Lucky Luke kontra Pat Poker

Okładka książki Lucky Luke kontra Pat Poker
Morris Wydawnictwo: Story House Egmont Cykl: Lucky Luke (tom 5) Seria: Klub Świata Komiksu komiksy
48 str. 48 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Lucky Luke (tom 5)
Seria:
Klub Świata Komiksu
Tytuł oryginału:
Lucky Luke contre Pat Poker (5)
Data wydania:
2021-11-10
Data 1. wyd. pol.:
2021-11-10
Liczba stron:
48
Czas czytania
48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328159297
Tłumacz:
Maria Mosiewicz
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Lucky Luke kontra Pat Poker w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Lucky Luke kontra Pat Poker

Średnia ocen
6,9 / 10
25 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1391
1341

Na półkach:

Pat Poker przewijał się przez całą serię wielokrotnie. Postać ta zadebiutowała w 1951 roku na łamach historii "Porzadki w Red City", które ukazywało się w odcinkach w magazynie "Spirou". W 1952 natomiast wystąpił ponownie w opowiadaniu "Zamieszanie w Tumbleweed", również pierwotnie wydawanym w odcinkach. Dopiero w 1953 obie historie wydano w całości w jednym albumie, który w końcu ujrzał światło dzienne w Polsce, za sprawą wznowienia całej serii kilka lat temu. I widać, że komiks w tamtych latach powstawał w zupełnie innych warunkach społecznych, bo zawiera elementy, które dziś mogłyby budzić pewne kontrowersje.

Nie zapominajmy, że po przygody Lucky Luke'a sięgają nie tylko dorośli, ale głównie ludzie młodzi oraz dzieci. To do nich jest ta seria adresowana, a dziś od takich komiksów wymaga się pewnej dozy, hmm... wrażliwości. Dla przykładu w jednej ze scen główny bohater zabija skunksa, którego wcześniej sam przyniósł do miasteczka. Dawniej scena byłaby dość komiczna, szczególnie, że potem grabarz musiał odwalić brudną robotę i zakopać zwierzaka zamiast klienta, ale dziś może to budzić niesmak. Takich sytuacji w całym komiksie jest kilka i osoba nie znająca realiów społecznych tamtych lat może poczuć się oburzona.

Ogólnie widać jak na dłoni, że komiks mocno się postarzał. Nie dość, że kreska jest zupełnie inna, to postacie powszechnie palą tytoń, piją alkohol czy tłuką się bez opamiętania. Dziś te same sceny byłyby nieco złagodzone i mimo wszystko dobrze, bowiem w tym albumie z czasem zwyczajnie męczą. Za dużo tego i w kółko dostajemy to samo. Może i sprawdzało się to gdy było publikowane w odcinkach, ale jako cały album po czasie staje się zbyt powtarzalne.

Ogólnie komiks polecam raczej kolekcjonerom i osobom chcącym poznać początki słynnego kowboja. Jego przeciwnik, Pat Poker, miał później o wiele ciekawsze i bardziej rozbudowane przygody. Nawet jeśli grał dalszoplanowe role. Tutaj poznajemy jego początki, ale poza kilkoma naprawdę udanymi scenami, jest on postacią do bólu przewidywalną. Cóż... taki urok lat pięćdziesiątych XX wieku.

Pat Poker przewijał się przez całą serię wielokrotnie. Postać ta zadebiutowała w 1951 roku na łamach historii "Porzadki w Red City", które ukazywało się w odcinkach w magazynie "Spirou". W 1952 natomiast wystąpił ponownie w opowiadaniu "Zamieszanie w Tumbleweed", również pierwotnie wydawanym w odcinkach. Dopiero w 1953 obie historie wydano w całości w jednym albumie, który...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

38 użytkowników ma tytuł Lucky Luke kontra Pat Poker na półkach głównych
  • 30
  • 8
25 użytkowników ma tytuł Lucky Luke kontra Pat Poker na półkach dodatkowych
  • 9
  • 5
  • 5
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Biały jeździec Rene Goscinny, Morris
Ocena 7,5
Biały jeździec Rene Goscinny, Morris
Okładka książki Zasieki na prerii Rene Goscinny, Morris
Ocena 7,7
Zasieki na prerii Rene Goscinny, Morris
Okładka książki Śpiewający drut Rene Goscinny, Morris
Ocena 7,5
Śpiewający drut Rene Goscinny, Morris
Okładka książki Eskorta Rene Goscinny, Morris
Ocena 7,8
Eskorta Rene Goscinny, Morris
Okładka książki Cesarz Smith Rene Goscinny, Morris
Ocena 7,1
Cesarz Smith Rene Goscinny, Morris
Okładka książki Siedem opowieści o Luky Lukeu Rene Goscinny, Morris
Ocena 7,3
Siedem opowieści o Luky Lukeu Rene Goscinny, Morris
 Morris
Morris
Morris (ur. jako Maurice De Bevere) - belgijski twórca komiksów. Absolwent College'u Jezuitów w Aalst. Zaczynał rysować w Compagnie Belge d'Actualités, gdzie poznał m.in. słynnego Peyo (Pierre Culliford), czyli twórcę Smerfów. Ale najbardziej owocnym spotkaniem była praca z René Gościnnym. Wtedy to właśnie powstały komiksy z Lucky Luke'em. Prawo do animacji filmowej wykupiła amerykańska firma Hanna Barbera. Dzięki tej współpracy Lucky Luke stał się słynny na cały świat. Wybrane komiksy autora: "Le Moustique" (1944), "La Mine d'or de Dick Digger" (ze Spirou, 1947), "La Chronique du 9e Art" (z Pierrem Vankeerem, 1964-67), "Lucky Luke" (z René Gościnnym, od 1967).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Samotny jeździec Daniel Pennac
Samotny jeździec
Daniel Pennac Tonino Benacquiste
