Nicolas Eymerich, inkwizytor

Okładka książki Nicolas Eymerich, inkwizytor
Valerio Evangelisti Wydawnictwo: Znak Cykl: Eymerich (tom 1) fantasy, science fiction
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Eymerich (tom 1)
Tytuł oryginału:
Nicolas Eymerich, inquisitore
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
8324008285
Tłumacz:
Joanna Wajs
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nicolas Eymerich, inkwizytor w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Nicolas Eymerich, inkwizytor

Średnia ocen
6,2 / 10
118 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
136
123

Na półkach:

https://my-opinion-of-books.blogspot.com/2020/11/przenikajace-sie-swiaty.html

"Nicolas Eymerich, inkwizytor" jest dość skomplikowaną książką, choć liczy ok. 250 stron. Zresztą jest skomplikowana nie tylko w fabule, ale też w polskim wydaniu. O co chodzi? Cóż, tak naprawdę sama tego nie rozumiem. Na tym tomie jest napisane, że to druga część i od razu zastrzegam, że tak nie jest. Według włoskiej kolejności zarazem wydania, jak i ustawienia chronologicznego tomów ten tom jest zawsze pierwszy. Jeśli ktoś wie o co chodzi to proszę o wytłumaczenie. Dalej jest chyba jeszcze dziwniej. Nasz drugi tom to w rzeczywistości jakoś ósmy tom, zależy na który spis patrzymy. Wolę nie wgłębiać się w dalszą numerację. Ta wzmianka wystarczająco mówi.

Przejdę lepiej do opisu fabuły, która sama w sobie jest trudna do opisania. Przynajmniej, jeśli chcę uniknąć spoilerów.
W książce mamy do czynienia z trzema liniami czasowymi, które w pewien sposób łączą się ze sobą, przenikają się. Linie czasowe i przestrzenne. Na potrzeby recenzji będę nazywać je przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, chociaż to nie do końca właściwe określenia, bo tak naprawdę... poniekąd te światy istnieją równocześnie. Wiem, to trudne trochę do zrozumienia, ale tu już wkracza astrofizyka, a w tym nie jestem dobra.
Przeszłość. Nicolas Eymerich zostaje głównym inkwizytorem i z tego, co zrozumiałam ma pod sobą Królestwo Aragonii, Kastylii i Sycylii. Tzn. jest władcą religijnym, ogólnie tymi królestwami rządzi Piotr IV razem ze szlachtą. To trochę skomplikowane. W każdym razie jest głową inkwizycji. Wraz z otrzymaniem tego stanowiska otrzymuje dziwną sprawę do wyjaśnienia, a mianowicie pojawienie się niemowlaków z dwoma twarzami (coś jak słowiański Światowid, ale dwie twarze, a nie cztery).
Teraźniejszość. Pewien uczony o nazwisku Frullifer wpada na teorię, właściwie to po prostu odkrywa pewne cząsteczki, które umożliwiają przemieszczanie się i czegoś między światami. To tak wielki skrót. On to wszystko wyjaśnia, co prawda w bardziej naukowy sposób, ale po przeczytaniu książki, co nie co się układa, bo on sam mówi, że to nie jest, takie o podróżowanie między światami. W każdym razie, jak to bywa nikt mu nie wierzy, ale do czasu... Ten świat jest jednocześnie, taki sam jak nasz, ale jednocześnie ma chyba pokazać alternatywną przyszłość malującą się w ciemnych barwach, aczkolwiek... niewiele trzeba, żeby to wszystko się spełniło. Część rzeczy już się dzieje. A książka jest z 94. I nie piszę o odkryciach naukowych...
Przyszłość. Tu ludzie już normalnie mogą podróżować między planetami, czy księżycami. Jest to sprawozdanie jednej z podróży jednego statku kosmicznego, którego załoga ma do wykonania dziwną misję...

Jeśli chodzi o bohaterów to najbardziej wyróżniają się dwaj - Eymerich i Frullifer. Mam wrażenie, że to głównie do nich przyłożył się autor. Pozostali nie są najgorsi, zwłaszcza drugoplanowi mają swój ciekawy charakter, jednak no wyróżniają się ci dwaj.
