Naznaczeni. Afryka i AIDS.

Okładka książki Naznaczeni. Afryka i AIDS.
Adam LeszczyńskiKrzysztof Miękus Wydawnictwo: TRIO publicystyka literacka, eseje
232 str. 3 godz. 52 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
2003-10-10
Data 1. wyd. pol.:
2003-10-10
Liczba stron:
232
Czas czytania
3 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788388542572
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Naznaczeni. Afryka i AIDS. w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Naznaczeni. Afryka i AIDS.

Średnia ocen
7,1 / 10
27 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
5
4

Na półkach:

W książce przedstawiony jest problem społeczny epidemii HIV/AIDS. Brak jakiejkolwiek wiedzy dotyczącej środków antykoncepcyjnych, inny kultura wszystko to przyczynił się do katastrofy. Choroba odcisnęła ogromne piętno że mieszkańcy mówią na nią "To".

W książce przedstawiony jest problem społeczny epidemii HIV/AIDS. Brak jakiejkolwiek wiedzy dotyczącej środków antykoncepcyjnych, inny kultura wszystko to przyczynił się do katastrofy. Choroba odcisnęła ogromne piętno że mieszkańcy mówią na nią "To".

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

86 użytkowników ma tytuł Naznaczeni. Afryka i AIDS. na półkach głównych
  • 47
  • 36
  • 3
24 użytkowników ma tytuł Naznaczeni. Afryka i AIDS. na półkach dodatkowych
  • 11
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Naznaczeni. Afryka i AIDS.

