Bardzo ciekawe opowiadania z czasów amerykańskiej wojny w Wietnamie. Pisane z perspektywy zwykłych, szeregowych żołnierzy USA. Opowieści nie są przepojone przemocą ale są tak skonstruowane, iż wyobraźnia czytelnika niejako dopowiada sobie obraz okrucieństw tej jak i innych wojen.
Bardzo ciekawe opowiadania z czasów amerykańskiej wojny w Wietnamie. Pisane z perspektywy zwykłych, szeregowych żołnierzy USA. Opowieści nie są przepojone przemocą ale są tak skonstruowane, iż wyobraźnia czytelnika niejako dopowiada sobie obraz okrucieństw tej jak i innych wojen.
Świetna książka o śmierci, nie wprost ale dotyka właśnie tego tematu na bazie opowieści wojennych z Wietnamu. Śmierć nie jest jedynym tematem książki, jednak wiodącym. Dobrze się czyta i zmusza do refleksji.
Świetna książka o śmierci, nie wprost ale dotyka właśnie tego tematu na bazie opowieści wojennych z Wietnamu. Śmierć nie jest jedynym tematem książki, jednak wiodącym. Dobrze się czyta i zmusza do refleksji.
Bardzo dobre opowiadania o wojnie w Wietnamie. Choć minęło 20 lat, autor wciąż dokładnie widzi różne sceny, słyszy dźwięki, czuje zapachy - nie da się tego zapomnieć. Przekład doskonały, naprawdę świetnie to się czyta.
Bardzo dobre opowiadania o wojnie w Wietnamie. Choć minęło 20 lat, autor wciąż dokładnie widzi różne sceny, słyszy dźwięki, czuje zapachy - nie da się tego zapomnieć. Przekład doskonały, naprawdę świetnie to się czyta.
Problem z definicją tego, co przeczytaliśmy odzwierciedla trudność opowiedzenia o wojnie. Niby to zbiór relacji, niby zbiór opowiadań, ale także zapis wspomnień. Nade wszystko jednak są to przekłamania, o czym pisze wprost sam autor Tim O`Brien. Wiedzcie, że w książce znajdziecie pokrętną gmatwaninę, ale nie znajdziecie tonu podniosłego, czy wzmagającego heroizm wojaków. Nie, to historie o ludziach próbujących dźwignąć wojenne przeżycia, próbujących uporać się z nimi, przejść do porządku dziennego. „To, co nieśli” jest solidnym kawałem literatury o wojnie.
Fakty: autor był żołnierzem, był ranny, przetrwał Wietnam. Takie są fakty, ale w zestawieniu z rzeczywistością wydają się być niewystarczające. Otóż wojna go już nie opuściła. Zamieszkała w nim, weszła w język. Przeszłość przeszłością się nie stała. W tym upatrywałbym największej siły tej prozy. Same fakty nie wystarczą by opisać wojnę, tu potrzeba opisu emocji, przeżyć, ale to podszyte nieprawdą przecież jest. Pamięć szwankuje. Być może dlatego opowiadanie tytułowe jest jedynym, by tak rzec, konkretnym i zawiera wyliczankę rynsztunku żołnierskiego noszonego przez każdego z nich.
Konieczność przyjmowania wielu perspektyw, żeby zrozumieć (?), pojąć sens (?) jest koniecznością, jak stara się przekonać autor. Weźmy śmierć jednego z kompanów. Raz pojawia się jako wspomnienie, by po jakimś czasie pojawić się znów, ale w innej wersji, innym ujęciu. Może na styku wszystkich wersji leży prawda. Trudno powiedzieć, ale poznać trzeba by wszystkie. Surowo wszystko zostało opisane. 21 opowiadań spaja idea przedstawienia człowieka w obliczu wojny. I to się autorowi udaje. Udaje mu się coś jeszcze, a mianowicie uzyskać uniwersalność. Absolutnie koniecznie.
Problem z definicją tego, co przeczytaliśmy odzwierciedla trudność opowiedzenia o wojnie. Niby to zbiór relacji, niby zbiór opowiadań, ale także zapis wspomnień. Nade wszystko jednak są to przekłamania, o czym pisze wprost sam autor Tim O`Brien. Wiedzcie, że w książce znajdziecie pokrętną gmatwaninę, ale nie znajdziecie tonu podniosłego, czy wzmagającego heroizm wojaków....
Wątek tego, że Wietnam był miejscem, w którym straszy - a amerykańscy żołnierze zwyczajnie bali się duchów kryjących się nocą w dżungli - jako metafora bagna, w które Ameryka weszła na własne życzenie w 1955 roku, pozostanie ze mną chyba najdłużej, jeśli chodzi o tę książkę. Dobre i mocne.
Wątek tego, że Wietnam był miejscem, w którym straszy - a amerykańscy żołnierze zwyczajnie bali się duchów kryjących się nocą w dżungli - jako metafora bagna, w które Ameryka weszła na własne życzenie w 1955 roku, pozostanie ze mną chyba najdłużej, jeśli chodzi o tę książkę. Dobre i mocne.
Wojna to byt, z którym nawet przelotne zetknięcie zostawia ślady na zawsze. Zapisują się w ciele, w pulsie, w psychice. Wynikają pod skórę,do tkanek, wojna przeobraża człowieka, stwarzając go na nowo – podszytego nią niczym niechcianą, uwierającą podszewką.Dowodem tego są opowiadania Tima O’Briena “To, co nieśli”.
Wojna nie kończy się wraz z ostatnim strzałem, ani wywieszeniem białej flagi.
O’Brien pokazuje wojnę w Wietnamie jako doświadczenie, które składa się z rzeczy noszonych na plecach i w głowie: broni, listów, zdjęć, talizmanów, ale też strachu, poczucia winy, wstydu, żalu i pamięci. Te opowiadania nie budują heroicznej narracji – przeciwnie, demontują ją, skupiając się na zwykłych żołnierzach, ich lękach, słabościach i próbach zachowania resztek człowieczeństwa.
Wydaje mi się, że wspólnym mianownikiem tych opowiadań jest ciężar. I to nie tylko ten fizyczny. Drugim motywem, który się powtarza jest niepewność prawdy: O’Brien miesza fakty z fikcją, pokazując, że wojna rozsadza klasyczne pojęcia prawdy i kłamstwa. Liczy się nie tyle to, „jak było”, ile to, jak się pamięta i jak to dalej boli..
Od strony językowej te opowiadania są zaskakująco oszczędne. Zdania bywają krótkie, konkretne, niemal reportażowe. Autor często rezygnuje z metafory na rzecz nagiego faktu, jakby chciał odebrać czytelnikowi komfort estetyzowania przemocy. Opisy zwłok czy ran są dosadne, ale podane chłodno, bez emfazy.
Charakterystyczne jest też powtarzanie: słów, fraz, całych obrazów. Ten rytm przypomina natrętne wspomnienia, język krąży wokół tych samych scen, nie potrafi ich domknąć ani uporządkować – dokładnie tak, jak pamięć po wojnie.
Ważna jest również mieszanka tonów: brutalność sąsiaduje z banalnością, ironią, a czasem nawet z czarnym humorem. O’Brien świadomie rozbija patos, wplatając proste, potoczne sformułowania, żołnierski slang, wyliczenia.
Co istotne, autor nieustannie podważa możliwość opowiedzenia wojny „prawdziwie”. Komentuje własne opowieści, poprawia je, unieważnia, pokazując, że słowa są tu zawsze niewystarczające. Polecam!
Wojna to byt, z którym nawet przelotne zetknięcie zostawia ślady na zawsze. Zapisują się w ciele, w pulsie, w psychice. Wynikają pod skórę,do tkanek, wojna przeobraża człowieka, stwarzając go na nowo – podszytego nią niczym niechcianą, uwierającą podszewką.Dowodem tego są opowiadania Tima O’Briena “To, co nieśli”.
Wojna nie kończy się wraz z ostatnim strzałem, ani...
Książkę zauważyłem kilka lat temu na liście top Stephena Kinga.
Mogę również polecić. Książka ma w sobie praktycznie wszystko.
" wśród wszystkich wietnamskich niepewności, wszystkich tajemnic i niewiadomych istniał przynajmniej ten jeden stały pewnik: że rzeczy do niesienia to im nigdy nie zabraknie"
Książkę zauważyłem kilka lat temu na liście top Stephena Kinga.
Mogę również polecić. Książka ma w sobie praktycznie wszystko.
" wśród wszystkich wietnamskich niepewności, wszystkich tajemnic i niewiadomych istniał przynajmniej ten jeden stały pewnik: że rzeczy do niesienia to im nigdy nie zabraknie"
Książka nieco nierówna. Czyta się dosyć szybko, jednakże nie wszystkie wątki są porywające. Podoba mi się przedstawienie traumy z perspektywy szeregowego żołnierza i jak wojna może zmienić umysł człowieka. Wątki towarzyszy z oddziału niestety były ciekawsze od losów głównego bohatera, którym jest autor.
Książka nieco nierówna. Czyta się dosyć szybko, jednakże nie wszystkie wątki są porywające. Podoba mi się przedstawienie traumy z perspektywy szeregowego żołnierza i jak wojna może zmienić umysł człowieka. Wątki towarzyszy z oddziału niestety były ciekawsze od losów głównego bohatera, którym jest autor.
Nieco nierówna książka o traumie Wietnamu. Ma świetne chwile, ale jako napisana zapewne w celach terapeutycznych, zawiera jak dla mnie za dużo użalania się Autora nad samym sobą.
Dużą część całości wypełniają zatem dość nieciekawe, żeby nie powiedzieć - nudne, wynurzenia, jak to O’Brien zastanawiał się, czy nie uciec od powołania do Kanady.
Według mnie niepotrzebne są również rozwlekłe fragmenty o tym, jak pisał tą książkę. Dość powszechna to od lat maniera, dla mnie będąca jednak niekoniecznie potrzebnym wypełniaczem…
Tak czy inaczej, za ikoniczny uznałbym taki cytat:
“Jeśli na koniec opowieści z wojny czujecie się podniesieni na duchu, jeśli macie wrażenie, że wśród bezmiaru zniszczeń ocalał choć skrawek prawości, to padliście ofiarą bardzo starego i podłego łgarstwa. Nie ma tam żadnej prawości. Żadnych cnót”. Dotyczy to każdej wojny, według mojego pesymizmu co do Człowieka: obronnej nie wyłączając.
Samą relację z przeżyć na wojnie cechuje duża wiarygodność i obiektywizm, a nawet wręcz krytyka zaangażowania USA w ten konflikt. Chyba w jakiejś mierze wynika to jednak z potrzeby odkupienia swej “winy”, skoro O’Brien nie zdecydował się na dezercję. “Przeżyłem, ale to nie jest szczęśliwe zakończenie. Bo byłem tchórzem. Poszedłem na wojnę”.
Godna uwagi jest jego spostrzegawczość na drugie dno wojny. Autor widzi nie tylko “żółtków”, jak większość jego kolegów, ale po prostu ludzi w granicznej sytuacji. I tylko uwierające mnie pytanie: czy to dopiero efekt pisania, czy czuł tak już “tam i wtedy”...
Szczególną uwagę przykuwa kilka najmocniejszych wątków. Najbardziej przejmującym był dla mnie opis, gdy dowódca plutonu wybrał na nocleg pewne pole, mimo że miejscowe kobiety mówiły że jest “niedobre”. Tam w nocy zostali ostrzelani.
“Bo wiecie co to było? Pole gówna. Wioskowa sralnia. Ni mieli kanalizacji, co nie? Więc szli na pole. Znaczy obozowaliśmy na polu gówna. (...) Pole kipiało. Po wybuchach zostawały głębokie leje z mazią, spulchniały te pokłady odchodów zalegające od wieków i z ziemi z bulgotem uchodził smród”.
“Tamtej nocy zniknął w bagiennej czerni pola. Został worany w mierzwę wojny: jak odpadek dołączył do odchodów”.
“Wyjaśni to wszystko ojcu Kiowy. Starannie, bez zacierania własnych win, opisze, jak granaty moździerzowe wyrywały w błocie leje, wyrzucając gęsty grad tej plugawej mazi, i jak te leje zapadały się zaraz sobie, wypełniały błotem i wodą, wciągały, co popadło, broń, saperki, taśmy amunicyjne, i że w ten właśnie sposób również jego syn Kiowa zespolił się z odchodami, z wojną”.
Naturalistyczna scena wyciągania ciała Kiowy z tego wszystkiego nie ma sobie równych. A potem: “Kiedy ktoś zginął, trzeba było przypisać winę. Jimmy Cross to rozumiał. Można było winić wojnę. Można było winić tych idiotów, którzy wojnę wywołali. Można było winić Kiowę, że poszedł na wojnę. Można było winić deszcz. Można było winić rzekę. Można było winić pole, błoto, klimat. Można było winić wroga. Można było winić granaty z moździerzy. Można było winić ludzi zbyt leniwych, żeby poczytać gazety, znudzonych codziennymi kwotami zabitych, zmieniających kanał przy pierwszej wzmiance o polityce. Można było winić całe narody. Można było winić Boga”.
Na szczęście nie ma tu żadnej idealizacji, dominują oswajające to, co niepojęte, naturalistyczne opisy zwłok - nie tylko wietnamskich, ale i własnej strony.
“I tak usmażona napalmem pielęgniarka wietkongów to spalona frytka. Leżące nieopodal wietnamskie niemowlę – prażony orzeszek. Kiedy Ted Lavender dostał w głowę, chłopaki zaczęły gadać, że jeszcze nigdy nie był aż taki mięciutki, taki spokojny. (...) On nie zginął, tylko się wyluzował”.
“W Wietnamie także mieliśmy sposoby na to, żeby zabici nie wydawali się aż tak nieżywi. Podawanie ręki na przykład. Uwłaczając śmierci, zgrywając się, udawaliśmy, że wcale nie jest tym straszliwym losem, choć nim była. Naszym językiem, tyleż szorstkim, co marzycielskim, przeistaczaliśmy ciała w stosy odpadków”.
