Można (a czasem nawet należy) mieć różne opinie o Tymonie jako twórcy, ale też i człowieku. Nie zmienia to faktu, że jest jedną z najciekawszych osobistości polskiej muzyki ostatnich kilku dekad, z niepodrabialnym flow - i to się niezawodnemu Księżykowi udało ująć (a właściwie ujarzmić).
Można (a czasem nawet należy) mieć różne opinie o Tymonie jako twórcy, ale też i człowieku. Nie zmienia to faktu, że jest jedną z najciekawszych osobistości polskiej muzyki ostatnich kilku dekad, z niepodrabialnym flow - i to się niezawodnemu Księżykowi udało ująć (a właściwie ujarzmić).
“...nie ma Tymona Tymańskiego. Jest trochę kogoś, kto raz myśli to, a raz tamto, ale na medytacyjnej poduszce nie myśli nic. Jest trochę moich rodziców i dzieci, żon i dziewczyn, ludzi, którzy mnie współtworzyli. Trochę Beatlesów, trochę Coltrane’a i Dolphy’ego, trochę Zappy, trochę Monka. Trochę kompozytora, trochę literata, trochę stand-upera. Trochę buddysty, trochę Hitlera, trochę mistrza, trochę ucznia, trochę ściemniacza. Nie wierzę, że człowiek jest osobny, że tworzy wyrazisty, odrębny byt. Czuję się kreatywną przestrzenią, zlepkiem wielu postaci. Jesteśmy tym, co przeżyliśmy, tylko na chwilę. Trochę jesteśmy, a trochę nas nie ma
Rozmowa z Ryszardem Tymańskim, otwarta i dość szczera. Niestety przegadana i momentami przerysowana. Ten obraz Tymańskiego trudno jest kupić trochę bohater alternatywy, niby niezależny ale lubiący flirt z mainstreamem. Gdyby tylko chciał, byłby celebrytą, ale przecież on ma ideały i zasady itd. Pozamuzyczna sfera życia Tymańskiego nie każdego zainteresuje. Mimo stronienia od “pudelkowego” charakteru bywa zwyczajnie nudna i nosi znamiona usprawiedliwiania wielu błędów jakie “Infantylny eskapista” i wieczny Piotruś Pan popełnił w życiu.
Muzyczny dorobek Tymańskiego, choć zróżnicowany naprawdę się broni na wielu płaszczyznach. Jednak trudno kupić jego wizję otaczającej rzeczywistości.
“...nie ma Tymona Tymańskiego. Jest trochę kogoś, kto raz myśli to, a raz tamto, ale na medytacyjnej poduszce nie myśli nic. Jest trochę moich rodziców i dzieci, żon i dziewczyn, ludzi, którzy mnie współtworzyli. Trochę Beatlesów, trochę Coltrane’a i Dolphy’ego, trochę Zappy, trochę Monka. Trochę kompozytora, trochę literata, trochę stand-upera. Trochę buddysty, trochę...
Tymańskiemu wystarczy dać gadać i książka pisze się sama. Człowiek wielu talentów, wielu słabości, niezwykle barwny, szaleńczy, święty i wariat w jednym. W poprzednim wcieleniu pewnie bujał się z bitnikami biorąc benzedrynę i drąc japę na koncertach Charliego Parkerka...
ale wracając do samej książki - najbardziej interesowały mnie początki Tymona jako muzyka-performera i czasy Miłości. Sporo się dowiedziałem (Totartowcy to niezłe szury były) i poinspirowałem. Brakło mi ciut ciut więcej historii o działalności i koncertowaniu Miłości, ale nie było tak źle. Tymon jest oczywiście zawsze bardzo szczery, nie pieprzy się w tańcu, więc za to spory plus.
Rockowe wywody pana Tymańskiego już mało mnie obchodziły, Kury, P.O.L.O.V.I.R.U.S-y etc nie dla mnie, dlatego potem czytałem z mniejszą uwagą i zaangażowaniem. Taka prywata jeszcze - chociaż Tymon to znakomity jazzman i band leader, to beznadziejny rockman, z miałkimi kompozycjami, i jeżeli chodzi o warstwę tekstową i muzyczną. Lubi wbijać szpile kolegom z branży i narzekać na polską muzykę, a niestety sam stworzył sporo niestrawnego (nomen omen) polskiego gówna.
Tymańskiemu wystarczy dać gadać i książka pisze się sama. Człowiek wielu talentów, wielu słabości, niezwykle barwny, szaleńczy, święty i wariat w jednym. W poprzednim wcieleniu pewnie bujał się z bitnikami biorąc benzedrynę i drąc japę na koncertach Charliego Parkerka...
ale wracając do samej książki - najbardziej interesowały mnie początki Tymona jako muzyka-performera i...
Niedawno sięgnąłem po kolejny wywiad-rzekę przeprowadzony przez Pana Rafała Księżyka. Dobór interlokutora w osobie Ryszarda „Tymona” Tymańskiego niezwykle trafny, ma on bowiem wrodzoną swobodę udzielania zagmatwanych wypowiedzi. Opowiada o sobie bardzo szczerze, prosto z trzewi, z głębi swego jestestwa. Pozostaje przy tym sobą, nie unikając licznych wulgaryzmów, specyficznej składni zdań oraz zabawy trudnymi słowami. Nie unika kontrowersyjnych tematów, być może część środowiska muzycznego mogła się poczuć urażona. Ale nie oszczędza też siebie, ani swojego życia prywatnego i uczuciowego. To sprawia, że niektórzy czytelnicy mogą być zniesmaczeni i książkę odłożą po pierwszych rozdziałach. Ale wszyscy, którzy pamiętają muzykę takich grup jak „Miłość”, „Kury” czy „Tymon and The Transistors” oraz lubią stanowcze poglądy na temat życia oraz świata muzycznego - przeczytają ją z dużym zainteresowaniem.
W trakcie czytania uświadomiłem sobie, że w młodych latach najczęściej bywałem na koncertach wykonawców eksperymentujących z tekstem i dźwiękiem: niesamowity Lech Janerka, poetyckie „Świetliki” oraz właśnie Tymon w rozmaitych konfiguracjach zespołowych. Nadal pamiętam rewelacyjny występ zespołu „Kury” bodaj w 1999 roku we wrocławskim klubie „Firlej” z nieodżałowanym Jackiem Olterem grającym na perkusji. I rozmowy z publicznością. I ten moment, gdy muzycy kończą występ utworem z repertuaru Doors „When The Music’s Over”, a Jacek osuwa się z krzesełka. Do dziś nie wiem, czy było to zaplanowane, czy konsekwencja jego ciężkiej choroby…
Uśmiechałem się czytając o powstawaniu jednej z najciekawszych płyt końca XX wieku „P.O.L.O.V.I.R.U.S”, o eksperymentach muzycznych w ramach supergrup „The Users” oraz „NRD”. Z zainteresowaniem czytałem o współpracy z Lesterem Bowie. Bardzo ciekawie wypadają rozdziały wspominające działalność Tranzytoryjnej Formacji Totart (ze Zbigniewem Sajnogiem oraz Pawłem „Konjo” Konnakiem na czele) oraz początki sceny yassowej. Poruszanych wątków jest moc, więc nie można się nudzić. Natomiast mniej przekonująco wyszły partie poświęcone buddyzmowi; może nie mam odpowiedniego przygotowania, aby zrozumieć istotę tej religii. Bardzo szczera i poruszająca książka.
Niedawno sięgnąłem po kolejny wywiad-rzekę przeprowadzony przez Pana Rafała Księżyka. Dobór interlokutora w osobie Ryszarda „Tymona” Tymańskiego niezwykle trafny, ma on bowiem wrodzoną swobodę udzielania zagmatwanych wypowiedzi. Opowiada o sobie bardzo szczerze, prosto z trzewi, z głębi swego jestestwa. Pozostaje przy tym sobą, nie unikając licznych wulgaryzmów,...
Autobiografia a właściwie wywiad rzeka. Tymon opowiada szczerze chyba o wszystkim co wydarzyło się w jego życiu. Jest tam historia o wszystkich jego miłościach, o każdej kapeli w której grał (A było tego sporo), o swojej psychice. Na pewno nie jest to łatwa książka, autor jest postacią wykraczającą poza schematy. Ciekawie napisane i czyta się przyjemnie, chociaż na pewno nie jest to lekka lektura.
Autobiografia a właściwie wywiad rzeka. Tymon opowiada szczerze chyba o wszystkim co wydarzyło się w jego życiu. Jest tam historia o wszystkich jego miłościach, o każdej kapeli w której grał (A było tego sporo), o swojej psychice. Na pewno nie jest to łatwa książka, autor jest postacią wykraczającą poza schematy. Ciekawie napisane i czyta się przyjemnie, chociaż na pewno...
Wywiad rzeka z gościem, który ma co opowiadać. Tymański obnaża się w zasadzie na całego, nie czułem żeby któryś temat pominięto. Mamy świetnie przedstawione początki muzyka, jego działalności w Totarcie, mocny jest też zapis relacji z muzykami z Miłości, naprawdę nie spodziewałem się aż tak szczerego i bezpośredniego przedstawienia tego składu. Nawiasem mówiąc, świetnym uzupełnieniem do tej relacji jest film Miłość, warto obejrzeć. Jest też oczywiście o kontrowersyjnym związku z Sarą Brylewską, ale trzeba zaznaczyć że to nie jedyny skomplikowany związek opisany w książce.
