Jam jest Alina

Okładka książki Jam jest Alina
Dariusz Michalski Wydawnictwo: Empik Go biografia, autobiografia, pamiętnik
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
audiobook
Data wydania:
2023-04-27
Data 1. wyd. pol.:
2023-04-17
Język:
polski
ISBN:
9788327280251
Długość:
14 godzin 57 minut
Lektor:
Joanna Gajór
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jam jest Alina w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Jam jest Alina

Średnia ocen
6,9 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
3281
2373

Na półkach:

Bardzo ciekawa biografia mojej ulubionej aktorki. Autor czerpał z bardzo wielu źródeł. Na początku audiobooka, bardzo dziwna maniera lektorki prawie mnie zniechęciła do dalszego słuchania - modulowanie głosu na wielką damę, egzaltacja. Potem już przywykłam, a lektorka ciut spasowała. Cieszy mnie, że to nie tylko moje spostrzeżenie.

Bardzo ciekawa biografia mojej ulubionej aktorki. Autor czerpał z bardzo wielu źródeł. Na początku audiobooka, bardzo dziwna maniera lektorki prawie mnie zniechęciła do dalszego słuchania - modulowanie głosu na wielką damę, egzaltacja. Potem już przywykłam, a lektorka ciut spasowała. Cieszy mnie, że to nie tylko moje spostrzeżenie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

30 użytkowników ma tytuł Jam jest Alina na półkach głównych
  • 23
  • 4
  • 3
7 użytkowników ma tytuł Jam jest Alina na półkach dodatkowych
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Dariusz Michalski
Dariusz Michalski
Dziennikarz, publicysta muzyczny, prezenter radiowy, dawniej – telewizyjny. Miłośnik, znawca i dokumentalista rock & rolla, historyk muzyki rozrywkowej. Przez ponad ćwierć wieku autor najstarszej w Polsce rubryki muzycznej „Metronom” w dzienniku „Sztandar Młodych”. W latach 80-tych wspólnie z Ryszardem Wolańskim stworzył dla telewizji wieloodcinkowy „Leksykon Polskiej Muzyki Rozrywkowej”. Przez wiele lat współpracował z radiową Trójką, prowadząc m.in. magazyn muzyczny „Interradio”, współpracował również z Radiem Bis (m.in. cykliczna audycja „Klub czarnej płyty”). W Iskrach wydał: Starszy Pan A. Opowieść o Jerzym Wasowskim,(2005), Powróćmy jak za dawnych lat (2007) – pierwszy tom historii polskiej muzyki rozrywkowej. a tym roku ukazał się tom drugi. Piosenka przypomni Ci ... czyli Historia polskiej muzyki rozrywkowej (lata 1945–1958). Autor wielu książek poświęconych muzyce, m.in. pięciotomowej Lekkiej muzy – pierwszego w Europie kompendium muzyki rozrywkowej i show-businessu, książek o charakterze biograficznym: Lennon, Niemen o sobie, Jam jest Alina czyli Janowska story, Dookoła Wojtek, Czesław Niemen. Czy go jeszcze pamiętasz.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bieg po linie. O sztuce, polityce i świecie rozmawiała Maria Malatyńska Jerzy Stuhr
Bieg po linie. O sztuce, polityce i świecie rozmawiała Maria Malatyńska
Jerzy Stuhr Maria Malatyńska
Publikacja ta nie jest typową biografią, lecz głęboką, intelektualną wiwisekcją artysty, który przez całe życie balansował między różnymi rolami – nie tylko tymi teatralnymi czy filmowymi, ale także społecznymi i politycznymi. Tytułowy bieg po linie to metafora życia twórczego, wymagającego nieustannej czujności, precyzji i odwagi, by nie ulec konformizmowi. W rozmowie ze Stuhrem Malatyńska porusza tematy fundamentalne. Artysta dzieli się swoimi przemyśleniami na temat warsztatu aktorskiego, ewolucji kina oraz etyki zawodowej. Stuhr jawi się tutaj jako twórca niezwykle świadomy, który z rzadką w dzisiejszych czasach powagą traktuje swoją misję. Analizuje on relację między artystą a władzą, wskazując na niebezpieczeństwa, jakie niosą ze sobą ideologiczne uwikłania. Jego refleksje na temat polityki są wyważone, ale stanowcze – aktor podkreśla, że sztuka musi pozostać przestrzenią wolności, nawet jeśli cena za tę niezależność jest wysoka. Niezwykle ciekawa jest dynamika tej rozmowy. Maria Malatyńska nie jest jedynie bierną słuchaczką; jej pytania prowokują Stuhra do odkrywania kart, których nie pokazywał w innych wywiadach. Dużo miejsca poświęcono krakowskiemu środowisku artystycznemu, specyfice pracy w Starym Teatrze oraz współpracy z takimi gigantami jak Krzysztof Kieślowski czy Andrzej Wajda. Czytelnik ma okazję zajrzeć za kulisy powstawania najważniejszych dzieł polskiego kina moralnego niepokoju, rozumiejąc kontekst, w jakim rodziły się kultowe dziś