rozwiń zwiń

Olle. Pies, który umiał mówić

Okładka książki Olle. Pies, który umiał mówić
Thé Tjong-KhingGuus Kuijer Wydawnictwo: Dwie Siostry Seria: filigrany literatura dziecięca
136 str. 2 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura dziecięca
Format:
papier
Seria:
filigrany
Tytuł oryginału:
Olle
Data wydania:
2024-10-23
Data 1. wyd. pol.:
2024-10-23
Liczba stron:
136
Czas czytania
2 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381505383
Tłumacz:
Jadwiga Jędryas
Średnia ocen

                6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Olle. Pies, który umiał mówić w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Olle. Pies, który umiał mówić

Średnia ocen
6,1 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
51
51

Na półkach:

Refleksyjna i nietuzinkowa opowieść o psie, przypomina mi chwilami "Małego Księcia" Antoine de Saint- Exupery'ego. Przede wszystkim z uwagi na przekazywaną "między wierszami" mądrość życiową oraz niezwykłe emocje i nawiązujące się relacje między zwierzętami a ludźmi. Wchodzimy do tej specyficznej rodziny i żyjemy ich codziennością. Czasem jest zwyczajnie, może nawet monotonnie, ale bywa i wyjątkowo. Spacer psiej pary po plaży i scysja z aroganckim samcem czy sentymentalna opowieść o gęsiach Flip i Flecie są tego najlepszymi przykładami.

Z tej książki dowiedziałam się również czegoś, co już dawno u siebie podejrzewałam, czyli że jestem hmm... "szurnięta" ;)). Autor sugeruje bowiem, że wyłącznie dzieci zrozumieją tę historię i lepiej trzymać ją z daleka od dorosłych, chyba że są to "szurnięci rodzice", podobnie jak opiekunowie Ollego, wtedy spokojnie można im książkę pokazać. Niech to będzie najlepszą zachętą do jej przeczytania, bo być pozytywnie szurniętym w dzisiejszych czasach, oznacza coś naprawdę dobrego. I tego się trzymam!

Refleksyjna i nietuzinkowa opowieść o psie, przypomina mi chwilami "Małego Księcia" Antoine de Saint- Exupery'ego. Przede wszystkim z uwagi na przekazywaną "między wierszami" mądrość życiową oraz niezwykłe emocje i nawiązujące się relacje między zwierzętami a ludźmi. Wchodzimy do tej specyficznej rodziny i żyjemy ich codziennością. Czasem jest zwyczajnie, może nawet...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

29 użytkowników ma tytuł Olle. Pies, który umiał mówić na półkach głównych
  • 17
  • 12
9 użytkowników ma tytuł Olle. Pies, który umiał mówić na półkach dodatkowych
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Felek i Tola ratują las Thé Tjong-Khing, Sylvia Vanden Heede
Ocena 7,8
Felek i Tola ratują las Thé Tjong-Khing, Sylvia Vanden Heede
Okładka książki Felek i Tola. Gdzie jest lód? Thé Tjong-Khing, Sylvia Vanden Heede
Ocena 7,6
Felek i Tola. Gdzie jest lód? Thé Tjong-Khing, Sylvia Vanden Heede
Okładka książki Felek i Tola i śnieg Thé Tjong-Khing, Sylvia Vanden Heede
Ocena 7,5
Felek i Tola i śnieg Thé Tjong-Khing, Sylvia Vanden Heede
Okładka książki Felek i Tola i porządki Thé Tjong-Khing, Sylvia Vanden Heede
Ocena 7,8
Felek i Tola i porządki Thé Tjong-Khing, Sylvia Vanden Heede
Okładka książki Felek i Tola. Dzik jest dziki Thé Tjong-Khing, Sylvia Vanden Heede
Ocena 7,0
Felek i Tola. Dzik jest dziki Thé Tjong-Khing, Sylvia Vanden Heede
Thé Tjong-Khing
