Metropolita

Okładka książki Metropolita
Walter Jon Williams Wydawnictwo: Mag Cykl: Metropolitan (tom 1) fantasy, science fiction
336 str. 5 godz. 36 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Metropolitan (tom 1)
Tytuł oryginału:
Metropolitan
Data wydania:
1998-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1998-01-01
Liczba stron:
336
Czas czytania
5 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
838657299X
Tłumacz:
Grażyna Grygiel, Piotr Staniewski
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Metropolita w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Metropolita

Średnia ocen
7,3 / 10
51 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
879
869

Na półkach: , , , ,

To powrót to tej wspaniałej pozycji, od której zapałałem fascynacją do twórczości Waltera Jona Williamsa. Bardzo żałuję, że MAG nie planuje wznowienia (pytałem ich o to), gdyż "Metropolita" zasługuje na o wiele większą popularność.

Williams ma niesamowita wyobraźnię, nietuzinkowe pomysły, kreśli je wspaniałym, czasami wręcz monumentalnym stylem, zwłaszcza tutaj, w "Metropolicie". To coś pomiędzy SF a fantasy... dla mnie raczej sf. Plazma, fantastyczna energia generowana przez masę, materiał, kształt i relacje budynków... Planeta jest jednym wielkim miastem, chociaż podzielonym na miasta-państwa, metropolie. Świat nie jest doskonały, ludzie są ludźmi, rasizm jest wciąż problemem. Socjologia miasta na pełnej. Dzisiaj wyobrażam sobie te metropolie jak Kawloon Walled City w Hongkongu (już nie istnieje), może bardziej spektakularne, z mniej ścisłą i przypadkową zabudową.

Podoba mi się, ze bohaterka jest kimś "z boku" i chociaż obserwujemy historię z jej perspektywy, to nie ona jest maszyną napędzająca wielkie wydarzenia - ot mały, szczęśliwy trybik. Kluczowy, chociaż prędzej czy później wydarzenia i tak potoczyłyby się swoim torem. Okazuje się jednak twardym diamentem, który nie da się zmielić w żarnach historii. Jest pełnowymiarowym człowiekiem... i kobietą. Rozterki, pragnienia, uczucia i emocje. Dałem się ponieść temu wszystkiemu, jak Avianin przez wiatr.

Na zawsze zostanie we mnie obraz olbrzymiej płonącej kobiety... żagiewnika... niosącego zagładę ulicy Kwestarzy. Na zawsze...

To powrót to tej wspaniałej pozycji, od której zapałałem fascynacją do twórczości Waltera Jona Williamsa. Bardzo żałuję, że MAG nie planuje wznowienia (pytałem ich o to), gdyż "Metropolita" zasługuje na o wiele większą popularność.

Williams ma niesamowita wyobraźnię, nietuzinkowe pomysły, kreśli je wspaniałym, czasami wręcz monumentalnym stylem, zwłaszcza tutaj, w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

179 użytkowników ma tytuł Metropolita na półkach głównych
  • 104
  • 73
  • 2
40 użytkowników ma tytuł Metropolita na półkach dodatkowych
  • 27
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Księga mieczy Daniel Abraham, Elizabeth Bear, C.J. Cherryh, Gardner Dozois, Kate Elliott, Robin Hobb, Cecelia Holland, Matthew Hughes, Ellen Kushner, Rich Larson, Ken Liu, Scott Lynch, George R.R. Martin, Garth Nix, K.J. Parker, Lavie Tidhar, Walter Jon Williams
Ocena 6,6
Księga mieczy Daniel Abraham, Elizabeth Bear, C.J. Cherryh, Gardner Dozois, Kate Elliott, Robin Hobb, Cecelia Holland, Matthew Hughes, Ellen Kushner, Rich Larson, Ken Liu, Scott Lynch, George R.R. Martin, Garth Nix, K.J. Parker, Lavie Tidhar, Walter Jon Williams
Okładka książki Łotrzyki Joe Abercrombie, Daniel Abraham, David Ball, Paul Cornell, Bradley Denton, Gardner Dozois, Phyllis Eisenstein, Gillian Flynn, Neil Gaiman, Matthew Hughes, Joe R. Lansdale, Scott Lynch, George R.R. Martin, Garth Nix, Cherie Priest, Patrick Rothfuss, Steven Saylor, Michael Swanwick, Lisa Tuttle, Carrie Vaughn, Walter Jon Williams, Connie Willis
Ocena 5,8
Łotrzyki Joe Abercrombie, Daniel Abraham, David Ball, Paul Cornell, Bradley Denton, Gardner Dozois, Phyllis Eisenstein, Gillian Flynn, Neil Gaiman, Matthew Hughes, Joe R. Lansdale, Scott Lynch, George R.R. Martin, Garth Nix, Cherie Priest, Patrick Rothfuss, Steven Saylor, Michael Swanwick, Lisa Tuttle, Carrie Vaughn, Walter Jon Williams, Connie Willis
Okładka książki Dzikie karty Edward Bryant, Michael Cassutt, George R.R. Martin, John Jackson Miller, Lewis Shiner, Melinda M. Snodgrass, Hunter S. Thompson, Carrie Vaughn, Howard Waldrop, Walter Jon Williams, Tom Wolfe, Roger Zelazny
