Interwencje

Okładka książki Interwencje
Noam Chomsky Wydawnictwo: Sonia Draga publicystyka literacka, eseje
200 str. 3 godz. 20 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Interventions
Data wydania:
2008-04-01
Data 1. wyd. pol.:
2008-04-01
Liczba stron:
200
Czas czytania
3 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375080759
Tłumacz:
Witold Walecki
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Interwencje w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Interwencje

Średnia ocen
7,2 / 10
46 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1068
1067

Na półkach:

Zbiór felietonów z lat 2002-2006 głównie dotyczących Bliskiego Wschodu. Mają tak po 5-7 stron. Dziś to raczej historia. Za pośrednictwem faktów Chomsky przedstawia, że inwazja na Irak to był błąd. Bush Junior nie ma żadnej strategii, co rozwiązania konfliktu między Palestyną a Izraelem.

Zbiór felietonów z lat 2002-2006 głównie dotyczących Bliskiego Wschodu. Mają tak po 5-7 stron. Dziś to raczej historia. Za pośrednictwem faktów Chomsky przedstawia, że inwazja na Irak to był błąd. Bush Junior nie ma żadnej strategii, co rozwiązania konfliktu między Palestyną a Izraelem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

180 użytkowników ma tytuł Interwencje na półkach głównych
  • 112
  • 66
  • 2
38 użytkowników ma tytuł Interwencje na półkach dodatkowych
  • 28
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Interwencje

Inne książki autora

Noam Chomsky
Noam Chomsky
Noam Chomsky (ur. 7 grudnia 1928) – profesor językoznawstwa, współtwórca gramatyki transformacyjno-generatywnej, jeden z największych współczesnych autorytetów w dziedzinie lingwistyki. Znany ze swoich skrajnie lewicowych poglądów oraz ostrej krytyki polityki zagranicznej USA i innych państw Zachodu. Jego bogata bibliografia zawiera nie tylko pozycje z dziedziny językoznawstwa, ale również traktaty polityczne, artykuły, eseje. Do najważniejszych tytułów należą Rok 501: Podbój trwa. (Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa-Poznań 1999), Hegemonia albo przetrwanie: Amerykańskie dążenie do globalnej dominacji (Studio Emka, 2005) oraz Polityka, anarchizm, lingwistyka (Oficyna Trojka, 2007).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Przemoc. Sześć spojrzeń z ukosa Slavoj Žižek
Przemoc. Sześć spojrzeń z ukosa
Slavoj Žižek
W cyklu sześciu esejów Žižek dokonuje analizy zjawiska przemocy, czerpiąc z filozofii, psychoanalizy, polityki i kultury popularnej. Inspiruje się dorobkiem Hegla, Marksa i Lacana, ale we właściwy sobie sposób łączy refleksję naukową z odwołaniami do kultury masowej, w tym hollywoodzkiej kinematografii. Niestety nie jest to spójny i rzeczowy wywód. Autor skacze z tematu na temat, ucieka w dygresje i anegdoty, pozostawia wiele kwestii otwartych. Jeśli spróbować wycisnąć z tego jakąś wiodącą tezę, to chyba tylko tę, że przemoc, której przyglądamy się na co dzień w telewizji i na ulicach, ma wyłącznie charakter wtórny i dlatego próby jej ugaszenia są nieskuteczne w dłuższym czasie. Podłożem tej przemocy subiektywnej (jak ją określa Žižek) jest przemoc obiektywna, niedostrzegalna na pierwszy rzut oka, której źródłem jest istniejący system kapitalistyczny i ukształtowane przezeń systemy polityczne. Žižek podkreśla, że przemoc obiektywna rzadko bywa przedmiotem refleksji, a tłumiona jest przez powszechne nawoływania do humanitarnej aktywności, wezwania do działania. To nie pozostawia czasu na myślenie i kontestację. Tymczasem bez cierpliwości i chłodnej, krytycznej analizy niemożliwe jest zrozumienie istoty przemocy. Całość trudno nazwać lekkostrawną. I to nie tylko dlatego, że styl chwilami jest pogmatwany i bełkotliwy, ale także dlatego, że poza totalna dekonstrukcją autor w zasadzie niczego nie proponuje. Nawet jeśli poważnie potraktować jego wezwanie do światowej rewolucji - to, co dalej?