ADHD daje naprawdę bogate wejrzenie w życie i osobowość Tymańskiego, sporo tu też rozmów i przemyśleń o muzyce jazzowej i rockowej oraz o naszym rymku muzycznym. Warto sięgnąć!
Wywiad rzeka z gościem, który ma co opowiadać. Tymański obnaża się w zasadzie na całego, nie czułem żeby któryś temat pominięto. Mamy świetnie przedstawione początki muzyka, jego działalności w Totarcie, mocny jest też zapis relacji z muzykami z Miłości, naprawdę nie spodziewałem się aż tak szczerego i bezpośredniego przedstawienia tego składu. Nawiasem mówiąc, świetnym...
Wspomnienie wspólnego sikania w kiblu na anglistyce Uniwersytetu Gdańskiego. Stałem nad pisuarem, kiedy wszedł i zagaił rozmowę, a ja pizdowato milczałem, jak zawsze w takich sytuacjach. Mam tak do tej pory, jeszcze mi nie przeszło. Nie znajdując kompana do rozmowy, wyszedł. Potem go jeszcze widziałam raz na zajęciach z literatury amerykańskiej. To wszystko, jeżeli chodzi o spotkania na żywo, w świecie rzeczywistym. Nasze ścieżki przecięły się raz i nigdy więcej się nie zeszły. Ja grzecznie studiowałem dalej, niezadowolony i przybity, mocujący się z własnymi obsesjami. Widząc co się dzieje na kampusie, z przekory, w geście sprzeciwu wobec tego, co widziałem wśród młodych ludzi w mieście J. w Wielkopolsce przez kilka wcześniejszych wyjazdów wakacyjnych, pozbawiony wszelkich złudzeń co do egoistycznej natury człowieka, nie wziąłem udziału w strajku na uczelni, na którym on podobno grał ze swoim zespołem. Przykładnie ukończyłem studia i podjąłem pracę.
Po kilku latach zobaczyłem go w mediach. Pomyślałem: „Znam go. Sikaliśmy razem na UG”. I tak mu się przyglądałem za każdym razem, kiedy go widziałem w środkach masowego przekazu. Zawsze wówczas wracało do mnie to wspomnienie wspólnego sikania. Teraz, z jego autobiografii, dowiaduję się, jak potoczyły się jego losy, jakim się okazał niezwykłym człowiekiem. W świetle tego, czego się dowiedziałem z jego opowieści, zaczynam żałować, że nie odpowiedziałem na jego słowa. Może moje życie wyglądałoby inaczej? Dokonałem takich wyborów, jakich dokonałem. Niekiedy mam wrażenie, że skurwiłem się, pozwalając innym cwaniakom zdeptać swoje ideały. Kolega od wspólnego sikania w kiblu na anglistyce UG pozostał wierny swoim ideałom do końca. Za to go bardzo szanuję. Takim ludziom jak ja, nie do końca wierzących w siebie i nie do końca przekonanych o słuszności swoich przekonań i wyborów, niezłomność i wierność sobie, jaką prezentuje Tymański, jest bardzo potrzebna. Widząc, że są ludzie z mojego pokolenia, którzy są nadal wierni swoim ideałom z młodości, nabieram przekonania, że warto wierzyć w to, co się robi, niezłomnie i nieprzerwanie dążyć do realizacji swojej wizji. Odpowiedź na ostatnie pytanie w jego opowieści jest właściwie piękną odpowiedzią, dlaczego ja sam zdecydowałem się ujawnić swój świat w słowie pisanym. Lepiej bym tego nie wyraził.
Jeszcze jedno: ja, nałogowy smutas od czterdziestu kilku już lat, mówię, że ucieczka Tymańskiego i Konnaka w absurd, purnonsens, groteskę, prześmiewczość jest objawem zdrowia psychicznego, przejawem przemożnej chęci życia, kiedy rzeczywistość dookoła jest nie do wytrzymania. Oni chcieli żyć, po prostu istnieć, żyć i aby nie zwariować poszli w absurdalny humor, zachowując dystans do otaczającej ich rzeczywistości, zachowali siebie i swoje zdrowie, chęć do życia, tworzenia swojego życia według swoich reguł.
Mój wybór to smutek, bezgraniczny smutek wynikający z poczucia bezsensu i beznadziejności istnienia. Pozwoliłem, aby smutek pozbawił mnie wszelkich sił witalnych – tchnienia, które wywołuje chęć życia. Żyjąc w przekonaniu, że nie zasługuję, aby domagać się tego, co świat ma mi do zaoferowania, przez wszystkie lata kultywowałem w sobie pragnienie nieistnienia, które jest silniejsze niż chęć życia. Pewnie dlatego wtedy nie przyłączyłem się do nich, kiedy dawali mi znaki, abym do nich dołączył.
Wspomnienie wspólnego sikania w kiblu na anglistyce Uniwersytetu Gdańskiego. Stałem nad pisuarem, kiedy wszedł i zagaił rozmowę, a ja pizdowato milczałem, jak zawsze w takich sytuacjach. Mam tak do tej pory, jeszcze mi nie przeszło. Nie znajdując kompana do rozmowy, wyszedł. Potem go jeszcze widziałam raz na zajęciach z literatury amerykańskiej. To wszystko, jeżeli chodzi o...
Pierwsze, z pytań, które mi wpadło do głowy, gdy czytałem brzmiało: Po co ktoś pisze autobiografię? Zostawiłem je bez odpowiedzi, to trudne pytanie i złożone odpowiedzi.
Co nam oferuje książka?
- obraz polskiej publiczności i rynku muzycznego...
- trochę o polskim rynku filmowym...
- bardzo dużo o muzyce, jazzowej i yassowej (!) również dużo o muzyce Tymańskiego...
- trochę o masteringu i produkcji muzyki...
- na stronach 443-444 można również dowiedzieć się, kto jest prawdziwym autorem popularnego białego Misia. Można również wyczytać, że obecnie "Biały Miś" mieszka w Liverpoolu...
Całość składa się na obraz artysty bezkompromisowego, szczerego, nieprzekupnego, z niewyparzonym językiem, egocentrycznego, trudnego i chyba trochę niedojrzałego.
W związku z taką, a nie inną treścią, nie jest to pozycja obowiązkowa. Raczej dla miłośników tematu bądź persony, w której życiu znajdzie się sporo ciekawych anegdot.
Bardzo dobrym uzupełnieniem książki jest film Filipa Dzierżawskiego pt. Miłość, traktujący o jazzowym zespole Miłość, którego liderem był Tymański i na którego tkance wyrósł np. Leszek Możdżer. Zacna produkcja do kupienia za 30 zeta (osobiście się skusiłem, ponieważ czytałem książkę i nie żałuję).
Pierwsze, z pytań, które mi wpadło do głowy, gdy czytałem brzmiało: Po co ktoś pisze autobiografię? Zostawiłem je bez odpowiedzi, to trudne pytanie i złożone odpowiedzi.
Co nam oferuje książka?
- obraz polskiej publiczności i rynku muzycznego...
- trochę o polskim rynku filmowym...
- bardzo dużo o muzyce, jazzowej i yassowej (!) również dużo o muzyce Tymańskiego...
-...
Biografia jak biografia, momentami ciekawie, momentami trochę mniej. Zbyt przegadane jak dla zwykłego czytelnika. Super spisane życie artysty dla kronikarza. Mi ta biografia wyjaśniła bardzo ważną rzecz: wiem już dlaczego w "Polityce" (a może w "Machinie"?) Ryszard recenzował płyty jazzowe.
Biografia jak biografia, momentami ciekawie, momentami trochę mniej. Zbyt przegadane jak dla zwykłego czytelnika. Super spisane życie artysty dla kronikarza. Mi ta biografia wyjaśniła bardzo ważną rzecz: wiem już dlaczego w "Polityce" (a może w "Machinie"?) Ryszard recenzował płyty jazzowe.
Mistrzostwo! Tymon w niniejszej ksiażce jawi się jako największy intelgent polskiego rocka. Ma szeroką wiedzę i racjonalne poglądy w wielu dziedzinach. Absolutny heros.
Mistrzostwo! Tymon w niniejszej ksiażce jawi się jako największy intelgent polskiego rocka. Ma szeroką wiedzę i racjonalne poglądy w wielu dziedzinach. Absolutny heros.
Lubię Tymańskiego za jego wkład w Polską muzykę (NRD, Miłość, Kury). Doceniam go jako świetnego kontrabasistę i oryginalnego gawędziarza. Kupiłem więc tę cegłę (bez obaw czyta się szybko) i wsiąkłem. Autor wykonał kawał dobrej roboty. Polecam.
Lubię Tymańskiego za jego wkład w Polską muzykę (NRD, Miłość, Kury). Doceniam go jako świetnego kontrabasistę i oryginalnego gawędziarza. Kupiłem więc tę cegłę (bez obaw czyta się szybko) i wsiąkłem. Autor wykonał kawał dobrej roboty. Polecam.
Rzadko się widuje tak zgrany z treścią książki tytuł. ADHD widać zarówno w treści jak i w strukturze tego wywiadu-rzeki. Tymański skacze do przodu, to wraca, ma totartową tendencję do nadużywania wyszukanego słownictwa (znaną mi też z Lalamido, które przecież w sumie robili jego kumple), coś tam czasem plecie trzy po trzy, ale czyta się to bardzo przyjemnie. Oddaje pokręcenie i energię Tymona czyli Rysia. Czytanie tej książki to jak wypicie z nim flaszki wódki i gadanie o życiu.