Ocena 6,5
Dzikie karty Edward Bryant, Michael Cassutt, George R.R. Martin, John Jackson Miller, Lewis Shiner, Melinda M. Snodgrass, Hunter S. Thompson, Carrie Vaughn, Howard Waldrop, Walter Jon Williams, Tom Wolfe, Roger Zelazny
Walter Jon Williams
Walter Jon Williams
Walter Jon Williams, (ur. 15 października 1953 r. w Duluth, Minnesota, USA), amerykański pisarz sf i fantasy. Jest autorem 20 powieści i dwóch opowiadań. Jego pierwsze prace były opowieściami żeglarskimi, podpisywanymi Jon Williams. Pierwszą książką, która zwróciła uwagę opinii publicznej była Hardwired (Okablowani, 1986), określona przez Rogera Zelazny'ego jako "mocny, lśniący kawał prozy, zaakcentowanej przez stroboskopowe efekty, pulsującej w rytm odrzutowych efektów i brzęku stalowych gitar". Jego najczęściej wznawiane opowiadanie Dinosaurs (Dinozaury, 1987) otrzymało nominację do Nagrody Hugo w kategorii Najlepsza Nowela Roku. Tematyka twórczości Williamsa ma niezwykle szeroki zasięg, a obejmuje gładkie, błyszczące powierzchnie z Hardwired, bogato zdobione gobeliny z Aristoi, ponurą, zabarwioną nauką "powieść policyjną" Days of Atonement (Dni pokuty) oraz melancholijną młodą Mary Shelley w noweli Wall, Stone, Craft (Ściana, Kamień, Kunszt). Powieść fantasy Metropolitan (Metropolita), która została nominowana do Nebuli, rozpoczyna serię kontynuowaną w City of Fire (Miasto w ogniu). Williams powiększył swój krąg zainteresowań o The Rift (Rift), "olbrzymią katastroficzną epikę". Pisze również dla filmu i telewizji. Wraz z żoną, Kathleen Hedges, mieszka w Nowym Meksyku, USA.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Serca, dłonie, głosy Ian McDonald
Serca, dłonie, głosy
Ian McDonald
Historia rozpoczyna się w niewielkiej mieścinie Chepsenyt, gdzie poznajemy młodą, milczącą z wyboru, dziewczynę – Mathembe Fileli oraz jej rodzinę. Grupy religijne Spowiedników i Proklamatorów żyją sobie harmonii i zadowoleniu dzięki biotechnologicznym cudom przyszłości, gdy pewnego dnia przybywają żołnierze Imperatora. Po odkryciu dwójki rewolucjonistów szukających azylu w Chepsenyt, osada zostaje spopielona ogniem helikopterów, jej mieszkańcy zredukowani do roli uchodźców i zmuszeni do ucieczki przez świat pogrążony w politycznym sporze między nacjonalistami, a imperialistami. Przemoc wojny domowej odciska swoje piętno na wszystkich ludziach, niezależnie od ich politycznych afiliacji czy zaangażowania w konflikt. Ten brutalny świat wystawi na próbę przekonania i determinację Mathembe, nakreśli granice jej osobistej odpowiedzialności oraz pozwoli wykształcić indywidualne zrozumienie politycznych zawiłości, które przyczyniają się do powstawania podziałów, uprzedzeń i braku wzajemnego zrozumienia. Jest to bardzo niezwykła książka, bardzo ciężka do polubienia. Mimo, że wydarzenia śledzimy z perspektywy poszczególnych postaci, to ich losy nie mają charakteru powieści. Nie mamy klasycznej konstrukcji fabularnej, w której bohater zmierza w wyraźnym kierunku zamiarem wypełnienia jakiegoś zadania lub osiągnięcia celu. Postacie po prostu żyją w świecie przyszłości, świecie biotechnologii, niepokojów społecznych, przyjmują na swoje barki ciężary losu i starają się utrzymać na powierzchni oceanu chaosu. Nie mają narracyjnego celu, do którego zmierzają, tak jak prawdziwe życie jest po prostu zlepkiem kolejnych dni i nocy spędzonych na jego doświadczeniu. Owszem, Mathembe ma wyższe cele, jednak są one wpisane w ciągłość jej egzystencji, a nie stanowią jądra, wokół którego wydarzenia są skoncentrowane fabularnie. Bardzo często są one odległe, zbliżające się mimochodem, gdy dziewczyna próbuje sobie poradzić na uchodźctwie, poznać zasady funkcjonowania świata, który do tej pory był przed nią ukryty. Brzemię odpowiedzialności i poczucie winy, które ciąży na dziewczynie i determinuje jej wybory i ścieżkę życia jest istotnym punktem narracji. Mathembe próbuje ocalić młodszego brata przed wpływami bandy chuliganów-terrorystów, wesprzeć matkę w swojej dumie i dzielić jej umiejętności formowania plazmy, odnaleźć aresztowanego ojca, ocalić dziadka przed zapomnieniem. Owe silne poczucie odpowiedzialności całkowicie kontroluje poczynania bohaterki, posyłając ją przez odmęty nieszczęść, bólu i rozczarowań. Zawsze żyjąca dla innych Mathembe nie potrafi odpuścić, przełożyć