rozwiń zwiń

Pastuszkowie, gazeciarze, tkaczki. Jak zmuszano dzieci do pracy

Okładka książki Pastuszkowie, gazeciarze, tkaczki. Jak zmuszano dzieci do pracy
Magdalena Kopeć Wydawnictwo: Wielka Litera reportaż
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2025-05-21
Data 1. wyd. pol.:
2025-05-21
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383601472
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pastuszkowie, gazeciarze, tkaczki. Jak zmuszano dzieci do pracy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pastuszkowie, gazeciarze, tkaczki. Jak zmuszano dzieci do pracy



książek na półce przeczytane 660 napisanych opinii 660

Oceny książki Pastuszkowie, gazeciarze, tkaczki. Jak zmuszano dzieci do pracy

Średnia ocen
7,1 / 10
90 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1134
739

Na półkach:

Trwająca w Europie (w tym Polsce) rewolucja przemysłowa dokonała znaczącego przeobrażenia społeczeństw, zastąpienia manufaktur fabrykami, masowego odpływu mieszkańców wsi do miast oraz gwałtownego wzrostu produkcji. Jednocześnie jednak niosła ze sobą różnego rodzaju zagrożenia oraz negatywne zjawiska społeczne.

W XIX i I połowie XX w. do ciężkiej pracy na polach, fabrykach oraz kopalniach najmowano dzieci i młodzież, odbierając im szansę na naukę, zabawę i wykształcenie. Często pod presją rodziców narażali swoje zdrowie i życie harując za kilka groszy w nieludzkich warunkach. Ich dzieciństwo naznaczone było przemocą, brakiem wolnego czasu oraz nawiązania prawidłowych relacji z rówieśnikami. W tamtych czasach niewielu było w stanie zdobyć się na walkę o swoją godność oraz poprawę swojego bytu. Większość zaś nadal żyła w atmosferze strachu i nie miała szans, by zadecydować o swojej przyszłości.

Choć sam podziwiam autorkę za odwagę, jaką było zmierzenie się z tematem zmuszania dzieci do niewolniczej pracy, to sama forma książki nie do końca przypasowała mi do gustu. Moim zdaniem mogłaby zostać lepiej napisana a niektóre zagadnienia bardziej pogłębione. Nie jest to zła lektura, jednakże od samej autorki oczekiwałem zdecydowanie więcej, jeśli chodzi o treść.

Trwająca w Europie (w tym Polsce) rewolucja przemysłowa dokonała znaczącego przeobrażenia społeczeństw, zastąpienia manufaktur fabrykami, masowego odpływu mieszkańców wsi do miast oraz gwałtownego wzrostu produkcji. Jednocześnie jednak niosła ze sobą różnego rodzaju zagrożenia oraz negatywne zjawiska społeczne.

W XIX i I połowie XX w. do ciężkiej pracy na polach, fabrykach...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