Rzadko się widuje tak zgrany z treścią książki tytuł. ADHD widać zarówno w treści jak i w strukturze tego wywiadu-rzeki. Tymański skacze do przodu, to wraca, ma totartową tendencję do nadużywania wyszukanego słownictwa (znaną mi też z Lalamido, które przecież w sumie robili jego kumple), coś tam czasem plecie trzy po trzy, ale czyta się to bardzo przyjemnie. Oddaje...
Nie przepadam szczególnie za biografiami spisywanymi w postaci "wywiadów" a taką, niestety, pozycją jest niniejsza książka. O ile formę taką da się jeszcze przełknąć, bardzo przykrym faktem jest, że spisujący wspomnienia Tymona, Rafał Księżyk, wyraźnie "schlebia" artyście. Owszem, nie unika przy tym pytań, które zmuszają Tymańskiego do odkrycia pewnych cech swojej natury, z których nie jest dumny, ale przez większość lektury miałem wrażenie, że drażliwe kwestie rozchodzą się w tych pytaniach i odpowiedziach, jakoś tak, "po kościach".
Osobiście bardzo lubię twórczość Tymańskiego, jednak wiem, że do wielu liczne iteracje jego kreatywności nie do końca trafiają i osoby takie zdecydowanie nie powinny sięgać po tą biografię. Bez szerszej znajomości dzieł Tymona obraz wyłaniający się z ADHD może okazać się nie do końca kompletny. Z drugiej strony fani Kur czy "Tranzystorów" mogą zyskać zupełnie nowy obraz tego artysty (i osób z nim związanych). Poznać go, jako niezwykle oczytanego erudytę, niepohamowanego performera, jak również zwykłego człowieka, pełnego wad i popełniającego błędy.
Dobra lektura, jakkolwiek forma w jakimś stopniu odziera tą biografię z naturalności. Poza tym, jako wadę zaliczyłbym nieco zbyt obszerną sekcję "promującą" nadchodzący film, ekhm, "Polskie gówno"...
Polecam, aczkolwiek zdarzało mi się czytać zdecydowanie lepiej spisane biografie.
Nie przepadam szczególnie za biografiami spisywanymi w postaci "wywiadów" a taką, niestety, pozycją jest niniejsza książka. O ile formę taką da się jeszcze przełknąć, bardzo przykrym faktem jest, że spisujący wspomnienia Tymona, Rafał Księżyk, wyraźnie "schlebia" artyście. Owszem, nie unika przy tym pytań, które zmuszają Tymańskiego do odkrycia pewnych cech swojej natury, z...
To nie tylko historia Tymona, ale i sporej części trójmiejskiej sceny alternatywnej. Pięknie czyta się o fermencie, jaki panował wśród młodzieży, muzyków i innych pięknoduchów w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.
To nie tylko historia Tymona, ale i sporej części trójmiejskiej sceny alternatywnej. Pięknie czyta się o fermencie, jaki panował wśród młodzieży, muzyków i innych pięknoduchów w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.
Tymon Tymański to postać na tyle znana, że nie wymaga chyba większej prezentacji.Ten gość ma jednak tyle wcieleń, że warto poświęcić trochę czasu i wysiłku. by posłuchać o jego życiu, rozpisanym na ponad pół tysiąca stron. ADHD to nie tylko książka dla dziennikarzy muzycznych i oddanych fanów. To rzecz o życiu z pasją, o egzystowaniu na własnych zasadach.
Trudno policzyć wszystkie zespoły i projekty muzyczne Tymona. Przez ponad ćwierć wieku uzbierało się ich tyle, że można by pewnie obdzielić nimi całą scenę muzyczną sporej wielkości miasta. Różnorodność stylistyczna i gatunkowa sprawiłaby, że z głosu pokolenia pewnie by nic nie wyszło, ale i tak muzyka proponowana przez Tymona byłaby czymś w rodzaju przeglądu muzyki niezależnej, poszukującej, ambitniejszej od tego, co pokazują stacje telewizyjne.
Osobiście najbardziej cenię Tymona jazzowego. Obok Możdżera, Mazolewskiego, Trzaski to facet odpowiedzialny za powstanie odnowy polskiego jazzu. Najbardziej znana wśród całego nurtu nazwanego przekornie yass jest oczywiście Miłość. Można pisać o tej kapeli i jej muzyce wielostronicowe elaboraty, można nawet prace magisterskie. Lepiej jednak po prostu dać chłopakom kilka minut, by przemówili własnym głosem:
Obok Miłości największym sukcesem komercyjnym okazał się album będący ścieżką dźwiękową do doskonałego filmu Wojciecha Smarzowskiego Wesele. Zespół występuje w filmie, jego wersja weselnego evergreena Biały miś to wspaniała eksploracja muzyki biesiadno-weselnej.
Napisałem na wstępie o tym, że czytanie tej książki to słuchanie Tymona nawijającego. Pozornie to tak zwana "oczywista oczywistość", bo autobiografia jest rozmową, tudzież wywiadem rzeką jak chcą niektórzy, z Rafałem Księżykiem. Nawiasem mówiąc, ten facet jest naprawdę świetny, jego artykuły i recenzje przed dwudziestu laty otworzyły mi uszy na sporą dawkę różnych dźwięków. Podobnie jest i w wypadku ADHD. Redaktor Księżyk tak poprowadził całość, że mamy wszystko, co potrzeba, wszystko czego oczekujemy po biografii muzycznej gwiazdy - wóda, seks, muzyka, religia, sport, i - oczywiście - szmal. Skandal goni aferę, afera zaś prowokację.
No dobra, to nie do końca tak. Owszem, wszystkie te elementy oczywiście w ADHD występują. Trudno, żeby nie było wspomnień o płytach czy koncertach. A po koncertach oczywiście jest alko i kobiety, bycie gwiazdą do lekkich prac wszak nie należy. Trzeba też zaspokoić wyobraźnię czytelników kwestią poderwania piętnastoletniej córki kolegi. Oprócz tych skandali i skandalików, wygłupów w ramach TotArtu, mamy jednak w autobiograficznej opowieści Tymona zaskakująco dużo przemyśleń i refleksji na tematy dotyczące przeżywania własnego życia. Buddyzm, którego Tymon jest wyznawcą, zdaje się nadawać ton całej książce. Dystans do samego siebie to jedno, dystans do świata to drugie, znalezienie między nimi równowagi to dopiero magiczna całość.
Dużo u Tymona przemyśleń na temat sztuki, roli artysty, showbiznesu. Cały czas przewija się jeden podstawowy motyw w rozważaniach o tym, co artysta powinien robić i jak żyć. Przesłanie artysty musi być szczere, największą wartością pozostaje artystyczna wolność. Nawet za cenę klepania biedy, grania koncertów dla kilku czy kilkunastu osób, ostracyzmu środowiska. Ciepło-gorzkie słowa o niektórych tuzach polskiej sceny "niezależnej" jedynie to potwierdzają.
Tymon - zgodnie z tytułem autobiograficznej cegiełki - jest hiperaktywnym gościem, co widać w ostatnich czasach jakby znów częściej. Niecały miesiąc pozostaje do premiery filmu, nad którym pracował przez długie lata. Polskie gówno, bo taki tytuł nosi ten film, prowokuje już tytułem. Musical obnażający polski showbiznes ma podobno moc obrazoburczą. Dużo o filmie także w ADHD, jak zawsze książka lepsza jest od filmu. Lubiącym ruchome obrazki polecam trailer, zwiastujący ciekawy obraz, godny obejrzenia. Oczywiście, po lekturze książki - spowiedzi jednej z najciekawszych postaci na polskiej scenie.
Tymon Tymański to postać na tyle znana, że nie wymaga chyba większej prezentacji.Ten gość ma jednak tyle wcieleń, że warto poświęcić trochę czasu i wysiłku. by posłuchać o jego życiu, rozpisanym na ponad pół tysiąca stron. ADHD to nie tylko książka dla dziennikarzy muzycznych i oddanych fanów. To rzecz o życiu z pasją, o egzystowaniu na własnych zasadach.
Trudno policzyć...
Książka wzięta do ręki zupełnie z przypadku, nie znam się na muzyce -zupełnie mnie ziębi historia poszczególnych wykonawców - jestem po prostu odbiorcą ich produktu bez mgły na oczach określanej: "jestem fanem ". Dlatego nie oceniam książki jako biografii muzyka, a raczej jako przemyślenia człowieka, który gdzieś tam, ociera się o wielki świat show biznesu. I tutaj, Tymon okazuje się facetem z którym mógłbym wódkę pić,a z drugiej strony frajerem ,który nie umie się odnaleźć we współczesnym świecie komercji, walczącym o pochlebstwo każdego "Zenka ".
Książka wzięta do ręki zupełnie z przypadku, nie znam się na muzyce -zupełnie mnie ziębi historia poszczególnych wykonawców - jestem po prostu odbiorcą ich produktu bez mgły na oczach określanej: "jestem fanem ". Dlatego nie oceniam książki jako biografii muzyka, a raczej jako przemyślenia człowieka, który gdzieś tam, ociera się o wielki świat show biznesu. I tutaj, Tymon...
