Długo zbierałam się, by napisać cokolwiek o tej książce i wciąż nie do końca mam ułożoną jakąś opinię, ale spróbuję.
"Do błyskawicy podobne" jest napisane tak bardzo w moim guście, że nie wiem, czy da się bardziej. Pani Ado, kocham panią. Rozumiem, że może nie podejść wszystkim, ale ja i moja BFF Ada jesteśmy historyczkami i zbiór źródeł historycznych, które udają powieść, to coś, co do nas trafia.
Długo zbierałam się, by napisać cokolwiek o tej książce i wciąż nie do końca mam ułożoną jakąś opinię, ale spróbuję.
"Do błyskawicy podobne" jest napisane tak bardzo w moim guście, że nie wiem, czy da się bardziej. Pani Ado, kocham panią. Rozumiem, że może nie podejść wszystkim, ale ja i moja BFF Ada jesteśmy historyczkami i zbiór źródeł historycznych, które udają powieść,...
Całkiem ciekawa książka, z niezłym pomysłem na wizję ludzkości w XXV wieku, gdzie oprócz technologii istnieje również coś w rodzaju reaktywacji zwyczajów rodem z XVIII wieku. Można powiedzieć, że jest to powieść science-fiction, ale "science" jest tu raczej z zakresu nauk humanistycznych i społecznych. Książka obfituje w liczne postaci i wątki, przez co jest raczej trudna do ogarnięcia, jest też napisana specyficznym stylem, przez co czytało mi się ją dość mozolnie.
Dla chcących sięgnąć po tę lekturę dodam jeszcze, że jest to pierwsza część dwutomowej opowieści i niezamknięcie praktycznie żadnego z kluczowych wątków powoduje, że trzeba sięgnąć po "Siedem kapitulacji". Ja na pewno sięgnę, ale dopiero za jakiś czas, bo muszę jednak odpocząć po tej wymagającej przygodzie.:)
Całkiem ciekawa książka, z niezłym pomysłem na wizję ludzkości w XXV wieku, gdzie oprócz technologii istnieje również coś w rodzaju reaktywacji zwyczajów rodem z XVIII wieku. Można powiedzieć, że jest to powieść science-fiction, ale "science" jest tu raczej z zakresu nauk humanistycznych i społecznych. Książka obfituje w liczne postaci i wątki, przez co jest raczej trudna...
Pokonała mnie intelektualnie ta książka. Gęsty język, nowomowa, zaimkowe wygibasy. Czytałem i absolutnie nie wiedziałem, co właściwie czytam.
Po 70 stronach zacząłem się obawiać, że mój przeżarty mediami społecznościowymi mózg utracił umiejętność czytania ze zrozumieniem i sięgnąłem po inną książkę. I niespodzianka, nadal potrafię czytać szybciej niż 10 stron dziennie.
Może kiedyś wrócę, dam drugą szansę. Na emeryturze czy coś.
Pokonała mnie intelektualnie ta książka. Gęsty język, nowomowa, zaimkowe wygibasy. Czytałem i absolutnie nie wiedziałem, co właściwie czytam.
Po 70 stronach zacząłem się obawiać, że mój przeżarty mediami społecznościowymi mózg utracił umiejętność czytania ze zrozumieniem i sięgnąłem po inną książkę. I niespodzianka, nadal potrafię czytać szybciej niż 10 stron...
Byłam cierpliwa dla tej książki i bardzo starałam się ją polubić, ale nie można przy beletrystyce męczyć się bardziej niż przy czytaniu publikacji naukowej.
Oczywiście doceniam pomysł, jest ciekawy – to, jak zorganizowane są społeczeństwa przyszłości z ich różnymi stronnictwami, w jaki sposób wpleciono w tę przyszłość pewne wątki z historii filozofii. Ale litości! Rozumiem, że autor nie wykłada wszystkiego na tacy, tylko że tu naprawdę jest za dużo wszystkiego, ogromny narracyjny chaos.
Autorka uwielbia zabawę konwencją, ale czasem warto powstrzymać takie szaleństwo. Całkowicie wybijało mnie też z immersji ciągłe wskazywanie czyjejś płci („miał piersi i kształtne biodra, ale przez funkcję musimy nazwać go mężczyzną” itd.). Palmer miała mnóstwo ciekawych pomysłów, ale brakowało kogoś, kto pomógłby jej to uporządkować.
Byłam cierpliwa dla tej książki i bardzo starałam się ją polubić, ale nie można przy beletrystyce męczyć się bardziej niż przy czytaniu publikacji naukowej.
Oczywiście doceniam pomysł, jest ciekawy – to, jak zorganizowane są społeczeństwa przyszłości z ich różnymi stronnictwami, w jaki sposób wpleciono w tę przyszłość pewne wątki z historii filozofii. Ale litości!...
“Do Błyskawicy Podobne” to jeden z najbardziej oryginalnych tytułów jakie miałem okazję w życiu przeczytać. Jest to lektura dostarczająca sporo emocji, jednak chodzi tutaj o emocje czysto intelektualne. Zapomnijcie o szybkim relaksującym tempie powieści, a narracja - choć w pełni zrozumiała - jest daleka od klasycznej formy prowadzenia fabuły, do jakiej przyzwyczaiła nas większość beletrystyki science fiction. Opowiedzenie w kilkunastu zdaniach o czym jest ta książka bez zagłębiania się w niuanse fabularne jest zadaniem trudnym, szczególnie że największa przyjemność płynie ze stopniowego odkrywania każdego drobnego elementu układanki. Niemniej spróbujmy pokrótce przyjrzeć się ogólnym założeniom tej wyjątkowej futurystycznej wizji.
Świat przyszłości 25 wieku, w którym po wielkiej Wojnie Kościołów zaniknął podział zarówno na Państwa narodowe jak i religie. Prozelityzm, czyli próba nawracania innych na daną wiarę, jest surowo zakazany a ludzie gromadzą się w Pasieki oraz pomniejsze Basze (zastępujące tutaj niejako tradycyjny model rodziny). Brzmi intrygująco? A to tylko wierzchołek góry lodowej gdzie polityka przyszłości miesza się z filozofią oświeceniową, a nieoczywiści i moralnie niejednoznaczni bohaterowie prowadzą intelektualne dysputy na temat władzy, wiedzy i człowieczeństwa.
Ada Palmer jest profesjonalnym historykiem z zawodu, co nie pozostaje bez znaczenia dla jej twórczości. Ogromna wiedza na temat renesansu i oświecenia sprawia, że książka jest przepełniona nawiązaniami do historycznych postaci oraz wydarzeń. Między innymi z tego względu “Do Błyskawicy Podobne” należy do lektur wymagających, choć niewątpliwie da się czerpać z niej przyjemność nie znając dokładnie motywów i postaci stanowiących symbolikę, na której zbudowana jest cała powieść. Wartością dodaną jest fakt, że wzbudza ona ciekawość i zachęca do eksploracji tematyki. Narrator pierwszoosobowy niejednokrotnie zakłada, że pewne rzeczy mogą nam być mniej znane lub mogą wymagać dodatkowego komentarza, stąd można wysnuć wniosek że sama autorka pomaga nam odnaleźć się w tym oświeceniowym sosie. Jeżeli już o sposobie narracji mowa, to i tutaj mamy czasem zabiegi, w których dialogi między bohaterami prezentowane są w formie dramatu, także autorka zastosowała nawet tak drobne zabiegi stylistyczne, żeby uczynić lekturę jeszcze bardziej oryginalną, naśladując dzieła minionych wieków.
W trakcie czytania powieści możemy zadawać sobie pytanie dlaczego społeczeństwo zdecydowało się stworzyć utopię na wzór dawnej epoki, odtwarzając pewne zachowania, stroje, rytuały i języki? I czy tak naprawdę mamy do czynienia z utopią, czy to tylko krucha maska, za którą kryje się walka o wpływy, władze i pieniądze tak przecież bliska rodzajowi ludzkiemu? Czym się różni spowiedź u kapłana od sesji u senseisty? To kim senseiści są i jaką maja rolę w tym świecie pozostawiam już do odkrycia Wam. Jest jeszcze całe mnóstwo niuansów na temat których można by się rozpisywać w nieskończoność. Są watki technologiczne, w tym jeden szczególnie istotny związany z autolatami, które sprawiły że podróż z jednego końca globu na drugi stała się prosta jak wizyta po bułki w Żabce. Ada Palmer zauważa, że taka zmiana jest w istocie radykalną zmianą perspektywy miejsca i czasu, a co za tym idzie zmienia się jednocześnie struktura społeczeństw. Nawet zakładając, że zaistnieć może świat bez państw narodowych i przynależności religijnych, to czy nie pojawią się inne byty społeczne z pozoru postępowe i nowoczesne, które przejmą ich rolę? Puszczam te pytania w eter jednocześnie starając się uchwycić parę tych najciekawszych skrawków omawianej powieści. Być może trochę pozwalam sobie na strumień myśli, ale to jest właśnie ten efekt jaki dzieło Ady Palmer zdołało we mnie wywołać.
A nawet nie zdążyłem jeszcze wspomnieć o zaniku płci kulturowej, albowiem w prezentowanej nam przyszłości jest ona konceptem zakazanym, co w konsekwencji powoduje kolejne konfudujące zabiegi narracyjne. Często bohaterowie zwracają się do siebie w formie nijakiej i tylko dzięki głównemu narratorowi dowiadujemy się jakiej rzeczywiście są płci. Ostatecznie jednak nie mamy tak naprawdę pełnego obrazu wyglądu tych postaci, co jest niewątpliwie celową zagrywką. Nie ukrywam, że nie jestem w książkach science-fiction fanem abstrakcyjnych rozważań na temat płci oraz seksualności. Tutaj jednak Ada Palmer przedstawiła to w sposób bardzo oryginalny i interesujący.
Autorka zdecydowanie nie prowadzi czytelnika za rączkę. W każdym kolejnym rozdziale, opisie i dialogu pojawiają się kolejne klocki całej układanki, które trzeba samemu powoli składać w sobie w całość. Nie tylko nawiązania do postaci historycznych, ale również mnogość fikcyjnych postaci, nazw ich przynależności oraz relacji między nimi stanowią bardzo duże wyzwanie i niejednokrotnie zmuszają do robienia notatek. Jest to jednak zrobione na tyle sprawnie, że nie staje się przytłaczającym infodumpingiem. Absolutnie nie jest to lektura dla niecierpliwych, szukających rozrywki i ukojenia po ciężkim dniu, choć dla mnie rozrywką jest obcowanie z tak ambitnym, metanarracyjnym tekstem. I choć “Do Błyskawicy Podobne” mogłoby być idealnym synonimem stwierdzenia “w tej książce nic się nie dzieje”, to piękno jakie tkwi w treści i formie pozostaje niedoścignione dla ogromnej większości współczesnych pisarzy nie tylko science-fiction.
“Do Błyskawicy Podobne” to jeden z najbardziej oryginalnych tytułów jakie miałem okazję w życiu przeczytać. Jest to lektura dostarczająca sporo emocji, jednak chodzi tutaj o emocje czysto intelektualne. Zapomnijcie o szybkim relaksującym tempie powieści, a narracja - choć w pełni zrozumiała - jest daleka od klasycznej formy prowadzenia fabuły, do jakiej przyzwyczaiła nas...
Niezwykle interesujący świat i okrutnie ciężko opisany. Ilość postaci, konceptów i nazw własnych jest zatrważająca - czyta się to na pewno trudniej niż np. trylogię Neuromancer. W dodatku tempo rozwoju fabuły jest niemal zerowe, co widać zresztą po opisie pierwszej i drugiej książki z serii - jest w zasadzie identyczny, bo w 1 części nie wydarzyło się prawie nic istotnego. Książka jest w całości po to, aby zaprezentować świat i postaci oraz nakreślić problemy i wątki, które pojawią się w następnych częściach. Przez 90% jesteśmy kuszeni wizją czegoś dużego na horyzoncie niczym marchewką na kiju, a to coś w ogóle nie nadchodzi. Przez te same 90% śledzimy dialogi pomiędzy dziesiątkami postaci na temat pozostałych dziesiątek postaci, które akurat nie biorą udziału w rozmowie. Wymęczyłem się niesamowicie, książka jest dwa razy krótsza niż Kroniki Umarłej Ziemi a Kroniki przeczytałem chyba w tydzień, ta zajęła mi ze dwa.
Pomimo tego będę czytał serię dalej. Nigdy nie czytałem nic podobnego, marchewka na kiju dalej mnie zachęca, a bardzo interesujące i duże koncepty scifi co jakiś czas wybijają się z monotonii w/w rozmów i rozbudzają mój umysł.
Ilość gwiazdek przy okazji tej książki w zasadzie nie ma znaczenia, nie mam pojęcia jak ją ocenić.
Aha, kluczowa sprawa - ta książka nie ma zakończenia, to jest dosłownie połowa jednej dużej książki. Bez przeczytania drugiej części nie pozna się całości. Troche wkurzający zabieg, jak w Hyperionie/Upadku Hyperiona.
To była bardzo ciężka przeprawa.
Niezwykle interesujący świat i okrutnie ciężko opisany. Ilość postaci, konceptów i nazw własnych jest zatrważająca - czyta się to na pewno trudniej niż np. trylogię Neuromancer. W dodatku tempo rozwoju fabuły jest niemal zerowe, co widać zresztą po opisie pierwszej i drugiej książki z serii - jest w zasadzie identyczny, bo w 1 części nie...
„Do błyskawicy podobne” („Too Like the Lighting”) Ady Palmer, przełożył Michał Jakuszewski, Wydawnictwo Mag 2019, wypożyczone z lokalnej biblioteki, tom I cyklu „Terra Ignota”
1. Dlaczego?
Nagrody, reklama, dostępność.
