Ludzie żywi

Okładka książki Ludzie żywi
Tadeusz Boy-Żeleński Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Cykl: Pisma (Tadeusz Boy-Żeleński) (tom 3) biografia, autobiografia, pamiętnik
476 str. 7 godz. 56 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Cykl:
Pisma (Tadeusz Boy-Żeleński) (tom 3)
Data wydania:
1956-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1956-01-01
Liczba stron:
476
Czas czytania
7 godz. 56 min.
Język:
polski
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ludzie żywi w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ludzie żywi

Średnia ocen
7,2 / 10
26 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
486
323

Na półkach:

Wzorowa praca krytyczna. Boy głęboko i po ludzku wchodzi w autora i jego dzieło jak w jedno i szuka wartości kierując się jednym tylko założeniem - że jest, ponieważ na swój warsztat bierze tylko postacie wybitne. Ostra krytyka Boya wcale nie boli, bo jest głosem lekarza, który wyraża w ten sposób troskę o pacjenta, tłumaczy go przed czytelnikiem i przede wszystkim - jak to Boy - sprowadza go na ziemię, "odbrązawia". Tylko w ten sposób niedoskonałości wielkich ludzi nie rozczarowują.

Na szczególną uwagę zasługuje przedstawienie Przybyszewskiego. Żeleński pisał o nim jakby pod natchnieniem, jak Rozanow o Gogolu. Najwyższy poziom krytyki, zupełnie nieprofesjonalny, uczuciowy, wyrozumiały i mądry. Boy powinien być w kanonie lektur licealnych.

Wzorowa praca krytyczna. Boy głęboko i po ludzku wchodzi w autora i jego dzieło jak w jedno i szuka wartości kierując się jednym tylko założeniem - że jest, ponieważ na swój warsztat bierze tylko postacie wybitne. Ostra krytyka Boya wcale nie boli, bo jest głosem lekarza, który wyraża w ten sposób troskę o pacjenta, tłumaczy go przed czytelnikiem i przede wszystkim - jak to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

90 użytkowników ma tytuł Ludzie żywi na półkach głównych
  • 45
  • 43
  • 2
19 użytkowników ma tytuł Ludzie żywi na półkach dodatkowych
  • 12
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Stefan Grabiński: Wokół twórczości. Eseje - wywiady - recenzje Rajmund Bergel, Maksymilian Bienenstock, Józef Birkenmajer, Tadeusz Boy-Żeleński, Emil Breiter, Janina Brzostowska, Kazimierz Czachowski, Stanisław Czosnowski, Zdzisław Dębicki, Henryk Drzewiecki, Wilhelm Feldman, Stefan Grabiński, Michalina Grekowicz, Krzysztof Grudnik, Wilam Horzyca, Emil Igel, Zbigniew Irzyk, Karol Irzykowski, Józef Jedlicz, Zygmunt Kisielewski, Stefan Kołaczkowski, Edward Kozikowski, Kazimierz Krobicki, Stefan Krzywoszewski, Jan Lechoń, Stanisław Maykowski, Jan Nepomucen Miller, Tadeusz Michał Nittman, Jan Parandowski, Stanisław Pieńkowski, Leon Piwiński, Jerzy Eugeniusz Płomieński, Władysław Pniewski, Władysław Rabski, Zygmunt Sarnecki, Tadeusz Sinko, Tymon Terlecki, Kazimierz Wierzyński, Jan Zahradnik, Henryk Zbierzchowski, Zdzisław Żygulski
Ocena 8,3
Stefan Grabiński: Wokół twórczości. Eseje - wywiady - recenzje Rajmund Bergel, Maksymilian Bienenstock, Józef Birkenmajer, Tadeusz Boy-Żeleński, Emil Breiter, Janina Brzostowska, Kazimierz Czachowski, Stanisław Czosnowski, Zdzisław Dębicki, Henryk Drzewiecki, Wilhelm Feldman, Stefan Grabiński, Michalina Grekowicz, Krzysztof Grudnik, Wilam Horzyca, Emil Igel, Zbigniew Irzyk, Karol Irzykowski, Józef Jedlicz, Zygmunt Kisielewski, Stefan Kołaczkowski, Edward Kozikowski, Kazimierz Krobicki, Stefan Krzywoszewski, Jan Lechoń, Stanisław Maykowski, Jan Nepomucen Miller, Tadeusz Michał Nittman, Jan Parandowski, Stanisław Pieńkowski, Leon Piwiński, Jerzy Eugeniusz Płomieński, Władysław Pniewski, Władysław Rabski, Zygmunt Sarnecki, Tadeusz Sinko, Tymon Terlecki, Kazimierz Wierzyński, Jan Zahradnik, Henryk Zbierzchowski, Zdzisław Żygulski