Niezwykły jest też epizod z przyjazdem do Wietnamu narzeczonej jednego z żołnierzy, jakby to było dobre miejsce dla młodej kobiety (to jeszcze czasy, kiedy kobiety służą tylko w formacjach pomocniczych, nie jako żołnierki)?
“Tamtej nocy wróciła z dżungli, to przecież przy tym byłem, widziałem te jej oczy, zobaczyłem, że to już zupełnie nie ta sama osoba”.
“Stało się z nią to samo, co z nimi wszystkimi. Przybyli tu czyści, wpadli w gnój i potem już nic nie było takie samo. (...) Wietnam podziałał jak potężny narkotyk: dał tę kombinację nienazwanej zgrozy i nienazwanej rozkoszy”.
“Chodziła na nocne akcje z komandosami “– Wiem, co sobie myślisz, ale to.... to nie jest złe”.
Są też takie żenujące sytuacje, jak straszenie stojącego na warcie “podpadniętego” kolegi - jakby byli dziećmi w piaskownicy. O’Brien sam zresztą to przyznaje: “Średnia wieku w naszym plutonie wynosiła 19, może 20 lat, więc często sprawy przybierały dziwnie zabawowy obrót, jakby to były zawody sportowe w jakimś egzotycznym poprawczaku”.
Najlepsze cytaty, niektóre chyba podkręcone przez “ghostwritera” (pierwsza część całości ukazała się w “Esquire”, magazynie dla mężczyzn).
“To, co nosili, było w znacznej części funkcją konieczności”.
“To, co nieśli, zależało po części od stopnia, po części zaś od specjalności wojskowej”.
“To, co nieśli, zmieniało się w zależności od bieżącego zadania”.
“To, co nieśli, do pewnego stopnia wynikało z przesądów. U mnie jeśli cię zaraz wspomnień”.
“Często nieśli siebie nawzajem. Nosili się z infekcjami”.
“Nieśli największy lęk żołnierza, czyli lęk przed rumieńcem”.
“Przenosili choroby, w tym malarię i dyzenterie”.
“Dźwigali niebo. Dźwigali własne żywoty”.
“Wśród wszystkich wietnamskich niepewności, wszystkich tajemnic i niewiadomych istniał przynajmniej ten jeden stały pewnik: że rzeczy do niesienia to im nigdy nie zabraknie”.
Najwięcej tu mowy o śmierci:
“Bali się zginąć, ale jeszcze bardziej bali się to po sobie pokazać”.
“Kiedy już ktoś zginie, nie ma jak go odśmiercić”.
“Ginęli, żeby nie umierać z zażenowania”.
“Ludzie zabijają i giną, bo wstydzą się tego nie robić”.
Na koniec mowa o tym, co jest prawdziwą opowieścią o wojnie.
“Prawdziwa historia z wojny nigdy nie niesie morału, nie poucza, nie popycha ku cnocie, nie podsuwa modeli pożądanych ludzkich zachowań, nie powstrzymuje ludzi przed czynieniem tego, co czynią od zawsze. Jeśli taka opowieść wydaje się mieć morał, nie wierzcie jej”.
“Prawdziwą historię z wojny da się poznać po absolutnym, bezwzględnym opowiedzeniu się po stronie plugastwa i zła”.
“Prawdziwą historię z wojny można poznać po tym, że człowiek jest nią zażenowany”.
“W wielu przypadkach w prawdziwą historię z wojny nie da się uwierzyć. Jeśli w nią uwierzysz, zachowaj sceptycyzm (...) w innych przypadkach prawdziwej historii z wojny w ogóle nie da się opowiedzieć”.
“Prawdziwa historia z wojny, jeśli ją prawdziwie opowiedzieć, przekona też żołądek”
Nieco nierówna książka o traumie Wietnamu. Ma świetne chwile, ale jako napisana zapewne w celach terapeutycznych, zawiera jak dla mnie za dużo użalania się Autora nad samym sobą.
Dużą część całości wypełniają zatem dość nieciekawe, żeby nie powiedzieć - nudne, wynurzenia, jak to O’Brien zastanawiał się, czy nie uciec od powołania do Kanady.
Ogień, prawdziwy ogień! Płonie równikowym żarem i złowrogą groteską wojny. To jakby „Depesze” Michaela Herra, tylko na sterydach, do granic wytrzymałości, naładowane jak granat przed eksplozją absurdem, ironią i czarną komedią, choć niezwykle tragiczną. Chyba najlepsza rzecz, jaką czytałem o wojnie w Wietnamie.
Niektóre opowiadania przeszywają zimnym dreszczem, emocje pełzają po grzbiecie jak tropikalne insekty. Czytelnik naprawdę wchodzi w skład plutonu i osiąga zenit bezsensu. Autor niczym upiorny bimbrownik destyluje prawdę o naturze zła, a mamy tu jej potężne stężenie, czysty spirytus prawdy. Coś tak mocnego, że pali gardło i nie da się tego rozcieńczyć.
To prawda o wojnie w formie ekstremalnej, nie do zniesienia dla wrażliwych, mimo że chwilami znieczula słodkawym syropem groteski. Taką przypowieścią o prawdzie brutalnej i nieubłaganej staje się opowiadanie o dziewczynie jednego z żołnierzy. Nieszczęsna przyjeżdża do epicentrum piekła i niczym Alicja w Krainie Czarów wpada w złowieszczą króliczą norę. Nie od razu, lecz powoli. W rytmie strużki, co sączy jad, infekuje tkanki, rozpuszcza ją w połowicznym rozpadzie. W czarną dziurę, która bezlitośnie pochłania, niszczy, rozkłada wszystkie transcendentne atomy ludzkiej duszy i anihiluje, zabijając w niej niewinność, by wypluć z głębi czeluści jej martwe szczątki.
Pozostaje tylko obsesja i mania, bo piekło działa jak magnes: przeraża, ale wciąga w swoje potworne trzewia, by zniewolić ofiarę. I to jest właśnie ta prawda, która wyciska ludzi z wszelkich złudzeń. Wojna nigdy nie wychodzi z człowieka; gdy już pochłonie duszę, niszczy od środka, toczy jak śmiercionośny bakcyl, którego nie sposób wyleczyć.
Tę tezę autor wielokrotnie potwierdza w innych anegdotach, jak powrót po latach w miejsce, gdzie poległ przyjaciel. Uporczywe wspomnienia i wyrzuty sumienia z powodu śmierci młodego Wietnamczyka. Tragiczna historia kolegi, który nie udźwignął tego ciężaru i targnął się na życie.
To proza bardzo mocna, wybuchowa jak dynamit. Wyciska łzy, bawi, szokuje, powoduje salwy śmiechu, przeraża, a przede wszystkim zmusza do refleksji nad naturą zła i tym, czym staje się człowiek w sytuacjach granicznych, potwornych, gdy na szali zostaje postawione ludzkie życie. Jedyne w swoim rodzaju opowiadania, proza wyjątkowa.
Ogień, prawdziwy ogień! Płonie równikowym żarem i złowrogą groteską wojny. To jakby „Depesze” Michaela Herra, tylko na sterydach, do granic wytrzymałości, naładowane jak granat przed eksplozją absurdem, ironią i czarną komedią, choć niezwykle tragiczną. Chyba najlepsza rzecz, jaką czytałem o wojnie w Wietnamie.
Niektóre opowiadania przeszywają zimnym dreszczem, emocje...
Opowiadania Tima O'Briena to dla mnie spore, pozytywne odkrycie. Autor w kilkunastu opowiadaniach przedstawia nam losy kilku żołnierzy kompanii A podczas wojny w Wietnamie.
Nie mogę powiedzieć, żeby pod kątem treści one mnie jakoś zaskoczyły. Każdy kto przeczytał kilka/kilkanaście pozycji z wojennej literatury wspomnieniowej mniej więcej wie jakie tematy będą poruszane. Że będzie trochę o strachu, oswajaniu śmierci, że będzie sporo żołnierskiego humoru, często absurdalnego i w normalnych okolicznościach niesmacznego, no i będzie sporo rozmaitych, chciałoby się rzec anegdotycznych, opowieści opowiadanych przez żołnierzy swoim kolegom.
Kusi, żeby napisać, że to trochę pozycja autobiograficzna. Autor opisuje swoje przeżycia, swoich kumpli z jednostki, ale jednocześnie mamy do tego dołożony pierwiastek literacki. To nie tylko faktografia, ale też właśnie jak nam ciągle sugeruje O'Brien to trochę taka próba zdefiniowania opowieści żołnierskich i tego czym powinny być. Że im bardziej absurdalna opowieść, tym właśnie bardziej się mogła wydarzyć, że to co normalne nikogo nie dziwi. O'Brien wskazuje jakie sztuczki stosują żołnierze, żeby uwiarygodnić swoje opowieści, tak, że w końcu już sami nie wiemy czy poruszamy się jeszcze w granicach rzeczywistości czy już fantastyki, jak w opowiadaniu o dziewczynie pewnego żołnierza, która przybyła do Wietnamu i zamieszkała w obozie i chodziła na zasadzki z "Zielonymi Beretami". Absurd, ale przecież naoczny świadek stwierdził, że ją widział.
I choć wojna jest tu osią wydarzeń, to opowiadania nie dotyczą stricte tylko samego Wietnamu. Jest świetna opowieść autora o tym jak dostał powołanie i zastanawiał się nad ucieczką do Kanady, jest inny tekst o jego koledze z kompanii, który usiłował sobie ułożyć życie po wojnie. Ale także te wojenne opowieści są po prostu wybitne. Już sam tytuł, to co nieśli, odnosi się do pewnego rodzaju artefaktów, które nosili żołnierze i jest to też pewien motyw, który wraca. I takich właśnie "strzałów" jest więcej. Kolega utopiony w bagnie, człowiek, którego zabił autor, "pinda", która nie odpisała na list, ale pewne słowa szczególnie utkwiły mi w pamięci, które stanowią w zasadzie kwintesencję literatury wojennej.
"No i oczywiście koniec końców prawdziwa historia z wojny wcale nie jest o wojnie. Jest o świetle słońca. O tym specyficznym rozlewaniu się brzasku po rzece, kiedy się wie, że trzeba będzie tę rzekę sforsować i pójść w góry, i robić tam rzeczy, przed których robieniem czuję się strach. O miłości i pamięci. Jest też o smutku i żalu. I o siostrach, które nigdy nie odpisują, i o ludziach, którzy nigdy nie słuchają."
Opowiadania Tima O'Briena to dla mnie spore, pozytywne odkrycie. Autor w kilkunastu opowiadaniach przedstawia nam losy kilku żołnierzy kompanii A podczas wojny w Wietnamie.
Nie mogę powiedzieć, żeby pod kątem treści one mnie jakoś zaskoczyły. Każdy kto przeczytał kilka/kilkanaście pozycji z wojennej literatury wspomnieniowej mniej więcej wie jakie tematy będą poruszane. Że...
Wojenne opowiadania potrafią zlać się w jeden dość powtarzalny schemat. W przypadku opowiadań dotyczących wojny w Wietnamie Tima O'Brien jest jednak zupełnie inaczej.
W tych perspektywach na własne doświadczenie autor łączy prawdę z fikcją okraszając je własnymi przemyśleniami na temat pokłosia wojennego doświadczenia. Opowiadania eksplorują tematy wojennej traumy, nieradzenia sobie z powojenną rzeczywistością zamierającą w pożodze duszy niemogącej oderwać się od pozostawionego gdzieś w Wietnamie świata. Autor nie idealizuje bezsensowności konfliktu. Opowiadanie, które wywarło duże wrażenie to to, w którym wezwany do wojska żołnierz próbuje uciec przed poborem, gdyż nie widzi sensu uczestnictwa w tym konflikcie. Jednocześnie stwierdzając, że są wojny, w których warto brać udział....
Styl autora lekki i łączący pamietnikarsko-dziennikarski charakter pozwala na bezpośrednie dotarcie do przemyśleń, które uderzają swoim rozsądkiem i trzeźwym poglądem wojennej tragedii.
Polecam. Bo to nie tylko jest o traumie ale też o ludzkim pierwiastku, który próbuje oswoić się z realizmem sytuacji, w której się znalazł.
Współpraca barterowa z Wydawnictwem Czarne
Wojenne opowiadania potrafią zlać się w jeden dość powtarzalny schemat. W przypadku opowiadań dotyczących wojny w Wietnamie Tima O'Brien jest jednak zupełnie inaczej.
W tych perspektywach na własne doświadczenie autor łączy prawdę z fikcją okraszając je własnymi przemyśleniami na temat pokłosia wojennego doświadczenia. Opowiadania eksplorują tematy wojennej traumy,...
Po przeczytaniu opowiadań Tima O’Briena do głowy przychodzi mi jedno słowo - zachwycające. Być może czasem zbyt łatwo przychodzi nam o nadużywanie tego słowa, ale w tym przypadku naprawdę oddaje to, co poczułam wobec tej książki. Myślę, że najbardziej urzekła mnie jej forma. Autor mistrzowsko łączy wspomnienia z fikcją literacką, a taka mieszanka jest czymś co uwielbiam. Narracja pierwszoosobowa zawsze była dla mnie wyjątkowa, więc i tym razem nie mogło być inaczej i to właśnie opowiadania z tej perspektywy stały się moimi ulubionymi.
Każde opowiadanie przedstawia inną historię i sytuację, choć wszystkie opierają się na wspomnieniach i doświadczeniach z okresu wojny w Wietnamie. Choć to zbiór opowiadań, momentami przypomina on pamiętnikarską relację lub coś na wzór powieści. Niektóre teksty są wyjątkowo osobiste, a emocjonalny ciężar, jaki w sobie niosą, z każdą stroną coraz bardziej doskwiera czytelnikowi.
Wojna w Wietnamie jest główną osią, staje się centrum żołnierzy i ich bliskich. Okrucieństwo, przemoc i zepchnięcie człowieczeństwa na dalszy plan stają się codziennością, bo właśnie tego wymaga uczestnictwo w wojnie. Radzenie sobie z takim brzemieniem nie jest proste, dlatego każda forma ucieczki wydaje się w pewnym momencie uzasadniona.