Frullifer to taki niedoceniony naukowiec. Stereotypowy trochę mogłabym napisać. Zrobi wszystko, by go doceniono. Nie ma partnerki. I tu jest to, co jednocześnie w nim bawi i wzbudza żenadę. To taki typ, który narzeka, że żadna go nie chcą, ale sam zachowuje się trochę wieśniacko, że tak się wyrażę. No, trochę powagi. Zachowuje się czasem jak gimnazjalista, ale nie jest szczególnie irytujący.
Nicolas Eymerich... Myślałam, że go nie polubię, bo haha, jest inkwizytorem. No i okej mówi o religii i wszędzie widzi zło, a kobiety to już w ogóle zło wcielone dla niego, ale to serio interesująca postać! Jego lęki, a zarazem też pogarda do ludzi, dystans. Jego sarkazm, chociaż to może szczerość? Co chce to osiągnie i nie cyka się, że ma do czynienia np. z królem. Jest dość ludzki, ciekawa postać.

Kwestia tego przenikania jest złożona, ale wciągająca (przynajmniej dla mnie). To nie byle jakie science fiction, zresztą to nie pasuje... Czasem to jest po prostu, takie puuff, co ten autor wymyślił. Musiał nieźle nad tym pracować, bo jakby ta teoria nie jest chyba, taka oczywista... Chociaż ja tam się nie znam na fizyce i astrofizyce, więc może dlatego dla mnie to jest takie wow. Lubię trochę skomplikowane książki.

https://my-opinion-of-books.blogspot.com/2020/11/przenikajace-sie-swiaty.html

"Nicolas Eymerich, inkwizytor" jest dość skomplikowaną książką, choć liczy ok. 250 stron. Zresztą jest skomplikowana nie tylko w fabule, ale też w polskim wydaniu. O co chodzi? Cóż, tak naprawdę sama tego nie rozumiem. Na tym tomie jest napisane, że to druga część i od razu zastrzegam, że tak nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

265 użytkowników ma tytuł Nicolas Eymerich, inkwizytor na półkach głównych
  • 178
  • 85
  • 2
66 użytkowników ma tytuł Nicolas Eymerich, inkwizytor na półkach dodatkowych
  • 47
  • 5
  • 5
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Kierunek 3001 Gregory Benford, Orson Scott Card, Andreas Eschbach, Valerio Evangelisti, Karen Haber, Joe Haldeman, Nancy Kress, Paul McAuley, Christopher Priest, Robert Silverberg, Dan Simmons, Norman Spinrad
Ocena 5,8
Kierunek 3001 Gregory Benford, Orson Scott Card, Andreas Eschbach, Valerio Evangelisti, Karen Haber, Joe Haldeman, Nancy Kress, Paul McAuley, Christopher Priest, Robert Silverberg, Dan Simmons, Norman Spinrad
Valerio Evangelisti
Valerio Evangelisti
Włoski autor książek o tematyce fantastycznej. Urodzony w Bolonii w 1952r., w 1976 ukończył studia w zakresie nauk politycznych. Pracował u włoskiego ministra finansów. Sławę przyniósł mu cykl o inkwizytorze Nicolasie Eymerichu, za który włoska prasa uhonorowała go Nagrodą Urania
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Heroizm dla początkujących John Moore
Heroizm dla początkujących
John Moore