Gang Daltonów poszedł w rozsypkę. Bracia się pokłócili o przywództwo po kolejnej porażce Joe Daltona i teraz każdy chce udowodnić innym, ze byłby lepszym szefem. Stawiają sobie zatem cel - kto pierwszy zdobędzie milion dolarów zostanie szefem gangu. Szybko się okaże, że tym razem Lucky Luke będzie miał naprawdę trudny orzech do zgryzienia jak złapać niesfornych braci, bowiem każdy ruszył w świat w innym kierunku. A co więcej, zyskał zaczęło chronić ich... prawo. Przynajmniej w pewnym sensie :) Tak, ten komiks okazał się dla mnie naprawdę udana lekturą. Z Daltonami bywa różnie - raz płacze przy nich ze śmiechu innym razem nuże mnie powtarzalność ich zachowań. Tu jest inaczej, bowiem bracia łamią w pewien sposób swe przyzwyczajenia, ale nadal są tymi samymi Daltonami. Innymi słowy Joe napada na banki, Jack i William naprawdę mają szczęście, ale też potrafią się gdy zajdzie taka potrzeba wykazać się sprytem, a Averell jest wiecznie głodny, choć tym razem jego brzuch (i reputacja) pomaga mu w zadaniu. I na takie pole wkracza Lucky Luke, który ma problem. Ściga braci, ale ci łatwo mu się wymykają zdobywając czasem wręcz sympatię mieszkańców różnych miasteczek. W takiej sytuacji nasz kowboj musi wykazać się sprytem, gdyż Daltonowie nadal są Daltonami. Bandytami o niecnych duszach i podstępnych umysłach. Jednak to zawirowanie fabularne sprawiło, ze o wiele milej czytało mi się komiks o perypetiach gangu braci. Niby to samo, ale jednak podane w innym sosie oraz z nowymi dodatkami, w efekcie czego odgrzewany kotlet smakował po prostu smaczniej. I takie dania chciałbym konsumować częściej w tej serii.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu
Spadek dla Bzika Rene Goscinny
Spadek dla Bzika
Rene Goscinny Morris
Co się stanie jeśli najgłupszy pies na świecie stanie się nagle spadkobiercą ogromnej fortuny? Cóż, odpowiedź zdaje się być prosta: Kłopoty. Jednak dodajmy do tego jeszcze jeden element. Mianowicie jeśli wspomniany pies zginie, majątek przejdzie w ręce Joe Daltona. To już oznacza duże kłopoty. No to może jeszcze podbijmy stawkę i połóżmy na szalę los miasta Virginia City. I tym oto sposobem dostajemy komiks "Spadek dla Bzika", gdzie dzielny Lucky Luke wpada w ogromne tarapaty. Jest to złota era serii, gdzie za scenariusz odpowiadał świętej pamięci Rene Goscinny. Jeden z ojców Gallów Asteriksa i Obeliksa oraz wieloletni przyjaciel Morrisa, z którym stworzył kilkadziesiąt albumów o przygodach Lucky Luke'a. Prezentowany tu numer to już jeden z końcowych tomów w ich wspólnej pracy, przerwanej przedwczesną śmiercią Goscinnego, ale nie ostatni. Niemniej widać tu ręce mistrzów bo zarówno rysunek, jak i scenariusz są na bardzo wysokim poziomie. Otóż nasz głupiutki psiak staje się dziedzicem ogromnej fortuny, którą przekazał mu jeden z dawnych "pensjonariuszy" więzienia, gdzie rezyduje. Z miejsca ściąga to na niego kłopoty, gdyż druga część zapisu mówi, że po śmierci Bzika spadek trafia w ręce Joe'go Daltona. Psiny musi zatem strzec Lucky Luke, a w ślad za nim kroczą czterej bracia, z których najwyższy tradycyjnie pakuje wszystkich w kłopoty. Tym razem przy udziale Chińskich mieszkańców Virginia City. Poziom gagów może dziś urazić co bardziej skrajnych "bojówkarzy o tolerancję", ale dla mnie są one nadal trafne, celnie punktując dawne przywary Amerykanów. Choć czy inna kwestia, czy faktycznie dawne. Tak czy inaczej gagów słownych oraz sytuacyjnych jest tutaj od groma. W tym tych z udziałem Averella, który uznał, ze skoro jest chińczykiem, to może zjeść psa. Serio, aby to zrozumieć musicie przeczytać ten komiks, bo inaczej ciężko to wyłożyć bez spoilerów. Niemniej jest to jeden z lepszych motywów, ciągnących w pewnym momencie nawet główną linię fabularną. Tak, ten tom pokazuje jak genialnym scenarzystą był Rene Goscinny. Szkoda, że odszedł zdecydowanie za szybko pozostawiając wielu rysowników z niedokończonymi seriami. Po jego śmierci Lucky Luke, Asteriks i Obeliks oraz Iznogud nie byli już tym samym. Owszem, nadal mieli dużo świetnych przygód, ale mistrz był tylko jeden. I jego dzieło jest z nami po dziś dzień, za co z całego serca mu dziękuję.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 9 3 lata temu
O.K. Corral  Morris
O.K. Corral
Morris Xavier Fauche Éric Adam
Komiks nawiązuje do słynnej strzelaniny w O.K. Corral (zagrodzie dla koni), w miasteczku Tombstone, która odbyła się 26 października 1881 roku. Głównymi stronami konfliktu byli reprezentujący prawo bracia Earp (Wyatt, Virgil oraz Morgan) a wspierał ich w działaniach Lucky Luke. No, nie, w rzeczywistości był to dentysta rewolwerowiec Doc Holliday. Po przeciwnej stronie stała banda The Cowboys, w skład której wchodzili między innymi bracia Clanton (Ike i Billy) oraz McLaury (Tom i Frank). W komiksie wydarzenia są odrobinę ubarwione, mają własny smaczek (ot, choćby wizyta u dentysty, czy popisy strzeleckie Lucky Luka), a przede wszystkim dzieją się podczas wyborów na burmistrza. W rzeczywistości w grę wchodziło to, co w komiksie jest sprawą drugorzędną czyli kradzież bydła i koni. A przede wszystkim szmugiel, ponieważ miasteczko Tombstone leży jedynie 30 mil od granicy z Meksykiem. A przede wszystkim niesnaski między napływowymi braćmi Earp a tutejszymi ranczerami, którzy przy okazji byli koniokradami. Co ważniejsze strzelanina wcale nie zakończyła konfliktu między szeryfem a domniemanymi przestępcami. Zaangażowane strony po tej historycznej wymianie ognia starały się wyrównać straty, a co za tym idzie sprawić, by przeciwników było mniej. Rozpoczęła się klasyczna wendetta. Trudno jednoznacznie stwierdzić, która strona miała rację. Tyle historia. Komiks jest o wiele mniej skomplikowany, dzięki obecności Lucky Luke’a. On zawsze staje po właściwej stronie, czyli tej która przestrzega prawa, zatem i tym razem nie będziemy mieć wątpliwości, kto jest czarnym charakterem w opowieści. Czyta się świetnie, historia Dzikiego Zachodu, która pojawia się zupełnie przypadkiem, intryguje. Świetna lektura. A i edukacyjna przy okazji. Polecam.