Thé Tjong-Khing
Jeden z najważniejszych i najwybitniejszych holenderskich ilustratorów. W ciągu ostatnich 40 lat zilustrował ogromną liczbę książek, w tym wiele tytułów najwybitniejszych holenderskich autorów. Jest również twórcą znakomitych książek obrazkowych. Zdobył wiele prestiżowych wyróżnień, w tym Max Velthuijs Prijs, przyznawaną za całokształt osiągnięć w dziedzinie ilustracji, Woutertje Pieterse Prijs i – trzykrotnie – Gouden Penseel (Złoty Pędzel), najważniejszą holenderską nagrodę dla ilustratorów książek dziecięcych. W 2008 roku był nominowany do nagrody im. Hansa Christiana Andersena.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Królik, królewna i marmolada Leopold Chauveau
Królik, królewna i marmolada
Leopold Chauveau
„(…) opowiedz mi bajkę o marmoladzie”1 zażyczył sobie Henio pałaszując wielką kanapkę. Jest to wyzwanie. Mamy bajki o zwierzętach, o rycerzach, ale o marmoladzie? Czy marmolada może być bohaterem literackim? W bajkach wszystko jest możliwe i nawet marmolada może odegrać ważną rolę. Jak z marmoladowym wyzwaniem poradził sobie Leopold Chauveau? Efekt możemy zobaczyć w opowieści pt. „Królik, królewna i marmolada”. Zacznę od tego, że Królik nie jest królikiem. Jest to imię chłopca. (Bardzo ciekawie o genezie tego słowa pisze Maria Raczkiewicz-Śledziewska, tłumaczka książki. Warto przeczytać posłowie, bo dzięki niemu jeszcze bardziej docenimy Cheauveau jako pisarza). Chłopca, który zamiast rosnąć malał, ale z wiekiem rosłą u niego żądza przygód. Pewnego dnia podkradł ojcu chodaka i wsiadł do niego niczym do łódki. Prąd porwał go w wielki świat zostawiają za plecami tatę wykrzykującego gniewnie: „Gdzie mój chodak?! Kto mi go gwizdnął?!”2. Jednak Królik nie oglądał się za siebie. A przed sobą widzi... kaczkę. Zwierzę to nie jest może obietnicą wielkiej przygody, jednak gdyby nie ona... Starczy już tego zdradzania fabuły. Dodam tylko, że w tej bajce będzie i księżniczka, olbrzym i wyjątkowo nieogarnięty admirał. Będzie też magiczna marmolada, a kto ją zje, ten... Bajki Leopolda Chauveau to przede wszystkim świetna zabawa. Po pierwsze bajkowa konwencja pozwala na zerwanie z wieloma regułami. Tu chłopiec może rozmawiać z kaczką, a zwykłe jedzenie może zmieniać świat. Autor skrzętnie to wykorzystuje tworząc lekko absurdalną, ale jakże uroczą i wciągającą – przez ciekawe zwroty akcji – opowieść. To jest taka historia, której się kompletnie poddajemy i jesteśmy gotowi na wszystko, a to wszystko sprawia nam wielka radość. Mam takie wspomnienia z dzieciństwa, kiedy leżałam już w łóżku, a dziadek pytał mnie, o czym chciałabym bajkę. Proponowałam przeróżne tematy, a on w kilka sekund wymyślał zajmującą opowieść. Dokładnie takie są bajki Chauveau, nie wygładzone i ociekające brokatem, a żywe, spontaniczne. Nieco absurdalne, co dla mnie jest plusem, bo ten bajkowy absurd ukształtował moje literackie upodobania i niejako tym dla mnie są książki. Przekraczaniem granic, spuszczaniem wyobraźni ze smyczy. A także radością. Dlatego, zakochana w tej bajce po same uszy, serdecznie polecam wam „Królika, królewnę i marmoladę”. 1 Leopold Chauveau, „Królik, królewna i marmolada”, przeł. Maria Raczkiewicz-Śledziewska, wyd. Noir sur blanc, Warszawa 2024, s. 9. 2 Tamże, s. 14.