własnego dobra kosztem innych. Jej wewnętrzna misja ratowania bliskich wielokrotnie napotyka na swojej drodze brutalną weryfikację, gdy okazuje się, że niekiedy ów ratunek jest już niepotrzebny, odbierając tym samym sens wszelkich poświęceń poczynionych przez dziewczynę. Bardzo ciężko jest zrzucić te kajdany odpowiedzialności i zacząć żyć na własny rachunek. Między innymi o tym jest ta historia. O wytrwałości ducha w obliczu zagłady społecznego porządku, poświęceniu, wątpliwościach i problemie samorealizacji. McDonald wspaniale pokazuje konflikt pomiędzy złożonością świata idei a ludzką tendencją do upraszczających pojęć i dychotomicznej klasyfikacji (str. 74). Pokazuje wielką politykę, przed którą nie sposób uciec, nie sposób zachować wobec niej neutralności, ponieważ prędzej czy później ona wzywa cię, siłą zmusza cię do działania, do podjęcia decyzji celem ochrony siebie lub bliskich. Gdy już wkręci cię w ten mechanizm identyfikacji stron, gdy ulegasz pokusie ortodoksji, pomalutku zaczynasz zatracać umiejętność racjonalizacji swoich poglądów. Przestajesz wiedzieć, czego pragniesz dla siebie i rozumujesz tylko w odniesieniu do tego, czego chcesz przeciwko komuś innemu. Autor świetnie przedstawia mechanizm, w jaki powstają uprzedzenia religijne, rasowe, etniczne (str. 260 oraz zakończenie). To błyskawiczne zmiany w kształcie świata tworzą podziały, które siłą inercji trwają i kiełkują w umysłach kolejnych pokoleń, stulecia a nawet tysiąclecia po wydarzeniach, które ten podział wytworzyły. By naprawić ten stan rzeczy, młodzi muszą zadać sobie istotne pytanie – czego chcemy od świata, który zastaliśmy? Wspaniałym podsumowaniem będzie poniższy cytat: „Droga pojednania była drogą odwagi. Odwagi, by nie przyjmować świata takim, jakim go zastajesz. Odwagi, by porzucić uprzedzenia i przyznać, że nie miały zbyt wiele wspólnego ze świętością. Odwagi, by się zmienić. Odwagi, by zmienić innych”. Polaryzacja społeczna to bardzo istotny temat w obecnym świecie i McDonald w bardzo kompleksowy, uniwersalny sposób komentuje te zjawisko, wyciąga na światło dzienne jego ułomności, fatalne skutki oraz jedyny sposób, aby położyć temu kres – nie pozwalać sobie na szufladkowanie ludzi ze względu na ich poglądy ukształtowane przez zawiłości historyczne. W powieści jest jedna taka postać - poeta, który jest jednocześnie Proklamatorem oraz nacjonalistą. Powszechnie uważa się, że każdy Proklamator to imperialista, a każdy Spowiednik to nacjonalista. Łatwo można sobie wyobrazić, jak postrzegany jest przez wszystkich tych, którzy z łatwością dokonują tego mentalnego podziału na kategorie. Świat przedstawiony, poza jego polityczną otoczką, jest niebywale oryginalny i stanowi kwintesencję dobrego science fiction. Bioinżynieria genetyczna zarysowana jest miejscami niemal niczym jakaś magiczna umiejętność, ale wystarczy cień pobieżnego zrozumienia abyśmy uświadomili sobie, że to wszystko jest tak naprawdę odmianą zaawansowanej technologii i bioformatyki, kształtowania materii za pomocą odpowiednio skonstruowanych poleceń. Cały ten przyszłościowy high-tech znajduje swoje bezpośrednie odzwierciedlenie w warstwie społecznej oraz religijnej. Dla przykładu mogą podać wydarzenie z początku książki: głowa dziadka Mathembe wraz ze śmiercią zostaje odcięta od ciała, a następnie przeniesiona do Gaju Przodków, gdzie świadomość jest przetransferowana do neuronowej matrycy korzeni pokrywającej większość (całość?) planety. Jest to forma transcendencji i odpowiedź na tradycyjnego Boga Proklamatorów – metafizyczny raj na Ziemi. Wszyscy korzystają z dobrodziejstw biotechnologii (które przyszły wraz z Zieloną Falą), choć najbardziej ortodoksyjne odłamy Proklamatorów wyraźnie sprzeciwiają się tworzeniu nowego życia z syntetycznej materii organicznej (plazmy) przez Spowiedników. Wiele rzeczy w tej książce wywołuje uczucie „sense of wonder” – wydaje się nam fantastyczne, magiczne, lecz za wszystkim kryje się odpowiednio zaawansowana technologia, która staje się zarzewiem konfliktu religijnego. Doświadczymy też wzmianki o koloniach pozaziemskich oraz wielkich Świętych Statkach z innych układów planetarnych, przybywających tutaj przez Ur-przestrzeń (która to nawet odegra pewną rolę w przebiegu fabuły). Chcę dodatkowo podkreślić, że książka w piękny sposób opowiada o zachowywaniu wartości w