ilo99 - awatar ilo99
ocenił na 7 3 lata temu
Arizona  Morris
Arizona
Morris
Lucky Luke – legenda Dzikiego Zachodu, bohater kultowego serialu animowanego, na którym się wychowałam powraca w kolejnej odsłonie. Tym razem wydawca podsuwa nam wznowienie trzeciego albumu, więc mamy po raz kolejny okazję zaobserwować, jak zmieniały się ilustracje, postać, a nawet tempo akcji. Zestawienie stworzonego przez Morrisa tomu z późniejszymi pozwala na dostrzeżenie ewolucji stylistyki tekstu oraz rysunku. W tej opowieści czytelników zaskoczy nieco inny wygląd bohatera niż ten, do którego przywykli. To sprawia, że możemy poczuć się nieco zagubieni w historii, ale jeśli macie już za sobą kilka pierwszych tomów to bez problemów rozpoznacie, że ten zalicza się do początkowych dzieł. Do tego akcja jest troszeczkę inna: nie spotkamy tu słynnych braci Daltonów tylko innych przestępców. Równie upartych, pomysłowych i przebiegłych, ale wiadomo, że nasz kowboj da sobie z nimi radę. Nawet na początkowej drodze strażnika prawa. Zacznijmy jednak od głównego bohatera. Wielu osobom Lucky Luke przede wszystkim kojarzy się z animowanym serialem bardzo popularnym w latach 90 XX wieku. Pierwowzorem tej lekkiej i przyjemnej rozrywki były komiksy belgijskiego rysownika i scenarzysty Morrisa (czyli Maurica de Beverego), który pragnął stworzyć film rysunkowy o Dzikim Zachodzie. Nim doszło do realizacji studio filmowe zbankrutowało, a szkice przerobiono na komiks, który od 1947 roku podbija serca małych i dużych miłośników westernów. Od 1955 roku seria komiksów powstawała przy współpracy z Reném Goscinnym (znanym z opowieści o Asteriksie), a później kontynuowali ją miłośnicy opowieści o kowboju, dzięki czemu pomysły Morrisa są realizowane. Nad przygodami kowboja pracowali Achdé, Gerra i Pessis zabierający nas w świat Dzikiego Zachodu i bardzo dobrze oddający ducha oryginału (także pod względem szaty graficznej). Pisałam również o efekcie pracy Goylouisa, Fuche, Léturgie z ilustracjami Morrisa i Janviera. Wszystkie godne uwagi, a dziś po raz kolejny zabieram Was do kolejnych tomów wydawanych przez Wydawnictwo Egmont. Dostajemy w nich wszystko to, co znamy, czyli Dziki Zachód prażący promieniami słońca i słynący z band rozbójników, galopujących Indian i bohaterskiego Lucky Luke’a – najszybszego rewolwerowca i najgorszy koszmar braci Daltonów, najbardziej znanych gangsterów. Towarzyszą mu inteligentny koń Jolly Jumper i mający problemy z pamięcią oraz myśleniem pies Bzik. Mimo upływu czasu komiksy z kowbojem ciągle cieszą się powodzeniem. „Arizona” pozwala nam wejść w klimat Dzikiego Zachodu. Mamy tu napaści na dyliżanse, rabowanie złota, ucieczki przestępców, szajki siejące postrach w okolicy. Dowiadujemy się, że w okolicach Nugget City od dawna działa szajka napadająca na dyliżanse przewożące pieniądze dla pracowników. Przypadkowo trafia tu nasz bohater i ratuje życie konwojentowi cennego transportu, a także znajduje trop mogący prowadzić do złoczyńców. W miasteczku bardzo szybko znajduje winnego, a później zaczyna się niesamowity pościg pełen niebezpieczeństw, niespodzianek i prowadzący do Meksyku, gdzie ucieka złodziej zwany Papierosowy Cezar. Tam Dzielny Kowboj trafi nawet na arenę korridy, a my przy okazji zobaczymy parodię walk z bykami i trzymające w napięciu starcie z Luckym Lukem. Całość jak zwykle bardzo prosta, zabawna, z szybką akcją, przyciągającymi wzrok ilustracjami doskonale oddającymi uroki westernów. Lucky Luke należy do bohaterów znanych mojemu pokoleniu. Niezwykłe wyczyny niepozornego, chudego kowboja kończące się odjazdem w stronę zachodzącego słońca. Tym razem jego twarz jest okrąglejsza, ale to przecież początki ciężkiej misji na prerii, więc jeszcze ma prawo do zaokrągleń. Widać, że czas i pościgi za przestępcami odcisnęły na naszym bohaterze poważne piętno: nieco go wyszczupliły, nadały rysom jego twarzy ostrości. Bardzo lubię sięgać po takie początkowe dzieła i porównywać je z późniejszymi, bo mogę zaobserwować, a jaki sposób autor rozwijał swój talent, jak współprace wpływały na tworzone przez niego historie.