Asia_czytasia - awatar Asia_czytasia
oceniła na 9 8 miesięcy temu
Pan Słowik. O Julianie Tuwimie dla dzieci Michał Rusinek
Pan Słowik. O Julianie Tuwimie dla dzieci
Michał Rusinek Joanna Rusinek
„Pan Słowik”. O Julianie Tuwimie dla dzieci Pokłosie wprawy do Centrum Kultury, gdzie odbyło się spotkanie z pisarzem, Michałem Rusinkiem. To, czego nie wiedziałam: było to spotkanie z małymi czytelnikami, jako że autor sporo pisze dla dzieci. Więcej niż się spodziewałam po, wszak, profesorze UJ, sekretarzu naszej noblistki Wisławy Szymborskiej, wspaniałym pisarzu, tłumaczu i felietoniście. Zdecydowanie było warto! Nie mam już dzieci ani wnuków w stosownym wieku, więc nabyłam dla własnej przyjemności książki „Pan Słowik. O Julianie Tuwimie dla dzieci”, „Guzik. O Janie Brzechwie dla dzieci” i „Szalik. O Wisławie Szymborskiej dla dzieci”. Książki w swojej istocie wybitne. Autor potrafił ciekawie opowiedzieć o życiu i twórczości wybitnych poetów w taki sposób, że przybliżył im sceny z ich życia, przede wszystkim z dzieciństwa, a także – a może przede wszystkim – sama istotę ich twórczości. Zamiłowanie do zabaw słownych i słowotwórczych u Tuwima. Absurdalny humor i upodobanie do karkołomnych, groteskowych sytuacji u Brzechwy. Ironiczny stosunek do rzeczywistości połączony z niebywałą dyscypliną słowa u Szymborskiej. Trafiał w ten sposób w samo sedno tego, co trzeba wiedzieć o poetach, w języku, jak sadzę, całkowicie zrozumiałym przez kilkulatki. Nie unikał przy tym spraw trudnych, np. takich jak żydowskie pochodzenie Brzechwy czy Tuwima, lata spędzone pod okupacją niemiecką, biedę, nieustanne zagrożenie życia. Niezrozumienie talentu poetyckiego i wyśmiewanie jej wczesnej twórczości w najbliższej rodzinie Szymborskiej. Podszedł do tych spraw z humorem i dystansem. Najlepszym przykładem anegdota o aresztowaniu Brzechwy przez gestapo, kiedy to poeta powiedział: chcecie mnie zabić, to zabijcie i tak nie mam po co żyć, kiedy ona, Janina, mnie nie kocha! a gestapowcy go wypuścili jako, jak mniemam, kompletnego wariata. To rzadki talent. Zazwyczaj pisanie dla dzieci o sprawach dorosłych siłą rzeczy jest zinfantylizowane, obarczone nieznośnym dydaktycznym smrodkiem. Bardzo trudno jest na tyle panować nad językiem, by nie wtrącać zbyt trudnych określeń. Niełatwe jest okrojenie biografii do kwestii zrozumiałych dla dzieci, które mogą je zainteresować. Rusinek to potrafi i za to mu chwała. Lektura tych biografii sprawia wielka przyjemność również dorosłym, nawet tym w zaawansowanym wieku. Muszą tylko lubić czytać. Polecam!
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na 10 4 miesiące temu
Dziki robot Peter Brown
Dziki robot
Peter Brown
"Dziki robot" znakomita książka, którą przeczytałam zafascynowana obejrzanym w kinie filmem. Zarówno film jak i książka robią piorunujące wrażenie, autor Peter Brown włożył ogrom serca, żeby stworzyć niezwykłą postać robota Roz poprzez swoje poszukiwania w tym temacie. Zgłębiał tajniki robotyki, różne nowoczesne technologie, a także jak w przyszłości będą wyglądać roboty i czemu miałyby służyć. Ponadto wielogodzinne obserwacje świata dzikich zwierząt przez co doszedł do wniosku, że zarówno dzikie stworzenia jak i roboty mają ze sobą coś wspólnego, a mianowicie zwierzęta mają swoje powtarzające się rutyny, są owszem wolne i dzikie, ale w pewien specyficzny sposób zaprogramowane do powtarzających się czynności. To ciekawe, że właśnie te spostrzeżenia stały się podwaliną do "narodzin" dzikiego robota Roz, który trafia na wyspę pełną dzikich zwierząt i adaptuje się i żyje z nimi w pełnej symbiozie. To spotkanie rozwiniętej technologii z naturą. Roz jako model Rozzum 7134 budzi się na