rozwiń zwiń

Japoński cyberpunk. Od awangardowych transgresji do kina popularnego

Okładka książki Japoński cyberpunk. Od awangardowych transgresji do kina popularnego
Agnieszka Kiejziewicz Wydawnictwo: Kirin film, kino, telewizja
248 str. 4 godz. 8 min.
Kategoria:
film, kino, telewizja
Format:
papier
Data wydania:
2018-02-01
Data 1. wyd. pol.:
2018-02-01
Liczba stron:
248
Czas czytania
4 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362945719
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Japoński cyberpunk. Od awangardowych transgresji do kina popularnego w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Japoński cyberpunk. Od awangardowych transgresji do kina popularnego

Średnia ocen
7,4 / 10
30 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1427
31

Na półkach: , ,

Solidna praca naukowa o japońskim cyberpunku, z bardzo dobrym i treściwym wstępem ogólnie o cyberpunku, sporym rozdziałem poświęconym wszystkim trzem częściom Tetsuo oraz przeglądem awangardowych i popularnych pozycji filmowych. O kilku filmach z gatunku dowiedziałam się dopiero z tej książki i mam zamiar ich poszukać, jednak brakuje mi w filmografii angielskich tytułów.

Fanom Japonii i cyberpunka polecam, pomaga usystematyzować wiedzę z tematu.

Solidna praca naukowa o japońskim cyberpunku, z bardzo dobrym i treściwym wstępem ogólnie o cyberpunku, sporym rozdziałem poświęconym wszystkim trzem częściom Tetsuo oraz przeglądem awangardowych i popularnych pozycji filmowych. O kilku filmach z gatunku dowiedziałam się dopiero z tej książki i mam zamiar ich poszukać, jednak brakuje mi w filmografii angielskich tytułów....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

119 użytkowników ma tytuł Japoński cyberpunk. Od awangardowych transgresji do kina popularnego na półkach głównych
  • 83
  • 35
  • 1
31 użytkowników ma tytuł Japoński cyberpunk. Od awangardowych transgresji do kina popularnego na półkach dodatkowych
  • 19
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Japoński cyberpunk. Od awangardowych transgresji do kina popularnego

Inne książki autora

Okładka książki N O L A N. Monografia poświęcona twórczości Christophera Nolana Adriana Brenda-Mańkowska, Agnieszka Cieślak, Iwona Grodź, Paweł Jaskulski, Agnieszka Kiejziewicz, Bartłomiej K. Krzych, Bartłomiej Nowak, Patrycja Rojek, Paweł Stroiński
Ocena 8,0
N O L A N. Monografia poświęcona twórczości Christophera Nolana Adriana Brenda-Mańkowska, Agnieszka Cieślak, Iwona Grodź, Paweł Jaskulski, Agnieszka Kiejziewicz, Bartłomiej K. Krzych, Bartłomiej Nowak, Patrycja Rojek, Paweł Stroiński
Okładka książki 80s Again! Monografia poświęcona latom 80. XX wieku Adriana Brenda-Mańkowska, Aneta Jabłońska, Paweł Jaskulski, Agnieszka Kiejziewicz, Mariusz Koryciński, Kamil Kościelski, Joanna Kostana, Wojciech Lewandowski, Dariusz Piechota, Michał Pranke, Robert Zybrant
Ocena 8,5
80s Again! Monografia poświęcona latom 80. XX wieku Adriana Brenda-Mańkowska, Aneta Jabłońska, Paweł Jaskulski, Agnieszka Kiejziewicz, Mariusz Koryciński, Kamil Kościelski, Joanna Kostana, Wojciech Lewandowski, Dariusz Piechota, Michał Pranke, Robert Zybrant

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Japońskie opowieści o bogach Wiesław Kotański
Japońskie opowieści o bogach
Wiesław Kotański
Recenzja książki autorstwa Darka Styrny z magazynu „Kawaii”: Ponownie książka profesora Kotańskiego. Zastanawiałem się, czy zestawić akurat tę pozycję z opisanym powyżej “Kojiki" i doszedłem do wniosku, że w sumie jest w tym jakaś logika. Bo “Japońskie Opowieści o Bogach" to właściwie napisana, z polotem, niezwykłą swadą urodzonego gawędziarza i dodatkowo opatrzona wspaniałym komentarzem, interpretacja "Kojiki”. Osobiście natrafiłem tylko na jedną trudność, o ile można to trudnością nazwać. Otóż imiona japońskich bogów nie są pisane w ich japońskim brzmieniu, ale w polskim tłumaczeniu. Przykładowo, w książce nie napotkacie Amaterasu, ale Świecącą na Niebie, o Susanoo mówi się: Mąż Zsyłający Opady, a pierwszy ziemski władca Ninigi nosi imię Niebiańskiego Młodziana Dobrotliwego dla Nieba i Dobrotliwego dla Ziemi Wszystkie Miejsca Wypełniającego Kłosami. Trudno, trzeba się jakoś do tego przyzwyczaić... Sam zresztą autor przyznaje, że ilość imion i ich zaskakujące czasami zmiany nie ułatwią czytania. Prócz opisu mitologii, książka wyjaśnia wiele pojęć związanych z kami, shinto, strukturami zwojów "Kojiki", historią ich powstania i tłumaczeniami na języki obce. Dodatkowym atutem książki jest bogata oprawa ilustracyjna. Wprawdzie zdjęcia są czarno-białe, ale za to (oprócz obiektów zabytkowych) przedstawiają japońskich bogów w strojach, jakich nigdy pewnie nie skojarzylibyście z Japonią... Książka jest doskonałym uzupełnieniem klasycznego wydania "Kojiki", a jednocześnie pewną alternatywą dla osób, które mają trudności z przebrnięciem przez tekst frazowany, podzielony na zwoje, ciągi i wiersze... Darek Styrna, cykl: „Twoja Biblioteczka” [„Kawaii” nr 28 / 2000] Zapraszam na blog: tesinblog.wordpress.com
san-escobar - awatar san-escobar
ocenił na 8 1 rok temu
Studio Ghibli. Miejsce filmu animowanego w japońskiej kulturze Marcin Lisiecki
Studio Ghibli. Miejsce filmu animowanego w japońskiej kulturze
Marcin Lisiecki Joanna Zaremba-Penk
