Zmierzenie się po dekadach oczekiwania z tą pozycją okazało się zabawnym rozczarowaniem :) Po "Fungusie" i "Mackach" Harry'ego A Knight'a spodziewałem się podobnego poziomu - niestety to szlam parę poziomów niżej :) Jest satysfakcja i dokończę wszystkie pozycje wydane przez PhantomPress ale przy pierwszym tomie zęby zgrzytały niespodziewanie mocno. Zaskoczyły mnie przeskoki sytuacyjne w obrębie akapitów i absurdalna płytkość w skrótach fabularnych. Zobaczymy co dzieje się dalej.
Zmierzenie się po dekadach oczekiwania z tą pozycją okazało się zabawnym rozczarowaniem :) Po "Fungusie" i "Mackach" Harry'ego A Knight'a spodziewałem się podobnego poziomu - niestety to szlam parę poziomów niżej :) Jest satysfakcja i dokończę wszystkie pozycje wydane przez PhantomPress ale przy pierwszym tomie zęby zgrzytały niespodziewanie mocno. Zaskoczyły mnie przeskoki...
Morze i jego mieszkańcy stanowią nieustannie powracający motyw w horrorze. Guy N. Smith w Nocy krabów otwiera sześciotomowy cykl o tych skorupiakach siejących grozę na jednej z wysp.
Clif Davenport to ceniony profesor biologii. Niestety na umówione z nim spotkanie nie dociera jego siostrzeniec Ian ze swoją dziewczyną Julie. Para ta zmarła na skutek ataku krabu na Wyspie Muszli. Naukowiec wyrusza na miejsce zgonu, by tam przyjrzeć się tajemniczemu zjawisku i szybko znajduje się w sercu koszmaru. Kraby wychodzą z morza i głodne ludzkiego mięsa ruszają na ląd.
Każdy zna rekina ludojada ze Szczęk Petera Blenchleya, u Guya N. Smitha jego miejsce zajęły kraby. Wcale jednak nie są mniej groźne od swego "sławnego kolegi". Początkowo ograniczają się do morza, o ich rozmiarach i ataku krążą na Wyspie Muszli różnego rodzaju opowieści. Natomiast prawdziwa groza zaczyna się, gdy wyjdą z wody na polowanie. Na czele gromady skorupiaków staje Król Krabów. Istota inteligentna, bezwzględna i pełniąca rolę przewodnika. On też jest utożsamiony z pierwotnym złem siejącym śmierć. Jak zawsze w opowieści człowiek kontra przyroda to ten pierwszy zajmuje mniej uprzywilejowane miejsce i ten, kto zapuści się za daleko musi liczyć się z konsekwencjami. Rozdrażnione zwierzęta nie cofną się przed niczym i to one są w stanie wyeliminować ludzi z wyspy, stając się jej jedynymi panami. Guy N. Smith wpisuje się w grono tych, którzy ostrzegają i przestrzegają przed śmiercionośną siłą natury. Noc krabów jednak nie straszy. Bardziej intryguje, zasiewa wątpliwość jak zakończy się starcie kraby kontra człowiek niż rzeczywiście straszy.
Mamy tu wszystko to, co podkręca klimat opowieści z jednej strony ludożerne kraby z drugiej profesor biologii ze swoją seksowną partnerką, baza wojskowa do walki z intruzami zaznacza rozmiar zagrożenia i bezsilność człowieka z istotą, która posiada spryt i inteligencję w poruszaniu się.
Guy N. Smith proponuje może niezbyt wysokich lotów horror klasy B, ale za to potrafi wciągnąć bez reszty czytelnika. Z pewnym napięciem śledzimy poczynania ludzi i zwierząt. Intryguje od samego początku i podkręca klimat dodatkowo klekotem ostrych jak brzytwy kleszczy. Na koniec mogę śmiało powiedzieć, że jestem w pełni usatysfakcjonowany z lektury.
Morze i jego mieszkańcy stanowią nieustannie powracający motyw w horrorze. Guy N. Smith w Nocy krabów otwiera sześciotomowy cykl o tych skorupiakach siejących grozę na jednej z wysp.
Clif Davenport to ceniony profesor biologii. Niestety na umówione z nim spotkanie nie dociera jego siostrzeniec Ian ze swoją dziewczyną Julie. Para ta zmarła na skutek ataku krabu na Wyspie...
Kiczowaty i prosty do bólu horrorek, który stanowi idealną rozrywkę i środek do oderwania myśli. Czyta się migiem i jak dla mnie- z satysfakcją.
Potężny król krabów będzie mi się teraz z pewnością śnił po nocach;)
Kiczowaty i prosty do bólu horrorek, który stanowi idealną rozrywkę i środek do oderwania myśli. Czyta się migiem i jak dla mnie- z satysfakcją.
Potężny król krabów będzie mi się teraz z pewnością śnił po nocach;)
Smitha czytam z sentymentu . W latach dziewięćdziesiątych wszyscy zaczytywali się w tych horrorach . Dzisiaj to raczej zabawny horror . Wielkie kraby zaczynają inwazję na Walię...
Są niezniszczalne i okrutne. Strach się bać ...
Smitha czytam z sentymentu . W latach dziewięćdziesiątych wszyscy zaczytywali się w tych horrorach . Dzisiaj to raczej zabawny horror . Wielkie kraby zaczynają inwazję na Walię...
Są niezniszczalne i okrutne. Strach się bać ...
Po tym jak kultową pozycją cieszy się ta książka, jak i cały pulpowy dorobek Guya, liczyłam na brutalną, obrzydliwą i przesiąkniętą seksem historię. O dziwo jest to pozycja na tyle nieśmiała, że w zasadzie nie ma w niej nic nieodpowiedniego dla nastolatka. Gore czy seksu nie ma tu prawie wcale, wszystko jest na tyle infantylne, że sprawia wrażenie jakby było dosłownie napisane przez 13-letniego chłopca. Wartość rozrywkowa tej książki opiera się głównie na kiczu, losowości i absurdzie. Jest to jednak w dalszym ciągu dość subtelne, momentami można wręcz odnieść wrażenie, że jakby pisane trochę na serio. Ale jak najbardziej pełno tu całej dobroci gatunku: cudownie okropnych dialogów, przeskakiwania ze sceny na scenę, postaci żywcem wyciętych z kartonu, braku logiki, wojska, czołgów, bomb atomowych i cudownej losowości opisywanych scen. Jest to jednak na tyle niewymuszenie zabawne, że w pewien sposób buduje klimat i tworzy ciepłe uczucia względem tego kampowego świata, w którym obowiązują zupełnie inne zasady niż w naszym.
Dość długo jednak się rozkręca i przede wszystkim zabrakło mi w niej tej dozy ikoniczności, na którą liczyłam. Ale to jedna z pierwszych pulp Guya, może dopiero się rozkręcał, jestem ciekawa jak wypadają jego kolejne książki
Po tym jak kultową pozycją cieszy się ta książka, jak i cały pulpowy dorobek Guya, liczyłam na brutalną, obrzydliwą i przesiąkniętą seksem historię. O dziwo jest to pozycja na tyle nieśmiała, że w zasadzie nie ma w niej nic nieodpowiedniego dla nastolatka. Gore czy seksu nie ma tu prawie wcale, wszystko jest na tyle infantylne, że sprawia wrażenie jakby było dosłownie...
Jestem fanem horrorów z lat 70-80. Pomijając te najlepsze, z górnej półki, osobną grupę tworzą horrory tak złe że aż piękne. Takim horrorem jest "Noc krabów" i aż dziw, że to czytadło nie doczekało się ekranizacji. Tylko sobie wyobraźcie: olbrzymie, mordercze, gumowe kraby, masa sztucznej krwi, drętwe dialogi, fabuła że aż boli, główny bohater o tysiącu umiejętnościach, ratujący świat, przylepiona do niego, bezbronna laska, miłość, seks, wybuchy, akcja, kiepska muzyka - no po prostu miodzio. Już nawet sama okładka jest zacna. I to wszystko za maks trzy gwiazdki. Nic tylko brać na plażę. Strata czasu gwarantowana. Bawiłem się setnie - polecam ;)
Jestem fanem horrorów z lat 70-80. Pomijając te najlepsze, z górnej półki, osobną grupę tworzą horrory tak złe że aż piękne. Takim horrorem jest "Noc krabów" i aż dziw, że to czytadło nie doczekało się ekranizacji. Tylko sobie wyobraźcie: olbrzymie, mordercze, gumowe kraby, masa sztucznej krwi, drętwe dialogi, fabuła że aż boli, główny bohater o tysiącu umiejętnościach,...
Prosta, momentami wręcz prostacka, krótka, powierzchowna, ale ma też w sobie sporo pewnego czaru porównywalnego z co ciekawszymi filmami klasy B. Jedna z ważniejszych pozycji w dorobku Smitha, a napisał on przecież wiele, wiele książek. Jeśli chcecie zobaczyć o co chodzi w jego pisaniu, to trudno o lepszy wybór lektury.
Prosta, momentami wręcz prostacka, krótka, powierzchowna, ale ma też w sobie sporo pewnego czaru porównywalnego z co ciekawszymi filmami klasy B. Jedna z ważniejszych pozycji w dorobku Smitha, a napisał on przecież wiele, wiele książek. Jeśli chcecie zobaczyć o co chodzi w jego pisaniu, to trudno o lepszy wybór lektury.
Przez niektórych niepotrzebnie wyśmiewana - bo haha jagtotag kraby - a wpisuje się całkowicie i bardzo dobrze w konwencję animal horroru - jak Szczęki - za którym niezbyt przepadam - bo wolę sensownych a nie bezmyślnych adwersarzy - z wyjątkiem może Parku Jurajskiego - tu jednak ze Smithowym zacięciem, więc od razu armia, czołgi i inne bzdety, to akurat na plus. Mimo wszystko dość nieśmiała jak na Guya, wyglądało, jakby chciał napisać coś poważniejszego i się hamował; tylko po co, skoro to właśnie barwna losowość stanowi o sile jego prozy.
