Sam opis ksiązki zawarty na tej stronie zawiera błędy merytoryczne. Np. "...od śmierci Zygmunta II Augusta, ostatniego dziedzicznego króla Polski i Litwy." Po pierwsze Zygmunt August nie był dziedzicznym królem Polski. Po śmierci Kazimierza Wielkiego nie było dziedzicznych królów Polski. Po drugie nie było kogoś takiego jak "król Polski i Litwy". Litwa nie miała króla (nie licząc epizodu z czasów sprzed unii w Krewie). Władcą Wielkiego Księstwa Litewskiego (a nie tylko Litwy) był Wielki Książę. Akurat Zygmunt August był ostatnim dziedzicznym Wielkim Księciem Litewskim. Już sam opis zniechęca do czytania książki.
Sam opis ksiązki zawarty na tej stronie zawiera błędy merytoryczne. Np. "...od śmierci Zygmunta II Augusta, ostatniego dziedzicznego króla Polski i Litwy." Po pierwsze Zygmunt August nie był dziedzicznym królem Polski. Po śmierci Kazimierza Wielkiego nie było dziedzicznych królów Polski. Po drugie nie było kogoś takiego jak "król Polski i Litwy". Litwa nie miała króla (nie...
Mniej więcej do połowy czyta się bardzo dobrze. Gdy autor zaczyna wchodzić na wątki zbiorowej psychoanalizy książka staje się bardzo trudna w odbiorze. Autor ma tendencje do popisywania się swoją wiedzą, tworząc trudne do zrozumienia konstrukty, powołując się na licznych autorów i źródła, przez co niektóre fragmenty są trudne w odbiorze. Moim zdaniem zmarnowany potencjał ciekawej pracy. Niemniej warto się zapoznać chociażby do pewnego momentu.
Mniej więcej do połowy czyta się bardzo dobrze. Gdy autor zaczyna wchodzić na wątki zbiorowej psychoanalizy książka staje się bardzo trudna w odbiorze. Autor ma tendencje do popisywania się swoją wiedzą, tworząc trudne do zrozumienia konstrukty, powołując się na licznych autorów i źródła, przez co niektóre fragmenty są trudne w odbiorze. Moim zdaniem zmarnowany potencjał...
To najwcześniejsza książka z nurtu "zwrotu ludowego" (jeśli mogę ją do niej zaliczać, ew. jako jego zapowiedź) jaką przeczytałem i z perspektywy paru miesięcy być może najważniejsza. Długie psychoanalityczne dygresje nt. szlachty i Polski to chyba nie do końca moja bajka, niemniej całościowo to bardzo dogłębne, oryginalne, a jednocześnie (na ile mogę ocenić) rzetelne rozliczenie przeszłości Polski. Przyjęcie "perspektywy długiego trwania", nierozerwalny związek między setkami lat niewoli ludu i "nieistnienia" państwa, państwa urojonego, myślę już na dość trwale zmieniło to, jak oceniam historię Polski.
To najwcześniejsza książka z nurtu "zwrotu ludowego" (jeśli mogę ją do niej zaliczać, ew. jako jego zapowiedź) jaką przeczytałem i z perspektywy paru miesięcy być może najważniejsza. Długie psychoanalityczne dygresje nt. szlachty i Polski to chyba nie do końca moja bajka, niemniej całościowo to bardzo dogłębne, oryginalne, a jednocześnie (na ile mogę ocenić) rzetelne...
Początkowo planowałem napisać obszerną i szczegółową recenzję, ale ograniczę się do skróconej wersji, bo pierwotna wersja zająłby pewnie zbyt wiele czasu i zapewne nikt z osób czytających recenzje z myślą o ewentualnym zainteresowaniu książką nie dobrnęłoby do końca.
Fantomowe Ciało Króla pozwala dogłębnie zrozumieć przyczyny polskiego zacofania (ok, gospodarcze może trochę się zmniejszyło od momentu wydania ksiązki, ale mentalnie dalej jest nie najlepiej), peryferyjności oraz chronicznego “gonienia Zachodu” przy jednoczesnego uciekaniem przed “Wschodem” (choć patrząc na ostatnie wybory, można to raczej odczytać jako przeciąganie liny między tymi biegunami). Autor przyjmuje bardzo szeroką perspektywę tj. analizuje sytuację Polski na przestrzeni ok. 700 lat, sięgając do korzeni kapitalizmu i to w jego rozwoju upatruje się źródeł obecnej pozycji naszego kraju. No plus oczywiście w mentalu szlachty, o tym też jest dużo, szczególnie w ujęciu lacanowskim.
Warto przeczytać tę książkę, bo pomaga nazwać zjawiska, które dotąd pozostawały nienazwane, a także bardzo gruntownie je tłumaczy. Część, w której autor posługuje się psychoanalizą Lacana, choć intrygująca i zajmująca, bywała momentami trudna w odbiorze. Mimo deklarowanej chęci wprowadzenia czytelnika w teorię Lacana, autor nie rozwija wszystkich wątków wystarczająco jasno i, aby je w pełni zrozumieć, trzeba byłoby sięgnąć do literatury uzupełniającej.
Zakończenie, moim zdaniem, nieco rozczarowujące, koncentruje się głównie na teorii kolonialnej, nie spinając w całość wcześniejszych analiz. Ale może taki był jednak zamysł autora.
Dodatkowo, w książce pojawia się wiele przewrotnych idei, które pozwalają inaczej spojrzeć na znane wydarzenia historyczne, choćby rozbiory, przedstawione jako potencjalna droga do “wyzwolenia”Polski z zaściankowego i skostniałego mentalnie systemu szlacheckiego.
Początkowo planowałem napisać obszerną i szczegółową recenzję, ale ograniczę się do skróconej wersji, bo pierwotna wersja zająłby pewnie zbyt wiele czasu i zapewne nikt z osób czytających recenzje z myślą o ewentualnym zainteresowaniu książką nie dobrnęłoby do końca.
Fantomowe Ciało Króla pozwala dogłębnie zrozumieć przyczyny polskiego zacofania (ok, gospodarcze może...
📖 Niełatwo napisać o tej książce. Bo to nie tylko praca historyczna, nie tylko diagnoza tożsamości narodowej, nie tylko traktat o kapitalizmie, kolonializmie, psychoanalizie i Polsce. To coś w rodzaju intelektualnej rekonstrukcji zwłok – sekcji zwłok Rzeczypospolitej, która nigdy nie dojrzała do bycia państwem, ale za to nauczyła się świetnie fantazjować o własnej wielkości.
🫥 Jan Sowa nie zostawia złudzeń. Polska – w jego ujęciu – to nie naród dumnych sarmackich rycerzy ani męczenników pod zaborami, ale kraj, który nigdy nie wykształcił formy instytucjonalnej, nie umiał przejść nowoczesności, a swoją państwowość opierał na wyobrażeniu, że coś trwa, choć dawno już się rozpadło.
✍️ Styl Sowy jest wymagający, miejscami gęsty jak lepka smoła Lacana i Bourdieu. Ale ten styl pasuje do materii – bo o ciężarze kulturowych złogów i symbolicznych niedoróbek nie da się pisać jak o sobotnim spacerze po rynku w Krakowie. Jeśli coś może drażnić, to momentami nadmierna wiara w teorie (zwłaszcza psychoanalizę), ale rekompensuje to klarowna diagnoza naszej „niewydarzonej” nowoczesności. To nie jest książka „ku pokrzepieniu serc” – to książka, która spuszcza je do piwnicy i każe im spojrzeć w lustro.
🗣 Sowa jednocześnie krytykuje polską megalomanię i kompleksy. Pokazuje, że jesteśmy mistrzami mimikry: chcemy być Zachodem, ale kopiujemy go nieudolnie; odcinamy się od Wschodu, choć tkwi on w naszym mentalnym szkielecie. Polska w tej książce to nie podmiot historii – to peryferyjny konstrukt, który kolonizował innych, sam będąc kolonizowanym.
❓Czy warto ją czytać? Tak – ale nie dla stylu, nie dla przyjemności. Dla wstrząsu. Dla intelektualnego resetu. Dla niezgody na kolejne patriotyczne bajki.
👁 Kilka spojrzeń w lekturę 👁
Czyli 7 punktów, które pozwolą nie utonąć
1. 🧠 Nie podbito Polski, bo była słaba – Polska była słaba, dlatego ją podbito. Instytucje kulały, król był atrapą, szlachta działała jak związek zawodowy egoistów.
2. 🌍 Byliśmy peryferią systemu – zbożową kolonią Zachodu, nie jego częścią. Eksportowaliśmy żywność, importowaliśmy stagnację.
3. 🏰 Kresy to nie wielokulturowa harmonia – to amatorski kolonializm. Polonizacja jako przemoc symboliczna i społeczna, a nie integracja.
4. 🔮 Polska tożsamość? Wieczna gra w „nie jesteśmy jak oni”. Ani Wschód, ani Zachód. Ani dojrzałość, ani bunt. Ani-tacy-ani-tacy.
5. 🎭 Rzeczpospolita to fantom – żyła, choć była już martwa. Nie było króla = nie było państwa. Zostały mity.
6. 📉 Rozbiory? Nie zdrada, tylko logiczny koniec nieistniejącej formy. Upadek był konsekwencją braku realnej struktury.
7. 🔍 Wyjście? Nie kopiować Zachodu, nie tęsknić za Kresami. Zbudować coś własnego – z autorefleksji, a nie z autoiluzji.
📦 Zdejmuję z półki (i z siebie kurz) 💡
👑 Fantom, który mówi więcej niż ciało 👑
📖 Niełatwo napisać o tej książce. Bo to nie tylko praca historyczna, nie tylko diagnoza tożsamości narodowej, nie tylko traktat o kapitalizmie, kolonializmie, psychoanalizie i Polsce. To coś w rodzaju intelektualnej rekonstrukcji zwłok – sekcji zwłok Rzeczypospolitej, która nigdy nie dojrzała...
Warto przejrzeć, jeśli szuka się kompletnie innej perspektywy i oceny historii RON. Świeże spojrzenie na miejsce Polski w europejskiej/światowej gospodarce i na demokrację szlachecką, szczególnie dla czytelników wychowanych na Jasienicach i Nowakach.
Dużą część książki stanowi analiza historii Polski z użyciem metod psychoanalizy, całkiem ciekawe, ale później już omijałem. Podobnie fragmenty o postkolonializmie - ciekawe, ale nie przykuły mnie na dłużej.
No i trochę się zdezaktualizowała w 2025 roku - prawda? Czy może nie?
Warto przejrzeć, jeśli szuka się kompletnie innej perspektywy i oceny historii RON. Świeże spojrzenie na miejsce Polski w europejskiej/światowej gospodarce i na demokrację szlachecką, szczególnie dla czytelników wychowanych na Jasienicach i Nowakach.
Dużą część książki stanowi analiza historii Polski z użyciem metod psychoanalizy, całkiem ciekawe, ale później już omijałem....
Autor sam pisze, że nie chciałby odkrywać nowych faktów, tylko układać fakty w ramach nieużywanych teorii, żeby wydobyć nową, głębszą prawdę o polskiej duszy.
Mam wrażenie, że najlepszy jest jednak w dekonstrukcji już istniejących kodów kulturowych, a nie w przekonywaniu mnie do innej teorii. Część książki dotycząca samego "nieistnienia" Polski jest bardzo twórcza. Jednocześnie mam wrażenie, że wspólne zmagania moje (czytelnika) i autora (rozumiem również Polaka zmagającego się z nienowoczesną formą) kończą się bardziej odarciem z dotychczasowych historii/narracji niż stworzeniem nowej, która mogłaby skończyć się ucieczką Polski z peryferii.
Może jest pole na sequel? Ja bym chętnie sięgnął.
Autor sam pisze, że nie chciałby odkrywać nowych faktów, tylko układać fakty w ramach nieużywanych teorii, żeby wydobyć nową, głębszą prawdę o polskiej duszy.
Mam wrażenie, że najlepszy jest jednak w dekonstrukcji już istniejących kodów kulturowych, a nie w przekonywaniu mnie do innej teorii. Część książki dotycząca samego "nieistnienia" Polski jest bardzo twórcza....
Kolejna z cyklu książek, którymi zachwycali się moi profesorowie, gdy jeszcze byłam studentką. Poszczególne rozdziały można czytać jako osobne działa, przez co dobrze omawia się je na zajęciach. Szczerze przyznaję, że nie przeczytałam wszystkich, ponieważ ich tematyka nakłada się z innymi książkami, które czytałam/chcę przeczytać ("Warcholstwo" i "Pańszczyzna" Kamila Janickiego, "Cywilizacja. Zachód i reszta świata" Fergusona). Interesowała mnie główna teza pana Jana Sowy.