Jakie to było dobre! Książka, która parodiuje całą fantastykę, nawiązuje do innych dzieł i przede wszystkim, jest po prostu śmieszna (i to nie tak na siłę)! Książe Kevin Timberline stara się o rękę księżniczki Becky, a jedynym na to sposobem wydaje się pokonanie złego Lorda Voltometra. Wydaje się mocno oklepane. Ale nasz Książe przez przypadek trafia na egzemplarz "Heroizmu stosowanego". No i tutaj zaczyna się najlepsze! W jego wyprawie towarzyszy mu nie kto inny jak, uwaga, sama księżniczka Becky, aspirująca na barbarzyńską wojowniczkę (no bo dlaczego nie? W zamku wieje nudą). Wstęp do Mrocznej Twierdzy, żeby nie było tak łatwo, możliwy jest jedynie od godziny 9 do 16. I tak błąkamy się z tymi bohaterami po kanałach wentylacyjnych, po lochach i sklepie z pamiątkami. Każdy problem rozwiązujemy z nimi, oczywiście, korzystając z "Heroizmu stosowanego"! Jeszcze jeden raz uświadomiłem sobie, że warto również sięgać po książki mniej znane, bo można znaleźć niezłe perełki! Sama książka fabularnie nie ma do zaoferowania nic nadzwyczajnego, ot, niezbyt awanturniczy Książe zabiega o rękę księżniczki, a żeby mu się udało, musi pokonać złego gościa. Ale to nie fabułą żyje ta książka, tylko humorem właśnie. A jest on naprawdę bardzo dobry, nie jest żenujący ani męczący, czasami w mojej głowie pojawiała się myśl 'dawajcie jeszcze, mało mi'. Książkę bardzo polecam, jako takie bardzo rozluźniające oderwanie się od rzeczywistości czy od cięższych lektur.
Shoggothey - awatar Shoggothey
ocenił na 8 2 lata temu
Szklany szpon Eugeniusz Dębski
Szklany szpon
Eugeniusz Dębski
Szklany Szpon jest zbiorem opowiadań Eugeniusza Dębskiego jednego z bardziej zasłużonych polskich autorów fantasy/science-fiction. Dębski urodził się w 1952 roku, ukończył rusycystykę we Wrocławiu i tam pracował jako lektor. Ba, kierował nawet Centrum Języków Obcych na wrocławskim AWF-ie. W latach 80. debiutował jako pisarz w miesięczniku Fantastyka. Wydał ponad 20 książek i wiele opowiadań, napisał scenariusz do Crime Cities, recenzował gry w CD Action, a od niedawna pisuje też kryminały. W Szklanym Szponie z 2004 roku znajdziemy osiemnaście jego tekstów. I to tekstów bardzo różnych. Krótkich, długich, zabawnych, poważnych, oryginalnych i wtórnych. Takich, w których uwagę zwraca zaskakująca puenta, ale też takich, których atutem ma być niecodzienny świat czy niecodzienna postać. Stąd też poziom opowiadań jest bardzo różny. Obok tych autentycznie ciekawych pojawiają się przegadane bądź po prostu nudne. Albo takie, które ciężko się czyta bądź kwituje słowami „I co z tego?”. Tytułowy Szklany Szpon to historia z życia kotów. Magicbox z podwójnie zwertfikowaną powierzchnią roboczą przybliża wynalazek biurowy, który w magiczny sposób materializuje zamówienia osób z niego korzystających. Króciuchna Tragifarsa dla bezrobotnych pokazuje świat, w którym w ramach walki z bezrobociem rząd postanowił opłacać proste zawody, takie jak ekspresser czy windziarz blokowy. Z kolei w Smoczym duchu grupka doświadczonych łowców smoków wyrusza na polowanie, z którego nie wszyscy wrócą cało. Trochę szkoda, że te teksty nie zapadają w pamięć. Przeczytałem Szklany Szpon tydzień temu i dziś nie jestem w stanie streścić ani jednego opowiadania. Wyleciały mi z głowy, uciekły, niczym się w niej nie zapisały. Cóż, niby człowiek nie słoń, nie musi wszystkiego pamiętać… Ale niektóre teksty takiego Sapkowskiego czy Martina pamiętam do dziś. Więcej recencji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/ Zapraszam do współpracy autorów i wydawców!