337 użytkowników ma tytuł Pastuszkowie, gazeciarze, tkaczki. Jak zmuszano dzieci do pracy na półkach głównych
  • 221
  • 112
  • 4
58 użytkowników ma tytuł Pastuszkowie, gazeciarze, tkaczki. Jak zmuszano dzieci do pracy na półkach dodatkowych
  • 20
  • 12
  • 9
  • 6
  • 5
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Magdalena Kopeć
Magdalena Kopeć
Magdalena Kopeć – polska pisarka, historyczka i muzealniczka.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wyspa niechcianych kobiet Agata Komosa-Styczeń
Wyspa niechcianych kobiet
Agata Komosa-Styczeń
"Wyspa niechcianych kobiet" Agaty Komosy-Styczeń to naprawdę dobry reportaż. Szczególnie, że pokazuje również współczesne mechanizmy funkcjonowania społeczeństwa - nie tylko duńskiego, choć Dania wydaje się tutaj świetnym przykładem dla ukazania pewnych problemów. Myślę, że fakt, że jeszcze zupełnie niedawno, bo w latach 50. ubiegłego wieku (ostatnie rezydentki wyspy Sprogø opuściły ją dopiero w 1961 roku!) działał odizolowany ośrodek dla "trudnych" kobiet, może bulwersować, ale przede wszystkim smuci. Autorka opowiada bowiem o niezwykle skomplikowanym dochodzeniu Danii do statusu państwa dobrobytu, gdzie wspólnota i dobro społeczne stoją na tak wysokim poziomie. Po drodze bowiem zdarzyły się eksperymenty (nie potrafię tego inaczej nazwać) o paramedycznym charakterze. Takim jak ośrodki Christiana Kellera, który w założeniu miał na celu dbanie o komfort podopiecznych. Paramedycznym, ponieważ nie zakładał on oparcia na rzetelnych badaniach i diagnozach, ale w gruncie rzeczy widzimisię grupy osób, którym przyznano funkcję decydentów. Byli wśród nich nie tylko lekarze. Wspierały ich także inne instytucje i ich pracownicy, np. opieka społeczna i szkoła. To na mocy ich rekomendacji kobiety w trudnej sytuacji, najczęściej pochodzące z ubogich domów, niewykształcone, mające wiele innych problemów, samotnie wychowujące dzieci, kwalifikowano jako upośledzone i niezdolne do życia w społeczeństwie. Wystarczył komentarz nauczyciela, opiekuna społecznego, czasem również członka rodziny i nieodpowiednio wysoka liczba punktów z testu na inteligencję, żeby kobieta wytypowana została do przeniesienia na wyspę. Wszystko to w imię jej dobra. Wybija się z tego niesprawiedliwość społeczna i różnica w sposobie traktowania kobiet i mężczyzn, a także brak wsparcia dla ofiar przemocy seksualnej i domowej, którymi najczęściej takie kobiety były. To również historia o tym, jak ograniczano prawa osób "upośledzonych umysłowo" (choć przecież sposób, w jaki pozyskiwano wiedzę o niepełnosprawności umysłowej przyszłej rezydentki błagał o litość...). Od kobiet ze Sprogø odwracały się nawet feministki. A raczej powinnam napisać inaczej - widziały w nich szansę na przekonanie do własnych postulatów. I to wcale niestety nie oznaczało okazania wsparcia pacjentkom Zakładów Kellera. Tu dochodzimy do niewygodnych wątków eugeniki i przymusowej sterylizacji kobiet. Tak, kobiety ze Sprogø poddawane były temu nieodwracalnemu zabiegowi w imię czystości społecznej, choć chyba nie jest wielkim nadużyciem napisać - rasy. A ówczesne środowiska feministyczne wcale nie widziały w tym niczego złego... Wręcz przeciwnie. Autorce trudno było porozmawiać ze współczesnymi feministkami w Danii na temat ośrodka na wyspie, ponieważ odmówiły one odpowiedzi na pytania reporterki. Odnoszę przy tym wrażenie, że autorce samej trudno było przyjąć do wiadomości taki stan rzeczy, co na pewno wynika z zupełnie innego postrzegania niektórych środowisk, także w Polsce. Ta niepewność i fakty skłaniają jednak do pewnych refleksji i wniosków. Pewnych rzeczy nie da się obronić. Bardzo polecam lekturę tej książki. I bardzo współczuję wszystkim rezydentkom Sprogø - nie doczekały się one porządnych przeprosin od państwa, które odebrało im nie tylko lata życia, ale przede wszystkim wybór. https://www.instagram.com/p/DJymM2AtfeB/ https://www.facebook.com/JustynaCzytuje/