Tymona do tej pory znałam od okresu działania Miłości i nigdy nie wchodziłam w szczegóły jego życia prywatnego. Kiedy zobaczyłam jego autobiografię, która ma 500 str. (toż to szczegółowe analizy życia da Vinci są krótsze) doszłam do wniosku, że muszę się dowiedzieć co też Tymon znowu wymyślił.
I dowiedziałam się. Wiele ciekawych doświadczeń z życia muzyka - religia, filozofia, muzyka. Przeczytałam o człowieku, który bez wątpienia jest świrem, świrem inteligentnym i bardzo świadomym.
Wielki plus za trafne pytania i równie celne odpowiedzi. Takich autobiografii oczekuję!
Tymona do tej pory znałam od okresu działania Miłości i nigdy nie wchodziłam w szczegóły jego życia prywatnego. Kiedy zobaczyłam jego autobiografię, która ma 500 str. (toż to szczegółowe analizy życia da Vinci są krótsze) doszłam do wniosku, że muszę się dowiedzieć co też Tymon znowu wymyślił.
I dowiedziałam się. Wiele ciekawych doświadczeń z życia muzyka - religia,...
Nie dla wszystkich, ale sowizdrzałom się spodoba. Ciekawy obraz zmagań lekkoducha z twardą rzeczywistością. Tymona od dawna cenię za szczerość i specyficzne poczucie humoru, więc nie czuję się zawiedziona lekturą.
Nie dla wszystkich, ale sowizdrzałom się spodoba. Ciekawy obraz zmagań lekkoducha z twardą rzeczywistością. Tymona od dawna cenię za szczerość i specyficzne poczucie humoru, więc nie czuję się zawiedziona lekturą.
Tymański, niby chłop prosty jak konstrukcja cepa, jak mogłoby się wydawać, a co chwila miałam ochotę zatrzymać się przy jego słowach i spostrzeżeniach na dłużej, zapisać, zapamiętać, otworzyć oczy szerzej na sprawy przemilczane a przez niego tak dosadnie wypowiedziane. Bardzo dobrze poprowadzony wywiad, szacunek dla Księżyka, po "Desperado" kolejna świetna robota.
Tymański, niby chłop prosty jak konstrukcja cepa, jak mogłoby się wydawać, a co chwila miałam ochotę zatrzymać się przy jego słowach i spostrzeżeniach na dłużej, zapisać, zapamiętać, otworzyć oczy szerzej na sprawy przemilczane a przez niego tak dosadnie wypowiedziane. Bardzo dobrze poprowadzony wywiad, szacunek dla Księżyka, po "Desperado" kolejna świetna robota.
Rewelacyjna biografia. Szczera opowieść o stawaniu się muzykiem, o ścieraniu się osobowości, o poskramianiu i podkręcaniu własnego ego, o gówniarskich performancach, a także o fascynacji muzyką.
Rewelacyjna biografia. Szczera opowieść o stawaniu się muzykiem, o ścieraniu się osobowości, o poskramianiu i podkręcaniu własnego ego, o gówniarskich performancach, a także o fascynacji muzyką.
Po przeczytaniu autobiografii Tymańskiego nabrałam do niego szacunku, choć niekoniecznie sympatii. Samoświadomość (być może osiągana dzięki buddyzmowi) występuje tu pod rękę z egocentryzmem, który tą pierwszą niemal unicestwia. Nie można odmówić Tymańskiemu inteligencji i erudycji, pasji i kreatywności. Po lekturze „ADHD” spostrzegam go też bardziej wielowymiarowo. Mimo to jego „sowizdrzalstwo” (słowo odmieniane w książce przez wszystkie przypadki) nadal mnie uwiera. Trudno, mój problem. W pakiecie otrzymujemy tu solidną dawkę wiedzy o kulisach polskiej sceny alternatywnej, choć miałam poczucie, że Tymon nieźle się zgrywa, szafując z upodobaniem specjalistycznymi terminami muzycznymi. „ADHD” to bez wątpienia teatr jednego aktora.
Po przeczytaniu autobiografii Tymańskiego nabrałam do niego szacunku, choć niekoniecznie sympatii. Samoświadomość (być może osiągana dzięki buddyzmowi) występuje tu pod rękę z egocentryzmem, który tą pierwszą niemal unicestwia. Nie można odmówić Tymańskiemu inteligencji i erudycji, pasji i kreatywności. Po lekturze „ADHD” spostrzegam go też bardziej wielowymiarowo. Mimo to...
Jednak rozczarowanie, ale muszę przyznać, że sama się prosiłam. Wydawało mi się, że Tymański jest mądrzejszy, a przecież wcale mi tego nie obiecywał:) Może to tylko kontekst. Na tle współprowadzącego w porannej audycji robi wrażenie bystrego chłopca, o innych muzykach sam mówi: 'Widzę to po wielu moich kolegach z branży, którzy podupadli na inteligencji i inspiracji, stając się głupkowatymi muzykusami. Oglądając wnętrza klubu, busa, pokoju hotelowego, pijąc wódę czy browary w tym samym, mentalnie kazirodczym gronie, ograniczają się do rozmów o kapuście, ZAIKS-ach i groupies.' Pomysł Tymańskiego na życie jest nieco ambitniejszy: 'Ja sam od dziecka miałem poczucie, że będę kimś wybitnym, co może wydawać się megalomanią, ale nikomu takiego poczucia nie odmawiam. Uważam, że każdy sam stanowi o sobie i może udowodnić swoją wielkość. A przynajmniej wykorzystać własny potencjał, wykrzesać z siebie twórczy ogień. To kwestia pracy, woli i determinacji, żeby stworzyć fabrykę swego umysłu, a później codziennie w niej napierdalać - jak szeregowy robol.' I dobrze. Tymański przyznaje też, że chociaż nie jest najlepszy,lubi robić to co robi i to mu wystarcza. Jeden z jego znajomych w ogóle nie wystartował, sparaliżowany wątpliwościami i poczuciem, że nie jest wystarczająco dobry. Jeśli faktycznie, jak lubi powtarzać Tymański, 'życie to aktywne uczestnictwo w stracie', ta mieszanka ADHD i ciekawości świata może być pomysłem na dobre życie. Ale czy to wystarczy na ponad 500 stron autobiografii? Niestety nie. Już w połowie zaczynają powtarzać się nazwiska, cytaty, a urok słowa 'sowizdrzalski'po dwudziestym powtórzeniu bezpowrotnie mija .... Liczyłam na to, że Tymański (albo Księżyk) zorientują się, co się dzieje i albo książka będzie krótsza, albo będzie można dowiedzieć się z niej czegoś więcej o scenie muzycznej - ostatecznie Tymański razem z Gwincińskim stworzyli coś zupełnie nowego, o czym chętnie bym poczytała. Sytuacja jest jednak podobna do tej z Iwaszkiewiczem. Mycielski w swoich dziennikach napisał, że kiedy otworzyło się okienko na świat, Iwaszkiewicz zasłonił je własną dupą. W 'ADHD' wszystko zasłania ego Tymańskiego, które bywa siłą sprawczą, ale bywa też przyczyną, dla której czytelnik zmuszony jest czytać jakieś wymyślne banialuki, zamiast prostego stwierdzenia:'jak większość facetów wolę sypiać z młodymi kobietami' i powrotu do ciekawszych tematów.
Jednak rozczarowanie, ale muszę przyznać, że sama się prosiłam. Wydawało mi się, że Tymański jest mądrzejszy, a przecież wcale mi tego nie obiecywał:) Może to tylko kontekst. Na tle współprowadzącego w porannej audycji robi wrażenie bystrego chłopca, o innych muzykach sam mówi: 'Widzę to po wielu moich kolegach z branży, którzy podupadli na inteligencji i inspiracji, stając...
Liczba określeń do zapamiętania po tej lekturze jest ogromna. Tymon bez zbędnej gry prowadzi nas przez całe swoje życie. Nie ma lukru, nie ma pudru, jest czysty beton. Gratuluję Rafałowi Księżykowi, że tak umiejętnie potrafi stawiać pytania, to rzadkość w dzisiejszym dziennikarstwie.
Tymon to postać niezwykła i każde pozytywne określenie zmienia się w banał przy treści, która wypływa z tej książki. Nie tylko dla entuzjastów twórczości bohatera książki.
Liczba określeń do zapamiętania po tej lekturze jest ogromna. Tymon bez zbędnej gry prowadzi nas przez całe swoje życie. Nie ma lukru, nie ma pudru, jest czysty beton. Gratuluję Rafałowi Księżykowi, że tak umiejętnie potrafi stawiać pytania, to rzadkość w dzisiejszym dziennikarstwie.
Tymon to postać niezwykła i każde pozytywne określenie zmienia się w banał przy treści,...
Można (a czasem nawet należy) mieć różne opinie o Tymonie jako twórcy, ale też i człowieku. Nie zmienia to faktu, że jest jedną z najciekawszych osobistości polskiej muzyki ostatnich kilku dekad, z niepodrabialnym flow - i to się niezawodnemu Księżykowi udało ująć (a właściwie ujarzmić).
Można (a czasem nawet należy) mieć różne opinie o Tymonie jako twórcy, ale też i człowieku. Nie zmienia to faktu, że jest jedną z najciekawszych osobistości polskiej muzyki ostatnich kilku dekad, z niepodrabialnym flow - i to się niezawodnemu Księżykowi udało ująć (a właściwie ujarzmić).
