Każdy stęka narzeka że słaba nudna a mi się podobało chociaż końcówka pisana na siłę Ważne że serial to całkiem inna historia też mi się podobał. Jestem fanem Diuny od 1986 kiedy pierwszy raz przeczytalem
Każdy stęka narzeka że słaba nudna a mi się podobało chociaż końcówka pisana na siłę Ważne że serial to całkiem inna historia też mi się podobał. Jestem fanem Diuny od 1986 kiedy pierwszy raz przeczytalem
Od wydarzeń z bitwy pod Corrinem minęło ponad 80 lat. Powstało nowe Imperium, a wraz z nim Wielkie Szkoły. Jedną z nich jest Zgromadzenie Żeńskie, będące spadkobiercą czarowniczek z Rossaka.
Butlerowcy wciąż mają się dobrze i tępią każdy przejaw postępu technologicznego, wierząc, że ten doprowadzi do powrotu ery myślących maszyn. Tymczasem w swoim programie eugenicznym Wielebna Matka Raquella korzysta — jak głoszą plotki — z zakazanych komputerów.
Tak mniej więcej rysuje się fabuła tego tomu Wielkich Szkół Diuny. Opowieść jest misternie poprowadzona, pozwala spojrzeć na uniwersum z wielu stron i perspektyw, koncentrując się jednak na siostrach z Rossaka. To kolejna odsłona zakrytych dla fanów Diuny fragmentów jej świata, napisana z wiernością wizji Franka Herberta.
To chyba najlepsza książka kontynuatorów, jaką dotąd czytałem. A może to tylko wrażenie — bo od zawsze trzymałem stronę Bene Gesserit. Podobnie jak poprzednie części, czyta się ją szybko, a akcja toczy się wartko i dynamicznie.
Na scenę wkraczają nowe postacie, ale spotykamy też starych znajomych, jak Vor Atryda, wciąż żyjący po zabiegach, jakim poddał go ojciec. Wydarzenia w tej części wpływają na losy całego nowego Imperium — i tak się w istocie dzieje.
Jestem ciekaw, dokąd poprowadzi to przyszłość Sióstr, Mentatów czy Gildii. Przekonam się niebawem, bo sięgam już po kolejny tom. Was również zachęcam do zanurzenia się w ten świat — złożony, fascynujący i sprawiający wrażenie najlepiej wykreowanego uniwersum w całej literaturze science fiction, jaką dane mi było czytać.
Fantastycznie dobra książka. Polecam
Od wydarzeń z bitwy pod Corrinem minęło ponad 80 lat. Powstało nowe Imperium, a wraz z nim Wielkie Szkoły. Jedną z nich jest Zgromadzenie Żeńskie, będące spadkobiercą czarowniczek z Rossaka.
Butlerowcy wciąż mają się dobrze i tępią każdy przejaw postępu technologicznego, wierząc, że ten doprowadzi do powrotu ery myślących maszyn. Tymczasem w swoim programie eugenicznym...
Po obejrzeniu serialu i przeczytaniu części oryginalnej "Diuny" sięgnąłem po tę pozycję. Jak na razie historie serialu i książki niemal zupełnie się nie pokrywają i to chyba dobrze. Bardzo ciekawe zagadnienia - myślących maszyn, fanatyzmu, uczenia się na własnych błędach, dbania o bezpieczeństwo czy możliwości człowieka. Intrygujące postaci (przywódcy szkół, czarodziejki, Nawigatorka), wciągająca fabuła. Spodziewałem się bardziej czegoś podobnego do "zapisków historycznych" dotyczących Zgromadzenia, a okazała się to pierwsza część zupełnie fabularnej trylogii. W sumie dobrze. Jestem bardzo ciekaw dalszych losów postaci i cieszę się, że mogłem poszerzyć znajomość uniwersum "Diuny" - wiele pytań z klasycznej serii znajduje tu wyjaśnienie lub, co najmniej, szerszy kontekst.
Po obejrzeniu serialu i przeczytaniu części oryginalnej "Diuny" sięgnąłem po tę pozycję. Jak na razie historie serialu i książki niemal zupełnie się nie pokrywają i to chyba dobrze. Bardzo ciekawe zagadnienia - myślących maszyn, fanatyzmu, uczenia się na własnych błędach, dbania o bezpieczeństwo czy możliwości człowieka. Intrygujące postaci (przywódcy szkół, czarodziejki,...
Zacznijmy od tego, że nazwa tej książki jest myląca. Tak jak w innych częściach Diuny, jest tu dużo skakania po różnych wątkach i perspektywach. I jest to zdecydowanie na plus. Możemy poznać początki powstawania Bene Gesserit, Tleilaxan, Gildii i reszty sił kierujących imperium w Kronikach Diuny. Wyjątkowo pozytywnie zaskoczyła mnie również fabuła, dobrze i pewnie poprowadzona. Znajdziemy tu ogrom zniuansowanych relacji pomiędzy poszczególnymi postaciami.
Zacznijmy od tego, że nazwa tej książki jest myląca. Tak jak w innych częściach Diuny, jest tu dużo skakania po różnych wątkach i perspektywach. I jest to zdecydowanie na plus. Możemy poznać początki powstawania Bene Gesserit, Tleilaxan, Gildii i reszty sił kierujących imperium w Kronikach Diuny. Wyjątkowo pozytywnie zaskoczyła mnie również fabuła, dobrze i pewnie...
"Wielkie Szkoły Diuny" stanowią ciekawą kontynuację trylogii "Legendy Diuny" - opowiada pierwsze kroki Imperium po pokonaniu myślących maszyn. Mamy tu rozbudowane wątki tytułowych szkół, które kształtują ludzi: Bene Gesserit, Gildia Kosmiczna, Szkoła Mentatów, Akademia Suka czy mistrzowie miecza z Ginaza. Pojawia się też wątek fanatycznych butlerowców, który wzburzy czytelników miłujących postęp technologiczny. Jedyny zgrzyt w dziele Briana i Kevina to obraz pierwszych kobiet Bene Gesserit, który odbiega od wizji Franka Herberta: oryginalnie zdolności psychiczne i fizyczne Zgromadzenia Żeńskiego zależały od surowego treningu, natomiast w tej wersji historii kluczem do opanowania tych sztuk jest zażycie silnego narkotyku (czyli ostatecznie przyprawy). Ta jedna niespójność trochę burzy spójność uniwersum, ale mimo to książkę się czyta całkiem przyjemnie.
"Wielkie Szkoły Diuny" stanowią ciekawą kontynuację trylogii "Legendy Diuny" - opowiada pierwsze kroki Imperium po pokonaniu myślących maszyn. Mamy tu rozbudowane wątki tytułowych szkół, które kształtują ludzi: Bene Gesserit, Gildia Kosmiczna, Szkoła Mentatów, Akademia Suka czy mistrzowie miecza z Ginaza. Pojawia się też wątek fanatycznych butlerowców, który wzburzy...
Niestety rozczarowanie najwidoczniej jestem po tej stronie krzywej Gaussa, iż wszystkie odstępstwa od podstawowych założeń świata stworzonego przez Franka Herberta uważam za herezję. Miałem nadzieję że przeczytam cały trójksiąg "Wielkie szkoły Diuny" jednak już po tym pierwszym tomie odpuszczam. Sięgałem po ten tom aby dowiedzieć się czy tak zwani następcy wzbogacą świat Diuny niestety masa głupot większych i mniejszych wyklucza moje zaangażowanie w dalsze próby czytania tych autorów. I ta fabuła tak przewidywalna od początku. Tak na dobrą sprawę opis dziejów zakonu żeńskiego z tej książki można by zmieścić na 80 stronach a reszta 614 stron to historie pobocze.
Wystawiam 4 tylko dla tego, że dałem radę to przeczytać a nie odrzuciłem na bok.
Niestety rozczarowanie najwidoczniej jestem po tej stronie krzywej Gaussa, iż wszystkie odstępstwa od podstawowych założeń świata stworzonego przez Franka Herberta uważam za herezję. Miałem nadzieję że przeczytam cały trójksiąg "Wielkie szkoły Diuny" jednak już po tym pierwszym tomie odpuszczam. Sięgałem po ten tom aby dowiedzieć się czy tak zwani następcy wzbogacą świat...
Panowie Herbert i Anderson to niezwykle płodny duet. Ich wspólnych powieści, osadzonych w uniwersum "Diuny", ukazało się w Polsce już jedenaście (to łączna liczba z dwóch wydawnictw). W ich dorobku znajdziemy zarówno prequele słynnej sagi, jak i jej midquele i sequele. Gdy szukacie odpowiedzi jak przebiegał legendarny Dżihad Butleriański, proszę bardzo – wystarczy sięgnąć po Trylogię „Legend Diuny”. Jeśli z kolei nurtuje Was jak zakończyła się oryginalna saga, panowie służą dwutomową kontynuacją. A może chcecie poznać losy Paula po odejściu na pustynię? I w tym przypadku możemy się tego dowiedzieć, o jego losach opowiada bowiem „Paul z Diuny”. Lektury dla fanów jest zatem mnóstwo, jednak fundamentalne pytanie jest takie, czy te dopiski dorównują poziomem książkom napisanym przez Herberta seniora? Ogromna większość powie zapewne, że nie, jednak myślę, że odpowiedź nie może być aż tak jednoznaczna.
„Zgromadzenie Żeńskie” rozpoczyna nową trylogię, opisującą początki najsłynniejszych szkół działających we wszechświecie. Jak sama nazwa wskazuje pierwszy tom skupia się, przynajmniej w teorii, na Bene Gesserit. Akcja powieści dzieje się około 80 lat po bitwie pod Corrinem. Coraz bardziej do głosu dochodzi radykalny ruch butlerian, pragnący narzucić reszcie społeczeństwa swoje skrajnie antytechnologiczne idee. Z dnia na dzień butlerianie stają się coraz bardziej agresywni, z ich zdaniem musi liczyć się nawet imperator – Salvador Corrino. Tymczasem w innych miejscach galaktyki jak grzyby po deszczu, powstają nowe szkoły, chcące kształcić ludzkie umysły. Jedną z nich jest tytułowe Zgromadzenie Żeńskie, którego członkinie próbują obudzić w sobie wspomnienia innych kobiet, a także manipulować genotypami poszczególnych ludzi. Jednak, gdy w swoich intrygach wezmą na cel samego imperatora, okazuje się, że sprawa może się dla nich zakończyć fatalnie.
Tytuł książki jest nieco mylący. Wątek zgromadzenia jest bowiem zaledwie jednym z wielu, i to niekoniecznie najbardziej eksploatowanym. Tak jak autorzy nas do tego przyzwyczaili, także w swojej najnowszej powieści ciągną różne historie i opisują losy wielu ludzi, które z początku odrębne, im bliżej zakończenia, tym coraz bardziej łączą się w układ wzajemnych zależności i powiązań.
To, co zdecydowanie odróżnia dopiski tandemu, od prac Franka Herberta, to styl poszczególnych powieści i inne punkty docelowe. „Zgromadzenie Żeńskie” to na dobrą sprawę zwyczajna space opera, tylko osadzona w znanym już świecie. Dla ortodoksyjnych fanów taki stan rzeczy już od dawna jest nie do przyjęcia, jednak jeśli oderwiemy tę powieść od tej kanonicznej „Diuny”, otrzymamy w rezultacie porcję satysfakcjonującej rozrywki. Oczywiście, nie ma co szukać w niej specjalnie jakiejś głębi, ale mimo to, nie jest to książka zła, na jaką wielu stara się ją (i inne powieści duetu) wykreować.
Bohaterowie są co prawda w większości przypadków dosyć standardowi (jeśli czytało się chociażby „Ród Atrydów”, można dostrzec pewne schematy), mimo to rzuceni zostają w ciekawe okoliczności. Właśnie tworzenie tła fabularnego to dosyć mocny punkt pisarstwa Herberta i Andersona. Wykorzystując ciekawe momenty z historii uniwersum, potrafią wkomponować w nie chwytliwą, pełną akcji opowieść. Tak jest właśnie w tym przypadku. Fabuła właściwie z miejsca wciąga czytelnika, i nawet jeśli odczuwa on, że nie jest to fantastyka ambitna, to i tak będzie z zainteresowaniem przerzucał kolejne stronice.
