Niestabilna emocjonalnie, nieszczęśliwa kobieta, która uwierzyła w narrację swojej matki i nie potrafi odkryć swojego życia na nowo. "Boli mnie głowa, mamusiu" jest wołaniem o pomoc i ukrytą w głębi serca potrzebą nawiązania relacji z matką.
Niestabilna emocjonalnie, nieszczęśliwa kobieta, która uwierzyła w narrację swojej matki i nie potrafi odkryć swojego życia na nowo. "Boli mnie głowa, mamusiu" jest wołaniem o pomoc i ukrytą w głębi serca potrzebą nawiązania relacji z matką.
Spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Belcia główna bohaterka, spotyka się w najbrzydszym hotelu w Warszawie z pewnym panem. Pan ten staje się powiernikiem jej historii. Belcia opowiada mu o toksycznej matce o mężu, z którym łączy ją bardzo dziwna relacja. Mamy tu też temat przewodni, którym są włosy głównej postaci. Na każdym etapie jej życia są one inne. Raz króciutkie, lub zgolone na łyso, innym razem długie. Okazuje się że stają się one źródłem wielu problemów.
Książka ta nie wzbudziła mojego entuzjazmu. Nic nie wniosła do mojego życia. Na pewno, za parę dni, w ogóle o niej zapomnę. Nie polecam.
Spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Belcia główna bohaterka, spotyka się w najbrzydszym hotelu w Warszawie z pewnym panem. Pan ten staje się powiernikiem jej historii. Belcia opowiada mu o toksycznej matce o mężu, z którym łączy ją bardzo dziwna relacja. Mamy tu też temat przewodni, którym są włosy głównej postaci. Na każdym etapie jej życia są one inne. Raz...
Debiutancką powieść Izabeli Tardy Hotel ZNP łatwo byłoby wrzucić do szufladki z etykietką „praca z językiem” lub „kobieta, której życie nie wyszło”. I choć te hasła nie są zupełnie pozbawione sensu, to jednocześnie nie dookreślają w pełni tego, o czym ten debiut chce opowiadać. Nie chodzi tu o żal ani rozrachunek ze swoim życiem — to przede wszystkim historia narratorki prowadzącej przepychanki z cudzymi oczekiwaniami i z własną niemocą. Na pierwszy rzut oka fabularny szkielet książki Tardy przedstawia sobą standardowe uwikłanie: żona, mąż, jego kochanka, matka, która “zawsze ma rację” i oczywiście - piesek. Przerabiany nieraz schemat o którym każdy z nas słyszał. Szybko jednak okazuje się, że ten (zdawać by się mogło) oklepany trójkąt rodzinny to jedynie pretekst, aby opowiedzieć o czymś więcej: bo to nie jest ani klasyczna powieść konfesyjna, ani też zapis sesji terapeutycznej w przebraniu prozy - to raczej słuchanie rozmowy, w którą zostało się wciągniętym przypadkiem, ale nie sposób jej przerwać.
Bo bohaterka Tardy - Belcia - to niewiarygodna narratorka w najciekawszym możliwym sensie: taka, której nie da się w pełni ufać, ale której nie sposób nie słuchać. Pozornie bierna, bezwolna, zbudowana z cudzych oczekiwań; wydaje się postacią pozbawioną wyraźnych konturów, tak naprawdę nie istniejącą bez relacji z innymi bohaterami. Tadra tworzy postać, która nie ma dostępu do „ja” bądź tego dostępu wcale nie chce mieć, bez przestrzeni na osobisty rozwój, bo każde jej działanie jest wynikiem zewnętrznego nacisku. Belcia nie jest kobietą, którą „coś spotyka”, tylko kimś, kto nieustannie istnieje w odniesieniu do innych: do matki, do męża, do kochanki męża, do swojego kochanka, do świata, który wrzuca ją w określoną rolę. Belcia nie wybiera, ona się dostosowuje: ,,Zawsze byłam akuratna, dokładnie taka, jaką ktoś sobie wymyślił. On miał prawo wyglądać, jak chciał, a ja miałam obowiązek wyglądać, jak chciał”.
To wszystko dlatego, że Belcia to przede wszystkim figura, pusta forma, do której można coś dopisać, a nie pełnokrwista postać. Zresztą ten fakt często jest podnoszony przez różnych krytyków, przylepiając do narratorki łatkę antypatycznej bohaterki. W recenzji Pauliny Małochleb ta antypatyczność zostaje potraktowana jako słabość narracyjna, mimo że wcale nią nie jest. Tak, Belcia jest irytująca - i dobrze! W tej antypatyczności tkwi w końcu największa siła konstrukcyjna tej postaci. Narratorka irytuje, bo nie podnosi się z popiołów, nie staje się ,,silna mimo wszystko”, bo w momentach, których mogłaby coś zrobić, nie robi tego. Co więcej, to celowe niedążenie ku katharsis i wewnętrznemu empowerment to ważny element literackiej gry. Jeśli Belcia nas denerwuje, jeśli chcemy nią potrząsnąć, wykrzyczeć, żeby trzasnęła drzwiami, to właśnie w tym miejscu zaczyna się ta właściwa, niekomfortowa lektura. Lektura, która nie szuka w nas łatwego współczucia dla ofiary, tylko zmusza do przewartościowania własnych oczekiwań. Belcia jest rozmyta, bo nigdy nikt (wraz z nią samą) nie pozwolił jej się ukształtować. Kłamie, bo to jedyna jej znana strategia przetrwania. Bo Belci nie trzeba lubić - Belcię trzeba przede wszystkim usłyszeć.
A usłyszeć ją czasami trudno. Hotel ZNP flirtuje z groteską, z przerysowaniem, z tym, co Zuzanna Sala trafnie nazywa „przegięciem” w tekście dla Czasu Kultury. Ten zabieg ,,zadużości” Belcia osiąga przede wszystkim dzięki połączeniu dowcipu i groteski, niekiedy absurdalności, która jednak niemal nigdy nie pełni roli puenty czy okazji do autorefleksji. Gdy Belcia się ,,rozkręca”, zaczyna przerysowywać swoją opowieść, całkowicie odbierając powadze jej ciężar. To zabieg o tyle ciekawy, że w pewnym momencie staje się narzędziem maskującym – formą ucieczki, uniku, pewnego językowego unieważnienia - zupełnie jakby Belcia sama sobie, już z przyzwyczajenia, odbierała możliwość współczucia, zagłuszając wagę swoich doświadczeń. Widać to doskonale w scenie powrotu Belci i Wilhelma ze szpitala po poronieniu:
[...] no trochę szkoda, bo już gotowe było, ale to nic, powtarzał uspokajająco, a kiedy i to nie pomogło, zaczął gładzić wnętrze moich suchych i zimnych dłoni, mówiąc, może to i lepiej, bo następnym razem będziesz już wiedziała, co i jak, i ci się uda. Następnym razem pójdzie ci lepiej, mówił, a ja potakiwałam, bo bardzo chciałam, żeby on sam w to wierzył, pomyśl, że to było tak na próbę, jak pierwsza żona albo naleśnik. s.20
W przeciwieństwie do klasycznych historii o patriarchalnej opresji, powieść Tadry zdaje się sugerować, że w każdej relacji jest obecna walka o dominację, która jest trudna do przezwyciężenia. Tadra w swoim debiucie pokazuje mechanizmy społeczne, które wciąż obracają się w najlepsze - to w końcu historia o zwykłej, codziennej przemocy na którą nie zwracamy uwagi, o walkach o władzę i mechanizmach zależności. To nie dotyczy jedynie ról mężczyzny i kobiety, ale także wszystkich innych relacji, w tym z matką czy landlordką, tworzącą trwałą zależność w sposób wzajemny i nieubłagany, niezależnie od tego, kto tę zależność inicjuje. Każda relacja jest poddania nieustannej walce o dominację, gdzie jedna strona może funkcjonować tylko wtedy, kiedy tej drugiej jest źle. Na tym zresztą opiera się małżeństwo Belci i Wilhelma - ich związek jest konstruowany wokół nieustannego przeciągania liny, w którym jedna strona może funkcjonować tylko kosztem drugiej. Tadra jednak nie pokazuje, że można wyjść z tej gry, ponieważ w jej wizji balansowanie na granicy kontroli i uległości jest nieusuwalnym elementem każdej bliskości. Interesującym jednak jest to, że nawet momenty, które mogłyby być potencjalnym przełamaniem tej dynamiki, pokazują, jak głęboko bohaterowie tkwią w logice opresji. Dobrym przykładem jest wątek profesora – jedynej postaci, wobec której Belcia przejmuje aktywną, wręcz natarczywą rolę. W tym rozdziale to ona staje się przemocowa, choć w subtelniejszej, bardziej „miękkiej” formie: niejednokrotnie podąża za nim do domu, wystaje pod jego oknem, łamiąc jego strefę prywatną.
Z tych też powodów ciężko jest mi się zgodzić z rozpoznaniami Pauliny Małochleb z tekstu dla Dwutygodnika. Zarzuty, że Belcia „nie doznaje katharsis” i „nie przechodzi przemiany”, zakłada, że każda opowieść o kobiecie musi prowadzić do odzyskania sprawczości nad sobą. Ale przecież to właśnie odmowa przemiany – odmowa znanych nam porządków narracyjnych pełnych odzyskiwania siebie – jest sednem tej książki. Tadra pisze o tym, co się dzieje, gdy żadna emancypacyjna narracja nie działa, gdy nie ma z czego się podnosić, bo żadna „ja” nawet nie zdążyło się wytworzyć. Gdy ktoś słucha - jak mityczny Pan z pokoju hotelowego, który równie dobrze może nie istnieć - ale nie zabiera głosu. Przywołana krytyczka zarzuca Tadrze, że zamiast portretu jednostkowego stworzyła figurę pokoleniową, „personę pozbawioną cech osobnych”. Ale czy to rzeczywiście jest słabość? A może sposób na przechwycenie doświadczenia kobiecości, które jest właśnie rozproszone, wtłoczone w oczekiwania, odziedziczone, przećwiczone wcześniej przez matkę? Belcia nie ma być „indywidualnością” – jej niemożność wyartykułowania siebie jako „ja” to przecież jedna z najmocniejszych diagnoz Tadry.
Ostatecznie, Hotel ZNP nie jest powieścią, która szuka pozytywnych zakończeń czy wybawienia. Tadra nie skupia się na stworzeniu opowieści, która będzie rozwiązywać wszystkie bolączki związane z władzą i zależnością. Nie ma tu wyjścia z gry czy złotego środka. Belcia oświadcza w końcu "Ta historia ciągnie się i ma trwać, bez błyskotliwej puenty ni morału”. Istnieje co najwyżej gra z mechanizmami zależności. A ta gra, choć trudna, fascynuje do końca.
Zapraszam na mojego instagrama (@rybamaglos, link na profilu) gdzie postuję regularnie recenzje książek.
Debiutancką powieść Izabeli Tardy Hotel ZNP łatwo byłoby wrzucić do szufladki z etykietką „praca z językiem” lub „kobieta, której życie nie wyszło”. I choć te hasła nie są zupełnie pozbawione sensu, to jednocześnie nie dookreślają w pełni tego, o czym ten debiut chce opowiadać. Nie chodzi tu o żal ani rozrachunek ze swoim życiem — to przede wszystkim historia narratorki...
W tym roku udało mi się przeczytać wszystkie książki, które znalazły się na krótkiej liście nominowanych do Nagrody Conrada. „Hotel ZNP” była ostatnią z nich, dla mnie zdecydowanie najsłabszą. Słyszałam, że to proza porównywana do tej Bernharda – nie wiem, nie czytałam, za głupia literacko jestem, być może, ale niczego to nie zmienia. Nie kupiłam tego wielostronicowego, męczącego monologu niejakiej Belci traktującego o jej problemach z matką, z mężczyznami, włosami i życiem w ogóle. Mam jednak nieodparte wrażenie, że to tekst idealny dla teatru.