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to“...nie ma Tymona Tymańskiego. Jest trochę kogoś, kto raz myśli to, a raz tamto, ale na medytacyjnej poduszce nie myśli nic. Jest trochę moich rodziców i dzieci, żon i dziewczyn, ludzi, którzy mnie współtworzyli. Trochę Beatlesów, trochę Coltrane’a i Dolphy’ego, trochę Zappy, trochę Monka. Trochę kompozytora, trochę literata, trochę stand-upera. Trochę buddysty, trochę Hitlera, trochę mistrza, trochę ucznia, trochę ściemniacza. Nie wierzę, że człowiek jest osobny, że tworzy wyrazisty, odrębny byt. Czuję się kreatywną przestrzenią, zlepkiem wielu postaci. Jesteśmy tym, co przeżyliśmy, tylko na chwilę. Trochę jesteśmy, a trochę nas nie ma
Rozmowa z Ryszardem Tymańskim, otwarta i dość szczera. Niestety przegadana i momentami przerysowana. Ten obraz Tymańskiego trudno jest kupić trochę bohater alternatywy, niby niezależny ale lubiący flirt z mainstreamem. Gdyby tylko chciał, byłby celebrytą, ale przecież on ma ideały i zasady itd. Pozamuzyczna sfera życia Tymańskiego nie każdego zainteresuje. Mimo stronienia od “pudelkowego” charakteru bywa zwyczajnie nudna i nosi znamiona usprawiedliwiania wielu błędów jakie “Infantylny eskapista” i wieczny Piotruś Pan popełnił w życiu.
Muzyczny dorobek Tymańskiego, choć zróżnicowany naprawdę się broni na wielu płaszczyznach. Jednak trudno kupić jego wizję otaczającej rzeczywistości.
“...nie ma Tymona Tymańskiego. Jest trochę kogoś, kto raz myśli to, a raz tamto, ale na medytacyjnej poduszce nie myśli nic. Jest trochę moich rodziców i dzieci, żon i dziewczyn, ludzi, którzy mnie współtworzyli. Trochę Beatlesów, trochę Coltrane’a i Dolphy’ego, trochę Zappy, trochę Monka. Trochę kompozytora, trochę literata, trochę stand-upera. Trochę buddysty, trochę...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTymon, Rafał - dziękuję. Jestem zainspirowany i podekscytowany.
Tymon, Rafał - dziękuję. Jestem zainspirowany i podekscytowany.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzegadana i chyba nie do końca szczera.
Przegadana i chyba nie do końca szczera.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTymańskiemu wystarczy dać gadać i książka pisze się sama. Człowiek wielu talentów, wielu słabości, niezwykle barwny, szaleńczy, święty i wariat w jednym. W poprzednim wcieleniu pewnie bujał się z bitnikami biorąc benzedrynę i drąc japę na koncertach Charliego Parkerka...
ale wracając do samej książki - najbardziej interesowały mnie początki Tymona jako muzyka-performera i czasy Miłości. Sporo się dowiedziałem (Totartowcy to niezłe szury były) i poinspirowałem. Brakło mi ciut ciut więcej historii o działalności i koncertowaniu Miłości, ale nie było tak źle. Tymon jest oczywiście zawsze bardzo szczery, nie pieprzy się w tańcu, więc za to spory plus.
Rockowe wywody pana Tymańskiego już mało mnie obchodziły, Kury, P.O.L.O.V.I.R.U.S-y etc nie dla mnie, dlatego potem czytałem z mniejszą uwagą i zaangażowaniem. Taka prywata jeszcze - chociaż Tymon to znakomity jazzman i band leader, to beznadziejny rockman, z miałkimi kompozycjami, i jeżeli chodzi o warstwę tekstową i muzyczną. Lubi wbijać szpile kolegom z branży i narzekać na polską muzykę, a niestety sam stworzył sporo niestrawnego (nomen omen) polskiego gówna.
Tymańskiemu wystarczy dać gadać i książka pisze się sama. Człowiek wielu talentów, wielu słabości, niezwykle barwny, szaleńczy, święty i wariat w jednym. W poprzednim wcieleniu pewnie bujał się z bitnikami biorąc benzedrynę i drąc japę na koncertach Charliego Parkerka...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toale wracając do samej książki - najbardziej interesowały mnie początki Tymona jako muzyka-performera i...
Niedawno sięgnąłem po kolejny wywiad-rzekę przeprowadzony przez Pana Rafała Księżyka. Dobór interlokutora w osobie Ryszarda „Tymona” Tymańskiego niezwykle trafny, ma on bowiem wrodzoną swobodę udzielania zagmatwanych wypowiedzi. Opowiada o sobie bardzo szczerze, prosto z trzewi, z głębi swego jestestwa. Pozostaje przy tym sobą, nie unikając licznych wulgaryzmów, specyficznej składni zdań oraz zabawy trudnymi słowami. Nie unika kontrowersyjnych tematów, być może część środowiska muzycznego mogła się poczuć urażona. Ale nie oszczędza też siebie, ani swojego życia prywatnego i uczuciowego. To sprawia, że niektórzy czytelnicy mogą być zniesmaczeni i książkę odłożą po pierwszych rozdziałach. Ale wszyscy, którzy pamiętają muzykę takich grup jak „Miłość”, „Kury” czy „Tymon and The Transistors” oraz lubią stanowcze poglądy na temat życia oraz świata muzycznego - przeczytają ją z dużym zainteresowaniem.
W trakcie czytania uświadomiłem sobie, że w młodych latach najczęściej bywałem na koncertach wykonawców eksperymentujących z tekstem i dźwiękiem: niesamowity Lech Janerka, poetyckie „Świetliki” oraz właśnie Tymon w rozmaitych konfiguracjach zespołowych. Nadal pamiętam rewelacyjny występ zespołu „Kury” bodaj w 1999 roku we wrocławskim klubie „Firlej” z nieodżałowanym Jackiem Olterem grającym na perkusji. I rozmowy z publicznością. I ten moment, gdy muzycy kończą występ utworem z repertuaru Doors „When The Music’s Over”, a Jacek osuwa się z krzesełka. Do dziś nie wiem, czy było to zaplanowane, czy konsekwencja jego ciężkiej choroby…
Uśmiechałem się czytając o powstawaniu jednej z najciekawszych płyt końca XX wieku „P.O.L.O.V.I.R.U.S”, o eksperymentach muzycznych w ramach supergrup „The Users” oraz „NRD”. Z zainteresowaniem czytałem o współpracy z Lesterem Bowie. Bardzo ciekawie wypadają rozdziały wspominające działalność Tranzytoryjnej Formacji Totart (ze Zbigniewem Sajnogiem oraz Pawłem „Konjo” Konnakiem na czele) oraz początki sceny yassowej. Poruszanych wątków jest moc, więc nie można się nudzić. Natomiast mniej przekonująco wyszły partie poświęcone buddyzmowi; może nie mam odpowiedniego przygotowania, aby zrozumieć istotę tej religii. Bardzo szczera i poruszająca książka.
Niedawno sięgnąłem po kolejny wywiad-rzekę przeprowadzony przez Pana Rafała Księżyka. Dobór interlokutora w osobie Ryszarda „Tymona” Tymańskiego niezwykle trafny, ma on bowiem wrodzoną swobodę udzielania zagmatwanych wypowiedzi. Opowiada o sobie bardzo szczerze, prosto z trzewi, z głębi swego jestestwa. Pozostaje przy tym sobą, nie unikając licznych wulgaryzmów,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutobiografia a właściwie wywiad rzeka. Tymon opowiada szczerze chyba o wszystkim co wydarzyło się w jego życiu. Jest tam historia o wszystkich jego miłościach, o każdej kapeli w której grał (A było tego sporo), o swojej psychice. Na pewno nie jest to łatwa książka, autor jest postacią wykraczającą poza schematy. Ciekawie napisane i czyta się przyjemnie, chociaż na pewno nie jest to lekka lektura.
Autobiografia a właściwie wywiad rzeka. Tymon opowiada szczerze chyba o wszystkim co wydarzyło się w jego życiu. Jest tam historia o wszystkich jego miłościach, o każdej kapeli w której grał (A było tego sporo), o swojej psychice. Na pewno nie jest to łatwa książka, autor jest postacią wykraczającą poza schematy. Ciekawie napisane i czyta się przyjemnie, chociaż na pewno...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWywiad rzeka z gościem, który ma co opowiadać. Tymański obnaża się w zasadzie na całego, nie czułem żeby któryś temat pominięto. Mamy świetnie przedstawione początki muzyka, jego działalności w Totarcie, mocny jest też zapis relacji z muzykami z Miłości, naprawdę nie spodziewałem się aż tak szczerego i bezpośredniego przedstawienia tego składu. Nawiasem mówiąc, świetnym uzupełnieniem do tej relacji jest film Miłość, warto obejrzeć. Jest też oczywiście o kontrowersyjnym związku z Sarą Brylewską, ale trzeba zaznaczyć że to nie jedyny skomplikowany związek opisany w książce.
ADHD daje naprawdę bogate wejrzenie w życie i osobowość Tymańskiego, sporo tu też rozmów i przemyśleń o muzyce jazzowej i rockowej oraz o naszym rymku muzycznym. Warto sięgnąć!