kreacje. Książka ma charakter uniwersalny – choć osadzona w konkretnych realiach polskiej kultury, dotyka problemów bliskich każdemu myślącemu odbiorcy: odpowiedzialności za słowo, granic kompromisu i roli autorytetu w zmieniającym się świecie. Stuhr z właściwą sobie inteligencją i ironią komentuje współczesność, nie unikając tematów trudnych, jak choroba czy starość. „Bieg po linie” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto ceni intelektualną uczciwość i chce zrozumieć, co to znaczy być artystą zaangażowanym, a jednocześnie wiernym sobie. To portret człowieka, który mimo upływu lat i zmieniających się ustrojów, wciąż z pasją i niepokojem spogląda na świat, nie przestając zadawać najważniejszych pytań.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 3 miesiące temu
Irena Santor. Tych lat nie odda nikt Jan Osiecki
Irena Santor. Tych lat nie odda nikt
Jan Osiecki
„…Sygietyńscy byli wymagającymi nauczycielami. Zwłaszcza Tadeusz, który szlifował każde słowo w komponowanym utworze, wymagał, by śpiewany tekst w pełni docierał do odbiorcy. Późniejsza nienaganna dykcja Ireny Santor to w dużej mierze jego zasługa…” Przed Wami książka Jana Osieckiego. Moim zdaniem, ta publikacja jest moim pozytywnym zaskoczeniem. Irena Santor na estradzie była obecna dłużej niż Tina Turner. Występowała między innymi przed Elżbietą Bowes – Lyon, Królową Matką, Stalinem, Mao Zedongiem i Janem Pawłem II. Santor stała się ikoną, a jednocześnie pozostała sobą. Jej rodzina nie była zamożna, ale „tworzyła szczęśliwy dom”. Czy rozmowa z mediami odsłania słabości artysty czy wręcz przeciwnie – odkrywa prawdziwą twarz? Wszak naprawdę „…Nie zawsze się do tego przyznajemy, ale lubimy historie, które są tak niesamowite, że aż nierealne…”. To dziewczyna z robotniczej rodziny, urodzona na „zapadłej” wsi. To, co osiągnęła zawdzięcza talentowi i uporowi w dążeniu do celu. Oficjalnie ogłosiła zakończenie kariery. Głos i talent dla Ireny Santor były przepustką do gimnazjum z internatem i wyżywieniem. Stały się biletem wstępu do „Mazowsza”. Znaczące stają się także te słowa: „…Czy dziś uda się najeść do syta? Tylko tyle i aż tyle…”. Partnerem życiowym był Zbigniew Korpolewski – wybitny znawca współczesnej muzyki rozrywkowej. Jerzy Waldorff, po wygranym przez Irenę Santor w 1961 roku festiwalu w Sopocie, okrzyknął ją pierwszą damą polskiej piosenki. W 2017 roku Łódzka Akademia Muzyczna przyznała Irenie Santor – pierwszej artystce estradowej tytuł honoris causa. Pani Irena Santor jest jedną z najbardziej znanych i lubianych osobowości twórczych w historii polskiej estrady. Jej nagrania bronią się mimo upływu lat. Santor stała się ikoną muzyki, jednocześnie pozostała sobą. Wychowana wg. przysłowia: „…Siedź w kącie, a znajdą cię”. To nauczyło ją pokory i skromności. Śpiew towarzyszył Irenie Santor od dzieciństwa. Jej rodzice byli muzykalni. Matka była krawcową, a ojciec pracował fizycznie. Mama śpiewała córce w czasie wspólnych zabaw i do snu. Irena lubiła i szanowała obie babcie, chodziła do nich. Smakowały jej warzywa i owoce. Lubiła mleko od krowy. Z Popowa, rodzice przeprowadzili się do Solca Kujawskiego. W Solcu Irena spędzała czas w ochronce. Lubiła śpiewać już od dziecka. Trzymała sztamę z tatą. Wojna tragicznie ją doświadczyła i spowodowała, że musiała szybko wydorośleć. Ojciec zginął w październiku 1939 roku. Matka zachorowała na gruźlicę. Wygnana z domu do baraku. Ciągle panowała obawa, czy następnego dnia będzie miała coś do jedzenia. Wojna powoduje, że trzeba dorosnąć szybciej. Obecnie Irena Santor może jeść słodyczy ile chce. Czerpie radość z tego, co przynosi każdy dzień. Żyje. Swoje pamiątki przekazała miejskiej bibliotece w Solcu i jest także honorową obywatelką tego miasta. Lubiana w historii estrady. Ikona i wyjątkowa osobowość. Gorąco polecam – przeczytajcie książkę, a zrozumiecie, jak spełniają się marzenia małej, pracowitej dziewczyny. Katarzyna Żarska https://zarska18.blogspot.com/ Wydawnictwo: Prószyński i S – ka (Fakt biografie) Premiera: 17.10.2024 r. Projekt okładki: Mariusz Banachowicz Oprawa: miękka Liczba stron: 288 (nowość wydawnicza) w mojej prywatnej biblioteczce
Katarzyna Żarska - awatar Katarzyna Żarska
oceniła na 10 5 miesięcy temu
Ukrywałam Anne Frank. Wszystkie tajemnice Elisabeth Joop van Wijk-Voskuijl
Ukrywałam Anne Frank. Wszystkie tajemnice Elisabeth
Joop van Wijk-Voskuijl Jeroen De Bruyn
