Kiedy „Białe zęby” ukazały się na początku XXI wieku, czytano je przede wszystkim jako żywą, ironicznie napisaną opowieść o wielokulturowym Londynie. Panował wówczas pewien optymizm: wierzono, że globalizacja i demokracja liberalna stopniowo oswoją napięcia między kulturami, a społeczeństwa Europy staną się coraz bardziej pluralistyczne. Czytając tę powieść w 2026 roku, trudno jednak nie zauważyć, jak bardzo zmienił się kontekst, w którym ją odbieramy.
Minęło zaledwie ćwierć wieku, a Europa wygląda dziś niestety inaczej. W wielu krajach narastają nastroje antyimigranckie, coraz mocniej brzmią głosy skrajnej prawicy, a język nacjonalizmu i kulturowego lęku powraca do politycznego centrum. W takim świecie „Białe zęby” brzmią inaczej niż w momencie swojego debiutu. Tam, gdzie dawniej widziano przede wszystkim ironiczną, satyryczną opowieść o energii wielokulturowego społeczeństwa, dziś łatwiej dostrzec napięcia, niepewności i pęknięcia, które dopiero zaczynały się wtedy ujawniać. To, co na przełomie wieków mogło wydawać się początkiem trudnego, ale możliwego dialogu między kulturami, dziś coraz częściej wygląda jak zapowiedź konfliktów, które dopiero miały nadejść. Powraca pragnienie prostoty: jednolitej tożsamości, czystych tradycji, wyraźnych granic między „nami” a „nimi”.
Dlatego „Białe zęby” pozostają książką ważną nie dlatego, że oferują pocieszającą wizję harmonijnej wielokulturowości. Przeciwnie, ponieważ pokazują jej nieporządek, napięcia i sprzeczności. Smith opisuje świat głośny, chaotyczny, pełen konfliktów i wzajemnych nieporozumień. Dziś widać wyraźniej niż kiedyś, że nie jest to etap przejściowy prowadzący do zgody, lecz obraz rzeczywistości, z którą współczesne społeczeństwa nie potrafią się pogodzić i którą coraz częściej próbują zwalczyć zamiast zrozumieć.
Tym bardziej imponujące jest, że tak przenikliwą diagnozę świata stworzyła autorka mająca zaledwie dwadzieścia kilka lat. „Białe zęby” są powieścią o imponującym rozmachu, niemal epicką, wielopokoleniową i wielowątkową, obejmującą szeroki fragment historii: od doświadczenia wojny, przez powojenne migracje, aż po koniec XX wieku. Największą siłą tej książki pozostaje galeria postaci. Bohaterowie są pełni sprzeczności, często irytujący, czasem groteskowi, ale niemal zawsze prawdziwi. Smith nie idealizuje nikogo - ani tradycjonalistów kurczowo trzymających się przeszłości, ani liberałów przekonanych o własnej moralnej wyższości. Wszyscy są w pewnym sensie zagubieni w świecie, który zmienia się szybciej, niż potrafią to zrozumieć.
Kiedy „Białe zęby” ukazały się na początku XXI wieku, czytano je przede wszystkim jako żywą, ironicznie napisaną opowieść o wielokulturowym Londynie. Panował wówczas pewien optymizm: wierzono, że globalizacja i demokracja liberalna stopniowo oswoją napięcia między kulturami, a społeczeństwa Europy staną się coraz bardziej pluralistyczne. Czytając tę powieść w 2026 roku,...
Początkowo bardzo mnie wciągnęła, byłam mocno zainteresowana tematem wielokulturowym, potem jakoś siadło i męczyłam się przez połowę książki. Nie do końca mój klimat…
Początkowo bardzo mnie wciągnęła, byłam mocno zainteresowana tematem wielokulturowym, potem jakoś siadło i męczyłam się przez połowę książki. Nie do końca mój klimat…
Historia zupełnie mnie nie urzekła. Po skończeniu bardzo szybko zapomniałam, o czym ona była, kim byli bohaterowie i co miało z tego wszystkiego wyniknąć.
Historia zupełnie mnie nie urzekła. Po skończeniu bardzo szybko zapomniałam, o czym ona była, kim byli bohaterowie i co miało z tego wszystkiego wyniknąć.
Początkowo byłem zachwycony i wręcz zdumiony, jak tak młoda Autorka mogła tak świetnie pisać. Im dalej w las, tym bardziej postaci zaczęły mi się ze sobą mieszać, na końcu wyszła kotłowanina i jeden wielki mętlik, bajoro w moich oczach. Nieuważnie czytałem, czy co? Zgubiłem się około 350. strony i porzuciłem lekturę książki, którą byłem wręcz oczarowany. Przykre.
Początkowo byłem zachwycony i wręcz zdumiony, jak tak młoda Autorka mogła tak świetnie pisać. Im dalej w las, tym bardziej postaci zaczęły mi się ze sobą mieszać, na końcu wyszła kotłowanina i jeden wielki mętlik, bajoro w moich oczach. Nieuważnie czytałem, czy co? Zgubiłem się około 350. strony i porzuciłem lekturę książki, którą byłem wręcz oczarowany. Przykre.
Nie ujmuje autorce kunsztu, lecz to zupełnie nie moje klimaty. Zbyt wiele dygresji, opisów, metafor, zbyt absurdalne zdarzenia. Mnie znużyła, miast zachwycić.
Nie ujmuje autorce kunsztu, lecz to zupełnie nie moje klimaty. Zbyt wiele dygresji, opisów, metafor, zbyt absurdalne zdarzenia. Mnie znużyła, miast zachwycić.
Zadie przedstawia barwny kocioł kulturowy, religijny, klasowy, etniczny i pokoleniowy. Jak należy przypuszczać, jest to mieszanka wybuchowa, pełna konkretnych charakterów, do których ciężko poczuć sympatię. Tak naprawdę nie zbliżamy się do postaci, a raczej do swego rodzaju archetypów: zagubione dziecko, rodzice wpatrzeni w przeszłość, tęsknota za domem, którego się nie poznało. Obawiam się, że powieść w zamierzeniu nie miała prezentować żadnych rozwiązań, jedynie zagubienie i mętlik nieosiągalnych przez słabości charakterów pragnień. A ja jednak chciałabym móc komuś kibicować, widzieć rozwój, a nie staczanie się, a nawet jeśli staczanie, to z hukiem i pieśnią na ustach. Zabrakło mi „mięsa”.
Na osobną uwagę zasługuje tłumaczenie, które niestety gubi się przede wszystkim w akcentach - cockneyu i jamajskim patois. Również slang młodzieżowy czasami zgrzyta w zębach. Zdaje sobie sprawę, że przełożenie tych nacechowań jest zadaniem karkołomnym, niemniej w książce, której celem jest ukazanie wymienionych w pierwszym zdaniu różnic, jest sprawą kluczową.
Zadie przedstawia barwny kocioł kulturowy, religijny, klasowy, etniczny i pokoleniowy. Jak należy przypuszczać, jest to mieszanka wybuchowa, pełna konkretnych charakterów, do których ciężko poczuć sympatię. Tak naprawdę nie zbliżamy się do postaci, a raczej do swego rodzaju archetypów: zagubione dziecko, rodzice wpatrzeni w przeszłość, tęsknota za domem, którego się nie...
Książka na początku nawet wciąga. Język jest nieco staroświecki ale w sumie zabawny i przystępny i jest to nawet oryginalne i fajne. I tak do połowy. A potem robi się co raz nudniej... ostatnią 1/4 to już zmęczyłem okropnie i przyznam, że już się nawet nie wsłuchiwałem tak wnikliwie... Także: dla mnie za długa, przekombinowana. Owszem, można się w niej doszukać treści całkiem niezłych, dylematy imigrantów, hipokryzja, marzenia, wyobrażenia... Ale całościowo była to dla mnie męcząca lektura, gdyby była krótsza (o połowę albo chociaż o 1/3), to pewnie oceniłbym wyżej, a tak to jednak trochę strata czasu dla mnie. Ale ma coś w sobie, może się podobać i mimo wszystko oceniam na 6/10 ze względu na pierwszą połowę, która też mi się podobała. Teraz trochę cytatów, które albo mówią coś fajnego o życiu, albo o książce ;)
"Oto czym jest rozwód: zabieraniem rzeczy, których już się nie potrzebuje, ludziom, których już się nie kocha."
(pdf.str.8)
"(…) aż wreszcie rok 1980 przyniósł ostateczny kryzys: Samad usłyszał ryk Allaha, który rozbrzmiewał mu w uszach niczym szum fal w muszli, i poczuł, że pora zawrzeć układ z Bogiem.
2. Święta racja
A układ wyglądał tak: l stycznia 1980 roku, zupełnie jak ktoś, kto postanawia, że zrezygnuje w nowym roku z sera pod warunkiem, że będzie dostawał czekoladę, Samad zrezygnował z masturbacji na rzecz picia. Był to rodzaj transakcji, pewien interes, który zaproponował Bogu, przy czym Samad miał być stroną aktywną, a Bóg figurantem. I od tego dnia Samad doznał względnego duchowego spokoju, zaczął spijać z Archibaldem Jonesem kolejne kufle pienistego guinnessa, a nawet przyswoił sobie chrześcijański nawyk wznoszenia oczu ku niebu przy ostatnim łyku. Myślał przy tym: Jestem zasadniczo dobrym człowiekiem. Nie trzepię kapucyna. Odpuść mi trochę. To tylko przypadkowy kufelek. Święta racja..."
(pdf.str.121)
"Mur walił się w gruzy. Było to historyczne wydarzenie. Nikt tak naprawdę nie wiedział dokładnie, kto go postawił i kto go teraz burzył, i czy było to dobre, złe czy może jeszcze inne, nikt nie wiedział, jak był ten mur wysoki i długi, dlaczego ludzie ginęli, próbując przejść na drugą stronę, i czy przestaną ginąć w przyszłości, ale mimo to rzecz miała walory edukacyjne. Była też równie dobrym pretekstem do spotkania jak każdy inny."
(pdf.str.209-210)
"Czasami człowiek chce być inny. A czasami oddałby własne włosy, żeby upodobnić się do całej reszty."
(pdf.str.250)
"Było to stulecie egzotycznych przybyszów, brązowych, żółtych i białych. Stulecie wielkiego imigracyjnego eksperymentu. Pod koniec tego stulecia na placu zabaw można było natknąć się na Isaaca Leunga nad sadzawką z rybkami, Danny’ego Rahmana w bramce na boisku piłki nożnej, Quanga O’Rourke grającego w kosza i Irie Jones, nucącą jakąś melodyjkę. Imiona i nazwiska tych dzieci zderzały się czołowo. Kryły w sobie tajemnicę masowego exodusu, zatłoczonych łodzi i samolotów, chłodnego przyjęcia w nowym kraju, badań lekarskich. Pod koniec tego stulecia i zapewne tylko w Willesden można było spotkać najlepsze przyjaciółki, Site i Sharon, które ciągle wszystkim się myliły, bo Sita była biała (jej matce podobało się to imię), a Sharon była Pakistanką (jej matka z kolei uważała, że takie imię będzie najlepsze i zaoszczędzi córce kłopotów). Jednak mimo tego całego pomieszania, mimo że w końcu udało nam się wzajemnie wśliznąć do naszych egzystencji względnie łatwo (jak mężczyźnie wracającemu do łóżka kochanki po nocnej przechadzce), trudno dziś jednak przyznać, że nie ma nikogo bardziej angielskiego niż Indus czy nikogo bardziej indyjskiego niż Anglik. Wciąż istnieją młodzi biali ludzie, w których budzi to wściekłość i którzy w porze zamykania lokali wytaczają się na kiepsko oświetlone ulice z kuchennym nożem w zaciśniętej dłoni.
Ale imigrantów śmieszą lęki nacjonalistów, bojących się panicznie zarazy, penetracji, wymieszania ras, bo to małe piwo, pestka w porównaniu z lękami imigrantów - przed rozpuszczeniem się, zniknięciem."
(pdf.str.288-289)
(czytana/słuchana: 30.09-4.10.2025)
3/5 [6/10]
Książka na początku nawet wciąga. Język jest nieco staroświecki ale w sumie zabawny i przystępny i jest to nawet oryginalne i fajne. I tak do połowy. A potem robi się co raz nudniej... ostatnią 1/4 to już zmęczyłem okropnie i przyznam, że już się nawet nie wsłuchiwałem tak wnikliwie... Także: dla mnie za długa, przekombinowana. Owszem, można się w niej doszukać treści...
„Białe zęby” to mozaika tożsamości. To książka, którą się pochłania, i w której trzeba się chwilami zagubić. Bo taka właśnie jest - gęsta, rytmiczna i rozgadana.
To powieść, która mówi o pamięci, religii, nauce, klasie, języku, ciele i przynależności – ale tak, że wciąż chce się czytać. Bo pod każdą z tych warstw jest człowiek.
Bohaterów jest wielu. Każdy niesamowicie prawdziwy. Za duży, żeby zmieścić się w jednym zdaniu. Imigranci, dzieci imigrantów, ci, którzy chcą zapomnieć, skąd pochodzą, i ci, którzy chcą, żeby cały świat o tym pamiętał. A gdzieś pośrodku: pytanie, kim się jest, kiedy nie mieścisz się w żadnej szufladce.
No i Londyn - jego hałas, kolory, chaos i nadzieje - w „Białych zębach” to żywa postać, pełna sprzeczności, napięć i wielokulturowych pęknięć.