W tym roku udało mi się przeczytać wszystkie książki, które znalazły się na krótkiej liście nominowanych do Nagrody Conrada. „Hotel ZNP” była ostatnią z nich, dla mnie zdecydowanie najsłabszą. Słyszałam, że to proza porównywana do tej Bernharda – nie wiem, nie czytałam, za głupia literacko jestem, być może, ale niczego to nie zmienia. Nie kupiłam tego wielostronicowego,...
a takie w sumie czytadło. naprawdę dobry wątek zbudowany wokół włosów, mógłby zostać miniaturą i na tym zyskać. reszta różnie. trochę nie czuć klimatu hotelu, myślałam, że to będzie bardziej o miejscu, niż się okazało. ale to akurat żaden zarzut. ogólnie niezłe, ale też bez pompy. daje okejke. ja też w zasadzie lubię o niezadowoleniu, z samej siebie, z mężczyzn, z życia, i tak dalej.
a takie w sumie czytadło. naprawdę dobry wątek zbudowany wokół włosów, mógłby zostać miniaturą i na tym zyskać. reszta różnie. trochę nie czuć klimatu hotelu, myślałam, że to będzie bardziej o miejscu, niż się okazało. ale to akurat żaden zarzut. ogólnie niezłe, ale też bez pompy. daje okejke. ja też w zasadzie lubię o niezadowoleniu, z samej siebie, z mężczyzn, z życia, i...
Tak, to ten brzydki hotel psujący panoramę Powiśla, do którego można się było dostać tylko z nauczycielską legitymacją, a w czasie stanu wojennego zajmowany i perfekcyjnie dewastowany przez ZOMO. W powieści specyficzny ten budynek jest świadkiem życiowo-erotycznych doświadczeń Belci, dziewczęcia zdesperowanego i w sumie mocno nieszczęśliwego, zdołowanego przez zasadniczych rodziców. Między neurotycznymi Jej przygodami, słyszymy jednak cichą prośbę o akceptację, o którą tak trudno. Kuba Kowalski zdecydował się wystawić ten tekst w łódzkim Teatrze Nowym, z Pauliną Walendziak w roli głównej. Chyba nieźle im wyszło bo rola została uhonorowana główną nagrodą aktorską na festiwalu Kontakt w Toruniu.
Tak, to ten brzydki hotel psujący panoramę Powiśla, do którego można się było dostać tylko z nauczycielską legitymacją, a w czasie stanu wojennego zajmowany i perfekcyjnie dewastowany przez ZOMO. W powieści specyficzny ten budynek jest świadkiem życiowo-erotycznych doświadczeń Belci, dziewczęcia zdesperowanego i w sumie mocno nieszczęśliwego, zdołowanego przez zasadniczych...
Belcia spotyka się w tytułowym warszawskim hotelu z jakimś panem. Opowiada temu panu o swoim życiu. Trochę o toksycznej matce, trochę o toksycznych facetach i nie bardzo udanych związkach. Dużo o społecznych oczekiwaniach, których symbolem staje się jej fryzura: każdy chciałby, żeby była jakaś, więc Belcia robi różne rzeczy z włosami.
Nie polubiłam się z Belcią. Belcia mnie strasznie denerwowała. To chyba dobrze świadczy o mojej kondycji społeczno-emocjonalnej? Myślę se: "Weź się, Belcia". No i się wzięła.
Belcia spotyka się w tytułowym warszawskim hotelu z jakimś panem. Opowiada temu panu o swoim życiu. Trochę o toksycznej matce, trochę o toksycznych facetach i nie bardzo udanych związkach. Dużo o społecznych oczekiwaniach, których symbolem staje się jej fryzura: każdy chciałby, żeby była jakaś, więc Belcia robi różne rzeczy z włosami.
Naprawdę dobra książka, językowo i koncepcyjnie świetnie pomyślana. Oryginalna, zaskakująca, momentami zabawna, choć generalnie treść gorzka.
Takich właśnie zaskoczeń i takiej świeżości oczekuję od literatury polskiej współczesnej.
Naprawdę dobra książka, językowo i koncepcyjnie świetnie pomyślana. Oryginalna, zaskakująca, momentami zabawna, choć generalnie treść gorzka.
Takich właśnie zaskoczeń i takiej świeżości oczekuję od literatury polskiej współczesnej.
Wartkie. Byłem na spektaklu - też wartkim. Nie jest to żadna awangarda, bez przesady, ale psychologicznie rzecz dobrze złapana. W innej konstelacji byłaby dobrą, fajnie podkręconą obyczajówką - co też dobre, czyta się.
Wartkie. Byłem na spektaklu - też wartkim. Nie jest to żadna awangarda, bez przesady, ale psychologicznie rzecz dobrze złapana. W innej konstelacji byłaby dobrą, fajnie podkręconą obyczajówką - co też dobre, czyta się.
Poruszająca opowieść o kobietach w formie swego rodzaju spowiedzi głównej bohaterki, spotykającej się z jakimś mężczyzną w pokoju hotelowym. Ciekawa lektura, choć niełatwa w czytaniu.
Poruszająca opowieść o kobietach w formie swego rodzaju spowiedzi głównej bohaterki, spotykającej się z jakimś mężczyzną w pokoju hotelowym. Ciekawa lektura, choć niełatwa w czytaniu.
U schyłku roku, spadła mi na głowę książka niezwykła. Wbiła się kantem w myśli i spowodowała potakiwanie, niedowierzanie i porównania, których zwykle unikam. Że tak właśnie jest, że też tak miałam, że znam podobne sytuacje. I ta książka o kobiecie (kobietach? związkach?) wydała mi się wprost stworzona dla dojrzałych, którym często brakuje tak trafnych spostrzeżeń w literaturze.
Powieść ta, nie powieść, awangardowo spisana mową zależną, opowiada jednym głosem wydarzenia niby banalne, proste jak każdy spór międzyludzki. Sięga po doświadczenia, kłuje w bok śmiałością i czułością wobec narrarorki i wobec każdego z nas. Czy raczej każdej, bo z pewnością w tych relacjach z niekochania najlepiej odnajdą się kobiety, które w swoim życiu odfajkowały już wiele słów z przedrostkiem 'nie'. Bycie niezauważoną, niewspieraną, niekochaną, niedocenianą i niesłuchaną. Nieprzystających - do matek oczekujących i karmiących, do żon podziwiających, do córek pozyskujących. W zamian dostały nakaz uległości, dopasowania się do norm i wyobrażeń, krytykę i balansowanie na krawędzi 'chcę, ale nie chcę'.
Jakże symboliczne są tutaj włosy bohaterki, do których nieustannie wracamy by je zgolić na łyso, przefarbować, ściąć i zapuścić. Raz w wyrazie buntu, raz uległości, innym razem dla świętego spokoju lub możliwości wpasowania się w wygodne ramy. Dla matki, męża, kochanków, którzy są w tej opowieści jednym chórem niekochania. Belcia kłamczucha mogła wymyślić ich wszystkich, stworzyć z nich swoje koślawe, lustrzane odbicia. Albo nie, albo zmieniła prawdziwe zdarzenia w gorzki żart kierowany do wyidealizowanego pana, który też może nie istnieć.
Pozbywając się dialogów, lawirując między znanymi faktami a wyobraźnią, Izabela Tadra uciekła od nielubianej przeze mnie autoterapii literackiej, jednocześnie bez wątpienia ją stosując. Wszak jeden z bohaterów jasno określił cel pisania w pierwszej osobie. Tyle, że tutaj JA przechodzi, ślamazarnie lub gwałtownie, na czytelnika. Soczystym przekleństwem, szeptem, z szorowanej wanny i z grzbietu wielbłąda. O mnie ta książka i o Tobie, o pomyłkach i zdarzeniach. I o tym, jak mówi autorka w wywiadzie, 'co wszyscy mylimy z miłością'.
Polecam gorąco, bo w najbrzydszym hotelu świata opowiada się całe życie i cały świat. Ten kłujący kobiety i mężczyzn, ten nazywany wielkimi literami, choć malutki i ten trochę z kłamstwa, bardziej z goryczy.
Katarzyna
we współpracy z Wydawnictwem Filtry
U schyłku roku, spadła mi na głowę książka niezwykła. Wbiła się kantem w myśli i spowodowała potakiwanie, niedowierzanie i porównania, których zwykle unikam. Że tak właśnie jest, że też tak miałam, że znam podobne sytuacje. I ta książka o kobiecie (kobietach? związkach?) wydała mi się wprost stworzona dla dojrzałych, którym często brakuje tak trafnych spostrzeżeń w...
Rzecz z pozoru banalna. Nieudane małżeństwo, kochanka męża i toksyczna matka. Wiemy, znamy to i przerabialiśmy nieraz. Izabela Tadra w dodatku zabiera nas do najbrzydszego hotelu, co scenerią także używaną wielokrotnie jest. Tyle oczywistości, bo autorka miała dobry powód, aby sięgnąć po znane obrazy. Otóż zmienia zasady już poprzez sam styl opowieści chociażby, a jest nim monolog głównej bohaterki – Belci. A monolog to niecodzienny, bo i wypełniany od czasu do czasu monologami innych bohaterek i bohaterów. I tu zaczyna się gra.
Gra w domysły, co tu się właściwie dzieje i kto do nas mówi. A także czy to co mówi jest jakoby prawdziwe, czy sytuacje opisane miały miejsce, czy są najzwyklejszą bujdą, ale ze swadą podaną. Jego złożoność, długie zdania, wydaje się być znakomitym powodem, aby go przeczytać, a nie opowiadać, że to trudne. Idąc dalej – być może – sensem „Hotelu ZNP” jest zwykła chęć opowiadania. Takiego nawet do utraty tchu albo pozwalającego uciec od problemów własnych. Bo sytuacją wyjściową jest randka Belci z tajemniczym panem w tym hotelu, ale jakoś dojść do spotkania nie może. Bo może nie ma z kim? I pozostaje tylko nieubłagana konfrontacja z sobą samym.
Rzecz z pozoru banalna. Nieudane małżeństwo, kochanka męża i toksyczna matka. Wiemy, znamy to i przerabialiśmy nieraz. Izabela Tadra w dodatku zabiera nas do najbrzydszego hotelu, co scenerią także używaną wielokrotnie jest. Tyle oczywistości, bo autorka miała dobry powód, aby sięgnąć po znane obrazy. Otóż zmienia zasady już poprzez sam styl opowieści chociażby, a jest nim...
Izabela Tadra, autorka debiutująca powieścią „Hotel ZNP” będąc gościnią audycji Maksa Cegielskiego „Plik tekstowy” w Programie Trzecim polskiego radia tzw. Trójce powiedziała „Bardzo mi zależało, aby stworzyć coś, o czym można dyskutować krytycznie. Nawet nie chodziło o to, żeby stworzyć coś w kontrze do innych książek czy powieści. Dla mnie to był rodzaj wolności, który mogę oddać innym i powiedzieć „ok, to jest coś, nad czym można dyskutować”. O samej Autorce z tej samej audycji wiem, że ma rodzinę: 12-letnią córkę i pracuje jako specjalistka od public relations.
Książkę mogłam przeczytać dzięki @wydawnictwo.filtry. Wy również możecie na własne oczy przekonać się o czym ona jest i czy Tadra w gatunku literatury pięknej poradziła sobie dobrze.
To pierwszoosobowa narracja o Belci, która jest główną bohaterką tej krótkiej powieści. Belcia prowadzi czytelnika przez wydarzenia ze swego życia. Jest postacią całkowicie uniwersalną. Prowadzi dialog z nieznanym Panem, do którego zwraca się wielokrotnie, z którym również spędziła upojne chwile w tytułowym warszawskim hotelu. Odtwarza rozmowy z matką, ojcem, mężem Wilhelmem czy przyjaciółką. O Belci można się wiele dowiedzieć. Tylko nie wiadomo, co jest prawdą, a co kłamstwem.
„(…) W tamtych dobrych czasach byłam w stanie przeżyć dzień o jednej kanapce i napierdolić się dwoma piwami, a jak ktoś kazał czyścić kibel, to go karnie czyściłam, zamiast rozważać, czy to sprawiedliwy podział obowiązków, czy może jednak wyzysk.” – „Hotel ZNP” Izabela Tadra.