obliczeniu okrucieństw wojny. Jak już wspomniałem, to nie jest tradycyjna powieść – łatwo popaść tutaj w obojętność na krzywdę, gdy nie mamy charakterystycznego łuku fabularnego, punktu, do którego postacie zmierzają. Skoro Mathembe zaledwie doświadcza świata polityki, jest trybikiem w jej śmiertelnych kołach, dlaczego mamy jej kibicować, skoro sama niczego dla siebie nie chce, a jej rzeczywistość nie ma z naszą żadnych punktów wspólnych? Jako czytelnicy wcielamy się w rolę socjologa podejmującego się analizy społeczno-politycznej tego uniwersum. Postrzegamy pełnowymiarowe społeczeństwo, które dopuszcza się aktów okrucieństwa oraz niewielkiej grupki ludzi starającej się znaleźć antidotum na ludzką skłonność do krzywdzenia innych, do uprzedzeń i nieumiejętności okazywania empatii. W tym zakresie tematycznie jest to książka bardzo zbliżona do „Lewej Ręki Ciemności” Ursuli K. Le Guin. Na koniec dodam coś prywatnie od siebie – książka dzieli się na 6 rozdziałów/części. Osobiście uważam, że o ile nie wszystkie śledzi się z równym zainteresowaniem („Rozdział 4 – Rzeka” wydawał mi się wyjątkowo nudny), to dwa ostatnie rozdziały są mocną klamrą spinającą całą powieść. „Część 5 – Obozy” opisuje dwie poruszające do łez historie kłamstwa i bezsilności, natomiast „Część 6 – Ziemia Graniczna” stanowi doskonałe podsumowanie istoty warstwy ideowej powieści oraz dostarcza budujących rozwiązań wobec wojowniczej natury ludzkiej i kulminację wątku wewnętrznych poszukiwań Mathembe. Warto wracać do ostatnich 20 stron tej powieści regularnie, jest tam wiele ludzkich spraw wartych rozważenia. Nie czytajcie tego jak powieść fantastyczną. Nie znajdziecie tu grama rozrywki. Czekają was za to hektolitry bólu i walki z samotnością, niezrozumieniem i przemocą. Czytajcie ją jak opowieść o nas, o ludzkości i o tym, dlaczego żywimy wobec siebie nienawiść. A następnie krzewcie w sobie dobre wartości tu opisane i zmieniajcie świat, krok po kroku… „Jedno życie po życiu zakończymy to milenium ignorancji i nienawiści, po jednej duszy na raz przyniesiemy pokój tej udręczonej ziemi.” Polecam bardzo wytrwałym i oczytanym w gatunku science fiction pod kątem filozofii życia oraz idei różnic światopoglądowych. Największa wartość tej opowieści tkwi w warstwie symbolicznej i społecznej, a więc zdecydowaną większość czytelników fantastyki po prostu zanudzi. Świetny, wybitnie oryginalny bio-cyberpunk z przesłaniem i analizą demonów ludzkiej natury. Czytać bardzo wolno, ze zrozumieniem i otwartościa na niedookreślone cuda wyobraźni Iana McDonalda.
Jacob94 - awatar Jacob94
ocenił na 8 2 lata temu
Park marzeń Larry Niven
Park marzeń
Larry Niven Steven Barnes
Coś w stylu Świata Dzikiego Zachodu Crichtona, ale z hologramami, wątkiem szpiegowsko-morderczym i LARPem. Tak jak ktoś wcześniej pisał, książkę można podzielić na etap nudy, w którym następuje początek i otwarcie i czekanie na grę; etap zachwytu jak już trwa sama gra; etap zmieszania, bo koniec gry jednak nie daje satysfakcji i ostatni etap - bzdurne i pełne hipokryzji zakończenie wątku morderstwa. Naprawdę, gdyby skupić się na samej grze, na wątku LARPowym to byłaby nawet fascynująca rzecz. Już tam pal licho, że podczas przerw mamy Statek Miłości każdego z każdym i dramaty, bo ona spała z nim, a ja nie spałem z nią, bo jestem wiernym; to to tam jeszcze da się przeczytać i uśmiechnąć, ale wątek morderstwa i tej detektywistycznej bieganiny? Nie. Nie, bo jest potraktowany po łebku i Gryf od wielkiego dzwonu przypomina sobie, po co on tu jest. A jak już sobie przypomni, to nieudolnie pcha śledztwo, aż trafia na poszukiwanego i ten traf jest ślepy jak Polifem. Serio, poszlaki prowadzące do sprawcy są na chybcika pisane. A sam finał... Kto czytał, ten wie, że festiwal hipokryzji i niesprawiedliwości trwa w najlepsze. Cóż, ja jestem za tym, by przerwać grę jeszcze zanim wpadli na karkołomny pomysł posłania szpiega, ale wtedy nie byłoby książki, przygód, wątłych dylematów moralnych i seksu. Książka by schudła. Czy polecam? Hm, tak jak się ma czas - bo rozdziały są dość krótkie i jak już przebrniesz przez początek, to się robi fajnie. Ale nie chce mi się drugi raz czytać. Wolę jeszcze raz zobaczyć u Crichtona, jak ściągana jest twarz Yula ;-) Aaa i jeszcze posłowie na tyle mnie zaciekawiło, że sprawdziłam sobie ten Kult Cargo i tak dalej i łał.