Przeszukując arkana przepastnych w treści ,,internetów" w kierunku odnalezienia książki o charakterze encyklopedyczno-biograficznym, dotyczącej medium jakim jest animacja, inspirując się w tym względzie mangą i dokonaniami wielu tytułów myśli technicznej japońskiej animacji, a co za tym idzie sądzę: ,,popkulturowym spojrzeniem Japończyków na świat”, można by rzec iż nagle i niespodziewanie natknąłem się na wyjątkową pozycję z gałęzi literatury popularnonaukowej i reportażu z dziedziny filmu i sztuki animacji. Tą perełką książkową, tą cenną dla fanów animacji i mangi z kraju kwitnącej wiśni, w tym najważniejsze: dla geeków okazałego dorobku Studia Ghibli, okazała się pozycja: "Studio Ghibli. Miejsce filmu animowanego w japońskiej kulturze", od polskiego wydawnictwa Kirin. Na samym początku zetknięcia się z tym tytułem, rzekłbym nawet: na etapie ,,przed-zakupowym”, gdy książce przyglądałem się nieco uważniej, byłem dziwnie przeświadczony, że być może nie będzie to coś, co ,,dopełni” mnie jako miłośnika popkulturowych mediów z Japonii. Jednak zakazany owoc smakuje najlepiej – tak, coś w tym jest; tak z moim podejściem do rodzimej publikacji było do czasu. Po prostu, pozycja od wydawnictwa Kirin, w moim odczuciu (a miałem do tego jakąś dziwną tendencję) jawiła się jako: z jednej strony coś teoretycznie zwykłego, ale z drugiej zaś mającego w sobie coś z pierwiastka tajemniczości i pewnego rodzaju ,,cegiełek informacji:, które aż kuszą, aby tam do nich zajrzeć i się im przyjrzeć. No bo przecież, kto nie chciałby dogłębniej poznać – jak mówi tytuł publikacji - ,,miejsca filmu animowanego w japońskiej kulturze”? Ta bardzo konserwatywnie i prosto wyglądająca książka z logiem konturów sympatycznie prezentującego się stworzonka z filmu "Mój sąsiad Totoro" od Ghibli właśnie, umieszczonego centralnie na jej intensywnie niebieskiej miękkiej okładce, jest przykładem dobrze zorganizowanej pracy zbiorowej. To w niej swoje spojrzenie na tak specyficzne aspekty japońskiej kultury, jak anime i manga, miało wielu znawców, recenzentów, publicystów; nie jest to książka łatwa w odbiorze, ,,na połknięcie w jedno popołudnie”... Oj, nie. Gdy już ogarnąłem z czym całościowo będę miał do czynienia, gdy tą książkę kupię i poddam się pasji jaką jest jej lektura, wiedziałem, że oprócz samego jej przeczytania – nawet gdyby to była długa i bardzo uważna lektura - na pewno będę musiał zaangażować się w całościowe jej poznanie nieco szerzej: wyjść poza to, co książka ma w swej zawartości. Tak, wydawnictwo Kirin dało nam twór nie mający fizycznych rozmiarów, jak jakaś tubalna, opasła księga lub 1000-stronicowy traktat; dostaliśmy coś, co w swym znaczeniu jest w pewnym stopniu podobne do tego czym jest Biblia dla chrześcijan. Dla nerdów i entuzjastów wyrazistości technicznej i tematycznej strony animacji od tego Studia, będzie to książka o ,,epokowo-biblijnym znaczeniu i wpływie” właśnie. Sęk w tym, że trzeba chcieć się w nią wczytać, a potem dopiero koniecznie się w nią zaopatrywać, aby w ten sposób móc jeszcze bardziej swymi czytelniczymi i fanowskimi zmysłami ogarnąć to, co Ghibli przez ponad 30 lat dawało światu poprzez swoje animacje. Po fakcie mogę krótko dodać: żałuję, że ta swego rodzaju biografia tak znanego nam Studia tworzącego kultowe i uznane animacje, bazującego na kulturze i obyczajach kraju, w którym ono powstało, nie wpadła mi w oko dużo, dużo wcześniej. Istniała by duża szansa na to, że wiele filmów od Ghibli zrozumiałbym inaczej: szerzej, głębiej, bardziej wieloaspektowo i wymiarowo, czerpiąc z nich jeszcze więcej, jeszcze pełniej. Co istotne, Ghibli, czyli, jak wiemy, japońskie studio animacyjne, założono w czerwcu 1985 roku z siedzibą w dzielnicy Koganei w Tokio. Twórcą marki byli uznani w środowisku filmowców/animatorów: Hayao Miyazaki, Isao Takahata i producent Toshio Suzuki; Studio to założono po sukcesie pełnometrażowego filmu "Nausicaä z Doliny Wiatru", powstałego w 1984. Jak mówi filmografia Ghibli, ich pierwszym filmem zrealizowanym w ramach studia był ciepły, pełen nostalgii i marzeń twór: "Laputa – podniebny zamek" z 1986 roku. Na pewno nie była to pierwsza pełna produkcja z dorobku firmy, którą osobiście obejrzałem. Tym ,,przetarciem” na start, tym czymś, co wywarło na mnie nieopisane wręcz wrażenie, po czym za wszelką cenę chciałem doświadczać większej ilości ,,ghiblijskich” animacji zaczynając chronologicznie: od najwcześniejszej, był film pt. "Opowieści z Ziemiomorza (2006)" – zachwycające w wielu aspektach, pełnometrażowe anime, którego to doświadczenie (a był to ponad wszystko cudowny obraz) okazało się piękną, nadnaturalnie potężną, niezapomnianą duchową podróżą. Nie wnikając w fabułę i szersze reperkusje tego, co film miał do przekazania, (jak na tak wątłą objętość publikacji) anime to dało się poznać jako opowieść, która toczyła się swoim własnym naturalnym rytmem. Ukazała ogromną powierzchniowo, jak i pod względem możliwości przyszłych adaptacji krainę "Uniwersum Zemiomorza" Ursuli K. Le Guin - ,,krainę”, bo mam na myśli ten bezmiar lądów, mórz, dolin, widocznych w animacji, a także wpisanej w to pięknej harmonii. W "Opowieściach z Ziemiomorza” znalazły się elementy przekonujące mnie do pewnej opinii, że mamy tu do czynienia z tego rodzaju fantastyką, gdzie pierwiastek baśni i mitu styka się z ,,elementem drogi": postacie tyczą ścieżki własnego losu, i jest w tym trochę samotności, prywatności, rozłąki. Tak poznałem Studio Ghibli; przeczucie mnie nie zgubiło, wiedziałem, że kolejne animacje (które rzecz jasna doświadczę osobiście) od tak renomowanej marki będą tak samo dobre, ba!, że będą pisane bardzo podobnym tonem, z podobną wymową i celem. Twórcy Studia Ghibli i cały sztab profesjonalistów z branży, których ci ludzie zatrudnili, mieli jeden cel zakładając firmę: ponad wszystko chcieli wprowadzić zmiany w filmie animowanym – i byłyby to zmiany w takim stopniu, że na pewno odczuł by je cały świat medium animowanego. I to im się udało; czy to wyżej wymienione anime, czy "Grobowiec Świetlików", czy "Szkarłatny pilot", nieważne, każde z tych tworów od Ghibli, jak i jeszcze więcej i więcej ich tytułów, przewodzą i zachwycają elementem wizualnym, wymową i emocjami, które przekazują. Sam obraz, a przede wszystkim jego uzupełniające się baśniowymi kolorami, ich ciepłem, temperaturą barw, rodzajem tła i planami animacji oraz perspektywą, rysunki, czy ogólnie pojedyncze kadry, które w tysiącach sumarycznie wprawia się w ruch: to wszystko jest tak wyjątkowe i zapadające w pamięć, że chyba w kodzie źródłowym Wszechświata musiało zostać zapisane, tuż przed jego powstaniem, że to Studio na pewno powstanie, i że da nam pełne stylu, niezależności i pasji dzieła, które zapamięta świat. Niniejszym omawiana i recenzowana publikacja biograficzno-informacyjna od wydawnictwa Kirin – czego złożoności i aż takiego