Przez niektórych niepotrzebnie wyśmiewana - bo haha jagtotag kraby - a wpisuje się całkowicie i bardzo dobrze w konwencję animal horroru - jak Szczęki - za którym niezbyt przepadam - bo wolę sensownych a nie bezmyślnych adwersarzy - z wyjątkiem może Parku Jurajskiego - tu jednak ze Smithowym zacięciem, więc od razu armia, czołgi i inne bzdety, to akurat na plus. Mimo...
Na początku lat 90. ubiegłego wieku w Polsce nastał okres wyzwolenia spod komuny, a rodacy korzystali z wolności, dopuszczając na lokalny rynek wiele zachodnich marek i tytułów. Za grosze można było kupić tytuły spod szyldu Amber czy Phantom Press Horror. Ci ostatni puszczali na rynek działa Clive'a Barkera, serię odnoszącą się do Koszmaru z Ulicy Wiązów czy właśnie "dzieła" Smitha. Tani druk, marna jakość materiału i proste historie klasy co najwyżej B (albo Z).
Miało to swój urok, a chwytliwe okładki zachęcały do zapoznania się z lekturą. Zresztą sam pamiętam jak byłem w gimnazjum i zawsze interesowała mnie szafa z horrorami, którą czytało się namiętnie. A że czytałem dużo, to w końcu te wszystkie Kingi, Mastertony, Koontze i inne ambitniejsze tytuły musiały się wyczerpać. Wtedy sięgało się po to co było. I tak w moje ręce wpadł omawiany tytuł, niewskazany dla dorastającego dziecka, bo zawiera sporo scen łóżkowych. Ale nie o to chodziło, bo to był taki sobie przerywnik.
Tu chodziło o flaki, odcinane kończyny, dekapitacje i inne wymyślne, brutalne sceny mordów, jakie dokonują kraby, które zasmakowały w ludzkiej krwi niczym wampiry, tylko takie wychodzące z morza. I to one są tu clue programu. Nie ludzie, którzy są opisani po najmniejszej linii oporu. To mięcho armatnie, które pojawia się i znika, choć z ciekawością czeka się na to co spotka Davenporta, głównego bohatera tego tworu.
Nie jest to męcząca lektura, bo tytuły Smitha czyta się w jakieś dwie godzinki czasu, więc to idealny zapychacz na raz. Jest to bardzo świadomy kicz, jaki autor nam zapodaje na tacy. Kraby są tu zorganizowane niczym grupa kiboli na mecz wrogiej drużyny, w dodatku opancerzone na tyle dobrze że czołg nie da rady rozbić ich pancerzy. Mają wodza, który ich prowadzi i łakną ludzkiego mięsa. Przeciwnik idealny. Co dalej, pasikoniki? Nie wiadomo skąd pochodzą te istoty, tylko się tu napomina o podwodnych próbach jądrowych, które mogą być przyczyną. Zresztą część historii ma miejsce obok bazy wojskowej.
To taka lektura, że albo się zaciska zęby z tej głupoty jaka jest nam serwowana (zwłaszcza to z pociągiem, albo gorący seks na plaży podczas obserwacji wybrzeża - kraby swoje chłopy, nie zaatakowały wtedy, tylko dały czas na numerek, jak tu ich nie lubić - głupi ludzie) albo czyta, śmieje się pod nosem i przyjmuje całość z doborem inwentarza.
Reasumując lektura z typu: "tak dobre, że aż złe" i "nawet nie wspomnę ziomkom co czytałem...", a mimo to występuje zachowanie podobne jak przy oglądaniu polskich seriali typu "Trudne sprawy" czy "Barwy szczęścia". Niby nie wiem co było w ostatnim odcinku, ale Krycha zdradziła Rycha. Stwierdzam fakt istnienia potężnego sentymentu za beztroskim dzieciństwem, w którym był czas na czytanie takich "dzieł". Tylko tyle i aż tyle. Dla fanów staro-szkolnego kiczu.
PS. W mojej ocenie i tak jest lepiej niż w przypadku dalszych odsłon. Dlatego taka "wysoka" ocena...
Na początku lat 90. ubiegłego wieku w Polsce nastał okres wyzwolenia spod komuny, a rodacy korzystali z wolności, dopuszczając na lokalny rynek wiele zachodnich marek i tytułów. Za grosze można było kupić tytuły spod szyldu Amber czy Phantom Press Horror. Ci ostatni puszczali na rynek działa Clive'a Barkera, serię odnoszącą się do Koszmaru z Ulicy Wiązów czy właśnie...
Podobała mi się. Czytając kojarzyła mi się z Wężami tego autora lub Bestią. Na plus postać profesora i kobiety , która mu pomaga. A na minus ta ich relacja. Dopiero co się poznali , a tu zaraz idą do łóżka , zakochują się w sobie , a na koniec planują ślub. Dla mnie to było dziwne. Za to na plus zakończenie , gdy profesor wpada na pomysł , że trzeba otruć kraby by się ich pozbyć i , gdy udaję się rozpylić na nich truciznę i wydaję się , że kraby poumierają to te wchodzą do wody i znikają w głębinach i jest informacja , że ciał nie odnaleziono. Mimo tego ludzie wierzą , że to koniec
Podobała mi się. Czytając kojarzyła mi się z Wężami tego autora lub Bestią. Na plus postać profesora i kobiety , która mu pomaga. A na minus ta ich relacja. Dopiero co się poznali , a tu zaraz idą do łóżka , zakochują się w sobie , a na koniec planują ślub. Dla mnie to było dziwne. Za to na plus zakończenie , gdy profesor wpada na pomysł , że trzeba otruć kraby by się ich...
Nie podchodziłam do tego z dużymi oczekiwaniami więc się nie rozczarowałam.
Pozycje należy traktować jako opowiadanie. Moim zdaniem pobudza wyobraźnię i zainspirowała mnie do stworzenia ilustracji :) jest bardzo lekka, szybka i inspirująca
Nie podchodziłam do tego z dużymi oczekiwaniami więc się nie rozczarowałam.
Pozycje należy traktować jako opowiadanie. Moim zdaniem pobudza wyobraźnię i zainspirowała mnie do stworzenia ilustracji :) jest bardzo lekka, szybka i inspirująca
Myślę, że jak ktoś dopiero rozpoczyna zapoznawanie się z książkami Guy'a powinien zacząć właśnie od "Noc Krabów".
Akcja w tej książce leci bardzo szybko, już na pierwszych stronach mamy pierwsze ofiary. Jest sporo ofiar i opisów odcinanych kończyn ( może niezbyt rozbudowane ale spełniają swoją role ). Postacie są bardzo proste i nie odczuwałem wobec nich żadnych uczuć. Natomiast fabuła jest bardzo dobra i bardzo dobrze się ją czyta.
Taki jest właśnie styl Guy'a który nie każdemu może się spodobać.
Po mimo tych kilku minusów uważam, że ta książka jest dobra.
Naprawdę lubię "Noc krabów" i uważam, że jest to obowiązkowa książka do przeczytania dla osób lubiących stare kiczowate horrory.
Jedno z najważniejszych dzieł Guy N. Smith'a
Myślę, że jak ktoś dopiero rozpoczyna zapoznawanie się z książkami Guy'a powinien zacząć właśnie od "Noc Krabów".
Akcja w tej książce leci bardzo szybko, już na pierwszych stronach mamy pierwsze ofiary. Jest sporo ofiar i opisów odcinanych kończyn ( może niezbyt rozbudowane ale spełniają swoją role ). Postacie są bardzo proste...
Raczej nie skłamię jeśli stwierdzę, że większośc ludzi, kiedy chcą się pośmiać i rozerwać to oglądają komedie. Mnie jednak one kompletnie nie śmieszą i nie bawią! Moim gazem rozweselającym są horrory klasy Z. Ile ja ze śmiechu godzin przepłakałam, ile się na podłodze turlałam, ile skrętów żołądka dostałam - nie zliczę! Nie mogłam więc przejść obojętnie obok klasyka kiczowatego horroru i kiedyś w końcu musiałam sięgnąć po “Kraby”. Słynne “Kraby” - ile to ja się nasłuchałam i naczytałam jaki to klasyk gatunku, jak ocieka kiczem i tandetą, jakie dialogi toporne, jakie postacie papierowe i jednowymiarowe, jakie wydarzenia i zachowania bohaterów niedorzeczne. Chyba dla kogoś kto nigdy nie zetknął się z wesołą grafomanią Masterona. Serio, przy absurdach, które płodzi Masterton “Kraby” wypadają bladziutko. To sztandarowe dzieło Guy’a miało być krwawym festiwalem kiczu i złego smaku. To tak w teorii, bo w praktyce odcinane członki i żenujące sceny seksu można policzyć na palcach jednej ręki. Za to miłośnicy opisów czołgów i działań wojskowych będą zachwyceni, bo ciężkie maszyny i panowie w mundurach występują tu częściej niż “Kraby”. I teraz uwaga - króciutka „Noc” dokonała nawet na pozór niemożliwego - otóż udało jej się mnie zanudzić! Łapiecie - horror klasy Z i znużenie - przecież to oksymoron! Owszem, zdarzyły się i takie perełki jak “personifikacja zła - ogromny Król krabów”, „kraby jak owce”, ale to były nieliczne wyjątki w trakcie tej lektury żywiołowej i szalonej niczym dansing dla senirów 90+. Najlepszy (czyt. typowo Guy’owy) w tej książce był wątek miłosny - tak niemiłosiernie absurdalny, komiczny, z drętwymi i przesłodzonymi dialogami, oraz zupełnie nieadekwatnym do sytuacji zachowaniem bohaterów. Tu, muszę przyznać, leciał cringe za cringem. A, i jeszcze klik klak klak.