Zadie Smith pisze z humorem, błyskotliwością i czułością. Nie lukruje. Pozwala zrozumieć. Ma fantastyczny styl, prowadzi narrację intrygująco. Czytając czułam się jakbym oglądała film - jakbym widziała najazdy kamery, zmiany planów, wyciąganie szczegółu z ogólności.
Polecam za język, który żyje własnym życiem, za bohaterów, którzy są jak sąsiedzi z dołu i za to, że po przeczytaniu tej książki czujesz więcej. I chcesz wiedzieć więcej o sobie.
„Białe zęby” to mozaika tożsamości. To książka, którą się pochłania, i w której trzeba się chwilami zagubić. Bo taka właśnie jest - gęsta, rytmiczna i rozgadana.
To powieść, która mówi o pamięci, religii, nauce, klasie, języku, ciele i przynależności – ale tak, że wciąż chce się czytać. Bo pod każdą z tych warstw jest człowiek.
Bohaterów jest wielu. Każdy niesamowicie...
Książka opisuje różnice pomiędzy rodzinami imigranckimi a brytyjskimi, pomiędzy religijnością i jej brakiem, tradycją i nowoczesnością. Postaci tej historii opisane są z humorem, ale też wrażliwością i dużą wnikliwością. Każdy bohater ma na swój sposób złożoną i skomplikowaną osobowość. Da się ich polubić, pomimo ich słabości, a może właśnie dla nich.
To także historia misternie rozłożonego na czynniki pierwsze rozpadu rodziny Iqbalów, nakręcanego innością i sprzecznymi dążeniami jej członków. Każdy ciągnie w swoją stronę, a ich poglądy są skrajnie inne, różni ich wszystko.
Autorka pokusiła się o analizę kondycji członków poszczególnych mniejszości narodowych żyjących w Wielkiej Brytanii, mamy więc rodzinę Iqbalów pochodzenia bengalskiego (z całym bogactwem spuścizny historycznych zależności) oraz rodzinę Jonesów pochodzenia angielsko-jamajskiego. Smith sprytnie skontrastowała je z rodziną Chalfenów, wywodzącą się z brytyjskiej białej klasy średniej. Jak można przewidzieć, wyszła z tego barwna mozaika ciekawych zderzeń różniących się mocno światów. Światów, które na przemian przyciągają się i odpychają, ewoluują i mają na siebie znaczący wpływ.
Pierwsza część książki to mało dynamiczna, ale dosyć humorystyczna historia przyjaźni Archiego Jonesa i Samada Iqbala. Pomimo, że trochę przegadana, bez niej nie można by prawidłowo odczytać części drugiej, obejmującej losy ich potomstwa. Przez ciekawe i mocno różnorodne rozpisanie ich postaci, pisarka porusza ważne tematy dotyczące tożsamości i mieszania się kultur. Możemy zaobserwować, jak inne są dylematy pierwszego pokolenia imigrantów, a jak z zupełnie innymi boryka się drugie pokolenie. Jak rodzi się przepaść pokoleniowa i jak trudno się przez to porozumieć. Jak odmienne są dążenia starszego i młodego pokolenia. Starsi chcą zachować tradycje kraju pochodzenia, młodzi pragną jak najlepiej zaadoptować się do obyczajów obowiązujących w kraju, w którym się urodzili. Nie ma zrozumienia pomiędzy tymi dwoma punktami widzenia, nie ma go pomiędzy młodymi i starymi. Starsi oburzają się na młodych, młodzi wstydzą się starszych. Jeśli dodamy do tego religię i ideologię wychodzi mieszanka wybuchowa. I to odzwierciedla dobitnie końcówka książki, gdzie wszystkie sprzeczne interesy spotykają się w jednym miejscu, a napięcie sięga zenitu.
Polubiłam prozę Smith za jej niezwykłą złożoność, dbałość o szczegóły opisu poszczególnych środowisk, o ich dążenia, aspiracje, zaszłości historyczne. Czasem traci na dynamice, ale za to rewelacyjnie oddaje różne ciekawe smaczki, których brak zubożyłby tą historię. Duży plus za przedstawianie złożonych i trudnych historii ze sporą dozą humoru.
Książka opisuje różnice pomiędzy rodzinami imigranckimi a brytyjskimi, pomiędzy religijnością i jej brakiem, tradycją i nowoczesnością. Postaci tej historii opisane są z humorem, ale też wrażliwością i dużą wnikliwością. Każdy bohater ma na swój sposób złożoną i skomplikowaną osobowość. Da się ich polubić, pomimo ich słabości, a może właśnie dla nich.
Debiutancka powieść Zadie Smith opublikowana w roku 2000, której akcja toczy się w Londynie i obejmuje okres od II wojny światowej (dla głównych bohaterów - starszego pokolenia) do lat 90. XX w. Główni bohaterowie to dwie rodziny: Iqbalów (pochodzenia bengalskiego) i Jonesów (angielsko-jamajskiego pochodzenia) oraz rodzina Chalfenów – biała, liberalna klasa średnia. Powieść bada losy tych postaci, ich wzajemne relacje, konflikty, aspiracje, tożsamości i problemy wynikające z mieszania kultur, pokoleń, tradycji i nowoczesności.
Archie Jones i Samad Iqbal to dawni towarzysze broni (poznali się podczas II wojny światowej). Archie jest Anglikiem, a Samad – muzułmaninem z Bengalu. Obaj osiedlają się w Londynie, zakładają rodziny. Archie żeni się z Clarą Bowden, jamajską imigrantką; Samad z Alsaną, również pochodzenia bengalskiego. Obie rodziny mają dzieci. Konflikty między pokoleniem rodziców a dziećmi, między kulturą imigrancką a brytyjską, między tradycją a nowoczesnością, między religią a świeckim stylem życia – to główne osie fabuły. Powieść rozwija się również w warstwie historycznej i społecznej – odniesienia do kolonializmu, historii Imperium Brytyjskiego, doświadczeń imigrantów, rasizmu, mikrosytuacji międzykulturowych i różnic klasowych.
Jednym z kluczowych wątków pozostaje tożsamość i asymilacja - kwestie związane z utratą korzeni, próbami zachowania tradycji i jednoczesnym przystosowaniem się do środowiska brytyjskiego. Dzieci imigrantów mierzą się z dwiema kulturami: kulturą rodzinną i kulturą kraju, w którym się urodziły lub wychowały. Na to nakłada się konflikt pokoleń: to, co jest ważne i święte dla rodziców, dzieci często uważają za przestarzałe albo ograniczające.
Niejako równoległym problemem pozostaje kwestia rasizmu i wielokulturowości - Smith pokazuje, że rasizm to nie tylko agresywne ataki, ale też subtelne uprzedzenia, oczekiwania społeczne, stereotypy, stosunek do „Innego”. Wielokulturowe społeczeństwo Londynu – zderzenie kultur, tradycji, religii, płci – staje się sceną dramatów, ale także zdarzeń komicznych.
Podobnie dzieje się z kwestiami religii, tradycji i nowoczesności. Tu na uwagę zasługuje postać Samada Iqbala – rozdarta między przywiązaniem do religii, do tradycji bengalskiej a potrzebą funkcjonowania w kulturze europejskiej, świeckiej. Symbolem nowoczesnych sił, które próbują ingerować w naturę, w biologiczne podstawy, w dziedziczenie, przeszłość, stają się m.in. eksperymenty naukowe (np. genetyka), kontrastujące z tradycyjnym myśleniem.
Wielkim atutem tej powieści pozostaje humor, przesada i satyra. Smith stosuje ironiczny ton, czasem absurdalne sytuacje, które pomagają jej opowiadać o poważnych sprawach (rasizm, religia, kolonializm) w taki sposób, że są one przystępne, a jednocześnie prowokujące do myślenia. Być może czasem narracja rozciąga się na zbyt wiele wątków co sprawia, że końcówka jest nieco chaotyczna i przeciążona.
Szczególnym wątkiem pozostają relacje rodzinne i międzypokoleniowe, w tym relacje pomiędzy rodzicami i dziećmi: oczekiwania, rozczarowania, lojalność, bunt. Dzieci nie chcą pozostawać zamknięte w ramach, które narzucają im rodzice. Różne losy bliźniaków (Magida i Millata) są przykładem tego, jak los/geografia/wychowanie dramatycznie wpływają na to, kim się stajesz.
Wreszcie na poziomie meta, Smith porusza problem relacji międzykulturowych i historii postkolonialnej. Na tym poziomie zawarte są odniesienia do Imperium Brytyjskiego, kolonializmu, migracji, historii narodów dawnych kolonii. Przekaz, że przeszłość imperiów, ras i kultur nie znika, lecz przenika do teraźniejszości ludzi imigracji i ich potomków.
W czytaniu feministycznym tekst Smith ujawnia, jak płeć krzyżuje się z rasą, klasą i pochodzeniem, a kobiety – białe i czarne, imigrantki i Angielki – próbują negocjować własną podmiotowość w świecie, który narzuca im role wynikające z patriarchalnych i kolonialnych struktur. Smith, debiutująca w wieku zaledwie 24 lat, kreśli panoramę kobiecych losów, odgrywających kluczową rolę w przemianach społecznych końca XX wieku. Autorka pokazuje, że emancypacja kobiet z mniejszości etnicznych bywa skomplikowana: ucieczka od opresyjnej tradycji nie zawsze oznacza pełne wyzwolenie. Alsana, bengalska żona Samada, wydaje się na początku podporządkowana. Z czasem jednak ujawnia niezwykłą siłę: krytykuje patriarchalne decyzje męża (np. wysłanie jednego z synów do Bangladeszu), solidaryzuje się z innymi kobietami, potrafi działać wbrew jego woli. Jej sarkastyczny język i ironiczne komentarze podważają autorytet mężczyzn. To przykład „codziennego feminizmu”, wyrażanego nie poprzez otwarte manifesty, lecz przez sprzeciw wobec narzuconych ról.
Kluczową postacią z feministycznego punktu widzenia jest jednak Córka Archiego i Clary, Irie. Dorasta, zmagając się z presją dotycząca ciała, włosów, pochodzenia. Kompleksy związane z „niebiałymi” cechami urody wskazują na wpływ standardów piękna, które faworyzują biel. Irie szuka własnego głosu – poprzez edukację, relacje, a także bunt wobec rodziców i społeczeństwa. Jej dojrzewanie to metafora kobiecego dochodzenia do samoakceptacji w zglobalizowanym, patriarchalnym świecie.
Z kolei Joyce Chalfen reprezentuje białą liberalną klasę średnią. Choć z pozoru postępowa, traktuje młodych imigrantów (Millata, Irie) jak projekt wychowawczy, a nie równorzędnych partnerów. Z feministycznej perspektywy Joyce obnaża napięcia między białym feminizmem a doświadczeniami kobiet z mniejszości: emancypacja jednych może odbywać się kosztem wymazywania historii innych.
Starsze pokolenie także wpisuje się w analizę feministyczną. Hortense, rygorystyczna matka Clary, pokazuje, jak religia i kolonialne normy moralne utrwalały kontrolę nad kobiecym ciałem i seksualnością. Kontrola nad kobiecą seksualnością przebija także w losach innych postaci: Clara zmuszona do małżeństwa przez własne poczucie braku perspektyw, Irie walcząca z kompleksami, Alsana podejmująca decyzje o losie dzieci – wszystkie te wątki pokazują, że ciało i macierzyństwo są polami społecznej kontroli.
Równie ważnym wątkiem jest praca opiekuńcza i niewidzialny wysiłek kobiet: zarówno Alsana, jak i Clara wykonują większość pracy emocjonalnej i domowej. Ich wysiłki są marginalizowane przez mężczyzn skupionych na własnych obsesjach (Samad – na honorze i religii, Archie – na ucieczce przed odpowiedzialnością). Bohaterki Smith funkcjonują na przecięciu różnych systemów ucisku: patriarchatu, rasizmu, klasizmu, kolonialnej spuścizny. Ich doświadczenia różnią się w zależności od koloru skóry, pochodzenia, języka czy wykształcenia – i to właśnie czyni powieść bogatą w feministyczne niuanse.
Ciekawe, że Smith sięga po humor jako narzędzie emancypacji. Jej narracja, pełna ironii i dowcipu, obnaża absurdy męskich autorytetów i sztywności tradycji. Humor pozwala bohaterkom zachować godność w sytuacjach presji. „Białe zęby” przedstawiają zresztą patriarchat w wielu odsłonach: tradycyjny (Samad), kolonialno-religijny (Hortense), liberalno-protekcjonalny (Joyce). Każdy z tych bohaterów – mimo różnic – ogranicza kobiecą wolność. Smith nie moralizuje, lecz pokazuje skutki: frustrację, izolację, czasem autoironię bohaterek. Warto zwrócić uwagę, że mężczyźni w powieści – Archie, Samad, Marcus Chalfen – często są nieporadni lub narcystyczni. To odwrócenie tradycyjnego porządku, w którym to kobiety bywają przedstawiane jako słabsze.
Dla odmiany jednym z subtelnych, ale ważnych wątków powieści, jest solidarność kobiet. Alsana, Clara i Neena (siostrzenica Clary) tworzą nieformalną wspólnotę, w której wymieniają doświadczenia, krytykują mężczyzn i wspierają się. Irie, choć dorasta w poczuciu osamotnienia, również korzysta z kobiecego wsparcia, by odnaleźć siebie. Siła relacji kobiecych jest jedyną możliwą odpowiedzią na przemoc, a zarazem umożliwia autorce krytyczną analizę patriarchatu.