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na 6 3 lata temu
Zamek Eymericha Valerio Evangelisti
Zamek Eymericha
Valerio Evangelisti
https://my-opinion-of-books.blogspot.com/2021/01/anioy-demony-i-kabaa.html Chyba znalazłam następną serię fantasy godną uwagi, wciągającą. Szkoda tylko, że, tak trudno znaleźć egzemplarze tej książki. Zresztą nie tylko po polsku. "Zamek Eymericha" wg. polskiego wydania jest pierwszą częścią przygód inkwizytora Nicolasa Eymericha. W praktyce to nie jest pierwsza część, nawet w fabule jest nawiązanie do innej części... Według włoskiego wydania to ósma część, a wg chronologii fabuły dziesiąta. Dużo to mówi. Nie wiem na jakiej podstawie były numerowane te książki. Zwłaszcza, że ta nawiązuje do części, która jest nazwana w Polsce drugą. W każdym razie fabuła książki w dużym stopniu opiera się o wiarę żydowską i kabałę, co jest bardzo ciekawe. Myślę, że mało ludzi zna zagadnienia z judaizmu lub z kabały. Zwłaszcza chyba z kabały, która jest bardzo skomplikowana. Oprócz tego drugim ważnym, jeśli nie ważniejszym jest prześladowanie żydów. Pojawia się tu oczywiście linia czasowa dotycząca XX wieku i obozu koncentracyjnego, ale czytamy też o prześladowaniach w XIV wieku. Tak jak w przypadku "Nicolasa Eymericha, inkwizytora" są tu trzy linie czasowe, jednak nie wyróżniające się, tak dokładnie na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, ponieważ dwie z nich dzieli piętnaście lat różnicy. Obie dzieją się w XIV wieku. Trzecia to właśnie XX wiek, koniec II Wojny Światowej. I zacznę od tej ostatniej. Akcja dzieje się w jednym z obozów koncentracyjnych na terenie Niemiec. Dowódca obozu pragnie ożywić człowieka idealnego, chce udowodnić, że można tego dokonać za pomocą elektryczności. Ten wątek trochę przypomina motyw Frankensteina, tylko jest poniekąd brutalniejszy. Za pomocą tej linii czasowej autor nie tylko nawiązuje do zbrodni jaką dokonywali naziści w obozach, łączy to z prześladowaniami z przeszłości; ale ukazuje ideę, filozofię "czystości rasy", którą wyznawała część Niemców. Od opisania teorii jednego włoskiego filozofa na temat rasizmu do projektu T4, który jest nieznacznie wspomniany, ale wystarczą kilka zdań, wypowiedzeń, język jakiego używają bohaterowie, żeby sobie to zoobrazować, jak to wyglądało i co mogło siedzieć w głowie tych ludzi. Nienawiść jest stałym elementem w tej książce. Do żydów i kobiet. I autor nie próbuje nawet jakoś odczarować tej nienawiści, bo kiedy myśli czytelnik, że w końcu coś się ułożyło to bohater robi coś złego, więc jest znienawidzony. Jest podkreślone, że no żydzi są tacy i tacy, więc wiadomo, że on to zrobił. Tak samo jest z kobietami. Samo to że istnieje jest już złe. Tzn. niedokońca jej istnienie jest złe, ale bardzo często są podkreślone te nieciekawe cechy. A jeśli kobieta jest silna to coś musi się za tym kryć. Najlepiej demonica. Znana zresztą bardzo dobrze wszystkim, którzy choć trochę znają się na mitologii, Biblii itp. Rozumiem, jaka konwencja jest książki. Naziści nagle nie będą grzecznie traktować żydówki, czy mężczyźni ze średniowiecza nie będą traktować kobiety na równi sobie. Do języka nic nie mam, bo jednak pasuje do bohaterów i do czasów. Chodzi bardziej o takie rozplanowanie zachowań bohaterów, żeby jednak ta grupa osób wyszła na gorszą. Drugą linią czasową, która jest tą główną to czasy Eymericha i wojna pomiędzy Piotrem Okrutnym, a jego bratem Henrykiem Trastamarą (niestety nie mogę dodać litery z akcentem hiszpańskim). Tajemnice zamku Montiel w którym podobno straszy. Okazuje się, że żeby rozwiązać sekrety, Eymerich będzie musiał zaczerpnąć wiedzy z mitologii i symboliki żydowskiej, co nie nie jest mu w smak. W ostatniej