Planowałam od razu brać się za kolejne części serii, ale to było przed przeczytaniem “Nocy Krabów”. Mordercze skorupiaki mojego serca (ani żołądka) nie podbiły. Okazały się wyjątkowo nijakie i mdłe, rozgotowane pewnie były. Alergii nie dostałam - aż tak tragicznie moje spotkanie z “Krabami” się nie skończyło, więc w przyszłości jeszcze zaryzykuję posmakowania kolejnych części skorupiaków, ale nastąpi to zdecydowanie później niż wcześniej.
Raczej nie skłamię jeśli stwierdzę, że większośc ludzi, kiedy chcą się pośmiać i rozerwać to oglądają komedie. Mnie jednak one kompletnie nie śmieszą i nie bawią! Moim gazem rozweselającym są horrory klasy Z. Ile ja ze śmiechu godzin przepłakałam, ile się na podłodze turlałam, ile skrętów żołądka dostałam - nie zliczę! Nie mogłam więc przejść obojętnie obok klasyka...
Po tej książce nie można się wiele spodziewać. Mordercze kraby atakują, i tu można by już zakończyć :) proste do bólu. Ale autor poszedł krok dalej, a nawet kilka i mamy 6 tomów z cyklu Kraby, istne szaleństwo...
Po tej książce nie można się wiele spodziewać. Mordercze kraby atakują, i tu można by już zakończyć :) proste do bólu. Ale autor poszedł krok dalej, a nawet kilka i mamy 6 tomów z cyklu Kraby, istne szaleństwo...
Przed wami jedyny w swoim rodzaju, wspaniały, cudowny, prawdziwy mistrz grozy w galaktyce i okolicach, wieszcz Anglii ostrzegajacy przed realnymi zagrozeniami, playboy i znawca krwiożerczych zwierząt GUY N. SMITH i jegooooo "noc kraaabów".<3
(oklaski w tle)
To teraz bardziej na serio. Jak sami widzicie postanowiłem posiłowac się znowu z Guyem i jego najbardziej rozpoznawalnym dziełem (a własciwie pierwszą częscią cyklu). W sumie, mogłbym to opisac dwoma słowami: atak krabów. Tyle i aż tyle.
Jednak że lubie czasem gadac bez sensu to wysile się na większy opis.
Historia rozpoczyna sie wakacyjnie. Zakochana para jest gdzieś tam na kilkudniowej wycieczce i uniesieni szałem milosci postanawiają pogżdzic sie na tzw "wyspie muszli". Oczywiscie nic z tego nie wyszło bo nagle zjawiają sie one. Złe wsciekłe i zabójcze kraboszczaki ktore szybko rozprawiają sie z mlodymi.
Dosc szybko akcja przenosi sie o kilka dni dalej, kiedy wujek ofiary, Cliff. Postanawia wziasc sprawy w swoje rece i chce poszukać rzekomych jak to okresliła policja "topielców". A co odkrywa na miejscu? Oczywiscie że wielkie kraby, z ich wielkim królem nadkrabem I chitynowym który wode zastał zródlaną a zostawił gazowaną.
Dalej jest juz tylko rozpierdziel, krew, częsci ciała i absurdalny wątek milosny bo gdzies musiał tez wcisnąc scene seksu. (nie zebym na nią narzekał) zresztą to jest rozrywka na max godzine, szkoda zebym wam psuł zabawe spoilerami.
Podsumowując. Tak, kraby trzeba znac i wielbic zawsze czytajac je regularnie.
Przed wami jedyny w swoim rodzaju, wspaniały, cudowny, prawdziwy mistrz grozy w galaktyce i okolicach, wieszcz Anglii ostrzegajacy przed realnymi zagrozeniami, playboy i znawca krwiożerczych zwierząt GUY N. SMITH i jegooooo "noc kraaabów".<3
(oklaski w tle)
To teraz bardziej na serio. Jak sami widzicie postanowiłem posiłowac się znowu z Guyem i jego najbardziej...
Za książkę wziąłem się, żeby nadrobić nieco zaległości wśród poczytnych niegdyś "pulpów" i liznąć literatury niesławnego Guya N. Smitha. Cóż... Oryginalny nie będę. Absurdalny pomysł, naiwni bohaterowie, a na domiar złego autor zdaje się traktować swoją opowieść na serio. (A może nie dostrzegam tej subtelnej ironii płynącej z debiutanckiej powieści Smitha?) Tak czy siak jest to książka klasy "Z" dla wielbicieli gatunku i dla tych, którzy lubią czasami przeczytać coś dla beki.
Za książkę wziąłem się, żeby nadrobić nieco zaległości wśród poczytnych niegdyś "pulpów" i liznąć literatury niesławnego Guya N. Smitha. Cóż... Oryginalny nie będę. Absurdalny pomysł, naiwni bohaterowie, a na domiar złego autor zdaje się traktować swoją opowieść na serio. (A może nie dostrzegam tej subtelnej ironii płynącej z debiutanckiej powieści Smitha?) Tak czy siak...
Walijskie wybrzeże, młodzi ludzie idą popływać, co może pójść nie tak? Otóż wiele. Ginie coraz więcej pływaków, ale przecież nieostrożność nie może być tego przyczyną.
Mogą za to nią być gigantyczne kraby, które zasmakowały w ludzkim mięsie!
No przecież takie rozwiązanie jest oczywiste i nie kłóci się z logika i zdrowym rozsądkiem! Straszną prawdę odkrywa profesor, który przybywa zniecierpliwiony brakiem działań policji w sprawie zaginionego bratanka. Sam trochę nie wierzy własnym oczom, więc nie opowiada tej historii wojskowym, którzy go aresztują. Tak jest i baza wojskowa z tajnym sprzętem, który podejrzeć mogą wczasowicze na niedalekiej plaży. Na szczęście właścicielka pensjonatu kieruje prosto w ramiona pokrzywdzonej rozwódki i wkrótce ona staje się drugim świadkiem potworności, które wyczyniają morskie monstra. Nie zabrakło też szczytów uniesień między mężczyzną i kobietą, a jakże! Tuż przed ponownym pojawieniem się skorupiaków.
W niedługim czasie kraby przypuszczają też atak na bazę wojskową - z całkiem niezłym skutkiem. Nie imają się ich kule, niestraszny im ogień... Choć twardogłowi wojskowi chcą zwykłego zwiększenia sił, profesor musi wpaść na inny sposób. Decyduje się je wytropić, a gdy już wie gdzie śpią - odciąć im drogę ucieczki wysadzając wejście do podziemnej pieczary. To, że profesor biologii zrobi to lepiej niż wojskowy saper jest przecież oczywiste! Misja kończy się sukcesem, wszyscy oddychają z ulgą, profesor się oświadcza. ALE ONE WRÓCIŁY!! Jak to?! Dodatkowo zaczynają oblężenie miasta i nawet czołg nie jest zagrożeniem! Trzeba szybko wymyślić inny sposób. Jaki? Ciekawy, nie powiem, oczywiście nasunięty profesorowi niesamowitym zbiegiem okoliczności.
Tyle fabuła, jak widać historia dość prosta, ale jest wiele smaczków.
Pierwszy z czym kojarzy mi się to oblicze Smitha, to pulpowość rodem z komiksów i filmów z lat 50. Tlenione blondynki wykrzykujące "O nie!", pomysłowi naukowcy, mężni wojskowi początkowo bezradni wobec monstrów wyglądających na skonstruowane z kartongipsu sklejonego butaprenem. Urocza szablonowość, oczywista absurdalność takiego animal attacku zostaje wykorzystana na całej rozciągłości, nie zaskakując czytelnika zwrotami akcji, szafując straszliwymi zbiegami okoliczności, wznosząc pełne emocji okrzyki. Pisać coś takiego z pełną premedytacją, na poważnie? Absolutne mistrzostwo. Tworzyć pozornego gniota, wziąć na siebie odium horrorowej z-klasy, ale być w tym najlepszym i dostarczać czytelnikom nieustającej frajdy - oto dlaczego wolę GNS od Kinga.
Drugie - postaci. Nie ma tu jakiegoś niesamowitego wachlarza bohaterów, ale każdy jest charakterystyczny. Smith sprawia, że zapamiętujemy nawet postaci drugoplanowe, o czym wposminał niedawno Galfryd. Wojskowy-opój, hotelarka która prowadzi interes z przyzwyczajenia i tak naprawdę nie zależy jej na gościach, rozwódka po przejściach, you name it.
Trzy - duch phantompressowych baboli. Wiadomo, tempo wydawnicze, tempo tłumaczenia... więcej o tym było w wywiadzie. Rechot bierze, gdy profesor zapala fajkę, by po chwili zgasić papierosa. Tam przynajmniej miały usprawiedliwienie, a z tego co wiem podobne zdarzają się i dziś, do tego w dużym profesjonalnym wydawnictwie.
Podsumowując, moje pierwsze spotkanie z Krabami bardzo udane, w klimacie podobne do Bestii. Mam przed sobą jeszcze dwa na półce, wypadałoby uzupełnić pozostałe trzy, ale bez pośpiechu, Guya N. Smitha na półce nie brakuje. Ożywczy oddech przed poważnymi, intensywnymi lekturami zapewniony.
Walijskie wybrzeże, młodzi ludzie idą popływać, co może pójść nie tak? Otóż wiele. Ginie coraz więcej pływaków, ale przecież nieostrożność nie może być tego przyczyną.
Mogą za to nią być gigantyczne kraby, które zasmakowały w ludzkim mięsie!
