Moje lata 90

Okładka książki Moje lata 90
Janusz Jabłoński Wydawnictwo: Dragon albumy
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
albumy
Format:
papier
Data wydania:
2017-10-01
Data 1. wyd. pol.:
2017-10-01
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378875512
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Moje lata 90 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Moje lata 90

Średnia ocen
6,5 / 10
27 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
993
280

Na półkach:

Dużo rzeczy z tego albumu doskonale pamiętam – od reklam i gadżetów, po klimaty osiedlowe i szkolne realia. Fajnie było wrócić do tamtych czasów i spojrzeć na nie oczami dorosłego. Ciekawa podróż, chociaż bardziej sentymentalna niż odkrywcza.

⭐ Ocena: 6/10

Dużo rzeczy z tego albumu doskonale pamiętam – od reklam i gadżetów, po klimaty osiedlowe i szkolne realia. Fajnie było wrócić do tamtych czasów i spojrzeć na nie oczami dorosłego. Ciekawa podróż, chociaż bardziej sentymentalna niż odkrywcza.

⭐ Ocena: 6/10

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

57 użytkowników ma tytuł Moje lata 90 na półkach głównych
  • 30
  • 27
23 użytkowników ma tytuł Moje lata 90 na półkach dodatkowych
  • 16
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Moje lata 90