linii dowiadujemy się jak i dlaczego straszy w Montiel. Trochę to dziwnie to brzmi, ale gdy się czyta książkę to to jest bardziej zrozumiałe. Przy tych ostatnich liniach czasowych jest bardzo dużo symboliki, co bardzo mi się spodobało. Trochę jak w książkach Dana Browna, tylko że Eymerich jest bardzo religijny. Co czasem przeszkadza. Ale dużo można się dowiedzieć, aczkolwiek... Przy dwóch stwierdzeniach tłumaczenie nie do końca mi się zgadza, ale można stwierdzić, że specjalnie wytłumaczenie jest przekręcone, ponieważ mówi to osoba, która nie zna się na judaizmie i gardzi nim. Jest też literówka przy imieniu jednego z aniołów i tutaj nwm, czy to po prostu literówka przypadkowa, czy rzeczywiście, tak jest w oryginale. Jeśli chodzi o bohaterów to na ich tle wybija się oczywiście Eymerich, który jest chyba najlepiej skonstruowany. W pierwszej części dało się go jeszcze nawet lubić, to tutaj... Nie ma tam już nic. Jasne, wcześniej też się wywyższał, był religijny i sarkastyczny to tutaj dochodzi, taka całkowita oschłość, niewzruszenie. Całkowite oddanie się Bogu, typowa inkwizycja. Postaci kobiece są specyficzne... Z jednej strony silne, odważne, dają sobie radę same; ale z drugiej ukazywane jako uwodzicielskie, które mają w głowie tylko zawrócić w głowie mężczyznom i biednych ściągnąć na złą drogę. Są porównywane do Lilith. Więc no... fajny obraz to nie jest. Nie wiem, co autor miał na myśli kreując, taki ich obraz.
Fobos - awatar Fobos
ocenił na 7 5 lat temu
Panowie z Pitchfork Kamil Gruca
Panowie z Pitchfork
Kamil Gruca
Krótko: Znów żałuję, że lubimyczytać nie daje możliwości "dzielenia" ocen, bo dla mnie "Panowie z Pitchfork" to książka na 6.5/10. Początek nie wypadł zbyt dobrze, zakończenie trochę lepiej, ale wciąż co najwyżej przeciętnie, jednak środek był moim zdaniem co najmniej dobry i tym opowieść zdecydowanie się broni. Moim zdaniem dobrze wypadły opisy, fabuła i klimat, a za wady uznałbym postaci (do pewnego stopnia), wstęp i zakończenie. Ogólnie rzecz biorąc, pozytywnie się zaskoczyłem tą książką. Trochę dłużej: Zacznijmy od struktury wstęp-rozwinięcie-zakończenie. Wstęp moim zdaniem był po prostu zły. Prolog okazał się zwykłym info-dumpem, a po pierwszych kilku stronach byłem bliski odłożenia Panów z Pitchfork z powrotem do szafy. Jednakże, udało mi się przez niego przebrnąć, a co było dalej? Spore zaskoczenie. Rozwinięcie okazało się ciekawe i wciągające, a od około 1/3 książki ciężko mi było ją odłożyć. Na krańcu krzesła czekałem na wielki finał, który... Okazał się średni. Zwieńczenie wątków było błyskawiczne i uważam, że autor powinien był wziąć to "na spokojnie" i dać sobie jeszcze te 30-50 stron. Nie czułem się też specjalnie zachęcony do sięgnięcia po drugą część opowieści. Jeśli chodzi o konkretne elementy, to jak dla mnie najlepiej wypadły opisy i klimat. Widziałem oczami wyobraźni tą jesienną Francję i naprawdę się wczułem. Fabuła wyszła nieźle, choć tak jak pisałem wcześniej - trochę rozjechała się w zakończeniu. Dialogi poprawne, żadnego większego "polotu" raczej nie uświadczyłem, ale nie było w nich nic, co by mnie odrzuciło. Postaci moim zdaniem mogłyby być trochę lepiej zróżnicowane i podkreślone. Aż do połowy książki nie mogłem zapamiętać "kto jest kto". Czym bliżej końca coraz bardziej też czułem, że Jan Huxley ma jakiś swego rodzaju "plot armor", a w zakończeniu pojawiał się i znikał jak magik. Miałem przez to wrażenie, że autor bardzo chce go wcisnąć, nawet na siłę. Podsumowując: dobra książka z kilkoma błędami, moim zdaniem godna polecenia fanom gatunku i średniowiecznych scenerii. Nie miałem wielkich oczekiwań i cieszę się, że sięgnąłem po "Panowie z Pitchfork", bo pozytywnie się zaskoczyłem.