No przecież takie rozwiązanie jest oczywiste i nie kłóci się z logika i zdrowym rozsądkiem! Straszną prawdę odkrywa profesor, który...
Rozważmy jedno słowo na okładce: "horror".
Wg mnie horror to nie jest sama książka, lecz jej czytanie. Na szczęście książka jest krótka i dzięki temu nie trzeba się z nią długo męczyć. Jestem ciekaw ilu ludzi dotrwało do ostatniej części. Ilość absurdów przekracza ilość stron tej książki.
Fabuła prosta, przewidywalna, nic nie ma w sobie ciekawego.
Relacje między bohaterami sztuczne, dialogi na poziomie 10 latka.
Bohaterowie potrafią bardzo zatracić się w sobie mimo, że niedawno zginął bliski profesorowi człowiek, po 1 stronie jest plaża z której wyłażą śmiertelnie niebiezpieczne kraby, a po 2 stronie jest baza wojskowa. Jak widać miłość silna jest, nie zna granic :)
Czemu dałem 2 gwiazdki, a nie 1? Najwyraźniej autor zdawał sobie sprawę z tego co napisał i nie uraczył nas 500-stronnicowym klocem lecz książeczką, którą można przeczytać w 1, bardzo nudny dzień (skoro to czytamy to taki musi być).
Rozważmy jedno słowo na okładce: "horror".
Wg mnie horror to nie jest sama książka, lecz jej czytanie. Na szczęście książka jest krótka i dzięki temu nie trzeba się z nią długo męczyć. Jestem ciekaw ilu ludzi dotrwało do ostatniej części. Ilość absurdów przekracza ilość stron tej książki.
Fabuła prosta, przewidywalna, nic nie ma w sobie ciekawego.
Relacje między bohaterami...
Książki tego autora odmóżdżają, ale mam do nich sentyment, bo od nich zaczynałem moją przygodę z horrorami 25 lat temu i potem przerzuciłem się na Mastertona, Kinga i Koontza.
Daję 5 gwiazdek na wyrost za wspomnienia sprzed ponad 2 dekad.
Książki tego autora odmóżdżają, ale mam do nich sentyment, bo od nich zaczynałem moją przygodę z horrorami 25 lat temu i potem przerzuciłem się na Mastertona, Kinga i Koontza.
Daję 5 gwiazdek na wyrost za wspomnienia sprzed ponad 2 dekad.
W mojej krucjacie mającej na celu poznanie pulpowego horroru wydawanego w Polsce na początku lat 90tych nadeszła szczególna pora - czas na "Noc Krabów", chyba najbardziej znaną powieść Guya N. Smitha.
Początek to zgrabny rip-off "Szczęk", młoda para pływa w morzu u wybrzeża Walijskiego. Nagle, rach-ciach, i coś ich pożera.
W ślad za młodymi przyjeżdża do morskiego kurortu wuj zagninionej dziewczyny. Już po południu pierwszego dnia na plaży odnajduje dziwaczne ślady Gigantycznych Krabów, a wieczorem zapoznaje uroczą rozwódkę, z którą natychmiast nawiązuje płomienny romans (wątek w celu zabezpieczenia odpowiednich dla pulpy dawek seksu).
Dalej jest typowo, na początku władze nie wierzą w Kraby, potem jednak rozpoczynają się regularne ataki potworów na wybrzeże. Są one niezniszczalne, a na dodatek świetnie zorganizowane i kierowane przez straszliwego Króla Krabów.
W tym momencie opowieść przekształca się z animal horroru w literacki odpowiednik japońskich kaiju movies - filmów o potworach. Wojsko bezskutecznie walczy, strzela i ginie (kraby są - niczym rok wcześniejsza Błotna Bestia z innego horroru Smitha niezniszczalne), kraby maszerują, mordują i wrzucają sprzęt wojskowy do morza.
Uczony nurkując w morzu odnajduje jaskinię Krabów. Wprawdzie jej wysadzenie nic nie daje, Kraby bowiem odnajdują drugie wyjście, ale kolejny pomysł naukowca - opylenie ich trucizną, okazuje się skuteczne (prawdopodobnie - Smith znowu nie kończy książki, urywając opowieść ni stąd, ni zowąd, zatem skuteczności rozwiązania trzeba się domyślać).
Strucie Krabów nie zapobieże powstaniu kolejnych 6 (!) części o ich "przygodach".
Jak podsumować tak legendarną pozycję ? Guy Smith w swym poradniku "Writing Horror Fiction" stawia tezę, że każda kolejna książka pisarza powinna być coraz lepsza - z uwagi na wzrastające umiejętności warsztatowe, doświadczenie i tzw. "rozpisanie".
Cóż - "Noc Krabów" to jedna z najwcześniejszych pozycji w bogatym dorobku Smitha. Czytając ją nie sposób, przy najlepszej woli, nie krzywić się na prostactwo jej stylu, na ubóstwo fabuły, na drętwe dialogi i żałośnie niedopracowane postaci. Pomimo faktu, że dobrym pisarzem Guy nigdy nie został (i nie miał takiego zamiaru), wypada potwierdzić wygłoszoną przez niego tezę - jego styl, wraz z kolejnymi pozycjami, ulegnie zdecydowanej poprawie.
Poznać wypada, bo jest "Noc Krabów" pewnego rodzaju "klasykiem", ale tak naprawdę to srodze przeciętnym, nawet niewystarczająco zabawnym - 6/10
W mojej krucjacie mającej na celu poznanie pulpowego horroru wydawanego w Polsce na początku lat 90tych nadeszła szczególna pora - czas na "Noc Krabów", chyba najbardziej znaną powieść Guya N. Smitha.
Początek to zgrabny rip-off "Szczęk", młoda para pływa w morzu u wybrzeża Walijskiego. Nagle, rach-ciach, i coś ich pożera.
W ślad za młodymi przyjeżdża do morskiego kurortu...
Horror klasy B. Jedyny w swoim rodzaju. Pierwszy tom serii. W latach dziewięćdziesiątych czytało się to zupełnie inaczej niż dzisiaj. Acz sentyment pozostał...
Horror klasy B. Jedyny w swoim rodzaju. Pierwszy tom serii. W latach dziewięćdziesiątych czytało się to zupełnie inaczej niż dzisiaj. Acz sentyment pozostał...
Kiedy byłam mała, horrory Guya N. Smitha bardzo działały na moją wyobraźnię i były przyczyną wielu nieprzespanych nocy. Dlaczego? Zasada była i jest prosta: Smith żeruje na najprostszych, najbardziej prymitywnych lękach, jakie mogą posiadać ludzie: potwory z bagien, węże, pająki i... no właśnie, kraby.
Jestem już duża i kraby jakoś niespecjalnie mnie przerażają. Ciężko też wyobrazić mi sobie ich zmutowane wersje, które dodatkowo odznaczają się inteligencją. Teraz już kwestionuję tego rodzaju strach, więc książka wybitnie nie zadziałała na moją wyobraźnię.
Mimo to polecam. Lubię Smitha.
Kiedy byłam mała, horrory Guya N. Smitha bardzo działały na moją wyobraźnię i były przyczyną wielu nieprzespanych nocy. Dlaczego? Zasada była i jest prosta: Smith żeruje na najprostszych, najbardziej prymitywnych lękach, jakie mogą posiadać ludzie: potwory z bagien, węże, pająki i... no właśnie, kraby.
Jestem już duża i kraby jakoś niespecjalnie mnie przerażają. Ciężko...
Wielkie kraby atakują!!! I nic nawet armia brytyjska nie jest w stanie nic zrobić. A kraby chcą mięsa i dostaną go za wszelką cenę. Polecam wszystkim fanom animal attack stories. A to dopiero początek cyklu o wielkich krabach.
Wielkie kraby atakują!!! I nic nawet armia brytyjska nie jest w stanie nic zrobić. A kraby chcą mięsa i dostaną go za wszelką cenę. Polecam wszystkim fanom animal attack stories. A to dopiero początek cyklu o wielkich krabach.
Kupiłem w antykwariacie na Allegro za 2 zł. Każdy się domyśli o czym jest ta książka, czytając tytuł. Ot, wielkie kraby pod przywództwem kraba-giganta (??!!) atakują nadmorską miejscowość. Niestety kraby jak kraby mają pancerze. A że to są gigantyczne kraby, to mają gigantyczne pancerze, do tego kuloodporne, czołgoodporne i właściwie wszystkoodporne. Oczywiście słowo "właściwie" jest tu podane nieprzypadkowo. Ten, kto przeczytał tą powieść, będzie wiedział o co mi chodzi. Ponadto książka jest napisana słabym językiem. Chyba nawet ja bym napisał lepszą. Może na lata 70. było to może jakieś objawienie, niestety ja to czytałem w 2015 roku.
Kupiłem w antykwariacie na Allegro za 2 zł. Każdy się domyśli o czym jest ta książka, czytając tytuł. Ot, wielkie kraby pod przywództwem kraba-giganta (??!!) atakują nadmorską miejscowość. Niestety kraby jak kraby mają pancerze. A że to są gigantyczne kraby, to mają gigantyczne pancerze, do tego kuloodporne, czołgoodporne i właściwie wszystkoodporne. Oczywiście słowo...
Zmierzenie się po dekadach oczekiwania z tą pozycją okazało się zabawnym rozczarowaniem :) Po "Fungusie" i "Mackach" Harry'ego A Knight'a spodziewałem się podobnego poziomu - niestety to szlam parę poziomów niżej :) Jest satysfakcja i dokończę wszystkie pozycje wydane przez PhantomPress ale przy pierwszym tomie zęby zgrzytały niespodziewanie mocno. Zaskoczyły mnie przeskoki sytuacyjne w obrębie akapitów i absurdalna płytkość w skrótach fabularnych. Zobaczymy co dzieje się dalej.