Książka została napisana przez dwóch Holendrów. Młodego dziennikarza zafascynowanego od dziecka dramatyczną historią żydowskiej rodziny Franków oraz Joopa van Wijk-Voskuijl syna kobiety, która podczas okupacji hitlerowskiej była najmłodszą pomocnicą zaangażowaną w ukrywanie dwóch żydowskich rodzin i powierniczką Anne Frank. Autorzy podjęli próbę opowiedzenia tej przejmującej historii niejako z drugiej strony regału na książki, który skrywał wejście do Tajnej Kryjówki znajdującej się w niewielkiej oficynie firmy "Opecta", w której w okresie od 6 lipca 1942 do 4 sierpnia 1944 ukrywała się rodzina Franków oraz czwórka innych Żydów. Opowieść o tym jak trudne było życie ukrywających się tam ludzi świat poznał dzięki ocalonym i opublikowanym po wojnie dziennikom Anne Frank. Teraz możemy poznać tę historię z relacji drugiej strony. Tytuł tej publikacji jest jednak mylący, gdyż narrację snuje nie Elizabeth Voskuijl, a jej najmłodszy syn. Dostajemy więc historię od pośrednika, który zna ją tylko z opowieści, podobnie jak okupację hitlerowską, gdyż urodził się po wojnie. Historia matki skłoniła go do dogłębnego studiowania dziejów minionej wojny i propagowania wśród młodzieży "pro publico bono" wiedzy na temat Holokaustu oraz działalności ruchu oporu podczas II wojny światowej. Nie ma więc powodu nie ufać tej relacji, tym bardziej, że książka została zaopatrzona w szczegółowe przypisy wskazujące źródła, z których autorzy korzystali. Ta część publikacji, która przedstawia kulisy całego przedsięwzięcia - wybranie i urządzenie miejsca na kryjówkę, sprytne zamaskowanie go oraz codzienne starania, aby zapewnić ukrywanym osobom bezpieczeństwo - była dla mnie niezwykle interesująca. Tym bardziej, że autorzy przedstawiali rzetelnie tło historyczne. W tej części publikacji możemy dowiedzieć się m.in. o tym, jak trudno było zdobyć jedzenie dla tylu "dodatkowych" osób. W okupowanej Holandii panował głód, żywność była reglamentowana i organizatorzy Tajnej Kryjówki musieli zdobywać fałszywe kartki na żywność lub kupować ją nielegalnie u rolników. Zbyt duża ilość jedzenia kupowana za jednym razem zawsze budziła niezdrowe zainteresowanie. A uliczne rewizje posiadanego przy sobie bagażu przeprowadzane przez żandarmów lub esesmanów nie należały do rzadkości. Przedsięwzięcie było więc trudne a Niemcom skwapliwie pomagali holenderscy urzędnicy oraz niemałe grono złodziei pożydowskiego mienia i szmalcowników. Również wśród najbliższych krewnych Elizabeth znalazła się osoba kolaborująca z nazistami i to właśnie ona była przez wszystkich członków rodziny obwiniana o wydanie Niemcom rodziny Franków, chociaż nie ma na to dowodów. 🔰" Na przekór iluzji, w której dorastaliśmy Voskuijlowie nie różnili się zbytnio od innych amsterdamskich rodzin czasu wojny, w których członkowie ruchu oporu i kolaboranci często żyli pod jednym dachem." (s. 15) Autorzy nie upiększają obrazu okupacyjnej rzeczywistości i bez ogródek piszą o tym, jak wielu Holendrów kolaborowało z nazistami. 🔰"Niemcy zarządzali holokaustem w Holandii, ale to Holendrzy byli jego wykonawcami i chodzili przy tym - by posłużyć się słowami Adolfa Eichmana - "jak w zegarku". Historycy ujawnili skalę naszej kolaboracji, w której uczestniczyło, według jednego z wyliczeń, pół miliona obywateli. Z kolei niemieckich oficerów w żadnym momencie okupacji nie przebywało w Amsterdamie więcej niż sześćdziesięciu (choć duża ilość poborowych czyniła niemiecką obecność zauważalną). Co oznacza, że - ogólnie rzecz biorąc - to Holendrzy zatrzymywali Żydów, to holenderscy biurokraci sporządzali mapy i listy umożliwiające ich zlokalizowanie, to holenderscy urzędnicy przejmowali ich majątek i wbijali literę"J" do ich dokumentów tożsamości. (...) Jeżeli nie liczyć kilku bohaterskich wyjątków, przedstawiciele holenderskich służb porządkowych skwapliwie zaakceptowali swoje nowe obowiązki łowców Żydów. "Gdy idzie o kwestię żydowską - powiedział w 1942 roku Johann Rauter, urodzony w Austrii szef amsterdamskiego SS, do swojego przełożonego Heinricha Himmlera - policja holenderska spisuje się znakomicie, pracuje w dzień i w nocy i łapie setki Żydów". Jak stwierdził po wojnie inny oficer SS, Willy Lages: "nie bylibyśmy w stanie aresztować nawet dziesięciu procent Żydów "bez pomocy miejscowych policjantów." (s. 25/26) Do dzisiaj nie ustalono, jednoznacznie i ponad wszelką wątpliwość, kto