Patryk Betliński - awatar Patryk Betliński
ocenił na 6 3 lata temu
Wąż Marlo, t.1 Marcin Wroński
Wąż Marlo, t.1
Marcin Wroński
Początki lektury były trudne - przyznam, że nie miałam pojęcia, czym są węże (oczywiście pomijając powszechne znaczenie tego słowa) i gubiłam się podczas pierwszych trzydziestu, czterdziestu stron. Czytając, wszystko brałam "na wiarę", a mimo to bardzo mnie książka intrygowała. Marla poznajemy jako jedenstaolatka, który zaczyna swoje szkolenie. Jego mistrz Omar kształci go w towarzystwie przybranego brata Lomara. Chłopcy na pozór nie przepadają za sobą, łączy ich specyficzna więź. Gdy Marlo usamodzielnia się i bez niczyjej pomocy wybiera zlecenia, zaczynają się schody. Wąż odkrywa, że jego zajęcia nie zawsze przynoszą pozytywny wynik, a każdy medal ma dwie strony. Jak można doczytać z tyłu okładki - powieść zawiera intrygi, wątki kryminalne, polityczne i magiczne. Z tym ostatnim jest lekki problem. Magii wiele tu nie ma, jest za to wiele przygód. Marlo podróżuje po wielu krainach, szkoli się u drugiego mistrza, który jak się potem okazuje ma związek z przeszłością naszego głównego bohatera. Poznaje niejedną kobietę, choć w większości ich relacje opierają się na fizycznych kontaktach. Mamy tu wiele obrazów nędzy i ubóstwa, różne oblicza demoralizacji - alkohol, prostytucja, złodziejstwo... Brakowało mi kontrastu. Nie było żadnego elementu, którym mogłabym się zachwycić, czy napawać. Nie ma też jednego, głównego wątku - cała książka opiera się na przygodach i zdarzeniach, jakie przytrafiają się Marlowi. Nie jest to wielka przeszkoda, jednak spodziewałam się raczej jednej, wielkiej zagadki, która będzie mnie nurtowała przez całą powieść. owszem, pewna tajemnica rozwiązuje się na ostatnich stronach powieści, ale w mojej ocenie jest to tylko zrzucanie masek - dobrzy okazują się złymi, a ci niejednoznaczni... Książkę czytałam wracając pksem z Ostrowa Wielkopolskiego. A gdy daje radę sięgać po lekturę w autobusie, w którym zwykle nie czuje się zdolna do pożerania liter, to znaczy, że książka jest dobra. Momentami Wąż Marlo bardzo mnie wciągał i nie mogłam oderwać się od mrocznego i niepokojącego klimatu, momentami czytałam fragmenty nawet niebyt dokładnie rejestrując ich w pamięci. Niemniej jednak książka jest godna polecenia i uważam, że prezentuje całkiem przyzwoity poziom. Chciałam zwrócić jeszcze uwagę na język autora - dobrze dopracowany, różnorodny i pasujący do klimatu powieści. http://poczytalna-umyslowo.blogspot.com/2013/03/waz-marlo.html
BlueCarmen - awatar BlueCarmen
ocenił na 7 7 lat temu
Opowieść o 47 roninach John Allyn
Opowieść o 47 roninach
John Allyn
Tragedii nie ma, ale i powodów do przesadnego zachwytu też stosunkowo niewiele. „Opowieść o 47 roninach” to literacka próba odtworzenia autentycznych wydarzeń z historii Japonii. Mamy rok 1701. Pan Asano popada w konflikt z Kirą, wysokim urzędnikiem dworu. Porywczy daimyo, sprowokowany przez mistrza ceremonii, dobywa broni w pałacu sioguna, za co grozi kara śmierci. Winny złamania prawa zostaje zmuszony do popełnienia honorowego samobójstwa, a jego majątek ulega konfiskacie. Tym samym służący mu samurajowie stracili swego pana, stając