2. I jak?
Nie czytałam żadnych recenzji, spróbowałam sama sobie poradzić z tym światem, miałam kilka podejść do tej powieści, książka swoje odleżała na półce Legimi, biblioteki, regału w domu. I wciągnie wiem, jak ją ocenić. Raczej lepiej niż gorzej, mimo wielu zastrzeżeń.
To dystopia – choć opisany w książce świat wydaje się na pierwszy rzut oka utopią. Ale nigdy nie wierzyłam w utopie. To „relacja z wydarzeń roku 2454. Spisana przez Mycrofta Cannera na prośbę pewnych osób”. Mamy tu historię kryminalną i poszukiwania członków spisku mającego zachwiać równowagą idealnego świata (a może właśnie ją podtrzymać). Mamy rozważania filozoficzne odnoszące się głównie do filozofii oświecenia i starożytnej Grecji, a że zawsze podejrzliwie spoglądałam na wiek filozofów z jego wiarą w rozum (nie trzeba być zbyt przenikliwym, by troszkę się tej wiary obawiać) i próbami ukształtowania człowieka… (ale, zgoda, wiem, że to nie wszystko, ale o wszystkim nie dam rady tu napisać). Jest opowieść o religii i jej wpływie na funkcjonowanie świata (ileż tu różnych obliczy boga). Są rozważania etyczne – czy dobro ma swoją cenę, czy można czynić zło w imię dobra. Do tego dużo okrucieństwa i seksu w niemal pornograficznym ujęciu, choć tłumaczonego oświeceniową tradycją markiza de Sade`a. Jest też dość tradycyjna fantastyka – nowe miasta, systemy łączności i (moim zdaniem) system komunikacyjny, który odmienił oblicze świata. I mnóstwo odniesień do Biblii (bóg, syn, grzech, pokuta, poświęcenie, wina…). A, i jeszcze ekonomia.
Ten świat to na pozór realizacja marzeń ludzkości z czasów Wielkiej Rewolucji Francuskiej ale wolność, równość, braterstwo są tu poddane krytycznemu oglądowi i, cóż, jak zawsze, niedostępne dla wszystkich. To świat, w którym odrzucono konstrukt płci kulturowej, religia stała się najbardziej intymną częścią ludzkiego życia. Każdy może wybrać sobie ojczyznę, a rodzinę zastąpiły relacje oparte także na prawie wyboru. Nawet demokrację przekształcono - w aretokrację. Dlaczego ten świat od początku wydawał mi się podejrzany, a wręcz obrzydliwy? Jak ci, którzy dbają o jego dostatek i stabilność?
Co budzi moją niechęć w książce? Nie to, że lektura czasem wynika pewnego wysiłku, to jest ok. Dziwią mnie uniki pisarki. Na przykład:
- dyskusje filozoficzne i religijne toczone są na ogół z dzieckiem (Bridger to najciekawsza postać w książce);
- zamiast opowieści narracji mamy przemówienia objaśniające funkcjonowanie przedstawionego świata;
- niespójność językowa (niechby narrator był konsekwentny, a nie raz ta, raz tak);
- niezręczne zwroty do czytelnika i dyskusje z nim (może to wyjaśni się w tomie drugim).
„Do błyskawicy podobne” („Too Like the Lighting”) Ady Palmer, przełożył Michał Jakuszewski, Wydawnictwo Mag 2019, wypożyczone z lokalnej biblioteki, tom I cyklu „Terra Ignota”
1. Dlaczego?
Nagrody, reklama, dostępność.
2. I jak?
Nie czytałam żadnych recenzji, spróbowałam sama sobie poradzić z tym światem, miałam kilka podejść do tej powieści, książka swoje odleżała na...
DNF sprzed lat, mimo paru podejść, dopiero ostatnio się zaparłem i skończyłem. Złożoność świata nie jest problemem, wbrew niektórym opiniom uważam, że nie jest aż tak skomplikowany; raczej na to wrażenie wpływa ogólna atmosfera obcości, nieco cyberpunkowa. Może w tym leży powód tego, że się nie mogłem wgryźć w historię; a może po prostu to nie dla mnie. Nie wiem, czy sięgnę kiedyś po kontynuację.
DNF sprzed lat, mimo paru podejść, dopiero ostatnio się zaparłem i skończyłem. Złożoność świata nie jest problemem, wbrew niektórym opiniom uważam, że nie jest aż tak skomplikowany; raczej na to wrażenie wpływa ogólna atmosfera obcości, nieco cyberpunkowa. Może w tym leży powód tego, że się nie mogłem wgryźć w historię; a może po prostu to nie dla mnie. Nie wiem, czy sięgnę...
Książka od której wysiadają zwoje mózgowe, książka, gdzie każde zdanie trzeba czytać z maksymalną uwagą, książka inna niż wszystkie. Prawdziwa uczta wyobraźni, świetna, niezwykła!
Książka od której wysiadają zwoje mózgowe, książka, gdzie każde zdanie trzeba czytać z maksymalną uwagą, książka inna niż wszystkie. Prawdziwa uczta wyobraźni, świetna, niezwykła!
Pierwsze odczucie po doczytaniu ostatnich stron, to rodzaj obezwładniającej relaksacji. Takiej bezrozmnej, takiej cudownie błogiej. Okrutnie zmęczyłem się tą opowieścią, ale nie konceptem tylko formułą narracji.
Abstrakcja narracyjnej formy nijakiej (widziałom, przybyłom, powiedziałom, itd.) skądinąd dobrze charakteryzuje organizację społeczną przyszłości XXVI wieku i oddaje podświadomie spodziewany dzielący nas od tej organizacji dystans. Forma nijaka piekielnie utrudnia i moim zdaniem gmatwa myśli czytelnicze w podążaniu za wątkami opowieści, bo jest ich sporo jednocześnie, a wyostrza to zagubienie mnogość postaci rozwijających akcję przeładowaniem dialogowym. Do pieca dorzuca też terminologia z pasiekowej przyszłości, ale tylko trochę, bo każdemu obytemu z historiami przyszłości oczywistym jest, że język i pojęcia muszą być z tych przyszłości.
Zaintrygował mnie w tej książce natomiast koncept organizacji Świata przyszłości. Nie korporacyjny i nie merkantylny, a społeczny ze swobodnym wyborem przynależności obywatelskiej odklejonym od narodowego balastu przez stępienie praw uzurpowanych narodowo. Wart zastanowienia jest też mechanizm odkupienia społecznych przewin przez tych, których osądzono za niecne postępki.
Tak zorganizowana przyszłość jest konstrukcją w barwach utopii ścierających się i równoważących stronnictw i społeczności (pasiek). Zawiązana w tej soc-utopii intryga jest jednak jak najbardziej nam bliska poszlakami zamysłu pochwycenia władzy światowej. Intryga czai się w cieniu toczącej się akcji, gdzieś na granicy naszego postrzegania i ma doskonale wykoncypowany zapalnik. Jakoś nie mogłem jednak ulokować w tym spisku tak bardzo chronionego daru Bridgera wymykającego się statystycznie kreowanemu porządkowi społecznemu.
Trudna to książka, co przyznaję z niepokojem przed kolejnymi częściami „Terra Inglota". Oby tylko nie stały się stacjami na krzyżowej drodze czytania.
Pierwsze odczucie po doczytaniu ostatnich stron, to rodzaj obezwładniającej relaksacji. Takiej bezrozmnej, takiej cudownie błogiej. Okrutnie zmęczyłem się tą opowieścią, ale nie konceptem tylko formułą narracji.
Abstrakcja narracyjnej formy nijakiej (widziałom, przybyłom, powiedziałom, itd.) skądinąd dobrze charakteryzuje organizację społeczną przyszłości XXVI wieku i...
“Posłuchajcie, Chagatai. W każdej fikcyjnej opowieści protagonistą jest ludzkość, a antagonistą Bóg”
“Do błyskawicy podobne” Ada Palmer
Uff, nie było lekko. Dawno tak długo nie walczyłem z książką i samym sobą, by nie odłożyć jej precz i nie przerzucić się na coś łatwiej przyswajalnego. Nie chciałem jednak przerywać tej przygody, bo cholera, miała ona bardzo wiele świetnych momentów. Dużo jest przegadane, rozmowy “władców świata” na temat polityki, filozofii i innych “ważnych” rzeczy zajmują tyle miejsca, że bardzo mało zostało na akcję i fabułę. Kiedy jednak już coś się dzieje, to wyraźnie czujemy, jak ogromny ma to wpływ na cały świat wykreowany przez autorkę i jak potężnie może nim wstrząsnąć. Czytając tę książkę stale towarzyszyło mi uczucie, że tuż obok mnie rozgrywa się walka o wszystko i choć to niebezpieczeństwo nigdy nie zostało nazwane, to jednak zachowanie wszystkich bohaterów daje nam jasno do zrozumienia – szykuje się wielka zmiana. Spisek sięga głęboko i przenika przez wszystkie warstwy społeczne Romanovy, stworzony z trudem system eliminujący z życia pojęcia takie jak religia, narodowość czy tożsamość płciowa pęka u podstaw, a władza elit tego świata zaczyna im się wyślizgiwać z rąk. Czy dojdzie do katastrofy? Czy ludzkość jest gotowa na nadejście nowego Boga?
Jest środek XXV wieku. Mycroft Cranner, skazany za wielokrotne morderstwo na wieczną służbę w charakterze usługowca, zapozna Cię drogi Czytelniku z wydarzeniami, które rozgrywają się co prawda na przestrzeni zaledwie kilku dni, ale odbiją się głośnym echem w całym świecie. Świecie, w którym podział administracyjny niby zniesiono, ale który podzielił się na inne twory, zwane Pasiekami. System administracyjny Pasiek jest bardzo skomplikowany, zarządza nimi tyle ludzi, że trudno się w tym połapać, a na sprawy związane właśnie z ich polityką poświęcono w książce mnóstwo miejsca. Dla nas istotne jest jedno – w baszu (domu) Saneer-Weeksbooth ma miejsce tajemnicze zdarzenie, które ściąga na niego uwagę całego świata. Basz ten jest odpowiedzialny za funkcjonowanie autolotów, czyli najważniejszego środka komunikacji w świecie Romanovy. Do tego celu wykorzystywane są superkomputery, naukowcy oraz… Skonfigurowani. Ahh, skonfigurowani, najlepszy smaczek całej książki. Na wpół żywe wydmuszki ludzi, podłączone wszystkimi zmysłami do komputerów, uwięzione w wirtualnym świecie, skazane na wieczną pracę dla dobra ludzkości. Ich umiejętności są wykorzystywane do kontrolowania najbardziej skomplikowanych procesów rządzących światem, od ich pracy zależy absolutnie wszystko, dlatego istotne jest, by inni członkowie baszu zapewniali tym istotom spokój i bezpieczne warunki pracy. Spokój zostaje jednak zakłócony – basz podejrzewa się o związek z kradzieżą listy Siedmiu i Dziesięciu (najbardziej wpływowych ludzi), a do mieszkańców dołącza nowy członek, którego niezwykłe zdolności podważą wszystkie fundamentalne wartości nowoczesnego społeczeństwa. Sytuacja przedstawia się dość dramatycznie, co zatem poszło nie tak?
Mój pierwszy zarzut – nie czuję tej ogromnej wagi przypisywanej wspomnianej liście. Brzmi to jak publikowany przez brukowce ranking popularności, a z jakiegoś powodu ma on mieć wpływ na układ sił na całym świecie. Nasz przewodnik Mycroft Cranner pomaga rozwikłać tę tajemnicę, przywódcy tego świata korzystają z jego talentu dedukcji i analizy statystycznej, jednak tak naprawde wcale nie wiemy, czym zasłużył sobie na tak wyjątkowe traktowanie (zwłaszcza biorąc pod uwagę zbrodnie, których się dopuścił). Wreszcie Carlyle Foster – na początku książki na światło dzienne wychodzą fakty, które z miejsca czynią senseistę osobą bardzo intrygującą, jednak fakt ten później nie został w żaden sposób wykorzystany. Mnóstwo mamy wątków tylko liźniętych i to chyba drażniło mnie najbardziej, bo zamiast ich rozwinięcia otrzymujemy debaty polityczne i filozoficzne, od których odechciewa się wszystkiego. Zdaję sobie sprawę, że Terra Incognita to dzieło bardzo obszerne i pewnie autorka będzie wracać do tych spraw w kolejnych częściach, ale jednak… Więcej by się chciało.
Mógłbym bardzo dużo pisać drogi Czytelniku o tej książce, lecz nie chcę zabierać twojego cennego czasu, dlatego przejdźmy do rzeczy – wielkie plusy za skonfigurowanych, Dominika Seschela, Saladina i Utopian. Minusy za nudne elity, przesyt polityki i filozofii, listę Siedmiu i Dziesięciu oraz znikomy udział Bridgera w historii. W ostatnich dwóch rozdziałach wyjaśnia się bardzo dużo rzeczy i to właśnie one sprawiły, że chcę poznać dalsze losy tego świata. Czy zaciekawiły Cię drogi Czytelniku te dziwne słowa, które tu padły, a których nie rozumiesz? W takim razie sięgnij po “Do błyskawicy podobne”. Pozycja zdecydowanie dla wytrwałych i nie każdemu się spodoba. Ale chyba i tak warto, a ja sam zamierzam kiedyś sięgnąć po kolejne tomy.
P.S. Wielu czytelników skarżyło się na “wtłaczanie ideologii osób niebinarnych”. Nie jest to jednak wcale motyw przewodni, a jedynie konsekwencja rozwoju cywilizacji i szczerze mówiąc łatwo mi wyobrazić sobie przyszłość, gdzie płeć przestaje mieć znaczenie (zresztą ostatecznie okazuje się, że właśnie ma znaczenie ogromne xD). Sam tłumacz miał tu niejednokrotnie problem z zaimkami (a może to autorka?), ta narracja nie była konsekwentnie prowadzona, więc radziłbym się nie spinać. Ta książka nie jest promocją LGBT, a jedynie subiektywną wizją przyszłości autorki.