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Piosenka musi posiadać tekst. I muzykę. Konrad Wojciechowski
Piosenka musi posiadać tekst. I muzykę.
Konrad Wojciechowski Jan Skaradziński
Kanon polskiej muzyki rozrywkowej – wciąż, mimo przekonujących dowodów dostarczonych przez autorów, mam wątpliwości, czy autorów niektórych z umieszczonych tu utworów zaliczyć w poczet twórców, współtwórców bądź dzierżących kaganek tudzież niosących pochodnię rockandrollowców – , który pozostawał dotąd nieopisany tak pieczołowicie, tak dokładnie i z tak wielowarstwowym researchem, jakiego dokonali Jan Skaradziński i Konrad Wojciechowski. Książka ta to w istocie biblia dla każdego wielbiciela muzyki, a jej lektura to nie tylko nostalgiczna podróż pełna zaskakującego odkrywania nowych znaczeń i kontekstów ukochanych oraz kultowych klasyków polskiej muzyki popularnej, ale też droga do eksploracji dokonań artystów, których gwiazda rozbłysła na tyle krótko, że dziś niewielu o nich pamięta a przy ich poznawaniu teraz niejednokrotnie można zastygnąć w zachwycie albo porwać się bardziej intensywnym emocjom. U mnie było tak w przypadku między innymi Klanu i ich "Automatów" oraz "Z brzytwą na poziomki" (opad szczeny i refren chodzący za mną przez tydzień), SBB i "Walkin' Around the Stormy Bay" czy "Memento z banalnym tryptykiem", a także "Tajemniczego świata Mariana" Krzaka, "A na plaży... (Anna)" Rendez-Vous, albo "Piłem z diabłem bruderszaft" Mecha. Celowo nie wspominam o tym, że dowiecie się tu wszystkiego – albo prawie wszystkiego - lub więcej, niż chcielibyście wiedzieć o bangerach Lady Panka, Perfectu, Dżemu, Lombardu, Republiki, Dezertera, Pidżamy Porno, Maanamu, Budki Suflera (z tych, które teraz pamiętam), bo to oczywista oczywistość. Prawdziwą i najważniejszą wartością tej książki jest to, że odkrywa te pokłady autentycznych skarbów polskiej muzyki, które pokryła ciężka warstwa patyny, a których wartość i wkład w rozwój polskiego rocka – choćby rock ten dzielił kilka zbiorów wspólnych z szerokim spektrum innych gatunków – jawią się jako niepodważalne. A my, wielbiciele muzyki, nigdy dotąd nie byliśmy w tak komfortowej sytuacji, że praktycznie każdego utworu i jego kolejnych iteracji możemy doraźnie w trakcie jego "rozszyfrowywania" i interpretacji posłuchać. Co dodatkowo ułatwiają autorzy, nakierowując na wszelkie wykonania i covery – oficjalne i mniej oficjalne – które pojawiły się od ukazania się pierwotnej wersji danego utworu. Tak też polecam doświadczać tej książki, zwłaszcza że usłużni dodali na Spotify listę kompletującą wszystkie omawiane kawałki. Polecam!
Rafał Jasiński - awatar Rafał Jasiński
ocenił na 9 1 rok temu
Kac. Opowieść o poszukiwaniu ratunku Shaughnessy Bishop-Stall
Kac. Opowieść o poszukiwaniu ratunku
Shaughnessy Bishop-Stall
Książka Shaughnessy’ego Bishop-Stalla „Kac. Opowieść o poszukiwaniu ratunku” to pozycja, która na pierwszy rzut oka obiecuje czytelnikowi zbawienie w formie ostatecznego lekarstwa na ból głowy po srogiej nocy. Jednak w rzeczywistości jest to chaotyczna, mroczna i momentami wręcz niepokojąca podróż przez historię, naukę i – przede wszystkim – dno butelki. Anatomia autodestrukcji Bishop-Stall nie jest typowym badaczem, który obserwuje temat z dystansem w białym fartuchu. To raczej gonzo-dziennikarz w starym stylu, który postanawia uczynić z własnego organizmu laboratorium. Autor podróżuje po świecie, testując najbardziej absurdalne i niebezpieczne metody radzenia sobie z katzenjammerem: od starożytnych mikstur, przez dożylne wlewy witaminowe, aż po skoki na bungee (co brzmi jak recepta na natychmiastową śmierć). Problem polega na tym, że autor rzadko kiedy wie, kiedy przestać. Jako czytelnicy stajemy się świadkami nie tyle „poszukiwania ratunku”, co powolnego rozpadu człowieka. Bishop-Stall opisuje swoje stany upojenia i późniejszej agonii z taką drobiazgowością, że lektura wywołuje u nas niemal fizyczny dyskomfort. Gdzie podziała się nauka? Choć książka jest promowana jako kompendium wiedzy o kacu, aspekt naukowy bywa traktowany po macoszemu. Owszem, dowiadujemy się o aldehydzie octowym i roli elektrolitów, ale te fakty są często przytłaczane przez egocentryczne anegdoty autora. Bishop-Stall ma tendencję do odpływania w dygresje, które bywają nużące. Zamiast rzetelnej analizy medycznej, częściej otrzymujemy pseudo-filozoficzne rozważania o naturze cierpienia. Można odnieść wrażenie, że autor próbuje nobilitować pijaństwo, ubierając je w szaty wielkiej literatury. Tymczasem opis kolejnej nocy spędzonej w barze, po której następuje poranek pełen mdłości, po pewnym czasie przestaje być fascynujący, a zaczyna być po prostu smutny. Krytyka: Między pasją a patologią Głównym zarzutem wobec „Kaca” jest brak krytycznego spojrzenia autora na własne uzależnienie. Bishop-Stall balansuje na krawędzi gloryfikacji alkoholizmu. Choć nie ukrywa on bólu, jaki towarzyszy piciu, rzadko kiedy zadaje sobie pytanie o przyczynę swojego stanu, skupiając się obsesyjnie na skutkach. Dodatkowo, struktura