Tadeusz Boy-Żeleński
Tadeusz Boy-Żeleński
Polski pisarz, poeta-satyryk, kronikarz, eseista, tłumacz literatury francuskiej, krytyk literacki i teatralny, działacz społeczny. Przyszedł na świat w Warszawie. Pochodził z rodziny szlacheckiej (herbu Ciołek). Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego (medycyna). Po studiach pracował jako pediatra w jednym z krakowskich szpitali. Współtwórca kabaretu Zielony Balonik. Przedstawienia kabaretu odbywały się w latach 1905-1912 w krakowskim lokalu "Jama Michalika", a wstęp był wyłącznie na zaproszenia. Boy-Żeleński przełożył na polski liczne dzieła literatury francuskiej (m.in. "Pieśń o Rolandzie", "Tristana i Izoldę", wszystkie sztuki Moliera i Woltera czy "Komedię ludzką" Balzaka), za co dostał wysokie odznaczenia francuskie. Był autorem wielu książek za zakresu historii literatury. W latach 1922-1936 mieszkał w miejscu w Warszawie, w którym wiele lat później swoją siedzibę miało Wydawnictwo "Iskry". Obecnie krakowski Teatr Bagatela nosi im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Wybrane dzieła twórcy: "Z mojego dzienniczka. Akord smutku" (Geberthner i Ska, 1917), "Flirt z Melpomeną" (I-IX tomy, Instytut Wydawniczy "Biblioteka Polska", 1920-1932), "Pani Hańska" (Wydawnictwo Hermana Altenberga we Lwowie, 1925), "Marzenie i Pysk" (Wydawnictwo "Rój", 1930), "Obrachunki fredrowskie" (Geberthner i Ska, 1934). Żona: Zofia Pareńska (07.06.1904-04.07.1941, jego śmierć), syn Stanisław (ur. 23.02.1905).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ciekawość. Felietony z lat 1973-1976 Antoni Słonimski
Ciekawość. Felietony z lat 1973-1976
Antoni Słonimski
Lubię czytać książki sprzed kilkudziestu lat, choć nie do końca miłe jest zaskoczenie, gdy okazuje się, że ich treść nadal jest aktualna. W czasie tych dekad coś się powinno zmienić, nieprawdaż? Jak się okazuje, zmienia się niewiele albo zupełnie nic. Wciąż wałkujemy te same problemy i mało się uczymy, albo w ogóle. Ciekawość to zbiór felietonów Antoniego Słonimskiego z lat 1973 – 76, wydrukowanych w “Tygodniku Powszechnym”. To ostatnia książka autora opracowana przez niego samego tuż przed śmiercią, a wydana w 1981 roku. Zawiera teksty na tematy wszelkie, m.in. o książkach, filmach, innych autorach oraz problemach społecznych. Słonimski to niezwykle spostrzegawczy człowiek, a przy tym jest całkiem mądry i dość (mimo wszystko) skromny. Dlatego można wierzyć w obraz Polski jaki się z jego wypowiedzi wyłania. Była to Polska smutna i zacofana. Codzienność w PRL Pisarz dużo uwagi poświęca wielu różnym problemom społecznym i kulturalnym, które wciąż są aktualne. Jednym z nich jest malejące znaczenie słowa. Pisze się dużo, coraz więcej, tylko coraz mniej z tego wynika. Jakże to aktualne, szczególnie, że coraz popularniejszy staje się self-publishing oraz wydawnictwa typu venture. Podobnie głośno ostatnio o roli tłumaczy książek, których rola jest często pomijana. Okazuje