Tim O’Brien napisał dosadną relację, która z niezwykłą precyzją ukazuje skalę wojennego koszmaru. Jego teksty zachwyciły mnie autentycznością, brutalnością, poetyckością i formą. „To, co nieśli” to zbiór opowiadań, w którym ładunek emocjonalny jest ogromny – przytłacza, ale jednocześnie przyciąga swoim tragizmem i beznadziejnością. Ostatecznie wojna odciska trwałe piętno na każdym, kto kiedykolwiek się do niej zbliżył, a dzięki temu, co przekazał nam O’Brien, każde z opowiadań, każda z pojedynczych historii, każdy ich bohater, stają się świadectwem tamtych wydarzeń.
Po przeczytaniu opowiadań Tima O’Briena do głowy przychodzi mi jedno słowo - zachwycające. Być może czasem zbyt łatwo przychodzi nam o nadużywanie tego słowa, ale w tym przypadku naprawdę oddaje to, co poczułam wobec tej książki. Myślę, że najbardziej urzekła mnie jej forma. Autor mistrzowsko łączy wspomnienia z fikcją literacką, a taka mieszanka jest czymś co uwielbiam....
„Wojna jest piekłem, ale to nawet nie pół prawdy” – pisze Tim O’Brien, amerykański weteran i pisarz, który w swojej antologii „To, co nieśli” przesuwa granice tego, czym może być literatura wojenna. To nie zbiór relacji, nie pamiętnik i nie klasyczna powieść o froncie. To książka o samej istocie opowiadania wojny, o niemożliwości jej opowiedzenia. Trochę też o tym, że właśnie w tej niemożliwości rodzi się prawda.
Ba! Śmiem twierdzić (choć mogę się mylić), że od czasów Vonneguta i jego „Rzeźni numer pięć” nikt nie napisał o wojnie tak lirycznie, a zarazem tak bezlitośnie. I to nie tylko o Wietnamie, ale o każdej wojnie, jaka się wydarzyła i jaka jeszcze się wydarzy.
Gdy w 1990 roku O’Brien wydał „The Things They Carried”, amerykańscy krytycy dostrzegli w nim duchowego spadkobiercę Hemingwaya i Crane’a. Dziś książka ta, po raz pierwszy w nowym polskim przekładzie Tomasza S. Gałązki, brzmi z jeszcze większą siłą. Nie tylko dlatego, że wojna znów stała się czymś codziennym, lecz dlatego, że O’Brien pokazuje, jak wojna wchodzi pod skórę języka, jak deformuje pamięć i prawdę.
Autor sam był żołnierzem. Przeżył Wietnam, został ranny, wrócił z Purpurowym Sercem, ale jak sam przyznaje, nigdy z tej wojny nie wrócił naprawdę. Jego pisanie to nie próba rozliczenia się z przeszłością, lecz ciągłe, obsesyjne obracanie kamienia – przyglądanie się traumie z każdej strony, aż do przezroczystości. Autor nie pyta o to, co się wydarzyło?. Pyta co znaczy, że coś się wydarzyło?.
Pierwsze opowiadanie to prawdziwy majstersztyk krótkiej formy. Formalnie przypomina niemal matematyczną wyliczankę. Ile waży karabin, ile naboje, ile zapas wody, ile listy od dziewczyny. Ale za tą prozą konkretnych gramów i funtów kryje się ciężar niezważony: strach, miłość, żal, wstyd. To, co nie mieści się w plecaku, a jednak przygniata najmocniej.
I tu O’Brien dokonuje rzeczy niezwykłej. Ta wyliczanka zamienia się w poezję. Ciało żołnierza staje się metaforą pamięci, a pamięć formą przetrwania. W kolejnych opowiadaniach ten rytm powraca. Tworzy strukturę przypominającą marsz. Krok po kroku, zdanie po zdaniu, aż do zatrzymania.
W połowie tomu O’Brien sam wchodzi do tekstu. Jako narrator i postać. Opowiada o pisaniu wojennej historii i o tym, jak nie można jej napisać naprawdę. „Prawdziwa historia wojny” – powiada – „nigdy nie daje poczucia sensu”. To moment, w którym „To, co nieśli” przekracza granice realizmu i staje się metafikcją. Opowieścią o opowiadaniu, literaturą o literaturze. W tym sensie O’Brien stoi bliżej Borgesa czy Sebalda niż Hemingwaya. Jego wojna dzieje się w języku, w pamięci, w narracji, nie tylko w dżungli.
Nie sposób nie wspomnieć o kunszcie konstrukcyjnym tego zbioru. Dwadzieścia jeden opowiadań tworzy strukturę pozornie rozproszoną. Mozaikę wspomnień, anegdot, listów, spowiedzi. A jednak całość działa jak precyzyjny mechanizm. W jednym tekście narrator wspomina śmierć towarzysza, w kolejnym wraca do tej samej sceny z innej perspektywy, jakby chciał udowodnić, że żadna wersja nie wystarczy.
To właśnie w tej powtarzalności, w tym nieustannym mówieniu o tym samym, O’Brien odnajduje prawdę o pamięci. Wojna jest nie tylko zdarzeniem, ale stanem umysłu. To, co się raz wydarzyło, wydarza się bez końca. „To, co nieśli” można czytać obok „Obłędu” Jerzego Krzysztonia. W obu książkach trauma nie kończy się wraz z ostatnim rozdziałem.
Seria Opowiadań Amerykańskich jest tak fenomenalna, bo oddaje głos twórcom osobnym. Każdy ma swój unikatowy styl, frazy, pomysł na pisanie. Nie inaczej jest i tym razem. O’Brien pisze językiem surowym, często rytmicznym, niemal hipnotycznym. Jego zdania potrafią brzmieć jak wersy wiersza, ale nigdy nie popadają w emfatyczność. Polski przekład Tomasza S. Gałązki oddaje tę równowagę. Między chłodem a liryką, między wojskową precyzją a emocjonalnym drżeniem. Widać tu świetne ucho dla niuansu, do amerykańskich idiomów (frazy żołnierskie, potoczności, groteskowe dialogi). Każde słowo jest na swoim miejscu, a rytm narracji wciąga jak melodia marszu przez dżunglę. Oryginału nie czytałem, ale jestem przekonany, że lepiej oddać się go nie dało.
Uniwersalność tej prozy wynika z tego, że O’Brien nie opisuje konkretnego konfliktu. Skupia się na stanie człowieka w obliczu wojny. Znowuż wrócę do Hemingwaya, który w mojej opinii stoi na zupełnie innej półce. „To co nieśli” jest zdecydowanie bliżej Różewicza. Wojna u niego nie tworzy bohaterów, lecz rozbija język, świadomość, moralność. To literatura, która nie daje katharsis, tylko zostawia w pół kroku.
Czy „To, co nieśli” to zbiór opowiadań? Powieść? Poemat epicki rozbity na fragmenty? Każda odpowiedź jest poprawna i żadna nie jest ostateczna. Właśnie ta niejednoznaczność czyni książkę tak nowoczesną. Autor potrafi połączyć reporterską obserwację z liryzmem i filozoficzną refleksją o naturze prawdy.
Każde z opowiadań działa samodzielnie, ale dopiero w całości ujawnia się pełna kompozycja. Jak gdyby autor budował symfonię z osobnych instrumentów. O’Brien otwiera pamięć jak ranę i pokazuje, że krwawić można słowami. Z tych słów buduje pomnik, który nigdy nie stwardnieje.
Recenzja ukazała się pod adresem https://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2025/10/recenzja-to-co-niesli-tim-obrien.html
„Wojna jest piekłem, ale to nawet nie pół prawdy” – pisze Tim O’Brien, amerykański weteran i pisarz, który w swojej antologii „To, co nieśli” przesuwa granice tego, czym może być literatura wojenna. To nie zbiór relacji, nie pamiętnik i nie klasyczna powieść o froncie. To książka o samej istocie opowiadania wojny, o niemożliwości jej opowiedzenia. Trochę też o tym, że...
„To, co się nosiło, było targane, czyli na przykład porucznik Jimmy Cross targał swoją miłość do Marthy po wzgórzach i mokradłach. Można też było używać formy zwrotnej, targać się, czyli iść gdzieś, maszerować, ale zawsze z implikacją, że to wędrówka z obciążeniem.”
Pierwsze opowiadanie powala na ziemię. To bodajże najlepsza proza o doświadczeniu wojny w Wietnamie, jaką czytałam. Tim O’brien wie o czym pisze, bo sam jej doświadczył, by następnie poświęcić swoje życie twórcze na tematykę wojenną.
Od strony dosłownej pierwsze (wybitne!) opowiadanie jest swoistą wyliczanką rzeczy, które noszą ze sobą żołnierze i ile każda z tych rzeczy waży, zależnie od rangi, narzuconej funkcji, rodzaju myśli czy przesądów. Ze strony metaforycznej z kolei czytelnik czuje, że to tak naprawdę wyliczanka „niezważonego strachu”, który rozpycha się pośród sprzętu, zakrada się pod mundur, skrywa się na tym zdjęciu ukochanej, za którą żołnierz tęskni. Pod tą peleryną, która ma chronić przed deszczem, ale może też być peleryną, w którą zawiną twoje poległe ciało.
O’brien pobudza czytelniczą wyobraźnię od pierwszego zdania i wymaga poczucia od nas respektu do „tego, co niesie” każdy żołnierz. Tutaj „wszyscy nosili własne duchy.” Chodzi o to, że rzeczy do niesienia nigdy nie zabraknie. Im więcej udźwigniesz, im dalej zajdziesz, tym bardziej myślisz, że docierasz do końca wojny, a on ci umyka, wciąż dorzuca kolejne gabaryty do niesienia, do zniesienia.
„Nosili, ile tylko byli w stanie udźwignąć i jeszcze odrobinę, w tym także milczący respekt dla straszliwej mocy tego wszystkiego, co nieśli.
Kolejne opowiadania przybliżają kolejny aspekty wojny. O’Brien przemawia też własnym głosem. Opisuje chwile otrzymania poboru i tego konsekwencje oraz jego pierwsze reakcje. Próbuje odpowiedzieć na pytanie czym jest wojna i czy ma ona kiedykolwiek jakiś morał.
O’Brien udowadnia swoim pisaniem, że opowiadania mają moc uprzedmiotowienia własnych doświadczeń. Autor robi coś z czym się jeszcze w krótkiej formie nie spotkałam. Fikcję przeplata faktami, odzywa się własnym głosem, ale i znajomych mu weteranów, którzy dzielili się tym, co w środku. O tym jak Wietnam nigdy nie wychodzi z człowieka, niektórych rzuci w wir twórczy, a innych w wir samozatracenia, a nawet odebrania sobie życia.
Czytelnik nie spieszy się w tej prozie, za dużo w niej brutalnej szczerości przeplatającej się z lirycznym pięknem pióra O’brien’a. Spędził rok w Wietnamie, został dwukrotnie postrzelony, widział śmierć kolegów. Pisze o Wietnamie, ale tak naprawdę pisze o każdej wojnie i o tym, jak odkłada się ona w każdym weteranie. „To, co nieśli” dołącza do mojego top tomu ze zbioru opowiadań amerykańskich. Zostawia czytelnika w niemym zachwycie nad piórem autora, ale też bolesną prawdą o uniwersalności traum.
Nie omińcie tego zbioru. Jest koniecznością. Mistrzostwem krótkiej formy. Najszczerszym zobrazowaniem ludzkiego doświadczenia.
„To, co się nosiło, było targane, czyli na przykład porucznik Jimmy Cross targał swoją miłość do Marthy po wzgórzach i mokradłach. Można też było używać formy zwrotnej, targać się, czyli iść gdzieś, maszerować, ale zawsze z implikacją, że to wędrówka z obciążeniem.”
Pierwsze opowiadanie powala na ziemię. To bodajże najlepsza proza o doświadczeniu wojny w Wietnamie, jaką...