Regalia_Lenzi - awatar Regalia_Lenzi
ocenił na 6 5 miesięcy temu
Aristoi Walter Jon Williams
Aristoi
Walter Jon Williams
Wspaniała książka. Od razu ostrzegam, ma bardzo wysoki próg wejścia. Williams rzuca nas zupełnie bez ostrzeżenia w niesamowity i skomplikowany świat przyszłości, w którym każdy ma wszczepione "reno" czyli cyberwszczep umożliwiający łączenie się Hiperlogosem (rodzajem uberinternetu) oraz kontrolowanie daimones czyli subosobowości. Mamy tchliniowe łącza natychmiastowej komunikacji i nieograniczonym zasięgu oraz rozszerzoną rzeczywistość w postaci oneirochrononu. Mnóstwo nazw i technologii, zachowań charakterystycznych dla kultury wyższej Logarchii. Słowa greckie i chińskie. To wszystko może porządnie skołować, zniechęcić do czytania, wstrząsnąć nawet. Dodajmy do tego niestandardowy układ tekstu, obrazujący działania równoległe... i mamy niesamowity koktajl udziwnień. Nie każdy ma na tyle wyporności by do tego podejść i nie odpuścić. Ale zachęcam by nie odpuszczać. Po 25% fabuły zaczynamy się już dobrze orientować a różnorodność i udziwnienia zaczynają sprawiać przyjemność. Dość niezwykła wizja świata przyszłości opartego na klasach społecznych i technologii. Ktoś pisze, że naiwny? Ale czy na pewno? Przecież to wizja oświeconego absolutyzmu technokratycznego. To już było, nie mieliśmy jeszcze takiej technologii. inżynierii genetycznej, ponadprzestrzennej komunikacji, nanotechnologii, wydajnych procesorów, napędu grawitacyjnego. IMO nie ma w tym nic naiwnego, to po prostu fantastyka naukowa. Czytałem tę książkę ponad 20 lat temu i już nie pamiętałem dokładnie fabuły. Dzisiaj odbiera się nią nieco inaczej. Powstałe przez ostanie lata zjawiska społeczne mogą wykrzywić nieco odbiór. Jednak zobrazowane preferencje seksualne Aristoi świadczą o wyższym rozwoju duchowym, gdzie cielesność jest jedynie materializacją emocji. Takie podejście do tematu ma sens i absolutnie nie jest rażące To złożona i inspirująca książka, zarówno w fabule jak i formie.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na 9 1 rok temu
Lata ryżu i soli Kim Stanley Robinson
Lata ryżu i soli
Kim Stanley Robinson
Uwielbiam historie alternatywne. Nie tylko dlatego że fajne jest takie gdybanie typu jak wyglądałby świat w przypadku wygrania II wojny światowej przez Hitlera (można czymś takim nieźle się wystraszyć) ale przede wszystkim ze względu na dostarczane przez ten koncept możliwości spekulowania nad ewentualnie innym modelem rozwoju cywilizacji, co stanowi przyczynek do głębokiej refleksji nad kondycją ludzkiego społeczeństwa i nad samą naturą człowieka. Tak tez jest w przypadku obszernej powieści Kima Stanleya Robinsona. Pojawia się tu też równie ważki aspekt profetyczny. Z tych powodów uważam, że dzieło amerykańskiego pisarza SF to najlepsza powieść z gatunku historii alternatywnych, jakie dane było mi przeczytać w tym pokręconym żywocie. W paru krótkich zdaniach poniżej postaram się uzasadnić ten sąd. Powieść Robinsona przynosi wyjątkowo rozległe spojrzenie na inną możliwą historię świata. W XIII czarna śmierć, epidemia dżumy w Europie nie jedną trzecią populacji naszego kontynentu, jak w naszym świecie, ale niemal wszystkich jego mieszkańców. Efekt tego jest niesamowity: powstaje świat bez dominującej roli cywilizacji europejskiej i chrześcijaństwa, a głównymi siłami kształtującymi rozwój ludzkości stają się Chiny i islam. Alternatywna historia ukazana jest tu w ujęciu wręcz panoramicznym: siedem jej wieków przesuwa się przed naszymi oczami z niezwykle wizjonerskim wyczuciem. Przyczynia się do tego znakomicie przemyślana konstrukcja fabularna utworu oparta na doktrynie reinkarnacji. Nie jest ważne czy sam autor w nią wierzy i czy wierzy w nią czytelnik. Należy tu spojrzeć na tę koncepcję nie jako przedmiot religijnej wiary, ale jako wyśmienite tworzywo literackie. Dzięki reinkarnacji w kolejnych księgach wracają ci sami bohaterowie w coraz to zmieniających się uwarunkowaniach historycznych. Możemy wraz z nimi przyglądać się dziejom odkryć naukowych i geograficznych, obserwować toczone wojny, uczestniczyć we wzlotach i kryzysach. Mamy przy tym dynamiczną akcję ozdobioną czasami rozważaniami dotyczącymi religii, filozofii i historii. Wszystko to łączy się w pasjonującą lekturę na co najmniej kilka dni, bo jest to grube tomiszcze, prawie 700 stron. Książka rzuca wyzwanie naszemu europocentryzmowi i przyzwyczajeniu, że to my jesteśmy najważniejsi. Moment, w którym ukazała się ta książka też jest znaczący. Właśnie dziś żyjemy w czasach gdy uśpiona dobrobytem Europa zdaje się słabnąć, natomiast wigoru i rozpędu nabiera ekspansjonistyczny islam i dynamicznie się rozwijające się nader liczne społeczeństwo chińskie. Czy przyszłość świata została tu w przewrotny sposób przewidziana? Ano zobaczymy.