“Posłuchajcie, Chagatai. W każdej fikcyjnej opowieści protagonistą jest ludzkość, a antagonistą Bóg”
“Do błyskawicy podobne” Ada Palmer
Uff, nie było lekko. Dawno tak długo nie walczyłem z książką i samym sobą, by nie odłożyć jej precz i nie przerzucić się na coś łatwiej przyswajalnego. Nie chciałem jednak przerywać tej przygody, bo cholera, miała ona bardzo wiele...
Jak już wielokrotnie wspominane było w recenzjach nie jest to książka dla każdego. Co w niej znajdziemy: bardzo zakręcony "lore" świata - zdecydowanie, zawiłą fabułę z mnóstwem postaci i wątków - trudno zaprzeczyć, miejscami zbyt "rozwlekłą" i nurzącą narrację - moim zdaniem tak, promocję teorii gender - zdecydowanie nie (ci co tak twierdzą prawdopodobnie nie doczytali nawet pierwszego tomu do końca).
W zamian za te "niedogodności" dostajemy masę ciekawych pytań które zmuszają do refleksji, dobrze wykreowany, spójny i logiczny świat (jak się do wreszcie zrozumie) oraz ciekawych bohaterów. Każdy tom to też pewnego rodzaju polemika z filozofami różnych epok. Tom I - starożytna Grecja, tom II - XVIII Francja (głównie De Sade), Tom III - Thomas Hobbes.
Moja sugestia na czytanie tej książki jest taka, aby w pierwszym tomie spróbować zrozumieć świat przedstawiony, większą całość i intrygę, nie koncentrując się zbytnio na poszczególnych wydarzeniach (tak zwany "big picture"). Pomaga też odświeżenie sobie przytaczanych teorii filozoficznych. Po "przebrnięciu" przez tom pierwszy tom drugi już czyta się już dużo, dużo, DUŻO prościej.
Jak już wielokrotnie wspominane było w recenzjach nie jest to książka dla każdego. Co w niej znajdziemy: bardzo zakręcony "lore" świata - zdecydowanie, zawiłą fabułę z mnóstwem postaci i wątków - trudno zaprzeczyć, miejscami zbyt "rozwlekłą" i nurzącą narrację - moim zdaniem tak, promocję teorii gender - zdecydowanie nie (ci co tak twierdzą prawdopodobnie nie doczytali...
Długo zastanawiałem się nad oceną. Książka często męcząca w swej formie np. przez nawarstwienie wątków i postaci. Niebinarność świata może irytować konserwatystów; brak form osobowych jest wyzwaniem dla mózgu i oczu czytelnika. Jednak coś powoduje, iż nie odkładasz lektury. Fabuła jest ciekawa przez liczne nawiązania do starożytności i kultury klasycznej zmieszane - z obecnie bardzo modnym - transhumanizmem. Historia świata z 2454 r. bardzo fajnie przedstawiona. Niestety trzeba czytać serię dalej, bo opisana intryga nawet połowicznie się nie zamyka. Wydaje się, że jest to pewnego rodzaju pięciusetstronicowy prolog do dalszych skomplikowanych wydarzeń. Muszę odpocząć, ale na pewno seria Terra Ignota będzie czytana dalej. Za wprowadzenie frakcji Utopian jedna ocena wyżej ;)
Długo zastanawiałem się nad oceną. Książka często męcząca w swej formie np. przez nawarstwienie wątków i postaci. Niebinarność świata może irytować konserwatystów; brak form osobowych jest wyzwaniem dla mózgu i oczu czytelnika. Jednak coś powoduje, iż nie odkładasz lektury. Fabuła jest ciekawa przez liczne nawiązania do starożytności i kultury klasycznej zmieszane - z...
Jest w tym niewątpliwie rozmach - na tysiące stron i wiele tomów. Jest rokokowo (jakżeby inaczej!) rozbuchana narracja, mnóstwo postaci, natłok wydarzeń. Ale po przeczytaniu pierwszego z czterotomowej (póki co?) serii przestałem wierzyć, że jest w tym cokolwiek więcej.
Dzieje się toto w dwudziestym piątym wieku, ale - z niewytłumaczalnego powodu - pałającym nieutuloną miłością i tęsknotą za wiekiem osiemnastym. Po wyniszczającej Wojnie Kościołów, cywilizację odbudowano na *nowych* zasadach, odrzucających: państwa narodowe, religię, rodzinę i płeć. Wszystko, co tak drogie naszym bogo-ojczyźniano-id[iot]om. Nawiasem mówiąc, w realnym świecie te trzy ostatnie próbowano wyrugować (mocno trzymając się pierwszego) m.in. w izraelskich kibucach w połowie ubiegłego wieku. Z łatwym do przewidzenia rezultatem.
Autorko pokazuje stabilne, szczęśliwe i prosperujące społeczeństwo przyszłości, w którym mroczne strony ludzkiej natury zostały zneutralizowane lub przynajmniej bezpieczne skanalizowane. Po czym w następujących po sobie *szokujących* odsłonach, zrywa kolejne warstwy pozorów i odsłania odrażające machinacje, spiski i zbrodnie skrywane pod powierzchnią.
Jakby to było za mało ambitne, przed światem opartym na *racjonalistycznych*, *oświeceniowych* zasadach ukrywany jest chłopiec, który potrafi dokonywać cudów niepoddających się racjonalnym, naukowym wyjaśnieniom.
Czy da się sensownie i satysfakcjonująco wybrnąć z tak karkołomnego założenia? Może Nealowi Stephensonowi zaufałbym, że dałby radę - a przynajmniej próbował. Natomiast po lekturze tego tomu mam ogromne wątpliwości, czy potrafiłoby to Ada Palmer.
Choć rokokowo rozbuchane dekoracje i sztukaterie z nadmiarem fałszywej pozłotki mają wmówić naiwno czytelniko, że autorko prowadzi z onym nie wiedzieć jak wyrafinowaną grę w trójwymiarowe szachy na wielopoziomowych szachownicach, sceptyczny ogląd ukazuje raczej bazarową grę w trzy karty.
Bo autorko traktuje czytelniko jak kretyno, wciskając onemu *zwroty akcji* tak infantylne i durne, że przyprawiłyby o rumieniec wstydu scenarzystów najgłupszych oper mydlanych.
Świat przedstawiony nie zachowuje żadnych pozorów sensu czy logiki. Karkołomnym założeniom brak jakiejkolwiek spójności czy konsekwencji.
Kolejne z *szokujących* odsłon i nagłych zwrotów to tylko żenująco dziecinny bzdet. Jak ulał pasuje stephensonowski Pyerd [Bulshytt]: "...obfitujące w niedopowiedzenia, eufemizmy, otępiające powtórzenia i inne fortele retoryczne mające na celu wytworzenie wrażenia, że coś naprawdę zostało powiedziane." [Peanatema]
Zamiast *głębi* są tylko pozory i dekoracje - z wierzchu rokokowo wystawne, a z tyłu podparte deskami puste, płaskie fasady potiomkinowskiej wioski. No, wszak Grigorij Potiomkin to postać z tegoż osiemnastego wieku, co francuscy oświeceniowi ulubieńcy Palmer.
Skrajnie męczący narrator, Mycroft Canner - nominalnie parias i wyrzutek - jest tak absolutnie niezbędny do towarzystwa każdemu z osobna i wszystkim naraz *wielkim graczom,* otwarcie lub skrycie próbującym rządzić światem, że żadna *tajna* rozmowa ani *sprytny* spisek nie może odbyć się bez jego obecności (i notatek!). Najwyraźniej kiedy śpi lub się wypróżnia (choć nie wiadomo, czy w ogóle to robi?), wszelkie knowania w całym tym dziecinnym świecie zamierają na czas jego nieobecności. Żenada.
W końcu można dojść do wniosku, że wciska się nam tu nawet nie potiomkinowskie płaskie fasady, a raczej tzw. domalówkę na szklanej płycie [matte painting] - udającą krajobraz przed obiektywem kamery. I to składającą się z figur niemożliwych Mauritsa Cornelisa Eschera.
Tekst przepełniony jest wodolejskimi pseudo-dialogami Narratora z Czytelnikiem. Nie pozostaje nic innego, jak omijać niekończące się paragrafy tej sieczki nabijającej strony (niewątpliwie płacone od wiersza...). Ale to gorsze od Opisów Przyrody z lektur szkolnych!
Palmer przywołuje niedobre wspomnienia licznych grafomanów fantastyki, produkujących nieprzebrane tysiące stron tekstu i niekończące się cykle [sezony], których wyłącznym i jedynym celem było mamienie odbiorcy: "No, jeszcze tylko te kolejne sto, trzysta stron, kolejny tom [odcinek; sezon] a wszystko na pewno nabierze sensu!”. Tylko, że nie nabierało.
Zachwyty odbiorców [zakładników/ofiar?] cierpliwie pochłaniających nieskończone strumienie takiej doskonale nieistotnej literackiej [serialowej] pulpy, da się wytłumaczyć chyba usidleniem przez ten (dłuuugi...) czas w pułapce Syndromu Sztokholmskiego.
Z perspektywy zakończenia tego tomu, branie do ręki kolejnych i przedzieranie się przez dalsze pseudo-zwroty pseudo-akcji, a tak naprawdę tylko płaskie i puste rokokowe dekoracje i pozłotkę, wydaje mi się zajęciem równie jałowym, jak wspinaczka po zapętlonych escherowskich schodach donikąd.
Literacka Wioska Potiomkinowsko-Escherowska.
Jest w tym niewątpliwie rozmach - na tysiące stron i wiele tomów. Jest rokokowo (jakżeby inaczej!) rozbuchana narracja, mnóstwo postaci, natłok wydarzeń. Ale po przeczytaniu pierwszego z czterotomowej (póki co?) serii przestałem wierzyć, że jest w tym cokolwiek więcej.
Dzieje się toto w dwudziestym piątym wieku, ale - z...
Jedna z niewielu książek które nie dokończyłem. Ogólnie pomysł wydawał się dobry, świat przedstawiony też ale mnie najbardziej irytowały dwie rzeczy. Pierwsza to wtrącanie bez sensów dialogu z Czytelnikiem które nic ciekawego nie wnoszą. Taki dialog zapełniał strony jakimiś bez sensu wywodami do Czytelnika które można by było streścić w normalne wyjaśnienie jakiejś informacji o przedstawionym świecie. Drugi element to wtłaczana ideologia osób niebinarnych bo w przedstawionym świecie wszyscy ludzie są niebinarni. Mamy tutaj to wtłaczane na siłę, bo jak inaczej nazwać jak czytamy że jakaś postać jest "uczniem" by kilka zdań później się dowiedzieć że to jednak biologiczna kobieta którą autorka będzie nazywać mężczyzną bo... nie można tego opisać prosto. Podsumowując wydaje mi się, że ta książki to bardziej sci-fi dla osób humanistycznych (historia, filozofia) niż takich ścisłych umysłów jak ja.
Jedna z niewielu książek które nie dokończyłem. Ogólnie pomysł wydawał się dobry, świat przedstawiony też ale mnie najbardziej irytowały dwie rzeczy. Pierwsza to wtrącanie bez sensów dialogu z Czytelnikiem które nic ciekawego nie wnoszą. Taki dialog zapełniał strony jakimiś bez sensu wywodami do Czytelnika które można by było streścić w normalne wyjaśnienie jakiejś...
Wow. Ostatnio myślałem ze z fantastyki już wyrosłem. Bo albo jakieś bzdury co ani sensu ani mają ani kupy się nie trzymają (Piranesi) albo bez totalnie udziwnione pierdoły (bezgwiezdne morze), albo po prostu jakieś popłuczyny, a tu prosze - Pani Ada Palmer sie pojawia i prezentuje wszystko co w nowoczesnej fantastyce być powinno: Posthumanizm, intrygę, złożony świat, interesujące postacie, filozofię, religię oraz (tak tak) bogów.
no kurcze - o to chodzi.
A i wcale nie jest nudna jak piszą poniżej. Choć oczywiście kto co lubi - ja lubię powolne odkrywanie świata. A i złożoność zarówno świata jak i samej narracji to tylko na plus. Aczkolwiek pewne pewne zabiegi narracyjne są irytujące (dialogi podmiotu lirycznego z czytelnikiem) ale można to przeboleć.
Wow. Ostatnio myślałem ze z fantastyki już wyrosłem. Bo albo jakieś bzdury co ani sensu ani mają ani kupy się nie trzymają (Piranesi) albo bez totalnie udziwnione pierdoły (bezgwiezdne morze), albo po prostu jakieś popłuczyny, a tu prosze - Pani Ada Palmer sie pojawia i prezentuje wszystko co w nowoczesnej fantastyce być powinno: Posthumanizm, intrygę, złożony świat,...
Dobrze się czyta, porusza ważne kwestie, zaskakuje, skłania do refleksji.
Jest to taka opowieść filozoficzno-teologiczna o 18 wieku. Od razu zaczynam drugą część. Jedyny element, który mi przeszkadzał to pewne odczucie sterylności w kwestii postaci. Niby jest ich wiele i każda jest inna, ale nie ma zwyczajnych ludzi w tej historii, może taki był zamysł autorki, ale u mnie powodowało to pewne poczucie sztuczności wykreowanego świata, dlatego nie dałom 10.
Dobrze się czyta, porusza ważne kwestie, zaskakuje, skłania do refleksji.