ujawnił istnienie Tajnej Kryjówki. Historia ukrytych tam Żydów miała dramatyczny finał w momencie, gdy już powszechnie wiedziano, że Hitler wkrótce poniesie klęskę. Po wojnie, gdy jedyny z całej rodziny ocalały z Holokaustu Otto Frank założył Fundację Domu Anne Frank i opublikował ocalałe dzienniki córki, los dziewczynki stał się ważnym świadectwem Zagłady, chociaż nie brakowało prób podważania autentyczności jej zapisków i negowania Holokaustu w ogóle. Ale jak powiedziały Szymon Wiesenthal: 🔰"Dziennik Anne Frank wywarł znacznie większe wrażenie niż wszystkie procesy norymberskie. Bo nikt nie potrafi utożsamić się ze stosami trupów. Natomiast to zwyczajne czternastoletnie dziecko... Ludzie czytający ten dziennik pomyślą: "To mogła być moja córka albo moja wnuczka, albo siostra". (s. 140) W dalszej części książki znajdujemy obszerne relacje o losach aresztowanych Żydów i powojennym śledztwie, które nie wykryło sprawcy ujawnienia Tajnej Kryjówki, informacje o badaniach kryminalistycznych "Dziennika" Anne Frank, które potwierdziły jego autentyczność i ustaliły ponad wszelką wątpliwość, że wszystkie naniesione w nim zmiany zostały zapisane przez jego autorkę oraz opowieść o powojennych losach Holendrów, którzy ukrywali rodzinę Franków. Jak wynika z relacji syna, Elizabeth Voskuijl nigdy nie pogodziła się ze śmiercią Anne Frank i nigdy nie zapomniała o przeszłości, przez lata zmagała się z epizodami ostrej depresji. Według mnie na tych informacjach książka powinna zostać zakończona. Tymczasem Joop van Wijk-Voskuijl nie może zamilknąć i niestrudzenie opowiada o nieudanym małżeństwie matki, kolejnych dzieciach, które wydawała na świat, kłótniach i niesnaskach w rodzinie, zmusza nas do poznawania swojej biografii oraz historii nieudanego małżeństwa, do oglądania fotografii z familijnych uroczystości, podobizn wujków, ciotek, babci, swojej córki, wnucząt itp., itd. Ta rodzinna telenowela bez związku z tematem książki budzi naprawdę duży niesmak. 🇵🇱 Wspominane są hitlerowskie obozy koncentracyjne na terenie Polski, do których wywożeni byli holenderscy Żydzi.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 7 6 miesięcy temu
70 lat mojego dzieciństwa, czyli niech pan powie coś wesołego Stefan Friedmann
70 lat mojego dzieciństwa, czyli niech pan powie coś wesołego
Stefan Friedmann
"Siedemdziesiąt Lat Mojego Dzieciństwa, czyli Niech Pan Powie coś Wesołego" to poruszająca i niezwykle osobista książka, w której Stefan Friedman dzieli się swoimi wspomnieniami z okresu dzieciństwa i rozwoju kariery zawodowej. To głęboko wzruszające wspomnienia, którymi dzieli się z czytelnikami. Friedman zawsze stara się znaleźć coś wesołego w otaczającej go rzeczywistości. Jego siła i determinacja są niewiarygodnie inspirujące, a czytelnik odnajduje się w jego doświadczeniach, włączając się w podróż emocjonalną. Narracja Friedmanna jest przystępna, a styl pisania lekki, co czyni tę książkę dostępną dla szerokiego grona czytelników. Autor wplata smakowite szczegóły z codziennego życia, a także zabawne anegdoty, które stanowią odpowiednie równowagę dla ciężkich tematów, jakie porusza. Choć "Siedemdziesiąt Lat Mojego Dzieciństwa, czyli Niech Pan Powie coś Wesołego" to historia jednego człowieka, to zawiera w sobie uniwersalne przesłanie o sile ludzkiego ducha i znaczeniu nadziei w najtrudniejszych chwilach. Ta książka nie tylko dostarcza wiedzy historycznej, ale również inspiruje do refleksji nad ludzką kondycją. Jest ona poruszającą, mądrą i inspirującą lekturą. To wyjątkowe wspomnienia, które przypominają nam o sile ludzkiego ducha w obliczu największych tragedii. Gorąco polecam tę książkę wszystkim czytelnikom, którzy poszukują książki na prezent. Bardzo dobrze wydana, z pięknymi zdjęciami, ładnie wygląda na półce. To niezwykła lektura, która pozwala nam zrozumieć, jak wielką siłę ma człowieczeństwo i jak ważne jest, by nigdy nie zapominać o tragicznych wydarzeniach z przeszłości. To prawdziwe świadectwo o przetrwaniu i o sile ludzkiego ducha. A teraz przy okazji wojny warto o tym pamiętać, aby taka tragedia się nie powtórzyła. Moim zdaniem warto przeczytać tę książkę z ciekawości, bo często zapominamy, że aktorzy i inni sławni to też ludzie z krwi i kości. Brawa dla autora za podzielenie się nim z nami. Jego niezłomna determinacja, by odnaleźć radość i nadzieję w najtrudniejszych chwilach, jest niezwykle inspirująca.