wyspie po tym, jak sztorm spowodował, że pozostałych 495 tych samych modeli zatonęło w oceanie. Zostało ich tylko pięć, z czego Roz jedyna sprawna i nieuszkodzona. Roz nie wie kim jest i jak się tutaj dostała na wyspę, nie zna swojego przeznaczenia ani celu. Wie tylko, że musi przeżyć, ma tak zaprogramowany "instynkt przetrwania". Ucieka przed burzą, przed atakiem niedźwiedzi i już wie, że aby przeżyć musi się przystosować do otoczenia. Obserwuje zwierzęta, uczy się ich, zarówno zachowania jak i mowy. One wszystkie są bardzo nieufne do niej, traktują ją jak potwora. Wszystko ulega zmianie, kiedy robotka z każdym dniem pokazuje zwierzętom swoją pomoc, radość, wobec nikogo nie przechodzi obojętnie. Zyskuje najwięcej uznania i zaufania, kiedy zaopiekowała się gąsiątkiem, które zaraz po wykluciu uznało Roz za swoją mamę. I tak zaczyna się wielka przygoda matczynej opieki nad małym ptakiem, który nie przetrwałby samodzielnie. Ona jest przy nim zawsze, otacza go pełną opieką i wszyscy to widzą i podziwiają. Coraz bardziej lubią Roz uważając ją za swoją przyjaciółkę. "Żadne gęsie pisklę nie miało nigdy troskliwszej matki. Roz była zawsze obok, gotowa odpowiadać na pytania syna, bawić się z nim, kołysać do snu albo ratować przed niebezpieczeństwem. Z komputerowym mózgiem napakowanym rodzicielskimi radami i nauką wynoszoną z własnych doświadczeń robotka stawała się naprawdę doskonałą matką". Jednym z najważniejszych zadań Roz jest przygotowanie syna Jasnodzióbka do wylotu na zimę w ciepłe kraje. Młody musi nabyć umiejętności przede wszystkim dobrego latania. Książka i film trochę różnią się w tym względzie, ale cel i tak pozostaje jeden - Janodzióbek musi odlecieć i odlatuje, a Roz zostaje na zimę z innymi zwierzętami i również im niesie codzienną pomoc. Dla Roz wyspa to dom, nie zna nic innego, czuje się, że to jest jej miejsce na Ziemi. Jest dzika, tak samo, jak otaczający ją świat. "Rok temu obudziłam się na brzegu tej wyspy. Byłam tylko maszyną. Działałam. Ale wy, moi przyjaciele i rodzina, wy nauczyliście mnie, jak żyć. I za to wam dziękuję. - Nauczyliście mnie też, jak być dziką - dodała Roz. Świętujmy więc życie i dzikość, wszyscy razem!" Jest to bardzo ładna i wzruszająca opowieść, w której mamy możliwość przyglądania się rozwijającej się przyjaźni robota i zwierząt z wyspy, a także rozwoju jej wyjątkowej relacji z Jasnodzióbkiem, za którego przejęła pełną odpowiedzialność. Film animowany równie świetny jak książka z mądrym przekazem, wartościami i cudowną ścieżką dźwiękową. Polecam gorąco książkę, jak i film. Dawno wytwórnia DreamWorks nie stworzyła tak dobrego filmu. Można go porównać do bajki "Jak wytresować smoka", pracowała nad tymi animacjami ta sama ekipa. Książka "Dziki robot" pobudza wyobraźnię, uczy i bawi, pokazuje że dobro zawsze zwycięża, że warto nieść pomoc, pokazuje moc przyjaźni. Jest nie tylko dla dzieci i młodzieży, ale także dla dorosłych, zwłaszcza dla mam, jaką ważną rolę piastują oraz że matka to nie tylko ta, która urodziła. Wartości płynące z tej historii są ponadczasowe. Sama przyjemność z czytania i oglądania animacji, zatem serdecznie polecam. Miłej lektury :)
PrzyczajonyPompon25 - awatar PrzyczajonyPompon25
ocenił na 10 9 miesięcy temu
Sto sukienek Eleanor Estes
Sto sukienek
Eleanor Estes