„Białe zęby” to powieść o poszukiwaniu kobiecej podmiotowości w warunkach, które utrudniają pełną autonomię. Smith demaskuje patriarchalne normy – zarówno w rodzinach imigranckich, jak i w białej klasie średniej – i pokazuje, że wyzwolenie wymaga nie tylko odwagi jednostek, ale także zmiany społecznych hierarchii. Zatem choć tekst nie jest wprost feministycznym manifestem, jego warstwa obyczajowa i ironiczny styl sprawiają, że kobiece głosy brzmią tu wyraźnie, domagając się zauważenia. „Białe zęby” udowadniają, że literatura postkolonialna może jednocześnie być krytyką patriarchatu, rasizmu i klasizmu, a feministyczne czytanie pozwala odkryć w tej powieści jeszcze większą głębię.
Jest to zresztą możliwe dzięki wspaniałym kreacjom postaci. Smith potrafi stworzyć bardzo różnych, pełnokrwistych bohaterów z niezwykle odmiennych światów, ale każdy z nich pozostaje wiarygodny i zapada w pamięć. Nie ma tu uproszczeń ani stereotypów – każdy ma swoje wady i zalety. Z tym wiąże się niebywały humor i wspaniały styl narracji: lekki, momentami groteskowy, często bardzo celnie komentujący rzeczywistość. Ten ton pomaga znosić ciężar niezwykle trudnych tematów.
Trzeba też podkreślić nadzwyczaj szerokie spojrzenie, jakim Smith obejmuje społeczeństwo Londynu: nie tylko niewielką historię jednej rodziny, ale całą panoramę mieszkańców, historię migracji, rasowości, nauki, religii – co czyni powieść ambitną, znaczącą i niezwykle aktualną. Pomimo, że ma ona już ponad dwadzieścia lat, jej wiodące tematy – tożsamość imigrantów, rasizm, przynależność, dylemat między tradycją a nowoczesnością – są wciąż żywe i dyskutowane.
Te same zalety mogą być oczywiście postrzegane jako słabe strony powieści: przeciążenie liczbą wątków, zbyt szeroka perspektywa, chwilami utrata tempa, dość problematyczna, nieco absurdalna końcówka; irytujący, zbyt przesadzeni bohaterowie, z którymi czasem nie sposób sympatyzować i styl określany jako „hysterical realism” (nadmiar informacji, rozproszenie, zbyt wiele wydarzeń na raz, kosztem głębokiego psychologicznego portretu).A jednak "Białe zęby" pozostają do dzisiaj ważnym głosem literatury postkolonialnej i wielokulturowej. Smith pokazała, że brytyjska literatura może i powinna uwzględniać głosy imigrantów, ich potomków, a Londyn – jako miasto imigrantów – zasługuje na obszerny literacki obraz. Wpłynęło to na dyskusję o tożsamości narodowej, przynależności kulturowej, o tym, co znaczy być „Anglikiem” – szczególnie w kontekście społeczeństw wieloetnicznych. Jest to wreszcie przykład odważnego, wielowymiarowego debiutu, w którym co prawda można dostrzec typowe dla młodości literackiej mankamenty (np. momenty przesady, niespójności), które jednak sprawiają, że książka jest żywa i prowokująca. Smith przyjmując postawę obserwatora z humorem, empatią i ironią, pozwala czytelnikowi spojrzeć na świat imigrantów, na społeczeństwo brytyjskie i na samego siebie – z różnych perspektyw.
Debiutancka powieść Zadie Smith opublikowana w roku 2000, której akcja toczy się w Londynie i obejmuje okres od II wojny światowej (dla głównych bohaterów - starszego pokolenia) do lat 90. XX w. Główni bohaterowie to dwie rodziny: Iqbalów (pochodzenia bengalskiego) i Jonesów (angielsko-jamajskiego pochodzenia) oraz rodzina Chalfenów – biała, liberalna klasa średnia. Powieść...
"Białe zęby" Zadie Smith to brawurowy debiut. Napisany nonszalancko, z lekkością, wręcz bezczelny w swej śmiałości. Autorka pisząc o Anglikach, imigrantach i kolejnym ich pokoleniu próbuje pokazać starą jak świat prawdę - człowiek to istota zagubiona, która jakoś próbuje przeżyć. Opisując więc los trzech rodzin tworzy pasjonującą sagę o poszukiwaniu tożsamości, przyjaźni, rodzicielstwie i próbach radzenia sobie z życiem. Smith pisze również o tym, jak wielkim fałszem jest kolor skóry czy religia. Uniwersalna i wspaniała jest to powieść.
Praktycznie o każdej postaci można powiedzieć coś interesującego. Motywacje i lęki są właściwie zarysowane, bohaterowie wchodzą ze sobą w interakcje i są w tym wiarygodni, a także uchwyconych jest wiele generacyjnych problemów. Zadie Smith wciągnęła mnie w swój świat i razem z Jonesami, Iqbalami oraz Chelfenami odkrywałem, co też przyniesie los.
Jest to również bardzo zabawna powieść, a autorka potrafi utrzymać ciekawość czytelnika.
Po prostu wow.
"Białe zęby" Zadie Smith to brawurowy debiut. Napisany nonszalancko, z lekkością, wręcz bezczelny w swej śmiałości. Autorka pisząc o Anglikach, imigrantach i kolejnym ich pokoleniu próbuje pokazać starą jak świat prawdę - człowiek to istota zagubiona, która jakoś próbuje przeżyć. Opisując więc los trzech rodzin tworzy pasjonującą sagę o poszukiwaniu tożsamości, przyjaźni,...
Międzypokoleniowa opowieść o środowisku londyńskich imigrantów, swego czasu mocny debiut 25-latki, długi, bogaty w meandry fabularne oraz kontrowersje – na jego podstawie krytyk literacki, James Wood, ukuł koncepcję realizmu histerycznego: powieści o zawiłej konstrukcji, bogactwie wątków i postaci uwikłanych w mocno nieprawdopodobne zdarzenia, opisywane z detalami sugerującymi realizm, w sumie jednak teatralne, zbytnio skupione na „kto, gdzie, kiedy” oderwane od człowieka prawdziwego. Cuś w tym jest. Na tym etapie mojego czytelnictwa jestem książką Smith przyjemnie zaskoczona, imponuje mi u autorki swoboda posługiwania się dowcipem, umiejętność wplatania do fabuły Historii ... jednocześnie rozumiem, co miał na myśli Woods – to wszystko nie jest naprawdę, nie jest o ludziach, którzy realnie istnieją. Pomimo tego, że tempo akcji nieco siada, gdy dorośleją bliźniacy (zresztą są oni dla mnie najsłabszym punktem opowieści), ogólnie książkę dobrze się czyta, dowcip nieco rozjaśnia ciemne strony multikulti. Poza tym, jak zawsze, jestem po stronie myszy.
Międzypokoleniowa opowieść o środowisku londyńskich imigrantów, swego czasu mocny debiut 25-latki, długi, bogaty w meandry fabularne oraz kontrowersje – na jego podstawie krytyk literacki, James Wood, ukuł koncepcję realizmu histerycznego: powieści o zawiłej konstrukcji, bogactwie wątków i postaci uwikłanych w mocno nieprawdopodobne zdarzenia, opisywane z detalami...
Imponujący debiut literacki brytyjskiej autorki, który ukazał się także w Polsce. Powieść opowiada o wielokulturowym Londynie i losach dwóch zaprzyjaźnionych rodzin na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Smith z humorem, błyskotliwością i ogromną przenikliwością pokazuje tożsamościowe zmagania, klasowe napięcia i rodzinne absurdy. Dynamiczna, inteligentna i pełna życia. Idealna dla fanów literatury społecznej z ironicznym zacięciem.
Imponujący debiut literacki brytyjskiej autorki, który ukazał się także w Polsce. Powieść opowiada o wielokulturowym Londynie i losach dwóch zaprzyjaźnionych rodzin na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Smith z humorem, błyskotliwością i ogromną przenikliwością pokazuje tożsamościowe zmagania, klasowe napięcia i rodzinne absurdy. Dynamiczna, inteligentna i pełna życia....
Zadie Smith ma tak wielki talent do tworzenia postaci i styl w którym czytelnik się po prostu zatapia i wcale nie chce wychodzić z tego świata choćby dla samej przyjemności obcowania z literaturą na najwyższym poziomie.
Zadie Smith ma tak wielki talent do tworzenia postaci i styl w którym czytelnik się po prostu zatapia i wcale nie chce wychodzić z tego świata choćby dla samej przyjemności obcowania z literaturą na najwyższym poziomie.
Czytanie „Białych zębów” to była trochę droga przez mękę, czytało się to fatalnie i kilka razy byłam bliska tego, aby porzucić tą pozycję. Przyjemność z lektury była prawie żadna. Treść warta jest jednak poznania.
Zadi Smith pokazuje zamkniętą i niedostępną dla obcych społeczność żyjących pod koniec XX wieku w Londynie emigrantów z różnych bardzo dalekich państw, a jednym z głównych tematów jest przyjaźń, trwająca kilkadziesiąt lat. Zadi Smith nie oszczędza opisywanych osób, pisze o wielu negatywnych rzeczach, jakie oni robili. Nie są oni sympatyczni i nie polubiłam żadnego z nich. Pokazała jednak też, jak strasznie jest im trudno. Jednym z pozytywnych elementów jest właśnie przyjaźń, która w tym przypadku jest silniejsza nawet od więzów rodzinnych. Dwóm główny bohaterom nie zawsze układały się relacje z żonami, z dziećmi było jeszcze gorzej, ze sobą też często się nie zgadzali, ale nie byli w stanie bez siebie funkcjonować. Widywali się w domach, często z rodzinami, ale też wiele lat chodzili sami do tej samej knajpy, gdzie większość czasu się kłócili. Tych knajpianych spotkań nie da się zapomnieć i chociażby dlatego warto jednak „Białe zęby” przeczytać. Można obserwować, jak to się stało, że mimo iż niemal na wszystkich polach byli oni przegrywami, a jednak ta przyjaźń im wyszła.
całość
https://powrot-do-krainy-ksiazki.blogspot.com/2025/03/zadie-smith-biae-zeby.html
Czytanie „Białych zębów” to była trochę droga przez mękę, czytało się to fatalnie i kilka razy byłam bliska tego, aby porzucić tą pozycję. Przyjemność z lektury była prawie żadna. Treść warta jest jednak poznania.
Zadi Smith pokazuje zamkniętą i niedostępną dla obcych społeczność żyjących pod koniec XX wieku w Londynie emigrantów z różnych bardzo dalekich państw, a...
Początkowo była dość żmudna i trzeba się wgryźć w jej klimat i poszczególnych bohaterów, ale im dalej, tym ciekawsza i śmieszniejsza. Bardzo inteligentne i dowcipne spostrzeżenia o życiu imigrantów w zachodniej kulturze.
Początkowo była dość żmudna i trzeba się wgryźć w jej klimat i poszczególnych bohaterów, ale im dalej, tym ciekawsza i śmieszniejsza. Bardzo inteligentne i dowcipne spostrzeżenia o życiu imigrantów w zachodniej kulturze.
Powieść obyczajowa. Pożyczona przez znajomą... Z początku nawet wciągająca. Z czasem okazało się, że trochę nijaka. W zasadzie nie dla mnie. Jakaś wydziwiona, zagmatwana, nudna. O małostkowości, niedopasowaniu, zawieszeniu, wyobcowaniu. O pruderii i dwulicowości, o uprzedzeniach. O poszukiwaniu siebie i swej tożsamości. O moralnych zawiłościach i tajemnicach. O dorastaniu i prozie życia. O dziedziczeniu traumy i religijnej spuścizny. O chichotach historii i życiowych woltach. Nie będzie to łatwa lektura dla wielu. Ale myślę, że znajdą się jej wielbiciele i piewcy. Mnie powieść nie urzekła. Z żadną postacią się nie związałam emocjonalnie. Nie ciekawiło mnie pod koniec już co będzie z kim. Doczytałam dla przyzwoitości.
Zadie Smith pragnęła chyba pokazać, co często kryje się pod sztucznym uśmiechem; pod jego maską. Jej wielowątkowa, złożona z wielu elementów opowieść miała chyba w zamyśle dostarczyć jakichś refleksji na temat trudności, z jakimi mierzą się ludzie w związku ze swoim pochodzeniem, religią, korzeniami, niedopasowaniem. Jak sami się męczą, i jak się duszą we własnym sosie, smrodzie …i jak to się kitłasi, nim człowiek wyzwoli się z więzów. Jakie trudy spotykają przesadzone krzewy - tj. ludzi z odległych zakątków świata, których losy rzuciły do obcej ziemi. Jak życie weryfikuje nadzieje i marzenia. Jak ciągną się za ludźmi ich dawne nie załatwione sprawy oraz kulturowe i mentalne okaleczenia; niedostatki.
Autorka ukazuje jakie owoce przynosi fanatyzm i radykalizm. Jak dzieci, którym brak miłości, uwagi i zrozumienia są podatne na wpływy i manipulacje; jak źle wybierają. Stara się uwypuklić jakie to wszystko bywa dziwne, kuriozalne, a nawet śmieszne – tragicznie śmieszne.