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na 6 2 lata temu
Makdonaldyzacja społeczeństwa George Ritzer
Makdonaldyzacja społeczeństwa
George Ritzer
Z początku robi dobre wrażenie, potem rozczarowuje, bo autor wielokrotnie naciąga przykłady pod tezę. Podzielam ponadto opinię innych czytelników, że książka jest rozwleczona - nie potrzeba aż tak wielu technicznych szczegółów funkcjonowania barów szybkiej obsługi ani przykładów racjonalizacji w innych dziedzinach, by pokazać o co chodzi w ogólnej tendencji. Generalnie jeśli chodzi o opis zjawiska i obserwacje, to nie mam wiele do zarzucenia. Zgadzam się ze zdaniem autora na temat negatywnego wpływu wielu aspektów makdonaldyzacji na społeczeństwo. Poznałem mechanizmy i praktyki, o których wcześniej nie wiedziałem. Dodatkowym plusem jest możliwość poznania szczegółów amerykańskiego życia codziennego, które, mimo wielu wpływów, którym ulegliśmy, i tak różni się od naszego. Czasem zarzuty autora są niejasne i sprzeczne, trudno dojść o co mu właściwie chodzi. Praca w fabryce przy linii produkcyjnej jest zła i dehumanizująca ponieważ polega na wykonywaniu ciągle tej samej sekwencji czynności, ale źle, że makdonaldyzacja doprowadziła do przesunięcia na klienta wielu czynności w handlu i usługach, które wcześniej wykonywał specjalny pracownik (jak tankowanie samochodu albo pakowanie zakupów). A zastąpienie pracowników wykonujących dehumanizującą powtarzalną pracę robotami też jest złe. Inną sprawą jest utożsamienie makdonaldyzacji z powojenną kulturą amerykańską przy jednoczesnym zdefiniowaniu tego zjawiska jako modelu funkcjonowania różnych sektorów społeczeństwa opartego na: ciągłym racjonalizowaniu metod działania prowadzącemu do zwiększenia ilości i szybkości produkcji dóbr oraz świadczenia usług, wyeliminowaniu nieprzewidywalności i przerzucania części zadań na użytkowników. Autor uważa, że kraje bloku wschodniego zmakdonaldyzowały się dopiero po otwarciu się na zachód, a uczyniły to w reakcji na swoje wcześniejsze realia: niezracjonalizowane, nieefektywne, z dużym czynnikiem nieprzewidywalnym. Nie zgadzam się z tym, bo ZSRR i państwa od niego zależne opierały zarówno swoją narrację, jak i działania na dokładnie takich samych zasadach. Dążono do ustandaryzowania usług, towarów, wprowadzania komputerowych systemów sterowania przedsiębiorstwami (np. kołchozami w Gruzińskiej SRR w latach 70), zracjonalizowania i uefektywnienia wszystkich dziedzin życia łącznie z wypoczynkiem (wielkie czarnomorskie kompleksy wczasowe). Od Kiszyniowa po Kamczatkę budowano takie same blokowiska, przy których amerykańskie przedmieścia z prefabrykatów wyglądają niepoważnie. Za miarę sukcesu przyjęto łatwe do policzenia osiągnięcia - tony stali, kilometry dróg, procent zelektryfikowanych wsi, tony węgla wydobyte na jednej zmianie przez stachanowców, i tak dalej, co pasuje do aspektu wymierności, wzmiankowanego przez autora w pierwszym rozdziale. Jedyna znacząca różnica polegała na tym, że w ZSRR wiele z tych rzeczy prowadzono na tyle nieudolnie, że ostateczny efekt był nieefektywny i nieprzewidywalny. Niektóre kwestie autor pojmuje po prostu źle. Na przykład przedstawia domowe pomiary ciśnienia jako czynność w domyśle wykonywaną przez personel, która została przerzucona na klienta (pacjenta). Oczywiście to nieprawda, pomiary ciśnienia dokonywane w domu dostarczają informacji, których nie da się uzyskać przez okresowe ambulatoryjne badania. Przy wszystkich swoich wadach, „Makdonaldyzację społeczeństwa” warto przeczytać, bo jest po pierwsze absorbująca, a po drugie pobudza do rozmyślań, choć ich wnioski mogą okazać się w wielu miejscach sprzeczne z tym, co uważa autor. W każdym razie całkiem beznadziejnej książki nie przeczytałbym tak szybko i nie miałbym ochoty opisywać swoich wrażeń.
twujstary8 - awatar twujstary8
ocenił na 6 8 dni temu
Żyjąc w czasie pożyczonym. Rozmowy z Citlali Rovirosa-Madrazo Zygmunt Bauman
Żyjąc w czasie pożyczonym. Rozmowy z Citlali Rovirosa-Madrazo
Zygmunt Bauman