„To, co nieśli” to książka niezwykła, balansująca pomiędzy powieścią a zbiorem opowiadań, pamiętnikiem a fikcją, świadectwem a medytacją. Tim O’Brien, weteran wojny w Wietnamie, wykorzystuje literackie narzędzia, aby opowiedzieć o tym, jak wojna osiada w pamięci, kształtuje dalsze życie i jak trudno ją wyrazić w słowach.Utwór ten nie ma jednej linearnej fabuły. Zamiast tego oferuje szereg epizodów splecionych ze sobą poprzez postacie, motywy i powracające jak koszmar pytania o nagą prawdę. Już w otwierającym rozdziale autor przedstawia, co żołnierze „niosą”: karabiny, granaty, apteczki, listy, zdjęcia, talizmany. Jednak za tymi przedmiotami kryje się głęboka metafora. Wszystkie obciążone są emocjonalnym znaczeniem. Największe z nich są niewidzialne: pogłębiający się strach przed śmiercią, gargantuiczne poczucie winy za towarzyszy, którzy nie przeżyli, permanentny wstyd przed dezercją. To zestawienie konkretu z metaforą sprawia, że czytelnik odczuwa wagę działań zbrojnych nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Jednym z kluczowych pytań książki jest: jak opowiedzieć prawdę o haniebnych wydarzeniach zapisanych na karcie historii świata? O’Brien otwarcie przyznaje, że same fakty nie wystarczą. Prawda zwykle jest chaotyczna, sprzeczna, subiektywna, często niemożliwa do oddania w linearnym opisie. Dlatego narrator nieustannie igra z czytelnikiem: opowiada, odwołuje opowieść, pisze ją ponownie w zmienionej wersji. Ten zabieg nie jest literacką sztuczką, lecz sposobem oddania rzeczywistej pracy ludzkiej pamięci i pokłosia traumy. Czytelnik nigdy nie ma pewności, co „naprawdę” się zdarzyło, a co projektuje psychika postaci. Jeden z najważniejszych rozdziałów opowiada o granicznej chwili, gdy narrator rozważa ucieczkę z USA, aby uniknąć wojny. Ostatecznie podporządkowuje się presji społecznej, nie tyle z przekonania, ile z narastającego lęku przed oskarżeniem o tchórzostwo. O’Brien peroruje, że wstyd bywa silniejszy niż ideologia czy obowiązek. Relacje między żołnierzami z kolei są pełne sprzeczności: z jednej strony solidarność, intymność, wspólne rytuały; z drugiej izolacja, ponieważ każdy dźwiga własne lęki skrywane głęboko przed oczami kolegów. O’Brien znakomicie uchwycił tę dwoistość, wskazując, że batalia tworzy wspólnotę opartą na bezbrzeżnej przemocy, ale nie daje poczucia całkowitego zrozumienia. Styl autora przypomina modlitwę lub zaklęcie. Jakby narrator zmuszony był powtarzać jak klisze pewne obrazy, by je utrwalić i ostatecznie oswoić. Jednocześnie język jest oszczędny, daleki od patosu, co sprawia, że opowieści są sugestywne i wiarygodne, a czytelnik nieustannie czuje ciężar tragicznych i niestety uniwersalnych doświadczeń, o których mowa. „To, co nieśli” uznawane jest dziś za jedno z najważniejszych dzieł literatury wojennej XX wieku. Nie tylko dokumentuje doświadczenie Wietnamu, ale redefiniuje sposób mówienia o wojnie w ogóle. O’Brien przesunął akcent z wydarzeń na emocje, z faktów na pamięć, z historii na opowieść. Dzięki temu książka stała się punktem odniesienia dla późniejszych pisarzy podejmujących temat wojny, traumy i narracji.„To, co nieśli” nie daje prostych odpowiedzi i nie proponuje pełnej narracji. Najważniejsze w tej książce nie jest to, co się wydarzyło, ale jak o tym opowiadać — i jak to opowiadanie kształtuje zarówno pamięć jednostki, jak i zbiorową wyobraźnię o konfliktach zbrojnych. To lektura wymagająca, naturalistyczna, lecz niezwykle wartościowa: poruszająca, antywojenna, literacko mistrzowska i etycznie istotna. Wciąga w sam środek ludzkich lęków, win i pragnień, a potem każe zadać pytanie: co ja sam niosę? Czytelnik wychodzi z niej odmieniony. Z większym zrozumieniem dla kruchości człowieka i z głębszą świadomością, że nie zawsze jednostka ma wpływ na to, co kształtuje jej rzeczywistość.
„To, co nieśli” to książka niezwykła, balansująca pomiędzy powieścią a zbiorem opowiadań, pamiętnikiem a fikcją, świadectwem a medytacją. Tim O’Brien, weteran wojny w Wietnamie, wykorzystuje literackie narzędzia, aby opowiedzieć o tym, jak wojna osiada w pamięci, kształtuje dalsze życie i jak trudno ją wyrazić w słowach.Utwór ten nie ma jednej linearnej fabuły. Zamiast tego...
Książeczka niewielka objętościowo z licznymi wtrętami autora uczestnika wojny w Wietnamie nie jest jakimś wybitnym dziełem literackim, ale dająca do myślenia.
Zbiór opowiadań pisanych przez O`Briena, 43-letniego pisarza jest rodzajem wyrywkowych wspominków o tym co sam przeżył na polach Wietnamu.
Bezsens wojny, działań zbrojnych w celu unicestwiania innego narodu dla własnych takich czy innych korzyści oburza i woła o pomstę do nieba.
Ci młodzi chłopcy, drastycznie wyrwani ze swojego bezpiecznego i spokojnego, może nawet czasem nudnego życia mieli zabijać z zimną krwią, wypełniać idiotyczne rozkazy swoich przełożonych, często nie mających zielonego pojęcia o realiach.
W tej wojennej machinie, radzą sobie ze stresem i ze śmiercią na swój sposób, który może oburzać czy wydawać się mocno deprecjonujący powagę sytuacji. Ale to przecież były dzieciaki, dla których większym wstydem był strach przed okazaniem się tchórzem, że nie poszli na wojnę, niż sama wojna.
Dla mnie najbardziej symboliczne i najlepiej oddające całą ideę wojny było opowiadanie o śmierci Kiowa na polu gówna.
Szybka lektura, uderzająca swoją prostotą, a jednocześnie bardzo dosadna, tragiczna i dramatyczna relacja żołnierza, którego córka zabrana na wycieczkę do Wietnamu nic nie pojmowała z koszmaru, jakiego uczestnikiem był jej ojciec.
Polecam
Książeczka niewielka objętościowo z licznymi wtrętami autora uczestnika wojny w Wietnamie nie jest jakimś wybitnym dziełem literackim, ale dająca do myślenia.
Zbiór opowiadań pisanych przez O`Briena, 43-letniego pisarza jest rodzajem wyrywkowych wspominków o tym co sam przeżył na polach Wietnamu.
Bezsens wojny, działań zbrojnych w celu unicestwiania innego narodu dla...
Książka bardzo smutna, trudna i wymagająca. Brzmi jak zmyślona, ale z tyłu głowy człowiek wie, że tak było naprawdę. Tym bardziej, że O'Brien faktycznie walczył w Wietnamie i ta lektura jest spisem jego wspomnień z tego okresu. Okrutna, brudna i krwista, ale bardzo wciągająca.
Książka bardzo smutna, trudna i wymagająca. Brzmi jak zmyślona, ale z tyłu głowy człowiek wie, że tak było naprawdę. Tym bardziej, że O'Brien faktycznie walczył w Wietnamie i ta lektura jest spisem jego wspomnień z tego okresu. Okrutna, brudna i krwista, ale bardzo wciągająca.
Kolejna z książek z zestawienia 100 książek, które warto przeczytać wg. Amazona.
Aby przeczytać tę książkę, można powiedzieć, że przemierzyłam góry i lasy... Ale to nic w porównaniu jaką drogę musieli przejść żołnierze Kompanii Alfa, zarówno tę fizyczną jak i emocjonalną.
Zbiór opowiadań Tima O'Briena traktujących o wojnie w Wietnamie to nie jest z pewnością lekka pozycja. W książce nie brakuje dosadnych opisów. Kto czytał, ten wie, o które chodzi...
Pomimo, że bohaterowie opowiadań próbowali obrócić śmierć w żart, aby nie zwariować na polu walki to ukazuje jak ciężko było im się odnaleźć w tej sytuacji. Wojna zdecydowanie zmienia ludzi i popycha do różnych zachowań, których z dużym prawdopodobieństwem nie dokonaliby w normalnych warunkach.
Kilka opowiadań zapamiętam na długo np. "Na Deszczowej Rzece", "Na polu" czy "Życie umarłych".
Kolejna z książek z zestawienia 100 książek, które warto przeczytać wg. Amazona.
Aby przeczytać tę książkę, można powiedzieć, że przemierzyłam góry i lasy... Ale to nic w porównaniu jaką drogę musieli przejść żołnierze Kompanii Alfa, zarówno tę fizyczną jak i emocjonalną.
Zbiór opowiadań Tima O'Briena traktujących o wojnie w Wietnamie to nie jest z pewnością lekka...
Się chyba nie znam. Niby książka o Wietnamie (i tym się skusiłem), a Wietnamu to tu mniej niż u A Donga. Równie dobrze akcja mogłaby dziać się w jakiejś wiosce na Podlasiu. Zupełnie nie czuję tego patosu, cierpienia i tragedii opowiadającego. Spodziewałem się historii wojennych, a wyszły jakieś rzewne smęty.
Jak ktoś lubi węgierskie firmy nieme z lat pięćdziesiątych i podnosi paluszek przy piciu herbaty, to książka w sam raz dla niego/niej. Reszta zdecydowanie powinna czytać coś innego
Się chyba nie znam. Niby książka o Wietnamie (i tym się skusiłem), a Wietnamu to tu mniej niż u A Donga. Równie dobrze akcja mogłaby dziać się w jakiejś wiosce na Podlasiu. Zupełnie nie czuję tego patosu, cierpienia i tragedii opowiadającego. Spodziewałem się historii wojennych, a wyszły jakieś rzewne smęty.
Jak ktoś lubi węgierskie firmy nieme z lat pięćdziesiątych i...
Okropnie się czuję, pisząc, że byłoby lepiej, gdyby pewnych fragmentów nie było. To jest tak osobista książka, że wiem, że właśnie tak miało być i te fragmenty też tam miały być. Muszą tam być. Ale właśnie te fragmenty (których jest zresztą niewiele) osłabiają ogólny odbiór całości, tych innych fragmentów, które są strasznie, okropnie mocne, bolesne, i wszystko inne. O takich rzeczach nie mówi się, że się podobały czy nie, ale mimo wszystko wolałbym przeczytać Rzeczy które, nieśli przed Depeszami Michaela Herra.
Okropnie się czuję, pisząc, że byłoby lepiej, gdyby pewnych fragmentów nie było. To jest tak osobista książka, że wiem, że właśnie tak miało być i te fragmenty też tam miały być. Muszą tam być. Ale właśnie te fragmenty (których jest zresztą niewiele) osłabiają ogólny odbiór całości, tych innych fragmentów, które są strasznie, okropnie mocne, bolesne, i wszystko inne. O...
Przeczytałem dopiero teraz. Pewnie dużo za późno. I jestem trochę rozczarowany, w porównaniu do "W pogoni za Cacciatem" chaotyczna i jakby trochę pisana na siłę. Ale rozumiem, a przynajmniej tak mi się wydaje, autora i jego opisywanych towarzyszy. Mimo upływu czasu, warto przeczytać.
Ps; (tak sobie myślę, ze takie książki są zawsze aktualne)
Przeczytałem dopiero teraz. Pewnie dużo za późno. I jestem trochę rozczarowany, w porównaniu do "W pogoni za Cacciatem" chaotyczna i jakby trochę pisana na siłę. Ale rozumiem, a przynajmniej tak mi się wydaje, autora i jego opisywanych towarzyszy. Mimo upływu czasu, warto przeczytać.
Ps; (tak sobie myślę, ze takie książki są zawsze aktualne)
arcydzieło. niezwykła sprawność literacka, niezwykłe obserwacje, pochłaniajaca książka
„Jeśli pod koniec wojennej historii czujesz uniesienie, jeśli czujesz, że jakiś mały strzęp czegoś moralnie wzniosłego został uratowany spośród odpadków, padłeś ofiarą bardzo starego, strasznego kłamstwa".
arcydzieło. niezwykła sprawność literacka, niezwykłe obserwacje, pochłaniajaca książka
„Jeśli pod koniec wojennej historii czujesz uniesienie, jeśli czujesz, że jakiś mały strzęp czegoś moralnie wzniosłego został uratowany spośród odpadków, padłeś ofiarą bardzo starego, strasznego kłamstwa".
Pozycję tą odkryłem przez przypadek, dzięki pewnej znajomej z naszego portalu lubimyczytać.pl, która zamieściła na swoim blogu zestawienie 100 najlepszych książek z listy amerykańskich lektur szkolnych - do zapoznania których zachęcam.
Już sama tematyka zachęciła mnie do sięgnięcia po tą pozycję. Nie przypuszczałem nawet, iż będzie to ciężka podróż przez wewnętrzny świat bohaterów, jakimi byli żołnierze amerykańscy walczący w Wietnamie.
Pozycja naprawdę mocna, nie pozastawiająca złudzeń, że wojna jest tak naprawdę pasmem samych nieszczęść i niekończącego się cierpienia, zarówno ofiar, jak i oprawców.
Ale ten wewnętrzny świat żyje swoim życiem, nie dając się jednoznacznie zdefiniować, nazwać - uciekając od schematów, ponieważ każdy z bohaterów próbuje na swój sposób uciec od otaczającej go rzeczywistości.
Nie polecam książki osobom bardzo wrażliwym, ponieważ niektóre opisy sytuacji, w których znaleźli się bohaterowie są makabryczne, odrzucające.
9/10 z mojej strony nie jest oceną na wyrost, tak wciągającej i oryginalnej pozycji nie sposób nie docenić. Na najwyższe uznanie jednak zasługuje kunszt pisarza, który przez wykreowanie świata wojny, w której sam wziął udział przenosi nas w jej najmroczniejsze zakątki.
Pozycję tą odkryłem przez przypadek, dzięki pewnej znajomej z naszego portalu lubimyczytać.pl, która zamieściła na swoim blogu zestawienie 100 najlepszych książek z listy amerykańskich lektur szkolnych - do zapoznania których zachęcam.
Już sama tematyka zachęciła mnie do sięgnięcia po tą pozycję. Nie przypuszczałem nawet, iż będzie to ciężka podróż przez wewnętrzny świat...
Mam dosyć Wietnamu. Ilość książek i filmów o tematyce Wietnamu zamuliła mnie kompletnie. Jasnym jest, że dla Amerykanów jest to tak ważny okres w historii, że wspominania o nim nigdy nie jest za dużo. Podobnie dla mnie nigdy nie ma za dużo książek i filmów odnośnie II Wojny Światowej w odniesieniu do naszego kraju. Rozumiem doskonale. Ale nie chcę już czytać, słuchać i patrzeć na Wietnam. Mam przesyt.
Mam dosyć Wietnamu. Ilość książek i filmów o tematyce Wietnamu zamuliła mnie kompletnie. Jasnym jest, że dla Amerykanów jest to tak ważny okres w historii, że wspominania o nim nigdy nie jest za dużo. Podobnie dla mnie nigdy nie ma za dużo książek i filmów odnośnie II Wojny Światowej w odniesieniu do naszego kraju. Rozumiem doskonale. Ale nie chcę już czytać, słuchać i...
Bardzo ciekawe opowiadania z czasów amerykańskiej wojny w Wietnamie. Pisane z perspektywy zwykłych, szeregowych żołnierzy USA. Opowieści nie są przepojone przemocą ale są tak skonstruowane, iż wyobraźnia czytelnika niejako dopowiada sobie obraz okrucieństw tej jak i innych wojen.