Powieść obyczajowa. Pożyczona przez znajomą... Z początku nawet wciągająca. Z czasem okazało się, że trochę nijaka. W zasadzie nie dla mnie. Jakaś wydziwiona, zagmatwana, nudna. O małostkowości, niedopasowaniu, zawieszeniu, wyobcowaniu. O pruderii i dwulicowości, o uprzedzeniach. O poszukiwaniu siebie i swej tożsamości. O moralnych zawiłościach i tajemnicach. O dorastaniu i...
Dziwna to była powieść. Postacie były odpychające, bez charakteru, wyrazu. Trochę na zasadzie „jakiego mnie Boże stworzyłeś, takiego mnie masz”. Może nie czuję też klimatu imigrantów w Londynie. Może to nie mój temat. Umęczyłam się nad tą książką i nie czuję chęci by sięgnąć po kolejne pozycje autorki.
Dziwna to była powieść. Postacie były odpychające, bez charakteru, wyrazu. Trochę na zasadzie „jakiego mnie Boże stworzyłeś, takiego mnie masz”. Może nie czuję też klimatu imigrantów w Londynie. Może to nie mój temat. Umęczyłam się nad tą książką i nie czuję chęci by sięgnąć po kolejne pozycje autorki.
Książka spodobała mi się bardzo. Jak na debiutancką powieść to wprost czapki z głów. Uważam ją za powieść bardzo dobrą, skomplikowaną, nieco chaotyczną, nie trzymającą się sztywnych ram i zasad. Czytałam ją bardzo długo, myślę, że z dobrych parę miesięcy z dłuższymi przerwami. Zdecydowanie potrzebowałam odstępu i oddechu. Jak dla mnie to nie jest powieść ,,na raz".
Książka spodobała mi się bardzo. Jak na debiutancką powieść to wprost czapki z głów. Uważam ją za powieść bardzo dobrą, skomplikowaną, nieco chaotyczną, nie trzymającą się sztywnych ram i zasad. Czytałam ją bardzo długo, myślę, że z dobrych parę miesięcy z dłuższymi przerwami. Zdecydowanie potrzebowałam odstępu i oddechu. Jak dla mnie to nie jest powieść ,,na raz".
Skomplikowana, a jednak wyjaśniająca wiele aspektów życia z perspektywy ludzi, których nigdy do końca nie chcieliśmy zrozumieć. Ta wielopokoleniowość, dziedziczenie traumy i kwestie związane z religią są tematami uniwersalnymi, a jednak to moja pierwsza styczność z perspektywą imigrantów, która przez lata była wykorzystywana do różnych manipulacji w mediach. Ciekawa powieść, momentami może się dłużyć przez ciężar, jaki wywołują opisane historie, ale warta przeczytania. To moja pierwsza styczność z Zadie Smith, którą dotychczas pomijałam przy swoich czytelniczych planach, ale przyszedł na nią czas i jestem pozytywnie zaskoczona.
Skomplikowana, a jednak wyjaśniająca wiele aspektów życia z perspektywy ludzi, których nigdy do końca nie chcieliśmy zrozumieć. Ta wielopokoleniowość, dziedziczenie traumy i kwestie związane z religią są tematami uniwersalnymi, a jednak to moja pierwsza styczność z perspektywą imigrantów, która przez lata była wykorzystywana do różnych manipulacji w mediach. Ciekawa...
Naprawdę bardzo dobrze napisana książka. W błyskotliwym, lekkim stylu poruszająca wcale nie banalny problem integracji i/lub zachowania odrębności kulturowej oraz miejsce imigrantów w społeczeństwie brytyjskim a właściwie w Londynie. Żeby nie powtarzać tego, co inni już napisali: trzy rodziny, jedne bardziej śmieszne a mniej denerwujące, inne bardziej denerwujące a mniej śmieszne, najgorsi są mężczyźni opętani ideą, których należałoby izolować - no, ale to już skądinąd wiadomo ;)
Co ciekawe profil narodowościowy Londyńczyków zmienia się tak szybko, że za moment będzie nieaktualna, a może już jest.
Naprawdę bardzo dobrze napisana książka. W błyskotliwym, lekkim stylu poruszająca wcale nie banalny problem integracji i/lub zachowania odrębności kulturowej oraz miejsce imigrantów w społeczeństwie brytyjskim a właściwie w Londynie. Żeby nie powtarzać tego, co inni już napisali: trzy rodziny, jedne bardziej śmieszne a mniej denerwujące, inne bardziej denerwujące a mniej...
Książkę pamiętam, gdy czytała ją moja siostra. Nie wiem/nie pamiętam, czy jej się podobała, bo było to jakieś 20 lat temu. Dla mnie - lektura trochę dziwna. Nie mam wrażenia, że "gdzieś to już czytałam", dlatego śmiało zaryzykuję stwierdzenie, że jest to opowieść jedyna w swoim rodzaju.
Książkę pamiętam, gdy czytała ją moja siostra. Nie wiem/nie pamiętam, czy jej się podobała, bo było to jakieś 20 lat temu. Dla mnie - lektura trochę dziwna. Nie mam wrażenia, że "gdzieś to już czytałam", dlatego śmiało zaryzykuję stwierdzenie, że jest to opowieść jedyna w swoim rodzaju.
Książka przeczytana dzięki uczestnictwu w klubie książki.
Historia o losach trzech rodzin emigrantów: Jonesów, Iqbalów i Chalfenów, których losy splatają się ze sobą. Akcja osadzona w Londynie, ukazuje jak różnorodne potrafią być poszczeglne osoby ze względu na relacje, religię oraz pewne uprzedzenia.
Nie jest to powieść, którą można przeczytać za jednym podejściem, czasem wymaga chwilę oddechu, czasem trochę śmieszy. To co mnie zaskoczyło, jeśli chodzi o bohaterów, to fakt, że żadnego z nich nie da się do końca polubić, są wręcz irytujący w swoich zachowaniach. Powiedzmy że największą sympatią obdarzyłam Irie, aczkolwiek też miałam ochotę nią potrząsnąc i zmusić do działania...
Książka przeczytana dzięki uczestnictwu w klubie książki.
Historia o losach trzech rodzin emigrantów: Jonesów, Iqbalów i Chalfenów, których losy splatają się ze sobą. Akcja osadzona w Londynie, ukazuje jak różnorodne potrafią być poszczeglne osoby ze względu na relacje, religię oraz pewne uprzedzenia.
Nie jest to powieść, którą można przeczytać za jednym podejściem,...
Bohaterami są trzy rodziny: Jonesów, Iqbalów i Chalfenów oraz ich dzieci. Każdą z postaci nęka niezrealizowanie, niespełnienie, obawa przed samym sobą. Mają rozterki moralne, duchowe, społeczne, religijne... Każda sytuacja może być prawdziwą, co dało oryginalny koktajl humoru i trudności życia tych ludzi. No i przesłanie samego tytułu- czym tak naprawdę mogą być "białe zęby"..... Na pewno nie jest to "łatwa" pozycja, zmienność czasu akcji, mnogość bohaterów zmusza do skupienia, a same postacie i ich zachowania prowokują do głębszych refleksji... mnie nie urzekła...
Bohaterami są trzy rodziny: Jonesów, Iqbalów i Chalfenów oraz ich dzieci. Każdą z postaci nęka niezrealizowanie, niespełnienie, obawa przed samym sobą. Mają rozterki moralne, duchowe, społeczne, religijne... Każda sytuacja może być prawdziwą, co dało oryginalny koktajl humoru i trudności życia tych ludzi. No i przesłanie samego tytułu- czym tak naprawdę mogą być "białe...
Najsłynniejszą książkę Zadie Smith polecały mi już od dłuższego czasu bardzo różne osoby, ale dopiero teraz zdecydowałam się po nią sięgnąć. Powieść zdecydowanie warta przeczytania i zachęciłaby wszystkich do przeczytania jej. Historia rodzin Iqbali, Jonesów i Chalfenów na przestrzeni kilku dziesięcioleci drugiej połowy XX wieku pokazuje nam z jakimi wyzwaniami mierzą się zarówno imigranci w Wielkiej Brytanii, jak i rodowici Brytyjczycy. Każdy z członków trzech rodzin, bardzo różnych od siebie, rozpaczliwie poszukuje swojej tożsamości w coraz bardziej różnorodnym społeczeństwie. Losy ich są ze sobą ściśle splecione i przedstawione na tle wielkomiejskiego życia w Londynie, mimo że jeszcze stulecie wcześniej nie mieliby oni szansy się spotkać (no chyba że na terenie którejś z brytyjskich kolonii/mandatu). Powieść ukazuje w złożony sposób problemy postkolonialnych społeczeństw, obrazuje jak trudno rozprawić się z uprzedzeniami, mitami i jak wielkim wyzwaniem jest imigracja i integracja w nowym kraju. Każdy z bohaterów musi odpowiedzieć sobie na pytanie kim jestem i kim chcę/nie chcę być. Czasami wybierają postawu skrajne, czasami bierność i dopasowanie do szybko zmieniających się okoliczności.
Szczególne wrażenie zrobiła na mnie postać Irie Jones, córki Clary, rodowitej Jamajki, urodzonej i wychowanej już w Londynie w rodzinie radykalnych świadków Jechowy i Archiego, sporo starszego od Clary, flegmatycznego Brytyjczyka. Bardzo ciekawie przedstawione są jej rozterki związane z dorastaniem, identyfikacją, dystansowaniem od rodziców, fascynacją rodziną Chalfenów, ucieczką do Babci, nieszczęśliwą miłością do Millata Iqbala. Na oczach czytelnika Irie wybiera i wydobywa od spotkanych osób elementy, które złożą się na jej nową tożsamość.
Ciekawe są również losy bliźniaków Millata i Magida, rozdzielonych we wczesnym wieku nastoletnim. Magid zostaje wysłany przez ojca do jego rodzimego Bangladeszu, aby wyrósł na przykładnego muzułmanina, Millat natomiast zostaje z rodzicami w Londynie. Życie chłopców układa się w bardzo przewrotny sposób. Millat wstępuje do radykalnej muzułmańskiej organizacji, Magid natomiast wraca na studia do Londynu, je bekon i nie identyfikuje się już w ogóle ze swoją religię.
Zadie Smith stworzyła wielowątkową i wielopostaciową całość, która dostarcza mnóstwo refleksji na temat tożsamości, pokazuje na przykładzie swoich bohaterów, jak ważne jest zrozumienie swoich korzeni i ukształtowanie własnego ja, które będąc odrębne od naszych rodzin pochodzenia, czerpie jednak z.och stylu życia i wartości.
Najsłynniejszą książkę Zadie Smith polecały mi już od dłuższego czasu bardzo różne osoby, ale dopiero teraz zdecydowałam się po nią sięgnąć. Powieść zdecydowanie warta przeczytania i zachęciłaby wszystkich do przeczytania jej. Historia rodzin Iqbali, Jonesów i Chalfenów na przestrzeni kilku dziesięcioleci drugiej połowy XX wieku pokazuje nam z jakimi wyzwaniami mierzą się...
Jeśli lubisz książkę, w której opisy emocji, zdarzeń ubrane są w barokowe słowa i podczas czytania gubisz się o co chodzi - to ta pozycja jest dla Ciebie.
Jeśli lubisz książkę w której żadnego bohatera nie potrafisz ani polubić ani znienawidzić - to ta pozycja jest dla Ciebie.
Jeśli lubisz książkę w której pod płaszczykiem rozterek imigrantów tak naprawdę gra toczy się o dusze owieczek wierzących w różnych bogów - to ta pozycja jest dla Ciebie.
To nie jest pozycja dla mnie.
Jeśli lubisz książkę, w której opisy emocji, zdarzeń ubrane są w barokowe słowa i podczas czytania gubisz się o co chodzi - to ta pozycja jest dla Ciebie.
Jeśli lubisz książkę w której żadnego bohatera nie potrafisz ani polubić ani znienawidzić - to ta pozycja jest dla Ciebie.
Jeśli lubisz książkę w której pod płaszczykiem rozterek imigrantów tak naprawdę gra toczy się o...
Mam wrażenie,że celem autorki było,aby czytelnicy wysnuli takie wnioski z tej książki,że po pierwsze fanatyzm i radykalizm to zło,nie tylko ten religijny-chociaz ten właśnie jest najbardziej niebezpieczny.A po drugie,że dzieci,którym brak miłości,uwagi i zrozumienia są podatne na wchłonięcie przez różne ugrupowania.Jednak nie zmienia to faktu,że spośród licznych bohaterów książki nie da się tak naprawdę żadnego polubić.A ten,któremu poświęcono najwięcej uwagi czy Samad,jest koszmarnym idiotą krzywdzącym bliskich(zwłaszcza synów).Czytałam poirytowana,ale zaciekawiona jak potoczą dalsze losy.
Mam wrażenie,że celem autorki było,aby czytelnicy wysnuli takie wnioski z tej książki,że po pierwsze fanatyzm i radykalizm to zło,nie tylko ten religijny-chociaz ten właśnie jest najbardziej niebezpieczny.A po drugie,że dzieci,którym brak miłości,uwagi i zrozumienia są podatne na wchłonięcie przez różne ugrupowania.Jednak nie zmienia to faktu,że spośród licznych bohaterów...