justynazwanaruda - awatar justynazwanaruda
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala Grzegorz Łyś
Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala
Grzegorz Łyś
Grzegorz Łyś w reportażu „Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala” przedstawia historię szpitala psychiatrycznego zbudowanego w 1891 r. w Pruszkowie, w dzielnicy Tworki. Autor opisuje założenia szpitala oraz to, jak funkcjonował przez lata, przedstawia pracowników i ich rodziny. Nie zabrakło tu też historii psychiatrii, ani polityki – bo ta nierozerwalnie była z tą dziedziną medycyny związana. To tak naprawdę opowieść, która sięga daleko poza mury szpitalne. Z jednej strony to dobrze, bo dostajemy kompleksową opowieść o stanie psychiatrii na przełomie wieku, a z drugiej szkoda, bo objętość książki jest niewielka, więc dostajemy dużo informacji, ale jednak dość pobieżnie opisanych. Znajdziecie tutaj sporo dat, nazwisk lekarzy, nieco opisów tego, jak funkcjonował szpital, jakich metod leczenia używano. Nie ma jednak wielu opisów pacjentów, konkretnych historii. A nie ma co ukrywać, że raczej takich historii oczekujemy, kiedy czytamy opowieści ze szpitali psychiatrycznych. Przez ich brak ma się wrażenie, że książka jest pozbawiona emocji i stanowi jedynie zbiór „suchych” faktów. Ciekawy był wątek działania szpitala podczas niemieckiej okupacji podczas II wojny światowej, niestety tu również mam poczucie, że można było z niego wyciągnąć więcej. Jako reportaż całość się broni. Nie będzie to najbardziej fascynująca historia o szpitalu psychiatrycznym, jaką przeczytacie, ale przecież nie takie jest zadanie tego gatunku. Jeżeli to temat, który was interesuje, to „Przystanek Tworki” warto przeczytać. Więcej recenzji na profilu https://www.instagram.com/sczytalim/
Ania - awatar Ania
oceniła na 7 29 dni temu
Noski. Tak ćpają polskie dzieci Piotr Mieśnik
Noski. Tak ćpają polskie dzieci
Piotr Mieśnik Magda Mieśnik
Noski, tak ćpają polskie dzieci 22/52 Dziewięciolatek na haju? Wydaje się niemożliwe. A jednak... Autorzy brutalnie zrywają klapki z oczu dorosłych. Siadłam do Nosków ze spokojem. Wiedziałam, że lektura nie będzie przyjemna, ale miałam poczucie, że nic mnie tu nie zaskoczy. Jako nastolatka naczytałam się Ćpunów, Dzieci z dworca zoo, czy Pamiętników narkomanki. Na studiach sporo uczyłam się o uzależnieniach. Potem co prawda temat zniknął z mojego radaru, ale myślałam, że wciąż wiem o co chodzi. Nie wiedziałam... Reportaż pokazuje smutne oblicze polskiej, dziecięcej narkomanii. Kiedyś pijane dziecko było ewenementem. Dziś, codziennie na oddział trafiają młodzi ludzie w wieku 8-18 lat, w stanie psychozy po zażyciu środków. Pandemia tylko przyspieszyła i wzmocniła problem. Autorzy przeprowadzają wywiady z osobami uzależnionymi, ich rodzicami, dilerami, lekarzami i terapeutami. Temat poznajemy z każdej strony. A obraz, który otrzymujemy nie napawa optymizmem. Wszyscy rozmówcy zgodnie twierdzą, że jest coraz gorzej. Dostępność do towaru jest nieograniczona. W internecie są gotowe, nielegalne przepisy. A każda szkoła ma swojego dilera... Po co czytać taką książkę? Żeby wiedzieć 🙄 Każdy rodzic powinien ją przeczytać, żeby mieć świadomość, żeby gadać, żeby znać pierwsze symptomy. Bo branie, przestało być stereotypowe - zarezerwowane dla nizin społecznych. Uzależnionych dzieci z tak zwanych dobrych domów jest coraz więcej. Terapeuci podkreślają, że jedynym remedium jest bliskość, rozmowy i dbanie o swój rodzicielski autorytet. Czytajcie zatem i bądźcie uważni. Bo mimo, że większości z nas ta wiedza się nie przyda, to warto wiedzieć ♡ Druzgocąca. I potrzebna. #reportaż #książka #trudnesprawy