Minipowieść obyczajowa dla starszych dzieci, na faktach. Oprawa miękka. Dobry papier. Druk wyrazisty. Ilustrowała Louis Slobodkin w przeważającej części w odcieniach szarości. Znajdziemy też i kolorowe lub z akcentem kolorystycznym na barwach szarych. Książka należy do kanonu amerykańskiej literatury dla dzieci i jest zalecaną lekturą w szkole podstawowej. Na początku wczytamy się w przedmowę córki autorki Heleny Estes. Jest ona wielce wymowna i wiele rzeczy z treści książki wyjaśnia. Czas akcji – I wojna światowa. Równie dobrze mogłoby się zdarzyć teraz. Treść jest cały czas aktualna do dziś. Ponadczasowa. Główną bohaterką jest Wanda Petronski , Polka, półsierota , mająca tylko brata i ojca ,emigrantka. Dziewczynka pochodzi z bardzo biednej rodziny. Ma tylko jedną jedyną sukienkę i chodzi w niej codziennie do szkoły. Zawsze wieczorem ją pierze, aby była czysta. I właśnie z powodu tej sukienki, biedy, zamieszkania w najuboższej dzielnicy miasta, przez długie nazwisko , różniące się od tych amerykańskich dziecko było wyśmiewane, wytykane palcami na każdym kroku. Nawet robiono to podczas lekcji , gdy odbywało się czytanie. Mała była nieśmiała , a tym samym jeszcze zaszczuta przez rówieśników. Siedziała w najgorszej części sali lekcyjnej razem z chłopcami. Co więcej na przerwach, a w szczególności na nich nie dawano jej normalnie żyć. Najgorsze ,że niektóre dzieci wiedziały ,że robią źle, ale bojąc się ,że same będą prześladowane, wolały dać przyzwolenie na innym ,,modelu’’. Jakie konkursy plastyczne odbyły się w szkole na lekcjach? Kto zwyciężył wśród chłopców, a kto u dziewcząt? Co postanowił ojciec Wandy? Czy kiedykolwiek Wanda wybaczyła złe postępowanie uczniów w stosunku do niej? Przeczytajcie sami. Przepiękna, mądra, wzruszająca książka. Niestety temat ciągle jest aktualny. Teraz tylko doszło jeszcze więcej możliwości , żeby pastwić się nad innymi. Można np. wylewać hejt w internecie. Jest to bardzo smutne, ale prawdziwe. Stop przemocy! Dokąd będziemy tak wołać? A ta rzeka już wylała ponad stan alarmowy. Polecam! Dzieciom i dorosłym.
Anka - awatar Anka
oceniła na 9 1 rok temu
Spacer z kotem Sara Lundberg
Spacer z kotem
Sara Lundberg
Nie od dziś wiadomo, że koty chodzą własnymi ścieżkami. A gdyby tak zdecydować się podążać za swoim futrzakiem? Wystarczy zaufać kociemu przyjacielowi i przekonać się, jak wiele piękna można odkryć podczas jednego spaceru. O tej niezwykłej przyjaźni dziecka z kotem i korzyściach płynących ze wspólnego spędzania czasu przeczytacie w książce autorstwa Sary Lundberg, pt. „Spacer z kotem”, która ukazała się na polskim rynku wydawniczym dzięki staraniom Wydawnictwa Zakamarki. 🐈 Spacerowanie z kotem wymaga cierpliwości, bo zwierzęta te eksplorują świat na swój własny sposób, niekoniecznie tak jak chciałby tego człowiek. Historia opowiedziana w książce pt. „Spacer z kotem” udowadnia jednak, że jeśli damy kotu możliwość wyboru i sami będziemy podążać jego szlakiem, czeka na Nas nagroda w postaci zaskakującej, pełnej tajemnic i emocji przygody. 🐈 „Spacer z kotem” to pozycja, która nauczy Nasze dzieci, jak nawiązywać relacje ze zwierzętami. Dzięki niej dowiedzą się, na czym polega trudna sztuka osiągania kompromisu, czym jest wzajemny szacunek i akceptacja, a do tego będą mogły przekonać się, jak fascynujące bywają kocie wędrówki i jak ciekawy może być świat widziany oczami kota. 🐈 Na szczególną pochwałę zasługuje polski przekład tej szwedzkiej książki pióra Agnieszki Stróżyk. Choć to nie słowa odgrywają największą rolę w „Spacerze z kotem”, to ich wartość w połączeniu ze wspaniałymi ilustracjami wykonanymi przez samą autorkę zdumiewa i zachwyca zarówno małych, jak i dużych czytelników. Ci mniejsi będą również pod ogromnym wrażeniem postaci mądrego i zaradnego kota, który wychodzi obronną łapą z każdej opresji i staje się idealnym towarzyszem wędrówek człowieka. Ci więksi natomiast bez wątpienia zrozumieją przesłanie tej krótkiej i pouczającej opowieści, którą warto czytać po wielekroć, by raz po raz móc zachwycać się urokiem tej prostej i pięknej historii.