Kiedy „Białe zęby” ukazały się na początku XXI wieku, czytano je przede wszystkim jako żywą, ironicznie napisaną opowieść o wielokulturowym Londynie. Panował wówczas pewien optymizm: wierzono, że globalizacja i demokracja liberalna stopniowo oswoją napięcia między kulturami, a społeczeństwa Europy staną się coraz bardziej pluralistyczne. Czytając tę powieść w 2026 roku, trudno jednak nie zauważyć, jak bardzo zmienił się kontekst, w którym ją odbieramy.
Minęło zaledwie ćwierć wieku, a Europa wygląda dziś niestety inaczej. W wielu krajach narastają nastroje antyimigranckie, coraz mocniej brzmią głosy skrajnej prawicy, a język nacjonalizmu i kulturowego lęku powraca do politycznego centrum. W takim świecie „Białe zęby” brzmią inaczej niż w momencie swojego debiutu. Tam, gdzie dawniej widziano przede wszystkim ironiczną, satyryczną opowieść o energii wielokulturowego społeczeństwa, dziś łatwiej dostrzec napięcia, niepewności i pęknięcia, które dopiero zaczynały się wtedy ujawniać. To, co na przełomie wieków mogło wydawać się początkiem trudnego, ale możliwego dialogu między kulturami, dziś coraz częściej wygląda jak zapowiedź konfliktów, które dopiero miały nadejść. Powraca pragnienie prostoty: jednolitej tożsamości, czystych tradycji, wyraźnych granic między „nami” a „nimi”.
Dlatego „Białe zęby” pozostają książką ważną nie dlatego, że oferują pocieszającą wizję harmonijnej wielokulturowości. Przeciwnie, ponieważ pokazują jej nieporządek, napięcia i sprzeczności. Smith opisuje świat głośny, chaotyczny, pełen konfliktów i wzajemnych nieporozumień. Dziś widać wyraźniej niż kiedyś, że nie jest to etap przejściowy prowadzący do zgody, lecz obraz rzeczywistości, z którą współczesne społeczeństwa nie potrafią się pogodzić i którą coraz częściej próbują zwalczyć zamiast zrozumieć.
Tym bardziej imponujące jest, że tak przenikliwą diagnozę świata stworzyła autorka mająca zaledwie dwadzieścia kilka lat. „Białe zęby” są powieścią o imponującym rozmachu, niemal epicką, wielopokoleniową i wielowątkową, obejmującą szeroki fragment historii: od doświadczenia wojny, przez powojenne migracje, aż po koniec XX wieku. Największą siłą tej książki pozostaje galeria postaci. Bohaterowie są pełni sprzeczności, często irytujący, czasem groteskowi, ale niemal zawsze prawdziwi. Smith nie idealizuje nikogo - ani tradycjonalistów kurczowo trzymających się przeszłości, ani liberałów przekonanych o własnej moralnej wyższości. Wszyscy są w pewnym sensie zagubieni w świecie, który zmienia się szybciej, niż potrafią to zrozumieć.
Kiedy „Białe zęby” ukazały się na początku XXI wieku, czytano je przede wszystkim jako żywą, ironicznie napisaną opowieść o wielokulturowym Londynie. Panował wówczas pewien optymizm: wierzono, że globalizacja i demokracja liberalna stopniowo oswoją napięcia między kulturami, a społeczeństwa Europy staną się coraz bardziej pluralistyczne. Czytając tę powieść w 2026 roku,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątkowo bardzo mnie wciągnęła, byłam mocno zainteresowana tematem wielokulturowym, potem jakoś siadło i męczyłam się przez połowę książki. Nie do końca mój klimat…
Początkowo bardzo mnie wciągnęła, byłam mocno zainteresowana tematem wielokulturowym, potem jakoś siadło i męczyłam się przez połowę książki. Nie do końca mój klimat…
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria zupełnie mnie nie urzekła. Po skończeniu bardzo szybko zapomniałam, o czym ona była, kim byli bohaterowie i co miało z tego wszystkiego wyniknąć.
Historia zupełnie mnie nie urzekła. Po skończeniu bardzo szybko zapomniałam, o czym ona była, kim byli bohaterowie i co miało z tego wszystkiego wyniknąć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątkowo byłem zachwycony i wręcz zdumiony, jak tak młoda Autorka mogła tak świetnie pisać. Im dalej w las, tym bardziej postaci zaczęły mi się ze sobą mieszać, na końcu wyszła kotłowanina i jeden wielki mętlik, bajoro w moich oczach. Nieuważnie czytałem, czy co? Zgubiłem się około 350. strony i porzuciłem lekturę książki, którą byłem wręcz oczarowany. Przykre.
Początkowo byłem zachwycony i wręcz zdumiony, jak tak młoda Autorka mogła tak świetnie pisać. Im dalej w las, tym bardziej postaci zaczęły mi się ze sobą mieszać, na końcu wyszła kotłowanina i jeden wielki mętlik, bajoro w moich oczach. Nieuważnie czytałem, czy co? Zgubiłem się około 350. strony i porzuciłem lekturę książki, którą byłem wręcz oczarowany. Przykre.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie ujmuje autorce kunsztu, lecz to zupełnie nie moje klimaty. Zbyt wiele dygresji, opisów, metafor, zbyt absurdalne zdarzenia. Mnie znużyła, miast zachwycić.
Nie ujmuje autorce kunsztu, lecz to zupełnie nie moje klimaty. Zbyt wiele dygresji, opisów, metafor, zbyt absurdalne zdarzenia. Mnie znużyła, miast zachwycić.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZadie przedstawia barwny kocioł kulturowy, religijny, klasowy, etniczny i pokoleniowy. Jak należy przypuszczać, jest to mieszanka wybuchowa, pełna konkretnych charakterów, do których ciężko poczuć sympatię. Tak naprawdę nie zbliżamy się do postaci, a raczej do swego rodzaju archetypów: zagubione dziecko, rodzice wpatrzeni w przeszłość, tęsknota za domem, którego się nie poznało. Obawiam się, że powieść w zamierzeniu nie miała prezentować żadnych rozwiązań, jedynie zagubienie i mętlik nieosiągalnych przez słabości charakterów pragnień. A ja jednak chciałabym móc komuś kibicować, widzieć rozwój, a nie staczanie się, a nawet jeśli staczanie, to z hukiem i pieśnią na ustach. Zabrakło mi „mięsa”.
Na osobną uwagę zasługuje tłumaczenie, które niestety gubi się przede wszystkim w akcentach - cockneyu i jamajskim patois. Również slang młodzieżowy czasami zgrzyta w zębach. Zdaje sobie sprawę, że przełożenie tych nacechowań jest zadaniem karkołomnym, niemniej w książce, której celem jest ukazanie wymienionych w pierwszym zdaniu różnic, jest sprawą kluczową.
Zadie przedstawia barwny kocioł kulturowy, religijny, klasowy, etniczny i pokoleniowy. Jak należy przypuszczać, jest to mieszanka wybuchowa, pełna konkretnych charakterów, do których ciężko poczuć sympatię. Tak naprawdę nie zbliżamy się do postaci, a raczej do swego rodzaju archetypów: zagubione dziecko, rodzice wpatrzeni w przeszłość, tęsknota za domem, którego się nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka na początku nawet wciąga. Język jest nieco staroświecki ale w sumie zabawny i przystępny i jest to nawet oryginalne i fajne. I tak do połowy. A potem robi się co raz nudniej... ostatnią 1/4 to już zmęczyłem okropnie i przyznam, że już się nawet nie wsłuchiwałem tak wnikliwie... Także: dla mnie za długa, przekombinowana. Owszem, można się w niej doszukać treści całkiem niezłych, dylematy imigrantów, hipokryzja, marzenia, wyobrażenia... Ale całościowo była to dla mnie męcząca lektura, gdyby była krótsza (o połowę albo chociaż o 1/3), to pewnie oceniłbym wyżej, a tak to jednak trochę strata czasu dla mnie. Ale ma coś w sobie, może się podobać i mimo wszystko oceniam na 6/10 ze względu na pierwszą połowę, która też mi się podobała. Teraz trochę cytatów, które albo mówią coś fajnego o życiu, albo o książce ;)
"Oto czym jest rozwód: zabieraniem rzeczy, których już się nie potrzebuje, ludziom, których już się nie kocha."
(pdf.str.8)
"(…) aż wreszcie rok 1980 przyniósł ostateczny kryzys: Samad usłyszał ryk Allaha, który rozbrzmiewał mu w uszach niczym szum fal w muszli, i poczuł, że pora zawrzeć układ z Bogiem.
2. Święta racja
A układ wyglądał tak: l stycznia 1980 roku, zupełnie jak ktoś, kto postanawia, że zrezygnuje w nowym roku z sera pod warunkiem, że będzie dostawał czekoladę, Samad zrezygnował z masturbacji na rzecz picia. Był to rodzaj transakcji, pewien interes, który zaproponował Bogu, przy czym Samad miał być stroną aktywną, a Bóg figurantem. I od tego dnia Samad doznał względnego duchowego spokoju, zaczął spijać z Archibaldem Jonesem kolejne kufle pienistego guinnessa, a nawet przyswoił sobie chrześcijański nawyk wznoszenia oczu ku niebu przy ostatnim łyku. Myślał przy tym: Jestem zasadniczo dobrym człowiekiem. Nie trzepię kapucyna. Odpuść mi trochę. To tylko przypadkowy kufelek. Święta racja..."
(pdf.str.121)
"Mur walił się w gruzy. Było to historyczne wydarzenie. Nikt tak naprawdę nie wiedział dokładnie, kto go postawił i kto go teraz burzył, i czy było to dobre, złe czy może jeszcze inne, nikt nie wiedział, jak był ten mur wysoki i długi, dlaczego ludzie ginęli, próbując przejść na drugą stronę, i czy przestaną ginąć w przyszłości, ale mimo to rzecz miała walory edukacyjne. Była też równie dobrym pretekstem do spotkania jak każdy inny."
(pdf.str.209-210)
"Czasami człowiek chce być inny. A czasami oddałby własne włosy, żeby upodobnić się do całej reszty."
(pdf.str.250)
"Było to stulecie egzotycznych przybyszów, brązowych, żółtych i białych. Stulecie wielkiego imigracyjnego eksperymentu. Pod koniec tego stulecia na placu zabaw można było natknąć się na Isaaca Leunga nad sadzawką z rybkami, Danny’ego Rahmana w bramce na boisku piłki nożnej, Quanga O’Rourke grającego w kosza i Irie Jones, nucącą jakąś melodyjkę. Imiona i nazwiska tych dzieci zderzały się czołowo. Kryły w sobie tajemnicę masowego exodusu, zatłoczonych łodzi i samolotów, chłodnego przyjęcia w nowym kraju, badań lekarskich. Pod koniec tego stulecia i zapewne tylko w Willesden można było spotkać najlepsze przyjaciółki, Site i Sharon, które ciągle wszystkim się myliły, bo Sita była biała (jej matce podobało się to imię), a Sharon była Pakistanką (jej matka z kolei uważała, że takie imię będzie najlepsze i zaoszczędzi córce kłopotów). Jednak mimo tego całego pomieszania, mimo że w końcu udało nam się wzajemnie wśliznąć do naszych egzystencji względnie łatwo (jak mężczyźnie wracającemu do łóżka kochanki po nocnej przechadzce), trudno dziś jednak przyznać, że nie ma nikogo bardziej angielskiego niż Indus czy nikogo bardziej indyjskiego niż Anglik. Wciąż istnieją młodzi biali ludzie, w których budzi to wściekłość i którzy w porze zamykania lokali wytaczają się na kiepsko oświetlone ulice z kuchennym nożem w zaciśniętej dłoni.
Ale imigrantów śmieszą lęki nacjonalistów, bojących się panicznie zarazy, penetracji, wymieszania ras, bo to małe piwo, pestka w porównaniu z lękami imigrantów - przed rozpuszczeniem się, zniknięciem."
(pdf.str.288-289)
(czytana/słuchana: 30.09-4.10.2025)
3/5 [6/10]
Książka na początku nawet wciąga. Język jest nieco staroświecki ale w sumie zabawny i przystępny i jest to nawet oryginalne i fajne. I tak do połowy. A potem robi się co raz nudniej... ostatnią 1/4 to już zmęczyłem okropnie i przyznam, że już się nawet nie wsłuchiwałem tak wnikliwie... Także: dla mnie za długa, przekombinowana. Owszem, można się w niej doszukać treści...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Białe zęby” to mozaika tożsamości. To książka, którą się pochłania, i w której trzeba się chwilami zagubić. Bo taka właśnie jest - gęsta, rytmiczna i rozgadana.
To powieść, która mówi o pamięci, religii, nauce, klasie, języku, ciele i przynależności – ale tak, że wciąż chce się czytać. Bo pod każdą z tych warstw jest człowiek.
Bohaterów jest wielu. Każdy niesamowicie prawdziwy. Za duży, żeby zmieścić się w jednym zdaniu. Imigranci, dzieci imigrantów, ci, którzy chcą zapomnieć, skąd pochodzą, i ci, którzy chcą, żeby cały świat o tym pamiętał. A gdzieś pośrodku: pytanie, kim się jest, kiedy nie mieścisz się w żadnej szufladce.
No i Londyn - jego hałas, kolory, chaos i nadzieje - w „Białych zębach” to żywa postać, pełna sprzeczności, napięć i wielokulturowych pęknięć.