Bettygreen - awatar Bettygreen
ocenił na 7 1 rok temu
Czarna torebka Agata Tuszyńska
Czarna torebka
Agata Tuszyńska
Wysłuchana jako audiobook w Empik Go, lektor Agata Tuszyńka - autorka (ok). Polecona przez aplikację LC, zainteresowała mnie inf. z opisu książki, że są to wspomnienia autorki o losach babki Żydówki w czasie 2WŚ, ale wyjątkowo niezwykłe było dla mnie to, że zgodnie z tymże opisem, autorka dowiedziała się, że jest Żydówką kiedy skończyła 18 lat. Mocno to mnie uderzyło i zadziałało na wyobraźnię, coś jak wybuch granatu w poczuciu tożsamości, samoświadomości i przynależności. W książce ten aspekt nie jest poruszony, autorka skupia się na próbie odtworzenia historii życia swojej nieznanej babki. Nieznanej nie tylko dlatego, że babka zmarła na długo przed jej urodzinami, nieznanej także dlatego, że rodzina (jak wiele, niezależnie od pochodzenia) wybrała przemilczanie trudnych i traumatycznych wątków własnej historii, a dodatkowo działania podjęte, by zapewnić możliwość przeżycia kataklizmu 2WŚ, pogmatwały historię Adeli (Deli) Goldstein. Tytułowa czarna torebka nie pomaga w poznaniu Deli, cała jej zawartość przemyślana została starannie aby zbudować bezpieczną postać Zofii Zmiałowskiej. Obrazki dokumentujące właściwe wyznanie, przepisy kulinarne na dania, których nigdy nie przygotowywała przed wojną, kalendarzyk z zaznaczonymi świętami, których wcześniej nigdy nie świętowała. Wszystko to nie pomaga poznać babki, ale wiele mówi o jej życiu i o czasach, w których żyła. A co mówi o ludziach, którzy jej zgotowali taki los? Niezbyt obszerna, ale poruszająca opowieść o wielkiej historii w życiu zwykłej nauczycielki szkoły podstawowej oraz o tęsknocie i potrzebie poznania własnych przodków.
Agnieszka_Lech - awatar Agnieszka_Lech
ocenił na 7 29 dni temu
Rodziewicz–ówna. Gorąca dusza Emilia Padoł
Rodziewicz–ówna. Gorąca dusza
Emilia Padoł
Rozczarowała mnie ta książka. Autorka, Emilia Padoł, podeszła do tematu bardzo rzetelnie, dotarła do mnóstwa materiałów pisanych i innych relacji, wywiadów, listów, wypowiedzi samej Rodziewiczówny i osób, które miały z nią jakąkolwiek styczność, wreszcie do obfitej działalności literackiej pisarki. W książce zamieszczone są wszystkie dostępne fotografie Marii Rodziewicz, która nie lubiła się fotografować i unikała styczności z kamerą i aparatem dosyć skutecznie. I tu uwaga: stare fotografie czarno-białe naprawdę wymagają retuszu, by można było na nich coś zobaczyć; w wielu wypadkach jedynie opis autorki tekstu pozwalał dojrzeć szczegóły, na oko niewidoczne. A jednak – rozczarowanie. Rodziewiczówna była autorką niezwykle płodną, pisała łatwo i wydawała swoje książki jedna za drugą. Cieszyły się one dużym zainteresowaniem, miały liczne wznowienia i bez wątpienia dochód z tych publikacji stanowił znaczny udział w budżecie pisarki. Moim zdaniem, ich poczytność brała się nie tyle z wnikliwości i odkrywczego oglądu rzeczywistości, ale – wprost przeciwnie – z niemal baśniowej aury, ckliwie romansowego charakteru, mało pogłębionej psychologii postaci bohaterów, wyraźnie podzielonych na stuprocentowo pozytywne i całkowicie negatywne, ogólnej poczciwości opisanego świata. Najcenniejszym wkładem pisarki jest zanurzenie świata przedstawionego w opisach przyrody na polskich kresach, lasów, zwierząt, ptaków, mokradeł, błot… W tej dziedzinie Rodziewiczówna spokojnie może konkurować ze swą wielka poprzedniczka Elizą Orzeszkową. Świat przedstawiony w książkach Rodziewiczówny jest jednak niesłychanie anachroniczny, jak z czytanek dla dzieci. Reprezentuje ona poglądy bardzo tradycjonalistyczne, uparcie broniąc sprawy z góry przegranej, czyli utrzymania polskości i katolickości Kresów i panującego tam porządku. Niechętnie i bez zrozumienia odnosi się do aspiracji emancypacyjnych chłopów poleskich, do wyznania prawosławnego, nie mówiąc już o Żydach czy innych nacjach. Ignoruje przy tym fakt, że Polacy i katolicy są tam grupą mało liczną (25% Polaków wobec 42% Białorusinów, 18% Ukraińców, 10% Żydów, zgodnie ze spisem powszechnym z roku 2021). 