z_kultury_ - awatar z_kultury_
ocenił na 9 1 rok temu
Rodzina Obrabków i dama w boa Per Gustavsson
Rodzina Obrabków i dama w boa
Per Gustavsson Anders Sparring
"A Obrabkowie niczego nie kupują. Obrabkowie obrabiają innych. Przecież to oczywiste i rozumie się samo przez się.” Jakże nie polubić niesamowitej i osobliwej rodziny, w której wszystko stoi na głowie, znaczenia słów obrócone są do góry nogami, zaś zachowania wyłamują się wszelkim regułom. Złodziejska tradycja powinna być krytykowana, ale u Obrabków jest czymś szalenie ważnym i godnym podziwu w ich oczach. Niezłe z nich gagatki, kradną i kłamią na potęgę, nie odpuszczają żadnej okazji do łamania prawa, unikają jak ognia bycia uczciwym mieszkańcem miasteczka. Jak w każdej rodzinnej społeczności, znalazła się jedna czarna owca, która nie potrafi kłamać i kraść, a zatem jest czym się martwić. W szóstej odsłonie szalenie zabawnej serii wszyscy członkowie rodziny mają do wypełnienia powierzoną im przez autorkę rolę, ale to właśnie czarna owca, Ture Obrabek, chłopiec pragnący żyć nieco inaczej niż inni w jego domu, przykuwa uwagę odbiorcy. Wobec konieczności ratowania rodzinnego honoru odzywa się w nim artystyczna dusza, która wymyka się spod kontroli i nabiera mocy wielkiej popularności, a i z tego wynikają osobliwe kłopoty. Fantastycznie, że wydawnictwo Zakamarki zdecydowało się przybliżyć tę serię młodym polskim czytelnikom, dzieciakom powyżej szóstego roku życia, bardzo udany wybór, cieszący nie tylko członków grupy docelowej, również dorosłych odbiorców. Dobry humor, przedziwne okoliczności i przekomiczne wydarzenia sprawiają, że książki z tej serii można czytać wielopokoleniowo. Udaną rozrywkę zapewnia wielkie poczucie humoru autora tekstu Andersa Sparringa i twórcy ilustracji Pera Gustavssona. Panowie wyśmienicie współpracują, uzupełniają się, współdzielą pasję tworzenia, a także doskonale rozumieją potrzeby odbiorców własnych książeczek. Historia składa się z mini rozdziałów, zamkniętych podjednostek opowieści, o objętości zapewniającej wypełnienie wieczornego czytania lub wolnej chwili w ciągu dnia. Jednak zapewniam, że tak wiele się dzieje, że natychmiast ma się chęć kontynuować poznawanie tego, co wyczyniają członkowie przekornej rodziny Obrabków. Tato Zbiro, Mama Cela, synek Ture, córcia Kryminelka, pies Glina. Wszyscy noszą ubranka w paski i złodziejskie maski, potrafią niczym kameleony przystosować się do każdej okoliczności i miejsca akcji. Więcej na: https://bookendorfina.blogspot.com/2026/01/rodzina-obrabkow-i-dama-w-boa.html
Izabela Pycio - awatar Izabela Pycio
ocenił na 7 3 miesiące temu
Morele rozkwitają nocą Ola Rusina
Morele rozkwitają nocą
Ola Rusina
Poruszająca opowieść dla młodszych czytelników, która w subtelny, poetycki sposób przybliża realia wojny na Ukrainie, ale też podkreśla wartości uniwersalne: przyjaźń, nadzieję i moc wyobraźni. To lektura, którą można by określić jako hybrydę wojennego realizmu z magiczną wrażliwością – idealna dla tych, którzy zaczynają odkrywać, że świat bywa okrutny, ale nie jest pozbawiony piękna. Akcja rozgrywa się w 2015 roku, niedaleko Doniecka – rejonu objętego napięciem, ostrzałami i okupacją. Bohaterami są: Ustym - dziewięcioletni chłopiec, którego dom, szkoła, codzienność zostają stopniowo odcięte od normalności przez działania wojenne; Mistrz - żołnierz-ochotnik z wielką wyobraźnią; oraz Es – zagubiony, mówiący dron, który utracił łączność z bazą. Es staje się pomostem pomiędzy Ustym i Mistrzem. Chociaż Ustym i Mistrz nigdy się nie poznają bezpośrednio, Es staje się ich wspólnym przyjacielem i przewodnikiem w świecie, w którym wiele rzeczy zostało utraconych, ale wciąż można marzyć. Narracja prowadzona jest z kilku perspektyw – przeskoki między dzieckiem, żołnierzem i dronem – co daje możliwość