Umiejscowienie dzieł Herberta i Andersona w tym właśnie uniwersum, z jednej strony bez wątpienia poprawi ich sprzedaż. Mimo psioczenia, wciąż bardzo wielu czytelników chce czytać o tym, co doprowadziło do konkretnych, znanych już wydarzeń i jak kształtowała się historia świata "Diuny". Druga rzecz jest taka, że niejako naturalnym kierunkiem dla Herberta Juniora, jest kontynuowanie pracy ojca. Mimo to jednak, chciałbym kiedyś przeczytać jego (nawet w parze z Andersonem) autorską historię. Podczas pisania kolejnych „Diun” Brian Herbert zdecydowanie nabrał wprawy, także jakaś świeża rzecz mogłaby być naprawdę czymś wartym uwagi.
Osobny akapit trzeba poświęcić wydaniu tej powieści. Rebis jak zwykle stanął na wysokości zadania i zaproponował czytelnikom formę dobrze już im znaną. Nie będę ukrywał, że osobiście jestem zachwycony tą edycją. Po pierwsze w końcu mamy możliwość czytania całej oryginalnej sagi, jak i jej kontynuacji, w jednolitym, a przy tym pięknym wydaniu. Nie mniej ważną sprawą jest fakt, że książki znakomicie prezentują się na regale. Ci, którzy kolekcjonują „Diunę” to zazwyczaj bibliofile, więc to wydanie musi być dla nich niewątpliwie powodem do radości. Cieszy też, że na kartach „Zgromadzenia Żeńskiego z Diuny” wciąż możemy znaleźć wspaniałe ilustracje Wojciecha Siudmaka, które jak zawsze dodają treści smaku. Pozostaje tylko życzyć sobie, jak i innym czytelnikom, by większość wielkich serii fantastycznych dostała kiedyś taką oprawę jak „Diuna”.
Każda kolejna odsłona „Diuny” autorstwa Herberta i Andersona, wywołuje różne reakcje. Od narzekania, że to już nie to samo, co kiedyś, po uznanie, że mimo innego stylu, jest to literatura chwytliwa. Prawda leży zapewne gdzieś pośrodku. Ja osobiście nie uważam, by te „–quele” były jakąś abominacją. Oczywiście i dla mnie oryginalna saga jest zdecydowanie lepsza, mimo to jednak, potrafię docenić chęć rozwijania tych pasjonujących historii o nowe rozdziały. „Zgromadzenie Żeńskie z Diuny” jest kolejnym przykładem, że „Diuna” to, poza filozofią, także dobra rozrywka.
(Recenzja napisana w 2012 roku dla nieistniejącego już portalu poprzecinku.pl)
Panowie Herbert i Anderson to niezwykle płodny duet. Ich wspólnych powieści, osadzonych w uniwersum "Diuny", ukazało się w Polsce już jedenaście (to łączna liczba z dwóch wydawnictw). W ich dorobku znajdziemy zarówno prequele słynnej sagi, jak i jej midquele i sequele. Gdy szukacie odpowiedzi jak przebiegał legendarny Dżihad Butleriański, proszę bardzo – wystarczy sięgnąć...
Fantastycznie odnalazłam się we wszechświecie Diuny. Po spotkaniu z tomami serii „Kroniki Diuny”, napisanymi przez Franka Herberta, z przyjemnością zabrałam się za poznawanie cyklu „Preludium Diuny”, stworzonym przez Briana Herberta i Kevina J. Andersona. Wreszcie przyszła kolej na pierwszą odsłonę „Wielkich Szkół Diuny” autorstwa wymienionego duetu. Niesamowicie się wciągnęłam, niecierpliwie odwracałam strony książki w pogoni za dynamicznie rozwijającą się intrygą, zaskakującymi incydentami, nieoczekiwanymi obrotami spraw. Co prawda, dostrzegłam kilka drobnych niedociągnięć w scenariuszu zdarzeń, trochę pójścia na skróty przez Herberta i Andersona, spłaszczenia w finałowych odsłonach pasjonująco rozwijających się wątków, jednak poza lekkim niedosytem, nie wpływały znacząco na pozytywny odbiór opowieści. Interesująco było odbyć podróż w czasie, w stosunku do pierwowzoru stworzonego przez Franka Herberta, zerknąć na początki tworzenia żeńskiego zgromadzenia, bazującego na czarodziejskich mocach, mającego umysłem wgląd w bibliotekę dawnych istot, opracowującego ambitny plan eugeniczny, decydującego w przyszłości o losach wszechświata i rodów odgrywających kluczową rolę.
Sto lat po wielkim dżihadzie a osiemdziesiąt po zniszczeniu maszyn myślących przez tysiąc lat niewolących gatunek ludzki, historia zapisała się frapującymi, ale i krwawymi, zdarzeniami. Ludzkość pozbawiona wroga zewnętrznego skupiła się na wewnętrznym. Dopuściła do głosu religijny fanatyzm wypaczający butlerowskie idee w poszukiwaniu władzy, zmieniający strach w przemoc a panikę w broń. Powstawała wielka flota kosmiczna i zmutowani nawigatorzy, otulona szczelnie w pychę bogactwa i niszczenia konkurencji. O prestiż walczyły liczne szkoły kładące nacisk na zwiększenie zdolności umysłu i ciała, w tym mentorska, suki i miecza. Zemsta została dopuszczona do głosu przez historyczne geny i zdradzoną naukę. Przebudzono legendarną przeszłość, aby zmazać własne grzechy i rodowe klęski. Natomiast imperatorski dwór okrył się siecią kłamstw, intryg, buntu i nienawiści. Autorzy poradzili sobie ze zgrabnym zmiksowaniem wątków, nadaniem ciekawej oprawy, nasyceniem emocjami i sentencjami. Nie oszczędzali bohaterów, poświęcali dla bardziej lub mniej słusznej sprawy, zrywali kruche przymierza i zawiązywali pozornie perspektywiczne relacje. Wkradła się sympatyczna niepewność co do losów postaci. Czy wiedza jest potężniejsza od zabobonu, postęp od barbarzyństwa, a racjonalne myślenie silniejsze od paranoi? Czy droga do wszelkiego rozwoju wiedzie przez kryzys? Chętnie wyczekuję kolejnej odsłony dziejów szkół imponujących w przyszłości świata Diuny.
bookendorfina.pl
„Umysł człowieka jest święty.”
Fantastycznie odnalazłam się we wszechświecie Diuny. Po spotkaniu z tomami serii „Kroniki Diuny”, napisanymi przez Franka Herberta, z przyjemnością zabrałam się za poznawanie cyklu „Preludium Diuny”, stworzonym przez Briana Herberta i Kevina J. Andersona. Wreszcie przyszła kolej na pierwszą odsłonę „Wielkich Szkół Diuny” autorstwa...
Na pewno więcej się dzieje niż w podstawowym cyklu. Nie ma dłużyzn. Może aż za szybko rzeczy się dzieją. Bohaterowie, wobec których nic nie czuję, nie polubiłem ich.
Nie jest to na pewno poziom Diuny, ale przeczytać warto.
Na pewno więcej się dzieje niż w podstawowym cyklu. Nie ma dłużyzn. Może aż za szybko rzeczy się dzieją. Bohaterowie, wobec których nic nie czuję, nie polubiłem ich.
Nie jest to na pewno poziom Diuny, ale przeczytać warto.
Po pierwsze nie rozumiem komentarzy typu "kolejna próba skoku na kasę dorobku tatusia". Skoro chłop miał dostęp do notatek ojca , to dla fanów diuniwersum jak najbardziej dobra robota. Czy lepiej żeby kisiły się w szufladzie ? I chociaż książki są zupełnie inne niż Kroniki Franka, to jeśli chcesz zgłębić wspaniałe uniwersum to bardzo polecam. Zgromadzenie żeńskie rozkręca się powoli, ale końcówka jest satysfakcjonująca. Dowiesz się trochę o Manfordzie Torondo, Vorianie Atrydzie, i początkach Bene Gesserit, jeszcze raz bardzo polecam. "Przyprawa Musi Płynąć!!!"
Po pierwsze nie rozumiem komentarzy typu "kolejna próba skoku na kasę dorobku tatusia". Skoro chłop miał dostęp do notatek ojca , to dla fanów diuniwersum jak najbardziej dobra robota. Czy lepiej żeby kisiły się w szufladzie ? I chociaż książki są zupełnie inne niż Kroniki Franka, to jeśli chcesz zgłębić wspaniałe uniwersum to bardzo polecam. Zgromadzenie żeńskie rozkręca...
Kolejna próba skoku na kasę dorobku tatusia. Mało powiązane z cyklem Diuny, dziwna, wyjątkowo wolno rozwijająca akcja. Można przeczytać jedynie przez sentyment do oryginalnej serii, ale nie warto.
Kolejna próba skoku na kasę dorobku tatusia. Mało powiązane z cyklem Diuny, dziwna, wyjątkowo wolno rozwijająca akcja. Można przeczytać jedynie przez sentyment do oryginalnej serii, ale nie warto.
Jak to w tym uniwersum bywa książka pełna jest intryg, polityki, kłamstw i manipulacji. Pełna zaskoczeń i zwrotów akcji. Świetnie poprowadzona historia odbudowywania świata po walce z myślącymi maszynami. Jak się okazuje człowiek potrafi być równie okrutny i bezwzględny jak znienawidzone roboty. A nowo powstałe szkoły sporo mieszają w świecie. Dawne zaszłości kilkakrotnie wychodzą na pierwszy plan. Szkoda mi, że wątek dzieci Agamemnona nie został w pełni wykorzystany. Akurat tu spodziewałam się więcej. Kolejnym minusem jest tempo akcji. W środku książki i przed zakończeniem sporo się dzieje. Jednak sam koniec jest przegadany, bez efektownego wielkiego finału. Widać, że książka ma kontynuację i po prostu wątki zostały otwarte. Niemniej to nadal kawał porządnej literatury, który czytało się znakomicie.
Jak to w tym uniwersum bywa książka pełna jest intryg, polityki, kłamstw i manipulacji. Pełna zaskoczeń i zwrotów akcji. Świetnie poprowadzona historia odbudowywania świata po walce z myślącymi maszynami. Jak się okazuje człowiek potrafi być równie okrutny i bezwzględny jak znienawidzone roboty. A nowo powstałe szkoły sporo mieszają w świecie. Dawne zaszłości kilkakrotnie...
Dobra i niedobra.
Jako odrębna pozycja jak najbardziej, ale jako powiązanie z cyklem Diuny blednie. Nie ma już tego magnetyzmu, który przyciąga w całym cyklu Herberta.
7/10 z sentymentu do Diuny.
Dobra i niedobra.
Jako odrębna pozycja jak najbardziej, ale jako powiązanie z cyklem Diuny blednie. Nie ma już tego magnetyzmu, który przyciąga w całym cyklu Herberta.
7/10 z sentymentu do Diuny.
Wymiękłam w połowie... Czyta się dużo trudniej niż książki z pierwotnej sagi Diuny, ta napisana przez synów autora znacznie odbiega stylem od pierwowzoru i jakoś wątki historii nie kleją się jak wcześniej. Chociaż próba wyjaśnienia powstania głównych zakonów Uniwersum Diuny było warte poznania. Książka jednak tylko dla wytrwałych.
Wymiękłam w połowie... Czyta się dużo trudniej niż książki z pierwotnej sagi Diuny, ta napisana przez synów autora znacznie odbiega stylem od pierwowzoru i jakoś wątki historii nie kleją się jak wcześniej. Chociaż próba wyjaśnienia powstania głównych zakonów Uniwersum Diuny było warte poznania. Książka jednak tylko dla wytrwałych.