79% mieszkańców Polesia wyznawało prawosławie, 12% - judaizm, ledwo 8% katolicyzm. Ale to Polacy byli głównymi właścicielami ziemi, to Polacy pełnili urzędy w odrodzonej Rzeczpospolitej. Autorka biografii do tej anachroniczności nie przywiązuje zbyt wielkiej wagi. Rodziewiczówna jako urodzona społecznica buduje kościoły katolickie, sprowadza relikwie, pomaga klasztorom, zakłada szkółki wiejskie z językiem polskim. Słowem – po wiekach rusyfikacji tych ziem zabiera się ochoczo za ich polonizację. To się musiało skończyć tragedią. I skończyło się, kiedy to biedni, ciemni, ograniczeni i upośledzeni społecznie chłopi masowo przestąpili do rzezi i rabunku z chwilą, kiedy polskie Kresy zajęła Armia Czerwona. Maria Rodziewiczówna aż do ostatnich chwil życia nie zdobyła się na refleksję; przeciwnie, w wielu wypowiedziach podkreśla narodowo-katolickie prawa do Kresów, do posiadania tam ziemi i rzędu dusz. Krytykuje nawet zabiegi rządów II RP w kierunku parcelacji dużych dóbr ziemskich, uważając to za rabunek i złodziejstwo, ewentualnie godząc się na to, by w parcelacji wzięli udział wyłącznie Polacy. Potępia wojewodę wołyńskiego Józewskiego, który starał się o porozumienie z Ukraińcami; pochwala wojewodę poleskiego Kostka-Biernackiego, który ostro i stanowczo rozprawiał się z białoruskimi „komunistami”. Zbyt napięta struna pęka! – tego pisarka nie dostrzegła. Autorka biografii Rodziewiczówny niewspółmiernie większą wagę przywiązuje do niebinarności pisarki. Rodziewiczówna wglądała jak mężczyzna, krótko ścinała włosy, nosiła ubrania o wyraźnie męskim charakterze, koszule, marynarki, krawaty, buty (zresztą oksfordy dobrej jakości). Nigdy nie wyszła za mąż, mieszkała przez lata z przyjaciółkami, Jadwigą Skirmuntt i Heleną Weychert. Sama, przy pomocy przyjaciółek i służby, prowadziła duże gospodarstwo rolne, hodowała warzywa, owoce, krowy, owce, pszczoły. Narzekała na to, że podatki od gospodarstwa są za wysokie, ale nie sprzedała ani nie chciała oddać ani jednego ara ziemi. Miała ożywione kontakty z różnymi organizacjami powstałymi podczas tworzenia się zrębów odrodzonego państwa polskiego. Na dłużej związana była jednak głównie z organizacjami katolickimi, chrześcijańską demokracją, zakonem urszulanek itp. Emilia Padoł nie znalazła ani jednego świadectwa pisanego, które świadczyłoby o seksualności, feminizmie czy w ogóle bardziej wywrotowych poglądach pisarki na tzw. kwestię kobiecą. Owszem, przytacza rozmaite plotki, anegdoty, a nawet fragment szopki politycznej z 1937 roku. Wydaje się jednak, że sprawę nieheteronormatywności Rodziewiczówny usiłuje koniecznie umieścić w jakimś kontekście, szuka potencjalnych kontaktów z pierwszymi polskimi feministkami, i to jej nie bardzo wychodzi. Podobnie wygląda sprawa przypisywania Rodziewiczównie na siłę jakichś pozytywnych poglądów. Szczególnie rażące były próby powiązania jej z organizacjami pomagającymi Żydom. Ponieważ pisarka kontaktowała się z Zofia Kossak-Szczucką, a więc „na pewno” miała udział w akcji pomocy uciekinierom z getta, mimo że nie ma na ten temat żadnych dowodów. Niestety, jest wręcz przeciwnie: Rodziewiczówna w czasach okupacji mieszkała na rogu Marszałkowskiej i Królewskiej, tuż przy granicy getta, i to nawet podczas tragicznego powstania w kwietniu 1943 roku. I na ten temat ani razu się nie wypowiedziała. Pomagała, owszem, ale Polakom. Nie sposób wytłumaczyć tego inaczej, jak uprzedzeniami narodowościowymi. Dobrze, ze Emilia Padoł o tym napisała; szkoda, że nie skomentowała. Książkę czyta się dość mozolnie. Męczące są przeskoki czasowe, wtręty objaśniające kontekst historyczny w szerokim aspekcie, czasem zdecydowanie na wyrost. Mimo wszystko przeczytać warto. Polecam.