Tak postrzegałam Belcię, główną bohaterkę przez całe 176 stron. Jako pokorną córkę w opowiadanej relacji z matką. Zresztą postać matki bardzo do mnie przemówiła. Rozumiałam jej stwierdzenia, popierałam podejście do życia. Zresztą sam stosunek Belci mi do niej odpowiadał. Jak zresztą sama matka mawiała „(…) królowa bon motów, jeśli coś się kończy, to znaczy, że wcale nie było takie dobre….”. Jako do dość długiego momentu pokorną żonę Wilhelma potrafiącą sobie wmówić, że to jej nie udało się z dzieckiem, że to jej wina. Mającą podległą relację do Niańki zatrudnionej opiekunki psa. Wilhelma prowadzącego Belcię przez życie, jakby była jego dzieckiem, jakby tylko on potrafił jej pokazać właściwy kierunek. Czy chociażby jako pokorną kochankę.
Belcia jest jednak postacią bardziej złożoną. Belcia potrafi się jednak sprzeciwić, chociażby pani cioci, która postanowiła wychować ją w pełnej kindersztubie zapominając, że jest tylko kobietą wynajmującą studiującej Belci pokój w mieszkaniu, w którym „(…) obowiązywał surowy zakaz gotowania.” Potrafiła się też przeciwstawić Wilhelmowi, wreszcie.
O Belci tak naprawdę niewiele wiem. Wiem, że jest kobietą, mieszkanką Warszawy. Nie wiem, ile ma lat. Opowiada o imprezach w wieku studenckim, o narkotykach. Opowiada o fajkach, które pamięta, jak kosztowały 5zł. Ja też takie pamiętam. Może więc jest w moim wieku, może trochę młodsza. Nie wiem kompletnie czym się zajmuje, chociaż w wielu miejscach wspomina o pracy. A przede wszystkim nie wiem, czy mówi prawdę, półprawdę, postprawdę. W niektóre historie mogłabym uwierzyć, jak schadzki w hotelu ZNP, jak romans męża, jak niedonoszone dziecko, jak sposób w jaki została potraktowana na izbie przyjęć w szpitalu po poronieniu, gdy siedziała na krześle z „cieknącą na podłogę nieszczęściem”, czy chociażby w postać pani ciotki, która jednak w pewnych momentach wydawała mi się zbyt przerysowana i kontrowersyjna. W niektóre opowieści nie byłam w stanie uwierzyć, jak zachowanie Beduinów na pustyni, czy opowieść o mężczyźnie, z którym Niańcia spędziła noc również w hotelu ZNP i który opowiadał o swym domu rodzinnym. Sama Autorka miała tego jednak świadomość już na etapie pisania.
„(…) Kto by tam zresztą zdołał udźwignąć prawdę i kogo tak naprawdę interesują prawdziwe, z życia wzięte historie. Może jedynie tych, co je opowiadają.” – „Hotel ZNP” Izabela Tadra.
No właśnie kogo tak naprawdę obchodzi, czy te pikantne, ciekawe historie opowiadane przez Belcię są prawdziwe?
Książka dyskusyjna, bez wątpienia. Podobała mi się postać Belci, choć przeszkadzał mi chaotyczny sposób narracji. W każdym z rozdziałów pojawiała się i pani ciocia, i ojciec, i pan, do którego narratorka się zwracała ze swoim opowiadaniem, i matka, i mąż przeplatane różnymi innymi historiami. Przez długie fragmenty trwał konflikt przez drzwi z łazienki. Myślę, że lepiej odebrałabym powieść, gdyby poszczególne, ciekawe, a jakże opowieści były podzielone w osobne historie. Tak miałam wrażenie chwilami, że splatają się w jeden bełkot. Nie ukrywam, że język, mimo że prosty, powszechny, został skomplikowany konstrukcją bardzo, ale to bardzo złożonych zdań. Czasem jedno zdanie ciągnęło się przez 1/3 strony.
Zarówno koncepcja, jak i treść książki niekonwencjonalna. Taka jest literatura piękna w swym gatunku. Trudno ją zamknąć w jeden powielany schemat. Sprawdźcie sami, czy polubicie Belcie z „Hotelu ZNP” Izabeli Tadry.
We współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem FILTRY.
Izabela Tadra, autorka debiutująca powieścią „Hotel ZNP” będąc gościnią audycji Maksa Cegielskiego „Plik tekstowy” w Programie Trzecim polskiego radia tzw. Trójce powiedziała „Bardzo mi zależało, aby stworzyć coś, o czym można dyskutować krytycznie. Nawet nie chodziło o to, żeby stworzyć coś w kontrze do innych książek czy powieści. Dla mnie to był rodzaj wolności, który...
„Hotel ZNP” Izabeli Tadry to nietypowa, 170-stronicowa powieść będąca monologiem głównej bohaterki, Belci. Wydawnictwo Filtry znów sięga po oryginalną formę, tym razem stawiając na narrację, która przykuwa uwagę swoją intensywnością i emocjonalnym ładunkiem.
Belcia opowiada swoją historię mężczyźnie, z którym umówiła się w tytułowym budynku. Hotel ZNP, choć mało estetyczny, znajduje się idealnie pomiędzy jej domem a mieszkaniem owego pana. To jednak nie widok na Wisłę ani kryształowe popielniczki zamiast Biblii w szufladach są w tej książce najważniejsze, lecz wewnętrzna walka bohaterki. Belcia zmaga się z własnym poczuciem wartości, niezadowoleniem z wyglądu, a także niespełnionymi oczekiwaniami otoczenia. Szczególnie symboliczna jest jej relacja z włosami – każdy z mężczyzn ma inne wymagania co do jej fryzury, a ona nieustannie prostuje, farbuje, układa je, starając się sprostać tym oczekiwaniom.
Powieść ukazuje także trudne życie prywatne Belci. Mieszka z mężem Wilhelmem, z którym ma jedynie psa, ponieważ nie udało im się mieć dzieci. W ich domu przebywa także Niania, która bardziej interesuje się romansem z Wilhelmem niż opieką nad zwierzęciem. Belcia czuje się przytłoczona zarówno w swoim małżeństwie, jak i przez narzekania matki, która dodatkowo podsyca jej hipochondryczne lęki. Z tego wszystkiego wyłania się obraz kobiety uwięzionej w emocjonalnej pustce, gdzie nie ma miejsca na prawdziwe uczucia ani bliskie relacje.
Najbardziej intrygujące w tej książce jest to, że mężczyzna, do którego Belcia kieruje swoje słowa, pozostaje bezimienny, a jego obecność jest niepewna. Nazywa go "panem", nie pamięta jego twarzy i można odnieść wrażenie, że być może ten mężczyzna w ogóle nie istnieje. To rodzi pytanie: czy Belcia w rzeczywistości nie prowadzi tego monologu sama do siebie, uciekając w wyimaginowaną rozmowę, by uniknąć konfrontacji z własnym życiem? Zakończenie powieści, w którym matka mówi jej, że każdy z nas jest swoim własnym piekłem, wskazuje, że bohaterka nie ucieknie od siebie – nawet w hotelu, gdzie próbuje znaleźć schronienie przed rzeczywistością.
Choć forma książki jest ciekawa, monolog pełen długich i skomplikowanych zdań może być trudny w odbiorze. Wydaje się, że ten tekst lepiej sprawdziłby się jako sztuka teatralna, gdzie emocje bohaterki mogłyby wybrzmieć bardziej naturalnie. Mimo to należy docenić odwagę autorki w eksplorowaniu trudnych tematów i oryginalne podejście do formy. „Hotel ZNP” to powieść, która zmusza do refleksji nad samotnością, społecznymi oczekiwaniami i walką o własną tożsamość.
„Hotel ZNP” Izabeli Tadry to nietypowa, 170-stronicowa powieść będąca monologiem głównej bohaterki, Belci. Wydawnictwo Filtry znów sięga po oryginalną formę, tym razem stawiając na narrację, która przykuwa uwagę swoją intensywnością i emocjonalnym ładunkiem.
Belcia opowiada swoją historię mężczyźnie, z którym umówiła się w tytułowym budynku. Hotel ZNP, choć mało...
Język zwrócił moją uwagę. Chociaż nie uznałabym go za wybitny, zdecydowanie wychodzi na czoło polskich autorów. Godne uwagi zdają się gry słowne oraz dobór wyrazów naznaczonych ładunkiem emocjonalnym. Ironiczne, dwuznaczne komentarze nadają nieskomplikowanej fabule dynamiki.
Sama fabuła skoncentrowana wokół nieudanego małżeństwa, nieudanego porodu i nieudanego życia, śmiałością wykracza poza typowe w polskiej literaturze zagranie, polegające na przywołaniu możliwie największej patologii. W tym wypadku konstrukcja jest delikatna, oparta na absurdzie, kontraście i trudnych relacjach zdających się uziemiać bohaterkę. Ponadto czytelnik ma nie lada zagadkę do rozwikłania, bowiem odbiorca rozlicznych monologów, wspomnień jest zatajony. Otrzymujemy tylko nieliczne wskazówki naprowadzające na wiarę w przypadkowość wszystkiego we wszechświecie.
Metaforyczna próba pokazania siły przez włosy lub ich brak wydaje się ciekawym, subtelnym zabiegiem, aczkolwiek mało przekonującym. Nie zszokował mnie on ani nie zaskoczył, zwłaszcza, że powtarzany do obrzydzenia stracił swoją moc. Liczyłam na bardziej zarysowany, rozbudowany obraz owych włosów, ich ścinania, farbowania. Opisy ich bowiem szybko popadały w monotonię i schematyczność, co zdecydowanie odjęło książce uroku.
Mimo wszystko mam wrażenie, że jest to historia jakich było już wiele. Niewprowadzająca nic nowego do świata literatury, oprócz nobliwego unaocznienia dramatu jakim jest poronienie. Gdyby powieść uciąć, zatrzymać na tym aspekcie i wątkach koniecznych do jego wytłumaczenia, wrażenie końcowe byłoby dużo lepsze.
Język zwrócił moją uwagę. Chociaż nie uznałabym go za wybitny, zdecydowanie wychodzi na czoło polskich autorów. Godne uwagi zdają się gry słowne oraz dobór wyrazów naznaczonych ładunkiem emocjonalnym. Ironiczne, dwuznaczne komentarze nadają nieskomplikowanej fabule dynamiki.
Sama fabuła skoncentrowana wokół nieudanego małżeństwa, nieudanego porodu i nieudanego życia,...
Daję się wyjątkowo uwodzić #wydawnictwoFiltry, chociaż przecież w tym roku nie kupuję książek niemal wcale. Max jedna tygodniowo, mam ich dość na ścianach, dom mi niestety się nie rozszerza na przyjęcie nowych woluminów. Ale czytam, że- wspaniały język. Że historia z duszą. Że warto.
Weź. Biorę.
I teraz co ja myślę? Genialny język. Prawda. Choć Na, przy takich okazjach mówi- Be! My między sobą piszemy lepiej. Ale zapewne bardziej doceniam innych, a mnie i Na ktoś, kiedyś też oceni. Niech będzie łaskawy.
Kilka zdań wykorzystam w konwersacjach! To pewne. Z początku pomyślałam- och, jaka piękna patologia! Ale z czasem wyszło mi na to, że to nie jest patologia. Ludzie tak żyją między sobą, tak wyglądają ich relacje, uważają je za właściwe i normalne. Choćby moja ostatnia dyskusja o przedwojennych zasadach małżeńskich-jedna z nich, nie spowiadaj się przyjaciółkom, powiedz co Cię gryzie- mnie. Okazało się, że mój punkt widzenia partnera, jako najlepszego przyjaciela, jest mocno staromodny. Ups. I tutaj mamy litanię nie zgrania. Symfonię nie zapoznania się ze sobą nawzajem. Chybił- trafił, jakoś to będzie.
I nie jest.