Po lekturze „Dżihadu” Briana Herberta i Kevina Andersona, który to mocno mnie znudził i rozdrażnił, postanowiłem dać tej parze autorów jeszcze jedną szansę i sięgnąłem po inny ich prequel „Diuny”, zapewne jeden z kilkunastu. Tym razem tom pierwszy cyklu Wielkie Szkoły Diuny pod tytułem „Zgromadzenie Żeńskie z Diuny”. Przy mojej fascynacji dziełem (DZIEŁEM) Franka Herberta nie jest niczym dziwnym, że chciałem poznać genezę zakonu Bene Gesserit. Przy okazji dodam, że w którejś z polonizowanych książek o Diunie, są one… Gesseritkami. W każdym razie „Zgromadzenie żeńskie z Diuny” jest jeszcze gorsze, o ile to możliwe, niż „Dżihad Butlerjański”. Jest to książka nudna, pisana na siłę, z wieloma wątkami, których nie da się zlepić w jakąś sensowną całość… Tragedia po prostu. Tej pozycji nie polecam już nikomu. Fascynacja „Diuną” nie wystarczy, tu potrzebny byłby bezrefleksyjny fanatyzm.
Po lekturze „Dżihadu” Briana Herberta i Kevina Andersona, który to mocno mnie znudził i rozdrażnił, postanowiłem dać tej parze autorów jeszcze jedną szansę i sięgnąłem po inny ich prequel „Diuny”, zapewne jeden z kilkunastu. Tym razem tom pierwszy cyklu Wielkie Szkoły Diuny pod tytułem „Zgromadzenie Żeńskie z Diuny”. Przy mojej fascynacji dziełem (DZIEŁEM) Franka Herberta...
„Zgromadzenie żeńskie z Diuny" Kevina J. Andersona i Briana Herberta to pierwsza część trylogii „Wielkich Szkół Diuny" wznowionej przez wydawnictwo Rebis w najlepszym, wspaniałym, cudownie zilustrowanym przez Wojciecha Siudmaka wydaniu całego uniwersum.
Od bitwy pod Corrinem, która zmieniła losy ludzkości i wyzwoliła ją spod tysiącletniego jarzma myślących maszyn minęło osiemdziesiąt lat. Na tronie Imperium trzynastu tysięcy światów zasiada słaby Salvador Corrino. Zbyt często staje się on zakładnikiem bezwzględnego Manfreda Torondo, stojącego na czele ruchu butlerian, dążącego do całkowitego wyeliminowania jakichkolwiek przejawów technologii, w tym medycyny. Jego sojusznikiem jest Gilbertus Albans – ludzki komputer prowadzący szkołę mentatów i potajemnie kontaktujący się z przerażającym widmem przeszłości – niezależnym robotem Erazmem. Na planecie Ginaza siedzibę ma szkoła niezawodnych w walce mistrzów miecza, zaś słynąca z najlepszych lekarzy Akademia Suka zmaga się z problemami finansowymi. Jedyną siłą zdolną przeciwstawić się regresowi nowoczesności jest imperium transportowe Josepha Venporta, wykorzystujące do podróży kosmicznych zmutowanych nawigatorów, szkolonych przez legendarną Normę Cenvę.
Na pokrytej dżunglą planecie Rossak, sławnej w czasach dżihadu z czarodziejek zdolnych umysłem zabijać cymeków, mieści się zgromadzenie żeńskie. Na jego czele stoi Matka Wielebna Raquella Berto–Anirul, która jako jedyna przeżyła spożycie trucizny, zyskując kontrolę nad swoim ciałem na poziomie komórkowym. Posiadła przy tym wspomnienia każdej kobiety genetycznie ją poprzedzającej. Teraz nieskutecznie próbuje powtórzyć ten proces, by powiększyć grono niezwykłych sióstr. Prowadzi też zakrojony na tysiąclecia program eugeniczny, potajemnie wykorzystując zakazane komputery. Na ten trop wpadają fanatyczne zwolenniczki butlerian i dochodzi do rozłamu.
W tle wielkich wydarzeń obserwujemy losy obdarzonego długowiecznością Voriana Atrydy, zmuszonego do porzucenia rodzinnego świata i podróży na Arrakis. Ściga go para psychopatycznych bliźniaków i potomkowie Abulurda Harkonnena, a konsekwencje tego będziemy śledzić przez piętnaście tysięcy lat.
Jest to udane rozszerzenie uniwersum Diuny stworzonego przez Franka Herberta. Fani z ciekawością poznają genezę wydarzeń zawartych w pierwotnej serii. Nowi czytelnicy nie będę zawiedzeni, zaś wszyscy z zachwytem docenią niezwykłą jakość wydania i wspaniałych ilustracji.
„Zgromadzenie żeńskie z Diuny" Kevina J. Andersona i Briana Herberta to pierwsza część trylogii „Wielkich Szkół Diuny" wznowionej przez wydawnictwo Rebis w najlepszym, wspaniałym, cudownie zilustrowanym przez Wojciecha Siudmaka wydaniu całego uniwersum.
Od bitwy pod Corrinem, która zmieniła losy ludzkości i wyzwoliła ją spod tysiącletniego jarzma myślących maszyn minęło...
to nie to samo co Diuna, ale kocham ten świat wykreowany przez Franka Herberta i uwielbiam do niego wracać. w tych częściach brak już tej wzniosłości i powagi która cechuje pierwsze tomy Diuny. Niemniej lubię.
to nie to samo co Diuna, ale kocham ten świat wykreowany przez Franka Herberta i uwielbiam do niego wracać. w tych częściach brak już tej wzniosłości i powagi która cechuje pierwsze tomy Diuny. Niemniej lubię.
Kompletnie nie wiedziałem, czego mogę oczekiwać po pierwszej części "Wielkich Szkół Diuny", książce będącej początkiem najnowszej trylogii a chronologicznie umiejscowionej kilka dekad po zakończeniu "Bitwy pod Corrinem". Ku memu zaskoczeniu okazało się, że z każdą kolejną historią, jaką Kevin J. Anderson i Brian Herbert wplatają w "rozszerzone uniwersum" Diuny, wychodzi im ta sztuka lepiej!
Tytuł uznać można za dość mylący. Wątek zgromadzenia żeńskiego "czarodziejek z Rossaka" - późniejszych Bene Gesserit - jest jednym z wielu, jakie splatają się w tej powieści. Okazuje się, że upadek myślących maszyn niekoniecznie jest zbieżny z interesami frakcji, które wykształciły się po zrzuceniu kajdan i przełamaniu dominacji Omniusa. Gilbertus Albans - założyciel szkoły mentatów nadal skrycie komunikuje się z elektronowym mózgiem robota Erazma, "czarodziejki z Rossaka" wykorzystują moc komputerów do gromadzenia i analizy danych eugenicznych, Imperator Salvador Corrino po kryjomu organizuje walki bezrozumnych mechów dla zblazowanej szlachty a z drugiej strony barykady stoi bezwzględny zelota, pragnący zniszczenia wszelkiego przejawu technologii i tworów sztucznych Manfred Torondo - zdobywający coraz większe poparcie i stanowiący realne zagrożenie dla wszystkich pozostałych frakcji i koalicji. Mało tego - do życia budzi się niezwykle groźna "bomba zegarowa" - stworzona przez tytana Agamemnona para zabójczych cyborgów...
"Zgromadzenie żeńskie z Diuny" wreszcie daje dowód tego, że odchodząc niemal całkowicie od wątków wspomnianych w "Diunie" i osadzając akcję w okresie, o którym sam Frank Herbert mówi niewiele lub nic, można stworzyć opowieść wciągającą, kreatywnie rozbudowującą uniwersum i nie przyprawiającą przy tym o ból głowy i nie wywołującą słusznego oburzenia u fanów oryginalnej serii. Oczywiście, bliżej "Zgromadzeniu..." do klasycznej space opery (a w niektórych wątkach do "soap opery"), ale jest to książka napisana przyzwoicie, z dynamicznie poprowadzoną fabułą i kilkoma zaskakującymi zwrotami akcji. I - co najciekawsze - powracający bohaterowie z "Dżihadu Butleriańskiego" - których szczerze tam znienawidziłem - ukazani zostają w nowym, o wiele bardziej korzystnym świetle. To właśnie wątek Voriana Atrydy, którego okoliczności zmuszają do porzucenia "rodzinnego życia" i ponownego zaangażowania się w sprawy o galaktycznym wymiarze a którego ściągają powodowani pragnieniem zemsty potomkowie okrytego niesławą Abulurda Harkonnena i za którym krwawym tropem podążaj para wspomnianych wyżej cyborgów jest jednym z - moim zdaniem - najlepszych w tej powieści.
Na tę chwilę jest to dla mnie - obok "Paula z Diuny" - najlepsza z rzeczy, stworzonych przez "niesławny" duet. Polecam i z ciekawością sięgam po kolejny tom tego cyklu - "Mentatów z Diuny"!
Kompletnie nie wiedziałem, czego mogę oczekiwać po pierwszej części "Wielkich Szkół Diuny", książce będącej początkiem najnowszej trylogii a chronologicznie umiejscowionej kilka dekad po zakończeniu "Bitwy pod Corrinem". Ku memu zaskoczeniu okazało się, że z każdą kolejną historią, jaką Kevin J. Anderson i Brian Herbert wplatają w "rozszerzone uniwersum" Diuny,...
No wreszcie! ze wszystkich powieści Pana H i Pana A z uniwersum Diuny ta jest zdecydowanie najlepsza. Niestety nie ze względu na sposób pisania Panowie z uporem maniaka dalej co chwila przypominają nam inne rozdziały i część, non stop powtarzają informacje..Książka jest dobra ponieważ wątki są ciekawe..a sama treść niesie głęboki morał. Bardzo podoba mi się ten antagonizm dwóch sposobów patrzenia na przyszłość ludzką..albo idziemy z postępem albo pilnujemy postępu..podoba mi się, że nic tu nie jest ani czarne ani białe..każda ze stron ma trochę racji..nie da się odmówić pewnych racji stronie dzikich ignorantów, którzy są okrutni i agresywni..mimo wszystkiego oni też mają trochę racji! i to właśnie sprawia, że ta powieść jest naprawdę dobra..Sytuacja w powieść, podział na obozy tak bardzo odpowiada również współczesnej sytuacji na świeci, że aż strach się bać. Nie ma nic gorszego niż kiedy ludzie trwają w stagnacji..przez nudę często wpadają na straszne pomysł..a kiedy nie ma wroga rzucają się sobie do gardeł. Oczywiście jest też parę dodatkowych wątków o Vorianie i Harkonnenach, mentatach itp..każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli idzie o samą formę powieści to jest w miarę ok, czyta się szybko..jednak te przypominajki autorów naprawdę strasznie przeszkadzają..to jest naprawdę irytujący, niemniej polecam fanom Diuny
No wreszcie! ze wszystkich powieści Pana H i Pana A z uniwersum Diuny ta jest zdecydowanie najlepsza. Niestety nie ze względu na sposób pisania Panowie z uporem maniaka dalej co chwila przypominają nam inne rozdziały i część, non stop powtarzają informacje..Książka jest dobra ponieważ wątki są ciekawe..a sama treść niesie głęboki morał. Bardzo podoba mi się ten antagonizm...
Umęczyli mnie okrutnie papierowi bohaterzy, coraz bardziej płascy i przewidywalni, szczególnie ocieram łzę za:
- Vorianem który swoja płaskość pomnożył do kwadratu,
- Erazmem, który stracił cały swój charakter
...przeczytać, pogryźć i szukać pocieszenia w "Mentatach Diuny" ;)
Umęczyli mnie okrutnie papierowi bohaterzy, coraz bardziej płascy i przewidywalni, szczególnie ocieram łzę za:
- Vorianem który swoja płaskość pomnożył do kwadratu,
- Erazmem, który stracił cały swój charakter
...przeczytać, pogryźć i szukać pocieszenia w "Mentatach Diuny" ;)
Dobrze bylo powrocic do historii z pierwszej trylogii . Kontynuacja po nie;alze wieku ma sens i jest ciekawa na tyle ze mozna wybaczyc dosyc prosty jezyk jakim ta ksiazka jest napisana.
Dobrze bylo powrocic do historii z pierwszej trylogii . Kontynuacja po nie;alze wieku ma sens i jest ciekawa na tyle ze mozna wybaczyc dosyc prosty jezyk jakim ta ksiazka jest napisana.