Zmierzenie się po dekadach oczekiwania z tą pozycją okazało się zabawnym rozczarowaniem :) Po "Fungusie" i "Mackach" Harry'ego A Knight'a spodziewałem się podobnego poziomu - niestety to szlam parę poziomów niżej :) Jest satysfakcja i dokończę wszystkie pozycje wydane przez PhantomPress ale przy pierwszym tomie zęby zgrzytały niespodziewanie mocno. Zaskoczyły mnie przeskoki...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMorze i jego mieszkańcy stanowią nieustannie powracający motyw w horrorze. Guy N. Smith w Nocy krabów otwiera sześciotomowy cykl o tych skorupiakach siejących grozę na jednej z wysp.
Clif Davenport to ceniony profesor biologii. Niestety na umówione z nim spotkanie nie dociera jego siostrzeniec Ian ze swoją dziewczyną Julie. Para ta zmarła na skutek ataku krabu na Wyspie Muszli. Naukowiec wyrusza na miejsce zgonu, by tam przyjrzeć się tajemniczemu zjawisku i szybko znajduje się w sercu koszmaru. Kraby wychodzą z morza i głodne ludzkiego mięsa ruszają na ląd.
Każdy zna rekina ludojada ze Szczęk Petera Blenchleya, u Guya N. Smitha jego miejsce zajęły kraby. Wcale jednak nie są mniej groźne od swego "sławnego kolegi". Początkowo ograniczają się do morza, o ich rozmiarach i ataku krążą na Wyspie Muszli różnego rodzaju opowieści. Natomiast prawdziwa groza zaczyna się, gdy wyjdą z wody na polowanie. Na czele gromady skorupiaków staje Król Krabów. Istota inteligentna, bezwzględna i pełniąca rolę przewodnika. On też jest utożsamiony z pierwotnym złem siejącym śmierć. Jak zawsze w opowieści człowiek kontra przyroda to ten pierwszy zajmuje mniej uprzywilejowane miejsce i ten, kto zapuści się za daleko musi liczyć się z konsekwencjami. Rozdrażnione zwierzęta nie cofną się przed niczym i to one są w stanie wyeliminować ludzi z wyspy, stając się jej jedynymi panami. Guy N. Smith wpisuje się w grono tych, którzy ostrzegają i przestrzegają przed śmiercionośną siłą natury. Noc krabów jednak nie straszy. Bardziej intryguje, zasiewa wątpliwość jak zakończy się starcie kraby kontra człowiek niż rzeczywiście straszy.
Mamy tu wszystko to, co podkręca klimat opowieści z jednej strony ludożerne kraby z drugiej profesor biologii ze swoją seksowną partnerką, baza wojskowa do walki z intruzami zaznacza rozmiar zagrożenia i bezsilność człowieka z istotą, która posiada spryt i inteligencję w poruszaniu się.
Guy N. Smith proponuje może niezbyt wysokich lotów horror klasy B, ale za to potrafi wciągnąć bez reszty czytelnika. Z pewnym napięciem śledzimy poczynania ludzi i zwierząt. Intryguje od samego początku i podkręca klimat dodatkowo klekotem ostrych jak brzytwy kleszczy. Na koniec mogę śmiało powiedzieć, że jestem w pełni usatysfakcjonowany z lektury.
Morze i jego mieszkańcy stanowią nieustannie powracający motyw w horrorze. Guy N. Smith w Nocy krabów otwiera sześciotomowy cykl o tych skorupiakach siejących grozę na jednej z wysp.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toClif Davenport to ceniony profesor biologii. Niestety na umówione z nim spotkanie nie dociera jego siostrzeniec Ian ze swoją dziewczyną Julie. Para ta zmarła na skutek ataku krabu na Wyspie...
Kiczowaty i prosty do bólu horrorek, który stanowi idealną rozrywkę i środek do oderwania myśli. Czyta się migiem i jak dla mnie- z satysfakcją.
Potężny król krabów będzie mi się teraz z pewnością śnił po nocach;)
Kiczowaty i prosty do bólu horrorek, który stanowi idealną rozrywkę i środek do oderwania myśli. Czyta się migiem i jak dla mnie- z satysfakcją.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPotężny król krabów będzie mi się teraz z pewnością śnił po nocach;)
XD
XD
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSmitha czytam z sentymentu . W latach dziewięćdziesiątych wszyscy zaczytywali się w tych horrorach . Dzisiaj to raczej zabawny horror . Wielkie kraby zaczynają inwazję na Walię...
Są niezniszczalne i okrutne. Strach się bać ...
Smitha czytam z sentymentu . W latach dziewięćdziesiątych wszyscy zaczytywali się w tych horrorach . Dzisiaj to raczej zabawny horror . Wielkie kraby zaczynają inwazję na Walię...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSą niezniszczalne i okrutne. Strach się bać ...
Po tym jak kultową pozycją cieszy się ta książka, jak i cały pulpowy dorobek Guya, liczyłam na brutalną, obrzydliwą i przesiąkniętą seksem historię. O dziwo jest to pozycja na tyle nieśmiała, że w zasadzie nie ma w niej nic nieodpowiedniego dla nastolatka. Gore czy seksu nie ma tu prawie wcale, wszystko jest na tyle infantylne, że sprawia wrażenie jakby było dosłownie napisane przez 13-letniego chłopca. Wartość rozrywkowa tej książki opiera się głównie na kiczu, losowości i absurdzie. Jest to jednak w dalszym ciągu dość subtelne, momentami można wręcz odnieść wrażenie, że jakby pisane trochę na serio. Ale jak najbardziej pełno tu całej dobroci gatunku: cudownie okropnych dialogów, przeskakiwania ze sceny na scenę, postaci żywcem wyciętych z kartonu, braku logiki, wojska, czołgów, bomb atomowych i cudownej losowości opisywanych scen. Jest to jednak na tyle niewymuszenie zabawne, że w pewien sposób buduje klimat i tworzy ciepłe uczucia względem tego kampowego świata, w którym obowiązują zupełnie inne zasady niż w naszym.
Dość długo jednak się rozkręca i przede wszystkim zabrakło mi w niej tej dozy ikoniczności, na którą liczyłam. Ale to jedna z pierwszych pulp Guya, może dopiero się rozkręcał, jestem ciekawa jak wypadają jego kolejne książki
Po tym jak kultową pozycją cieszy się ta książka, jak i cały pulpowy dorobek Guya, liczyłam na brutalną, obrzydliwą i przesiąkniętą seksem historię. O dziwo jest to pozycja na tyle nieśmiała, że w zasadzie nie ma w niej nic nieodpowiedniego dla nastolatka. Gore czy seksu nie ma tu prawie wcale, wszystko jest na tyle infantylne, że sprawia wrażenie jakby było dosłownie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJestem fanem horrorów z lat 70-80. Pomijając te najlepsze, z górnej półki, osobną grupę tworzą horrory tak złe że aż piękne. Takim horrorem jest "Noc krabów" i aż dziw, że to czytadło nie doczekało się ekranizacji. Tylko sobie wyobraźcie: olbrzymie, mordercze, gumowe kraby, masa sztucznej krwi, drętwe dialogi, fabuła że aż boli, główny bohater o tysiącu umiejętnościach, ratujący świat, przylepiona do niego, bezbronna laska, miłość, seks, wybuchy, akcja, kiepska muzyka - no po prostu miodzio. Już nawet sama okładka jest zacna. I to wszystko za maks trzy gwiazdki. Nic tylko brać na plażę. Strata czasu gwarantowana. Bawiłem się setnie - polecam ;)
Jestem fanem horrorów z lat 70-80. Pomijając te najlepsze, z górnej półki, osobną grupę tworzą horrory tak złe że aż piękne. Takim horrorem jest "Noc krabów" i aż dziw, że to czytadło nie doczekało się ekranizacji. Tylko sobie wyobraźcie: olbrzymie, mordercze, gumowe kraby, masa sztucznej krwi, drętwe dialogi, fabuła że aż boli, główny bohater o tysiącu umiejętnościach,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toProsta, momentami wręcz prostacka, krótka, powierzchowna, ale ma też w sobie sporo pewnego czaru porównywalnego z co ciekawszymi filmami klasy B. Jedna z ważniejszych pozycji w dorobku Smitha, a napisał on przecież wiele, wiele książek. Jeśli chcecie zobaczyć o co chodzi w jego pisaniu, to trudno o lepszy wybór lektury.
Prosta, momentami wręcz prostacka, krótka, powierzchowna, ale ma też w sobie sporo pewnego czaru porównywalnego z co ciekawszymi filmami klasy B. Jedna z ważniejszych pozycji w dorobku Smitha, a napisał on przecież wiele, wiele książek. Jeśli chcecie zobaczyć o co chodzi w jego pisaniu, to trudno o lepszy wybór lektury.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzez niektórych niepotrzebnie wyśmiewana - bo haha jagtotag kraby - a wpisuje się całkowicie i bardzo dobrze w konwencję animal horroru - jak Szczęki - za którym niezbyt przepadam - bo wolę sensownych a nie bezmyślnych adwersarzy - z wyjątkiem może Parku Jurajskiego - tu jednak ze Smithowym zacięciem, więc od razu armia, czołgi i inne bzdety, to akurat na plus. Mimo wszystko dość nieśmiała jak na Guya, wyglądało, jakby chciał napisać coś poważniejszego i się hamował; tylko po co, skoro to właśnie barwna losowość stanowi o sile jego prozy.