Bardzo lubię formę wywiadów z profesorem Baumanem. W tym przypadku, pytania mają kilka stron, po czym odpowiedzi kilkanaście. Trochę irytujące jest, być może zbyt usilnie uczone zadawanie pytań przez autorkę - odpowiedzi, często nie są wprost odpowiedziami na te pytania, pytania stanowią jedynie jakby zaproszenie do wypowiedzenia się. Nie mniej jednak te odpowiedzi dają bardzo wiele do myślenia. Oczywiście pełna erudycja i oczytanie, charakterystyczne zresztą dla profesora. Poza tym książka, to świetny przegląd myśli ludzkiej pochodzącej również i od innych autorów. "Osobiście skłaniam się zdecydowanie ku stanowisku mojego uczonego przyjaciela, Leszka Kołakowskiego, który interpretował religię jako przejaw/wyraz niewystarczalności człowieka. Zgodnie z tym, co mówi nam przywoływane już przeze mnie twierdzenie Gödla (że system nie może być jednocześnie niesprzeczny i zupełny; jeśli nie wchodzi w sprzeczność z własnymi zasadami, pojawiają się problemy, z którymi nie umie sobie poradzić, a jeśli próbuje je rozwiązywać, nie może tego uczynić, nie popadając w sprzeczność z założeniami, na których się opiera), wspólnota ludzka staje wobec problemów, których nie umie pojąć lub/i z którymi nie umie sobie poradzić. W konfrontacji z takimi problemami logika ludzka kuleje i zawodzi" "Nawiasem mówiąc, właśnie dlatego Kołakowski ma absolutną rację, gdy zauważa, że uczeni teologowie wyrządzali religii więcej szkody niż pożytku, próbując za wszelką cenę przedstawić „logiczne dowody” na istnienie Boga. Od służenia logice ludzkość ma dyplomowanych fachowców i specjalistów. Ludzie potrzebują Boga ze względu na Jego cuda, a nie po to, by stosował się do praw logiki; chcą, żeby był nieprzenikniony i nieprzewidywalny, a nie przejrzysty i schematyczny; potrzebują Jego zdolności do swobodnego zmieniania biegu zdarzeń (nie tylko przyszłych, ale także, jak chciał Lew Szestow, minionych, „już dokonanych”); potrzebują Boga zdolnego unieważnić porządek rzeczy, zamiast ulegać mu niewolniczo, jak czyni to większość ludzi przez większą część życia. Krótko mówiąc, ludzie potrzebują wszechobecnego i wszechmogącego Boga, aby ogarnąć wyobraźnią, a może nawet poskromić i oswoić wszystkie te straszne i najwyraźniej obojętne, głuche i ślepe siły, które znajdują się poza zasięgiem ludzkiego pojmowania i działania." "Jak pisze Lawrence Grossberg, „coraz trudniej wskazać obecnie miejsca, w których można by zadbać o coś z takim przekonaniem, by się w sprawę w pełni zaangażować i całkowicie jej oddać”[14]. Grossberg ukuł termin „ironiczny nihilizm” na określenie postawy ludzi, którzy, gdyby ich naciskano, mogliby tak oto wytłumaczyć motywy swojego postępowania:   Wiem, że oszustwo jest złem, i wiem, że oszukuję, ale to zwykła kolej rzeczy, bo tak już jest na świecie. Wiadomo, że życie i wszystkie życiowe wybory opierają się na przekrętach i szwindlach, ale skoro wszyscy zdążyli się z tym pogodzić, nie ma innego wyboru. Każdy oszukuje, bo wie, że wszyscy wokół oszukują, więc gdybym sam nie oszukiwał, cierpiałbym z powodu swojej uczciwości." "Rodzice przyszłych robotników i żołnierzy mieli do odegrania prostą i jednoznaczną rolę. W społeczeństwie wytwórców/żołnierzy doby „stałej nowoczesności” rola rodziców polegała na wpajaniu dzieciom wewnętrznej dyscypliny, niezbędnej komuś, kto, nie mając wyboru, musiał znosić cierpliwie monotonną rutynę panującą w miejscu pracy lub koszarach wojskowych, i kto w późniejszych latach sam miał z kolei służyć własnym dzieciom za wzorzec normatywnie regulowanego zachowania. Między wymaganiami hali fabrycznej i koszar wojskowych a rodziną, kierującą się zasadami nadzoru i posłuszeństwa oraz zaufania i przywiązania, zachodziło silne sprzężenie zwrotne" "W czasach płynnej nowoczesności panika związana z masturbacją ustąpiła miejsca panice związanej z seksualnym wykorzystywaniem dzieci. Ukryte zagrożenie, źródło nowej paniki, czai się tym razem nie w seksualności dzieci, ale ich rodziców. Łazienki i sypialnie jawią się nadal jako potencjalne gniazda ohydnego występku, ale tym razem to rodziców oskarża się o grzeszne skłonności. Celem obecnej wojny –deklarowanym otwarcie i głośno czy też realizowanym po cichu i skrycie –jest  o s ł a b i e n i e  kontroli rodzicielskiej, pozbycie się wszędobylskiej, wścibskiej i natrętnej obecności rodziców oraz ustanowienie i utrwalenie dystansu między dorosłymi a dziećmi w rodzinie i w kręgu przyjaciół rodziny, jednym słowem, dokładne przeciwieństwo celów wcześniejszych kampanii." "Tamta pierwsza panika skutkowała wzrostem władzy rodzicielskiej, skłaniała jednak także dorosłych do uznania i przyjęcia odpowiedzialności za (i względem) dzieci oraz należytego wypełniania swoich obowiązków wobec nich. Dzisiejsza panika zwalnia dorosłych z ich obowiązków wobec dzieci, zastępując poczucie odpowiedzialności strachem przed pomówieniem o nadużycie władzy."