Bardzo ciekawe opowiadania z czasów amerykańskiej wojny w Wietnamie. Pisane z perspektywy zwykłych, szeregowych żołnierzy USA. Opowieści nie są przepojone przemocą ale są tak skonstruowane, iż wyobraźnia czytelnika niejako dopowiada sobie obraz okrucieństw tej jak i innych wojen.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna książka o śmierci, nie wprost ale dotyka właśnie tego tematu na bazie opowieści wojennych z Wietnamu. Śmierć nie jest jedynym tematem książki, jednak wiodącym. Dobrze się czyta i zmusza do refleksji.
Świetna książka o śmierci, nie wprost ale dotyka właśnie tego tematu na bazie opowieści wojennych z Wietnamu. Śmierć nie jest jedynym tematem książki, jednak wiodącym. Dobrze się czyta i zmusza do refleksji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobre opowiadania o wojnie w Wietnamie. Choć minęło 20 lat, autor wciąż dokładnie widzi różne sceny, słyszy dźwięki, czuje zapachy - nie da się tego zapomnieć. Przekład doskonały, naprawdę świetnie to się czyta.
Bardzo dobre opowiadania o wojnie w Wietnamie. Choć minęło 20 lat, autor wciąż dokładnie widzi różne sceny, słyszy dźwięki, czuje zapachy - nie da się tego zapomnieć. Przekład doskonały, naprawdę świetnie to się czyta.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toProblem z definicją tego, co przeczytaliśmy odzwierciedla trudność opowiedzenia o wojnie. Niby to zbiór relacji, niby zbiór opowiadań, ale także zapis wspomnień. Nade wszystko jednak są to przekłamania, o czym pisze wprost sam autor Tim O`Brien. Wiedzcie, że w książce znajdziecie pokrętną gmatwaninę, ale nie znajdziecie tonu podniosłego, czy wzmagającego heroizm wojaków. Nie, to historie o ludziach próbujących dźwignąć wojenne przeżycia, próbujących uporać się z nimi, przejść do porządku dziennego. „To, co nieśli” jest solidnym kawałem literatury o wojnie.
Fakty: autor był żołnierzem, był ranny, przetrwał Wietnam. Takie są fakty, ale w zestawieniu z rzeczywistością wydają się być niewystarczające. Otóż wojna go już nie opuściła. Zamieszkała w nim, weszła w język. Przeszłość przeszłością się nie stała. W tym upatrywałbym największej siły tej prozy. Same fakty nie wystarczą by opisać wojnę, tu potrzeba opisu emocji, przeżyć, ale to podszyte nieprawdą przecież jest. Pamięć szwankuje. Być może dlatego opowiadanie tytułowe jest jedynym, by tak rzec, konkretnym i zawiera wyliczankę rynsztunku żołnierskiego noszonego przez każdego z nich.
Konieczność przyjmowania wielu perspektyw, żeby zrozumieć (?), pojąć sens (?) jest koniecznością, jak stara się przekonać autor. Weźmy śmierć jednego z kompanów. Raz pojawia się jako wspomnienie, by po jakimś czasie pojawić się znów, ale w innej wersji, innym ujęciu. Może na styku wszystkich wersji leży prawda. Trudno powiedzieć, ale poznać trzeba by wszystkie. Surowo wszystko zostało opisane. 21 opowiadań spaja idea przedstawienia człowieka w obliczu wojny. I to się autorowi udaje. Udaje mu się coś jeszcze, a mianowicie uzyskać uniwersalność. Absolutnie koniecznie.
Problem z definicją tego, co przeczytaliśmy odzwierciedla trudność opowiedzenia o wojnie. Niby to zbiór relacji, niby zbiór opowiadań, ale także zapis wspomnień. Nade wszystko jednak są to przekłamania, o czym pisze wprost sam autor Tim O`Brien. Wiedzcie, że w książce znajdziecie pokrętną gmatwaninę, ale nie znajdziecie tonu podniosłego, czy wzmagającego heroizm wojaków....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to6/10
6/10
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWątek tego, że Wietnam był miejscem, w którym straszy - a amerykańscy żołnierze zwyczajnie bali się duchów kryjących się nocą w dżungli - jako metafora bagna, w które Ameryka weszła na własne życzenie w 1955 roku, pozostanie ze mną chyba najdłużej, jeśli chodzi o tę książkę. Dobre i mocne.
Wątek tego, że Wietnam był miejscem, w którym straszy - a amerykańscy żołnierze zwyczajnie bali się duchów kryjących się nocą w dżungli - jako metafora bagna, w które Ameryka weszła na własne życzenie w 1955 roku, pozostanie ze mną chyba najdłużej, jeśli chodzi o tę książkę. Dobre i mocne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWojna to byt, z którym nawet przelotne zetknięcie zostawia ślady na zawsze. Zapisują się w ciele, w pulsie, w psychice. Wynikają pod skórę,do tkanek, wojna przeobraża człowieka, stwarzając go na nowo – podszytego nią niczym niechcianą, uwierającą podszewką.Dowodem tego są opowiadania Tima O’Briena “To, co nieśli”.
Wojna nie kończy się wraz z ostatnim strzałem, ani wywieszeniem białej flagi.
O’Brien pokazuje wojnę w Wietnamie jako doświadczenie, które składa się z rzeczy noszonych na plecach i w głowie: broni, listów, zdjęć, talizmanów, ale też strachu, poczucia winy, wstydu, żalu i pamięci. Te opowiadania nie budują heroicznej narracji – przeciwnie, demontują ją, skupiając się na zwykłych żołnierzach, ich lękach, słabościach i próbach zachowania resztek człowieczeństwa.
Wydaje mi się, że wspólnym mianownikiem tych opowiadań jest ciężar. I to nie tylko ten fizyczny. Drugim motywem, który się powtarza jest niepewność prawdy: O’Brien miesza fakty z fikcją, pokazując, że wojna rozsadza klasyczne pojęcia prawdy i kłamstwa. Liczy się nie tyle to, „jak było”, ile to, jak się pamięta i jak to dalej boli..
Od strony językowej te opowiadania są zaskakująco oszczędne. Zdania bywają krótkie, konkretne, niemal reportażowe. Autor często rezygnuje z metafory na rzecz nagiego faktu, jakby chciał odebrać czytelnikowi komfort estetyzowania przemocy. Opisy zwłok czy ran są dosadne, ale podane chłodno, bez emfazy.
Charakterystyczne jest też powtarzanie: słów, fraz, całych obrazów. Ten rytm przypomina natrętne wspomnienia, język krąży wokół tych samych scen, nie potrafi ich domknąć ani uporządkować – dokładnie tak, jak pamięć po wojnie.
Ważna jest również mieszanka tonów: brutalność sąsiaduje z banalnością, ironią, a czasem nawet z czarnym humorem. O’Brien świadomie rozbija patos, wplatając proste, potoczne sformułowania, żołnierski slang, wyliczenia.
Co istotne, autor nieustannie podważa możliwość opowiedzenia wojny „prawdziwie”. Komentuje własne opowieści, poprawia je, unieważnia, pokazując, że słowa są tu zawsze niewystarczające. Polecam!
Wojna to byt, z którym nawet przelotne zetknięcie zostawia ślady na zawsze. Zapisują się w ciele, w pulsie, w psychice. Wynikają pod skórę,do tkanek, wojna przeobraża człowieka, stwarzając go na nowo – podszytego nią niczym niechcianą, uwierającą podszewką.Dowodem tego są opowiadania Tima O’Briena “To, co nieśli”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWojna nie kończy się wraz z ostatnim strzałem, ani...
Książkę zauważyłem kilka lat temu na liście top Stephena Kinga.
Mogę również polecić. Książka ma w sobie praktycznie wszystko.
" wśród wszystkich wietnamskich niepewności, wszystkich tajemnic i niewiadomych istniał przynajmniej ten jeden stały pewnik: że rzeczy do niesienia to im nigdy nie zabraknie"
Książkę zauważyłem kilka lat temu na liście top Stephena Kinga.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMogę również polecić. Książka ma w sobie praktycznie wszystko.
" wśród wszystkich wietnamskich niepewności, wszystkich tajemnic i niewiadomych istniał przynajmniej ten jeden stały pewnik: że rzeczy do niesienia to im nigdy nie zabraknie"
Książka nieco nierówna. Czyta się dosyć szybko, jednakże nie wszystkie wątki są porywające. Podoba mi się przedstawienie traumy z perspektywy szeregowego żołnierza i jak wojna może zmienić umysł człowieka. Wątki towarzyszy z oddziału niestety były ciekawsze od losów głównego bohatera, którym jest autor.
Książka nieco nierówna. Czyta się dosyć szybko, jednakże nie wszystkie wątki są porywające. Podoba mi się przedstawienie traumy z perspektywy szeregowego żołnierza i jak wojna może zmienić umysł człowieka. Wątki towarzyszy z oddziału niestety były ciekawsze od losów głównego bohatera, którym jest autor.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNieco nierówna książka o traumie Wietnamu. Ma świetne chwile, ale jako napisana zapewne w celach terapeutycznych, zawiera jak dla mnie za dużo użalania się Autora nad samym sobą.
Dużą część całości wypełniają zatem dość nieciekawe, żeby nie powiedzieć - nudne, wynurzenia, jak to O’Brien zastanawiał się, czy nie uciec od powołania do Kanady.
Według mnie niepotrzebne są również rozwlekłe fragmenty o tym, jak pisał tą książkę. Dość powszechna to od lat maniera, dla mnie będąca jednak niekoniecznie potrzebnym wypełniaczem…
Tak czy inaczej, za ikoniczny uznałbym taki cytat:
“Jeśli na koniec opowieści z wojny czujecie się podniesieni na duchu, jeśli macie wrażenie, że wśród bezmiaru zniszczeń ocalał choć skrawek prawości, to padliście ofiarą bardzo starego i podłego łgarstwa. Nie ma tam żadnej prawości. Żadnych cnót”. Dotyczy to każdej wojny, według mojego pesymizmu co do Człowieka: obronnej nie wyłączając.
Samą relację z przeżyć na wojnie cechuje duża wiarygodność i obiektywizm, a nawet wręcz krytyka zaangażowania USA w ten konflikt. Chyba w jakiejś mierze wynika to jednak z potrzeby odkupienia swej “winy”, skoro O’Brien nie zdecydował się na dezercję. “Przeżyłem, ale to nie jest szczęśliwe zakończenie. Bo byłem tchórzem. Poszedłem na wojnę”.
Godna uwagi jest jego spostrzegawczość na drugie dno wojny. Autor widzi nie tylko “żółtków”, jak większość jego kolegów, ale po prostu ludzi w granicznej sytuacji. I tylko uwierające mnie pytanie: czy to dopiero efekt pisania, czy czuł tak już “tam i wtedy”...
Szczególną uwagę przykuwa kilka najmocniejszych wątków. Najbardziej przejmującym był dla mnie opis, gdy dowódca plutonu wybrał na nocleg pewne pole, mimo że miejscowe kobiety mówiły że jest “niedobre”. Tam w nocy zostali ostrzelani.
“Bo wiecie co to było? Pole gówna. Wioskowa sralnia. Ni mieli kanalizacji, co nie? Więc szli na pole. Znaczy obozowaliśmy na polu gówna. (...) Pole kipiało. Po wybuchach zostawały głębokie leje z mazią, spulchniały te pokłady odchodów zalegające od wieków i z ziemi z bulgotem uchodził smród”.
“Tamtej nocy zniknął w bagiennej czerni pola. Został worany w mierzwę wojny: jak odpadek dołączył do odchodów”.
“Wyjaśni to wszystko ojcu Kiowy. Starannie, bez zacierania własnych win, opisze, jak granaty moździerzowe wyrywały w błocie leje, wyrzucając gęsty grad tej plugawej mazi, i jak te leje zapadały się zaraz sobie, wypełniały błotem i wodą, wciągały, co popadło, broń, saperki, taśmy amunicyjne, i że w ten właśnie sposób również jego syn Kiowa zespolił się z odchodami, z wojną”.
Naturalistyczna scena wyciągania ciała Kiowy z tego wszystkiego nie ma sobie równych. A potem: “Kiedy ktoś zginął, trzeba było przypisać winę. Jimmy Cross to rozumiał. Można było winić wojnę. Można było winić tych idiotów, którzy wojnę wywołali. Można było winić Kiowę, że poszedł na wojnę. Można było winić deszcz. Można było winić rzekę. Można było winić pole, błoto, klimat. Można było winić wroga. Można było winić granaty z moździerzy. Można było winić ludzi zbyt leniwych, żeby poczytać gazety, znudzonych codziennymi kwotami zabitych, zmieniających kanał przy pierwszej wzmiance o polityce. Można było winić całe narody. Można było winić Boga”.
Na szczęście nie ma tu żadnej idealizacji, dominują oswajające to, co niepojęte, naturalistyczne opisy zwłok - nie tylko wietnamskich, ale i własnej strony.
“I tak usmażona napalmem pielęgniarka wietkongów to spalona frytka. Leżące nieopodal wietnamskie niemowlę – prażony orzeszek. Kiedy Ted Lavender dostał w głowę, chłopaki zaczęły gadać, że jeszcze nigdy nie był aż taki mięciutki, taki spokojny. (...) On nie zginął, tylko się wyluzował”.
“W Wietnamie także mieliśmy sposoby na to, żeby zabici nie wydawali się aż tak nieżywi. Podawanie ręki na przykład. Uwłaczając śmierci, zgrywając się, udawaliśmy, że wcale nie jest tym straszliwym losem, choć nim była. Naszym językiem, tyleż szorstkim, co marzycielskim, przeistaczaliśmy ciała w stosy odpadków”.
Niezwykły jest też epizod z przyjazdem do Wietnamu narzeczonej jednego z żołnierzy, jakby to było dobre miejsce dla młodej kobiety (to jeszcze czasy, kiedy kobiety służą tylko w formacjach pomocniczych, nie jako żołnierki)?