wieloaspektowego omówienia filmów Studia, co samo w sobie pozytywnie szokuje i daje dość dosadnie do myślenia, jak głęboko ambitne i przemawiające do widza mogą być dzieła Ghibli - to wartościowa i cenna dla geeków wykładnia o złożoności całego Studia Ghibli, jak i o głębi tego, co w większości z tytułów, które wyszły spod jego ram (a przede wszystkim te najważniejsze produkcje) się przekazuje; to uwydatnienie, o czym warto wspomnieć, jednej kwestii: nie traktujmy Ghibli ogólnikowo, w obrębie Studia pracują bardzo ambitni i dumni ludzie, zakorzenieni w kulturze i obyczajach własnego narodu, a to jest bardzo, bardzo ważne. Odnosząc się do niektórych (bo o wszystkich na pewno nie będę w stanie napisać) zalet książki, warto podkreślić te: wielowymiarowość to atut publikacj; nie ma tu klasycznego podziału na części czy rozdziały. Autorów dla swego rodzaju felietonów i traktatów o każdym z danych filmów z osobna, jest mnóstwo, dlatego też spojrzeń i interpretacji animacji również jest mnóstwo; i w tym ,,mnóstwie" kryje się bardzo profesjonalne podejście do świata animowanego w ogóle, który to według autorów, z czym się zgadzam osobiście, nie jest ,,zwykłą kreskówką do zajęcia czasu na leniwe dni wolne od pracy”. W książce Kirin nie będzie więc płynności i równowagi, jak w klasycznej biografii czy pracy o danej firmie, osobie etc. Bo Ghibli nie jest łatwym do analizy filmograficznej, czy ogólnej strukturalnej (jeśli chodzi o sposób działalności) producentem tudzież wytwórnią. Tworzy tak specyficznie, niekiedy potrafi zaskoczyć spolaryzowanymi dziełami w kierunku konkretnego odbiorcy, że dla niektórych doświadczających animacji Studia widzów, jego twory stają się niczym sztuka dla sztuki, czy jak sztuka, którą należy pielęgnować, podziwiać, o niej debatować i pisać traktaty. Po prostu, każdy w tym ,,wymiarze” Studia znajdzie coś dla siebie: jedni będą zadowoleni samą feerią kolorów, barw tła, rodzaju konturu i sposobu kreślenia detali w animacji, drudzy zaś ze swego rodzaju wykwintnym pietyzmem będą się odnosić do filmów takich jak: "Księżniczka Mononoke", "Spirited Away: W krainie bogów", czy wrażliwego "Grobowiec Świetlików" lub "Szept Serca". Lektura tak niezwykłej zbiorczej pracy od wydawnictwa Kirin, to nie tylko wnikliwa i wielowymiarowa, oparta o profesjonalne podejście tematyczne i kulturowe do danych zagadnień danego filmu animowanego praca, ale i swego rodzaju ,,książkowa sztuka" uwydatniająca dość jedną charakterystyczną rzecz płynącą z wszystkich produkcji omawianego Studia: wszyscy jego pracownicy, począwszy od zwykłych animatorów i pracowników szeregowych a skończywszy na legendach rysunku, scenariusza i reżyserii, Hayao Miyazakim czy Isao Takahacie, to ludzie tworzący jedno z największych, najbardziej wyspecjalizowanych Studiów i Wytwórni tworzących nie tylko same anime, ale w ogólnym rozrachunku: medium animacji, na świecie. Ich wychodzącą ponad inne Studia tworzące animacje cechą, która bardzo dobrze o nich świadczy, jest to, że po mistrzowsku potrafią świadomie kreować tajemnicę, dając widzom możliwość doznania porównywalnego z intensywnym zanurzeniem się w obrazy mistrzów malarstwa: wizjonerskie pejzaże i magiczno-baśniowe miejsca w filmach Ghibli w połączeniu z bardzo drobiazgowo rozpisaną i wielowymiarową budową fabularną... budzi zachwyt i prawdziwy dreszcz emocji. W pracy naszego polskiego grona specjalistów znalazło się również podejście do strony technicznej pracy w branży serialu czy filmu animowanego (czyli jak to wszystko jest organizowane i realizowane, rzecz jasna na przykładzie Studia Ghibli), dzięki temu sama publikacja ,,nie trąci” schematycznością i sztampowością: panuje tu bardzo dobry kontrast między interpretacjami i dogłębnym spojrzeniem na popkulturę japońską i miejsca animacji japońskiej w całej globalnej kulturze a licznymi suchymi faktami, informacjami związanymi z środowiskiem filmu animowanego. Coś naprawdę bardzo dobrego, ale dla wtajemniczonych lub pragnących dowiedzieć się o tej japońskiej pracowni mistrzów animacji i ich obrazach, i przeznaczyć na to trochę więcej niż normalnie czasu, geeków.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 7 3 lata temu
Erotyczne obrazy japońskie 1700-1820 Timon Screech
Erotyczne obrazy japońskie 1700-1820
Timon Screech
Liczyliśmy naiwnie, sięgając po niniejszą pozycję, że japońska pornografia ma jednak więcej owego iki, które tak bardzo onegdaj skradło nasze serca, opowiadając się w sprawach miłosnych zdecydowanie po stronie subtelności i kontemplacji rzeczy ulotnych miast preferowanego na ogół w naszych czasach i kręgu kulturowym blitzkriegu. Nadto wiele już wiosen kochamy się nieprzytomnie w tych maleńkich perełkach, które Japończycy uroczo i nieco nostalgicznie nazywają obrazami przepływającego świata. A wiemy z własnego żywota, ze niewiele jest bardziej intrygujących zajęć niż uważna kontemplacja obrazów japońskiej ulicy. Jednakowoz tym razem otrzymaliśmy, co w sumie zaskakujące jak na nasze dotychczasowe przygody z japońską kulturą sporą dawkę dosłowności plus opis seksualności ze wszech miar zgodnej z wytycznymi WHO. W każdym razie pod względem jej szeroko pojętej płynności i hedonizmu jako jedynymi wyznacznikami satysfakcji płynącej z tych spraw. My jednak nie będąc tej płynności specjalnymi entuzjastami przyjęliśmy to jak zwykle przyjmujemy, to jest wzruszeniem ramion i heroiczną walką z opadem powieki, bo wbrew pozorom uważamy całą stojącą za tym misterną konstrukcję intelektualną za dość w gruncie rzeczy nudną i przewidywalną. Jednocześnie, będąc takimi obrzydliwymi sceptykami dla wynalazczości w tej sferze ludzkiego życia, nie mamy w zwyczaju zaglądać nikomu pod pierzynę i średnio nas obchodzi co kto i z kim pod ową pierzyną wyprawia. No może za wyjątkiem tej charakterystycznej dla japońskich kurwidołów tego okresu mody na przygody z bardzo młodymi chłopcami. Tego, pomimo, że tak szczerze wielbimy japońskie dziwactwa i często rzeczy, których nie rozumiemy zwyczajnie bierzemy sobie w cudzysłów jakoś nigdy nie ogarnęliśmy. Amen.