Mocno takie sobie. Bohaterowie maksymalnie schematyczni i jakby wycinani z gotowych wzorów, fabuła przewidywalna i bez większych niespodzianek, dość sprawna narracja sprawia, że ta książka nie jest całkowitą porażką, ale na pewno nie nazwę jej także czymś udanym.
Mocno takie sobie. Bohaterowie maksymalnie schematyczni i jakby wycinani z gotowych wzorów, fabuła przewidywalna i bez większych niespodzianek, dość sprawna narracja sprawia, że ta książka nie jest całkowitą porażką, ale na pewno nie nazwę jej także czymś udanym.
„ Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej stronie kuchenka
Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej ...”*
Dżihad butleriański się skończył…
Umęczona wielkim trudem jakim niewątpliwie był olbrzymi wysiłek wojenny pokonała bezprecedensowe zagrożenie, które niegdyś sama stworzyła. Ogarnięta lenistwem intelektualnym ludzkość oddała władzę maszynom, a te uznały w wyniku arcyracjonalnej analizy, że ludzkość trzeba zniszczyć. Dżihad był krwawą jatką, ale cudem rzutem na taśmę ludzkość wygrała.
I co?…
Minęło 80 lat, od tej wielkiej wygranej a imperium ludzkości wciąż jest na rozdrożu.
Bo pada pytanie co dalej?
Czy ludzkość ma wrócić na drzewa i zajadać surowe mięso, bo przecież ogień to szatański wynalazek, czy jednak ludzkość pozostanie tu gdzie jest, na poziomie cywilizowanym, będzie rozwijać cywilizację, a więc dopuszczalne będzie stosowanie myślących maszyn pod pewnymi warunkami rzecz jasna, przy czym będzie pewne przewartościowanie, sformułowane religijnie w ramach Biblii protestancko katolickiej.
Tutaj nie jest żadnym odkryciem, że wiadomo jak było, czyli będzie w przyszłości, że władzę nad światem przejęła spółka: gildia kosmiczna, która powstała na bazie imperium biznesowo-handlowego Venportów, i czarownice Bene Gesserit, które wyewoluowały ze szkoły czarownic na planecie Rossak. A cała reszta w tym dwie pozostałe szkoły, mentatów i mistrzów miecza odgrywają role drugorzędne, a co ciekawe władza imperatorska, to w zasadzie nic nie znaczy. Choć oczywiście wszyscy władcy z dynastii Corinnów wożą się jacy to oni są ważni. Jak jest naprawdę wszystko wyjaśnia się w sytuacjach krytycznych.
Tego wszystkiego możemy dowiedzieć się w pozostałych częściach uniwersum Diuna.
A tutaj, w pierwszej części trylogii „Wielkie Szkoły Diuny” mamy kreowanie się tego postdżihadowego świata. Przede wszystkim jest to poważny spór ideowy, który wykreuje świadomość ludzi mieszkających w imperium tysięcy planet.
Z jednej strony są to butlerianie, ludzie obłąkani, którzy likwidują nawet najbardziej niewinne przejawy funkcjonowania maszyn, takie jak kuchenki mikrofalowe, czy urządzenia medyczne, a zabawne jest to, że nie mogą dorwać robota Erazma, który wciąż istnieje i stanowi największe zagrożenie dla ludzkości. Jestem przekonany, że czytelnik może usłyszeć rechot Erazma z powodu głupoty butlerian, no bo Ci rozpieprzają zabawki, a tymczasem są tak zaślepieni w swoim obłędzie, że nie są w stanie zobaczyć największego zagrożenia. Oprócz zagrożenia wynikającego z istnienie Erazma, który grzecznym kotkiem nie jest, największym zagrożeniem dla ludzkości są oni sami, obłąkani butlerianie, którzy pakują całą ludzkość w niewolę, wcale nie mniejszą niż niewola Omniusa. A jeżeli tak to po cholerę zmieniać jeden obiekt zniewolenia na drugi?
Widać Erich Fromm ma rację, ludzie odczuwają nieubłaganą potrzebę do uciekania od wolności i brania odpowiedzialności za to co się robi. To przecież nie my robimy zwały, tylko diabelstwo, które nas kusi i robi z nami co chce. A ktoś przecież tego diabła wpuścił otworzył mu furtkę pozwolił mu działać. A pewnie, że łatwiej zwalić winy na cały świat, bo my przecież jesteśmy niewinni, my tylko słuchaliśmy rozkazów, można było usłyszeć w czasie procesu w Norymberdze. A kto wpuścił diabelstwo i pozwolił Hitlerowi rządzić? Niemcy oddali władzę nazistom w ramach promocji używając kartki wyborczej. To wcale nieprawda, że demokracja jest kiepskim ustrojem. Prawdą jest za to fakt, że demokracja potrzebuje ludzi odpowiedzialnych i głosujących odpowiedzialnie, nie pozwalających na to, żeby oszołomstwo robiło co chciało z krajem. To co się wydarzyło 70 lat temu, to jest bardzo poważna przestroga. Ale czy my potrafimy patrzeć w przeszłość i wyciągać wnioski? A niech się ta przeszłość kurzy i znika w cholerę z pamięci ludzi. Nie ma nic głupszego niż zapominanie o przeszłości. Z tej głupoty tylko diabelstwo się cieszy i dalej robi zamęt i miesza.
Natomiast z drugiej strony tego sporu ideowego mamy ludzi racjonalnie myślących. Przede wszystkim skupionych wokół biznesowego imperium Venportów. Szefem firmy jest teraz Joseph Venport. Mamy też tutaj znaną z „Legend Diuny” Normę Cenvę. Oczywiście długowiecznych bohaterów mamy więcej, chociażby Voriana Atrydę, którego ścigają tajemniczy wrogowie, jest to duet Andros i Hyla, którzy podobnie jak sam Vorian, byli dziećmi generała cymeków Agamemnona. Voriana Atrydę ścigają też Harkonnenowie, a więc mamy tu pierwszy akt Atrydzko - Harkonneńskiego konfliktu, który będzie trwał tysiąclecia. Do tej kategorii bohaterów należy Raquela Berto Aniruli, wnuczka Voriana Atrydy, matka wielebna czarowic z Rossaka. W gronie czarownic zarysowuje się wyraźny podział. Rzecz idzie o to, że czarownice, prowadząc swój program eugeniczny posiadaja komputerową bazę danych, to irytuje czarownice butlerianki, pod przewodnictwem Dorotei, która ma ambicje zdetronizować Raquelę, to wszystko prowadzi do wmieszanie się w ten interes imperatora Salwadora, który delegalizuje zgromadzenie. Frakcja Dorotei przybywa na Salusa Secunduse, a pozostałe czarownice ulegają rozproszeniu. Raquela Berto Aniruli przybywa na Kolchara, centralę Venportów. Dzięki uprzejmości Josepha Venporta matka wielebna Raquela postanowiła, że odbuduje zgromadzenie na Walachu IX. Jak wiadomo ta planeta przez całe tysiąclecia będzie centralą Zakonu Bene Gesserit. Wspomniałem, że Joseph Venport i stojący za nią potencjał całej jego korporacji jest jedyną liczącą się siłą, czarownice chwilowo są w głębokiej defensywie, która jest zdolna rywalizować z butlerianami i wpłynąć na to jak będzie wyglądała rzeczywistość. Wynik jest wiadomy. Wkrótce powstanie gildia, która będzie miała na tyle silny wpływ, że przez kolejne 15 tysięcy lat aż do kralizeku, bitwy na końcu czasów, czas będzie liczony od nowa, jako era gildii. I wszyscy imperatorzy i pozostali przedstawiciele wysokich rodów, którzy będą zasiadać w Landsraadzie, parlamencie imperium będą się z tym liczyć, także liczyć czas, wedle ery gildii.
Ten spór ideowy urozmaicają dwie niezwykle silne osobowości,. Z jednej strony to jest przywódca butlerian Manfred Torondo, który w imperium robi co chce, do tego stopnia, że można odnieść wrażenie, że imperator jest na etacie ciecia u Manfreda Torondo i nie ma w tym wielkiej przesady. Wydaje się, że imperium poległo, że cywilizacja w ekspresowym tempie cofnie się do epoki kamienia łupanego. No ale postanowił temu zapobiec Joseph Venport. Obydwie postaci zostały świetnie przez autorów wykreowane. Już w tej części dochodzi do pierwszej konfrontacji, którą wygrywają butlerianie, ale to tylko i wyłącznie przez efekt zaskoczenia. W bitwie o układ Tonarisa, w którym, w stoczni myślących maszyn Venport zbudował filię swojej firmy. Butlerianie po prostu przybyli za szybko w przygniatającej sile. Jednak Venport nie poddał się postanowił walczyć i spowodować jak największe straty wśród obozu butleriańskiego. Mamy tu do czynienia z pierwszą wojną mentacką. Manfred Torondo zabrał na wojnę mentata Gilbertusa Albansa, a po stronie Venporta był jego najlepszy uczeń Draigo. Chociaż wygrywa Manfred Torondo, to nie dostał czego chciał, samego Josepha Venporta, bo oprócz mentata, ten ma przecież swoją prababkę Normę Cenwę, która w ramach prekognicji przewidziała co się wydarzy i statkiem zaginającym przestrzeń kosmiczną przybyła na pole bitwy zabrać Josepha Venporta i jego mentata. A więc ta bitwa to początek nowej wojny, która wstrząśnie całym imperium i wpłynie na jego losy. Na razie chłopaki prężą muskuły i szykują się do rozróby.
Tak naprawdę ten pierwszy tom jest wprowadzający w tą całą trylogię i jego czytanie nieco muli czytelnika przez sporą część książki, za to końcówka mniej więcej ostatnich sto stron nabiera niesamowitych rumieńców i rozpędu. Pozostałe dwie części, nad którymi autorzy zapewnie pracują dzielnie i wytrwale zapowiadają się rewelacyjnie po prostu. Czekam z niesamowitą niecierpliwością co też autorzy tam wyspekulują, bo Diuna to niesamowita porcja spekulacji filozoficznych i nie tylko, i napiszą Moja ocena będzie odrobinkę niższa, niż zwykle, w okolicach bardzo dobrej, bo co do tego, że przeczytać „Zgromadzenie żeńskie z Diuny’ warto nie mam najmniejszych wątpliwości.
Przekonaj się sam drogi czytelniku, droga czytelniczko, że warto…
Ad.
*Fragment piosenki zespołu Kult „Arahia” , http://www.tekstowo.pl/piosenka,kult,arahja.html
„ Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej stronie kuchenka
Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej ...”*
Dżihad butleriański się skończył…
Umęczona wielkim trudem jakim niewątpliwie był olbrzymi wysiłek wojenny pokonała bezprecedensowe zagrożenie, które niegdyś sama...
Do unierwsum Diuny mam słabość. Każda powieść która jest w nim osadzona z miejsca zyskuje moją sympatię. Syn Franka Herberta gonie kontynuuje jego działalność. Szczerze polecam dla wszystkich miłośników s-f
Do unierwsum Diuny mam słabość. Każda powieść która jest w nim osadzona z miejsca zyskuje moją sympatię. Syn Franka Herberta gonie kontynuuje jego działalność. Szczerze polecam dla wszystkich miłośników s-f
Każdy stęka narzeka że słaba nudna a mi się podobało chociaż końcówka pisana na siłę Ważne że serial to całkiem inna historia też mi się podobał. Jestem fanem Diuny od 1986 kiedy pierwszy raz przeczytalem
Każdy stęka narzeka że słaba nudna a mi się podobało chociaż końcówka pisana na siłę Ważne że serial to całkiem inna historia też mi się podobał. Jestem fanem Diuny od 1986 kiedy pierwszy raz przeczytalem
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOd wydarzeń z bitwy pod Corrinem minęło ponad 80 lat. Powstało nowe Imperium, a wraz z nim Wielkie Szkoły. Jedną z nich jest Zgromadzenie Żeńskie, będące spadkobiercą czarowniczek z Rossaka.
Butlerowcy wciąż mają się dobrze i tępią każdy przejaw postępu technologicznego, wierząc, że ten doprowadzi do powrotu ery myślących maszyn. Tymczasem w swoim programie eugenicznym Wielebna Matka Raquella korzysta — jak głoszą plotki — z zakazanych komputerów.