się, że to niechlubna „tradycja”, którą Słonimski również wypomina w swoich felietonach. Znajdzie się też w Ciekawości wiele innych okruchów życia w PRL, tego codziennego i tego niecodziennego. Na przykład z jednego z felietonów wynika, że Słonimski nie był fanem alpinizmu, a przecież to były czasy polskich herosów – Kukuczki i Wandy Rutkiewicz, którą zresztą w swoim felietonie wspomina, choć nie z nazwiska. Pisarz jednak uważa, że alpinizm (“nie wiadomo dlaczego zwany wciąż alpinizmem, skoro uprawiany w Himalajach”) to niepotrzebne umartwianie się i proszenie się o nieszczęście. Albo inna ciekawostka. Pisze Słonimski o pewnym czasopiśmie, które wydrukowało dość obrazowe i dosadne opisy seksu homoseksualnego i że on jest takim tekstom przeciwny. A ja nie wiedziałam, że w latach siedemdziesiątych takie kontrowersyjne publikacje w ogóle były możliwe. Słonimski (za co bardzo go cenię) nie boi się nazwać rzeczy po imieniu i cytuje potworną grafomanię pisząc o niej wprost, że to bełkot. A jak się uważnie wczytamy, to znajdziemy podobnych smaczków o wiele więcej. Na przykład na temat roli telewizji, albo o tym, że nad samochodami elektrycznymi Anglicy zaczęli już pracę w latach sześćdziesiątych, czy okruchy informacji na temat skutków marca 1968. Dowiemy się też, że brakowało też papieru na książki, o czym autor wspomina kilka razy. Acz jest to dość zabawne, że w jego książce również się trochę cennego papieru zmarnowało – kilka z felietonów zostało wydrukowanych podwójnie. Zbiór felietonów Ciekawość zawiera sześćdziesiąt osiem tekstów, każdy z nich ma maksymalnie cztery strony. I muszę przyznać, że jest to format specyficzny. Nie da się czytać ich ciągiem, trzeba odkładać, odczekiwać, po troszku. Najwyżej po dwa teksty z rzędu, nie więcej. Inaczej człowiek gubi się w natłoku tematów, ale efekt jest całkiem udany. Słonimskiemu po raz kolejny udało się skłonić mnie do przemyśleń o tym, jak było kiedyś, a jak jest teraz. Kilka razy nawet parsknęłam śmiechem. No a poza wszystkim, to kawał dobrze napisanej literatury. Smutne jest tylko to, że to książka z likwidowanych zbiorów bibliotecznych i niestety wygląda na nigdy nie czytaną…
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 8 6 lat temu
Błazen-wielki mąż. Opowieść o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim Józef Hen
Błazen-wielki mąż. Opowieść o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim
Józef Hen
Autorzy biografii nie zawsze mają szansę na polubienie swoich bohaterów, a w niektórych przypadkach jest to wręcz niemożliwe. Tadeusza Boya Żeleńskiego z jego erudycją, dowcipem i inteligencją trudno jest nie obdarzyć sympatią i, jak można się było spodziewać, biograf - Józef Hen, ma do niego właśnie taki - serdeczny i pełen uznania - stosunek. To nie jest powieść biograficzna, a starannie przygotowana biografia o cechach pracy popularno-naukowej. Poświęcona niezwykłemu człowiekowi, któremu przyszło żyć i tworzyć w trudnych czasach, dużo miejsca i uwagi oddaje historycznym uwarunkowaniom jego działalności. Autor wyznaje, że przed laty pojawiła się szansa na prawdziwe spotkanie obu panów - przeszło sześćdziesiecioletniego Boya i czternastoletniego Hena. Było to we Lwowie podczas pierwszych lat wojennych, nie udało się jednak Henowi dotrzeć na jeden z otwartych odczytów pisarza. To pozycja dla osób zainteresowanych