Maciek - awatar Maciek
ocenił na 8 7 lat temu
Zderzenie cywilizacji Samuel P. Huntington
Zderzenie cywilizacji
Samuel P. Huntington
Książka swego czasu (ukazała się pod koniec XX w.) bardzo wpływowa, ale też bardzo kontrowersyjna - dzisiaj chyba już tylko krytykowana i to nie tylko z perspektywy politologicznej. Huntington proponuje w niej tezę, że przyszłe konflikty międzynarodowe będą wynikały nie z różnic ideologicznych czy ekonomicznych, lecz z głębokich podziałów kulturowych i cywilizacyjnych. Zgodnie z tym założeniem Huntington dzieli świat na osiem głównych cywilizacji: zachodnią, islamską, hinduską, chińską, japońską, prawosławną, latynoamerykańską i afrykańską. Twierdzi, że od zakończenia zimnej wojny linie podziału nie przebiegają już między blokami ideologicznymi, lecz w obrębie kultur i religii. Centralnym punktem jego analizy jest przekonanie, że różnice cywilizacyjne stanowią główną przyczynę napięć i konfliktów na świecie. Głowną osią krytyki tego podejścia jest etnocentryzm i liczne uproszczenia. Autor schematyzuje różnorodność kultur, traktując je jako monolityczne bloki cywilizacyjne. Ignoruje dynamiczne interakcje i wzajemne wpływy między kulturami, co prowadzi do fałszywego obrazu świata. Ignoruje wewnętrzne różnice w obrębie poszczególnych cywilizacji. Na przykład, w obrębie cywilizacji zachodniej istnieją liczne podziały (np. między katolicką a protestancką Europą). Podobnie, w cywilizacji islamskiej istnieje duża różnorodność tradycji i interpretacji religijnych, co czyni ją bardziej złożoną niż przedstawia to Huntington. Huntington niesłusznie też przewiduje, iż konflikty między cywilizacjami będą dominować w przyszłości. Jednak wiele z tych przewidywań nie sprawdziło się. Na przykład, stosunki między krajami zachodnimi a krajami islamskimi, takie jak współpraca z Arabią Saudyjską czy Turcją, nie pasują do schematu „zderzenia cywilizacji”. Autor nie uwzględnia współczesnych trendów, takich jak globalizacja, migracje czy rozwój technologii, które prowadzą do większej integracji i współpracy między różnymi kulturami. Pomija też fakt, że współczesne społeczeństwa są coraz bardziej zróżnicowane i wielokulturowe, co stoi w sprzeczności z tezą o nieuchronnym zderzeniu cywilizacji. Chociaż teza Huntingtona była wpływowa i wywołała szeroką dyskusję, jej uproszczenia i etnocentryzm sprawiły, że okazałą się nieadekwatna do opisu współczesnych stosunków międzynarodowych. Konflikty nie wynikają jedynie z różnic cywilizacyjnych, ale są wynikiem złożonych interakcji politycznych, ekonomicznych i społecznych.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na 6 6 miesięcy temu
Technopol. Triumf techniki nad kulturą Neil Postman
Technopol. Triumf techniki nad kulturą
Neil Postman
Technopol. Triumf techniki nad kulturą Autor: Neil Postman Moja ocena: 9/10 „Technopol. Triumf techniki nad kulturą” to niezwykle przenikliwa i inspirująca publikacja, w której Neil Postman podejmuje próbę analizy wpływu rozwoju technologii na kształt współczesnych społeczeństw. Autor z charakterystyczną dla siebie klarownością i głębią intelektualną prowadzi czytelnika przez kolejne etapy przeobrażeń cywilizacyjnych, ukazując, jak kolejne wynalazki – począwszy od pisma, poprzez druk, aż po technologie cyfrowe – zmieniały nie tylko sposób, w jaki funkcjonujemy, ale również sposób, w jaki myślimy, komunikujemy się i tworzymy kulturę. Postman nie popada w tani technopesymizm, ale jego analiza jest zdecydowanie krytyczna i wyważona. Książka nie tylko wskazuje na zalety postępu technologicznego, ale przede wszystkim zwraca uwagę na nieoczywiste koszty, jakie ponosi społeczeństwo, gdy technika zaczyna dominować nad innymi sferami życia – zwłaszcza nad kulturą, edukacją i religią. To nie jest lament za przeszłością, lecz głęboka refleksja nad tym, czy jako społeczeństwo umiemy jeszcze stawiać pytania o sens i cel technologicznych innowacji, czy też bezrefleksyjnie akceptujemy wszystko, co nowe. Szczególnie interesujące jest szerokie tło historyczne, które autor wprowadza już od samego początku – od momentu wynalezienia pisma – pokazując, że każda epoka miała swój własny stosunek do narzędzi i technologii, a to, co dziś wydaje się nam naturalne, w rzeczywistości jest wynikiem długiego procesu zmian cywilizacyjnych i kulturowych. Choć polskie wydanie książki ukazało się w 1995 roku, a sam tekst powstał jeszcze wcześniej, uderzająca jest jego aktualność. W dobie wszechobecnych algorytmów, mediów społecznościowych, automatyzacji i sztucznej inteligencji, refleksje Postmana wydają się nie tylko trafne, ale wręcz prorocze. Oczywiście, można by dziś tę książkę uzupełnić o kolejne przykłady i współczesne konteksty, jednak jej fundamentalne przesłanie pozostaje niezwykle aktualne: technologia nie jest wartością samą w sobie – to narzędzie, które musi podlegać etycznej i kulturowej kontroli. „Technopol” to książka wymagająca, ale też bardzo wartościowa. Zmusza do zatrzymania się, zadania pytań o kierunek, w jakim zmierza współczesny świat i o to, co w tym świecie naprawdę powinno być najważniejsze. Polecam ją wszystkim, którzy interesują się społecznymi skutkami rozwoju technologii oraz tym, którzy chcą zrozumieć, dlaczego nie wszystko, co nowe, jest automatycznie dobre. Zdecydowanie warto przeczytać – to pozycja, która nie traci na znaczeniu mimo upływu lat. ** 23:36 * 23.06.2025 * 56/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 9 9 miesięcy temu
Koniec historii Francis Fukuyama
Koniec historii
Francis Fukuyama
Nieszczęściem dla tak fajnego tytułu, jaki ma ta książka jest to, że niestety zupełnie i dość bezrefleksyjnie przytaczany jest jako "literalnie" rozumiany koniec historii. Tymczasem w gruncie rzeczy nie o koniec dziejów chodzi. Autor omawia granice ewolucji ustrojów społeczno-politycznych w odniesieniu do kluczowych wartości. I tutaj jest tzw. pies pogrzebany. Jeżeli dla odbiorcy/czytelnika, wartości takie jak: wolność, prawo wyboru, równość wobec prawa, kadencyjność władz, poszanowanie życia, czyli sumarycznie: demokracja liberalna, są zupełnie inaczej rozumiane, to też przekaz tej książki będzie rozmijał się z oczekiwaniami. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę ewolucje systemów społeczno-politycznych od zarania oraz to, jakie reprezentują wartości, demokracja liberalna jest finałem. Historia się nie skończy, ale nic nie wymyślono lepszego w zakresie systemów politycznych dla "dobra człowieka". Żadne despotie, tyranie, autokratyzmy, teokratyzmy, fundamentalizmy, konserwatyzmy długo się nie utrzymały chyba, że ich agonie wymagają kroplówki przemocy. Wolności nie da się niczym lepszym zastąpić i to jest granica końca. Za nią niekoniecznie będzie lepiej, ale nie gorzej niż w cytowanych wcześniej "...izmach". Pytanie jest zasadnicze, którym pasowało by w tej książce się zaopiekować: co uczynić, aby demokracja liberalna nie zdryfowała w owe "izmy" i związane z nimi: populizmy, szowinizmy, fundamentalizmy.