książki jest mocno rwana. Autor skacze od historii starożytnego Rzymu do współczesnego Las Vegas, co sprawia, że narracja traci tempo. Czytelnik, który liczył na klarowny poradnik, poczuje się oszukany; czytelnik szukający głębokiego reportażu – może poczuć przesyt „ja” autora. Werdykt „Kac” to książka błyskotliwie napisana, pełna ciętego humoru i erudycyjnych odniesień, ale jednocześnie głęboko wadliwa. To zapis obsesji, która momentami wydaje się ważniejsza niż samo zdrowie czy rzetelność dziennikarska. Jeśli szukasz naukowego wyjaśnienia, dlaczego po winie boli cię głowa, lepiej sięgnij po artykuł medyczny. Jeśli jednak chcesz przeczytać o człowieku, który postanowił stać się męczennikiem za sprawę „wyleczenia” ludzkości z kaca, Bishop-Stall dostarczy Ci aż nadto wrażeń. To lektura fascynująca, ale pozostawiająca po sobie – nomen omen – moralnego kaca.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 2 miesiące temu
Jak oni komentują?! czyli z Wembley wita Dariusz Ciszewski Tomasz Gawędzki
Jak oni komentują?! czyli z Wembley wita Dariusz Ciszewski
Tomasz Gawędzki
29/2026 (audiobook 26/2026) „Dziwny jest ten świat, jak śpiewał Czesław Miłosz” – pierwszy lepszy klasyk komentatorski daje pojęcie o zawartości tej książki. Mój kolega ze studiów na polonistyce pisał u profesora Miodka pracę magisterską na temat języka sprawozdawców sportowych. Nie pomnę już, czy koniec końców ją napisał i obronił, ale kiedy odwiedzałem go w redakcji sportowej Polskiego Radia Wrocław, gdzie pracował na co dzień, miałem okazję poczytać (czy wysłuchać) zebrane przezeń materiały. I była to wyśmienita zabawa. Niniejsza książka stanowi oczywiście kompilację słynnych, znanych i mniej znanych wpadek kilku pokoleń komentatorów wszelakich sportowych dyscyplin, opatrzona autorskimi adnotacjami. Ma to swój wymiar sentymentalny, bo wiele z nich miałem okazję usłyszeć na żywo w momencie ich zaistnienia. Jako kibic wychowany na Szpakowskim, Szaranowiczu i Zimochu należę do generacji, która miała okazję słuchać chyba największych mocarzy w tym zawodzie. Głos i legendarne wpadki Szpaka to dla mnie całe kibicowskie życie. Całkiem miło więc jest powspominać historyczne mecze z dzieciństwa czy młodości. Kiedy słucham wielu dzisiejszych sprawozdawców – nierzadko trafia mnie jasny szlag, gdy słyszę np. o „defenZywie” czy „ofenZywie” lub o „mega utalentowanym napastniku”. Bo należy odróżniać wpadki pod wpływem emocji od zwyczajnego językowego niechlujstwa. Lektor: AI, niestety. Czy AI zastąpi także komentatorów sportowych?
Simon Undervin - awatar Simon Undervin
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Architektura – wizje niezrealizowane Philip Wilkinson
Architektura – wizje niezrealizowane
Philip Wilkinson
Album Philips Wilkinsona to podróż przez kilka kontynentów i kilkaset lat, przez dziesiątki rysunków, obrazów i szkiców. A przede wszystkim – przez kilkadziesiąt wielkich umysłów. Umysłów, które wyprzedzały swoje epoki, szły na przekór panującym przekonaniom, wymyślały wszystko na nowo. Autor rozpoczyna swoją opowieść w 820 roku. Mniej więcej wtedy powstał stworzony na pergaminie projekt opactwa idealnego – opactwa, które nigdy nie powstało. Podobny los spotkał wszystkie inne wizje, które narodziły się w późniejszych latach, a które Wilkinson skompletował w tym zbiorze. 250 stron, XII wieków odważnych wizji, które nigdy nie zostały zrealizowane. Z różnych powodów: niektóre były zbyt śmiałe i utopijne, innym na drodze stanęła prozaiczna przeszkoda – pieniądze. Jeszcze inne zostały odrzucone w konkursach. Na kartach tej książki pojawiają się nazwiska, które zna każdy, kto choćby w małym stopniu interesuje się architekturą: Le Corbusier, Walter Gropius, Rem Koolhaas, ale i postacie mniej znane. Podobnie wśród projektów znajdziemy znany Panoptykon, ale i niesamowite mieszkania na mostach. Oryginalne, fascynujące, lecz całkiem realne Mauzoleum Isaaca Newtona w kstałcie ogromnej kopuły, ale również niesamowite, futurystyczne Kroczące Miasto Rona Herrona. Renesansowe Dwupoziomowe Miasto Leonarda da Vinci oraz zaprojektowany parę lat temu Hipergmach Koolhaasa. Projekty całkiem realistyczne, tak jak dwa warianty Tribune Tower, jak i rewolucyjna kopuła nad Manhattanem Richarda Buckminstera Fullera. Wymieniać można by długo, bo każda z tych koncepcji to odrębna opowieść. Opowieść nie tylko o jej twórcy, ale i cała wizja, według której miała ona zmienić myślenie o domu, o przestrzeni, o mieście, o naturze. Architektura to wizja, a więc wspomnieć należy o ilustracjach. Plany, szkice, notatki, modele, wizualizacje występują tu na równi z tekstem, a do wielu z nich z pewnością będę wracać jeszcze wiele razy. Poszczególne rozdziały można czytać wyrywkowo, zaczynając od najbardziej interesujących nas projektów, ja jednak polecam lekturę całości, by móc prześledzić jak zmieniały się idee i sposoby myślenia o architekturze. I by zrozumieć, że wcale nie zmieniały się radykalnie – to, co było rewolucyjne w XVIII wieku, dzisiaj też wzbudziłoby