Jest to taka opowieść filozoficzno-teologiczna o 18 wieku. Od razu zaczynam drugą część. Jedyny element, który mi przeszkadzał to pewne odczucie sterylności w kwestii postaci. Niby jest ich wiele i każda jest inna, ale nie ma zwyczajnych ludzi w tej historii, może taki był zamysł autorki, ale u mnie...
Nadaje się mniej do zwykłego wyluzowanego czytania a bardziej do: studiowania. Jak źródła z epoki na wydziale historii. Widać, że napisana przez naukowczynię z wszechstronnie humanistycznym zacięciem (prawdziwy humanista, to taki, który nie lęka się w swojej pracy na przykład: narzędzi statystycznych).
Świat tej utopii jest bogaty, przemyślany, pęcznieje od niuansów, zależności. Opiera się na twardym gruncie i ma liczne rozgałęzienia.
Oczywiście - wbrew moim leniwym nadziejom - mało rzeczy jest tu podanych na tacy. Narrator sam najpierw prosi o kilkadziesiąt stron wyrozumiałości, potem w połowie książki dziękuje za cierpliwość (oj, jest za co), a później nie jest nic lepiej. Obraz całości trzeba budować sobie z drobiazgów, sugestii. Obowiązkowo w skupieniu. A to przecież nie tylko opis utopii, ale też intryga - obowiązkowo mętna i zakamuflowana. Dlatego czyta się tak trudno. A stron jest wiele.
Lektura stanowi wyzwanie, dla mnie była walką i czytałem raczej na przekór chęci odłożenia książki na najwyższą półkę. Prawdopodobnie nie zapomnę jej nigdy, ale wysiłek, jakiego ode mnie wymagała, nie pozwala mi ocenić wyżej. Jestem zbyt leniwy i zbyt trudno mi skupić uwagę.
Nadaje się mniej do zwykłego wyluzowanego czytania a bardziej do: studiowania. Jak źródła z epoki na wydziale historii. Widać, że napisana przez naukowczynię z wszechstronnie humanistycznym zacięciem (prawdziwy humanista, to taki, który nie lęka się w swojej pracy na przykład: narzędzi statystycznych).
Świat tej utopii jest bogaty, przemyślany, pęcznieje od niuansów,...
Drogie Czytelnico, witaj w utopii, w której światowy rząd dba o to, by nie było głodu, chorób, wojen, zboczeń seksualnych, rasizmu i nietolerancji, a ludzie byli równi, spełnieni i szczęśliwi (a jak kto spróbuje nie być, to zapraszamy na darmowe usługi psychologów i senseistów, ew. do rezerwatu).
Jak to możliwe? Prosta sprawa, wystarczy zlikwidować społeczne Zło, czyli religie, płci, państwa narodowe, rasy, swobodę ubioru czy pomysł, aby dzieci wychowywać inaczej, niż w kilku (nasto) osobowych komunach.
I wcale nie tak, że jakiś przymus, każdy może sobie wybrać, czy żyć w superpaństwie mniej, czy bardziej lewackim, a nawet poza, byle pamiętał, że Zło jest surowo wzbronione. Można też wybrać, w jakiego Boga się nie wierzy, a nawet wierzyć w jakiegoś, o ile nie rozmawia się o tym z nikim, prócz swojego senseisty. Ew. można samemu zostać senseistą, czyli antykapłanem aksamitnym inkwizytorem, który dba, by nie odrodził się potwór religii.
- No, to rozumiem, w końcu jakaś pozytywna, równościowa wizja przyszłości, nie to, co tych polskich fantastów prawaków - powiedzą jedni.
- Taa, jasne, i nie ma Równiejszych ani ukrytego totalitaryzmu - uśmiechną się ironicznie drudzy.
No cóż, czytajcie dalej, bo powyższe to dopiero pierwszy dym w pierwszym lustrze, które przygotowała dla nas Autorka.
Drogie Czytelnico, witaj w utopii, w której światowy rząd dba o to, by nie było głodu, chorób, wojen, zboczeń seksualnych, rasizmu i nietolerancji, a ludzie byli równi, spełnieni i szczęśliwi (a jak kto spróbuje nie być, to zapraszamy na darmowe usługi psychologów i senseistów, ew. do rezerwatu).
Jak to możliwe? Prosta sprawa, wystarczy zlikwidować społeczne Zło, czyli...
Ta książka kojarzy mi się z epickim tematem muzycznym, w którym jest wszystko - liryka, rozmach, dynamika, mnóstwo smaczków i motywów, które muszą chwytać, bo zawsze chwytają, nawiązania do klasyków, groza i przygoda i blablabla, upchnięte na tych 500 stronach w taki sposób, że właściwie ciężko się przejąć tym co się dzieje. jak 20minutowa solówka na gitarze. Godne uznania, ale nie ma tego, co sprawia, że hajpowałem lekturę. Sprawdzę drugi tom, bo jest krótszy :D
Nigdy nie jarała mnie polityka, łączenie seksu z filozofią wydaje mi się równie pociągające jak ogórki kiszone z sernikiem, a moralne dylematy to zawsze tylko dodatek do dobrej opowieści i same w sobie jej nie tworzą. Fakt, że książka ma dobre momenty, i właściwie WIEM że powinienem dać te 7/10, ale nic nie poradzę na to, że CZUŁEM że to tylko dobra, nie bardzo dobra książka.
W ogóle fajne się czyta końcowe słowa od Autorki - ma człowiek ego całkiem solidne, pewnie z własną grawitacją i atmosferą :) Całkiem jak niektórzy bohaterowie książki.
Ta książka kojarzy mi się z epickim tematem muzycznym, w którym jest wszystko - liryka, rozmach, dynamika, mnóstwo smaczków i motywów, które muszą chwytać, bo zawsze chwytają, nawiązania do klasyków, groza i przygoda i blablabla, upchnięte na tych 500 stronach w taki sposób, że właściwie ciężko się przejąć tym co się dzieje. jak 20minutowa solówka na gitarze. Godne uznania,...
To bardzo zaskakująca książka. Od pierwszych stron łatwo docenić rozmach i oryginalność kreacji świata. Ale potem może być ciężko. Ja nudziłam się ogromnie, mniej więcej do 300 strony, co stanowi ponad połowę książki. Nie zostawiam lektur niedokończonych, dlatego i przez tę brnęłam. Brak konkretnej akcji nie był jednak głównym powodem, który wprawiał mnie w kiepski nastrój. Bądź co bądź jest mnóstwo książek ze zminimalizowana akcją zajmujących się głównie światem przedstawionym i parę z nich bardzo lubię. Tu głównym źródłem dyskomfortu były chyba szwy na fabule. Przez sielankę prześwitywała groteska, sączyły stereotypy i resentymenty. Scena kiedy usługowcy biegną za Kosala krzycząc: lody – no poczułam się jak South Parku. Nie znam autorki i prawda jest taka, że jej nie ufałam, nie wiedziałam, czy zdaje sobie sprawę, co napisała.
To nie jest książka, w której tajemnice można odkryć dzięki wskazówkom, można zobaczyć szwy, ale przetnie je dopiero autor. To także minus, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że tom pierwszy niczego nie kończy i tylko odrobinę odsłania.
I ten pozornie sielankowy, groteskowy i perwersyjny świat w drugiej połowie książki zdecydowanie zyskał spójność. Robi się z tego bardzo przykra, świetnie podbudowana wiedzą autorki, przypowieść o ludzkości.
Nadal zostało we mnie trochę niedowiarka. Mam nadzieję, że w drugim tomie Ada Palmer nie dotrze do granic mojej cierpliwości budując suspens i nastrój, że wyjaśni to co powinna. Jednak nie mam wątpliwości, że ten drugi tom przeczytam.
To bardzo zaskakująca książka. Od pierwszych stron łatwo docenić rozmach i oryginalność kreacji świata. Ale potem może być ciężko. Ja nudziłam się ogromnie, mniej więcej do 300 strony, co stanowi ponad połowę książki. Nie zostawiam lektur niedokończonych, dlatego i przez tę brnęłam. Brak konkretnej akcji nie był jednak głównym powodem, który wprawiał mnie w kiepski nastrój....
Oj, cykl "Terra Ignota" umęczył mnie strasznie! Pierwszy tom czytałam dwa miesiące, kolejny - 2,5 miesiąca, co dla mnie stanowi (niechlubny) rekord. Nie mogę odmówić Adzie Palmer zgrabnego pióra, gawędziarskiego stylu i ciekawie zarysowanego świata. Nie zmienia to jednak faktu, że ostatecznie całość jest zbyt rozwleczona i przegadana, jak na mój gust. Gdyby oba tomy skrócić i skondensować do samej esencji, otrzymalibyśmy prawdziwą śmietankę, czytelniczą ucztę. A tak to czuję przesyt słów, za to niedosyt wrażeń. Ocena ode mnie: 6 - książka dobra.
Oj, cykl "Terra Ignota" umęczył mnie strasznie! Pierwszy tom czytałam dwa miesiące, kolejny - 2,5 miesiąca, co dla mnie stanowi (niechlubny) rekord. Nie mogę odmówić Adzie Palmer zgrabnego pióra, gawędziarskiego stylu i ciekawie zarysowanego świata. Nie zmienia to jednak faktu, że ostatecznie całość jest zbyt rozwleczona i przegadana, jak na mój gust. Gdyby oba tomy skrócić...
Wyobrażam sobie Adę Palmer jak przygotowywała się do napisania tej książki: przemierzając supermarket pomysłów literatury SF wrzucała do kosza na zakupy przeróżne tła historyczne, zabiegi stylistyczne i figury protagonistów. Od czasu napisania „Micromegasa” sporo tego się nazbierało, więc było z czego wybierać!
Seryjny morderca z sercem w stylu „Dextera”? Super, tego właśnie potrzebuję! Oświeceniowy sposób prowadzenia narracji? Tyż piknie, w końcu na coś musi się ten doktorat przydać, co nie? Rozmaite elementy graficzne w celu przedstawienia dialogów w różnych językach? Dlaczego nie! Kilkustronicowe dialogi po łacinie (częściowo w dwóch różnych wersjach)? Zajefajnie! Tabele? C'est très chic, tego mało kto stosował w beletrystyce! Dziecięcy Kwisatz Haderach? A jakże! Możliwie zagmatwane rozmowy o wszystkim i niczym, mające na celu znużyć czytelnika, aby, broń Boże, nie zmiarkował zbyt szybko, że fabuły w książce jest tyle, co kot napłakał? Ależ oczywiście! Elementy neutralizujące wpływ rodzajów w języku? Jej, ale będę modna (przepraszam: modne)! Przykładów takich można by przytoczyć prawie ad infinitum.
Ta książka to mokry sen naukowca-humanisty w utopijnej tradycji Morusa, Campanelli lub Bacona. I tym samym spore zaskoczenie, bo myślałem, że tego typu literatura skończyła się z wydaniem w roku 1974 „Wydziedziczonych” Ursuli K. Le Guin. I podobnie jak dzieła przytoczonych „utopistów” mamy w przypadku „Do błyskawicy podobne” do czynienia z książką poruszającą bardzo ważne tematy, starającą się pokazać możliwości wyjścia z socjopolitycznego impasu naszych czasów. Z książką fascynującą rozmachem wizji i zasięgiem futurologicznej ekstrapolacji. A równocześnie tak chaotycznie skonstruowaną, że jej narrację porównać można do kakofonicznego jazgotu orkiestry synfonicznej strojącej instrumenty na krótko przed początkiem koncertu.
Patrick Hayden, redaktor Ady Palmer, był podekscytowany myślą, „że znalazł książkę mówiącą o utopii, postępie i bólach towarzyszących rodzeniu się przyszłości, zamiast katastrof i dystopii, które tak bardzo zdominowały współczesną narrację”. Tak, to prawda, postapo króluje i nie jestem z tego powodu bynajmniej w skowronkach. Pewna dawka utopii przyda się fandomowi bez wątpienia. Tylko czy Ada Palmer zdoła zanegować wypowiedź Thomasa Hardy'ego: „Wojna tworzy fascynujące historie, podczas gdy pokój to słaby temat na książkę.”? Cóż, jeszcze mnie nie przekonała, ale następne części cyklu „Terra Ignota” są już w drodze...
Wyobrażam sobie Adę Palmer jak przygotowywała się do napisania tej książki: przemierzając supermarket pomysłów literatury SF wrzucała do kosza na zakupy przeróżne tła historyczne, zabiegi stylistyczne i figury protagonistów. Od czasu napisania „Micromegasa” sporo tego się nazbierało, więc było z czego wybierać!
Seryjny morderca z sercem w stylu „Dextera”? Super, tego...
Budowanie świata na mocną 9, fabuła na słabą 5. Dlaczego nie można mieć wszystkiego? Stanowczo nie jest to lekkie czytadło, tu trzeba skupienia i uwagi. Typowe niedlakażdego. Jednak ja lubię gdy mnie czytanie trochę zmęczy intelektualnie, będzie więc 8.
Budowanie świata na mocną 9, fabuła na słabą 5. Dlaczego nie można mieć wszystkiego? Stanowczo nie jest to lekkie czytadło, tu trzeba skupienia i uwagi. Typowe niedlakażdego. Jednak ja lubię gdy mnie czytanie trochę zmęczy intelektualnie, będzie więc 8.
Długo zbierałam się, by napisać cokolwiek o tej książce i wciąż nie do końca mam ułożoną jakąś opinię, ale spróbuję.
"Do błyskawicy podobne" jest napisane tak bardzo w moim guście, że nie wiem, czy da się bardziej. Pani Ado, kocham panią. Rozumiem, że może nie podejść wszystkim, ale ja i moja BFF Ada jesteśmy historyczkami i zbiór źródeł historycznych, które udają powieść, to coś, co do nas trafia.