Tadeuszem Żeleńskim i jego twórczością, która jest nie tylko bardzo dokładnie opisana, ale również skomentowana. Szczególnie praca recenzencka, działalność teatralna i środowisko literackie skupione wokół teatru zostały wnikliwie rozpoznane. Myślę, że przed przeczytaniem, dobrze jest mieć już za sobą przynajmniej lekturę felietonów lub innych mniejszych form literackich, bo biografia tej postaci bez znajomości twórczości lub jakiegoś szczególnego zainteresowania literaturą okresu Młodej Polski i Międzywojnia, może okazać się dla laika zbyt drobiazgowa i nużąca. Oczywiście, poza pracą nad felietonami, tłumaczeniami, recenzjami i działalnością społeczną poznamy również prywatne życie bohatera, ale to, chociaż bogate i szeroko komentowane, zostało przez Hena pokazane bardzo taktownie i dyskretnie. Romanse pisarza i wieloletni związek z Ireną Krzywicką, komentują właściwie tylko relacje pochodzące od niej samej lub zachowane fragmenty korespondencji. To było dla mnie bardzo udane spotkanie z jednym z ulubionych autorów Józefem Henem, tym razem w roli życzliwego i dociekliwego biografa. Tadeusza Boya Żeleńskiego zobaczyłam w nowym świetle, nie tylko jako krytyka, skandalistę, autora prześmiewczych tekstów i sprawnego tłumacza literatury francuskiej, ale przede wszystkim bezkompromisowego, upartego, odważnego wyraziciela swoich poglądów i opinii o teatrze, literaturze, sztuce, często wbrew panujacym trendom i zwyczajom, nie stosujących taryfy ulgowej nawet dla przyjaciół. Szczególnie teraz, w czasach bezkrytycznego zachwycania się banałem i twórczością (delikatnie mówiąc) mało wartościową (często z powodów wyłącznie merkantylnych) wydaje mi się to niezwykle cenne.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na 9 4 miesiące temu
Alchemia słowa Jan Parandowski
Alchemia słowa
Jan Parandowski
„To książka pełna najpiękniejszych zdań na temat literatury, jakie kiedykolwiek zostały spisane po polsku. ” Mariusz Szczygieł Książka stała się bestsellerem, była wielokrotnie wznawiana i jest uważana za biblię i lekturę obowiązkową dla miłośników literatury i warsztatu pisarskiego !!! Pisarz był dwukrotnie nominowany w latach 1957 i 1959 do Nagrody Nobla. Niestety, nie był komunistą, jak chociażby Szymborska, czy działaczkom, jak ta druga "gwiazda" antychrześcijańsko - tęczowo - lewackiego odchylenia i d.... zbita, jak to się mówi. O tym, że autor był świetnym historykiem i obserwatorem niech świadczy fakt, że w 1947 r. w " Odrodzeniu " napisał: " Niebawem rozpoczną Niemcy wielką ofensywę moralną przeciw tym, których wczoraj zabijali i tępili z zamiarem całkowitej zagłady. W coraz już śmielszej propagandzie ludność polska, nawet księża polscy są przedstawiani jako nieludzcy oprawcy na Ziemiach Odzyskanych, Można być pewnym, że w niedalekiej przyszłości znajdą się pióra dość nikczemne, by, najpierw zohydzić męczeńskie narody, następnie zaryzykować rehabilitację katów Europy. Nie wystarczy protestować, karcić, oburzać się, trzeba zmusić do myślenia, trzeba także pióra złamać wstydem. Może to zaś uczynić tylko ciągła naoczność faktów " No tak, wszystko przewidział, tylko jednego... nie. Nie połączył faktów związanych z rozbiorami Polski i z tym, że należy do Wielkiego Narodu IDIOTÓW. Powinien przewidzieć, że kilka dekad później, Polską będzie rządził niemiecki namiestnik !!! Książkę POLECAM !!!