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na 6 9 miesięcy temu
Żyje się tylko dziś. Nowa biografia Astrid Lindgren Jens Andersen
Żyje się tylko dziś. Nowa biografia Astrid Lindgren
Jens Andersen
„Żyje się tylko dziś. Nowa biografia Astrid Lindgren” Jensa Andersena to trzecia biografia Astrid Lindgren, jaką przeczytałam. Sam fakt sięgnięcia po kolejną książkę poświęconą tej autorce świadczy o dużym szacunku, jakim ją darzę, oraz o przekonaniu, że jej twórczość ma realną wartość, także poza literaturą dziecięcą. Astrid Lindgren jest postacią, która doczekała się wielu opracowań biograficznych, dlatego każda kolejna publikacja siłą rzeczy budzi pytania o jej sens i oryginalność. Biografię Andersena czyta się zaskakująco dobrze. To jedyna znana mi biografia Astrid Lindgren napisana przez mężczyznę i jednocześnie najbardziej przystępna ze wszystkich, które dotąd czytałam. Autor prowadzi narrację w sposób uporządkowany i zrozumiały, dzięki czemu książka może trafić także do czytelników, którzy wcześniej nie sięgali po biografie tej autorki. Warto jednak zaznaczyć, że publikacja w dużej mierze opiera się na pierwszej biografii autorstwa Margarety Strömstedt. Andersen często odwołuje się do jej ustaleń, co sprawia, że książka nie wnosi istotnie nowych informacji i nie ma charakteru przełomowego. Mimo płynnej narracji i przystępnego stylu, podczas lektury towarzyszyło mi poczucie niedosytu. Astrid Lindgren została tu przedstawiona dość powierzchownie. Brakuje pogłębionego, psychologicznego spojrzenia na jej osobowość, motywacje i wybory życiowe. Całość sprawia momentami wrażenie książki podporządkowanej określonym tezom autora, co ogranicza wielowymiarowość portretu tak znanej postaci. Autor porusza wątek romansu Astrid Lindgren oraz narodzin jej nieślubnego dziecka, jednak proporcje poświęconej im uwagi w zestawieniu z innymi aspektami jej życia wydają się nie do końca wyważone. Szczególnie odczuwalny jest brak równowagi w przedstawieniu jej życia prywatnego, zwłaszcza w kontekście małżeństwa, które w innych źródłach bywa opisywane szerzej i pełniej. Nie jest to zła biografia, ale raczej solidne i przystępne wprowadzenie do historii życia Astrid Lindgren. Poleciłabym ją osobom, które dopiero zaczynają interesować się jej biografią. Bardziej wymagający czytelnicy mogą jednak odczuć potrzebę sięgnięcia po inne, bardziej pogłębione opracowania.
Roksana - awatar Roksana
oceniła na 7 2 miesiące temu
Portrety kobiet niezwykłych Stefania Lazar
Portrety kobiet niezwykłych
Stefania Lazar
"Portrety kobiet niezwykłych” autorstwa Stefanii Lazar to pozycja, która udowadnia, że historia nie ma jednej płci, a jej najciekawsze rozdziały często pisane były drobnym pismem na marginesach oficjalnych kronik. Autorka serwuje nam literacką galerię postaci, które wymykają się schematom swoich epok, oferując czytelnikowi nie tylko suchy zestaw faktów, ale przede wszystkim emocjonalny wgląd w życie kobiet wybitnych, choć nierzadko zapomnianych. Zawartość książki to starannie wyselekcjonowany zbiór biografii, które łączą rzetelność historyczną z niemal beletrystyczną lekkością narracji. Lazar nie ogranicza się do jednego kręgu kulturowego, dzięki czemu otrzymujemy fascynujący przekrój postaw. Wśród bohaterek znajdziemy m.in. postać Anny Wazówny – królewny, która zamiast dworskich intryg wybrała botanikę i niezależność, stając się jedną z najlepiej wykształconych kobiet swoich czasów. Autorka z wielką czułością odmalowuje także sylwetkę Simony Kossak, krakowskiej zoopsycholożki, która porzuciła blichtr wielkiego świata dla życia w puszczańskiej leśniczówce, udowadniając, że empatia wobec natury jest najwyższą formą inteligencji. Nie zabrakło również miejsca dla postaci takich jak Maria Skłodowska-Curie, ukazaną jednak nie przez pryzmat dwóch Nobli, lecz jako upartą, pełną pasji kobietę walczącą z systemowym wykluczeniem. To, co wyróżnia tę publikację, to unikanie hagiograficznego tonu. Lazar nie stawia swoim bohaterkom pomników z lukru; pokazuje ich lęki, błędy i chwile słabości, co czyni te portrety niezwykle ludzkimi. Konstrukcja rozdziałów pozwala na dawkowanie lektury, choć styl autorki sprawia, że trudno oderwać się od kolejnych stron. Język jest soczysty, pełen detali z epoki, które pozwalają niemal poczuć zapach dawnych aptek czy chłód klasztornych cel. Przyznaję tej książce solidne 8/10. To pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, że „siła kobiet” to nie współczesny slogan, lecz fundament naszej cywilizacji. Choć niektóre biogramy pozostawiają lekki niedosyt, budząc apetyt na szerszą monografię, to właśnie ta zwięzłość jest największym atutem zbioru – działa on jak iskra rozbudzająca ciekawość. Lazar skutecznie przywraca głos tym, które zbyt długo milczały w cieniu mężczyzn, robiąc to z klasą, inteligencją i ogromnym szacunkiem do źródła. „Portrety kobiet niezwykłych” to nie tylko lekcja historii, to przede wszystkim manifest odwagi. Książka przypomina, że bycie „niezwykłą” nie zawsze oznacza wielkie czyny na polu bitwy; czasem to po prostu odwaga, by żyć po swojemu, wbrew oczekiwaniom otoczenia. To lektura inspirująca, napisana z pasją, która zostaje w głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony. Idealny wybór dla tych, którzy w literaturze szukają autentyczności i ducha buntu ubranego w elegancką formę.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Dyktatorzy mody. Wzloty, upadki, skandale Iwona Kienzler