AnnaSikorska - awatar AnnaSikorska
oceniła na 8 4 lata temu
Pod niebem Zachodu  Morris
Pod niebem Zachodu
Morris
Lucky Luke to kultowy bohater nie tylko komiksów, lecz także filmów animowanych. Ja pierwszy kontakt z nim miałam wiele lat temu właśnie w komiksie, lecz już moje dzieci i wnuki wolały kreskówki. Lecz nie będę tego porównywać, gdyż przecież nie o to tutaj chodzi. Na album "Pod niebem Zachodu" składają się trzy historie: "Powrót Joego Cyngla"; "Pora spędu bydła"; oraz "Wielki pojedynek". Nie są to zbyt skomplikowane opowieści, lecz przecież one powstały już dawno temu. Nie są może dla młodszego pokolenia tak atrakcyjne jak nowoczesna komiksy, lecz ja mam pewien sentyment tych rysunków, bo przypominają mi młodość... Lucky Luke to samotny kowboj, który nie boi się żadnych niebezpieczeństw, walczy ze złem i zawsze potrafi sobie poradzić z przeciwnościami losu. Nasz dzielny bohater tym razem musi się zmagać z kilkoma kłopotami. Joe Cyngiel porwał mu konia dla swoich niecnych zamiarów, a bez konia nasz kowboj nie będzie mógł wziąć udziału w wyścigu, więc Luke musi znaleźć sposób na jego odzyskanie. Kowboj musi zmierzyć się również z dość przebiegłymi złodziejami bydła, lecz samotny i dzielny Luke potrafi również być sprytny. W ostatniej historyjce Lucky Luke wmiesza się nawet w walki bokserskie i zostanie menadżerem młodzieńca mającego dynamit w pięściach, ale szybko się przekonuje, że o zwycięstwie na ringu nie zawsze decyduje sprawność bokserska, ale także inne rzeczy. Wszystkie te historie mogłyby być samodzielnymi komiksami, więc tym chętniej sięga się po trzy w jednym, mając więcej do czytania i oglądania. Opowieści o nieustraszonym i najszybszym rewolwerowcu to absolutna klasyka i warta jest poznania i zapamiętania, bo z pewnością miała dość duży wpływ na znaczenie komiksu nie tylko w Europie. Zresztą, czytanie o Lucky Luke'u, legendzie Dzikiego Zachodu, to wielka przyjemność i rozrywka a sympatyczny bohater jest ulubieńcem nie tylko dzieci. Dobry humor, świetne rysunki i duża porcja gagów to znaki rozpoznawcze dla opowieści Lucky Luke’a. W tym albumie zabrakło mi tylko moich ulubionych złoczyńców, czyli... braci Daltonów, lecz znajdę ich w innym albumie. Myślę, że nie trzeba zbyt mocno reklamować tego klasycznego komiksu. Mimo to zachęcam tych, którzy jeszcze go nie znają.
Myszka - awatar Myszka
oceniła na 7 3 lata temu
Kid Lucky. Uczeń kowboja  Achdé
Kid Lucky. Uczeń kowboja
Achdé Mel
Zastanawiam się czy bardziej lubię Lucky Luke’a w wersji dorosłej czy dziecięcej i mam naprawdę wielki dylemat, bo każda odsłona daje inne możliwości, pozwala na podsunięcie odmiennych ważnych tematów. Opowiedziałam Wam już o bardzo wielu tomach przygód Lucky Luke’a. Były wśród nich pierwsze komiksy, których bohater wygląda zdecydowanie inaczej niż w ten z późniejszych tomów. Do tego akcja toczyła się nieco wolniej. Każdy kolejny tom pozwala odkryć czytelnikom jak wyglądały zmiany w sposobie kreślenia bohatera oraz nadawania tempa akcji. Lucky Luke – legenda Dzikiego Zachodu, bohater kultowego serialu animowanego, na którym się wychowałam, a później sięgałam po komiksy. Na wiele rzeczy zaczęłam zwracać uwagę dopiero jako dorosła czytelniczka mająca spory bagaż wiedzy o twórcach i zmianach ich sposobów pokazywania świata. Zestawienie stworzonych przez Morrisa tomów pomaga też lepiej poznać bohatera. Wtedy pojawia się pytanie: a jakim on był dzieckiem? Na to pytanie znajdziemy odpowiedź w cyklu „Kid Lucky”. Do czasów dzieciństwa wędrujemy dzięki wspomnieniom kowboja. Czyżby stawał się sentymentalny? A może to przeszłość go dopadła? Twórcy przenoszą nas do miasteczko Nothing Gulch będący najwspanialszym placem zabaw na dzikim zachodzie! Kid Lucky jest asem procy. A wszystko dzięki temu, że od najmłodszych lat z mniejszym lub większym powodzeniem wprawia się w korzystanie z tej broni. Nikt tak jak on nie potrafi tak dobrze nią władać oraz wykorzystać kulki do pokonania bandytów. Już jako dziecko wykazuje predyspozycje do pokonywania trudności oraz zaangażowanie w ćwiczeniu strzelania. Oczywiście miewa też chwile niepowodzenia, kiedy mierzy się z własnym cieniem, ale aby być mistrzem czasami trzeba się poświęcić. A wszystko po to, aby zostać najlepszym kowbojem na świecie! Znajdujący się pod opieką przedsiębiorczej ciotki chłopak spędza wiele godzin na doskonaleniu swoich umiejętności i rozwijaniu w sobie poczucia bycia kowbojem wolnym od przyziemnych emocji. Kid Lucky to opowieści o małym kowboju i jego przyjaciołach przeżywających zaskakujące przygody, zbierających cenne doświadczenia pozwalające przetrwać w trudnych warunkach. Jak to w dziecięcych grupach bywa: są tam przyjaciele i wrogowie, przyszli bohaterowie i przestępcy. Kid Lucky to opowieści, w których widzimy jak dziecięce marzenia potrafią się spełniać. Uświadamiamy sobie też, że przecież dzielny kowboj też kiedyś był dzieckiem i te doświadczenia ciągle mu towarzyszą, bo przeszłość potrafi zaatakować w najbardziej zaskakujących momentach. Do tego dostajemy naprawdę zabawną opowieść o chłopaku z procą, dla którego nawet doświadczeni kowboje nie byli wielkimi przeciwnikami. Stajemy się świadkami naprawdę odważnych