Novik - awatar Novik
ocenił na 6 5 lat temu
Japońska kultura kulinarna Iwona Kordzińska-Nawrocka
Japońska kultura kulinarna
Iwona Kordzińska-Nawrocka
Chciałam zapoznać się z tą książką, pomimo tego, iż spodziewałam się głownie omówienia potraw charakterystycznych ewentualnie na poszczególne regiony lub coś podobnego, a tu dostałam wysmakowaną książkę z całą historią, jak to pewne produkty trafiały do Kraju Wiśni tworząc dziś juz kuchnię fushion. Ta pozycja przybliża wyrafinowany styl jaki panował na dworach cesarskich, sposób w jaki ucztowano, komponowanie posiłków ze względu na pory roku oraz status społeczny. Posiłki komponowane tradycyjnie na bazie produktów suszonych, surowych i marynowanych z deserami jako uwieńczenie w postaci świeżych lub suszonych owoców oraz chińskie ciasteczka. Ale to wszystko stanowi dodatek do głównego dania jakim, po sprowadzeniu z Chin, staje się ryż. Głównym i najstarszym napojem oprócz wody było sake, potem przyjęło się mleko i herbata, ale ta ostatnia dość droga spożywana była na początku raczej w celach leczniczych. Wpływ na rewolucyjne zmiany w dziedzinie kulinariów miał buddyzm, który trafił do Japonii w XIIw. rozpowszechniając sztukę picia herbaty, jak i kuchnię wegetariańską, tworząc posiłki przyrządzane zgodnie z regułą 6smaków (gorzkiego, kwaśnego, słodkiego, ostrego, łagodnego, słonego). Potrawy do tej pory spożywane na zimno zaczęto poddawać obróbce i raczyć się ciepłymi posiłkami. Z czasem też zaczęto opracowywać techniki przygotowywania potraw, dzieląc je na różne style. Pózniej, po otwarciu Japonii na rynki europejskie nastąpił kolejny zwrot w dziedzinie kulinarnej. Mimo iż czas otwarcia nie był długi Japonia zdążyła przyswoić sobie wiele warzyw i owoców oraz cukier, jak i techniki przygotowywania potraw mięsnych. Tempura, którą zawsze uważałam za wytwór Azjatów bierze swoje pochodzenie z Portugalii - pierwotnie były to kawałki ryby obtoczone w panierce, smażone w głębokim tłuszczu - było postnym daniem. Również sushi jest obcym wynalazkiem - pierwotnie było sposobem konserwowania ryb przesypywanych ciepłym ryżem i przechowywano do roku czasu w drewnianych beczkach - ten sposób został przywieziony wraz z innymi elementami chińskiej kultury już VIIw. Pod wpływem amerykanizacji po II wojnie zmniejszyło się o połowę spożycie ryżu na rzecz mięs wszelkiego rodzaju. Jednak mimo ogromnemu wzrostowi spożycia mięsa ryż odkąd tylko pojawił się w Japonii stał się podstawowym składnikiem pożywienia i również dziś jemu jest podporządkowana cała kuchnia. Mimo otwarcia się na inne smaki z zewnątrz, Japończycy wybierają przede wszystkim te potrawy, które dobrze komponują się z ryżem i można bez przeszkód jadać je pałeczkami. Japończycy celebrują życie, zatem nie można się dziwić, że pożywienie jest traktowane z szacunkiem i przy każdym wydarzeniu, świętach nie odmawia się specjalnego charakteru potrawom, szczególnie że kalendarz przepełniony jest nimi. Każdy miesiąc jest zaopatrzony w swój wyjątkowy czas, a skoro przychodzi pora świętowania to i zajadania się smakołykami przewidzianymi na daną okazję dostosowanymi do pory roku. Ostatni rozdział jest w pełni temu zagadnieniu poświęcony.
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na 7 11 lat temu
Tajemnice sypialni gejszy. Japońska sztuka seksu Carmen Domingo
Tajemnice sypialni gejszy. Japońska sztuka seksu
Carmen Domingo
"Na Wschodzie uprawianie miłości jest od zawsze czymś tak naturalnym, jak jedzenie czy picie. To nawet coś więcej, kochanie się jest odtworzeniem pierwszej czynności, jaką wykonywali bogowie, tj. aktu stworzenia świata." Kultura japońska, mimo rosnącej popularności i coraz mocniej zaznaczającej się obecności w świecie Zachodu, nie przestaje zadziwiać swą egzotyczną odmiennością, a nieraz nawet szokować sposobem postrzegania pewnych zjawisk czy zachowań. Mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni wytworzyli wiele specyficznych zwyczajów, tradycji i rytuałów determinujących każdą dziedzinę życia, tak kosmicznie odległych od europejskiej estetyki, filozofii, światopoglądu. Jednym z aspektów kultury, który od stuleci rozpalał wyobraźnię człowieka Zachodu, była sfera miłości i seksu, najbardziej fascynującym i intrygującym jej przejawem - instytucja gejszy - klasa wyrafinowanych, wykształconych kobiet podnoszących erotykę do rangi zrytualizowanej sztuki, odgrywających znaczącą rolę w procesie kształtowania się tradycyjnego japońskiego społeczeństwa. Książka Carmen Domingo pozwala przyjrzeć się z bliska światu kwiatów i wierzb - najbardziej atrakcyjnych i zmysłowych kobiet Kraju Wschodzącego Słońca. "Tajemnice sypialni gejszy" jest publikacją popularnonaukową, w przystępny, a zarazem wszechstronny, treściwy i wyczerpujący sposób przybliżającą tematykę japońskiej sztuki miłosnej oraz jej centralnej postaci. Rozpoczyna ją dość rzetelnie zaprezentowany rys historyczny traktujący o początkach instytucji gejszy, narodzinach legalnej prostytucji i funkcjonowania dzielnic rozrywki na przestrzeni stuleci, a także podkreślający różnice pomiędzy rozmaitymi kategoriami prostytutek, kurtyzan i gejsz wraz z uwzględnieniem zakresu świadczonych przez nie usług. Sporo miejsca poświęca autorka procesowi edukacji przyszłej gejszy, który obejmował zarówno dbałość o zewnętrzną atrakcyjność (np. sposób noszenia kimona, charakterystyczny makijaż, modulację głosu, odpowiednią postawę, uwodzicielskie ruchy), jak i wszechstronne wykształcenie w różnych dziedzinach sztuki - nie tylko miłosnej: muzyki, tańca, śpiewu, literatury, konwersacji, ceremonii parzenia herbaty, a nawet dyplomacji. Dużo uwagi autorka poświęca również tradycyjnym rytuałom i zwyczajom, jakie poprzedzały spotkania z gejszami - seks z kurtyzaną nigdy nie był przypadkowy i wiązał się z przestrzeganiem długiego i zrytualizowanego procesu, w którym nie mniejszą rolę od samego aktu odgrywał