romeo - awatar romeo
ocenił na 10 5 lat temu
Gobeliniarze Andreas Eschbach
Gobeliniarze
Andreas Eschbach
Gdzieś, daleko, wysoko, kiedyś, na innych planetach powstają wspaniałe kobierce z ludzkich (kobiecych) włosów. Tkają je mężczyźni - jeden gobelin to jedno życie - tyle czasu trzeba, by powstał i ozdobił cesarski pałac. Nikt nie wierzy, by, jak głoszą stopniowo obcy, cesarz dawno został obalony. Ludzie nie potrafią uwolnić się "od dławiącej wiary w boskość cesarza". Wszak żeglarze monarchy wciąż zabierają gobeliny, zbierają podatki i nakładają kary w imię władcy. Nie jestem entuzjastką science fiction, ale zachęcona przez córkę z dużym zainteresowaniem przeczytałam tę powieść o potędze władzy, strachu przed nią, zniewoleniu, religii i zwykłych ludzkich pragnieniach. Daleko w kosmosie czy blisko na ziemi, obok nas wciąż pozostają one takie same. Można omotać ludzi jakąś ideą, niedorzecznymi wymaganiami, można zastraszyć, narzucić własną wizję świata. Potęgą swej władzy można nawet stworzyć ruch rebeliantów. W powieści cesarz mówi: "władza jest obietnicą, trwającą dopóty, dopóki dążąc do niej napotykamy przeszkody", i dalej: "Łatwo jest narzucić duchowe jarzmo, ale trudno je wyrwać z ludzkich umysłów". Archiwum cesarskie skrywa wiele tajemnic, do których nie jest łatwo dotrzeć rebeliantom. W końcu uda się wyjaśnić historię królestwa Gheery. Trop zdradzi archiwista Emparak, który zna tajemnicę, za włosianymi kobiercami kryje się historia zemsty. Zanim to nastąpi, poznamy wielu ciekawych bohaterów, przemieścimy się w przestworzach kosmicznymi statkami, będziemy przyglądać się Wielkim Mistrzostwom czy słuchać koncertu na trójflecie. To bardzo zajmująca opowieść w siedemnastu rozdziałach z epilogiem. Czy, jak obiecuje to autor, "nigdy nie zapomnimy historii włosianych kobierców"? Tego nie jestem pewna, wiem natomiast, że zapamiętam ją na długo.