Zadie Smith pisze z humorem, błyskotliwością i czułością. Nie lukruje. Pozwala zrozumieć. Ma fantastyczny styl, prowadzi narrację intrygująco. Czytając czułam się jakbym oglądała film - jakbym widziała najazdy kamery, zmiany planów, wyciąganie szczegółu z ogólności.
Polecam za język, który żyje własnym życiem, za bohaterów, którzy są jak sąsiedzi z dołu i za to, że po przeczytaniu tej książki czujesz więcej. I chcesz wiedzieć więcej o sobie.
„Białe zęby” to mozaika tożsamości. To książka, którą się pochłania, i w której trzeba się chwilami zagubić. Bo taka właśnie jest - gęsta, rytmiczna i rozgadana.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo powieść, która mówi o pamięci, religii, nauce, klasie, języku, ciele i przynależności – ale tak, że wciąż chce się czytać. Bo pod każdą z tych warstw jest człowiek.
Bohaterów jest wielu. Każdy niesamowicie...
Książka opisuje różnice pomiędzy rodzinami imigranckimi a brytyjskimi, pomiędzy religijnością i jej brakiem, tradycją i nowoczesnością. Postaci tej historii opisane są z humorem, ale też wrażliwością i dużą wnikliwością. Każdy bohater ma na swój sposób złożoną i skomplikowaną osobowość. Da się ich polubić, pomimo ich słabości, a może właśnie dla nich.
To także historia misternie rozłożonego na czynniki pierwsze rozpadu rodziny Iqbalów, nakręcanego innością i sprzecznymi dążeniami jej członków. Każdy ciągnie w swoją stronę, a ich poglądy są skrajnie inne, różni ich wszystko.
Autorka pokusiła się o analizę kondycji członków poszczególnych mniejszości narodowych żyjących w Wielkiej Brytanii, mamy więc rodzinę Iqbalów pochodzenia bengalskiego (z całym bogactwem spuścizny historycznych zależności) oraz rodzinę Jonesów pochodzenia angielsko-jamajskiego. Smith sprytnie skontrastowała je z rodziną Chalfenów, wywodzącą się z brytyjskiej białej klasy średniej. Jak można przewidzieć, wyszła z tego barwna mozaika ciekawych zderzeń różniących się mocno światów. Światów, które na przemian przyciągają się i odpychają, ewoluują i mają na siebie znaczący wpływ.
Pierwsza część książki to mało dynamiczna, ale dosyć humorystyczna historia przyjaźni Archiego Jonesa i Samada Iqbala. Pomimo, że trochę przegadana, bez niej nie można by prawidłowo odczytać części drugiej, obejmującej losy ich potomstwa. Przez ciekawe i mocno różnorodne rozpisanie ich postaci, pisarka porusza ważne tematy dotyczące tożsamości i mieszania się kultur. Możemy zaobserwować, jak inne są dylematy pierwszego pokolenia imigrantów, a jak z zupełnie innymi boryka się drugie pokolenie. Jak rodzi się przepaść pokoleniowa i jak trudno się przez to porozumieć. Jak odmienne są dążenia starszego i młodego pokolenia. Starsi chcą zachować tradycje kraju pochodzenia, młodzi pragną jak najlepiej zaadoptować się do obyczajów obowiązujących w kraju, w którym się urodzili. Nie ma zrozumienia pomiędzy tymi dwoma punktami widzenia, nie ma go pomiędzy młodymi i starymi. Starsi oburzają się na młodych, młodzi wstydzą się starszych. Jeśli dodamy do tego religię i ideologię wychodzi mieszanka wybuchowa. I to odzwierciedla dobitnie końcówka książki, gdzie wszystkie sprzeczne interesy spotykają się w jednym miejscu, a napięcie sięga zenitu.
Polubiłam prozę Smith za jej niezwykłą złożoność, dbałość o szczegóły opisu poszczególnych środowisk, o ich dążenia, aspiracje, zaszłości historyczne. Czasem traci na dynamice, ale za to rewelacyjnie oddaje różne ciekawe smaczki, których brak zubożyłby tą historię. Duży plus za przedstawianie złożonych i trudnych historii ze sporą dozą humoru.
Książka opisuje różnice pomiędzy rodzinami imigranckimi a brytyjskimi, pomiędzy religijnością i jej brakiem, tradycją i nowoczesnością. Postaci tej historii opisane są z humorem, ale też wrażliwością i dużą wnikliwością. Każdy bohater ma na swój sposób złożoną i skomplikowaną osobowość. Da się ich polubić, pomimo ich słabości, a może właśnie dla nich.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo także historia...
Debiutancka powieść Zadie Smith opublikowana w roku 2000, której akcja toczy się w Londynie i obejmuje okres od II wojny światowej (dla głównych bohaterów - starszego pokolenia) do lat 90. XX w. Główni bohaterowie to dwie rodziny: Iqbalów (pochodzenia bengalskiego) i Jonesów (angielsko-jamajskiego pochodzenia) oraz rodzina Chalfenów – biała, liberalna klasa średnia. Powieść bada losy tych postaci, ich wzajemne relacje, konflikty, aspiracje, tożsamości i problemy wynikające z mieszania kultur, pokoleń, tradycji i nowoczesności.
Archie Jones i Samad Iqbal to dawni towarzysze broni (poznali się podczas II wojny światowej). Archie jest Anglikiem, a Samad – muzułmaninem z Bengalu. Obaj osiedlają się w Londynie, zakładają rodziny. Archie żeni się z Clarą Bowden, jamajską imigrantką; Samad z Alsaną, również pochodzenia bengalskiego. Obie rodziny mają dzieci. Konflikty między pokoleniem rodziców a dziećmi, między kulturą imigrancką a brytyjską, między tradycją a nowoczesnością, między religią a świeckim stylem życia – to główne osie fabuły. Powieść rozwija się również w warstwie historycznej i społecznej – odniesienia do kolonializmu, historii Imperium Brytyjskiego, doświadczeń imigrantów, rasizmu, mikrosytuacji międzykulturowych i różnic klasowych.
Jednym z kluczowych wątków pozostaje tożsamość i asymilacja - kwestie związane z utratą korzeni, próbami zachowania tradycji i jednoczesnym przystosowaniem się do środowiska brytyjskiego. Dzieci imigrantów mierzą się z dwiema kulturami: kulturą rodzinną i kulturą kraju, w którym się urodziły lub wychowały. Na to nakłada się konflikt pokoleń: to, co jest ważne i święte dla rodziców, dzieci często uważają za przestarzałe albo ograniczające.
Niejako równoległym problemem pozostaje kwestia rasizmu i wielokulturowości - Smith pokazuje, że rasizm to nie tylko agresywne ataki, ale też subtelne uprzedzenia, oczekiwania społeczne, stereotypy, stosunek do „Innego”. Wielokulturowe społeczeństwo Londynu – zderzenie kultur, tradycji, religii, płci – staje się sceną dramatów, ale także zdarzeń komicznych.
Podobnie dzieje się z kwestiami religii, tradycji i nowoczesności. Tu na uwagę zasługuje postać Samada Iqbala – rozdarta między przywiązaniem do religii, do tradycji bengalskiej a potrzebą funkcjonowania w kulturze europejskiej, świeckiej. Symbolem nowoczesnych sił, które próbują ingerować w naturę, w biologiczne podstawy, w dziedziczenie, przeszłość, stają się m.in. eksperymenty naukowe (np. genetyka), kontrastujące z tradycyjnym myśleniem.
Wielkim atutem tej powieści pozostaje humor, przesada i satyra. Smith stosuje ironiczny ton, czasem absurdalne sytuacje, które pomagają jej opowiadać o poważnych sprawach (rasizm, religia, kolonializm) w taki sposób, że są one przystępne, a jednocześnie prowokujące do myślenia. Być może czasem narracja rozciąga się na zbyt wiele wątków co sprawia, że końcówka jest nieco chaotyczna i przeciążona.
Szczególnym wątkiem pozostają relacje rodzinne i międzypokoleniowe, w tym relacje pomiędzy rodzicami i dziećmi: oczekiwania, rozczarowania, lojalność, bunt. Dzieci nie chcą pozostawać zamknięte w ramach, które narzucają im rodzice. Różne losy bliźniaków (Magida i Millata) są przykładem tego, jak los/geografia/wychowanie dramatycznie wpływają na to, kim się stajesz.
Wreszcie na poziomie meta, Smith porusza problem relacji międzykulturowych i historii postkolonialnej. Na tym poziomie zawarte są odniesienia do Imperium Brytyjskiego, kolonializmu, migracji, historii narodów dawnych kolonii. Przekaz, że przeszłość imperiów, ras i kultur nie znika, lecz przenika do teraźniejszości ludzi imigracji i ich potomków.
W czytaniu feministycznym tekst Smith ujawnia, jak płeć krzyżuje się z rasą, klasą i pochodzeniem, a kobiety – białe i czarne, imigrantki i Angielki – próbują negocjować własną podmiotowość w świecie, który narzuca im role wynikające z patriarchalnych i kolonialnych struktur. Smith, debiutująca w wieku zaledwie 24 lat, kreśli panoramę kobiecych losów, odgrywających kluczową rolę w przemianach społecznych końca XX wieku. Autorka pokazuje, że emancypacja kobiet z mniejszości etnicznych bywa skomplikowana: ucieczka od opresyjnej tradycji nie zawsze oznacza pełne wyzwolenie. Alsana, bengalska żona Samada, wydaje się na początku podporządkowana. Z czasem jednak ujawnia niezwykłą siłę: krytykuje patriarchalne decyzje męża (np. wysłanie jednego z synów do Bangladeszu), solidaryzuje się z innymi kobietami, potrafi działać wbrew jego woli. Jej sarkastyczny język i ironiczne komentarze podważają autorytet mężczyzn. To przykład „codziennego feminizmu”, wyrażanego nie poprzez otwarte manifesty, lecz przez sprzeciw wobec narzuconych ról.
Kluczową postacią z feministycznego punktu widzenia jest jednak Córka Archiego i Clary, Irie. Dorasta, zmagając się z presją dotycząca ciała, włosów, pochodzenia. Kompleksy związane z „niebiałymi” cechami urody wskazują na wpływ standardów piękna, które faworyzują biel. Irie szuka własnego głosu – poprzez edukację, relacje, a także bunt wobec rodziców i społeczeństwa. Jej dojrzewanie to metafora kobiecego dochodzenia do samoakceptacji w zglobalizowanym, patriarchalnym świecie.
Z kolei Joyce Chalfen reprezentuje białą liberalną klasę średnią. Choć z pozoru postępowa, traktuje młodych imigrantów (Millata, Irie) jak projekt wychowawczy, a nie równorzędnych partnerów. Z feministycznej perspektywy Joyce obnaża napięcia między białym feminizmem a doświadczeniami kobiet z mniejszości: emancypacja jednych może odbywać się kosztem wymazywania historii innych.
Starsze pokolenie także wpisuje się w analizę feministyczną. Hortense, rygorystyczna matka Clary, pokazuje, jak religia i kolonialne normy moralne utrwalały kontrolę nad kobiecym ciałem i seksualnością. Kontrola nad kobiecą seksualnością przebija także w losach innych postaci: Clara zmuszona do małżeństwa przez własne poczucie braku perspektyw, Irie walcząca z kompleksami, Alsana podejmująca decyzje o losie dzieci – wszystkie te wątki pokazują, że ciało i macierzyństwo są polami społecznej kontroli.
Równie ważnym wątkiem jest praca opiekuńcza i niewidzialny wysiłek kobiet: zarówno Alsana, jak i Clara wykonują większość pracy emocjonalnej i domowej. Ich wysiłki są marginalizowane przez mężczyzn skupionych na własnych obsesjach (Samad – na honorze i religii, Archie – na ucieczce przed odpowiedzialnością). Bohaterki Smith funkcjonują na przecięciu różnych systemów ucisku: patriarchatu, rasizmu, klasizmu, kolonialnej spuścizny. Ich doświadczenia różnią się w zależności od koloru skóry, pochodzenia, języka czy wykształcenia – i to właśnie czyni powieść bogatą w feministyczne niuanse.
Ciekawe, że Smith sięga po humor jako narzędzie emancypacji. Jej narracja, pełna ironii i dowcipu, obnaża absurdy męskich autorytetów i sztywności tradycji. Humor pozwala bohaterkom zachować godność w sytuacjach presji. „Białe zęby” przedstawiają zresztą patriarchat w wielu odsłonach: tradycyjny (Samad), kolonialno-religijny (Hortense), liberalno-protekcjonalny (Joyce). Każdy z tych bohaterów – mimo różnic – ogranicza kobiecą wolność. Smith nie moralizuje, lecz pokazuje skutki: frustrację, izolację, czasem autoironię bohaterek. Warto zwrócić uwagę, że mężczyźni w powieści – Archie, Samad, Marcus Chalfen – często są nieporadni lub narcystyczni. To odwrócenie tradycyjnego porządku, w którym to kobiety bywają przedstawiane jako słabsze.
Dla odmiany jednym z subtelnych, ale ważnych wątków powieści, jest solidarność kobiet. Alsana, Clara i Neena (siostrzenica Clary) tworzą nieformalną wspólnotę, w której wymieniają doświadczenia, krytykują mężczyzn i wspierają się. Irie, choć dorasta w poczuciu osamotnienia, również korzysta z kobiecego wsparcia, by odnaleźć siebie. Siła relacji kobiecych jest jedyną możliwą odpowiedzią na przemoc, a zarazem umożliwia autorce krytyczną analizę patriarchatu.