Generalnie zgadzam się z tym, że kapitalizm jest źródłem wyzysku, bo na tym opiera się całe tego funkcjonowanie. Peryferia muszą istnieć, Trzeci Świat musi istnieć, żeby centrum/Zachód miały tanie surowce i silę roboczą. Stąd bierze się jego bogactwo.
Czuć jednak, że książka została wydana 13 lat temu, gdy Polska była dużo biedniejszym i bardziej zacofanym krajem, źródłem emigracji, nie celem imigracji. Tutaj autor się pomylił. Założył, że Polska nigdy nie rozwinie się do poziomu Zachodu, bo od kilkuset lat leży na jego peryferiach. Jak widać nasze wejście do UE spowodowało dynamiczny rozwój kraju i obecnie mieszka tu jakieś 2-3 mln imigrantów, a mało który Polak emigruje. Pan Sowa pisze np. że w Polsce 17,4% ludzi zatrudnionych jest w rolnictwie, co obecnie wydaje się trudne do wyobrażania (w 2023 roku było to już tylko 7%). Moim zdaniem Polska nie jest już krajem peryferyjnym, więc ta teza nie jest aktualna.
Główna teza zawarta w tej książce też jest kontrowersyjna. Otóż pan Jan Sowa uważa, że I Rzeczpospolita w latach 1572-1795 to fantomowe ciało króla, czyli według niego istniała czysto teoretycznie. Z jeden strony mogę zgodzić się z tą tezą, ponieważ władza centralna była w I RP bardzo słaba. Aczkolwiek, według mnie, demokracja szlachecka nie oznaczała nieistnienia państwa. Wręcz przeciwnie, uważam, że była dążeniem w dobrym kierunku, pomimo tego, że doprowadziła do rozbioru Polski przez monarchie absolutystyczne.
Książka jest całkiem interesująca, aczkolwiek nie do końca się panem Janem Sową zgadzam. Czy I RP leżała na peryferiach cywilizacji Zachodu? Oczywiście, że tak. Czy monarchia elekcyjna i słabość władzy centralnej doprowadziły do upadku państwa? Pewnie. Czy Polska kolonizowała Ukrainę? No jasne. Ale jakoś nic konkretnego i nowatorskiego z tego nie wynika. Polacy po upadku PRL byli świadomi tego, że muszą dołączyć do Zachodu, żeby kraj w pełni się rozwinął. I to się udaje, nasza przeszłość wcale nie determinuje naszej przyszłości. Męczy mnie już to fatalistyczne podejście w polskich książkach historyczno-socjologicznych... Mam wrażenie, że autor chce wybielić marksizm i komunizm (to nie wina PRL, że Polska jest zacofana i biedna!), a oczernić I RP (szlachta uniemożliwiła rozwój Polski!). Pewnie dlatego moi (lewicowi) profesorowie zachwycali się tą książką...
Kolejna z cyklu książek, którymi zachwycali się moi profesorowie, gdy jeszcze byłam studentką. Poszczególne rozdziały można czytać jako osobne działa, przez co dobrze omawia się je na zajęciach. Szczerze przyznaję, że nie przeczytałam wszystkich, ponieważ ich tematyka nakłada się z innymi książkami, które czytałam/chcę przeczytać ("Warcholstwo" i "Pańszczyzna" Kamila...
Ciekawe spojrzenie na historię Polski w szerokim kontekście oraz relacje pomiędzy jej mieszkańcami wywodzącymi się z różnych warstw społecznych (chłopi-mieszczanie-szlachta). Niestety książka jest napisana "ciężkim", naukowym językiem, przez co trudno przez nią przebrnąć.
Ciekawe spojrzenie na historię Polski w szerokim kontekście oraz relacje pomiędzy jej mieszkańcami wywodzącymi się z różnych warstw społecznych (chłopi-mieszczanie-szlachta). Niestety książka jest napisana "ciężkim", naukowym językiem, przez co trudno przez nią przebrnąć.
Książka Jana Sowy tuż po publikacji 12 lat temu narobiła sporo zamieszania. Jej główną tezą jest nieistnienie państwa polskiego po śmierci ostatniego Jagiellona. Według autora, szlachta wprowadzając elekcję monarchów, zamordowała symboliczne „ciało króla”. Odtąd król istniał tylko w swoim ciele naturalnym, fizycznym, a królestwo było bytem fantomowym. Sowa przekonuje, że Polska stała się luźnym zbiorem posiadłości szlacheckich i magnackich, a zabory były tylko manifestacją Realnego, czyli faktycznego braku państwowości. Wydaje mi się, że autor myli stan założony (monarchia elekcyjna, demokracja szlachecka itd.) ze stanem faktycznym, szczególnie po 1648 r., to znaczy z rzeczywistą wszechwładzą magnatów, w XVIII w. stojącą w dramatycznym kontraście z teorią mówiącą o równości wewnątrz stanu szlacheckiego.
Niestety, mocne twierdzenia, w dużej mierze słuszne (np. o ukochanej przez szlachtę gospodarce folwarczno-pańszczyźnianej, która uczyniła z Polski eksportera surowców, czyli skazała ją na los najbardziej zacofanych i nierozwiniętych gospodarczo państw) choć brzmią intrygująco, to jednak ubożuchna literatura przedmiotu i brak znajomości źródeł przytaczanych tylko jako „cyt. za”, sprawiają, że mimo najlepszych chęci trudno je traktować poważnie. Wiem, że to nie jest książka historyczna, a próba wpisania szlacheckich fantazmatów w interpretację psychoanalityczną jest ciekawa, jednakże brak znajomości historii autora jest uderzający. Na przykład, pisząc o Europie Zachodniej, Sowa uparcie powtarza mocno przebrzmiałe hasła o powszechności monarchii absolutnych, umożliwiających rzekomo rozwój kapitalizmu. Jest tu wręcz groteskowo nielogiczny, ponieważ jednocześnie podkreśla rolę Niderlandów czy północnowłoskich republik kupieckich w rozwoju kapitalizmu, a także Anglii, która nawet przez 5 minut nie była monarchią absolutną. Autor usiłuje także przedstawić historię polskiej obecności na Ukrainie wyłącznie jako historię kolonizacji niemal identyczną w stosunku do angielskiej obecności w Indiach. Z wdziękiem pomija takie drobiazgi, jak fakt, że niektóre najpotężniejsze rody kresowe to rody litewskie i rusińskie, jak Radziwiłłowie, Ostrogscy czy Wiśniowieccy, a Dzikie Pola były przez dziesiątki lat niezamieszkałe z powodu koszmaru najazdów tatarskich. Tak pisze autor o kolonizacja pustek Zaporoża: „W ciągu zaledwie pięciu dekad po unii lubelskiej powstało tam około 300 osiedli typu miejskiego lokowanych na prawie magdeburskim przez szlacheckich przybyszy z Rzeczypospolitej […] przez 50 lat na Dzikich Polach średnio co dwa miesiące powstawała nowa osada miejska. […] W latach 1569 – 1648 ludność Kijowszczyzny wzrosła około 20-30 razy, a Czernichowszczyzny 200-300 razy!”. Faktycznie, zgroza :)
Trop braku realnej państwowości jest ciekawy, ale niektóre wręcz bzdurne twierdzenia podminowują całość wywodu. Jednym z nich jest rzekoma niechęć szlachty do podróży zagranicznych, podczas gdy w rzeczywistości do ok. połowy XVII w. zagraniczne studia były integralną częścią wykształcenia młodych szlachciców (jednym z najciekawszych opisów kilkuletniego pobytu we Francji są wspomnienia Jakuba Sobieskiego, ojca Jana; autor „Fantomowego ciała...” nie ma jednak pojęcia o ich istnieniu). Zakończę jednak rytualnym, ale szczerym „Warto było przeczytać”.
Książka Jana Sowy tuż po publikacji 12 lat temu narobiła sporo zamieszania. Jej główną tezą jest nieistnienie państwa polskiego po śmierci ostatniego Jagiellona. Według autora, szlachta wprowadzając elekcję monarchów, zamordowała symboliczne „ciało króla”. Odtąd król istniał tylko w swoim ciele naturalnym, fizycznym, a królestwo było bytem fantomowym. Sowa przekonuje, że...
zmienia spojrzenie na historię. zmienia spojrzenie na Polskę. zmienia spojrzenie na przyszłość. ta książka to game-changer. i tak pod koniec dnia gorzka myśl, że to jednak szkoda, że ją napisano. lepiej byłoby, gdyby wcale nie powstała.... ale to już zupełnie inna historia.
zmienia spojrzenie na historię. zmienia spojrzenie na Polskę. zmienia spojrzenie na przyszłość. ta książka to game-changer. i tak pod koniec dnia gorzka myśl, że to jednak szkoda, że ją napisano. lepiej byłoby, gdyby wcale nie powstała.... ale to już zupełnie inna historia.
„Fantomowe ciało króla” zostało wydane już dobrych kilka lat temu (2011) i zdobyło wtedy sporą popularność. Mimo że cieszy mnie każde solidne dzieło historyczne, dające odpór naszej potocznej szlachtomanii, chciałabym jednak przede wszystkim podzielić się swoimi wątpliwościami.
Autor dopatruje się źródeł naszego zapóźnienia i upadku Polski przede wszystkim w krótkowzrocznej polityce szlachty, z jednej strony osłabiającej władzę polityczną króla, zaś z drugiej zwiększającej ucisk chłopstwa (zamiast wysiłku modernizacyjnego). Odwołując się do analizy E. Kantorowicza („Dwa ciała króla”), stawia tezę, że Polska na długo przed rozbiorami była już ciałem politycznie martwym.
„Powolna dekadencja I Rzeczpospolitej począwszy od drugiej połowy XVII wieku, która pod koniec XVIII wieku zakończyła się jej całkowitym upadkiem, nie wydaje się więc czymś zaskakującym. To raczej naturalna konsekwencja szeregu decyzji politycznych podejmowanych przez polskie elity począwszy od drugiej połowy XV wieku. (…) Nie byliśmy więc niczyją ofiarą. Sami doprowadziliśmy się do sytuacji, w której nasi sąsiedzi mogli bez większych problemów podzielić się naszym terytorium. (…) było to dzielenie trupa, ewentualnie fantomu”.
Najpierw jednak analizuje autor czynniki, które zdeterminowały rozwój Polski. Przede wszystkim, tereny Polski nigdy nie znalazły się wewnątrz granic Imperium Rzymskiego. Rzym upadł, przetrwały jednak jego struktury gospodarcze i prawo. Spuścizna Rzymu doprowadziła do powstania porządku feudalnego na zachodzie Europy, ale nie w Polsce, gdzie „brak hierarchii wśród szlachty, jej formalna równość połączona z dużą liczebnością sprawiły, że król okazał się wobec niej jako klasy zbyt słaby”.
Jeśli jednak przydajemy tak dużą wagę czynnikom odpowiedzialnym za rozwój gospodarczy i polityczny (z grubsza: Rzym → feudalizm → kapitalizm, silna władza polityczna władcy), to zarazem zdejmujemy ze szlachty odpowiedzialność polityczną za losy kraju. Te dwa sposoby rozumowania logicznie się wykluczają. Mam wrażenie, że według autora do pewnego momentu w historii, gdzieś tak do końca Średniowiecza, działał determinizm historyczny, a potem na scenę wkroczyła wolna wola.
Autor skupia się na porównaniu ścieżki rozwojowej Polski do krajów zachodnich. Żałuję, że nie poświęcił więcej uwagi na porównanie Polski do krajów naszego regionu. Jak to się np. stało, że niektóre z tych krajów, choć znajdowały się przez jakiś czas w granicach Imperium Rzymskiego, podążyły taką samą ścieżką rozwojową, co my (weźmy Węgry, które nawet dorobiły się doktryny politycznej pokrewnej angielskim dwóm ciałom króla, ale raczej niewiele im z tego przyszło).
Czytelnicy „Fantomowego ciała króla” mają okazję zauważyć, że autor korzysta z wielu narzędzi teoretycznych, w tym z psychoanalizy Lacanowskiej. I to właśnie wykorzystanie psychoanalizy do analizowania procesów społecznych budzi moje największe wątpliwości. Dobrze wyraził to przy innej okazji Tomasz Stawiszyński, podeprę się więc jego słowami: „Co do kwestii analizy procesów zbiorowych – zarówno w wydaniu Freuda, jak i Junga, oraz ich uczniów i uczennic, są to koncepcje tak giętkie i niepodatne na weryfikację i falsyfikację, że w zasadzie daje się za pomocą tego języka opisać wszystko. Na pierwszy rzut oka takie opisy noszą pozory głębokiego rozpoznania czy wglądu, którego nie można osiągnąć przy pomocy innych narzędzi. Ale na ile one opisują jakąkolwiek rzeczywistość poza rzeczywistością projektowaną przez poszczególne teorie, a także na ile przynoszą jakikolwiek społeczny pożytek poza pożytkiem polegającym na tym, że jungiści i freudyści uwewnętrzniają za ich pośrednictwem przekonanie o dostępie do jakiejś szczególnej wiedzy – trudno stwierdzić”*.
