Kto zabija człowieka... Najgłośniejsze procesy w powojennej Polsce
209 str.
3 godz. 29 min.
- Kategoria:
- historia
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 1989-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1989-01-01
- Liczba stron:
- 209
- Czas czytania
- 3 godz. 29 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788321904696
Ta książka nie posiada jeszcze opisu.
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Kto zabija człowieka... Najgłośniejsze procesy w powojennej Polsce w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Kto zabija człowieka... Najgłośniejsze procesy w powojennej Polsce
Poznaj innych czytelników
387 użytkowników ma tytuł Kto zabija człowieka... Najgłośniejsze procesy w powojennej Polsce na półkach głównych- Chcę przeczytać 306
- Przeczytane 78
- Teraz czytam 3
- Posiadam 33
- Chcę w prezencie 7
- Do kupienia 3
- 2020 2
- Literatura faktu 2
- Ulubione 2
- Historia 2
Tagi i tematy do książki Kto zabija człowieka... Najgłośniejsze procesy w powojennej Polsce
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Kto zabija człowieka... Najgłośniejsze procesy w powojennej Polsce
Bądź pierwszy
Dodaj cytat z książki Kto zabija człowieka... Najgłośniejsze procesy w powojennej Polsce
Dodaj cytat
Opinia
Przez całe liceum obficie pasłam swoją kryminalną pasję „Detektywem” i Internetem, ale gdy pragnąc więcej postanowiłam sięgnąć po źródła najlepsze w postaci książek, okazało się, że pozycji jest jak na lekarstwo. Znaczy nie, inaczej. Jeśli chodzi o te poświęcone zagranicy, to nie można narzekać. Ale gdy człowiek chce przeczytać coś o własnym podwórku – bo nic tak nie ciekawi jak ono – zaczynają się schodki. Tytuły rzadkie, dawno nie wznawiane, trudno dostępne, brak nowych godnych uwagi… Jednak z drugiej strony pamiętajcie o tym, że najciemniej pod latarnią. Takie perełki często skrywają magazyny powiatowych bibliotek i biblioteczek. Kochajcie je i odwiedzajcie, nie tylko szukając kryminalistycznych wydawnictw.
„Kto zabija człowieka…” to książeczka niepozorna, rok ledwie starsza ode mnie, ale już pożółkła, w dodatku mój egzemplarz padł ofiarą zalania (jeśli znajdę tego, który to zrobił, to go zniszczę. Naprawdę). W środku zaś 14 różnych spraw. Głośnych w swoim czasie, ale teraz częściej pokrytych kurzem. Niezależnie od tego, czy mowa o gwiazdach spod ciemnej gwiazdy nadal obecnych w każdym podsumowaniu czy o postaciach bardziej lokalnych i zapomnianych, niemal każdy rozdział serwuje nam solidną dozę faktów. Szybko przestałam się dziwić, dlaczego tak wiele tekstów czytanych przeze mnie wcześniej w Sieci czerpało właśnie stąd. Lepszych opracowań o Władysławie Mazurkiewiczu, wielkiej ucieczce Sylweriusza Zdanowicza czy Stanisławie Wójciku i jego „związku” z Marią Gałuszkową ze świecą szukać. Od podobnego stwierdzenia o rozdziale poświęconym sprawie połanieckiej powstrzymuje mnie tylko to, że nadal nie dokopałam się do „Nie oświadczam się” Łuki (Bratny ze swoim „Wśród nocnej ciszy” to jednak beletrystyka). Część poświęcona wybrykom Karola Kota posiada obszerny wywiad z głównym zainteresowanym, krążący wprawdzie od dawna po Internetach, ale teraz przynajmniej już wiecie, skąd tak naprawdę pochodzi. Z kolei pierwsza strona opowieści o Tadeuszu Weclu na twarzach miłośników „Psów” wywoła sporych rozmiarów uśmiech – bo tak, stąd wziął się cały monolog o wyrywaniu chwasta z drugiej części, dzisiaj już kultowy.
Tak naprawdę ponarzekać mogę tylko na kilka rozdziałów. Ten poświęcony Skorpionowi zdecydowanie nie wyczerpuje tematu. Nie wytrzymuje konkurencji chociażby z opublikowanym po raz pierwszy mniej więcej w tym samym czasie w „Detektywie” artykułem Mieczysława Staszewskiego. Inny, o Zdzisławie Marchwickim ksywa Wampir Zagłębia, składa się niemal wyłącznie z obszernych fragmentów pamiętnika, spisanego przezeń w celi śmierci. Można założyć, że sprawa była głośna i medialna, więc każdy dobrze ją zna, ale to, co było jeszcze względnie świeże w 1989 roku, ponad ćwierć wieku później przestaje być aż tak oczywiste. Poza tym najzwyczajniej w świecie czyta się to okropnie – zachowano pisownię oryginalną, a że Marchwicki edukację w sumie urwał na skończonej z trudem podstawówce… Kropka i przecinek stosowane liberalnie, ortografia w sumie też, narracja urywana i chaotyczna. Ale w ogólnym rozrachunku nawet tak skonstruowany rozdział ma swoją wartość. Każdy może sobie na konkretach sprawdzić, ile jest warta lansowana mniej więcej od dekady teza, jakoby ów pamiętniczek miał być ewidentnym fałszerstwem, a sam Zdzisiu – biedną ofiarą strasznego i złego systemu wrobioną w niepopełnione morderstwa. Już kilka stron daje mocno do myślenia, że autor z niewinnością ma tyle wspólnego, co chomiki z Einsteinem.