wyrafinowany, rozciągnięty w czasie ceremoniał podniesiony do rangi sztuki. W jednym z najciekawszych rozdziałów Carmen Domingo przedstawia czytelnikowi japoński ideał piękna zawierający się w dziewięciu elementach oraz sposoby, jakie stosowały gejsze, ażeby mieścić się w jego kanonach. Sugestywny makijaż oczu i twarzy (nie wyłączając zębów), dbałość o nieskazitelnie białą skórę, fryzura podkreślająca atrakcyjność i "dostępność", sposób poruszania się, noszenia kimona, zachowanie odpowiedniej postawy, a nawet rytuały towarzyszące kąpieli i medytacja - wszystkie te praktyki służące osiągnięciu zewnętrznego i duchowego piękna stanowiły o uroku i atrakcyjności gejszy i w znaczący sposób uzupełniały jej wizerunek. Ważną częścią publikacji są stronice poświęcone sztuce miłosnej i tajnikom uwodzenia stosowanym przez gejsze - opisuje seksualne praktyki i akcesoria służące zwiększeniu i przedłużeniu rozkoszy, a ich różnorodność jest doprawdy zdumiewająca. Tradycja związana z grami i zabawkami erotycznymi ma w Japonii długą tradycję - seks nigdy nie był w tym kraju tematem tabu i nie podlegał moralnym ograniczeniom charakterystycznym dla religii chrześcijańskiej. Autorka wspomina zatem o podejściu do masturbacji, striptizu i podglądactwa, seksu grupowego czy krępowania, a także japońskiej specjalności: erotycznej medytacji oraz uprawiania seksu do momentu całkowitego wyczerpania partnera. Barwnym i szczegółowym opisom towarzyszą sugestywne przykłady klasycznego erotycznego malarstwa japońskiego, trafnie oddające klimat publikacji. Ostatni rozdział Carmen Domingo poświęciła zjawiskom charakterystycznym dla współczesnej japońskiej seksualności, istniejącym równolegle do wciąż popularnych postaw wywodzących się z tradycji świata kwiatów i wierzb. Mowa o powszechnym procederze prostytuowania się japońskich uczennic, fetyszyzmie mundurków szkolnych, handlu używaną bielizną czy gatunku hentai - erotyce mocno zahaczającej o twarde porno. Niestety, geneza tych zjawisk, ich sedno, jak i skutki dla japońskiego społeczeństwa zostały omówione dość pobieżnie, choć ich złożoność i różnorodność zdecydowanie są warte dokładniejszej i bardziej wnikliwej analizy. "Tajemnice sypialni gejszy" to niezwykle ciekawa, a przy tym dość solidnie i przystępnie napisana publikacja przybliżająca czytelnikowi fascynujący świat japońskich kurtyzan i gejsz - ich stylu życia, wachlarza usług, tajemnic uwodzenia i sztuki miłosnej, sekretów ich piękna i odwiecznej obecności w kulturze Kraju Kwitnącej Wiśni. Carmen Domingo ujawnia szeroki kontekst życia i działalności gejsz w społeczeństwie japońskim na przestrzeni stuleci, ich wpływ na kształtowanie charakterystycznej japońskiej seksualności oraz innych zjawisk, które nas, ludzi Zachodu, fascynują i zadziwiają nie od dziś. Generalnie to bardzo udana, rzetelna publikacja, może nie w równym stopniu poruszająca wszystkie omawiane zagadnienia - niektóre rozdziały aż prosiły się o bardziej obszerne i dokładne opracowanie - niemniej jednak w znaczący sposób rozwijająca naszą wiedzę na temat stanowiący motyw przewodni książki. Przyjemna dla oka, wysmakowana szata graficzna urozmaicona artystycznymi fotografiami oraz odważnymi ilustracjami mającymi swe źródło w klasycznym japońskim malarstwie erotycznym, jest znakomitym dopełnieniem treści publikacji. Jedyne, co można jej zarzucić, to drobne literówki i błędy stylistyczne, które niestety łatwo wpadają w oko zakłócając harmonię lektury. Mimo to serdecznie polecam intrygującą książkę Carmen Domingo pod wielce obiecującym tytułem "Tajemnice sypialni gejszy" i zawartością niemal w stu procentach spełniającą oczekiwania zainteresowanego tematem czytelnika.
Isadora - awatar Isadora
oceniła na 6 12 lat temu
Taoizm. Wprowadzenie Livia Kohn
Taoizm. Wprowadzenie
Livia Kohn
Przed procesem myślowym, który akurat niedawno przechodziłem - i wciąż pod wieloma względami jakby w nim trwam - odnośnie wnikliwego i konstruktywnego z mojej perspektywy rozumowania i zastanawiania się nad tym, czym tak naprawdę jest taoizm i czy warto się czegoś o nim dowiedzieć i jakie prezentuje wartości i zasady, doszedłem do wniosku, iż warto obejrzeć chociażby jeden z filmów fabularnych bądź dokumentalnych, który opowiadałby o osobie, na świecie personie dość znanej, będącej ikoną w kulturze masowej, która wyznawałaby i czerpałaby z taoizmu wiele elementów potrzebnych do rozwoju własnego ja i przystosowania się tym samym do chaosu współczesnego świata, z którego jednak można by czerpać jakieś korzyści. Postąpiłem zgodnie z tą wolą i założeniem, dlatego też wybrałem produkcję, która w taki właśnie, niebezpośredni zresztą, sposób traktowała by o tym systemie filozoficznym i religijnym i o osobie, która się temu oddała. Tym dziełem był m.in. dokument filmowy, "Be Water" z 2020 roku, a jego bohaterem zaś nieodżałowany Bruce Lee. Co istotne "Be Water" to tak naprawdę jeden z wielu w tej grupie, w której czuć ducha taoizmu, dzieł filmowych z tak specyficzną osobistością w roli głównej, o której wspomniałem. W produkcji tej zaznacza się w bardzo stonowany, ot zrównoważony, opowiedziany z iście konfucjańskim spokojem i mądrością obraz niezwykłego Bruce’a Lee – najdumniejszego i najpotężniejszego chińskiego tygrysa i małego smoka w jednym, jakiego poznał świat; mistrz sztuk walki, mocarnie charyzmatyczna osobowość, silny choć dla wielu osób trudny charakter, współtwórca współczesnej linii kina kopanego, tym bardziej sekwencji filmowych walk, które przeszły do historii, i których dynamika dzięki Bruce’owi cały czas trzyma poziom i idzie ku ciągłemu doskonaleniu i rozwojowi. Bruce Lee, fakt i z tym się trzeba zgodzić, to gwiazda kina akcji, ba!, to wręcz cesarz mistrzowskiej kopaniny, jeden z najbardziej poważanych przez Hollywood aktorów w początkach lat 70-tych XX wieku. Niekwestionowany lider i bohater filmowych perełek tego gatunku, do których należą