Bookalove - awatar Bookalove
ocenił na 10 2 dni temu
Polska Rzeczpospolita Leśna, czyli jak Lasy Państwowe stały się państwem w państwie Marek Józefiak
Polska Rzeczpospolita Leśna, czyli jak Lasy Państwowe stały się państwem w państwie
Marek Józefiak
Mamy taką instytucję, która powinna "stać na straży" polskiej przyrody, jednak okazuje się, że to "stanie na straży" jest w niej zupełnie inaczej rozumiane, niż powszechnie się to wydaje... Lista grzechów Lasów Państwowych jest długa. Upublicznienie, kolesiostwo, lewe interesy, przerost wynagrodzeń, biznes na nieruchomościach, siedziby w marmurach, patologia związana z pracą drwali, czyli tzw. zuli, zatajanie istotnych informacji i sianie dezinformacji, lekceważący stosunek do opinii naukowców, ekspertów, ekologów, prześladowania i oczernianie aktywistów. Wszystko to może by byłoby jeszcze do wybaczenia, gdyby LP faktycznie dbały o przyrodę. Tymczasem LP mają do przyrody pogardliwy - skrajnie antropocentryczny, instrumentalny (i kapitalistyczny) - stosunek. Wycinane jest wszystko, jak leci, cenne drzewostany, właściwie im drzewo starsze, tym lepiej, bo będzie z niego więcej desek. LP wjeżdżają na tereny, gdzie przyroda - według wszelkiej logiki powinna być chroniona - zabierają się nawet za parki narodowe! A cenne drzewa przerabiane są na sklejkę, a nawet po prostu wędrują do pieca w elektrociepłowniach! Po prostu las dla leśników nie jest żyjącym ekosystemem, tylko fabryką drewna. “Zasobem”, czymś co się “pozyskuje” (tj. wycina) i “gospodaruje” - tak żeby odpowiadało to człowiekowi rzecz jasna, a nie przyrodzie. LP zarabiają dzięki temu gruby hajs, ale myślicie, że chociaż ta kasa trafia do budżetu państwa albo samorządów? Nic podobnego. Określenie "państwo w państwie" nigdzie nie pasuje lepiej, skoro mamy instytucję, która robi, co jej się żywnie podoba, mimo protestów płynących (coraz głośniej), lekceważąc nie tylko opinie ekologów i biologów, ale też prawo i sądy, polskie i unijne. I to, o czym pisze Marek Józefiak znajduje jak najbardziej potwierdzenie na bieżąco w doniesieniach o kolejnych wycinkach czy działaniom LP, łamiących prawo, złożone obietnice i porozumienia. Wierzcie mi, ta książka naprawdę podniosła mi ciśnienie, a powinnam już na to uważać. Najbardziej zaś z tego wszystkiego to ciśnienie podnosi mi ta buta leśników, to przekonanie, że oni wiedzą najlepiej, że oni "chronią przyrodę", a inni (tj. ekolodzy, eksperci, biolodzy) - się "nie znajo". Polscy leśnicy (podobnie jak myśliwi, zresztą często to te same osoby) zachowują się wręcz tak, jakby bez nich nie mogła zachodzić fotosynteza i uważają, że jak człowiek (czyli oni) nie “zadbają” o las, to las sobie nie poradzi i zginie. Tymczasem ta "wiedza" LP to głównie wiedza o tym jak ciąć i zabijać to, co żywe, przekonanie, że las musi rosnąć jak pod linijkę, a "ochrona" to niszczenie np. siedlisk zwierzyny, w tym gatunków chronionych, budowa dróg w parkach i rezerwatach, wycinanie lasów w górach i ślepota na zmiany klimatyczne. Wszystko we mnie się wywracało, kiedy to czytałam, bo po prostu nie rozumiem, jak można nie wiedzieć tak elementarnych rzeczy o przyrodzie (do których nie trzeba kończenia trzech fakultetów, wystarczy biologia w szkole, a nawet mądrość ludowa…) i głosić takie bzdury, jeszcze z tym absurdalnym przekonaniem o własnej racji. Dla mnie ten reportaż to petarda, bo nie tylko jest pierwszą książką, odsłaniającą kulisy działania LP, ale ogólnie zawiera mnóstwo wiedzy ogólnie z dziedziny ochrony przyrody i tego, co się wokół niej dzieje w sferze polityczno-gospodarczej oraz społecznej, co trafia w 100% w obszar moich zainteresowań. Reportaż może nie jest nazbyt rozbudowany, ale jest bardzo informatywny, trzeźwy i niebywale łatwy w