„Białe zęby” to powieść o poszukiwaniu kobiecej podmiotowości w warunkach, które utrudniają pełną autonomię. Smith demaskuje patriarchalne normy – zarówno w rodzinach imigranckich, jak i w białej klasie średniej – i pokazuje, że wyzwolenie wymaga nie tylko odwagi jednostek, ale także zmiany społecznych hierarchii. Zatem choć tekst nie jest wprost feministycznym manifestem, jego warstwa obyczajowa i ironiczny styl sprawiają, że kobiece głosy brzmią tu wyraźnie, domagając się zauważenia. „Białe zęby” udowadniają, że literatura postkolonialna może jednocześnie być krytyką patriarchatu, rasizmu i klasizmu, a feministyczne czytanie pozwala odkryć w tej powieści jeszcze większą głębię.
Jest to zresztą możliwe dzięki wspaniałym kreacjom postaci. Smith potrafi stworzyć bardzo różnych, pełnokrwistych bohaterów z niezwykle odmiennych światów, ale każdy z nich pozostaje wiarygodny i zapada w pamięć. Nie ma tu uproszczeń ani stereotypów – każdy ma swoje wady i zalety. Z tym wiąże się niebywały humor i wspaniały styl narracji: lekki, momentami groteskowy, często bardzo celnie komentujący rzeczywistość. Ten ton pomaga znosić ciężar niezwykle trudnych tematów.
Trzeba też podkreślić nadzwyczaj szerokie spojrzenie, jakim Smith obejmuje społeczeństwo Londynu: nie tylko niewielką historię jednej rodziny, ale całą panoramę mieszkańców, historię migracji, rasowości, nauki, religii – co czyni powieść ambitną, znaczącą i niezwykle aktualną. Pomimo, że ma ona już ponad dwadzieścia lat, jej wiodące tematy – tożsamość imigrantów, rasizm, przynależność, dylemat między tradycją a nowoczesnością – są wciąż żywe i dyskutowane.
Te same zalety mogą być oczywiście postrzegane jako słabe strony powieści: przeciążenie liczbą wątków, zbyt szeroka perspektywa, chwilami utrata tempa, dość problematyczna, nieco absurdalna końcówka; irytujący, zbyt przesadzeni bohaterowie, z którymi czasem nie sposób sympatyzować i styl określany jako „hysterical realism” (nadmiar informacji, rozproszenie, zbyt wiele wydarzeń na raz, kosztem głębokiego psychologicznego portretu).A jednak "Białe zęby" pozostają do dzisiaj ważnym głosem literatury postkolonialnej i wielokulturowej. Smith pokazała, że brytyjska literatura może i powinna uwzględniać głosy imigrantów, ich potomków, a Londyn – jako miasto imigrantów – zasługuje na obszerny literacki obraz. Wpłynęło to na dyskusję o tożsamości narodowej, przynależności kulturowej, o tym, co znaczy być „Anglikiem” – szczególnie w kontekście społeczeństw wieloetnicznych. Jest to wreszcie przykład odważnego, wielowymiarowego debiutu, w którym co prawda można dostrzec typowe dla młodości literackiej mankamenty (np. momenty przesady, niespójności), które jednak sprawiają, że książka jest żywa i prowokująca. Smith przyjmując postawę obserwatora z humorem, empatią i ironią, pozwala czytelnikowi spojrzeć na świat imigrantów, na społeczeństwo brytyjskie i na samego siebie – z różnych perspektyw.
Debiutancka powieść Zadie Smith opublikowana w roku 2000, której akcja toczy się w Londynie i obejmuje okres od II wojny światowej (dla głównych bohaterów - starszego pokolenia) do lat 90. XX w. Główni bohaterowie to dwie rodziny: Iqbalów (pochodzenia bengalskiego) i Jonesów (angielsko-jamajskiego pochodzenia) oraz rodzina Chalfenów – biała, liberalna klasa średnia. Powieść...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Białe zęby" Zadie Smith to brawurowy debiut. Napisany nonszalancko, z lekkością, wręcz bezczelny w swej śmiałości. Autorka pisząc o Anglikach, imigrantach i kolejnym ich pokoleniu próbuje pokazać starą jak świat prawdę - człowiek to istota zagubiona, która jakoś próbuje przeżyć. Opisując więc los trzech rodzin tworzy pasjonującą sagę o poszukiwaniu tożsamości, przyjaźni, rodzicielstwie i próbach radzenia sobie z życiem. Smith pisze również o tym, jak wielkim fałszem jest kolor skóry czy religia. Uniwersalna i wspaniała jest to powieść.
Praktycznie o każdej postaci można powiedzieć coś interesującego. Motywacje i lęki są właściwie zarysowane, bohaterowie wchodzą ze sobą w interakcje i są w tym wiarygodni, a także uchwyconych jest wiele generacyjnych problemów. Zadie Smith wciągnęła mnie w swój świat i razem z Jonesami, Iqbalami oraz Chelfenami odkrywałem, co też przyniesie los.
Jest to również bardzo zabawna powieść, a autorka potrafi utrzymać ciekawość czytelnika.
Po prostu wow.
"Białe zęby" Zadie Smith to brawurowy debiut. Napisany nonszalancko, z lekkością, wręcz bezczelny w swej śmiałości. Autorka pisząc o Anglikach, imigrantach i kolejnym ich pokoleniu próbuje pokazać starą jak świat prawdę - człowiek to istota zagubiona, która jakoś próbuje przeżyć. Opisując więc los trzech rodzin tworzy pasjonującą sagę o poszukiwaniu tożsamości, przyjaźni,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiędzypokoleniowa opowieść o środowisku londyńskich imigrantów, swego czasu mocny debiut 25-latki, długi, bogaty w meandry fabularne oraz kontrowersje – na jego podstawie krytyk literacki, James Wood, ukuł koncepcję realizmu histerycznego: powieści o zawiłej konstrukcji, bogactwie wątków i postaci uwikłanych w mocno nieprawdopodobne zdarzenia, opisywane z detalami sugerującymi realizm, w sumie jednak teatralne, zbytnio skupione na „kto, gdzie, kiedy” oderwane od człowieka prawdziwego. Cuś w tym jest. Na tym etapie mojego czytelnictwa jestem książką Smith przyjemnie zaskoczona, imponuje mi u autorki swoboda posługiwania się dowcipem, umiejętność wplatania do fabuły Historii ... jednocześnie rozumiem, co miał na myśli Woods – to wszystko nie jest naprawdę, nie jest o ludziach, którzy realnie istnieją. Pomimo tego, że tempo akcji nieco siada, gdy dorośleją bliźniacy (zresztą są oni dla mnie najsłabszym punktem opowieści), ogólnie książkę dobrze się czyta, dowcip nieco rozjaśnia ciemne strony multikulti. Poza tym, jak zawsze, jestem po stronie myszy.
Międzypokoleniowa opowieść o środowisku londyńskich imigrantów, swego czasu mocny debiut 25-latki, długi, bogaty w meandry fabularne oraz kontrowersje – na jego podstawie krytyk literacki, James Wood, ukuł koncepcję realizmu histerycznego: powieści o zawiłej konstrukcji, bogactwie wątków i postaci uwikłanych w mocno nieprawdopodobne zdarzenia, opisywane z detalami...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toImponujący debiut literacki brytyjskiej autorki, który ukazał się także w Polsce. Powieść opowiada o wielokulturowym Londynie i losach dwóch zaprzyjaźnionych rodzin na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Smith z humorem, błyskotliwością i ogromną przenikliwością pokazuje tożsamościowe zmagania, klasowe napięcia i rodzinne absurdy. Dynamiczna, inteligentna i pełna życia. Idealna dla fanów literatury społecznej z ironicznym zacięciem.
Imponujący debiut literacki brytyjskiej autorki, który ukazał się także w Polsce. Powieść opowiada o wielokulturowym Londynie i losach dwóch zaprzyjaźnionych rodzin na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Smith z humorem, błyskotliwością i ogromną przenikliwością pokazuje tożsamościowe zmagania, klasowe napięcia i rodzinne absurdy. Dynamiczna, inteligentna i pełna życia....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZadie Smith ma tak wielki talent do tworzenia postaci i styl w którym czytelnik się po prostu zatapia i wcale nie chce wychodzić z tego świata choćby dla samej przyjemności obcowania z literaturą na najwyższym poziomie.
Zadie Smith ma tak wielki talent do tworzenia postaci i styl w którym czytelnik się po prostu zatapia i wcale nie chce wychodzić z tego świata choćby dla samej przyjemności obcowania z literaturą na najwyższym poziomie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytanie „Białych zębów” to była trochę droga przez mękę, czytało się to fatalnie i kilka razy byłam bliska tego, aby porzucić tą pozycję. Przyjemność z lektury była prawie żadna. Treść warta jest jednak poznania.
Zadi Smith pokazuje zamkniętą i niedostępną dla obcych społeczność żyjących pod koniec XX wieku w Londynie emigrantów z różnych bardzo dalekich państw, a jednym z głównych tematów jest przyjaźń, trwająca kilkadziesiąt lat. Zadi Smith nie oszczędza opisywanych osób, pisze o wielu negatywnych rzeczach, jakie oni robili. Nie są oni sympatyczni i nie polubiłam żadnego z nich. Pokazała jednak też, jak strasznie jest im trudno. Jednym z pozytywnych elementów jest właśnie przyjaźń, która w tym przypadku jest silniejsza nawet od więzów rodzinnych. Dwóm główny bohaterom nie zawsze układały się relacje z żonami, z dziećmi było jeszcze gorzej, ze sobą też często się nie zgadzali, ale nie byli w stanie bez siebie funkcjonować. Widywali się w domach, często z rodzinami, ale też wiele lat chodzili sami do tej samej knajpy, gdzie większość czasu się kłócili. Tych knajpianych spotkań nie da się zapomnieć i chociażby dlatego warto jednak „Białe zęby” przeczytać. Można obserwować, jak to się stało, że mimo iż niemal na wszystkich polach byli oni przegrywami, a jednak ta przyjaźń im wyszła.
całość
https://powrot-do-krainy-ksiazki.blogspot.com/2025/03/zadie-smith-biae-zeby.html
Czytanie „Białych zębów” to była trochę droga przez mękę, czytało się to fatalnie i kilka razy byłam bliska tego, aby porzucić tą pozycję. Przyjemność z lektury była prawie żadna. Treść warta jest jednak poznania.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZadi Smith pokazuje zamkniętą i niedostępną dla obcych społeczność żyjących pod koniec XX wieku w Londynie emigrantów z różnych bardzo dalekich państw, a...
Początkowo była dość żmudna i trzeba się wgryźć w jej klimat i poszczególnych bohaterów, ale im dalej, tym ciekawsza i śmieszniejsza. Bardzo inteligentne i dowcipne spostrzeżenia o życiu imigrantów w zachodniej kulturze.
Początkowo była dość żmudna i trzeba się wgryźć w jej klimat i poszczególnych bohaterów, ale im dalej, tym ciekawsza i śmieszniejsza. Bardzo inteligentne i dowcipne spostrzeżenia o życiu imigrantów w zachodniej kulturze.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść obyczajowa. Pożyczona przez znajomą... Z początku nawet wciągająca. Z czasem okazało się, że trochę nijaka. W zasadzie nie dla mnie. Jakaś wydziwiona, zagmatwana, nudna. O małostkowości, niedopasowaniu, zawieszeniu, wyobcowaniu. O pruderii i dwulicowości, o uprzedzeniach. O poszukiwaniu siebie i swej tożsamości. O moralnych zawiłościach i tajemnicach. O dorastaniu i prozie życia. O dziedziczeniu traumy i religijnej spuścizny. O chichotach historii i życiowych woltach. Nie będzie to łatwa lektura dla wielu. Ale myślę, że znajdą się jej wielbiciele i piewcy. Mnie powieść nie urzekła. Z żadną postacią się nie związałam emocjonalnie. Nie ciekawiło mnie pod koniec już co będzie z kim. Doczytałam dla przyzwoitości.
Zadie Smith pragnęła chyba pokazać, co często kryje się pod sztucznym uśmiechem; pod jego maską. Jej wielowątkowa, złożona z wielu elementów opowieść miała chyba w zamyśle dostarczyć jakichś refleksji na temat trudności, z jakimi mierzą się ludzie w związku ze swoim pochodzeniem, religią, korzeniami, niedopasowaniem. Jak sami się męczą, i jak się duszą we własnym sosie, smrodzie …i jak to się kitłasi, nim człowiek wyzwoli się z więzów. Jakie trudy spotykają przesadzone krzewy - tj. ludzi z odległych zakątków świata, których losy rzuciły do obcej ziemi. Jak życie weryfikuje nadzieje i marzenia. Jak ciągną się za ludźmi ich dawne nie załatwione sprawy oraz kulturowe i mentalne okaleczenia; niedostatki.
Autorka ukazuje jakie owoce przynosi fanatyzm i radykalizm. Jak dzieci, którym brak miłości, uwagi i zrozumienia są podatne na wpływy i manipulacje; jak źle wybierają. Stara się uwypuklić jakie to wszystko bywa dziwne, kuriozalne, a nawet śmieszne – tragicznie śmieszne.