“Tamtej nocy wróciła z dżungli, to przecież przy tym byłem, widziałem te jej oczy, zobaczyłem, że to już zupełnie nie ta sama osoba”.
“Stało się z nią to samo, co z nimi wszystkimi. Przybyli tu czyści, wpadli w gnój i potem już nic nie było takie samo. (...) Wietnam podziałał jak potężny narkotyk: dał tę kombinację nienazwanej zgrozy i nienazwanej rozkoszy”.
“Chodziła na nocne akcje z komandosami “– Wiem, co sobie myślisz, ale to.... to nie jest złe”.
Są też takie żenujące sytuacje, jak straszenie stojącego na warcie “podpadniętego” kolegi - jakby byli dziećmi w piaskownicy. O’Brien sam zresztą to przyznaje: “Średnia wieku w naszym plutonie wynosiła 19, może 20 lat, więc często sprawy przybierały dziwnie zabawowy obrót, jakby to były zawody sportowe w jakimś egzotycznym poprawczaku”.
Najlepsze cytaty, niektóre chyba podkręcone przez “ghostwritera” (pierwsza część całości ukazała się w “Esquire”, magazynie dla mężczyzn).
“To, co nosili, było w znacznej części funkcją konieczności”.
“To, co nieśli, zależało po części od stopnia, po części zaś od specjalności wojskowej”.
“To, co nieśli, zmieniało się w zależności od bieżącego zadania”.
“To, co nieśli, do pewnego stopnia wynikało z przesądów. U mnie jeśli cię zaraz wspomnień”.
“Często nieśli siebie nawzajem. Nosili się z infekcjami”.
“Nieśli największy lęk żołnierza, czyli lęk przed rumieńcem”.
“Przenosili choroby, w tym malarię i dyzenterie”.
“Dźwigali niebo. Dźwigali własne żywoty”.
“Wśród wszystkich wietnamskich niepewności, wszystkich tajemnic i niewiadomych istniał przynajmniej ten jeden stały pewnik: że rzeczy do niesienia to im nigdy nie zabraknie”.
Najwięcej tu mowy o śmierci:
“Bali się zginąć, ale jeszcze bardziej bali się to po sobie pokazać”.
“Kiedy już ktoś zginie, nie ma jak go odśmiercić”.
“Ginęli, żeby nie umierać z zażenowania”.
“Ludzie zabijają i giną, bo wstydzą się tego nie robić”.
Na koniec mowa o tym, co jest prawdziwą opowieścią o wojnie.
“Prawdziwa historia z wojny nigdy nie niesie morału, nie poucza, nie popycha ku cnocie, nie podsuwa modeli pożądanych ludzkich zachowań, nie powstrzymuje ludzi przed czynieniem tego, co czynią od zawsze. Jeśli taka opowieść wydaje się mieć morał, nie wierzcie jej”.
“Prawdziwą historię z wojny da się poznać po absolutnym, bezwzględnym opowiedzeniu się po stronie plugastwa i zła”.
“Prawdziwą historię z wojny można poznać po tym, że człowiek jest nią zażenowany”.
“W wielu przypadkach w prawdziwą historię z wojny nie da się uwierzyć. Jeśli w nią uwierzysz, zachowaj sceptycyzm (...) w innych przypadkach prawdziwej historii z wojny w ogóle nie da się opowiedzieć”.
“Prawdziwa historia z wojny, jeśli ją prawdziwie opowiedzieć, przekona też żołądek”
Nieco nierówna książka o traumie Wietnamu. Ma świetne chwile, ale jako napisana zapewne w celach terapeutycznych, zawiera jak dla mnie za dużo użalania się Autora nad samym sobą.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDużą część całości wypełniają zatem dość nieciekawe, żeby nie powiedzieć - nudne, wynurzenia, jak to O’Brien zastanawiał się, czy nie uciec od powołania do Kanady.
Według mnie niepotrzebne są...
Ogień, prawdziwy ogień! Płonie równikowym żarem i złowrogą groteską wojny. To jakby „Depesze” Michaela Herra, tylko na sterydach, do granic wytrzymałości, naładowane jak granat przed eksplozją absurdem, ironią i czarną komedią, choć niezwykle tragiczną. Chyba najlepsza rzecz, jaką czytałem o wojnie w Wietnamie.
Niektóre opowiadania przeszywają zimnym dreszczem, emocje pełzają po grzbiecie jak tropikalne insekty. Czytelnik naprawdę wchodzi w skład plutonu i osiąga zenit bezsensu. Autor niczym upiorny bimbrownik destyluje prawdę o naturze zła, a mamy tu jej potężne stężenie, czysty spirytus prawdy. Coś tak mocnego, że pali gardło i nie da się tego rozcieńczyć.
To prawda o wojnie w formie ekstremalnej, nie do zniesienia dla wrażliwych, mimo że chwilami znieczula słodkawym syropem groteski. Taką przypowieścią o prawdzie brutalnej i nieubłaganej staje się opowiadanie o dziewczynie jednego z żołnierzy. Nieszczęsna przyjeżdża do epicentrum piekła i niczym Alicja w Krainie Czarów wpada w złowieszczą króliczą norę. Nie od razu, lecz powoli. W rytmie strużki, co sączy jad, infekuje tkanki, rozpuszcza ją w połowicznym rozpadzie. W czarną dziurę, która bezlitośnie pochłania, niszczy, rozkłada wszystkie transcendentne atomy ludzkiej duszy i anihiluje, zabijając w niej niewinność, by wypluć z głębi czeluści jej martwe szczątki.
Pozostaje tylko obsesja i mania, bo piekło działa jak magnes: przeraża, ale wciąga w swoje potworne trzewia, by zniewolić ofiarę. I to jest właśnie ta prawda, która wyciska ludzi z wszelkich złudzeń. Wojna nigdy nie wychodzi z człowieka; gdy już pochłonie duszę, niszczy od środka, toczy jak śmiercionośny bakcyl, którego nie sposób wyleczyć.
Tę tezę autor wielokrotnie potwierdza w innych anegdotach, jak powrót po latach w miejsce, gdzie poległ przyjaciel. Uporczywe wspomnienia i wyrzuty sumienia z powodu śmierci młodego Wietnamczyka. Tragiczna historia kolegi, który nie udźwignął tego ciężaru i targnął się na życie.
To proza bardzo mocna, wybuchowa jak dynamit. Wyciska łzy, bawi, szokuje, powoduje salwy śmiechu, przeraża, a przede wszystkim zmusza do refleksji nad naturą zła i tym, czym staje się człowiek w sytuacjach granicznych, potwornych, gdy na szali zostaje postawione ludzkie życie. Jedyne w swoim rodzaju opowiadania, proza wyjątkowa.
Ogień, prawdziwy ogień! Płonie równikowym żarem i złowrogą groteską wojny. To jakby „Depesze” Michaela Herra, tylko na sterydach, do granic wytrzymałości, naładowane jak granat przed eksplozją absurdem, ironią i czarną komedią, choć niezwykle tragiczną. Chyba najlepsza rzecz, jaką czytałem o wojnie w Wietnamie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiektóre opowiadania przeszywają zimnym dreszczem, emocje...
Pierwsze rozdziały mocno efekciarskie. Faktycznie jakby żywcem wyjęte z jakiegoś Esquire.
Potem jednak otrzymujemy wojnę taką, jaką ona jest, bez upiększeń. Czarna, ziejąca dziura wypełniona gnojem i innymi fekaliami.
Pierwsze rozdziały mocno efekciarskie. Faktycznie jakby żywcem wyjęte z jakiegoś Esquire.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPotem jednak otrzymujemy wojnę taką, jaką ona jest, bez upiększeń. Czarna, ziejąca dziura wypełniona gnojem i innymi fekaliami.
Opowiadania Tima O'Briena to dla mnie spore, pozytywne odkrycie. Autor w kilkunastu opowiadaniach przedstawia nam losy kilku żołnierzy kompanii A podczas wojny w Wietnamie.
Nie mogę powiedzieć, żeby pod kątem treści one mnie jakoś zaskoczyły. Każdy kto przeczytał kilka/kilkanaście pozycji z wojennej literatury wspomnieniowej mniej więcej wie jakie tematy będą poruszane. Że będzie trochę o strachu, oswajaniu śmierci, że będzie sporo żołnierskiego humoru, często absurdalnego i w normalnych okolicznościach niesmacznego, no i będzie sporo rozmaitych, chciałoby się rzec anegdotycznych, opowieści opowiadanych przez żołnierzy swoim kolegom.
Kusi, żeby napisać, że to trochę pozycja autobiograficzna. Autor opisuje swoje przeżycia, swoich kumpli z jednostki, ale jednocześnie mamy do tego dołożony pierwiastek literacki. To nie tylko faktografia, ale też właśnie jak nam ciągle sugeruje O'Brien to trochę taka próba zdefiniowania opowieści żołnierskich i tego czym powinny być. Że im bardziej absurdalna opowieść, tym właśnie bardziej się mogła wydarzyć, że to co normalne nikogo nie dziwi. O'Brien wskazuje jakie sztuczki stosują żołnierze, żeby uwiarygodnić swoje opowieści, tak, że w końcu już sami nie wiemy czy poruszamy się jeszcze w granicach rzeczywistości czy już fantastyki, jak w opowiadaniu o dziewczynie pewnego żołnierza, która przybyła do Wietnamu i zamieszkała w obozie i chodziła na zasadzki z "Zielonymi Beretami". Absurd, ale przecież naoczny świadek stwierdził, że ją widział.
I choć wojna jest tu osią wydarzeń, to opowiadania nie dotyczą stricte tylko samego Wietnamu. Jest świetna opowieść autora o tym jak dostał powołanie i zastanawiał się nad ucieczką do Kanady, jest inny tekst o jego koledze z kompanii, który usiłował sobie ułożyć życie po wojnie. Ale także te wojenne opowieści są po prostu wybitne. Już sam tytuł, to co nieśli, odnosi się do pewnego rodzaju artefaktów, które nosili żołnierze i jest to też pewien motyw, który wraca. I takich właśnie "strzałów" jest więcej. Kolega utopiony w bagnie, człowiek, którego zabił autor, "pinda", która nie odpisała na list, ale pewne słowa szczególnie utkwiły mi w pamięci, które stanowią w zasadzie kwintesencję literatury wojennej.
"No i oczywiście koniec końców prawdziwa historia z wojny wcale nie jest o wojnie. Jest o świetle słońca. O tym specyficznym rozlewaniu się brzasku po rzece, kiedy się wie, że trzeba będzie tę rzekę sforsować i pójść w góry, i robić tam rzeczy, przed których robieniem czuję się strach. O miłości i pamięci. Jest też o smutku i żalu. I o siostrach, które nigdy nie odpisują, i o ludziach, którzy nigdy nie słuchają."
Opowiadania Tima O'Briena to dla mnie spore, pozytywne odkrycie. Autor w kilkunastu opowiadaniach przedstawia nam losy kilku żołnierzy kompanii A podczas wojny w Wietnamie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie mogę powiedzieć, żeby pod kątem treści one mnie jakoś zaskoczyły. Każdy kto przeczytał kilka/kilkanaście pozycji z wojennej literatury wspomnieniowej mniej więcej wie jakie tematy będą poruszane. Że...
Wojenne opowiadania potrafią zlać się w jeden dość powtarzalny schemat. W przypadku opowiadań dotyczących wojny w Wietnamie Tima O'Brien jest jednak zupełnie inaczej.
W tych perspektywach na własne doświadczenie autor łączy prawdę z fikcją okraszając je własnymi przemyśleniami na temat pokłosia wojennego doświadczenia. Opowiadania eksplorują tematy wojennej traumy, nieradzenia sobie z powojenną rzeczywistością zamierającą w pożodze duszy niemogącej oderwać się od pozostawionego gdzieś w Wietnamie świata. Autor nie idealizuje bezsensowności konfliktu. Opowiadanie, które wywarło duże wrażenie to to, w którym wezwany do wojska żołnierz próbuje uciec przed poborem, gdyż nie widzi sensu uczestnictwa w tym konflikcie. Jednocześnie stwierdzając, że są wojny, w których warto brać udział....
Styl autora lekki i łączący pamietnikarsko-dziennikarski charakter pozwala na bezpośrednie dotarcie do przemyśleń, które uderzają swoim rozsądkiem i trzeźwym poglądem wojennej tragedii.
Polecam. Bo to nie tylko jest o traumie ale też o ludzkim pierwiastku, który próbuje oswoić się z realizmem sytuacji, w której się znalazł.
Współpraca barterowa z Wydawnictwem Czarne
Wojenne opowiadania potrafią zlać się w jeden dość powtarzalny schemat. W przypadku opowiadań dotyczących wojny w Wietnamie Tima O'Brien jest jednak zupełnie inaczej.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW tych perspektywach na własne doświadczenie autor łączy prawdę z fikcją okraszając je własnymi przemyśleniami na temat pokłosia wojennego doświadczenia. Opowiadania eksplorują tematy wojennej traumy,...
Po przeczytaniu opowiadań Tima O’Briena do głowy przychodzi mi jedno słowo - zachwycające. Być może czasem zbyt łatwo przychodzi nam o nadużywanie tego słowa, ale w tym przypadku naprawdę oddaje to, co poczułam wobec tej książki. Myślę, że najbardziej urzekła mnie jej forma. Autor mistrzowsko łączy wspomnienia z fikcją literacką, a taka mieszanka jest czymś co uwielbiam. Narracja pierwszoosobowa zawsze była dla mnie wyjątkowa, więc i tym razem nie mogło być inaczej i to właśnie opowiadania z tej perspektywy stały się moimi ulubionymi.
Każde opowiadanie przedstawia inną historię i sytuację, choć wszystkie opierają się na wspomnieniach i doświadczeniach z okresu wojny w Wietnamie. Choć to zbiór opowiadań, momentami przypomina on pamiętnikarską relację lub coś na wzór powieści. Niektóre teksty są wyjątkowo osobiste, a emocjonalny ciężar, jaki w sobie niosą, z każdą stroną coraz bardziej doskwiera czytelnikowi.