się bezpańskimi roninami. Część z nich poprzysięga zemstę. Takie jest historyczne tło powieści, o którym zapewne słyszał każdy, kto choć trochę interesuje się historią kraju Kwitnącej Wiśni. Sprawa 47 roninów jest bowiem dość głośnym incydentem, który został spopularyzowany w japońskiej kulturze i doczekał się kilku ekranizacji. John Allyn proponuje czytelnikom swoją wizję tamtych wydarzeń. Ze święcą w internecie szukać innych książek tego autora, co wskazuje, że mamy raczej do czynienia z pisarzem-amatorem. Można natomiast dowiedzieć się, że Allyn zajmował się pisaniem scenariuszy filmowych, co w gruncie rzeczy wiele tłumaczy. Jego powieść jest bowiem podzielona na krótkie rozdziały, które można by spokojnie przerobić na odcinki jakiegoś serialu telewizyjnego. Oś fabularna jest dość liniowa, a głębsze połączenia między rozdziałami raczej nie istnieją, poza oczywiście ciągiem chronologicznym zdarzeń. Niestety, brak tutaj jakiejś dobrze skomponowanej i wciągającej intrygi, co sprawia, że zasadniczo czytelnik nie jest niczym zaskakiwany, a jeśli do tego wie, jak skończyła się cała historia w rzeczywistości, pozostaje mu jedynie oczekiwanie na wielkie zamknięcie. Również dialogi są rodem z filmu lub serialu telewizyjnego - krótkie, konkretne i raczej nie zapadające w pamięć. Jeśli chodzi o bohaterów - zasadniczo na pierwszy plan wybija się Oishi, dowódca samurajów pana Asano. Oprócz niego występuje jeszcze kilka innych postaci, które jednak niewiele się od siebie różnią. Autorowi nie udało się nadać przynajmniej części z nich jakichś głębszych cech charakterystycznych, choć jakieś próby w tym kierunku są zauważalne, tym samym żaden z pozostałych samurajów nie zapada głębiej w pamięć. W pewnym momencie Allyn wprowadza również postać kobiecą, bo jak można napisać dobrą powieść o samurajach bez gejszy, tajemniczej kobiety do towarzystwa? Takowa pojawia się i w „Opowieści o 47 roninach”. Sens jej pojawienia się pozostaje mocno wątpliwy z punktu widzenia fabuły, aczkolwiek dodaje całości trochę pikanterii. Niech i tak będzie. Fabuła powieści zachowuje spójność, nie dostrzegłem jakichś zgrzytów lub niepasujących do siebie elementów. Pisarz prowadzi czytelnika za rączkę, objaśniając i dopowiadając to, co jego zdaniem jest najważniejsze. Widząc tytuł oraz okładkę, spodziewałem się jednak troszkę więcej akcji - walk na miecze, pojedynków, dramatycznych starć. Tego jednak brakuje. Sam atak na dwór Kiry też nie jest jakoś porywająco opisany, brak w nim zbudowania atmosfery napięcia i walki na śmierć i życie. Ot, wpadli i ubili. Może i w rzeczywistości historycznej tak właśnie było, ale na kartach powieści można było znacznie więcej z tego „wycisnąć”. Tym samym zachwyty na okładce książki o historii „zajmującej i pełnej niespodziewanych zwrotów akcji” traktuję co najwyżej jako marketingowy haczyk, tym bardziej, że nikt z imienia i nazwiska pod tym się nie podpisał. Parę uwag miałbym odnośnie polskiego wydania, które jest po prostu niechlujne. Na przykład, w rozdziale „Zemsta”, w pierwszym akapicie mamy: „Nadszedł czas letniego święta, Ura Bon i Oishi podjął decyzję, że nie stanie się nic złego, jeżeli będą świętować”. W