Długo zbierałam się, by napisać cokolwiek o tej książce i wciąż nie do końca mam ułożoną jakąś opinię, ale spróbuję.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Do błyskawicy podobne" jest napisane tak bardzo w moim guście, że nie wiem, czy da się bardziej. Pani Ado, kocham panią. Rozumiem, że może nie podejść wszystkim, ale ja i moja BFF Ada jesteśmy historyczkami i zbiór źródeł historycznych, które udają powieść,...
Niesamowita, prawie najlepsze, co przeczytałem w życiu. Oceniam cały cykl.
Niesamowita, prawie najlepsze, co przeczytałem w życiu. Oceniam cały cykl.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCałkiem ciekawa książka, z niezłym pomysłem na wizję ludzkości w XXV wieku, gdzie oprócz technologii istnieje również coś w rodzaju reaktywacji zwyczajów rodem z XVIII wieku. Można powiedzieć, że jest to powieść science-fiction, ale "science" jest tu raczej z zakresu nauk humanistycznych i społecznych. Książka obfituje w liczne postaci i wątki, przez co jest raczej trudna do ogarnięcia, jest też napisana specyficznym stylem, przez co czytało mi się ją dość mozolnie.
Dla chcących sięgnąć po tę lekturę dodam jeszcze, że jest to pierwsza część dwutomowej opowieści i niezamknięcie praktycznie żadnego z kluczowych wątków powoduje, że trzeba sięgnąć po "Siedem kapitulacji". Ja na pewno sięgnę, ale dopiero za jakiś czas, bo muszę jednak odpocząć po tej wymagającej przygodzie.:)
Całkiem ciekawa książka, z niezłym pomysłem na wizję ludzkości w XXV wieku, gdzie oprócz technologii istnieje również coś w rodzaju reaktywacji zwyczajów rodem z XVIII wieku. Można powiedzieć, że jest to powieść science-fiction, ale "science" jest tu raczej z zakresu nauk humanistycznych i społecznych. Książka obfituje w liczne postaci i wątki, przez co jest raczej trudna...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPokonała mnie intelektualnie ta książka. Gęsty język, nowomowa, zaimkowe wygibasy. Czytałem i absolutnie nie wiedziałem, co właściwie czytam.
Po 70 stronach zacząłem się obawiać, że mój przeżarty mediami społecznościowymi mózg utracił umiejętność czytania ze zrozumieniem i sięgnąłem po inną książkę. I niespodzianka, nadal potrafię czytać szybciej niż 10 stron dziennie.
Może kiedyś wrócę, dam drugą szansę. Na emeryturze czy coś.
Pokonała mnie intelektualnie ta książka. Gęsty język, nowomowa, zaimkowe wygibasy. Czytałem i absolutnie nie wiedziałem, co właściwie czytam.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo 70 stronach zacząłem się obawiać, że mój przeżarty mediami społecznościowymi mózg utracił umiejętność czytania ze zrozumieniem i sięgnąłem po inną książkę. I niespodzianka, nadal potrafię czytać szybciej niż 10 stron...
Byłam cierpliwa dla tej książki i bardzo starałam się ją polubić, ale nie można przy beletrystyce męczyć się bardziej niż przy czytaniu publikacji naukowej.
Oczywiście doceniam pomysł, jest ciekawy – to, jak zorganizowane są społeczeństwa przyszłości z ich różnymi stronnictwami, w jaki sposób wpleciono w tę przyszłość pewne wątki z historii filozofii. Ale litości! Rozumiem, że autor nie wykłada wszystkiego na tacy, tylko że tu naprawdę jest za dużo wszystkiego, ogromny narracyjny chaos.
Autorka uwielbia zabawę konwencją, ale czasem warto powstrzymać takie szaleństwo. Całkowicie wybijało mnie też z immersji ciągłe wskazywanie czyjejś płci („miał piersi i kształtne biodra, ale przez funkcję musimy nazwać go mężczyzną” itd.). Palmer miała mnóstwo ciekawych pomysłów, ale brakowało kogoś, kto pomógłby jej to uporządkować.
Byłam cierpliwa dla tej książki i bardzo starałam się ją polubić, ale nie można przy beletrystyce męczyć się bardziej niż przy czytaniu publikacji naukowej.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOczywiście doceniam pomysł, jest ciekawy – to, jak zorganizowane są społeczeństwa przyszłości z ich różnymi stronnictwami, w jaki sposób wpleciono w tę przyszłość pewne wątki z historii filozofii. Ale litości!...
“Do Błyskawicy Podobne” to jeden z najbardziej oryginalnych tytułów jakie miałem okazję w życiu przeczytać. Jest to lektura dostarczająca sporo emocji, jednak chodzi tutaj o emocje czysto intelektualne. Zapomnijcie o szybkim relaksującym tempie powieści, a narracja - choć w pełni zrozumiała - jest daleka od klasycznej formy prowadzenia fabuły, do jakiej przyzwyczaiła nas większość beletrystyki science fiction. Opowiedzenie w kilkunastu zdaniach o czym jest ta książka bez zagłębiania się w niuanse fabularne jest zadaniem trudnym, szczególnie że największa przyjemność płynie ze stopniowego odkrywania każdego drobnego elementu układanki. Niemniej spróbujmy pokrótce przyjrzeć się ogólnym założeniom tej wyjątkowej futurystycznej wizji.
Świat przyszłości 25 wieku, w którym po wielkiej Wojnie Kościołów zaniknął podział zarówno na Państwa narodowe jak i religie. Prozelityzm, czyli próba nawracania innych na daną wiarę, jest surowo zakazany a ludzie gromadzą się w Pasieki oraz pomniejsze Basze (zastępujące tutaj niejako tradycyjny model rodziny). Brzmi intrygująco? A to tylko wierzchołek góry lodowej gdzie polityka przyszłości miesza się z filozofią oświeceniową, a nieoczywiści i moralnie niejednoznaczni bohaterowie prowadzą intelektualne dysputy na temat władzy, wiedzy i człowieczeństwa.
Ada Palmer jest profesjonalnym historykiem z zawodu, co nie pozostaje bez znaczenia dla jej twórczości. Ogromna wiedza na temat renesansu i oświecenia sprawia, że książka jest przepełniona nawiązaniami do historycznych postaci oraz wydarzeń. Między innymi z tego względu “Do Błyskawicy Podobne” należy do lektur wymagających, choć niewątpliwie da się czerpać z niej przyjemność nie znając dokładnie motywów i postaci stanowiących symbolikę, na której zbudowana jest cała powieść. Wartością dodaną jest fakt, że wzbudza ona ciekawość i zachęca do eksploracji tematyki. Narrator pierwszoosobowy niejednokrotnie zakłada, że pewne rzeczy mogą nam być mniej znane lub mogą wymagać dodatkowego komentarza, stąd można wysnuć wniosek że sama autorka pomaga nam odnaleźć się w tym oświeceniowym sosie. Jeżeli już o sposobie narracji mowa, to i tutaj mamy czasem zabiegi, w których dialogi między bohaterami prezentowane są w formie dramatu, także autorka zastosowała nawet tak drobne zabiegi stylistyczne, żeby uczynić lekturę jeszcze bardziej oryginalną, naśladując dzieła minionych wieków.
W trakcie czytania powieści możemy zadawać sobie pytanie dlaczego społeczeństwo zdecydowało się stworzyć utopię na wzór dawnej epoki, odtwarzając pewne zachowania, stroje, rytuały i języki? I czy tak naprawdę mamy do czynienia z utopią, czy to tylko krucha maska, za którą kryje się walka o wpływy, władze i pieniądze tak przecież bliska rodzajowi ludzkiemu? Czym się różni spowiedź u kapłana od sesji u senseisty? To kim senseiści są i jaką maja rolę w tym świecie pozostawiam już do odkrycia Wam. Jest jeszcze całe mnóstwo niuansów na temat których można by się rozpisywać w nieskończoność. Są watki technologiczne, w tym jeden szczególnie istotny związany z autolatami, które sprawiły że podróż z jednego końca globu na drugi stała się prosta jak wizyta po bułki w Żabce. Ada Palmer zauważa, że taka zmiana jest w istocie radykalną zmianą perspektywy miejsca i czasu, a co za tym idzie zmienia się jednocześnie struktura społeczeństw. Nawet zakładając, że zaistnieć może świat bez państw narodowych i przynależności religijnych, to czy nie pojawią się inne byty społeczne z pozoru postępowe i nowoczesne, które przejmą ich rolę? Puszczam te pytania w eter jednocześnie starając się uchwycić parę tych najciekawszych skrawków omawianej powieści. Być może trochę pozwalam sobie na strumień myśli, ale to jest właśnie ten efekt jaki dzieło Ady Palmer zdołało we mnie wywołać.
A nawet nie zdążyłem jeszcze wspomnieć o zaniku płci kulturowej, albowiem w prezentowanej nam przyszłości jest ona konceptem zakazanym, co w konsekwencji powoduje kolejne konfudujące zabiegi narracyjne. Często bohaterowie zwracają się do siebie w formie nijakiej i tylko dzięki głównemu narratorowi dowiadujemy się jakiej rzeczywiście są płci. Ostatecznie jednak nie mamy tak naprawdę pełnego obrazu wyglądu tych postaci, co jest niewątpliwie celową zagrywką. Nie ukrywam, że nie jestem w książkach science-fiction fanem abstrakcyjnych rozważań na temat płci oraz seksualności. Tutaj jednak Ada Palmer przedstawiła to w sposób bardzo oryginalny i interesujący.
Autorka zdecydowanie nie prowadzi czytelnika za rączkę. W każdym kolejnym rozdziale, opisie i dialogu pojawiają się kolejne klocki całej układanki, które trzeba samemu powoli składać w sobie w całość. Nie tylko nawiązania do postaci historycznych, ale również mnogość fikcyjnych postaci, nazw ich przynależności oraz relacji między nimi stanowią bardzo duże wyzwanie i niejednokrotnie zmuszają do robienia notatek. Jest to jednak zrobione na tyle sprawnie, że nie staje się przytłaczającym infodumpingiem. Absolutnie nie jest to lektura dla niecierpliwych, szukających rozrywki i ukojenia po ciężkim dniu, choć dla mnie rozrywką jest obcowanie z tak ambitnym, metanarracyjnym tekstem. I choć “Do Błyskawicy Podobne” mogłoby być idealnym synonimem stwierdzenia “w tej książce nic się nie dzieje”, to piękno jakie tkwi w treści i formie pozostaje niedoścignione dla ogromnej większości współczesnych pisarzy nie tylko science-fiction.
“Do Błyskawicy Podobne” to jeden z najbardziej oryginalnych tytułów jakie miałem okazję w życiu przeczytać. Jest to lektura dostarczająca sporo emocji, jednak chodzi tutaj o emocje czysto intelektualne. Zapomnijcie o szybkim relaksującym tempie powieści, a narracja - choć w pełni zrozumiała - jest daleka od klasycznej formy prowadzenia fabuły, do jakiej przyzwyczaiła nas...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo była bardzo ciężka przeprawa.
Niezwykle interesujący świat i okrutnie ciężko opisany. Ilość postaci, konceptów i nazw własnych jest zatrważająca - czyta się to na pewno trudniej niż np. trylogię Neuromancer. W dodatku tempo rozwoju fabuły jest niemal zerowe, co widać zresztą po opisie pierwszej i drugiej książki z serii - jest w zasadzie identyczny, bo w 1 części nie wydarzyło się prawie nic istotnego. Książka jest w całości po to, aby zaprezentować świat i postaci oraz nakreślić problemy i wątki, które pojawią się w następnych częściach. Przez 90% jesteśmy kuszeni wizją czegoś dużego na horyzoncie niczym marchewką na kiju, a to coś w ogóle nie nadchodzi. Przez te same 90% śledzimy dialogi pomiędzy dziesiątkami postaci na temat pozostałych dziesiątek postaci, które akurat nie biorą udziału w rozmowie. Wymęczyłem się niesamowicie, książka jest dwa razy krótsza niż Kroniki Umarłej Ziemi a Kroniki przeczytałem chyba w tydzień, ta zajęła mi ze dwa.
Pomimo tego będę czytał serię dalej. Nigdy nie czytałem nic podobnego, marchewka na kiju dalej mnie zachęca, a bardzo interesujące i duże koncepty scifi co jakiś czas wybijają się z monotonii w/w rozmów i rozbudzają mój umysł.
Ilość gwiazdek przy okazji tej książki w zasadzie nie ma znaczenia, nie mam pojęcia jak ją ocenić.
Aha, kluczowa sprawa - ta książka nie ma zakończenia, to jest dosłownie połowa jednej dużej książki. Bez przeczytania drugiej części nie pozna się całości. Troche wkurzający zabieg, jak w Hyperionie/Upadku Hyperiona.
To była bardzo ciężka przeprawa.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiezwykle interesujący świat i okrutnie ciężko opisany. Ilość postaci, konceptów i nazw własnych jest zatrważająca - czyta się to na pewno trudniej niż np. trylogię Neuromancer. W dodatku tempo rozwoju fabuły jest niemal zerowe, co widać zresztą po opisie pierwszej i drugiej książki z serii - jest w zasadzie identyczny, bo w 1 części nie...
„Do błyskawicy podobne” („Too Like the Lighting”) Ady Palmer, przełożył Michał Jakuszewski, Wydawnictwo Mag 2019, wypożyczone z lokalnej biblioteki, tom I cyklu „Terra Ignota”
1. Dlaczego?
Nagrody, reklama, dostępność.
2. I jak?
Nie czytałam żadnych recenzji, spróbowałam sama sobie poradzić z tym światem, miałam kilka podejść do tej powieści, książka swoje odleżała na półce Legimi, biblioteki, regału w domu. I wciągnie wiem, jak ją ocenić. Raczej lepiej niż gorzej, mimo wielu zastrzeżeń.