ando - awatar ando
ocenił na 10 1 miesiąc temu
Wyznania gorszycielki Irena Krzywicka
Wyznania gorszycielki
Irena Krzywicka
Irena Krzywicka (1899-1994) przyszła na świat w Jenisiejsku w rodzinie polskich Żydów, zesłanych na Syberię za działalność socjalistyczną. Ojciec zmarł na gruźlicę niedługo po powrocie do Polski, matka, zwana przez nią Maminkiem, była aż do swej śmierci jej najwierniejszą przyjaciółką. Oczytana i jak na kobietę świetnie wykształcona oraz ambitna z przytupem dołączyła Irena do międzywojennego środowiska literackiego. Jej najbardziej znane publikacje ukazywały się w Wiadomościach Literackich Mieczysława Grydzewskiego, jest też autorką kilku książek. Swą autobiografię zaczęła pisać we Francji w latach 1970-ych, po niemal całkowitej utracie wzroku nagrywała wspomnienia, a książkę do druku przygotowała Agata Tuszyńska. Pierwsze wydanie „Wyznań gorszycielki” ukazało się dwa lata przed śmiercią Krzywickiej, a jego pomysł Marian Hemar miał skomentować z typowym dla siebie sarkazmem: „Droga Irenka, nasze stare chodzące poboyowisko”*. Według dość zgodnych opinii gorszycielką została Krzywicka nie tyle z powodu rozwiązłości w życiu prywatnym - wierność małżeńska nie była w tym środowisku powszechnie obowiązującą normą - lecz z racji głoszonych publicznie przez nią i Boya poglądów oraz konkretnych inicjatyw. Inaczej jednak niż biografkę Boya**, czworokąt małżeński, Irena-Jerzy Krzywicki-Zofia Żeleńska-Boy, dość mocno Krzywicką uwierał. Przynajmniej tak wygląda to w jej wspomnieniach. Mimo fatalnej technicznej jakości wydania „Wyznań…”, na jakie trafiłam, nie mogłam się od lektury oderwać. Początkowa część książki, jakieś 40% tekstu, to ciekawy opis relacji rodzinnych, przymiarek do różnych dróg kariery oraz pierwszych prób zaistnienia w środowisku literatów. Jako atrakcyjna kobieta na brak zalotników nie narzekała. Spośród trzech zaprzyjaźnionych na męża wybrała początkującego prawnika, syna Ludwika Krzywickiego, uznanego twórcy polskiej socjologii. Boya spotkała, kiedy wydawało się, że po urodzeniu pierwszego syna, Piotrusia, jej małżeństwo z Jerzym już okrzepło. Ale atrakcyjności, także fizycznej, sławie i wspólnocie przekonań z dwadzieścia pięć lat starszym facetem nie potrafiła się oprzeć. Mimo że wówczas, w roku 1928, nie pod każdym względem pasował do definicji Boya, jaką wygłosił dziesięć lat wcześniej przypadkowo spotkany Jan Lechoń, a mianowicie że jest to „…melancholik, erotoman, pijak, karciarz … najbardziej czarujący, najinteligentniejszy człowiek na świecie”. Miłości do Ireny pozostał Boy wierny do śmierci, od alkoholu też już wtedy stronił. Owszem, była świadkiem jego stanów depresyjnych, załamania pod wpływem krytyki i ataków, z obu stron sceny polityczno-obyczajowej, za wprowadzenie w dyskurs publiczny i nieśmiałe próby instytucjonalnego usankcjonowania pewnych tematów tabu. Ich ostrze w pewnym sensie bardziej było bolesne dla niego niż dla niej. Jan Skiwski, na przykład, atakował go za propagowanie „życia ułatwionego”. Czy chodziło mu także o zdjęcie odium, a w każdym razie o zrezygnowanie z karalności za homoseksualizm? Krzywicka przyznaje, że ich próby wprowadzania antykoncepcji i bezpiecznych zabiegów aborcji nastąpiły w Polsce „… o trzydzieści lat za wcześnie”. Pierwsze ośrodki Świadomego Macierzyństwa nie cieszyły się popularnością i dość szybko zostały zlikwidowane. Tymczasem, gdy ona zaczęła być krytykowana także za swoje relacje sądowe, głównie za obronę Rity Gorgonowej, Boya atakowano już za wszystko. „A że tyle piszę? - żalił się Irenie - U nas nie lubią ludzi, którzy za dużo pracują”. Lata 1930-te to nowe fale antysemityzmu i faszyzacji Polski. O tym oczywiście wyznania Krzywickiej też wspominają. Ich największa wartość polega, moim zdaniem, na obleczeniu tych i innych zjawisk w konkrety, co wiąże się naturalnie z jej ocenami ludzi, na ogół trafnymi, a przy tym zawsze bardzo ciekawymi. Na przykład o dwóch byłych skamandrytach, Jarosławie Iwaszkiewiczu i Antonim Słonimskim pisze: Iwaszkiewicz „jako homo publicus był godny niechęci, jako człowiek prywatny był serdeczny i miły, odwrotnie niż Antoni - jako homo publicus - godny najwyższego szacunku, ale prywatnie egocentryk zupełnie niezdolny do wyjścia poza samego siebie”. A że Irenkę - jak mówi znane porzekadło - znała cała Warszawa, ze wzajemnością, tj. ona znała wszystkich, lektura jej wspomnień stanowi prawdziwą frajdę. Nawet jeśli nie do końca wiadomo, czy są one osadzone - jak w przytoczonym cytacie - jedynie w jej wrażeniach ze znajomości podczas pobytu w Warszawie i Podkowie Leśnej, czy sięgają również okresu powojennego. „Wyznania gorszycielki” kończą się po wojnie, kiedy to - nie ma co ukrywać, dzięki swej przedwojennej popularności - uzyskała Irena Krzywicka szanse na nowy początek. Co w ogóle miałby on znaczyć po stracie najważniejszych osób w jej życiu? No i czy lektura książki Agaty Tuszyńskiej pt. „Krzywicka. Długie życie gorszycielki” jest, mimo nie najlepszych ocen książki, wskazana? Ale przed natychmiastowym zabraniem się do niej powstrzymać się oczywiście nie potrafię. *Wszystkie cytaty pochodzą z wydania książki, do którego miałam dostęp. **Monika Śliwińska: Książę. Biografia Tadeusza Boya-Żeleńskiego.