Tak mniej więcej rysuje się fabuła tego tomu Wielkich Szkół Diuny. Opowieść jest misternie poprowadzona, pozwala spojrzeć na uniwersum z wielu stron i perspektyw, koncentrując się jednak na siostrach z Rossaka. To kolejna odsłona zakrytych dla fanów Diuny fragmentów jej świata, napisana z wiernością wizji Franka Herberta.
To chyba najlepsza książka kontynuatorów, jaką dotąd czytałem. A może to tylko wrażenie — bo od zawsze trzymałem stronę Bene Gesserit. Podobnie jak poprzednie części, czyta się ją szybko, a akcja toczy się wartko i dynamicznie.
Na scenę wkraczają nowe postacie, ale spotykamy też starych znajomych, jak Vor Atryda, wciąż żyjący po zabiegach, jakim poddał go ojciec. Wydarzenia w tej części wpływają na losy całego nowego Imperium — i tak się w istocie dzieje.
Jestem ciekaw, dokąd poprowadzi to przyszłość Sióstr, Mentatów czy Gildii. Przekonam się niebawem, bo sięgam już po kolejny tom. Was również zachęcam do zanurzenia się w ten świat — złożony, fascynujący i sprawiający wrażenie najlepiej wykreowanego uniwersum w całej literaturze science fiction, jaką dane mi było czytać.
Fantastycznie dobra książka. Polecam
Od wydarzeń z bitwy pod Corrinem minęło ponad 80 lat. Powstało nowe Imperium, a wraz z nim Wielkie Szkoły. Jedną z nich jest Zgromadzenie Żeńskie, będące spadkobiercą czarowniczek z Rossaka.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toButlerowcy wciąż mają się dobrze i tępią każdy przejaw postępu technologicznego, wierząc, że ten doprowadzi do powrotu ery myślących maszyn. Tymczasem w swoim programie eugenicznym...
Po obejrzeniu serialu i przeczytaniu części oryginalnej "Diuny" sięgnąłem po tę pozycję. Jak na razie historie serialu i książki niemal zupełnie się nie pokrywają i to chyba dobrze. Bardzo ciekawe zagadnienia - myślących maszyn, fanatyzmu, uczenia się na własnych błędach, dbania o bezpieczeństwo czy możliwości człowieka. Intrygujące postaci (przywódcy szkół, czarodziejki, Nawigatorka), wciągająca fabuła. Spodziewałem się bardziej czegoś podobnego do "zapisków historycznych" dotyczących Zgromadzenia, a okazała się to pierwsza część zupełnie fabularnej trylogii. W sumie dobrze. Jestem bardzo ciekaw dalszych losów postaci i cieszę się, że mogłem poszerzyć znajomość uniwersum "Diuny" - wiele pytań z klasycznej serii znajduje tu wyjaśnienie lub, co najmniej, szerszy kontekst.
Po obejrzeniu serialu i przeczytaniu części oryginalnej "Diuny" sięgnąłem po tę pozycję. Jak na razie historie serialu i książki niemal zupełnie się nie pokrywają i to chyba dobrze. Bardzo ciekawe zagadnienia - myślących maszyn, fanatyzmu, uczenia się na własnych błędach, dbania o bezpieczeństwo czy możliwości człowieka. Intrygujące postaci (przywódcy szkół, czarodziejki,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawa, nie przegadana a mimo wielu wątków nie da się pogubić.
Ciekawa, nie przegadana a mimo wielu wątków nie da się pogubić.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZacznijmy od tego, że nazwa tej książki jest myląca. Tak jak w innych częściach Diuny, jest tu dużo skakania po różnych wątkach i perspektywach. I jest to zdecydowanie na plus. Możemy poznać początki powstawania Bene Gesserit, Tleilaxan, Gildii i reszty sił kierujących imperium w Kronikach Diuny. Wyjątkowo pozytywnie zaskoczyła mnie również fabuła, dobrze i pewnie poprowadzona. Znajdziemy tu ogrom zniuansowanych relacji pomiędzy poszczególnymi postaciami.
Zacznijmy od tego, że nazwa tej książki jest myląca. Tak jak w innych częściach Diuny, jest tu dużo skakania po różnych wątkach i perspektywach. I jest to zdecydowanie na plus. Możemy poznać początki powstawania Bene Gesserit, Tleilaxan, Gildii i reszty sił kierujących imperium w Kronikach Diuny. Wyjątkowo pozytywnie zaskoczyła mnie również fabuła, dobrze i pewnie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Wielkie Szkoły Diuny" stanowią ciekawą kontynuację trylogii "Legendy Diuny" - opowiada pierwsze kroki Imperium po pokonaniu myślących maszyn. Mamy tu rozbudowane wątki tytułowych szkół, które kształtują ludzi: Bene Gesserit, Gildia Kosmiczna, Szkoła Mentatów, Akademia Suka czy mistrzowie miecza z Ginaza. Pojawia się też wątek fanatycznych butlerowców, który wzburzy czytelników miłujących postęp technologiczny. Jedyny zgrzyt w dziele Briana i Kevina to obraz pierwszych kobiet Bene Gesserit, który odbiega od wizji Franka Herberta: oryginalnie zdolności psychiczne i fizyczne Zgromadzenia Żeńskiego zależały od surowego treningu, natomiast w tej wersji historii kluczem do opanowania tych sztuk jest zażycie silnego narkotyku (czyli ostatecznie przyprawy). Ta jedna niespójność trochę burzy spójność uniwersum, ale mimo to książkę się czyta całkiem przyjemnie.
"Wielkie Szkoły Diuny" stanowią ciekawą kontynuację trylogii "Legendy Diuny" - opowiada pierwsze kroki Imperium po pokonaniu myślących maszyn. Mamy tu rozbudowane wątki tytułowych szkół, które kształtują ludzi: Bene Gesserit, Gildia Kosmiczna, Szkoła Mentatów, Akademia Suka czy mistrzowie miecza z Ginaza. Pojawia się też wątek fanatycznych butlerowców, który wzburzy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety rozczarowanie najwidoczniej jestem po tej stronie krzywej Gaussa, iż wszystkie odstępstwa od podstawowych założeń świata stworzonego przez Franka Herberta uważam za herezję. Miałem nadzieję że przeczytam cały trójksiąg "Wielkie szkoły Diuny" jednak już po tym pierwszym tomie odpuszczam. Sięgałem po ten tom aby dowiedzieć się czy tak zwani następcy wzbogacą świat Diuny niestety masa głupot większych i mniejszych wyklucza moje zaangażowanie w dalsze próby czytania tych autorów. I ta fabuła tak przewidywalna od początku. Tak na dobrą sprawę opis dziejów zakonu żeńskiego z tej książki można by zmieścić na 80 stronach a reszta 614 stron to historie pobocze.
Wystawiam 4 tylko dla tego, że dałem radę to przeczytać a nie odrzuciłem na bok.
Niestety rozczarowanie najwidoczniej jestem po tej stronie krzywej Gaussa, iż wszystkie odstępstwa od podstawowych założeń świata stworzonego przez Franka Herberta uważam za herezję. Miałem nadzieję że przeczytam cały trójksiąg "Wielkie szkoły Diuny" jednak już po tym pierwszym tomie odpuszczam. Sięgałem po ten tom aby dowiedzieć się czy tak zwani następcy wzbogacą świat...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPanowie Herbert i Anderson to niezwykle płodny duet. Ich wspólnych powieści, osadzonych w uniwersum "Diuny", ukazało się w Polsce już jedenaście (to łączna liczba z dwóch wydawnictw). W ich dorobku znajdziemy zarówno prequele słynnej sagi, jak i jej midquele i sequele. Gdy szukacie odpowiedzi jak przebiegał legendarny Dżihad Butleriański, proszę bardzo – wystarczy sięgnąć po Trylogię „Legend Diuny”. Jeśli z kolei nurtuje Was jak zakończyła się oryginalna saga, panowie służą dwutomową kontynuacją. A może chcecie poznać losy Paula po odejściu na pustynię? I w tym przypadku możemy się tego dowiedzieć, o jego losach opowiada bowiem „Paul z Diuny”. Lektury dla fanów jest zatem mnóstwo, jednak fundamentalne pytanie jest takie, czy te dopiski dorównują poziomem książkom napisanym przez Herberta seniora? Ogromna większość powie zapewne, że nie, jednak myślę, że odpowiedź nie może być aż tak jednoznaczna.
„Zgromadzenie Żeńskie” rozpoczyna nową trylogię, opisującą początki najsłynniejszych szkół działających we wszechświecie. Jak sama nazwa wskazuje pierwszy tom skupia się, przynajmniej w teorii, na Bene Gesserit. Akcja powieści dzieje się około 80 lat po bitwie pod Corrinem. Coraz bardziej do głosu dochodzi radykalny ruch butlerian, pragnący narzucić reszcie społeczeństwa swoje skrajnie antytechnologiczne idee. Z dnia na dzień butlerianie stają się coraz bardziej agresywni, z ich zdaniem musi liczyć się nawet imperator – Salvador Corrino. Tymczasem w innych miejscach galaktyki jak grzyby po deszczu, powstają nowe szkoły, chcące kształcić ludzkie umysły. Jedną z nich jest tytułowe Zgromadzenie Żeńskie, którego członkinie próbują obudzić w sobie wspomnienia innych kobiet, a także manipulować genotypami poszczególnych ludzi. Jednak, gdy w swoich intrygach wezmą na cel samego imperatora, okazuje się, że sprawa może się dla nich zakończyć fatalnie.
Tytuł książki jest nieco mylący. Wątek zgromadzenia jest bowiem zaledwie jednym z wielu, i to niekoniecznie najbardziej eksploatowanym. Tak jak autorzy nas do tego przyzwyczaili, także w swojej najnowszej powieści ciągną różne historie i opisują losy wielu ludzi, które z początku odrębne, im bliżej zakończenia, tym coraz bardziej łączą się w układ wzajemnych zależności i powiązań.
To, co zdecydowanie odróżnia dopiski tandemu, od prac Franka Herberta, to styl poszczególnych powieści i inne punkty docelowe. „Zgromadzenie Żeńskie” to na dobrą sprawę zwyczajna space opera, tylko osadzona w znanym już świecie. Dla ortodoksyjnych fanów taki stan rzeczy już od dawna jest nie do przyjęcia, jednak jeśli oderwiemy tę powieść od tej kanonicznej „Diuny”, otrzymamy w rezultacie porcję satysfakcjonującej rozrywki. Oczywiście, nie ma co szukać w niej specjalnie jakiejś głębi, ale mimo to, nie jest to książka zła, na jaką wielu stara się ją (i inne powieści duetu) wykreować.
Bohaterowie są co prawda w większości przypadków dosyć standardowi (jeśli czytało się chociażby „Ród Atrydów”, można dostrzec pewne schematy), mimo to rzuceni zostają w ciekawe okoliczności. Właśnie tworzenie tła fabularnego to dosyć mocny punkt pisarstwa Herberta i Andersona. Wykorzystując ciekawe momenty z historii uniwersum, potrafią wkomponować w nie chwytliwą, pełną akcji opowieść. Tak jest właśnie w tym przypadku. Fabuła właściwie z miejsca wciąga czytelnika, i nawet jeśli odczuwa on, że nie jest to fantastyka ambitna, to i tak będzie z zainteresowaniem przerzucał kolejne stronice.
Umiejscowienie dzieł Herberta i Andersona w tym właśnie uniwersum, z jednej strony bez wątpienia poprawi ich sprzedaż. Mimo psioczenia, wciąż bardzo wielu czytelników chce czytać o tym, co doprowadziło do konkretnych, znanych już wydarzeń i jak kształtowała się historia świata "Diuny". Druga rzecz jest taka, że niejako naturalnym kierunkiem dla Herberta Juniora, jest kontynuowanie pracy ojca. Mimo to jednak, chciałbym kiedyś przeczytać jego (nawet w parze z Andersonem) autorską historię. Podczas pisania kolejnych „Diun” Brian Herbert zdecydowanie nabrał wprawy, także jakaś świeża rzecz mogłaby być naprawdę czymś wartym uwagi.