Dyktatorzy mody. Wzloty, upadki, skandale
Iwona Kienzler
Iwona Kienzler to jedna z najpłodniejszych polskich autorek biografii i książek popularnonaukowych, znana z rzetelnego podejścia do historii życia codziennego oraz umiejętności wyłuskiwania pikantnych detali z życiorysów wielkich postaci. W swojej publikacji „Dyktatorzy mody. Wzloty, upadki, skandale” bierze pod lupę tytanów wybiegów, odzierając ich z blichtru i pokazując, że za fasadą luksusu często kryły się dramaty. Moja ocena to solidne 7/10 – to książka fachowa, napisana z dużym profesjonalizmem, stanowiąca doskonałe kompendium wiedzy o mroczniejszej stronie haute couture. Autorka zaczyna z wysokiego C, przywołując najważniejsze skandale, które wstrząsnęły branżą. Czytelnik dowie się o kontrowersyjnych powiązaniach Coco Chanel z Abwehrą podczas wojny, tragicznej śmierci Gianniego Versace czy mrocznych kulisach imperium Gucci, gdzie rodzinna chciwość doprowadziła do morderstwa. Kienzler rzetelnie opisuje także upadek Johna Galliano, którego kariera załamała się po antysemickim incydencie, przypominając, że w świecie mody granica między uwielbieniem a banicją jest niezwykle cienka. Fabuła: Historia tkanina po tkaninie Książka nie posiada klasycznej fabuły, lecz jest fachowo skonstruowanym zbiorem esejów biograficznych. Autorka prowadzi nas przez dekady, pokazując, jak moda zmieniała się wraz z obyczajowością. Kienzler rzetelnie analizuje, jak wielcy projektanci – od Christiana Diora po Yves Saint Laurenta – nie tylko tworzyli ubrania, ale kreowali nowe typy kobiecości i męskości. Każdy rozdział to zamknięta opowieść o ambicji, która często prowadziła do uzależnień, samotności i finansowych ruin. Atuty: Profesjonalizm i lekkość pióra Największą siłą publikacji jest profesjonalizm autorki w łączeniu faktów historycznych z anegdotą. Kienzler wykazuje się dużą fachowością, nie oceniając swoich bohaterów, lecz pokazując ich jako ludzi z krwi i kości, często uwięzionych w pułapce własnego geniuszu. Książka jest rzetelnie udokumentowana, co czyni ją wartościową pozycją dla każdego, kto interesuje się socjologią mody. Przeglądowy charakter: Ze względu na dużą liczbę opisanych postaci, niektóre życiorysy mogą wydawać się potraktowane zbyt skrótowo. Brak ilustracji: W książce o modzie rzetelny materiał ikonograficzny jest kluczowy; jego niedosyt może być odczuwalny dla czytelników wizualnych. „Dyktatorzy mody” to rzetelna i wciągająca lektura, która udowadnia, że najciekawsze w modzie jest to, co dzieje się za kulisami. Iwona Kienzler wykonała fachową pracę, zamieniając suche fakty w porywającą opowieść o ludzkich słabościach.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Pszoniak. Fragmenty Małgorzata Terlecka- Reksnis
Pszoniak. Fragmenty
Małgorzata Terlecka- Reksnis
Małgorzata Terlecka – Reksnis "Pszoniak" Fragmenty, Dawno już nie miałam w rękach tak dobrze zrealizowanego wywiadu – rozmowy o byciu aktorem. Uporządkowanego, z dużą ilością frapujących pytań i jeszcze większą – odpowiedzi nie dotyczących jedynie samej techniki budowania roli, ale przede wszystkim o byciu odgrywaną postacią, budowaniu jej emocji, tworzeniu dramaturgii czasem tylko przez drobny gest, determinacji w bronieniu swoich pomysłów. Tak właśnie odbieram tę wydaną niedawno przebogatą rozmowę z nieżyjącym już Wojciechem Pszoniakiem, przeplataną osobistymi notatkami, uzupełnioną na końcu książki o spis ról teatralnych oraz filmowych wraz z pojawiającymi się przedrukami z prasy ich recenzjami, a nawet alfabetycznym spisem nazwisk postaci, które pojawiają się na kartach książki. Uwielbiałam Wojciecha Pszoniaka za wielkie kreacje aktorskie jakże różnorodnych postaci. Łobuzerski, nie przebierający w środkach, jednocześnie pełen tragizmu Moryc Welt. Fanatyczny, zdeterminowany Robespierre. Idący z dziećmi na śmierć Janusz Korczak. Ponadto wiele świetnych ról dramatycznych odegranych na deskach teatrów we Francji, zagranicznych filmów czy też czas poświęcony występom w Kabarecie pod Egidą. Mimika Wojciecha Pszoniaka jako nie rozumiejącego zabawnej historyjki, ktorą opowiada Piotr Fronczewski w skeczu "Awas", bawi niezmiennie. Na koniec jeszcze krótki wpis do notesu powstały w 1976 roku. "Ci, którzy uważają, że miarą wartości artystycznej jest popularność, popełniają błąd. W sztuce aktorskiej liczy się umiejętność nawiązywania intymnego kontaktu z widzem."
urszula_gala - awatar urszula_gala
oceniła na 9 1 rok temu

Cytaty z książki Jam jest Alina

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Jam jest Alina