lekturze, przez prosty styl autora. Może można by mu zarzucić, że jest zbyt jednostronny, że nie ma w nim wersji LP, że wrzuca wszystkich leśników do jednego wora (niezupełnie). Tak, z pewnością w LP są też ludzie z innym podejściem, którzy nie zgadzają się z takim traktowaniem przyrody, ale tu chodzi o politykę instytucji. I jeszcze na bardziej ogólnym stopniu - reportaż pokazuje zapaść polskiej ochrony przyrody, którą trzeba by ujmować w cudzysłów, jeśli zajmują się nią takie instytucje jak LP oraz kolejni ministrowie środowiska, którzy dokładają kolejne cegiełki do dewastacji, a nie do ochrony naszych naturalnych zasobów. Jest tak, ponieważ taki mamy system - niezainteresowany ochroną przyrody, mający do niej olewczy i rabunkowy stosunek. Przyrodę w Polsce postrzega się NADAL przede wszystkim jak przeszkodę do rozwoju, gdzie rozwój to oczywiście zalanie betonem i industrializacja. Ewentualnie darmowy zasób, który nigdy się nie wyczerpie. I to wszystko w dobie zmian klimatycznych. Nadal wydaje się nam, że są inne, ważniejsze sprawy do załatwienia i ciągle zadajemy pytanie “czy to się opłaca”, podczas gdy to jest sprawa drugorzędna w kontekście ochrony środowiska naturalnego. Autor pisze, że percepcja społeczeństwa się zmienia, że dziś coraz więcej ludzi protestuje przeciwko wycinkom, a leśnicy sporo stracili wizerunkowo - i to chyba jest prawda - tyle, że to niewiele daje, bo decydenci ignorują “głos ludu”, jeśli nie jest po ich myśli i każdorazowo trzeba się z nimi szarpać. To wszystko, co się robi to o wiele za mało w porównaniu do tego, jaką presję wywieramy na środowisko. I naprawdę podziwiam tych ludzi, którzy walczą z systemem, mimo tego wszystkiego. Reportaż o Lasach Państwowych jest elementem tej walki.
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Polska na prochach Arkadiusz Lorenc
Polska na prochach
Arkadiusz Lorenc
Czy Wy też macie wrażenie, że żyjemy w kulturze „tabletki na każdą okazję”? Ten post będzie o książce, która sprawia, że po jej zamknięciu zaczynasz inaczej patrzeć na szafkę z lekami w domu swojej mamy czy babci. Przeczytałam „Polskę na prochach” dawno i do teraz mam w uszach echo rozdziału o „babciach chodzących po ścianach”. ​ ​To nie są historie z mrocznych zaułków. To cicha epidemia w kapciach, historie staruszek, które leki przepisane na 2 tygodnie... biorą od 20 lat. Często w tajemnicy przed rodziną, często dzięki lekarzom, którzy wypisują recepty „pod stołem”, dla świętego spokoju. Prawda wychodzi na jaw dopiero w szpitalu, gdy odstawienie pigułek powoduje bezsenność i tak silne objawy odstawienne, że lekarze od razu wiedzą, że mają do czynienia z uzależnieniem. ​Już na studiach patrzyłam na wizyty specjalistów, m.in. psychiatrów, z przerażeniem. Widziałam i widzę mechanizm „szybkiego plastra”. ​15 minut- tyle czasami trwa diagnoza depresji czy zaburzeń lękowych. ​Totalny brak planu- leki są wprowadzane i odstawiane bez należytej opieki. Lata na chemii- to, co miało być wsparciem doraźnym, staje się „protezą” na dekady. ​ ​Oglądałam serial Zabić ból o kryzysie opioidowym w USA i chociaż był dobry, to mnie nie zaskoczył. Utwierdził mnie tylko w decyzji, dlaczego od lat nie mam w domu kablówki. Nie chcę patrzeć na bloki reklamowe, gdzie w każdej przerwie serwuje się nam „lek na wszystko”. Na smutek, na nogi, na brak energii, na wątrobę. Ciekawe, co musiałoby się stać, żeby ludzie się obudzili. Przemysł farmaceutyczny ratuje życie, wiem i szanuję to wielkie osiągnięcie nauki. Jednak dokładnie ten sam przemysł jest też gigantycznym biznesem, który nie zawsze ma na celu nasze dobro. To bolesna lekcja, że świat nie zawsze jest dobry (to mój odwieczny ból duty i rozkmina dlaczego ludzie po prostu nie mogą być dobrzy), a intencje tych, którzy sprzedają nam „szczęście w kapsułce”, bywają różne.
