymania polskości i katolickości Kresów i panującego tam porządku. Niechętnie i bez zrozumienia odnosi się do aspiracji emancypacyjnych chłopów poleskich, do wyznania prawosławnego, nie mówiąc już o Żydach czy innych nacjach. Ignoruje przy tym fakt, że Polacy i katolicy są tam grupą mało liczną (25% Polaków wobec 42% Białorusinów, 18% Ukraińców, 10% Żydów, zgodnie ze spisem powszechnym z roku 2021). 79% mieszkańców Polesia wyznawało prawosławie, 12% - judaizm, ledwo 8% katolicyzm. Ale to Polacy byli głównymi właścicielami ziemi, to Polacy pełnili urzędy w odrodzonej Rzeczpospolitej. Autorka biografii do tej anachroniczności nie przywiązuje zbyt wielkiej wagi. Rodziewiczówna jako urodzona społecznica buduje kościoły katolickie, sprowadza relikwie, pomaga klasztorom, zakłada szkółki wiejskie z językiem polskim. Słowem – po wiekach rusyfikacji tych ziem zabiera się ochoczo za ich polonizację. To się musiało skończyć tragedią. I skończyło się, kiedy to biedni, ciemni, ograniczeni i upośledzeni społecznie chłopi masowo przestąpili do rzezi i rabunku z chwilą, kiedy polskie Kresy zajęła Armia Czerwona. Maria Rodziewiczówna aż do ostatnich chwil życia nie zdobyła się na refleksję; przeciwnie, w wielu wypowiedziach podkreśla narodowo-katolickie prawa do Kresów, do posiadania tam ziemi i rzędu dusz. Krytykuje nawet zabiegi rządów II RP w kierunku parcelacji dużych dóbr ziemskich, uważając to za rabunek i złodziejstwo, ewentualnie godząc się na to, by w parcelacji wzięli udział wyłącznie Polacy. Potępia wojewodę wołyńskiego Józewskiego, który starał się o porozumienie z Ukraińcami; pochwala wojewodę poleskiego Kostka-Biernackiego, który ostro i stanowczo rozprawiał się z białoruskimi „komunistami”. Zbyt napięta struna pęka! – tego pisarka nie dostrzegła.
Autorka biografii Rodziewiczówny niewspółmiernie większą wagę przywiązuje do niebinarności pisarki. Rodziewiczówna wglądała jak mężczyzna, krótko ścinała włosy, nosiła ubrania o wyraźnie męskim charakterze, koszule, marynarki, krawaty, buty (zresztą oksfordy dobrej jakości). Nigdy nie wyszła za mąż, mieszkała przez lata z przyjaciółkami, Jadwigą Skirmuntt i Heleną Weychert. Sama, przy pomocy przyjaciółek i służby, prowadziła duże gospodarstwo rolne, hodowała warzywa, owoce, krowy, owce, pszczoły. Narzekała na to, że podatki od gospodarstwa są za wysokie, ale nie sprzedała ani nie chciała oddać ani jednego ara ziemi. Miała ożywione kontakty z różnymi organizacjami powstałymi podczas tworzenia się zrębów odrodzonego państwa polskiego. Na dłużej związana była jednak głównie z organizacjami katolickimi, chrześcijańską demokracją, zakonem urszulanek itp. Emilia Padoł nie znalazła ani jednego świadectwa pisanego, które świadczyłoby o seksualności, feminizmie czy w ogóle bardziej wywrotowych poglądach pisarki na tzw. kwestię kobiecą. Owszem, przytacza rozmaite plotki, anegdoty, a nawet fragment szopki politycznej z 1937 roku. Wydaje się jednak, że sprawę nieheteronormatywności Rodziewiczówny usiłuje koniecznie umieścić w jakimś kontekście, szuka potencjalnych kontaktów z pierwszymi polskimi feministkami, i to jej nie bardzo wychodzi.
Podobnie wygląda sprawa przypisywania Rodziewiczównie na siłę jakichś pozytywnych poglądów. Szczególnie rażące były próby powiązania jej z organizacjami pomagającymi Żydom. Ponieważ pisarka kontaktowała się z Zofia Kossak-Szczucką, a więc „na pewno” miała udział w akcji pomocy uciekinierom z getta, mimo że nie ma na ten temat żadnych dowodów. Niestety, jest wręcz przeciwnie: Rodziewiczówna w czasach okupacji mieszkała na rogu Marszałkowskiej i Królewskiej, tuż przy granicy getta, i to nawet podczas tragicznego powstania w kwietniu 1943 roku. I na ten temat ani razu się nie wypowiedziała. Pomagała, owszem, ale Polakom. Nie sposób wytłumaczyć tego inaczej, jak uprzedzeniami narodowościowymi. Dobrze, ze Emilia Padoł o tym napisała; szkoda, że nie skomentowała.
Książkę czyta się dość mozolnie. Męczące są przeskoki czasowe, wtręty objaśniające kontekst historyczny w szerokim aspekcie, czasem zdecydowanie na wyrost. Mimo wszystko przeczytać warto. Polecam.
Opinia
Bardzo ciekawa biografia mojej ulubionej aktorki. Autor czerpał z bardzo wielu źródeł. Na początku audiobooka, bardzo dziwna maniera lektorki prawie mnie zniechęciła do dalszego słuchania - modulowanie głosu na wielką damę, egzaltacja. Potem już przywykłam, a lektorka ciut spasowała. Cieszy mnie, że to nie tylko moje spostrzeżenie.
Bardzo ciekawa biografia mojej ulubionej aktorki. Autor czerpał z bardzo wielu źródeł. Na początku audiobooka, bardzo dziwna maniera lektorki prawie mnie zniechęciła do dalszego słuchania - modulowanie głosu na wielką damę, egzaltacja. Potem już przywykłam, a lektorka ciut spasowała. Cieszy mnie, że to nie tylko moje spostrzeżenie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to