Inne książki autora

Adam Leszczyński
Adam Leszczyński
Adam Leszczyński — historyk, socjolog i dziennikarz. Profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie. Współzałożyciel portalu OKO.press oraz członek zespołu „Krytyki Politycznej”, wieloletni publicysta „Gazety Wyborczej” (2005-2017). Autor nagradzanych książek reporterskich — m.in. „Naznaczeni. Afryka i AIDS” (2003) oraz „Zbawcy mórz” (2013). Autor książek naukowych o historii społecznej PRL oraz o problemach modernizacji peryferyjnej („Skok w nowoczesność”, 2013) i polityce rozwojowej. Publikował m.in. w „Polityce”, „Newsweeku”, „Krytyce Politycznej” czy „Tygodniku Powszechnym”, a za granicą m.in. w „the Guardian” i „El Pais”. W 2017 roku nakładem Wydawnictwa W.A.B. ukazała się jego książka „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków”.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zbrodnia. Twarzą w twarz ze współczesnym niewolnictwem E. Benjamin Skinner
Zbrodnia. Twarzą w twarz ze współczesnym niewolnictwem
E. Benjamin Skinner
To zdanie umieszczone na odwrocie książki sprawiło, że tytuł główny nabrał dla mnie zupełnie innego znaczenia. Początkowo kojarzył mi się wyłącznie z tematyką kryminalną. W tych reportażach ma dużo szerszy zakres i groźniejszy wymiar. Obejmuje zasięgiem cały świat i jest trudne do zauważenia przez przeciętnego człowieka. To niewolnictwo. Mamy XXI wiek, a ono nadal istnieje wbrew i pomimo „dwunastu międzynarodowych konwencji zabraniających handlu ludźmi oraz ponad trzystu międzynarodowych traktatów zakazujących niewolnictwa”. Na dodatek, jak na ironię, polityka poprawności ONZ „doprowadziła do sytuacji , w której obecnie na świecie żyje więcej niewolników niż kiedykolwiek wcześniej w historii ludzkości” i to pomimo uznania go za zbrodnię przeciwko ludzkości. Niewidoczne i nieobecne w świadomości ludzkiej, nadal uchodzi za zjawisko historyczne. Dla niektórych nieistniejące współcześnie. Dla innych niedostrzegane ze względu na głębokość jego ukrycia w państwach europejskich i USA oraz ze względu na powszechność przechodzącą w normę w krajach trzeciego świata. Autor, podejmując się osobistego zbadania tego zjawiska na świecie, największy problem miał właśnie z jego dostrzeżeniem w miejscu, do którego przybywał, pisząc – „gdy przyjeżdżałem do jakiegoś państwa, przez pierwsze tygodnie największym wyzwaniem było dla mnie znalezienie choćby jednego niewolnika. Po nawiązaniu kontaktu z odpowiednimi ludźmi, często podejrzanymi typami, przechodziłem na drugą stronę lustra. Wtedy niewolników dostrzegałem wszędzie”. I zaproponował mi przejście na tę drugą stronę zwierciadła. Prosto do piekła! Do świata, „w którym nie powstrzymano ideologii aprobujących niewolnictwo”, w którym człowiek jest tańszy od świni i w którym nie istnieją żadne traktaty i porozumienia abolicyjne. Przez pięć lat odwiedził dwanaście państw, nagrywając setki wywiadów z niewolnikami, handlarzami niewolników i osobami, którym udało się odzyskać wolność. Zabrał mnie do Port-au-Prince na Haiti, gdzie pokazał życie dzieci zwanych restavekami (nierzadko liczącymi sobie zaledwie trzy lub cztery lata), dla których przemoc to codzienność i pierwszą lekcję zauważania dziecięcego niewolnika – „Piętnastoletni niewolnik jest średnio 3,8 centymetra niższy i 18 kilogramów lżejszy od przeciętnego piętnastolatka. Na skórze mogą mieć oparzenia od gotowania dla swoich panów albo blizny od bicia (do którego może dojść nawet w miejscu publicznym) pejczem martinet, kablami elektrycznymi lub drewnianymi rózgami. Noszą wyblakłe, rozciągnięte, używane ubrania. Chodzą boso lub w sandałach, a jeśli mają szczęście, to w za dużych butach”. I nigdy nie spojrzą ci w oczy. Można z nimi zrobić wszystko – „zgwałcić, zabić, posiekać na kawałki i nakarmić nimi świnie”. Problem ten, przy okazji pisania o historii niewolnictwa na Haiti, zasygnalizował Adam Węgłowski w „Żywych trupach”, nazywając śmierć społeczną znikających ludzi zjawiskiem zombie. Podczas wyprawy do Sudanu pokazał mi konsekwencję długotrwałych konfliktów zbrojnych między północą a południem przekładającym się między innymi na rosnącą skalę niewolnictwa. O tym zjawisku czytałam we wstrząsających wspomnieniach Dave’a Eggersa „Co to za Coś”. Problem handlu niewolnicami seksualnymi w Holandii i Mołdawii przypomniał mi, że ten temat szeroko naświetliła Lydia Cacho w „Niewolnicach władzy”. W Rumunii pokazał mi sprawność dobrze działającej mafii cygańskiej zniewalającej romskie dzieci i dziewczyny do prostytucji, której mechanizmom jej działania Rolf Bauerdick przeznaczył jeden rozdział w „Cyganach”. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich to, co opisała Aleksandra Chrobak w „Beduinkach na Instagramie”, poświęcając rozpaczliwy rozdział niewolnictwu służących, autor poszerzył o robotników budowlanych i dzieci wykorzystywanych do ujeżdżania wielbłądów. To nie wszystko. Wymieniłam tylko te kraje, które były mi znane z wcześniejszych publikacji. Rozproszone, nie przemawiały tak silnie, jak zebrane w tej jednej pozycji. A w tej podróży po niewolniczym piekle odwiedził jeszcze Indie, w których niewolnictwo jest dziedziczne i w których wioski w dwóch trzecich należą do jednego pana, w których dzieci pracują „niewolniczo na straganach z herbatą i w fabrykach produkujących sari”, tkają dywany, łowią ryby i zwijają papierosy po kilkanaście godzin dzienne, w makabrycznych warunkach, przypłacając to zdrowiem i nierzadko życiem. To co najmniej pół miliona dzieci w samej stolicy Delhi. Podróż kończy w USA, gdzie „każdego roku handlarze ludźmi przywożą do Stanów Zjednoczonych więcej niewolników niż ich koledzy po fachu w XVII wieku, jeszcze przed wojną o niepodległość”. Gdzie w centrum moralnego świata na Manhattanie, niedaleko siedziby ONZ, można „w biały dzień kupić zdrowego chłopca lub dziewczynkę. Do wyboru macie niewolnika o dowolnym kolorze skóry”, którego „możecie wykorzystać w dowolnym celu. Najczęstsze zastosowania to seks i pomoc domowa, ale decyzja należy do was.” – zachęca handlarz. Pamiętajmy, cały czas jesteśmy w XXI wieku! Obraz skali problemu dotykającego współczesną ludzkość autor uzyskał dzięki kompleksowemu omówieniu zjawiska niewolnictwa w jednej publikacji. Nie tylko wydobywa go z mroku szarej strefy, odwiedzając opisywane miejsca, fabryki, burdele, prywatne domy handlarzy, dzielnice czerwonych latarń, wioski niewolników, przemierzając drogę handlu od sprzedawcy do nabywcy i pozorując takie procedury, nie tylko przytacza kilka wstrząsających i tragicznych losów konkretnych osób spośród setki poznanych, by dać twarz statystykom, ale również pokazuje sylwetki osób działających w ruchach abolicjonistycznych. Ludzi spalających się dla sprawy, ale i polityków, szczególnie amerykańskich, wykorzystujących problem do rozgrywek dyplomatycznych lub walki politycznej o władzę. Obnaża również hipokryzję amerykańskiego rządu. Wskazuje poważne wady amerykańskiej strategii, z których największą jest walka ze skutkami, a nie z przyczynami. W efekcie „handel ludźmi wykorzystywanymi seksualnie przypominał hydrę. Zamknij jeden duży burdel, a gdzie indziej wyrosną dwa mniejsze. Zamknij i te, to handlarze zaczną dowozić dziewczyny do klientów. Zaaresztuj lub zabij handlarzy działających wzdłuż jednej trasy, kolejni pojawią się przy innej, gdzie urzędnicy chętniej biorą łapówki. Zrób porządek na jednej granicy, a handlarze opanują setki kilometrów niestrzeżonych granic przecinających całą Europę. Rozbij siatkę przestępczą nadzorowaną przez mafię, w jej miejsce powstanie trzydzieści lokalnych przedsięwzięć.” Taka sytuacja sprzyja utopijnemu myśleniu, że zwalczenie wszystkich form niewolnictwa jest niemożliwe. Zwłaszcza, że przynosi największe zyski zaraz po handlu bronią. Autor temu podejściu przeciwstawia się. Jest przekonany, że wprawdzie „niewolnictwo towarzyszy ludzkości od ponad pięciu tysięcy lat, a jednak dzięki wzmożonym i skoordynowanym wysiłkom możemy je wyeliminować w ciągu jednego pokolenia”. Chociażby poprzez „przeciąganie” ludzi na drugą stronę lustra, by zobaczyli współczesne piekło niewolników. Nie poprzestaje jednak tylko na uświadamianiu czytelników. Podpowiada, co można zrobić jeszcze, by nie pozostać świadomym, ale biernym lub, co gorsza, nie wyrzucić z pamięci tego wszystkiego, o czym napisał, powracając w stan wygodnego zapomnienia o najbardziej palącym i najbardziej lekceważonym problemie społecznym – pamiętajmy! - będącym zbrodnią przeciwko ludzkości. Na swój skromny sposób (a liczy się każdy) dołączam do autorytetów tego świata promujących tę pozycję – Billa Clintona i Elie Wiesela – i podsuwam to „lustro” kolejnym czytelnikom. Zupełnie inaczej patrzy się wtedy na dziewczyny przy autostradach łapiących klientów. Nie w kategoriach moralno-oceniających, ale w kategorii niewolnictwa. Wtedy widzi się niewolnictwo i jego ofiary również w Polsce. http://naostrzuksiazki.pl/