wyczynów kilkulatka. W „Kid Lucky” widzimy dziecięce dylematy i walkę o niezależność, ale też pojawiające się wątpliwości oraz trudne dla dorosłych pytania. Autorzy poruszają tu wiele ciekawy tematów. Pojawią się zabawy w saloon, unikanie kąpieli, zabawy w rzece, zasady budowania nowych domostw, przyjaźń z Indianami, walka z dyskryminacją, pojazdy, eliminowanie przeciwników przez wysyłanie ich w daleką podróż, namawianie do nauki, pomysłowość w wymyślaniu zabaw, wychowywanie źrebaka Jolly Jumpera i wiele innych rzeczy składających się na codzienność. Tym razem mamy kolejny tom składający się z etiud. Każde wydarzenie to osobna scenka zajmująca jedną do kilku stron. Nie ma tu ciągłości akcji tylko wyrywkowe przyglądanie się różnorodnym wydarzeniom i doświadczeniom. Pod każdym minikomiksem pojawią się też bardzo interesujące przypisy tłumaczki, która wprowadzi młodych czytelników w klimat XIX wieku, pokaże jak wówczas funkcjonowało wiele rzeczy, dlaczego pojawiały się takie, a nie inne rozwiązania. Dzięki temu dzieci i młodzież będą mogli lepiej zrozumieć kontekst akcji. Dowiemy się z nich jaki zasięg mają łuki, ile kilogramów mąki wykorzystano do zrobienia największej tortilli, jak doskonalono kołowrotki wędkarskie, jaki strój dla chłopców był popularny, kto wynalazł kulę skazańca i do kiedy ją stosowano, jaki wpływ miała kolej na zaludnianie nowych terenów, kto dostał najdłuższy wyrok i wiele innych. „Kid Lucky” opublikowano w 2011 roku, jako kontynuację pomysłów Morrisa. Ciekawostki pod komiksem uświadamiają czytelnikom jak niesamowicie trudne było życie na nowym kontynencie. Trzeba było wielu lat, aby Ameryka dogoniła Europę i nie tylko przestała być dla niej wzorem lecz sama nadała ton kulturze popularnej. Zobaczymy też niechlubny wpływ kolonizatorów na osiedlone tereny. Komiks zawiera ciekawą i jak zwykle dobrą grafikę Achdé’a, który w interesujący sposób prezentuje codzienność ludzi żyjących na Dzikim Zachodzie. „Kid Lucky” to naprawdę zabawne scenki z dzieciństwa kowboja, którego początki istnienia sięgają lat 40. XX wieku. Od 1955 roku seria komiksów powstawała przy współpracy z Reném Goscinnym (znanym z opowieści o Asteriksie), a później kontynuowali ją miłośnicy opowieści o kowboju, dzięki czemu pomysły Morrisa są realizowane. Nad przygodami kowboja pracowali Achdé, Gerra i Pessis zabierający nas w świat Dzikiego Zachodu i bardzo dobrze oddający ducha oryginału (także pod względem szaty graficznej). Pisałam również o efekcie pracy Goylouisa, Fuche, Léturgie z ilustracjami Morrisa i Janviera. W każdym tomie dostajemy wszystko to, co kojarzy nam się z Dzikim Zachodem i dzielnym kowbojem, czyli krajobraz z prażący promieniami słońca i słynący z band rozbójników, galopujących Indian i bohaterskiego Lucky Luke’a – najszybszego rewolwerowca i najgorszy koszmar braci Daltonów, najbardziej znanych gangsterów. Towarzyszą mu inteligentny koń Jolly Jumper i mający problemy z pamięcią oraz myśleniem pies Bzik. Oni już pojawiają się w tomach z cyklu „Kid Lucky” i stanowią ciekawe dopełnienie. Mimo upływu czasu komiksy z kowbojem ciągle cieszą się powodzeniem, a ja z dużym sentymentem ciągle do nich wracam i cieszę się, że córka także lubi po nie sięgać. Po tomy „Kid Lucky” sięgnęłam z zainteresowaniem i zdecydowanie nie zawiodły mnie. Polecam.
AnnaSikorska - awatar AnnaSikorska
oceniła na 9 2 lata temu
Stawiłem sobie pomnik i inne historie z roku 1952 Carl Barks
Stawiłem sobie pomnik i inne historie z roku 1952
Carl Barks
Tym razem mocno zagrało mi na sentymentach, bowiem sporo zawartych tutaj historyjek utkwiło mi w pamięci z starych wydań tygodnika Kaczor Donald. Jednak natrafiłem też na opowieści, których nie znałem lub bardzo słabo pamiętałem. Między innymi "Głośny kowboj", gdzie Donald sprzedał swoją piosenkę i tym spowodował lawinę kłopotów, lub "Biedny, stary kaczor" z Wujkiem Sknerusem i Braćmi Be w rolach głównych. Jednak ten tom kryje znacznie więcej niespodzianek. Chyba najbardziej utkwiła mi w pamięci "Opowieść przedświąteczna", którą bardzo przyjemnie sobie odświeżyłem. Dotyczy ona próby zebrania pieniędzy na zorganizowanie świąt dla ubogich dzieci. Sknerus obiecuje, że dołoży się do całego przedsięwzięcia, o ile Donald najpierw uzbiera 25 dolarów na kolejkę elektryczną. I w tym momencie zaczyna się cała kaskada wypadków, a ich finał jest okazuje się nie tylko komiczny, ale też daje nauczkę staremu centusiowi. Jest to idealna opowieść na święta, ale nawet teraz, gdy zbliża się wiosna, bawiłem się przy niej cudownie. Inna historyjka, którą dobrze pamiętałem była z udziałem Diodaka. Stworzył on myślące skrzynki rozwijające umysły dzikich zwierząt. Dzięki temu zyskały nie małą inteligencję i, jak się łatwo domyślić, szybko ściągnęły na biedne kaczory kłopoty. Z ciekawszych komiksów, jakie sobie przypomniałem była "Tajemnica szczęścia" zdradzająca pewien sekret Gogusia. Nie pałam miłością do tej postaci, a ma ona w tym albumie sporo wystąpień, choć w większości ostatecznie niekoniecznie szkodzi Donaldowi i jego siostrzeńcom. Wręcz przeciwnie - jego szczęście bywa obosieczne. I tutaj sporo historyjek nie znałem. Między innymi ta o spadkobiercy Ameryki Północnej, zatrudnienie przez Sknerusa Donalda, aby ten wydawał jego pieniądze, historia pewnego znaczka z Ameryki Łacińskiej i człowieka zwanego El Dorado, albo wspomniane we wstępie opowieści. To było ciekawe doświadczenie przeczytać je po raz pierwszy. Dały mi sporo radości, której w obecnych, porąbanych czasach posiadam zdecydowany deficyt. I własnie za to lubię wracać do Kaczogrodu. Po kolejna dawkę niczym nieskrępowanego humoru.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 8 3 lata temu