To dystopia – choć opisany w książce świat wydaje się na pierwszy rzut oka utopią. Ale nigdy nie wierzyłam w utopie. To „relacja z wydarzeń roku 2454. Spisana przez Mycrofta Cannera na prośbę pewnych osób”. Mamy tu historię kryminalną i poszukiwania członków spisku mającego zachwiać równowagą idealnego świata (a może właśnie ją podtrzymać). Mamy rozważania filozoficzne odnoszące się głównie do filozofii oświecenia i starożytnej Grecji, a że zawsze podejrzliwie spoglądałam na wiek filozofów z jego wiarą w rozum (nie trzeba być zbyt przenikliwym, by troszkę się tej wiary obawiać) i próbami ukształtowania człowieka… (ale, zgoda, wiem, że to nie wszystko, ale o wszystkim nie dam rady tu napisać). Jest opowieść o religii i jej wpływie na funkcjonowanie świata (ileż tu różnych obliczy boga). Są rozważania etyczne – czy dobro ma swoją cenę, czy można czynić zło w imię dobra. Do tego dużo okrucieństwa i seksu w niemal pornograficznym ujęciu, choć tłumaczonego oświeceniową tradycją markiza de Sade`a. Jest też dość tradycyjna fantastyka – nowe miasta, systemy łączności i (moim zdaniem) system komunikacyjny, który odmienił oblicze świata. I mnóstwo odniesień do Biblii (bóg, syn, grzech, pokuta, poświęcenie, wina…). A, i jeszcze ekonomia.
Ten świat to na pozór realizacja marzeń ludzkości z czasów Wielkiej Rewolucji Francuskiej ale wolność, równość, braterstwo są tu poddane krytycznemu oglądowi i, cóż, jak zawsze, niedostępne dla wszystkich. To świat, w którym odrzucono konstrukt płci kulturowej, religia stała się najbardziej intymną częścią ludzkiego życia. Każdy może wybrać sobie ojczyznę, a rodzinę zastąpiły relacje oparte także na prawie wyboru. Nawet demokrację przekształcono - w aretokrację. Dlaczego ten świat od początku wydawał mi się podejrzany, a wręcz obrzydliwy? Jak ci, którzy dbają o jego dostatek i stabilność?
Co budzi moją niechęć w książce? Nie to, że lektura czasem wynika pewnego wysiłku, to jest ok. Dziwią mnie uniki pisarki. Na przykład:
- dyskusje filozoficzne i religijne toczone są na ogół z dzieckiem (Bridger to najciekawsza postać w książce);
- zamiast opowieści narracji mamy przemówienia objaśniające funkcjonowanie przedstawionego świata;
- niespójność językowa (niechby narrator był konsekwentny, a nie raz ta, raz tak);
- niezręczne zwroty do czytelnika i dyskusje z nim (może to wyjaśni się w tomie drugim).
„Do błyskawicy podobne” („Too Like the Lighting”) Ady Palmer, przełożył Michał Jakuszewski, Wydawnictwo Mag 2019, wypożyczone z lokalnej biblioteki, tom I cyklu „Terra Ignota”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to1. Dlaczego?
Nagrody, reklama, dostępność.
2. I jak?
Nie czytałam żadnych recenzji, spróbowałam sama sobie poradzić z tym światem, miałam kilka podejść do tej powieści, książka swoje odleżała na...
Co za koszmarny sposób narracji. Chaos nie pozwolił czytać dalej. Szukam przyjemności czytania a nie biczowania się
Co za koszmarny sposób narracji. Chaos nie pozwolił czytać dalej. Szukam przyjemności czytania a nie biczowania się
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDNF sprzed lat, mimo paru podejść, dopiero ostatnio się zaparłem i skończyłem. Złożoność świata nie jest problemem, wbrew niektórym opiniom uważam, że nie jest aż tak skomplikowany; raczej na to wrażenie wpływa ogólna atmosfera obcości, nieco cyberpunkowa. Może w tym leży powód tego, że się nie mogłem wgryźć w historię; a może po prostu to nie dla mnie. Nie wiem, czy sięgnę kiedyś po kontynuację.
DNF sprzed lat, mimo paru podejść, dopiero ostatnio się zaparłem i skończyłem. Złożoność świata nie jest problemem, wbrew niektórym opiniom uważam, że nie jest aż tak skomplikowany; raczej na to wrażenie wpływa ogólna atmosfera obcości, nieco cyberpunkowa. Może w tym leży powód tego, że się nie mogłem wgryźć w historię; a może po prostu to nie dla mnie. Nie wiem, czy sięgnę...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka od której wysiadają zwoje mózgowe, książka, gdzie każde zdanie trzeba czytać z maksymalną uwagą, książka inna niż wszystkie. Prawdziwa uczta wyobraźni, świetna, niezwykła!
Książka od której wysiadają zwoje mózgowe, książka, gdzie każde zdanie trzeba czytać z maksymalną uwagą, książka inna niż wszystkie. Prawdziwa uczta wyobraźni, świetna, niezwykła!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsze odczucie po doczytaniu ostatnich stron, to rodzaj obezwładniającej relaksacji. Takiej bezrozmnej, takiej cudownie błogiej. Okrutnie zmęczyłem się tą opowieścią, ale nie konceptem tylko formułą narracji.
Abstrakcja narracyjnej formy nijakiej (widziałom, przybyłom, powiedziałom, itd.) skądinąd dobrze charakteryzuje organizację społeczną przyszłości XXVI wieku i oddaje podświadomie spodziewany dzielący nas od tej organizacji dystans. Forma nijaka piekielnie utrudnia i moim zdaniem gmatwa myśli czytelnicze w podążaniu za wątkami opowieści, bo jest ich sporo jednocześnie, a wyostrza to zagubienie mnogość postaci rozwijających akcję przeładowaniem dialogowym. Do pieca dorzuca też terminologia z pasiekowej przyszłości, ale tylko trochę, bo każdemu obytemu z historiami przyszłości oczywistym jest, że język i pojęcia muszą być z tych przyszłości.
Zaintrygował mnie w tej książce natomiast koncept organizacji Świata przyszłości. Nie korporacyjny i nie merkantylny, a społeczny ze swobodnym wyborem przynależności obywatelskiej odklejonym od narodowego balastu przez stępienie praw uzurpowanych narodowo. Wart zastanowienia jest też mechanizm odkupienia społecznych przewin przez tych, których osądzono za niecne postępki.
Tak zorganizowana przyszłość jest konstrukcją w barwach utopii ścierających się i równoważących stronnictw i społeczności (pasiek). Zawiązana w tej soc-utopii intryga jest jednak jak najbardziej nam bliska poszlakami zamysłu pochwycenia władzy światowej. Intryga czai się w cieniu toczącej się akcji, gdzieś na granicy naszego postrzegania i ma doskonale wykoncypowany zapalnik. Jakoś nie mogłem jednak ulokować w tym spisku tak bardzo chronionego daru Bridgera wymykającego się statystycznie kreowanemu porządkowi społecznemu.
Trudna to książka, co przyznaję z niepokojem przed kolejnymi częściami „Terra Inglota". Oby tylko nie stały się stacjami na krzyżowej drodze czytania.
Pierwsze odczucie po doczytaniu ostatnich stron, to rodzaj obezwładniającej relaksacji. Takiej bezrozmnej, takiej cudownie błogiej. Okrutnie zmęczyłem się tą opowieścią, ale nie konceptem tylko formułą narracji.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAbstrakcja narracyjnej formy nijakiej (widziałom, przybyłom, powiedziałom, itd.) skądinąd dobrze charakteryzuje organizację społeczną przyszłości XXVI wieku i...
“Posłuchajcie, Chagatai. W każdej fikcyjnej opowieści protagonistą jest ludzkość, a antagonistą Bóg”
“Do błyskawicy podobne” Ada Palmer
Uff, nie było lekko. Dawno tak długo nie walczyłem z książką i samym sobą, by nie odłożyć jej precz i nie przerzucić się na coś łatwiej przyswajalnego. Nie chciałem jednak przerywać tej przygody, bo cholera, miała ona bardzo wiele świetnych momentów. Dużo jest przegadane, rozmowy “władców świata” na temat polityki, filozofii i innych “ważnych” rzeczy zajmują tyle miejsca, że bardzo mało zostało na akcję i fabułę. Kiedy jednak już coś się dzieje, to wyraźnie czujemy, jak ogromny ma to wpływ na cały świat wykreowany przez autorkę i jak potężnie może nim wstrząsnąć. Czytając tę książkę stale towarzyszyło mi uczucie, że tuż obok mnie rozgrywa się walka o wszystko i choć to niebezpieczeństwo nigdy nie zostało nazwane, to jednak zachowanie wszystkich bohaterów daje nam jasno do zrozumienia – szykuje się wielka zmiana. Spisek sięga głęboko i przenika przez wszystkie warstwy społeczne Romanovy, stworzony z trudem system eliminujący z życia pojęcia takie jak religia, narodowość czy tożsamość płciowa pęka u podstaw, a władza elit tego świata zaczyna im się wyślizgiwać z rąk. Czy dojdzie do katastrofy? Czy ludzkość jest gotowa na nadejście nowego Boga?
Jest środek XXV wieku. Mycroft Cranner, skazany za wielokrotne morderstwo na wieczną służbę w charakterze usługowca, zapozna Cię drogi Czytelniku z wydarzeniami, które rozgrywają się co prawda na przestrzeni zaledwie kilku dni, ale odbiją się głośnym echem w całym świecie. Świecie, w którym podział administracyjny niby zniesiono, ale który podzielił się na inne twory, zwane Pasiekami. System administracyjny Pasiek jest bardzo skomplikowany, zarządza nimi tyle ludzi, że trudno się w tym połapać, a na sprawy związane właśnie z ich polityką poświęcono w książce mnóstwo miejsca. Dla nas istotne jest jedno – w baszu (domu) Saneer-Weeksbooth ma miejsce tajemnicze zdarzenie, które ściąga na niego uwagę całego świata. Basz ten jest odpowiedzialny za funkcjonowanie autolotów, czyli najważniejszego środka komunikacji w świecie Romanovy. Do tego celu wykorzystywane są superkomputery, naukowcy oraz… Skonfigurowani. Ahh, skonfigurowani, najlepszy smaczek całej książki. Na wpół żywe wydmuszki ludzi, podłączone wszystkimi zmysłami do komputerów, uwięzione w wirtualnym świecie, skazane na wieczną pracę dla dobra ludzkości. Ich umiejętności są wykorzystywane do kontrolowania najbardziej skomplikowanych procesów rządzących światem, od ich pracy zależy absolutnie wszystko, dlatego istotne jest, by inni członkowie baszu zapewniali tym istotom spokój i bezpieczne warunki pracy. Spokój zostaje jednak zakłócony – basz podejrzewa się o związek z kradzieżą listy Siedmiu i Dziesięciu (najbardziej wpływowych ludzi), a do mieszkańców dołącza nowy członek, którego niezwykłe zdolności podważą wszystkie fundamentalne wartości nowoczesnego społeczeństwa. Sytuacja przedstawia się dość dramatycznie, co zatem poszło nie tak?
Mój pierwszy zarzut – nie czuję tej ogromnej wagi przypisywanej wspomnianej liście. Brzmi to jak publikowany przez brukowce ranking popularności, a z jakiegoś powodu ma on mieć wpływ na układ sił na całym świecie. Nasz przewodnik Mycroft Cranner pomaga rozwikłać tę tajemnicę, przywódcy tego świata korzystają z jego talentu dedukcji i analizy statystycznej, jednak tak naprawde wcale nie wiemy, czym zasłużył sobie na tak wyjątkowe traktowanie (zwłaszcza biorąc pod uwagę zbrodnie, których się dopuścił). Wreszcie Carlyle Foster – na początku książki na światło dzienne wychodzą fakty, które z miejsca czynią senseistę osobą bardzo intrygującą, jednak fakt ten później nie został w żaden sposób wykorzystany. Mnóstwo mamy wątków tylko liźniętych i to chyba drażniło mnie najbardziej, bo zamiast ich rozwinięcia otrzymujemy debaty polityczne i filozoficzne, od których odechciewa się wszystkiego. Zdaję sobie sprawę, że Terra Incognita to dzieło bardzo obszerne i pewnie autorka będzie wracać do tych spraw w kolejnych częściach, ale jednak… Więcej by się chciało.
Mógłbym bardzo dużo pisać drogi Czytelniku o tej książce, lecz nie chcę zabierać twojego cennego czasu, dlatego przejdźmy do rzeczy – wielkie plusy za skonfigurowanych, Dominika Seschela, Saladina i Utopian. Minusy za nudne elity, przesyt polityki i filozofii, listę Siedmiu i Dziesięciu oraz znikomy udział Bridgera w historii. W ostatnich dwóch rozdziałach wyjaśnia się bardzo dużo rzeczy i to właśnie one sprawiły, że chcę poznać dalsze losy tego świata. Czy zaciekawiły Cię drogi Czytelniku te dziwne słowa, które tu padły, a których nie rozumiesz? W takim razie sięgnij po “Do błyskawicy podobne”. Pozycja zdecydowanie dla wytrwałych i nie każdemu się spodoba. Ale chyba i tak warto, a ja sam zamierzam kiedyś sięgnąć po kolejne tomy.
P.S. Wielu czytelników skarżyło się na “wtłaczanie ideologii osób niebinarnych”. Nie jest to jednak wcale motyw przewodni, a jedynie konsekwencja rozwoju cywilizacji i szczerze mówiąc łatwo mi wyobrazić sobie przyszłość, gdzie płeć przestaje mieć znaczenie (zresztą ostatecznie okazuje się, że właśnie ma znaczenie ogromne xD). Sam tłumacz miał tu niejednokrotnie problem z zaimkami (a może to autorka?), ta narracja nie była konsekwentnie prowadzona, więc radziłbym się nie spinać. Ta książka nie jest promocją LGBT, a jedynie subiektywną wizją przyszłości autorki.
