CZŁOWIEK, KTÓRY KOCHAŁ PTAKI
Zdarza się, że trafiamy na książki, które wyjątkowo silnie trafiają w naszą uczuciowość. Książki, które odbieramy tak głęboko, że zdaje się nam, że z ich autorami mogłaby połączyć nas duchowa więź. Czytając o wydarzeniach, emocjach i przeżyciach innego człowieka jesteśmy w stanie postawić się w jego położeniu. Dotknąć jego duszy i serca. „Księga z San Michele” Axela Munthe to powieść z gatunku tych, które są niczym najjaśniejsza gwiazda na firmamencie. Świecąca tak wspaniałym światłem, że dociera do nas nawet mimo ponurej pogody. Czytając tę książkę dziś, aż trudno jest uwierzyć, że została napisana prawie sto lat temu. Jej unikatowa głębia nadal porusza.
Początek dwudziestego wieku to czas wielkiego postępu medycyny. Okres wielkich odkryć naukowych i czas, gdy powoli mity zostawały wypierane przez wiedzę. To właśnie wtedy swą karierę lekarską rozpoczął Axel Munthe. Szwedzki lekarz, który stał się najpopularniejszym medykiem we Francji. Jego droga do sukcesu nie była łatwa. Częstokroć po prostu sprzyjało mu szczęście. Munthe, człowiek o wielkiej wrażliwości, dusił się w roli, którą niejako sam sobie narzucił. Miał wielkie serce dla ludzi biednych oraz do wszystkich żyjących istot. Jego codzienność bywała przytłaczająca. Rosnąca sława medyka sprawiała, że do jego gabinetu trafiało coraz więcej hipochondryków i znudzonych życiem, rozhisteryzowanych dam. Axel Munthe cierpliwie znosił zarówno humory swych pacjentów jak i zawiść ze strony innych lekarzy. Jego działania motywowała chęć spełnienia największego marzenia – zamieszkania w białej willi na Capri, wśród prostych ludzi i śpiewu ptaków. Droga, którą musiał przejść, by zrealizować swój plan, najeżona była licznymi trudnościami. To z niej narodziła się ta opowieść – „Księga z San Michele”. Pełna humoru, ale i wzruszająca historia człowieka, który wielbił ptaki i udowadniał, że z niedźwiedziami polarnymi należy rozmawiać po szwedzku. Panie i panowie, poznajcie niezwykłego człowieka – medyka, psychiatrę i pisarza – Axela Munthe.
Axel Munthe ( 1857 – 1949 ) był nadwornym lekarzem szwedzkiej rodziny królewskiej. Zajęcie to porzucił, by przenieść się do Paryża. Tam szybko wyrobił sobie renomę i został lekarzem modnym wśród elit. Jednakże to nie możni tego świata leżeli w centrum jego zainteresowania. Paryż nocą, jego mroczne, zgniłe zaułki i przeraźliwa nędza, którą tak łatwo było lekceważyć tym, którzy wiedli inny żywot – to był świat, w którym Munthe odnajdywał prawdziwych ludzi. Bez wynagrodzenia, kierując się jedynie ludzką przyzwoitością i lekarskim poczuciem obowiązku, leczył tych, których świat nie chciał widzieć. Wiódł jak gdyby dwa żywoty – medyka popularnego, zapraszanego na salony i polecanego kolejnym zblazowanym znajomym. Zaś z drugiej strony był on postacią znaną wśród sióstr prowadzących przytułki dla najuboższych. Człowiekiem, który nie bał się nieść pomocy ich podopiecznym. Biedakom, ludziom, którzy spadli na samo dno studni świata i ich dzieciom. Narażony na kpiny i ostracyzm nigdy się nie ugiął. Z pokorą niósł pomoc tym, którzy jej najbardziej potrzebowali. Munthe śnił o realizacji swojego wielkiego marzenia. O tym, by kiedyś zamieszkać na wyspie Capri. W białym domu u boku kapliczki San Michele. Capri było dla niego uosobieniem najpiękniejszego snu. Miejscem, gdzie czas biegnie innym rytmem. W otoczeniu przyrody, dzikich zwierząt i ludzi, dla których liczą się inne wartości niż pieniądze, pragnął przeżyć swoje życie.