Przez niektórych niepotrzebnie wyśmiewana - bo haha jagtotag kraby - a wpisuje się całkowicie i bardzo dobrze w konwencję animal horroru - jak Szczęki - za którym niezbyt przepadam - bo wolę sensownych a nie bezmyślnych adwersarzy - z wyjątkiem może Parku Jurajskiego - tu jednak ze Smithowym zacięciem, więc od razu armia, czołgi i inne bzdety, to akurat na plus. Mimo...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa początku lat 90. ubiegłego wieku w Polsce nastał okres wyzwolenia spod komuny, a rodacy korzystali z wolności, dopuszczając na lokalny rynek wiele zachodnich marek i tytułów. Za grosze można było kupić tytuły spod szyldu Amber czy Phantom Press Horror. Ci ostatni puszczali na rynek działa Clive'a Barkera, serię odnoszącą się do Koszmaru z Ulicy Wiązów czy właśnie "dzieła" Smitha. Tani druk, marna jakość materiału i proste historie klasy co najwyżej B (albo Z).
Miało to swój urok, a chwytliwe okładki zachęcały do zapoznania się z lekturą. Zresztą sam pamiętam jak byłem w gimnazjum i zawsze interesowała mnie szafa z horrorami, którą czytało się namiętnie. A że czytałem dużo, to w końcu te wszystkie Kingi, Mastertony, Koontze i inne ambitniejsze tytuły musiały się wyczerpać. Wtedy sięgało się po to co było. I tak w moje ręce wpadł omawiany tytuł, niewskazany dla dorastającego dziecka, bo zawiera sporo scen łóżkowych. Ale nie o to chodziło, bo to był taki sobie przerywnik.
Tu chodziło o flaki, odcinane kończyny, dekapitacje i inne wymyślne, brutalne sceny mordów, jakie dokonują kraby, które zasmakowały w ludzkiej krwi niczym wampiry, tylko takie wychodzące z morza. I to one są tu clue programu. Nie ludzie, którzy są opisani po najmniejszej linii oporu. To mięcho armatnie, które pojawia się i znika, choć z ciekawością czeka się na to co spotka Davenporta, głównego bohatera tego tworu.
Nie jest to męcząca lektura, bo tytuły Smitha czyta się w jakieś dwie godzinki czasu, więc to idealny zapychacz na raz. Jest to bardzo świadomy kicz, jaki autor nam zapodaje na tacy. Kraby są tu zorganizowane niczym grupa kiboli na mecz wrogiej drużyny, w dodatku opancerzone na tyle dobrze że czołg nie da rady rozbić ich pancerzy. Mają wodza, który ich prowadzi i łakną ludzkiego mięsa. Przeciwnik idealny. Co dalej, pasikoniki? Nie wiadomo skąd pochodzą te istoty, tylko się tu napomina o podwodnych próbach jądrowych, które mogą być przyczyną. Zresztą część historii ma miejsce obok bazy wojskowej.
To taka lektura, że albo się zaciska zęby z tej głupoty jaka jest nam serwowana (zwłaszcza to z pociągiem, albo gorący seks na plaży podczas obserwacji wybrzeża - kraby swoje chłopy, nie zaatakowały wtedy, tylko dały czas na numerek, jak tu ich nie lubić - głupi ludzie) albo czyta, śmieje się pod nosem i przyjmuje całość z doborem inwentarza.
Reasumując lektura z typu: "tak dobre, że aż złe" i "nawet nie wspomnę ziomkom co czytałem...", a mimo to występuje zachowanie podobne jak przy oglądaniu polskich seriali typu "Trudne sprawy" czy "Barwy szczęścia". Niby nie wiem co było w ostatnim odcinku, ale Krycha zdradziła Rycha. Stwierdzam fakt istnienia potężnego sentymentu za beztroskim dzieciństwem, w którym był czas na czytanie takich "dzieł". Tylko tyle i aż tyle. Dla fanów staro-szkolnego kiczu.
PS. W mojej ocenie i tak jest lepiej niż w przypadku dalszych odsłon. Dlatego taka "wysoka" ocena...
Na początku lat 90. ubiegłego wieku w Polsce nastał okres wyzwolenia spod komuny, a rodacy korzystali z wolności, dopuszczając na lokalny rynek wiele zachodnich marek i tytułów. Za grosze można było kupić tytuły spod szyldu Amber czy Phantom Press Horror. Ci ostatni puszczali na rynek działa Clive'a Barkera, serię odnoszącą się do Koszmaru z Ulicy Wiązów czy właśnie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNazwisko zobowiązuje, na 160 stronach jest wszystko: armia, szpiedzy, zagłada, miłość, śmierć, etc a wszystko przez te piepszone kraby giganty.
Nazwisko zobowiązuje, na 160 stronach jest wszystko: armia, szpiedzy, zagłada, miłość, śmierć, etc a wszystko przez te piepszone kraby giganty.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodobała mi się. Czytając kojarzyła mi się z Wężami tego autora lub Bestią. Na plus postać profesora i kobiety , która mu pomaga. A na minus ta ich relacja. Dopiero co się poznali , a tu zaraz idą do łóżka , zakochują się w sobie , a na koniec planują ślub. Dla mnie to było dziwne. Za to na plus zakończenie , gdy profesor wpada na pomysł , że trzeba otruć kraby by się ich pozbyć i , gdy udaję się rozpylić na nich truciznę i wydaję się , że kraby poumierają to te wchodzą do wody i znikają w głębinach i jest informacja , że ciał nie odnaleziono. Mimo tego ludzie wierzą , że to koniec
Podobała mi się. Czytając kojarzyła mi się z Wężami tego autora lub Bestią. Na plus postać profesora i kobiety , która mu pomaga. A na minus ta ich relacja. Dopiero co się poznali , a tu zaraz idą do łóżka , zakochują się w sobie , a na koniec planują ślub. Dla mnie to było dziwne. Za to na plus zakończenie , gdy profesor wpada na pomysł , że trzeba otruć kraby by się ich...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toByło ich sporo tzn części ale zatrzymałem się na jedynce .
Było ich sporo tzn części ale zatrzymałem się na jedynce .
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie podchodziłam do tego z dużymi oczekiwaniami więc się nie rozczarowałam.
Pozycje należy traktować jako opowiadanie. Moim zdaniem pobudza wyobraźnię i zainspirowała mnie do stworzenia ilustracji :) jest bardzo lekka, szybka i inspirująca
Nie podchodziłam do tego z dużymi oczekiwaniami więc się nie rozczarowałam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozycje należy traktować jako opowiadanie. Moim zdaniem pobudza wyobraźnię i zainspirowała mnie do stworzenia ilustracji :) jest bardzo lekka, szybka i inspirująca
Jedno z najważniejszych dzieł Guy N. Smith'a
Myślę, że jak ktoś dopiero rozpoczyna zapoznawanie się z książkami Guy'a powinien zacząć właśnie od "Noc Krabów".
Akcja w tej książce leci bardzo szybko, już na pierwszych stronach mamy pierwsze ofiary. Jest sporo ofiar i opisów odcinanych kończyn ( może niezbyt rozbudowane ale spełniają swoją role ). Postacie są bardzo proste i nie odczuwałem wobec nich żadnych uczuć. Natomiast fabuła jest bardzo dobra i bardzo dobrze się ją czyta.
Taki jest właśnie styl Guy'a który nie każdemu może się spodobać.
Po mimo tych kilku minusów uważam, że ta książka jest dobra.
Naprawdę lubię "Noc krabów" i uważam, że jest to obowiązkowa książka do przeczytania dla osób lubiących stare kiczowate horrory.
Jedno z najważniejszych dzieł Guy N. Smith'a
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMyślę, że jak ktoś dopiero rozpoczyna zapoznawanie się z książkami Guy'a powinien zacząć właśnie od "Noc Krabów".
Akcja w tej książce leci bardzo szybko, już na pierwszych stronach mamy pierwsze ofiary. Jest sporo ofiar i opisów odcinanych kończyn ( może niezbyt rozbudowane ale spełniają swoją role ). Postacie są bardzo proste...
Raczej nie skłamię jeśli stwierdzę, że większośc ludzi, kiedy chcą się pośmiać i rozerwać to oglądają komedie. Mnie jednak one kompletnie nie śmieszą i nie bawią! Moim gazem rozweselającym są horrory klasy Z. Ile ja ze śmiechu godzin przepłakałam, ile się na podłodze turlałam, ile skrętów żołądka dostałam - nie zliczę! Nie mogłam więc przejść obojętnie obok klasyka kiczowatego horroru i kiedyś w końcu musiałam sięgnąć po “Kraby”. Słynne “Kraby” - ile to ja się nasłuchałam i naczytałam jaki to klasyk gatunku, jak ocieka kiczem i tandetą, jakie dialogi toporne, jakie postacie papierowe i jednowymiarowe, jakie wydarzenia i zachowania bohaterów niedorzeczne. Chyba dla kogoś kto nigdy nie zetknął się z wesołą grafomanią Masterona. Serio, przy absurdach, które płodzi Masterton “Kraby” wypadają bladziutko. To sztandarowe dzieło Guy’a miało być krwawym festiwalem kiczu i złego smaku. To tak w teorii, bo w praktyce odcinane członki i żenujące sceny seksu można policzyć na palcach jednej ręki. Za to miłośnicy opisów czołgów i działań wojskowych będą zachwyceni, bo ciężkie maszyny i panowie w mundurach występują tu częściej niż “Kraby”. I teraz uwaga - króciutka „Noc” dokonała nawet na pozór niemożliwego - otóż udało jej się mnie zanudzić! Łapiecie - horror klasy Z i znużenie - przecież to oksymoron! Owszem, zdarzyły się i takie perełki jak “personifikacja zła - ogromny Król krabów”, „kraby jak owce”, ale to były nieliczne wyjątki w trakcie tej lektury żywiołowej i szalonej niczym dansing dla senirów 90+. Najlepszy (czyt. typowo Guy’owy) w tej książce był wątek miłosny - tak niemiłosiernie absurdalny, komiczny, z drętwymi i przesłodzonymi dialogami, oraz zupełnie nieadekwatnym do sytuacji zachowaniem bohaterów. Tu, muszę przyznać, leciał cringe za cringem. A, i jeszcze klik klak klak.