zobaczenia wojny z różnych punktów widzenia: intymnego, emocjonalnego, a także obserwacyjnego, obiektywnego. Obecność drona pozwala autorce na wykreowanie dystansu i refleksji – dron widzi wiele z góry, obserwuje zmiany, zagrożenia, ale też piękno – i pomaga czytelnikowi uświadomić sobie, jak to jest, gdy część świata zostaje zamknięta, staje się niedostępna. Kluczowym symbolem w tej opowieści jest dom – jest zarówno miejscem bezpieczeństwa, jak i zagrożenia. Dom, który Ustym znał – szkoła, zabawki, codzienne życie – zaczyna się zmieniać: z przestrzeni znanej i bezpiecznej w coś, co zostało zniszczone przez wojnę. Okazuje się, że obraz domu może stać się w tym samym stopniu markerem bezpieczeństwa, jak i niebezpieczeństwa (dom przemieniony, opuszczony, zniszczony). Jednak choć tło opowieści jest brutalne – pola minowe, ostrzały, okupacja – Rusina nie skupia się wyłącznie na cierpieniu. Książka pokazuje, że w obliczu zagrożenia człowiek nadal potrafi marzyć, tęsknić, tworzyć przyjaźnie. Dron-przyjaciel symbolizuje też coś więcej: pragnienie wolności – wolności przynajmniej myśli, wyobraźni – gdy rzeczywistość nakłada ograniczenia. To, co wojna zabiera, często jest materialne; to, co pozostaje, czasem jest niematerialne: wspomnienia, spojrzenie, obraz nieba nad głową, dialog, marzenie o normalności. Niezwykle interesujący jest język tej opowieści. Autorka balansuje między prostym, przejrzystym językiem, odpowiednim dla młodszego odbiorcy, a obrazami poetyckimi, pełnymi metafor i subtelnych symboli (jak morela nocą, noc jako czas, kiedy rozkwitają rzeczy, które w świetle dnia mogą być niewidoczne). Język nie jest przesadnie słodki, nie unika ciemności, ale też nie epatuje brutalnością – daje przestrzeń dla refleksji i empatii. Oryginalnym zabiegiem jest przyjęcie perspektywa drona: jako istoty nie-ludzkiej, ale zdolnej do bycia łącznikiem między Ustym a Mistrzem. Ta perspektywa pozwala zobaczyć świat tak, jak dziecko może go sobie wyobrazić – z dystansu, czasem w oderwaniu od ludzkiego cierpienia, ale przepełnionym pragnieniem normalności. Takie ujęcie pozwala na umiejętne łączenie ciężaru wojny z nadzieją: książka nie gra na prostych emocjach, nie daje fałszywego pocieszenia, ale też nie rezygnuje z piękna, marzeń, z możliwości, że coś w ciemności może zakwitnąć. Mimo trudnej tematyki tekst jest zrozumiały, ale nie infantylny. Książka nie kończy się triumfem nad złem, ale pozostawia czytelnika z myślami, z pytaniami. Dla niektórych może to być niedosyt; inni uznają to za realistyczne i uczciwe. Książka Olhy Rusiny staje się częścią szerszego nurtu literatury dziecięcej i młodzieżowej ukraińskiej, który od czasu rozpoczęcia pełnoskalowej wojny stara się zmierzyć z realiami wojennej traumy z jednej strony oraz oporu, codziennej walki o zachowanie godności, człowieczeństwa i pamięci - z drugiej. Książka uczy, że czasem to, co niematerialne – marzenie, wspomnienie, przyjaźń, obserwacja – może być siłą większą niż to, co materialne. I że wyobraźnia nie jest ucieczką, ale sposobem przetrwania: daje przestrzeń, w której można być sobą, nawet jeśli wszystko wokół człowieka się rozpada. „Morele..." to książka, która zostaje w pamięci. Nie dlatego, że odpowiada na wszystkie pytania, ale dlatego, że stawia je w sposób, który jest zarówno delikatny, jak i zdecydowany. Daje nadzieję, nie banalizując tragedii, zachęca do patrzenia, do empatii, do wyobrażania sobie lepszego świata – nawet jeśli obecny świat boli.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na 9 6 miesięcy temu

Cytaty z książki Olle. Pies, który umiał mówić

Więcej
Thé Tjong-Khing Olle. Pies, który umiał mówić Zobacz więcej
Thé Tjong-Khing Olle. Pies, który umiał mówić Zobacz więcej
Thé Tjong-Khing Olle. Pies, który umiał mówić Zobacz więcej
Więcej