O dziwo.
Uwielbiam tę grę słów- Jakoś(ć).
Zobaczmy jak bardzo niejakościowi bywamy. I zarzućmy to...
Daję się wyjątkowo uwodzić #wydawnictwoFiltry, chociaż przecież w tym roku nie kupuję książek niemal wcale. Max jedna tygodniowo, mam ich dość na ścianach, dom mi niestety się nie rozszerza na przyjęcie nowych woluminów. Ale czytam, że- wspaniały język. Że historia z duszą. Że warto.
Weź. Biorę.
I teraz co ja myślę? Genialny język. Prawda. Choć Na, przy takich okazjach...
Prawdziwa literacka perełka. Książkę otwiera proste, aczkolwiek potężne zdanie. Ciągle snuje się gdzieś ten duch matki. Zaledwie sto siedemdziesiąt stron, a czytałem ta książkę kilka dni sycąc się każdym wspaniale zrytmizowanym zdaniem, każdym akapitem, każdą historią zawartej w tej zawierającej ogrom klejnocików szkatułce. Narratorka jest niewiarygodna, prowokująca do myślenia, ironiczna, wielowymiarowa. Niewiele o niej wiadomo, oprócz tego, że ma dziwną obsesję na punkcie swoich włosów.
Brak dialogów, forma gawędy, monolog skierowany do nieobecnego bohatera przywodzi mi na styl Myśliwskiego, ale przesycony do cna kobiecością.
Czy coś mi się nie podoba? Okładka. Ostatnio 3/4 wydawanych książek ma minimalistyczne nijakie okładki. No i ta też. No, ale „nie oceniaj książki po okładce”
Prawdziwa literatura piękna! Książka niezwykle dojrzała i intensywna jak na debiut! Polecam gorąco!
Prawdziwa literacka perełka. Książkę otwiera proste, aczkolwiek potężne zdanie. Ciągle snuje się gdzieś ten duch matki. Zaledwie sto siedemdziesiąt stron, a czytałem ta książkę kilka dni sycąc się każdym wspaniale zrytmizowanym zdaniem, każdym akapitem, każdą historią zawartej w tej zawierającej ogrom klejnocików szkatułce. Narratorka jest niewiarygodna, prowokująca do...
Belcia nie ma w życiu szczęścia. Uwikłana w skomplikowane relacje z matką, mężczyznami i samą sobą miota się i gubi w gąszczu cudzych oczekiwań, własnych pragnień. Kobieta nie znosi gorzkich rozczarowań, ale ciągle szuka, z nadzieją na happy end. W warszawskim hotelu ZNP, relikcie przeszłości i milczącym świadku schadzki, spotyka się z mężczyzną – i próbując przyciągnąć jego uwagę, snuje opowieść o własnym życiu, związkach, rodzinie. Słowa płyną z jej ust wartkim potokiem. W żywym, gęstym monologu, który zdaje się nie mieć końca, słychać echa przeszłości i teraźniejszości, wypowiedzi jej matki, męża i kochanków, kakofonię prawdy i kłamstwa. Trudno stwierdzić czy i kiedy Belcia fantazjuje i popada w przesadę, a kiedy naprawdę rozlicza się z życiem – przegląda się we własnych słowach jak w lustrze. Opowiada o miłości, bliskości, rodzinie i samoakceptacji, a właściwie o ich braku. O przesuwaniu granic, kobiecości, krytyce i krzywdzących osądach. O więziach, które bywają toksyczne i nietrwałe oraz wyborach, które wciąż dokonuje za nią ktoś inny. Opowiada i może próbuje w końcu usłyszeć siebie. Historia dryfuje swobodnie doprawiona szczodrze ironią, przerysowaniem i groteską. Bywa zabawnie, czasami wulgarnie, pod powierzchnią przenikliwie – i wbrew pozorom całkiem poważnie. Czy miłość musi być na zawsze? Czy to bardzo źle, kiedy rozstanie kończy się nie rozpaczą lecz ulgą? Czy powielamy schematy swoich rodziców? Jak być sobą w tym nieprzyjaznym świecie? I czy człowiek może się naprawdę, autentycznie zmienić?
Nie do końca odnalazłam się w tej historii (wolę bardziej refleksyjne, z większym ciężarem emocji i psychologii) – ale nie mogę odmówić jej uroku. "Hotel ZNP" Izabeli Tadry to znane, aktualne tematy w nieco innym świetle, intrygującej konwencji i prozie.
Belcia nie ma w życiu szczęścia. Uwikłana w skomplikowane relacje z matką, mężczyznami i samą sobą miota się i gubi w gąszczu cudzych oczekiwań, własnych pragnień. Kobieta nie znosi gorzkich rozczarowań, ale ciągle szuka, z nadzieją na happy end. W warszawskim hotelu ZNP, relikcie przeszłości i milczącym świadku schadzki, spotyka się z mężczyzną – i próbując przyciągnąć...
Na kursach pisania uczą, że pierwsze zdanie to musi być petarda, że trzeba je szlifować. Na to wchodzi autorka, cała w seledynach (nawiązuję do okładka) i mówi: szach mat! Pierwsze zdanie niczym mantra pokoleń kobiet. Obawiam się, że tylko kobiety, uwikłane w skomplikowane relacje ze swoimi matkami, są w stanie dostrzec głębie tego prostego zdania. Poczuć to zadnie w trzewiach, bo wszystko nam się przewraca na samą myśl o nim. Bolesne i jakże prawdziwe.
„Moja matka jak zwykle miała rację”.
Mamy tu randkę. Belcia zalewa mężczyznę, którego chce uwieść, potokiem słów. Zalewa go biografią swoją, swojej matki, byłego męża i jeszcze kilku osób. Porażka goni porażkę, upadek za upadkiem. Belcia nie ma szczęścia w życiu i do życia. Ale ma matkę, która zawsze czuwa, by powiedzieć córce, co ma myśleć i co ma robić. Matka jest mózgiem tej operacji. Operacji pod nazwą: życie Belci. W jej narracji są wszyscy, brakuje jej samej.
Cała ta opowieść to ścieżka pod górę. Niczym Syzyf, Belcia wtacza pod górę kulę ulepioną ze skrawków nieswoich życiorysów.
Niby to o miłości, ale miłości nie ma tam zbyt wiele. Nie ma też czułości i uważności. Mnóstwo rad i wskazówek, jak powinno się żyć. Nie ma czasu się zastanowić, czego samemu się chce. Nie ma zaufania do swoich osadów.
Narracja pierwszoosobowa. Monolog. Ona, on i niemy świadek tej spowiedzi, hotel ZNP. Paskudny budynek, ale jest gdzieś po drodze.
Ja uwielbiam takie historie. Osadzone bardzo mocno w naszych realiach. „Mnie się podobają melodie, które już kiedyś słyszałem”- cytując klasyka. Znam takie kobiety, znam takie historie. Z pozoru nie dzieje się tam wiele, ale ja czuję rezygnację, zagubienie i moje pieści się zaciskają.
Belcia! Zawalcz o siebie! Kopnij ich wszystkich w d…
Okładka: Fycz i Wicha 🤩👏
Na kursach pisania uczą, że pierwsze zdanie to musi być petarda, że trzeba je szlifować. Na to wchodzi autorka, cała w seledynach (nawiązuję do okładka) i mówi: szach mat! Pierwsze zdanie niczym mantra pokoleń kobiet. Obawiam się, że tylko kobiety, uwikłane w skomplikowane relacje ze swoimi matkami, są w stanie dostrzec głębie tego prostego zdania. Poczuć to zadnie w...
Lektura tej książki zmusza do wielu refleksji i zastanowienia się, co jest dla nas ważne i czy zawsze należy powielać wzorce wpojone nam w dzieciństwie?
Autorka w sposób bardzo zdecydowany walczy o swoją wolność i niezależność.
Obnaża życie rodzinne prowadząc "monolog" z tym panem/ panami, z którymi spotyka się w szarych pokojach starego hotelu.
Czy polecam tę książkę? Nie odpowiem, bo sama mam odczucia ambiwalentne.
Lektura tej książki zmusza do wielu refleksji i zastanowienia się, co jest dla nas ważne i czy zawsze należy powielać wzorce wpojone nam w dzieciństwie?
Autorka w sposób bardzo zdecydowany walczy o swoją wolność i niezależność.
Obnaża życie rodzinne prowadząc "monolog" z tym panem/ panami, z którymi spotyka się w szarych pokojach starego hotelu.
Czy polecam tę książkę? ...
Spędzając majówkę w jednym z hoteli utrzymanych w stylu minionych dekad, niejako z rozmysłem sięgnęłam po prozatorski debiut Izabeli Tadry pt. „Hotel ZNP”, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Filtry i przepadłam. Porwał mnie potok słów wypowiadanych przez główną bohaterkę tej historii a koleje jej losu, choć zawiłe, okazały się trudną, lecz wartą uwagi narracją o istocie kobiecości, relacjach damsko-męskich i nieustannym przekraczaniu granic: moralnych, estetycznych, przyzwoitości i dobrego smaku.
Belcia nie ma szczęścia w miłości. Wiecznie wpada w ramiona niewłaściwych, zdaniem jej matki, mężczyzn a z jednym z nich próbuje, choć z mizernym skutkiem, stworzyć rodzinę. Aż wreszcie spotyka tego, z którym łączą ją chwile uniesień i wspólny pokój w hotelu z widokiem na Wisłę i to właśnie ów pan staje się adresatem monologu doświadczonej przez życie bohaterki. Znajdziecie w nim wszystko, czego zaznać może kobieta. Mamy tu trudności z samoakceptacją, skomplikowane relacje miłosne i rodzinne, utratę nienarodzonego dziecka, a przede wszystkim nieustanne próby bycia dla kogoś tą odpowiednią, wystarczającą osobą.
W trakcie lektury „Hotelu ZNP” trudno nie zadać sobie pytania o to, gdzie leży źródło kobiecych trosk. Czy za porażki odpowiedzialni są rodzice obniżający poczucie dziecięcej wartości, czy też same wybieramy na Naszych towarzyszy ludzi toksycznych, nie widzących niczego poza czubkiem własnego nosa? Czasami, jak w przypadku Naszej bohaterki, to właśnie połączenie obu czynników wpływa na trudy dorosłości niepewnej i bolesnej zarazem.
Mimo wielu poważnych tematów poruszonych na kartach debiutu Izabeli Tadry, nie brak w tej książce błyskotliwego humoru i ironicznych, niemal filmowych ujęć perypetii Naszej bohaterki. To one sprawiają, że czytelnik zanurzony w narracji z zaciekawieniem chłonie kolejne zdania wypowiadane przez Belcię i potrafi niemal poczuć to, co ona, kiedy dokonuje kolejnego zamachu na swoją kobiecość.
Jeśli szukacie powieści współczesnej z oryginalną narracją prowadzoną z kobiecej perspektywy i bliską czytelnikowi tematyką, dla której inspiracją stało się samo życie, to serdecznie polecam Wam właśnie „Hotel ZNP”.
Spędzając majówkę w jednym z hoteli utrzymanych w stylu minionych dekad, niejako z rozmysłem sięgnęłam po prozatorski debiut Izabeli Tadry pt. „Hotel ZNP”, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Filtry i przepadłam. Porwał mnie potok słów wypowiadanych przez główną bohaterkę tej historii a koleje jej losu, choć zawiłe, okazały się trudną, lecz wartą uwagi narracją o istocie...
Niestabilna emocjonalnie, nieszczęśliwa kobieta, która uwierzyła w narrację swojej matki i nie potrafi odkryć swojego życia na nowo. "Boli mnie głowa, mamusiu" jest wołaniem o pomoc i ukrytą w głębi serca potrzebą nawiązania relacji z matką.