Art - awatar Art
ocenił na 8 15 dni temu
Made in USA Guy Sorman
Made in USA
Guy Sorman
No cóż - jedna osoba którą obserwuje na youtubie, jest fanem Guy Sorman - i chciałem coś przeczytać by sobie wyrobić opinię samemu o tej postaci. Podoba mi się jak ta książką jest osadzona w 2004 - zarówno jakimi wtedy problemami żyła USA (czy to otyłość, czy to lament republikanów jak to już nigdy nie wygrają bez takich ludzi jak Schwarzenneger), jak i perspektywa europejska - a właściwie francuska. Tutaj muszę przyznać się zdziwiłem jak pozytywnie i z wiarą patrzy na amerykański system Guy Sorman - jestem ciekaw czy po latach ma tak samo, czy może zmienił ten pogląd - nie zmienia to faktu że tematy które porusza fajnie pokazują jak były istotne wtedy ale przebrzmiały, albo jak wtedy były pomijanalne i zostały lekko wspomniane a teraz je widzimy ze wzmożoną siłą. Odkrywcze lekko dla mnie było (ale chyba raczej znane) że od XVIII wieku Europa i USA rozeszły się w kontekście świeckości państwa - u nas laicyzm, szczególnie w krajach katolickich jak Francja, Polska czy Włochy oznacza oddzielenie się państwa od kościoła - u nich to oznacza brak czapy państwowej na religią. U nas do rozdziału dążyli liberałowie czy oświeceniowcy plus może mniejszości religijne (bo nie miały często praw jak wyznanie dominujące). U nich to byli oprócz ich oświeceniowców byli baptyści czy inni kwakrzy którzy kojarzyli powiązania anglikańskiego kościoła z królem. Także w skrócie wolność od religii w Europie, w USA wolność do religii Brak klasycznej lewicy - Guy Sorman stawia znak pytania czy to związane z kalwińskim stylem. Pada często zwrot rewolucji kulturowej z lat 60 tych i reakcje konserwatywną z lat 80 tych. Ciekawe stwierdzenie że Ameryka 2004 jest połączeniem swobody lat 60tych i moralności lat 80tych. Bardzo mi się odkrywcza wydawało nazwanie jednej cechy jaka charakteryzuje Amerykanów jaka padła w kolejnym rozdziale - teatralizacja - jak się głębiej zastanowić prawie każda dziedzina życia amerykanów jest teatralnie przystosowana - sądy? ławy przysięgłych, wieczne przepychanki i ubieranie się by się spodobać czy to damskich czy to męskim przysięgłym i gra pozorów - nie jestem pewien czy klasyczne europejsko-kontynentalny system z sędziem jest bardziej uczciwy (mimo wszystko myślę że tak) ale system przysięgłych w USA jest bardziej zrobiony pod kręcenie filmu... Podobnie jest ze służbą zdrowia i skomplikowaniem tego systemu - historie o tym jak ktoś wolał by odciąć palec niż go przyszyć bo go nie stać aż się proszą o sfilmowanie. Kultura czirliderek i footbolu amerykańskiego wraz z balem na koniec collegu - też jakoś skrojone pod filmy. Ciekawy aspekt braku limitu kwoty o jaką można się domagać od szpitala - sprawia że szpitale muszą się ubezpieczać tak naprawdę na nieograniczoną ilość pieniędzy - w efekcie czego podnoszą koszty badań podstawowych by mieć na podwyższoną składkę ubezpieczeniowa... Wydaje się że limit nawet duży dla zwykłego człowieka (powiedzmy 20 milionów dolarów) byłby lepszym rozwiązaniem - ale łamało by to amerykański sen o pokonaniu korporacji. To myślę jest coś czego analizę chętnie bym przeczytał - na ile amerykanie marnują pieniądze na skomplikowanie swojego systemu. (tak naprawdę wydaje się, że bardziej optymalna mogłaby być dla nich powszechna służba zdrowia - bo i tak mają państwową składkę zdrowotną dla emerytów, urzędników, bardzo biednych) a na ile dzięki nim zyskują w czymś ciężko namacalnym jak historie dla filmów. Ciekawe powiązanie disneylandów i parków tematycznych z filmem Truman show - gdzie główna postać jest osobą znajdującą się całe życie w reality show. Pewną tezą tej teatralizacji wiązanie jest z specyfiką religijności amerykańskiej - i tej specyfiki gdzie kościół i centrum handlowe się za bardzo nie wykluczają. Sam Guy Sorman widać że ma sympatię do USA zestawiając często ją z Francją, gdzie te francuskie rozwiązania widać że są dla niego zazwyczaj gorsze. Acz jednocześnie podaje argumenty które po 21 lata - dają mi odwrotny wniosek (w sensie jego argumenty sprawiają że mniej tą amerykę podziwiam niż odwrotnie. ) Ciekawy rozdział "wojna dwóch kultur" - zestawienie jak wielu amerykanów nie uznaje ewolucji. Wręcz ciekawym jest zestawienie że u Amerykanów Darwin może być w wielu kręgach podobnie