Wywiad rzeka z gościem, który ma co opowiadać. Tymański obnaża się w zasadzie na całego, nie czułem żeby któryś temat pominięto. Mamy świetnie przedstawione początki muzyka, jego działalności w Totarcie, mocny jest też zapis relacji z muzykami z Miłości, naprawdę nie spodziewałem się aż tak szczerego i bezpośredniego przedstawienia tego składu. Nawiasem mówiąc, świetnym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo lubię Tymona.
Bardzo lubię Tymona.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWspomnienie wspólnego sikania w kiblu na anglistyce Uniwersytetu Gdańskiego. Stałem nad pisuarem, kiedy wszedł i zagaił rozmowę, a ja pizdowato milczałem, jak zawsze w takich sytuacjach. Mam tak do tej pory, jeszcze mi nie przeszło. Nie znajdując kompana do rozmowy, wyszedł. Potem go jeszcze widziałam raz na zajęciach z literatury amerykańskiej. To wszystko, jeżeli chodzi o spotkania na żywo, w świecie rzeczywistym. Nasze ścieżki przecięły się raz i nigdy więcej się nie zeszły. Ja grzecznie studiowałem dalej, niezadowolony i przybity, mocujący się z własnymi obsesjami. Widząc co się dzieje na kampusie, z przekory, w geście sprzeciwu wobec tego, co widziałem wśród młodych ludzi w mieście J. w Wielkopolsce przez kilka wcześniejszych wyjazdów wakacyjnych, pozbawiony wszelkich złudzeń co do egoistycznej natury człowieka, nie wziąłem udziału w strajku na uczelni, na którym on podobno grał ze swoim zespołem. Przykładnie ukończyłem studia i podjąłem pracę.
Po kilku latach zobaczyłem go w mediach. Pomyślałem: „Znam go. Sikaliśmy razem na UG”. I tak mu się przyglądałem za każdym razem, kiedy go widziałem w środkach masowego przekazu. Zawsze wówczas wracało do mnie to wspomnienie wspólnego sikania. Teraz, z jego autobiografii, dowiaduję się, jak potoczyły się jego losy, jakim się okazał niezwykłym człowiekiem. W świetle tego, czego się dowiedziałem z jego opowieści, zaczynam żałować, że nie odpowiedziałem na jego słowa. Może moje życie wyglądałoby inaczej? Dokonałem takich wyborów, jakich dokonałem. Niekiedy mam wrażenie, że skurwiłem się, pozwalając innym cwaniakom zdeptać swoje ideały. Kolega od wspólnego sikania w kiblu na anglistyce UG pozostał wierny swoim ideałom do końca. Za to go bardzo szanuję. Takim ludziom jak ja, nie do końca wierzących w siebie i nie do końca przekonanych o słuszności swoich przekonań i wyborów, niezłomność i wierność sobie, jaką prezentuje Tymański, jest bardzo potrzebna. Widząc, że są ludzie z mojego pokolenia, którzy są nadal wierni swoim ideałom z młodości, nabieram przekonania, że warto wierzyć w to, co się robi, niezłomnie i nieprzerwanie dążyć do realizacji swojej wizji. Odpowiedź na ostatnie pytanie w jego opowieści jest właściwie piękną odpowiedzią, dlaczego ja sam zdecydowałem się ujawnić swój świat w słowie pisanym. Lepiej bym tego nie wyraził.
Jeszcze jedno: ja, nałogowy smutas od czterdziestu kilku już lat, mówię, że ucieczka Tymańskiego i Konnaka w absurd, purnonsens, groteskę, prześmiewczość jest objawem zdrowia psychicznego, przejawem przemożnej chęci życia, kiedy rzeczywistość dookoła jest nie do wytrzymania. Oni chcieli żyć, po prostu istnieć, żyć i aby nie zwariować poszli w absurdalny humor, zachowując dystans do otaczającej ich rzeczywistości, zachowali siebie i swoje zdrowie, chęć do życia, tworzenia swojego życia według swoich reguł.
Mój wybór to smutek, bezgraniczny smutek wynikający z poczucia bezsensu i beznadziejności istnienia. Pozwoliłem, aby smutek pozbawił mnie wszelkich sił witalnych – tchnienia, które wywołuje chęć życia. Żyjąc w przekonaniu, że nie zasługuję, aby domagać się tego, co świat ma mi do zaoferowania, przez wszystkie lata kultywowałem w sobie pragnienie nieistnienia, które jest silniejsze niż chęć życia. Pewnie dlatego wtedy nie przyłączyłem się do nich, kiedy dawali mi znaki, abym do nich dołączył.
Wspomnienie wspólnego sikania w kiblu na anglistyce Uniwersytetu Gdańskiego. Stałem nad pisuarem, kiedy wszedł i zagaił rozmowę, a ja pizdowato milczałem, jak zawsze w takich sytuacjach. Mam tak do tej pory, jeszcze mi nie przeszło. Nie znajdując kompana do rozmowy, wyszedł. Potem go jeszcze widziałam raz na zajęciach z literatury amerykańskiej. To wszystko, jeżeli chodzi o...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttp://deathmagnetic.pl/naszym-zdaniem/recenzje/bycie-muzykiem-i-ulicznym-fighterem-recenzja-autobiografii-tymona-tymanskiego-adhd
http://deathmagnetic.pl/naszym-zdaniem/recenzje/bycie-muzykiem-i-ulicznym-fighterem-recenzja-autobiografii-tymona-tymanskiego-adhd
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrawdziwe kompendium wiedzy o tym szalonym artyście. Jednak kilka skrótów redakcyjnych by się książce przydało. Czyta się.
Prawdziwe kompendium wiedzy o tym szalonym artyście. Jednak kilka skrótów redakcyjnych by się książce przydało. Czyta się.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsze, z pytań, które mi wpadło do głowy, gdy czytałem brzmiało: Po co ktoś pisze autobiografię? Zostawiłem je bez odpowiedzi, to trudne pytanie i złożone odpowiedzi.
Co nam oferuje książka?
- obraz polskiej publiczności i rynku muzycznego...
- trochę o polskim rynku filmowym...
- bardzo dużo o muzyce, jazzowej i yassowej (!) również dużo o muzyce Tymańskiego...
- trochę o masteringu i produkcji muzyki...
- na stronach 443-444 można również dowiedzieć się, kto jest prawdziwym autorem popularnego białego Misia. Można również wyczytać, że obecnie "Biały Miś" mieszka w Liverpoolu...
Całość składa się na obraz artysty bezkompromisowego, szczerego, nieprzekupnego, z niewyparzonym językiem, egocentrycznego, trudnego i chyba trochę niedojrzałego.
W związku z taką, a nie inną treścią, nie jest to pozycja obowiązkowa. Raczej dla miłośników tematu bądź persony, w której życiu znajdzie się sporo ciekawych anegdot.
Bardzo dobrym uzupełnieniem książki jest film Filipa Dzierżawskiego pt. Miłość, traktujący o jazzowym zespole Miłość, którego liderem był Tymański i na którego tkance wyrósł np. Leszek Możdżer. Zacna produkcja do kupienia za 30 zeta (osobiście się skusiłem, ponieważ czytałem książkę i nie żałuję).
Pierwsze, z pytań, które mi wpadło do głowy, gdy czytałem brzmiało: Po co ktoś pisze autobiografię? Zostawiłem je bez odpowiedzi, to trudne pytanie i złożone odpowiedzi.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo nam oferuje książka?
- obraz polskiej publiczności i rynku muzycznego...
- trochę o polskim rynku filmowym...
- bardzo dużo o muzyce, jazzowej i yassowej (!) również dużo o muzyce Tymańskiego...
-...
Biografia jak biografia, momentami ciekawie, momentami trochę mniej. Zbyt przegadane jak dla zwykłego czytelnika. Super spisane życie artysty dla kronikarza. Mi ta biografia wyjaśniła bardzo ważną rzecz: wiem już dlaczego w "Polityce" (a może w "Machinie"?) Ryszard recenzował płyty jazzowe.
Biografia jak biografia, momentami ciekawie, momentami trochę mniej. Zbyt przegadane jak dla zwykłego czytelnika. Super spisane życie artysty dla kronikarza. Mi ta biografia wyjaśniła bardzo ważną rzecz: wiem już dlaczego w "Polityce" (a może w "Machinie"?) Ryszard recenzował płyty jazzowe.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMistrzostwo! Tymon w niniejszej ksiażce jawi się jako największy intelgent polskiego rocka. Ma szeroką wiedzę i racjonalne poglądy w wielu dziedzinach. Absolutny heros.
Mistrzostwo! Tymon w niniejszej ksiażce jawi się jako największy intelgent polskiego rocka. Ma szeroką wiedzę i racjonalne poglądy w wielu dziedzinach. Absolutny heros.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLubię Tymańskiego za jego wkład w Polską muzykę (NRD, Miłość, Kury). Doceniam go jako świetnego kontrabasistę i oryginalnego gawędziarza. Kupiłem więc tę cegłę (bez obaw czyta się szybko) i wsiąkłem. Autor wykonał kawał dobrej roboty. Polecam.