Osobny akapit trzeba poświęcić wydaniu tej powieści. Rebis jak zwykle stanął na wysokości zadania i zaproponował czytelnikom formę dobrze już im znaną. Nie będę ukrywał, że osobiście jestem zachwycony tą edycją. Po pierwsze w końcu mamy możliwość czytania całej oryginalnej sagi, jak i jej kontynuacji, w jednolitym, a przy tym pięknym wydaniu. Nie mniej ważną sprawą jest fakt, że książki znakomicie prezentują się na regale. Ci, którzy kolekcjonują „Diunę” to zazwyczaj bibliofile, więc to wydanie musi być dla nich niewątpliwie powodem do radości. Cieszy też, że na kartach „Zgromadzenia Żeńskiego z Diuny” wciąż możemy znaleźć wspaniałe ilustracje Wojciecha Siudmaka, które jak zawsze dodają treści smaku. Pozostaje tylko życzyć sobie, jak i innym czytelnikom, by większość wielkich serii fantastycznych dostała kiedyś taką oprawę jak „Diuna”.
Każda kolejna odsłona „Diuny” autorstwa Herberta i Andersona, wywołuje różne reakcje. Od narzekania, że to już nie to samo, co kiedyś, po uznanie, że mimo innego stylu, jest to literatura chwytliwa. Prawda leży zapewne gdzieś pośrodku. Ja osobiście nie uważam, by te „–quele” były jakąś abominacją. Oczywiście i dla mnie oryginalna saga jest zdecydowanie lepsza, mimo to jednak, potrafię docenić chęć rozwijania tych pasjonujących historii o nowe rozdziały. „Zgromadzenie Żeńskie z Diuny” jest kolejnym przykładem, że „Diuna” to, poza filozofią, także dobra rozrywka.
(Recenzja napisana w 2012 roku dla nieistniejącego już portalu poprzecinku.pl)
Panowie Herbert i Anderson to niezwykle płodny duet. Ich wspólnych powieści, osadzonych w uniwersum "Diuny", ukazało się w Polsce już jedenaście (to łączna liczba z dwóch wydawnictw). W ich dorobku znajdziemy zarówno prequele słynnej sagi, jak i jej midquele i sequele. Gdy szukacie odpowiedzi jak przebiegał legendarny Dżihad Butleriański, proszę bardzo – wystarczy sięgnąć...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Umysł człowieka jest święty.”
Fantastycznie odnalazłam się we wszechświecie Diuny. Po spotkaniu z tomami serii „Kroniki Diuny”, napisanymi przez Franka Herberta, z przyjemnością zabrałam się za poznawanie cyklu „Preludium Diuny”, stworzonym przez Briana Herberta i Kevina J. Andersona. Wreszcie przyszła kolej na pierwszą odsłonę „Wielkich Szkół Diuny” autorstwa wymienionego duetu. Niesamowicie się wciągnęłam, niecierpliwie odwracałam strony książki w pogoni za dynamicznie rozwijającą się intrygą, zaskakującymi incydentami, nieoczekiwanymi obrotami spraw. Co prawda, dostrzegłam kilka drobnych niedociągnięć w scenariuszu zdarzeń, trochę pójścia na skróty przez Herberta i Andersona, spłaszczenia w finałowych odsłonach pasjonująco rozwijających się wątków, jednak poza lekkim niedosytem, nie wpływały znacząco na pozytywny odbiór opowieści. Interesująco było odbyć podróż w czasie, w stosunku do pierwowzoru stworzonego przez Franka Herberta, zerknąć na początki tworzenia żeńskiego zgromadzenia, bazującego na czarodziejskich mocach, mającego umysłem wgląd w bibliotekę dawnych istot, opracowującego ambitny plan eugeniczny, decydującego w przyszłości o losach wszechświata i rodów odgrywających kluczową rolę.
Sto lat po wielkim dżihadzie a osiemdziesiąt po zniszczeniu maszyn myślących przez tysiąc lat niewolących gatunek ludzki, historia zapisała się frapującymi, ale i krwawymi, zdarzeniami. Ludzkość pozbawiona wroga zewnętrznego skupiła się na wewnętrznym. Dopuściła do głosu religijny fanatyzm wypaczający butlerowskie idee w poszukiwaniu władzy, zmieniający strach w przemoc a panikę w broń. Powstawała wielka flota kosmiczna i zmutowani nawigatorzy, otulona szczelnie w pychę bogactwa i niszczenia konkurencji. O prestiż walczyły liczne szkoły kładące nacisk na zwiększenie zdolności umysłu i ciała, w tym mentorska, suki i miecza. Zemsta została dopuszczona do głosu przez historyczne geny i zdradzoną naukę. Przebudzono legendarną przeszłość, aby zmazać własne grzechy i rodowe klęski. Natomiast imperatorski dwór okrył się siecią kłamstw, intryg, buntu i nienawiści. Autorzy poradzili sobie ze zgrabnym zmiksowaniem wątków, nadaniem ciekawej oprawy, nasyceniem emocjami i sentencjami. Nie oszczędzali bohaterów, poświęcali dla bardziej lub mniej słusznej sprawy, zrywali kruche przymierza i zawiązywali pozornie perspektywiczne relacje. Wkradła się sympatyczna niepewność co do losów postaci. Czy wiedza jest potężniejsza od zabobonu, postęp od barbarzyństwa, a racjonalne myślenie silniejsze od paranoi? Czy droga do wszelkiego rozwoju wiedzie przez kryzys? Chętnie wyczekuję kolejnej odsłony dziejów szkół imponujących w przyszłości świata Diuny.
bookendorfina.pl
„Umysł człowieka jest święty.”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFantastycznie odnalazłam się we wszechświecie Diuny. Po spotkaniu z tomami serii „Kroniki Diuny”, napisanymi przez Franka Herberta, z przyjemnością zabrałam się za poznawanie cyklu „Preludium Diuny”, stworzonym przez Briana Herberta i Kevina J. Andersona. Wreszcie przyszła kolej na pierwszą odsłonę „Wielkich Szkół Diuny” autorstwa...
Na pewno więcej się dzieje niż w podstawowym cyklu. Nie ma dłużyzn. Może aż za szybko rzeczy się dzieją. Bohaterowie, wobec których nic nie czuję, nie polubiłem ich.
Nie jest to na pewno poziom Diuny, ale przeczytać warto.
Na pewno więcej się dzieje niż w podstawowym cyklu. Nie ma dłużyzn. Może aż za szybko rzeczy się dzieją. Bohaterowie, wobec których nic nie czuję, nie polubiłem ich.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie jest to na pewno poziom Diuny, ale przeczytać warto.
Czytalo się świetnie! Uniwersum Diuny wciąga.
Czytalo się świetnie! Uniwersum Diuny wciąga.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo pierwsze nie rozumiem komentarzy typu "kolejna próba skoku na kasę dorobku tatusia". Skoro chłop miał dostęp do notatek ojca , to dla fanów diuniwersum jak najbardziej dobra robota. Czy lepiej żeby kisiły się w szufladzie ? I chociaż książki są zupełnie inne niż Kroniki Franka, to jeśli chcesz zgłębić wspaniałe uniwersum to bardzo polecam. Zgromadzenie żeńskie rozkręca się powoli, ale końcówka jest satysfakcjonująca. Dowiesz się trochę o Manfordzie Torondo, Vorianie Atrydzie, i początkach Bene Gesserit, jeszcze raz bardzo polecam. "Przyprawa Musi Płynąć!!!"
Po pierwsze nie rozumiem komentarzy typu "kolejna próba skoku na kasę dorobku tatusia". Skoro chłop miał dostęp do notatek ojca , to dla fanów diuniwersum jak najbardziej dobra robota. Czy lepiej żeby kisiły się w szufladzie ? I chociaż książki są zupełnie inne niż Kroniki Franka, to jeśli chcesz zgłębić wspaniałe uniwersum to bardzo polecam. Zgromadzenie żeńskie rozkręca...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak mnie skusiło przez nową filmową serię. I chyba jednak lepiej czytać zgodnie z chronologią wydarzeń - przynajmniej dla mnie. Polecam spróbować.
Tak mnie skusiło przez nową filmową serię. I chyba jednak lepiej czytać zgodnie z chronologią wydarzeń - przynajmniej dla mnie. Polecam spróbować.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna próba skoku na kasę dorobku tatusia. Mało powiązane z cyklem Diuny, dziwna, wyjątkowo wolno rozwijająca akcja. Można przeczytać jedynie przez sentyment do oryginalnej serii, ale nie warto.
Kolejna próba skoku na kasę dorobku tatusia. Mało powiązane z cyklem Diuny, dziwna, wyjątkowo wolno rozwijająca akcja. Można przeczytać jedynie przez sentyment do oryginalnej serii, ale nie warto.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak to w tym uniwersum bywa książka pełna jest intryg, polityki, kłamstw i manipulacji. Pełna zaskoczeń i zwrotów akcji. Świetnie poprowadzona historia odbudowywania świata po walce z myślącymi maszynami. Jak się okazuje człowiek potrafi być równie okrutny i bezwzględny jak znienawidzone roboty. A nowo powstałe szkoły sporo mieszają w świecie. Dawne zaszłości kilkakrotnie wychodzą na pierwszy plan. Szkoda mi, że wątek dzieci Agamemnona nie został w pełni wykorzystany. Akurat tu spodziewałam się więcej. Kolejnym minusem jest tempo akcji. W środku książki i przed zakończeniem sporo się dzieje. Jednak sam koniec jest przegadany, bez efektownego wielkiego finału. Widać, że książka ma kontynuację i po prostu wątki zostały otwarte. Niemniej to nadal kawał porządnej literatury, który czytało się znakomicie.
Jak to w tym uniwersum bywa książka pełna jest intryg, polityki, kłamstw i manipulacji. Pełna zaskoczeń i zwrotów akcji. Świetnie poprowadzona historia odbudowywania świata po walce z myślącymi maszynami. Jak się okazuje człowiek potrafi być równie okrutny i bezwzględny jak znienawidzone roboty. A nowo powstałe szkoły sporo mieszają w świecie. Dawne zaszłości kilkakrotnie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobra i niedobra.
Jako odrębna pozycja jak najbardziej, ale jako powiązanie z cyklem Diuny blednie. Nie ma już tego magnetyzmu, który przyciąga w całym cyklu Herberta.
7/10 z sentymentu do Diuny.
Dobra i niedobra.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJako odrębna pozycja jak najbardziej, ale jako powiązanie z cyklem Diuny blednie. Nie ma już tego magnetyzmu, który przyciąga w całym cyklu Herberta.
7/10 z sentymentu do Diuny.
Pozycja dobra choć przez 3/4 akcja rozgrywana dość mozolnie. Dopiero końcówka przyspieszyła
Pozycja dobra choć przez 3/4 akcja rozgrywana dość mozolnie. Dopiero końcówka przyspieszyła
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWymiękłam w połowie... Czyta się dużo trudniej niż książki z pierwotnej sagi Diuny, ta napisana przez synów autora znacznie odbiega stylem od pierwowzoru i jakoś wątki historii nie kleją się jak wcześniej. Chociaż próba wyjaśnienia powstania głównych zakonów Uniwersum Diuny było warte poznania. Książka jednak tylko dla wytrwałych.