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 8 6 lat temu
Źle ma się kraj. Rozprawa o naszych współczesnych bolączkach Tony Judt
Źle ma się kraj. Rozprawa o naszych współczesnych bolączkach
Tony Judt
Moja znajomość ze zmarłym ponad 10 lat temu autorem to zasługa Gazety Wyborczej, która dosyć często w weekendowych wydaniach publikowała samodzielne eseje, albo fragmenty tłumaczonych kolejnych książek Tony Judta. I tak jak dzisiaj się dziwię, że dałem się tak sprytnie złapać na lep publikacji Adama Michnika i jego gazetowych druhów, tak lektury książek (w sumie czterech) Judta nie uważam za jakieś nieporozumienie. Owszem, Tony Judt jest kojarzony z lewicą amerykańską, czyli demokratami. Dosyć wyraźnie wspomina o tym, że serca ma po lewej stronie i chociaż dzisiaj moje sympatie polityczne to krańcowe antypody wobec tego gdzie sytuuje się "coś", co uzurpuje sobie prawo do bycia kontynuatorem XIX lewicy ( co jest ewidentnym nadużyciem) to punkt widzenia zawarty w jego książkach, jest mi w zasadzie bliski. Książkę czytałem ponad 10 lat temu i mimo, że dzisiaj wyraźnie uległem jakieś formule konserwatywnej, to wiele spostrzeżeń i postulatów Judta jest mi bliskich. Wk... mnie kiedy widzę, że naprawdę sensowna idei socjalizmu, ze swoim fundamentalnym postulatem równości, wrażliwością na wszelkie przejawy niesprawiedliwości, nieuczciwości, niemoralności została wrobiona w coraz bardziej idiotyczne postulaty feministyczne (chociażby bezkarność dla alfonsów) z nieśmiertelnym postulatem aborcji ( w każdym momencie ciąży), walkę o prawa mniejszości seksualnych, które ocierają się momentami o granice dobrego smaku, czy zagadnień tożsamości z ideą transpłciowowości na czele. Mnie też irytuje fakt, że młodzież zamiast swoich czasami może i idiotycznych idei, pomysłów na zbawienie świata, myśli tylko o jednym - jak zrobić wielką kasę. I na końcu książki (jego już ostatniej) ma Judt nadzieję, że z początkiem nowego tysiącleci zostawiliśmy "samolubne dziesięciolecia" za sobą, ale po tym co widać wokół, okazuje się, że były to nadzieje płonne. I na koniec przypomniałem sobie jego komunikacyjny symbol sensownego i sprawiedliwego społeczeństwa. Nie, samochód (gdzie każdy jedzie inną stronę, z różną szybkością i jedni w 20 letnich rzęchach, a inni w najnowszym Alfa Romeo, nie samolot , ale pociąg. Bo pociągiem jedziemy wszyscy w tym samym kierunku, z tą samą prędkością i może w różnych przedziałach, ale za to z tym samym poczuciem bezpieczeństwa. Dobre.
werblista - awatar werblista
oceniła na 7 1 rok temu
Ja, inny. Kronika przemiany Imre Kertész
Ja, inny. Kronika przemiany
Imre Kertész
Zastanawia się Imre Keretesz u schyłku życia nad sprawami podstawowymi, śmiercią, która nieuchronnie nadchodzi, życiem, pamięcią i przede wszystkim nad sposobem wyrażenia siebie, co okazuje się zadaniem niewykonalnym, zdaje sobie bowiem sprawę, że język jako środek wyrazu jest ograniczony, i tylko właśnie jako tekst, kod może się manifestować człowiek, autor. No ale to nie ma nic wspólnego z pragnieniem odsłonięcia siebie, oddaniem,bo ostatecznie człowiek jest poza tekstem (słowem). Z pamięcią również nie jest najlepiej. To jednostkowa tożsamość, nieistotna bo nawet chwila tworzenia jest aktualna tylko w teraźniejszości. Kontynuacja tej chwili to już ktoś inny. Miło było, gdy Keretesz odwoływał się do Gombrowicza, Brandysa. W chwili śmierci człowieka zdradzamy go, wyrzekamy się korzystając z samozachowawczego mechanizmu, by jakoś móc żyć dalej. Okrutne. Paradoks, może nawet przekleństwo polega na tym, że jesteśmy skazani na to samo. Na samotność chwili ostatniej, w której zmierzymy