Tyle krytyki.
Moim zdaniem największą zaletą tej książki jest przywracanie pamięci o faktach historycznych, których nie znamy bądź o których nie chcemy pamiętać. Należy do nich choćby to, że przodkowie większości z nas żyli w stanie faktycznego niewolnictwa i że ówczesna elita odmawiała im przynależności do tego samego narodu. Staliśmy się wspólnotą za cenę zapomnienia o tym, kim naprawdę byliśmy. To jednak nie znaczy, że się głęboko zmieniliśmy.
Zostawia nas więc autor z pytaniem – czy wobec tego jesteśmy skazani na odtwarzanie folwarczno-pańszczyźnianych relacji w tym samym spichlerzu (teraz montowni) na peryferiach Europy? Dokąd tym razem nas to zaprowadzi?
„Fantomowe ciało króla” zostało wydane już dobrych kilka lat temu (2011) i zdobyło wtedy sporą popularność. Mimo że cieszy mnie każde solidne dzieło historyczne, dające odpór naszej potocznej szlachtomanii, chciałabym jednak przede wszystkim podzielić się swoimi wątpliwościami.
Autor dopatruje się źródeł naszego zapóźnienia i upadku Polski przede wszystkim w...
ksiazka dobra, polecam kto lubi historie, ale nie taka z podrecznika z ktorego nic nie wynika. 70% ksiazki wartosciowe, 30% o niczym ciekawym. ogolnie polecam przeczytac. dowiemy sie czegos nowego, chociaz ogolnie ksiazka pokazuje slabosc polski, a to chyba nie nowosc. tylko czy kazdy kraj jakby przeswietlic, nie bylby mierny ? czasami ksiazka uwydatnia wydarzenia historyczne w swietle jakim nikt ich wczesniej nie przedstawial.... dla laika madra, dla historyka moze byc nudna.... taka pomiedzy
ksiazka dobra, polecam kto lubi historie, ale nie taka z podrecznika z ktorego nic nie wynika. 70% ksiazki wartosciowe, 30% o niczym ciekawym. ogolnie polecam przeczytac. dowiemy sie czegos nowego, chociaz ogolnie ksiazka pokazuje slabosc polski, a to chyba nie nowosc. tylko czy kazdy kraj jakby przeswietlic, nie bylby mierny ? czasami ksiazka uwydatnia wydarzenia...
Quasi-historyczna grafomania potwierdzająca tezę, że każda próba reinterpretacji przeszłości na potrzeby takiej czy innej ideologii kończy się farsą. Autor chyba liczył, że nikomu nie będzie chciało się sprawdzać przypisów.
Quasi-historyczna grafomania potwierdzająca tezę, że każda próba reinterpretacji przeszłości na potrzeby takiej czy innej ideologii kończy się farsą. Autor chyba liczył, że nikomu nie będzie chciało się sprawdzać przypisów.
Bardzo dobra, oryginalna książka. Generalnie dla znawców przeznaczona, a miejscami i tak razi znacznymi przerostami intelektualnych popisów.
Nie tylko symboliczne „ciało króla” było w dawnej Rzeczypospolitej fantomowe. To wręcz cale państwo miało taki właśnie charakter. Najbardziej uwidoczniało się to zwłaszcza w kontekście sądownictwa i siły zbrojnej. Niższe urzędy jako tako funkcjonowały (tak jak dziś – samorządy).
Kto czytał Kitowicza, zna przerażający obraz pracy (?) Trybunału Koronnego. Każdy, komu zależałoby na państwie jako takim, rozpędziłby to towarzystwo na cztery wiatry i zreformował (nie według zasad pewnego Zera, of course, gdy „lekarstwo” zabija pacjenta).
A wojsko? Którego na stałe w zasadzie nie było, a król musiał upokarzająco żebrać w Sejmie jak ostatni dziad kościelny o wydatki na ten cel, często bez skutku. W iluż to bitwach dzielni Kozacy ratowali wtedy Rzeczpospolitą? Aż sami machnęli w końcu ręką na to niby- państwo, które nie chciało w zamian dać im paru niezbyt kosztownych „przywilejów” – jakich nb. nie żałowało własnej szlachcie i zaczęli sami dbać o siebie. Z marnym skutkiem, bo wpadli bez reszty w ruskie łapska.
Ale grzech pierworodny był nasz… Warto o tym pamiętać szczególnie dziś, gdy ich potomkowie walczą jak lwy z kolejnym najazdem, jak dawniej z Turkami czy Tatarami……
Bardzo dobra, oryginalna książka. Generalnie dla znawców przeznaczona, a miejscami i tak razi znacznymi przerostami intelektualnych popisów.
Nie tylko symboliczne „ciało króla” było w dawnej Rzeczypospolitej fantomowe. To wręcz cale państwo miało taki właśnie charakter. Najbardziej uwidoczniało się to zwłaszcza w kontekście sądownictwa i siły zbrojnej. Niższe urzędy jako...
Książka ta jest próbą analizy upadku I Rzeczypospolitej.
Myślą przewodnią jest tu tytułowe fantomowe ciało króla, które jest terminem odwołującym się do koncepcji kończyny fantomowej, istniejącej wyłącznie w reprezentacji psychicznej i właśnie ta definicja według autora obrazuje stan Rzeczpospolitej szlacheckiej, państwa rozbitego, a wręcz urojonego.
Oprócz szeregu rzetelnie opisanych czynników upadku książka porusza wiele ciekawych kwestii np. kolonializm państwa polskiego. Pomimo, że książka raczej nie jest niczym odkrywczym - co widać po wielu oczywistych odniesieniach do innych badaczy tego okresu - to przez większość czasu czyta się ją bardzo przyjemnie, choć wymaga sporego skupienia. Duży nacisk położony jest tu na psychoanalizę - jest tu bardzo wiele odniesień np. do Lacana, Badiou Zizka - i to właśnie te rozdziały mogą sprawić trudność i znużyć sporą część czytelników, co jednak nie powinno być problemem, bo w przypadku braku zainteresowania wątkiem psychoanalitycznym, bez problemu można go pominąć o czym we wstępie pisze nawet sam autor. W książce dominuje krytycyzm i czasem można odnieść wrażenie, że argumenty stawiane są pod z góry wymyśloną tezę, ale koniec końców nie przeszkadzało mi to zbytnio, jako że raczej nie wierzę w obiektywizm.
Książkę na pewno polecam osobom, które zainteresowane są historią, a nie czytały jeszcze żadnego dzieła poruszającego ten właśnie temat. Z perspektywy osoby, która ma nikłe pojęcie o tamtym okresie książka ta na pewno dostarczyła mi mnóstwo wiedzy i poszerzyła horyzonty.
Książka ta jest próbą analizy upadku I Rzeczypospolitej.
Myślą przewodnią jest tu tytułowe fantomowe ciało króla, które jest terminem odwołującym się do koncepcji kończyny fantomowej, istniejącej wyłącznie w reprezentacji psychicznej i właśnie ta definicja według autora obrazuje stan Rzeczpospolitej szlacheckiej, państwa rozbitego, a wręcz urojonego.
Historia Polski opowiedziana bez martyrologii, jedne rozdziały lepsze (jak choćby ten o micie sarmackości oraz utożsamienie pańszczyzny na Kresach z kolonializmem), inne przeintelektualizowane z wtrętami psychoanalicznymi. Jednak ogólnie ważna książka i zmieniła coś w moim postrzeganiu historii Polski.
Historia Polski opowiedziana bez martyrologii, jedne rozdziały lepsze (jak choćby ten o micie sarmackości oraz utożsamienie pańszczyzny na Kresach z kolonializmem), inne przeintelektualizowane z wtrętami psychoanalicznymi. Jednak ogólnie ważna książka i zmieniła coś w moim postrzeganiu historii Polski.
Wiele osób zachwyca się tą książką, a ja nie rozumiem dlaczego. Żonglowanie faktami, zawiłość i tanie efekciarstwo. Pomijanie faktów niewygodnych, wszystko uszyte pod tezę, zero analizy. Czyta się dość szybko, ale poza tym to tylko "dym i lustra".
Wiele osób zachwyca się tą książką, a ja nie rozumiem dlaczego. Żonglowanie faktami, zawiłość i tanie efekciarstwo. Pomijanie faktów niewygodnych, wszystko uszyte pod tezę, zero analizy. Czyta się dość szybko, ale poza tym to tylko "dym i lustra".
Książkę czytałam już jakieś 3 lata temu, ale do tej pory pamiętam, że zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Pokazuje historię Polski z perspektywy, której mi, 21-letniej wówczas osobie zainteresowanej historią, nikt nigdy nie pokazał (ani nawet nie napomknął, że taka perspektywa w ogóle istnieje!). Może być trudna do przejścia przez specyficzny język i odwołania do lacanowskiej psychoanalizy, ale jeśli ktoś na co dzień czyta literaturę naukową, studiuje nauki społeczne, to jest to absolutny must-read. Polecam w pakiecie z "Prześnioną rewolucją" A. Ledera.
Książkę czytałam już jakieś 3 lata temu, ale do tej pory pamiętam, że zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Pokazuje historię Polski z perspektywy, której mi, 21-letniej wówczas osobie zainteresowanej historią, nikt nigdy nie pokazał (ani nawet nie napomknął, że taka perspektywa w ogóle istnieje!). Może być trudna do przejścia przez specyficzny język i odwołania do...
Książka wybitna - żadna inna, którą dotąd udało mi się przeczytać, nie powiedziała mi tyle o nas samych. Krytyczna historia Polski, której tak potrzebujemy. Antyteza opowieści o Grunwaldzie, Husarii i Sobieskim ratującym Europę przed Islamem. Owszem - jak każda historia - jest napisana z pewnej perspektywy i pomija mnóstwo rzeczy - ale każda historia z DEFINICJI pomija mnóstwo rzeczy - Historia jest perspektywą. Historia Rzeczypospolitej szlacheckiej i jej fantomowego ciała jest perspektywą, o tyle cenną, że pokazuje Polskę od strony jej ułomności, a nie od strony jej siły, dlatego dzięki niej możemy odzyskać poznawczą równowagę, tak mocno zaburzoną przez paradygmat narodowo-wyzwoleńczy, w którym tak głęboko jesteśmy zanurzeni
Książka wybitna - żadna inna, którą dotąd udało mi się przeczytać, nie powiedziała mi tyle o nas samych. Krytyczna historia Polski, której tak potrzebujemy. Antyteza opowieści o Grunwaldzie, Husarii i Sobieskim ratującym Europę przed Islamem. Owszem - jak każda historia - jest napisana z pewnej perspektywy i pomija mnóstwo rzeczy - ale każda historia z DEFINICJI pomija...
Na książkę patrzę naukowo i literacko.
Naukowo - bo praca ta formą jest jak najbardziej naukowa. Opisuje czasy sarmacji niezwykle krytycznie. Najwartościowsze są rozdziały o gospodarce Polski okresu XVII-XVIII wieku, oraz sarmackim stylu życia. Mam wrażenie że jest to czasami ocena zbyt ostra, albo zbyt liberalna, poniważ jak by nie twierdzić że "Rzeczpospolita szlachecka", mówiąc kolokwialnie, położyła nam Królestwo, to pozytywnego z tego zostało. Choćby ideał życia wiejskiego, czy pewnego wycofania z Europy, co pozwoliło zachować specyficznie polską, ludową, i co ważne dzisiaj, przynajmniej teoretycznie katolicką kulturę. Autor nie podnosi także kwestii zmian kilmatu, o czym pisał min. Aleksander Bocheński, w okresie XVII/XVIII wieku. Wówczas to tak zwana mała epoka lodowcowa miała ograniczać zbiory, a w konsekwencji dochody szlacheckie i skarbu. Spostrzeżenia autora o roli stanu chłopskiego i mieszczańskiego ciekawe współgrają z książką R.A.Ziemkiewicza - "Cham niezbuntowany". Tam widzimy pogląd znanego prawicowego publicysty, że bliżej nam mentalnie do pańsczyźnianego chłopa niż szlachcica z dworku. Może to i lepiej. Fundamentalnie nie zgadzam się z oceną autora że troska o polskie cmentarze na kresach, w tym cmentarz Orląt, jest przejawem kolonializmu i prezentacji swojej wyższości nad tubylcami. Wychodzi tutaj brak znajomości polskiej kultury i przejaw jakiegoś zbytniego intelektualizmu, który każe potepienie kolonializmu umieszczać gdzies pomiędzy wywodami Karola Marksa. I tutaj przechodzimy do drugiej warstwy.