Wojna w Wietnamie jest główną osią, staje się centrum żołnierzy i ich bliskich. Okrucieństwo, przemoc i zepchnięcie człowieczeństwa na dalszy plan stają się codziennością, bo właśnie tego wymaga uczestnictwo w wojnie. Radzenie sobie z takim brzemieniem nie jest proste, dlatego każda forma ucieczki wydaje się w pewnym momencie uzasadniona.
Tim O’Brien napisał dosadną relację, która z niezwykłą precyzją ukazuje skalę wojennego koszmaru. Jego teksty zachwyciły mnie autentycznością, brutalnością, poetyckością i formą. „To, co nieśli” to zbiór opowiadań, w którym ładunek emocjonalny jest ogromny – przytłacza, ale jednocześnie przyciąga swoim tragizmem i beznadziejnością. Ostatecznie wojna odciska trwałe piętno na każdym, kto kiedykolwiek się do niej zbliżył, a dzięki temu, co przekazał nam O’Brien, każde z opowiadań, każda z pojedynczych historii, każdy ich bohater, stają się świadectwem tamtych wydarzeń.
Po przeczytaniu opowiadań Tima O’Briena do głowy przychodzi mi jedno słowo - zachwycające. Być może czasem zbyt łatwo przychodzi nam o nadużywanie tego słowa, ale w tym przypadku naprawdę oddaje to, co poczułam wobec tej książki. Myślę, że najbardziej urzekła mnie jej forma. Autor mistrzowsko łączy wspomnienia z fikcją literacką, a taka mieszanka jest czymś co uwielbiam....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Wojna jest piekłem, ale to nawet nie pół prawdy” – pisze Tim O’Brien, amerykański weteran i pisarz, który w swojej antologii „To, co nieśli” przesuwa granice tego, czym może być literatura wojenna. To nie zbiór relacji, nie pamiętnik i nie klasyczna powieść o froncie. To książka o samej istocie opowiadania wojny, o niemożliwości jej opowiedzenia. Trochę też o tym, że właśnie w tej niemożliwości rodzi się prawda.
Ba! Śmiem twierdzić (choć mogę się mylić), że od czasów Vonneguta i jego „Rzeźni numer pięć” nikt nie napisał o wojnie tak lirycznie, a zarazem tak bezlitośnie. I to nie tylko o Wietnamie, ale o każdej wojnie, jaka się wydarzyła i jaka jeszcze się wydarzy.
Gdy w 1990 roku O’Brien wydał „The Things They Carried”, amerykańscy krytycy dostrzegli w nim duchowego spadkobiercę Hemingwaya i Crane’a. Dziś książka ta, po raz pierwszy w nowym polskim przekładzie Tomasza S. Gałązki, brzmi z jeszcze większą siłą. Nie tylko dlatego, że wojna znów stała się czymś codziennym, lecz dlatego, że O’Brien pokazuje, jak wojna wchodzi pod skórę języka, jak deformuje pamięć i prawdę.
Autor sam był żołnierzem. Przeżył Wietnam, został ranny, wrócił z Purpurowym Sercem, ale jak sam przyznaje, nigdy z tej wojny nie wrócił naprawdę. Jego pisanie to nie próba rozliczenia się z przeszłością, lecz ciągłe, obsesyjne obracanie kamienia – przyglądanie się traumie z każdej strony, aż do przezroczystości. Autor nie pyta o to, co się wydarzyło?. Pyta co znaczy, że coś się wydarzyło?.
Pierwsze opowiadanie to prawdziwy majstersztyk krótkiej formy. Formalnie przypomina niemal matematyczną wyliczankę. Ile waży karabin, ile naboje, ile zapas wody, ile listy od dziewczyny. Ale za tą prozą konkretnych gramów i funtów kryje się ciężar niezważony: strach, miłość, żal, wstyd. To, co nie mieści się w plecaku, a jednak przygniata najmocniej.
I tu O’Brien dokonuje rzeczy niezwykłej. Ta wyliczanka zamienia się w poezję. Ciało żołnierza staje się metaforą pamięci, a pamięć formą przetrwania. W kolejnych opowiadaniach ten rytm powraca. Tworzy strukturę przypominającą marsz. Krok po kroku, zdanie po zdaniu, aż do zatrzymania.
W połowie tomu O’Brien sam wchodzi do tekstu. Jako narrator i postać. Opowiada o pisaniu wojennej historii i o tym, jak nie można jej napisać naprawdę. „Prawdziwa historia wojny” – powiada – „nigdy nie daje poczucia sensu”. To moment, w którym „To, co nieśli” przekracza granice realizmu i staje się metafikcją. Opowieścią o opowiadaniu, literaturą o literaturze. W tym sensie O’Brien stoi bliżej Borgesa czy Sebalda niż Hemingwaya. Jego wojna dzieje się w języku, w pamięci, w narracji, nie tylko w dżungli.
Nie sposób nie wspomnieć o kunszcie konstrukcyjnym tego zbioru. Dwadzieścia jeden opowiadań tworzy strukturę pozornie rozproszoną. Mozaikę wspomnień, anegdot, listów, spowiedzi. A jednak całość działa jak precyzyjny mechanizm. W jednym tekście narrator wspomina śmierć towarzysza, w kolejnym wraca do tej samej sceny z innej perspektywy, jakby chciał udowodnić, że żadna wersja nie wystarczy.
To właśnie w tej powtarzalności, w tym nieustannym mówieniu o tym samym, O’Brien odnajduje prawdę o pamięci. Wojna jest nie tylko zdarzeniem, ale stanem umysłu. To, co się raz wydarzyło, wydarza się bez końca. „To, co nieśli” można czytać obok „Obłędu” Jerzego Krzysztonia. W obu książkach trauma nie kończy się wraz z ostatnim rozdziałem.
Seria Opowiadań Amerykańskich jest tak fenomenalna, bo oddaje głos twórcom osobnym. Każdy ma swój unikatowy styl, frazy, pomysł na pisanie. Nie inaczej jest i tym razem. O’Brien pisze językiem surowym, często rytmicznym, niemal hipnotycznym. Jego zdania potrafią brzmieć jak wersy wiersza, ale nigdy nie popadają w emfatyczność. Polski przekład Tomasza S. Gałązki oddaje tę równowagę. Między chłodem a liryką, między wojskową precyzją a emocjonalnym drżeniem. Widać tu świetne ucho dla niuansu, do amerykańskich idiomów (frazy żołnierskie, potoczności, groteskowe dialogi). Każde słowo jest na swoim miejscu, a rytm narracji wciąga jak melodia marszu przez dżunglę. Oryginału nie czytałem, ale jestem przekonany, że lepiej oddać się go nie dało.
Uniwersalność tej prozy wynika z tego, że O’Brien nie opisuje konkretnego konfliktu. Skupia się na stanie człowieka w obliczu wojny. Znowuż wrócę do Hemingwaya, który w mojej opinii stoi na zupełnie innej półce. „To co nieśli” jest zdecydowanie bliżej Różewicza. Wojna u niego nie tworzy bohaterów, lecz rozbija język, świadomość, moralność. To literatura, która nie daje katharsis, tylko zostawia w pół kroku.
Czy „To, co nieśli” to zbiór opowiadań? Powieść? Poemat epicki rozbity na fragmenty? Każda odpowiedź jest poprawna i żadna nie jest ostateczna. Właśnie ta niejednoznaczność czyni książkę tak nowoczesną. Autor potrafi połączyć reporterską obserwację z liryzmem i filozoficzną refleksją o naturze prawdy.
Każde z opowiadań działa samodzielnie, ale dopiero w całości ujawnia się pełna kompozycja. Jak gdyby autor budował symfonię z osobnych instrumentów. O’Brien otwiera pamięć jak ranę i pokazuje, że krwawić można słowami. Z tych słów buduje pomnik, który nigdy nie stwardnieje.
Recenzja ukazała się pod adresem https://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2025/10/recenzja-to-co-niesli-tim-obrien.html
„Wojna jest piekłem, ale to nawet nie pół prawdy” – pisze Tim O’Brien, amerykański weteran i pisarz, który w swojej antologii „To, co nieśli” przesuwa granice tego, czym może być literatura wojenna. To nie zbiór relacji, nie pamiętnik i nie klasyczna powieść o froncie. To książka o samej istocie opowiadania wojny, o niemożliwości jej opowiedzenia. Trochę też o tym, że...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„To, co się nosiło, było targane, czyli na przykład porucznik Jimmy Cross targał swoją miłość do Marthy po wzgórzach i mokradłach. Można też było używać formy zwrotnej, targać się, czyli iść gdzieś, maszerować, ale zawsze z implikacją, że to wędrówka z obciążeniem.”
Pierwsze opowiadanie powala na ziemię. To bodajże najlepsza proza o doświadczeniu wojny w Wietnamie, jaką czytałam. Tim O’brien wie o czym pisze, bo sam jej doświadczył, by następnie poświęcić swoje życie twórcze na tematykę wojenną.
Od strony dosłownej pierwsze (wybitne!) opowiadanie jest swoistą wyliczanką rzeczy, które noszą ze sobą żołnierze i ile każda z tych rzeczy waży, zależnie od rangi, narzuconej funkcji, rodzaju myśli czy przesądów. Ze strony metaforycznej z kolei czytelnik czuje, że to tak naprawdę wyliczanka „niezważonego strachu”, który rozpycha się pośród sprzętu, zakrada się pod mundur, skrywa się na tym zdjęciu ukochanej, za którą żołnierz tęskni. Pod tą peleryną, która ma chronić przed deszczem, ale może też być peleryną, w którą zawiną twoje poległe ciało.
O’brien pobudza czytelniczą wyobraźnię od pierwszego zdania i wymaga poczucia od nas respektu do „tego, co niesie” każdy żołnierz. Tutaj „wszyscy nosili własne duchy.” Chodzi o to, że rzeczy do niesienia nigdy nie zabraknie. Im więcej udźwigniesz, im dalej zajdziesz, tym bardziej myślisz, że docierasz do końca wojny, a on ci umyka, wciąż dorzuca kolejne gabaryty do niesienia, do zniesienia.
„Nosili, ile tylko byli w stanie udźwignąć i jeszcze odrobinę, w tym także milczący respekt dla straszliwej mocy tego wszystkiego, co nieśli.
Kolejne opowiadania przybliżają kolejny aspekty wojny. O’Brien przemawia też własnym głosem. Opisuje chwile otrzymania poboru i tego konsekwencje oraz jego pierwsze reakcje. Próbuje odpowiedzieć na pytanie czym jest wojna i czy ma ona kiedykolwiek jakiś morał.
O’Brien udowadnia swoim pisaniem, że opowiadania mają moc uprzedmiotowienia własnych doświadczeń. Autor robi coś z czym się jeszcze w krótkiej formie nie spotkałam. Fikcję przeplata faktami, odzywa się własnym głosem, ale i znajomych mu weteranów, którzy dzielili się tym, co w środku. O tym jak Wietnam nigdy nie wychodzi z człowieka, niektórych rzuci w wir twórczy, a innych w wir samozatracenia, a nawet odebrania sobie życia.
Czytelnik nie spieszy się w tej prozie, za dużo w niej brutalnej szczerości przeplatającej się z lirycznym pięknem pióra O’brien’a. Spędził rok w Wietnamie, został dwukrotnie postrzelony, widział śmierć kolegów. Pisze o Wietnamie, ale tak naprawdę pisze o każdej wojnie i o tym, jak odkłada się ona w każdym weteranie. „To, co nieśli” dołącza do mojego top tomu ze zbioru opowiadań amerykańskich. Zostawia czytelnika w niemym zachwycie nad piórem autora, ale też bolesną prawdą o uniwersalności traum.
Nie omińcie tego zbioru. Jest koniecznością. Mistrzostwem krótkiej formy. Najszczerszym zobrazowaniem ludzkiego doświadczenia.
„To, co się nosiło, było targane, czyli na przykład porucznik Jimmy Cross targał swoją miłość do Marthy po wzgórzach i mokradłach. Można też było używać formy zwrotnej, targać się, czyli iść gdzieś, maszerować, ale zawsze z implikacją, że to wędrówka z obciążeniem.”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsze opowiadanie powala na ziemię. To bodajże najlepsza proza o doświadczeniu wojny w Wietnamie, jaką...