Lubię Tymańskiego za jego wkład w Polską muzykę (NRD, Miłość, Kury). Doceniam go jako świetnego kontrabasistę i oryginalnego gawędziarza. Kupiłem więc tę cegłę (bez obaw czyta się szybko) i wsiąkłem. Autor wykonał kawał dobrej roboty. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRzadko się widuje tak zgrany z treścią książki tytuł. ADHD widać zarówno w treści jak i w strukturze tego wywiadu-rzeki. Tymański skacze do przodu, to wraca, ma totartową tendencję do nadużywania wyszukanego słownictwa (znaną mi też z Lalamido, które przecież w sumie robili jego kumple), coś tam czasem plecie trzy po trzy, ale czyta się to bardzo przyjemnie. Oddaje pokręcenie i energię Tymona czyli Rysia. Czytanie tej książki to jak wypicie z nim flaszki wódki i gadanie o życiu.
Rzadko się widuje tak zgrany z treścią książki tytuł. ADHD widać zarówno w treści jak i w strukturze tego wywiadu-rzeki. Tymański skacze do przodu, to wraca, ma totartową tendencję do nadużywania wyszukanego słownictwa (znaną mi też z Lalamido, które przecież w sumie robili jego kumple), coś tam czasem plecie trzy po trzy, ale czyta się to bardzo przyjemnie. Oddaje...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie przepadam szczególnie za biografiami spisywanymi w postaci "wywiadów" a taką, niestety, pozycją jest niniejsza książka. O ile formę taką da się jeszcze przełknąć, bardzo przykrym faktem jest, że spisujący wspomnienia Tymona, Rafał Księżyk, wyraźnie "schlebia" artyście. Owszem, nie unika przy tym pytań, które zmuszają Tymańskiego do odkrycia pewnych cech swojej natury, z których nie jest dumny, ale przez większość lektury miałem wrażenie, że drażliwe kwestie rozchodzą się w tych pytaniach i odpowiedziach, jakoś tak, "po kościach".
Osobiście bardzo lubię twórczość Tymańskiego, jednak wiem, że do wielu liczne iteracje jego kreatywności nie do końca trafiają i osoby takie zdecydowanie nie powinny sięgać po tą biografię. Bez szerszej znajomości dzieł Tymona obraz wyłaniający się z ADHD może okazać się nie do końca kompletny. Z drugiej strony fani Kur czy "Tranzystorów" mogą zyskać zupełnie nowy obraz tego artysty (i osób z nim związanych). Poznać go, jako niezwykle oczytanego erudytę, niepohamowanego performera, jak również zwykłego człowieka, pełnego wad i popełniającego błędy.
Dobra lektura, jakkolwiek forma w jakimś stopniu odziera tą biografię z naturalności. Poza tym, jako wadę zaliczyłbym nieco zbyt obszerną sekcję "promującą" nadchodzący film, ekhm, "Polskie gówno"...
Polecam, aczkolwiek zdarzało mi się czytać zdecydowanie lepiej spisane biografie.
Nie przepadam szczególnie za biografiami spisywanymi w postaci "wywiadów" a taką, niestety, pozycją jest niniejsza książka. O ile formę taką da się jeszcze przełknąć, bardzo przykrym faktem jest, że spisujący wspomnienia Tymona, Rafał Księżyk, wyraźnie "schlebia" artyście. Owszem, nie unika przy tym pytań, które zmuszają Tymańskiego do odkrycia pewnych cech swojej natury, z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo nie tylko historia Tymona, ale i sporej części trójmiejskiej sceny alternatywnej. Pięknie czyta się o fermencie, jaki panował wśród młodzieży, muzyków i innych pięknoduchów w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.
To nie tylko historia Tymona, ale i sporej części trójmiejskiej sceny alternatywnej. Pięknie czyta się o fermencie, jaki panował wśród młodzieży, muzyków i innych pięknoduchów w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTymon Tymański to postać na tyle znana, że nie wymaga chyba większej prezentacji.Ten gość ma jednak tyle wcieleń, że warto poświęcić trochę czasu i wysiłku. by posłuchać o jego życiu, rozpisanym na ponad pół tysiąca stron. ADHD to nie tylko książka dla dziennikarzy muzycznych i oddanych fanów. To rzecz o życiu z pasją, o egzystowaniu na własnych zasadach.
Trudno policzyć wszystkie zespoły i projekty muzyczne Tymona. Przez ponad ćwierć wieku uzbierało się ich tyle, że można by pewnie obdzielić nimi całą scenę muzyczną sporej wielkości miasta. Różnorodność stylistyczna i gatunkowa sprawiłaby, że z głosu pokolenia pewnie by nic nie wyszło, ale i tak muzyka proponowana przez Tymona byłaby czymś w rodzaju przeglądu muzyki niezależnej, poszukującej, ambitniejszej od tego, co pokazują stacje telewizyjne.
Osobiście najbardziej cenię Tymona jazzowego. Obok Możdżera, Mazolewskiego, Trzaski to facet odpowiedzialny za powstanie odnowy polskiego jazzu. Najbardziej znana wśród całego nurtu nazwanego przekornie yass jest oczywiście Miłość. Można pisać o tej kapeli i jej muzyce wielostronicowe elaboraty, można nawet prace magisterskie. Lepiej jednak po prostu dać chłopakom kilka minut, by przemówili własnym głosem:
Obok Miłości największym sukcesem komercyjnym okazał się album będący ścieżką dźwiękową do doskonałego filmu Wojciecha Smarzowskiego Wesele. Zespół występuje w filmie, jego wersja weselnego evergreena Biały miś to wspaniała eksploracja muzyki biesiadno-weselnej.
Napisałem na wstępie o tym, że czytanie tej książki to słuchanie Tymona nawijającego. Pozornie to tak zwana "oczywista oczywistość", bo autobiografia jest rozmową, tudzież wywiadem rzeką jak chcą niektórzy, z Rafałem Księżykiem. Nawiasem mówiąc, ten facet jest naprawdę świetny, jego artykuły i recenzje przed dwudziestu laty otworzyły mi uszy na sporą dawkę różnych dźwięków. Podobnie jest i w wypadku ADHD. Redaktor Księżyk tak poprowadził całość, że mamy wszystko, co potrzeba, wszystko czego oczekujemy po biografii muzycznej gwiazdy - wóda, seks, muzyka, religia, sport, i - oczywiście - szmal. Skandal goni aferę, afera zaś prowokację.
No dobra, to nie do końca tak. Owszem, wszystkie te elementy oczywiście w ADHD występują. Trudno, żeby nie było wspomnień o płytach czy koncertach. A po koncertach oczywiście jest alko i kobiety, bycie gwiazdą do lekkich prac wszak nie należy. Trzeba też zaspokoić wyobraźnię czytelników kwestią poderwania piętnastoletniej córki kolegi. Oprócz tych skandali i skandalików, wygłupów w ramach TotArtu, mamy jednak w autobiograficznej opowieści Tymona zaskakująco dużo przemyśleń i refleksji na tematy dotyczące przeżywania własnego życia. Buddyzm, którego Tymon jest wyznawcą, zdaje się nadawać ton całej książce. Dystans do samego siebie to jedno, dystans do świata to drugie, znalezienie między nimi równowagi to dopiero magiczna całość.
Dużo u Tymona przemyśleń na temat sztuki, roli artysty, showbiznesu. Cały czas przewija się jeden podstawowy motyw w rozważaniach o tym, co artysta powinien robić i jak żyć. Przesłanie artysty musi być szczere, największą wartością pozostaje artystyczna wolność. Nawet za cenę klepania biedy, grania koncertów dla kilku czy kilkunastu osób, ostracyzmu środowiska. Ciepło-gorzkie słowa o niektórych tuzach polskiej sceny "niezależnej" jedynie to potwierdzają.
Tymon - zgodnie z tytułem autobiograficznej cegiełki - jest hiperaktywnym gościem, co widać w ostatnich czasach jakby znów częściej. Niecały miesiąc pozostaje do premiery filmu, nad którym pracował przez długie lata. Polskie gówno, bo taki tytuł nosi ten film, prowokuje już tytułem. Musical obnażający polski showbiznes ma podobno moc obrazoburczą. Dużo o filmie także w ADHD, jak zawsze książka lepsza jest od filmu. Lubiącym ruchome obrazki polecam trailer, zwiastujący ciekawy obraz, godny obejrzenia. Oczywiście, po lekturze książki - spowiedzi jednej z najciekawszych postaci na polskiej scenie.
Tymon Tymański to postać na tyle znana, że nie wymaga chyba większej prezentacji.Ten gość ma jednak tyle wcieleń, że warto poświęcić trochę czasu i wysiłku. by posłuchać o jego życiu, rozpisanym na ponad pół tysiąca stron. ADHD to nie tylko książka dla dziennikarzy muzycznych i oddanych fanów. To rzecz o życiu z pasją, o egzystowaniu na własnych zasadach.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrudno policzyć...
Książka wzięta do ręki zupełnie z przypadku, nie znam się na muzyce -zupełnie mnie ziębi historia poszczególnych wykonawców - jestem po prostu odbiorcą ich produktu bez mgły na oczach określanej: "jestem fanem ". Dlatego nie oceniam książki jako biografii muzyka, a raczej jako przemyślenia człowieka, który gdzieś tam, ociera się o wielki świat show biznesu. I tutaj, Tymon okazuje się facetem z którym mógłbym wódkę pić,a z drugiej strony frajerem ,który nie umie się odnaleźć we współczesnym świecie komercji, walczącym o pochlebstwo każdego "Zenka ".