“Posłuchajcie, Chagatai. W każdej fikcyjnej opowieści protagonistą jest ludzkość, a antagonistą Bóg”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to“Do błyskawicy podobne” Ada Palmer
Uff, nie było lekko. Dawno tak długo nie walczyłem z książką i samym sobą, by nie odłożyć jej precz i nie przerzucić się na coś łatwiej przyswajalnego. Nie chciałem jednak przerywać tej przygody, bo cholera, miała ona bardzo wiele...
Jak już wielokrotnie wspominane było w recenzjach nie jest to książka dla każdego. Co w niej znajdziemy: bardzo zakręcony "lore" świata - zdecydowanie, zawiłą fabułę z mnóstwem postaci i wątków - trudno zaprzeczyć, miejscami zbyt "rozwlekłą" i nurzącą narrację - moim zdaniem tak, promocję teorii gender - zdecydowanie nie (ci co tak twierdzą prawdopodobnie nie doczytali nawet pierwszego tomu do końca).
W zamian za te "niedogodności" dostajemy masę ciekawych pytań które zmuszają do refleksji, dobrze wykreowany, spójny i logiczny świat (jak się do wreszcie zrozumie) oraz ciekawych bohaterów. Każdy tom to też pewnego rodzaju polemika z filozofami różnych epok. Tom I - starożytna Grecja, tom II - XVIII Francja (głównie De Sade), Tom III - Thomas Hobbes.
Moja sugestia na czytanie tej książki jest taka, aby w pierwszym tomie spróbować zrozumieć świat przedstawiony, większą całość i intrygę, nie koncentrując się zbytnio na poszczególnych wydarzeniach (tak zwany "big picture"). Pomaga też odświeżenie sobie przytaczanych teorii filozoficznych. Po "przebrnięciu" przez tom pierwszy tom drugi już czyta się już dużo, dużo, DUŻO prościej.
Jak już wielokrotnie wspominane było w recenzjach nie jest to książka dla każdego. Co w niej znajdziemy: bardzo zakręcony "lore" świata - zdecydowanie, zawiłą fabułę z mnóstwem postaci i wątków - trudno zaprzeczyć, miejscami zbyt "rozwlekłą" i nurzącą narrację - moim zdaniem tak, promocję teorii gender - zdecydowanie nie (ci co tak twierdzą prawdopodobnie nie doczytali...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDługo zastanawiałem się nad oceną. Książka często męcząca w swej formie np. przez nawarstwienie wątków i postaci. Niebinarność świata może irytować konserwatystów; brak form osobowych jest wyzwaniem dla mózgu i oczu czytelnika. Jednak coś powoduje, iż nie odkładasz lektury. Fabuła jest ciekawa przez liczne nawiązania do starożytności i kultury klasycznej zmieszane - z obecnie bardzo modnym - transhumanizmem. Historia świata z 2454 r. bardzo fajnie przedstawiona. Niestety trzeba czytać serię dalej, bo opisana intryga nawet połowicznie się nie zamyka. Wydaje się, że jest to pewnego rodzaju pięciusetstronicowy prolog do dalszych skomplikowanych wydarzeń. Muszę odpocząć, ale na pewno seria Terra Ignota będzie czytana dalej. Za wprowadzenie frakcji Utopian jedna ocena wyżej ;)
Długo zastanawiałem się nad oceną. Książka często męcząca w swej formie np. przez nawarstwienie wątków i postaci. Niebinarność świata może irytować konserwatystów; brak form osobowych jest wyzwaniem dla mózgu i oczu czytelnika. Jednak coś powoduje, iż nie odkładasz lektury. Fabuła jest ciekawa przez liczne nawiązania do starożytności i kultury klasycznej zmieszane - z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLiteracka Wioska Potiomkinowsko-Escherowska.
Jest w tym niewątpliwie rozmach - na tysiące stron i wiele tomów. Jest rokokowo (jakżeby inaczej!) rozbuchana narracja, mnóstwo postaci, natłok wydarzeń. Ale po przeczytaniu pierwszego z czterotomowej (póki co?) serii przestałem wierzyć, że jest w tym cokolwiek więcej.
Dzieje się toto w dwudziestym piątym wieku, ale - z niewytłumaczalnego powodu - pałającym nieutuloną miłością i tęsknotą za wiekiem osiemnastym. Po wyniszczającej Wojnie Kościołów, cywilizację odbudowano na *nowych* zasadach, odrzucających: państwa narodowe, religię, rodzinę i płeć. Wszystko, co tak drogie naszym bogo-ojczyźniano-id[iot]om. Nawiasem mówiąc, w realnym świecie te trzy ostatnie próbowano wyrugować (mocno trzymając się pierwszego) m.in. w izraelskich kibucach w połowie ubiegłego wieku. Z łatwym do przewidzenia rezultatem.
Autorko pokazuje stabilne, szczęśliwe i prosperujące społeczeństwo przyszłości, w którym mroczne strony ludzkiej natury zostały zneutralizowane lub przynajmniej bezpieczne skanalizowane. Po czym w następujących po sobie *szokujących* odsłonach, zrywa kolejne warstwy pozorów i odsłania odrażające machinacje, spiski i zbrodnie skrywane pod powierzchnią.
Jakby to było za mało ambitne, przed światem opartym na *racjonalistycznych*, *oświeceniowych* zasadach ukrywany jest chłopiec, który potrafi dokonywać cudów niepoddających się racjonalnym, naukowym wyjaśnieniom.
Czy da się sensownie i satysfakcjonująco wybrnąć z tak karkołomnego założenia? Może Nealowi Stephensonowi zaufałbym, że dałby radę - a przynajmniej próbował. Natomiast po lekturze tego tomu mam ogromne wątpliwości, czy potrafiłoby to Ada Palmer.
Choć rokokowo rozbuchane dekoracje i sztukaterie z nadmiarem fałszywej pozłotki mają wmówić naiwno czytelniko, że autorko prowadzi z onym nie wiedzieć jak wyrafinowaną grę w trójwymiarowe szachy na wielopoziomowych szachownicach, sceptyczny ogląd ukazuje raczej bazarową grę w trzy karty.
Bo autorko traktuje czytelniko jak kretyno, wciskając onemu *zwroty akcji* tak infantylne i durne, że przyprawiłyby o rumieniec wstydu scenarzystów najgłupszych oper mydlanych.
Świat przedstawiony nie zachowuje żadnych pozorów sensu czy logiki. Karkołomnym założeniom brak jakiejkolwiek spójności czy konsekwencji.
Kolejne z *szokujących* odsłon i nagłych zwrotów to tylko żenująco dziecinny bzdet. Jak ulał pasuje stephensonowski Pyerd [Bulshytt]: "...obfitujące w niedopowiedzenia, eufemizmy, otępiające powtórzenia i inne fortele retoryczne mające na celu wytworzenie wrażenia, że coś naprawdę zostało powiedziane." [Peanatema]
Zamiast *głębi* są tylko pozory i dekoracje - z wierzchu rokokowo wystawne, a z tyłu podparte deskami puste, płaskie fasady potiomkinowskiej wioski. No, wszak Grigorij Potiomkin to postać z tegoż osiemnastego wieku, co francuscy oświeceniowi ulubieńcy Palmer.
Skrajnie męczący narrator, Mycroft Canner - nominalnie parias i wyrzutek - jest tak absolutnie niezbędny do towarzystwa każdemu z osobna i wszystkim naraz *wielkim graczom,* otwarcie lub skrycie próbującym rządzić światem, że żadna *tajna* rozmowa ani *sprytny* spisek nie może odbyć się bez jego obecności (i notatek!). Najwyraźniej kiedy śpi lub się wypróżnia (choć nie wiadomo, czy w ogóle to robi?), wszelkie knowania w całym tym dziecinnym świecie zamierają na czas jego nieobecności. Żenada.
W końcu można dojść do wniosku, że wciska się nam tu nawet nie potiomkinowskie płaskie fasady, a raczej tzw. domalówkę na szklanej płycie [matte painting] - udającą krajobraz przed obiektywem kamery. I to składającą się z figur niemożliwych Mauritsa Cornelisa Eschera.
Tekst przepełniony jest wodolejskimi pseudo-dialogami Narratora z Czytelnikiem. Nie pozostaje nic innego, jak omijać niekończące się paragrafy tej sieczki nabijającej strony (niewątpliwie płacone od wiersza...). Ale to gorsze od Opisów Przyrody z lektur szkolnych!
Palmer przywołuje niedobre wspomnienia licznych grafomanów fantastyki, produkujących nieprzebrane tysiące stron tekstu i niekończące się cykle [sezony], których wyłącznym i jedynym celem było mamienie odbiorcy: "No, jeszcze tylko te kolejne sto, trzysta stron, kolejny tom [odcinek; sezon] a wszystko na pewno nabierze sensu!”. Tylko, że nie nabierało.
Zachwyty odbiorców [zakładników/ofiar?] cierpliwie pochłaniających nieskończone strumienie takiej doskonale nieistotnej literackiej [serialowej] pulpy, da się wytłumaczyć chyba usidleniem przez ten (dłuuugi...) czas w pułapce Syndromu Sztokholmskiego.
Z perspektywy zakończenia tego tomu, branie do ręki kolejnych i przedzieranie się przez dalsze pseudo-zwroty pseudo-akcji, a tak naprawdę tylko płaskie i puste rokokowe dekoracje i pozłotkę, wydaje mi się zajęciem równie jałowym, jak wspinaczka po zapętlonych escherowskich schodach donikąd.
Literacka Wioska Potiomkinowsko-Escherowska.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest w tym niewątpliwie rozmach - na tysiące stron i wiele tomów. Jest rokokowo (jakżeby inaczej!) rozbuchana narracja, mnóstwo postaci, natłok wydarzeń. Ale po przeczytaniu pierwszego z czterotomowej (póki co?) serii przestałem wierzyć, że jest w tym cokolwiek więcej.
Dzieje się toto w dwudziestym piątym wieku, ale - z...
Jedna z niewielu książek które nie dokończyłem. Ogólnie pomysł wydawał się dobry, świat przedstawiony też ale mnie najbardziej irytowały dwie rzeczy. Pierwsza to wtrącanie bez sensów dialogu z Czytelnikiem które nic ciekawego nie wnoszą. Taki dialog zapełniał strony jakimiś bez sensu wywodami do Czytelnika które można by było streścić w normalne wyjaśnienie jakiejś informacji o przedstawionym świecie. Drugi element to wtłaczana ideologia osób niebinarnych bo w przedstawionym świecie wszyscy ludzie są niebinarni. Mamy tutaj to wtłaczane na siłę, bo jak inaczej nazwać jak czytamy że jakaś postać jest "uczniem" by kilka zdań później się dowiedzieć że to jednak biologiczna kobieta którą autorka będzie nazywać mężczyzną bo... nie można tego opisać prosto. Podsumowując wydaje mi się, że ta książki to bardziej sci-fi dla osób humanistycznych (historia, filozofia) niż takich ścisłych umysłów jak ja.
Jedna z niewielu książek które nie dokończyłem. Ogólnie pomysł wydawał się dobry, świat przedstawiony też ale mnie najbardziej irytowały dwie rzeczy. Pierwsza to wtrącanie bez sensów dialogu z Czytelnikiem które nic ciekawego nie wnoszą. Taki dialog zapełniał strony jakimiś bez sensu wywodami do Czytelnika które można by było streścić w normalne wyjaśnienie jakiejś...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSkończyłem w połowie. Forma przeważa mas treścią. Niesamowicie mnie wymęczyła.
Skończyłem w połowie. Forma przeważa mas treścią. Niesamowicie mnie wymęczyła.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSurrealistyczna, zaskakująca, wciągająca, bardzo dobra!
Surrealistyczna, zaskakująca, wciągająca, bardzo dobra!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWow. Ostatnio myślałem ze z fantastyki już wyrosłem. Bo albo jakieś bzdury co ani sensu ani mają ani kupy się nie trzymają (Piranesi) albo bez totalnie udziwnione pierdoły (bezgwiezdne morze), albo po prostu jakieś popłuczyny, a tu prosze - Pani Ada Palmer sie pojawia i prezentuje wszystko co w nowoczesnej fantastyce być powinno: Posthumanizm, intrygę, złożony świat, interesujące postacie, filozofię, religię oraz (tak tak) bogów.
no kurcze - o to chodzi.
A i wcale nie jest nudna jak piszą poniżej. Choć oczywiście kto co lubi - ja lubię powolne odkrywanie świata. A i złożoność zarówno świata jak i samej narracji to tylko na plus. Aczkolwiek pewne pewne zabiegi narracyjne są irytujące (dialogi podmiotu lirycznego z czytelnikiem) ale można to przeboleć.
Wow. Ostatnio myślałem ze z fantastyki już wyrosłem. Bo albo jakieś bzdury co ani sensu ani mają ani kupy się nie trzymają (Piranesi) albo bez totalnie udziwnione pierdoły (bezgwiezdne morze), albo po prostu jakieś popłuczyny, a tu prosze - Pani Ada Palmer sie pojawia i prezentuje wszystko co w nowoczesnej fantastyce być powinno: Posthumanizm, intrygę, złożony świat,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobrze się czyta, porusza ważne kwestie, zaskakuje, skłania do refleksji.
Jest to taka opowieść filozoficzno-teologiczna o 18 wieku. Od razu zaczynam drugą część. Jedyny element, który mi przeszkadzał to pewne odczucie sterylności w kwestii postaci. Niby jest ich wiele i każda jest inna, ale nie ma zwyczajnych ludzi w tej historii, może taki był zamysł autorki, ale u mnie powodowało to pewne poczucie sztuczności wykreowanego świata, dlatego nie dałom 10.