„To, co nieśli” to książka niezwykła, balansująca pomiędzy powieścią a zbiorem opowiadań, pamiętnikiem a fikcją, świadectwem a medytacją. Tim O’Brien, weteran wojny w Wietnamie, wykorzystuje literackie narzędzia, aby opowiedzieć o tym, jak wojna osiada w pamięci, kształtuje dalsze życie i jak trudno ją wyrazić w słowach.Utwór ten nie ma jednej linearnej fabuły. Zamiast tego oferuje szereg epizodów splecionych ze sobą poprzez postacie, motywy i powracające jak koszmar pytania o nagą prawdę. Już w otwierającym rozdziale autor przedstawia, co żołnierze „niosą”: karabiny, granaty, apteczki, listy, zdjęcia, talizmany. Jednak za tymi przedmiotami kryje się głęboka metafora. Wszystkie obciążone są emocjonalnym znaczeniem. Największe z nich są niewidzialne: pogłębiający się strach przed śmiercią, gargantuiczne poczucie winy za towarzyszy, którzy nie przeżyli, permanentny wstyd przed dezercją. To zestawienie konkretu z metaforą sprawia, że czytelnik odczuwa wagę działań zbrojnych nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Jednym z kluczowych pytań książki jest: jak opowiedzieć prawdę o haniebnych wydarzeniach zapisanych na karcie historii świata? O’Brien otwarcie przyznaje, że same fakty nie wystarczą. Prawda zwykle jest chaotyczna, sprzeczna, subiektywna, często niemożliwa do oddania w linearnym opisie. Dlatego narrator nieustannie igra z czytelnikiem: opowiada, odwołuje opowieść, pisze ją ponownie w zmienionej wersji. Ten zabieg nie jest literacką sztuczką, lecz sposobem oddania rzeczywistej pracy ludzkiej pamięci i pokłosia traumy. Czytelnik nigdy nie ma pewności, co „naprawdę” się zdarzyło, a co projektuje psychika postaci. Jeden z najważniejszych rozdziałów opowiada o granicznej chwili, gdy narrator rozważa ucieczkę z USA, aby uniknąć wojny. Ostatecznie podporządkowuje się presji społecznej, nie tyle z przekonania, ile z narastającego lęku przed oskarżeniem o tchórzostwo. O’Brien peroruje, że wstyd bywa silniejszy niż ideologia czy obowiązek. Relacje między żołnierzami z kolei są pełne sprzeczności: z jednej strony solidarność, intymność, wspólne rytuały; z drugiej izolacja, ponieważ każdy dźwiga własne lęki skrywane głęboko przed oczami kolegów. O’Brien znakomicie uchwycił tę dwoistość, wskazując, że batalia tworzy wspólnotę opartą na bezbrzeżnej przemocy, ale nie daje poczucia całkowitego zrozumienia. Styl autora przypomina modlitwę lub zaklęcie. Jakby narrator zmuszony był powtarzać jak klisze pewne obrazy, by je utrwalić i ostatecznie oswoić. Jednocześnie język jest oszczędny, daleki od patosu, co sprawia, że opowieści są sugestywne i wiarygodne, a czytelnik nieustannie czuje ciężar tragicznych i niestety uniwersalnych doświadczeń, o których mowa. „To, co nieśli” uznawane jest dziś za jedno z najważniejszych dzieł literatury wojennej XX wieku. Nie tylko dokumentuje doświadczenie Wietnamu, ale redefiniuje sposób mówienia o wojnie w ogóle. O’Brien przesunął akcent z wydarzeń na emocje, z faktów na pamięć, z historii na opowieść. Dzięki temu książka stała się punktem odniesienia dla późniejszych pisarzy podejmujących temat wojny, traumy i narracji.„To, co nieśli” nie daje prostych odpowiedzi i nie proponuje pełnej narracji. Najważniejsze w tej książce nie jest to, co się wydarzyło, ale jak o tym opowiadać — i jak to opowiadanie kształtuje zarówno pamięć jednostki, jak i zbiorową wyobraźnię o konfliktach zbrojnych. To lektura wymagająca, naturalistyczna, lecz niezwykle wartościowa: poruszająca, antywojenna, literacko mistrzowska i etycznie istotna. Wciąga w sam środek ludzkich lęków, win i pragnień, a potem każe zadać pytanie: co ja sam niosę? Czytelnik wychodzi z niej odmieniony. Z większym zrozumieniem dla kruchości człowieka i z głębszą świadomością, że nie zawsze jednostka ma wpływ na to, co kształtuje jej rzeczywistość.
„To, co nieśli” to książka niezwykła, balansująca pomiędzy powieścią a zbiorem opowiadań, pamiętnikiem a fikcją, świadectwem a medytacją. Tim O’Brien, weteran wojny w Wietnamie, wykorzystuje literackie narzędzia, aby opowiedzieć o tym, jak wojna osiada w pamięci, kształtuje dalsze życie i jak trudno ją wyrazić w słowach.Utwór ten nie ma jednej linearnej fabuły. Zamiast tego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążeczka niewielka objętościowo z licznymi wtrętami autora uczestnika wojny w Wietnamie nie jest jakimś wybitnym dziełem literackim, ale dająca do myślenia.
Zbiór opowiadań pisanych przez O`Briena, 43-letniego pisarza jest rodzajem wyrywkowych wspominków o tym co sam przeżył na polach Wietnamu.
Bezsens wojny, działań zbrojnych w celu unicestwiania innego narodu dla własnych takich czy innych korzyści oburza i woła o pomstę do nieba.
Ci młodzi chłopcy, drastycznie wyrwani ze swojego bezpiecznego i spokojnego, może nawet czasem nudnego życia mieli zabijać z zimną krwią, wypełniać idiotyczne rozkazy swoich przełożonych, często nie mających zielonego pojęcia o realiach.
W tej wojennej machinie, radzą sobie ze stresem i ze śmiercią na swój sposób, który może oburzać czy wydawać się mocno deprecjonujący powagę sytuacji. Ale to przecież były dzieciaki, dla których większym wstydem był strach przed okazaniem się tchórzem, że nie poszli na wojnę, niż sama wojna.
Dla mnie najbardziej symboliczne i najlepiej oddające całą ideę wojny było opowiadanie o śmierci Kiowa na polu gówna.
Szybka lektura, uderzająca swoją prostotą, a jednocześnie bardzo dosadna, tragiczna i dramatyczna relacja żołnierza, którego córka zabrana na wycieczkę do Wietnamu nic nie pojmowała z koszmaru, jakiego uczestnikiem był jej ojciec.
Polecam
Książeczka niewielka objętościowo z licznymi wtrętami autora uczestnika wojny w Wietnamie nie jest jakimś wybitnym dziełem literackim, ale dająca do myślenia.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZbiór opowiadań pisanych przez O`Briena, 43-letniego pisarza jest rodzajem wyrywkowych wspominków o tym co sam przeżył na polach Wietnamu.
Bezsens wojny, działań zbrojnych w celu unicestwiania innego narodu dla...
Książka bardzo smutna, trudna i wymagająca. Brzmi jak zmyślona, ale z tyłu głowy człowiek wie, że tak było naprawdę. Tym bardziej, że O'Brien faktycznie walczył w Wietnamie i ta lektura jest spisem jego wspomnień z tego okresu. Okrutna, brudna i krwista, ale bardzo wciągająca.
Książka bardzo smutna, trudna i wymagająca. Brzmi jak zmyślona, ale z tyłu głowy człowiek wie, że tak było naprawdę. Tym bardziej, że O'Brien faktycznie walczył w Wietnamie i ta lektura jest spisem jego wspomnień z tego okresu. Okrutna, brudna i krwista, ale bardzo wciągająca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna z książek z zestawienia 100 książek, które warto przeczytać wg. Amazona.
Aby przeczytać tę książkę, można powiedzieć, że przemierzyłam góry i lasy... Ale to nic w porównaniu jaką drogę musieli przejść żołnierze Kompanii Alfa, zarówno tę fizyczną jak i emocjonalną.
Zbiór opowiadań Tima O'Briena traktujących o wojnie w Wietnamie to nie jest z pewnością lekka pozycja. W książce nie brakuje dosadnych opisów. Kto czytał, ten wie, o które chodzi...
Pomimo, że bohaterowie opowiadań próbowali obrócić śmierć w żart, aby nie zwariować na polu walki to ukazuje jak ciężko było im się odnaleźć w tej sytuacji. Wojna zdecydowanie zmienia ludzi i popycha do różnych zachowań, których z dużym prawdopodobieństwem nie dokonaliby w normalnych warunkach.
Kilka opowiadań zapamiętam na długo np. "Na Deszczowej Rzece", "Na polu" czy "Życie umarłych".
Kolejna z książek z zestawienia 100 książek, które warto przeczytać wg. Amazona.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAby przeczytać tę książkę, można powiedzieć, że przemierzyłam góry i lasy... Ale to nic w porównaniu jaką drogę musieli przejść żołnierze Kompanii Alfa, zarówno tę fizyczną jak i emocjonalną.
Zbiór opowiadań Tima O'Briena traktujących o wojnie w Wietnamie to nie jest z pewnością lekka...
Się chyba nie znam. Niby książka o Wietnamie (i tym się skusiłem), a Wietnamu to tu mniej niż u A Donga. Równie dobrze akcja mogłaby dziać się w jakiejś wiosce na Podlasiu. Zupełnie nie czuję tego patosu, cierpienia i tragedii opowiadającego. Spodziewałem się historii wojennych, a wyszły jakieś rzewne smęty.
Jak ktoś lubi węgierskie firmy nieme z lat pięćdziesiątych i podnosi paluszek przy piciu herbaty, to książka w sam raz dla niego/niej. Reszta zdecydowanie powinna czytać coś innego
Się chyba nie znam. Niby książka o Wietnamie (i tym się skusiłem), a Wietnamu to tu mniej niż u A Donga. Równie dobrze akcja mogłaby dziać się w jakiejś wiosce na Podlasiu. Zupełnie nie czuję tego patosu, cierpienia i tragedii opowiadającego. Spodziewałem się historii wojennych, a wyszły jakieś rzewne smęty.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak ktoś lubi węgierskie firmy nieme z lat pięćdziesiątych i...
Super. Polecam
Super. Polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOkropnie się czuję, pisząc, że byłoby lepiej, gdyby pewnych fragmentów nie było. To jest tak osobista książka, że wiem, że właśnie tak miało być i te fragmenty też tam miały być. Muszą tam być. Ale właśnie te fragmenty (których jest zresztą niewiele) osłabiają ogólny odbiór całości, tych innych fragmentów, które są strasznie, okropnie mocne, bolesne, i wszystko inne. O takich rzeczach nie mówi się, że się podobały czy nie, ale mimo wszystko wolałbym przeczytać Rzeczy które, nieśli przed Depeszami Michaela Herra.
Okropnie się czuję, pisząc, że byłoby lepiej, gdyby pewnych fragmentów nie było. To jest tak osobista książka, że wiem, że właśnie tak miało być i te fragmenty też tam miały być. Muszą tam być. Ale właśnie te fragmenty (których jest zresztą niewiele) osłabiają ogólny odbiór całości, tych innych fragmentów, które są strasznie, okropnie mocne, bolesne, i wszystko inne. O...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałem dopiero teraz. Pewnie dużo za późno. I jestem trochę rozczarowany, w porównaniu do "W pogoni za Cacciatem" chaotyczna i jakby trochę pisana na siłę. Ale rozumiem, a przynajmniej tak mi się wydaje, autora i jego opisywanych towarzyszy. Mimo upływu czasu, warto przeczytać.
Ps; (tak sobie myślę, ze takie książki są zawsze aktualne)
Przeczytałem dopiero teraz. Pewnie dużo za późno. I jestem trochę rozczarowany, w porównaniu do "W pogoni za Cacciatem" chaotyczna i jakby trochę pisana na siłę. Ale rozumiem, a przynajmniej tak mi się wydaje, autora i jego opisywanych towarzyszy. Mimo upływu czasu, warto przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPs; (tak sobie myślę, ze takie książki są zawsze aktualne)
arcydzieło. niezwykła sprawność literacka, niezwykłe obserwacje, pochłaniajaca książka
„Jeśli pod koniec wojennej historii czujesz uniesienie, jeśli czujesz, że jakiś mały strzęp czegoś moralnie wzniosłego został uratowany spośród odpadków, padłeś ofiarą bardzo starego, strasznego kłamstwa".
arcydzieło. niezwykła sprawność literacka, niezwykłe obserwacje, pochłaniajaca książka
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Jeśli pod koniec wojennej historii czujesz uniesienie, jeśli czujesz, że jakiś mały strzęp czegoś moralnie wzniosłego został uratowany spośród odpadków, padłeś ofiarą bardzo starego, strasznego kłamstwa".
Pozycję tą odkryłem przez przypadek, dzięki pewnej znajomej z naszego portalu lubimyczytać.pl, która zamieściła na swoim blogu zestawienie 100 najlepszych książek z listy amerykańskich lektur szkolnych - do zapoznania których zachęcam.
Już sama tematyka zachęciła mnie do sięgnięcia po tą pozycję. Nie przypuszczałem nawet, iż będzie to ciężka podróż przez wewnętrzny świat bohaterów, jakimi byli żołnierze amerykańscy walczący w Wietnamie.
Pozycja naprawdę mocna, nie pozastawiająca złudzeń, że wojna jest tak naprawdę pasmem samych nieszczęść i niekończącego się cierpienia, zarówno ofiar, jak i oprawców.
Ale ten wewnętrzny świat żyje swoim życiem, nie dając się jednoznacznie zdefiniować, nazwać - uciekając od schematów, ponieważ każdy z bohaterów próbuje na swój sposób uciec od otaczającej go rzeczywistości.
Nie polecam książki osobom bardzo wrażliwym, ponieważ niektóre opisy sytuacji, w których znaleźli się bohaterowie są makabryczne, odrzucające.
9/10 z mojej strony nie jest oceną na wyrost, tak wciągającej i oryginalnej pozycji nie sposób nie docenić. Na najwyższe uznanie jednak zasługuje kunszt pisarza, który przez wykreowanie świata wojny, w której sam wziął udział przenosi nas w jej najmroczniejsze zakątki.
Pozycję tą odkryłem przez przypadek, dzięki pewnej znajomej z naszego portalu lubimyczytać.pl, która zamieściła na swoim blogu zestawienie 100 najlepszych książek z listy amerykańskich lektur szkolnych - do zapoznania których zachęcam.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJuż sama tematyka zachęciła mnie do sięgnięcia po tą pozycję. Nie przypuszczałem nawet, iż będzie to ciężka podróż przez wewnętrzny świat...
Ocena wersji oryginalnej.
Ocena wersji oryginalnej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam dosyć Wietnamu. Ilość książek i filmów o tematyce Wietnamu zamuliła mnie kompletnie. Jasnym jest, że dla Amerykanów jest to tak ważny okres w historii, że wspominania o nim nigdy nie jest za dużo. Podobnie dla mnie nigdy nie ma za dużo książek i filmów odnośnie II Wojny Światowej w odniesieniu do naszego kraju. Rozumiem doskonale. Ale nie chcę już czytać, słuchać i patrzeć na Wietnam. Mam przesyt.
Mam dosyć Wietnamu. Ilość książek i filmów o tematyce Wietnamu zamuliła mnie kompletnie. Jasnym jest, że dla Amerykanów jest to tak ważny okres w historii, że wspominania o nim nigdy nie jest za dużo. Podobnie dla mnie nigdy nie ma za dużo książek i filmów odnośnie II Wojny Światowej w odniesieniu do naszego kraju. Rozumiem doskonale. Ale nie chcę już czytać, słuchać i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tomoja ulubiona
moja ulubiona
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to