Niestabilna emocjonalnie, nieszczęśliwa kobieta, która uwierzyła w narrację swojej matki i nie potrafi odkryć swojego życia na nowo. "Boli mnie głowa, mamusiu" jest wołaniem o pomoc i ukrytą w głębi serca potrzebą nawiązania relacji z matką.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSpodziewałam się czegoś zupełnie innego. Belcia główna bohaterka, spotyka się w najbrzydszym hotelu w Warszawie z pewnym panem. Pan ten staje się powiernikiem jej historii. Belcia opowiada mu o toksycznej matce o mężu, z którym łączy ją bardzo dziwna relacja. Mamy tu też temat przewodni, którym są włosy głównej postaci. Na każdym etapie jej życia są one inne. Raz króciutkie, lub zgolone na łyso, innym razem długie. Okazuje się że stają się one źródłem wielu problemów.
Książka ta nie wzbudziła mojego entuzjazmu. Nic nie wniosła do mojego życia. Na pewno, za parę dni, w ogóle o niej zapomnę. Nie polecam.
Spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Belcia główna bohaterka, spotyka się w najbrzydszym hotelu w Warszawie z pewnym panem. Pan ten staje się powiernikiem jej historii. Belcia opowiada mu o toksycznej matce o mężu, z którym łączy ją bardzo dziwna relacja. Mamy tu też temat przewodni, którym są włosy głównej postaci. Na każdym etapie jej życia są one inne. Raz...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDebiutancką powieść Izabeli Tardy Hotel ZNP łatwo byłoby wrzucić do szufladki z etykietką „praca z językiem” lub „kobieta, której życie nie wyszło”. I choć te hasła nie są zupełnie pozbawione sensu, to jednocześnie nie dookreślają w pełni tego, o czym ten debiut chce opowiadać. Nie chodzi tu o żal ani rozrachunek ze swoim życiem — to przede wszystkim historia narratorki prowadzącej przepychanki z cudzymi oczekiwaniami i z własną niemocą. Na pierwszy rzut oka fabularny szkielet książki Tardy przedstawia sobą standardowe uwikłanie: żona, mąż, jego kochanka, matka, która “zawsze ma rację” i oczywiście - piesek. Przerabiany nieraz schemat o którym każdy z nas słyszał. Szybko jednak okazuje się, że ten (zdawać by się mogło) oklepany trójkąt rodzinny to jedynie pretekst, aby opowiedzieć o czymś więcej: bo to nie jest ani klasyczna powieść konfesyjna, ani też zapis sesji terapeutycznej w przebraniu prozy - to raczej słuchanie rozmowy, w którą zostało się wciągniętym przypadkiem, ale nie sposób jej przerwać.
Bo bohaterka Tardy - Belcia - to niewiarygodna narratorka w najciekawszym możliwym sensie: taka, której nie da się w pełni ufać, ale której nie sposób nie słuchać. Pozornie bierna, bezwolna, zbudowana z cudzych oczekiwań; wydaje się postacią pozbawioną wyraźnych konturów, tak naprawdę nie istniejącą bez relacji z innymi bohaterami. Tadra tworzy postać, która nie ma dostępu do „ja” bądź tego dostępu wcale nie chce mieć, bez przestrzeni na osobisty rozwój, bo każde jej działanie jest wynikiem zewnętrznego nacisku. Belcia nie jest kobietą, którą „coś spotyka”, tylko kimś, kto nieustannie istnieje w odniesieniu do innych: do matki, do męża, do kochanki męża, do swojego kochanka, do świata, który wrzuca ją w określoną rolę. Belcia nie wybiera, ona się dostosowuje: ,,Zawsze byłam akuratna, dokładnie taka, jaką ktoś sobie wymyślił. On miał prawo wyglądać, jak chciał, a ja miałam obowiązek wyglądać, jak chciał”.
To wszystko dlatego, że Belcia to przede wszystkim figura, pusta forma, do której można coś dopisać, a nie pełnokrwista postać. Zresztą ten fakt często jest podnoszony przez różnych krytyków, przylepiając do narratorki łatkę antypatycznej bohaterki. W recenzji Pauliny Małochleb ta antypatyczność zostaje potraktowana jako słabość narracyjna, mimo że wcale nią nie jest. Tak, Belcia jest irytująca - i dobrze! W tej antypatyczności tkwi w końcu największa siła konstrukcyjna tej postaci. Narratorka irytuje, bo nie podnosi się z popiołów, nie staje się ,,silna mimo wszystko”, bo w momentach, których mogłaby coś zrobić, nie robi tego. Co więcej, to celowe niedążenie ku katharsis i wewnętrznemu empowerment to ważny element literackiej gry. Jeśli Belcia nas denerwuje, jeśli chcemy nią potrząsnąć, wykrzyczeć, żeby trzasnęła drzwiami, to właśnie w tym miejscu zaczyna się ta właściwa, niekomfortowa lektura. Lektura, która nie szuka w nas łatwego współczucia dla ofiary, tylko zmusza do przewartościowania własnych oczekiwań. Belcia jest rozmyta, bo nigdy nikt (wraz z nią samą) nie pozwolił jej się ukształtować. Kłamie, bo to jedyna jej znana strategia przetrwania. Bo Belci nie trzeba lubić - Belcię trzeba przede wszystkim usłyszeć.
A usłyszeć ją czasami trudno. Hotel ZNP flirtuje z groteską, z przerysowaniem, z tym, co Zuzanna Sala trafnie nazywa „przegięciem” w tekście dla Czasu Kultury. Ten zabieg ,,zadużości” Belcia osiąga przede wszystkim dzięki połączeniu dowcipu i groteski, niekiedy absurdalności, która jednak niemal nigdy nie pełni roli puenty czy okazji do autorefleksji. Gdy Belcia się ,,rozkręca”, zaczyna przerysowywać swoją opowieść, całkowicie odbierając powadze jej ciężar. To zabieg o tyle ciekawy, że w pewnym momencie staje się narzędziem maskującym – formą ucieczki, uniku, pewnego językowego unieważnienia - zupełnie jakby Belcia sama sobie, już z przyzwyczajenia, odbierała możliwość współczucia, zagłuszając wagę swoich doświadczeń. Widać to doskonale w scenie powrotu Belci i Wilhelma ze szpitala po poronieniu:
[...] no trochę szkoda, bo już gotowe było, ale to nic, powtarzał uspokajająco, a kiedy i to nie pomogło, zaczął gładzić wnętrze moich suchych i zimnych dłoni, mówiąc, może to i lepiej, bo następnym razem będziesz już wiedziała, co i jak, i ci się uda. Następnym razem pójdzie ci lepiej, mówił, a ja potakiwałam, bo bardzo chciałam, żeby on sam w to wierzył, pomyśl, że to było tak na próbę, jak pierwsza żona albo naleśnik. s.20
W przeciwieństwie do klasycznych historii o patriarchalnej opresji, powieść Tadry zdaje się sugerować, że w każdej relacji jest obecna walka o dominację, która jest trudna do przezwyciężenia. Tadra w swoim debiucie pokazuje mechanizmy społeczne, które wciąż obracają się w najlepsze - to w końcu historia o zwykłej, codziennej przemocy na którą nie zwracamy uwagi, o walkach o władzę i mechanizmach zależności. To nie dotyczy jedynie ról mężczyzny i kobiety, ale także wszystkich innych relacji, w tym z matką czy landlordką, tworzącą trwałą zależność w sposób wzajemny i nieubłagany, niezależnie od tego, kto tę zależność inicjuje. Każda relacja jest poddania nieustannej walce o dominację, gdzie jedna strona może funkcjonować tylko wtedy, kiedy tej drugiej jest źle. Na tym zresztą opiera się małżeństwo Belci i Wilhelma - ich związek jest konstruowany wokół nieustannego przeciągania liny, w którym jedna strona może funkcjonować tylko kosztem drugiej. Tadra jednak nie pokazuje, że można wyjść z tej gry, ponieważ w jej wizji balansowanie na granicy kontroli i uległości jest nieusuwalnym elementem każdej bliskości. Interesującym jednak jest to, że nawet momenty, które mogłyby być potencjalnym przełamaniem tej dynamiki, pokazują, jak głęboko bohaterowie tkwią w logice opresji. Dobrym przykładem jest wątek profesora – jedynej postaci, wobec której Belcia przejmuje aktywną, wręcz natarczywą rolę. W tym rozdziale to ona staje się przemocowa, choć w subtelniejszej, bardziej „miękkiej” formie: niejednokrotnie podąża za nim do domu, wystaje pod jego oknem, łamiąc jego strefę prywatną.
Z tych też powodów ciężko jest mi się zgodzić z rozpoznaniami Pauliny Małochleb z tekstu dla Dwutygodnika. Zarzuty, że Belcia „nie doznaje katharsis” i „nie przechodzi przemiany”, zakłada, że każda opowieść o kobiecie musi prowadzić do odzyskania sprawczości nad sobą. Ale przecież to właśnie odmowa przemiany – odmowa znanych nam porządków narracyjnych pełnych odzyskiwania siebie – jest sednem tej książki. Tadra pisze o tym, co się dzieje, gdy żadna emancypacyjna narracja nie działa, gdy nie ma z czego się podnosić, bo żadna „ja” nawet nie zdążyło się wytworzyć. Gdy ktoś słucha - jak mityczny Pan z pokoju hotelowego, który równie dobrze może nie istnieć - ale nie zabiera głosu. Przywołana krytyczka zarzuca Tadrze, że zamiast portretu jednostkowego stworzyła figurę pokoleniową, „personę pozbawioną cech osobnych”. Ale czy to rzeczywiście jest słabość? A może sposób na przechwycenie doświadczenia kobiecości, które jest właśnie rozproszone, wtłoczone w oczekiwania, odziedziczone, przećwiczone wcześniej przez matkę? Belcia nie ma być „indywidualnością” – jej niemożność wyartykułowania siebie jako „ja” to przecież jedna z najmocniejszych diagnoz Tadry.
Ostatecznie, Hotel ZNP nie jest powieścią, która szuka pozytywnych zakończeń czy wybawienia. Tadra nie skupia się na stworzeniu opowieści, która będzie rozwiązywać wszystkie bolączki związane z władzą i zależnością. Nie ma tu wyjścia z gry czy złotego środka. Belcia oświadcza w końcu "Ta historia ciągnie się i ma trwać, bez błyskotliwej puenty ni morału”. Istnieje co najwyżej gra z mechanizmami zależności. A ta gra, choć trudna, fascynuje do końca.
Zapraszam na mojego instagrama (@rybamaglos, link na profilu) gdzie postuję regularnie recenzje książek.
Debiutancką powieść Izabeli Tardy Hotel ZNP łatwo byłoby wrzucić do szufladki z etykietką „praca z językiem” lub „kobieta, której życie nie wyszło”. I choć te hasła nie są zupełnie pozbawione sensu, to jednocześnie nie dookreślają w pełni tego, o czym ten debiut chce opowiadać. Nie chodzi tu o żal ani rozrachunek ze swoim życiem — to przede wszystkim historia narratorki...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAlbo nie rozumiem albo nie dla mnie. Nie nadążam za natłokiem myśli. Matka nie jest moją nemezis ani wyrocznią.
Albo nie rozumiem albo nie dla mnie. Nie nadążam za natłokiem myśli. Matka nie jest moją nemezis ani wyrocznią.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW tym roku udało mi się przeczytać wszystkie książki, które znalazły się na krótkiej liście nominowanych do Nagrody Conrada. „Hotel ZNP” była ostatnią z nich, dla mnie zdecydowanie najsłabszą. Słyszałam, że to proza porównywana do tej Bernharda – nie wiem, nie czytałam, za głupia literacko jestem, być może, ale niczego to nie zmienia. Nie kupiłam tego wielostronicowego, męczącego monologu niejakiej Belci traktującego o jej problemach z matką, z mężczyznami, włosami i życiem w ogóle. Mam jednak nieodparte wrażenie, że to tekst idealny dla teatru.