fabularne: "Wściekłe Pięści" oraz "Droga Smoka" czy chociażby ten najsłynniejszy film z jego udziałem: "Wejście Smoka". Jednak to sfera dokumentu w filmie i książce (w przypadku literatury jest to biografia), dała mi wyjątkową, wręcz szlachetną sposobność, aby poznać filozoficzno-religijne koncepcje i idee, które najsłynniejszy Lee tego świata wyznawał, ba!, które z niego wypływały. Ów amerykańsko-hongkoński aktor i założyciel bardzo żywiołowego i specjalistycznego odłamu Kung-Fu, Jeet Kune Do, to człowiek na tyle bogaty duchowo i przepełniony, rzekłbym, wysmakowaną i intuicyjną mądrością i inteligencją w odniesieniu do otaczającego nas świata, że to od tych właśnie treści informacyjnych, reportażowych i biograficznych jest już tylko krótka droga do zapoznania się z systemem (choć Bruce w żadne systemy nie wierzył) życiowych wskazówek, zasad, myśli, które były dla Bruce’a ważne, i które wiele o nim mówiły, m.in. to ,,czy jest on sobą, może tobą, bądź każdą inną osobą?”. W życiu trzeba być konsekwentnym i zdecydowanym, a co za tym idzie: wiąże się z tym stanowiskiem swego rodzaju wybredność. Zdecydowałem się, że do zapoznania się z książkowymi wspominkami tudzież swego rodzaju złotymi myślami Lee, trochę poczekam. Nabiorę odpowiedniej siły i pokory ducha - pozostał przede mną szmat czasu oraz potrzebna przy tym niekłamana cierpliwość, którą muszę trzymać na wodzy, aby takiego postanowienia dotrzymać; wiąże się z tym duchowe spełnienie świadectwa drogi, którą do określonego celu i rezultatu się przebyło. To na pewno pomoże mi w pracy nad zrozumieniem podstaw taoistycznej filozofii i duchowych reguł tegoż to zbioru zasad i poglądów religijno-filozoficznych. Trzeba wierzyć w to, co cię buduje, we własne Ja, i z tą mocą i postanowieniami przebrnąć, a najlepiej chcieć taoizm zrozumieć, by wynieść z taoizmu i konfucjanizmu również taki rodzaj wierzeń i zasad, które przydadzą się mi, tobie, czy komukolwiek, do lepszego poznania świata i siebie samego, i które to następnie staną się idealnym rozszerzeniem do właściwego ujęcia, powiedziałbym nawet: zinterpretowania i zrozumienia życiowej siły, która stanowiła o Bruc’ie Lee. Bo najbardziej niezwykłe w tym człowieku jest to, jak prawi Wikipedia (z czym nie można się nie zgodzić), że: ,,był kasowym aktorem i chińskim wcieleniem amerykańskiego snu o sukcesie” – Bruce ten sukces osiągnął, ale chodzi o to, że nie zawrócił mu w głowie, nie zaburzył mu osądu i opinii o sobie samym; realizacja własnych marzeń nie zmieniła wewnętrznego celu i świadomości Lee o świecie. Zafascynowanie jego legendą, ideami, w które ten mistrz wierzył i z jakim wyważeniem emocjonalnym spoglądał na świat i jak się z nim rozliczał, także osobisty cel w postaci poznania systemu taoistycznego, nakierowały mnie na wybór publikacji pt. "Taoizm. Wprowadzenie" autorstwa Livii Kohn. Nie ukrywam, książka ta w tej kwestii niezwykle mi pomogła - to przez nią obraz życia na zewnątrz mnie, obraz życia w ujęciu własnego Ja i własnych celów oraz obraz Bruce’a Lee takim jakim powinniśmy go poznać jest teraz pełniejszy, obfitszy, bardziej usystematyzowany i konkretny. Taoizm był jednym, obok konfucjanizmu, z dwóch najważniejszych systemów filozoficzno-religijnych w Chinach i niektórych krajach sąsiednich. Taoizm nie oznacza jednak tego, że skoro ,,w Chinach czy Hongkongu człowiek wychowany, to na taoizmie przez całe życie oparty i prowadzony”. Ten system potrafił ewoluować – jego historia, od starożytności aż po współczesność, daje do zrozumienia jedno: z taoizmu może czerpać każdy, tworząc na własne potrzeby jego indywidualną osobniczą odmianę. Taoizm otwierał się na elementy konfucjanizmu czy specyficznego i rozległego buddyzmu. Praca Livii Kohn to nie tylko stricte ,,wprowadzenie” do założeń filozoficzno-religijnych taoizmu, ale i wskazówki, jak otworzyć umysł na osnowę i liczne treści tego systemu. I jak to bywa, początkowo targały mną dziwne sprzeczności (od których na szczęście umysł nie stanął mi w ogniu) w tej kwestii, czy aby na pewno oddanie się czemuś filozoficznemu, co dostałem w literaturze ma sens: czy nie wystarczy jakiś odcinek na YouTube o taoizmie albo odczytanie treści na Wikipediach, które taki zapis by zawierały? Nie jestem z natury 100% humanistą – chodzi o moje niekiedy neutralno-optymistyczne i pragmatyczne podejście do rzeczywistości, w której ,,chaotycznie pływa sobie ludzkość”. Mam skłonność chłodnego traktowania wielu rzeczy, jednak lubię zmiany i jestem otwarty na wyzwania – te moje cechy właśnie przekonały mnie – w ostatecznej ostateczności do przeczytania i zanalizowania pozycji "Taoizm. Wprowadzenie”. Nie mogę powiedzieć, że ta praca właśnie w wielu aspektach wpłynęła na zmianę postrzegania własnego Ja i wszystkiego co się z tym wiąże ostatecznie. Owszem, czuję się wewnętrznie, ot duchowo po tej specyficznej lekturze nieco inaczej: mam, jakby to ująć: ,,szersze spektrum rozumienia siebie samego i świata dookoła”. Gdybym miał użyć konceptów taoizmu dla swojego Ja, to zrobiłbym to w stopniu ,,świeckim” – chciałbym nie stawać się na starcie religijnym fanatykiem, ale np. być takim jak Bruce Lee, który wykorzystywał elementy taoizmu, dla wyznaczania własnej taoistycznej filozofii, która miała skierować go ku poszukiwaniu właściwej drogi samorealizacji. Zapewne jest to zaskoczenie, a w jakim stopniu, tego nie jestem w stanie obiektywnie ująć - chodzi część historyczną książki, gdzie specyficzny i bardzo, ale to bardzo potrzebny zrozumieniu tego ,,z czym się taoizm je” staje się koncept uwypuklenia zarysu dziejów tej formuły wierzeń, założeń, postulatów wywodzących się ze starożytnego wschodu i ich hybrydy z neokonfucjanizmem, czy innymi systemami filozoficzno-teologicznymi. Można odebrać to, jako swego rodzaju świetną pigułkę ciekawie poprowadzonych informacji, z – co istotne – wstawieniem do końca każdego z małych rozdziałów