Autobiografia napisana w formie powieści. Poruszająca do głębi, rozczulająca, ale przede wszystkim dająca otuchę. Książka, która otula i obdarowuje cząstką nadzwyczajnej wrażliwości autora. Przenieśmy się w czasie. Spójrzmy na tę powieść i na postać jej autora oczami współczesnych mu ludzi. Pierwsze angielskie wydanie „Księgi z San Michele” ukazało się w 1929 roku. Szwedzkie w 1930, a polskie w 1933 roku. Sto lat temu. W czasach, gdy w Europie w siłę rósł faszyzm. W cyrkach obwoźnych pokazywano kalekich ludzi, a miłosierdzie dla zwierząt uważane było za fanaberię szaleńców. W takich czasach żył Axel Munthe. Człowiek niosący w sobie wielką wrażliwość. Obdarzony mądrością i empatią. Bardzo poruszające są refleksje autora dotyczące życia zwierząt. Okrucieństwa na jakie skazuje je człowiek i niemocy, z którą Munthe się borykał. Przepięknie pisze on o radości, prostej, ale i uduchowionej, jaką daje obcowanie ze zwierzętami, słuchanie śpiewu ptaku czy obserwowanie ich w nieskrępowanym locie. W jego domu towarzystwa dotrzymywała mu oryginalna menażeria : psy, syjamski kot i niesforny pawian Billy. One także stają się bardzo ważnymi bohaterami tej historii. Dużo uwagi poświęca autor niesprawiedliwości i krzywdzie, której zwierzęta doświadczają z rąk człowieka. Wstrząsająca jest myśl jak niewiele zmieniło się w tym temacie przez ostatnie sto lat. Nie jeździmy już bryczkami, nie umieramy na dyfteryt – przeciwnie – latamy w kosmos, a na naszych ulicach coraz częściej pojawiają się roboty, a mimo to, zwierzęta nadal są ofiarami naszego okrucieństwa.
„Księga z San Michele” jest powieścią napisaną z niezwykłym poczuciem humoru, pełną anegdot z barwnego życia doktora, ale i doskonale oddaną kroniką epoki. Zapisem mieszczańskiego życia, portretem ludzi, wycinkiem świata, który odszedł. Munthe to narrator cierpliwy, obdarzony dużym poczuciem humoru i bardzo inteligentny. Wspaniale tę powieść się czyta. Otwiera przed nami nowe horyzonty, pozwala zatopić się w opowieści i wywołuje refleksje. Wszyscy nosimy w sobie swoje Capri – miejsce, do którego dążymy. Humor autora, miejscami sarkastyczny i cięty, bawi mimo upływu lat. Postacie, które spotkał na wyboistej drodze swojego życia, niewiele różnią się od ludzi, których znamy dziś. A ludzkie dążenia i cele także niewiele się zmieniły. Bardzo aktualna pozostaje „Księga z San Michele” w swej wymowie. Mimo upływu czasu ta książka nadal się broni.
Bywają w naszym życiu książki, które nas wzbogacają. Zostają z nami na zawsze i zmieniają nas. Taką książką jest dla mnie „Księga z San Michele”. Na pewno w swoim życiu jeszcze do niej powrócę. Myślę, że niejeden raz. Kapitalna książka napisana przez człowieka, który swoją wrażliwością i intelektualnymi przemyśleniami wyprzedzał swoje czasy. Siłą tej powieści jest jej ponadczasowość, błyskotliwe spojrzenie na ludzi i ich wady, etyczne podejście do traktowania zwierząt. Niebywałe, że człowiek taki jak Axel Munthe żył w tak nieprzychylnym dla empatycznych ludzi czasie. Serdecznie polecam tę lekturę.
Opinia
Książka Maitreyi Devi jest nie tylko odpowiedzią na książkę Mircei Eliadego "Majtreji" lecz również jedną z nielicznych okazji do poznania dwóch wizji tej samej miłości.
Przeczytawszy uprzednio książkę "Majtreij" zachwycałem się tak odmiennym sposobem postrzegania tych samych wydarzeń przez bohaterkę książki profesora Eliadego. Różnice nie dotyczyły tylko związku między Europejczykiem a Bengalką, ale również wizji świata, religii i obyczajów hinduskich.
Bardzo mocno polecam zapoznanie się z obiema książkami, gdyż jest to wyjątkowa okazja poznania miłości z punktu widzenia dwóch osób podlegających jej urokowi.
Książka Maitreyi Devi jest nie tylko odpowiedzią na książkę Mircei Eliadego "Majtreji" lecz również jedną z nielicznych okazji do poznania dwóch wizji tej samej miłości.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytawszy uprzednio książkę "Majtreij" zachwycałem się tak odmiennym sposobem postrzegania tych samych wydarzeń przez bohaterkę książki profesora Eliadego. Różnice nie dotyczyły tylko związku między...