W tym roku udało mi się przeczytać wszystkie książki, które znalazły się na krótkiej liście nominowanych do Nagrody Conrada. „Hotel ZNP” była ostatnią z nich, dla mnie zdecydowanie najsłabszą. Słyszałam, że to proza porównywana do tej Bernharda – nie wiem, nie czytałam, za głupia literacko jestem, być może, ale niczego to nie zmienia. Nie kupiłam tego wielostronicowego,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toa takie w sumie czytadło. naprawdę dobry wątek zbudowany wokół włosów, mógłby zostać miniaturą i na tym zyskać. reszta różnie. trochę nie czuć klimatu hotelu, myślałam, że to będzie bardziej o miejscu, niż się okazało. ale to akurat żaden zarzut. ogólnie niezłe, ale też bez pompy. daje okejke. ja też w zasadzie lubię o niezadowoleniu, z samej siebie, z mężczyzn, z życia, i tak dalej.
a takie w sumie czytadło. naprawdę dobry wątek zbudowany wokół włosów, mógłby zostać miniaturą i na tym zyskać. reszta różnie. trochę nie czuć klimatu hotelu, myślałam, że to będzie bardziej o miejscu, niż się okazało. ale to akurat żaden zarzut. ogólnie niezłe, ale też bez pompy. daje okejke. ja też w zasadzie lubię o niezadowoleniu, z samej siebie, z mężczyzn, z życia, i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak, to ten brzydki hotel psujący panoramę Powiśla, do którego można się było dostać tylko z nauczycielską legitymacją, a w czasie stanu wojennego zajmowany i perfekcyjnie dewastowany przez ZOMO. W powieści specyficzny ten budynek jest świadkiem życiowo-erotycznych doświadczeń Belci, dziewczęcia zdesperowanego i w sumie mocno nieszczęśliwego, zdołowanego przez zasadniczych rodziców. Między neurotycznymi Jej przygodami, słyszymy jednak cichą prośbę o akceptację, o którą tak trudno. Kuba Kowalski zdecydował się wystawić ten tekst w łódzkim Teatrze Nowym, z Pauliną Walendziak w roli głównej. Chyba nieźle im wyszło bo rola została uhonorowana główną nagrodą aktorską na festiwalu Kontakt w Toruniu.
Tak, to ten brzydki hotel psujący panoramę Powiśla, do którego można się było dostać tylko z nauczycielską legitymacją, a w czasie stanu wojennego zajmowany i perfekcyjnie dewastowany przez ZOMO. W powieści specyficzny ten budynek jest świadkiem życiowo-erotycznych doświadczeń Belci, dziewczęcia zdesperowanego i w sumie mocno nieszczęśliwego, zdołowanego przez zasadniczych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak mnie ekstremalnie wkurzył (bo admin zabronił używać wulgaryzmów pod groźbą usunięcia komentarza) sposób pisania, męczący i ciężki. Fabuła zacna.
Jak mnie ekstremalnie wkurzył (bo admin zabronił używać wulgaryzmów pod groźbą usunięcia komentarza) sposób pisania, męczący i ciężki. Fabuła zacna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBelcia spotyka się w tytułowym warszawskim hotelu z jakimś panem. Opowiada temu panu o swoim życiu. Trochę o toksycznej matce, trochę o toksycznych facetach i nie bardzo udanych związkach. Dużo o społecznych oczekiwaniach, których symbolem staje się jej fryzura: każdy chciałby, żeby była jakaś, więc Belcia robi różne rzeczy z włosami.
Nie polubiłam się z Belcią. Belcia mnie strasznie denerwowała. To chyba dobrze świadczy o mojej kondycji społeczno-emocjonalnej? Myślę se: "Weź się, Belcia". No i się wzięła.
Belcia spotyka się w tytułowym warszawskim hotelu z jakimś panem. Opowiada temu panu o swoim życiu. Trochę o toksycznej matce, trochę o toksycznych facetach i nie bardzo udanych związkach. Dużo o społecznych oczekiwaniach, których symbolem staje się jej fryzura: każdy chciałby, żeby była jakaś, więc Belcia robi różne rzeczy z włosami.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie polubiłam się z Belcią. Belcia...
Naprawdę dobra książka, językowo i koncepcyjnie świetnie pomyślana. Oryginalna, zaskakująca, momentami zabawna, choć generalnie treść gorzka.
Takich właśnie zaskoczeń i takiej świeżości oczekuję od literatury polskiej współczesnej.
Naprawdę dobra książka, językowo i koncepcyjnie świetnie pomyślana. Oryginalna, zaskakująca, momentami zabawna, choć generalnie treść gorzka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTakich właśnie zaskoczeń i takiej świeżości oczekuję od literatury polskiej współczesnej.
Wartkie. Byłem na spektaklu - też wartkim. Nie jest to żadna awangarda, bez przesady, ale psychologicznie rzecz dobrze złapana. W innej konstelacji byłaby dobrą, fajnie podkręconą obyczajówką - co też dobre, czyta się.
Wartkie. Byłem na spektaklu - też wartkim. Nie jest to żadna awangarda, bez przesady, ale psychologicznie rzecz dobrze złapana. W innej konstelacji byłaby dobrą, fajnie podkręconą obyczajówką - co też dobre, czyta się.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoruszająca opowieść o kobietach w formie swego rodzaju spowiedzi głównej bohaterki, spotykającej się z jakimś mężczyzną w pokoju hotelowym. Ciekawa lektura, choć niełatwa w czytaniu.
Poruszająca opowieść o kobietach w formie swego rodzaju spowiedzi głównej bohaterki, spotykającej się z jakimś mężczyzną w pokoju hotelowym. Ciekawa lektura, choć niełatwa w czytaniu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toU schyłku roku, spadła mi na głowę książka niezwykła. Wbiła się kantem w myśli i spowodowała potakiwanie, niedowierzanie i porównania, których zwykle unikam. Że tak właśnie jest, że też tak miałam, że znam podobne sytuacje. I ta książka o kobiecie (kobietach? związkach?) wydała mi się wprost stworzona dla dojrzałych, którym często brakuje tak trafnych spostrzeżeń w literaturze.
Powieść ta, nie powieść, awangardowo spisana mową zależną, opowiada jednym głosem wydarzenia niby banalne, proste jak każdy spór międzyludzki. Sięga po doświadczenia, kłuje w bok śmiałością i czułością wobec narrarorki i wobec każdego z nas. Czy raczej każdej, bo z pewnością w tych relacjach z niekochania najlepiej odnajdą się kobiety, które w swoim życiu odfajkowały już wiele słów z przedrostkiem 'nie'. Bycie niezauważoną, niewspieraną, niekochaną, niedocenianą i niesłuchaną. Nieprzystających - do matek oczekujących i karmiących, do żon podziwiających, do córek pozyskujących. W zamian dostały nakaz uległości, dopasowania się do norm i wyobrażeń, krytykę i balansowanie na krawędzi 'chcę, ale nie chcę'.
Jakże symboliczne są tutaj włosy bohaterki, do których nieustannie wracamy by je zgolić na łyso, przefarbować, ściąć i zapuścić. Raz w wyrazie buntu, raz uległości, innym razem dla świętego spokoju lub możliwości wpasowania się w wygodne ramy. Dla matki, męża, kochanków, którzy są w tej opowieści jednym chórem niekochania. Belcia kłamczucha mogła wymyślić ich wszystkich, stworzyć z nich swoje koślawe, lustrzane odbicia. Albo nie, albo zmieniła prawdziwe zdarzenia w gorzki żart kierowany do wyidealizowanego pana, który też może nie istnieć.
Pozbywając się dialogów, lawirując między znanymi faktami a wyobraźnią, Izabela Tadra uciekła od nielubianej przeze mnie autoterapii literackiej, jednocześnie bez wątpienia ją stosując. Wszak jeden z bohaterów jasno określił cel pisania w pierwszej osobie. Tyle, że tutaj JA przechodzi, ślamazarnie lub gwałtownie, na czytelnika. Soczystym przekleństwem, szeptem, z szorowanej wanny i z grzbietu wielbłąda. O mnie ta książka i o Tobie, o pomyłkach i zdarzeniach. I o tym, jak mówi autorka w wywiadzie, 'co wszyscy mylimy z miłością'.
Polecam gorąco, bo w najbrzydszym hotelu świata opowiada się całe życie i cały świat. Ten kłujący kobiety i mężczyzn, ten nazywany wielkimi literami, choć malutki i ten trochę z kłamstwa, bardziej z goryczy.
Katarzyna
we współpracy z Wydawnictwem Filtry
U schyłku roku, spadła mi na głowę książka niezwykła. Wbiła się kantem w myśli i spowodowała potakiwanie, niedowierzanie i porównania, których zwykle unikam. Że tak właśnie jest, że też tak miałam, że znam podobne sytuacje. I ta książka o kobiecie (kobietach? związkach?) wydała mi się wprost stworzona dla dojrzałych, którym często brakuje tak trafnych spostrzeżeń w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to...i koniecznie trzeba obejrzeć spektakl w Teatrze Nowym w Łodzi 🙂
...i koniecznie trzeba obejrzeć spektakl w Teatrze Nowym w Łodzi 🙂
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRzecz z pozoru banalna. Nieudane małżeństwo, kochanka męża i toksyczna matka. Wiemy, znamy to i przerabialiśmy nieraz. Izabela Tadra w dodatku zabiera nas do najbrzydszego hotelu, co scenerią także używaną wielokrotnie jest. Tyle oczywistości, bo autorka miała dobry powód, aby sięgnąć po znane obrazy. Otóż zmienia zasady już poprzez sam styl opowieści chociażby, a jest nim monolog głównej bohaterki – Belci. A monolog to niecodzienny, bo i wypełniany od czasu do czasu monologami innych bohaterek i bohaterów. I tu zaczyna się gra.
Gra w domysły, co tu się właściwie dzieje i kto do nas mówi. A także czy to co mówi jest jakoby prawdziwe, czy sytuacje opisane miały miejsce, czy są najzwyklejszą bujdą, ale ze swadą podaną. Jego złożoność, długie zdania, wydaje się być znakomitym powodem, aby go przeczytać, a nie opowiadać, że to trudne. Idąc dalej – być może – sensem „Hotelu ZNP” jest zwykła chęć opowiadania. Takiego nawet do utraty tchu albo pozwalającego uciec od problemów własnych. Bo sytuacją wyjściową jest randka Belci z tajemniczym panem w tym hotelu, ale jakoś dojść do spotkania nie może. Bo może nie ma z kim? I pozostaje tylko nieubłagana konfrontacja z sobą samym.
Rzecz z pozoru banalna. Nieudane małżeństwo, kochanka męża i toksyczna matka. Wiemy, znamy to i przerabialiśmy nieraz. Izabela Tadra w dodatku zabiera nas do najbrzydszego hotelu, co scenerią także używaną wielokrotnie jest. Tyle oczywistości, bo autorka miała dobry powód, aby sięgnąć po znane obrazy. Otóż zmienia zasady już poprzez sam styl opowieści chociażby, a jest nim...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrzeba przejść przez początkową cieniznę, później płynie.
Trzeba przejść przez początkową cieniznę, później płynie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toIzabela Tadra, autorka debiutująca powieścią „Hotel ZNP” będąc gościnią audycji Maksa Cegielskiego „Plik tekstowy” w Programie Trzecim polskiego radia tzw. Trójce powiedziała „Bardzo mi zależało, aby stworzyć coś, o czym można dyskutować krytycznie. Nawet nie chodziło o to, żeby stworzyć coś w kontrze do innych książek czy powieści. Dla mnie to był rodzaj wolności, który mogę oddać innym i powiedzieć „ok, to jest coś, nad czym można dyskutować”. O samej Autorce z tej samej audycji wiem, że ma rodzinę: 12-letnią córkę i pracuje jako specjalistka od public relations.
Książkę mogłam przeczytać dzięki @wydawnictwo.filtry. Wy również możecie na własne oczy przekonać się o czym ona jest i czy Tadra w gatunku literatury pięknej poradziła sobie dobrze.
„(…) godność lubi zemstę zimną jak wódka…” – „Hotel ZNP” Izabela Tadra.