kontrowersje. Czytając kolejne rozdziały żałowałam tylko, że wśród nich nie znalazł się projekt z naszego podwórka – Linearny System Ciągły Zofii i Oskara Hansenów. Autor wspomina o Korytarzu Jersey z 1965 roku, który trochę przypomina LSC, jednak myślę, że to obejmująca cały kraj koncepcja Hansenów bardziej zasługuje na wzmiankę. Trudno powiedzieć, według jakiego klucza autor dobierał projekty, które zdecydował się przybliżyć w tej publikacji. Znalazłam opinie krytyczne wobec książki, zarzucające Wilkinsonowi, że tylko kilka projektów miało powstać poza Europą lub USA, w tym żaden w Afryce, a tylko jeden jest autorstwa kobiety. Chociaż interesuję się architekturą, moja wiedza jest jednak zdecydowanie zbyt uboga by ocenić, czy takie a nie inny dobór był spowodowany „zachodniocentryzmem” autora, czy po prostu w innych częściach świata nie powstawały równie interesujące koncepcje. Podobnie jeśli chodzi o reprezentację architektek. Jako że pierwsze projekty przedstawione w zbiorze sięgają X i XIII wieku, dość przekonującym byłoby założyć, że kobiety w tamtych czasach nie miały możliwości realizowania się w tej dziedzinie i do grona światowej sławy architektów dołączają dopiero teraz. Trudno ocenić, na ile dobór był tu subiektywny i czym keirował się autor. Z pewnością jednak album Wilkinsona nie wyczerpuje tematu – jestem pewna, że podobnych fascynujących projektów jest na świecie więcej, z niecierpliwością czekam na kolejną taką publikację Szklane domy z „Przedwiośnia” Żeromskiego miały (i mogły!) powstać naprawdę. Może jednak na pewne rozwiązania nie jesteśmy jeszczw gotowi? Nie dlatego, że są one niewykonalne, ale dlatego, że tak jak niegdyś Wielki Trakt Wiktoriański czy cmentarz w kształcie piramidy, wykraczają daleko poza to, co jesteśmy w stanie pojąć swoim umysłem. Dlatego zapewne Hipergmach Koolhaasa wywołuje we mnie poczucie niepokoju, a zarazem nie mogę się powstrzymać od oglądania jego wizualizacji. Bo, jak pokazuje historia osady New Harmony, architektura to nie budynki, to stan umysłu.
Aleksandra Wen - awatar Aleksandra Wen
ocenił na 10 6 lat temu
Antyterroryści. Polskie elitarne służby specjalne w akcji Janusz Schwertner
Antyterroryści. Polskie elitarne służby specjalne w akcji
Janusz Schwertner Mateusz Baczyński
Książka „Antyterroryści. Polskie elitarne służby specjalne w akcji” autorstwa Janusza Schwertnera i Mateusza Baczyńskiego to fascynujący, choć momentami surowy wgląd w świat, który dla przeciętnego obywatela pozostaje całkowicie niedostępny. Przyznaję tej pozycji ocenę 7/10, ponieważ jest to rzetelny kawałek reporterskiej roboty, który zamiast budować tanią sensację, skupia się na psychologicznym i zawodowym koszcie służby w jednostkach specjalnych. Autorzy, będący uznanymi dziennikarzami śledczymi, wykonali tytaniczną pracę, namawiając do zwierzeń ludzi, których twarze zazwyczaj skrywają kominiarki. Największą siłą tej publikacji jest jej autentyzm. To nie jest pean na cześć „polskich Rambo”, lecz zbiór szczerych, często bolesnych rozmów o strachu, adrenalinie i trudnych wyborach moralnych. Czytelnik dowiaduje się, jak wygląda selekcja do elitarnych jednostek, jak radzić sobie z traumą po akcjach, w których padały strzały, oraz jak skomplikowane bywa życie rodzinne człowieka, który na co dzień obcuje z ekstremalnym niebezpieczeństwem. Schwertner i Baczyński świetnie wyczuwają momenty, w których należy oddać głos bohaterom, pozwalając im na surową, żołnierską narrację, pozbawioną literackich upiększeń. Niemniej jednak, ocena nie jest maksymalna ze względu na pewną powtarzalność niektórych wątków oraz strukturę, która momentami przypomina bardziej zbiór luźnych wywiadów niż spójną, pogłębioną opowieść o kondycji polskich służb. Choć historie poszczególnych operatorów są wciągające, czytelnik może odczuć pewien niedosyt w kontekście analizy systemowej – tego, jak państwo dba (lub nie dba) o swoich najlepszych funkcjonariuszy po zakończeniu przez nich aktywnej służby. Brakuje tu nieco szerszego spojrzenia na ewolucję antyterroryzmu w Polsce na tle globalnych zmian w taktyce walki z terroryzmem. Mimo tych drobnych mankamentów, książka broni się jako dokument ludzkich postaw. Opisy akcji, takich jak zatrzymania najgroźniejszych przestępców czy zabezpieczanie wielkich wydarzeń państwowych, czyta się z zapartym tchem, niemal czując zapach prochu i słysząc huk granatów hukowych. To pozycja obowiązkowa dla fanów militariów, ale także dla osób zainteresowanych psychologią stresu. Autorzy udowadniają, że za elitarnym wyposażeniem i morderczym treningiem stoją zwykli ludzie z ich słabościami i wątpliwościami. „Antyterroryści” to lektura, która zostawia w głowie szacunek do profesjonalizmu tych jednostek, ale też gorzką refleksję nad ceną, jaką płacą za nasze bezpieczeństwo. To solidny, męski reportaż, który nie potrzebuje filtrów z Instagrama, by zrobić na odbiorcy wrażenie.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Moje lata 90

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Moje lata 90