tym momencie popadłem w konsternację, bo żadnej postaci o imieniu Ura Bon do tej pory nie było! Czyżbym coś przegapił? Ależ skąd, po prostu wydawca albo „zjadł” przecinek po japońskiej nazwie święta Urabone, albo postawił go tam, gdzie go być nie powinno, czym wypatrzył sens tego zdania. Dopiero z liczby pojedynczej czasownika podjąć domyśliłem się, o co tutaj chodzi. Ogólnie takich braków interpunkcyjnych można zauważyć całkiem sporo i to nawet przy niezbyt uważnej pod tym kątem lekturze. A jeśli w tekście zdecydowano się na zachowanie japońskich nazw przedmiotów, można było - a nawet należało - stworzyć na końcu powieści krótki słownik z objaśnieniami tych terminów. Reasumując, w przypadku książki „Opowieść o 47 roninach” mamy do czynienia z solidną, rzemieślniczą robotą. Ten „scenariuszowy” charakter fabuły wcale nie musi być wadą, jeśli szukamy niezbyt wymagającej lektury na jeden, góra dwa wieczory. Książka w swoim czasie (rok wydania 2008) z pewnością wypełniała lukę na polskim rynku wydawniczym na powieści o samurajach, co tłumaczy sięgnięcie wydawcy po dość leciwą powieść Allena, która została napisana w roku 1970. Rzecz dla miłośników Japonii, samurajów i ogólnie osób lubiących powieści historyczne.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na 6 2 lata temu
Czarna Ikona, t.1 Mieszko Zagańczyk
Czarna Ikona, t.1
Mieszko Zagańczyk
I wypadło mi iść pod prąd, bo książka mi się bardzo podobała :P Może nie jestem wymagający... albo po prostu książka trafiła w moje gusta. I faktycznie tak jest! Akcja książki został umieszczona w Bizancjum. To był doskonały wybór. To jedno z najwspanialszych imperiów jakie stworzył człowiek. Piękna kultura, która zajmowała tereny dzisiejszej Turcji, Grecji, Bułgarii i Syro-Palestyny. Chrześcijaństwo wschodnie stworzyło niepowtarzalny ryt, którego echa widzimy dzisiaj w prawosławiu. Coś pięknego. Autor świetnie eksploruje piękno tego świata, prowadząc akcję od Konstantynopola do Kapadocji. Wszystko dzieje się z aktywnym tłem historycznym, w którym wewnętrzne walki bizantyjskich znakomitych rodów odbywają się w cieniu seldżuckiego zagrożenia. To czas pierwszych wielkich herezji chrześcijańskich. Od nich się wszystko zaczęło. Wplecenie ich do powieści było strzałem w dziesiątkę. Zagańczyk wplata wiele słów greckich by podbudować klimat cesarstwa. Pokazuje jakim konglomeratem kulturowym był, świetnie obrazując całą mozaikę kulturową i religijną. Główni bohaterowie pochodzą ze złodziejskich, chociaż zorganizowanych, nizin społecznych. Stara się więc by wypowiadali się odpowiednio, używając kolokwializmów i wulgaryzmów, w opozycji do kupców czy elity politycznej. Mi to zupełnie odpowiadało. Uwaga, a teraz herezja :) Przypominało mi to nieco Sapkowskiego i jego trylogię husycką. Oczywiście nie tak literacko bogatą i rozbudowaną, ale powieść fantastyczna na kanwie historycznej to jest to co uwielbiam. I jeszcze w tak ciekawym miejscu i czasie. Z wielką chęcią przeczytam cześć drugą.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na 8 4 lata temu

Cytaty z książki Nicolas Eymerich, inkwizytor

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Nicolas Eymerich, inkwizytor