Dobrze się czyta, porusza ważne kwestie, zaskakuje, skłania do refleksji.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to taka opowieść filozoficzno-teologiczna o 18 wieku. Od razu zaczynam drugą część. Jedyny element, który mi przeszkadzał to pewne odczucie sterylności w kwestii postaci. Niby jest ich wiele i każda jest inna, ale nie ma zwyczajnych ludzi w tej historii, może taki był zamysł autorki, ale u mnie...
Nadaje się mniej do zwykłego wyluzowanego czytania a bardziej do: studiowania. Jak źródła z epoki na wydziale historii. Widać, że napisana przez naukowczynię z wszechstronnie humanistycznym zacięciem (prawdziwy humanista, to taki, który nie lęka się w swojej pracy na przykład: narzędzi statystycznych).
Świat tej utopii jest bogaty, przemyślany, pęcznieje od niuansów, zależności. Opiera się na twardym gruncie i ma liczne rozgałęzienia.
Oczywiście - wbrew moim leniwym nadziejom - mało rzeczy jest tu podanych na tacy. Narrator sam najpierw prosi o kilkadziesiąt stron wyrozumiałości, potem w połowie książki dziękuje za cierpliwość (oj, jest za co), a później nie jest nic lepiej. Obraz całości trzeba budować sobie z drobiazgów, sugestii. Obowiązkowo w skupieniu. A to przecież nie tylko opis utopii, ale też intryga - obowiązkowo mętna i zakamuflowana. Dlatego czyta się tak trudno. A stron jest wiele.
Lektura stanowi wyzwanie, dla mnie była walką i czytałem raczej na przekór chęci odłożenia książki na najwyższą półkę. Prawdopodobnie nie zapomnę jej nigdy, ale wysiłek, jakiego ode mnie wymagała, nie pozwala mi ocenić wyżej. Jestem zbyt leniwy i zbyt trudno mi skupić uwagę.
Nadaje się mniej do zwykłego wyluzowanego czytania a bardziej do: studiowania. Jak źródła z epoki na wydziale historii. Widać, że napisana przez naukowczynię z wszechstronnie humanistycznym zacięciem (prawdziwy humanista, to taki, który nie lęka się w swojej pracy na przykład: narzędzi statystycznych).
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwiat tej utopii jest bogaty, przemyślany, pęcznieje od niuansów,...
Drogie Czytelnico, witaj w utopii, w której światowy rząd dba o to, by nie było głodu, chorób, wojen, zboczeń seksualnych, rasizmu i nietolerancji, a ludzie byli równi, spełnieni i szczęśliwi (a jak kto spróbuje nie być, to zapraszamy na darmowe usługi psychologów i senseistów, ew. do rezerwatu).
Jak to możliwe? Prosta sprawa, wystarczy zlikwidować społeczne Zło, czyli religie, płci, państwa narodowe, rasy, swobodę ubioru czy pomysł, aby dzieci wychowywać inaczej, niż w kilku (nasto) osobowych komunach.
I wcale nie tak, że jakiś przymus, każdy może sobie wybrać, czy żyć w superpaństwie mniej, czy bardziej lewackim, a nawet poza, byle pamiętał, że Zło jest surowo wzbronione. Można też wybrać, w jakiego Boga się nie wierzy, a nawet wierzyć w jakiegoś, o ile nie rozmawia się o tym z nikim, prócz swojego senseisty. Ew. można samemu zostać senseistą, czyli antykapłanem aksamitnym inkwizytorem, który dba, by nie odrodził się potwór religii.
- No, to rozumiem, w końcu jakaś pozytywna, równościowa wizja przyszłości, nie to, co tych polskich fantastów prawaków - powiedzą jedni.
- Taa, jasne, i nie ma Równiejszych ani ukrytego totalitaryzmu - uśmiechną się ironicznie drudzy.
No cóż, czytajcie dalej, bo powyższe to dopiero pierwszy dym w pierwszym lustrze, które przygotowała dla nas Autorka.
Drogie Czytelnico, witaj w utopii, w której światowy rząd dba o to, by nie było głodu, chorób, wojen, zboczeń seksualnych, rasizmu i nietolerancji, a ludzie byli równi, spełnieni i szczęśliwi (a jak kto spróbuje nie być, to zapraszamy na darmowe usługi psychologów i senseistów, ew. do rezerwatu).
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak to możliwe? Prosta sprawa, wystarczy zlikwidować społeczne Zło, czyli...
Ta książka kojarzy mi się z epickim tematem muzycznym, w którym jest wszystko - liryka, rozmach, dynamika, mnóstwo smaczków i motywów, które muszą chwytać, bo zawsze chwytają, nawiązania do klasyków, groza i przygoda i blablabla, upchnięte na tych 500 stronach w taki sposób, że właściwie ciężko się przejąć tym co się dzieje. jak 20minutowa solówka na gitarze. Godne uznania, ale nie ma tego, co sprawia, że hajpowałem lekturę. Sprawdzę drugi tom, bo jest krótszy :D
Nigdy nie jarała mnie polityka, łączenie seksu z filozofią wydaje mi się równie pociągające jak ogórki kiszone z sernikiem, a moralne dylematy to zawsze tylko dodatek do dobrej opowieści i same w sobie jej nie tworzą. Fakt, że książka ma dobre momenty, i właściwie WIEM że powinienem dać te 7/10, ale nic nie poradzę na to, że CZUŁEM że to tylko dobra, nie bardzo dobra książka.
W ogóle fajne się czyta końcowe słowa od Autorki - ma człowiek ego całkiem solidne, pewnie z własną grawitacją i atmosferą :) Całkiem jak niektórzy bohaterowie książki.
Ta książka kojarzy mi się z epickim tematem muzycznym, w którym jest wszystko - liryka, rozmach, dynamika, mnóstwo smaczków i motywów, które muszą chwytać, bo zawsze chwytają, nawiązania do klasyków, groza i przygoda i blablabla, upchnięte na tych 500 stronach w taki sposób, że właściwie ciężko się przejąć tym co się dzieje. jak 20minutowa solówka na gitarze. Godne uznania,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo bardzo zaskakująca książka. Od pierwszych stron łatwo docenić rozmach i oryginalność kreacji świata. Ale potem może być ciężko. Ja nudziłam się ogromnie, mniej więcej do 300 strony, co stanowi ponad połowę książki. Nie zostawiam lektur niedokończonych, dlatego i przez tę brnęłam. Brak konkretnej akcji nie był jednak głównym powodem, który wprawiał mnie w kiepski nastrój. Bądź co bądź jest mnóstwo książek ze zminimalizowana akcją zajmujących się głównie światem przedstawionym i parę z nich bardzo lubię. Tu głównym źródłem dyskomfortu były chyba szwy na fabule. Przez sielankę prześwitywała groteska, sączyły stereotypy i resentymenty. Scena kiedy usługowcy biegną za Kosala krzycząc: lody – no poczułam się jak South Parku. Nie znam autorki i prawda jest taka, że jej nie ufałam, nie wiedziałam, czy zdaje sobie sprawę, co napisała.
To nie jest książka, w której tajemnice można odkryć dzięki wskazówkom, można zobaczyć szwy, ale przetnie je dopiero autor. To także minus, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że tom pierwszy niczego nie kończy i tylko odrobinę odsłania.
I ten pozornie sielankowy, groteskowy i perwersyjny świat w drugiej połowie książki zdecydowanie zyskał spójność. Robi się z tego bardzo przykra, świetnie podbudowana wiedzą autorki, przypowieść o ludzkości.
Nadal zostało we mnie trochę niedowiarka. Mam nadzieję, że w drugim tomie Ada Palmer nie dotrze do granic mojej cierpliwości budując suspens i nastrój, że wyjaśni to co powinna. Jednak nie mam wątpliwości, że ten drugi tom przeczytam.
To bardzo zaskakująca książka. Od pierwszych stron łatwo docenić rozmach i oryginalność kreacji świata. Ale potem może być ciężko. Ja nudziłam się ogromnie, mniej więcej do 300 strony, co stanowi ponad połowę książki. Nie zostawiam lektur niedokończonych, dlatego i przez tę brnęłam. Brak konkretnej akcji nie był jednak głównym powodem, który wprawiał mnie w kiepski nastrój....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOj, cykl "Terra Ignota" umęczył mnie strasznie! Pierwszy tom czytałam dwa miesiące, kolejny - 2,5 miesiąca, co dla mnie stanowi (niechlubny) rekord. Nie mogę odmówić Adzie Palmer zgrabnego pióra, gawędziarskiego stylu i ciekawie zarysowanego świata. Nie zmienia to jednak faktu, że ostatecznie całość jest zbyt rozwleczona i przegadana, jak na mój gust. Gdyby oba tomy skrócić i skondensować do samej esencji, otrzymalibyśmy prawdziwą śmietankę, czytelniczą ucztę. A tak to czuję przesyt słów, za to niedosyt wrażeń. Ocena ode mnie: 6 - książka dobra.
Oj, cykl "Terra Ignota" umęczył mnie strasznie! Pierwszy tom czytałam dwa miesiące, kolejny - 2,5 miesiąca, co dla mnie stanowi (niechlubny) rekord. Nie mogę odmówić Adzie Palmer zgrabnego pióra, gawędziarskiego stylu i ciekawie zarysowanego świata. Nie zmienia to jednak faktu, że ostatecznie całość jest zbyt rozwleczona i przegadana, jak na mój gust. Gdyby oba tomy skrócić...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWyobrażam sobie Adę Palmer jak przygotowywała się do napisania tej książki: przemierzając supermarket pomysłów literatury SF wrzucała do kosza na zakupy przeróżne tła historyczne, zabiegi stylistyczne i figury protagonistów. Od czasu napisania „Micromegasa” sporo tego się nazbierało, więc było z czego wybierać!
Seryjny morderca z sercem w stylu „Dextera”? Super, tego właśnie potrzebuję! Oświeceniowy sposób prowadzenia narracji? Tyż piknie, w końcu na coś musi się ten doktorat przydać, co nie? Rozmaite elementy graficzne w celu przedstawienia dialogów w różnych językach? Dlaczego nie! Kilkustronicowe dialogi po łacinie (częściowo w dwóch różnych wersjach)? Zajefajnie! Tabele? C'est très chic, tego mało kto stosował w beletrystyce! Dziecięcy Kwisatz Haderach? A jakże! Możliwie zagmatwane rozmowy o wszystkim i niczym, mające na celu znużyć czytelnika, aby, broń Boże, nie zmiarkował zbyt szybko, że fabuły w książce jest tyle, co kot napłakał? Ależ oczywiście! Elementy neutralizujące wpływ rodzajów w języku? Jej, ale będę modna (przepraszam: modne)! Przykładów takich można by przytoczyć prawie ad infinitum.
Ta książka to mokry sen naukowca-humanisty w utopijnej tradycji Morusa, Campanelli lub Bacona. I tym samym spore zaskoczenie, bo myślałem, że tego typu literatura skończyła się z wydaniem w roku 1974 „Wydziedziczonych” Ursuli K. Le Guin. I podobnie jak dzieła przytoczonych „utopistów” mamy w przypadku „Do błyskawicy podobne” do czynienia z książką poruszającą bardzo ważne tematy, starającą się pokazać możliwości wyjścia z socjopolitycznego impasu naszych czasów. Z książką fascynującą rozmachem wizji i zasięgiem futurologicznej ekstrapolacji. A równocześnie tak chaotycznie skonstruowaną, że jej narrację porównać można do kakofonicznego jazgotu orkiestry synfonicznej strojącej instrumenty na krótko przed początkiem koncertu.
Patrick Hayden, redaktor Ady Palmer, był podekscytowany myślą, „że znalazł książkę mówiącą o utopii, postępie i bólach towarzyszących rodzeniu się przyszłości, zamiast katastrof i dystopii, które tak bardzo zdominowały współczesną narrację”. Tak, to prawda, postapo króluje i nie jestem z tego powodu bynajmniej w skowronkach. Pewna dawka utopii przyda się fandomowi bez wątpienia. Tylko czy Ada Palmer zdoła zanegować wypowiedź Thomasa Hardy'ego: „Wojna tworzy fascynujące historie, podczas gdy pokój to słaby temat na książkę.”? Cóż, jeszcze mnie nie przekonała, ale następne części cyklu „Terra Ignota” są już w drodze...
Wyobrażam sobie Adę Palmer jak przygotowywała się do napisania tej książki: przemierzając supermarket pomysłów literatury SF wrzucała do kosza na zakupy przeróżne tła historyczne, zabiegi stylistyczne i figury protagonistów. Od czasu napisania „Micromegasa” sporo tego się nazbierało, więc było z czego wybierać!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSeryjny morderca z sercem w stylu „Dextera”? Super, tego...
Fragmentami musiałem się przedzierać, jednak koniec końców warto zapoznać się z tą wizją.
Fragmentami musiałem się przedzierać, jednak koniec końców warto zapoznać się z tą wizją.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBudowanie świata na mocną 9, fabuła na słabą 5. Dlaczego nie można mieć wszystkiego? Stanowczo nie jest to lekkie czytadło, tu trzeba skupienia i uwagi. Typowe niedlakażdego. Jednak ja lubię gdy mnie czytanie trochę zmęczy intelektualnie, będzie więc 8.
Budowanie świata na mocną 9, fabuła na słabą 5. Dlaczego nie można mieć wszystkiego? Stanowczo nie jest to lekkie czytadło, tu trzeba skupienia i uwagi. Typowe niedlakażdego. Jednak ja lubię gdy mnie czytanie trochę zmęczy intelektualnie, będzie więc 8.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie zmęczyłem tej książki. Fatalna.
Nie zmęczyłem tej książki. Fatalna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to