wiesia - awatar wiesia
oceniła na 7 1 rok temu
Przejście Connie Willis
Przejście
Connie Willis
“A little while and I will be gone from among you, whither I cannot tell. From nowhere we came, into nowhere we go. What is life? It is a flash of a firefly in the night.” - Ostatnie słowa Crowfoot, Wodza Czarnych Stóp. Książka opowiada o naukowych badaniach nad doświadczeniami z pogranicza śmierci prowadzonych przez psychiatrę Joannę Lander oraz neurologa Richarda Wrighta. Jej lektura była dla mnie przeżyciem samym w sobie, pozostawiła niezmywalny ślad, który na dłużej będzie mi towarzyszył. Dokąd odchodzi nasza świadomość po śmierci i jaką funkcję z naukowego punktu widzenia przedstawia NDE (near-death experience)? Możliwe odpowiedzi odkryjecie na kartach tej powieści. Zacznijmy od oczywistego - tak, “Przejście” jest najbardziej przegadaną książką jaką w życiu przeczytałem, ale w tym szaleństwie zdecydowanie dostrzegam metodę. Było tu mnóstwo foreshadowing dotyczących przyszłych wydarzeń, informacji, które w rozdziałach końcowych mają fundamentalne znaczenie dla tego co obserwujemy, a charakterystyka bohaterów ukazana w ten gadatliwy sposób sprawiała, że zaczyna nam realnie zależeć na tych postaciach - ich przeżyciach, doświadczeniach - a ich determinacja i motywacje nabierają głębokiego, zrodzonego z uczucia i familiarności zrozumienia. Świat rzeczywisty przenika się z doświadczeniami “z pomiędzy” i metaforą sprawiając, że non-stop towarzyszy nam pytanie o sposób funkcjonowania ludzkiego mózgu, na ile możemy zaufać naszym przeczuciom oraz pamięci. Skoro już ten punkt mamy z głowy, pomówmy o zaletach. Na pewno nie spotkałem się z lepszym przedstawieniem metodologii naukowej i wyzwań jakie występują przy pracach badawczych w oparciu o wywiady personalne. Jesteśmy podatni na wiele błędów poznawczych, a jednym z nich i działającym najmocniej jest “efekt potwierdzenia”, o który bardzo łatwo gdy usiłujemy ustalić interesujący nas fakt. Samo cross-examination, porównywanie wielu pozornie niezależnych źródeł lub zmiennych na raz nosi ryzyko przypadkowego błędu wynikającego z naszej preferencji wobec określonych danych wyjściowych. Tak samo jest z korelacją i przyczynowością, wielokrotnie mylonych, bowiem potrafią wynikać z zupełnie niezależnej zmiennej. W “Przejściu” doświadczamy również innych przeszkód natury ludzkiej - czy osoba poddana badaniu może mieć powody by kłamać, czy może być ideologicznie zaprogramowana w celu ujrzenia określonych obrazów? Czy dopowiada sobie logiczny ciąg wydarzeń post factum? Czy wizje, których doświadczają pacjenci podczas NDE mogą wynikać z przenikania danych do naszego sensorium w sposób nieuświadomiony? Jaki wpływ może mieć sposób zadawania pytań na wynik obserwacji? I tak dalej i tak dalej. Mnóstwo było tego w pierwszej części tekstu (sama powieść dzieli się na 3 części) i zostało to pokazane perfekcyjnie. Nuda? Dla kogoś niezainteresowanego metodologią naukową i nauką sensu stricte na pewno, dla mnie to było coś naprawdę godnego uwagi, coś czemu się poświęca tak mało uwagi w powieściach science fiction (albo zbywa się jednym machnięciem ręki, jednym zdaniem, aby odhaczyć element wątpliwości), a tutaj opisano we wspaniały sposób to, jak możemy wielokrotnie błądzić na drodze naukowego poznania. Książkę powinny przeczytać wszystkie pseudonaukowe głąby chcące poprawiać naukowców siedząc na kibelku z telefonem w ręku. Drugą rzecz, za którą chciałbym pochwalić autorkę jest to, że podejmując się takiego tematu (który nie ukrywajmy, w społecznej świadomości ma dosyć religijne konotacje) do samego końca przedstawia naukę z należytym jej szacunkiem. Mam na myśli to, że autorka nie odlatuje w wishful thinking nawet w kulminacyjnych elementach powieści i choć wielokrotnie stawia czytelnika na tym rozdrożu między wiarą, a nauką, balansuje na granicy pomiędzy tym co wytłumaczalne, a tym co wymyka się naszej percepcji, to ani na chwilę nie odlatujemy w bełkot lecz obcujemy z wybitnie introspektywną, wielopoziomową, wysokich lotów realistyczną literaturą SF, która daje sporo do myślenia i zostawia nas w tym słodkim miejscu, w które celuje wielka proza - na pograniczu, na rozdrożu i zachęca nas do samodzielnej interpretacji wydarzeń. Trzecią rzecz, za którą muszę pochwalić “Przejście” jest finalny, trzeci akt powieści, który trzymał mnie w fotelu do późnych godzin nocnych. W drugim akcie autorka serwuje nam znakomity zwrot akcji, który wziął mnie całkowicie z zaskoczenia i sprawił, że nie potrafiłem odłożyć książki na bok, musiałem wiedzieć jak ta historia się skończy. I podoba mi się też jak autorka wybrnęła z tego ryzykownego manewru - nie po hollywoodzku, a z wielką dojrzałością i inteligencją. O postaciach już mówiłem, ale bardzo krótko: Maisie, mała dziewczynka o chorym sercu, która uwielbia historie o wielkich katastrofach i potrafi “grać na czas” by odwiedzający ją w szpitalu goście zostali z