mom_the_reader - awatar mom_the_reader
ocenił na 7 23 dni temu
Nie pytaj. Klan Kennedych i kobiety, które zniszczyli Maureen Callahan
Nie pytaj. Klan Kennedych i kobiety, które zniszczyli
Maureen Callahan
Chcecie wiedzieć jak bardzo podły, zdemoralizowany, zdeprawowany i obrzydliwy jest świat polityków i tak zwanego show-biznesu? Jeśli tak, to zapraszam do sięgnięcia po „Nie pytaj…”, bo to książka naszpikowana informacjami o „wielkim świecie” polityki, klanie Kennedych i o kobietach, które zniszczyli. Dowiedziałam się bardzo wiele, może aż za wiele… O przedmiotowym traktowaniu kobiet, zabójstwach, gwałtach, o wykorzystywaniu innych. Najciekawsze były dla mnie rozdziały dotyczące Marilyn Monroe i jej związkach z braćmi Kennedy, chociaż o niej, niestety, było najmniej. Wstrząsnęła mną też historia Rosemary Kennedy, niewinnej dziewczyny poddanej okrutnemu zabiegowi lobotomii i ukrytej przed światem, aby nie przynosiła wstydu. Miałam też kompletnie inne wyobrażenie o Jackie Kennedy, a po lekturze tej książki bardzo wiele straciła w moich oczach, poczułam nawet niesmak czytając o niektórych sytuacjach, w jakie była uwikłana. Rodzina Kennedych przesiąknięta duchem irlandzkiego, patriarchalnego w najgorszym wydaniu, katolicyzmu (nie wiem jak można deklarować wiarę w Boga i jednocześnie dopuszczać się tak haniebnych czynów, których z pewnością Bóg się brzydzi?) zawsze szła po trupach do celu. Zapatrzeni w siebie i swoją „wyjątkowość” nie zważali na innych. Bezkarni, z patologicznym genem rozwiązłości… Taki obraz wyłania się z będącej reportażem opowieści autorki. Zawsze wiedziałam, że pod pięknymi twarzami polityków i za ich wzniosłymi słowami może kryć się (i kryje) fałsz oraz drugie dno (właściwie to szambo). Lektura tej książkami tylko mnie w tym utwierdziła. Mimo ciekawej treści, było parę rzeczy, które mi się nie podobały . Na przykład sposób skomponowania rozdziałów. Dla mnie chaos. Autorka przeskakiwała z jednego tematu na drugi, w pewnym momencie nie potrafiłam się odnaleźć i połapać w nazwiskach, datach i wydarzeniach. Również sposób przedstawienia niektórych pokrzywdzonych kobiet nie do końca mi odpowiadał. Czytając nie czułam czasem do nich ani krzty sympatii… Wydawały mi się takie… puste. Według mnie, nie do końca też było tak, że wszystkie z nich były bez żadnej skazy. Mimo tych małych minusów naprawdę warto sięgnąć po ten tytuł. Ja nie żałuję.
Karolina - awatar Karolina
oceniła na 6 10 dni temu
Współuzależnione Marek Sekielski
Współuzależnione
Marek Sekielski
Marek Sekielski WSPÓŁUZALEŻNIONE  Reportaż czy też seria rozmów. Autor jest znany większości ludzi w Polsce, a wśród uzależnionych słyszał o nim chyba każdy. Wiem, bo o to pytam.  Wciągające rozmowy głównie z kobietami, bo ich ten problem najczęściej dotyczy. Na dziesięć współuzależnionych nowe życie zacznie jedna. Reszta żon, partnerek, matek tkwi w patologicznej sytuacji, która wyniszcza całą rodzinę. Nie można ich za to winić. Może dla patrzących z zewnątrz sprawa jest klarowna i prosta. Tymczasem problem współuzależnienia jest nie tylko złożony, ale stanowi właściwie całą grupę nieprawidłowości, zaburzeń, to rodzaj jednostki chorobowej. W związku z tym, że w Polsce alkoholizm i inne nałogi są bardzo częste, kobiet które utkwiły w tej patosytuacji jest tysiące. Warto zrozumieć, skąd i na czym to polega, bo to wcale nie jest proste ani oczywiste.  Zachęcam do przeczytania, żeby zrozumieć i wiedzieć. Poza tym może tym sposobem uda się komuś pomoc. Pomyślałam,  że będę polecać tę książkę innym, bo czasem taki tekst i uświadomienie sobie problemu może pomóc poszukać dla siebie terapii i wyjść z na prostą.  Pamiętam wiele takich kobiet i kiedyś nie umiałam ich zrozumieć. Teraz jest mi łatwiej,  bo lata doświadczenia w pracy robią swoje, choć wciąż zdarzają się sytuacje, gdy brakuje mi słów.  