danej części książki wypunktowanych podsumowań i pytań, które mogą przydać się nam w dyskusji na tematy rozdziałów pracy lub sprawdzenia tego, co wynieśliśmy z danych elementów książki i, co najważniejsze, jakimi uważnymi czytelnikami byliśmy! Bo chyba o to autorce również chodziło, czyż nie? Można wynieść stąd niemało informacji, oj niemało. Można odnieść wrażenie, że mamy przed sobą skrupulatnie dobierane kawałki taoistycznego dziedzictwa; weźmy więc na to: dzięki narodzinom Szkoły Urzeczywistnienia Prawdy w XII wieku taoizm się ,,utwardził" i ustanowił, i to w takim stopniu, że jego ewolucja w przyszłości przebiegała dość komfortowo i płynnie – zresztą sami Cesarze Chin wspierali się taoizmem, twierdząc dzięki jego naukom, że są wcieleniami taoistycznych nieśmiertelnych bóstw. Czyż nie jest to tego rodzaju zagwozdka, która instynktownie chyli czoła ogromnej sile i wpływowi temu systemowi założeń filozoficzno-religijnych? Nie bez powodu na okładce pracy Kohn, w ilustracji ośmiościanu wpisany jest jeden z najważniejszych symboli wiecznego, nieprzerwanego strumienia tao, który co ciekawe przypomina gwiezdnowojenną Moc, gdyż taka samo jak ona jest fundamentalną siłą łączącą Wszechświat i spajającą go i wszystko co w nim istnieje. Tym symbolem jest pełny harmonii i potęgi naturalnej witalności kosmosu okrąg z wypełnianiami, tzw. ,,Yin i Yang”. Tao także łączy się z koncepcją ,,Zen", o czym zapewne (nie jest to jakoś bardzo istotna informacja) niewielu z Was wie, albo niewielu z Was ma świadomość, jak niezwykle silnie się te elementy ze sobą łączą. Sama budowa wewnętrzna książki: co, w ilu punktach, rozdziałach, z jaką systematyką jest ułożone, czyli jak wszystko ma to wybrzmieć czytelnie dla odbiorcy - nie jest w 100% przejrzyste. Epoki według strzałki czasu: od przeszłości do przyszłości, owszem, mogą być pomocne – to nie jest łatwa książka, meandruje ona bowiem na linii historyczno-metafizycznego uniesienia. Dla wtajemniczonych i bardzo uważnych odbiorców, taka a nie inna budowa publikacji, może być drogowskazem, dzięki któremu z treścią i walorami z niej płynącymi, cóż, się po prostu... płynie. A na finiszujący ostatek treści niniejszej recenzjo-opinii, odnieśmy się na moment do zagadnień mitologii, która w taoizmie silnie łączy się z wieloma religiami ogólnoświatowymi, tym bardziej religiami wschodnimi i jeśli tak to można nazwać: jej bardziej orientalnymi odłamami. Chodzi o wiążący je mit powstania świata, który w taoizmie jest bardzo podobny do tego, co prezentowane jest np. w buddyzmie, czy hinduizmie oraz podobnych systemach wierzeń – tak przynajmniej odebrałem to osobiście. Samo to potwierdza, że mitologia to ciekawy aspekt taoizmu; nie spoilerując dodam, że jest ona bardzo intrygująca.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 7 3 lata temu
Imperium znaków Roland Barthes
Imperium znaków
Roland Barthes
Bardzo ładna, wręcz poetycka recenzja z pisma „Kawaii”. „Teoria znaku” i znaki japońskiego kanji jako unikalne dzieło sztuki. Admirator i fascynata społeczeństwa japońskiego pisze, że w tym wyspiarskim kraju odnalazł swój prywatny raj: Dzieło nie dzieło? Książka, jak widać, świeża na rynku i jeszcze do dostania... Tylko czy dla każdego? Fascynująca, dziwna, złożona w nietypowy sposób w wąskie szpalty i poprzetykana czarno-białymi zdjęciami, z jednej strony zastanawiająca, z drugiej nieco szalona... Pełna szkiców i osobistych zapi­sków autora będącego, notabene, filozofem i kreatorem własnej teorii ograniczenia ludzkiego bytu przez system sztucznie lub naturalnie narzuco­nych ram tradycji, kultury czy religii. Właściwie nie ma w tej książce nic z relacji turysty czy naukowca. To Japonia widziana oczyma fascynata, który na wyspach odnalazł swój raj będący żywym dowodem na istnienie społeczeństwa dobrowolnie osadzonego w zbiorze przepisów, które nie tyle je ograniczają, co stanowią o jego sile i unikalności. Książka opiera się o teorię znaku. Japońska kanji jest niepowtarzalna, bo często obok znaczenia formalnego zamienia się w unikalne dzieło sztuki. Tak też autor postrzega Japonię. Coś, co w innych krajach jest wszędzie nudne i takie same, tutaj przybiera własną formę, niemożliwą do przeszczepienia w inne warunki kulturowe. Miasto, sklep, teatr, muzyka, jakiś gest, spojrzenie, prostota haiku, smak potraw... Czytam tę książkę kolejny raz i za każdym razem odkrywam coś nowego. Pozycja na pewno zmuszająca do przemyśleń... Może nie jest to idealny sposób na spędzenie wolnego czasu, ale wszyscy mamy chwile, kiedy chcemy znaleźć w książce coś więcej niż tekst, który osadzi naszą wyobraźnię w z góry narzuconych ramach… [Darek Styrna]
san-escobar - awatar san-escobar
ocenił na 7 1 rok temu
Poradnik ksenofoba. Japończycy Sahoko Kaji
Poradnik ksenofoba. Japończycy
Sahoko Kaji Noriko Hama Jonathan Rice
Książkę, a raczej tę małą książeczkę w najnowszym wydaniu dostałam niedawno od męża jako prezent na naszą kolejną rocznicę. Wiedział, że lubię poznawać japońską kulturę, czytać o niej i oglądać japońskie programy na NHK, dlatego też ten upominek był dla mnie strzałem w 10-kę. Jak już wspomniałam ta małych rozmiarów książeczka przedstawia nam szczerą prawdę na temat mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni – jacy są, co ich interesuje, jak postrzegają otaczający ich świat i rzeczywistość. Na okładce trzeciego już wydania znajdziecie bramę Torii, figurkę gejszy, pieska-robota oraz a jakże kwiaty kwitnącej Sakury. Kiedy zdecydujecie się sięgnąć po ten tytuł dowiecie się z niego m.in.: czy w Japonii istnieje pojęcie niezależności i indywidualizmu? Czym jest zjawisko o nazwie karoshi i dlaczego jest szczególnie niebezpieczne dla pracowników dużych korporacji? Jak Japończycy postrzegają gaijina? Czym są i kto korzysta z usług "Hoteli miłości"? Jak wygląda edukacja w tym kraju? Czy w ogóle występuje tu przestępczość? Co tak naprawdę kryje