To pierwszoosobowa narracja o Belci, która jest główną bohaterką tej krótkiej powieści. Belcia prowadzi czytelnika przez wydarzenia ze swego życia. Jest postacią całkowicie uniwersalną. Prowadzi dialog z nieznanym Panem, do którego zwraca się wielokrotnie, z którym również spędziła upojne chwile w tytułowym warszawskim hotelu. Odtwarza rozmowy z matką, ojcem, mężem Wilhelmem czy przyjaciółką. O Belci można się wiele dowiedzieć. Tylko nie wiadomo, co jest prawdą, a co kłamstwem.
„(…) W tamtych dobrych czasach byłam w stanie przeżyć dzień o jednej kanapce i napierdolić się dwoma piwami, a jak ktoś kazał czyścić kibel, to go karnie czyściłam, zamiast rozważać, czy to sprawiedliwy podział obowiązków, czy może jednak wyzysk.” – „Hotel ZNP” Izabela Tadra.
Tak postrzegałam Belcię, główną bohaterkę przez całe 176 stron. Jako pokorną córkę w opowiadanej relacji z matką. Zresztą postać matki bardzo do mnie przemówiła. Rozumiałam jej stwierdzenia, popierałam podejście do życia. Zresztą sam stosunek Belci mi do niej odpowiadał. Jak zresztą sama matka mawiała „(…) królowa bon motów, jeśli coś się kończy, to znaczy, że wcale nie było takie dobre….”. Jako do dość długiego momentu pokorną żonę Wilhelma potrafiącą sobie wmówić, że to jej nie udało się z dzieckiem, że to jej wina. Mającą podległą relację do Niańki zatrudnionej opiekunki psa. Wilhelma prowadzącego Belcię przez życie, jakby była jego dzieckiem, jakby tylko on potrafił jej pokazać właściwy kierunek. Czy chociażby jako pokorną kochankę.
Belcia jest jednak postacią bardziej złożoną. Belcia potrafi się jednak sprzeciwić, chociażby pani cioci, która postanowiła wychować ją w pełnej kindersztubie zapominając, że jest tylko kobietą wynajmującą studiującej Belci pokój w mieszkaniu, w którym „(…) obowiązywał surowy zakaz gotowania.” Potrafiła się też przeciwstawić Wilhelmowi, wreszcie.
O Belci tak naprawdę niewiele wiem. Wiem, że jest kobietą, mieszkanką Warszawy. Nie wiem, ile ma lat. Opowiada o imprezach w wieku studenckim, o narkotykach. Opowiada o fajkach, które pamięta, jak kosztowały 5zł. Ja też takie pamiętam. Może więc jest w moim wieku, może trochę młodsza. Nie wiem kompletnie czym się zajmuje, chociaż w wielu miejscach wspomina o pracy. A przede wszystkim nie wiem, czy mówi prawdę, półprawdę, postprawdę. W niektóre historie mogłabym uwierzyć, jak schadzki w hotelu ZNP, jak romans męża, jak niedonoszone dziecko, jak sposób w jaki została potraktowana na izbie przyjęć w szpitalu po poronieniu, gdy siedziała na krześle z „cieknącą na podłogę nieszczęściem”, czy chociażby w postać pani ciotki, która jednak w pewnych momentach wydawała mi się zbyt przerysowana i kontrowersyjna. W niektóre opowieści nie byłam w stanie uwierzyć, jak zachowanie Beduinów na pustyni, czy opowieść o mężczyźnie, z którym Niańcia spędziła noc również w hotelu ZNP i który opowiadał o swym domu rodzinnym. Sama Autorka miała tego jednak świadomość już na etapie pisania.
„(…) Kto by tam zresztą zdołał udźwignąć prawdę i kogo tak naprawdę interesują prawdziwe, z życia wzięte historie. Może jedynie tych, co je opowiadają.” – „Hotel ZNP” Izabela Tadra.
No właśnie kogo tak naprawdę obchodzi, czy te pikantne, ciekawe historie opowiadane przez Belcię są prawdziwe?
Książka dyskusyjna, bez wątpienia. Podobała mi się postać Belci, choć przeszkadzał mi chaotyczny sposób narracji. W każdym z rozdziałów pojawiała się i pani ciocia, i ojciec, i pan, do którego narratorka się zwracała ze swoim opowiadaniem, i matka, i mąż przeplatane różnymi innymi historiami. Przez długie fragmenty trwał konflikt przez drzwi z łazienki. Myślę, że lepiej odebrałabym powieść, gdyby poszczególne, ciekawe, a jakże opowieści były podzielone w osobne historie. Tak miałam wrażenie chwilami, że splatają się w jeden bełkot. Nie ukrywam, że język, mimo że prosty, powszechny, został skomplikowany konstrukcją bardzo, ale to bardzo złożonych zdań. Czasem jedno zdanie ciągnęło się przez 1/3 strony.
Zarówno koncepcja, jak i treść książki niekonwencjonalna. Taka jest literatura piękna w swym gatunku. Trudno ją zamknąć w jeden powielany schemat. Sprawdźcie sami, czy polubicie Belcie z „Hotelu ZNP” Izabeli Tadry.
We współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem FILTRY.
Izabela Tadra, autorka debiutująca powieścią „Hotel ZNP” będąc gościnią audycji Maksa Cegielskiego „Plik tekstowy” w Programie Trzecim polskiego radia tzw. Trójce powiedziała „Bardzo mi zależało, aby stworzyć coś, o czym można dyskutować krytycznie. Nawet nie chodziło o to, żeby stworzyć coś w kontrze do innych książek czy powieści. Dla mnie to był rodzaj wolności, który...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Hotel ZNP” Izabeli Tadry to nietypowa, 170-stronicowa powieść będąca monologiem głównej bohaterki, Belci. Wydawnictwo Filtry znów sięga po oryginalną formę, tym razem stawiając na narrację, która przykuwa uwagę swoją intensywnością i emocjonalnym ładunkiem.
Belcia opowiada swoją historię mężczyźnie, z którym umówiła się w tytułowym budynku. Hotel ZNP, choć mało estetyczny, znajduje się idealnie pomiędzy jej domem a mieszkaniem owego pana. To jednak nie widok na Wisłę ani kryształowe popielniczki zamiast Biblii w szufladach są w tej książce najważniejsze, lecz wewnętrzna walka bohaterki. Belcia zmaga się z własnym poczuciem wartości, niezadowoleniem z wyglądu, a także niespełnionymi oczekiwaniami otoczenia. Szczególnie symboliczna jest jej relacja z włosami – każdy z mężczyzn ma inne wymagania co do jej fryzury, a ona nieustannie prostuje, farbuje, układa je, starając się sprostać tym oczekiwaniom.
Powieść ukazuje także trudne życie prywatne Belci. Mieszka z mężem Wilhelmem, z którym ma jedynie psa, ponieważ nie udało im się mieć dzieci. W ich domu przebywa także Niania, która bardziej interesuje się romansem z Wilhelmem niż opieką nad zwierzęciem. Belcia czuje się przytłoczona zarówno w swoim małżeństwie, jak i przez narzekania matki, która dodatkowo podsyca jej hipochondryczne lęki. Z tego wszystkiego wyłania się obraz kobiety uwięzionej w emocjonalnej pustce, gdzie nie ma miejsca na prawdziwe uczucia ani bliskie relacje.
Najbardziej intrygujące w tej książce jest to, że mężczyzna, do którego Belcia kieruje swoje słowa, pozostaje bezimienny, a jego obecność jest niepewna. Nazywa go "panem", nie pamięta jego twarzy i można odnieść wrażenie, że być może ten mężczyzna w ogóle nie istnieje. To rodzi pytanie: czy Belcia w rzeczywistości nie prowadzi tego monologu sama do siebie, uciekając w wyimaginowaną rozmowę, by uniknąć konfrontacji z własnym życiem? Zakończenie powieści, w którym matka mówi jej, że każdy z nas jest swoim własnym piekłem, wskazuje, że bohaterka nie ucieknie od siebie – nawet w hotelu, gdzie próbuje znaleźć schronienie przed rzeczywistością.
Choć forma książki jest ciekawa, monolog pełen długich i skomplikowanych zdań może być trudny w odbiorze. Wydaje się, że ten tekst lepiej sprawdziłby się jako sztuka teatralna, gdzie emocje bohaterki mogłyby wybrzmieć bardziej naturalnie. Mimo to należy docenić odwagę autorki w eksplorowaniu trudnych tematów i oryginalne podejście do formy. „Hotel ZNP” to powieść, która zmusza do refleksji nad samotnością, społecznymi oczekiwaniami i walką o własną tożsamość.
„Hotel ZNP” Izabeli Tadry to nietypowa, 170-stronicowa powieść będąca monologiem głównej bohaterki, Belci. Wydawnictwo Filtry znów sięga po oryginalną formę, tym razem stawiając na narrację, która przykuwa uwagę swoją intensywnością i emocjonalnym ładunkiem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBelcia opowiada swoją historię mężczyźnie, z którym umówiła się w tytułowym budynku. Hotel ZNP, choć mało...
Język zwrócił moją uwagę. Chociaż nie uznałabym go za wybitny, zdecydowanie wychodzi na czoło polskich autorów. Godne uwagi zdają się gry słowne oraz dobór wyrazów naznaczonych ładunkiem emocjonalnym. Ironiczne, dwuznaczne komentarze nadają nieskomplikowanej fabule dynamiki.
Sama fabuła skoncentrowana wokół nieudanego małżeństwa, nieudanego porodu i nieudanego życia, śmiałością wykracza poza typowe w polskiej literaturze zagranie, polegające na przywołaniu możliwie największej patologii. W tym wypadku konstrukcja jest delikatna, oparta na absurdzie, kontraście i trudnych relacjach zdających się uziemiać bohaterkę. Ponadto czytelnik ma nie lada zagadkę do rozwikłania, bowiem odbiorca rozlicznych monologów, wspomnień jest zatajony. Otrzymujemy tylko nieliczne wskazówki naprowadzające na wiarę w przypadkowość wszystkiego we wszechświecie.
Metaforyczna próba pokazania siły przez włosy lub ich brak wydaje się ciekawym, subtelnym zabiegiem, aczkolwiek mało przekonującym. Nie zszokował mnie on ani nie zaskoczył, zwłaszcza, że powtarzany do obrzydzenia stracił swoją moc. Liczyłam na bardziej zarysowany, rozbudowany obraz owych włosów, ich ścinania, farbowania. Opisy ich bowiem szybko popadały w monotonię i schematyczność, co zdecydowanie odjęło książce uroku.
Mimo wszystko mam wrażenie, że jest to historia jakich było już wiele. Niewprowadzająca nic nowego do świata literatury, oprócz nobliwego unaocznienia dramatu jakim jest poronienie. Gdyby powieść uciąć, zatrzymać na tym aspekcie i wątkach koniecznych do jego wytłumaczenia, wrażenie końcowe byłoby dużo lepsze.
Język zwrócił moją uwagę. Chociaż nie uznałabym go za wybitny, zdecydowanie wychodzi na czoło polskich autorów. Godne uwagi zdają się gry słowne oraz dobór wyrazów naznaczonych ładunkiem emocjonalnym. Ironiczne, dwuznaczne komentarze nadają nieskomplikowanej fabule dynamiki.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSama fabuła skoncentrowana wokół nieudanego małżeństwa, nieudanego porodu i nieudanego życia,...
Daję się wyjątkowo uwodzić #wydawnictwoFiltry, chociaż przecież w tym roku nie kupuję książek niemal wcale. Max jedna tygodniowo, mam ich dość na ścianach, dom mi niestety się nie rozszerza na przyjęcie nowych woluminów. Ale czytam, że- wspaniały język. Że historia z duszą. Że warto.
Weź. Biorę.
I teraz co ja myślę? Genialny język. Prawda. Choć Na, przy takich okazjach mówi- Be! My między sobą piszemy lepiej. Ale zapewne bardziej doceniam innych, a mnie i Na ktoś, kiedyś też oceni. Niech będzie łaskawy.