kontrowersyjną osobą co w Europie Marks, że słowo "ewolucja" może być podobnie kontrowersyjna co u nas "rewolucja" - chyba przez te 20 lat myślę jednak trochę się zmieniło (mamy dzisiaj sporo tej jednak już postprawicy nie wierzącej specjalnie w religie). Rozdziały o segregacji rasowej - przedstawiono raczej z dziennikarską rzetelnością ale bez szału. W kwestiach 10 przykazań ciekawe zestawienie historii alabamy - 1862 secesja by podkreślić prawa stanu do samostanowienia, 1955 by utrzymać segregacje rasową, a w 2001 parcie na uznanie prawa bożego jako podstawy prawa - Ogólnie ciekawe jak w ogóle istnieje dyskusja na temat pochodzenia prawa od Boga - gdzie w europie po przeoraniu przez rewolucje i wojny mamy prawo, i ewentualnie konserwatywne partię o sznycie bardziej religijnym - nagina do 10 przekazań, ale otwarcie nie odnosi się do tego. Ciekawe o konstytucji, że tam konstytucja wyprzedziła naród, a w europie zachodniej to naród wyprzedził konstytucję (chodzi o jakieś formy liberalizmu w XIX i początku XX wieku). Wiązało się to z nabożnym czczeniem konstytucji jako takiej - to trochę minęło wraz z ewolucyjnym traktowaniem konstytucji od lat 50 tych. Ale książka pisana z perspektywy 2004 widać - odnosi się do wizji religijnego przebudzenia którym swoistym symbolem był głośny film "Pasja" Mela Gibsona z tych lat. Co jakiś czas Guy Sorman odnosi się do różnych fragmentów dzisiaj wrzucanych (często na odwal się zgadzam) do worka o nazwie "woke" - czy to w wojnie o rodzajniki - acz w sumie sam nie wiem jakie ma ostatecznie sam zdanie - chyba jakieś wyważone bo z jednej uderza trochę w próby zmieniania rodzajów dla Boga (czyli żeby raz był męski raz żeński) - z drugiej zauważa że tego typu ożywienie gramatyczne uświadomiło potrzebę rozpoczęcia na nowo otwarcia relacji z czarnoskórymi obywatelami czy innymi zgrupowaniami społecznymi gorzej traktowanymi w przeszłości. Rozdział w świetnej formie skupia się na kulcie ciała i jego ewolucji. Baseball i futbol amerykański jako dwa sporty zbiorowe które połączyły tak różnych amerykanów, imigrantów i tych co są od paru pokoleń. Ciekawe podkreślenie jak te dyscypliny stricte amerykańskie są o wiele bardziej nastawione na zwycięstwo - po prostu nie za bardzo jest miejsce na remis jak to w naszej europie często się zdarza w piłcę nożnej. Już wtedy do takiego baseballu pojawiać się zaczął sentymentalizm - wchodził swoista moda na sporty indywidualne, kulturystykę, jogging czy fitness. Samo pojawienie się kulturystyki ciekawie jest poniekąd zaznaczone jako efekt odbicia po wybuchu czasów hippisów - byciu na haju i otwartości, kulturystyka była pokazana jako swoisty kult czystości i dążenia do ideałów. Inną sprawą jest, że niepodległość i własne państwo pozwoliło się wytworzyć w Ameryce własnym formom religijnego protestantyzmu. To sprawia, że USA już wtedy przestało być mniej purytańskie niż Brytyjczycy - amerykańskie formy religijne o wiele przychylniej patrzyły na formy sakralizacji ciała, boskie histerie etc. - tu guy sorman stawia wręcz że amerykańska kultura jest bardziej orficka niż chrześcijańska. To kamym po kamyku składa się na to, że atleta ma może nawet wyższą pozycję niż intelektualista, a napewno wyższą niż atleta w europie wobec intelektualisty (tu głównie guy sorman myślę mówi o francji jakby nie patrzeć). Ciekawe, że te amerykańska duchowość ciała była na wskroś zarówno wiktoriańskim brytyjczykom, kościołowi rzymsko-katolickiemu jak i formom większego intelektualizmu (czyli jak się domyślam chyba swojskie europejskie oświecenie tu chodzi). Spostrzeżenie że amerykańska zażyłość imienna - tendencja do mówienia po imieniu z jednej strony trochę wiążę się z emigrancko-demokratycznym stworzeniem kraju (brak tak rozbudowanej arystokracji/szlachty i nimbu jej), a z drugiej - imiona są często już zanglicyzowane i dają formę bliskości z nową osobą, i znika etniczno-religijno-narodowa jakie często wybrzmiewa gdyby przedstawiali się po nazwisku (czy to ski, czy to stein czy to lee) Otyłość - już w tym 2004 była dużym problemem - tutaj może spłycę ale parsknąłem śmiechem gdy przeczytałem u Sormana, że dzięki problematyce z otyłością Amerykanie przepracują ten temat i będą mieli rozwiązania, a my w europie będziemy musieli robić nerwowo ruchy gdy będzie już skokowo źle - po 20 latach