Książka wzięta do ręki zupełnie z przypadku, nie znam się na muzyce -zupełnie mnie ziębi historia poszczególnych wykonawców - jestem po prostu odbiorcą ich produktu bez mgły na oczach określanej: "jestem fanem ". Dlatego nie oceniam książki jako biografii muzyka, a raczej jako przemyślenia człowieka, który gdzieś tam, ociera się o wielki świat show biznesu. I tutaj, Tymon...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzebrnęłam przez ok. 80 stron. Dalej nie chcę. Po prostu nie interesuje mnie Tymon Tymański ani jako artysta, ani jako człowiek.
Przebrnęłam przez ok. 80 stron. Dalej nie chcę. Po prostu nie interesuje mnie Tymon Tymański ani jako artysta, ani jako człowiek.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobra.
Bardzo dobra.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTymona do tej pory znałam od okresu działania Miłości i nigdy nie wchodziłam w szczegóły jego życia prywatnego. Kiedy zobaczyłam jego autobiografię, która ma 500 str. (toż to szczegółowe analizy życia da Vinci są krótsze) doszłam do wniosku, że muszę się dowiedzieć co też Tymon znowu wymyślił.
I dowiedziałam się. Wiele ciekawych doświadczeń z życia muzyka - religia, filozofia, muzyka. Przeczytałam o człowieku, który bez wątpienia jest świrem, świrem inteligentnym i bardzo świadomym.
Wielki plus za trafne pytania i równie celne odpowiedzi. Takich autobiografii oczekuję!
Tymona do tej pory znałam od okresu działania Miłości i nigdy nie wchodziłam w szczegóły jego życia prywatnego. Kiedy zobaczyłam jego autobiografię, która ma 500 str. (toż to szczegółowe analizy życia da Vinci są krótsze) doszłam do wniosku, że muszę się dowiedzieć co też Tymon znowu wymyślił.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI dowiedziałam się. Wiele ciekawych doświadczeń z życia muzyka - religia,...
Nie dla wszystkich, ale sowizdrzałom się spodoba. Ciekawy obraz zmagań lekkoducha z twardą rzeczywistością. Tymona od dawna cenię za szczerość i specyficzne poczucie humoru, więc nie czuję się zawiedziona lekturą.
Nie dla wszystkich, ale sowizdrzałom się spodoba. Ciekawy obraz zmagań lekkoducha z twardą rzeczywistością. Tymona od dawna cenię za szczerość i specyficzne poczucie humoru, więc nie czuję się zawiedziona lekturą.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTymański, niby chłop prosty jak konstrukcja cepa, jak mogłoby się wydawać, a co chwila miałam ochotę zatrzymać się przy jego słowach i spostrzeżeniach na dłużej, zapisać, zapamiętać, otworzyć oczy szerzej na sprawy przemilczane a przez niego tak dosadnie wypowiedziane. Bardzo dobrze poprowadzony wywiad, szacunek dla Księżyka, po "Desperado" kolejna świetna robota.
Tymański, niby chłop prosty jak konstrukcja cepa, jak mogłoby się wydawać, a co chwila miałam ochotę zatrzymać się przy jego słowach i spostrzeżeniach na dłużej, zapisać, zapamiętać, otworzyć oczy szerzej na sprawy przemilczane a przez niego tak dosadnie wypowiedziane. Bardzo dobrze poprowadzony wywiad, szacunek dla Księżyka, po "Desperado" kolejna świetna robota.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRewelacyjna biografia. Szczera opowieść o stawaniu się muzykiem, o ścieraniu się osobowości, o poskramianiu i podkręcaniu własnego ego, o gówniarskich performancach, a także o fascynacji muzyką.
Rewelacyjna biografia. Szczera opowieść o stawaniu się muzykiem, o ścieraniu się osobowości, o poskramianiu i podkręcaniu własnego ego, o gówniarskich performancach, a także o fascynacji muzyką.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo przeczytaniu autobiografii Tymańskiego nabrałam do niego szacunku, choć niekoniecznie sympatii. Samoświadomość (być może osiągana dzięki buddyzmowi) występuje tu pod rękę z egocentryzmem, który tą pierwszą niemal unicestwia. Nie można odmówić Tymańskiemu inteligencji i erudycji, pasji i kreatywności. Po lekturze „ADHD” spostrzegam go też bardziej wielowymiarowo. Mimo to jego „sowizdrzalstwo” (słowo odmieniane w książce przez wszystkie przypadki) nadal mnie uwiera. Trudno, mój problem. W pakiecie otrzymujemy tu solidną dawkę wiedzy o kulisach polskiej sceny alternatywnej, choć miałam poczucie, że Tymon nieźle się zgrywa, szafując z upodobaniem specjalistycznymi terminami muzycznymi. „ADHD” to bez wątpienia teatr jednego aktora.
Po przeczytaniu autobiografii Tymańskiego nabrałam do niego szacunku, choć niekoniecznie sympatii. Samoświadomość (być może osiągana dzięki buddyzmowi) występuje tu pod rękę z egocentryzmem, który tą pierwszą niemal unicestwia. Nie można odmówić Tymańskiemu inteligencji i erudycji, pasji i kreatywności. Po lekturze „ADHD” spostrzegam go też bardziej wielowymiarowo. Mimo to...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJednak rozczarowanie, ale muszę przyznać, że sama się prosiłam. Wydawało mi się, że Tymański jest mądrzejszy, a przecież wcale mi tego nie obiecywał:) Może to tylko kontekst. Na tle współprowadzącego w porannej audycji robi wrażenie bystrego chłopca, o innych muzykach sam mówi: 'Widzę to po wielu moich kolegach z branży, którzy podupadli na inteligencji i inspiracji, stając się głupkowatymi muzykusami. Oglądając wnętrza klubu, busa, pokoju hotelowego, pijąc wódę czy browary w tym samym, mentalnie kazirodczym gronie, ograniczają się do rozmów o kapuście, ZAIKS-ach i groupies.' Pomysł Tymańskiego na życie jest nieco ambitniejszy: 'Ja sam od dziecka miałem poczucie, że będę kimś wybitnym, co może wydawać się megalomanią, ale nikomu takiego poczucia nie odmawiam. Uważam, że każdy sam stanowi o sobie i może udowodnić swoją wielkość. A przynajmniej wykorzystać własny potencjał, wykrzesać z siebie twórczy ogień. To kwestia pracy, woli i determinacji, żeby stworzyć fabrykę swego umysłu, a później codziennie w niej napierdalać - jak szeregowy robol.' I dobrze. Tymański przyznaje też, że chociaż nie jest najlepszy,lubi robić to co robi i to mu wystarcza. Jeden z jego znajomych w ogóle nie wystartował, sparaliżowany wątpliwościami i poczuciem, że nie jest wystarczająco dobry. Jeśli faktycznie, jak lubi powtarzać Tymański, 'życie to aktywne uczestnictwo w stracie', ta mieszanka ADHD i ciekawości świata może być pomysłem na dobre życie. Ale czy to wystarczy na ponad 500 stron autobiografii? Niestety nie. Już w połowie zaczynają powtarzać się nazwiska, cytaty, a urok słowa 'sowizdrzalski'po dwudziestym powtórzeniu bezpowrotnie mija .... Liczyłam na to, że Tymański (albo Księżyk) zorientują się, co się dzieje i albo książka będzie krótsza, albo będzie można dowiedzieć się z niej czegoś więcej o scenie muzycznej - ostatecznie Tymański razem z Gwincińskim stworzyli coś zupełnie nowego, o czym chętnie bym poczytała. Sytuacja jest jednak podobna do tej z Iwaszkiewiczem. Mycielski w swoich dziennikach napisał, że kiedy otworzyło się okienko na świat, Iwaszkiewicz zasłonił je własną dupą. W 'ADHD' wszystko zasłania ego Tymańskiego, które bywa siłą sprawczą, ale bywa też przyczyną, dla której czytelnik zmuszony jest czytać jakieś wymyślne banialuki, zamiast prostego stwierdzenia:'jak większość facetów wolę sypiać z młodymi kobietami' i powrotu do ciekawszych tematów.
Jednak rozczarowanie, ale muszę przyznać, że sama się prosiłam. Wydawało mi się, że Tymański jest mądrzejszy, a przecież wcale mi tego nie obiecywał:) Może to tylko kontekst. Na tle współprowadzącego w porannej audycji robi wrażenie bystrego chłopca, o innych muzykach sam mówi: 'Widzę to po wielu moich kolegach z branży, którzy podupadli na inteligencji i inspiracji, stając...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLiczba określeń do zapamiętania po tej lekturze jest ogromna. Tymon bez zbędnej gry prowadzi nas przez całe swoje życie. Nie ma lukru, nie ma pudru, jest czysty beton. Gratuluję Rafałowi Księżykowi, że tak umiejętnie potrafi stawiać pytania, to rzadkość w dzisiejszym dziennikarstwie.
Tymon to postać niezwykła i każde pozytywne określenie zmienia się w banał przy treści, która wypływa z tej książki. Nie tylko dla entuzjastów twórczości bohatera książki.
Liczba określeń do zapamiętania po tej lekturze jest ogromna. Tymon bez zbędnej gry prowadzi nas przez całe swoje życie. Nie ma lukru, nie ma pudru, jest czysty beton. Gratuluję Rafałowi Księżykowi, że tak umiejętnie potrafi stawiać pytania, to rzadkość w dzisiejszym dziennikarstwie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTymon to postać niezwykła i każde pozytywne określenie zmienia się w banał przy treści,...