nią odrobinkę dłużej to najcudowniejszy dzieciak o jakim przyszło mi czytać w ostatnich latach. Rozkosznie dziecinna, bystra, pełna życia mimo poważnej choroby, zarażająca swoim humorem i osobowością wszystkich wokół siebie. No przesympatyczny dzieciak. Jest też staruszek, który ciągle konfabuluje opowieści z II wojny światowej i o ile już ten gagatek potrafi działać na nerwach czytelnika, to czasami muszę przyznać śmiałem się do siebie wyobrażając sobie jego i ludzi, którym nie daje spokoju. W ogóle w tej powieści jest dużo ciepła i humoru. Para naszych głównych bohaterów ma również przyjemne - tak bardzo nie-disneyowskie, niedzisiejsze, tylko prawdziwie zabawne - poczucie humoru, nie popadają jednak w karykaturę. Wcielanie się w ich umysły pozwala nam na eksploracje tematyki NDE pod wieloma kątami - od środka i od zewnątrz, poprzez oczy naukowca i poprzez oczy kogoś wybitnie spostrzegawczego i biegłego w interpretowaniu ludzkich zachowań. Wielka szkoda, że nie mogłem czytać tej książki w roku jej publikacji (2001), ponieważ byłaby ona jeszcze mocniej immersyjna. Dlaczego? Nie mogę wyjawić więcej oprócz tego, że pewien film odcisnął spore piętno w ludzkiej świadomości i w pewien sposób miał on pośredni związek z wydarzeniami rozgrywanymi w drugiej części “Przejścia”. Tak czy inaczej był to kolejny, interesujący zwrot akcji, który powoduje dodatkowe zainteresowanie. Co się dzieje ze świadomością gdy umieramy? Czy można opisać doświadczenie z pogranicza śmierci? Connie Willis robi wspaniałą robotę opisując te wszystkie wizje, próbując je objaśnić nauką tam, gdzie możliwe i wchodząc w dywagacje tam, gdy nasze zmysły każą nam sugerować, że te obrazy są bardziej rzeczywiste niż sny, że osoby doświadczające śmierci klinicznej mają wrażenie, że faktycznie gdzieś egzystowały podczas tych epizodów. Albo jak opisać wrażenie głębokiego przekonania o czymś, na co nie ma się żadnych dowodów? Przekonania tak pełnego, tak przeszywającego, nie dającego się opisać komuś, kto nie doświadczył tego samego. Jak opisać pewność bez zrozumienia źródła tej pewności? Connie Willis radzi sobie kapitalnie i z tym zadaniem. Chciałbym tutaj pochwalić również opisy z 3 aktu, ale musiałbym wejść w spoilery aby coś o nich powiedzieć merytorycznego - w każdym razie, były świetne! Każdy z 60 rozdziałów otwiera krótki cytat zawierający ostatnie słowa przed śmiercią różnych ludzi, którzy jakoś zapisali się w historii świata. Nie będę ukrywał, robi to wrażenie i dodatkowo podsyca klimat tej opowieści gdy się to czyta, gdy jesteśmy wciągnięci już w wir narracji i odkrywania tajemnic z pogranicza życia i śmierci. Dlatego postanowiłem zacząć tą opinię właśnie od przykładu, który dosyć dobrze to oddaje. Cała ta książka jest jednym wielkim doświadczeniem. Próbując ją przyporządkować do standardów literackich, rozczłonkowywać ją na czynniki pierwsze pisząc, że pewne fragmenty były niepotrzebne, a coś można by było skrócić tak naprawdę odbieramy tej powieści ten element, który nadaje jej realizmu. Bohaterowie natykają na ślepe uliczki, fałszywe tropy, błędy poznawcze, wyciągają fałszywe wnioski, podejmują złe decyzje, trafiają na niewłaściwy czas lub docierają w niewłaściwe miejsce. Wszechświat “ukrywa” przed nimi informacje, rzeczy martwe nie chcą współpracować, pamięć płata figle, nie wszystko idzie we właściwym kierunku - ale tak z perspektywy całości należy powiedzieć, że każda postać (nawet epizodyczna, może poza jedną) odegrała istotną rolę w zakończeniu, a wszystkie ślady prowadziły naszych odkrywców do poznania ostatecznej tajemnicy, jaką jest śmierć. Bo wiecie, w nauce nie uczymy się tylko z sukcesów, ale i porażek - i ta książka doskonale to ilustruje. Na poziomie metaforycznym pokazuje, ile przeszkód staje przed dokonaniem znaczącego progresu naszej wiedzy i jak istotne w tym wszystkim są porażki. Zakończenie jest świetne, sam bym lepiej tego nie wymyślił. Niezmiernie polecam lekturę osobom, którzy chcą mieć realistyczne podejście do tego tematu, a jednocześnie poczuć na swojej skórze ten dreszczyk związany z odkrywaniem czegoś ważnego i fantastycznego. Jest tu mnóstwo rzetelnej nauki i głębokiego researchu z dziedziny neurologii, są wyraziste postacie, są emocje, troska i cudowne objawienia na krawędzi niepoznawalnego. Jestem absolutnie pewny, że zamierzam przeczytać wszystkie pozostałe książki tej autorki (która to, jak dowiedziałem się przed kilkoma dniami, jest rekordzistką jeśli chodzi o główne nagrody literackie z gatunku fantastyki - Hugo (11 nagród), Locus (10), Nebula (7)). Polecam lekturę po angielsku - język jest bardzo prosty, a z autopsji wiem, że czytanie łatwo przyswajalnej prozy w języku obcym wzmaga naszą koncentrację i nie nudzimy się tak łatwo jak z tekstem w naszej ojczystej mowie.
Jacob94 - awatar Jacob94
ocenił na 9 2 lata temu

Cytaty z książki Metropolita

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Metropolita