w europie widzimy że no otyłość wzrasta, ale regulacje tych produktów że tak powiem nadmiernie otłuszczających, ocukrzającyh i świadomość jest na tyle duża że mimo wszystko idzie w dobrą stronę - jedynie trzeba popracować nad większym ruchem (otyłość w USA 40% we Francji 17%). Jednocześnie widzimy próby przez środowiska otyłe traktowania ich jakby nie patrzeć bardziej ludzko bo w nadmiernym kulcie atletyzmu jest to też na pewno trudne. Tutaj polecam podkast amerykański o otyłości - dzisiaj dochodzą takie kwestie, że przy tej ich gentryfikacji targi z warzywami czy po prostu sprzedaż warzyw w sklepie jest fanaberią często w mniejszych dzielnicach i otwiera się je w tych bardziej już dla klasy średniej - nie mówiąc o tym, że wszystko musi być docukrzone bo inaczej jak takie mleko można pić. Ciekawa dywagacja czemu amerykanie nadal są religijni. Talleyrand w 1794 na wygnaniu stwierdził że USA to kraj gdzie jest 30 religii i tylko jedno danie. Pokazuje znowu inne rozumienie religii - tam mało jest wspierania finansowego kościołów, jak i przestrzeganie przed ostentacyjnym znakami religijnymi (we Francji to temat żywy faktycznie chyba już od stulecia). Ciekawe jest próba zestawienia, że Amerykanie bardziej wiążą się religijnie z Bogiem, podczas gdy europejczycy bardziej z Jezusem - to pewnie wynika z wagi starego testamentu. Innym zestawieniem jest otwarte podejście że im więcej wiernych pastor przyciągnie tym lepszy to pastor - im bogatsze auto tym większa wiara - jest to hiperbolizacja ale po prostu u amerykanów domaganie się skromności od duchownego nie przebiega tak samo (tu pewnie różnice między ewangelikalnymi a ewangelickimi). Z kwestii żydowskich ciekawe jest przekręcenie środowisk protestanckich od lat 50 tych tak jak były raczej antysemickie, tak od tamtego czasu stały się proizraelskie szczególnie w kontekście żydowskiej państwowości. Interesujący paradoks o karze śmierci - lata 70 to renesans kary śmierci (podczas gdy poprzednie dekady to było jej wycinanie) a w europie zaczęto zakazywać. W południowych stanach często jest pewien paradoks że to np. baptyści z teksasu, są osobami z którymi można dyskutować co do ograniczeń dla kary śmierci. Po rozdziale o przestępczości pomimo Guy sormana który chyba jest za amerykańskim badaniem etniczności/rasowości dla statystyk - uważam że francuzi mają pewne rację w banowaniu badań na temat narodowości i religijności. Bo patrząc na amerykanów którzy ociosali grubymi kamieniami te swoje rasy (latynos oddzielnie niż biały) (ale włoch i hiszpan to już biali) (ale za to argentyńczyk co jest też biały to już latynos) (czy migranci z ghany afroamerykanie?) że on nie za bardzo pozwala rozwiązać problemy a tylko je zaognia (w tej książce widać też przebrzmienia że demokraci będą rządzić wiecznie bo imigranci, no chyba że republikanie zaczną gadać po hiszpańsku - nawet zaczeli jak jep bush, ba został katolikiem - a i tak prezydenturę zapewnił im donald trump co paradoksalnie wbrew rasowym podziałom miał poparcie wśród latynosów - ba rasowość dla nich była mniejszym problemem niż w statystykach wygląda). . Francuskie podejście na kto jest obywatelem francji a kto nie jest lepsze bo inaczej przy głośnych sprawach idziemy w absurd czy zinedine zidane to algierczyk francuz a może jeszcze inne. Tożsamość społeczna dla każdego może być inna i to jest spłycanie tematu wrzucać nas do jednego wora (podobne tematy u nas że ktoś może się czuć ślązakiem, a może być ślązakiem i polakiem i tak dalej). Ogólnie im starszy jestem tym bardziej jestem za wywalaniem do kosza i zakazami sondaży wyborczych - to trochę zasada jak z ciszą wyborczą, może i jest trochę sztuczna ale daje nam odetchnąć od nagabywania nas co chwila przez media i polityków. Ciekawe ukazania Kalifornii jako środowiska które tworzyło wczesną kulturę internetu. Guy Sorman wydaje mi się że trochę sympatyzował wtedy wyzwalającą siłę jaką będzie internet dzięki kalifornii a sam teraz widzę że jest raczej odwrotnie. Jednocześnie przedstawia faktycznie - brak wspólnych doświadczeń dla narodu powoduje w nas napewno większą niechęć do innych paradoksalnie. Już idąc sobie stąd bo stanowczo za dużo tu wypisałem ciekawych dla mnie rzeycz - bardzo ciekawa książka muszę sięgnąć po kolejną Guy Sormana bo sporo dywagacji się tu rodzi.