Młodość Blueberry'ego. Tom 1 Jean Giraud (Moebius)
Młodość Blueberry'ego. Tom 1
Jean Giraud (Moebius) Jean-Michel Charlier
Młodość Blueberry’ego to cykl komiksowy będący prequelem znanej francuskiej serii ukazującej powojenne przygody porucznika kawalerii USA Mike’a Blueberry’ego. Jak sam tytuł wskazuje, w serii autor odkrywa przed czytelnikami sekrety młodości bohatera i jego wojenne doświadczenia. Pierwszy album rodzimego wydania (ukazanego w ramach cyklu Plansze Europy) składa się z trzech historii wydanych pierwotnie w latach 1975-1979. Na sam początek autor przenosi nas do roku 1861, pokazując swojego bohatera jako aroganckiego syna właściciela ziemskiego z południa, który nieustannie się wywyższa, nie ma problemów z posiadaniem niewolników i ich piętnowaniem. Jest to dość ciekawy i odmienny obraz postaci dla kogoś, kto zna główną serię. Stanowi to również intrygujący początek do dalszego rozwoju historii. Na kolejnych stronach komiksu scenarzysta pokazuje mieszankę akcji, westernu i dramatu wojennego, najmocniej jednak skupiając się na wykreowanej przez siebie postaci. Ukazuje on serię wydarzeń kształtujących osobowość Mike’a Blueberry’ego. Jego ogromny temperament i „arystokratyczne” zadufanie w konfrontacji z niezbyt przyjemnymi wojennymi realiami, powodują dość poważny „zgrzyt”, rzutujący na jego późniejszą przyszłość. Fabularnie całość prezentuje dość ciekawy i równy poziom, zapewniając czytelnikowi należytą porcję „wojenno-westernowej” rozrywki. Pierwszy album niczym nie odbiega jakościowo od głównego cyklu, można nawet uznać, że stanowi on dobre jego uzupełnienie. Jedyne, do czego można się przyczepić to kilka zbytnio przesadzonych scen, w których odnosi się wrażenie, że autor na siłę próbuję zrobić ze swojego bohatera rasistę. Jeśli chodzi o oprawę graficzną, to prezentuje ona „poprawny” poziom. Całość rysunków jest czysta, schludna, dobrze oddająca dynamikę wydarzeń i mocno nasycona stylem „vintage” (co powiązane jest z czasem, w których powstał komiks). W przypadku innego artysty taką komiksową sztukę można byłoby uznać za bardzo dobrą. Od Jeana Girauda (lepiej znanego jako Mœbius) można jednak oczekiwać o wiele więcej. Artysta wielokrotnie udowadniał, że potrafi kreślić cudownie prezentujące się prace w westernowych/wojennych klimatach (chociażby Jim Cutlass). Tutaj wyraźnie brakuje jego przepychu, dbałości o najdrobniejsze detale i szczegółowego ukazywania piękna teł i natury. https://popkulturowykociolek.pl/recenzja-komiksu-mlodosc-blueberryego-1/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 8 4 lata temu
Go West, Young Man Francois Boucq
Go West, Young Man
Francois Boucq Éric Hérenguel Christian Rossi Ralph Meyer Patrick Prugne Oger Tiburce Steve Cuzor Michel Blanc-Dumont Michel Rouge Rouge Corentin Rouge Dominique Bertail Ronan Toulhoat Benjamin Blasco-Martinez Hervé Richez Paul Gastine Félix Meynet Hugues Labiano TaDuc Tom Cuzor Serial Color Jerome Maffre Jack Manini
Album „Go West Young Man” jest antologią czternastu historii osadzonych na dzikim zachodzie ze scenariuszem Tiburce’a Ogera i udziałem różnych rysowników. Opowieści te łączy zegarek wędrujący przez kolejnych właścicieli. Akcja tych historii osadzona jest chronologicznie w różnych epokach. Tom otwiera i zamyka prosta historia ramowa „Golden Watch” autorstwa Paula Gastina osadzona w Meksyku w 1938 r. Tutaj młody farmer, który musi sprzedać farmę rozważa też pozbycie się zegarka. Już niemal od samego początku wiadomo jak się skończy ta opowieść, ale i tak stanowi satysfakcjonujące podsumowanie całości. Pierwsza właściwa opowieść to „Dwa słowa” autorstwa Patricka Prugne’a. Akcja rozgrywa się w Pensylwanii w 1763 r. Opowiada o żołnierzach brytyjskich walczących z plemionami wielkich jezior. W pamięć zapada przede wszystkim przewrotne zakończenie przedstawiające jeden z smutniejszych etapów w historii. Pastelowe rysunki bardzo dobrze pasują do leśnej głuszy. Następnie „Malheur River” autorstwa Oliviera Taduca osadzone w 1825 r. przedstawia losy trapera, który pojmuje za żonę dziewczynę z plemienia Mandanów. Tutaj w odróżnieniu od poprzedniej historii pojawia się pewien optymizm, chociaż początkowo można się spodziewać wielkiego okrucieństwa. Bardzo pokrzepiające. Mniej optymistyczny jest „Conestoga” autorstwa Benjamina Blasco-Martineza osadzona w 1842 r. Tutaj pokazany jest niewesoły los osób czarnoskórych na Dzikim Zachodzie, którzy nawet w nowej okolicy nie mogą cieszyć się wolnością. Trochę rozczarował mnie finał, z którego moim zdaniem niewiele wynikało. „Pyramid Lake War” autorstwa Ralpha Meyera rozgrywa się w 1860 r. i skupia się na kurierze Pony Expressu. Jest to smutna historia o