Nina - awatar Nina
oceniła na 8 1 rok temu
Dzienniki 1927-1969 Anna Kowalska
Dzienniki 1927-1969
Anna Kowalska
Jakie dziwne te dzienniki. Bierzesz je do ręki, bo będzie smacznie, bo już wszem i wobec ogłoszono: to "ta od Dąbrowskiej", lesbijska, zakazana miłość. A tu historia samoistnej twórczej kobiety, która się zmaga ze sobą i z wirażami życia i się w swoich zapiskach z trudem, skąpo, powoli sobą dzieli. Osobną sprawą jest, co zapisała, a co czytamy. Dzienniki są starannie wydane, ale opuszczeń bez liku. Jestem wielkim wrogiem tej maniery. Ile autorki nam udostępniono, ile przed nami ukryto, co oceniono, jako ważne i czemu? Przeklęte są te znaki opuszczenia [...]. Po drugie, nie ułatwia lektury powściągliwość Kowalskiej, jej niewylewna natura, trudność, skrótowość, jakaś chropowatość pisania. Po trzecie, jak sama szczerze wyznaje - mocna autocenzura, która okroiła te zapiski z mnóstwa treści. Rozczarowują zwłaszcza lata 40. i 50. i to zarówno w sprawach osobistych (tu więcej mówią listy), jak w opisie rzeczywistości powojennej. "To, co z wieloma ludźmi działo się u nas za Stalina, jest dzisiaj już niepojęte i albo zapomniane, albo też załatwione słowem: nikczemność, zdrada. Ileż lubieżności było w schlebianiu, w oddawaniu siebie aż do śmierci włącznie" - tak, właśnie tego nam nie dane poznać! Zapiski z lat 60. nabierają soczystości. Obok spraw publicznych drugi nurt to twórczość, która nie przychodziła łatwo. Trzeci, najważniejszy nurt - życie wewnętrzne. Ciekawe, a nawet fascynujące u Kowalskiej jest zdobywanie samodzielności bycia i myślenia (w jakimś przeklętym cieniu najpierw męża, potem "Maryjki"), zdobywanie odwagi publicznego występowania, wybijanie się w opozycyjnym nurcie środowiska literackiego i pozycja, jaką zdobyła, a przede wszystkim - rozpoznawanie siebie. Dzienniki pokazują, jaka masa splątanych uczuć i myśli buzowała tej kobiecie. O samej Dąbrowskiej pisała: "Kochałam ją tyloma miłościami..." I nie była to jedyna miłość, bo cóż powiedzieć o pogmatwanej, ale głębokiej miłości do męża - Jerzego Kowalskiego, a przede wszystkim o tej najmocniejszej - do córki Tuli. Nie dajcie się zwieść schematom wciskanym przez obyczajowych rewolucjonistów ani wrażeniu "herod baby" ze zdjęć.
Vincentius - awatar Vincentius
ocenił na 7 4 lata temu

Cytaty z książki Ludzie żywi

Więcej
Tadeusz Boy-Żeleński Ludzie żywi Zobacz więcej
Tadeusz Boy-Żeleński Ludzie żywi Zobacz więcej
Tadeusz Boy-Żeleński Ludzie żywi Zobacz więcej
Więcej