się za japońską uprzejmością i skromnością? Jak podróżuje się transportem miejskim i japońskim pociągiem Shinkansen? Dlaczego Japończycy hałasują przy jedzeniu? Skąd u mieszkańców obsesja na punkcie porządku i czystości? Jakie funkcje posiadają dzisiejsze japońskie toalety? Jakie znaczenie mają dla Japończyków religia oraz podróże? Poznacie też dzień z życia typowej japońskiej rodziny. Te i wiele innych ciekawostek znajdziecie w "Przewodniku (już nie poradniku nazwa zmieniona przez wydawcę) ksenofoba – Japończycy". Ja dowiedziałam się z niej kilku nowych rzeczy, a i wiele faktów też potwierdziłam. Polecam fanom kultury japońskiej i ich mieszkańców oraz zwykłym molom książkowym w celu pogłębienia swojej wiedzy na dany temat i po prostu dla czystej rozrywki. Myślę, że seria poradników ksenofoba to czas przyjemnie spędzony. Mnie przewodnik opowiadający o mieszkańcach Japonii spodobał się. Nieraz uśmiechnęłam się do siebie po przeczytaniu niektórych fragmentów, a w kolejce do poznania czeka na mnie jeszcze kilka książeczek w domowej biblioteczce – ciekawostki o Włochach, Niemcach czy Grekach. Miłej lektury! :)
AuroraBorealis - awatar AuroraBorealis
ocenił na 10 9 lat temu
Architektura – wizje niezrealizowane Philip Wilkinson
Architektura – wizje niezrealizowane
Philip Wilkinson
Album Philips Wilkinsona to podróż przez kilka kontynentów i kilkaset lat, przez dziesiątki rysunków, obrazów i szkiców. A przede wszystkim – przez kilkadziesiąt wielkich umysłów. Umysłów, które wyprzedzały swoje epoki, szły na przekór panującym przekonaniom, wymyślały wszystko na nowo. Autor rozpoczyna swoją opowieść w 820 roku. Mniej więcej wtedy powstał stworzony na pergaminie projekt opactwa idealnego – opactwa, które nigdy nie powstało. Podobny los spotkał wszystkie inne wizje, które narodziły się w późniejszych latach, a które Wilkinson skompletował w tym zbiorze. 250 stron, XII wieków odważnych wizji, które nigdy nie zostały zrealizowane. Z różnych powodów: niektóre były zbyt śmiałe i utopijne, innym na drodze stanęła prozaiczna przeszkoda – pieniądze. Jeszcze inne zostały odrzucone w konkursach. Na kartach tej książki pojawiają się nazwiska, które zna każdy, kto choćby w małym stopniu interesuje się architekturą: Le Corbusier, Walter Gropius, Rem Koolhaas, ale i postacie mniej znane. Podobnie wśród projektów znajdziemy znany Panoptykon, ale i niesamowite mieszkania na mostach. Oryginalne, fascynujące, lecz całkiem realne Mauzoleum Isaaca Newtona w kstałcie ogromnej kopuły, ale również niesamowite, futurystyczne Kroczące Miasto Rona Herrona. Renesansowe Dwupoziomowe Miasto Leonarda da Vinci oraz zaprojektowany parę lat temu Hipergmach Koolhaasa. Projekty całkiem realistyczne, tak jak dwa warianty Tribune Tower, jak i rewolucyjna kopuła nad Manhattanem Richarda Buckminstera Fullera. Wymieniać można by długo, bo każda z tych koncepcji to odrębna opowieść. Opowieść nie tylko o jej twórcy, ale i cała wizja, według której miała ona zmienić myślenie o domu, o przestrzeni, o mieście, o naturze. Architektura to wizja, a więc wspomnieć należy o ilustracjach. Plany, szkice, notatki, modele, wizualizacje występują tu na równi z tekstem, a do wielu z nich z pewnością będę wracać jeszcze wiele razy. Poszczególne rozdziały można czytać wyrywkowo, zaczynając od najbardziej interesujących nas projektów, ja jednak polecam lekturę całości, by móc prześledzić jak zmieniały się idee i sposoby myślenia o architekturze. I by zrozumieć, że wcale nie zmieniały się radykalnie – to, co było rewolucyjne w XVIII wieku, dzisiaj też wzbudziłoby kontrowersje. Czytając kolejne rozdziały żałowałam tylko, że wśród nich nie znalazł się projekt z naszego podwórka – Linearny System Ciągły Zofii i Oskara Hansenów. Autor wspomina o Korytarzu Jersey z 1965 roku, który trochę przypomina LSC, jednak myślę, że to obejmująca cały kraj koncepcja Hansenów bardziej zasługuje na wzmiankę. Trudno powiedzieć, według jakiego klucza autor dobierał projekty, które zdecydował się przybliżyć w tej publikacji. Znalazłam opinie krytyczne wobec książki, zarzucające Wilkinsonowi, że tylko kilka projektów miało powstać poza Europą lub USA, w tym żaden w Afryce, a tylko jeden jest autorstwa kobiety. Chociaż interesuję się architekturą, moja wiedza jest jednak zdecydowanie zbyt uboga by ocenić, czy takie a nie inny dobór był spowodowany „zachodniocentryzmem” autora, czy po prostu w innych częściach świata nie powstawały równie interesujące koncepcje. Podobnie jeśli chodzi o reprezentację architektek. Jako że pierwsze projekty przedstawione w zbiorze sięgają X i XIII wieku, dość przekonującym byłoby założyć, że kobiety w tamtych czasach nie miały możliwości realizowania się w tej dziedzinie i do grona światowej sławy architektów dołączają dopiero teraz. Trudno ocenić, na ile dobór był tu subiektywny i czym keirował się autor. Z pewnością jednak album Wilkinsona nie wyczerpuje tematu – jestem pewna, że podobnych fascynujących projektów jest na świecie więcej, z niecierpliwością czekam na kolejną taką publikację Szklane domy z „Przedwiośnia” Żeromskiego miały (i mogły!) powstać naprawdę. Może jednak na pewne rozwiązania nie jesteśmy jeszczw gotowi? Nie dlatego, że są one niewykonalne, ale dlatego, że tak jak niegdyś Wielki Trakt Wiktoriański czy cmentarz w kształcie piramidy, wykraczają daleko poza to, co jesteśmy w stanie pojąć swoim umysłem. Dlatego zapewne Hipergmach Koolhaasa wywołuje we mnie poczucie niepokoju, a zarazem nie mogę się powstrzymać od oglądania jego wizualizacji. Bo, jak pokazuje historia osady New Harmony, architektura to nie budynki, to stan umysłu.
Aleksandra Wen - awatar Aleksandra Wen
ocenił na 10 6 lat temu

Cytaty z książki Japoński cyberpunk. Od awangardowych transgresji do kina popularnego

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Japoński cyberpunk. Od awangardowych transgresji do kina popularnego