pogoni za marzeniami i końcu pewnej epoki, ponieważ niedługo konnych kurierów zastąpi telegraf. Podobało mi się, że główny bohater jest tu bardzo niejednoznaczny moralnie. Historia osadzona w USA nie mogła pominąć wojny secesyjnej więc „Nie umieraj” autorstwa Felixa Meyneta rozgrywa się w 1963 r. i głównym bohaterem jest żołnierz konfederacji. Pokazana tu zostaje mniej honorowa strona wojny – żołnierze atakują odpoczywających przeciwników, a najważniejszy dla nich jest łup wojenny. Zastanawiające były dla mnie „Siostry Austin” autorstwa Dominique Bertail osadzone w 1875 r i opowiadające o porwaniu tytułowych sióstr przez Czejenów. Początkowo wydaje się, że jest to prosta historia o odbiciu porwanych, ale pod koniec zostaje ujawniona pewna tajemnica, którą nie jestem pewien jak interpretować. Na uwagę zasługuje kolorystyka tej opowieści – wszystko jest przedstawione w sepii. W zbiorze zostaje też poruszony też temat legend Dzikiego Zachodu. W „Znałem Dzikiego Billa” osadzonym w 1879 r. autorstwa Huguesa Labiano podstarzały szeryf wspomina Dzikiego Billa. Niestety Dziki Bill stanowi tutaj tylko pretekst do wymierzenia sprawiedliwości. Równie dobrze mogłoby tu go nie być i fabuła potoczyłaby się tak samo. Podobnie rozczarowujący jest „Niedźwiedź” osadzony w 1881 r. z rysunkami Francoisa Boucqa. Opowiada o spotkaniu ze złodziejem bydła. Niestety sama historia mogłaby się równie dobrze ograniczyć do jednej strony. Trochę lepiej zapowiadał się „The Girls and The Doc” osadzony w 1881 r. autorstwa Erica Herenguela opowiadający o lekarzy leczącym prostytutki. Niestety zamiast skupić się na wątku samej profesji, wolano ograniczyć to do typowej przepychanki, ale doceniam finałowy paradoks. Zaskakująco krótki okazuje się „List” - ma zaledwie dwie strony i szczątkową fabułę. Nie ma nawet podanego roku akcji. Doceniam jednak szczegółowe rysunki Miechela Blanca-Dumonta i Steve’a Cuzora. Trochę bardziej rozbudowana jest „Mówiąca góra” z rysunkami Christiana Rossiego, której akcja rozgrywa się w 1885 r. i opowiada o żołnierzu schwytanym przez Apaczów. Historia jest bardzo prosta i zupełnie mnie nie wciągnęła. Bardzo obiecująca była „Cattle Kate” autorstwa Michel Rouge’a osadzona w 1894 r. Jest to geneza złodziejki bydła. Niestety opowieść kończy się, kiedy robi się najciekawiej. Szczególnie szkoda, że nie rozwinięto bardziej wątku jej syna. Ostatnia historia to „Viva Villa”, która przenosi akcję do 1916 r. i za rysunki odpowiada tu Ronan Toulhoat. Poruszany jest tu temat Rewolucji Meksykańskiej, która nie oszczędza nawet bardzo młodych osób. Bardzo wstrząsająca opowieść. Pomimo tego, że za wszystkie opowieści odpowiada jeden scenarzysta ich poziom jest różny. Na pewno na długo zapamiętam „Dwa słowa”, „Malheur River” i „Pyramide Lake War”. Niestety scenarzysta nie do końca sobie radzi z krótką formą i ogólnie oceniam tę antologię stosunkowo wysoko głównie dzięki rysunkom.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 7 2 miesiące temu
Narzeczona Lucky Luke’a  Morris
Narzeczona Lucky Luke’a
Morris Guy Vidal
Ogromną zaletą, przynajmniej dla mnie, komiksów napisanych w XX wieku jest to, że nie ma w nich poprawności politycznej, zaś satyra nieraz wręcz wylewa się z ich stron. Tak, poprawność polityczna to przekleństwo popkultury, które nęka ją bardzo srogo od ponad dekady. Wpycha się autentycznie wszędzie i potem powstają nijakie potworki pokroju "Dragon Age III", gdzie w ogniu konfliktu NPC lub towarzysz ni z gruchy ni z pietruchy nagle ci zaczyna nawijać o swej orientacji seksualnej. Nie ma to nic wspólnego z tym co obecnie robi gracz, ale pal to licho. W komiksach niestety też mamy takie debilne zagrywki i choćby w nowej serii o Thor, gdzie Mjolnir trafił w ręce Jane Foster, musiały paść teksty wyjęte żywcem z facebookowej gównoburzy. Dlatego tak chętnie wracam do komiksów sprzed nowego milenium lub z pierwszych jego lat, bo tam tego nie ma. Podobnie, jak w prezentowanym dziś komiksie, który prawdopodobnie wszelkiej maści aktywistki przyprawiłby o zawał, co w zasadzie przysłużyłoby się światu. Tak, jestem wredny :) Album pierwotnie opublikowany w 1985 roku, jest pełen przerysowanych stereotypów traktujących o kobietach, mężczyznach i związku małżeńskim. Oczywiście wszystko pokazano w formie przerysowanej satyry, jednak zawarto w niej wiele prawdy. Głosi ona: "Miasto bez kobiet jest miastem skazanym na śmierć, gdzie ostatni gasi światło.". O tak, to bardzo prawdziwe. Właśnie do takiego miasteczka na dzikim Zachodzie, o wdzięcznej nazwie Purgatory (czyli z angielskiego Czyściec), nasz samotny kowboj ma eskortować tabor pełen kobiet. Konkretniej 15 niewiast o bardzo ognistych temperamentach. Towarzyszyć mu będzie Hank Bully, znany doskonale fanom serii, bowiem występował w niej wielokrotnie. Ci dwaj zatwardziali kawalerzy nie zdają sobie sprawy, jak trudne zadanie przyjdzie im wykonać, bowiem panie to bardzo specyficzna mieszanka. Komiks nie pokazuje kobiet tylko i wyłącznie w krzywym zwierciadle, choć oczywiście są takie wątki, jak panika na widok myszy. Tak naprawdę przedstawia pionierki, jako osoby wyjątkowo zaradne, pomysłowe, twarde i pewne siebie, które potrafią postawić