Literacko - ksiażkę oceniam negatywnie. W sumie dobra praca cierpi przez nadmiar naukowych słów wziętych żywcem ze słownika wyrazów obcych. Spostrzeżenia historyczne odgrywają mniejszą rolę niż rozważania "naukowe" nad istotą RElanego, kolonializmu, albo formy. Za dużo w tym typowo pseudointeligenckiego języka, skierowanego do swoich znajomych po fachu (wiadomo że kto tak w "środowisku" nie pisze to cham i prostak niczym pańszczyźniany chłop), za mało faktów. A może to paradoksalnie właśnie przejaw postsarmackiego przerostu formy nad treścią? Z powodu formy literackiej obniżam ocenę.
Na książkę patrzę naukowo i literacko.
Naukowo - bo praca ta formą jest jak najbardziej naukowa. Opisuje czasy sarmacji niezwykle krytycznie. Najwartościowsze są rozdziały o gospodarce Polski okresu XVII-XVIII wieku, oraz sarmackim stylu życia. Mam wrażenie że jest to czasami ocena zbyt ostra, albo zbyt liberalna, poniważ jak by nie twierdzić że "Rzeczpospolita...
Świetna, pasjonująca pozycja, bardzo odkrywcza, rewidująca spojrzenie na historię (głównie Polski, ale nie tylko), poprzez wpisanie jej w ramy innego dyskursu: głównie postkolonialnego. W pewnych aspektach wpisuje się w ludową historię Polski (pozycji, której ciągle brak), opowiadając o kwestii chłopskiej. Mamy tu inne spojrzenie na Kresy, które okazują się tyleż polskie, co Indie brytyjskie. Pozycja unaocznia właściwy brak państwa polskiego (w sensie realnym), co najmniej od końca XVII wieku. Solidna podbudowa teoretyczna - to kolejna zaleta, wzmacniająca koherencję całości. Jedno zastrzeżenie; skoro tereny Słowiańszczyzny były poza limesem rzymskiej cywilizacji i skutkiem tego feudalizm polskie różnił się od zachodnioeuropejskiego, to jak można mówić o oderwaniu się od Zachodu, skorośmy doń nigdy nie należeli?
Dużą zaletą książki jest wyjaśnianie wielu teorii niejako przy okazji (choćby Laclauowski łańcuch ekwiwalencji). Jedyny minus za korektę, w kilkunastu miejscach kulejącą (chodzi zwłaszcza o pisownię cząstek niesamodzielnych z dywizem - powinny być pisane razem).
Świetna, pasjonująca pozycja, bardzo odkrywcza, rewidująca spojrzenie na historię (głównie Polski, ale nie tylko), poprzez wpisanie jej w ramy innego dyskursu: głównie postkolonialnego. W pewnych aspektach wpisuje się w ludową historię Polski (pozycji, której ciągle brak), opowiadając o kwestii chłopskiej. Mamy tu inne spojrzenie na Kresy, które okazują się tyleż polskie,...
Bardzo wymagająca lektura; trudna do interpretacji nawet dla pracowników naukowych czołowych polskich uniwersytetów (sądząc po niektórych recenzjach, jakby kompletnie oderwanych od kontekstu).
Rzecz (sic!) o nieistniejącej Polsce, o autodestrukcyjnej magnaterii; o kolonializmie wschodniej Europy (polskim i wręcz przeciwnie). Psychoanaliza stanu szlacheckiego i legendy Sarmaty.
Wymaga od czytelnika minimum podstawowej znajomości z trzech obszarów: historii, psychoanalizy i kulturoznawstwa. I bardzo otwartego umysłu. Dlategoż trudno to nawet polecać. :)
Bardzo wymagająca lektura; trudna do interpretacji nawet dla pracowników naukowych czołowych polskich uniwersytetów (sądząc po niektórych recenzjach, jakby kompletnie oderwanych od kontekstu).
Rzecz (sic!) o nieistniejącej Polsce, o autodestrukcyjnej magnaterii; o kolonializmie wschodniej Europy (polskim i wręcz przeciwnie). Psychoanaliza stanu szlacheckiego i legendy...
Efektowna (złośliwi powiedzą „efekciarska”, również mając nieco racji…) wizja historii Polski w XVI-XVIII wieku, odczytana na nowo przez pryzmat kilku wpływowych teorii współczesnej humanistyki.
Autor wykorzystuje swoją imponującą erudycję, by krytycznie spojrzeć tak na Polskę wspomnianego okresu, jak i dotychczasowe sposoby opisywania Rzeczpospolitej szlacheckiej.
Tezy są ostre, jednoznaczne, mocno wyłożone, często stawiane w opozycji do autorytetów myśli historycznej, a zwłaszcza do powszechnych mitów na temat naszej przeszłości.
• Ustrój elekcyjny oznaczał, że Państwo w sensie instytucjonalnym nie funkcjonowało jak jeden organizm, a w sensie symbolicznym nie istniało, bo król wybierany za zgodą szlachty, „pierwszy między równymi” nie mógł być jego ucieleśnieniem, jak był nim dom królewski w monarchiach dynastycznych.
• W interesie kilku procent społeczeństwa sprowadzono większość mieszkańców do roli - pozbawionych pełni praw obywatelskich - grup marginesu gospodarczego i politycznego (mieszczanie, Żydzi) lub prawie niewolników (chłopi).
• Unia lubelska nie zreorganizowała Państwa i nie zwiększyła jego siły, a była tak naprawdę wytyczną programu podboju kolonialnego, jaki Rzeczpospolita rękoma szlachty i magnatów prowadziła na Rusi, czego polityczne i kulturowe echa są obecne do dziś.
• Polska w zasadzie zawsze była krajem peryferii, definiowanej przez „braki” względem centrum. Nigdy z tej pozycji nie udało nam się wyjść. Kolejne próby emancypacji i powroty do tego stanu można interpretować w kategoriach przymusu, znanego z psychologii.
• Niedorozwój feudalizmu a potem kapitalizmu, stłumionego w zarodku przez gospodarkę folwarczną opartą o pańszczyznę był efektem słabości rynku wewnętrznego, a ten nie rósł, bo był wbrew interesom kulturowo – gospodarczej formacji jaka Polskę zdominowała, zapatrzonej w ideał uprawy ziemi (nie swoimi rękoma, oczywiście).
I tak dalej i tak dalej…
Co w tym świeżego? Dobór teorii, za pomocą których autor obnaża faktyczną postać Polski szlacheckiej. Paradygmat struktur długiego trwania w kulturze i historii (Braudel), zestawiony z teoriami peryferii i centrum. Psychoanaliza (Lacan) zastosowana w odniesieniu do zbiorowości rodzimej szlachty i jej relacji z ideą Rzeczpospolitej. Studia postkolonialne, od prac E. Saida po ich krytyczne uzupełnienie przez Ch. Spivak. Po drodze pojawia się i Slavoj Żiżek i Levi Strauss, Alain Badiou i Foucault. I wielu, wielu innych.
Jest w tym sporo popisów erudyty. W kilku miejscach czytelnik może powątpiewać w sens cytowania i tłumaczenia zawiłych teorii strukturalnych lub psychoanalitycznych, które owszem – można „nałożyć” na historię Polski wspomnianego okresu, ale czy rzeczywiście wnosi to wiele w ocenę samych wydarzeń czy procesów? Niezbyt skromnie brzmią też uwagi o niedoskonałości w zasadzie wszystkich dotychczasowych prac z zakresu polskiej historii gospodarczej czy braku udanych przykładów polskich prac w duchu teorii postkolonialnych. Było tak, dopóki nie zajął się nimi Jan Sowa, łączący wszystko z wszystkim i dający ostateczne odpowiedzi;)
Z drugiej strony, spojrzenie z perspektywy postkolonialnej na „ideę jagiellońską”, czy poszerzenie analiz systemu polityczno-gospodarczego republiki szlacheckiej o myślenie w kategoriach psychologii zbiorowej bywa intrygujące i płodne poznawczo.
Książka zapewne zyskałaby na spójności i w efekcie mocy, gdyby nie potrzeba autora cytowania i dorzucenia do interpretacji chyba wszystkiego z czym spotkał się w filozofii, psychologii, studiach historycznych, antropologii, socjologii i ekonomii historycznej i wydało mu się ciekawe. Wybór 2-3 najbardziej nośnych w kontekście tematu teorii byłby bardziej przekonujący. Ale mimo tej słabości, jest to wyjątkowa, zachęcająca do weryfikacji utartych sądów pozycja, którą trzeba poznać i warto o niej dyskutować.
Efektowna (złośliwi powiedzą „efekciarska”, również mając nieco racji…) wizja historii Polski w XVI-XVIII wieku, odczytana na nowo przez pryzmat kilku wpływowych teorii współczesnej humanistyki.
Autor wykorzystuje swoją imponującą erudycję, by krytycznie spojrzeć tak na Polskę wspomnianego okresu, jak i dotychczasowe sposoby opisywania Rzeczpospolitej szlacheckiej.
Tezy są...
Nie ma co się bawić w fałszywą skromność.To jest BIBLIA.Tą książką Jan otworzył mi oczy na kraj w którym żyję od kilkudziesięciu lat zaledwie a to już starczy by mimo wszystko zdziwić się...To jest absolutny hit.Bezwzględnie polecam ją każdemu kto interesuje się losami tego naszego kochanego kartoflanego (już coraz mniej na szczęście) kraju.
Nie ma co się bawić w fałszywą skromność.To jest BIBLIA.Tą książką Jan otworzył mi oczy na kraj w którym żyję od kilkudziesięciu lat zaledwie a to już starczy by mimo wszystko zdziwić się...To jest absolutny hit.Bezwzględnie polecam ją każdemu kto interesuje się losami tego naszego kochanego kartoflanego (już coraz mniej na szczęście) kraju.
Książka jest propozycją przepisania historii Polski oraz opisania jej społeczno-kulturowej tożsamości przy pomocy narzędzi teoretycznych, które albo w ogóle albo w niewielkim tylko stopniu wykorzystano kiedykolwiek w tym celu – teologii politycznej, Lacanowskiej psychoanalizy, teorii systemów-światów, studiów postkolonialnych, ontologii wydarzenia Alaina Badiou czy teorii hegemonii. Tytułowa figura „fantomowego ciała króla” nawiązuje do koncepcji „dwóch ciał króla” przedstawionej niegdyś błyskotliwie przez Ernsta Kantorowicza w książce pod takim samym tytułem. Poprzez metaforę fantomowego ciała Sowa opisuje I Rzeczpospolitą, której kondycję determinował przede wszystkim szereg braków. Pokazuje, że począwszy od śmierci Zygmunta II Augusta, ostatniego dziedzicznego króla Polski i Litwy, Rzeczpospolita nie istniała jako państwo w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale była raczej fantomem, urojeniem, wyobrażeniem, uroszczeniem. Owo nieistnienie położyło się cieniem na losach Polski od wczesnej nowoczesności wieków XVI i XVII, przez rozbiory aż po czasy współczesne. Fantomowe ciało króla nie jest jednak typową pracą historyczną. Jej przedmiot to przede wszystkim współczesna Polska i jej problemy z nowoczesnością. Na kartach książki w zaskakujący i – jak się okazuje – inspirujący sposób Wallerstein spotyka się z Gombrowiczem, Brzozowski z Lacanem, Lefort z Andersonem a Gramsci i Laclau ze staropolskimi sarmatami, aby opisać "splątanie", jakim była i jest Polska. Wnioski jednak nie są budujące - zawsze byliśmy opóźnieni w rozwoju cywilizacyjnym (z jego powodu I RP upadła). Widzimy te wszystkie przypadłości także dzisiaj...
Książka jest propozycją przepisania historii Polski oraz opisania jej społeczno-kulturowej tożsamości przy pomocy narzędzi teoretycznych, które albo w ogóle albo w niewielkim tylko stopniu wykorzystano kiedykolwiek w tym celu – teologii politycznej, Lacanowskiej psychoanalizy, teorii systemów-światów, studiów postkolonialnych, ontologii wydarzenia Alaina Badiou czy teorii...