się z otaczającą mgłą, ulegli, bez możliwości buntu. A tymczasem… trzeba robić wszystko żeby nie oszaleć. Mądry facet, pisze: „Ospały, późny jesienny zmierzch przechodzący w wieczór, tęskny, nieokreślony ból jak po wielkiej stracie, który ogarnia nas w obcych miastach na widok ciepłych domów, przyjemnych kawiarni ze świeczkami, kiedy błąkamy się nad rzeką, to ten bezimienny, pradawny ból, zamknięty skórą, włosami, charakterem, ból indywiduum cierpiącego w celi Ja, pragnienie uwolnienia się z więziennej celi. Byk w takich chwilach ryczy tępo, z pretensją, i daje oszukać się jałówką – a przecież nie o to chodzi.” To jeden z piękniejszych fragmentów prozy jakiego doświadczyłem. Sporo można pisać o tej książce, właściwie bez końca, skarbnica wiedzy, uczuć i przede wszystkim mądrości. Polecam.
fiszer - awatar fiszer
ocenił na 9 25 dni temu
Afrykańska odyseja Klaus Brinkbäumer
Afrykańska odyseja
Klaus Brinkbäumer
Często najprostsze pomysły są najlepsze. Klaus Brinkbäumer postanowił odnaleźć jakiegoś emigranta z Afryki Zachodniej i przejść (lub raczej przejechać) z nim całą jego drogę z Zatoki Gwinejskiej na północ, poprzez piaski Sahary i góry Atlasu do Hiszpanii, czyli europejskiego raju. Zdawałoby się, że podróż taka będzie tylko namiastką prawdziwej afrykańskiej odyseji, że cokolwiek wydarzy się w drodze, nie będzie niczym więcej niż turystyczną przygodą. Autor i jego towarzysze przemierzyli ponad 5000 kilometrów i relacja Brinkbäumera dobitnie pokazuje, że nie była to prosta sprawa. Ani dla Johna Ekowa Ampana, którego drogę do Europy powtórzono, ani dla jego rodziny, ani nawet dla niemieckiego dziennikarza. O tematyce migracji na naszym globie napisano już pewnikiem całe stosy książek. „Afrykańska odyseja” nie pretenduje do bycia dziełem podejmującym ten temat całościowo. Brinkbäumer koncentruje się na kilku osobach, których losy są przykładowe dla przeżyć i dramatów całego legionu emigrantów afrykańskich. Jego relacja jest dlatego bardzo emocjonalna, ale wydaje mi się równocześnie wyważona i informatywna. Po lekturze tych reportaży jedno stało się jasne. Europejczycy chowają głowy w piasek w nadziei, że problem da się rozwiązać poprzez pompowanie pieniędzy w ochronę granic i popieranie brutalnych afrykańskich dyktatorów. Równie dobrze możnaby używać kremu do pielęgnacji rąk jako lekarstwa na raka.
Zoltar - awatar Zoltar
ocenił na 7 5 lat temu
Reporterzy bez fikcji. Rozmowy z polskimi reporterami Agnieszka Wójcińska
Reporterzy bez fikcji. Rozmowy z polskimi reporterami
Agnieszka Wójcińska
„Po co ty to czytasz? Przecież oni to wszystko zmyślają” – powiedział mi kiedyś z ironią na twarzy kolega, gdy zobaczył, jak trzymam pod pachą Gazetę Wyborczą, a w niej dodatek z reportażami. Kolega jest prawicowy. Ja nigdy nie byłem ani prawicowy, ani lewicowy w tym polskim, gnuśnym sensie tego podziału. Czytałem te reportaże, bo było to zwyczajnie dobre dziennikarstwo. Wyborcza zawsze miała najlepszą ławkę w tej branży. Najpierw się na kolegę zdenerwowałem. A potem zacząłem się zastanawiać, czy mi przeszkadza to ich starozakonne zmyślanie. I doszedłem do wniosku, że w ogóle nie przeszkadza. Agnieszka Wójcińska rozmawia w tej książce z kilkunastoma polskim reportażystami z Gazety Wyborczej właśnie o tym zmyślaniu. Okazuje się, że zmyślać to wcale nie jest łatwo. Reportaż nie jest fikcją, ale nie jest też dokumentem. Jest gdzieś pomiędzy. To balansowanie stanowi wyzwanie każdego reportażysty. Ale chyba jeszcze ważniejsza jest umiejętność opowiadania o emocjach. Napisać „Dzisiaj w Gazie zginęło 90 palestyńskich cywilów” jest dość prosto. Spróbuj jednak wyrazić na papierze całe to emocjonalne gówno, cały ten ogrom indywidualnych cierpień, całą tę złość, które się za tym kryją. Spróbuj i pamiętaj, że pisząc o tym, bierzesz cząstkę tego gówna na siebie i że niełatwo będzie ją potem z siebie zmyć. Spróbuj. Ja nie potrafię. https://radekoryszczyszyn.wordpress.com/2024/05/06/nie-przeszkadza-mi-to-zmyslanie/
Radek Oryszczyszyn - awatar Radek Oryszczyszyn
ocenił na 7 1 rok temu

Cytaty z książki Naznaczeni. Afryka i AIDS.

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Naznaczeni. Afryka i AIDS.