Wspominam panią, która bała się o męża. Nie chciała, żeby wychodził z domu, bo mógł spotkać kolegów, z którymi zacząłby pić i w związku z tym zniknąć z domu na jakiś czas. Dlatego robiła wszystko, żeby pozostawał z nią, pod jej kontrolą, w ich mieszkaniu. Kupowała mu alkohol, żeby pił go w domu sam, a nie gdzieś z kolegami. W sklepie, do które chodziła na zakupy każdego dnia myślano, że to ona jest alkoholiczką. Pamiętam też młodą kobietę ślepo zakochaną w swoim mężu. Mąż stracił ogromne sumy pieniędzy w grach hazardowych. Okradł ojca, z którym prowadził interes. To były naprawdę duże pieniądze. Do tego był alkohol i imprezy. Ta kobieta była "oporna"na wszystko, co złego zrobił jej mąż. Nawet to, że zaraził ją kiłą niczego nie zmieniło. Klapki na oczach. Nie wiem, jak potoczyły się jej losy.  Pamiętam też, jak kiedyś uniosłam się mówiąc "co pani wyprawia!". Głupio mi potem było, ale początkowałam w zawodzie. Przyszła do mnie z mężem, żeby go leczyć z alkoholizmu. Z naszej trójki wszyscy chcieli jego zdrowienia za wyjątkiem jego samego. Pił ciągami, a wtedy nie chodził do pracy. Był "cieciem" i sprzątał na osiedlu. Jego żona chodziła do pracy za niego, gdy wpadał w kolejny ciąg picia. Współuzależnienie nie ma związku ze statusem społecznym, wykształceniem czyli jest "bardzo demokratyczne". Nie należy go kojarzyć z "patologią", biedą, brakiem wiedzy. Kobieta może być prezesem korporacji, adwokatem czy lekarką i też wpadnie. Rzecz w deficytach wyniesionych z dzieciństwa, braku umiejętności w stawianiu granic, często też poczuciu osamotnienia w chorobie uzależnienieniowej partnera. Nie twierdzę,  że po przeczytaniu książki można stać się specjalistą od tematu, ale jeśli uda się choć trochę go zrozumieć, to nie będzie to zmarnowany czas.  
xymenka - awatar xymenka
oceniła na 8 19 dni temu
Hjem. Na północnych wyspach Ilona Wiśniewska
Hjem. Na północnych wyspach
Ilona Wiśniewska
Czytanie „Hjem” to była dla mnie czysta przyjemność. Nieśpieszna. Sycąca. Dzięki Ilonie Wiśniewskiej wróciłam na północ Norwegii, do Tromso i okolic. Słuchałam krzyku mew, jej uszami, patrzyłam na niebo zlewające się z morzem, jej oczami. Przeszłam się ulicami miasta. Niektóre pamiętałam, ale wiele z opisywanych miejsc wydało mi się nowych. Opowieść Ilony Wiśniewskiej płynie powoli, skupia się na detalach, a przede wszystkim na ptakach i ludziach. To o nich jest ta historia. Hjem to znaczy dom, bezpieczna przestrzeń. Czym jest dla ptaków i ludzi? I jedni, i drudzy, z różnych powodów, muszą szukać sobie nowych miejsc do życia. Tromsø to jedno z najbardziej wielokulturowych miast w północnej Norwegii. Ilona Wiśniewska też jest przybyszką. Snuje więc swoją opowieść o życiu w nowym miejscu, o oswajaniu go, o jego trudnym pięknie, o budowaniu więzi z ludźmi, ptakami i miejscami. Ale także o trudnym współżyciu ludzi i mew, w walce o terytorium wciąż wygrywa człowiek, ale zawsze pozostaje pytanie, na które odpowiedź nie jest jednoznaczna, gdzie znajduje się nieprzekraczalna granica ingerowania w świat dzikich zwierząt, choćby z najlepszymi intencjami. Ilona Wiśniewska to reporterka, która woli stawiać pytania niż na nie odpowiadać. Dlatego tak lubię czytać jej reportaże. Piękna jest to opowieść. Pełna uważności, wsłuchiwania się, delikatności., niesamowitego klimatu. Ma w sobie magię i poezję. To opowieść, którą można czytać dosłownie, ale równie dobrze działa na poziomie uniwersalnym. Mnie urzekła.
jolasia - awatar jolasia
oceniła na 8 16 dni temu

Cytaty z książki Pastuszkowie, gazeciarze, tkaczki. Jak zmuszano dzieci do pracy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pastuszkowie, gazeciarze, tkaczki. Jak zmuszano dzieci do pracy