Bomilkar Barkas - awatar Bomilkar Barkas
ocenił na 9 8 miesięcy temu
Dżihad kontra McŚwiat Benjamin Barber
Dżihad kontra McŚwiat
Benjamin Barber
Napisana z pasją książka, która w momencie jej wydania musiała przyciągnąć naprawdę sporo uwagi. Dlaczego? Ano dlatego, że jej autor, Benjamin Barber, amerykański politolog i doradca m.in. Billa Clintona, stworzył naprawdę ciekawą analizę, w której odsłania dwie fundamentalne zasady współczesnego świata - McŚwiat oraz Dżihad. Warto jednak wziąć poprawkę na fakt, iż autor nadaje tym terminom własny wymiar, co szczególnie w przypadku słowa „dżihad” może być bardzo mylące. „Dżihad kontra McŚwiat” nie jest książką poświęconą terroryzmowi, więc jeśli ktoś jest zainteresowany tym zagadnieniem, musi poszukać szerszej wiedzy gdzieś indziej. W terminologii Barbera Dżihad to wszelkie siły i tendencje separatystyczne rozbijające i niszczące związki międzyludzkie na poziomie politycznym i społecznym. I choć terroryzm zalicza się do takich sił, to jest on tylko jednym z przejawów świata Dżihadu. Sam autor zaznacza, że nie przywiązywał większego znaczenia do wyboru akurat tego terminu do swojej analizy współczesności, ani nie chciał nadawać mu jakiegoś wybitnie negatywnego znaczenia. Książka powstała jeszcze przed atakiem z 11 września 2001 roku, a więc przed momentem przełomowym, jeśli chodzi o zagrożenie islamskim terroryzmem. Mimowolnie zatem autor wybrał nazwę zjawiska, którego niszczycielską moc świat tak naprawdę miał dopiero poznać. A czym jest McŚwiat? To galopująca w niesamowitym tempie globalizacja i wszechwładza rynków. McŚwiat w ujęciu Barbera jest tak naprawdę krytyką liberalizmu oraz nieskrępowanej działalności gospodarczej, zdawałoby się dwóch filarów współczesnych demokracji. Autor w swoich analizach pokazuje jednak, że oba te elementy mogą prowadzić do dominacji rynku nad jednostką, społecznością, a nawet nad całymi państwami. Potęga rynku jest bowiem ogromna, a odkąd świat wkroczył na drogę konsolidacji korporacyjnej, bezosobowe siły rynku wykroczyły poza granice rodzimych państw i oplotły swoimi wpływami praktycznie cały świat, wszędzie szukając okazji do zrobienia dobrego interesu. Dobrego dla nich, ale niekoniecznie dobrego dla zwykłych ludzi. Na potwierdzenie swoich tez autor przywołuje mnóstwo analiz i danych statycznych, które z dzisiejszego punktu widzenia mają już chyba znaczenie wyłącznie historyczne (kto pamięta o takiej marce jak GoldStar i złotej erze kaset video i magnetowidów?). Dla starszych czytelników lektura tej książki będzie na pewno nieco nostalgiczną podróżą w przeszłość do lat 90, gdy dopiero ruszała lawina cyfrowego postępu. Już wtedy autor dostrzegł zagrożenia płynące z rozwoju rynku medialnego na świecie oraz ze wzrastającej roli Internetu i komputerów. Roli, która współcześnie zdaje się przewyższać wszystkie inne środki przekazu. Książka Barbera jest zatem ukazaniem przed czytelnikiem wszystkich tych problemów, z którymi boryka się współczesny świat. O ile w kwestii faktów, po ćwierćwieczu od momentu jej napisania, książka jest już nieaktualna (dane statystyczne, które przywołuje autor, pewnie wzrosły kilkukrotnie), o tyle w zakresie przedstawianych teorii oraz procesów ma nadal dużą moc wyjaśniającą rzeczywistość. Pokazuje bowiem przełomowy moment narodzin McŚwiata, z którego dotarliśmy aż do dnia dzisiejszego. Wiele uwag autora jest bardzo trafnych i wartych zapamiętania, gdyż pozwalają one o wiele lepiej spojrzeć na własne miejsce we współczesności (parę umieszczam w cytatach z książki). McŚwiat i Dżihad to nie tylko walka przeciwieństw - to dwie siły, które wzajemnie siebie potrzebują. Karmią się wzajemnie swoimi słabościami i tym samym tworzą historię. Jeśli się jednak dobrze zastanowić, dwie opisane przez autora tendencje tak naprawdę przeplatają się przez całą historię ludzkości. Nigdy jednak nie miały one aż tak wielkiego wpływu na dzieje całej ludzkości. Do czasu aż postęp technologiczny oraz procesy globalizacji nie doprowadziły do przemiany świata w „globalną wioskę”. „Dżihad kontra McŚwiat” to książka którą zdecydowanie warto przeczytać. Może momentami tonąca w natłoku danych statystycznych oraz nieistotnych już z dzisiejszego punktu widzenia faktów z lat 90., ale oferująca wiele trafnych obserwacji i analiz, które bez trudu czytelnik powiąże z obrazem dzisiejszego świata. Oczywiście, z perspektywy czasu nie wszystkie z prognoz autora się sprawdziły (np. wielkie korporacje zdają się być powiązane z rodzimymi państwami o wiele mocniej, niż prognozował to autor), jednak to kolejny smaczek tej książki, aby porównać głośną w swoim czasie prognozę świata ze stanem aktualnym.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na 8 4 lata temu

Cytaty z książki Interwencje

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Interwencje