Sam opis ksiązki zawarty na tej stronie zawiera błędy merytoryczne. Np. "...od śmierci Zygmunta II Augusta, ostatniego dziedzicznego króla Polski i Litwy." Po pierwsze Zygmunt August nie był dziedzicznym królem Polski. Po śmierci Kazimierza Wielkiego nie było dziedzicznych królów Polski. Po drugie nie było kogoś takiego jak "król Polski i Litwy". Litwa nie miała króla (nie licząc epizodu z czasów sprzed unii w Krewie). Władcą Wielkiego Księstwa Litewskiego (a nie tylko Litwy) był Wielki Książę. Akurat Zygmunt August był ostatnim dziedzicznym Wielkim Księciem Litewskim. Już sam opis zniechęca do czytania książki.
Sam opis ksiązki zawarty na tej stronie zawiera błędy merytoryczne. Np. "...od śmierci Zygmunta II Augusta, ostatniego dziedzicznego króla Polski i Litwy." Po pierwsze Zygmunt August nie był dziedzicznym królem Polski. Po śmierci Kazimierza Wielkiego nie było dziedzicznych królów Polski. Po drugie nie było kogoś takiego jak "król Polski i Litwy". Litwa nie miała króla (nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMniej więcej do połowy czyta się bardzo dobrze. Gdy autor zaczyna wchodzić na wątki zbiorowej psychoanalizy książka staje się bardzo trudna w odbiorze. Autor ma tendencje do popisywania się swoją wiedzą, tworząc trudne do zrozumienia konstrukty, powołując się na licznych autorów i źródła, przez co niektóre fragmenty są trudne w odbiorze. Moim zdaniem zmarnowany potencjał ciekawej pracy. Niemniej warto się zapoznać chociażby do pewnego momentu.
Mniej więcej do połowy czyta się bardzo dobrze. Gdy autor zaczyna wchodzić na wątki zbiorowej psychoanalizy książka staje się bardzo trudna w odbiorze. Autor ma tendencje do popisywania się swoją wiedzą, tworząc trudne do zrozumienia konstrukty, powołując się na licznych autorów i źródła, przez co niektóre fragmenty są trudne w odbiorze. Moim zdaniem zmarnowany potencjał...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo najwcześniejsza książka z nurtu "zwrotu ludowego" (jeśli mogę ją do niej zaliczać, ew. jako jego zapowiedź) jaką przeczytałem i z perspektywy paru miesięcy być może najważniejsza. Długie psychoanalityczne dygresje nt. szlachty i Polski to chyba nie do końca moja bajka, niemniej całościowo to bardzo dogłębne, oryginalne, a jednocześnie (na ile mogę ocenić) rzetelne rozliczenie przeszłości Polski. Przyjęcie "perspektywy długiego trwania", nierozerwalny związek między setkami lat niewoli ludu i "nieistnienia" państwa, państwa urojonego, myślę już na dość trwale zmieniło to, jak oceniam historię Polski.
To najwcześniejsza książka z nurtu "zwrotu ludowego" (jeśli mogę ją do niej zaliczać, ew. jako jego zapowiedź) jaką przeczytałem i z perspektywy paru miesięcy być może najważniejsza. Długie psychoanalityczne dygresje nt. szlachty i Polski to chyba nie do końca moja bajka, niemniej całościowo to bardzo dogłębne, oryginalne, a jednocześnie (na ile mogę ocenić) rzetelne...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątkowo planowałem napisać obszerną i szczegółową recenzję, ale ograniczę się do skróconej wersji, bo pierwotna wersja zająłby pewnie zbyt wiele czasu i zapewne nikt z osób czytających recenzje z myślą o ewentualnym zainteresowaniu książką nie dobrnęłoby do końca.
Fantomowe Ciało Króla pozwala dogłębnie zrozumieć przyczyny polskiego zacofania (ok, gospodarcze może trochę się zmniejszyło od momentu wydania ksiązki, ale mentalnie dalej jest nie najlepiej), peryferyjności oraz chronicznego “gonienia Zachodu” przy jednoczesnego uciekaniem przed “Wschodem” (choć patrząc na ostatnie wybory, można to raczej odczytać jako przeciąganie liny między tymi biegunami). Autor przyjmuje bardzo szeroką perspektywę tj. analizuje sytuację Polski na przestrzeni ok. 700 lat, sięgając do korzeni kapitalizmu i to w jego rozwoju upatruje się źródeł obecnej pozycji naszego kraju. No plus oczywiście w mentalu szlachty, o tym też jest dużo, szczególnie w ujęciu lacanowskim.
Warto przeczytać tę książkę, bo pomaga nazwać zjawiska, które dotąd pozostawały nienazwane, a także bardzo gruntownie je tłumaczy. Część, w której autor posługuje się psychoanalizą Lacana, choć intrygująca i zajmująca, bywała momentami trudna w odbiorze. Mimo deklarowanej chęci wprowadzenia czytelnika w teorię Lacana, autor nie rozwija wszystkich wątków wystarczająco jasno i, aby je w pełni zrozumieć, trzeba byłoby sięgnąć do literatury uzupełniającej.
Zakończenie, moim zdaniem, nieco rozczarowujące, koncentruje się głównie na teorii kolonialnej, nie spinając w całość wcześniejszych analiz. Ale może taki był jednak zamysł autora.
Dodatkowo, w książce pojawia się wiele przewrotnych idei, które pozwalają inaczej spojrzeć na znane wydarzenia historyczne, choćby rozbiory, przedstawione jako potencjalna droga do “wyzwolenia”Polski z zaściankowego i skostniałego mentalnie systemu szlacheckiego.
Początkowo planowałem napisać obszerną i szczegółową recenzję, ale ograniczę się do skróconej wersji, bo pierwotna wersja zająłby pewnie zbyt wiele czasu i zapewne nikt z osób czytających recenzje z myślą o ewentualnym zainteresowaniu książką nie dobrnęłoby do końca.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFantomowe Ciało Króla pozwala dogłębnie zrozumieć przyczyny polskiego zacofania (ok, gospodarcze może...
📦 Zdejmuję z półki (i z siebie kurz) 💡
👑 Fantom, który mówi więcej niż ciało 👑
📖 Niełatwo napisać o tej książce. Bo to nie tylko praca historyczna, nie tylko diagnoza tożsamości narodowej, nie tylko traktat o kapitalizmie, kolonializmie, psychoanalizie i Polsce. To coś w rodzaju intelektualnej rekonstrukcji zwłok – sekcji zwłok Rzeczypospolitej, która nigdy nie dojrzała do bycia państwem, ale za to nauczyła się świetnie fantazjować o własnej wielkości.
🫥 Jan Sowa nie zostawia złudzeń. Polska – w jego ujęciu – to nie naród dumnych sarmackich rycerzy ani męczenników pod zaborami, ale kraj, który nigdy nie wykształcił formy instytucjonalnej, nie umiał przejść nowoczesności, a swoją państwowość opierał na wyobrażeniu, że coś trwa, choć dawno już się rozpadło.
✍️ Styl Sowy jest wymagający, miejscami gęsty jak lepka smoła Lacana i Bourdieu. Ale ten styl pasuje do materii – bo o ciężarze kulturowych złogów i symbolicznych niedoróbek nie da się pisać jak o sobotnim spacerze po rynku w Krakowie. Jeśli coś może drażnić, to momentami nadmierna wiara w teorie (zwłaszcza psychoanalizę), ale rekompensuje to klarowna diagnoza naszej „niewydarzonej” nowoczesności. To nie jest książka „ku pokrzepieniu serc” – to książka, która spuszcza je do piwnicy i każe im spojrzeć w lustro.
🗣 Sowa jednocześnie krytykuje polską megalomanię i kompleksy. Pokazuje, że jesteśmy mistrzami mimikry: chcemy być Zachodem, ale kopiujemy go nieudolnie; odcinamy się od Wschodu, choć tkwi on w naszym mentalnym szkielecie. Polska w tej książce to nie podmiot historii – to peryferyjny konstrukt, który kolonizował innych, sam będąc kolonizowanym.
❓Czy warto ją czytać? Tak – ale nie dla stylu, nie dla przyjemności. Dla wstrząsu. Dla intelektualnego resetu. Dla niezgody na kolejne patriotyczne bajki.
👁 Kilka spojrzeń w lekturę 👁
Czyli 7 punktów, które pozwolą nie utonąć
1. 🧠 Nie podbito Polski, bo była słaba – Polska była słaba, dlatego ją podbito. Instytucje kulały, król był atrapą, szlachta działała jak związek zawodowy egoistów.
2. 🌍 Byliśmy peryferią systemu – zbożową kolonią Zachodu, nie jego częścią. Eksportowaliśmy żywność, importowaliśmy stagnację.
3. 🏰 Kresy to nie wielokulturowa harmonia – to amatorski kolonializm. Polonizacja jako przemoc symboliczna i społeczna, a nie integracja.
4. 🔮 Polska tożsamość? Wieczna gra w „nie jesteśmy jak oni”. Ani Wschód, ani Zachód. Ani dojrzałość, ani bunt. Ani-tacy-ani-tacy.
5. 🎭 Rzeczpospolita to fantom – żyła, choć była już martwa. Nie było króla = nie było państwa. Zostały mity.
6. 📉 Rozbiory? Nie zdrada, tylko logiczny koniec nieistniejącej formy. Upadek był konsekwencją braku realnej struktury.
7. 🔍 Wyjście? Nie kopiować Zachodu, nie tęsknić za Kresami. Zbudować coś własnego – z autorefleksji, a nie z autoiluzji.
📦 Zdejmuję z półki (i z siebie kurz) 💡
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to👑 Fantom, który mówi więcej niż ciało 👑
📖 Niełatwo napisać o tej książce. Bo to nie tylko praca historyczna, nie tylko diagnoza tożsamości narodowej, nie tylko traktat o kapitalizmie, kolonializmie, psychoanalizie i Polsce. To coś w rodzaju intelektualnej rekonstrukcji zwłok – sekcji zwłok Rzeczypospolitej, która nigdy nie dojrzała...
Warto przejrzeć, jeśli szuka się kompletnie innej perspektywy i oceny historii RON. Świeże spojrzenie na miejsce Polski w europejskiej/światowej gospodarce i na demokrację szlachecką, szczególnie dla czytelników wychowanych na Jasienicach i Nowakach.
Dużą część książki stanowi analiza historii Polski z użyciem metod psychoanalizy, całkiem ciekawe, ale później już omijałem. Podobnie fragmenty o postkolonializmie - ciekawe, ale nie przykuły mnie na dłużej.
No i trochę się zdezaktualizowała w 2025 roku - prawda? Czy może nie?
Warto przejrzeć, jeśli szuka się kompletnie innej perspektywy i oceny historii RON. Świeże spojrzenie na miejsce Polski w europejskiej/światowej gospodarce i na demokrację szlachecką, szczególnie dla czytelników wychowanych na Jasienicach i Nowakach.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDużą część książki stanowi analiza historii Polski z użyciem metod psychoanalizy, całkiem ciekawe, ale później już omijałem....
Autor sam pisze, że nie chciałby odkrywać nowych faktów, tylko układać fakty w ramach nieużywanych teorii, żeby wydobyć nową, głębszą prawdę o polskiej duszy.
Mam wrażenie, że najlepszy jest jednak w dekonstrukcji już istniejących kodów kulturowych, a nie w przekonywaniu mnie do innej teorii. Część książki dotycząca samego "nieistnienia" Polski jest bardzo twórcza. Jednocześnie mam wrażenie, że wspólne zmagania moje (czytelnika) i autora (rozumiem również Polaka zmagającego się z nienowoczesną formą) kończą się bardziej odarciem z dotychczasowych historii/narracji niż stworzeniem nowej, która mogłaby skończyć się ucieczką Polski z peryferii.
Może jest pole na sequel? Ja bym chętnie sięgnął.
Autor sam pisze, że nie chciałby odkrywać nowych faktów, tylko układać fakty w ramach nieużywanych teorii, żeby wydobyć nową, głębszą prawdę o polskiej duszy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam wrażenie, że najlepszy jest jednak w dekonstrukcji już istniejących kodów kulturowych, a nie w przekonywaniu mnie do innej teorii. Część książki dotycząca samego "nieistnienia" Polski jest bardzo twórcza....
Kolejna z cyklu książek, którymi zachwycali się moi profesorowie, gdy jeszcze byłam studentką. Poszczególne rozdziały można czytać jako osobne działa, przez co dobrze omawia się je na zajęciach. Szczerze przyznaję, że nie przeczytałam wszystkich, ponieważ ich tematyka nakłada się z innymi książkami, które czytałam/chcę przeczytać ("Warcholstwo" i "Pańszczyzna" Kamila Janickiego, "Cywilizacja. Zachód i reszta świata" Fergusona). Interesowała mnie główna teza pana Jana Sowy.
Generalnie zgadzam się z tym, że kapitalizm jest źródłem wyzysku, bo na tym opiera się całe tego funkcjonowanie. Peryferia muszą istnieć, Trzeci Świat musi istnieć, żeby centrum/Zachód miały tanie surowce i silę roboczą. Stąd bierze się jego bogactwo.