Planowałam od razu brać się za kolejne części serii, ale to było przed przeczytaniem “Nocy Krabów”. Mordercze skorupiaki mojego serca (ani żołądka) nie podbiły. Okazały się wyjątkowo nijakie i mdłe, rozgotowane pewnie były. Alergii nie dostałam - aż tak tragicznie moje spotkanie z “Krabami” się nie skończyło, więc w przyszłości jeszcze zaryzykuję posmakowania kolejnych części skorupiaków, ale nastąpi to zdecydowanie później niż wcześniej.
https://romy-czyta.blogspot.com
https://www.instagram.com/romyczyta
https://www.facebook.com/romyczyta
Raczej nie skłamię jeśli stwierdzę, że większośc ludzi, kiedy chcą się pośmiać i rozerwać to oglądają komedie. Mnie jednak one kompletnie nie śmieszą i nie bawią! Moim gazem rozweselającym są horrory klasy Z. Ile ja ze śmiechu godzin przepłakałam, ile się na podłodze turlałam, ile skrętów żołądka dostałam - nie zliczę! Nie mogłam więc przejść obojętnie obok klasyka...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo tej książce nie można się wiele spodziewać. Mordercze kraby atakują, i tu można by już zakończyć :) proste do bólu. Ale autor poszedł krok dalej, a nawet kilka i mamy 6 tomów z cyklu Kraby, istne szaleństwo...
Po tej książce nie można się wiele spodziewać. Mordercze kraby atakują, i tu można by już zakończyć :) proste do bólu. Ale autor poszedł krok dalej, a nawet kilka i mamy 6 tomów z cyklu Kraby, istne szaleństwo...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKlasyczny horror klasy B. Nie oczekiwałem od niego nie wiadomo czego i się nie zawiodłem.
Klasyczny horror klasy B. Nie oczekiwałem od niego nie wiadomo czego i się nie zawiodłem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzed wami jedyny w swoim rodzaju, wspaniały, cudowny, prawdziwy mistrz grozy w galaktyce i okolicach, wieszcz Anglii ostrzegajacy przed realnymi zagrozeniami, playboy i znawca krwiożerczych zwierząt GUY N. SMITH i jegooooo "noc kraaabów".<3
(oklaski w tle)
To teraz bardziej na serio. Jak sami widzicie postanowiłem posiłowac się znowu z Guyem i jego najbardziej rozpoznawalnym dziełem (a własciwie pierwszą częscią cyklu). W sumie, mogłbym to opisac dwoma słowami: atak krabów. Tyle i aż tyle.
Jednak że lubie czasem gadac bez sensu to wysile się na większy opis.
Historia rozpoczyna sie wakacyjnie. Zakochana para jest gdzieś tam na kilkudniowej wycieczce i uniesieni szałem milosci postanawiają pogżdzic sie na tzw "wyspie muszli". Oczywiscie nic z tego nie wyszło bo nagle zjawiają sie one. Złe wsciekłe i zabójcze kraboszczaki ktore szybko rozprawiają sie z mlodymi.
Dosc szybko akcja przenosi sie o kilka dni dalej, kiedy wujek ofiary, Cliff. Postanawia wziasc sprawy w swoje rece i chce poszukać rzekomych jak to okresliła policja "topielców". A co odkrywa na miejscu? Oczywiscie że wielkie kraby, z ich wielkim królem nadkrabem I chitynowym który wode zastał zródlaną a zostawił gazowaną.
Dalej jest juz tylko rozpierdziel, krew, częsci ciała i absurdalny wątek milosny bo gdzies musiał tez wcisnąc scene seksu. (nie zebym na nią narzekał) zresztą to jest rozrywka na max godzine, szkoda zebym wam psuł zabawe spoilerami.
Podsumowując. Tak, kraby trzeba znac i wielbic zawsze czytajac je regularnie.
Przed wami jedyny w swoim rodzaju, wspaniały, cudowny, prawdziwy mistrz grozy w galaktyce i okolicach, wieszcz Anglii ostrzegajacy przed realnymi zagrozeniami, playboy i znawca krwiożerczych zwierząt GUY N. SMITH i jegooooo "noc kraaabów".<3
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to(oklaski w tle)
To teraz bardziej na serio. Jak sami widzicie postanowiłem posiłowac się znowu z Guyem i jego najbardziej...
tak złe, że aż prawie dobre :)
tak złe, że aż prawie dobre :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZa książkę wziąłem się, żeby nadrobić nieco zaległości wśród poczytnych niegdyś "pulpów" i liznąć literatury niesławnego Guya N. Smitha. Cóż... Oryginalny nie będę. Absurdalny pomysł, naiwni bohaterowie, a na domiar złego autor zdaje się traktować swoją opowieść na serio. (A może nie dostrzegam tej subtelnej ironii płynącej z debiutanckiej powieści Smitha?) Tak czy siak jest to książka klasy "Z" dla wielbicieli gatunku i dla tych, którzy lubią czasami przeczytać coś dla beki.
Za książkę wziąłem się, żeby nadrobić nieco zaległości wśród poczytnych niegdyś "pulpów" i liznąć literatury niesławnego Guya N. Smitha. Cóż... Oryginalny nie będę. Absurdalny pomysł, naiwni bohaterowie, a na domiar złego autor zdaje się traktować swoją opowieść na serio. (A może nie dostrzegam tej subtelnej ironii płynącej z debiutanckiej powieści Smitha?) Tak czy siak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWalijskie wybrzeże, młodzi ludzie idą popływać, co może pójść nie tak? Otóż wiele. Ginie coraz więcej pływaków, ale przecież nieostrożność nie może być tego przyczyną.
Mogą za to nią być gigantyczne kraby, które zasmakowały w ludzkim mięsie!
No przecież takie rozwiązanie jest oczywiste i nie kłóci się z logika i zdrowym rozsądkiem! Straszną prawdę odkrywa profesor, który przybywa zniecierpliwiony brakiem działań policji w sprawie zaginionego bratanka. Sam trochę nie wierzy własnym oczom, więc nie opowiada tej historii wojskowym, którzy go aresztują. Tak jest i baza wojskowa z tajnym sprzętem, który podejrzeć mogą wczasowicze na niedalekiej plaży. Na szczęście właścicielka pensjonatu kieruje prosto w ramiona pokrzywdzonej rozwódki i wkrótce ona staje się drugim świadkiem potworności, które wyczyniają morskie monstra. Nie zabrakło też szczytów uniesień między mężczyzną i kobietą, a jakże! Tuż przed ponownym pojawieniem się skorupiaków.
W niedługim czasie kraby przypuszczają też atak na bazę wojskową - z całkiem niezłym skutkiem. Nie imają się ich kule, niestraszny im ogień... Choć twardogłowi wojskowi chcą zwykłego zwiększenia sił, profesor musi wpaść na inny sposób. Decyduje się je wytropić, a gdy już wie gdzie śpią - odciąć im drogę ucieczki wysadzając wejście do podziemnej pieczary. To, że profesor biologii zrobi to lepiej niż wojskowy saper jest przecież oczywiste! Misja kończy się sukcesem, wszyscy oddychają z ulgą, profesor się oświadcza. ALE ONE WRÓCIŁY!! Jak to?! Dodatkowo zaczynają oblężenie miasta i nawet czołg nie jest zagrożeniem! Trzeba szybko wymyślić inny sposób. Jaki? Ciekawy, nie powiem, oczywiście nasunięty profesorowi niesamowitym zbiegiem okoliczności.
Tyle fabuła, jak widać historia dość prosta, ale jest wiele smaczków.
Pierwszy z czym kojarzy mi się to oblicze Smitha, to pulpowość rodem z komiksów i filmów z lat 50. Tlenione blondynki wykrzykujące "O nie!", pomysłowi naukowcy, mężni wojskowi początkowo bezradni wobec monstrów wyglądających na skonstruowane z kartongipsu sklejonego butaprenem. Urocza szablonowość, oczywista absurdalność takiego animal attacku zostaje wykorzystana na całej rozciągłości, nie zaskakując czytelnika zwrotami akcji, szafując straszliwymi zbiegami okoliczności, wznosząc pełne emocji okrzyki. Pisać coś takiego z pełną premedytacją, na poważnie? Absolutne mistrzostwo. Tworzyć pozornego gniota, wziąć na siebie odium horrorowej z-klasy, ale być w tym najlepszym i dostarczać czytelnikom nieustającej frajdy - oto dlaczego wolę GNS od Kinga.
Drugie - postaci. Nie ma tu jakiegoś niesamowitego wachlarza bohaterów, ale każdy jest charakterystyczny. Smith sprawia, że zapamiętujemy nawet postaci drugoplanowe, o czym wposminał niedawno Galfryd. Wojskowy-opój, hotelarka która prowadzi interes z przyzwyczajenia i tak naprawdę nie zależy jej na gościach, rozwódka po przejściach, you name it.
Trzy - duch phantompressowych baboli. Wiadomo, tempo wydawnicze, tempo tłumaczenia... więcej o tym było w wywiadzie. Rechot bierze, gdy profesor zapala fajkę, by po chwili zgasić papierosa. Tam przynajmniej miały usprawiedliwienie, a z tego co wiem podobne zdarzają się i dziś, do tego w dużym profesjonalnym wydawnictwie.
Podsumowując, moje pierwsze spotkanie z Krabami bardzo udane, w klimacie podobne do Bestii. Mam przed sobą jeszcze dwa na półce, wypadałoby uzupełnić pozostałe trzy, ale bez pośpiechu, Guya N. Smitha na półce nie brakuje. Ożywczy oddech przed poważnymi, intensywnymi lekturami zapewniony.