Wymiękłam w połowie... Czyta się dużo trudniej niż książki z pierwotnej sagi Diuny, ta napisana przez synów autora znacznie odbiega stylem od pierwowzoru i jakoś wątki historii nie kleją się jak wcześniej. Chociaż próba wyjaśnienia powstania głównych zakonów Uniwersum Diuny było warte poznania. Książka jednak tylko dla wytrwałych.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo lekturze „Dżihadu” Briana Herberta i Kevina Andersona, który to mocno mnie znudził i rozdrażnił, postanowiłem dać tej parze autorów jeszcze jedną szansę i sięgnąłem po inny ich prequel „Diuny”, zapewne jeden z kilkunastu. Tym razem tom pierwszy cyklu Wielkie Szkoły Diuny pod tytułem „Zgromadzenie Żeńskie z Diuny”. Przy mojej fascynacji dziełem (DZIEŁEM) Franka Herberta nie jest niczym dziwnym, że chciałem poznać genezę zakonu Bene Gesserit. Przy okazji dodam, że w którejś z polonizowanych książek o Diunie, są one… Gesseritkami. W każdym razie „Zgromadzenie żeńskie z Diuny” jest jeszcze gorsze, o ile to możliwe, niż „Dżihad Butlerjański”. Jest to książka nudna, pisana na siłę, z wieloma wątkami, których nie da się zlepić w jakąś sensowną całość… Tragedia po prostu. Tej pozycji nie polecam już nikomu. Fascynacja „Diuną” nie wystarczy, tu potrzebny byłby bezrefleksyjny fanatyzm.
Po lekturze „Dżihadu” Briana Herberta i Kevina Andersona, który to mocno mnie znudził i rozdrażnił, postanowiłem dać tej parze autorów jeszcze jedną szansę i sięgnąłem po inny ich prequel „Diuny”, zapewne jeden z kilkunastu. Tym razem tom pierwszy cyklu Wielkie Szkoły Diuny pod tytułem „Zgromadzenie Żeńskie z Diuny”. Przy mojej fascynacji dziełem (DZIEŁEM) Franka Herberta...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Zgromadzenie żeńskie z Diuny" Kevina J. Andersona i Briana Herberta to pierwsza część trylogii „Wielkich Szkół Diuny" wznowionej przez wydawnictwo Rebis w najlepszym, wspaniałym, cudownie zilustrowanym przez Wojciecha Siudmaka wydaniu całego uniwersum.
Od bitwy pod Corrinem, która zmieniła losy ludzkości i wyzwoliła ją spod tysiącletniego jarzma myślących maszyn minęło osiemdziesiąt lat. Na tronie Imperium trzynastu tysięcy światów zasiada słaby Salvador Corrino. Zbyt często staje się on zakładnikiem bezwzględnego Manfreda Torondo, stojącego na czele ruchu butlerian, dążącego do całkowitego wyeliminowania jakichkolwiek przejawów technologii, w tym medycyny. Jego sojusznikiem jest Gilbertus Albans – ludzki komputer prowadzący szkołę mentatów i potajemnie kontaktujący się z przerażającym widmem przeszłości – niezależnym robotem Erazmem. Na planecie Ginaza siedzibę ma szkoła niezawodnych w walce mistrzów miecza, zaś słynąca z najlepszych lekarzy Akademia Suka zmaga się z problemami finansowymi. Jedyną siłą zdolną przeciwstawić się regresowi nowoczesności jest imperium transportowe Josepha Venporta, wykorzystujące do podróży kosmicznych zmutowanych nawigatorów, szkolonych przez legendarną Normę Cenvę.
Na pokrytej dżunglą planecie Rossak, sławnej w czasach dżihadu z czarodziejek zdolnych umysłem zabijać cymeków, mieści się zgromadzenie żeńskie. Na jego czele stoi Matka Wielebna Raquella Berto–Anirul, która jako jedyna przeżyła spożycie trucizny, zyskując kontrolę nad swoim ciałem na poziomie komórkowym. Posiadła przy tym wspomnienia każdej kobiety genetycznie ją poprzedzającej. Teraz nieskutecznie próbuje powtórzyć ten proces, by powiększyć grono niezwykłych sióstr. Prowadzi też zakrojony na tysiąclecia program eugeniczny, potajemnie wykorzystując zakazane komputery. Na ten trop wpadają fanatyczne zwolenniczki butlerian i dochodzi do rozłamu.
W tle wielkich wydarzeń obserwujemy losy obdarzonego długowiecznością Voriana Atrydy, zmuszonego do porzucenia rodzinnego świata i podróży na Arrakis. Ściga go para psychopatycznych bliźniaków i potomkowie Abulurda Harkonnena, a konsekwencje tego będziemy śledzić przez piętnaście tysięcy lat.
Jest to udane rozszerzenie uniwersum Diuny stworzonego przez Franka Herberta. Fani z ciekawością poznają genezę wydarzeń zawartych w pierwotnej serii. Nowi czytelnicy nie będę zawiedzeni, zaś wszyscy z zachwytem docenią niezwykłą jakość wydania i wspaniałych ilustracji.
„Zgromadzenie żeńskie z Diuny" Kevina J. Andersona i Briana Herberta to pierwsza część trylogii „Wielkich Szkół Diuny" wznowionej przez wydawnictwo Rebis w najlepszym, wspaniałym, cudownie zilustrowanym przez Wojciecha Siudmaka wydaniu całego uniwersum.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOd bitwy pod Corrinem, która zmieniła losy ludzkości i wyzwoliła ją spod tysiącletniego jarzma myślących maszyn minęło...
Kolejna książka z uniwersum diuny, która nie wyróżnia się niczym ciekawym. Czytając ją miałem wrażenie, iż jest pisana na siłę, dla kasy.
Lubisz uniwersum - książka będzie ok.
Nie lubisz uniwersum - nawet się za to nie zabieraj.
Kolejna książka z uniwersum diuny, która nie wyróżnia się niczym ciekawym. Czytając ją miałem wrażenie, iż jest pisana na siłę, dla kasy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLubisz uniwersum - książka będzie ok.
Nie lubisz uniwersum - nawet się za to nie zabieraj.
to nie to samo co Diuna, ale kocham ten świat wykreowany przez Franka Herberta i uwielbiam do niego wracać. w tych częściach brak już tej wzniosłości i powagi która cechuje pierwsze tomy Diuny. Niemniej lubię.
to nie to samo co Diuna, ale kocham ten świat wykreowany przez Franka Herberta i uwielbiam do niego wracać. w tych częściach brak już tej wzniosłości i powagi która cechuje pierwsze tomy Diuny. Niemniej lubię.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKompletnie nie wiedziałem, czego mogę oczekiwać po pierwszej części "Wielkich Szkół Diuny", książce będącej początkiem najnowszej trylogii a chronologicznie umiejscowionej kilka dekad po zakończeniu "Bitwy pod Corrinem". Ku memu zaskoczeniu okazało się, że z każdą kolejną historią, jaką Kevin J. Anderson i Brian Herbert wplatają w "rozszerzone uniwersum" Diuny, wychodzi im ta sztuka lepiej!
Tytuł uznać można za dość mylący. Wątek zgromadzenia żeńskiego "czarodziejek z Rossaka" - późniejszych Bene Gesserit - jest jednym z wielu, jakie splatają się w tej powieści. Okazuje się, że upadek myślących maszyn niekoniecznie jest zbieżny z interesami frakcji, które wykształciły się po zrzuceniu kajdan i przełamaniu dominacji Omniusa. Gilbertus Albans - założyciel szkoły mentatów nadal skrycie komunikuje się z elektronowym mózgiem robota Erazma, "czarodziejki z Rossaka" wykorzystują moc komputerów do gromadzenia i analizy danych eugenicznych, Imperator Salvador Corrino po kryjomu organizuje walki bezrozumnych mechów dla zblazowanej szlachty a z drugiej strony barykady stoi bezwzględny zelota, pragnący zniszczenia wszelkiego przejawu technologii i tworów sztucznych Manfred Torondo - zdobywający coraz większe poparcie i stanowiący realne zagrożenie dla wszystkich pozostałych frakcji i koalicji. Mało tego - do życia budzi się niezwykle groźna "bomba zegarowa" - stworzona przez tytana Agamemnona para zabójczych cyborgów...
"Zgromadzenie żeńskie z Diuny" wreszcie daje dowód tego, że odchodząc niemal całkowicie od wątków wspomnianych w "Diunie" i osadzając akcję w okresie, o którym sam Frank Herbert mówi niewiele lub nic, można stworzyć opowieść wciągającą, kreatywnie rozbudowującą uniwersum i nie przyprawiającą przy tym o ból głowy i nie wywołującą słusznego oburzenia u fanów oryginalnej serii. Oczywiście, bliżej "Zgromadzeniu..." do klasycznej space opery (a w niektórych wątkach do "soap opery"), ale jest to książka napisana przyzwoicie, z dynamicznie poprowadzoną fabułą i kilkoma zaskakującymi zwrotami akcji. I - co najciekawsze - powracający bohaterowie z "Dżihadu Butleriańskiego" - których szczerze tam znienawidziłem - ukazani zostają w nowym, o wiele bardziej korzystnym świetle. To właśnie wątek Voriana Atrydy, którego okoliczności zmuszają do porzucenia "rodzinnego życia" i ponownego zaangażowania się w sprawy o galaktycznym wymiarze a którego ściągają powodowani pragnieniem zemsty potomkowie okrytego niesławą Abulurda Harkonnena i za którym krwawym tropem podążaj para wspomnianych wyżej cyborgów jest jednym z - moim zdaniem - najlepszych w tej powieści.
Na tę chwilę jest to dla mnie - obok "Paula z Diuny" - najlepsza z rzeczy, stworzonych przez "niesławny" duet. Polecam i z ciekawością sięgam po kolejny tom tego cyklu - "Mentatów z Diuny"!
Kompletnie nie wiedziałem, czego mogę oczekiwać po pierwszej części "Wielkich Szkół Diuny", książce będącej początkiem najnowszej trylogii a chronologicznie umiejscowionej kilka dekad po zakończeniu "Bitwy pod Corrinem". Ku memu zaskoczeniu okazało się, że z każdą kolejną historią, jaką Kevin J. Anderson i Brian Herbert wplatają w "rozszerzone uniwersum" Diuny,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo wreszcie! ze wszystkich powieści Pana H i Pana A z uniwersum Diuny ta jest zdecydowanie najlepsza. Niestety nie ze względu na sposób pisania Panowie z uporem maniaka dalej co chwila przypominają nam inne rozdziały i część, non stop powtarzają informacje..Książka jest dobra ponieważ wątki są ciekawe..a sama treść niesie głęboki morał. Bardzo podoba mi się ten antagonizm dwóch sposobów patrzenia na przyszłość ludzką..albo idziemy z postępem albo pilnujemy postępu..podoba mi się, że nic tu nie jest ani czarne ani białe..każda ze stron ma trochę racji..nie da się odmówić pewnych racji stronie dzikich ignorantów, którzy są okrutni i agresywni..mimo wszystkiego oni też mają trochę racji! i to właśnie sprawia, że ta powieść jest naprawdę dobra..Sytuacja w powieść, podział na obozy tak bardzo odpowiada również współczesnej sytuacji na świeci, że aż strach się bać. Nie ma nic gorszego niż kiedy ludzie trwają w stagnacji..przez nudę często wpadają na straszne pomysł..a kiedy nie ma wroga rzucają się sobie do gardeł. Oczywiście jest też parę dodatkowych wątków o Vorianie i Harkonnenach, mentatach itp..każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli idzie o samą formę powieści to jest w miarę ok, czyta się szybko..jednak te przypominajki autorów naprawdę strasznie przeszkadzają..to jest naprawdę irytujący, niemniej polecam fanom Diuny
No wreszcie! ze wszystkich powieści Pana H i Pana A z uniwersum Diuny ta jest zdecydowanie najlepsza. Niestety nie ze względu na sposób pisania Panowie z uporem maniaka dalej co chwila przypominają nam inne rozdziały i część, non stop powtarzają informacje..Książka jest dobra ponieważ wątki są ciekawe..a sama treść niesie głęboki morał. Bardzo podoba mi się ten antagonizm...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUmęczyli mnie okrutnie papierowi bohaterzy, coraz bardziej płascy i przewidywalni, szczególnie ocieram łzę za:
- Vorianem który swoja płaskość pomnożył do kwadratu,
- Erazmem, który stracił cały swój charakter
...przeczytać, pogryźć i szukać pocieszenia w "Mentatach Diuny" ;)
Umęczyli mnie okrutnie papierowi bohaterzy, coraz bardziej płascy i przewidywalni, szczególnie ocieram łzę za:
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to- Vorianem który swoja płaskość pomnożył do kwadratu,
- Erazmem, który stracił cały swój charakter
...przeczytać, pogryźć i szukać pocieszenia w "Mentatach Diuny" ;)
Dobrze bylo powrocic do historii z pierwszej trylogii . Kontynuacja po nie;alze wieku ma sens i jest ciekawa na tyle ze mozna wybaczyc dosyc prosty jezyk jakim ta ksiazka jest napisana.