każdego faceta do pionu. I mam tutaj na myśli ich charakter. Bowiem mężczyźni pozostawieni sami sobie stają się leniwi, niechlujni, mało wymagający i nie czerpiący radości nawet z bójki w saloonie. W sumie coś w tym jest, jeśli spojrzymy na stereotyp pewnej grupy kawalerów. Tymczasem to dzięki kobietom odzyskują radość życia, choć oczywiście pewnym kosztem, gdyż muszą oni poświęcić pewne przyzwyczajenia. W komiksie występuje też damski fryzjer, którego genialnie sparodiowano w postaci osoby homoseksualnej. Wręcz bije takim stereotypowym, ale nie wulgarnym, wizerunkiem. Toussaint Charbonneau jest francuskim stylistą oraz, jak określił go zleceniodawca całego przedsięwzięcia, swoistym eunuchem tego haremu na kołach. Sam Toussaint szybko przyznaje, że eskortowanie tego taboru "miłych zwierzątek" jest fascynujące, a gdy Luke zapytał go czy nie boi się ruszać na Zachód pełen mężczyzn, ten odparł, że lubi poznawać nowych kolegów. Przecudna szpila, która dziś prawdopodobnie by nie przeszłą w wielu dziełach opartych o "nowoczesne" myślenie. Zresztą gagi z fryzjerem są naprawdę obłędne i nieraz płakałem przy nic ze śmiechu. Dlatego bardzo polecam ten konkretny album każdemu, kto ma dystans do siebie i świata. Brakuje mi dzisiaj takich dzieł, choć oczywiście się pojawiają, ale w zdecydowanie za małej liczbie. Ten komiks pokazuje, jak dzisiejsza popkultura została rozmyta przez nadmierną poprawność polityczną. Tutaj mamy inteligentną satyrę, wyśmiewającą stereotypy oraz ukazującą je w krzywym zwierciadle. Do tego całość ma naprawdę dobrze skrojony scenariusz, a liczba gagów potrafi rozbawić nawet największego ponuraka. Oczywiście nie zabrakło wątku z Indianami i Daltonami, ale to już najlepiej odkryć samemu :)
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 8 3 lata temu
Niesamowity Szerlok Worms i niebieskie monstrum Łukasz Auguścik
Niesamowity Szerlok Worms i niebieskie monstrum
Łukasz Auguścik
Zwierzęcy świat i zagadki detektywistyczne? Nie mogłyśmy obok takiego połączenie przejść obojętnie, dlatego kilka lat temu sięgnęłyśmy po komiks Łukasza Auguścika „Niesamowity Szerlok Worms i niebieskie monstrum”. W pierwszym tomie poznajemy sprytną dżdżownicę, która jest świetnym detektywem, dlatego zgłasza się do niego Pan Zwinka prowadzący gazetę „Jaszczurka Codzienna”. Szerlok Worms prowadzi z redaktorem śledztwo w sprawie porwania królowej mrówek. Sprawa jest pilna, bo dużym mrowiskiem nie ma, kto zarządzać, a policja jest bezsilna. W międzyczasie ginie kolejna królowa. Tym razem ul zostaje bez przywódczyni, co przyczynia się do anarchii w mrowisku i ulu. Brak aktywności tych dwóch gatunków zagraża ekosystemowi lasu. Wciągająca historia podsuwa sporą dawkę wiedzy o zwierzętach i ich znaczeniu w ekosystemie. To sprawiło, że kiedy tylko usłyszałam o kolejnym (autonomicznym) tomie sięgnęłyśmy po niego. „Niesamowity Szerlok Worms w Szczerym Polu” to kolejne spotkania ze znanymi bohaterami. Tym razem Pan Zwinka i Szerlok Worms muszą znaleźć złodzieja zimowych zapasów. Opowieść zaczyna się od ucieczki od oglądania nudnych ślimaczych wyścigów, tajemniczego telefonu i porwania. Bohaterzy zostają pojmani przez chomika, którego ze względu na skłonność do gromadzenia zapasów uznano za podejrzanego. Zależy mu na rozwiązaniu zagadki i znalezienie sprawcy. Przy okazji prowadzenia śledztwa poznamy całą gamę polnych zwierząt. Do tego pojawia się motyw superbohatera, złoczyńcy i rywalizacji między braćmi bliźniakami. Fabuła jest tu mieszanką opowieści detektywistycznej, awanturniczej, przygodowej z informacjami przyrodniczymi. Wykorzystując cechy zwierząt Łukasz Auguścik tworzy wciągającą od pierwszej strony akcję napędzaną kontrastem między poszczególnymi bohaterami. To ich różnorodne upodobania i słabości staną się siłą napędzającą humor. Każdy tom to autonomiczna opowieść, oddzielne śledztwo pozwalające na lepsze poznanie mieszkańców łąk i lasów. Za każdym razem poszukiwania sprawcy zła też jest pouczające. Czytelnicy uświadamiają sobie, że poznanie motywów postępowania pomaga nam zrozumieć innych. Łukasz Auguścik wykorzystał tu prostą kreskę połączoną ze szczegółowością ilustracji. Kiedy kolejne wydarzenia szybko następują po sobie lub nie są istotne to nie ma tu dbałości o szczegóły tła. Ono pojawia się przy zmianach kadrów, abyśmy mieli wyobrażenie o miejscu akcji. Z ilustracji dowiemy się, że Pan Zwinka mieszka w muchomorze. Zajrzymy do poszczególnych pomieszczeń, zobaczymy wyposażenie, pojawi się starodawny telefon, a później obserwujemy jak bohaterzy wędrują przez pola. Dezorientację po napaści podkreślono brakiem tła. Ono pojawia się dopiero w kolejnych kadrach. Łukasz Auguścik świetnie włada rysunkiem, bardzo dobrze łączy go z narracją. Zakończenie też jest tu pouczające. Dowiemy się, że poznanie motywów pozwala znaleźć winnego i go zrozumieć. Pojawia się tu motyw przebierania, mylenia innych, aby uniknąć wykluczenia. Dowiemy się jakie cechy „złego” zwierzaka sprawiły, że postanowił się przebrać.
AnnaSikorska - awatar AnnaSikorska
oceniła na 10 1 rok temu

Cytaty z książki Lucky Luke kontra Pat Poker

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Lucky Luke kontra Pat Poker