Kilka zdań wykorzystam w konwersacjach! To pewne. Z początku pomyślałam- och, jaka piękna patologia! Ale z czasem wyszło mi na to, że to nie jest patologia. Ludzie tak żyją między sobą, tak wyglądają ich relacje, uważają je za właściwe i normalne. Choćby moja ostatnia dyskusja o przedwojennych zasadach małżeńskich-jedna z nich, nie spowiadaj się przyjaciółkom, powiedz co Cię gryzie- mnie. Okazało się, że mój punkt widzenia partnera, jako najlepszego przyjaciela, jest mocno staromodny. Ups. I tutaj mamy litanię nie zgrania. Symfonię nie zapoznania się ze sobą nawzajem. Chybił- trafił, jakoś to będzie.
I nie jest.
O dziwo.
Uwielbiam tę grę słów- Jakoś(ć).
Zobaczmy jak bardzo niejakościowi bywamy. I zarzućmy to...
Daję się wyjątkowo uwodzić #wydawnictwoFiltry, chociaż przecież w tym roku nie kupuję książek niemal wcale. Max jedna tygodniowo, mam ich dość na ścianach, dom mi niestety się nie rozszerza na przyjęcie nowych woluminów. Ale czytam, że- wspaniały język. Że historia z duszą. Że warto.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWeź. Biorę.
I teraz co ja myślę? Genialny język. Prawda. Choć Na, przy takich okazjach...
Prawdziwa literacka perełka. Książkę otwiera proste, aczkolwiek potężne zdanie. Ciągle snuje się gdzieś ten duch matki. Zaledwie sto siedemdziesiąt stron, a czytałem ta książkę kilka dni sycąc się każdym wspaniale zrytmizowanym zdaniem, każdym akapitem, każdą historią zawartej w tej zawierającej ogrom klejnocików szkatułce. Narratorka jest niewiarygodna, prowokująca do myślenia, ironiczna, wielowymiarowa. Niewiele o niej wiadomo, oprócz tego, że ma dziwną obsesję na punkcie swoich włosów.
Brak dialogów, forma gawędy, monolog skierowany do nieobecnego bohatera przywodzi mi na styl Myśliwskiego, ale przesycony do cna kobiecością.
Czy coś mi się nie podoba? Okładka. Ostatnio 3/4 wydawanych książek ma minimalistyczne nijakie okładki. No i ta też. No, ale „nie oceniaj książki po okładce”
Prawdziwa literatura piękna! Książka niezwykle dojrzała i intensywna jak na debiut! Polecam gorąco!
Prawdziwa literacka perełka. Książkę otwiera proste, aczkolwiek potężne zdanie. Ciągle snuje się gdzieś ten duch matki. Zaledwie sto siedemdziesiąt stron, a czytałem ta książkę kilka dni sycąc się każdym wspaniale zrytmizowanym zdaniem, każdym akapitem, każdą historią zawartej w tej zawierającej ogrom klejnocików szkatułce. Narratorka jest niewiarygodna, prowokująca do...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBelcia nie ma w życiu szczęścia. Uwikłana w skomplikowane relacje z matką, mężczyznami i samą sobą miota się i gubi w gąszczu cudzych oczekiwań, własnych pragnień. Kobieta nie znosi gorzkich rozczarowań, ale ciągle szuka, z nadzieją na happy end. W warszawskim hotelu ZNP, relikcie przeszłości i milczącym świadku schadzki, spotyka się z mężczyzną – i próbując przyciągnąć jego uwagę, snuje opowieść o własnym życiu, związkach, rodzinie. Słowa płyną z jej ust wartkim potokiem. W żywym, gęstym monologu, który zdaje się nie mieć końca, słychać echa przeszłości i teraźniejszości, wypowiedzi jej matki, męża i kochanków, kakofonię prawdy i kłamstwa. Trudno stwierdzić czy i kiedy Belcia fantazjuje i popada w przesadę, a kiedy naprawdę rozlicza się z życiem – przegląda się we własnych słowach jak w lustrze. Opowiada o miłości, bliskości, rodzinie i samoakceptacji, a właściwie o ich braku. O przesuwaniu granic, kobiecości, krytyce i krzywdzących osądach. O więziach, które bywają toksyczne i nietrwałe oraz wyborach, które wciąż dokonuje za nią ktoś inny. Opowiada i może próbuje w końcu usłyszeć siebie. Historia dryfuje swobodnie doprawiona szczodrze ironią, przerysowaniem i groteską. Bywa zabawnie, czasami wulgarnie, pod powierzchnią przenikliwie – i wbrew pozorom całkiem poważnie. Czy miłość musi być na zawsze? Czy to bardzo źle, kiedy rozstanie kończy się nie rozpaczą lecz ulgą? Czy powielamy schematy swoich rodziców? Jak być sobą w tym nieprzyjaznym świecie? I czy człowiek może się naprawdę, autentycznie zmienić?
Nie do końca odnalazłam się w tej historii (wolę bardziej refleksyjne, z większym ciężarem emocji i psychologii) – ale nie mogę odmówić jej uroku. "Hotel ZNP" Izabeli Tadry to znane, aktualne tematy w nieco innym świetle, intrygującej konwencji i prozie.
Belcia nie ma w życiu szczęścia. Uwikłana w skomplikowane relacje z matką, mężczyznami i samą sobą miota się i gubi w gąszczu cudzych oczekiwań, własnych pragnień. Kobieta nie znosi gorzkich rozczarowań, ale ciągle szuka, z nadzieją na happy end. W warszawskim hotelu ZNP, relikcie przeszłości i milczącym świadku schadzki, spotyka się z mężczyzną – i próbując przyciągnąć...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa kursach pisania uczą, że pierwsze zdanie to musi być petarda, że trzeba je szlifować. Na to wchodzi autorka, cała w seledynach (nawiązuję do okładka) i mówi: szach mat! Pierwsze zdanie niczym mantra pokoleń kobiet. Obawiam się, że tylko kobiety, uwikłane w skomplikowane relacje ze swoimi matkami, są w stanie dostrzec głębie tego prostego zdania. Poczuć to zadnie w trzewiach, bo wszystko nam się przewraca na samą myśl o nim. Bolesne i jakże prawdziwe.
„Moja matka jak zwykle miała rację”.
Mamy tu randkę. Belcia zalewa mężczyznę, którego chce uwieść, potokiem słów. Zalewa go biografią swoją, swojej matki, byłego męża i jeszcze kilku osób. Porażka goni porażkę, upadek za upadkiem. Belcia nie ma szczęścia w życiu i do życia. Ale ma matkę, która zawsze czuwa, by powiedzieć córce, co ma myśleć i co ma robić. Matka jest mózgiem tej operacji. Operacji pod nazwą: życie Belci. W jej narracji są wszyscy, brakuje jej samej.
Cała ta opowieść to ścieżka pod górę. Niczym Syzyf, Belcia wtacza pod górę kulę ulepioną ze skrawków nieswoich życiorysów.
Niby to o miłości, ale miłości nie ma tam zbyt wiele. Nie ma też czułości i uważności. Mnóstwo rad i wskazówek, jak powinno się żyć. Nie ma czasu się zastanowić, czego samemu się chce. Nie ma zaufania do swoich osadów.
Narracja pierwszoosobowa. Monolog. Ona, on i niemy świadek tej spowiedzi, hotel ZNP. Paskudny budynek, ale jest gdzieś po drodze.
Ja uwielbiam takie historie. Osadzone bardzo mocno w naszych realiach. „Mnie się podobają melodie, które już kiedyś słyszałem”- cytując klasyka. Znam takie kobiety, znam takie historie. Z pozoru nie dzieje się tam wiele, ale ja czuję rezygnację, zagubienie i moje pieści się zaciskają.
Belcia! Zawalcz o siebie! Kopnij ich wszystkich w d…
Okładka: Fycz i Wicha 🤩👏
Na kursach pisania uczą, że pierwsze zdanie to musi być petarda, że trzeba je szlifować. Na to wchodzi autorka, cała w seledynach (nawiązuję do okładka) i mówi: szach mat! Pierwsze zdanie niczym mantra pokoleń kobiet. Obawiam się, że tylko kobiety, uwikłane w skomplikowane relacje ze swoimi matkami, są w stanie dostrzec głębie tego prostego zdania. Poczuć to zadnie w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLektura tej książki zmusza do wielu refleksji i zastanowienia się, co jest dla nas ważne i czy zawsze należy powielać wzorce wpojone nam w dzieciństwie?
Autorka w sposób bardzo zdecydowany walczy o swoją wolność i niezależność.
Obnaża życie rodzinne prowadząc "monolog" z tym panem/ panami, z którymi spotyka się w szarych pokojach starego hotelu.
Czy polecam tę książkę? Nie odpowiem, bo sama mam odczucia ambiwalentne.
Lektura tej książki zmusza do wielu refleksji i zastanowienia się, co jest dla nas ważne i czy zawsze należy powielać wzorce wpojone nam w dzieciństwie?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutorka w sposób bardzo zdecydowany walczy o swoją wolność i niezależność.
Obnaża życie rodzinne prowadząc "monolog" z tym panem/ panami, z którymi spotyka się w szarych pokojach starego hotelu.
Czy polecam tę książkę? ...
Spędzając majówkę w jednym z hoteli utrzymanych w stylu minionych dekad, niejako z rozmysłem sięgnęłam po prozatorski debiut Izabeli Tadry pt. „Hotel ZNP”, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Filtry i przepadłam. Porwał mnie potok słów wypowiadanych przez główną bohaterkę tej historii a koleje jej losu, choć zawiłe, okazały się trudną, lecz wartą uwagi narracją o istocie kobiecości, relacjach damsko-męskich i nieustannym przekraczaniu granic: moralnych, estetycznych, przyzwoitości i dobrego smaku.
Belcia nie ma szczęścia w miłości. Wiecznie wpada w ramiona niewłaściwych, zdaniem jej matki, mężczyzn a z jednym z nich próbuje, choć z mizernym skutkiem, stworzyć rodzinę. Aż wreszcie spotyka tego, z którym łączą ją chwile uniesień i wspólny pokój w hotelu z widokiem na Wisłę i to właśnie ów pan staje się adresatem monologu doświadczonej przez życie bohaterki. Znajdziecie w nim wszystko, czego zaznać może kobieta. Mamy tu trudności z samoakceptacją, skomplikowane relacje miłosne i rodzinne, utratę nienarodzonego dziecka, a przede wszystkim nieustanne próby bycia dla kogoś tą odpowiednią, wystarczającą osobą.
W trakcie lektury „Hotelu ZNP” trudno nie zadać sobie pytania o to, gdzie leży źródło kobiecych trosk. Czy za porażki odpowiedzialni są rodzice obniżający poczucie dziecięcej wartości, czy też same wybieramy na Naszych towarzyszy ludzi toksycznych, nie widzących niczego poza czubkiem własnego nosa? Czasami, jak w przypadku Naszej bohaterki, to właśnie połączenie obu czynników wpływa na trudy dorosłości niepewnej i bolesnej zarazem.
Mimo wielu poważnych tematów poruszonych na kartach debiutu Izabeli Tadry, nie brak w tej książce błyskotliwego humoru i ironicznych, niemal filmowych ujęć perypetii Naszej bohaterki. To one sprawiają, że czytelnik zanurzony w narracji z zaciekawieniem chłonie kolejne zdania wypowiadane przez Belcię i potrafi niemal poczuć to, co ona, kiedy dokonuje kolejnego zamachu na swoją kobiecość.
Jeśli szukacie powieści współczesnej z oryginalną narracją prowadzoną z kobiecej perspektywy i bliską czytelnikowi tematyką, dla której inspiracją stało się samo życie, to serdecznie polecam Wam właśnie „Hotel ZNP”.
Spędzając majówkę w jednym z hoteli utrzymanych w stylu minionych dekad, niejako z rozmysłem sięgnęłam po prozatorski debiut Izabeli Tadry pt. „Hotel ZNP”, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Filtry i przepadłam. Porwał mnie potok słów wypowiadanych przez główną bohaterkę tej historii a koleje jej losu, choć zawiłe, okazały się trudną, lecz wartą uwagi narracją o istocie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBrawo
Brawo
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to