Dobrze bylo powrocic do historii z pierwszej trylogii . Kontynuacja po nie;alze wieku ma sens i jest ciekawa na tyle ze mozna wybaczyc dosyc prosty jezyk jakim ta ksiazka jest napisana.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMocno takie sobie. Bohaterowie maksymalnie schematyczni i jakby wycinani z gotowych wzorów, fabuła przewidywalna i bez większych niespodzianek, dość sprawna narracja sprawia, że ta książka nie jest całkowitą porażką, ale na pewno nie nazwę jej także czymś udanym.
Mocno takie sobie. Bohaterowie maksymalnie schematyczni i jakby wycinani z gotowych wzorów, fabuła przewidywalna i bez większych niespodzianek, dość sprawna narracja sprawia, że ta książka nie jest całkowitą porażką, ale na pewno nie nazwę jej także czymś udanym.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„ Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej stronie kuchenka
Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej ...”*
Dżihad butleriański się skończył…
Umęczona wielkim trudem jakim niewątpliwie był olbrzymi wysiłek wojenny pokonała bezprecedensowe zagrożenie, które niegdyś sama stworzyła. Ogarnięta lenistwem intelektualnym ludzkość oddała władzę maszynom, a te uznały w wyniku arcyracjonalnej analizy, że ludzkość trzeba zniszczyć. Dżihad był krwawą jatką, ale cudem rzutem na taśmę ludzkość wygrała.
I co?…
Minęło 80 lat, od tej wielkiej wygranej a imperium ludzkości wciąż jest na rozdrożu.
Bo pada pytanie co dalej?
Czy ludzkość ma wrócić na drzewa i zajadać surowe mięso, bo przecież ogień to szatański wynalazek, czy jednak ludzkość pozostanie tu gdzie jest, na poziomie cywilizowanym, będzie rozwijać cywilizację, a więc dopuszczalne będzie stosowanie myślących maszyn pod pewnymi warunkami rzecz jasna, przy czym będzie pewne przewartościowanie, sformułowane religijnie w ramach Biblii protestancko katolickiej.
Tutaj nie jest żadnym odkryciem, że wiadomo jak było, czyli będzie w przyszłości, że władzę nad światem przejęła spółka: gildia kosmiczna, która powstała na bazie imperium biznesowo-handlowego Venportów, i czarownice Bene Gesserit, które wyewoluowały ze szkoły czarownic na planecie Rossak. A cała reszta w tym dwie pozostałe szkoły, mentatów i mistrzów miecza odgrywają role drugorzędne, a co ciekawe władza imperatorska, to w zasadzie nic nie znaczy. Choć oczywiście wszyscy władcy z dynastii Corinnów wożą się jacy to oni są ważni. Jak jest naprawdę wszystko wyjaśnia się w sytuacjach krytycznych.
Tego wszystkiego możemy dowiedzieć się w pozostałych częściach uniwersum Diuna.
A tutaj, w pierwszej części trylogii „Wielkie Szkoły Diuny” mamy kreowanie się tego postdżihadowego świata. Przede wszystkim jest to poważny spór ideowy, który wykreuje świadomość ludzi mieszkających w imperium tysięcy planet.
Z jednej strony są to butlerianie, ludzie obłąkani, którzy likwidują nawet najbardziej niewinne przejawy funkcjonowania maszyn, takie jak kuchenki mikrofalowe, czy urządzenia medyczne, a zabawne jest to, że nie mogą dorwać robota Erazma, który wciąż istnieje i stanowi największe zagrożenie dla ludzkości. Jestem przekonany, że czytelnik może usłyszeć rechot Erazma z powodu głupoty butlerian, no bo Ci rozpieprzają zabawki, a tymczasem są tak zaślepieni w swoim obłędzie, że nie są w stanie zobaczyć największego zagrożenia. Oprócz zagrożenia wynikającego z istnienie Erazma, który grzecznym kotkiem nie jest, największym zagrożeniem dla ludzkości są oni sami, obłąkani butlerianie, którzy pakują całą ludzkość w niewolę, wcale nie mniejszą niż niewola Omniusa. A jeżeli tak to po cholerę zmieniać jeden obiekt zniewolenia na drugi?
Widać Erich Fromm ma rację, ludzie odczuwają nieubłaganą potrzebę do uciekania od wolności i brania odpowiedzialności za to co się robi. To przecież nie my robimy zwały, tylko diabelstwo, które nas kusi i robi z nami co chce. A ktoś przecież tego diabła wpuścił otworzył mu furtkę pozwolił mu działać. A pewnie, że łatwiej zwalić winy na cały świat, bo my przecież jesteśmy niewinni, my tylko słuchaliśmy rozkazów, można było usłyszeć w czasie procesu w Norymberdze. A kto wpuścił diabelstwo i pozwolił Hitlerowi rządzić? Niemcy oddali władzę nazistom w ramach promocji używając kartki wyborczej. To wcale nieprawda, że demokracja jest kiepskim ustrojem. Prawdą jest za to fakt, że demokracja potrzebuje ludzi odpowiedzialnych i głosujących odpowiedzialnie, nie pozwalających na to, żeby oszołomstwo robiło co chciało z krajem. To co się wydarzyło 70 lat temu, to jest bardzo poważna przestroga. Ale czy my potrafimy patrzeć w przeszłość i wyciągać wnioski? A niech się ta przeszłość kurzy i znika w cholerę z pamięci ludzi. Nie ma nic głupszego niż zapominanie o przeszłości. Z tej głupoty tylko diabelstwo się cieszy i dalej robi zamęt i miesza.
Natomiast z drugiej strony tego sporu ideowego mamy ludzi racjonalnie myślących. Przede wszystkim skupionych wokół biznesowego imperium Venportów. Szefem firmy jest teraz Joseph Venport. Mamy też tutaj znaną z „Legend Diuny” Normę Cenvę. Oczywiście długowiecznych bohaterów mamy więcej, chociażby Voriana Atrydę, którego ścigają tajemniczy wrogowie, jest to duet Andros i Hyla, którzy podobnie jak sam Vorian, byli dziećmi generała cymeków Agamemnona. Voriana Atrydę ścigają też Harkonnenowie, a więc mamy tu pierwszy akt Atrydzko - Harkonneńskiego konfliktu, który będzie trwał tysiąclecia. Do tej kategorii bohaterów należy Raquela Berto Aniruli, wnuczka Voriana Atrydy, matka wielebna czarowic z Rossaka. W gronie czarownic zarysowuje się wyraźny podział. Rzecz idzie o to, że czarownice, prowadząc swój program eugeniczny posiadaja komputerową bazę danych, to irytuje czarownice butlerianki, pod przewodnictwem Dorotei, która ma ambicje zdetronizować Raquelę, to wszystko prowadzi do wmieszanie się w ten interes imperatora Salwadora, który delegalizuje zgromadzenie. Frakcja Dorotei przybywa na Salusa Secunduse, a pozostałe czarownice ulegają rozproszeniu. Raquela Berto Aniruli przybywa na Kolchara, centralę Venportów. Dzięki uprzejmości Josepha Venporta matka wielebna Raquela postanowiła, że odbuduje zgromadzenie na Walachu IX. Jak wiadomo ta planeta przez całe tysiąclecia będzie centralą Zakonu Bene Gesserit. Wspomniałem, że Joseph Venport i stojący za nią potencjał całej jego korporacji jest jedyną liczącą się siłą, czarownice chwilowo są w głębokiej defensywie, która jest zdolna rywalizować z butlerianami i wpłynąć na to jak będzie wyglądała rzeczywistość. Wynik jest wiadomy. Wkrótce powstanie gildia, która będzie miała na tyle silny wpływ, że przez kolejne 15 tysięcy lat aż do kralizeku, bitwy na końcu czasów, czas będzie liczony od nowa, jako era gildii. I wszyscy imperatorzy i pozostali przedstawiciele wysokich rodów, którzy będą zasiadać w Landsraadzie, parlamencie imperium będą się z tym liczyć, także liczyć czas, wedle ery gildii.
Ten spór ideowy urozmaicają dwie niezwykle silne osobowości,. Z jednej strony to jest przywódca butlerian Manfred Torondo, który w imperium robi co chce, do tego stopnia, że można odnieść wrażenie, że imperator jest na etacie ciecia u Manfreda Torondo i nie ma w tym wielkiej przesady. Wydaje się, że imperium poległo, że cywilizacja w ekspresowym tempie cofnie się do epoki kamienia łupanego. No ale postanowił temu zapobiec Joseph Venport. Obydwie postaci zostały świetnie przez autorów wykreowane. Już w tej części dochodzi do pierwszej konfrontacji, którą wygrywają butlerianie, ale to tylko i wyłącznie przez efekt zaskoczenia. W bitwie o układ Tonarisa, w którym, w stoczni myślących maszyn Venport zbudował filię swojej firmy. Butlerianie po prostu przybyli za szybko w przygniatającej sile. Jednak Venport nie poddał się postanowił walczyć i spowodować jak największe straty wśród obozu butleriańskiego. Mamy tu do czynienia z pierwszą wojną mentacką. Manfred Torondo zabrał na wojnę mentata Gilbertusa Albansa, a po stronie Venporta był jego najlepszy uczeń Draigo. Chociaż wygrywa Manfred Torondo, to nie dostał czego chciał, samego Josepha Venporta, bo oprócz mentata, ten ma przecież swoją prababkę Normę Cenwę, która w ramach prekognicji przewidziała co się wydarzy i statkiem zaginającym przestrzeń kosmiczną przybyła na pole bitwy zabrać Josepha Venporta i jego mentata. A więc ta bitwa to początek nowej wojny, która wstrząśnie całym imperium i wpłynie na jego losy. Na razie chłopaki prężą muskuły i szykują się do rozróby.
Tak naprawdę ten pierwszy tom jest wprowadzający w tą całą trylogię i jego czytanie nieco muli czytelnika przez sporą część książki, za to końcówka mniej więcej ostatnich sto stron nabiera niesamowitych rumieńców i rozpędu. Pozostałe dwie części, nad którymi autorzy zapewnie pracują dzielnie i wytrwale zapowiadają się rewelacyjnie po prostu. Czekam z niesamowitą niecierpliwością co też autorzy tam wyspekulują, bo Diuna to niesamowita porcja spekulacji filozoficznych i nie tylko, i napiszą Moja ocena będzie odrobinkę niższa, niż zwykle, w okolicach bardzo dobrej, bo co do tego, że przeczytać „Zgromadzenie żeńskie z Diuny’ warto nie mam najmniejszych wątpliwości.
Przekonaj się sam drogi czytelniku, droga czytelniczko, że warto…
Ad.
*Fragment piosenki zespołu Kult „Arahia” , http://www.tekstowo.pl/piosenka,kult,arahja.html
„ Mój dom murem podzielony
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej stronie kuchenka
Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej ...”*
Dżihad butleriański się skończył…
Umęczona wielkim trudem jakim niewątpliwie był olbrzymi wysiłek wojenny pokonała bezprecedensowe zagrożenie, które niegdyś sama...
fantastyczna kontynuacja "Legend Diuny"
przez 80 lat po bitwie pod Corrinem zaczyna sie krystalizować świat jaki znamy z "Diuny"
fantastyczna kontynuacja "Legend Diuny"
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toprzez 80 lat po bitwie pod Corrinem zaczyna sie krystalizować świat jaki znamy z "Diuny"
Do unierwsum Diuny mam słabość. Każda powieść która jest w nim osadzona z miejsca zyskuje moją sympatię. Syn Franka Herberta gonie kontynuuje jego działalność. Szczerze polecam dla wszystkich miłośników s-f
Do unierwsum Diuny mam słabość. Każda powieść która jest w nim osadzona z miejsca zyskuje moją sympatię. Syn Franka Herberta gonie kontynuuje jego działalność. Szczerze polecam dla wszystkich miłośników s-f
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to