Czuć jednak, że książka została wydana 13 lat temu, gdy Polska była dużo biedniejszym i bardziej zacofanym krajem, źródłem emigracji, nie celem imigracji. Tutaj autor się pomylił. Założył, że Polska nigdy nie rozwinie się do poziomu Zachodu, bo od kilkuset lat leży na jego peryferiach. Jak widać nasze wejście do UE spowodowało dynamiczny rozwój kraju i obecnie mieszka tu jakieś 2-3 mln imigrantów, a mało który Polak emigruje. Pan Sowa pisze np. że w Polsce 17,4% ludzi zatrudnionych jest w rolnictwie, co obecnie wydaje się trudne do wyobrażania (w 2023 roku było to już tylko 7%). Moim zdaniem Polska nie jest już krajem peryferyjnym, więc ta teza nie jest aktualna.
Główna teza zawarta w tej książce też jest kontrowersyjna. Otóż pan Jan Sowa uważa, że I Rzeczpospolita w latach 1572-1795 to fantomowe ciało króla, czyli według niego istniała czysto teoretycznie. Z jeden strony mogę zgodzić się z tą tezą, ponieważ władza centralna była w I RP bardzo słaba. Aczkolwiek, według mnie, demokracja szlachecka nie oznaczała nieistnienia państwa. Wręcz przeciwnie, uważam, że była dążeniem w dobrym kierunku, pomimo tego, że doprowadziła do rozbioru Polski przez monarchie absolutystyczne.
Książka jest całkiem interesująca, aczkolwiek nie do końca się panem Janem Sową zgadzam. Czy I RP leżała na peryferiach cywilizacji Zachodu? Oczywiście, że tak. Czy monarchia elekcyjna i słabość władzy centralnej doprowadziły do upadku państwa? Pewnie. Czy Polska kolonizowała Ukrainę? No jasne. Ale jakoś nic konkretnego i nowatorskiego z tego nie wynika. Polacy po upadku PRL byli świadomi tego, że muszą dołączyć do Zachodu, żeby kraj w pełni się rozwinął. I to się udaje, nasza przeszłość wcale nie determinuje naszej przyszłości. Męczy mnie już to fatalistyczne podejście w polskich książkach historyczno-socjologicznych... Mam wrażenie, że autor chce wybielić marksizm i komunizm (to nie wina PRL, że Polska jest zacofana i biedna!), a oczernić I RP (szlachta uniemożliwiła rozwój Polski!). Pewnie dlatego moi (lewicowi) profesorowie zachwycali się tą książką...
Kolejna z cyklu książek, którymi zachwycali się moi profesorowie, gdy jeszcze byłam studentką. Poszczególne rozdziały można czytać jako osobne działa, przez co dobrze omawia się je na zajęciach. Szczerze przyznaję, że nie przeczytałam wszystkich, ponieważ ich tematyka nakłada się z innymi książkami, które czytałam/chcę przeczytać ("Warcholstwo" i "Pańszczyzna" Kamila...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawe spojrzenie na historię Polski w szerokim kontekście oraz relacje pomiędzy jej mieszkańcami wywodzącymi się z różnych warstw społecznych (chłopi-mieszczanie-szlachta). Niestety książka jest napisana "ciężkim", naukowym językiem, przez co trudno przez nią przebrnąć.
Ciekawe spojrzenie na historię Polski w szerokim kontekście oraz relacje pomiędzy jej mieszkańcami wywodzącymi się z różnych warstw społecznych (chłopi-mieszczanie-szlachta). Niestety książka jest napisana "ciężkim", naukowym językiem, przez co trudno przez nią przebrnąć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPraca naukowa ale do przełknięcia. Zdecydowanie inne spojdzenie na sarmackość o jakiej uczono mnie w szkole i jaką przedstawiały lektury ;)
Praca naukowa ale do przełknięcia. Zdecydowanie inne spojdzenie na sarmackość o jakiej uczono mnie w szkole i jaką przedstawiały lektury ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka Jana Sowy tuż po publikacji 12 lat temu narobiła sporo zamieszania. Jej główną tezą jest nieistnienie państwa polskiego po śmierci ostatniego Jagiellona. Według autora, szlachta wprowadzając elekcję monarchów, zamordowała symboliczne „ciało króla”. Odtąd król istniał tylko w swoim ciele naturalnym, fizycznym, a królestwo było bytem fantomowym. Sowa przekonuje, że Polska stała się luźnym zbiorem posiadłości szlacheckich i magnackich, a zabory były tylko manifestacją Realnego, czyli faktycznego braku państwowości. Wydaje mi się, że autor myli stan założony (monarchia elekcyjna, demokracja szlachecka itd.) ze stanem faktycznym, szczególnie po 1648 r., to znaczy z rzeczywistą wszechwładzą magnatów, w XVIII w. stojącą w dramatycznym kontraście z teorią mówiącą o równości wewnątrz stanu szlacheckiego.
Niestety, mocne twierdzenia, w dużej mierze słuszne (np. o ukochanej przez szlachtę gospodarce folwarczno-pańszczyźnianej, która uczyniła z Polski eksportera surowców, czyli skazała ją na los najbardziej zacofanych i nierozwiniętych gospodarczo państw) choć brzmią intrygująco, to jednak ubożuchna literatura przedmiotu i brak znajomości źródeł przytaczanych tylko jako „cyt. za”, sprawiają, że mimo najlepszych chęci trudno je traktować poważnie. Wiem, że to nie jest książka historyczna, a próba wpisania szlacheckich fantazmatów w interpretację psychoanalityczną jest ciekawa, jednakże brak znajomości historii autora jest uderzający. Na przykład, pisząc o Europie Zachodniej, Sowa uparcie powtarza mocno przebrzmiałe hasła o powszechności monarchii absolutnych, umożliwiających rzekomo rozwój kapitalizmu. Jest tu wręcz groteskowo nielogiczny, ponieważ jednocześnie podkreśla rolę Niderlandów czy północnowłoskich republik kupieckich w rozwoju kapitalizmu, a także Anglii, która nawet przez 5 minut nie była monarchią absolutną. Autor usiłuje także przedstawić historię polskiej obecności na Ukrainie wyłącznie jako historię kolonizacji niemal identyczną w stosunku do angielskiej obecności w Indiach. Z wdziękiem pomija takie drobiazgi, jak fakt, że niektóre najpotężniejsze rody kresowe to rody litewskie i rusińskie, jak Radziwiłłowie, Ostrogscy czy Wiśniowieccy, a Dzikie Pola były przez dziesiątki lat niezamieszkałe z powodu koszmaru najazdów tatarskich. Tak pisze autor o kolonizacja pustek Zaporoża: „W ciągu zaledwie pięciu dekad po unii lubelskiej powstało tam około 300 osiedli typu miejskiego lokowanych na prawie magdeburskim przez szlacheckich przybyszy z Rzeczypospolitej […] przez 50 lat na Dzikich Polach średnio co dwa miesiące powstawała nowa osada miejska. […] W latach 1569 – 1648 ludność Kijowszczyzny wzrosła około 20-30 razy, a Czernichowszczyzny 200-300 razy!”. Faktycznie, zgroza :)
Trop braku realnej państwowości jest ciekawy, ale niektóre wręcz bzdurne twierdzenia podminowują całość wywodu. Jednym z nich jest rzekoma niechęć szlachty do podróży zagranicznych, podczas gdy w rzeczywistości do ok. połowy XVII w. zagraniczne studia były integralną częścią wykształcenia młodych szlachciców (jednym z najciekawszych opisów kilkuletniego pobytu we Francji są wspomnienia Jakuba Sobieskiego, ojca Jana; autor „Fantomowego ciała...” nie ma jednak pojęcia o ich istnieniu). Zakończę jednak rytualnym, ale szczerym „Warto było przeczytać”.
Książka Jana Sowy tuż po publikacji 12 lat temu narobiła sporo zamieszania. Jej główną tezą jest nieistnienie państwa polskiego po śmierci ostatniego Jagiellona. Według autora, szlachta wprowadzając elekcję monarchów, zamordowała symboliczne „ciało króla”. Odtąd król istniał tylko w swoim ciele naturalnym, fizycznym, a królestwo było bytem fantomowym. Sowa przekonuje, że...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tozmienia spojrzenie na historię. zmienia spojrzenie na Polskę. zmienia spojrzenie na przyszłość. ta książka to game-changer. i tak pod koniec dnia gorzka myśl, że to jednak szkoda, że ją napisano. lepiej byłoby, gdyby wcale nie powstała.... ale to już zupełnie inna historia.
zmienia spojrzenie na historię. zmienia spojrzenie na Polskę. zmienia spojrzenie na przyszłość. ta książka to game-changer. i tak pod koniec dnia gorzka myśl, że to jednak szkoda, że ją napisano. lepiej byłoby, gdyby wcale nie powstała.... ale to już zupełnie inna historia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLektura szkolna to powinna być.
Lektura szkolna to powinna być.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Fantomowe ciało króla” zostało wydane już dobrych kilka lat temu (2011) i zdobyło wtedy sporą popularność. Mimo że cieszy mnie każde solidne dzieło historyczne, dające odpór naszej potocznej szlachtomanii, chciałabym jednak przede wszystkim podzielić się swoimi wątpliwościami.
Autor dopatruje się źródeł naszego zapóźnienia i upadku Polski przede wszystkim w krótkowzrocznej polityce szlachty, z jednej strony osłabiającej władzę polityczną króla, zaś z drugiej zwiększającej ucisk chłopstwa (zamiast wysiłku modernizacyjnego). Odwołując się do analizy E. Kantorowicza („Dwa ciała króla”), stawia tezę, że Polska na długo przed rozbiorami była już ciałem politycznie martwym.
„Powolna dekadencja I Rzeczpospolitej począwszy od drugiej połowy XVII wieku, która pod koniec XVIII wieku zakończyła się jej całkowitym upadkiem, nie wydaje się więc czymś zaskakującym. To raczej naturalna konsekwencja szeregu decyzji politycznych podejmowanych przez polskie elity począwszy od drugiej połowy XV wieku. (…) Nie byliśmy więc niczyją ofiarą. Sami doprowadziliśmy się do sytuacji, w której nasi sąsiedzi mogli bez większych problemów podzielić się naszym terytorium. (…) było to dzielenie trupa, ewentualnie fantomu”.
Najpierw jednak analizuje autor czynniki, które zdeterminowały rozwój Polski. Przede wszystkim, tereny Polski nigdy nie znalazły się wewnątrz granic Imperium Rzymskiego. Rzym upadł, przetrwały jednak jego struktury gospodarcze i prawo. Spuścizna Rzymu doprowadziła do powstania porządku feudalnego na zachodzie Europy, ale nie w Polsce, gdzie „brak hierarchii wśród szlachty, jej formalna równość połączona z dużą liczebnością sprawiły, że król okazał się wobec niej jako klasy zbyt słaby”.
Jeśli jednak przydajemy tak dużą wagę czynnikom odpowiedzialnym za rozwój gospodarczy i polityczny (z grubsza: Rzym → feudalizm → kapitalizm, silna władza polityczna władcy), to zarazem zdejmujemy ze szlachty odpowiedzialność polityczną za losy kraju. Te dwa sposoby rozumowania logicznie się wykluczają. Mam wrażenie, że według autora do pewnego momentu w historii, gdzieś tak do końca Średniowiecza, działał determinizm historyczny, a potem na scenę wkroczyła wolna wola.
Autor skupia się na porównaniu ścieżki rozwojowej Polski do krajów zachodnich. Żałuję, że nie poświęcił więcej uwagi na porównanie Polski do krajów naszego regionu. Jak to się np. stało, że niektóre z tych krajów, choć znajdowały się przez jakiś czas w granicach Imperium Rzymskiego, podążyły taką samą ścieżką rozwojową, co my (weźmy Węgry, które nawet dorobiły się doktryny politycznej pokrewnej angielskim dwóm ciałom króla, ale raczej niewiele im z tego przyszło).
Czytelnicy „Fantomowego ciała króla” mają okazję zauważyć, że autor korzysta z wielu narzędzi teoretycznych, w tym z psychoanalizy Lacanowskiej. I to właśnie wykorzystanie psychoanalizy do analizowania procesów społecznych budzi moje największe wątpliwości. Dobrze wyraził to przy innej okazji Tomasz Stawiszyński, podeprę się więc jego słowami: „Co do kwestii analizy procesów zbiorowych – zarówno w wydaniu Freuda, jak i Junga, oraz ich uczniów i uczennic, są to koncepcje tak giętkie i niepodatne na weryfikację i falsyfikację, że w zasadzie daje się za pomocą tego języka opisać wszystko. Na pierwszy rzut oka takie opisy noszą pozory głębokiego rozpoznania czy wglądu, którego nie można osiągnąć przy pomocy innych narzędzi. Ale na ile one opisują jakąkolwiek rzeczywistość poza rzeczywistością projektowaną przez poszczególne teorie, a także na ile przynoszą jakikolwiek społeczny pożytek poza pożytkiem polegającym na tym, że jungiści i freudyści uwewnętrzniają za ich pośrednictwem przekonanie o dostępie do jakiejś szczególnej wiedzy – trudno stwierdzić”*.