Chyba jedyną naprawdę rażącą wadą całości pozostaje styl autora. Sygit notorycznie popada w rażącą górnolotność. Dobrze, profesor kryminalistyki musi mieć wyraźne stanowisko wobec opisywanych spraw, ale z drugiej strony chociażby dla dobra czytelnika przydałaby się również odrobina dystansu. Gdyby to było jedno, może dwa patetyczne zdania na całą książkę, być może nie miałoby to żadnego wpływu na odbiór. Ale gdy co i rusz napotyka się wyrażone w pompatycznych słowach moralne oburzenie, prędko idzie się nabawić nadwyrężenia cierpliwości. Matka jednej z ofiar Tadeusza Ołdaka poszła na miejsce, gdzie chwilę wcześniej znaleziono ciało jej córki? Nie, ona „metr po metrze szła na swoją Golgotę”. Mazurkiewicz zamiast zgłosić się do armii podczas wojny zajął się robieniem lewych interesów? Skąd, za słabe. „Gdy ulicami chodziła w tym czasie śmierć, on widział na nich tylko pieniądze”. Cały Kraków bał się seryjnego mordercy napadającego na dzieci i staruszki? Gdzie tam. „Błyskawiczne ciosy jego noża godziły w mieszkańców Krakowa, w ich serca i poruszały do głębi sumienie każdego”. Do tego nadużywanie wyrazów nacechowanych emocjonalnie, które mogą pasować do prokuratorskiej mowy, ale niekoniecznie do opracowania, od którego oczekuje się przede wszystkim rzeczowości – „zwyrodnialec”, „bestialski”, „upodlić” i tym podobne. Kiedy przy czytaniu historii Pawła Tuchlina doszłam do momentu, kiedy autor poświęca niemal całą stronę na roztkliwianie się nad losami tych ofiar Skorpiona, którym udało się przeżyć, moja anielska cierpliwość nie dała rady i pomyślałam: „No dziękuję, Kapitanie Oczywistość, nie domyśliłabym się, że po ciosie młotkiem w głowę nie wraca się do normalnego życia, a teraz do rzeczy, do ciężkiej cholery!”. Są momenty, kiedy ów nieznośny patos ociera się o niezamierzoną śmieszność. Największą chyba taką „perełką” jest w założeniu dramatyczny fragment z rozdziału o sprawie połanieckiej, gdy stary Kalita ogląda w prosektorium zwłoki dzieci i zięcia. „Dalej ciało Miecia, zmiażdżona twarz, a obok płaty mózgu. Dużo tego mózgu – pomyślał Wacek (…)”. Miało być tragicznie, wyszedł niemalże dowcip o Stirlitzu. Gdybyśmy mówili o słabszej merytorycznie książce, to byłby gwóźdź do trumny.
Mimo wszystko „Kto zabija człowieka…” przeczytać warto. Bo w wielu przypadkach lepszej pozycji nie ma i obawiam się, że raczej nie będzie. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że obecnie w dziedzinie tych tak zwanych fachowych książek o tematyce kryminalnej zdaje się panować tendencja nie do zbierania znanych już faktów, a do tworzenia ich na nowo. Zwłaszcza w tych polskich, jeśli wiecie, co mam na myśli. Dlatego pomimo upływu czasu takie „starocie” nie tracą na wartości i za czas poświęcony na ich poszukiwanie odwdzięczają się z nawiązką. W dodatku w tym klimacie dokumentu epoki, który… wiecie, jak to leci. Karta biblioteczna: ileśtam złotych, ewentualnie cena na Allegro/w antykwariacie: ileśtam złotych, mieć taką w rękach i czytać: bezcenne. Są rzeczy, których kupić nie można, wszystkie inne są w tej książce. Zaś ja rzutem na taśmę spróbuję w przyszłości dobrać się do „Pitavala bydgoskiego” – innej pozycji sygnowanej nazwiskiem tego autora. Obok jeszcze jednego pana, który może hamował chociaż trochę irytujące ciągoty kolegi, dlatego ciekawa jestem niezmiernie tego tytułu.
[Fragment większego tekstu oryginalne opublikowanego tu: http://ostatniazzielonych.pl/2015/08/29/dzienniczek-bardzo-pop-9/]
Przez całe liceum obficie pasłam swoją kryminalną pasję „Detektywem” i Internetem, ale gdy pragnąc więcej postanowiłam sięgnąć po źródła najlepsze w postaci książek, okazało się, że pozycji jest jak na lekarstwo. Znaczy nie, inaczej. Jeśli chodzi o te poświęcone zagranicy, to nie można narzekać. Ale gdy człowiek chce przeczytać coś o własnym podwórku – bo nic tak nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to