Walijskie wybrzeże, młodzi ludzie idą popływać, co może pójść nie tak? Otóż wiele. Ginie coraz więcej pływaków, ale przecież nieostrożność nie może być tego przyczyną.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMogą za to nią być gigantyczne kraby, które zasmakowały w ludzkim mięsie!
No przecież takie rozwiązanie jest oczywiste i nie kłóci się z logika i zdrowym rozsądkiem! Straszną prawdę odkrywa profesor, który...
Rozważmy jedno słowo na okładce: "horror".
Wg mnie horror to nie jest sama książka, lecz jej czytanie. Na szczęście książka jest krótka i dzięki temu nie trzeba się z nią długo męczyć. Jestem ciekaw ilu ludzi dotrwało do ostatniej części. Ilość absurdów przekracza ilość stron tej książki.
Fabuła prosta, przewidywalna, nic nie ma w sobie ciekawego.
Relacje między bohaterami sztuczne, dialogi na poziomie 10 latka.
Bohaterowie potrafią bardzo zatracić się w sobie mimo, że niedawno zginął bliski profesorowi człowiek, po 1 stronie jest plaża z której wyłażą śmiertelnie niebiezpieczne kraby, a po 2 stronie jest baza wojskowa. Jak widać miłość silna jest, nie zna granic :)
Czemu dałem 2 gwiazdki, a nie 1? Najwyraźniej autor zdawał sobie sprawę z tego co napisał i nie uraczył nas 500-stronnicowym klocem lecz książeczką, którą można przeczytać w 1, bardzo nudny dzień (skoro to czytamy to taki musi być).
Rozważmy jedno słowo na okładce: "horror".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWg mnie horror to nie jest sama książka, lecz jej czytanie. Na szczęście książka jest krótka i dzięki temu nie trzeba się z nią długo męczyć. Jestem ciekaw ilu ludzi dotrwało do ostatniej części. Ilość absurdów przekracza ilość stron tej książki.
Fabuła prosta, przewidywalna, nic nie ma w sobie ciekawego.
Relacje między bohaterami...
Książki tego autora odmóżdżają, ale mam do nich sentyment, bo od nich zaczynałem moją przygodę z horrorami 25 lat temu i potem przerzuciłem się na Mastertona, Kinga i Koontza.
Daję 5 gwiazdek na wyrost za wspomnienia sprzed ponad 2 dekad.
Książki tego autora odmóżdżają, ale mam do nich sentyment, bo od nich zaczynałem moją przygodę z horrorami 25 lat temu i potem przerzuciłem się na Mastertona, Kinga i Koontza.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDaję 5 gwiazdek na wyrost za wspomnienia sprzed ponad 2 dekad.
W mojej krucjacie mającej na celu poznanie pulpowego horroru wydawanego w Polsce na początku lat 90tych nadeszła szczególna pora - czas na "Noc Krabów", chyba najbardziej znaną powieść Guya N. Smitha.
Początek to zgrabny rip-off "Szczęk", młoda para pływa w morzu u wybrzeża Walijskiego. Nagle, rach-ciach, i coś ich pożera.
W ślad za młodymi przyjeżdża do morskiego kurortu wuj zagninionej dziewczyny. Już po południu pierwszego dnia na plaży odnajduje dziwaczne ślady Gigantycznych Krabów, a wieczorem zapoznaje uroczą rozwódkę, z którą natychmiast nawiązuje płomienny romans (wątek w celu zabezpieczenia odpowiednich dla pulpy dawek seksu).
Dalej jest typowo, na początku władze nie wierzą w Kraby, potem jednak rozpoczynają się regularne ataki potworów na wybrzeże. Są one niezniszczalne, a na dodatek świetnie zorganizowane i kierowane przez straszliwego Króla Krabów.
W tym momencie opowieść przekształca się z animal horroru w literacki odpowiednik japońskich kaiju movies - filmów o potworach. Wojsko bezskutecznie walczy, strzela i ginie (kraby są - niczym rok wcześniejsza Błotna Bestia z innego horroru Smitha niezniszczalne), kraby maszerują, mordują i wrzucają sprzęt wojskowy do morza.
Uczony nurkując w morzu odnajduje jaskinię Krabów. Wprawdzie jej wysadzenie nic nie daje, Kraby bowiem odnajdują drugie wyjście, ale kolejny pomysł naukowca - opylenie ich trucizną, okazuje się skuteczne (prawdopodobnie - Smith znowu nie kończy książki, urywając opowieść ni stąd, ni zowąd, zatem skuteczności rozwiązania trzeba się domyślać).
Strucie Krabów nie zapobieże powstaniu kolejnych 6 (!) części o ich "przygodach".
Jak podsumować tak legendarną pozycję ? Guy Smith w swym poradniku "Writing Horror Fiction" stawia tezę, że każda kolejna książka pisarza powinna być coraz lepsza - z uwagi na wzrastające umiejętności warsztatowe, doświadczenie i tzw. "rozpisanie".
Cóż - "Noc Krabów" to jedna z najwcześniejszych pozycji w bogatym dorobku Smitha. Czytając ją nie sposób, przy najlepszej woli, nie krzywić się na prostactwo jej stylu, na ubóstwo fabuły, na drętwe dialogi i żałośnie niedopracowane postaci. Pomimo faktu, że dobrym pisarzem Guy nigdy nie został (i nie miał takiego zamiaru), wypada potwierdzić wygłoszoną przez niego tezę - jego styl, wraz z kolejnymi pozycjami, ulegnie zdecydowanej poprawie.
Poznać wypada, bo jest "Noc Krabów" pewnego rodzaju "klasykiem", ale tak naprawdę to srodze przeciętnym, nawet niewystarczająco zabawnym - 6/10
W mojej krucjacie mającej na celu poznanie pulpowego horroru wydawanego w Polsce na początku lat 90tych nadeszła szczególna pora - czas na "Noc Krabów", chyba najbardziej znaną powieść Guya N. Smitha.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątek to zgrabny rip-off "Szczęk", młoda para pływa w morzu u wybrzeża Walijskiego. Nagle, rach-ciach, i coś ich pożera.
W ślad za młodymi przyjeżdża do morskiego kurortu...
Historia okropnie beznadziejna, bardzo przewidywalna i koło horroru to to na pewno nie stało.
Historia okropnie beznadziejna, bardzo przewidywalna i koło horroru to to na pewno nie stało.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHorror klasy B. Jedyny w swoim rodzaju. Pierwszy tom serii. W latach dziewięćdziesiątych czytało się to zupełnie inaczej niż dzisiaj. Acz sentyment pozostał...
Horror klasy B. Jedyny w swoim rodzaju. Pierwszy tom serii. W latach dziewięćdziesiątych czytało się to zupełnie inaczej niż dzisiaj. Acz sentyment pozostał...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKiedy byłam mała, horrory Guya N. Smitha bardzo działały na moją wyobraźnię i były przyczyną wielu nieprzespanych nocy. Dlaczego? Zasada była i jest prosta: Smith żeruje na najprostszych, najbardziej prymitywnych lękach, jakie mogą posiadać ludzie: potwory z bagien, węże, pająki i... no właśnie, kraby.
Jestem już duża i kraby jakoś niespecjalnie mnie przerażają. Ciężko też wyobrazić mi sobie ich zmutowane wersje, które dodatkowo odznaczają się inteligencją. Teraz już kwestionuję tego rodzaju strach, więc książka wybitnie nie zadziałała na moją wyobraźnię.
Mimo to polecam. Lubię Smitha.
Kiedy byłam mała, horrory Guya N. Smitha bardzo działały na moją wyobraźnię i były przyczyną wielu nieprzespanych nocy. Dlaczego? Zasada była i jest prosta: Smith żeruje na najprostszych, najbardziej prymitywnych lękach, jakie mogą posiadać ludzie: potwory z bagien, węże, pająki i... no właśnie, kraby.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJestem już duża i kraby jakoś niespecjalnie mnie przerażają. Ciężko...
Wielkie kraby atakują!!! I nic nawet armia brytyjska nie jest w stanie nic zrobić. A kraby chcą mięsa i dostaną go za wszelką cenę. Polecam wszystkim fanom animal attack stories. A to dopiero początek cyklu o wielkich krabach.
Wielkie kraby atakują!!! I nic nawet armia brytyjska nie jest w stanie nic zrobić. A kraby chcą mięsa i dostaną go za wszelką cenę. Polecam wszystkim fanom animal attack stories. A to dopiero początek cyklu o wielkich krabach.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKupiłem w antykwariacie na Allegro za 2 zł. Każdy się domyśli o czym jest ta książka, czytając tytuł. Ot, wielkie kraby pod przywództwem kraba-giganta (??!!) atakują nadmorską miejscowość. Niestety kraby jak kraby mają pancerze. A że to są gigantyczne kraby, to mają gigantyczne pancerze, do tego kuloodporne, czołgoodporne i właściwie wszystkoodporne. Oczywiście słowo "właściwie" jest tu podane nieprzypadkowo. Ten, kto przeczytał tą powieść, będzie wiedział o co mi chodzi. Ponadto książka jest napisana słabym językiem. Chyba nawet ja bym napisał lepszą. Może na lata 70. było to może jakieś objawienie, niestety ja to czytałem w 2015 roku.
Kupiłem w antykwariacie na Allegro za 2 zł. Każdy się domyśli o czym jest ta książka, czytając tytuł. Ot, wielkie kraby pod przywództwem kraba-giganta (??!!) atakują nadmorską miejscowość. Niestety kraby jak kraby mają pancerze. A że to są gigantyczne kraby, to mają gigantyczne pancerze, do tego kuloodporne, czołgoodporne i właściwie wszystkoodporne. Oczywiście słowo...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to