Tyle krytyki.
Moim zdaniem największą zaletą tej książki jest przywracanie pamięci o faktach historycznych, których nie znamy bądź o których nie chcemy pamiętać. Należy do nich choćby to, że przodkowie większości z nas żyli w stanie faktycznego niewolnictwa i że ówczesna elita odmawiała im przynależności do tego samego narodu. Staliśmy się wspólnotą za cenę zapomnienia o tym, kim naprawdę byliśmy. To jednak nie znaczy, że się głęboko zmieniliśmy.
Zostawia nas więc autor z pytaniem – czy wobec tego jesteśmy skazani na odtwarzanie folwarczno-pańszczyźnianych relacji w tym samym spichlerzu (teraz montowni) na peryferiach Europy? Dokąd tym razem nas to zaprowadzi?
* https://teologiapolityczna.pl/rozmowa-z-tomaszem-stawiszynskim
„Fantomowe ciało króla” zostało wydane już dobrych kilka lat temu (2011) i zdobyło wtedy sporą popularność. Mimo że cieszy mnie każde solidne dzieło historyczne, dające odpór naszej potocznej szlachtomanii, chciałabym jednak przede wszystkim podzielić się swoimi wątpliwościami.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor dopatruje się źródeł naszego zapóźnienia i upadku Polski przede wszystkim w...
ksiazka dobra, polecam kto lubi historie, ale nie taka z podrecznika z ktorego nic nie wynika. 70% ksiazki wartosciowe, 30% o niczym ciekawym. ogolnie polecam przeczytac. dowiemy sie czegos nowego, chociaz ogolnie ksiazka pokazuje slabosc polski, a to chyba nie nowosc. tylko czy kazdy kraj jakby przeswietlic, nie bylby mierny ? czasami ksiazka uwydatnia wydarzenia historyczne w swietle jakim nikt ich wczesniej nie przedstawial.... dla laika madra, dla historyka moze byc nudna.... taka pomiedzy
ksiazka dobra, polecam kto lubi historie, ale nie taka z podrecznika z ktorego nic nie wynika. 70% ksiazki wartosciowe, 30% o niczym ciekawym. ogolnie polecam przeczytac. dowiemy sie czegos nowego, chociaz ogolnie ksiazka pokazuje slabosc polski, a to chyba nie nowosc. tylko czy kazdy kraj jakby przeswietlic, nie bylby mierny ? czasami ksiazka uwydatnia wydarzenia...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toQuasi-historyczna grafomania potwierdzająca tezę, że każda próba reinterpretacji przeszłości na potrzeby takiej czy innej ideologii kończy się farsą. Autor chyba liczył, że nikomu nie będzie chciało się sprawdzać przypisów.
Quasi-historyczna grafomania potwierdzająca tezę, że każda próba reinterpretacji przeszłości na potrzeby takiej czy innej ideologii kończy się farsą. Autor chyba liczył, że nikomu nie będzie chciało się sprawdzać przypisów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobra, oryginalna książka. Generalnie dla znawców przeznaczona, a miejscami i tak razi znacznymi przerostami intelektualnych popisów.
Nie tylko symboliczne „ciało króla” było w dawnej Rzeczypospolitej fantomowe. To wręcz cale państwo miało taki właśnie charakter. Najbardziej uwidoczniało się to zwłaszcza w kontekście sądownictwa i siły zbrojnej. Niższe urzędy jako tako funkcjonowały (tak jak dziś – samorządy).
Kto czytał Kitowicza, zna przerażający obraz pracy (?) Trybunału Koronnego. Każdy, komu zależałoby na państwie jako takim, rozpędziłby to towarzystwo na cztery wiatry i zreformował (nie według zasad pewnego Zera, of course, gdy „lekarstwo” zabija pacjenta).
A wojsko? Którego na stałe w zasadzie nie było, a król musiał upokarzająco żebrać w Sejmie jak ostatni dziad kościelny o wydatki na ten cel, często bez skutku. W iluż to bitwach dzielni Kozacy ratowali wtedy Rzeczpospolitą? Aż sami machnęli w końcu ręką na to niby- państwo, które nie chciało w zamian dać im paru niezbyt kosztownych „przywilejów” – jakich nb. nie żałowało własnej szlachcie i zaczęli sami dbać o siebie. Z marnym skutkiem, bo wpadli bez reszty w ruskie łapska.
Ale grzech pierworodny był nasz… Warto o tym pamiętać szczególnie dziś, gdy ich potomkowie walczą jak lwy z kolejnym najazdem, jak dawniej z Turkami czy Tatarami……
Bardzo dobra, oryginalna książka. Generalnie dla znawców przeznaczona, a miejscami i tak razi znacznymi przerostami intelektualnych popisów.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie tylko symboliczne „ciało króla” było w dawnej Rzeczypospolitej fantomowe. To wręcz cale państwo miało taki właśnie charakter. Najbardziej uwidoczniało się to zwłaszcza w kontekście sądownictwa i siły zbrojnej. Niższe urzędy jako...
Książka ta jest próbą analizy upadku I Rzeczypospolitej.
Myślą przewodnią jest tu tytułowe fantomowe ciało króla, które jest terminem odwołującym się do koncepcji kończyny fantomowej, istniejącej wyłącznie w reprezentacji psychicznej i właśnie ta definicja według autora obrazuje stan Rzeczpospolitej szlacheckiej, państwa rozbitego, a wręcz urojonego.
Oprócz szeregu rzetelnie opisanych czynników upadku książka porusza wiele ciekawych kwestii np. kolonializm państwa polskiego. Pomimo, że książka raczej nie jest niczym odkrywczym - co widać po wielu oczywistych odniesieniach do innych badaczy tego okresu - to przez większość czasu czyta się ją bardzo przyjemnie, choć wymaga sporego skupienia. Duży nacisk położony jest tu na psychoanalizę - jest tu bardzo wiele odniesień np. do Lacana, Badiou Zizka - i to właśnie te rozdziały mogą sprawić trudność i znużyć sporą część czytelników, co jednak nie powinno być problemem, bo w przypadku braku zainteresowania wątkiem psychoanalitycznym, bez problemu można go pominąć o czym we wstępie pisze nawet sam autor. W książce dominuje krytycyzm i czasem można odnieść wrażenie, że argumenty stawiane są pod z góry wymyśloną tezę, ale koniec końców nie przeszkadzało mi to zbytnio, jako że raczej nie wierzę w obiektywizm.
Książkę na pewno polecam osobom, które zainteresowane są historią, a nie czytały jeszcze żadnego dzieła poruszającego ten właśnie temat. Z perspektywy osoby, która ma nikłe pojęcie o tamtym okresie książka ta na pewno dostarczyła mi mnóstwo wiedzy i poszerzyła horyzonty.
Książka ta jest próbą analizy upadku I Rzeczypospolitej.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMyślą przewodnią jest tu tytułowe fantomowe ciało króla, które jest terminem odwołującym się do koncepcji kończyny fantomowej, istniejącej wyłącznie w reprezentacji psychicznej i właśnie ta definicja według autora obrazuje stan Rzeczpospolitej szlacheckiej, państwa rozbitego, a wręcz urojonego.
Oprócz szeregu...
Historia Polski opowiedziana bez martyrologii, jedne rozdziały lepsze (jak choćby ten o micie sarmackości oraz utożsamienie pańszczyzny na Kresach z kolonializmem), inne przeintelektualizowane z wtrętami psychoanalicznymi. Jednak ogólnie ważna książka i zmieniła coś w moim postrzeganiu historii Polski.
Historia Polski opowiedziana bez martyrologii, jedne rozdziały lepsze (jak choćby ten o micie sarmackości oraz utożsamienie pańszczyzny na Kresach z kolonializmem), inne przeintelektualizowane z wtrętami psychoanalicznymi. Jednak ogólnie ważna książka i zmieniła coś w moim postrzeganiu historii Polski.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBez wątpienia ulubione hasło autora to synekdocha ;)
Bez wątpienia ulubione hasło autora to synekdocha ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiele osób zachwyca się tą książką, a ja nie rozumiem dlaczego. Żonglowanie faktami, zawiłość i tanie efekciarstwo. Pomijanie faktów niewygodnych, wszystko uszyte pod tezę, zero analizy. Czyta się dość szybko, ale poza tym to tylko "dym i lustra".
Wiele osób zachwyca się tą książką, a ja nie rozumiem dlaczego. Żonglowanie faktami, zawiłość i tanie efekciarstwo. Pomijanie faktów niewygodnych, wszystko uszyte pod tezę, zero analizy. Czyta się dość szybko, ale poza tym to tylko "dym i lustra".
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążkę czytałam już jakieś 3 lata temu, ale do tej pory pamiętam, że zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Pokazuje historię Polski z perspektywy, której mi, 21-letniej wówczas osobie zainteresowanej historią, nikt nigdy nie pokazał (ani nawet nie napomknął, że taka perspektywa w ogóle istnieje!). Może być trudna do przejścia przez specyficzny język i odwołania do lacanowskiej psychoanalizy, ale jeśli ktoś na co dzień czyta literaturę naukową, studiuje nauki społeczne, to jest to absolutny must-read. Polecam w pakiecie z "Prześnioną rewolucją" A. Ledera.
Książkę czytałam już jakieś 3 lata temu, ale do tej pory pamiętam, że zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Pokazuje historię Polski z perspektywy, której mi, 21-letniej wówczas osobie zainteresowanej historią, nikt nigdy nie pokazał (ani nawet nie napomknął, że taka perspektywa w ogóle istnieje!). Może być trudna do przejścia przez specyficzny język i odwołania do...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka wybitna - żadna inna, którą dotąd udało mi się przeczytać, nie powiedziała mi tyle o nas samych. Krytyczna historia Polski, której tak potrzebujemy. Antyteza opowieści o Grunwaldzie, Husarii i Sobieskim ratującym Europę przed Islamem. Owszem - jak każda historia - jest napisana z pewnej perspektywy i pomija mnóstwo rzeczy - ale każda historia z DEFINICJI pomija mnóstwo rzeczy - Historia jest perspektywą. Historia Rzeczypospolitej szlacheckiej i jej fantomowego ciała jest perspektywą, o tyle cenną, że pokazuje Polskę od strony jej ułomności, a nie od strony jej siły, dlatego dzięki niej możemy odzyskać poznawczą równowagę, tak mocno zaburzoną przez paradygmat narodowo-wyzwoleńczy, w którym tak głęboko jesteśmy zanurzeni
Książka wybitna - żadna inna, którą dotąd udało mi się przeczytać, nie powiedziała mi tyle o nas samych. Krytyczna historia Polski, której tak potrzebujemy. Antyteza opowieści o Grunwaldzie, Husarii i Sobieskim ratującym Europę przed Islamem. Owszem - jak każda historia - jest napisana z pewnej perspektywy i pomija mnóstwo rzeczy - ale każda historia z DEFINICJI pomija...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa książkę patrzę naukowo i literacko.
Naukowo - bo praca ta formą jest jak najbardziej naukowa. Opisuje czasy sarmacji niezwykle krytycznie. Najwartościowsze są rozdziały o gospodarce Polski okresu XVII-XVIII wieku, oraz sarmackim stylu życia. Mam wrażenie że jest to czasami ocena zbyt ostra, albo zbyt liberalna, poniważ jak by nie twierdzić że "Rzeczpospolita szlachecka", mówiąc kolokwialnie, położyła nam Królestwo, to pozytywnego z tego zostało. Choćby ideał życia wiejskiego, czy pewnego wycofania z Europy, co pozwoliło zachować specyficznie polską, ludową, i co ważne dzisiaj, przynajmniej teoretycznie katolicką kulturę. Autor nie podnosi także kwestii zmian kilmatu, o czym pisał min. Aleksander Bocheński, w okresie XVII/XVIII wieku. Wówczas to tak zwana mała epoka lodowcowa miała ograniczać zbiory, a w konsekwencji dochody szlacheckie i skarbu. Spostrzeżenia autora o roli stanu chłopskiego i mieszczańskiego ciekawe współgrają z książką R.A.Ziemkiewicza - "Cham niezbuntowany". Tam widzimy pogląd znanego prawicowego publicysty, że bliżej nam mentalnie do pańsczyźnianego chłopa niż szlachcica z dworku. Może to i lepiej. Fundamentalnie nie zgadzam się z oceną autora że troska o polskie cmentarze na kresach, w tym cmentarz Orląt, jest przejawem kolonializmu i prezentacji swojej wyższości nad tubylcami. Wychodzi tutaj brak znajomości polskiej kultury i przejaw jakiegoś zbytniego intelektualizmu, który każe potepienie kolonializmu umieszczać gdzies pomiędzy wywodami Karola Marksa. I tutaj przechodzimy do drugiej warstwy.