Powieść obyczajowa. Pożyczona przez znajomą... Z początku nawet wciągająca. Z czasem okazało się, że trochę nijaka. W zasadzie nie dla mnie. Jakaś wydziwiona, zagmatwana, nudna. O małostkowości, niedopasowaniu, zawieszeniu, wyobcowaniu. O pruderii i dwulicowości, o uprzedzeniach. O poszukiwaniu siebie i swej tożsamości. O moralnych zawiłościach i tajemnicach. O dorastaniu i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziwna to była powieść. Postacie były odpychające, bez charakteru, wyrazu. Trochę na zasadzie „jakiego mnie Boże stworzyłeś, takiego mnie masz”. Może nie czuję też klimatu imigrantów w Londynie. Może to nie mój temat. Umęczyłam się nad tą książką i nie czuję chęci by sięgnąć po kolejne pozycje autorki.
Dziwna to była powieść. Postacie były odpychające, bez charakteru, wyrazu. Trochę na zasadzie „jakiego mnie Boże stworzyłeś, takiego mnie masz”. Może nie czuję też klimatu imigrantów w Londynie. Może to nie mój temat. Umęczyłam się nad tą książką i nie czuję chęci by sięgnąć po kolejne pozycje autorki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka spodobała mi się bardzo. Jak na debiutancką powieść to wprost czapki z głów. Uważam ją za powieść bardzo dobrą, skomplikowaną, nieco chaotyczną, nie trzymającą się sztywnych ram i zasad. Czytałam ją bardzo długo, myślę, że z dobrych parę miesięcy z dłuższymi przerwami. Zdecydowanie potrzebowałam odstępu i oddechu. Jak dla mnie to nie jest powieść ,,na raz".
Książka spodobała mi się bardzo. Jak na debiutancką powieść to wprost czapki z głów. Uważam ją za powieść bardzo dobrą, skomplikowaną, nieco chaotyczną, nie trzymającą się sztywnych ram i zasad. Czytałam ją bardzo długo, myślę, że z dobrych parę miesięcy z dłuższymi przerwami. Zdecydowanie potrzebowałam odstępu i oddechu. Jak dla mnie to nie jest powieść ,,na raz".
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCudne!
Cudne!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tozupełnie do mnie nie trafiła. jakaś zagmatwana, niezrozumiała, nudna...
zupełnie do mnie nie trafiła. jakaś zagmatwana, niezrozumiała, nudna...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdyby książki mogły być mostami, ta byłaby Millennium Bridge.
Gdyby książki mogły być mostami, ta byłaby Millennium Bridge.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSkomplikowana, a jednak wyjaśniająca wiele aspektów życia z perspektywy ludzi, których nigdy do końca nie chcieliśmy zrozumieć. Ta wielopokoleniowość, dziedziczenie traumy i kwestie związane z religią są tematami uniwersalnymi, a jednak to moja pierwsza styczność z perspektywą imigrantów, która przez lata była wykorzystywana do różnych manipulacji w mediach. Ciekawa powieść, momentami może się dłużyć przez ciężar, jaki wywołują opisane historie, ale warta przeczytania. To moja pierwsza styczność z Zadie Smith, którą dotychczas pomijałam przy swoich czytelniczych planach, ale przyszedł na nią czas i jestem pozytywnie zaskoczona.
Skomplikowana, a jednak wyjaśniająca wiele aspektów życia z perspektywy ludzi, których nigdy do końca nie chcieliśmy zrozumieć. Ta wielopokoleniowość, dziedziczenie traumy i kwestie związane z religią są tematami uniwersalnymi, a jednak to moja pierwsza styczność z perspektywą imigrantów, która przez lata była wykorzystywana do różnych manipulacji w mediach. Ciekawa...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNaprawdę bardzo dobrze napisana książka. W błyskotliwym, lekkim stylu poruszająca wcale nie banalny problem integracji i/lub zachowania odrębności kulturowej oraz miejsce imigrantów w społeczeństwie brytyjskim a właściwie w Londynie. Żeby nie powtarzać tego, co inni już napisali: trzy rodziny, jedne bardziej śmieszne a mniej denerwujące, inne bardziej denerwujące a mniej śmieszne, najgorsi są mężczyźni opętani ideą, których należałoby izolować - no, ale to już skądinąd wiadomo ;)
Co ciekawe profil narodowościowy Londyńczyków zmienia się tak szybko, że za moment będzie nieaktualna, a może już jest.
Naprawdę bardzo dobrze napisana książka. W błyskotliwym, lekkim stylu poruszająca wcale nie banalny problem integracji i/lub zachowania odrębności kulturowej oraz miejsce imigrantów w społeczeństwie brytyjskim a właściwie w Londynie. Żeby nie powtarzać tego, co inni już napisali: trzy rodziny, jedne bardziej śmieszne a mniej denerwujące, inne bardziej denerwujące a mniej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążkę pamiętam, gdy czytała ją moja siostra. Nie wiem/nie pamiętam, czy jej się podobała, bo było to jakieś 20 lat temu. Dla mnie - lektura trochę dziwna. Nie mam wrażenia, że "gdzieś to już czytałam", dlatego śmiało zaryzykuję stwierdzenie, że jest to opowieść jedyna w swoim rodzaju.
Książkę pamiętam, gdy czytała ją moja siostra. Nie wiem/nie pamiętam, czy jej się podobała, bo było to jakieś 20 lat temu. Dla mnie - lektura trochę dziwna. Nie mam wrażenia, że "gdzieś to już czytałam", dlatego śmiało zaryzykuję stwierdzenie, że jest to opowieść jedyna w swoim rodzaju.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka przeczytana dzięki uczestnictwu w klubie książki.
Historia o losach trzech rodzin emigrantów: Jonesów, Iqbalów i Chalfenów, których losy splatają się ze sobą. Akcja osadzona w Londynie, ukazuje jak różnorodne potrafią być poszczeglne osoby ze względu na relacje, religię oraz pewne uprzedzenia.
Nie jest to powieść, którą można przeczytać za jednym podejściem, czasem wymaga chwilę oddechu, czasem trochę śmieszy. To co mnie zaskoczyło, jeśli chodzi o bohaterów, to fakt, że żadnego z nich nie da się do końca polubić, są wręcz irytujący w swoich zachowaniach. Powiedzmy że największą sympatią obdarzyłam Irie, aczkolwiek też miałam ochotę nią potrząsnąc i zmusić do działania...
Książka przeczytana dzięki uczestnictwu w klubie książki.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria o losach trzech rodzin emigrantów: Jonesów, Iqbalów i Chalfenów, których losy splatają się ze sobą. Akcja osadzona w Londynie, ukazuje jak różnorodne potrafią być poszczeglne osoby ze względu na relacje, religię oraz pewne uprzedzenia.
Nie jest to powieść, którą można przeczytać za jednym podejściem,...
Bohaterami są trzy rodziny: Jonesów, Iqbalów i Chalfenów oraz ich dzieci. Każdą z postaci nęka niezrealizowanie, niespełnienie, obawa przed samym sobą. Mają rozterki moralne, duchowe, społeczne, religijne... Każda sytuacja może być prawdziwą, co dało oryginalny koktajl humoru i trudności życia tych ludzi. No i przesłanie samego tytułu- czym tak naprawdę mogą być "białe zęby"..... Na pewno nie jest to "łatwa" pozycja, zmienność czasu akcji, mnogość bohaterów zmusza do skupienia, a same postacie i ich zachowania prowokują do głębszych refleksji... mnie nie urzekła...
Bohaterami są trzy rodziny: Jonesów, Iqbalów i Chalfenów oraz ich dzieci. Każdą z postaci nęka niezrealizowanie, niespełnienie, obawa przed samym sobą. Mają rozterki moralne, duchowe, społeczne, religijne... Każda sytuacja może być prawdziwą, co dało oryginalny koktajl humoru i trudności życia tych ludzi. No i przesłanie samego tytułu- czym tak naprawdę mogą być "białe...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajsłynniejszą książkę Zadie Smith polecały mi już od dłuższego czasu bardzo różne osoby, ale dopiero teraz zdecydowałam się po nią sięgnąć. Powieść zdecydowanie warta przeczytania i zachęciłaby wszystkich do przeczytania jej. Historia rodzin Iqbali, Jonesów i Chalfenów na przestrzeni kilku dziesięcioleci drugiej połowy XX wieku pokazuje nam z jakimi wyzwaniami mierzą się zarówno imigranci w Wielkiej Brytanii, jak i rodowici Brytyjczycy. Każdy z członków trzech rodzin, bardzo różnych od siebie, rozpaczliwie poszukuje swojej tożsamości w coraz bardziej różnorodnym społeczeństwie. Losy ich są ze sobą ściśle splecione i przedstawione na tle wielkomiejskiego życia w Londynie, mimo że jeszcze stulecie wcześniej nie mieliby oni szansy się spotkać (no chyba że na terenie którejś z brytyjskich kolonii/mandatu). Powieść ukazuje w złożony sposób problemy postkolonialnych społeczeństw, obrazuje jak trudno rozprawić się z uprzedzeniami, mitami i jak wielkim wyzwaniem jest imigracja i integracja w nowym kraju. Każdy z bohaterów musi odpowiedzieć sobie na pytanie kim jestem i kim chcę/nie chcę być. Czasami wybierają postawu skrajne, czasami bierność i dopasowanie do szybko zmieniających się okoliczności.
Szczególne wrażenie zrobiła na mnie postać Irie Jones, córki Clary, rodowitej Jamajki, urodzonej i wychowanej już w Londynie w rodzinie radykalnych świadków Jechowy i Archiego, sporo starszego od Clary, flegmatycznego Brytyjczyka. Bardzo ciekawie przedstawione są jej rozterki związane z dorastaniem, identyfikacją, dystansowaniem od rodziców, fascynacją rodziną Chalfenów, ucieczką do Babci, nieszczęśliwą miłością do Millata Iqbala. Na oczach czytelnika Irie wybiera i wydobywa od spotkanych osób elementy, które złożą się na jej nową tożsamość.
Ciekawe są również losy bliźniaków Millata i Magida, rozdzielonych we wczesnym wieku nastoletnim. Magid zostaje wysłany przez ojca do jego rodzimego Bangladeszu, aby wyrósł na przykładnego muzułmanina, Millat natomiast zostaje z rodzicami w Londynie. Życie chłopców układa się w bardzo przewrotny sposób. Millat wstępuje do radykalnej muzułmańskiej organizacji, Magid natomiast wraca na studia do Londynu, je bekon i nie identyfikuje się już w ogóle ze swoją religię.
Zadie Smith stworzyła wielowątkową i wielopostaciową całość, która dostarcza mnóstwo refleksji na temat tożsamości, pokazuje na przykładzie swoich bohaterów, jak ważne jest zrozumienie swoich korzeni i ukształtowanie własnego ja, które będąc odrębne od naszych rodzin pochodzenia, czerpie jednak z.och stylu życia i wartości.
Najsłynniejszą książkę Zadie Smith polecały mi już od dłuższego czasu bardzo różne osoby, ale dopiero teraz zdecydowałam się po nią sięgnąć. Powieść zdecydowanie warta przeczytania i zachęciłaby wszystkich do przeczytania jej. Historia rodzin Iqbali, Jonesów i Chalfenów na przestrzeni kilku dziesięcioleci drugiej połowy XX wieku pokazuje nam z jakimi wyzwaniami mierzą się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli lubisz książkę, w której opisy emocji, zdarzeń ubrane są w barokowe słowa i podczas czytania gubisz się o co chodzi - to ta pozycja jest dla Ciebie.
Jeśli lubisz książkę w której żadnego bohatera nie potrafisz ani polubić ani znienawidzić - to ta pozycja jest dla Ciebie.
Jeśli lubisz książkę w której pod płaszczykiem rozterek imigrantów tak naprawdę gra toczy się o dusze owieczek wierzących w różnych bogów - to ta pozycja jest dla Ciebie.
To nie jest pozycja dla mnie.
Jeśli lubisz książkę, w której opisy emocji, zdarzeń ubrane są w barokowe słowa i podczas czytania gubisz się o co chodzi - to ta pozycja jest dla Ciebie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli lubisz książkę w której żadnego bohatera nie potrafisz ani polubić ani znienawidzić - to ta pozycja jest dla Ciebie.
Jeśli lubisz książkę w której pod płaszczykiem rozterek imigrantów tak naprawdę gra toczy się o...
Mam wrażenie,że celem autorki było,aby czytelnicy wysnuli takie wnioski z tej książki,że po pierwsze fanatyzm i radykalizm to zło,nie tylko ten religijny-chociaz ten właśnie jest najbardziej niebezpieczny.A po drugie,że dzieci,którym brak miłości,uwagi i zrozumienia są podatne na wchłonięcie przez różne ugrupowania.Jednak nie zmienia to faktu,że spośród licznych bohaterów książki nie da się tak naprawdę żadnego polubić.A ten,któremu poświęcono najwięcej uwagi czy Samad,jest koszmarnym idiotą krzywdzącym bliskich(zwłaszcza synów).Czytałam poirytowana,ale zaciekawiona jak potoczą dalsze losy.
Mam wrażenie,że celem autorki było,aby czytelnicy wysnuli takie wnioski z tej książki,że po pierwsze fanatyzm i radykalizm to zło,nie tylko ten religijny-chociaz ten właśnie jest najbardziej niebezpieczny.A po drugie,że dzieci,którym brak miłości,uwagi i zrozumienia są podatne na wchłonięcie przez różne ugrupowania.Jednak nie zmienia to faktu,że spośród licznych bohaterów...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to