Literacko - ksiażkę oceniam negatywnie. W sumie dobra praca cierpi przez nadmiar naukowych słów wziętych żywcem ze słownika wyrazów obcych. Spostrzeżenia historyczne odgrywają mniejszą rolę niż rozważania "naukowe" nad istotą RElanego, kolonializmu, albo formy. Za dużo w tym typowo pseudointeligenckiego języka, skierowanego do swoich znajomych po fachu (wiadomo że kto tak w "środowisku" nie pisze to cham i prostak niczym pańszczyźniany chłop), za mało faktów. A może to paradoksalnie właśnie przejaw postsarmackiego przerostu formy nad treścią? Z powodu formy literackiej obniżam ocenę.
Na książkę patrzę naukowo i literacko.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNaukowo - bo praca ta formą jest jak najbardziej naukowa. Opisuje czasy sarmacji niezwykle krytycznie. Najwartościowsze są rozdziały o gospodarce Polski okresu XVII-XVIII wieku, oraz sarmackim stylu życia. Mam wrażenie że jest to czasami ocena zbyt ostra, albo zbyt liberalna, poniważ jak by nie twierdzić że "Rzeczpospolita...
7.1
7.1
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna, pasjonująca pozycja, bardzo odkrywcza, rewidująca spojrzenie na historię (głównie Polski, ale nie tylko), poprzez wpisanie jej w ramy innego dyskursu: głównie postkolonialnego. W pewnych aspektach wpisuje się w ludową historię Polski (pozycji, której ciągle brak), opowiadając o kwestii chłopskiej. Mamy tu inne spojrzenie na Kresy, które okazują się tyleż polskie, co Indie brytyjskie. Pozycja unaocznia właściwy brak państwa polskiego (w sensie realnym), co najmniej od końca XVII wieku. Solidna podbudowa teoretyczna - to kolejna zaleta, wzmacniająca koherencję całości. Jedno zastrzeżenie; skoro tereny Słowiańszczyzny były poza limesem rzymskiej cywilizacji i skutkiem tego feudalizm polskie różnił się od zachodnioeuropejskiego, to jak można mówić o oderwaniu się od Zachodu, skorośmy doń nigdy nie należeli?
Dużą zaletą książki jest wyjaśnianie wielu teorii niejako przy okazji (choćby Laclauowski łańcuch ekwiwalencji). Jedyny minus za korektę, w kilkunastu miejscach kulejącą (chodzi zwłaszcza o pisownię cząstek niesamodzielnych z dywizem - powinny być pisane razem).
Świetna, pasjonująca pozycja, bardzo odkrywcza, rewidująca spojrzenie na historię (głównie Polski, ale nie tylko), poprzez wpisanie jej w ramy innego dyskursu: głównie postkolonialnego. W pewnych aspektach wpisuje się w ludową historię Polski (pozycji, której ciągle brak), opowiadając o kwestii chłopskiej. Mamy tu inne spojrzenie na Kresy, które okazują się tyleż polskie,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo wymagająca lektura; trudna do interpretacji nawet dla pracowników naukowych czołowych polskich uniwersytetów (sądząc po niektórych recenzjach, jakby kompletnie oderwanych od kontekstu).
Rzecz (sic!) o nieistniejącej Polsce, o autodestrukcyjnej magnaterii; o kolonializmie wschodniej Europy (polskim i wręcz przeciwnie). Psychoanaliza stanu szlacheckiego i legendy Sarmaty.
Wymaga od czytelnika minimum podstawowej znajomości z trzech obszarów: historii, psychoanalizy i kulturoznawstwa. I bardzo otwartego umysłu. Dlategoż trudno to nawet polecać. :)
Bardzo wymagająca lektura; trudna do interpretacji nawet dla pracowników naukowych czołowych polskich uniwersytetów (sądząc po niektórych recenzjach, jakby kompletnie oderwanych od kontekstu).
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRzecz (sic!) o nieistniejącej Polsce, o autodestrukcyjnej magnaterii; o kolonializmie wschodniej Europy (polskim i wręcz przeciwnie). Psychoanaliza stanu szlacheckiego i legendy...
Efektowna (złośliwi powiedzą „efekciarska”, również mając nieco racji…) wizja historii Polski w XVI-XVIII wieku, odczytana na nowo przez pryzmat kilku wpływowych teorii współczesnej humanistyki.
Autor wykorzystuje swoją imponującą erudycję, by krytycznie spojrzeć tak na Polskę wspomnianego okresu, jak i dotychczasowe sposoby opisywania Rzeczpospolitej szlacheckiej.
Tezy są ostre, jednoznaczne, mocno wyłożone, często stawiane w opozycji do autorytetów myśli historycznej, a zwłaszcza do powszechnych mitów na temat naszej przeszłości.
• Ustrój elekcyjny oznaczał, że Państwo w sensie instytucjonalnym nie funkcjonowało jak jeden organizm, a w sensie symbolicznym nie istniało, bo król wybierany za zgodą szlachty, „pierwszy między równymi” nie mógł być jego ucieleśnieniem, jak był nim dom królewski w monarchiach dynastycznych.
• W interesie kilku procent społeczeństwa sprowadzono większość mieszkańców do roli - pozbawionych pełni praw obywatelskich - grup marginesu gospodarczego i politycznego (mieszczanie, Żydzi) lub prawie niewolników (chłopi).
• Unia lubelska nie zreorganizowała Państwa i nie zwiększyła jego siły, a była tak naprawdę wytyczną programu podboju kolonialnego, jaki Rzeczpospolita rękoma szlachty i magnatów prowadziła na Rusi, czego polityczne i kulturowe echa są obecne do dziś.
• Polska w zasadzie zawsze była krajem peryferii, definiowanej przez „braki” względem centrum. Nigdy z tej pozycji nie udało nam się wyjść. Kolejne próby emancypacji i powroty do tego stanu można interpretować w kategoriach przymusu, znanego z psychologii.
• Niedorozwój feudalizmu a potem kapitalizmu, stłumionego w zarodku przez gospodarkę folwarczną opartą o pańszczyznę był efektem słabości rynku wewnętrznego, a ten nie rósł, bo był wbrew interesom kulturowo – gospodarczej formacji jaka Polskę zdominowała, zapatrzonej w ideał uprawy ziemi (nie swoimi rękoma, oczywiście).
I tak dalej i tak dalej…
Co w tym świeżego? Dobór teorii, za pomocą których autor obnaża faktyczną postać Polski szlacheckiej. Paradygmat struktur długiego trwania w kulturze i historii (Braudel), zestawiony z teoriami peryferii i centrum. Psychoanaliza (Lacan) zastosowana w odniesieniu do zbiorowości rodzimej szlachty i jej relacji z ideą Rzeczpospolitej. Studia postkolonialne, od prac E. Saida po ich krytyczne uzupełnienie przez Ch. Spivak. Po drodze pojawia się i Slavoj Żiżek i Levi Strauss, Alain Badiou i Foucault. I wielu, wielu innych.
Jest w tym sporo popisów erudyty. W kilku miejscach czytelnik może powątpiewać w sens cytowania i tłumaczenia zawiłych teorii strukturalnych lub psychoanalitycznych, które owszem – można „nałożyć” na historię Polski wspomnianego okresu, ale czy rzeczywiście wnosi to wiele w ocenę samych wydarzeń czy procesów? Niezbyt skromnie brzmią też uwagi o niedoskonałości w zasadzie wszystkich dotychczasowych prac z zakresu polskiej historii gospodarczej czy braku udanych przykładów polskich prac w duchu teorii postkolonialnych. Było tak, dopóki nie zajął się nimi Jan Sowa, łączący wszystko z wszystkim i dający ostateczne odpowiedzi;)
Z drugiej strony, spojrzenie z perspektywy postkolonialnej na „ideę jagiellońską”, czy poszerzenie analiz systemu polityczno-gospodarczego republiki szlacheckiej o myślenie w kategoriach psychologii zbiorowej bywa intrygujące i płodne poznawczo.
Książka zapewne zyskałaby na spójności i w efekcie mocy, gdyby nie potrzeba autora cytowania i dorzucenia do interpretacji chyba wszystkiego z czym spotkał się w filozofii, psychologii, studiach historycznych, antropologii, socjologii i ekonomii historycznej i wydało mu się ciekawe. Wybór 2-3 najbardziej nośnych w kontekście tematu teorii byłby bardziej przekonujący. Ale mimo tej słabości, jest to wyjątkowa, zachęcająca do weryfikacji utartych sądów pozycja, którą trzeba poznać i warto o niej dyskutować.
Efektowna (złośliwi powiedzą „efekciarska”, również mając nieco racji…) wizja historii Polski w XVI-XVIII wieku, odczytana na nowo przez pryzmat kilku wpływowych teorii współczesnej humanistyki.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor wykorzystuje swoją imponującą erudycję, by krytycznie spojrzeć tak na Polskę wspomnianego okresu, jak i dotychczasowe sposoby opisywania Rzeczpospolitej szlacheckiej.
Tezy są...
Nie ma co się bawić w fałszywą skromność.To jest BIBLIA.Tą książką Jan otworzył mi oczy na kraj w którym żyję od kilkudziesięciu lat zaledwie a to już starczy by mimo wszystko zdziwić się...To jest absolutny hit.Bezwzględnie polecam ją każdemu kto interesuje się losami tego naszego kochanego kartoflanego (już coraz mniej na szczęście) kraju.
Nie ma co się bawić w fałszywą skromność.To jest BIBLIA.Tą książką Jan otworzył mi oczy na kraj w którym żyję od kilkudziesięciu lat zaledwie a to już starczy by mimo wszystko zdziwić się...To jest absolutny hit.Bezwzględnie polecam ją każdemu kto interesuje się losami tego naszego kochanego kartoflanego (już coraz mniej na szczęście) kraju.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest propozycją przepisania historii Polski oraz opisania jej społeczno-kulturowej tożsamości przy pomocy narzędzi teoretycznych, które albo w ogóle albo w niewielkim tylko stopniu wykorzystano kiedykolwiek w tym celu – teologii politycznej, Lacanowskiej psychoanalizy, teorii systemów-światów, studiów postkolonialnych, ontologii wydarzenia Alaina Badiou czy teorii hegemonii. Tytułowa figura „fantomowego ciała króla” nawiązuje do koncepcji „dwóch ciał króla” przedstawionej niegdyś błyskotliwie przez Ernsta Kantorowicza w książce pod takim samym tytułem. Poprzez metaforę fantomowego ciała Sowa opisuje I Rzeczpospolitą, której kondycję determinował przede wszystkim szereg braków. Pokazuje, że począwszy od śmierci Zygmunta II Augusta, ostatniego dziedzicznego króla Polski i Litwy, Rzeczpospolita nie istniała jako państwo w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale była raczej fantomem, urojeniem, wyobrażeniem, uroszczeniem. Owo nieistnienie położyło się cieniem na losach Polski od wczesnej nowoczesności wieków XVI i XVII, przez rozbiory aż po czasy współczesne. Fantomowe ciało króla nie jest jednak typową pracą historyczną. Jej przedmiot to przede wszystkim współczesna Polska i jej problemy z nowoczesnością. Na kartach książki w zaskakujący i – jak się okazuje – inspirujący sposób Wallerstein spotyka się z Gombrowiczem, Brzozowski z Lacanem, Lefort z Andersonem a Gramsci i Laclau ze staropolskimi sarmatami, aby opisać "splątanie", jakim była i jest Polska. Wnioski jednak nie są budujące - zawsze byliśmy opóźnieni w rozwoju cywilizacyjnym (z jego powodu I RP upadła). Widzimy te wszystkie przypadłości także dzisiaj...
Książka jest propozycją przepisania historii Polski oraz opisania jej społeczno-kulturowej tożsamości przy pomocy narzędzi teoretycznych, które albo w ogóle albo w niewielkim tylko stopniu wykorzystano kiedykolwiek w tym celu – teologii politycznej, Lacanowskiej psychoanalizy, teorii systemów-światów, studiów postkolonialnych, ontologii wydarzenia Alaina Badiou czy teorii...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to